Nauki o obciążeniach duchowych

Pytanie do mnie:

mojajoga Says: 1 Luty 2010 o 15:10

Rzeczywiście, bardzo dużo tutaj jest napisane o obciążeniach i przyznam szczerze, że nie jestem w stanie teraz tego wszystkiego zgłębić.
Dlatego chciałabym dowiedzieć się, czy temat obciążeń, przedstawiony na Twoim blogu, ma coś wspólnego z ciałem bolesnym Tolle’a? Prawdę powiedziawszy temat obiążeń i tzw. krokodyli, ciut przeraża mnie, natomiast, gdy czytam o ciele bolesnym, nie czuję lęku. Zastanawiam się dlaczego tak jest?

Witaj!

Dzięki za komentarz i pytanie.

Po pierwsze, często podkreślam – jeśli nie dotyczą Cię sprawy głębokich obciążeń, iluś wcieleń, jakiejś zadawnionej karmy – nie warto w to wchodzić. Jeśli tak jest, to dobrze, że ciągnie Cię do Eckharta i jego spokojnych, prostolinijnych nauk. Powiem więcej – grzebanie się w takich informacjach, jakie ja podaję na witrynie, może przygnębiać.

Niemniej jednak są [zwłaszcza w Polsce] osoby, którym te nauki są bardzo potrzebne.

Ciało Bolesne E.T. jest duuużym workiem, w którym jest „wszystko” z obszaru obciążeń. Cokolwiek psycholodzy, psychiatrzy opisują, tam jest. Cokolwiek jest opisane na moich stronach – też. A więc szerokość spojrzenia Eckharta jest istotnie zadziwiająca.

Tak musi być, ponieważ E.T. owo „wszystko” właśnie przekracza. Jest na takim etapie, gdzie już to jest w stanie zrobić. Jest na tyle swobodny, uwolniony. Jest nieuwiązany osobiście przez obciążenia, więc jest w stanie postąpić ten krok. I dlatego owo Ciało Bolesne wydaje się tak spokojne [wydaje się, podkreślę].

Jest jedno „ale”. Kto opisuje z szerokim spojrzeniem, nie dostrzega szczegółów. Eckhartowi nie są one potrzebne, nie są JUŻ potrzebne.

Dla osób, które przeżywają piekło na ziemi w trudnych, traumatycznych rodzinach, związkach, relacjach, dla ludzi uzależnionych, poturbowanych przez życie owo Ciało Bolesne nie jest już takie prościutkie, wręcz miłe. Przekłada się na codzienną niemal walkę o życie, o godność, o nie danie się zeszmacić.

TO SAMO Ciało Bolesne jest już istotnie BOLESNE. Jest bolesne bolesnością codzienną, którą sam przeżywałem. Wiem coś o tym i rozumiem osoby, które do mnie piszą, że ich życie jest ciężkie.

Nie przez przypadek ludzie tak zaufali cierpiącemu na krzyżu Jezusowi – widzieli bowiem w nim siebie samych. On był dla nich tym, kto ich zrozumiał.

E.T. raczej nie wygląda, że przeżywa takie cierpienie. Już go nie przeżywa.
….

Zacznę od siebie. Jak byłem dzieckiem, to wierzyłem, że świat jest takim pięknym miejscem! Wierzyłem, bo realia, zwłaszcza z tego najbliższego otoczenia, rodziny ukazywały mi dwuznaczny świat. Ci sami ludzie potrafili być mili, jak i bardzo niemili.

Wpadłem jak śliwka w kompot – byłem naiwny i przez to cierpiałem.

Po niewielu latach zrozumiałem, że nie potrafię tak prosto żyć, tak jak wtedy, gdy byłem dzieckiem, zostałem naznaczony cierpieniem. I zacząłem czytać, zgłębiać, studiować sprawę. To co opisuję, jest efektem moich poszukiwań. A że może nieco przerażać?

1. jeśli ktoś nie jest zaznajomiony z takimi tematami – to jest normalna reakcja.

2. wiele osób nie wchodzi w głębsze zastanowienie nad tymi tematami – to nie jest znane, więc może wydawać się dziwne, obce [poza „znanym światem”, a na pewno poza kulturowym obrazem świata.]

Dlaczego opowieści o ciele bolesnym ET są łatwiejsze?

– po pierwsze ET. jest człowiekiem, mówiącym do nas „z tamtej strony”, czyli po przekroczeniu tych różnych spraw emocjonalnych. Dla niego to jest „ot, gra form”. To od razu uspokaja. I ma rację, że obciążenia, jest to gra form.

– ciało bolesne jest bardzo ogólnym, wybaczającym i eufemistycznym pojęciem. Dopiero osoba mocno oczyszczona, zdystansowana może tak to opowiadać. Ja jeszcze nie potrafię, z pewnością mam wiele wspólnego z moimi czytelnikami – mam emocje z tematami, które opisuję.

– E.T. opowiadając o ciałach bolesnych nie drąży tematu. Czy dobrze robi? Hmmm.. może i tak. A może i nie. Dla Amerykanów [młodszych dusz] jest to bardzo dobre tłumaczenie, bo proste i szybko je akceptują. Moja dusza najprawdopodobniej nie „kupiłaby” takiej prostej lekcji. Wiele lat we wcieleniach powoduje, że Duszy nie kupi się byle światełkiem lub cukierkiem. Potrzeba konkretnych faktów, rozpoznania, wyczerpującego tłumaczenia. Owszem, mam przez to więcej materiału umysłowego do rozpuszczania, niemniej Dusze w Europie mają większą głębię.

– E.T. nie drąży tematu i nie pokazuje naprawdę sporych kłopotów. U niego opowieść zatrzymuje się na .. „popatrzył się z ukosa – to ciało subtelne się popatrzyło” – i koniec tłumaczenia. Nie dziwię się, że to jest o wiele łatwiejsze do przełknięcia. Jednak, gdy masz w Polsce rodziny z problemem alkoholowym od kilku pokoleń plus wojny co dwa pokolenia przetaczające się i niszczące, to takie miłe opowieści są.. miłe i koniec. DDA z warszawskiej Pragi tylko się uśmiechnie na myśl o tym, jak proste jest patrzenie tamtych ludzi, którym wystarcza tłumaczenie E.T. Chciałby/chciałaby, żeby jego/jej to też dotyczyło, ale niestety sytuacja jest poważniejsza.

– zauważ, że E.T. napisał swoje książki tam na Ziemi, gdzie najspokojniej. Vancouver, California.. Sam byłem w Vancouver i znajomi pytali się, czy się tam nie osiedlę. Nie, Dusza nie chciała – w Polsce jest odpowiednia głębia, historia przeżyć, odpowiednia do pracy nad sobą dla mnie. Może i osobowość ciągnie do prostoty, ale Dusza mówi: masz jeszcze coś Głębokiego do zrobienia.

Nie mówię, że E.T. jest płaski – nie jest płaski, jego nauki są Ostateczne. To trochę inna cecha. Niezwykła cecha. To jest ostateczne przekroczenie doświadczeń ziemskich. Jeśli ktoś już nie potrzebuje się tu zajmować sprawami, to E.T. daje wskazanie ku Oświeceniu.

Moje opisy są jednak, jak mniemam wartościowe. Dlaczego?

Tematy, o których mówię są obecne w tradycyjnej psychologii i psychiatrii. Nie ma ich jednak w ezoteryce. Osobiście mam wizję świata jako świata duchowego, z wieloma płaszczyznami niewidzialnymi, duchowymi. Ale nikt z ezoteryków nie mówił o sprawach takich „przyziemnych”, ciężkich spraw jak alkohol, uzależnienie, bicie dzieci w rodzinie i inne sprawy, których byłem świadkiem na codzień. Zwykle była mowa, ćwierkanie o „aniołkach” i tyle, gęba w kubeł na resztę trudnych tematów.
Opowiadania w książkach psychologicznych nt. trudności, których doświadczałem, problemów były wysoce niesatysfakcjonujące – mimo setek stron była to jedynie „opisówka”, coś, co ja sam też bym zrobił bez wielkiego wysiłku.

Dopiero nauki Leszka Żądło o karmie, reinkarnacji i obciążeniach wielowcieleniowych dały mi solidną bazę do rozważań i oczyszczania się w regresji. Takie podejście przekonywało mnie, bo było istotnie logiczne i sprawdzało się.

Niemniej jednak także i nauki Leszka nie wychodziły poza wzorce. Wzorce, które mogły się ciągnąć wiele wcieleń. Ja jednak oczyściwszy się trochę zauważyłem, że są sprawy istotnie duchowe, które obciążają, a które nie potrafiłem w ramach owych wzorców wytłumaczyć. Dopiero dogrzebanie się do obciążeń od innych istot duchowych dało mi ulgę, poczułem, że znalazłem odpowiedź.


Dlaczego nie ćwierkam o aniołkach i wszechogarniającej bliźnich miłości?

Dlaczego tak się sporo zajmuję obciążeniami duchowymi?

A nie pieję jakimiś ślicznymi wersami na temat miłości, współczucia itp?

Ponieważ niemal każdy z nas ma gorszą lub lepszą intuicję, co to jest życzliwość, dobroć, miłość. Miłości chyba nie trzeba uczyć. Mam wrażenie, że nie trzebaby uczyć wielu osób wyrażać miłości, jeśliby im spontaniczności, radości i zabawy nie zabito w nich w dzieciństwie. Uważam bowiem, że wiele ludzi (w tym oczywiście rodziców) jest przekonanych, że są „dobrzy”, a tak naprawdę krzywdzą (i czasami inaczej po prostu nie umieją).

Niestety, nawet mówienie o miłości czy o rozwoju, ćwierkanie o oświeceniu nie przekreśla możliwości posiadania obciążeń duchowych. I to czasami sporych. Kiedyś myślałem sobie – jak ten człowiek tak pięknie mówi o miłości, o radości, jak tak się uśmiecha :), to musi to być na wskroś miły, życzliwy człowiek, taki współczujący, taki musi być pełen wewnętrznego pokoju!

No na pierwszy rzut oka to tak by się to wydawało i mocno mnie inspirowało, jednak czułem niepokój. Wyrzucałem sobie, mówiłem – czego od niej/niego chcesz! Przecież zajmuje się duchowością! Nie wystarczy ci to?

I co się okazało? Co pokazali niektórzy tak Uduchowieni ?

Okazało się, że mieli wiedzę, mieli umiejętności, ale też mieli obciążenia.

Posiadanie cechy x nie musi dawać cechy y. Taaa.. innymi słowy zło i dobro mogą koegzystować w człowieku. [mówiąc najprościej]

I stąd tak duża na świecie niewiara w dobro, tak duże wątpliwości co do szczerości intencji. Kiedyś naiwnie się takim wątpliwościom przeciwstawiałem, teraz je rozumiem.

Tyle pokrzywdzonych dzieci pod hasłem „mamusia wie dobrze, co jest dla ciebie najlepsze” i robi dziecku zaraz krzywdę. Stąd tyle zawiedzionych miłości, przyjaźni. Tyle rozwodów w parach, które miały naprawdę duże nadzieje na szczęście.

Z tego powodu nie wierzę deklaracjom [na miarę moich możliwości]. Próbuję dociekać, badać, odkrywać. I co najciekawsze – udaje się oddzielić ziarno od plew! Udaje się odkrywać, co takiego jest w ludziach, co przeszkadza w cieszeniu się życiem. Można wręcz zbadać, co dany człowiek nosi ze sobą, a co nie pozwala mu na udane relacje z innymi.

Możliwe jest mielenie ozorem o miłości i jednoczesne atakowanie ludzi na poziomach niewidzialnych. Czasami zresztą nie ze złej woli. Jak się będziesz mogła/mógł dowiedzieć, niekorzystne działania mogą być bardzo sprytnie poukrywane. I to też nieintencjonalnie. Gdy zobaczysz, jak wiele „wytczek” ma zło, to pewnie zobaczysz, że ludzie bardzo przez nie cierpią. I to także ci, którym niby to zło ma „pomagać”..

Na szczęście nie cały świat jest przeżarty złem, nie, nie. Na poniższych stronach zobaczysz, że wyróżniam zupełnie konkretne, szczegółowe przypadki, konkretnie opisywalne stany i zachowania. Owszem, wiele osób ma obciążenia, ale wiele również ich nie ma! Nie popadajmy w paranoję. Dla własnego dobra – bądźmy mądrzy.

„Obciążenia duchowe” są istotnie związane ze światem niewidzialnym. Starożytni Chińczycy określali strefy niewidzialne, psychiczne, jako „niebo”. Dla nas to niebo nieco się przybliżyło, jednakże nadal wiele, wiele osób uważa, że tylko to, co widać jest realne. Niestety, wiele jest realnych spraw w psychice. W nauce o zarządzaniu firmami psychologia odgrywa jedną z głównych ról. A więc – tam, gdzie trzeba, ludzie doceniają „niebo”, czy też uznają istnienie sfer niewidzialnych. Jednakże nie robią tego dla dobra rozpoznania duchowego, a z przyczyn iście pragmatycznych czy merkantylnych. Mogą więc działać w sferach duchowych nie zdając sobie z tego sprawy, a także nie mając ochoty czasami aby widzieć, co istotnie w tych sferach dokonują. Często są jak słoń w składzie porcelany.

Tzw. „zwykli ludzie”, którzy nic nie wiedzą o duchowości, rozwoju duchowym mogą mieć potężne obciążenia duchowe, nie zdając sobie zupełnie o nich sprawy. Nie trzeba zupełnie się interesować duchowością, aby mieć takie obciążenia, podobnie jak nic nie trzeba wiedzieć o przewodzie pokarmowym, żeby jeść i trawić pożywienie.

Stąd obciążenia duchowe są częstsze niż się wydaje.

Inną sprawą jest zróżnicowanie intensywności owych obciążeń: skala jest bardzo szeroka, od bardzo niewielkich, aż do bardzo dużych. Opis jakościowy generalnie jest dla wszystkich podobny, jedynie rozpatrując różne intensywności obciążeń trzeba brać pod uwagę to, że nie wszyscy muszą mieć wszystko i w równym stopniu.

Advertisements

3 komentarze (+add yours?)

  1. Bjarka
    Lu 19, 2010 @ 05:59:44

    Witam drogi Andrzeju.

    Od jakiegoś czasu poczytuję Twoją stronę i muszę przyznać, że naprawdę pobudza ona do głębokich przemyśleń. Bardzo się cieszę, że napisałeś tutaj trochę więcej o sobie i swoim sposobie na odnajdywanie drogi duchowej w życiu. Zgadzam się z Tobą w pełni, że jest to jak najbardziej indywidualna ścieżka. Zauważyłam również, że starasz się uciekać od mentorstwa i zostawiać wszystkie teksty do własnej interpretacji czytelnika. Jest to również bardzo cenna cecha.

    Wydaje mi się, że tak jak ja, jesteś osobą odrobinę sceptyczną wobec nauk „wielkich mistrzów”. Z każdej nauki należy wyciągnąć coś dla siebie, ale nie należy projekcji czyjegoś umysłu traktować w 100% bezkrytycznie. Natomiast wierzę w to, że ludzie dzieląc się swoimi spostrzeżeniami są w stanie odnaleźć jakąś w miarę obiektywną prawdę o świecie.

    W każdym razie- po przeanalizowaniu większości tekstów pojawiło się we mnie niepokojące odczucie. Wydaje mi się, że w dzisiejszym świecie nie ma miejsca dla kobiet. Dlatego chciałam poruszyć tutaj ten temat.

    Dzisiejszy świat jest Yang

    To, że nasza rzeczywistość jest podzielona na dwa przeciwstawne bieguny jest dla nas oczywiste. Co do tego nie muszą się sprzeczać ani ludzie zajmujący się duchowością, ani naukowcy- światło i ciemność, miłość i strach, gwiazda czy czarna dziura, wysokie czy niskie ciśnienie, kobieta i mężczyzna. Nie mamy żadnych wątpliwości, że napięcie między tymi biegunami tworzy ruch we wszechświecie.

    Większość również się ze mną zgodzi, jeśli powiem, że światem żądzą mężczyźni. Natomiast nie wyobrażamy sobie chyba do końca ogromu tej dominacji. Żeby to zobrazować postawię na przeciwnych szalach pewne tendencje w architekturze. Można spokojnie uprościć, że niemal cała ludzkość zasklepiła się w konstruowaniu budynków korzystając głównie z siły ciężkości. Cegła jest stawiana na cegle, a cały budynek pnie się w górę. Natomiast istnieje zupełnie inny sposób wznoszenia budowli, oparty na wykorzystaniu sił sprężystości- siły sumują się tworząc przestrzenne układy, przykładem jest kopuła geodezyjna. Zauważył to po raz pierwszy Buckminster Fuller tworząc nowy nurt w architekturze- tensegrity (zapraszam do poczytania w Wikipedii). Oczywiście łatwo zrozumieć kontrast- wielkie pionowe budynki rosnące w górę, postawione na stabilnej podstawie versus niskie kopuły korzystające z wielu sumujących się sił, czyli yang i yin. A teraz wystarczy się obejrzeć dookoła- na wzrastające coraz wyżej w niebo wieżowce, drapacze chmur, cały świat w „betonowych posągach ku czci yang”, a kopuły pewnie nawet nikt nie widział.

    Posunę się jeszcze dalej w swoich rozważaniach. Moim zdaniem większość religii i ścieżek duchowych jest również yang. Pomyślmy chwilę, czyje nauki mają największy wpływ na kształtowanie duchowości ludzkości: Jezus, Budda, Konfucjusz, Mahomet, Laozi itp. Większość wielkich nauczycieli to mężczyźni. Droga do oświecenia wytyczona przez mężczyzn, droga w górę, droga do nieba, indywidualna i najczęściej samotna. I tutaj jako produkt uboczny pojawia się to, co razi również Ciebie Andrzeju. Jak napisałeś: „W działaniach ezoterycznych jednak często liczy się bieżący efekt, bez oglądania się na to, jakie efekty to da w losie człowieka czy jego bliskich”, czyli zawarty w duchowej ścieżce yang egoizm.

    To co z tymi kobietami?

    Według ksiąg tantrycznych nasza epoka jest schyłkiem Wieku Ciemności, okresu charakteryzującego się uciskiem sił żeńskich. Bogini Sakti, uosobienie kobiecości zapada w sen trwający ponad dwa tysiące lat i ma się przebudzić już wkrótce.

    Jaka jest naprawdę natura kobiety? Co ciekawe, najczęściej na to pytanie starają się odpowiedzieć mężczyźni. Co mówią na ten temat nasi wielcy mistrzowie yang? Zauważyli np. że my jesteśmy bardziej uziemione i związane z ciałem. Punkt dla nich. Jest to całkiem oczywiste. Kobieta jako istota bardziej intuicyjna, wydająca na świat dzieci, wpisana w „kalendarz księżycowy” swoim rytmem hormonalnym jest mocno związana ze swoją cielesnością i rytmem przyrody. Czy to jednak oznacza, że mężczyzna powinien o sobie myśleć, że jest bliżej Boga i nieba niż kobieta, bo bardziej odrzuca swoją cielesność i sprawy ducha wznosi ponad nią? Tutaj właśnie znajduje się największa pułapka. Zacytuje Łazariewa: „Uduchowienie – to, co tak dobrze działa na wychodzenie z chorób – u mężczyzny jest o wiele lepiej rozwinięte”. Czy aby na pewno? Skoro uduchowienie mężczyzny tak wspaniale działa na wszelkie jego choroby, to dlaczego kobiety żyją dłużej? Dlaczego kobiety częściej się leczą i mają większą świadomość swoich chorób?

    Potrzeba globalnych zmian

    Zarówno Eckhart Tolle, o którym jest tu często mowa, jak i wielu innych myślicieli oraz nawet zwykłych ludzi wskazuje na potrzebę pewnych zmian w naszej globalnej świadomości. Mamy przeczucie, że coś się wydarzy, że karta się dla nas odwraca. Kultura zachodu, krwiopijczy kapitalizm, wielkie korporacje, masowa konsumpcja, poprawność polityczna, teorie spiskowe, to wszystko staje się skisłe i stęchłe oraz przyprawia o mdłości. Jeśli zatem ma się dokonać jakaś ogromna zmiana ludzkiej świadomości na skalę światową, to w jaki sposób? Czy ktoś wie, jak zatrzymać rozpędzoną maszynę z wyżej wymienionych „cnót” XXI wieku? Czasami mam wrażenie, że my wszyscy kotłujemy się jak zupa w garnku i jeśli tylko, ktoś próbuje się wyłamać, reszta za wszelką cenę próbuje go ściągnąć do swojego poziomu. Odwołując się do tego, co napisał Krzysztof Ryniec o poziomach świadomości perspektywę mamy dosyć marną- dusze stare, doświadczone to zaledwie 5% ogólnej populacji. Jak zatem ma się odbyć awansowanie ludzkości na wyższy poziom?

    Wyobraźmy sobie, że faktycznie ludzkość jest jak woda w rondlu. Zakładamy, że wszyscy tkwimy w jakimś stanie myślowym tak jak w stanie skupienia i dążymy do tego, żeby go zmienić. Oświecenie zatem możemy sobie przyrównać do zamiany wody z cieczy w gaz, czyli parę wodną. Zagłębiając się w fizyczną istotę tego procesu możemy powiedzieć, że póki co, ludzkość osiąga oświecenie poprzez parowanie- pojedyncze cząsteczki odrywają się z powierzchni cieczy by stać się parą wodną. Szybkość takiego zjawiska to jakieś kilka procent na kilkaset lat. A co zrobić, żeby proces przyspieszyć? Postawić rondel na gazie i doprowadzić do wrzenia. Istota tego zjawiska polega na tym, że przebiega równomiernie w całej objętości cieczy, a nie tylko na powierzchni. Dla mnie to znowu jest yang (parowanie) versus yin(wrzenie). Indywidualna ścieżka versus kolektywne działanie.

    Kobieta i krokodyle

    Zabrnijmy zatem jeszcze dalej. Według mnie pierwiastek żeński w naszej cywilizacji jest jeszcze bardzo mocno nieuświadomiony, można powiedzieć- nierozwinięty. Nie ma co za to winić kobiet. One same nie znają jeszcze swoich własnych możliwości. Kobiety starające się rozwijać duchowo najbardziej się kojarzą się z tzw. „wróżkami”, uzdrowicielkami, opiekunkami, lekarkami, itp. Działają w swoim naturalnym rejonie- cielesność, związek z naturą i cyklami (np. horoskopy), opiekowanie się słabszymi. Są to jednak działania nadal nieśmiałe a nawet wywołujące strach- u obu płci (palenie na stosie czarownic). Natomiast to, w jaki sposób mężczyzna próbuje obserwować i opisywać kobiecość porównam do obserwowania Marsa- odbywa się to głownie przez teleskop, a największym osiągnięciem jest wysłanie na niego sondy…

    Rozpatrzmy zatem temat krokodyli z perspektywy globalnego niedorozwoju energii kobiecej. Nie mam doświadczenia w opisywaniu stanu energetycznego człowieka, jednak od zawsze intuicyjnie wyczuwałam obecność istnienia zaburzenia opisywanego przez Ciebie Andrzeju jako krokodyle. Wcześniej kojarzyłam je z psychologią i cechami psychopatycznymi, czyli: nieuświadomionym brakiem empatii, dążeniem po trupach do celu z silnym przekonaniem, że tak postępują wszyscy, bezkompromisowością, umiejętnością manipulacji itp. Są to jednak tylko objawy krokodyla.

    Rozumiem to tak, że krokodyl to byt, zdarza się, że wysoko rozwinięty, który podpina się pod jakiegoś żywiciela, który mu dostarcza energii w zamian za pewne „nadludzkie” cechy. Krokodyl potrzebuje energii z powodu braku własnego ciała. Metaforycznie wygląda to tak, jakbyśmy mieli jeden sprawny, zatankowany samochód z kierowcą i drugi za nim na holu (temu drugiemu brakuje paliwa). Mam takie wrażenie, że nasza zachodnia cywilizacja, wręcz promuje ludzi z krokodylami- co dwie fury to nie jedna… większy szpan.

    Skąd zatem pochodzą są krokodyle i dlaczego je łączymy z naszą zachodnią kulturą- kapitalistyczną i konsumpcyjną? Czy są to byty zagubione czy złe i podstępne? Dlaczego zdecydowały się przyłączyć do żywiciela? Brakuje im paliwa, brakuje im życia, brakuje im energii, brakuje im ciała. A może brakuje im uziemionej yin? Przyłączają się tworząc w symbiozie typy super macho albo typy feministycznej bizneswoman, czy kobiety określającej się jako „wredna suka”, która nie ma nic do stracenia (typ Dody, czy Lady Gaga), są to typy wybitnie yang. Czy to się ze sobą nie łączy?

    Mam takie w sobie przekonanie, że kobiecość jest główną lekcją dla mojej i duszy w tym życiu. I co tu teraz począć? Im dalej zagłębiam się w istotę oświecenia wg większości nauczycieli duchowych, tym gorszą perspektywą to się staje. Samotność, oddzielenie duszy od ciała, oderwanie się od przyrody i cyklów, wyjałowienie seksualne. Czy to naprawdę ma tak wyglądać?

    Pozdrawiam, Bjarka

  2. Mariusz
    Gru 22, 2011 @ 22:42:27

    Boże, Andrzeju, jak to dobrze, że Ty mieszkasz tak blisko mnie i że mogę porozmawiać z Tobą nawet w realu. Teraz sobie uświadamiam – dzięki powyższemu tekstowi – jak ważne jest mówienie prawdy o swoich obciążeniach, których rzeczywiście jest dużo w Polsce, a więc m.in. DDA i DDD, krokodyle i tego typu patologie. Rzeczywiście, żyjemy tu, tak, jak sobie wybraliśmy, i z tak potężnym bagażem, że trzeba najpierw wiedzieć o tym bagażu, następnie go zgłębić (dzięki Twojej stronie o obciążeniach), a potem próbować to uwalniać i uzdrawiać.

    Dzięki Tobie, po kilku latach rozwoju duchowego, zapisałem się wreszcie na terapię dla DDA i DDD, i… nie żałuję. Bo nie ma co opowiadać o Aniołkach, gdy w podświadomości siedzi tyle [kłopotów] z dzieciństwa, który musi wreszcie ujrzeć światło dzienne i uzdrowić się.

  3. SwiatDucha
    Gru 23, 2011 @ 19:40:58

    taa.. dzięki za miłe słowa.

    Sam przeszedłem terapię dda, trwała dosyć długo, ale generalnie już jestem jakby po drugiej stronie. Nie stałem się tak dobrze funkcjonującym człowiekiem, jak to sobie wyobrażałem, ale jest zdecydowanie lepiej. Jeśli ktoś się tym zainspiruje, zauważy, że można coś zmienić na lepsze w życiu, w przeżywaniu – to znaczy, że ta witrynka spełniła swoje zadanie! 🙂

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: