Na tych wibracjach to ty tego nie zrobisz.

Rozmawiałem właśnie z Łukaszem, mówiłem mu, że ostatnio nie mam weny do pisania na blogu. Że  jak siadam do komputera,
to Dusza mówi: e, chodźmy stąd.

No i przypomniało mi się, jak rok temu mówił słowa “na tych wibracjach to oni tego nie pociągną” o pewnych naszych znajomych, którzy rozkręcili działalność, a potem się w tym wypalili. Na początku świetnie im szło, wibracje wysokie, wiele osób wokoło, itp. A po kilku latach hmmm…  dosyć spora posucha bez widoczności na lepsze czasy.

I teraz jest mowa do mnie samego:

Na tych wibracjach to ty tego nie zrobisz.

[:(

Czyli nie napiszę kolejnego błyskotliwego artykułu. Nie mam bowiem wystarczających do tego wibracji. Ale przynajmniej wiem, o co chodzi.

Zaniżanie wibracji powoduje nieosiąganie własnych celów i wpadanie w pułapki obciążeń.

Ludzie mający mantrę przewodnią: "chcę być wolny od wszystkiego i wszystkich" przy zaniżonych wibracjach nie osiągną tego celu, natomiast mają dużą szansę - przy swojej zachłanności - otworzyć się na "pomoc" krokodyla.

Ludzie mający mantrę przewodnią: "chcę się zabezpieczyć" przy zaniżonych wibracjach nie osiągną celu - poczucia bezpieczeństwa, natomiast mają dużą szansę - poprzez swoją bezsilność - otworzyć się na pomoc ducha wejściującego.

Zaniżanie wibracji powoduje generalnie zawężanie świadomości oraz zmniejszenie możliwości. Jest  z tego wyjście [co prawda niskowibracyjne] – działać tak, jak inni, tak jak innym się udało. Podświadomość – przy niskim poziomie energii jest w stanie łatwo przekonać osobowość [dosyć w tym stanie otępiałą, dodam], że wzięcie wzorca przeżywania i życie wg. niego jest ok. Bo daje większe prawdopodobieństwo osiągnięcia celów – wszak inni tak robią.

-

I odwrotnie – podnoszenie wibracji daje możliwość oczyszczania się z owych powyższych i innych obciążeń [jeszcze nie powoduje samorzutnego oczyszczania, bo potrzeba mniej lub bardziej świadomej intencji, postawy].

A jak podnosić wibracje? Poprzez afirmacje, medytacje, modlitwy. Ale także poprzez muzykę, spotkania [kontakty] z istotnymi ludźmi.

[generalnie poprzez świadomą działalność jogiczną, jogą można bowiem też pognębić siebie zupełnie dobrze.]

Kończę – idę podnosić wibracje. :) ))

Terapia z krokodyli [zapowiedź]

Jako, że wiele osób dopytuje się o możliwość terapii z krokodyli, podaję pomysły:

1. Atma Joga [link], można się tam odezwać, popytać, powiedzieć, że czytałeś/aś Światducha.

2. Szkoła Energii Seksualnych [tu jest link do strony www] [tu jest link do wydarzenia na FB]

będzie organizowany warsztat :
Zrozumieć nadużycia fizyczne i psychiczne
wrzesień 21-23, 2012 Szczecin

co prawda Szkoła Energii Seksualnych ma, przekazuje wg. Marka Białacha pewne kody, ale można spróbować.

3. Inny kolega Marek jest w procesie opracowywania krokodyla za pomocą zmodyfikowanego rytuału Hellingerowskiego. Trzymam za niego kciuki [nie za kr. a za kolegę].

4. Może ktoś z czytelników jeszcze zechce podzielić się swoją historią pracy z kr., to ją opublikujemy dla przykładu.

Buddyzm top-heavy

Byłem dzisiaj na publicznym wystąpieniu Willigisa Jaegera i osób z nim związanych z kręgu buddyzmu zen [było to kilkoro mistrzów zen]. Willigis J. jest znanym mistrzem z tradycji łączącej duchowość Wschodu i Zachodu [tzw. medytacja chrześciańska]. Natomiast piszę ten tekst, aby opowiedzieć o moich odczuciach i przemyśleniach z tego, co tam było mówione, co widziałem.

Top heavy to jest określenie z obszaru Feng Shui i architektury. Opisuje budynek, który ma więcej swojej masy na górze a na dole jest w miarę lekki, albo wąski. W każdym razie daje wrażenie, że konstrukcja nie podoła dużemu ciężarowi umieszczonemu na górze, i że za jakiś czas możemy liczyć, że runie. Oczywiście top-heavy jest uważane za niekorzystną konfigurację.

A oto przykłady owych form top-heavy. Można porównać budynki do poziomów istnienia człowieka.

Czyli A to jest ziemia, fundament, na którym posadowiony jest budynek [odpowiada to ciału fizycznemu]. Część przyziemna to B [czyli Dusza, jak najbardziej przyziemna]. I część C – to górna część budynku [czyli odpowiada Duchowi].

W przypadku zen jest trochę podobnie do konfiguracji top-heavy. Mówiłem moim znajomym, gdy pytali się o wrażenia z wykładów, że owi wykładowcy-mistrzowie zen “wysokie poziomy mają bardzo dobrze opracowane”. Istotnie, w obszarze świadomej Jaźni, w obszarze Ducha zen przedstawia prawdziwe, konkretne nauki poparte bardzo przekonywującymi praktykami. Naprawdę nie ma się do czego przyczepiać, mistrzowie znają się na rzeczy.

Natomiast o innych sprawach się nie wypowiadałem, ponieważ.. nie było ich.

Więc co, czepiam się?

Otóż nie ja się czepiam, a Wszechświat. Człowiek bowiem nie jest zbudowany z:

A. Ciała i
C. Ducha,

Człowiek jest zbudowany z

A. Ciała,
B. Duszy i
C. Ducha.

Z trzech części, nie z dwóch. A o tym buddyzm, specjalnie zen nie wspomina.

W Buddyzmie [zen] część B jest powiedzmy sobie, pomijalnie mała, nieważna dużego wzmiankowania. Nic się generalnie nie wyjaśnia. Jedynie co, to się sprowadza adepta na świadome obserwowanie części C, rozwijanie poruszeń na tym poziomie poprzez bardzo różne praktyki.

A więc jest konstrukcja typu “top-heavy”, ciężka na górze, chuderlawa na środku, w przyziemiu.

W obszarze B mieści się Dusza, istota ogromna nierzadko, którą od wielu miesięcy przedstawiam i próbuję wyjaśniać tajniki jej podróży życiowej. Doświadczenia Duszy są kanwą, wokół której snuje się nasz los. Los, który każdego zdrowego człowieka naprawdę obchodzi. Pomijanie zaś swojego losu w praktyce duchowej wygląda na .. co najmniej nierozsądne.

Człowiek składa się z trzech części, nie z dwóch. O tym buddyzm, specjalnie zen nie wspomina.

A pamiętacie piramidę potrzeb Maslowa? Przy zaspokojeniu potrzeb podstawowych możemy zacząć realizować zaspokajanie potrzeb wyższych. Ta piramida nie jest ciężka na górze. Ideałem pewnie byłoby, żeby budynek naszego rozwoju miał lekko ukośne ściany, z dobrze zabezpieczonym fundametnami dołem. Przykładowo, jak ten, wygląda imponująco, prawda?:

Wygląda jak ogromny Shiva-lingam. [źródło obrazka]

Jak zen ma wspominać, czy roztrząsać Duszę, jak jego celem jest uwolnienie się od przymusów wywieranych przez Duszę? Prelegenci przez 2,5 godziny omawiali jak to się robi. Dostaje się – poprzez ćwiczenia – świadomość własnego Świadomego Ja, swojego niewcielonego, bezczasowego Ducha i jak się potem człowiek czuje. Wyglądało tak: im mniej mówimy o Duszy [o której nie chcemy mówić, o której niewiele wiemy], im mniej tym lepiej. 

Pięknie, zapewne. Jest jedno ale. Po takich zajęciach zen każdy człowiek ponownie wchodzi z wyżyn Ducha w swoje codzienne kapcie, idzie do domu, do swoich zajęć, do rodziny, mamy, taty, żony, dzieci. Nadal jest zatrudniony w zakładzie pracy gdzie ma ohydnego szefa. Nadal studiuje na uczelni sprawy o miernym znaczeniu w praktyce i ledwie wiąże koniec z końcem.

To wszystko są ciągle aktualne kwestie, które przeżywa razem ze swoją Duszą. Ma [dzięki niej] awersje, przywiązania, obciążenia duchowe, karmiczne, kody na czakrach i ileś jeszcze.

I teraz pojawia się pytanie: czy za pomocą prostej praktyki wznoszenia świadomości i uaktywnienia Świadomego Ja [samego dla siebie] coś sobie pomoże w tych sprawach codziennych?

No, niestety nie pomoże sobie. Dusza z jej narowami, pragnieniami, karmą, itp. nadal pozostanie Duszą. I nadal będzie o wiele silniejsza energetycznie od osobowości, która akurat wybrała ścieżkę zen i uważa, że na tej ścieżce znajdzie panaceum na bolączki życia [jak to mogło wynikać z przemówień mistrzów zen - a oni wiedzą co mówią!!!]

Stajnia dla Dusz

Próbowałem podglądać Dusze owych czterech osób, które siedziały przy stole prezydialnym, jak się owe Dusze czują?

Wyszło coś takiego – stajnia. Dusze sobie ładnie stoją w porządku, nakarmione, napojone, pomieszczenie wentylowane. Jednakże mało ruchu, nie są wypuszczane na długie biegi, nie mają fantazji.Tak to też odczułem na wykładzie – czworo prelegentów w ulotce miało bardzo profesjonalne, często uczelniane opisy swoich zawodów, pozycji w hierarchii systemowej. I jakoś mało się burzyli przed tym, nie mieli raczej nic przeciwko, że zrobiono im tak prestiżowe entree. Przpraszam wszystkich, ale promowanie prestiżowego obrazu osoby jest mocno budujące ego.

Więc co – w zen rozpuszczamy ego, czy też je budujemy? Bo co innego jest mówione, deklarowane w stosunku do ego, a co innego mówią ulotki i mowa gestów, postaw, ciała, ubioru, prestiżowego anturażu Hali Stulecia we Wrocławiu.

Może chodziło o misjonarstwo? Bo to przecież były wystąpienia na poczet uruchomienia polsko-niemieckiej Fundacji mającej propagować zen mistrza Jaegera. No jeśli tak, to istotnie bardzo dobre przygotowanie, nienaganne maniery, prestiżowa powściągliwość, podpisywanie swoich książek – jak najbardziej dodają stronników, zwolenników.

Dusze tych osób są konkretnie ustawione. Nie daje im się wybiegać, jak widać na obrazku są ograniczone konkretnymi stalowymi, mocnymi zagrodami. Więc Dusze nawet nie próbują czegoś “po swojemu” zrobić.

Jeśli Dusza nie potrzebuje już biegać, doświadczać, to jest to przestrzeń komfortowa. I istotnie, część z tych osób jest powściągliwa, zdystansowana, akuratna. Ale może akurat już nie próbuje się przeciwstawiać? Może straciła nadzieję?

Natomiast jeśli Dusza chce doświadczać, jeśli przyzwyczajona jest do dużej aktywności, to w stajni będzie się źle czuć.

Już wolę nieskrępowane kontakty z moimi znajomymi, którzy się nie wynoszą, nie chowają za tytułami naukowymi i zawodowymi.

Japonia – jak najbardziej

Dlaczego więc owo zen jest tak popularne?

W Japonii było i jest sporo bardzo zaawansowanych Dusz [ludzi], którzy już bardzo wiele przeszli. I taka praktyka końcowa jak zen im bardzo jest pasująca, wypunktowawszy sobie co jest co, uzyskują Świadomość Jaźni i jest to coś co można nazwać oświeceniem na miarę zen.
Nie muszą się przejmować Duszą i jej narowami, ponieważ Dusza ta jest już tak stara, tak zaawansowana, że naprawdę nie robi niemal żadnego hałasu i wie, jak wspierać a nie przeszkadzać.

A więc świetnie. Dla zaawansowanych Dusz jest to odpowiednia praktyka.

A dlaczego więc owo zen jest/ może być wybierane poza Japonią? Tam, gdzie nie ma tak zaawansowanych dusz?

Nikt nie sprawdza zaawansowania Duszy gdy kogoś zaprasza na posiedzenie zen. Ta praktyka równie dobrze może być praktyką:

  • relaksacyjną
  • ucieczkową ["idę na zen, bo mam dość moich głupich rodziców!", "co mam zrobić, nie mam nadziei na lepszą przyszłość?! Będę chodzić na zen."]
  • pozornie poznawczą ["idę na zen, tam mają prostą koncepcję duchowości, a mam dosyć tych bredni kościelnych, chcę czegoś co działa". A na zen nie jest niemal nic wyjaśniane, tam się wychodzi poza obszar wyjaśnialny]
  • praktyką pozornie terapeutyczną ["idę na zen, bo jestem zbytnio roztrzęsiona, terapeuta mówił, że mam początki nerwicy i zalecił, żeby pójść na zen, to się uspokoję" - terapia nie dotyka przyczyn nerwicy, jest więc to zaleczanie objawów, nie pracuje się tam z Duszą, a z Duchem ku uruchomieniu Świadomego Ja]
    Jedna pani terapeutka wypowiadająca się z mównicy sugerowała aktywność dwutorową. Na terapii zajmujemy się sprawami “światowymi”, a na zen – duchowymi [to przynajmniej lepsze podejście]. Jednakże nic nie było mowy o żadnej weryfikacji chętnych. Jeśli będzie chciał wybrać “łatwą duchową ścieżkę” [duchowy bypass], to i tak wybierze.

Tak więc zen w tych przypadkach się nie sprawdzi. Zwłaszcza jako ścieżka duchowa, rozwojowa.

Podsumowując, “top-heavy” zen jest praktyką niecałościową, w warunkach Europejskich wręcz urągającą szczytnym ideom holizmu, całościowości postrzegania człowieka. Propagowanie jej jako jedynej, zwłaszcza dla dusz mniej niż bardzo zaawansowanych jest formą oszukaństwa.  Czy ci ludzie są tego świadomi, co robią, tego nie wiem, nie mam zamiaru dociekać ich intencji.

Zen ogólnie – co prawda wysokie poziomy ma bardzo dobrze opracowane, natomiast ma w środku ogromną dziurę, ogromną jak Dusza o której  niemalże nic nie wie i wiedzieć nie chce.

Jakby komuś było mało, proszę: oto tekst “Jest duchowość, która nie zna Duszy”

Wejście w alkoholizm

W moim odbiorze alkoholizm jest obciążeniem duchowym, chorobą spowodowaną najściem na człowieka pewnych bytów [krokodyla, opisanego w części o obciążeniach duchowych].

Ale jak to się dokonuje?

Alkohol, jak alkoholicy donoszą [i jak samemu można sprawdzić] daje natychmiastowe wrażenie “rozluźnienia”. Przynosi niskie wibracje, które – jeśli używać z umiarem i w odpowiedni sposób mogą pomagać. Przykładowo przemywanie rany spirytusem odkaża. Przy ciężkim jedzeniu – wspomaga się [energetycznie] trawienie. Nawet przy ciężkich odmrożeniach, potłuczeniach okłady z alkoholu przywracają ciało do życia.

Jednakże osoba pretendująca do alkoholizmu [wzięcia krok. astralnego] ma kłopoty w życiu. I dodatkowo nie działa w kierunku ich rozwiązania. Taka stagnacja w kłopotach naturalnym biegiem rzeczy woła o wspomożenie. Wspomożenie daje alkohol, dając raz po raz efekt “ufffff…” – zrelaksowania się, zdystansowania się.

I tu zachodzą dwa procesy.

Jeden, który alkoholicy opisują – następuje znieczulenie na alkohol – efekt “ufff..” przychodzi po coraz większej dawce napoju. A chcą go osiągać, ludzie ci biorą coraz większe dawki.

Teraz proces drugi, o którym nie mówią. Jest to proces duchowy – do zaniżonych wibracji, jak szakale, przychodzą krokodyle i – w czasie, gdy poziom świadomości, poziom świadomej ochrony swojego pola energetycznego zostaje obniżony – istota ta zajmuje pozycje w ciele subtelnym [tu : astralnym].

Zasiedzenie następuje za zgodą, tzn. nosiciel [alkoholik] nie protestuje, a nadal pije i nie zwraca uwagi, że za pomocą trunku inwokuje, przywołuje energetycznie owy byt. Nazwa “spirytus” oznacza ducha. Ale duch, który przychodzi nie jest specjalnie życzliwy. Powoduje mocne, histeryczne lęki, człowiek taki przeżywa lęk, nie umie też zidentyfikować go, że pochodzi on od obecności obcej istoty.

Po wszystkim mamy osobę uzależnioną. Z jednej strony ciągnie go/ją do picia alkoholu, z drugiej ów alkohol wzmacnia zależność od nieprzyjaznej istoty duchowej. Dodatkowo, aby nie zakończyć picia, krokodyl wspomaga nosiciela mocnymi działaniami [tzw. inwoltacjami] z wysokiego poziomu, od swojego opiekuna, alkoholik zaczyna być “małym bogiem”.

 

Można dodać, że przyczyny, pierwotne uzależnienie może zachodzić w przeszłym wcieleniu, a w obecnym widzimy osobę już jako dziecko z obecnością negatywnej istoty duchowej w ciele [razem ze zmienioną patologicznie osobowością]. Rodzice dziwią się, dlaczego mały Tadzio jest taki rozrabiaka, taki bezczelny, dlaczego tak kłamie? A nikt nie przypuszcza, że Tadeusz w poprzednim życiu zapił się na śmierć.

Pragnienie oświecenia i poruszenie na Anupadace

Komentarz:

“Kiedyś przeczytałam, że pragnienie oświecenia uniemożliwia osiągnięcie go ze względu na to właśnie, o czym piszesz, pragnienie powoduje ruch świadomości w jakąś stronę, zamiast akceptacji naszego doświadczenia, pojawia się wrażenie, że można więcej, że trzeba coś robić w tym celu i podobne fiksacje. Wtedy puściłam to pragnienie i poczułam ogromną ulgę. Później znów wkręciłam się w kolejną wizję, ciekawe kiedy wreszcie zmądrzeję…? I czy kiedykolwiek…”

Moja odpowiedź:

Pytasz, kiedy zmądrzejesz? Można powiedzieć – kiedy Dusza zmądrzeje? Bo Ty sama już wiesz, już jesteś świadoma. Natomiast Dusza nie jest przekonana do nowego sposobu działania.

Kiedy Dusza zmieni postawę? To może być uzależnione od nastawienia Duszy. Duszy może zabrać sporo czasu, aby się przełączyć na inne tory działania i myślenia. Ale jeśli podajemy jej odpowiednio wysokie argumenty [i to praktycznie do zastosowania, argumenty weryfikujące dotychczasową postawę, ], to, jak doświadczyłem, Dusza potrafi szybko poczuć bluesa.

Ten typ argumentacji pokazujesz tu:

“przeczytałam, że pragnienie oświecenia uniemożliwia osiągnięcie go ze względu na to właśnie, o czym piszesz, pragnienie powoduje ruch świadomości w jakąś stronę, zamiast akceptacji naszego doświadczenia, pojawia się wrażenie, że można więcej, że trzeba coś robić w tym celu i podobne fiksacje. Wtedy puściłam to pragnienie i poczułam ogromną ulgę.”

Ten argument jest z poziomu przyczynowego, pokazuje zachowanie się Duszy, gdy widzi skutek przywiązania się do celu. Na jakiś czas działa.

Powyżej ciała przyczynowego jest poziom idei [atmaniczny]. Jeśli jesteś nieświadomie połączona do jakiejś idei, w ramach której występuje osiąganie celów, to Dusza sama z siebie będzie w kolejnych doświadczeniach brać inspirację z idei do której jest podłączona. Wtedy znowu zdziwisz się, że masz podobne doświadczenie, mimo, iż “coś już zrozumiałaś”. Świadome Ja [Jaźń] zrozumiało, natomiast Dusza nadal gdzieś jest podłączona pod ideę, która wywołuje osiąganie celów.

Gdy poczynisz osobiste poruszenie na ciele atmanicznym, gdy wybierzesz [razem z Duszą] generalnie inną ideę niż tą, która zawiera osiąganie celu, jeśli uda Ci się to, Dusza zmieni swoją postawę i już nie będziesz miała takich “niespodzianek”, że oto znowu coś osiągasz. Inna idea może być bardziej przyjazna: “cokolwiek robię, przybliżam się do oświecenia”, albo [to mój produkt :) ] : “oświecenie jest nieuchronne” [a więc nie trzeba się wysilać].

Albo, jeśli się zmęczysz jakimikolwiek ideami, możesz przejść na poziom wolnego wyboru i po prostu wybrać: “wybieram oświecenie i trzymam się zdecydowanie, acz swobodnie tego wyboru”.

Jednak może to zająć trochę czasu, ponieważ inercja Duszy w takich sprawach bywa duża. Im starsza Dusza, im bardziej generalna zmiana w życiu, tym inercja Duszy wydaje się być większa.

Poza tym Dusza jest współczująca, stapia się z innymi osobami, istotami i aby zmienić postawę, musi się od nich odsprzęgnąć – to też może zajmować sporo czasu, a i sam akt rozprzęgania się nie jest wiadomy, czy nastąpi. Czy istotnie chcesz wewnętrznie pożegnać się ze zrozumieniem otrzymywanym od otoczenia? Czy jesteś gotowa na postąpienie na grunt, gdzie nie będziesz miała się z kim “skleić” w przeżywaniu?

Ale powtarzam, jeśli mamy odpowiednio wysoki argument – Dusza potrafi się przeprogramować, przestawić w ramach minut czy godzin. Tak może być, gdy uda Ci się wykonać osobiste poruszenie na ciele o jeden wyższym, anupadaka. To jest ciało wyboru, swobodnej decyzji. Tu tworzone są “noumeny”, czyli akty woli. Jeśli twój akt woli, aby przełączyć się na inną linię idei będzie wystarczająco silny [osobiste poruszenie na ciele anupadaka], to Dusza go przyjmie bez zająknienia jako obowiązujący.

Kiedyś chciałem napisać tekst “Wybory na różnych poziomach”. Tutaj ten problem wychodzi.

Jak wykonać poruszenie na ciele anupadaka? Może łatwiej powiedzieć, czym on nie jest [aby wykluczyć oszukiwanie się]. Poza tym taka drabinka, jaką przedstawię, pokaże w którym kierunku idzie decydowanie, jak się zmienia wraz z poszczególnymi ciałami subtelnymi.

Fizyczne.

Decyzja na ciele anupadaka to nie jest to poruszenie ciała fizycznego [jakiś ruch, nawet silny czy zdecydowany - "o, jak się potrafię ruszać!"], chociaż taki ruch oczywiście może zainspirować do poruszenia wyższego ciała. To oczywiście jest bardzo trywialne zauważenie, niemniej dotyczy pierwszego ciała subtelnego.

Eteryczne

Swobodna, wolna decyzja nie wypływa z możliwości które daje nam poruszenie energetyczne – witalne. Nie chodzi o podczepienie się, skorzystanie z jakiejś energii [magia], chociaż poruszenie aury może być korzystne, ponieważ inspiruje poruszenie wyższego ciała. Np. wyjazd w góry na kilka dni zmienia energetykę i ludzie czują, że mogą coś zmienić w swoim życiu. Opieranie się jednak na wyjazdach w góry aby osiągać zmiany jest krótkodziałające, wystarczy, żeby w domu i pracy spędzić kolejne dwa – trzy miesiące, i już zdecydowanie do zmiany opada.

Astralne

Poruszenie na ciele anupadaka to nie jest zmiana emocji [ciało astralne]. Jeśli zamiast lęku nabiorę ochoty czy euforii [jak wielu nauczycieli zaleca], to taka energia może dać mi wsparcie dla zmian na okres przyszłego tygodnia. Po nim.. co to było, dlaczego wtedy tak się dobrze czułam, taką miałam siłę do ćwiczeń, do polepszenia swojego życia, a teraz co? Czemu jestem znowu ospała, czemu się nie chce tego robić, a jak już się przymuszam, to Dusza wyje z niechęci?
Ot – po prostu, skumulowana na zajęciach energia emocji się rozpłynęła.

Decyzja na podstawie emocji to nic złego. Jednak warto wiedzieć, do czego ją stosować, w jakim zakresie zmieniać życie na jej podstawie. Warto na podstawie emocji wybierać się na wycieczkę, aby tym samym więcej miłych wrażeń i emocji do nas przybyło. Natomiast jeśli chcielibyśmy uruchamiać przedsiębiorstwo na podstawie emocji… hmm, to chyba nie ta liga.

Pamiętam moją mamę, jak była nieco pijana, to “świat do niej należał”. Planowała wielkie zmiany, odważne przedsięwzięcia. Gdy jednak nadszedł nowy dzień, gdy emocje przeszły, z jej oczu wyglądał głodny krokodyl astralny i mówił: “no co chłopaku, wczoraj to było wczoraj, a dzisiaj mi się jeść chce!”
Osoby z kr. astralnym na fali emocji potrafią przestawiać świat na głowę, w ich emocjonalnej fantazji nie ma spraw niemożliwych. Jednak te energie dosyć szybko przechodzą i zostaje żałosny obraz codzienności.

Mentalne

Poruszenie na ciele anupadaka to nie intelektualne wybory, nie chodzi o argumentowanie sobie czegoś z pomocą faktów. Można oczywiście [jak ja przed niedawnym czasem] próbować wybierać samochód do kupienia oceniając typy, marki, niezawodność, spalanie, recenzje. Jednakże gdy się już taki wóz kupi, to .. no właśnie. Świetnie wypada przy weryfikacji mentalnej, odpowiada niezawodnością itp. ale.. Dusza nie chce za nic nim jeździć, nie chce na niego patrzeć. To co to za wybór, można sobie powiedzieć – w buty taki wybór sobie można wsadzić.

[c. przyczynowe już było na początku opisane]

Buddialne

Poruszenie na ciele buddialnym też nie jest równoznaczne z wolnym [anup.] wyborem. Możemy oczywiście rozumować, że dzieci w Ghanie głodują, w Etiopii są niedożywione.  Wartości mogą nam nakazywać, że powinniśmy się zaangażować w działalność charytatywną, albo.. zmienić lokatę na bardziej korzystną. Pewnie są to “dobre” argumenty – na lepszej lokacie więcej zarobimy, a studnia w Afryce też może się przydać. Takie poruszenie może wzmocnić np. partię polityczną – “na wyborach głosowałem za partią x, więc będzie nam lepiej”.  
Jednakże może mieć to szczątkowy związek z naszą realnością, z tym, co akurat przeżywamy. Skale wartości wręcz mogą nami manipulować – a to na to musisz zwracać uwagę, a to na tamto. Ego może przez to dobrze się dożywić – “o, jaki dobry uczynek zrobiłem – 100 zł na biednych – to jest coś!”

Atmaniczne

W Polsce mocno zaakcentowanym szczytem poruszeń subtelnych jest poziom atmaniczny. Religie, idee wskazują jakie są, jakie powinny być nasze ideały. Zwykle nie wykonujemy poruszenia na tym ciele – jest ono na tyle wysokie, że podpinamy się pod zbiorowość i tak trwamy, mając przekonanie, iż “jesteśmy w dobrym towarzystwie”. Gdy jednakże Świadome Ja zauważy jakieś rysy na pięknym bloku, z którego zrobiona jest idea, jest w stanie zwątpić, albo przełączyć się na inną ideę.

Zwątpienie jest opuszczeniem się w dół, np. “kiedyś wierzyłem, ale teraz wystarcza mi, że udaje mi się godnie przeżyć, mam dosyć tych tanich sloganów”.

Przełączenie się zaś na inną ideę jest już poruszeniem osobistym na ciele atmanicznym. Można zacząć chodzić do innego kościoła, zacząć dyskutować ze Świadkami Jehowy, albo poszukiwać swoich wcześniejszych wcieleń w terapii regresingowej. Wszystkie te sposoby, chociaż nie obiecują natychmiastowego cudu, to jednak sprawiają, iż nie “odpuszczamy” w rozwoju, że nadal idziemy ścieżką samoświadomości. Nie chodzi o to, aby nagle dojść, chodzi o to, aby utrzymać się “przy swoim” żyjąc w społeczeństwie, które już nie sięga na takie wyżyny subtelnych poruszeń.

Decyzje na ciele idei oczywiście najpewniej będą spotykać się z niechęcią wielu, wielu osób przylgniętych do pewnej zbiorowej idei, tak więc nie ma co ich “nauczać”. Np. oto zaczynam jeść potrawy wegetariańskie i tylko takie. I to nie z postawy buntu [emocje - ciało astralne], ani z postawy współczucia [ciało buddialne], a z potrzeby odmienienia swoich energii [i przyłączenia się do idei dobrego samopoczucia, dobrostanu w życiu]. Trzeba sobie zdać sprawę, że oto jesteśmy kimś, kto zaczyna odkrywać nowe lądy sam dla siebie.

Anupadaka

I oto jesteśmy u progu ciała anupadaka. To ciało jest ciałem nieskrępowanego wyboru. Czyli żadne powyższe argumentacje nie mają tu potrzeby się zdarzać. Owszem, widząc jakiekolwiek powyższe przyczyny do zmian, jesteśmy w stanie “na chłodno” po prostu zdecydować o zmianie, nie podpierając się czymkolwiek z powyższych argumentów.

Np. w góry jadę ponieważ tak wybieram, nie oglądając się na energie, chociaż mogę zauważać, że mam lepsze energie, gdy wyjeżdżam w góry. Prosta kalkulacja.
Żebrakowi nie daję pieniędzy, tylko kartkę z informacjami pochodzącymi z akcji “pomagam mądrze”. Wiem, że jeśli istotnie potrzebuje pomocy – to tam mu pomogą.
Do kościoła chodzę nie za stadem owiec, tylko po osobistą modlitwę i o ile mi to pomaga. Wybieram i decyduję bez względu na cokolwiek, co mogą mi idealiści powiedzieć.

No i oczywiście poruszenie na ciele anupadaka to też wybór kierunku idei życiowej. Mogę w tym momencie bezpośrednio zainspirować Duszę moją postawą. Jeśli istotnie wykonuję poruszenie na ciele anupadaka, to pojawia się “noumena”, niejako prawo zaistnienia decyzji. Coś, co W. Zeeland w “Transerfingu opisuje jako zamiar zewnętrzny. Nie kombinuję, nie argumentuję, po prostu wybieram dając delikatnie acz zdecydowanie Wszechświatu [i swojej Duszy] do zrozumienia, że tak wybieram.

To piękna postawa, jednak można łatwo być zwiedzionym mając tu krokodyla. Osobiste poruszenie na anupadace jest w miarę trudne [niewiele osób ma wystarczająco rozwinięte to ciało]. Natomiast mając krokodyla, jego opiekun działa swobodnie na tym ciele generując owe “noumeny”, zamiary zewnętrzne jak króliki z kapelusza. To dlatego wzięcie krok. jest tak atrakcyjne. Dlatego partner z krok. jest tak atrakcyjny – po prostu jemu się świat rozstępuje gdy przezeń kroczy. “Robi co chce”. Może pamiętasz jak w ostatnim ostrym spotkaniu z osobą z krokodylem “zapomniałaś/eś” jak to się mówi.. języka w gębie? Krok dokonuje takiego przesunięcia w realności, że proste, człowiecze argumenty wydają się tak śmieszne, tak nieprzystające do sytuacji.. Jest tak jednolity, integralny w swojej postawie, tak totalnie przekonany w jej słuszność.

Na szczęście możemy się uczyć z tego właśnie zamiaru zewnętrznego, czyli poruszenia na anupadace.. bez przyjmowania bezdusznych intencji krokodyla.

Celem naszym jest nie tyle manipulowanie, krzywdzenie ludzi, jak to kr. robi, a podobnie mocne, bezkompromisowe postawienie sprawy, uruchomienie “noumeny” tak, aby świat, istoty, Dusze były przekonane o tym, że właśnie tak nasza rzeczywistość ma wyglądać. W niektórych książkach duchowych jest o tym napisane, jako o rozwijaniu woli.

Warto pamiętać, że do zmiany kierunku losu nie trzeba wysiłku, wystarczy wewnętrzne przekonanie. Jakikolwiek wysiłek – i zjeżdżamy na dół w drabince decyzji. Nie chodzi też o bezduszność – nadal warto pamiętać o swoim sercu, o źródle miłości, o kochaniu innych ludzi. Wręcz to może wspomóc naszą spokojną decyzję, może dodać nam serdecznej siły, siły, która pochodzi z [tego, co niektórzy nazywają] Słońcem Centralnym, Słońcem Serca [Merhlin]. Siły, której krok. nie zna, nie ma i mieć nie zdoła.

Adi

Ponad ciałem anupadaka jest adi – ciało nadawania znaczeń. Nie ma co się go bać, może być ono nam dostępne. Jeśli brakuje nam decyzyjności na anupadace, może warto się zastanowić, czy może coś trzeba “przeramować” jak to NLP mówi – spojrzeć na coś z innej strony i tak zostawić zmieniony widok?
Może np. zamiast poczucia skrzywdzenia w związku zmienić widzenie, znaczenie tego faktu na to, że Wszechświat akurat w taki sposób przychodzi do mnie, aby mi coś ważnego powiedzieć, abym się czegoś nauczył/a?

Mam nadzieję, że przedstawiając panoramę decyzyjności dałem Ci wyobrażenie z jakich poziomów możemy podejmować decyzje. Z jakich poziomów możemy przychodzić do własnej Duszy oferując jej zrozumienie i ułożenie [także jej] świata. Dusza jest doświadczoną, potężnie energetyczną istotą, chociaż jej umiejętności wnioskowania są ograniczone i w pewien sposób schematyczne, zachowawcze. Dlatego decydowanie i argumentowanie od nas samych wypływające jest tu tak ważne.

Previous Older Entries