Transerfing rzeczywistości – ciekawa książka [aut. Vadim Zeland]

Nowy Rok i nowy temat!

Transerfing rzeczywistości

Książka o tym tytule traktuje o pewnym bardzo praktycznym podejściu do zagadnienia – “jak żyć”, “jak kreować swoją rzeczywistość”. Przy tym ma głębię i to głębię ezoteryczną. Może nie specjalnie duchową, ale jest głęboka i praktyczna.

Nie jest to kolejne nauczanie z przymusem “jak powinieneś się zachowywać”, albo moralizowanie ["ja wiem jak i ja ci powiem"]. Tak by było jakby książka ta poruszała ciało buddialne. Ona porusza ciała powyżej atmanicznego [nie jest poddana żadnej doktrynie czy religii]. Jest to już istotnie opowiadanie o swobodzie wyboru [ciało anupadaka], o tym, jak energetycznie działa wszechświat i my sami. Mocno wspiera odpowiedzialność za własne życie.

Anupadaka i wyżej to bardzo wysokie ciała, ale widać, że przyszedł czas na rozwój osobistych poruszeń na tych ciałach. Co ciekawe, to są poruszenia umysłowe i duchowe, zmiany wysokich postaw. Mało jest tam kwestii dotyczących wysiłku i “pracy w materii”. Po coś się interesujemy i zajmujemy rozwojem – po to, aby współdziałać z Wszechświatem, nie zaś aby być poddanym/ą, czy też niewolnikiem/cą i opowiadać sobie, jak to “trzeba cierpieć”.

Jesteśmy dziećmi Wszechświata, jak to mówi Dezyderata  {dziećmi Boga jeśli ktoś woli}. A Transerfing wspiera to przekonanie.

Od dobrych kilku lat nie podkreślałem tylu tekstów w żadnej książce. To zdecydowanie mówi, iż mnie mocno zainspirowała.

Poza tym bardzo dobrze pasuje do opisów ezoterycznych świata, ludzi, oczyszczania się i podnoszenia wibracji, które stosuję. Zarówno ona dodała do mojego myślenia wiele oryginalnych spostrzeżeń, jak i moje opisy bardzo dobrze się komponują z jej treścią. Jeszcze nie raz będę chwalić ten tekst.

Ileś spraw w tej książce obecnych najpewniej chociaż trochę znacie ze zbitek informacyjnych typu:

“jeśli z czymś walczysz, to to wzrasta”

“sam/a tworzysz swój świat”

“jak patrzysz na świat, taki on się wydaje coraz bardziej być”

“myśli są twórcze”

“oddaj Bogu” [to, co chcesz, aby się zdarzyło]

Są to ciekawe stwierdzenia, ale zwykle nie są szczegółowo opisane, ani też zwykle nikt nie sili się, żeby wytłumaczyć cały kontekst.

A książka “Transerfing” to robi.

Pojęcia

Częścią podejścia naukowego jest tworzenie pojęć. Dzięki pojęciom o wiele łatwiej jest śledzić struktury przyczynowo-skutkowe. Co prawda ezoteryka wychodzi poza naukę, jednakże część aparatu naukowego można spokojnie zastosować i dzięki temu dużo skorzystać.

W tym poście nie będę szczegółowo omawiać zasad Transferingu, ale w następnych i owszem. Myślę, że tak jak i dla mnie, dla Was będzie to pomocne na drodze duchowej.

Dodatkowo mogę powiedzieć, że transerfing w dużej mierze bazuje na Duszy, na pracy z Duszą [jej częścią - podświadomością]. Tak więc jest dla mnie to również cenne, wspiera moje [i Huny] pojęcie o tym, że własną rzeczywistość tworzymy razem ze swoją Duszą.

Trans.. co?

To jest TranSERFing, nie tranSFERing.

Właściwie i tak i tak jest dobrze. Pierwsze pochodzi od serfowania, czyli przenoszenia się z lekkością z jednego czegoś na drugie. Drugie pochodzi też od przenoszenia – transferu.

No, ale autor rosyjski chciał mieć serfing, pewnie dlatego, że kojarzy się on z lekkością – i o tą lekkość bytu tu chodzi.

Jak żyć? to obszerne pytanie, zawierające w sobie domniemanie: “aby osiągnąć to, co pragnę”.
Sprawa metod, którymi osiągamy cel jest też istotna.

Jak żyć, aby żyć lekko i osiągać to, co wybieramy [co chcemy, czego pragniemy]?

Takie sobie postawił autor sposoby. Dzięki mocy kreacji mamy możliwość tworzenia różnorakiej rzeczywistości. Ta sama metoda jest w ruchu, gdy dosięga nas coś, czego nie chcielibyśmy, jak dostajemy to, co pragnęliśmy. Istotne są szczegóły, detale. O nich też będę się rozpisywał, mam nadzieję.

95 komentarzy (+add yours?)

  1. omena33
    sty 03, 2012 @ 20:32:02

    Genialna jest ta książka i taka przyjemna w lekturze.Cieszy oko – a gdy czytać ja na głos – także ucho ;) )))))

  2. Hawa
    sty 04, 2012 @ 14:01:58

    @Andrzej,jesli czytales ksiazke/i tego autora to czy? pojawilo sie u Ciebie – zdziwienie graniczace z zachwytem.Jesli tak to podziel sie z czytelnikami.

  3. Pierzasty
    sty 04, 2012 @ 23:46:01

    A co jeśli ktoś nie jest dzieckiem wszechświata?

    • SwiatDucha
      sty 05, 2012 @ 01:34:44

      To jest dzieckiem wielkiego N [ena]. :)

      A tak na poważnie – duch jest wypustką Boga, a Dusza jest kreacją odpowiedniej wysokiej istoty. Jakiej – inna sprawa [odpowiednio do linii pochodzenia]. Jeśli nie odpowiada Ci taka egzegeza, to opowiedz nam swoją :)

  4. Hawa
    sty 05, 2012 @ 00:51:00

    Jeśli ktoś nie jest dzieckiem wszechświata – to zapewne jest dzieckiem swych rodziców ;-)

  5. Davvidia
    sty 05, 2012 @ 01:04:29

    jak ktoś nie jest dzieckiem, to jest wszechświatem – na jedno wychodzi :)

  6. Tristen
    sty 05, 2012 @ 02:20:06

    A ja jakos jak narazie az w taki zachwyt lektura nie popadlem :) . Owszem, dowiedzialem sie wielu rzeczy, ktore dotychczas byly dla mnie niejasne, ale ogolnie to sposob prezentowany przez autora dosc mocno skojarzyl mi sie z pozytywnym mysleniem czyli z czyms, co kiedys praktykowalem i co z czasem stalo sie czyms, co wydalo mi sie dosc sztuczne, w tym sensie ze na sile podtrzymywalem dobry nastorj w momencie kiedy wewnetrznie nie czulem sie wesoly i co mnie w koncu zmeczylo dosc powaznie.

    Ja natomiast mam takie pytanie: czy oprocz tych egregorow/wahadel moze cos podczepic sie pod czlowieka i nie dawac mu/zabierac naturalna energie/radosc z zycia? Bo jak czytam ta ksiazke to przypomnialy mi sie pewne rzeczy z zycia, ktore jakby okreslaja mnie w dniu dzisiejszym:

    -od dziecka nie czulem zbyt wielkiej potrzeby przebywania z ludzmi, zawsze wybieralem mniejsze grono; dzis jako dorosly czlowiek czesto zdarza mi sie psioczyc na to, ze nie poznaje nowych osob lub ze znudzony jestem tymi co juz sa i ze np. rudno mi wejsc w relacje uczuciowe (odpowiedz: dlatego, ze wlasnie uciekam od ludzi i czesto samemu nie wychodze do nich. Pytanie jednak brzmu: skoro wewnetrznie czuje potrzebe wychodzenia do ludzi a na zwnatrz jestem nimi znudzony lub czuje do nich niechec, co moze byc powodem takiej ambiwalencji?)

    -zajecie: od zawsze mialem problem z tzw nuda tzn albo nie u mialem wpadac na pomysl co robic dalej (a pomysly podsuwane przewaznie mi nie odpowiadaly) albo szybko nudzilem sie dana rzecza/zajeciem (czesto dosc szybko dochodzilem do punktu, gdzie wyczerpywalem mozliwosci/wiadomosci mnie interesujace).

    Moze na pierwszy rzut oka te oba punkty nie maja wiele wspolnego z ksiazka ale cos intuicyjnie mowi mi, ze maja i ze moj stan zanizonej energetyki i wycofania nie pochodzi z tego, ze jestem introwertykiem czy z postawy duszy ktora jest juz stara i oczyszczona z pewnych wzorcow ale ze mam cos podczepione lub ze cos skutecznie trzyma mnie przy sobie, czego nie jestem swiadom a co w bardzo skuteczny sposob zapy cha moje kanaly energetyczne i nie pozwala dostrzegac mozliwosci lub powoduje nieuzasadniona niechec/nieumiejetnosc siegania po nowe (taki niczym nie uzasadniony brak checi ku nowemu z jednoczesnym poczuciem totalnego znudzenia dotychczasowym i niemoznosci wykniecia sie z tej sytuacji).

  7. Pierzasty
    sty 05, 2012 @ 03:30:48

    @Andrzej: to co mówisz ma sens, choć wydaje mi się, że patrzymy na ten sam układ z zupełnie innej strony. Inna relacja z Podstawą Wszechświata. Dzięki za uściślenie :)

  8. Marek
    sty 06, 2012 @ 02:53:36

    Zainspirowałeś mnie Andrzej, dziś z rana biorę się za lekturę książki, o ile oczy mi pozwolą. Ale jak duchowy tekst, to pewnie pozwolą :)

    Pozwolę sobie zmienić temat, jak zwykle :) http://www.youtube.com/watch?v=_-clFZFdLQk&feature=endscreen&NR=1 Maciek Maleńczuk, nie wiem jak inni, ale ja go odbieram jako wręcz emanującego charyzmą, ewidentny krokodyl jak dla mnie (alkoholik, palacz) w tym wszystkim uderza autoironia i niezwykła inteligencja, ale ta energia jest niesamowita. Czy to jest krok buddialny o którym pisałeś że jest medialny, czy może coś “lepszego”?

    Pozdrawiam – niestety bez charyzmy :)

  9. Pierzasty
    sty 06, 2012 @ 13:08:14

    Piękny filmik do odreagowania schowanych DDA :)

  10. Tristen
    sty 06, 2012 @ 13:15:44

    Ja rowniez mam bardzo ambi walentne odczucia do osoby Macka Malenczuka. Bo z jednej strony podoba mi sie jego wrazliwosc i talent, a z drugiej odrzuca mnie ta jego chro powatosc, arogancja (krokodyl oczywiscie :) ).

  11. Tristen
    sty 07, 2012 @ 02:54:21

    No to dobra :) Jestem juz praktycznie po lekturze 1 czesci i u mnie wyszlo mi tak:

    1. wahadlo spoleczenstwo kontra ja – klania sie tutaj duza waznosc mnie samego i nadmierne oczekiwania z jednoczesna walka z tymze spoleczenstwem
    2. sfera uczuciowa: brak drugiej osoby na stale i jednoczesne obwinianie sie o bycie mniej atrakcyjnym, gorszym czyli wahadlo nieumiejetnosci spelnienia oczekiwan potencjalnej partnerki

    Czyli dosc sporo do oczyszczenia :) .Pewnie jest tego z deczka wiecej ale narazie to dwa najbardziej nurtujace tematy mnie samego.

    • Odnaleziona
      sty 07, 2012 @ 15:58:15

      Tristenku(o), cieszę się bardzo, że czytasz i że jest w Tobie gotowość do dalszego oczyszczania, a nawet treningu :)
      Jak już pisałam, osobiście autentyczne uwalnianie się od przekonan innych, narzuconych przez wychowanie i wtloczonych do umyslu rozpoczęłam “samoczynnie” (bo intuicyjnie) ok. 20 roku życia. Z perspektywy czasu – jak dotąd podjęcia tych działań nie żałowałam :)

      Z mojej dotychczasowej praktyki życiowej wiem, że wiele jest nieporozumień z powodu niezrozumienia czyichś intencji. Dlatego o intencjach warto otwarcie rozmawiać – jak najwięcej, dokąd nie poczuje się, że już wystarczy :) I tak dajmy na to taki przykład: Ile rozmawiałeś ze swoją potencjalną partnerką o jej “oczekiwaniach”? Nawet słowo “oczekiwania” ma jakiś taki ciężar dla mnie. Zastąpiłabym je słowem np. “marzenie” – już coś lżejszego, prawda? Do tego, co wiesz o tym marzeniu? Na ile je znasz? Czy wiesz dokładnie, co obejmuje? A może np. spotkanie się w takim marzeniu jest prostsze niż myślisz? :) Jest tuż, tuż? Skąd można to wiedzieć, jeśli się o tym nie rozmawia?

  12. Tristen
    sty 07, 2012 @ 03:14:58

    No i jeszcze jedno: nie wiem, czy dobrze odebralem autora lektury, ale on mowi niejako wprost o tym, aby specjalnie nie bac sie czegokolwiek, nie zasilac swoich obaw negatywna energia (nie bac sie bezrobocia, utraty pieniedzy, bliskich osob etc.). Eeeh, teraz widze ile we mnie jednak zapozyczen od przekonan innych, narzuconych przez wychowanie i wtloczonych do umyslu……pamietam, ze jako dziecko i nastolatek nie matrwilem sie az tak … i co ,,dziwne” problemy same sie szybko rozwiazywaly. Ale ze nasluchalem sie od nauczycieli i rodzicow o tym, jaki to jestem nieodpowiedzialny i bujajacy w oblokach, zaczalem chlonac spoleczne kody (no bo przeciez nie chcialem robic przykrosci tym ludziom) i niezle wpadlem a teraz sporo syfow we mnie…..czas sie pouwalniac z tego. Na poczatku nastepnego tygodnia tom nr. 2 i porady praktyczne :) . Trening czas rozpoczac!

  13. Tristen
    sty 07, 2012 @ 16:36:19

    Tristenku(o), cieszę się bardzo, że czytasz i że jest w Tobie gotowość do dalszego oczyszczania, a nawet treningu :)
    Jak już pisałam, osobiście autentyczne uwalnianie się od przekonan innych, narzuconych przez wychowanie i wtloczonych do umyslu rozpoczęłam „samoczynnie” (bo intuicyjnie) ok. 20 roku życia. Z perspektywy czasu – jak dotąd podjęcia tych działań nie żałowałam :)

    -> No ja tez, nawet juz wczesniej tyle ze u mnie im bardziej odrzucalem te narzucone mi wzorce, tym bardziej stawalem sie wyczulony na reakcje otoczenia i teraz juz spostrzegam, ze zrobielm jeden duzy blad: zaangazowalem sie w te reakcje zbyt emocjonalnie i wpadlem w wahadlo. Stety lub niestety nasze spoleczenstwo jest takie a nie inne i bedzie dosc mocno odrzucac/krytykowac tego typu podejscie. Moim zadaniem jest nauczyc sie poimimo tego jakos zyc, nie zwracac na to wiekszej uwagi, nie dawac sie porwac negatywnym emocjom. Ma to u mnie jeszcze jedno uzasadnienie ze jednak poddaje sie tym emocjom: nie lubie osamotnienia (czyli potrzebuje grupy, spoleczenstwa ale takiego jak ja sam) no i drugiej osoby (akapit ponizej) a wiec z braku tych rzeczy zaczynaja wyplywac emocje typu ,,jestem sam”, ,,nikt mnie nie kocha”, ”,,jestem gorszy” itp. Musze jakos dojsc do ladu z tym i wywazyc te rzeczy, narazie jeszcze nie wiem jak ale czuje tutaj problem, wahadlo.

    Z mojej dotychczasowej praktyki życiowej wiem, że wiele jest nieporozumień z powodu niezrozumienia czyichś intencji. Dlatego o intencjach warto otwarcie rozmawiać – jak najwięcej, dokąd nie poczuje się, że już wystarczy :) I tak dajmy na to taki przykład: Ile rozmawiałeś ze swoją potencjalną partnerką o jej „oczekiwaniach”?

    -> Pewnie sie zdziwisz, ale czesto nawet nie dochodzilo do teo typu rozmow, bo one czesto uciekaly po tym, jak sie dowiadywaly, jak i z czego zyje i jak wyobrazam sobie tzw. dorosle zycie. Wlasnie dysktuje sobie o tym z naszym adminem i zwrocicl on uwage na to, ze jednak wiekszosc kobiet ma bardzo silny wzorzec prokreacji i z tego tytulu, jesli nie czuja bezpieczenstwa, wybiora innego. Moja obserwacja rowniez to potwierdza, bo kilka z moich niedoszlych partnerek jest w zwiazkach z innymi, ale z tego, co wiem, chyba nie sa w kilku przypadkach szczegolnie szczesliwe z takiego wyboru (owszem, na poczatku bylo wszystko ok, partner wydawal sie atrakcyjny, byly pieniadze, obiecywania … a teraz nagle czasem slysze o tym, o tamtym [ doskonale opisane zostalo to na przykladzie krokodyli i pogryzien ze kobieta bardzo czesto ,,lapie” sie na takiego partnera, ktory najpierw duzo obiecuje i wydaje sie byc przez to pewny a potem nastepuje proza zycia).
    Zreszta nasz admin mial chyba w stosunku co do mojej osoby sporo racji, ze moge nie byc z linii ewolu cyjnej czlowieka, bo mimo trzydzuestukilku lat na karku wciaz wewnetrznie (duchowo) nie potrafie zbytnio zrozumiec, czemu to facet ma byc ta jedyna podpora finansowa w zwiazku, ze ma ciagle dawac poczucie bezpieczenstwa (tak jakby kobieta nie umiala sama sie o to rowniez po czesci zatroszczyc). Moze wlasnie dlatego nie umiem wejsc w zwiazek no ale skoro ja czuje inaczej to widac cos tutaj musi glebiej siedziec, ze nie pociagaja mnie wlasnie kobiety tego typu (ja lubie nazywac je tradycjonalistkami).

    Nawet słowo „oczekiwania” ma jakiś taki ciężar dla mnie. Zastąpiłabym je słowem np. „marzenie” – już coś lżejszego, prawda?

    - Mysle, ze z dosc duza doza swiadomosci moge powiedziec ze akurat w tym przypadku wiem dobrze o jaka osobe mi chodzi.

    A może np. spotkanie się w takim marzeniu jest prostsze niż myślisz? :) Jest tuż, tuż? Skąd można to wiedzieć, jeśli się o tym nie rozmawia?

    -> Tez dobra uwaga! No wlasnie! Tylko wez wytlumacz to tym, co je spotykam zeby chcialy chociaz usiasc i chwile prozmawiac a nie zachowywac sie jak rozkapryszona ksiezniczka, ktora tupie nozka i mowi ,,nie!” :) Niestety z tego co widze to bardzo powszechna reakcja, wynikajaca chyba z blednego i nieprzystajacego juz do realiow wychowania, gdzie kobieta miala wylacznie dbac o dom a mezczyzna zarabiac i byc poza nim. Krzywdziw sie w ten sposob kobiety, bo pozniej w doroslym zyciu sa one mniej zaradne i wtedy rzeczywiscie nie pozostaje im nic innego, jak oczekiwac ze ktos sie bedzie nimi non stop opiekowal i dawal utrzymanie a przeciez juz stwierdzilismy, ze oczekiwania ograniczaja i rodza problemy.

  14. Tristen
    sty 07, 2012 @ 21:01:33

    Mi jeszcze wychodzi dodatkowo pogryzienie…ale nie przez jednego krokodyla tylko przez cala grupe (znow to spoleczenstwo :) ). Cos tutaj musi byc…no od dziecka dostawalem ,,razy” od rowiesnikow ze szkoly czy pozniej od tzw autorytetow ze jestem inny, niedostosowany. Teraz sie zastanawiam, jak to wyprostowac i zyc dalej w spoleczenstwie (moze stad sie wziela moja postawa, ze nie umiem w nim zyc?).

  15. Odnaleziona
    sty 07, 2012 @ 21:34:49

    > No ja tez, nawet juz wczesniej tyle ze u mnie im bardziej odrzucalem te
    > narzucone mi wzorce, tym bardziej stawalem sie wyczulony na reakcje
    > otoczenia i teraz juz spostrzegam, ze zrobielm jeden duzy blad:
    > zaangazowalem sie w te reakcje zbyt emocjonalnie i wpadlem w wahadlo.
    > Stety lub niestety nasze spoleczenstwo jest takie a nie inne i bedzie dosc
    > mocno odrzucac/krytykowac tego typu podejscie. Moim zadaniem jest nauczyc
    > sie poimimo tego jakos zyc, nie zwracac na to wiekszej uwagi, nie dawac sie
    > porwac negatywnym emocjom.

    Pytanie zatem, czy wszystkie te wzorce są złe? Czy społeczeństwo naprawdę nie wypracowało nic dobrego? A może jednak są jakieś powody, dla których warto by uczestniczyć w społeczeństwie?
    Kolejne pytanie, czy warto się tak wahać? Co nam daje wahanie? Jakie nasze problemy niby rozwiązuje?
    Co do emocji – one są czymś realnym, nie da się o nich zapomnieć – nadal będą istnieć. Każda emocja musi jakoś “wybrzmieć”. Bardzo dobrze jest uzyskiwać kontrolę nad nimi i nie poddawać się tym negatywnym. Ale to będzie efekt pracy, treningu kontroli emocji właśnie :) A do tego czasu można znaleźć sobie jakąś formę pozbywania się ich. Podobno jedną z najlepszych form jest jakaś forma aktywności fizycznej, sportu, nawet choćby gimnastyki codziennej :) Tak mówią psycholodzy.

    > Ma to u mnie jeszcze jedno uzasadnienie ze jednak poddaje sie tym emocjom:
    > nie lubie osamotnienia (czyli potrzebuje grupy, spoleczenstwa ale takiego jak
    > ja sam) no i drugiej osoby (akapit ponizej) a wiec z braku tych rzeczy zaczynaja
    > wyplywac emocje typu ,,jestem sam”, ,,nikt mnie nie kocha”, ”,,jestem gorszy” itp.
    > Musze jakos dojsc do ladu z tym i wywazyc te rzeczy, narazie jeszcze nie wiem
    > jak ale czuje tutaj problem, wahadlo.

    Przebywanie w jakiejś grupie – dobra rzecz. Dobrze jest czuć przychylność innych osób, stworzyć nawet jakiś fajny zespół. To a propos “jestem sam”.
    Pokochać trzeba najpierw samego siebie. Gdy Ty siebie pokochasz, sam staniesz się zdolny do miłości. Ważne z drugiej strony, żeby sodówa nie odwaliła :) Ale każdy (bez wyjątku) ma co w sobie pokochać. Kwestia tylko, żeby to poodnajdywać, dostrzec.
    A czego dotyczy poczucie “gorszości”? Z czym ma związek? Dlaczego tak się czujesz? Z jakich powodów?

  16. Tristen
    sty 07, 2012 @ 22:15:04

    Pytanie zatem, czy wszystkie te wzorce są złe? Czy społeczeństwo naprawdę nie wypracowało nic dobrego? A może jednak są jakieś powody, dla których warto by uczestniczyć w społeczeństwie?
    Kolejne pytanie, czy warto się tak wahać? Co nam daje wahanie? Jakie nasze problemy niby rozwiązuje?
    Co do emocji – one są czymś realnym, nie da się o nich zapomnieć – nadal będą istnieć. Każda emocja musi jakoś „wybrzmieć”. Bardzo dobrze jest uzyskiwać kontrolę nad nimi i nie poddawać się tym negatywnym. Ale to będzie efekt pracy, treningu kontroli emocji właśnie :) A do tego czasu można znaleźć sobie jakąś formę pozbywania się ich. Podobno jedną z najlepszych form jest jakaś forma aktywności fizycznej, sportu, nawet choćby gimnastyki codziennej :) Tak mówią psycholodzy.

    ->Nie, same zasady w wielu wypadkach nie sa zle ale sposob ich egzekwowania powoduje, ze nie potrafie sie do nich przystosowac. Tu jest punkt zapalny. Spoleczenstwo dziala na zasadzie: albo bezwarunkowo sie dostosujesz (niewazne czy chodzi tu np. o czas i limit godzinowy pracy, ubior, jezyk/ton wypowiedzi, zachowania itp.) albo nie dostaniesz nic/zostanie ci odebrane to i to. Brzmi to jak rozkaz w wojsku.

    Czy warto sie wahac? Wiesz, te wahadla istnieja i wpadamy w nie czesto.

    Przebywanie w jakiejś grupie – dobra rzecz. Dobrze jest czuć przychylność innych osób, stworzyć nawet jakiś fajny zespół. To a propos „jestem sam”.

    -> No widzisz, ja potrzebuje akurat takiej grupy osob o takich cechach, ktora jest dosc mala, powiedzialbym nawet ze bardzo niszowa, szczegolnie u nas w kraju.

    Pokochać trzeba najpierw samego siebie. Gdy Ty siebie pokochasz, sam staniesz się zdolny do miłości. Ważne z drugiej strony, żeby sodówa nie odwaliła :) Ale każdy (bez wyjątku) ma co w sobie pokochać. Kwestia tylko, żeby to poodnajdywać, dostrzec.

    ->To prawda. I staram sie to robic, problem lezy w tym ze jakos inni nie za bardzo chca ,,pokochac” mnie. Dlaczego? Nie wiem. Chyba duza roznica w ogolnym sposobie bycia, wyrazania sie calosciowo swoim zachowaniem itp.

    A czego dotyczy poczucie „gorszości”? Z czym ma związek? Dlaczego tak się czujesz? Z jakich powodów?

    ->To akurat proste. Przez lata odrzucania w koncu moje wnetrzne (Ja) nabralo przekonania ze to ze mna cos jest nie tak, skoro nie moge normalnie wchodzic w zwiazki czy funkcjonowac wsrod ludzi, ze wina lezy po mojej stronie ze nie umiem zaakceptowac zasad ogolnie przyjetych, ze inrepretuje je inaczej.

    • Odnaleziona
      sty 08, 2012 @ 16:04:19

      > Czy warto sie wahac? Wiesz, te wahadla istnieja i wpadamy w nie
      > czesto.

      A czy nie mamy dążyć do takiej stabilizacji, w której wahania już nie będą miały miejsca?

      > Nie, same zasady w wielu wypadkach nie sa zle ale sposob ich
      > egzekwowania powoduje, ze nie potrafie sie do nich przystosowac.
      > Tu jest punkt zapalny. Spoleczenstwo dziala na zasadzie: albo
      > bezwarunkowo sie dostosujesz (niewazne czy chodzi tu np. o czas
      > i limit godzinowy pracy, ubior, jezyk/ton wypowiedzi, zachowania itp.)
      > albo nie dostaniesz nic/zostanie ci odebrane to i to. Brzmi to jak
      > rozkaz w wojsku.

      A jak Ty byś widział sposób egzekwowania zasad?
      Przecież można stworzyć własne społeczeństwo i ustalić w nim odpowiadające nam zasady wraz z pożytecznym sposobem ich egzekwowania, czyż nie?

      > No widzisz, ja potrzebuje akurat takiej grupy osob o takich cechach, ktora
      > jest dosc mala, powiedzialbym nawet ze bardzo niszowa, szczegolnie u nas
      > w kraju.

      No popatrz, to się może dogadamy? :)

      > To prawda. I staram sie to robic, problem lezy w tym ze jakos inni nie za
      > bardzo chca ,,pokochac” mnie.

      Teraz jest czas na “pokochanie” siebie.

      Osobiście jestem feministką katolicką i też jestem za równouprawnieniem. Ruch feministyczny ma się całkiem dobrze i z pewnością będzie przybierał na sile, zyskiwał nowe aktywistki.

  17. Tristen
    sty 08, 2012 @ 16:20:48

    A czy nie mamy dążyć do takiej stabilizacji, w której wahania już nie będą miały miejsca?

    -Ano mamy, po to czytam ,,Transerfing…”. Co z tego wyjdzie jeszcze nie wiem ale ksiazka naprawde dobra, sporo praktycznych zastosowan wiec powinno dac rade cos zrobic w tym kierunku.

    A jak Ty byś widział sposób egzekwowania zasad?
    Przecież można stworzyć własne społeczeństwo i ustalić w nim odpowiadające nam zasady wraz z pożytecznym sposobem ich egzekwowania, czyż nie?

    ->Ja w ogole bym nie widzial potrzeby egzekowania praw poniewaz ja samemu z jakis dziwnych powodow mam to ,,wbudowane” w siebie. Ale juz dawno zreflektowalem sie, ze inni ludzie tak po pierwsze nie maja, po drugie za nic w swiecie nie uwierza w to, ze sa tacy, ktorzy nie musza miec jakichkolwiek nakazow, aby nie lamac zadnych praw. I tutaj powstaje troche bledne kolo bo mnie sie od razu skora jezry, jak mi ktos cos karze. Powoduje to odkladnie odwrotne dzialanie od zamierzonego przez tego kogos. Z tym, ze traca w sumie oboe strony, ja wiecej bo jestem jednostka. Narazie nie widze sposobu wyjscia z tego impasu jeszcze no ale zobaczymy, tom II w drodze.

    Osobiście jestem feministką katolicką i też jestem za równouprawnieniem. Ruch feministyczny ma się całkiem dobrze i z pewnością będzie przybierał na sile, zyskiwał nowe aktywistki.

    -> ja w sumie nie nazywam jakos tego i nie staje po stronie jakiegos konkretnego ruchu ale trudno nie zauwazyc, ze patriarchat czy matriarchat to jedna strona medalu i wtedy zawsze znajdzie sie ktos pokrzywdzony, stad moje nadzieje na to, ze obie strony beda staly po rownej stronie.

  18. Odnaleziona
    sty 08, 2012 @ 17:00:45

    > Ja w ogole bym nie widzial potrzeby egzekowania praw poniewaz
    > ja samemu z jakis dziwnych powodow mam to ,,wbudowane” w siebie.

    Czyli co, zdajemy się na intuicję?

    Feminizm KATOLICKI to właśnie taki z równouprawnieniem :)

    Podaję adres email dla osób, które chciałyby wejść w kontakt z Odnalezioną: retrieved.soul@gmail.com

    Aloha! Sajonara! Lata sobie marynara!

  19. Tristen
    sty 08, 2012 @ 17:50:39

    Nie wiem, czy intuicja. Po prostu mnie zadna kontrola potrzebna nie jest, dusze sie od niej i od przymusu niemoznosci wyrazania siebie takim, jakim jestem naprawde.

  20. Odnaleziona
    sty 08, 2012 @ 18:57:33

    Tristen, to może czas zacząć wyrażać siebie takim, jakim jesteś naprawdę?

  21. Tristen
    sty 08, 2012 @ 18:59:08

    Robie to :)

  22. Odnaleziona
    sty 08, 2012 @ 19:53:16

    No to miodzio! :)

  23. Tristen
    sty 08, 2012 @ 20:19:19

    Nie tak bardzo :) Jak by byl miodzio to bym raczej tutaj sie nie pojawil i nie szukal mozliwosci rozwiazania problemow, ktore mnie trapia…

  24. Odnaleziona
    sty 08, 2012 @ 22:13:00

    Mówiąc “miodzio” miałam na myśli to, że starasz się wyrażać siebie, nie udawać, pisać prawdę, przyglądać się sobie, szukać rozwiązań, że chcesz poprostować jakoś sprawy – choć może jeszcze nie wiesz jak. To jest najważniejsze – chcieć :)

    Mam też takie odczucie przy tym, gdy pisałeś, że czujesz się gorszy od innych. Czuję, że nikt nie jest ani gorszy od innych, ani od nich lepszy. O tajemnicach Bożego stworzenia nic nie wiem, ale wierzę, że wszyscy ludzie zostali “ulepieni” dokładnie z tej samej “gliny”. Nie ma jakichś nadludzi ani podludzi. Dlatego nieuzasadnione jest ani zbyt niskie poczucie własnej wartości, ani zbyt wysokie, objawiające się tzw. zadzieraniem nosa. Nos powinien znajdować się w pozycji równoległej do podłoża :) :) :) :) Ani spuszczony na kwintę, ani zadarty. A to po to, żeby móc patrzeć prosto naprzód i dobrze widzieć drogę, która jest jeszcze do przejścia.

  25. Tristen
    sty 09, 2012 @ 12:48:06

    Mam też takie odczucie przy tym, gdy pisałeś, że czujesz się gorszy od innych.

    ->Dobrze wyczuwasz. To wzorzec, ktory przejalem podswiadomie od tych, ktory nie podobala sie moja postawa, ktorzy nie aprobowali jej. Bylo ich sporo, wiec gdzies tam ugialem sie w koncu na zasadzie, ze tez chce byc akceptowany przez kogos, byc czescia czegos.

  26. Odnaleziona
    sty 09, 2012 @ 16:58:38

    Tristenku(o), pisałeś(aś), że dobrym rozwiązaniem dla Ciebie byłoby wejście w grupę osób podobnych do Ciebie, podobnie wrażliwych, jakoś podobnie myślących itp. W związku z tym mam do Ciebie dwa pytanka. Jeśli masz ochotę odpowiedzieć, to odpowiedz, proszę.
    1) Co widzisz w sobie dobrego, co możesz wnosić do takiej grupy (cechy, predyspozycje, uzdolnienia, talenty itp.)? Nie śpiesz się z tym. Rozważ to spokojnie.
    2) Myślę, że w takiej grupie możliwe byłoby i dalsze oczyszczanie, i podejmowanie innych ciekawych dla nas aktywności. Jakie widzisz pożyteczne zasady, którym chciałbyś się podporządkować? Jakie idee mogłyby nam przyświecać?

  27. Tristen
    sty 09, 2012 @ 17:34:45

    Na pytania odpowiem wkrotce bo tez mam to wszystko juz od dawna.

    Natomiast teraz musze napisac o czyms, co wydarzylo sie mi wczoraj przed samym zasnieciem. Kiedy kladlem sie spac i juz pograzalem sie w stanie odplywania od rzeczywistosci, nagle doznalem jakby takiej projekcji/wizji, gdzie w sposob jakby obrazowy (ale to tylko ja tak opisuje bo tak naprawde uczestniczyly w tym i emocje i wszystko trudno w jezyku ludzkim opisac to, bo czulem ze przekaz odbywal sie w sposob jakby calosciowy, jakby moje cale Ja widzialo ta wizje) ukazani zostali moi rodzice. Matka ukazana byla jaka osoba lagodna, i ja sam zostalem jednoczesnie w jedej czesci kazany jako jej twor w sensie tej spokojnej energii. natomiast ojciec ukazal sie jako cos z bardzo roznymi kolorowymi plamami i ja czulem ze ta energia jest bardzo zywa, wrecz buntownicza i ze ja rowniez sie skladam w drugiej polowie z tej energii. Potem nagle doszlo do mnie, ze zostalem przez mojego ojca pogryziony i moje postawy emocjonalne wyplywaja wlasnie z jego energetyki, ktora on mi ,,sprzedal”: Przekaz byl ogromny i silny (choc trwalo to moze kilkanascie sekund) ze natychmiast wybudzilem sie i cos mi kazalo zapisac cala wizje, abym jej nie zapomnial.

    Teraz tak troche proboje to analizowac (ale nie zbytnio, zdaje sie na intuicje) i zaczynam kumac, ze byc moze moj bunt wcale nie jest moj i teraz juz wiem, skad u mnie takie ,,rozdwojenie” czasami, jakby dwutorowosc, niespojnosc w emocjach.

  28. Odnaleziona
    sty 09, 2012 @ 18:23:19

    Może niech zatem dalej prowadzi Cię ta Twoja intuicja? :) Ona zna drogę do Twojego szczęścia :)

    A tymczasem, skoro wspomniałeś o tych emocjach, wróćmy jeszcze może na trochę do zagadnień bolesnych. Co teraz (aktualnie) Cię boli, co Cię destrukcyjnie ogranicza, co jeszcze chciałbyś z siebie wyrzucić, żeby nie komplikowało Ci dalej życia? Jak nazwałbyś problemy “sprzedane” Ci przez Twojego tatę? Jak myślisz, z czego wynikały?

  29. Odnaleziona
    sty 09, 2012 @ 18:30:42

    Jeszcze uściślenie pojęć :) Jako intuicję – ja chrześcijanka – rozumiem taką cząstkę w każdym człowieku, którą oświetla sam Bóg :) Jakieś szczególne połączenie pomiędzy duszą a umysłem.
    A Ty, Tristen, jak to rozumiesz?

    Mnie moja intuicja też prowadzi do mojego szczęścia, gdzieś tak od lutego już prowadzi przy udziale mojej świadomości :)

  30. Tristen
    sty 10, 2012 @ 00:18:18

    Tristenku(o), pisałeś(aś), że dobrym rozwiązaniem dla Ciebie byłoby wejście w grupę osób podobnych do Ciebie, podobnie wrażliwych, jakoś podobnie myślących itp. W związku z tym mam do Ciebie dwa pytanka. Jeśli masz ochotę odpowiedzieć, to odpowiedz, proszę.
    1) Co widzisz w sobie dobrego, co możesz wnosić do takiej grupy (cechy, predyspozycje, uzdolnienia, talenty itp.)? Nie śpiesz się z tym. Rozważ to spokojnie.

    ->To proste. Moge wniesc to samo, czego pragne wewnetrznie dostac to od wlasnie takiej grupy/spoleczenstwa a czego nie mam w srodowisku, gdzie zyje. Problem jest taki, ze coraz bardziej zauwazam, ze ludzi podobnych do mnie nie ma (przynajmniej ja nie spotykam).

    2) Myślę, że w takiej grupie możliwe byłoby i dalsze oczyszczanie, i podejmowanie innych ciekawych dla nas aktywności. Jakie widzisz pożyteczne zasady, którym chciałbyś się podporządkować? Jakie idee mogłyby nam przyświecać?

    ->Jedyna zasada, do ktorej cjestem w stanie sie podporzdowac jest bezwarunkowa milosc ale to slowo ma dla mnie zupelnie inne znaczenie niz to, jakie przyjelo sie uwazac na Ziemi. Tutaj jest ono sprowadzone wylacznie do uczucia i czesto porzadania, u mnie obejmuje caloksztalt zycia i relacji (po ziemsku mozna to nazwac szacunkiem dla drugiej osoby, calkowitym uszanowaniem jej wolnosci, innosci, wyborow i wszystkiego kim dana istota jest i jak sie wyraza do momentu w ktorym nie zaczyna blokowac w jakikolwiek sposob zycia innych istot – oczywiscie mowa tu o blokadzie intencjonalnej wylacznie). Zauwazylem jednak ze na swiecie ziemskim nie wystepuje tego rodzaju postrzeganie i ze wszechobecna jest roznego rodzaju indoktrynacja oraz przymusanie jednych do grupy drugich itd. czyli bledne kolo.

    Może niech zatem dalej prowadzi Cię ta Twoja intuicja? :) Ona zna drogę do Twojego szczęścia :)

    ->No raczej nie ma innego wyjscia chociaz czesto to jest dla mnie droga na slepo ,bez zadnych drogowskazow.

    A tymczasem, skoro wspomniałeś o tych emocjach, wróćmy jeszcze może na trochę do zagadnień bolesnych. Co teraz (aktualnie) Cię boli, co Cię destrukcyjnie ogranicza, co jeszcze chciałbyś z siebie wyrzucić, żeby nie komplikowało Ci dalej życia?

    ->Mam duzo zalu do ludzi o to, jak mnie traktowali i wciaz traktuja.

    Jak nazwałbyś problemy „sprzedane” Ci przez Twojego tatę

    ->Jakis rodzaj buntu ale tez i nieokreslone, bezpodstawnej silnej negatywnej emocji, jakiegos rodzaju emocjonalnej przemocy ktora duchowo mi jest obca a ktora jest moim obciazeniem (pogryzieniem).

    Jak myślisz, z czego wynikały?

    ->U niego podejrzewam ze jego matka nie umiala go kochac (ojciec jego zmarl jak byl chlopcem).

    Jeszcze uściślenie pojęć :) Jako intuicję – ja chrześcijanka – rozumiem taką cząstkę w każdym człowieku, którą oświetla sam Bóg :) Jakieś szczególne połączenie pomiędzy duszą a umysłem.
    A Ty, Tristen, jak to rozumiesz?

    ->Jako wyzsze Ja, cos co jest polaczone jednoczesnie ze mna i z tym, co jest ,,wyzej”.

    Mnie moja intuicja też prowadzi do mojego szczęścia, gdzieś tak od lutego już prowadzi przy udziale mojej świadomości :)

    ->Mnie tez to ,,cos” coraz glosniej mowi o jakiejs zmianie ale jest to mgliste. Cos sie czai, nadchodzi. Byc moze bedzie to mialo dla mnie zwiazek z czyms, co wydarzy sie niedlugo (tak czuje).

  31. Tristen
    sty 10, 2012 @ 02:59:34

    I dodam jeszcze, ze w ogole czesto czuje sie, jakbym na Ziemie zsedl (?) z jakiejs innej gestosci. W ogole nie rozumiem ludzi i ch mentalnosci, jest taka….ciezka :) zupelnie inna hierarchia wartosci, doslownie widze jak blokuja sobie nawzajem dzialania a zycie jest takie proste…pytanie po co tutaj sie inkarnowalem skoro ,,widze wiecej”? Dla mnie to meka czesto zyc tutaj…to poczucie wyobcowania i tesknota za czyms bardzo odleglym, za innymi osobami odbierajacymi rzeczywistosc tak samo tez.

  32. Tristen
    sty 10, 2012 @ 03:06:47

    I totalnie sie czuje zanieczyszczony ziemskimi wzorcami ktore odbieram jako nie moje a ktore przyjalem od dziecka. Strasznie mi one przeszkadzaja, widze jak odalaja od ,,czystosci”, widzenia swiata takim jakim on jest tyle ze na Ziemi bardzo trudno jest nie skazic sie.

  33. Davvidia
    sty 10, 2012 @ 12:52:37

    skoro od zejścia dużo nabrałeś, to od tego zacznij porządek. Trzeba zrzucić cięzar emocji zwiazany z ojcem, bez tego trudno bedzie porozumiec sie z mezczyznami, bo zawsze bedziesz starał sie zabiegac o ich “dobre zdanie”, zaimponowac im. Jezeli ojciec nie “uznał” Twojej mądrości i np poniżał Cię – to jezeli z tego nie wyjdziesz, bedziesz przyciagał taki wzorzec w swojej nieprzytomności ciala bolesnego.

  34. Tristen
    sty 10, 2012 @ 16:25:56

    Mysle, ze tez ciezar w o wiele wiekszym stopniu jest zwiazany ze spoleczenstwem, ojciec przekzzal mi jakby wzorzec. Jedne postawy z tego wzorca sa negatywne, ale jest tez wiele pozytywnych (jak np kontestacja wobec takich a takich kodow, zachowan spolecznych ogolnie przyjetych za norme i wymaganych od kazdego czlowieka). Tak wiec to ,,zabieganie o dobre zdanie’ juz bardziej u mnie dziala w stosunku do ludzi postronnych a nie ojca (od malego mialem z nik konflikty, bo nie chcialem sie mu podporzadkowac). Z innymi mezczyznami rowniez nie mialem tego typu problemu, mialem natomiast inny – podobnie jak z ojcem, nie pytalem sie o to czy moge zrobic to czy tamto, samemu dokonywalem wyborow i czesto budzilo to w ludziach agresje, poniewaz w ich mniemaniu burzylem ustalony porzadek. To samo tyczy sie ponizania – w przytlaczajacej dawce (jesli poruwnywac dom rodzinny oraz swiat zewnetrzny) zaznalem go np. w szkole czy w srodowisku zewnetrznym anizeli w domu.

  35. Davvidia
    sty 10, 2012 @ 16:47:05

    “od malego mialem z nik konflikty, bo nie chcialem sie mu podporzadkowac” To własnie jest teraz jedną z przyczyn Twojego działania “wbrew” utartym regułom.. – dokładnie wypisz, wymaluj moj przypadek z apodyktyczną matką, gdzie nie tłumaczyła, tylko wydawała polecenia.. Długo to co było “musem” i “regułami” rodziło u mnie odwrotną postawę.. dokładnie po swojemu i na przekór .. to był problem z podporządkowaniem się jakimkolwiek “władzom” “szefom” itd.. Czym dłużej będziesz to trzymał i zasilał, tym trudniej Ci bedzie ruszyć z miejsca. Oczywiście cale sedno ma swoje głębsze podłoże, ale zaczynamy od tu i teraz.
    Przypomnij sobie najgorsze chwile z ojcem, najtrudniejsze emocje, zbuduj maksymalną nienawiść, doprowadź ją do granic absurdu. Wybierz to najbardziej emocjonalne zdanie i tak długo opukuj według metody EFT aż poczujesz, że nic nie czujesz (ta metoda tak działa, uwalnia emocje przez stymulowanie zakończeń nerwowych, bo wczesniej emocja wytworzyła blokade energetyczną w ciele) i jest Ci “obce” i Ciebie nie dotyczy.. Zrób tak ze wszystkim co dookoła tego znajdziesz , co Ciebie bolało. Później wyprowadź swoją energię z zasilania tego problemu, wyprowadź do powierzenia tego miłości, poproś czystą miłość całym sobą o wyrównanie energii miłości między Tobą a tatą, tym problemem i pożegnaj to w sobie. Zobaczysz jak ułozysz to w energii i przestanie mieć znaczenie z czasem popatrzysz na to jakby na coś odległego … Ze swojego doświadczenia wiem, że dopóki nie przerobisz jakiegoś kawalka, nie pokaże Ci się nowy… dostajemy kawałki, żeby sie nie zakopać pod całością :-)

  36. Tristen
    sty 10, 2012 @ 17:06:42

    Troche zle zrozumialas ale to wina tego, ze byc moze ja niedoprecyzowalem. Moj ojciec, pomimo tego, ze czasem emanowal ta negatywna energia nie byl apodyktyczny. Zeby bylo smieszniej, to matka ma wbrew pozorom silniejszy charakter. W domu mialem bardzo duzo swobody, zakazywano mi jedynie tego, co i wedlug mnie bylo zle – czyli szeroko rozumianego lamania wolnosci innych ludzi. Moi rodzice jak na czasy PRLu byli dosc mocno ,,zachodni” jesli nie powiedziec kontrkulturowi (ojciec nosil przez lata dlugie wlosy, sluchal rockowej muzyki, sympatyzowal z tym srodowiskiem), zreszta ja na podworku jeszcze tez zalapalem sie na te klimaty stad moja kontestancyjna postawa. Jednak nie uwazam, zeby to bylo moja blokada – owszem, blokada moze jest jesli przyjmiemy ze to spolecznestwo ma racej i ze zasady spoleczne sa ok. Ja tak nie uwazam i stad roznica pogladow. Konflikt tak naprawde pomiedzy mna a rodzicami (co byc moze przenioslo sie pozniej na moje zycie) mial miejsce wtedy, kiedy moi rodzice z jakis powod nagle zrezygnowali ze swojej wolnosciowej postawy i wpasowali sie w szeroko pojety schemat. Wtedy nastalo to napiecie pomiedzy nimi a mna. Wielokrotnie probowalem konfrotnowac sie z emocjami tak jak mowisz, dlatego moge dzis smialo rozmawiac i odpowiadac, jestem juz swiadomy wielu rzeczy. Ciagle czuje, ze to nie rodzice, a przede wszystkim spoleczenstwo – ze wgledu na moja kontestacyjna postawe – wyrzadzilo mi krzywde, nie chcialo i wciaz nie chce zaakceptowac kogos, kto chce zyc inaczej, wolno, bez ograniczen.

  37. Davvidia
    sty 10, 2012 @ 17:18:00

    rozumiem to co czytam :) zdanie z cudzysłowia jest Twoje. Cały czas chcesz coś ze sobą zrobić, ale sprytne ego nie dopuszcza Cię do mozliwości zmiany, zatem sam widzisz, że jest jak jest :)

  38. Tristen
    sty 10, 2012 @ 17:24:17

    Nie dopuszczam mozliwosci podporzadkowania sie zasadom spolecznym – dlaczego, napisalem w kilkunastu postach wyzej. W oparciu o to mozesz teraz zrozumiec moja postawe. Nawet wytlumaczylem, czemu tych zasad nie akceptuje w miare dokladny sposob.

  39. Tristen
    sty 10, 2012 @ 17:25:21

    To nie ego tylko moja dusza, ona nie chce dac sie upokorzyc i stlamsic poniewaz wewnetrznie czuje, ze to by bylo dla niej w pewnym sensie zabojstwem.

  40. Tristen
    sty 10, 2012 @ 17:34:03

    Tez sie jakis czas temu zlapalem, czy to przypadkiem nie Ego i owszem, wtedy bylo to Ego. Teraz, po zdjeciu Ego zobaczylem ze problem jest glebszy, bo tak jak napisalem wczoraj o tym, ze duchowo nie czuje sie zwiazany z Ziemia i jej zasadami (a przynajmniej takimi jakie sa teraz), wynika i tak czuje ze to moja dusza w ogole nie widzi sensu w podporzadkowaniu sie, ale nie wiem dlaczego tak jest.

  41. Davvidia
    sty 10, 2012 @ 18:01:03

    no własnie tak mocno nie widzi sensu podporządkowywania się, że aż puści tylko wtedy gdy zaakceptuje, że taki porządek istnieje tu gdzie dusza się znajduje. Tyle ile trzymasz tyle sam się meczysz. Pokora wobec tego nie oznacza pokory i złamania “duszy” tylko odejście od tego tematu. Po prostu przestanie Cię męczyć (to cała zasada pokory) Ludzie z Twoja postawą mają zazwyczaj chory kręgosłup, gdyż takie trzymanie się “swojej dumy” wobec życia i ludzi w rezultacie wchodzi na ciało. Znam dwóch takich panów, którzy nie chcą chylić czoła i leczą kręgosłup :)

  42. Tristen
    sty 10, 2012 @ 18:11:27

    Ale wlasnie ja tego juz wiele razy probowalem i ciagle przychodzi od duszy ta sama odpowowiedz: po co tu zyc, co tu robic. Tak jakby w ogole ona nie widziala niczego ciekawego w otaczajacym ja swiecie, nie widziala mozliwosci. Tu jest caly myk. Mnie juz od jakiego czasu tak naprawde wszystko jedno, jaki jest swiat czy on sie zmieni czy nie przestaje mnie w ogole obchodzic, tak jak przestaje mnie obchodzic istnienie mnie samego i innych ludzi. Czuje, ze moja dusza na dobre zaczela wycofywac sie z checi uczestniczenia w planie ziemskim, z korzystania z materii, brak paliwa. Inaczej mowiac jakby pogodzila sie ale wraz z tym niczego nie zauwaza poza, nic nie przyplywa innego w to miejsce, gdzie przedtem byl bunt, nie widzi miejsca dla siebie.

  43. Odnaleziona
    sty 10, 2012 @ 18:22:48

    > No raczej nie ma innego wyjscia chociaz czesto to jest dla mnie
    > droga na slepo, bez zadnych drogowskazow.

    To chyba dobrze, prawda? Jeśli ma się zaufanie do Sternika. Można sobie odpocząć :)

    > To proste. Moge wniesc to samo, czego pragne wewnetrznie dostac
    > to od wlasnie takiej grupy/spoleczenstwa a czego nie mam w srodowisku,
    > gdzie zyje.

    Czyli czystą Miłość? :)

    > Dla mnie to meka czesto zyc tutaj…to poczucie wyobcowania
    > i tesknota za czyms bardzo odleglym, za innymi osobami odbierajacymi
    > rzeczywistosc tak samo tez.

    Można zjednoczyć się w takim odbieraniu rzeczywistości.

    > Problem jest taki, ze coraz bardziej zauwazam, ze ludzi podobnych
    > do mnie nie ma (przynajmniej ja nie spotykam)

    A może właśnie jesteś otoczony takimi ludźmi?

    > Jedyna zasada, ktorej jestem w stanie sie podporzdowac to jest
    > bezwarunkowa milosc

    Ja osobiście też. Wobec czystej Miłości warto skapitulować :)

    > I totalnie sie czuje zanieczyszczony ziemskimi wzorcami ktore
    > odbieram jako nie moje a ktore przyjalem od dziecka. Strasznie
    > mi one przeszkadzaja, widze jak odalaja od ,,czystosci”, widzenia
    > swiata takim jakim on jest tyle ze na Ziemi bardzo trudno jest nie
    > skazic sie.

    Ale nie jest to niemożliwe :)

    > Zauwazylem jednak ze na swiecie ziemskim nie wystepuje tego
    > rodzaju postrzeganie i ze wszechobecna jest roznego rodzaju
    > indoktrynacja oraz przymuszanie jednych do grupy drugich itd.
    > czyli bledne kolo.

    Ja myślę, że również na świecie ziemskim można znaleźć taką swoją niszę, w której będzie się pielęgnować idee m.in. nieprzymuszania.

    > Mam duzo zalu do ludzi o to, jak mnie traktowali i wciaz traktuja.

    Może dobrze byłoby po prostu autentycznie wypłakać ten żal? Popłakać sobie w odosobnieniu tak mocno, żeby ten żal wypłynął z Ciebie wraz z Twoimi łzami. Można płakać całym wnętrzem, całym sobą, całą duszą.

    Jeszcze dodałabym coś o atmosferze, o kontekście :) Coś, co pozwoliło mi puścić “pogryzienie” w języku autora strony. Można (i warto) sobie wyobrazić, jak musiało wyglądać życie twojego taty, który wychowywał się bez ojca i przy deficycie miłości od mamy… Wczuć się w jego codzienność, jak musiała wyglądać… Czy było tam bezpieczeństwo, czy był spokój, czy była radość, czy była ufność? Ile tego było? Co on chłonął w tym domu, czym sam przesiąkał? Warto samemu poczuć tamtą atmosferę. Co tata mówił o klimacie domu rodzinnego? Co on w nim dostał, by sam mógł “podawać dalej”?

  44. Davvidia
    sty 10, 2012 @ 18:26:09

    szukasz zasilania z otoczenia i zewnątrz, a to nie tu należy szukać. zasilanie jest z miłości. Być może trudno Ci to na razie dostrzec z uwagi na to, co “zasłania” a czego tak bardzo “nie chcesz” ruszyć. <– zupełnie normalne, bo boli i człowiek ucieka na boki, żeby znowu nie przeżywać bólu. Tylko, jeżeli nie zaufasz w metody, które są sprawdzone i pomagają, to naprawdę kręcenie się w kółko nic nie zmieni. Postaraj się popracować ze sobą, a nie poruszasz ten temat już kolejny raz i widzisz, że nikt nie da Tobie na to gotowej recepty.

  45. Tristen
    sty 10, 2012 @ 18:33:12

    szukasz zasilania z otoczenia i zewnątrz, a to nie tu należy szukać. zasilanie jest z miłości.

    ->Dlaczego tak uwazasz?

    Postaraj się popracować ze sobą, a nie poruszasz ten temat już kolejny raz i widzisz, że nikt nie da Tobie na to gotowej recepty.

    ->No to ja nie widze tutaj mozliwosci dojscia do kompromisu. Bo nawet, jesli jak bym ,,ugial karku” to spolecznestwo i tak nie zaakceptuje mnie jesli nie przyjme wszystkich wzorcow, wedle ktorych funkcjonuje. A ja, stojac od urodzenia ,,na boku” nie tylko nie wszedlem w te wzorce, ale nie zwiazalem sie z nimi emocjonalnie, dlatego tym bardziej moge dostrzec ich bezsensownosc oparta na rozdmuchanym Ego i tym bardziej mnie od nich odpycha, przed jeszcze wiekszym zanieczyszczeniem siebie.

  46. Tristen
    sty 10, 2012 @ 18:36:43

    Czyli czystą Miłość? :)

    ->Hmm, ja to wole nazywac wzjemna harmonia.

    Można zjednoczyć się w takim odbieraniu rzeczywistości.

    ->Wiem chyba, co masz na mysli ale ja osobiscie nie czuje potrzeby bycia czescia jakiejs ,,spolecznosci”.

    A może właśnie jesteś otoczony takimi ludźmi?

    ->Gdybym byl nimi otoczony, nie pisalbym, ze mi ich brakuje.

    > czyli bledne kolo.

    Ja myślę, że również na świecie ziemskim można znaleźć taką swoją niszę, w której będzie się pielęgnować idee m.in. nieprzymuszania.

    ->Coraz bardiej mi sie wydaje, ze jest to mozliwe tylko poprzez znaczne odizowlowanie sie od wiekszosci ludzi np. gory.

    Może dobrze byłoby po prostu autentycznie wypłakać ten żal? Popłakać sobie w odosobnieniu tak mocno, żeby ten żal wypłynął z Ciebie wraz z Twoimi łzami. Można płakać całym wnętrzem, całym sobą, całą duszą.

    ->Jakos nie za bardzo moja dusza czuje potrzebe placzu. Bardziej smutku.

    Jeszcze dodałabym coś o atmosferze, o kontekście :) Coś, co pozwoliło mi puścić „pogryzienie” w języku autora strony. Można (i warto) sobie wyobrazić, jak musiało wyglądać życie twojego taty, który wychowywał się bez ojca i przy deficycie miłości od mamy… Wczuć się w jego codzienność, jak musiała wyglądać… Czy było tam bezpieczeństwo, czy był spokój, czy była radość, czy była ufność? Ile tego było? Co on chłonął w tym domu, czym sam przesiąkał? Warto samemu poczuć tamtą atmosferę. Co tata mówił o klimacie domu rodzinnego? Co on w nim dostał, by sam mógł „podawać dalej”?

    ->Przerabialem to, kiedys mialem z nim wiecej spiec przy konfrontacji, teraz jest mniej.

  47. Odnaleziona
    sty 10, 2012 @ 18:40:20

    > tak czuje ze to moja dusza w ogole nie widzi sensu
    > w podporzadkowaniu sie

    Zadanie: pomóc jej dostrzec taki sens :)

    > Ale wlasnie ja tego juz wiele razy probowalem i ciagle przychodzi od duszy
    > ta sama odpowowiedz: po co tu zyc, co tu robic. Tak jakby w ogole ona nie
    > widziala niczego ciekawego w otaczajacym ja swiecie, nie widziala mozliwosci.

    A co Twoja dusza powiedziałaby na takie “co tu robić?: przepuszczanie przez siebie czystej Miłości? :) Uzyskiwanie coraz większej przeźroczystości celem polepszania przepustowości? Czy takie zajęcie by ją może interesowało? Taki myk?

  48. Odnaleziona
    sty 10, 2012 @ 18:55:56

    > Bo nawet, jesli jak bym ,,ugial karku” to spolecznestwo i tak nie zaakceptuje
    > mnie jesli nie przyjme wszystkich wzorcow, wedle ktorych funkcjonuje.

    Osobiście nie mam aż tak negatywnych doświadczeń z ludźmi. Można z nimi negocjować i wcale nie trzeba przyjmować wszystkich ich wzorców.

    > Wiem chyba, co masz na mysli ale ja osobiscie nie czuje potrzeby
    > bycia czescia jakiejs ,,spolecznosci”

    A generalnie ludzie lubią się jednoczyć, wiesz?

    > Gdybym byl nimi otoczony, nie pisalbym, ze mi ich brakuje.

    Czasem trzeba poczuć trochę brak czegoś, żeby upewnić się co do wartości tego.

    > Jakos nie za bardzo moja dusza czuje potrzebe placzu. Bardziej smutku.

    Czego dotyczy ten smutek?

    > Przerabialem to, kiedys mialem z nim wiecej spiec przy konfrontacji,
    > teraz jest mniej.

    Czyli płyniesz we właściwą stronę :)

  49. Tristen
    sty 11, 2012 @ 12:35:51

    Zadanie: pomóc jej dostrzec taki sens :)

    ->Narazie nie za bardzo wiem, jak.

    A co Twoja dusza powiedziałaby na takie „co tu robić?: przepuszczanie przez siebie czystej Miłości? :) Uzyskiwanie coraz większej przeźroczystości celem polepszania przepustowości? Czy takie zajęcie by ją może interesowało? Taki myk?

    ->Co masz dokladniej na mysli?

    Osobiście nie mam aż tak negatywnych doświadczeń z ludźmi. Można z nimi negocjować i wcale nie trzeba przyjmować wszystkich ich wzorców.

    ->No ja wlasnie mam i tez jestem swiadom, ze to moglo bardzo mocno zanieczyscic moje podejscie do rzeczywistosci.

    A generalnie ludzie lubią się jednoczyć, wiesz?

    ->Wiem :) . Caly problem w tym, ze ja jakos nie naleze zbytnio do osob, ktore pragna jednoczenia sie. Tzn. chcialbym zyc w harmonii i porozumieniu ale od urodzenia bylem samotnym wilkiem, nie wiem czemu ale zawsze uciekalem od wszelkich grup, konwenansow, jakiegos ustalonego rytmu. Nawet pamietam jeszcze czasy przed szkola, to tez jakos niespejalnie palilem sie do zabaw z rowiesnikami, wolalem w domu sam na sam.

    Czasem trzeba poczuć trochę brak czegoś, żeby upewnić się co do wartości tego.

    ->Zgadzam sie. U mnie jednak ta sytuacja trwa juz zbyt dlugo i zaczynam sie w niej meczyc, nawet ktos taki jak ja potrzebuje czasem tych rzeczy.

    Czego dotyczy ten smutek?

    ->Niemoznosci realizowanie tego, co pochodzi z moich pragnien, z potrzeby rozwoju.

  50. Tristen
    sty 11, 2012 @ 12:44:49

    podam Ci link do przykładowej sesji z „oczyszczania”, zobacz jak ego ucieka na boki, żeby nie dotknąć pewnych tematów. Może postaraj się odpowiedzieć sobie na podobne pytania i zobacz co Ci wychodzi.. http://pochodzenieduszy.pl/content.php/248-Sesja-Otwieranie-na-dusze-i-relacje-z-ojcem

    ->Juz teraz chyba wiem, skad to male neporozumienie. Ty zauwazylas moje Ja, moja waznosc (wahadlo) wiec inni tez jakby pokazuja swoje Ja swoja waznosc. Problem w tym, ze pamietam okresy, kiedy tej waznosci nie okazywalem a i tak inni pozostawali w swojej waznosci a mnie to przeszkadzalo. Wiec problem dotyka glebszych sfer niz ego jednak. Tak jak napisalem w rozmowie z ,,Odnaleziona” nie mam w sobie wzorcow grupowych, od dziecka np. wolalem przebywac samemu czesto, nudzily mnie zabawy z innymi dziecmi, pozniej podobnie mialem w zyciu doroslym.

  51. Tristen
    sty 11, 2012 @ 13:19:24

    Jeszcze jedno,co mnie wrecz mierzi – nie moge sie doczekac momentu, w ktorym bede mieszkal calkowicie sam (narazie ,,skazany’ jestem na mieszkanie z innymi i z tego powodu sa ciagle awantury bo szlag mnie trafia, jak ciagle musze zwazac na kogos). Nie rozumiem, kto wymyslil mieszkaia w blokach, gdzie trzeba mieszkac wraz z kilkoma osobami, ciagle zwazac na nich, dostosowywac sie. Przeciez od tego byly/sa chaty, domki jednorodzinne, aby ludzie mogli swobodnie mieszkac, przeciez ludzie to nie mrowki. To samo mam z praca, jak mozna lazic od poniedzialku do piatku na etat i miec kilka godzin na inne rzeczy po pracy? W ogole ta obligacja z praca to jakas wielka sciema, moze dobra dla kogos kto poza serialami telewizyjnymi czy czytaniem ksiazek nie ma wiekszych celow ale mnie juz sama mysl o tym, ze musialbym tak zyc wywyoluje agresje. Naprawde, nie rozumiem ludzi i ich modelu zycia, tego grupowania sie itd. (Do Davvidia ->tego nie przekazali mi rodzice, oni sa grupowi jak najbardziej :) )

  52. Davvidia
    sty 11, 2012 @ 13:24:49

    e tam ja tez nie jestem grupowa i nie dostrzegam w tym problemu, dodatkowo nie musze sie tym zajmować skoro coś jest, to jest i tyle – kazdy ma takie samo prawo do bycia i wyborów jak ja,

  53. Tristen
    sty 11, 2012 @ 13:33:16

    No jasne tyle za dla mnie to jest doslownie meka zyc z innymi na takim malym metrazu, ja jakos nie potrafie po prostu wyluzowac, poczuc sie komfortowo w takiej sytuacji.

    • Odnaleziona
      sty 11, 2012 @ 19:51:52

      A jak, Twoim zdaniem, odbierają Cię inni ludzie, że nie potrafisz – jak piszesz – swobodnie czuć się pod ich “okiem”?

      Propozycja: nie uchylając się po raz kolejny od tego zadania, dając sobie na nie trochę czasu, spróbuj wypisać w zwięzłych i treściwych punktach, za co siebie lubisz, co w sobie cenisz :)

  54. Odnaleziona
    sty 11, 2012 @ 19:46:29

    > Tak jak napisalem w rozmowie z ,,Odnaleziona” nie mam w sobie wzorcow
    > grupowych, od dziecka np. wolalem przebywac samemu czesto, nudzily mnie
    > zabawy z innymi dziecmi, pozniej podobnie mialem w zyciu doroslym.

    Ja też tak miałam od zawsze (lubość do bycia samą), ale to jeszcze nie znaczy, że nie miałam w sobie zupełnie “wzorców grupowych”, jak to określiłeś. W najważniejszym okresie mojego życia, w którym dokonywało się kształtowanie mnie jako nastolatki, zostałam (na szczęście) poddana formacji w fajnej grupie [a raczej w całych tabunach :) ], dzięki czemu i z ludźmi nauczyłam się być, i sama ze sobą, i poznawać siebie, i zmieniać. Wśród ludzi można się też pięknie rozwijać, wcale nie tylko trzeba się “zanieczyszczać”. To jest do przejścia. Do zrozumienia i do poczucia – po co wokół inni ludzie. Swoje nadmierne samotnictwo można przekuć w naprawdę sensowną współpracę w grupie. Taką, która będzie dawała poczucie satysfakcji.

    > od dziecka nie czulem zbyt wielkiej potrzeby przebywania z ludzmi,
    > zawsze wybieralem mniejsze grono; dzis jako dorosly czlowiek czesto
    > zdarza mi sie psioczyc na to, ze nie poznaje nowych osob lub ze znudzony
    > jestem tymi co juz sa i ze np. rudno mi wejsc w relacje uczuciowe (odpowiedz:
    > dlatego, ze wlasnie uciekam od ludzi i czesto samemu nie wychodze do nich.
    > Pytanie jednak brzmu: skoro wewnetrznie czuje potrzebe wychodzenia do
    > ludzi a na zwnatrz jestem nimi znudzony lub czuje do nich niechec, co moze
    > byc powodem takiej ambiwalencji?)

    Mój pomysł w tej kwestii: jak na razie brak pomysłu na to, co można robić z ludźmi :) Potrzeba bycia z ludźmi (zupełnie naturalna) przy jednoczesnej blokadzie w zakresie “tylko jak to zrobić, żeby być”. Plus zanieczyszczony obraz ludzi.

    > -zajecie: od zawsze mialem problem z tzw nuda tzn albo nie u mialem
    > wpadac na pomysl co robic dalej (a pomysly podsuwane przewaznie
    > mi nie odpowiadaly) albo szybko nudzilem sie dana rzecza/zajeciem
    > (czesto dosc szybko dochodzilem do punktu, gdzie wyczerpywalem
    > mozliwosci/wiadomosci mnie interesujace).

    Tu moje doświadczenie jest odmienne. Od dziecka nie znam uczucia nudy. Jest mi ono kompletnie obce. Zawsze byłam czymś zajęta, jak nie robieniem czegoś, to myśleniem, przebywaniem myślowo w moim wnętrzu. Brak wciągającego zajęcia wyobrażam sobie jako coś na pewno dojmującego. Myślę, że to może być istotne spostrzeżenie, to o tej nudzie.

    > A co Twoja dusza powiedziałaby na takie „co tu robić?: przepuszczanie
    > przez siebie czystej Miłości? :) Uzyskiwanie coraz większej przeźroczystości
    > celem polepszania przepustowości? Czy takie zajęcie by ją może interesowało?
    > Taki myk?
    >
    > ->Co masz dokladniej na mysli?

    Ty sam powinieneś do tego z czasem dojść :) Odkryć to – we własnym zakresie i na własny użytek.

  55. Tristen
    sty 11, 2012 @ 19:56:47

    Ja też tak miałam od zawsze (lubość do bycia samą), ale to jeszcze nie znaczy, że nie miałam w sobie zupełnie „wzorców grupowych”, jak to określiłeś. W najważniejszym okresie mojego życia, w którym dokonywało się kształtowanie mnie jako nastolatki, zostałam (na szczęście) poddana formacji w fajnej grupie [a raczej w całych tabunach :) ], dzięki czemu i z ludźmi nauczyłam się być, i sama ze sobą, i poznawać siebie, i zmieniać. Wśród ludzi można się też pięknie rozwijać, wcale nie tylko trzeba się „zanieczyszczać”. To jest do przejścia. Do zrozumienia i do poczucia – po co wokół inni ludzie. Swoje nadmierne samotnictwo można przekuć w naprawdę sensowną współpracę w grupie. Taką, która będzie dawała poczucie satysfakcji.

    ->No ja wlasnie mialem na odwrot. Czasy szkoly sredniej jesli idzie o sama szkole (nie podworko) byly naprawde ciezkie. Do dzis mnie ciarki przechodza, jak sobie przypominam szkole. Zreszta w 3ej klasie dalem sobie z nia spokokj i byl to jeden z moich najlepszych wyborow – odciac sie od tej manipulacji i indoktrynacji (w psychologii nazywa sie to chyba tzw. wktorna socjalizacja, gdzie w tym okresie czlowiek nabiera cech ktore pozwalaja mu identyfikowac sie z jakas grupa spoleczna). Ja mialem subkuture i to ona mnie uksztaltowala, dzieki temu (tak uwazam0 dzis potrafie stac z boku i widziec wiele rzeczy, pozowlilo mi to tez obudzic sie i dokonac ogromnego przewartosciowania. Odbylo sie to jednak za bardzo duza cene – do dzis dnia nie za bardzo umiem dostosowac sie ale moze to idobrze, problem tylko w tym, ze spotykam bardzo malo osob, ktore sa podobne do mnie. Gdyby takich osob bylo wiecej, mysle ze wiele z moich problemow (w tym problem ze zbudowaniem udanej relacji z druga osoba) nie mialby miejsca. Dlatego wierze, ze wsrod ludzi mozna sie fajnie rozwijac. Kwestia tego, czy dana grupa cie akceptuje czy nie. ja mialem to nieszczescie, ze u mnie tej akceptacji nie bylo.

    Mój pomysł w tej kwestii: jak na razie brak pomysłu na to, co można robić z ludźmi :) Potrzeba bycia z ludźmi (zupełnie naturalna) przy jednoczesnej blokadzie w zakresie „tylko jak to zrobić, żeby być”. Plus zanieczyszczony obraz ludzi.

    ->To moze ktos iny podpowie cos? (admin???)

    Tu moje doświadczenie jest odmienne. Od dziecka nie znam uczucia nudy. Jest mi ono kompletnie obce. Zawsze byłam czymś zajęta, jak nie robieniem czegoś, to myśleniem, przebywaniem myślowo w moim wnętrzu. Brak wciągającego zajęcia wyobrażam sobie jako coś na pewno dojmującego. Myślę, że to może być istotne spostrzeżenie, to o tej nudzie.

    ->No tutaj tez prosze o podpowiedz, co to moze byc. Pamietam, ze ja w szkole sie strasznie nudzielm, wrecz niecierpialem zajec, lektur, generalnie wszystkiego, co mi zostalo narzucone jako przymus, obowiazek.

    Ty sam powinieneś do tego z czasem dojść :) Odkryć to – we własnym zakresie i na własny użytek.

    ->No staram sie ale jakos ciezko mi idzie :) .

    • SwiatDucha
      sty 11, 2012 @ 21:46:28

      “Od dziecka nie znam uczucia nudy. Jest mi ono kompletnie obce. Zawsze byłam czymś zajęta, jak nie robieniem czegoś, to myśleniem, przebywaniem myślowo w moim wnętrzu. Brak wciągającego zajęcia wyobrażam sobie jako coś na pewno dojmującego. Myślę, że to może być istotne spostrzeżenie, to o tej nudzie.

      ->No tutaj tez prosze o podpowiedz, co to moze byc. Pamietam, ze ja w szkole sie strasznie nudzielm, wrecz niecierpialem zajec, lektur, generalnie wszystkiego, co mi zostalo narzucone jako przymus, obowiazek.”

      A nie myślicie o różnicy wg płci? To rozróżnienie jest bardzo mocne i podstawowe.
      Yin i Yang są tak różne, jak tylko się dało :) )) [to Osho]

      • Tristen
        sty 11, 2012 @ 22:49:24

        Sporo w tym racji – w koncu energia meska dazy do zdobywania i majac to, znow czuje sie glodna. Energia zenska bedzie matkowac, tulic i trwac dlugo przy tym. Nie pomyslalem o tym wczesniej :) .

  56. Tristen
    sty 11, 2012 @ 20:01:20

    A jak, Twoim zdaniem, odbierają Cię inni ludzie, że nie potrafisz – jak piszesz – swobodnie czuć się pod ich „okiem”?

    ->No jako kogos, kto lamie zasady i narusza czyjs porzadek (wiem nawet dlaczego – czlowiek jako ,,zwierze” stadne reaguje zawsze w ten sposob, gdy na horyzoncie pojawia sie ktos taki, jak ja poniewaz podswiadomie zaczyna czuc zagrozenie, ze rozbiciu ulegna jego hierarchia oraz zwiazana z tym cala nadbudowa rzeczywistosci; im wiecej wladzy i manipulacji tym wieksza obawa dlatego zawsze mialem konflikty z wszystkimi ktorzy probowali w jakikolwiek sposob kierowac innymi, natomiast swietnie dogadywalem sie z ludzmi nie chcacymi tego robic – zdarzalo sie nawet, ze takie uklady wystepowaly z ludzmi z tzw marginesu gdzie inni juz dawno zostaliby potraktowani w sposob brytalny przez takie osoby, a mnie udawalo sie nawiazywac dobre uklady i nierzadko takie osoby repsektowaly mnie)

  57. Tristen
    sty 11, 2012 @ 20:01:44

    Na pytania odpowiem pozniej, nie chce pisac pochopnie.

  58. Odnaleziona
    sty 11, 2012 @ 20:35:47

    > Mój pomysł w tej kwestii: jak na razie brak pomysłu na to, co można robić z
    > ludźmi :) Potrzeba bycia z ludźmi (zupełnie naturalna) przy jednoczesnej
    > blokadzie w zakresie „tylko jak to zrobić, żeby być”. Plus zanieczyszczony
    > obraz ludzi.
    >
    > ->To moze ktos iny podpowie cos? (admin???)

    Raczej nikt Ci tego nie podpowie (za Ciebie). Na to “wpada się” samemu :) Ktoś może nam coś podpowiadać o nas, naprowadzać nas na coś (optymalnie psycholog, myślę), ale planu na życie nikt za nas nie ułoży raczej.

  59. Tristen
    sty 13, 2012 @ 13:22:04

    Nie śpiesz się z tym :) Dobrze przemyśl, bo warto, myślę.

    ->Wiecej nie bede myslal, bo to mialo byc szczere, i tak mozliwe ze cos przekombinowalem :) . Oto, cechy ktore uwazam u siebie za pozytywne:

    -niezaleznosc (umiejetnosc podejmowania dezycji bez patrzenia sie na akceptacje ze strony osob trzecich, nie szukanie uznania w oczach innych)
    -kontakt z wlasna dusza, intuicja, wyzszym Ja
    -wrazliwosc, w jakims sensie delikatnosc (zwrocenie sie w strone duchowosci, sztuki, przyrody, poczucie estetyzmu)
    -umiejetnosc sluchania (jako introwertyk zawsze wolalem poznawac, sluchac, obserwowac zamiast mowic itp.)
    -lubienie nawiazanywania kontaktu z innymi z zachowaniem asertywnosci (lubie spotykac nowych ludzi ale nie za cene bycia z nimi ciagle, uzalezniania sie od nich – czyli tak, jak napisalem: nie lubie przebywac w grupie ale lubie znajomosci)
    -ciekawosc swiata (ciagnie mnie wciaz do poznawania odmiennych kultur, zwyczajow jako postronny obserwator)
    -wynajdywanie kolejnych zainteresowan
    -czesta spontanicznosc w dzialaniach, w zyciu codziennym
    -niechec/swiadomosc negaytywnej energii wgledem wszelkiej formy wladzy, manipulacji, narzucania woli itp.
    -umiejetnosc ,,widzenia” ludzi i rzeczy takimi, jakimi sa naprawde
    -umiejetnosc cieszenia sie jak dziecko z byle czego jesli sprawia mi to przyjemnosc

    • Odnaleziona
      sty 13, 2012 @ 14:18:38

      Dzięki. Twoje cechy wywierają na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Myślę, że są całkiem szczere. Wiele z nich znajduję też u mnie samej, jako już obecne lub takie, do których świadomie (z wyboru) dążę. Myślę, że są to cechy, które bardzo przydałyby się w fajnej grupie ludzi całkiem podobnych sobie. Mały “zgrzyt” widzę tylko w dwóch punktach, które właśnie taką potencjalną współpracę (póki co) utrudniają.

      > 1. lubienie nawiazanywania kontaktu z innymi z zachowaniem asertywnosci
      > (lubie spotykac nowych ludzi ale nie za cene bycia z nimi ciagle, uzalezniania
      > sie od nich – czyli tak, jak napisalem: nie lubie przebywac w grupie ale lubie
      > znajomosci)

      Takie podejście jest przyczyną osamotnienia, wyobcowania, które Ci doskwiera. Zbyt duża asertywność utrudnia budowanie bliższych więzi międzyludzkich. A jak tu się z kimś zaprzyjaźnić, skoro z góry zakłada się wieczny dystans wobec niego? :) I czy faktycznie są powody do takiego dystansu? Zastanówmy się… Czy naprawdę nikt wokół nie jest wart przyjaźni?

      > 2. -niechec/swiadomosc negaytywnej energii wgledem wszelkiej formy
      > wladzy, manipulacji, narzucania woli itp.

      Czy faktycznie każda władza (zwierzchnictwo) jest zła/e? Czy każda władza musi być obarczona manipulacją i przymusem? Czy nie możemy wyobrazić sobie władzy inteligentnej, uczciwej i pokojowej, stworzyć tu sobie razem jej model? Gdzie grupa, tam i jacyś zarządzający/liderzy – sprawa naturalna. Władzę sprawować można jednak według różnych wzorców, a tym najwłaściwszym wydaje mi się po prostu służba obywatelska. Skąd u Ciebie taki automatyczny ciąg skojarzeniowy: władza – manipulacja – narzucanie woli? Przecież to wypaczona forma sprawowania władzy, nie sądzisz?

      • Odnaleziona
        sty 13, 2012 @ 15:54:51

        A skoro nadal zajmujemy się kwestią oczyszczania, to przy temacie władzy widzę uprzedzenie, czyli wzorzec. Co na to admin? :) Czy podzieliłby taką opinię?
        Tristen, jak myślisz, jakie może być pochodzenie tego wzorca (jeśli uznamy, że to wzorzec)? Skąd mógł się wziąć?

      • SwiatDucha
        sty 14, 2012 @ 17:58:38

        Jako admin mogę podzielić opinię na poszczególne wyrazy, a potem na osobne literki. :)

  60. Odnaleziona
    sty 13, 2012 @ 14:41:58

    I jeszcze dwie kwestie mniejsze – w moim odczuciu.

    > czesta spontanicznosc w dzialaniach, w zyciu codziennym

    Spontaniczność generalnie odbieram jako coś fajnego, a szczegółowych planów i tak zbytnio nie opłaca się robić (w moim przekonaniu i z moim doświadczeniem), ale jakiś plan ogólny, choćby ramowy konspekt dnia czy przedsięwzięcia już nie zaszkodzi :) Żeby np. coś ważnego nam nie uciekło, żeby o czymś nie zapomnieć, żeby nie wyciekł czas na coś autentycznie pilnego i ważnego itp. Tak w każdym razie ja to czuję.

    > umiejetnosc cieszenia sie jak dziecko z byle czego jesli sprawia mi to
    > przyjemnosc

    Tu mam taką myśl, Tristenku, że ten warunek “jeśli sprawia mi to przyjemność” zakłada samoograniczenie już na starcie. Zawęża się tym swój obszar działania – tylko do tego, co już się zna i na pewno lubi. A gdzie TU miejsce na spontaniczność, na nieznane? :) Gdzie TU ciekawość świata? Przecież może się np. okazać, że po wykonaniu czegoś, co na starcie nie jawiło Ci się jako przyjemne, odczujesz przyjemną satysfakcję z tego, że mimo to się tego podjąłeś, że z tym sobie poradziłeś, że się w tym sprawdziłeś, że się przez to rozwinąłeś itp. Nie uważasz tak?

    PS. Ja też miałam od dziecka profil “Introwertyczny”. Ale przyszedł czas, gdy odczułam, że za bardzo mi on ciąży, że mnie ogranicza. Byłam za bardzo zamknięta w sobie. Wtedy zaczęłam nad sobą pracować i stałam się bardziej otwarta, kontaktowa. Wzmocniło mi się poczucie własnej wartości, poprawiły się moje zdolności komunikacyjne. W okresie dziecięcym określiłabym siebie jak dziecko “zahukane”, a to nie jest dobrze pozostać takim w dorosłym życiu. Trudno jest wtedy realizować w pełni swój potencjał. Tak myślę, wiesz?

  61. Odnaleziona
    sty 13, 2012 @ 14:58:33

    Na koniec taka myśl: NIKT nie jest idealny, każdy ma nad czym pracować. Ale zobacz, ile już dostrzegłeś w sobie kapitalnych cech :) Ja osobiście z taką osobą bardzo chętnie bym się zaprzyjaźniła. I w podejściu do świata wiele nas łączy, i zainteresowania podobne. Nic tylko trzymać sztamę z kimś takim :)

  62. Tristen
    sty 14, 2012 @ 14:22:51

    > 1. lubienie nawiazanywania kontaktu z innymi z zachowaniem asertywnosci
    > (lubie spotykac nowych ludzi ale nie za cene bycia z nimi ciagle, uzalezniania
    > sie od nich – czyli tak, jak napisalem: nie lubie przebywac w grupie ale lubie
    > znajomosci)

    Takie podejście jest przyczyną osamotnienia, wyobcowania, które Ci doskwiera. Zbyt duża asertywność utrudnia budowanie bliższych więzi międzyludzkich. A jak tu się z kimś zaprzyjaźnić, skoro z góry zakłada się wieczny dystans wobec niego? :) I czy faktycznie są powody do takiego dystansu? Zastanówmy się… Czy naprawdę nikt wokół nie jest wart przyjaźni?

    ->No rzeczywiscie nie ulatwia to jakos kontaktow ale nie wiem, czego to jest przyczyna. Od dziecka lubilem samotnosc, zeby miec np. mozliwosc bycia samemu kiedy potrzebuje tego. Przyjazn jest warta i ja mam bliskie osoby, ale lubie tez miec wolnosc, nie byc obligowany ciagle do przymusu przebywania z ludzmi. No i nie zakladam dystansu. Moze to kwestia tego, ze jednak wiekszosc ludzi lubi sie garnac do siebie w bardzo duzym stopniu a ja juz mniej….

    > 2. -niechec/swiadomosc negaytywnej energii wgledem wszelkiej formy
    > wladzy, manipulacji, narzucania woli itp.

    Czy faktycznie każda władza (zwierzchnictwo) jest zła/e? Czy każda władza musi być obarczona manipulacją i przymusem? Czy nie możemy wyobrazić sobie władzy inteligentnej, uczciwej i pokojowej, stworzyć tu sobie razem jej model? Gdzie grupa, tam i jacyś zarządzający/liderzy – sprawa naturalna. Władzę sprawować można jednak według różnych wzorców, a tym najwłaściwszym wydaje mi się po prostu służba obywatelska. Skąd u Ciebie taki automatyczny ciąg skojarzeniowy: władza – manipulacja – narzucanie woli? Przecież to wypaczona forma sprawowania władzy, nie sądzisz?

    -No jak to skad? Rozejrzyj sie dookola, poobserwuj jak zachowuja sie ludzie majacy wladze reku. 99 procent z nich czuje sie wyrozniona, wazna (swietnie opisuje to ,,Transerfing rzeczywistosci” i nazywa to waznoscia). Przeciez czlowiek znajdujacy sie ,,pod” taka osoba ma jej szybko serdecznie dosc. Stad u mnie ta niechec, bo przeciez nikt nie lubi, jak sie komus narzuca zdanie czy zadania w taki sposob.

    Tristen, jak myślisz, jakie może być pochodzenie tego wzorca (jeśli uznamy, że to wzorzec)? Skąd mógł się wziąć?

    ->Z poprzednich wcielen. Wydaje mi sie, ze moja dusza mogla juz przerobic temat pt. wladza i dlatego tak niechetnie reaguje na wszelkie jej przejawy. Na pewno nie wynioslem tego z domu, nie przejalem od rodzicow bo to obrzydzenie mialem ,,od urodzenia”, pamietam momenty kiedy bylem naprawde bardzo maly i juz wtedy buntowalem sie.

    Spontaniczność generalnie odbieram jako coś fajnego, a szczegółowych planów i tak zbytnio nie opłaca się robić (w moim przekonaniu i z moim doświadczeniem), ale jakiś plan ogólny, choćby ramowy konspekt dnia czy przedsięwzięcia już nie zaszkodzi :) Żeby np. coś ważnego nam nie uciekło, żeby o czymś nie zapomnieć, żeby nie wyciekł czas na coś autentycznie pilnego i ważnego itp. Tak w każdym razie ja to czuję.

    ->Mysle podobnie.

    > umiejetnosc cieszenia sie jak dziecko z byle czego jesli sprawia mi to
    > przyjemnosc

    Tu mam taką myśl, Tristenku, że ten warunek „jeśli sprawia mi to przyjemność” zakłada samoograniczenie już na starcie. Zawęża się tym swój obszar działania – tylko do tego, co już się zna i na pewno lubi. A gdzie TU miejsce na spontaniczność, na nieznane? :) Gdzie TU ciekawość świata? Przecież może się np. okazać, że po wykonaniu czegoś, co na starcie nie jawiło Ci się jako przyjemne, odczujesz przyjemną satysfakcję z tego, że mimo to się tego podjąłeś, że z tym sobie poradziłeś, że się w tym sprawdziłeś, że się przez to rozwinąłeś itp. Nie uważasz tak?

    ->Czemu? Przeciez normalne jest, ze kiedy cos sprawia nam przyjemnosc, to powinnismy sie z tego cieszyc ile da rade. I skad wyciagnelas wniosek ze nie jestem otwarty na nieznane. Jestem jak najbardziej, zalezy tylko co to nieznane jest.

    PS. Ja też miałam od dziecka profil „Introwertyczny”. Ale przyszedł czas, gdy odczułam, że za bardzo mi on ciąży, że mnie ogranicza. Byłam za bardzo zamknięta w sobie. Wtedy zaczęłam nad sobą pracować i stałam się bardziej otwarta, kontaktowa. Wzmocniło mi się poczucie własnej wartości, poprawiły się moje zdolności komunikacyjne. W okresie dziecięcym określiłabym siebie jak dziecko „zahukane”, a to nie jest dobrze pozostać takim w dorosłym życiu. Trudno jest wtedy realizować w pełni swój potencjał. Tak myślę, wiesz?

    ->Mialem podobnie, jednak nie da sie stac ekstrawertykiem jesli nasz profil jest introwertyczny. No ja nie bylem zahukany, raczej lazilem swoimi wlasnymi drogami, bylem i do dzis jestem duzym indywidualista.

  63. Tristen
    sty 14, 2012 @ 18:25:34

    Jeszcze a propo tej potrzeby indywidualizmu, samotnosci to zauwazylem, ze z ojca przeszlo na mnie cos takiego, ze moj ojciec bardzo czesto, kiedy widac bylo, ze cos go trapi, bywal pytany czy dawano mu do zrozumienia, ze ktos martwi sie o niego i chce mu pomoc, reagowal w sposob nerwowy, czesto nawet nieco niegrzeczny, uciekal w siebie (do dzis ma bardzo zamknieta sfere wewnetrzna, nie dzieli sie z nikim o tym, co go ,,boli”). Ta ,,wizja” pojawila sie dwa dni temu i wtedy dopiero uswiadomilem sobie, jak czesto moglem odpychac potencjalnych przyjaciol, ludzi chcacych mi w taki czy inny sposob cos doradzic, pomoc. W relacjach miedzy mna a kobietami podejrzewam ze moglo sie to przejawiac tym, ze potencjalna zainteresowana mogla mi dawac pewne subtelne znaki ale ze wgledu na worzec ja tych znakow albo nie chcialem dostrzegac albo wrecz reagowalem dokladnie na odwrot od intencji owej osoby. Innymi slowy, odrzucalem cieplo drugiej osoby i to tez moze miec zwiazek z tym, ze wychowujac sie u boku ojca osobowosc silnie przejela taki wzorzec.

    Jak mozna by to dalej oczyscic i naprawic tego typu relacje ciepla, czegos co plynie prosto z duszy, od serc a drugiego czlowieka i zeby wyrobic w sobie ,,nawyk” nieuciekania od tego, przyjmowania tego z radoscia, wyczuwania energii drugiej osoby, nawiazywania pozytywnych relacji na tym polu?

    • SwiatDucha
      sty 14, 2012 @ 19:46:58

      pierwszy krok to uświadomienie, a to już masz :)

      w następnych myślę, że warto być równie przyjazny dla obu stron [również dla siebie i nie wchodzić w relacje niepotrzebnie, tylko "dla wyrównania" tego przykrego czasu, gdy miałem tamten wzorzec..]

  64. Tristen
    sty 15, 2012 @ 12:35:12

    Taka mala dygresja: jestem przy koncowce tomu nr. 2 i coraz wyrazniej dostrzegam, ze moje poczucia wyobcowania, osamotnienia nie wynika z braku czegos u mnie a z calkowicie innej przyczyny: nie znajduje sie pod wplywem ogolnie przyjetych wzorcow/wahadel nic wiec dziwnego, ze mecze sie przebywajac z ludzmi je posiadajacymi. Teraz pytanie: gdzie znajdywac osoby, grupy ktore podobnie jak ja nie dzialaja podlog tych wahadel?….

    • Hawa
      sty 15, 2012 @ 14:15:17

      A kuku tu jestesmy ;-)

      • Tristen
        sty 15, 2012 @ 14:16:18

        Toz to ja wiem od dawna ;) o real mnie chodzilo :)

      • Odnaleziona
        sty 21, 2012 @ 20:29:56

        Tristenku, po mojemu sprawa wygląda tak, że możesz albo nadal tkwić tu na tej stronie w jakiejś rzeczywistości wirtualnej, albo właśnie wyjść na spotkanie realowi :) Cieszyć się z tego, że słońce świeci, z tego, że można być wśród ludzi i dla ludzi, w ogóle radować się z najprostszych rzeczy, z niby zwykłego życia :) Tyle jest wokół powodów do radości!
        Osobiście mogę być pierwszą osobą, do której odezwiesz się w realu :)

      • Tristen
        sty 22, 2012 @ 01:20:56

        :)

  65. Odnaleziona
    sty 15, 2012 @ 13:55:28

    Rozejrzeć się wokół, dostrzec podobne osoby (które na 100% da się znaleźć wokół siebie, bo nie jesteśmy nikim wyjątkowym) i już będzie taka grupa :) Np. Ty 5 osób i ja 5 osób. Taka składka ;)

    • Tristen
      sty 15, 2012 @ 14:18:05

      No ja wlasnie jakos w realu mam problem z dostrzezeniem takowych wiec albo ja nie zauwazam, albo srodowisko w ktorym sie obracam jest nieadekwatne do moich potrzeb wgledem czucia czegos wspolnego (i tym samym odpowiedzialem sobie na czesc pytania pt. dlaczego czuje sie wyobcowany :) )

  66. Odnaleziona
    sty 15, 2012 @ 13:59:48

    To do samej tylko dygresji było o szukaniu podobieństwa :) A do wątku głównego warto jeszcze wkrótce powrócić, ponieważ nie został wyczerpany.

  67. Tristen
    sty 15, 2012 @ 14:19:13

    :)

    No ale tak czy owak ciagle czuje ten podzial pomiedzy ,,mna” a ,,spoleczenstwem”…

    • Tristen
      sty 15, 2012 @ 14:21:59

      Jestem bardzo ciekaw, gdzie mozna szukac osob ktore odrzucily wahadla bo teraz jak patrze na to wszystko z boku to widze ze przytlaczajaca czesc ludzi jest wrecz przygnieciona roznego rodzaju kodami, wzorcami i nic dziwnego, ze ja zawsze mialem trudnosci w kontaktach skoro albo mam inne wzorce albo ich nie mam w ogole…no ale to nie rozwiazazuje problemu osamotnienia i braku mozliwosci nawiazywania blizszych relacji, trza by znalezc odpowiedz jak zrobic aby to poczucie zmienic lub znalezc miejsce, ludzi podobnych

  68. Hawa
    sty 15, 2012 @ 15:09:28

    @Tristen – upewnilam sie, (dzieki Andzej) jest piec pozycji przetlumaczonych.
    Jak przeczytasz ostatnia pozycje tego autora to zapraszam do wymiany ,,slowa pisanego,,. A na dzies dzisiejszy i na tu i teraz cwicz ,,cierpliwosc,, ;-)

  69. Odnaleziona
    sty 15, 2012 @ 18:55:10

    > trza by znalezc odpowiedz jak zrobic aby to poczucie zmienic

    Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli są jeszcze jakieś zakłócenia w “odbiorze” innych, to znaczy, że również w nas jest coś jeszcze do poczyszczenia :) A odpowiadamy sami za siebie, więc… :)
    Będzie dobrze :) Cierpliwości, dokładnie cierpliwości :)

  70. Conchita
    sty 18, 2012 @ 01:04:18

    Zajrzałam właśnie do tej książki i zonk! Nie przeczytałam jeszcze zbyt dużo i może o coś innego w niej chodzi, ale przypomniał mi się mój sen (nawet wydaje mi się, że był świadomy) sprzed wielu lat – zbieżny z tekstem z książki. Śniło mi się wtedy, że jest coś takiego jak linia mojego życia i w każdym punkcie czasowym rozwijane/ opracowywane są różne opcje, różne warianty doświadczeń. We śnie wyglądało to jak linia produkcyjna. Mogłam poruszać się po tej linii w przód i tył i obserwować “prace”… Aby sprawdzić linię i postanowiłam wejść w jeden z momentów mojego wczesnego życia. I znalazłam się z moją świadomością we wczesnym dzieciństwie w domu, którego w zasadzie już nie pamiętam (wyprowadziliśmy się, gdy byłam mała) w jednej chwili z życia rodzinnego – mogłam spojrzeć w oczy rodzinie itp. Trwało to tylko chwilę i zaraz się obudziłam.

    Poczytam dalej… Jeszcze nie wiem, o co chodzi z wahadłami :)

    • SwiatDucha
      sty 18, 2012 @ 21:42:22

      Super wgląd senny!!!
      Ja też miałem kilka wglądów we śnie, ten wpis o grze w najprostsze działania był na podstawie snu, w którym właśnie graliśmy w taką grę, w której trzeba było coś najmniejszego, czy też najmniejszym wysiłkiem uczynić, ale chyba nie za pomocą działań, a intencją [czyli zamiarem zewnętrznym.]

Dodaj komentarz

Please log in using one of these methods to post your comment:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s