Kto z kim porozmawia

Temat na dzisiaj jest pozornie błahy, no może psychologicznie uzasadniony.

Jak to jest między ludźmi – dlaczego jedni z drugimi się umieją porozumieć, a z innymi nie znajdują „wspólnego języka”? Problem wydaje się banalny, natomiast wytłumaczenie może przynieść wiele zrozumienia.

Co psychologia na to?

Psychologowie rozróżniają różne typy osobowości: jedne osoby mniej są otwarte na rozmowę, inne bardziej.

Inny podział mówi, że są osoby, które mniej umieją się porozumiewać, a są takie, które więcej mają w tym umiejętności. Jest w tym dużo racji, ponieważ zwykłe „kłapanie paszczą” a wartościowa rozmowa to mogą być dwie różne rzeczy.

Mówią psychologowie o „dawcach” i „biorcach”, fajnie, że to rozróżniają, ale są to kategorie bardzo ogólne. Poza tym czy wiele się można o sobie dowiedzieć, wiedząc, że się jest „biorcą”, albo „dawcą”? Czy wiele zrozumienia to przynosi i umożliwia lepsze życie? Raczej nie, to bardzo podstawowe kategorie – yin i yang. Czy daje zrozumienie na jakiej podstawie jestem „biorcą”, a na jakiej podstawie jestem dawcą? Co o tym decyduje? Na ten temat psychologia milczy.

No dobrze, ale jak to psychologia, zjawisko porozumienia jest potraktowane z pozycji obserwatora. Psychologowie wyciągają wnioski, natomiast nie bardzo umieją powiedzieć „dlaczego” tak się wydarza, a nie inaczej.

Dlaczego jeden człowiek z drugim się potrafi dogadać, a z trzecim nie ma wspólnego języka.

Dlaczego jeden drugiego zrozumie, a drugi pierwszego już nie.

Ze znajomości możliwości komunikacji, przyczyn dla których taka komunikacja jest albo nie jest możliwa, wynikają bardzo ciekawe wnioski. I to zupełnie praktyczne, codzienne.

Zacznijmy poznawanie od ciał subtelnych.

Wiadomo, iż istnieją różne ciała subtelne. Jedne „niższe”, bliższe fizyczności, inne „wyższe”, dalsze od spraw materialnych. To raz.

Dwa, to mamy istoty o różnym poziomie rozwoju owych ciał subtelnych.

Pierwszy przykład będzie prosty, ale zdecydowanie pokazujący sytuację.

Weźmy człowieka i psa. Pies ma ciało fizyczne, eteryczne i astralne dojrzałe. Ciało mentalne [myślowe] zwykle jest słabo rozwinięte. Człowiek ma zaś ciało mentalne rozwinięte i dojrzałe.

I teraz tak – jeśli chodzi o odczucia, to i pies i człowiek odbierają odczucia i komunikują się poprzez czucie. Miłe pogłaskanie oboje odbiorą najprawdopodobniej jako coś bardzo przyjemnego.

Ciało astralne – ciało emocji. I pies i człowiek są w stanie emocjonować się, np. wyjściem na powietrze, na spacer. Człowiek może pokazać swoimi emocjonalnymi ruchami, że coś dzieje się przyjemnego, i że coś przyjemnego można oczekiwać. Pies skojarzy to, i również może się dostroić do tego oczekiwania na wyjście i będzie machać ogonem i kręcić się przy drzwiach. Zrozumie człowieka.

Człowiek może zrozumieć psa, jeśli zauważy jego zachowanie – zwłaszcza zachowanie ogona 🙂

Tak więc na niższych poziomach niż mentalny – oboje się porozumieją, o ile mają na to ochotę.

Dalej jest poziom myślowy – człowiek może nazywać coś, jakiś przedmiot, opowiadać o nim, określać go przymiotnikami. Może to bezpośrednio mówić do psa. Jednak pies go nie zrozumie myślowo, nie ma na tym poziomie percepcji. Nie postrzeże więc myśli. Jednak jeśli człowiek przejdzie od myśli do emocji, pies to zrozumie. Zamiast chłodno opowiadać o jedzeniu i z czego się składa, z jakich cząstek pokarmowych, powie z uczuciem „no, Azorek zaraz dostanie swoje jedzonko”, to pies wyczuje, że coś się dzieje.

Tak więc są dwie strony o różnych poziomach rozwoju. Pokuśmy się o kilka wniosków:

  1. obie strony mogą się zrozumieć na niższych poziomach, na których posiadają równocześnie rozwinięte i dojrzałe ciała,
  2. zrozumienie na poziomie ciała, które tylko jedna strona posiada jest w dwie strony niemożliwe,
  3. istota posiadająca wyższe dojrzałe ciało posiada szerszą percepcję
  4. istota posiadające wyższe dojrzałe ciało ma większe pole działania świadomego – w tym ciele, na tym poziomie,
  5. istota nie posiadająca tego wyższego ciała nie jest w stanie zrozumieć drugiej strony,
  6. istocie mniej rozwiniętej będzie się wydawać, że druga strona robi coś, co nie ma sensu, nie będzie w stanie zrozumieć jej działań [ogólnie biorąc – poruszeń na tym wyższym poziomie]. ewentualnie będzie odczuwać jakąś „magię” tak, jak przy sztuczce iluzjonisty,
  7. obie strony, mimo różnicy poziomów rozwoju posiadają czakram serca i potrafią kochać i godne są szacunku

To teraz inne przykłady:

Wyliczenie rozwiniętych i dojrzałych ciał subtelnych:

Osoba A: fizyczne, eteryczne, astralne, mentalne

Osoba B: fizyczne, eteryczne, astralne, mentalne, przyczynowe

Wynik relacji: osoba B jest w stanie zrozumieć osobę A na wszystkich poziomach. Osoba A nie będzie w stanie zrozumieć osoby B na poziomie przyczynowym, nawet jeśli by się starała. A nie będzie w stanie zrozumieć opowieści o tym, że z jednego ustawienia wynika inne. Może wiedzieć, iż nie należy przeszkadzać, gdy inni rozmawiają, bo tak jest dobrze, ale nie będzie w stanie sobie jakoś uświadomić, dlaczego. Że ktoś może akurat chcieć skończyć myśl, albo, że ktoś rozpoczął pracę nad czymś, aby osiągnąć coś zupełnie innego. Zagmatwane ciągi przyczynowo – skutkowe mogą zdumiewać osobę A, ale na pewno nie będzie nimi specjalnie zainteresowana – ot, będzie uznawała je za nie godne zaufania, może nawet czasami kuglarskie.

Osoba A: fizyczne, eteryczne, astralne, mentalne

Osoba C: fizyczne, eteryczne, astralne, mentalne, przyczynowe, buddialne

Tutaj rozbieżność jest w dwóch ciałach, co oznacza, iż ci ludzie różnią się bardziej od tych z pierwszego przykładu. Jeśliby sądzić po postaci można [niestety] niczego nie zauważyć z tych różnic, chociaż ewentualnie można poznać „prostszego” człowieka. Osoba C może mieć przekonania o wartościach, podczas gdy osoba A zupełnie nie. C może być księdzem, który chce wprowadzać u swoich parafian bojaźń przed Bogiem, chce zakorzenić posłuszeństwo przykazaniom. Natomiast osoba A działa tak, jak jej natura na to pozwala, nie bardzo się przejmuje konsekwencjami – jeśli wyrzuci obornik za stodołę, to nie będzie dochodzić, czy to może spowodować zagrożenie toksykologiczne dla okolicy [tu by było działanie ciała przyczynowego]. Osoba A będzie przekonana, że do kościoła trzeba chodzić, bo tak jest nauczona [ciało mentalne], jednakże skomplikowanych rozważań księdza C na kazaniu może nie tyle nie pojąć językowo, co znaczeniowo. Z kazania zna wszystkie słowa, rozumie wszystkie zdania, natomiast owe zdania nie oddźwiękają we wnętrzu A, nie znajdują tam rezonansu. I ksiądz C ma piękną misję nawracania wiernych parafian, którzy tak naprawdę nie do końca wiedzą, o co mu chodzi.

W seminarium ksiądz C doskonale się rozumiał i zgadzał ze swoimi kolegami – klerykami. Był pod wielkim wrażeniem inspiracji, które dawał im biskup, który miał dojrzałe ciało atmaniczne. Kleryk nie wiedział skąd biskup to wie, co mówi, ale czuł, że jest to przekaz z góry i że jest to bardzo szczytne.

Inny przykład:

Osoba B: fizyczne, eteryczne, astralne, mentalne, przyczynowe

Osoba C: fizyczne, eteryczne, astralne, mentalne, przyczynowe, buddialne

Osoba D: fizyczne, eteryczne, astralne, mentalne, przyczynowe, buddialne, atmaniczne

Osoba D przeżyła „przebudzenie duchowe”. Niektóre osoby przeżywają to poprzez angażowanie się w osobiste praktyki religijne, np. w Oazie, inne w innych ruchach duchowych [zen, czytają książki duchowe, chodzą na odczyty, spotkania]. Inne osoby są wynalazcami, którzy mają objawienia wynalazków, które przychodzą „niewiadomo skąd”. Określam ten stan jako świadomość dziecięctwa bożego. Osoba D już nie musi się gimnastykować z przykazaniami, ponieważ wie, czego Bóg chce od niej. Św. Jan od krzyża z pewnością miał osiągnięty ten poziom, ponieważ mówił: „kochaj i rób co chcesz”. Jeśli jest inżynierem, to jest odważna i twórcza w swoich konstrukcjach.

Może przeżywać duże frustracje widząc to, co na świecie się dzieje, ponieważ jest w stanie sobie wyobrazić o wiele lepiej poukładany świat. Generalnie można powiedzieć, iż im więcej rozwiniętych ciał – tym większa frustracja. Jest bowiem wiele, wiele osób z poziomem A, które nierzadko nie chcą nic innego w swoim życiu i powolutku sobie żyją bez jakiegoś większego rozwoju.

Taka osoba D ma oczywiście potrzeby na niższych poziomach także. Ma potrzebę porządku [buddialną], ale wie, iż ponad porządkiem jest miłość. Ma potrzeby zrozumienia zjawisk, ale najczęściej już w dzieciństwie osoby te na tyle sa rezolutne, że bardzo dużo się uczą o związkach przyczyn i skutków.

Z osobą B nie będzie sobie mogła porozmawiać wiele, ponieważ D jest często zainteresowana ideami. Osoba B natomiast może być postrzegana przez D jako mocno ograniczona w swoim myśleniu. D nie wie, że to nie jest tylko myślenie! D wyobraża sobie, iż wszyscy mają taki sam poziom D rozwoju! To skutek [błędnego] uczenia w szkole, iż wszyscy ludzie są równi [tzn. w domyśle tacy sami]. A więc na początek będzie opowiadać B o swoich przemyśleniach, które B będzie uznawać za … lekko mówiąc mało sensowne. „Coś fantazjujesz” – powie. Trzymaj się realiów. Jak to się mówi „zgasi” ileś razy D. A płomień, zwłaszcza subtelny nie lubi być gaszony – cierpi. Oczywiście B będzie miał/a na swoje opowieści ileś konkretnych dowodów. Poziom osoby D może być po prostu ponad „mędrca szkiełko i oko”.

Osoby B mogą być powiedzmy sobie nie tylko „prostymi ludźmi”. Spotykałem wielu profesorów uniwersytetów, którzy mieli ten poziom, byli bardzo wykształceni. Mieli mnóstwo wiedzy, uczyli rzesze studentów [z których nierzadko iluś miało poziom C i D]. Na początku sądziłem, iż profesorem uczelni może być człowiek mądry. Więcej – że mądrość jest atrybutem, cechą niezbędną profesora. Jednakże srodze się zawiodłem.

Osoba D będzie miała chęć „wolnomyślicielstwa” – znajduje się na poziomie idei i jest w stanie wybierać, przebierać pomiędzy ideami. Będzie nawet w stanie tworzyć nowe idee, które będą wewnętrznie spójne.

Osoba C będzie bardzo niezadowolona widząc tak działającą osobę D. Może pomyśleć, że to herezja, co wyprawia D, że D powinna się dostosować do kanonu [uznawanych buddialnie przez C wartości]. Stąd heretycy zwykle bywali bardziej rozwinięci niż inkwizytorzy.

Domy i wieżowce

Czasami porównuję niektórych ludzi do domów. Są ludzie jak domy parterowe, inni są jak kilkupiętrowe. A są ludzie jak wieżowce. Kilkupiętrowy dom porozumie się dobrze z innym kilkupiętrowym domem, natomiast z parterowym będzie miał trochę kłopotów. Na niektórych poziomach jak będzie do parterowego mówić, to na tych wyższych poziomach nie będzie szansy zrozumienia. Śmieję się, że tam, gdzie u jednego jest myślenie, tam u innego hula jeszcze wiatr. Po prostu ma ciała subtelne na tym poziomie jeszcze nie zindywidualizowane i nie dojrzałe. I nie ma narzędzia do myślenia na tym poziomie.

Myślenie rozumiem ogólnie, dla mnie myślenie to nie tylko „myślenie niższe” na poziomie mentalnym – czyli nazywanie, klasyfikowanie, określanie. Myślenie, to także poruszenia na innych poziomach:

  • przyczynowo: rozpoznawanie ciągów przyczynowo – skutkowych,
  • buddialnie: dochodzenie do wartości, do zasad, uznawanie zasad, wyznawanie zasad, przykazań
  • atmanicznie: wybór idei, rozsądzanie idei, tworzenie idei,
  • ponadatmanicznie: ustalanie priorytetów woli, dokonywanie wolnych wyborów.

Tak przedstawia się „prosta” zależność pomiędzy poziomami rozwoju. Piszę „prosta”, ponieważ jest ona pierwotna, związana z prostym rozwojem od prostszych form rozwoju umysłu do bardziej skomplikowanych.

Jeśli tak by było na świecie, jeśli TYLKO TAK by było, to by można się szybko w tym połapać i owa układanka dla wielu, wielu ludzi byłaby zrozumiała. Jednakże OPRÓCZ tego przedstawionego powyżej schematu jest jeszcze coś. I to coś bardzo silnie miesza w rozpoznaniu schematów rozwoju. Otóż – żyjemy w świecie materialno-duchowym. I oprócz nas, istot mających powiązane ze sobą poziomy, począwszy od najniższego – fizycznego, są także inne istoty, które nie posiadają niższych poziomów. I wiele osób posiada tak duże łącze z owymi istotami, że mają zapełnione wyższe poziomy, gdzie, jak się śmiałem przed chwilą – hula wiatr. W wielu przypadkach wiatr nie dmucha – ponieważ Wszechświat nie znosi próżni. I próżnia w wyższych ciałach subtelnych jest także zapełniana. Te sposoby zapełnienia opisuję tutaj. Powodują one bardzo mocne pomieszanie w odbiorze ludzi – kim jest tak naprawdę taki człowiek? To już do Ciebie czytelniku/czytelniczko należy – czy zechcesz się nad tym zastanowić.

Reklamy

6 Komentarzy (+add yours?)

  1. Mi...
    Paźdź 15, 2011 @ 16:38:53

    Mój „problem” – nie chce mi się ust otwierać… a za tym idzie brak jakiejkolwiek chęci do bycia wśród tych z którymi nie ma porozumienia (praca, rodzina, w ogóle całe otoczenie)… mało jest tych z którymi można w spokoju tylko pomilczeć, a oni zazwyczaj gdzieś wirtualnie… co robić? W zasadzie to sam nie mam już nic szczególnego do zakomunikowania bo widzę to jak abstrakcję lub nonsens. Pytam się więc siebie (i Was) po co kontynuować nudny i absurdalny wątek narodzin w tej grze i nie znajduję odpowiedzi… gdyż każda jest cząstkowa i taką będzie…
    Czy mam pochodzenie anielskie czy elfie czy inne to w istocie nie wiele zmienia. Tłumaczyć to może tylko pewne wzorce bycia i preferencje w odbiorze świata, a kosmiczna dżungla jest jaka jest i wciąż wiemy tyle co nam się uwidzi.

    Biali powiedzą – masz grać
    Czarni powiedzą – graj jak chcesz
    A ja się przyglądam i głową kiwam i naprawdę nie wiem…

    Mówię do Duszy, że duszę się tutaj, a Ona mówi do wyższego J., że dusi się tutaj, a wyższe J. próbuje to uzasadniać milczeniem i wtedy coś się otwiera…

    Czasem znikąd serce napełnia Miłość i wolność w tych warunkach staje się faktem… ale gdy Miłość usuwa się w swoje nieokreślone obszary pozostaje tylko chłód… dlaczego Miłość nie zabiera mnie ze sobą…

    P. Andrzeju, interesujące są Pańskie wpisy i artykuły. Bardzo mi się podoba, że na samym początku podkreśla Pan aby traktować to wszystko względnie. Bardzo ale to bardzo dobrze świadczy to o Panu.

    pozdrawiam

  2. SwiatDucha
    Paźdź 15, 2011 @ 23:16:00

    Dzięki z pochwałę.

    Po co żyć w taki sposób jak opisujesz, z takim poczuciem niespełnienia?

    Mnie to pytanie zawsze się kojarzy z muzyką Moody Blues.

    Melancholijny ktoś:

    Pierwszy raz jak to słyszałem, to popłynęły mi łzy. Bo niby wiele jest w moim życiu i w świecie w miarę w porządku, ale wiele jest bardzo nie na miejscu, i nie można liczyć na to, że coś się
    specjalnie zmieni – takie życie po prostu jest. Niezlależnie czy pojadę do Niemiec, do Australii czy do Indii, to nadal będę tu przychodniem.

    „Never reaching the end” śpiewają Moody Blues. Nie zanosi się, aby był koniec inkarnacji, jeśli się nie ma samounicestwiających intencji i w miarę dba o Duszę, proces w wymiarze czasu jest nieskończony. A więc – można osiągnąć wiele, nawet bardzo dużo, wręcz to, co się pragnie, ale potem zostaje znowu wieczność, po osiągnięciu wszelkich pragnień. Medytuję to, patrząc się na moje własne intencje [czego chcę, czego pragnę] i odpowiadam sobie ile to potrwa i ile mnie będzie kosztować czasu i ew wysiłku. I co da. Medytowanie możliwych przyszłości daje mojej Duszy wskazania czego może oczekiwać.

    Tu ciekawe jest to, co napisałeś – popatrzenie Duszy na WJa. To jest powrót ku stanowi bez czasu. W medytacjach intencji i przyszłych realizacji można właśnie wyjść ku sferze bezczasowej. Ponowne dojście do sfery Ducha coś może dawać. O ile zagłębialiśmy się w niskie poziomy bytu bez świadomości, tak wychodzimy z powrotem ku przestrzeni Ducha ze świadomością.

    Tak to mniej więcej opisuje ND Walsh w rozmowach z Bogiem – możemy być na łuku wznoszącym od materii przez Duszę ku Duchowi.

  3. Mi...
    Paźdź 16, 2011 @ 12:00:44

    SwiatDucha,
    Nie znałem Moody Blues ale melancholię bycia przychodniem – owszem.

    Wczoraj zainspirowany tą stroną zrobiłem wieczorną pogadankę z wyższymi ja-mi.
    Rozmowa była krótka bo poszła w stronę gdzie już nic powiedzieć nie można. Kładłem się spać z poczuciem spełnienia.

    Śniła mi się pani sprzedająca koty. Można było kupić kota w depresji, kota zestresowanego lub kota zadowolonego. Nie kupiłem żadnego. W zasadzie nie wiem po co wszedłem do sklepu. We śnie zrozumiałem, że koty zadowolone nie zechcą się podporządkować – i chyba taki był sens zdarzenia.
    Powiada się, że kot chodzi własnymi drogami.

    mrau

  4. Trackback: 12 poziomów subtelnych | Opowieści o duchowości
  5. SwiatDucha
    Maj 13, 2016 @ 09:30:59

    Marc, nie wiem, czy zwróciłeś uwagę, że mówisz o ewolucji na poziomie materii, czyli ewolucji organizmów fizycznych.
    Ewolucja, czy jak to nazwać – zmienność, modyfikowalność jak wiemy dobrze, istnieje. Wiele np. roślin jest modyfikowane poprzez hodowlę, zmienia im to DNA.

    Ty natomiast piszesz, że zastanawiasz się nad przedstawionymi ciałami. Ewolucja organizmów fizycznych to jedno, natomiast ja omawiam ewolucję Dusz. A ona zachodzi nieciągle, Dusze mają inkarnacje i przestają je mieć w pewnym momencie, wycofując się z materii. Gdy Dusze odpowiednio mocno „narosną” są w stanie inkarnować do bardziej złożonego ciała fizycznego.

    Jakby nie było, to dawno temu, z powodu długiego procesu z roślin wytworzyły się pierwsze, bardzo prymitywne zwierzęta, właśnie przez przekształcenie. Jednak dla szerzej pojmowanej Natury sama fizyczność nie jest aż tak bardzo istotna – jest wiele, wiele ciał i generalnie można powiedzieć, że „uwaga Natury” mniej więcej równo się na te poszczególne ciała rozkłada. Dany osobnik, mający kilka ciał ma uwagę skupioną na nich i na poziomach, gdzie te ciała się znajdują.

    Rozwojem w tym momencie jest to, że można zacząć rozwijać wyższe ciało, skupiając się na tym wyższym poziomie i próbując wykonywać na nim osobiste poruszenia. Tak się gromadzi osobistą energię, która jest „zlepiana” przez Duszę i wchodzi w jej skład. W ten sposób Dusza narasta – narastają jej ciała, czyli dana istota ewoluuje, rozwija się, rozrasta.

  6. Marc
    Maj 13, 2016 @ 10:12:20

    No właśnie, nie rozumiem, dlaczego miałaby ta ewolucja zachodzić nieciągle. Czy świadomość rośnie tak skokowo, czy to raczej powolny proces? Czy ten proces duchowy nie ma swojego odbicia w materii?

    No właśnie rośliny i zwierzęta to osobne odgałęzienia na tzw. drzewie życia.
    link https://pl.wikipedia.org/wiki/Drzewo_filogenetyczne

    Taki kryształ bardziej by mi pasował do zbliżenia do oświeconego ciała fizycznego. Ale czy to zbliżałoby do uzyskania następnego ciała? Te cząsteczki, o których pisałem nie są krystaliczne, ale są za to dużo bardziej złożone i przetwarzają dużo więcej energii i informacji, z bałaganu tworzą porządek (przechowują informację i według niej sterują reakcjami chemicznymi właśnie ku rozwoju życia – jeszcze bardziej złożonych struktur.).

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: