Dochodzenie do przyczyn

W oczyszczaniu się od różnorodnych przykrych sytuacji w życiu możemy mieć dwie fazy.

A więc:

1) Odsuwam się od sytuacji, w której cierpię

Widzę, jestem świadomy/a tego, że jest coś niedobrze i chcę odejść, aby nie spotkało mnie więcej złego, więcej cierpienia.

Np. zrozumiałem, że ktoś ma pewne obciążenia duchowe, które powodują zranienia u mnie i odsuwam się.

Albo: zauważyłem, że sam nawykowo realizuję jakiś negatywny program, coś się ze mną dzieje nie tak i powstrzymuję to.

I jest to dobre, ponieważ nie jest powiedziane, że powinienem/powinnam tkwić w czymś niekorzystnym, raniącym, szkodliwym. Dobrze, więc lepiej czy gorzej wyplątaliśmy się z sytacji. Oczywiście, czasami jest to okupione sporą pracą, ale się generalnie opłaca.

To zwykle jednak jest nie wszystko. Gdy bowiem tylko załatwię sprawę zewnętrznie to we mnie, w mojej podświadomości nadal zostają wzorce, programy, karma, które nieświadomie mogą mnie pchnąć ponownie w kłopot. A więc:

2) Zastanawiam się: Dlaczego mnie to spotkało? Czemu wszedłem w tą sytuację?

Co jest takiego jeszcze we mnie, że natarczywie, nawykowo wchodzę w takie sytuacje? Jakie mam intencje, żeby sobie szkodzić przez takie doświadczenia?
Na pewno podświadomość poda jakiś mniej lub bardziej sensowny powód.

Praca nad tym może być z sukcesem przeprowadzana z pomocą różnych technik, które mają na celu podniesienie świadomości. A to może być: afirmacja z odpowiedziami, lista skojarzeń [pytania, które ciągną nas ‚za język’], może to być regresing, może być to jakakolwiek inna terapia, mająca na celu uświadamianie przyczyn.
Potrzeba tu czasami dość sporo posiedzieć nad tematem, aby pogłębić zrozumienie swoich motywów. Sama sytuacja jest może nawet wtórna do własnych motywów.

Owszem, fajnie, warto się ucieszyć z tego, że widzę, że wpakowałem się w jakąś kłopotliwą sytuację, i można niemal od razu z niej wychodzić. Jednakże bez świadomości przyczyn można założyć, że nadal będę w takie coś wchodzić. Bo jeśli przyczyn nie oczyściłem, nie usunąłem, to jak się spodziewać, że nie wrócą skutki?

Nie należy więc się specjalnie emocjonować nawet cierpieniem, czy też kłopotami w których byliśmy, jakkolwiek byłyby zastanawiające czy przyciągające uwagę. To nie jest najważniejsze.  Może na początku sam oddech stanowi dużą ulgę, natomiast nie jest to końcowe oczyszczenie sprawy.

Najważniejsza jest późniejsza praca ze sobą – medytacja nad przyczynami, nad wzorcami – cóż tam jeszcze jest, że takie rzeczy mi się w życiu przydarzają.

Bo inni ludzie w dogrywaniu się intencji znajdą się. I w zależności, czy moje intencje w stosunku do siebie będą już czyste, czy też jeszcze nie dokońca – tak mi odpowiedzą. Wręcz można powiedzieć, że sam wsadzę nos – albo w piękną krainę, albo między drzwi a futrynę.

Z pewnością warto podkreślać wartość samoświadomości i rozwoju umiejętności własnego poszukiwania przyczyn wydarzeń, które mnie spotykają.

Reklamy

2 Komentarze (+add yours?)

  1. sabra
    Gru 12, 2009 @ 19:55:51

    Nie zawsze jest mozliwość odsunięcia sie od sytuacji ,przeciez ona wiąze sie z tą czy inna osobą .
    Skoro aż tyle jest obciążen z tymi krokodylami , to sa i ludzie
    a to ,moze byc dom ,praca ,szkoła itp ,jak sie wycofać ?
    Nie da rady co najwyżej można zamknac za soba drzwi i siebie w innym pomieszczeniu.

  2. SwiatDucha
    Gru 13, 2009 @ 00:04:06

    Oj tak, to prawda.. to istotnie może być długotrwałe i bolesne.
    Moja mama chorowała na alkoholizm. Już w momencie mojego urodzenia łatwo dawało jej się mocno upijać. Z czasem niestety ta choroba się nasilała i w rezultacie umarła ze skutków alkolizmu. Zwykle nie piszą o tym jako o przyczynie zgonu, ale pewnie dużo takich przypadków jest.
    Ja zaś przez 25 lat żyłem pod jednym dachem z mamą, która no niestety, ostro kąsała..

    Ona być może była trochę świadoma tego, że robi coś nie tak, że mi nie jest przyjemnie z nią.. pewnie miała trochę nawet jakichś wyrzutów, natomiast nie potrafiła przestać, nie potrafiła nawet pójść na leczenie, tak to było silne.

    Ja zaś niestety sporo wycierpiałem w takim domu. Można powiedzieć, że częściowo jakby nie miałem matki, a zamiast niej.. no sami wiecie..

    Próbowałem się jakoś odseparować, ale dla dorastającego chłopca to nie jest możliwe, ażeby wyjść spod kurateli rodziców, no chyba, żebym miał jakiś temperament bohatera, ale nie miałem.
    Dopiero więc po wyprowadzce z domu zaczęły się moje zmagania z pogryzieniami.. trochę było roboty z tym.. Co prawda już w liceum intensywnie czytałem literaturę psychologiczną, jednakże niestety – oprócz wiedzy – niewiele z tego wynikało. Potem przyszła prawdziwa praca z tym.

    Tak więc zupełnie dobrze rozumiem takie dylematy, co zrobić, żeby jakoś siebie zachować przed cierpieniem..

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: