Ciało anupadaka

Łącze do opisu ciał subtelnych w ogólności [link].

Już dawno się zastanawiałem nad napisaniem czegoś o tym ciele..

Jednakże jest to dość trudne, ponieważ jest to wysoko umieszczone ciało subtelne i trochę trudno jest tu dokładnie coś powiedzieć. Wpierw przypomnijmy klasyfikację ciał i z grubsza ich funkcje:

Ciało fizyczne – cenny pojazd w którym żyjemy

Ciało eteryczne – ciało własnej energi subtelnej [chi, prana], zdrowie ciała

Ciało astralne [część niższa] – ciało emocji własnych i własnych poruszeń

Ciało astralne [część wyższa] – ciało emocji i połączeń energetycznych pomiędzy ludźmi

Ciało mentalne – niższe myślenie: nazywanie, klasyfikowanie, porównywanie

Ciało przyczynowe – poznawanie ciągów przyczyna – skutek i działanie na tej podstawie

Ciało buddialne – działanie zgodnie z wartościami, bardziej pragmatycznie niż idee

Ciało atmaniczne – obiekty idealne [piękno, prawda, idee Platońskie], działanie zgodnie z ideą, idealizm różnej maści

Ciało anupadaka – działanie z poziomu wolnej woli, wolnego wyboru

Ciało adi – nadawanie, przypisywanie znaczeń obiektom, wydarzeniom

Jeśli działamy na poziomach niższych ciał, np. na astralnym [czyli emocjonalnym], to nie mamy szans na przekroczenie emocji. To raczej emocje nami rządzą. Jednak wznosząc się poziom wyżej, jesteśmy w stanie myślowo ogarnąć naszą ganianinę emocji.

Na poziomie mentalnym jeśli funkcjonujemy, to już możemy na emocje spojrzeć „z góry”. Może nie panujemy nad nimi, ale możemy się nieco od nich zdystansować, ogarnąć je myślowo. Taka jest prawidłowość – wyższy poziom daje „ogarnięcie” poziomu niższego, daje większe możliwości, czasami też daje możliwość dokonywania takich zmian, któreych na niższym poziomie nie mamy.

Na poziomie mentalnym jesteśmy ponad emocjami, ale nie mamy jeszcze szans na wydostanie się poza/ponad sztywne klasyfikowanie, czy nazywanie, szufladkowanie. Jest to poziom dopiero podstawowego myślenia. Jeśli zaś zaczniemy patrzeć z poziomu o jeden wyższego [z poziomu przyczynowego], to mamy szansę na to, aby wyjść poza ramy wyłącznie klasyfikowania i odkryć istotne związki przyczynowo-skutkowe. Da nam to o wiele lepsze narzędzie poznania i modyfikowania otaczającej nas rzeczywistości, niż daje proste szufladkowanie z poziomu mentalnego.

Powyżej ciała przyczynowego jest atmaniczne. Jest to ciało idei. Jeśli działamy na poziomie atmanicznym, to robimy coś, czy rozmyślamy zgodnie z ideą. Czy swoją, czy pobraną z kadzi społecznej [ze społecznego zbiornika idei – myślokształtów atmanicznych].

Jeśli działamy na tym ciele, to rozpatrujemy idee, to mamy „wzniosłe myślenie”, np. o pięknie, o doskonałej formie, ale także o rzeczach powiedzmy niekorzystnych, np. faszyści myśleli o holokauście, czyli „czystce”, co też było ideą, co prawda zabójczą, morderczą, ale jednak ideą.

Jeśli działamy na poziomie idei [atmanicznym], to dostroiwszy się do jakiejś idei powierzamy jej swój los. Może być to idea zbiorowa [np. walka o wolność narodu, rodzinna – wychowanie potomstwa, lub indywidualna – np. poświęcenie się pracy twórczej.] W takich wypadkach jednak nie mamy tak naprawdę dużo do powiedzenia. Nie realizujemy postawy wolności, wolnego wyboru, który jest o poziom wyżej.

Jeśli zaś zaczynamy działać z wyższego poziomu, myśleć na poziomie anupadaki, to mamy możliwość przekroczyć idee, mamy tą swobodę, aby działać ponad ideami.

Stąd anupadaka jest ciałem wyboru, wolności. Działanie/myślenie w pełni na poziomie anupadaki jest nacechowane swobodą wyboru. Powiedzmy czymś na kształt istotnie „wolnej woli”. W Biblii napisano, iż Bóg dał człowiekowi wolną wolę. Dobrze to zgadza się z naukami teozofów, którzy właśnie na poziomie anupadaka upatrują tzw. monad, czyli zaczątków duchów ludzkich.

Ciekawe powiedzonko poniżej może mieć coś z tym wspólnego.

Pesymista widzi ciemny tunel.
Optymista widzi światełko w tunelu.
Realista widzi światło nadjeżdżającego pociągu.
Maszynista widzi trzech kretynów na torach.

Optymistę możnaby zakwalifikować do poziomu atmanicznego – ma ideę.

Pesymista może dajmy na to być na poziomie buddialnym.

Realista na przyczynowym.

Wszyscy trzej powyżej opisani mają mniej lub bardziej klarowną wizję sytuacji, niestety nie mają wiele w niej do powiedzenia..

Maszynista zaś ma i widzi ich jak, powiedzmy, nieco zagubionych. Może coś zrobić, zdecydować – można go widzieć na pozycji anupadaka.

.

Osobiście na poziomie anupadaki można działać dość wcześnie. Nie oznazcza to jednak sukcesu w tych działaniach.

W ogóle, działanie na jakimkolwiek poziomie nie oznacza, że będzie to działanie efektywne albo sprawne. Podlewać kwiatki można, ale jeśli nie trafiamy podlewaczką w doniczkę, to możemy tak sobie podlewać i podlewać, a kwiatki uschną.

Można mieć na poziomie mentalnym wzorzec sytuacji i na podstawie tego wzorca działać. Ale, niestety, sytuacja rzeczywista może być np. albo bardziej skomplikowana, albo tylko podobna do warunków we wzorcu, i działanie może już być niedobrze dobrane do sytuacji.

Na poziomie astralnym [emocji] można dajmy na to podobnie zemocjonować się jakąś sytuacją jak partnerka. Wystarczy jednak, że partnerka ma inne odczucia, inną nieco emocję i będzie ci zarzucać, że jej nie rozumiesz.

Na poziomie buddialnym można być w zgodzie z innymi osobami z grupy religijnej, ale jak się dajmy na to ma wątpliwości co do pewnych wyznawanych przez nich wartości, to następuje odrzut – już tak bardzo z tobą nie chcą gadać.

Działanie na anupadace, to wybór. Oczywiście, jeśli się człowiek dostraja do pragnień duszy, do potrzeb ducha, to te wybory jakoś w miarę dobrze następują. Sam nie musi ich podejmować. [to w chrześciaństwie nazywa się odkrywaniem swojego powołania i pójściem za nim i nie dotyczy tylko stanu kapłańskiego, ale w ogóle jakiejkolwiek decyzji o drodze życiowej]

Potem z czasem dana osoba [w zależności od poziomu rozwoju] zaczyna sama być świadoma, że jest w stanie decydować o swoim życiu. Im bardziej zaawansowana duchowo osoba, tym widzi więcej dla siebie możliwości. I tym bardziej musi podjąć decyzję, bo Wszechświat mniej ją kieruje. Natomiast na początku wcale te decyzje aż tak bardzo nie muszą być akuratne.
Przykładowo jakiś młody człowiek może mieć kłopot z wyborem czy iść do liceum [i do klasy o jakim profilu], czy też do technikum? I może się pomylić z powołaniem. Podobnie później – wybór kierunku studiów może być rozumowy, ale się nie sprawdzić – dusza może nie zechcieć podjąć tego tematu życiowego.

.

A więc: Osobiście na poziomie anupadaki można działać dość wcześnie.

Młodzi ludzie dość często buntują się, jest to rodzaj działania z wysoka, ponad ideami, właśnie na anupadace. Pytanie, ilu z nich się to udaje? Ile osób młodych rzeczywiście wybija się [wskazanie na wyższe ciała] na samodzielność pod wpływem młodzieńczych, szczytnych [tu też wskazanie na wyższe ciała] posunięć. Pewnie niewielu. Stąd działania na anupadace mogą być wcześnie, ale pojedyncze, bez ugruntowania, czy tym bardziej bez sukcesu. Cała machina społeczna sciąga młodych do poziomów o wiele niższych – do tzw. realiów, czyli podporządkowuje zastanym sytuacjom i od wieków ustalonym porządkom. Nawet jeśli młody człowiek ma na starcie wysokie porywy, to łatwo może – np. przez sytuację materialną – być podporządkowany porządkom panującym na niższych poziomach w jego społeczności. I to nic nie znaczy, że młody człowiek ma naprawdę otwarte oczy, głowę, szczytne cele i życzliwość do wszystkiego co żyje. Nawet z tak wspaniałymi, o wysokiej jakości postawami nic nie wskóra, ponieważ nie jakość się liczy, a efektywność. Efektywne, mające długą historię, niskopoziomowe poruszenia społeczne, gospodarcze czy religijne już wielu, wielu podcięły nogi.

Na poziomie anupadaki można wolność realizować w ciele grupowym. To bardzo częsty sposób. Jeśli pojedynczy człowiek nie posiada wystarczająco rozwiniętych ciał subtelnych, aby działać na jakimś poziomie, to wystarczy, żeby się skrzyknął z innymi w odpowiednio dużą grupę, a już będzie mógł zacząć działać na danym poziomie. Jedyny kłopot, że owo działanie nie będzie stricte jego samego, ale to już bardzo często nie jest kłopotem. Poczucie się w zbiorowości o podobnych wibracjach też – samo z siebie – jest dla wielu takich osób wartościowe.

Przykładami na takie działania stadne z poziomu anupadaki są wszelakiego typu rewolucje. Wystarczyło, żeby się zebrało ileś osób o poglądach rewolucyjnych, a już potrafiły w realny sposób podważyć ustalenia ideowe porządków państwowych. Silnych porządków – dodajmy. Rewolucyjne działania na poziomie anupadaka dały wiele zmian w Europie na początku XX wieku.

Inny przykład, bliższy historycznie, to grupy subkulturowe. Są one o wiele mniejsze, niż rewolucyjne ruchy społeczne. A jednak – na swoją miarę potrafią w podobny sposób zanegować dotychczasowy porządek społeczny, przynajmniej na obszarze danej grupy. Widać stąd, jak idzie do przodu postęp z zaawansowaniem ciał subtelnych poszczególnych istot, osób. Kiedyś trzeba było dużej liczby ludzi, a teraz mniejszej, aby przeprowadzić skuteczne zmiany postaw i utwierdzenie się w ich.

Działania na anupadace to zmiana postawy, która skutkuje działaniami samodzielnymi, pod wpływem własnych pomysłów, wg. samodzielnego wyboru. Własne i samodzielne, jak widzieliśmy na przykładach, mogą dotyczyć grup społecznych wielkich, mniejszych, a także pojedynczych jednostek.

Obecnie jesteśmy w czasach, w których własne, osobiste wybory się liczą. I to poprzez własne wybory ludzie mogą poprawić, albo pogorszyć sobie życie. Nie tak, jak kiedyś, że przynależność do grupy społecznej, lub narodu powodowała pewne zmiany poprzez tych grup działanie. Na dzisiaj owszem, stare typy zasad działają nadal, ale już nowe – działania samodzielne są o wiele mocniejsze.

Przykładem jest telewizja i internet. W telewizji na początku było mało kanałów. Wybór osobisty był ograniczony. I ograniczone działania na anupadace. Potem pojawiło się wiele kanałów, stąd wybór osobisty się zwiększył. A i działania na anupadace również.

Tu trzeba dodać, iż wiele, wiele ludzi nie wytwarza swoich własnych postaw, a kieruje się czy to poruszeniami tłumu [stadne poruszenia na anupadace] – jak np. świr na punkcie dinozaurów przy filmie Park Jurajski. Poziom działania autonomicznego można było wtedy dobrze zmierzyć poziomem podłączenia się pod modę na ów Park.
Tu także widać podłączenia się pod mody na stroje.

Inny typ prowadzenia na poziomie anupadaki dają tzw. krokodyle, czyli pewne istoty z wyższych poziomów, do których ileś osób jest podłączonych i z ich poziomów dostaje inspiracje i wg. nich działa. Krokodyle [i ich opiekunowie] mają doskonale rozwinięte własne decydowanie, ponieważ mają rozwinięte ciała na poziomie anupadaki. Stąd można dostrzec tak potężne działania cechujące się niesłychanie zdecydowanymi wyborami u ludzi mających krokodyle.

Same te osoby niestety nie decydują o swoim losie aż tak, jakby się im wydawało, jednak ów wysoki poziom umiejętności decydowania jest w ich własnych oczach [i w oczach osób w nie wpatrzonych] czymś niesłychanie cennym. Krokodyl w dużej części sam steruje wolą człowieka, a ów człowiek jest przekonany o swojej możliwości wyboru. Niestety, tutaj pojawia się pułapka – wola człowieka mającego krokodyla, taka osoba tylko sobie wyobraża, że to ona posiada tak duże możliwości wyboru i decyzji.

Co prawda, trzeba powiedzieć, że decyzje krokodyli są imponujące: są śmiałe, bezwzględne, nieznoszące sprzeciwu, przejmujące inicjatywę, odważne. Jak wszystko idzie gładko, tylko można podziwiać poziom funkcjonowania i umiejętności. Zaiste jest nadludzki, nieziemski. Istotnie – ponieważ pochodzi od krokodyli, które nie są bezpośrednimi mieszkańcami ziemskiego świata fizycznego.

Gdy zaś sprawa utyka, gdy pojawiają się kłopoty czy decyzje okazują się błędne, to … krokodyle się szybciutko chowają i chowają pamięć o swoich odważnych działaniach. Wówczas nosiciel krokodyli zostaje sam na placu boju – ze swoją zupełnie ziemską i człowieczą delikatnością i słabością. Wtedy zwykle zbiera baty za decyzje krokodyli. Uważa, że niesłusznie. Po części ma rację – to nie on decydował. Jednakże on jest odpowiedzialny za wpuszczenie do siebie krokodyli, stąd i w efekcie jest odpowiedzialny za całe – nieliche często – zamieszanie.

To prawda, że wolna wola, własne swobodne decydowanie jest bardzo cenne. Cóż jest jednak tak do końca warte, jeśli pochodzi spoza nas samych? Jak dotąd, znamy więc trzy sposoby na wolne decydowanie [od ideologii i spraw z jeszcze niższych poziomów]:

  • decydowanie o swoim losie poprzez wybór i podłączenie się do większej lub mniejszej grupy osób,
  • decydowanie o sobie poprzez poddanie się inspiracji istot, które są ponad nami i nami sterują,
  • decydowanie o sobie poprzez własne rozważania, refleksje i osobiste podejmowanie decyzji.

Ten trzeci sposób, w odróżnieniu od pierwszych dwóch, ma najwięcej wspólnego z rozwojem duchowym. Bowiem u osób posiadających rozwinięte ciała subtelne pojawia się właśnie możliwość własnego, osobistego działania na poziomie anupadaka. Pojawia się poziom rozumowania i refleksji, który przekracza idee, który może zaś sam idee kształtować. Tak działa anupadaka i osoba z jej poziomu działająca.

Taka osoba nie w swoich postawach i działaniach tych kłopotów, które opisałem powyżej. Nie musi sięgać do zasobów partii, koterii, grup nacisku, kościołów, grup wyznaniowych, klik, klanów, kolegów, towarzystw czy wspólnot duchowych, aby realizować swoje działania, nawet wzniosłe. Zaczyna, albo już ma możliwość decydowania o sobie bez konieczności liczenia się z ograniczeniami woli, narzuconymi standartami.

Tutaj ważne jest jak odróżnić taką swobodę od swobody dawanej przez krokodyle. Bo osoba działająca SAMA z anupadaki nie ma potrzeby posiadania krokodyli, zaś może widzieć aktywność krokodyli u innych ludzi.

Krokodyl działający z anupadaki wygląda bardzo profesjonalnie, to znaczy jest zaawansowany w działaniach na tym poziomie. Opiekunowie krokodyli mają ciała również na wyższym poziomie – adi, więc anupadakę mają doskonale opanowaną. Ta doskonałoś jest aż nieludzka w odbiorze. I ta doskonałość pokazuje właśnie nieludzkie pochodzenie tej woli w działaniu. Jeśli ktoś jest w odbiorze zbyt dobry, zbyt doskonały, jeśli nie ma wątpliwości, jeśli nie waha się, jeśli idzie jak przecinak w realizowaniu własnej woli – można swobodnie podejrzewać działalność „opętującego” go krokodyla.

Jeśli zaś działania wolnej woli są nieśmiałe, jeśli pochodzą z długich czasami przemyśleń przetykanych wątpliwościami, jeśli działania są własne, choć niepewne. Jeśli nie widzimy w kimś takim przesadnie doskonałej postawy, ponadnormatywnej, ponadnormalnej sprawności w jakimś obszarze, to dobrze. Ludzie – bez ideologii i bez krokodyli są „tylko” ludźmi, i po tym można ich rozpoznawać.

Jeśli tak jest, to z dużym prawdopopdobieństwem mamy do czynienia z osobą, która rozwija własną anupadakę. Nie podłączoną pod parasol społeczny, ani też nie ma podłączeń z nadludzkimi gadami.

Na portalu CUD napisałem tekst o tym, jak wyrażają się ciała subtelne z wyższych poziomów w funkcjonowaniu grup społecznych, narodów.

A jak się objawia pierwsze ciało ponadatmaniczne w grupie (państwie, narodzie)?

Pewnie tak, że może taka grupa jako całość nie stara się już wdrożyć jakiś ideał w życie. To by był poziom atmaniczny, czyli np. ideał równości ludu pracującego z lat socjalizmu, albo ideał narodu wybranego z lat narodowego socjalizmu.

Rozwinąwszy mechanizmy demokratyczne narody mogą zacząć pracować o jedno ciało wyżej, czyli rozwijać działania na ciele anupadaka. Wybory, zwłaszcza wolne, to właśnie ciało anupadaka. A wolne wybory to jest podstawa demokracji. Stąd, jeśli naród istotnie może wybierać w swobodnych wyborach, jaka postawa mu odpowiada, to pracuje na anupadace. Anupadaka oznacza „nie mający rodzica”. I rzeczywiście, naród uważa się za ostatecznego suwerena w tym wypadku. Nawet idea już nie jest istotniejsza od wyboru narodu. A więc, jeśli naród wybierze, to aborcja będzie w porządku, jeśli wybierze, że nie, to nie będzie w porządku. Stoi więc ponad ideą.

Na ile ciężko jest przejść z ciała atmanicznego – poddania ideom [płynięcia z ich prądem], jak ciężko jest przejść do dojrzałości w wyborach, można zauważyć na przykładzie polskiego parlamentaryzmu. Nie przypadek to, że przez ileś lat wybory wygrywały na przemian partie to prawicowe, to lewicowe. Naród [grupa ludzi] nie mógł się zdecydować, czego tak na prawdę chce, co będzie lepsze. Jednakże już nie wierzył bezgranicznie ani jednej, ani drugiej stronie. I w tym widać, jak jest zdecydowany sam przejmować dziedzinę podejmowania decyzji dotyczących wszystkich niższych niż anupadaka ciał. W pierwszym rzędzie zdecydowany jest przejąć decydowanie, co jest słuszną ideą, a co nie. W takiej demokracji już właśnie lud, jako gremium wybiera [anupadaka] co uważa za słuszną ideę [atmaniczne].

Dwa słowa na temat ciała Adi, ciała jeszcze wyższego. To ciało jest ciałem nadawania znaczeń. Poruszenia na tym ciele dają bardzo duże możliwości zmian. Chociaż nic się może fizycznie nie zmienić, to jednak „świat się zmienia”, po takim poruszeniu wydaje się czymś innym. Znowu zacytuję poprzedni kawał.

Pesymista widzi ciemny tunel [i czuje przygnębienie].
Optymista widzi światełko w tunelu.
Realista widzi światło nadjeżdżającego pociągu.
Maszynista widzi trzech kretynów na torach.

Wyobraźmy sobie, że ten sam człowiek ma najpierw wizję pesymistyczną, następnie przechodzi do wizji optymistycznej [ale tak totalnie, całym sobą, nie myślowo, a przeżyciowo, z pełną zmianą w odczuciach]. Potem przechodzi on do wizji realistycznej, że po prostu jest na torach pociągu w tunelu.

Takie trzy postawy w jednym człowieku? Nieczęsto się to zdarza, żeby można tak się skrajnie przeprogramować. Natomiast poruszenia na ciele Adi dają taką możliwość, to właśnie poprzez takie poruszenia, poprzez zmiany postaw tych najwyższych można zmieniać, często skrajnie postrzeganie swojego świata, zmieniać światopogląd. Jest to rzadkie, ponieważ konkretny człowiek zwykle z danym światopoglądem chodzi dziesiątki lat. Natomiast taka zmiana jest możliwa, więcej, nie ma jakichś przeciwskazań, żeby takie zmiany się odbywały. Jednyną przeciwnością może być zbyt niski poziom świadomości, zbyt mało rozwiniętych ciał subtelnych.

Typowym przykładem poruszenia na poziomie Adi jest poruszenie dokonujące się w trakcie terapii, np. regresywnych [także, a może specjalnie tych z objęciem przeszłych wcieleń], w Metodzie Sedony [prosta a skuteczna]. Słyszałem taką wypowiedź: „po sesji wstaję i już nie potrafię myśleć tak jak dotąd.” To jest oznaka poruszenia na ciele najwyższym.

Advertisements

3 komentarze (+add yours?)

  1. Chadriel
    Gru 20, 2008 @ 14:50:22

    Znakomita nota/artykuł. Wyjaśnia bardzo wiele w bardzo rzeczowy sposób, godny polecenia. Takie opisane przez Ciebie krokodyle mogą często być mylone z opiekunem duchowym lub własną intuicją, przekazem z WJ.

  2. swiatducha
    Gru 29, 2008 @ 16:29:03

    Chadriel:

    Dzięki za dobrą ocenę. Przeczytałem jeszcze raz tekst i go będę powoli poprawiał – miejscami może być bardziej zrozumiały. Poza tym mam ileś dodatkowych, wyjaśniających myśli, czy też przykładów. Dodam też jakieś pomocne łącza.

    Miło wiedzieć, że komuś to służy, co piszę.

  3. swiatducha
    Sty 17, 2009 @ 23:26:34

    Przytoczę słowa Jana Suligi:

    „Wiele na to wskazuje, iż starożytna gnoza identyfikowała hebrajskich erim, irim oraz greckich egregoros z archontami ( grec. archontos ) – demonicznymi rządcami kosmosu. W XVI wieku, za sprawą słynnego maga, Johna Dee, słowo egregor weszło na stałe do „okultystycznego słownika”. Pojawia się ono chociażby w wydanym w 1652 roku, a przetłumaczonym z greki na łacinę magicznym traktacie Thesaurus Temporum. W okultystycznych kręgach rozpowszechniło się ono jednak dopiero na przełomie XIX i XX stulecia, zyskując nową, bliższą współczesnej mentalności treść, a jednocześnie tracąc swą „starożytną wyrazistość”.

    Egregor oznacza kolektywną, wspólnotową magiczną więź astralną – definiuje to pojęcie Leon Zawadzki. – Więź egregoru powstaje na skutek walorów i jakości energetycznych, ukierunkowanych wspólnym dążeniu emisji energii zarówno istot żywych, jak i już zmarłych, a nawet przedmiotów nieożywionych. Możemy więc mówić np. o egregorze chrześcijańskim, a w jego granicach funkcjonującym egregorze np. kościoła katolickiego; o egregorze polskiego patriotyzmu; egregorze rodu, plemienia, klanu, wspólnoty religijnej, ect.

    Egregor to jest duch ludzkiej zbiorowości, przede wszystkim narodu, ale nie tylko – stwierdza Wojciech Jóźwiak. – Swój wyrazisty egregor miała polska szlachta, zwana od czasu, gdy skasowano jej osobne prawa i przywileje – ziemiaństwem… Ale ten „duchoid” już nie istnieje. Za to żywy jest egregor górali podhalańskich. Mają swoje egregory kościoły, masonerie, towarzystwa tajemne. Silny i zatwardziały jest egregor meliorantów i regulatorów rzek! Niby wszyscy wiedzą, że natrętne prostowanie rzek, wpuszczanie ich w sztuczne wykopy i wycinanie drzew nad nimi rosnących to zbrodnia przeciw naturze, lecz melioranci mimo wszystkich krytyk i protestów od dziesiątków, ba! od setek lat niezmordowanie kontynuują swoją niszczycielską pracę. Co – jaki diabeł – ich tak wspiera? Aż myślę sobie, że to pewnie wspiera ich i kusi moc rzek samych, tych rzek, które oni niszczą, a to po to, żeby utorować drogę dla wielkich powodzi, które kiedyś w końcu przyjdą i na nas, ludziach, się okrutnie zemszczą.

    Wszystko to prawda, pisząc jednak o „egregorach meliorantów”, czy „egregorze polskiego patriotyzmu” obaj panowie pomijają ten ważny aspekt problemu, jakim są „osobowe” przejawy egregorów, czyli „bogowie”. Mają rację, że manifestacje astralnych sił dokonują się poprzez ludzkie umysły, wszelako nie cały egregor jest ich – jeśli tak można powiedzieć – produktem. Egregor to coś/ktoś, kto/co emanuje z nas, ale i spoza nas. I obu tych aspektów świadomi byli dawni ezoterycy, widząc w egregorach zarówno to, co od pochodzi od człowieka ( „ślepota duchowa” ), jak i to, co stanowi jej zewnętrzne i wewnętrzne źródło ( duchowe byty ).”
    [koniec cytatu]

    „Jaki diabeł ich wspiera?” – to wydaje się kluczowym pytaniem. Wychodzi na to, że jednak _jakiś_ jest, co wspiera. I to zarówno osobiście, jak i grupowo.

    i jeszcze komentarz osoby „marcsim”:

    „Egregor chyba uzależnia, masz ochrone itd., ale musisz za to płacić, energią lub … czymś jeszcze itd. itp. albo powiedzmy dusza za to płaci. Wg mnie każda zależność jest niekorzystna (tzn. taka, gdzie samemu jest się trudno od niej uwolnić).”

    Tutaj dobrze to też zostało spuentowane.

    Powtórzę pytanie:
    „Czy krokodyle to ‘innymi słowy’ egregory?”

    Otóż wydaje się, iż krokodyle są ‚wstawkami’ w osobiste biopole, w ciała subtelne jednego człowieka. W moim pojęciu (które pojawiło mi się w wizji) są istoty, które nazywam Opiekunami Krokodyli [ok.], i te chyba mogą mieć ileś k. pod sobą. I w ten sposób mogą dawać się propagować, rozmnażać k., jako odnogom od ok.

    Lecz tutaj jeszcze może być nieco drogi do egregora.

    Egregor, jeśliby powziąć powyższe definicje może być czymś większym, o szerszym zasięgu.
    Ale niekoniecznie aż tak szkodzącym jak krokodyle.
    Niekażdy bowiem może dostać krokodyla. Zostały mi pokazane młode osoby [chłopcy], którzy jeszcze nie mieli k., ale aspirowali do tego. Ale pewnie sami byli podpięci pod astral swojej grupy towarzyskiej czy szkoły.

    Najbliższym chyba pojęciem dla egregora jest ‚astral szkoły’, czy astral jakiejś grupy zawodowej, społecznej.

    o próbach zdefiniowania piszę w artykule: http://www.cudownyportal.pl/article.php?article_id=1279

    „czasem wydaje się, że granica między własną, autonomiczną intuicją a krokodylą jest dość cienka.”

    No tak, ponieważ krokodyl ma połączenie z górą a z tego ma także i intuicję, sam ma przesyłaną energię z wysokich poziomów subtelnych [która go zasila i daje możliwości manipulacji].
    Ale jednocześnie k. jest ‚wszczepiony’ w ciała człowieka i dla niego samego wydaje się, że to jest on sam, że to on sam z siebie jest taki ‚mądry, umiejętny, ma intuicję, możliwości wpływania na ludzi’. To się wszystko mieści w obrazie siebie, czyli ego.

    [i tym trudniejsze są k. do leczenia, oczyszczania, ponieważ właśnie są tak spojone z gospodarzem. Jaką motywację ma gospodarz do pozbywania się tej części siebie, która daje mu tak istotne wsparcie, bycie tak przebojowym, efektywnym, zdolnym i umiejętnym?]

    Ale krokodyl też sam z siebie nie musi działać. Patrzyłem na film z przemówieniami Hitlera. Narrator opowiadał, że czasami Adolf rozpoczynał cicho, spokojnie, jakby niepewny swego. Po jakimś czasie rozkręcał się i zaczynał krzyczeć. Mówił słowa i zdania proste, znane, ale z tak wielką siłą i przekonaniem, że zdołały one porywać tłumy.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: