Ciało bolesne

Termin „ciało bolesne” [CB] pierwszy raz spotkałem w pracach Eckharta Tolle. Opisuje on w swoich pracach

Co to jest?

Ciało bolesne jest złożone z zakumulowanej energii bólu [cierpienia],

które dana osoba doznała w przeszłości.

Temat dosyć ciężki, co?

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Eckhart Tolle mówi, jeśli masz Ciało bolesne, to masz potencjał do zmian, do pracy, zgromadzoną energię do przetworzenia na świadomość. Cokolwiek się pojawia na ścieżce, to można wykorzystać na przybliżenie się do stanu rzeczywistości, realności. Jeśli więc coś boli, doskwiera, można to potraktować jako zaproszenie do uwolnienia, oczyszczenia.

Tak więc, jeśli coś poniżej będzie Ci się wydawało przykre, nurtujące, denerwujące – najprawdopodobniej masz potencjał do zmian! Cokolwiek jest napisane, piszę po to, aby zainspirować, nie pogorszyć Ci nastrój.

Poniżej na filmie pokazane jest jak w pewnym panu wzbudziło się ciało bolesne:

Ciało bolesne ma następujące cechy:

  • egzystuje w obszarze naszej aury wewnętrznej i czasami zewnętrznej, jeśli się uruchamia,
  • czyli nie zawsze jest aktywne,
  • powoduje kłopoty w życiu,
  • żywi się bólem, ból i cierpienie dla c.b. są jak przyjemność!
  • ciało bolesne może być osobiste i może wchodzić w skład ciała bolesnego jakiejś pokrzywdzonej zbiorowości,
  • może zostać uaktywnione z powodu czynników zewnętrznych [np. urażenie takiego kogoś],
  • może zostać uaktywnione z powodu czynników wewnętrznych
    [np. brak snu, nadmiar pracy, zmęczenie, braki w pożywieniu, brak światła, podtrzymywanie negatywnych myśli],
  • u osób pochodzących ze środowisk z problemami odnajdujemy większe ciała bolesne,
  • ciało bolesne stanowi zbiór energii, która może być przekształcona na rozszerzenie samoświadomości i może wspierać rozwój osobisty i duchowy, może pogłębiać doświadczenie danej osoby.

Generalnie można powiedzieć, że Ekhart Tolle [bo to jest jego określenie] wykoncypował wielki worek, w którym zawierają się wszelkie obciążenia. I jest to ciekawe uogólnienie, pokazujące gdzie zaczyna się obszar nieprzytomności człowieka, gdzie zamiast poprawnego funkcjonowania działają różne inne siły. A więc i działanie gniewu, wejścia jak i bezwzględności, krokodyla tak samo zaliczają się do ciała bolesnego.

Ciało bolesne ma duży wpływ na nasze życie, zarówno osobiste, jak i w relacjach, związkach.

Jak ciało bolesne wpływa na osobiste życie:

  1. Po pierwsze ciało bolesne odseparowuje od spokoju ducha, od pogody ducha, od poczucia uspokojenia. Nie sposób być wyluzowanym czy radosnym przy uruchomionym CB. Zaburzone jest odczuwanie zadowolenia. Przy długotrwałym włączeniu się CB jak na przykład przy zapiekłej wściekłości, nieprzebaczeniu osobie uzależnionej, narcystycznej, [obciążonej krokodylami], która nas nie rozumie i nie chce zrozumieć i ma gdzieś jakiekolwiek tłumaczenia, że zrobiła nam krzywdę, przy poczuciu takiej krzywdy mogą sie włączać stany depresyjne, czy wręcz myśli/pragnienia samobójcze.
  2. Ciało Bolesne generalnie ZMNIEJSZA  nasze możliwości. Informuje z siłą wodospadu, że „jest coś ważniejszego, czemu się akurat tamtym chcesz zajmować?!!”. Odsuwa uwagę, uwagę podświadomą, uwagę podświadomości od spraw bieżących. Można powiedzieć, że jakiś wzorzec, boleść jakaś jest poruszona, zrestymulowana. No i jednocześnie nie może taki człowiek dawać sobie tak dobrze rady z zadaniami dnia codziennego jak wcześniej [bez włączonego CB].
  3. Ciało Bolesne jest wielkim DROGOWSKAZEM, gdzie mamy poszukać spraw jeszcze nieoczyszczonych. Tak jak siniak, jak niewyleczona rana, przykuwa uwagę. Ale oczywiście, nie wszyscy chcą się z tego uczyć – wiele osób jest wściekłych że w ogóle cierpi! Nie powinienem cierpieć! Nie chcę tego! Natychmiast niech to sobie pójdzie! .. Ekhart mówi w tym momencie humorystycznie, że taki człowiek ma moralną wyższość nad tym siniakiem! hahaha..
  4. Niektórzy ludzie żyją z Ciałem Bolesnym uruchomionym przez większość doby. To oczywiście daje im poczucie cierpienia w życiu i przykry nastrój. Spotkanie z takim człowiekiem daje zwykle nieprzyjemne odczucia. Ciało Bolesne nie lubi bardzo być nazywane ciałem bolesnym. A próby tłumaczenia, iż ten człowiek jest w stanie niepełnej przytomności i przez to jest schwytany przez swoje przeszłe bóle, skutkuje zwykle nieprzyjaznym komentarzem. Oczywiście [czego E.T. nie mówi] różne typy obciążenia duchowego będą się pokazywać jako różne sposoby manifestacji Ciała Bolesnego. Ponieważ Ciało Bolesne jest tak naprawdę manifestacją obciążenia duchowego – wszelkie obciążenia powodują takie lub inne cierpienie.
  5. Ciało Bolesne szuka swojego potwierdzenia w historiach o chorobach, o smutku, cierpieniu. Uwielbia negatywne myślenie! Żywi się bólem, prowokuje do tego, aby procesy życia zchodziły na bolesne ścieżki. Niekiedy bardzo sensownie – aby osobista trauma została wyleczona, Ciało Bolesne bardzo mocno daje impulsy do tego, aby taki ktoś zobaczył, że ma coś z przeszłości do oczyszczenia. Jednak do tego trzeba – jak to terapeuci mówią – odpowiedniego miejsca, czasu oraz odpowiednio przygotowanej osoby, aby takie wspomnienia istotnie stały się uleczające. Niestety, zwykle nie są one leczące, a za to powodują wzmożenie atmosfery dyskomfortu.

A jak Eckhart Tolle proponuje oczyszczać ciało subtelne?

„It is your conscious Presence that breaks the identification with the pain-body. When you don’t identify with it, the pain-body can no longer control your thinking and so cannot renew itself anymore by feeding on your thoughts. The pain-body in most cases does not dissolve immediately, but once you have severed the link between it and your thinking, the pain-body begins to lose energy. Your thinking ceases to be clouded by emotion; your present perceptions are no longer distorted by the past. The energy that was trapped in the pain-body then changes its vibrational frequency and is transmuted into Presence.”

cytat ze strony

A tu z kolei cytat z pana L.Ron Hubbarda, twórcy Dianetyki [metody oczyszczania psychiki], założyciela Scientologii:

„The preclear is victimized by his reactive mind. When this is restimulated, a person is affected by the harmful energy it contains. Since the reactive mind is hidden, the preclear cannot handle it by himself–witness the thousands of years man has philosophized, soul-searched and tried to understand himself and his motives with no lasting result. In the absence of an auditor, the strength of the preclear’s dynamic thrust is less than the force capable of being exerted by the reactive mind.

Each time an area of charge is released from the reactive mind, the preclear’s awareness increases. This increase of awareness builds from auditing session to auditing session and the preclear gradually becomes more and more aware of who he is, what has happened to him and what his true potentials and abilities are.

The goal of auditing is to restore beingness and ability.

Auditing, then, deletes those things which have been added to the person’s reactive mind through life’s painful experiences and, as well, addresses and improves the person’s ability to confront and handle the factors in his life.

One of the primary reasons auditing works is because the strength of the auditor’s dynamic thrust is added to the preclear’s dynamic thrust and these two combined are greater than the single force of the preclear’s reactive mind. Working together and applying L. Ron Hubbard’s precise technology, the preclear’s reactive mind can be erased.”

> to cytat z tej strony

Jak ciało bolesne wpływa na relacje z innymi ludźmi:

  1. Nie pozwala na dobre porozumienie. Gdy ciało bólu wchodzi do gry, gdy się uaktywnia, zdaje się być ważniejszym od czegokolwiek innego, czyli ogarnia nas nieprzytomność. Wtedy nie jesteśmy w stanie odróżniać racjonalnie wypowiedzi drugiej osoby. Nie jesteśmy w stanie tak do końca postrzegać jej wypowiedzi, ponieważ, jak to się mówi „wszystko bierzemy do siebie”.
  2. Ciało bolesne daje odczucie wyobcowania, wyalienowania. Nikt mnie nie rozumie, nikt dla mnie nie chce dobrze, wszyscy się na mnie uwzięli biednego.
  3. Ciało bolesne w czasie swego działania bardzo mocno prowokuje otoczenie. Wysyłane są sygnały [różnymi drogami], które prowokują otoczenie, aby również tańczyło w takt tej cierpkiej muzyki.
  4. Osoba przeżywająca swoje ciało subtelne ma odczucie bycia krzywdzoną w tej danej chwili przez osoby z otoczenia, chociaż może być tak, że nikt jej aktualnie nie krzywdzić, a nawet nikt nie chciałby jej skrzywdzić. „O, to on jest winny mojemu złemu samopoczuciu!”, „To przez nią się tak źle czuję, tak mi się życie źle ułożyło”. Jakkolwiek po części może tak być, że ta osoba weszła w taki destrukcyjny związek, to zwykle jest to już tylko efekt wcześniejszych obciążeń. Czy to jest kwestia wychowania w trudnej rodzinie i trauma z dzieciństwa, czy też kwestie karmiczne – z poprzednich wcieleń. Tak czy inaczej, obwinianie obecnej partnerki/ obecnego partnera / osób z otoczenia tak naprawdę mija się z celem. Ciało bólu [które stanowi część ego] w swojej postawie chce ochronić swoje istnienie, odciągając od siebie uwagę i wskazując – „to on/ona są winni!!!” „To ONI”. Jest to bardzo typowe.
  5. Zwykle ciała boleści są tak przytłaczające, ich aktywność jest tak zalewająca, że w rodzinach powstają kłótnie lub ciche dni, [link] dzieci czują się winne odczuciom rodziców, nie ma możliwości na wdrożenie realistycznych rozwiązań systemowych. Jak widać uruchomienie ciała bolesnego daje głęboką dysfunkcjonalność związku.
  6. Uaktywnienie się ciała bolesnego u jednej osoby uruchamia wielką presję na otoczenie, żeby w otoczeniu również uaktywniły się ciała bólu. Gdy jedna osoba przeżywa cierpienie, może być bardzo trudno utrzymać spokój ducha, przytomność umysłu. W trudniejszych przypadkach ma się wrażenie, że całe otoczenie negatywnie wibruje – odczuwamy napięcie, niepokój, „coś wisi w powietrzu”,  widzimy, że ktoś chce się wyżyć, że ktoś tylko szuka zaczepki wodząc wokoło ciężkim wzrokiem. Kto inny będzie zaś chodzić naburmuszony, pełen pretensji, nie wypowiadając ich jednocześnie. Inni ludzie będą inaczej – wypowiadać pretensje, jedni dronbnymi uszczypliwościami, drudzy zjadliwym tonem, słowami pełnymi irytacji, niektórzy zaś w pełni wściekłości albo przykrywający gniew przekleństwami wplatanymi niby to w mniej lub bardziej „spokojną rozmowę”.
Advertisements

48 komentarzy (+add yours?)

  1. Trackback: Bez urazy. [czyli kowal zawinił, a szewca powiesili] « Rozwój Duchowy
  2. Kasia Plasia
    Paźdź 17, 2011 @ 23:19:10

    Dzięki za artykuł! Powoli zaczynam „to” wszystko ogarniać 🙂

  3. SwiatDucha
    Paźdź 17, 2011 @ 23:55:56

    🙂

  4. aniolek2012
    Lu 07, 2013 @ 03:20:24

    to co przeczytałam tu to sama prawda ! tak to sie w życiu dzieje ! dlatego ja osobiście nigdy przenigdy nie wplatuje dzieci w opisane powyżej sytuacje ! Natomiast staram sie uwolnić od złych emocji i pomalutku wychodzimy ale pomalutku ….izolda

  5. SwiatDucha
    Lu 07, 2013 @ 19:31:09

    pozdrawiamy!

  6. Łukasz
    Lu 15, 2013 @ 18:57:58

    Czytam i czytam od ponad trzech lat o wybaczaniu, o ciele bolesnym, tłumieniu emocji, afirmacjach, podświadomości, itd… Cały czas mnie boli i prześladują myśli, przed którymi automatycznie uciekam bo przecież są bolesne. Najśmieszniejsze jest to, że dotyczą zwykłego złodzieja, który mnie okradł i grał na nosie wielokrotnie. Wzbudził we mnie emocje, które dalej tkwią. Jakiś czas wydawało mi się, że byłem obecny, tak jak mówi Tolle, czy Mooji, ale cały czas było z ciałem nie tak. Jak jestem ze sobą szczery i wspominam sytuacje, żeby to puścić to też jestem spięty i zły. I tak w kółko… Smutne, ale prawdziwe. Nie wiem co dalej.

  7. SwiatDucha
    Lu 15, 2013 @ 22:47:40

    Taki ktoś zwykle ma krokodyla, który wyciąga swobodnie rękę po „nieswoje”.
    Może jest tak, że twój stosunek do tej sytuacji jest stosunkiem twojej Duszy do owego krokodyla i jego niecnej postawy?
    Warto popytać swojej Duszy, co ona sądzi o całej sprawie, jaką ma postawę, co chciałaby temu komuś zrobić, czemu nie chce tego puścić. Może okazać się, że jest to na drodze do rozwoju czegoś istotnego na twojej ścieżce duchowej, a Dusza tu akurat zarzuciła kotwicę i zablokowała się. Jeśli prześladuje nas coś, to najpewniej Dusza chce na to zwrócić twoją mocną uwagę.

  8. Łukasz
    Lu 16, 2013 @ 11:16:07

    Przelatuje myśl o zemście i to ona najgorszy lęk wywołuje. Rozpoczyna się kłótnia, że zemsta by pomogła, a z drugiej strony ja taki nie jestem. Jak olewam tę myśl o zemście to tak, czy siak impuls boli.

  9. SwiatDucha
    Lu 16, 2013 @ 23:45:16

    O, to moje klimaty 🙂
    Ja przez wiele wcieleń lałem krokodyle na odlew! 🙂 oczywiście w słusznej zemście! [hehe]
    No na dzisiaj jest już lepiej, ponieważ przejrzałem owo zjawisko i zaakceptowałem to, że jest ono częścią życia na Ziemi oraz to, że osoby, które pobierają krok. wchodzą w linię karmiczną, która ich nie rozpieszcza, mówiąc najprościej. Jak Dusza zobaczyła to, to stwierdziła, że w dłuższej perspektywie nie trzeba nic robić, ponieważ wymierzana jest sprawiedliwość przez Wszechświat, karma się harmonizuje i .. nic tu specjalnie po mnie. Na dzisiaj mówię im „cześć krokodylu” 🙂
    Myślę, że możesz też z tym pracować dla swojego osobistego sukcesu 🙂

  10. SwiatDucha
    Lu 16, 2013 @ 23:45:16

    O, to moje klimaty 🙂
    Ja przez wiele wcieleń lałem krokodyle na odlew! 🙂 oczywiście w słusznej zemście! [hehe]
    No na dzisiaj jest już lepiej, ponieważ przejrzałem owo zjawisko i zaakceptowałem to, że jest ono częścią życia na Ziemi oraz to, że osoby, które pobierają krok. wchodzą w linię karmiczną, która ich nie rozpieszcza, mówiąc najprościej. Jak Dusza zobaczyła to, to stwierdziła, że w dłuższej perspektywie nie trzeba nic robić, ponieważ wymierzana jest sprawiedliwość przez Wszechświat, karma się harmonizuje i .. nic tu specjalnie po mnie. Na dzisiaj mówię im „cześć krokodylu” 🙂
    Myślę, że możesz też z tym pracować dla swojego osobistego sukcesu 🙂

  11. Łukasz
    Lu 17, 2013 @ 13:15:33

    Dziękuję za odpowiedzi! Ja wiem doskonale, że temu gościowi się nie układa, że ćpał. Sam o tym pisze na pewnym portalu społecznościowym. Jakoś mi jego nie żal, ale przy okazji uświadamiam sobie, że jego cierpienie w niczym mi nie pomaga. To co mam to problem ze skojarzeniami, one wywołują niemiły impuls. To z tym mam pracować. Tak na prawdę nie muszę dalej o nim myśleć bo to działa na innym poziomie i nie jest od tego typka zależne. To chyba moja niechęć do cierpienia mnie pogrążyła. Skoro nadajemy na podobnych falach to poproszę jeszcze o jakieś wskazówki. Z góry dziękuję!

  12. SwiatDucha
    Mar 21, 2013 @ 14:09:56

    i tego się trzymajmy!

  13. eile
    Mar 21, 2013 @ 22:26:29

    „ciało bolesne stanowi zbiór energii, która może być przekształcona na rozszerzenie samoświadomości i może wspierać rozwój osobisty i duchowy, może pogłębiać doświadczenie danej osoby.”

    Czy to aby nie tak, ze im wieksze cialo bolesne i wiecej skumulowanej energii, tym bardziej dynamiczny i intensywny rozwoj…?

  14. SwiatDucha
    Mar 21, 2013 @ 23:03:53

    tak, bo już „nie idzie” wytrzymać 🙂

  15. lilipo
    Mar 26, 2013 @ 22:41:29

    Od kilku miesięcy podczytuję tą stronę , teraz odważyłam się coś dodać od siebie . Być może komuś to pomoże , ponieważ ja swoje ciało bolesne miałam ( i mam nadal – choc ubyło go sporo) też ogromne i kompletnie nie mogłam sobie z nim poradzić ….Bardzo mi pomogła książka , którą „przypadkiem ” odkryłam : „Powrót do swojego wewnętrznego domu ” Johna Bradshawa . Jest to książka o pracy ze swoim wewnętrznym dzieckiem – jednak jako jedyna ( na jaką ja trafiłam) nie służy tylko rozpamiętywaniu bolesnych przeżyć z dzieciństwa , nie zostawia nas z tymi uczuciami – tylko pokazuje techniki , metody , dzięki którym nie dosyć ze wybaczamy sami sobie, nie obarczamy pretensjami rodziców , to jeszcze sami uczymy się sobie dawać wsparcie i zapełniami te dziury emocjonalne troską i Miłością .

    Dzięki Pana witrynie – Panie Andrzeju- odkryłam masę rzeczy ale przede wszystkim Krokodyle ….I to był ten pierwszy krok , olśnienie , dzięki któremu przestałam „walić głową w mur ” , liczyć na cudowne przebudzenie lub przeprosiny ( równoznaczne z cudem) , za lata koszmarnego traktowania – pełnego strachu, upokarzania, w zasadzie upodlania ( psychicznegi i fizycznego), okłamywania , zaakceptowałam tego człowieka -ojca – takim jakim jest , jednocześnie – nie poddajac się już jego manipulacjom, nie uczestnicząc w jego rozgrywkach i absolutnie nie łapiac sie na te jego przemowy , gładkie ( puste) słówka i elokwencję , elaboraty słowne itd.itp .

    Ponieważ tyle czerpałam i czerpię wiedzy z tej strony , od innych „czytaczy” również – dlatego napisałam o tej książce – może dla kogoś będzie tym „przypadkowym tytułem ” , który wpadnie , kiedy się nad czymś osobistym pracuje .
    Pozdrawiam Serdecznie Panie Andrzeju , dziękuję za całą Pana pracę , artykuły i udostępnienie ich innym „poszukującym” 🙂

  16. SwiatDucha
    Mar 26, 2013 @ 23:02:36

    lilipo, dzięki za wpis i podzielenie się wiadomością o książce. Bradshaw mądre ksiązki pisze.

    Pozdawiam i cieszę się z tego, że witryna się przydaje.

  17. Trackback: Siergiej Łazariew – Diagnostyka karmy | rozejm
  18. Paulina Luczak
    Lip 25, 2014 @ 18:35:37

    ja nie potrafie pogodzic sie z moim dziecistwem i ze zyje a takieh rodzinie ze nikt nie pomogl mam slabe nerwy teraz prez to mialam merwice natrect a teraz jakbym stracila sens… co robic?

  19. Paulina Luczak
    Lip 25, 2014 @ 18:36:09

    jak pozbyc sie tego bolu z prezszlosci?

  20. SwiatDucha
    Lip 27, 2014 @ 22:18:29

    Co robić?
    Najpierw rozpoznać sytuację, dojść „kto co ma”, na tej witrynie jest dużo o tym w dziale „Obciążenia duchowe”.

  21. conchittta
    Lip 28, 2014 @ 09:10:57

    Przyszło mi do głowy, że mogłabyś spróbować czegoś. Ból jest zatrzymany w jakiejś części Twojej świadomości – nazywam to aspektem. Świadomość dąży do integracji, więc pokazuje na tą część siebie, gdzie utknęło doświadczenie bólu i się zatrzymała w przeszłości (wydzieliła w efekcie traumy). Nie jest dobrze ani unikać bólu ani rozpamiętywać się w bólu, więc może dobrze byłoby skupić się na tej części siebie, która niesie ból i przyjąć ją, zaakceptować, dać miłość… Ona w pierwszej chwili wywali z siebie ból, ale to będzie przejściowe, bo nie na bólu się skupiamy, tylko ciepłej kochanej integracji, przyjęciu siebie w sobie. Potem w tym miejscu powstanie ciepłe uczucie miłości i zrozumienia. Można poprosić o wsparcie WJ w tym procesie, żeby nie ulec pokusie rozpamiętywania i rozwijania bólu.

  22. conchittta
    Lip 28, 2014 @ 09:19:23

    Popatrz na swoje Wewnętrzne Dziecko, trzeba je utulić jak każde płaczące dziecko, dać poczucie bezpieczeństwa…

  23. conchittta
    Lip 30, 2014 @ 08:19:34

    To naprawdę ciekawy temat. W każdej sferze życia, w którą nie wchodzi swobodnie światło, gdzie nie ma naturalności i harmonii, kryje się ukryte coś, co tu nazywamy ciałem bolesnym, jakiś wzorzec, dawny smutek, dawne cierpienie, błąd w percepcji, wzięcie czegoś do siebie/ na siebie… Myślę, że takim dobrym wskaźnikiem diagnostycznym jest poczucie wewnętrznego spokoju i szczęścia (bez nadbudowy intelektualnej, projektowania, warunkowania), takie po prostu z wnętrza.

  24. visit
    Wrz 16, 2014 @ 05:55:42

    Uprzejme pozdrowienia i dzięki za tekst – super się go czytało

  25. SwiatDucha
    Wrz 16, 2014 @ 19:32:37

    Dzięki!

  26. Ewa Maria
    List 12, 2014 @ 03:26:04

    Z mojego doświadczenia wynika, że bardzo leczącymi ciało bolesne zabiegami są oczyszczenia Andrzeja bądź Henia jak i ustawienia, które w sesjach indywidualnych prowadzi Andrzej. Kilka moich koleżanek skorzystało z pomocy Andrzeja i widzę nie tylko zmianę nastawienia do świata, ludzi, postaw życiowych ale i wiele zmian w obszarze osobistym. Dla niektórych sama umiejętność powiedzenia „NIE”, która przychodzi w niedługim czasie po ustawieniu jest początkiem nowej drogi życiowej.
    Pozdrawiam

  27. Marc
    List 12, 2014 @ 11:24:31

    Dzięki.

  28. SwiatDucha
    List 14, 2014 @ 00:30:13

    Dzięki Ewa za miłe słowa! To prawda, praca z Duszami jest dla mnie czymś realnym, to jest przestrzeń, w której to, co ulotne się konkretyzuje, w której można widzieć coś, co zwykle jest niewidzialne, i przemawiać do kogoś, kto normalnie nas ani nie słucha albo nie może usłyszeć. To są obszary powiedzmy „szamańskie”, w których jednak się dobrze czuję. A moja Dusza uważa, że dopiero praca tu jest „coś warta”.

    Dla niej – na pewno jest warta, bo to jej obszar.

    Ale i dla nas, ludzi też jest to wartościowe, bo przekłada się zaraz na zupełnie konkretne sprawy w życiu materialnym.

  29. Ada
    Paźdź 30, 2015 @ 23:12:12

    Świetna strona, cieszę się że na nią trafiłam. Ciągle szukam by móc sobie pomóc. Pozdrawiam wszystkich odwiedzających 🙂

  30. SwiatDucha
    List 02, 2015 @ 18:38:10

    Ada
    a ja ciebie pozdrawiam!

  31. Monika
    Sty 23, 2016 @ 14:32:30

    Od 2,5 roku zajmuję się tzw. uwalnianiem z ciała bolesnego – jest to jeden z rodzajów terapii energetycznej, którą wykonuję. Twórcą tej metody (Pain Body Release) jest Amerykanin – David Wagner, twórca procesu tachionizacji. Do uwalniania używam tachionu, efekty są niesamowite – ciało bolesne pęka pod wpływem bifurkacji. Sesja taka trwa około 1,5 godziny i rozbija części c.b., klienci odczuwają wstrząsy, drgania, przepływ energii, uciski na ciało… więcej można zobaczyć na mojeje stronie: http://www.psychokinesiologie-mb.be

  32. SwiatDucha
    Sty 23, 2016 @ 19:16:30

    Monika, dzięki za wpis!
    Mnie to przypomina dawną praktykę oczyszczania karmy, którą nadal stosują długowieczni jogini z zastosowaniem ognia.

  33. Monika
    Mar 28, 2016 @ 09:39:17

    To jest oczyszczanie m.in. karmy. Tak naprawde ta technika oczyszcza ze wszystkiego co wywołuje niepożądane stany. Jeden z moich klientów nie mógł opanować stanów agresji, które były tak wielkie, że atakował ludzi przez co nie mógł pracować i miał zakaz zbliżania się do swojej partnerki. Jedna sesja wystarczyła, żeby go z tej agresji wyzwolić. A efekt był nawet taki, że założył grupę wsparcia dla osób z problemem agresji (w Beukseli).

  34. Monika
    Mar 28, 2016 @ 09:52:02

    Napisałeś: „To było w grudniu 2008 r. Od tego czasu zacząłem się zmieniać” – czy możesz napisać co robiłeś, żeby się zmienić? Przeszedłeś jakąś terapię? Niewiele terapii jest na tyle głęboko idących, żeby wyczyścić się z informacji, które wywołują niepożądane stany. No i oczywiście te stany po pewnym czasie wracają.
    Leki stłumiają problemy, ale ich nie leczą a do tego przy dłuższym stosowaniu ich skutki uboczne wywołują jeszcze gorsze stany.
    Jestem terapeutką i dla mnie nie ma stanów nie-do-uleczenia. Chyba, że ktoś podświadomie nie chce poprawy, co też się zdarza. Wg mnie za bardzo się obwiniasz, nic nie popsułeś, nadszedł tylko czas, żeby uleczyć się na głębszym poziomie niż do tej pory. Monika Braun

  35. Monika
    Mar 28, 2016 @ 09:56:20

    Pytanie: mój ostatni komentarz jest odpowiedzią na pytanie Pana X., który dostałam w e-mailu, ale po opublikowaniu mojej odpowiedzi nie widzę jego pytania przy komentarzach, dlaczego?

  36. SwiatDucha
    Mar 28, 2016 @ 10:15:38

    Monika
    chodzi o post z 27.03.2016 o 19:39

    Dlatego, że powstrzymałem ten wpis jako zbyt wiele odsłaniający osobistych spraw, co może się w efekcie źle odbić na samym piszącym.
    Czy to co piszesz w sieci pod swoim imieniem i nazwiskiem, powiedziałabyś na głos na głównym placu setkom ludzi?

    Napisałem do niego list, w którym sugeruję mu występowanie pod pseudonimem. Komentarze na blogu to nie jest dobre miejsce na odsłanianie osobistych tajemnic, wrażliwych informacji [które kto wie, jak będą kiedyś wykorzystane]. Na codzień ludzie mają wystarczająco dużo instynktu samozachowawczego, ale gdzieś-tam, w przypływie szeczerości można coś powiedzieć, czego się potem będzie żałować.
    Jak najbardziej można się o różne rzeczy pytać pod pseudonimem, ale pamiętajmy o sferze intymnej, że ją mamy, i aby jej [sobie także] nie naruszać upubliczniając.
    I że internet nie jest aż tak możliwy do skorygowania, raczej jest to medium które bardzo dobrze pamięta.

    Monika, pozdrawiam!

  37. Monika
    Mar 28, 2016 @ 11:07:04

    ok, rozumiem i pozdrawiam!

  38. Mich Paw
    Mar 28, 2016 @ 11:20:16

    Pokrótce opiszę swoją historię, następnie zadam pytanie.

    Mam 29 lat. W przeszłości, w dzieciństwie, zakolegowałem się z innym chłopcem. Z początku ów kolega wydawał się bardzo miły i zabiegający o naszą relację. Jednak okazał się być „krokodylem” (zgodnie z terminologią z tej strony). Ja ze swojej strony z początku starałem się to tolerować, obserwować i jakoś pomóc przestać ranić mnie i innych. Jednak w rezultacie nic z tego nie wyszło (szczerze mówiąc nawet nie wykonałem żadnego decydującego kroku w tym kierunku wtedy). Po 9 latach znajomości byłem żywą raną. W liceum nie byliśmy razem w klasie. Okres liceum wspominam jako okres buntu i poszukiwania własnej tożsamości. Ale przejdę do rzeczy. Kumulowałem w sobie ciało bolesne. Żywiłem wielką nienawiść, głównie do mojej matki, którą obwiniałem za złe wychowanie (nie przestrzegła mnie przed krokodylami – choć wtedy nie znałem tego określenia). Na studiach sytuacja osiągnęła zenit. Po oblaniu roku postanowiłem, że nie dam się wyrzucić. I uczyłem się, po 4-6 godzin dziennie. Jednak nadal żywiłem nienawiść do matki (wtedy nie spotykałem się już z tym kolegą). W wyniku kumulacji bólu, jak i ucieczki w gry komputerowe, pornografię i masturbację, oraz strony paramagiczne, zacząłem odczuwać coraz silniejsze lęki. Doszło do tego, że miałem ochotę się zabić. Zacząłem słyszeć głosy (piski). W konsekwencji, trafiłem do szpitala psychiatrycznego, gdzie się nawróciłem. Popłakałem się nad swoim losem i postanowiłem się zmienić. To było w grudniu 2008 r. Od tego czasu zacząłem się zmieniać (na lepsze – zdecydowane lepsze). Urojenia stopniowo zaczęły ustępować, a ja rosłem w wiedzę i bystrość umysłu.

    W czerwcu 2014, zrobiłem głupotę. Byłem wtedy w szczytowej formie zdrowotnej. Ale coś mnie pokusiło i zrobiłem głupotę. Zagrałem kilka razy w grę komputerową, od której wcześniej byłem uzależniony. I po którymś razie, cały mój pokój, spokój, opanowanie, cierpliwość, męstwo, siła, wszystko to – skończyło się. Poczułem jakby mi ktoś odciął źródło powietrza. Od tamtego czasu wszystko się zaczęło zmieniać – na stare. Bystrość umysłu siadła, i światło, które miałem w sercu, przestałem je odczuwać. W miejsce światła zagościł lęk i otępienie.

    Cały czas biorę leki, choć nie wierzę w ich działanie. Jednak mam teraz pytanie:

    Czy to możliwe, że w wyniku złej decyzji nigdy nie odzyskam już pokoju, jaki miałem? Co tak na prawdę się stało w momencie, w którym odpaliłem tą grę? Czy Bóg może się na mnie gniewać? Psycholodzy twierdzą, że nie. I ja nawet zacząłem w to wierzyć. Jednak nadal nie wiem jak naprawić to, co popsułem. Nawet nie wiem co popsułem. Proszę o pomoc i ew. wskazówki, jeżeli po przeczytaniu tego komentarza, coś Panu zaświta.

    Kiedy pierwszego dnia pobytu w szpitalu, widząc serdeczność i opiekuńczość ludzi, którzy mną się zajmowali, jak i spokój panujący w tym budynku, popłakałem się i zrozumiałem, jak wiele zła wyrządziłem innych i zechciałem się zmienić. I dokładnie w tym momencie, w tej chwili, poczułem bardzo wyraźną ulgę. W jednym momencie stałem się człowiekiem o innym wnętrzu. Poprawiły się moje zdolności poznawcze, łatwość w myśleniu i mówieniu itp. itd. Lekarze powiedzieli, że poprawa nie mogła być pod wpływem leków, gdyż leki nie działają w ciągu jednego dnia.

    Od wyjścia ze szpitala miałem w sercu miłość i chęć do zmiany siebie i pomocy innym. Moja praca nad sobą polegała głównie na pracy z myślami i dochodzeniu do prawdy. Spontanicznie przychodziły mi do głowy myśli, którym się przyglądałem. I wchodząc z nimi w dysputę, szybko rozsądzałem co jest prawdą a co nie, lub czego nie wiem. Przez 6 lat (od 2008 r.) moja klarowność myślenia i wewnętrzne szczęście rosły.

    Chodziłem do psychologów, ale w tamtym okresie miałem wrażenie, że to bardziej ja im pomagam, a nie oni mnie. Nie byli oni zbyt bystrzy i inteligentni, co w konsekwencji owocowało nietrafionym dialogiem. W miarę mojego wzrostu uczyłem się coraz precyzyjniej wyrażać to, co chciałem powiedzieć, ale nawet wtedy, niewiele było osób, które potrafiły mi sensownie odpowiedzieć.

    Drugą stroną medalu była moja zbyt duża (chyba) pewność siebie i mówienie prawdy osobom obcym, co spotykało się często z oporem i protestem. Pokłóciłem się w ten sposób z kilkoma osobami. Nie chciałem się z nimi kłócić, ale one nie mogły znieść prawny, jaką im mówiłem, zaznaczając przy tym, że nie mam złych zamiarów.

  39. SwiatDucha
    Mar 28, 2016 @ 12:07:13

    tamten komentarz już jest ponownie wstawiony, tym razem odpowiednio prywatnie.

  40. Monika
    Mar 28, 2016 @ 15:29:16

    Być może w szpitalu nastąpił jakiś skok świadomości, to może też zaistnieć samoistnie. Jeśli byłbyś zainteresowany moim rodzajem terapii, to spójrz proszę na moją stronę http://www.psychokinesiologie-mb.be. Pozdrawiam serdecznie. Monika

  41. Marc
    Mar 28, 2016 @ 15:36:21

    Przeczytałem wpis Moniki i tak się zastanawiam, jak autorka i inni piszący w podobny sposób rozumieją pojęcia, o których piszą. Rozumiem podejście ezoteryczne w rodzaju nauka nie odkryła wszystkiego, czegoś doświadczamy, próbujemy to wyjaśnić. Jednak czytając o „leczeniu tachionem” wo widzę dwie możliwości – albo ktoś odkrył jakąś głęboką część natury wszechświata (co się zdarza bardzo rzadko) albo nie wie zupełnie o czym pisze i pisze krótko mówiąc bzdury (co się zdarza nader często). Ciekaw jestem jak autorka rozumie „tachion” i jego rzekome lecznicze działanie itp. Tachiony to niepotwierdzone eksperymentalnie teoretyczne cząstki, które miałyby się poruszać szybciej od światła. Już więc samo sformułowanie „tachionem” przemawia za tym, że to nie ma sensu. Ktoś sobie bierze jeden tachion i się nim leczy? Teraz żeby nie było, że się uprzedzam i krytykuję tylko, potrafię sobie wyobrazić, że np. wszystko jest we Wszechświecie połączone i jakiś stan jednego elementu jest powiązany natychmiastowo, a raczej bezczasowo z każdym innym elementem, nawet fizycy mówią o nielokalności i może gdy się do tego stanu niejako dostrajamy, udrażniamy kanały dla tej informacji to się wtedy dzieją pozytywne rzeczy – taka sobie spekulacja. Niestety jednak często spotykam nadużywanie naukowych pojęć przez ludzi, którzy nie wiedzą o czym mówią.

  42. Monika
    Mar 28, 2016 @ 16:28:58

    Jeśli chce Pan poczytać o eksperymentach z tachionem i wynikach tych eksperymentów, albo jak działa to zapraszam na stronę http://www.tachyonworld.com.
    Mnie nie interesują odkrycia „nauki”, gdybym na nie czekała nie byłabym w stanie pomóc ani sobie ani tym wszystkim ludziom, którym pomogłam. Bakteria też istniała długo zanim została „odkryta”. Na homeopatię też są nagonki mimo, że ci, którzy ją stosują doskonale wiedzą, że działa. Dla mnie wystarczy, że widzę skutki tego co robię i to skutki często przechodzące oczekiwania moich klientów.

  43. Monika
    Mar 28, 2016 @ 16:55:47

    Pozatym, ja nie staram się “zrozumieć” tego co czuję podczas mojej pracy– inaczej ograniczyłabym/ zablokowałabym swoje własne możliwości i nie mogłabym pracować z energią. Jedno z drugim ma niewiele wspólnego.

  44. seihim
    Mar 30, 2016 @ 02:05:33

    niedawno miałem dwa pogrzeby,najpierw matka i wkrótce siostra,płakałem szlochałem ale nie pomogło,dalej trzyma,tak jakby wyrwano mi 500 gwoździ ,400 z górnej części przepony pod płucami i 100 niżej z żołądka i jelit i dziury pozostały,kobieta u której kiedyś robiłem reiki jak ją zostawił mąż to mówiła że boli ją serce ,czakra serca i zerwane więzi w sercu,u mnie od przepony w dół ból,,te połączenia są mocne i na niskich wibracjach.jak pytałem wachadełka to dowiedziałem się że wielokrotnie inkarnowaliśmy razem jako rodzina tylko w innych konfiguracjach.ojciec w dawnych życiach pchnął mnie nożem w plecy,z bratem ganiałem się siekierami,z matką coś tam i z sostrą też coś.czyli połączenia silne w sam raz na rodzinę..kiedyś robiłem terapie nerwic,alkoholowe,treningi,skrzywdzenia,uwalnianie od ojca matki itd.później reiki energia dwupunkt-itd. i był czas że wydawało mi się że jestem oczyszczony i uwolniony. a tu pstryk i płacz i ból..mnie wyszło że jestem z aniołów ,ojciec też chyba anioł- ale już od dawna nie żyje(trudności w byciu w materii,u mnie jest to samo),matka chyba człowiek umiała zorganizować postawić dom,dzięki temu mam gdzie siedzieć bo sam nie umiem nic zorganizować i chyba mieszkałbym pod mostem.brat jakoś sobie radzi ale chyba jedzie na gadoidach albo gadoidy na nim-musiałem się wycofać bo i w tym życiu byśmy się ganiali z siekierami…..siostra-dopiero w trumnie zobaczyłem że z twarzy wygląda jak kotka czyli pochodzi z syriusza gdyż psy,koty i delfiny podobno przywieziono na ziemię z syriusza..i teraz nie mam się do kogo odezwać,zostałem sam.po siostrze zostało mi 7 kotów do wykarmienia chodzą za mną łaszą się są smutne jeden zachorował po śmierci matki ale wyzdrowiał drugi po śmierci siostry nie je choruje i drugi miesiąc nie zdrowieje. na mazurach gdzie mieszkała z mężem został 8 kot (jej mąż umarł wcześniej)ale podobno jacyś obcy ludzie wzieli tego kota i go karmią. siostra całe życie szukała przyjaciół a nigdy nie znalazła bo nie trafiła na istoty z syriusza,szukała wśród jechowych,żydówek i innych ale trafiała na ludzi i nie te energie..gdybym to zauważył wcześniej to znalazłbym jej jakieś istoty z syriusza a tak już jest za późno.przez ostatni rok martwiła się co będzie jak ja umrę pierwszy-to nie będzie jej miał kto pochować-i umarła i pochowałem ją..na podlasiu gdzie się wychowałem i teraz mieszkam było chyba czterech lub pięciu aniołów-ale nie żyją(mogłem z nimi porozmawiać)jeden się powiesił drugi się utopił trzeci wyskoczył z pociągu czwarty rozbił się samochodem piąty kolega z podstawówki (razem siedzieliśmy w jednej ławce)umarł na choroby..dzisiaj tak myślę że nie potrafili odnaleźć się żyć funkcjonować w materii w trzecim wymiarze i odeszli zbyt szybko. i jestem sam..mieszkam albo wśród ludzi albo jakichś istot z cywilizacji gdzie powiedzmy zniszczono planetę-wszyscy wokół coś psują rozwalają niszczą-rodziny,rodziców,dzieci,budynki,sąsiadów itp. wszystko niknie w oczach..boli mnie to że jestem sam ale może to jest nie najgorsza perspektywa.kiedyś jak byłem młody poznałem anielicę ale chodziła księdza pytać się o wskazówki w życiu,później mieszkałem w warszawie też trafiłem na anielicę i było to samo.dzisiaj wiem że anielica-wtedy nie wiedziałem że na ziemi są ludzie anioły efy smoki krasnale wróżki i inne istoty.co ciekawe anioły chodziły do reptilian(kościół)pytać jak mają żyć..jak w białymstoku poznałem kobietę(chyba człowiek)to przez rok czasu staraliśmy się oboje ale to się rozpadło-dzisiaj wiem że to inne energie i nie mogło się udać..jak mój kolega anioł związał się z kobietą (człowiek)to i tak po kilku latach kobieta znalazła i poszła do swojego-a anioł powiesił się..jak trochę mieszkałem w anglii to chyba nie było aniołów..jakiś czas temu w internecie poznałem anielicę z usa ale chyba trochę zapomniała o swojej anielskości i wyzywała mnie od smoków wawelskich,niedawno w necie poznałem anielcę z brazylii i też ciągłe pretensje i żale do mnie-tak myślę że we wcześniejszych inkarnacjach mogłem ją skrzywdzić i teraz czepia się o wszystko..tak sobie myślę że aby związek długo trwał to musi być jakieś wyrównanie-trochę krokodyla trochę wejścia oboje muszą mieć mniej więcej po tyle samo bo jeśli facet duży krokodyl to kobieta się przestraszy i ucieknie,jeśli facet tylko wejście bez krokodyla to kobieta się znudzi i sama poszuka faceta z krokodylem ,jeśli oboje z wejściem to zanudzą się na śmierć,jeśli oboje z krokodylem to zabiją się na śmierć..pamiętam jak robiłem terapie-zła matka zły ojciec i wtedy wyłem,po jakimś czasie mój pogląd się zmieniał,myślałem że rodzicom też nikt nie powiedział nie nauczył nie mieli terapii,może chęci mieli dobre ale w praktyce im nie wychodziło..ojciec pił bo nie radził sobie( każdy go oszukiwał) w życiu,bił mnie bo trochę bylem wredny,,matka darła się bo mąż niezaradny biła mnie bo też miała trudno i ciężko..teraz jak jestem sam to chciałbym żeby po prostu byli w domu…mnie też było w życiu ciężko to szukałem ułatwień.jak zrobiłem reiki to już myślałem że jestem w niebie.pamiętam jak na mazurach siedziałem nad jeziorem,padał deszcz wiał wiatr i były fale,nagle 20 metrów koło mnie powstał okrąg 10 metrowy gdzie nie było deszczu i nie było fal(równa powierzchnia wody)wtedy myślałem że to bóg do mnie przemówił a dzisiaj myślę że albo to demon reiki albo reptilianin.miałem pewne umiejętności,w anglii gdzie często pada deszcz zatrzymywałem opady na czas mojego przejścia by nie zmoknąć..na podlasiu gdzie pierwszy raz robiłem opady deszczu z czystego nieba popadało 5 minut.później robiłem dłuższe opady,chciałem wtedy pomóc rolnikom,nie pomyślałem wtedy że być może rolnicy chcą by zboże im uschło.ułatwiałem sobie życie.jedyne czego nie potrafiłem to przyciągnąć pieniędzy(całe życie)tutaj i reiki nie pomogło.postawiłem 5 metrową piramidę na podwórku,pod piramidą po 2 minutach medytacji byłem ustawiony do pionu..po 2012 roku energia tej piramidy przestała działać.wyczytałem że piramidy kontrolują energie męską,zaś księżyc kontroluje energie żeńską..jak przestałem używać tych wspomagaczy to zostałem goły sam-szkło leci mi z rąk,gdzieś się dotknę to się pokaleczę,idę to się potykam o coś i się przewracam,ktoś mnie oszukuje,po prostu same negatywy.ktoś gdzieś napisał że trzeba puścić umysł a otworzyć wewnętrzne serce,mnie się to nie udało,czuję jak jestem niewolnikiem umysłu.mam wysoki cukier do 400,brałem podwójną działkę leku i nic mi nie zbijało tego cukru po prostu masakra przestałem brać te leki bo albo zapanuję nad tym cukrem albo cukier zapanuje nade mną..na dzisiaj tak mi się wydaje że męską energie sił ciemności chyba usunąłem,,natomiast żenska energia sił ciemności opanowała mnie i zamula mnie i zatruwa…
    wyodrębniłem 3 przyczyny:
    1.albo to działa ciało bolesne
    2.albo jako anioł bez swoich pobratymców wśród ludzi gubię się
    3.albo działają podpięcia,podczepienia,implanty i nie panuję nad tym
    często teraz zauważam że przebijają się jakieś sytuacje życiowe(powtórki) albo z atlantydy albo ze starożytnego egiptu albo i z atlantydy i ze starożytnego egiptu…
    na dzisiaj nie panuje nad tym tak jak nie panuje nad wysokim cukrem…

  45. Monika
    Mar 30, 2016 @ 07:38:30

    Ciężka historia, chociaż podobne już też słyszałam. Jedno pytanie (proszę się nie rozpisywać tylko krótko odpowiedzieć): czy wie Pan czego chce/szuka w tym życiu/ tutaj?

  46. SwiatDucha
    Mar 30, 2016 @ 11:45:33

    Przeczytałem twoją historię.

    Myślę sobie, że twój obecny moment rozwojowy jest w jakiś sposób przełomowy, ale nie w krótkim okresie kilku tygodni, a raczej jest to pewien próg, przez który przechodzisz w okresie wielu lat. W horyzoncie jednego wcielenia trochę trudno to jakby ogarnąć, ale gdy się spojrzy z pozycji wielowcieleniowej, to ukazuje się jakiś konkretniejszy obraz.

    Jak w każdej skomplikowanej sprawie, jest tu wiele wątków, przeplatają się one, i z tego powodu trudno zrozumieć o co chodzi. Jedne wątki z innymi się zazębiają, a z innymi nie. Ogólnie biorąc, zrozumienie własnej pozycji życiowej, to już jest wiele.

    Dodatkowo wchodzi tu wątek choroby psychicznej, która w oglądzie jednowcieleniowym wygląda jak najbardziej na chorobę i „zasługuje” na leczenie, ale już biorąc pod uwagę jak to było dawniej, przeszłe wcielenia i intencje Duszy, stan „choroby” ukazuje się jako logiczna konsekwencja.

    Twoja Dusza zebrała sporo ciężkich przeżyć, doświadczeń, i teraz się to manifestuje w życiu. Dla pojedynczej osobowości, która niedawno się ukształtowała to jest oczywiście niezrozumiałe, jak tyle spraw mogłoby się w tym życiu zrodzić. Nie mogło, ponieważ to Dusza ciągnie z poprzednich wcieleń i dopiero objęcie rozważaniem wcześniejszych wcieleń może coś tu dać zrozumienia.

    > Nawet nie wiem co popsułem.

    To sformułowanie wydaje się być w takim kontekście niepoprawne. Jednorazowe uruchomienie gry nie jest przyczyną dużych przeżyć, a tylko wyzwalaczem. Nabrane przez Duszę energie karmiczne i intencje tak czy inaczej by się zamanifestowały. Tylko patrząc w perspektywie jednowcieleniowej można sobie wyobrażać, że to, czy inne krótkotrwałe działanie stanowi przyczynę dla tak dużych skutków. Ale nie stanowi, jest to tylko spust, wyzwalacz, dzięki któremu następuje zwolnienie dużej masy karmicznej, uwolnienie jej i wchodzi ona w działanie i mamy takie czy inne spore widoczne w życiu kłopoty. Bądź sukcesy – zależy to od rodzaju karmy.

    Jak tak się patrzy, można się pozbyć sporej części poczucia winy, że „coś popsułem”.

    Jeśli byłeś wobec ludzi nadmiernie szczery, można z tego wywnioskować, że
    – wierzyłeś, że inni ludzie są do ciebie podobni i również poszukują prawdziwości przeżywania.
    A okazuje się, że nie poszukują.
    Że jesteś z tym w dużym stopniu samotny.

    Nie należy kopać się z koniem. Wiadomo dlaczego? Bo możemy skończyć z połamanymi kośćmi.
    A po co.

    Świat, w którym żyjemy jest silniejszy od nas – choćby przez to, że jeśli ty jesteś jednym kimś, to przeciw tobie przyjść mogą [choćby energetycznie] miliony osób, istot które będą chciały ci się sprzeciwić.

    Trzeba wybrać rozsądniejszy wariant. Taoizm proponuje płynięcie w nurcie. Ale jednak płynięcie, a nie dryfowanie.
    Czyli akceptujemy świat, ale dążymy do realizacji swoich preferencji.

    > cały mój pokój, spokój, opanowanie, cierpliwość, męstwo, siła, wszystko to – skończyło się. Poczułem jakby mi ktoś odciął źródło powietrza. Od tamtego czasu wszystko się zaczęło zmieniać – na stare.

    Uruchomiły ci się programy karmiczne. Dużej karmy nie ‚przemożemy” za kilka chwil.
    Można pracować z nią na wiele różnych sposóbów.

    – można modlić się o jej oczyszczenie [przerwanie jej działania] i usunięcie. tu wchodzą także różne inne sposoby terapeutyczne na oczyszczanie z karmy

    – można dostosować się do karmy i nie panikować [bo życie nadal płynie i jakoś warto żyć, aby mieć choć minimalny komfort i zadowolenie z niego]

    – można [po odpowiednim zrozumieniu] wyjść ponad karmę, o ile Dusza nadal chce się w niej nurzać [a jeszcze z Duszą nie doszliśmy do odpowiedniego konsensusu i nie znaleźliśmy odpowiednich argumentów czy to dla własnej Duszy czy to dla innych Dusz z którymi tą karmę mamy, żeby owe Dusze postanowiły zmienić postawy i w rezultacie, aby karma zniknęła.
    Ten sposób daje życie bardzo dziwne, bo jakby „okrakiem” jadąc na kilku zrozumieniach, na kilku ogólnych wglądach, różniących się między sobą [z jednego wynika, że jestem uzależniony, z innego że nie]. Jak to słyszałem, jest takie indiańskie powiedzenie:

    —-
    Pe­wien in­diański chłopiec za­pytał kiedyś dziadka:

    – Co sądzisz o sy­tuac­ji na świecie?

    Dziadek odpowiedział:

    – Czuję się tak, jak­by w moim ser­cu toczyły walkę dwa wil­ki. Je­den jest pełen złości i niena­wiści. Dru­giego prze­pełnia miłość, prze­bacze­nie i pokój.

    – Który zwy­cięży? – chciał wie­dzieć chłopiec.

    – Ten, które­go kar­mię – od­rzekł na to dziadek.


    Bystrość umysłu, światło, które jest w sercu.
    Lęk i otępienie.

    i to i to jest w tobie, jak się okazuje.
    Co zwycięży?


    tu ciekawa wersja przez to, że zawiera wiele określeń, nazw cech [samo wyliczenie, nazwanie jest wartościowe i coś pozytywnego robi]:

    An old Cherokee is teaching his grandson about life. „A fight is going on inside me,” he said to the boy.

    „It is a terrible fight and it is between two wolves. One is evil – he is anger, envy, sorrow, regret, greed, arrogance, self-pity, guilt, resentment, inferiority, lies, false pride, superiority, and ego.” He continued, „The other is good – he is joy, peace, love, hope, serenity, humility, kindness, benevolence, empathy, generosity, truth, compassion, and faith. The same fight is going on inside you – and inside every other person, too.”

    The grandson thought about it for a minute and then asked his grandfather, „Which wolf will win?”

    The old Cherokee simply replied, „The one you feed.”

    —————–

    Jednak trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że ścieżka „karmienia jednego” jest to ścieżka stopniowa, która nigdy się nie kończy i nie „wykorzenia” a tylko „zasypia”, pozbawia energii pewne intencje. Aby je wykorzenić, trzeba sięgnąć ku ich źródłu, korzeniom.
    Ale nawet z tą uwagą, ścieżka stopniowa jest wartościowa, bo „daje żyć”. Nie trzeba się szarpać. Nie ma bezwzględnych wymogów aby tak postępować [oprócz presji naszej własnej Duszy, bądź presjującego otoczenia].

    Kwestia ewentualnej „choroby psychicznej”.

    Tak jak zresztą Sławek Majda mówi, takie przypadłości wydarzają się osobom, których Dusza w przeszłych wcieleniach miała role przywódcze. [Tak jak i wiele, wiele innych obciążeń, to także można oczyścić, pozbyć się tego przez intensywną pracę nad sobą. Nie przez siedzenie i dumanie „o, właśnie się oczyszczam”, ale przez konkretne zastosowanie porządnych technik terapeutycznych, często przez „oranie Duszy”]

    W poprzednim wcieleniu Dusza wybrała stanowisko, na które scedowało swoje sprawy wielu ludzi. Ludzie [a właściwie ich Dusze] wybierają sobie króla, prezydenta, wchodząc pod władanie księcia oddają swoje obowiązki i „niech nami rządzi”, zdajemy się, siebie i swoje problemy na niego.
    Takich było niewielu, ale są inne „intratne” dla Dusz stanowiska: znacznie częściej są to żołnierze – różnego szczebla, im wyższy rangą tym bardziej jego Dusza czuje się wyróżniona w braniu odpowiedzialności za plemię, za tak ważną sprawę jaką jaką jest jego obrona.

    Taki wybraniec może się czuć silniejszy, ale za to zapłaci [za przekroczenie ludzkiego wymiaru]. W przyszłym wcieleniu Dusza już taka silna się nie będzie czuć, będzie się czuć zmęczona, wycieńczona.

    Obecnie może być, że Dusza chce sobie to „wyrównać”, „odebrać” tamto poświęcenie dla innych.

    Mogą być sytuacje, w których Dusza chce się oprzeć [niemal wyłącznie] na innych ludziach.
    Dusza poczuje się zmęczona i zechce odpłaty za takie społeczne, plemienne usługi.
    A dodatkowo, aby sobie zagwarantować że społeczność nią się zajmie, uruchamia osobowość, która ma „chorobę psychiczną”, czyli że społeczność jest „obciążona” taką osobą. [wątków tu jest wiele naraz]

    Tak więc, jeśliby utożsamiać się z osobowością, to nie dojdzie się takich spraw, ale jak wziąć pod uwagę, że oto nasza Dusza „coś narozrabiała” a my mamy to przeżywać, to trochę się sprawy rozjaśniają.

    Tak więc, jeśli poszukujesz przyczyn, doszukujesz się, to niechybnie napotkasz na odpowiedzi.
    http://strefatajemnic.onet.pl/ezoteryka/czlowiek-ktory-rozpracowal-karme/dexlt

    Zachęcam cię, abyś nie ograniczał się do myślenia, ale żył pełnią życia [tak, jak ci się chce].
    Rozwiązywanie, oczyszczanie karmy również dokonuje się na różnych innych polach [jednocześnie, wspierająco]:
    spotkania z ludźmi, podróże małe i duże, sztuka, tworzenie, twórczość, słuchanie muzyki, drobne hobby typu ogródek czy majsterkowanie. Rozważanie systemów opisu człowieka. Wszędzie tam napotkasz siebie i swoją Duszę i będziesz miał wglądy. I będziesz mógł „coś z nimi zrobić”.


    > Doszło do tego, że miałem ochotę się zabić. Zacząłem słyszeć głosy (piski).
    >byłem żywą raną

    Sprawy ludzkie są wielopłaszczyznowe, tak samo u ciebie.
    Z tego co piszesz, twoje poziomy eteryczne, witalne mogą być w opłakanym stanie.
    Jako mężczyzna z postawami ofiary u Duszy możesz mieć braki w dbaniu o siebie. Potrzebowałbyś opieki ze strony kobiety, która jest systematyczna, cierpliwa i obroni przed witalnymi niebezpieczeństwami. To jest motyw matki, która nie broniła przed krokodylami. Na dzień dzisiejszy kobiety same są słabe, bowiem nie są w stanie oferować eterycznego wsparcia niemal nikomu oprócz siebie i dziecka. Jak się pojawia mężczyzna to jest to już „za dużo” dla słabych sił opiekuńczych.

    Zarówno ostrość życia wzrosła, jak i siły opadły – wszystko po to, aby świadomość wzrastała.
    Ludzie nie mogą liczyć na tyle wsparcia plemiennego, co kiedyś. Stąd tyle rozwodów i rozwinięcie portali społecznościowych, które są o wiele mniej zobowiązujące niż relacje w realu.

    Tak jak mówia na grupach DDA: „staliśmy się dla siebie kochającym rodzicem”.

    Nie mogąc liczyć na rodziców i otoczenie, sami musimy się odpowiednio, kompetentnie i adekwatnie do potrzeb zaopiekować się sobą. Jeśli nikt nie przyjdzie i nie będzie zabiegał – trzeba samemu zabiegać o siebie, trzeba aby swoje ja było odpowiednio ważne. Nie dla potrzeb rodziny, nie dla potrzeb społeczności, ale dla ciebie samego.

    Myślę także, że możesz być zagrożony schizofrenią. Nie wiem, czy tak u ciebie jest, czy to tylko zbieg okoliczności w tym, co napisałeś.
    Nie mnie diagnozować, ale jak chcesz posłuchać, co widzę w tym, co napisałeś, to piszę.

    Ten opis przyczyn akurat pasuje do wielu, wielu przypadków, więc ileś osób może skorzystać z tego, i zobaczyć czy aby znany im chory działa tak, czy też nie.

    biorę pod uwagę te dwa zdania:

    1. Spontanicznie przychodziły mi do głowy myśli, którym się przyglądałem. I wchodząc z nimi w dysputę, szybko rozsądzałem co jest prawdą a co nie
    2. mówienie prawdy osobom obcym, co spotykało się często z oporem i protestem

    Nie wiem, na ile owe rozsądzane prawdy są coś warte, ale jeśli iluś osobom ktoś mówi sprawy usłyszne od duchów, to będzie się spotykał z niezrozumieniem. I to jest pierwszy symptom wskazujący.

    W przypadku tej przypadłości osoba jest tak mocno wewnętrznie przekonana o prawdziwości wewnętrznie pojawiających się prawd, że otoczenie z jego argumentami wydaje się blade i nie znające prawdziwych zależności.

    Tym się różni schizofrenia od jasnowidzenia,

    że jasnowidzenie patrzy na zewnątrz i W ZEWNĘTRZNOŚCI dostrzega wiedzę, zrozumienie, zależności.

    Zaś osoba ze shizem no niestety U SIEBIE [a właściwie w przekazach duchów] odkrywa prawdy i zależności.

    Nie są to do końca nieprawdy, ale są one tak spreparowane, że z każdym przyjętym przekonaniem taka osoba jest mocniej do owych duchów wiązana. I choroba się pogłębia. A człowiek jest bardziej i bardziej oszukiwany.

    Gdy taka osoba jest przekonana, że „wie” wewnętrznie bez konieczności zewnętrznej weryfikacji, to zaczyna objaśniać owe prawdy otoczeniu [bo przecież wie, więc niech inni też wiedzą].
    Ale – ku zdumieniu – mało kto chce przystawać na to, co jest mówione, i mało jeśli w ogóle ma potwierdzeń.

    To dlaczego się trzyma swojego? Czemu taka osoba nie ogląda, że coś wie, co nie jest spójnego z realnością?

    z moich obserwacji wynika, że:

    1. istnieje mocna rana z dzieciństwa, która musiała być jakoś zaopiekowana. Otoczenie, rodzina nie byli chętni do tego [często to ktoś z rodziny, albo i cała była przyczyną rany], wiec dziecko musiało się osunąć w siebie, aby samo się sobą zająć.

    2. tak jak pisałem wcześniej, sprawy poprzednich wcieleń mocno skłaniają Duszę, aby „odebrać należności” od społeczności i ma ona postawa „teraz ja! teraz mną się zajmijcie!”

    3. duchy oszukujące, „przewodnicy”, kręcące się wokoło takiej osoby, odpowiednio ustawiają u takiego kogoś pole eteryczne, witalne, aby ta osoba coraz bardziej była od nich zależna. Co zresztą jest bardzo łatwe, ponieważ punkty 1 i 2 mocno temu sprzyjają. A wyjście z tych więzów już nie jest tak łatwe. Jednak zwykle w otoczeniu takiej osoby są trzeźwe osoby, które chciałyby prawdziwie jej pomóc – tu w dobyrm znaczeniu, mogą pomóc w leczeniu siatek eterycznych i w usunięciu podlinkowań do duchów. Bo jest to dobrze z zewnątrz widoczne.
    Jednak sama osoba zainteresowana tutaj nie dowierza. Czemu? Bo siedzi „w środku tego”, nie ma punktu odniesienia, i „bierze to osobiście”. Dopóki, dopóty utożsamia się z własną osobowością. Gdy zobaczy siebie i swoją sytuację „z zewnątrz”, to zaczyna się zdrowienie.

    Widziałem opowieść pewnej pani, która wyzwalała się z takiego stanu. Podstawową cechą było to, że sprzeciwiła się, że przestała wierzyć „głosom”, „prawdom w sobie”, i zaczęła wierzyć ludziom.

    Jak to mówią, warto mieć swoje zdanie. Ale tu trzeba też być ostrożnym, bo świat jest pełen oszustwa, tak samo samemu siebie można się oszukać. Tzn. może wystąpić przypadek, że zarówno Dusza jak i osobowość człowieka mogą go oszukiwać. Ten przypadek jest skrajny, ale występuje, jak najbardziej.

    „Jest takie powiedzenie, że jak jedna osoba Ci mówi, że jesteś pijany, to się nie przejmuj. Jak dwie, to możesz coś podejrzewać, ale jak trzy osoby mówią Ci, że jesteś pijany to najprawdopodobniej jesteś pijany i lepiej uważaj.”
    Tu mamy do czynienia z sytuacją gdy za Świadomość człowieka robią inni ludzie. Jest to też do zaakceptowania, zwłaszcza w przypadku młodszych Dusz, jak i gdy człowiek ma symbionty [i nawykowo jest w stanie samo-zaprzeczenia].

    To możnaby spytać- gdzie się chwycić? Gdzie odnaleźć punkt odniesienia? I to jest bardzo dobre pytanie. Jest tylko ten kłopot, że jest to pytanie intelektualne, jak zresztą wiele innych sensownych pytań.

    Jednak umysł, w ramach którego owo pytanie powstaje:

    a) niespecjalnie jest szczęśliwy, gdy pytający rozgląda się poza nim, poza sferą intelektualną w poszukiwaniu odpowiedzi, ba możemy spodziewać się sabotażu w takim przypadku,

    b) jak się odnajduje odpowiedź poza obszarem intelektualnym, a w obszarze uczuć, to umysł nie chce temu wierzyć,

    c) nie bardzo chce stosować się do wniosków jakie płyną z takich poszukiwań w uczuciach.

    Ale – Świadomość, Świadome Ja, jeśli jest uruchomione, to i takie kłopoty jest w stanie przekroczyć, przejść.

  47. taki ja
    Maj 10, 2016 @ 19:52:29

    Witam, dzieją się rzeczy o których parę lat temu nawet nie śniłem, poczytałem i w sumie mogę się pocieszyć że może być gorzej jak was czytam, mam podobnie czyli prawie cudownie było i wszystko wskazuje na to że ruszyła karma mam objawy kundalini, i z tym ciałem bolesnym teraz wyklikałem, ja mam tak że prawie wszyscy którzy mi wchodzą w aurę to mnie to irytuje lub boli, a wśród niektórych nie mogę wręcz wytrzymać tak atmosfera się zagęszcza na krótką metę jest tylko problem z energią ale jak nie mogę z jakiejś sytuacji „wyjść” to zaczynają puszczać nerwy, w rodzinie jest tak że jakby to szło w czasie jakby ta karma przychodziła nie zależnie od sytuacji, a pojawia się energia i zaczyna się dziać sytuacja, taki matrix 🙂

  48. taki ja
    Maj 11, 2016 @ 10:37:32

    i teraz się zastanawiam czy to bodziec bym przestał się innych bać – odcinać (bo często tak mam na skutek ciągłego oceniania innych) czy to ostrzeżenie do „tego” nie podchodź. otwartość i miłość do wszystkich i wszystkiego zdecydowanie do przerobienia więc będę testował 🙂

    gdy byłem na fali była radość i więcej otwartości, ale fala odpłynęła i zacząłem szukać problemów w innych a nie w sobie (fakt że teraz trudniej(czasem łatwiej :)) bo czucia więcej), czytając niektóre książki które opisują wady łatwo idzie się w szukanie „problemów” u innych i można w tym zostać co chyba zrobiłem, ale oczywiście inni też mają swoje energie i egregory chyba też funkcjonują to zaczynam czuć ale nie potrafię jeszcze znaleźć na ile to moje w jakiejś relacji a na ile cudze, według Łazariewa to jest to wszystko zdrowo zmixowane, ale sprowadza się Łazariewa i dalekowschodnia filozofia czyli wewnątrz nie oceniać, nie nienawidzić itd.( bo szkodzimy głównie sobie) a na zewnątrz teatr mniej istotny można testować prawo przyczyny i skutku w razie czego spiepszać albo w mordę dać 🙂

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: