Jak nie odpowiadać na prowokacje


Miałem kiedyś taką sytuację na jadąc samochodem. Szosa wielopasmowa, jadę środkowym pasem, dość dużo aut przed i za mną. Prawy pas do mnie jest pusty, ale dalej do przodu już zajęty. Czyli ja blokuję samochody na prawym pasie. Nagle od prawej z tyłu podjeżdża dość szybko inne auto. Od razu odczułem presję, odczułem zaburzenie pola energetycznego [eteru], kierowca nacisnął mi odpowiednie energetyczne guziczki i .. już czuję, że go blokuję, żeby nie mógł przejechać! Już odczuwam wściekłość „dlaczego on się pcha”, ciśnienie mi skacze..

Nieświadomie poddałem się prowokacji.

Na szczęście po kilku sekundach zdałem sobie sprawę z tego co robię.

Zwolniłem i – mimo jego niesłychanie silnej prowokacji energetycznej – zwolniłem i przepuściłem go tak,  że mógł się wydostać z tego prawego pasa. Miał gościu obciążenia*, które wzburzały, zaburzały wokoło otoczenie. Scianki karoserii samochodu nie stanowiły żadnej przeszkody dla tego zaburzenia, dla tej prowokacji. Ten podjeżdżający samochód miał zewnętrzne objawy, z których można wyczytać owe obciążenia – szybko podjechał, aż musiał hamować, dochodziła zeń głośna muzyka. Pewnie znasz takich kierowców. Teraz możesz dodać sobie, iż wielu z nich ma obciążenia, które powodują silne prowokowanie otoczenia.

Po zauważeniu, z kim mam do czynienia przygasiłem spokojnie nawykową reakcję. Uspokoiłem moją podświadomość, która chciała iść na noże. Już wiedziałem o co chodzi i byłem spokojny. Nie musiałem już czegokolwiek mu udowadniać ani odpowiadać na jego prowokacje. Nie musiałem być na niego zagniewany, co sprowokował chwilę wcześniej samą swoją obecnością. Zobaczyłem, że miał intencje, aby ktoś mu udowodnił jaki jest niedobry.. Przepraszam, ale ja tego robić nie będę.

I znowu zrobiło mi się lekko i przyjemnie, jak poprzednio.

Czasami zdarza się, że ludzie, niespecjalnie przytomni, – przychodzą i sprawdzają, czy aby nie chcemy dostać po głowie, bo coś się nam w nich nie podoba. Pokazują się, jacy są „niedobrzy”, a my mamy ich poprawić. I wtedy mają powód, aby nas zaatakować.

Albo na odwrót.

Że to im się coś w nas nie podoba – to agresorzy. Szukają tych, którzy im nieodpowiadają. I my im się jakoś tak „przypadkiem” nawijamy. To podświadomość się łapie na ich prowokację.

Prowokatorzy testują nas z czystości intencji wobec nich, i wobec nas samych.

Podobnie, niektórzy ludzie mogą też prowokować do tego, abyśmy się na nich wkurzyli i chcieli ich ustawić według naszych pomysłów, np. karząc – są to ofiary. Sprawdzają nieświadomie, czy jesteśmy oczyszczeni z chęci karania innych ludzi.

Co byśmy nie zrobili, jeśli tylko weszlibyśmy w jedną z takich interakcji – tracimy i wchodzimy w nieprzytomność.

Pracując nad sobą pozbywamy się oczywiście chęci interakcji na takich warunkach z owymi osobami. Znamy przyjemniejsze sposoby, pełne życzliwości i harmonii.

Pracując nad nieuleganiem prowokacjom (czy to z zewnątrz, czy z wewnątrz) rozwijamy samoświadomość oraz świadomość intencji innych ludzi i intencji naszej Niższej Jaźni.

Jednak nie przychodzi to nagle i do końca. Uczenie się nie ulegania prowokacjom jest zwykle procesem. Od łatwego do trudniejszego. Na początku możemy nie poddać się delikatnym prowokacjom, potem silniejszym. Z twardymi graczami może poradzimy sobie na końcu. Ale nie mówię, że będzie z nimi najtrudniej.

Nieuleganie prowokacjom bowiem jest drogą ku lekkości przeżywania życia!

Jeśli czuję błogość, dobrostan, i umiem w nim żyć cokolwiek się dzieje, to nikt i nic mnie nie sprowokuje. Nawet najzatwardzialszy gracz. Poczucie bycia w porządku bez odpowiadania na zaczepki, poczucie bezpieczeństwa, niewinności, komfortu już w obecnej chwili, to daje możliwości przeciwstawienia się, a właściwie pominięcia prowokacji. Przydaje się też dobry kontakt z Górą i umiejętności egzorcyzmowania.

Aby uniknąć prowokacji, należy ją pominąć, nie zaś ją konfrontować.

Prowokator właśnie czeka, abyśmy go skonfrontowali!

Ale powoli, nie wszystko od razu. Jak więc się uczyć nieodpowiadania na prowokacje?

Na początku możemy wchodzić w sprowokowane sytuacje, dawać się prowokować, a dopiero później sobie z tego zdawać sprawę. Jest to popularne budzenie się z ręką w nocniku.

Następnym krokiem jest dłuższe a potem krótsze wejście w prowokację (od godzin poprzez minuty, aż do sekund). Na początek możemy po godzinie zorientować się, że grzęźniemy w bezsensowną dyskusję. I już nie możemy dalej, nie chcemy. Po jakimś czasie z takiej dyskusji wychodzimy po dziesięciu minutach. I trzeźwiejemy.

W pewnym momencie będziemy się już po sekundach orientować, że ktoś chce zakłócić nasz dobrostan i właśnie to robi. I w tym samym momencie możemy zmieniać naszą postawę buddialną (opisaną w poprzednim artykule) tak, aby nie odpowiadać na tą prowokację. I znowu jesteśmy po tych kilku sekundach ulegania prowokacji spokojni i dokładnie świadomi tego, jakie intencje miał ktoś, kto chciał nas czymś sprowokować. Aż w pewnym momencie nie będziemy już musieli wchodzić w takie stany.

  • – nazywane krokodylami czy symbiontami, o czym możesz dalej przeczytać. Tu opisałem prowokację wydawałoby się kierowcy, ale była to prowokacja nie tylko jego samego, nie był sam, sam z siebie człowiek nie jest w stanie uczynić aż tak potężnego zaburzenia pola energetycznego.
Reklamy