Dusza jest kobietą

Komentarz:

Witam drogi Andrzeju.

Od jakiegoś czasu poczytuję Twoją stronę i muszę przyznać, że naprawdę pobudza ona do głębokich przemyśleń. Bardzo się cieszę, że napisałeś tutaj trochę więcej o sobie i swoim sposobie na odnajdywanie drogi duchowej w życiu. Zgadzam się z Tobą w pełni, że jest to jak najbardziej indywidualna ścieżka. Zauważyłam również, że starasz się uciekać od mentorstwa i zostawiać wszystkie teksty do własnej interpretacji czytelnika. Jest to również bardzo cenna cecha.

Wydaje mi się, że tak jak ja, jesteś osobą odrobinę sceptyczną wobec nauk „wielkich mistrzów”. Z każdej nauki należy wyciągnąć coś dla siebie, ale nie należy projekcji czyjegoś umysłu traktować w 100% bezkrytycznie. Natomiast wierzę w to, że ludzie dzieląc się swoimi spostrzeżeniami są w stanie odnaleźć jakąś w miarę obiektywną prawdę o świecie.

W każdym razie- po przeanalizowaniu większości tekstów pojawiło się we mnie niepokojące odczucie. Wydaje mi się, że w dzisiejszym świecie nie ma miejsca dla kobiet. Dlatego chciałam poruszyć tutaj ten temat.

Dzisiejszy świat jest Yang

To, że nasza rzeczywistość jest podzielona na dwa przeciwstawne bieguny jest dla nas oczywiste. Co do tego nie muszą się sprzeczać ani ludzie zajmujący się duchowością, ani naukowcy- światło i ciemność, miłość i strach, gwiazda czy czarna dziura, wysokie czy niskie ciśnienie, kobieta i mężczyzna. Nie mamy żadnych wątpliwości, że napięcie między tymi biegunami tworzy ruch we wszechświecie.

Większość również się ze mną zgodzi, jeśli powiem, że światem żądzą mężczyźni. Natomiast nie wyobrażamy sobie chyba do końca ogromu tej dominacji. Żeby to zobrazować postawię na przeciwnych szalach pewne tendencje w architekturze. Można spokojnie uprościć, że niemal cała ludzkość zasklepiła się w konstruowaniu budynków korzystając głównie z siły ciężkości. Cegła jest stawiana na cegle, a cały budynek pnie się w górę. Natomiast istnieje zupełnie inny sposób wznoszenia budowli, oparty na wykorzystaniu sił sprężystości- siły sumują się tworząc przestrzenne układy, przykładem jest kopuła geodezyjna. Zauważył to po raz pierwszy Buckminster Fuller tworząc nowy nurt w architekturze- tensegrity (zapraszam do poczytania w Wikipedii). Oczywiście łatwo zrozumieć kontrast- wielkie pionowe budynki rosnące w górę, postawione na stabilnej podstawie versus niskie kopuły korzystające z wielu sumujących się sił, czyli yang i yin. A teraz wystarczy się obejrzeć dookoła- na wzrastające coraz wyżej w niebo wieżowce, drapacze chmur, cały świat w „betonowych posągach ku czci yang”, a kopuły pewnie nawet nikt nie widział.

Posunę się jeszcze dalej w swoich rozważaniach. Moim zdaniem większość religii i ścieżek duchowych jest również yang. Pomyślmy chwilę, czyje nauki mają największy wpływ na kształtowanie duchowości ludzkości: Jezus, Budda, Konfucjusz, Mahomet, Laozi itp. Większość wielkich nauczycieli to mężczyźni. Droga do oświecenia wytyczona przez mężczyzn, droga w górę, droga do nieba, indywidualna i najczęściej samotna. I tutaj jako produkt uboczny pojawia się to, co razi również Ciebie Andrzeju. Jak napisałeś: „W działaniach ezoterycznych jednak często liczy się bieżący efekt, bez oglądania się na to, jakie efekty to da w losie człowieka czy jego bliskich”, czyli zawarty w duchowej ścieżce yang egoizm.

To co z tymi kobietami?

Według ksiąg tantrycznych nasza epoka jest schyłkiem Wieku Ciemności, okresu charakteryzującego się uciskiem sił żeńskich. Bogini Sakti, uosobienie kobiecości zapada w sen trwający ponad dwa tysiące lat i ma się przebudzić już wkrótce.

Jaka jest naprawdę natura kobiety? Co ciekawe, najczęściej na to pytanie starają się odpowiedzieć mężczyźni. Co mówią na ten temat nasi wielcy mistrzowie yang? Zauważyli np. że my jesteśmy bardziej uziemione i związane z ciałem. Punkt dla nich. Jest to całkiem oczywiste. Kobieta jako istota bardziej intuicyjna, wydająca na świat dzieci, wpisana w „kalendarz księżycowy” swoim rytmem hormonalnym jest mocno związana ze swoją cielesnością i rytmem przyrody. Czy to jednak oznacza, że mężczyzna powinien o sobie myśleć, że jest bliżej Boga i nieba niż kobieta, bo bardziej odrzuca swoją cielesność i sprawy ducha wznosi ponad nią? Tutaj właśnie znajduje się największa pułapka. Zacytuje Łazariewa: „Uduchowienie – to, co tak dobrze działa na wychodzenie z chorób – u mężczyzny jest o wiele lepiej rozwinięte”. Czy aby na pewno? Skoro uduchowienie mężczyzny tak wspaniale działa na wszelkie jego choroby, to dlaczego kobiety żyją dłużej? Dlaczego kobiety częściej się leczą i mają większą świadomość swoich chorób?

Potrzeba globalnych zmian

Zarówno Eckhart Tolle, o którym jest tu często mowa, jak i wielu innych myślicieli oraz nawet zwykłych ludzi wskazuje na potrzebę pewnych zmian w naszej globalnej świadomości. Mamy przeczucie, że coś się wydarzy, że karta się dla nas odwraca. Kultura zachodu, krwiopijczy kapitalizm, wielkie korporacje, masowa konsumpcja, poprawność polityczna, teorie spiskowe, to wszystko staje się skisłe i stęchłe oraz przyprawia o mdłości. Jeśli zatem ma się dokonać jakaś ogromna zmiana ludzkiej świadomości na skalę światową, to w jaki sposób? Czy ktoś wie, jak zatrzymać rozpędzoną maszynę z wyżej wymienionych „cnót” XXI wieku? Czasami mam wrażenie, że my wszyscy kotłujemy się jak zupa w garnku i jeśli tylko, ktoś próbuje się wyłamać, reszta za wszelką cenę próbuje go ściągnąć do swojego poziomu. Odwołując się do tego, co napisał Krzysztof Ryniec o poziomach świadomości perspektywę mamy dosyć marną- dusze stare, doświadczone to zaledwie 5% ogólnej populacji. Jak zatem ma się odbyć awansowanie ludzkości na wyższy poziom?

Wyobraźmy sobie, że faktycznie ludzkość jest jak woda w rondlu. Zakładamy, że wszyscy tkwimy w jakimś stanie myślowym tak jak w stanie skupienia i dążymy do tego, żeby go zmienić. Oświecenie zatem możemy sobie przyrównać do zamiany wody z cieczy w gaz, czyli parę wodną. Zagłębiając się w fizyczną istotę tego procesu możemy powiedzieć, że póki co, ludzkość osiąga oświecenie poprzez parowanie- pojedyncze cząsteczki odrywają się z powierzchni cieczy by stać się parą wodną. Szybkość takiego zjawiska to jakieś kilka procent na kilkaset lat. A co zrobić, żeby proces przyspieszyć? Postawić rondel na gazie i doprowadzić do wrzenia. Istota tego zjawiska polega na tym, że przebiega równomiernie w całej objętości cieczy, a nie tylko na powierzchni. Dla mnie to znowu jest yang (parowanie) versus yin(wrzenie). Indywidualna ścieżka versus kolektywne działanie.

Kobieta i krokodyle

Zabrnijmy zatem jeszcze dalej. Według mnie pierwiastek żeński w naszej cywilizacji jest jeszcze bardzo mocno nieuświadomiony, można powiedzieć- nierozwinięty. Nie ma co za to winić kobiet. One same nie znają jeszcze swoich własnych możliwości. Kobiety starające się rozwijać duchowo najbardziej się kojarzą się z tzw. „wróżkami”, uzdrowicielkami, opiekunkami, lekarkami, itp. Działają w swoim naturalnym rejonie- cielesność, związek z naturą i cyklami (np. horoskopy), opiekowanie się słabszymi. Są to jednak działania nadal nieśmiałe a nawet wywołujące strach- u obu płci (palenie na stosie czarownic). Natomiast to, w jaki sposób mężczyzna próbuje obserwować i opisywać kobiecość porównam do obserwowania Marsa- odbywa się to głownie przez teleskop, a największym osiągnięciem jest wysłanie na niego sondy…

Rozpatrzmy zatem temat krokodyli z perspektywy globalnego niedorozwoju energii kobiecej. Nie mam doświadczenia w opisywaniu stanu energetycznego człowieka, jednak od zawsze intuicyjnie wyczuwałam obecność istnienia zaburzenia opisywanego przez Ciebie Andrzeju jako krokodyle. Wcześniej kojarzyłam je z psychologią i cechami psychopatycznymi, czyli: nieuświadomionym brakiem empatii, dążeniem po trupach do celu z silnym przekonaniem, że tak postępują wszyscy, bezkompromisowością, umiejętnością manipulacji itp. Są to jednak tylko objawy krokodyla.

Rozumiem to tak, że krokodyl to byt, zdarza się, że wysoko rozwinięty, który podpina się pod jakiegoś żywiciela, który mu dostarcza energii w zamian za pewne „nadludzkie” cechy. Krokodyl potrzebuje energii z powodu braku własnego ciała. Metaforycznie wygląda to tak, jakbyśmy mieli jeden sprawny, zatankowany samochód z kierowcą i drugi za nim na holu (temu drugiemu brakuje paliwa). Mam takie wrażenie, że nasza zachodnia cywilizacja, wręcz promuje ludzi z krokodylami- co dwie fury to nie jedna… większy szpan.

Skąd zatem pochodzą są krokodyle i dlaczego je łączymy z naszą zachodnią kulturą- kapitalistyczną i konsumpcyjną? Czy są to byty zagubione czy złe i podstępne? Dlaczego zdecydowały się przyłączyć do żywiciela? Brakuje im paliwa, brakuje im życia, brakuje im energii, brakuje im ciała. A może brakuje im uziemionej yin? Przyłączają się tworząc w symbiozie typy super macho albo typy feministycznej bizneswoman, czy kobiety określającej się jako „wredna suka”, która nie ma nic do stracenia (typ pewnych pań), są to typy wybitnie yang. Czy to się ze sobą nie łączy?

Mam takie w sobie przekonanie, że kobiecość jest główną lekcją dla mojej i duszy w tym życiu. I co tu teraz począć? Im dalej zagłębiam się w istotę oświecenia wg większości nauczycieli duchowych, tym gorszą perspektywą to się staje. Samotność, oddzielenie duszy od ciała, oderwanie się od przyrody i cyklów, wyjałowienie seksualne. Czy to naprawdę ma tak wyglądać?

Pozdrawiam, Bjarka

Ten komentarz pochodzi ze strony [link]

***

Odpowiedź na komentarz:

Z tego zrodził mi się tytuł dla odpowiedzi:

Dusza jest kobietą

Bjarka,
Dzięki za miłe słowa.

Ciekawe przemyślenia na temat kobiecości..

Trochę mnie podeszłaś z flanki poddając to cacuszko techniki – Supersam. Jestem inżynierem z wykształcenia i takie rzeczy cieszą mnie, że są. Konstrukcja tego dachu nieco przypomina odciągi zwane wantami na jachcie, jednym słowem jest to bardzo eleganckie rozwiązanie.

Kopuł istotnie nie buduje się ostatnio wiele. Ale buduje się w ogóle [np. na Ursynowie, na Bażantarni, jest cudowne dwie kopuły z energią subtelną zstępującą z nieba. Warto pomedytować w środku.

Myślę, że trochę Cię gniewa stawianie tak ogromnej ilości betonu w tak wysokich paczkach. Rozumiem, masz niezgodę. Ale czy jesteś w stanie coś efektywnie, realnie zrobić, żeby tak nie było? Można się nie zgadzać z deszczem, ale czy nie lepiej się schować, nie przemoknąć i nie przemarznąć? Kto Cię ochroni, jeśli sama nie bedziesz chciała chronić siebie i swoich energii?

Ja przeszedłem w ostatnim roku duży proces związany z moją niezgodą na świat, na to jak się ludzie zachowują.. Oj, czasami było naprawdę ostro, mocny gniew czułem. Ale powoli sobie tłumaczyłem, tak jak moje odkrycia wskazują, i powoli wnętrze się uspokajało – bo miało argumenty.

Po przeczytaniu Twojego tekstu, jednak chyba mam pozytywne nowiny. Na temat yin.

Jeśli mówi się, że mężczyzna rządzi, a kobieta kręci głową [jego], to dotyczy to także subtelnej konstrukcji istoty ludzkiej. Ponieważ Dusza jest kobietą. Dusza jest yin. I Dusza jest istotnie potężna. Wiele osób nie ma tego świadomości, nie chce się przyznać, że „ktoś” może tak wpływać na ich życie. Natomiast Dusza ogromnie wpływa na życie. Bez względu na to, co się o tym mówi, czy też nie. Bez względu na to, czy to widać, czy też ktoś tego nie widzi. Stąd na świecie jest więcej yin niż się sądzi, niż widać.

Dusza jest istotna. Bez wsparcia Duszy osobowość [„ja” z jednego wcielenia] nie miałoby większej możliwości życia. Można to zaobserwować na osobach, których Dusza się wycofała z życia, np. przed śmiercią. Taka osoba jest podobna roślince, która tylko czeka na swój czas. Dusza daje ogromny napęd do życia.

Idąc za Twoim architektonicznym przykładem, inne spojrzenie [wg tensegrity] można porównać do spojrzenia wg. ezoteryki, gdzie widzimy nie tylko powierzchnię działań, ale i poszczególne głębsze, subtelne ciała. I dopiero wtedy zauważamy tą misterną budowę. Są tam zarówno elementy ściskane, jak i rozciągane. I są w harmonii. Dynamicznej harmonii, która jest zwana życiem.

Desiderata Maxa Ehrmana powiada:

„Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż gwiazdy i drzewa masz prawo być tutaj i czy to jest dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jaki być powinien.

Tak więc bądź w pokoju z Bogiem cokolwiek myślisz o jego istnieniu i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia: w zgiełku ulicznym, zamęcie życia zachowaj pokój ze swą duszą. ”

Wszechświat jest taki, jaki być powinien.

To nie jest łatwo przełknąć, zwłaszcza jeśli się ma jakąś dużą niezgodę..

Jeśli mężczyźni rządzą światem, to kobiety również mają ogrom dominacji.. natomiast w innej sferze.
Świat urządzony jest bowiem antysymetrycznie f(x) = -f(-x), jest yin i jest yang, ale nie są sobie równe, natomiast są dopełniające się. I to nie jest błąd. Wydawało by się, że powinna być symetria. Wtedy dwie strony by miały podobne sprawy w podobnych miejscach. A tu nie.

Jeśli mamy umysł wykształcony zgodnie z kulturą, to najpewniej będzie on zazdrościł tym, którzy w owej kulturze najwięcej znaczą. Stąd może pochodzić właśnie to przekonanie, że kobiety tak dużo utraciły. Przez kulturę tak dużo wszyscy utracili. Zwłaszcza pierwiastka yin. To jeden typ spojrzenia.

Harmonia, balans dzisiejszy nie musi być tym samym balansem co 100, 400, 1000 lat temu. Dlaczego? Ponieważ nasza harmonia jest ruchoma, dynamiczna. Wg Eckharta Tolle i tak się ona bilansuje w chwili obecnej, gdzie czeka na nas niespodzianka.

Co więcej, w obecnych czasach równowaga yin yang może niemal wydawać się zaprzeczeniem tej równowagi sprzed kilku wieków. Czy zatem mamy wcielać w życie pomysł na harmonię sprzed 400lat, czy ten, zrozumiany na bieżąco? Który się sprawdzi? Czy ten z naszych marzeń, albo z marzeń naszych prababek, czy też ten, który czeka tuż za progiem?

Tak więc, jeśli mężczyźni stają się bardziej yin, a kobiety bardziej yang, może tak to ma być? Przy wzrastającej świadomości pojedyncza osoba staje się sama bardziej kompletna – i tak to może właśnie wyglądać.

Przykład jak się definiuje pewna pani:

„Jestem przede wszystkim mamą, potem kobietą, żoną, gospodynią, córką, siostrą, ciocią, kuzynką, koleżanką, znajomą…”
Definiuje się nie przez osiągnięcia a przez relacje.

**

Co do religii. Istotnie religie są również yang. Natomiast moja ulubiona jest yin – taoizm. Yang ogromnie gestykuluje, wręcz wrzeszczy. Ale czy musi to odciągać nas od życia po swojemu? Moim ulubionym programem telewizyjnym zawiaduje czerwony guzik na pilocie. Dlatego raczej się wyciszam – i na tym zyskuję. Jeśli docenić własne wnętrze, to istotnie można się poczuć bardziej wartościowym.

Na razie co prawda mieszkam w mieście [yang], ale cel mam – wieś [yin], żeby kiedyś tam zamieszkać. Mamy naprawdę sporo do powiedzenia we własnym życiu.

**
Dochodzenie do yin we własnym życiu myślę, że zbieżne jest również z przejściem na stronę bez kultury, albo lepiej poza kulturą.

Jeśli nie wybierzemy jang [kultury], trudno może być żyć wg standardów kulturowych.

Bo i kultura jest yang. Niemniej, można się odczepić od kultury i nadal żyć!

Pytanie wg metody Sedona:

Czuję zależność od kultury.
..
Czy mógłbyś pozwolić sobie na odejście poczucia zależności od kultury?

Czy mogłabyś pozwolić sobie na odejście poczucia zależności od cywilizowanego świata?

Czy mógłbyś pozwolić sobie na odejście poczucia zależności od samochodów?

Czy mogłabyś pozwolić sobie na odejście poczucia zależności od komórki?

itd.

Czy potrafię sobie wyobrazić życie poza obszarem kulturowym?
[może być to w miarę komfortowe, ale nie będzie prestiżu, nie będzie podziwu sąsiadów i sąsiadek.. ]

te pytania dają konkretne przeżycia, kierują ku ku rozdrożom życiowym. To są pytania do pracy nad sobą, gdy Dusza jest już na tyle dojrzała, że ma dosyć ..

Jak bowiem posiadać full-time corporate work [pracę pełnopłatną, prestiżową] i marzyć o yin.. i nie zwariować?
Bo można obie rzeczy utrzymywać w umyśle, ale są one sprzeczne ze sobą. A więc pojawić się może pomieszanie.

Mam wrażenie, że chyba oczekujesz, że cywilizacja się zmieni? „Na lepsze” ;-)))

Cywilizacja jest yang i będzie i nie mamy na to rady. Rozwój materialny jest yang.
Jak oczekiwać od cywilizacji, że stanie się przyjazna pierwiastkowi yin? Podobnie jak oczekiwać, że mężczyźni zaczną rodzić dzieci? To też raczej nienaturalne.

Chęć zmiany wszystkiego wokoło zaprowadziła twórcę metody Sedona Lestera Levensona na skraj śmierci. Można sobie poczytać o jego historii. Ciekawa, jak dla mnie.

Zmiana tej postawy na akceptację doprowadziła go do długoletniego, spełnionego życia. Doszedł do dużej akceptacji i oczyszczenia emocji, uczuć.

Dusza jak koń – chce chodzić, biegać. Natomiast to od nas zależy, czy damy jej żyć po żyznych pastwiskach żywotności duchowej czy po nieużytkach i po pustyni egoistycznie osiąganych celów np. w pracy. Pojawia się pytanie: Jak zaś zrobić, żeby nasza Dusza zapragnęła żyć w harmonii? I żeby sobie wykreowała [i nam też] takie życie?

Efekty bieżące, które ludzi przyciągają do rozwoju duchowego niestety są mocno zbieżne z „osiąganiem sukcesu” typu yang, natomiast cała ścieżka duchowa jest typu yin-yang, jest harmonią pomiędzy zasadami. Tak to widzę.

**
o Łazariewie

Pytasz, czemu mimo przekonania Łazariewa to kobiety dłużej żyją i lepiej dbają o siebie?
Ponieważ kobiety do tego przywiązują wagę.
Kobieta, jak i mężczyzna przeżywają doświadczenia życia na wielu płaszczyznach, na wielu ciałach subtelnych.

Natomiast różnią się poziomami „wyciągania wniosków” z owych doświadczeń.

Kobiety wyciągają wnioski na poziomie odczuciowym: „czy to, co przeżywam, to dobrze czuję, czy mam pozytywne odczucia?” Jest to poziom niskiego ciała – witalnego, fizycznego.

Mężczyźni zaś na myślowym: „czy to, co przeżywam, mogę zakwalifikować wg moich przemyśleń jako pozytywne?” Jest to poziom ciała wysokiego – mentalnego, przyczynowego.

To są skrajnie różne sposoby przeżywania. Naprawdę dziwię się, że to wszystko jeszcze się trzyma. Chyba za sprawą potężnego impulsu instynktu przetrwania gatunku: pociągu seksualnego i pragnienia posiadania dzieci.
To są elementy nie do dyskusji: przeciętnego mężczyznę nie odwiedzie od pragnień seksu, a kobietę nie odwiedzie od pragnienia posiadania dziecka.
Rozmowa o tym jest tabu, ponieważ pokazuje nas jako zwierzęta.

Mężczyzna jest bliżej wyższych ciał subtelnych swoim instynktem, nie ma na to wpływu. Podobnie kobieta ku fizyczności dąży nie za sprawą wyboru, a instynktu.

Stąd więc kobieta może zarówno naruszać etykę, nie zdając sobie z tego sprawy, jak i być bardziej żywotna [będąc bliżej fizyczności, będąc nią o wiele bardziej zainteresowana]. Podobnie mężczyzna spokojnie może naruszać zasady np. higieny, zasady relacji z ludźmi, nie dbać o swoje mieszkanie, ubranie itp.

Podobnie, jak mężczyznom może się nie podobać postawa kobiet, tak i kobietom może się nie podobać postawa mężczyzn. Moim ulubionym przykładem jest [cytat]: jak reaguje kobieta widząc leżącego na kanapie mężczyznę?
to akurat do sprawdzenia, popytania, jakie emocje wówczas się nasuwają tej pani?

Nie ma czegoś takiego jak „demoniczna kobieta z natury” chociaż inkwizycja chciała tak to traktować. To yang religia tak patrzyła na to, bardzo bezwzględnie.

Tak więc myślę, że te pozytywne efekty fizyczne u kobiet, które przywołujesz są znaczące, natomiast nic niemalże nie mówią, czy owa pani zachowuje się etycznie. Bo sama może dobrze sobie żyć, a cierpieć za nią może mąż lub dzieci. Kobiety niespecjalnie zresztą chyba się przejmują się jakimiś „przekroczeniami etyki” – trzeba było tak i tak zrobić, i tyle – tak wiele mówi.

Wiele pań jest mocno bezwzględnych, stanowczych i niecierpiących sprzeciwu. [bez względu na niegdysiejsze moje naiwne przekonania, że są to anioły chodzące 😉 – owszem, ładnie wyglądają, ale z charakteru to już anioła nie przypominają]

Kilka tygodni temu w hipermarkecie trzy-czterolatka tak wrzasnęła na swego tatę, jak on chciał, aby poszła tam, gdzie akurat nie chciała, że ten przymknął się i poszedł za „małą księżniczką” w inną alejkę. Księżniczką w bardzo dużym cudzysłowie. Raczej była to mała tyranka. Nie przewiduję, żeby się zmieniła z temperamentu.
Tak więc bez idealizacji – yin bywa bezwzględne.

Generalnie kłopoty mają zarówno kobiety jak i mężczyźni i statystycznie chyba raczej po równo.
Nie są to jednak takie same kłopoty. Jeśli kobiety sobie nawykowo lepiej radzą z ciałem i fizycznością, to mają kłopoty z etyką. Jeśli mężczyźni sobie z myśleniem i wnioskowaniem nawykowo lepiej radzą, to mają kłopoty z fizycznością.

Nie są to jednak takie same kłopoty, i dlatego – przy dobrej woli – kobieta i mężczyzna mogą sobie pomagać.
Myślę, że TO, pomoc wzajemna, wsparcie wzajemne warto brać jako temat medytacji, rozważań, rozmów. I ten temat rozwijać. A co obdarzamy uwagą, wzrasta.

Dusza bywa bezwzględna [a jest silna]. Czasami ludzie nie doceniają jak silnie ich dusza może pokierować życiem, nie w ten sposób, jak by osobowość chciała. Albo skręci, gdy chcemy do przodu, albo leci do przodu z pełną mocą [jak chcemy skręcać]. Dopiero dobre poznanie Duszy, jej poruszeń, komunikacja z nią daje komfort i wsparcie w życiu od niej.

„Kultura zachodu, krwiopijczy kapitalizm, wielkie korporacje, masowa konsumpcja, poprawność polityczna, teorie spiskowe, to wszystko staje się skisłe i stęchłe oraz przyprawia o mdłości.”

Tak samo pisano o tym sto lat temu. I przypuszczam, że kapitalizm będzie za sto lat również przedmiotem bieżących sporów. Bo nie zanosi się na to, aby ludziom ucięto zachłanność, a sami jej nie oddadzą.

Nie jestem zwolennikiem ruchów grupowych. Prace grupowe dobrze sprawdzały się w czasach, gdy dusze nie były aż tak rozwinięte. Obecnie żyje wiele poszczególnych osób, które same mają tak rozwinięte ciała subtelne, tak rozwinięte, wyewoluowane dusze, jak kiedyś całe zespoły, czy wręcz zgromadzenia ludzi [np. zakony itp.] Czyli dzisiaj jeden człowiek jest w stanie zadziałać na poziomie dawnego zgromadzenia zakonnego, spółdzielni pracy, czy też narady prezesów.

Istnieje bardzo wiele dusz, zwłaszcza w USA, dla których tamten system jest prawidłowy i potrzebny. I cnoty XXI wieku będą dalej pielęgnować, ponieważ mają na nie pragnienie. Nie sposób tym duszom nagle dać coś innego do przetwarzania, zwłaszcza, że nastawiły się właśnie na te doświadczenia.

Jeśli masz pragnienie awansowania ludzkości na wyższy poziom – można zadać sobie pytanie,
czy mogłabym pozwolić temu pragnieniu odejść?
[jakie mam intencje ku temu, czemu nie kieruję tych sił ku sobie? – jak sobie pomogę, pomogę całemu światu]

Istotnie kotłujemy się, natomiast jest to bardzo dobrze zaplanowane duchowo „kotłowanie”. Dusze sobie dogrywają wzajemnie działania wg swoich intencji. Każdy osobiście ma świetną okazję do osobistego rozwoju, zgodnie z przyniesionymi intencjami, tendencjami karmicznymi i obciążeniami. Kwestią jest tylko poziom świadomości i samoświadomości. Ale i te pojawiają się niemal samorzutnie. Obecnie też mamy ogromną ilość informacji dotyczących pracy duchowej. Jeśli ktoś potrzebuje – na pewno znajdzie coś dla siebie.

a więc:
„Wszechświat jest taki, jaki być powinien.”
Posiadanie innych myśli wskazuje na jakiś poziom niewiedzy, co naprawdę się na świecie dzieje [wraz z poziomami subtelnymi]. Poznanie prawdy naprawdę oswobadza od nerwicy.

„Dla mnie [Oświecenie] to znowu jest yang (parowanie) versus yin(wrzenie). Indywidualna ścieżka versus kolektywne działanie.”

Rozumiem to inaczej, tak, że yin nie jest wrzeniem, jak piszesz. Yin jest zimne, a yang gorące, yin jest małe, yang duże. Więc wrzenie jest yang, a parowanie yin. Parowanie jest taoistyczne bardzo. Podobnie jak Oświecenie. Jest nie z tego świata. Jak więc można metodą [yang] z tego świata osiągnąć coś nie z tego świata? niemożliwe.

Natomiast Oświecenie yin jest nieuchronne, o ile nie zakłóci się poważnie tego procesu [symbiontami, czyli degradując duszę]

Po co przyśpieszać Oświecenia? Jeśli dla zmniejszenia cierpienia, to osobiście można oczyścić się z karmy i mieć komfortowe życie. A globalnie – mamy do czynienia z wolnymi istotami, wolnymi Duszami które o sobie decydują. Więc dlaczego mam im mówić co mają robić? To by było bardzo amerykańskie 😉 „my przyjeżdżamy i jako przedstawiciele wyższej cywilizacji mówimy wam jak robić hamburgery i szybciej się oświecać” 🙂

Kobieta i krokodyle

„Według mnie pierwiastek żeński w naszej cywilizacji jest jeszcze bardzo mocno nieuświadomiony, można powiedzieć- nierozwinięty.”

Mam wrażenie, że pojmujesz yin tak, jakby obecnie nie było sobą i powinno „się rozwinąć” w coś, co mi bardzo przypomina… yang.

Kultura i cywilizacja mocno reklamuje, żeby jej ulegać. Natomiast Oświecenie to także przejście poza cywilizację.

Myślę, że yin, kobiecość nie tyle jest nierozwinięta, co niedoceniona, nieszanowana. Jest, ale jest nieuszanowana. Tak jak Dusza, jest niedoceniona, pomijana i nieuszanowana, a tak podstawowa dla życia, dla rozwoju świadomości.
Jakby nie było yin, to by świat był w dysharmonii, a to nie jest możliwe, jeśli mamy ogląd świata jako pewnego obiektu dynamicznego, nie zaś statycznego, dynamicznego ale w tej dynamice zachowującego proporcje.

Przykre dla mnie jest, jak widzę młode kobiety jak nie szanują swojej żeńskości, swojej receptywności i aspirują do yang – do aktywności. Heksagram 2 Księgi przemian jest pochwałą receptywności w działaniu jej odpowiadającym – w odpowiadaniu na bodźce. Niestety, reakcja, reagowanie z wdziękiem i gracją nie jest w obecnych czasach często zauważalne. I tu znowu – generalnie, globalnie oczekiwać na aprecjację tych postaw kobiecych – po prostu szkoda czasu, nie doczekamy się. Im większa Dusza Grupowa, tym dłużej trwają jej procesy. Proces całej planety jest baaardzo powolny i trudny do zmian. Proces pojedynczej osoby – o wiele łatwiej zmienić, zwłaszcza, jeśli chodzi o siebie.

Potrzeba samemu doceniać to. Zarówno mężczyzna aby doceniał yin w kobiecie, jak i kobieta aby doceniała yin w sobie. A to trudne, zważając na rozreklamowanie yang. Zwłaszcza, że kobiety sobie bardzo dobrze radzą w sprawach ziemskich. To je przekonuje, że robią coś dobrze, będąc aktywne/yang w sprawach ziemskich. Niestety, to nadal jest yang, nie yin.

„Mam takie w sobie przekonanie, że kobiecość jest główną lekcją dla mojej i duszy w tym życiu.”

I świetnie. Tyle, że jeśli takie przyjmiesz założenie, to równocześnie warto sobie dać spokój z wieloma przekonaniami kulturowymi, cywilizacyjnymi. Bo można zwariować, chcąc zrealizować dwa sprzeczne cele. To nie przypadkiem kobiety się robią „bizneswoman”, one po prostu bezkrytycznie poddają się kulturze, cylwilizacji. Dla kobiet odejście od tego jest tym cięższe, że mają owe, wyżej wymienione mechanizmy weryfikacji „czy jestem w porządku?” oparte na odczuciach. A przecież jak któraś się odważy zejść z toru kulturowego, to OD RAZU będzie się czuła gorzej, bo np.:

– mama będzie narzekać,
– sąsiadki przestaną się odzywać,
– nie będę miała z kim o tym pogadać, ani się spotkać w pobliżu,
– będę się czuła jak dzikuska [tragedia!],
– jak mam się zachować w różnych sytuacjach?
– jak mam postępować, jak nie mam wzorca?
– jak chciałam dostatnio żyć, to mam to rzucić?
– itp.

a przynajmniej jest takie niebezpieczeństwo, że to się pojawi.

Na te wątpliwości odpowiedzią jest praca nad sobą. Bunt jest niedobrym doradcą, ponieważ, mimo pozorów, nie rozluźnia więzów z dotychczasowym systemem. Na pewno nie warto rezygnować z obecnego sposobu życia na chybcika i bez przygotowania. Jeśli nie wiesz, co i jak będziesz robić, to pracuj nad sobą [praca nad postawami, wyobrażeniami, planami, cleami], aż będziesz wiedziała.

Większość nauczycieli duchowych może podpowiadać porzucenie Duszy, ciała. „Samotność, oddzielenie duszy od ciała, oderwanie się od przyrody i cyklów, wyjałowienie seksualne.” Takich nauczycieli warto samych porzucić 😉 Poczytać u Leszka Żądło o obciążeniach duchowych, poznać je i oczyścić się z nich. Pojaśnieje w głowie.

Warto być sobie sama wierną, niezależnie od tego, jak wieki by się nie wydawał autorytet.

Nie dalej jak wczoraj przerwałem słuchanie nagrań pewnego „wielkiego gościa” – bardzo znanego w pewnym kręgu organizatora i nauczyciela praktyk oczyszczających. Czułem się coraz gorzej i gorzej, zaczęły mnie łapać napięcia, nieczyste energie, które nie schodziły za pomocą metody Sedony. Zrobiłem analizę gościowi – ma dużego krokodyla buddialnego. A ja do niego się podłączałem jak mogłem przez dobrych kilka dni. Myślałem tak: „O, jakie ciekawe nauki, może coś skorzystam, kolega mi je rekomendował, zachwalane przez wielu, tak dobrze rokują, takie super…” i .. takie przekonania doprowadziły mnie do sporego pogryzienia, bo jak się do gości przyssałem, to mnie jego symbiont łatwo gryzł, a ja w nieświadomości dalej grzązłem w słuchanie nagrań.

….

I jeszcze słów kilka o życiu wróbelka Ćwirka..

Myślę, że krokodyle dobrze rozumiesz. I istotnie cywilizacja je promuje, bo jest nimi zachwycona. Nic dziwnego, że cywilizacja promująca radzenie sobie jest zachwycona obciążeniem, które wzmaga, wspomaga radzenie sobie.

Krokodyle nie są aż tak tragicznie „złe”, jak je można postrzegać.
To byty raczej podstępne, ale nie na tyle aktywne, żeby mogły kogoś opanować bez jego woli. Wola wolna nadal jest i nic nie zapowiada, że ma się to skończyć.

Jeśli ktoś ma/dorobił się krokodyla, to było to przyjęcie, z akceptacji, z powodu oczekiwanych zysków, nie zaś napad jakiejś totalnie agresywnej gadziny.  Nadal więc odpowiedzialność zostaje, ponieważ wola takiego człowieka nie była zdeptana.

Dlaczego przychodzą? Bo tu jest energia, a ich Opiekunowie jej potrzebują, bo są poodłączani od Źródła Miłości i Boskiej Energii [jak tam kto sobie to nazywa].

„Przyłączają się tworząc w symbiozie typy super macho albo typy feministycznej bizneswoman, czy kobiety określającej się jako „wredna suka”, która nie ma nic do stracenia są to typy wybitnie yang. Czy to się ze sobą nie łączy?” Oczywiście, oba typy są właśnie wyrażeniem aktywnego krokodyla.

….

AK:

a teraz jeszcze wkleję taki tekst o sile kobiet. Ale nie pobieżny, nie po łebkach, tylko wiele tłumaczący.

Najtrudniej jest przy Kobiecie trwać…. czyli o Bestii w Kobiecie

Ocena:

2010-03-23 00:52 Komentarze: 4

Jakoś pozostanę w temacie miłości i napiszę dzisiaj o najtrudniejszym aspekcie związku dwojga ludzi. Kiedy nie wszystko się układa, kiedy pojawiają się trudności, wtedy tak naprawdę każdy związek przechodzi prawdziwy chrzest bojowy. Tu sprawdzają się naprawdę uczucia, ich siła, autentyczność składanych deklaracji.

Kiedy czyta się westchnienia Zakochanych ludzi, kiedy ludzie opowiadają jak im wspaniale jest z Ukochaną osobą, czyta się te rzewne tekściory o Wielkiej Miłości i romansach, odnosi się złudne przeświadczenie, że będąc we dwoje życie usłane jest różami. Stosując moje porównanie, podróż na szczyt, jakim jest Miłość wydaje się takim spacerkiem, czymś miłym przyjemnym i beztroskim. I kiedy pojawiają się trudności, kiedy pojawia się stres, problemy – wtedy nagle ludzie zaczynają się zastanawiać, czy to, co czuli do siebie to jest właśnie miłość.

Najsilniejsza Kobieta czy najsilniejszy Mężczyzna ma swoje chwile słabości. Są chwile, kiedy coś może w nas zaskrzypieć. Nikt nie jest wszechmocny i doskonały, chociaż można takie wrażenie sprawiać. Dlatego tak naprawdę uczucia sprawdzają się w chwilach najtrudniejszych. Nie na darmo każda przysięga małżeńska zawiera słowa „Na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie”.

Jako mężczyzna kocham przeciwności. Kiedyś zastanawiałem się, czy byłbym w stanie być z Kobietą, która chciałaby mi z życia zrobić raj. I kiedyś poznałem taką kobietę, która chciała uczynić wszystko abym czuł się doskonale. Nie musiałem robić w domu nic. Tylko dbać o jej uczucia. Nie ukrywam, że nie wytrzymałem długo i chyba po paru godzinach mnie zemdliło. Oczywiście, kiedy powiedziałem miłej Pani, że musi mi wybaczyć, ale jej potok uczuć powoduje we mnie mdłości i strach, że nie jestem w stanie jej pokochać zrozumiałem, że tak naprawdę uczucia nie rodzą się, kiedy jest cudownie. Siła uczuć sprawdza się w przeciwnościach.

Kobiety mają to do siebie, że walcząc, czasami całą siebie nastawiają na cel jaki chcą osiągnąć. I to jest całkowicie zrozumiałe, bo ich wola walki, bezwzględność jest pochodną ich instynktów – głównie najsilniejszego instynktu w przyrodzie – instynktu macierzyńskiego. Nie wiem czy ktoś z Was przeżył atak samicy zająca, kiedy chodząc po łące niechcący zbliżyliście się do jej młodych. Ja to przeżyłem. Mały zajączek zaatakował mnie z taką siłą i impetem, że nie ukrywam, iż oddaliłem się w te pędy jak najdalej od miejsca, gdzie samica broniła swoich młodych. Kobiety mają w sobie ogromne pokłady siły. Każda Kobieta ma w sobie demona, który wyzwolony jest zimny, bezwzględny, brutalny, niemający litości. Parę razy spotkałem kobiety, które poznają mnie przestrzegały mówiąc, że mają w sobie taką bestię, nad którą nie są w stanie czasami zapanować, która kąsa i sprawia, że mogą stać się wrednymi sukami. Są kobiety, które lubią na początku wystraszyć, bo chcą sobie oszczędzić czasu zabawiania palanta. Ja je doskonale rozumiem, bo wiem, że są kobiety o tak silnym instynkcie przetrwania, które już się nie patyczkują, że aż potrafią być destrukcyjne dla otoczenia.

Kiedy walczą o coś ważnego dla nich nie biorą jeńców, nie patrzą za siebie, nie interesuje ich, co inni czują. Mają przed oczami cel i do niego dążą. Jeśli jako mężczyzna jej towarzysz i tego nie potrafisz wytrzymać – polegniesz, zostaniesz podeptany a nawet rozszarpany, bo niektóre kobiety nie cierpią ślamazar. I nie jest to winą tych Kobiet, one takie po prostu są, to ich cecha jej osobowości, przejaw jej instynktu samozachowawczego. Kobieta, chociaż fizycznie może być silniejsza od swojego męskiego przeciwnika, potrafi zrobić z takim siłaczem wszystko, jeśli chodzi o jej dobro, albo dobro jej najbliższych. Nawet ukochany mężczyzna może być w takim szale obronnym albo zdobywczym uznany za przeciwnika. Ostrze jej miecza może nawet kochającemu ją mężczyźnie urżnąć głowę.

Jakże wielkim zdziwieniem dla faceta może być np. atak wściekłości kobiety, która mając swoje problemy, które chce sama rozwiązać nagle eksploduje, kiedy jej facet dostarcza jej dodatkowego problemu, czasami błahego, nic dla niej nieznaczącego. Kobieta, ma swój świat, w którym partnerem będzie tylko ten, który jej dorówna, ją przewyższy i z nią wytrzyma. I da jej radę…

Niejeden facet dostał po gębie dlatego, że zapytał się swojej kobiety, czy zrobi obiad czy nie – zapominając, że ona ma inne niż obiad problemy. Ile razy facet został wyniesiony za drzwi tylko, dlatego, że zakwękał w nieodpowiednim czasie i w nieodpowiednim miejscu. Kiedy usłyszał: „Przegiałeś” i trzask zamykających się za nią drzwi. Kiedy patrzę na pytania, jakie zadają ludzie w sieci, widzę coraz częściej, że faceci nie rozumieją kobiet. Kiedy zadaje się facetom pytanie, czemu dla kobiet najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa i co przez to rozumieją, to słuchając ich odpowiedzi ja załamuję ręce.

Co mówią? Oj, przeróżne rzeczy – mówią o tym, by być lojalnym, dbać to by miały kasę i wygody, żeby je chronić, etc. Ale kiedy się pytam np. moich kolegów – no dobrze, ale konkretnie, wtedy już zaczynają gadać głupoty.

Ja odkryłem, że Kobieta oczekuje od swojego mężczyzny przede wszystkim odporności na jej reakcje.

Wytrzymałości na jej ciężkie dni, odporności na jej fanaberie, przejmowania sterów, kiedy ona chce odpocząć, rozumienia jej potrzeb bez głupich pytań, zaufania, gdy to ona chce przejąć inicjatywę. Mądrość życiowa – ten rozum – jest przez kobiety tak bardzo poszukiwane. Może bardziej, niż serdeczne objęcie i przytuelnie, bo przecież można kotka zagłaskać na śmierć. Nie zaduszaj – wyrażają oczy niejednej kobiety patrzącej, jak jej Pan bezradnie popełnia gafę za gafą…

Tak potrzebują, takiego trwania pełnego zaufania, trwania przy kobiecie na dobre i złe. Nie mnożenie problemów, ale ich osłabiania lub wspierania ich w tej ich walce o byt. Poczucie bezpieczeństwa u kobiety to także odporność na ich furię, ich atak, ich wściekłość, którą kobiety zwykle wyżywają na najbliższym – czyli na swoim mężczyźnie. A mężczyzna musi sobie umieć z tym poradzić. Niestety u Kobiet nerwy są na wierzchu – ja to zawsze klarowałem moim kolegom. Kobiety są od nas drobniejsze, wszystko mają cieńsze i bardziej wiotkie, więc ich receptory, ich czucie jest bardziej wrażliwe. My od czasu, kiedy zaczęliśmy ponosić rany przy każdym polowaniu na mamuta, od czasu, kiedy zaczęliśmy się prać ze sobą w piaskownicy, zostaliśmy bardziej uodpornieni na uderzenia losu i przeciwności. Mamy grubszą skórę a i tak potrafimy się wyżyć na kimś, kto akurat znalazł się najbliżej. Nas przeciwności nawet potrafią podniecać, są wyzwaniem i to nas pociąga. Ale niedojrzali faceci są w jednej sprawie bezbronni – na agresję, furię, zdenerwowanie kobiety. Nie wiedzą co robić…

To, co dla nas, te drobnostki, jest czymś nieistotnym, w nieodpowiednim czasie, kiedy kobieta ma problemy a nie daj Boże nałoży się na to czas miesiączki lub owulacji lub innej burzy hormonalnej, kiedy poziom agresji i podniecenia u kobiet się zwiększa – to ze spokojnej Połowicy wychodzi Obcy – 8 pasażer Nostromo, który nas nie tylko może rozszarpać, ale i pożreć. Ot tak, bo potrzebuje wyrzucić z siebie negatywne emocje i Ty będąc najbliżej narażony jesteś na falę nieprzyjemnych zachowań. Ale nie pękaj, takie jest już życie!

Tak drogie Panie, w każdej z Was tkwi taki Obcy, który o ile wszystko gra, to sobie drzemie w Was spokojnie. Jesteście miłe, erotycznie nastawione do partnera, takie cieplutkie, uśmiechnięte i radosne. Ale jak Wami coś wstrząśnie, coś Was wkurzy, jeśli Wam w pracy coś nie pójdzie, albo ktoś bliski narobi Wam kłopotów, spowoduje, że musicie iść na wojnę – biada facetowi, który nie wie jak poradzić sobie z demonem w kobiecie. Szczególnie demonem rozłoszczonym…

Kiedy popełnicie Panowie błąd – krew spłynie po Was – Wasza krew, zostaniecie wykopani z domu, usłyszycie słowa jakich nigdy Wasze połowice by nie wypowiedziały będąc za Wami stęsknione. Talerze polecą w Waszą stronę, wióry będą sypać, będziecie zbierać rozszarpane koszule, wyrzucone wasze rzeczy przez okno, to wszystko to małe piwko w porównaniu z tym, co może kobieta zrobić w napadzie szału. W tym momencie może z Wami zerwać i co ciekawe, będzie miała rację – bo nie podołaliście jej. „Tego kwiata pół świata” – powie niejeden z Czytelników. Obyś któregoś dnia nie odkrył, że najlepsze „kwiaty” odrzuciłeś i musisz się zadowolić tym co Ci się trafiło… przypadkiem,

W takich chwilach sprawdza się czy Pan jest mężczyzną czy tylko facetem. A teraz zastanawiam się czy napisać o sposobach radzenia sobie z Kobiecym demonem. Bo z jednej strony, nie jest to łatwa sprawa – sam odkrywałem mechanizm funkcjonowania kobiecej Bestii, nie raz mi nad głową świstały talerze, martyrologii tu uskuteczniać nie będę, bo nie liczę podartych koszul, rozwalonego sprzętu, czy ran na ciele i honorze. To mnie kosztowało – to poznawanie, a teraz miałbym za friko tym się dzielić? 😉 Ok. – ja mam gest, więc podzielę się moją wiedzą pt. Jak obłaskawić Kobiecego Demona.

Po czym poznać, że demon wychodzi z kobiety. Pierwszym sygnałem jest zanik potrzeby seksu. Kiedy kobieta jest w stresie, myśli o wielu rzeczach, ale ostatnią rzeczą, o jakiej myśli to facet i seks z nim. Ja przynajmniej od razu doskonale o tym wiem. Stres obniża u kobiety potrzeby, bo organizm nastawia się na walkę i siłę kieruje tam, gdzie jest ona potrzebna. Jak walka potrwa pół roku, to pamiętajcie, że przez pół roku seksu może nie być. Nie oznacza to nic innego, że rozwiązanie Jej problemu jest dla niej najważniejsze. A Wasza chuć nie jest dla Niej w ogóle istotna. Wasze potrzeby również…

Potem kolejnym sygnałem jest pobudzenie (brak seksu plus stres powodują, że kobieta jest w stanie zwiększającego się pobudzenia emocjonalnego). Jeśli stres, jaki działa na kobietę zwiększa się, jeśli jej problemy zaczynają się mnożyć (ona wcale Panowie Wam o tym nie musi nic powiedzieć – rzadko mówi, bo przecież kobiety nie wierzą, że ktoś szczególnie samiec może je zrozumieć) Demon z kobiety wypełza i szuka tylko ofiar, którymi może się sycić.

Pierwsza rada jest taka: zrób wszystko, abyś Ty nie stał się ofiarą. „Dobra facet, ale jak to zrobić?” – zapyta się niejeden samiec czytający o tym problemie, może właśnie masujący miejsce, w które strzeliła go jego własna Kobieta. Bądź czujny, znieruchomiej, bądź dla niej po prostu tym, kim chce byś był, ale nawet jak masz problem, z którym chciałbyś się z nią podzielić, to zapomnij o nim. Trudno, niech Cię wierzyciele ścigają, trudno, niech Cię szef wywali z pracy, trudno, przerzuć się na zupki w proszku, ale na Boga, nie mów jej o swoich problemach, bo Bestia z niej wyskoczy i Cię zagryzie. Bo Ona ma swoje problemy, musi walczyć z nimi, chce to zrobić sama. Jeśli Ciebie nie chce prosić o pomoc, to nie dostarczaj jej ani pomocnej dłoni ani dobrych rad, a na pewno nie dostarczaj jej dodatkowego problemu. Bo Cię wywali za drzwi i będzie miała rację.

Furia kobieca ma swoje wahania – Górki i dołki. Musisz facet trwać czy właśnie trwa huragan, czy trafiłeś w oko cyklonu i jest chwila ciszy na morzu. Jesteś Portem Kobiety i na Boga, nie zmieniaj się w okręt cumowniczy czy holownik. Kobiety chcą załatwić swoje problemy po swojemu a nie po Twojemu. Masz trwać, masz być, masz być jej falochronem, o który jej fale mają się walić i przewalać a Ty musisz to wytrzymać. I to spokojnie, bez słowa skargi i narzekania – bo jak zaczniesz narzekać, to Jej Bestia dopadnie Twojego gardła i rozszarpie je sycąc się Twoją krwią.

„Facet, odpierniczyło Ci?” – Powie niejeden Pan.

Nie, daję radę numer dwa. Milcz i czekaj na chwilę, kiedy ona przyjdzie sama do Ciebie i zacznie mówić. Słuchaj wtedy ją uważnie. Jak w opętaniu przez demona, jej Bestia też musi odpocząć i wtedy prawdziwa Ona przychodzi do Ciebie po otuchę, wsparcie, by się wygadać, wyżalić, wyrzucić z siebie odpadki po zjedzonych, rozszarpanych idiotach, jacy pojawili się nieopatrznie na jej drodze i nie wiedzieli, że powinni zwiewać. Weź ją delikatnie za rękę, powiedz jej spokojnym głosem prawdę, że jest dzielna, daj jej energię z siebie. Bo ona jest naprawdę dzielna!

To tak jak okręt wpływa do portu po huraganie i co się wtedy robi? Odnawia się okręt, tankuje, czyści, wymienia złamane elementy poszycia na nowe i dopóki nie ma sztormu, wzmacnia się łajbę. I przygotowuje na jej kolejną podróż, gdzie za rogatkami portu może czekać już kolejny sztorm i przeciwności. Te chwile, kiedy ona do Ciebie przychodzi, milczy zmęczona, czasami zawstydzona – to chwila, gdzie możesz poklepać drzemiącą w niej bestię, by jej bestia poczuła Twój zapach i wiedziała, że Ty nie jesteś jej wrogiem. To chwila jej obłaskawienia.

Nie dopytuj się, nie proponuj niepotrzebnych rzeczy, słuchaj jej i czekaj aż Cię o coś poprosi – choćby to była tylko kawa, to Ona przyszła do Ciebie, bo Ty jesteś dla niej ostoją. Nie miej pretensji, nie mów, że to, co robiła Ciebie bolało. Powiedz jej prawdę, że poszedłbyś z nią walczyć, że rozszarpałbyś za nią tych, którzy jej robią problemy, ale wiesz, że Ona chce to zrobić sama, że ona chce zmierzyć się z przeciwnościami, sama wylizać swoje rany i doprowadzić sprawy do końca, choćby słowo koniec miało różne znaczenie.

Nie popełnij błędu i nie narzucaj jej czegoś, co Tobie się wydaje za właściwe. I nie narzekaj… Nie dawaj jej broń Boże rad, o które Cię nie prosi. Jak milczy rozmawiaj o tym, co lubi – nie o jej problemach, ale o rzeczach obojętnych – o pogodzie, o tym, że pojawiła się nowa Maszkara, że jest przecena w jej ulubionej perfumerii albo, że ktoś z polityków wpadł na nowy „genialny” pomysł. Ale nie prowokuj jej. Nie denerwuj, bądź ukojeniem, cierpliwym Przyjacielem, który nie ocenia, nie strofuje, ale wspiera. I nawet, jeśli stres trwa nadal, co może spowodować nawet to, że Twoja Ukochana Cię nie dotknie przez wiele miesięcy, bądź cierpliwy, spokojny, uśmiechnięty i gotowy na jej najmniejsze skinienie. Inaczej zostaniesz przez Bestię w Niej namierzony, jako kolejna przeszkoda do usunięcia.

Ta sytuacja, ta jej walka ją męczy. Kobieta chce pokonać swoje przeciwności, bo też ją to męczy, że ma tyle trudności. Też chciałaby już odetchnąć, przytulić się, kochać się z Tobą do utraty tchu, chciałaby byś był z niej dumny, chce skończyć tę walkę, zwyciężyć lub przegrać ale mieć ten problem, z którym się mierzy z głowy. Bo tę głowę jej zaprząta… Ale to Ty jesteś Jej oparciem i takim oparciem musisz być – jeśli nie potrafisz, to jesteś miękki i masz spadać.

Tak drogie Panie i Panowie – popatrzcie w swoją przeszłość i wiem, że przeszliście takie chwile. Zobaczcie trupy poległych facetów, jakie Panie zostawiłyście za sobą – tych facetów, którzy deklarując, że Was kochają, że zrobią wszystko, popełnili błąd i chcieli popędzić Bestie, nie dając sobie z nią rady. Nie udało im się obłaskawić jej, tej mrocznej Strony, która w Was żyje i jest czasami biorąc górę nad Wami. Panowie, wiem – te Bestie ranią, czasami rodzą w nas panikę, wściekłość, chęć odkucia się, że Was pogryzły. Czasami macie dosyć, uważacie, że nie jesteście już kobiecie potrzebni i dajecie przysłowiowej „d…y”. Ale zrozumcie też, Kobiety mają w sobie ducha walki i kiedy chcą tej walki, należy je chronić, wspierać a nie przechodzić na stronę przeciwnika. Macie chronić je , gdy walczą nawet same z sobą…

Kobiety z charakterem mają w sobie Bestię. Wielką sztuką jest obłaskawić ją, nie dać się jej pożreć. To wymaga naprawdę sztuki i wielkiej dojrzałości. Nie oszukuj się facet, możesz niechcący zostać pożarty, zjedzony i wydalony i Twoja Kobieta, nawet jak Ciebie kocha może się tym zupełnie w ogóle nie przejąć. Jeśli jesteś Jej mężczyzną – musisz umieć sobie z Bestią poradzić – a jeśli nie umiesz i miękki jesteś, pękasz? … To spadaj.

Dobranoc
Glosator

Advertisements

53 komentarze (+add yours?)

  1. Bjarka
    Lu 28, 2010 @ 01:29:45

    Trochę mi to zajęło czasu, ale odpisuję… 😉

    Bardzo mnie cieszy Twoja obszerna odpowiedź. Jeśli zaś chodzi o zawartość, to czuję się z jednej strony pocieszona, a z drugiej wydaje mi się, że nie do końca mnie zrozumiałeś.

    Odniosłeś wrażenie, że jestem zbuntowana i pragnę zmieniać i naprawiać świat i bardzo brakuje mi akceptacji. A prawda jest taka, że cały czas się bujam między jednym, a drugim.

    No tak. W zasadzie można śmiało powiedzieć, że cały świat jest dobry, jest taki jak powinien być. I nawet jeśli życie potrafi czasami wbić szpilę w samo serce, to może taki był plan. I tu stoimy po stronie bezwzględnej akceptacji. Nie gniewamy się na głód na świecie, na wojny, na bogaczy czerpiących zyski z fabryk w Chinach i nawet na krokodyle i ich żywicieli. Jak tak ma być, to niech będzie. Patrzymy sobie z boku na ludzkie ułomności. Możemy się przyglądać przyrodzie, spojrzeć na zachód słońca nad morzem, na bawiące się w parku dzieci, na zakochane pary i nawet w tym całym zgiełku pomyśleć sobie, że świat mimo wszelkich ułomności jest piękny i jest w nim dużo miłości dla wszystkich. W tym właśnie miejscu się czuje wielką jedność ze światem, świat nas kocha i my kochamy świat.

    Problem polega na tym, że jeśli się kocha wszystko, nie kocha się nic w szczególności. Pojawia się samotność.

    Mam Wenus w 6 domu (służenia i zdrowia), koniunkcję księżyca z Merkurym w domu 7 (partnerstwa i małżeństwa), a Słońce na krawędzi tych domów. Moja dusza pragnie związków i czuć się komuś potrzebna jak niczego na świecie. Problem w tym, że kontakt na poziomie czysto kulturowym mnie nie interesuje. Dusza chce więcej i bardzo mocno chce razem z kimś i dla kogoś. Jeśli piszesz, że nie widzisz sensu w grupowych działaniach, to znaczy tyle, że nie widzisz drogi, którą ja chcę iść i której właśnie szukam.

    Wydaje mi się, że wiem, gdzie się szuka akceptacji i spokoju. Nie wiem tylko gdzie mam znaleźć swoją przydatność i służbę, którą mi gwiazdy wyznaczyły. Stąd może te elementy paniki czy buntu w mojej wypowiedzi.
    (Widzisz jak to jest- uderz w stół, a nożyce się odezwą, więc skoro uderzyłeś, to mój problem może bardziej się wyłuszczył)

    Mimo wszystko jednak czuję się pocieszona, bo pomagasz mi wiele zrozumieć. Dla mnie też taoizm jest podstawą światopoglądu i większości kwestii, po przemyśleniu, przystaję na Twoją wizję świata. Koncepcja kobiecości duszy bardzo do mnie przemawia.

  2. ena
    Mar 06, 2010 @ 23:56:19

    Piękny tekst „Dusza jest kobietą” Popadłam, w miłe zadziwienie, że jest możliwe iż spostrzeżenia w nim zawarte są jakby echem moich myśli, tak pięknie spisanymi….Dzięki Bjarka.
    Może jest tak ze nie żeńskości szukamy, ze nie żeńskość jest uciskana, ale jang jest słabe i niedojrzałe? Siły jin to nie koniecznie tylko kobieta. Siła yang jest min siłą tworzącą. Ona podporządkowuje płodne chaotyczne siły jin jako „materiał” Życie daje kobieta to cecha yang, kobieta chroni życie i to też cecha yang, karmi to tez cecha yang… Wiec jak to jest? To yang w kobiecie jest ciemiężone i uciskane przez niezdyscyplinowane siły jin u mężczyzn, uzurpujące sobie prawo władzy, jak i przez własną niedojrzałość.
    Yang to życie, opieka ochrona, harmonia, mądrość i miłość, a jin nie zdyscyplinowane ( nie w harmonii z yang ) przez yang, jest przyczyną agresji, wojny, śmierci, niewoli itp.
    A jak jest w naszej cywilizacji ?
    Kobieta w swej podświadomości jest yang i dlatego rodzi dzieci, a mężczyzna jin i dlatego tworzy wojny. 🙂 I to mężczyźniane jin rządzi światem tworząc kulturę i cywilizację pełną przemocy i nazywaną rzekomo yang. Nie rządzi kultura yang, bo męskość jest niedojrzała i zdominowana przez zwodnicze podświadome siły jin u mężczyzn.
    Gdyby to była cywilizacja yang byłby prawie RAJ, brak wojen, brak głodu, pomoc, współczucie, miłość, piękno, ochrona przyrody itd. Byłoby to, o czym marzą kobiety o rozkwicie yang, choć tego tak nie nazywają…
    Mimo wszystko jest to iście szatańska sztuczka, bo przerzuca się zjawisko jin na postać kobiety z natury zewnętrznej faktycznie jin, gdy diabeł- jin siedzi w podświadomości męskiej… Rozwój trwa wg mnie i zmierza ku temu ze wielu mężczyzn odnajduje swoje yang czyli min uduchowienie prawdziwe a nie patriarchalną władze, miłość, łączenie a nie dzielnie, jak i kobiety dążą do synchronizacji jin i yang poprzez wyzwolenie się spod władzy jin narzuconej przez mężczyznę…
    Tak ze w zarysie ani mężczyzna nie jest tylko yang ani kobieta nie jest tylko jin lecz są połówkami…I żadne yang nie może być podporządkowane jin, bo wówczas świat zmierzać będzie ku śmierci, wojnom, izolacji i łzom…
    Wydaje mi się ze mimo wszystko jest jak jest i jest prawidłowo i idziemy do przodu…Myślę ze yang tak i u kobiet jak i u mężczyzn nabiera sił-dojrzewa i wyzwoli się z pod okupacji ciemnych sił jin 🙂 Będzie dobrze 🙂 Tak to widzę w zarysie. 🙂

  3. akwroclaw
    Mar 07, 2010 @ 21:07:58

    > wydaje mi się, że nie do końca mnie zrozumiałeś.

    > Odniosłeś wrażenie, że jestem zbuntowana i pragnę zmieniać i naprawiać świat i bardzo brakuje mi akceptacji. A prawda jest taka, że cały czas się bujam między jednym, a drugim.

    Masz rację Bjarka.. tak właśnie było.
    Gdzieś mi się włączyło umoralnianie.. taa.. najpewniej nieświadomie. I potraktowałem Cię tak jak piszesz, jakbyś się buntowała. Ale to w większej części był mój wymysł [i ciała bolesnego].

    Na szczęście nie zraziłaś się tym.

    ena – istotnie, opisujesz równowagę dynamiczną, w takiej żyjemy. Jeśli tak sobie to wszystko wyłuszczę do końca, to wydaje mi się to skrajnie zawiłe. Natomiast, gdy idę w stronę akceptacji świata i ludzi, i zapewnienia, że to jest tak, jak akurat być powinno – jakoś mi lżej.

    Pozdrawiam!

  4. Anonim
    Mar 09, 2010 @ 00:04:17

    Dusza, to lekka przesada, jest jednak kilka rzeczy i zjawisk, o ktorych bez wahania powiem, ze sa kobieta!

    tu jest link do opowieści pt. Planeta Małp

  5. Bjarka
    Mar 14, 2010 @ 19:55:39

    Czytałam Ena, co napisałaś i zgadzam się z Tobą w wielu kwestiach.

    Faktycznie z yin i yang jest tak, że to są dwie połówki pewnej całości. A jak wiemy, z dzieleniem na pół jest tak, że można stosować tą funkcje w nieskończoność.

    I tak skoro mamy kobietę yin, to ona będzie miała w swojej osobowości pierwiastek yang- np aspekt logicznego myślenia, kariera zawodowa i yin- wychowanie dzieci, emocjonalność (i tak nasze yin podzieliliśmy na dwa- yin i yang). Z kolei jej emocjonalność, która ogólnie jest znowu yin, może mieć aspekt yang- emocje uświadomione i yin- podświadome wpływy (i znowu dzielimy na dwa). Dalej (tu dla odmiany) emocje uświadomione yang mogą być albo werbalizowane, udostępniane światu- yang, albo mogą być niewerbalizowane, ukrywane świadomie- yin. I tym sposobem możemy tak sobie yin-yangować w nieskończoność 😀

    A tak generalnie, jak dla mnie, we Wszechświecie chodzi o RUCH, o dynamikę miezy tymi dwoma biegunami.

    Jeśli pisałam ogólnie o polaryzacji kobiety i mężczyzny, to chodziło mi najbardziej o aspekt społeczno-przyrodniczy, który nakłada się na duchowość. Zgadzam się Ena z tym, że obydwie płcie rozwijają na polu umysłowym, duchowym zarówno pierwiastki yin, jak i yang. Jednak, jeśli weźmiemy pod uwagę sferę przyrodniczo-fizjologiczną, to w zasadzie ona jest najbardziej spolaryzowana. Zresztą wydaje mi się, że to właśnie nasza cielesność wyznacza nam granice bytowania TU i TERAZ.

    Jako kobieta czuję się trochę zagubiona w obecnych czasach. Posiadam wykształcenie, radzę sobie dobrze intelektualnie, potrafię wyrażać swoje emocje i staram się tworzyć trwałe i czyste relacje z ludźmi, a mimo to, nie potrafię odnaleźć swojej kobiecej roli, jaką dyktuje mi moja cielesność.

    Czy powinnam robić karierę, czy zamknąć się w domu z gromadką dzieci? A dlaczego nie mogę robić obydwu tych rzeczy? I to jest to, o czym Ty piszesz Ena. Że w dzisiejszym społeczeństwie kobiety są tak samo męskie, jak i żeńskie. A co z mężczyznami? Jak wielu jest chętnych panów, którzy rzeczywiście potrafiliby robić te dwie rzeczy naraz?

    Myślę, że to gdzieś tu pojawia się problem, który objawia się spadkiem liczby małżeństw, zwiększeniem liczby rozwodów, starzeniem się naszej populacji. Może tak ma właśnie być… a może to jest jakaś lekcja do przerobienia. Partnerstwo na wysokim poziomie…

    Dla mnie indywidualny rozwój duchowy i emocjonalny, jest również elementem drogi do zdrowego partnerstwa (eh… ten mój siódmy dom…). Jak mogę komuś coś z siebie dawać i brać od kogoś cokolwiek, jeśli sama nie wiem, jakie są moje możliwości, na co mnie stać i czego pragnę? Rozwój indywidualny nie musi oznaczać rozwoju w pojedynkę.

    Dlatego właśnie tu i ówdzie poszukuję kobiecych wzorców i stąd ta dyskusja. 😉

    Pozdrawiam

  6. SwiatDucha
    Mar 16, 2010 @ 10:34:08

    „Dlaczego w rzeczowej statystyce na 10 popełnionych zbrodni 9 popełniają mężczyźni?”

    To jest opis spraw zewnętrznych. I istotnie tak jest, to są fakty. Na szczęście nie wszyscy mężczyźni popełniają zbrodnię. Jednak zważcie, że nosicielami krokodyli są przeważnie mężczyźni. Więc ci, co mają krokodyla mają spore zaplecze do robienia zbrodni.

    [wejścia mają przeważnie kobiety.]

    Natomiast czy jest TYLKO tak? Nie sądzę. Jeśliby kobiety nie „popełniały” innych „przestępstw”, to by nie było harmonii, nie byłoby równowagi.

    Przypuszczam, że kobiety nie działają tak bardzo zewnętrznie, bardziej wewnętrznie. A, że tego zwykle nie widać, nie robi się statystyk, to możesz podać tylko statystykę przestępstw zewnętrznych.

    „Jak to możliwe ze istoty rzekomo bardziej uduchowione, w kryminalnej statystyce stoją na czele???”

    Uduchowienie nie dotyczy wszystkich, nie rozkłada się po równo. Skąd taki pomysł?
    Mam wrażenie, że z ciała bolesnego. Coś może Cię boleć w związku z tą sytuacją?

    Po równo jest rozłożona uwaga mężczyzn – ku wyższym ciałom. U wielu to skutkuje intelektualizmem, u niektórych uduchowieniem.

    ” Piszesz ze kobiety wyciągają wnioski wg emocji i funkcjonują na poziomie odczuciowym a mężczyźni na mentalnym. Jednym słowem kobieta jest emocjonalną istotą a mężczyzna intelektualny. W takim męskim spojrzeniu wynika ze emocjonalność jest niżej niż intelektualizm. Czy to prawda? Czy to rzeczywiście prawda?”

    „Niżej” z Twojego zdania jest oceną. Oznaczającą „gorzej”.

    Jak dla mnie niższe ciała nie są gorsze. To tak, jakby powiedzieć, że fundamenty domu są „gorsze” niż wyższe piętra. Czy to ma sens? No raczej nie. Jeśliby potraktować fundamenty jako gorsze, to można wykonać je z o wiele gorszego materiału i .. cała budowla mogłaby paść.

    Kobiece podejście ma skierowaną uwagą „niżej”, a męskie ma skierowane uwagę „wyżej”.

    Ale ani kobiece podejście nie jest „gorsze”, ani męskie „lepsze”.

    Myślę, że obie strony się dopełniają, albo przynajmniej MOGĄ, jeśli obie strony wykażą wystarczającą pokorę. W związku mają okazję istotnie dopełniać się w życiu codziennym.

  7. SwiatDucha
    Mar 17, 2010 @ 01:28:54

    Takie rozmowy poprzez ekran nie są aż tak błahe, jak Ci się wydaje. Poruszanie ciał bolesnych ludzi następuje nagminnie w ten sposób. Jeśli nie dostrzegasz tego, możesz nie dostrzegać poruszenia, pobudzenia swego ciała subtelnego, a też i bolesnego [które jest częścią subtelnego]. Ja też próbuję jak najmniej pisać wzburzając emocje, ale tematy są b. trudne.

    Jak widzę po dniu, dwóch jak nagryzmoliłem, to się za głowę chwytam. Ale jest możliwość poprawy, ktokolwiek chce coś poprawić w poście, może. Zresztą zastanawiam się nad przeniesieniem tej dyskusji na forum jakieś.. ale póki co, piszę.

    >Upatrujesz harmonii w czynieniu “zbrodni” ?

    Istnieje zasada wyrównania, poczytaj książki Hellingera, Łazariewa. Sporo przykładów. Przepraszam, nie będę tego tłumaczył, oni świetnie piszą.

    > Zrozumiałam to zdanie tak ,ze jeśli mężczyźni popełniają przestępstwa to kobiety tez jakieś przestępstwa popełniają, bo tak wynika z harmonii …
    > Wg mnie równowaga następuje w fakcie zbrodni i ofiary.

    W moim pojęciu obie strony sobie dają po głowie. Faceci fizycznie, kobiety psychicznie.
    Ja nie mówię o kobietach-aniołach [może taką jesteś i oceniasz kobiety po sobie]. Ale jest wiele pań, którym daleko jest do „delikatności psychicznej”. Owszem, panie są ofiarami fizycznej przemocy, ale również są sprawczyniami przemocy psychicznej. I nawet sobie tego bardzo często nie uświadamiają! Mówiłem – agresję męską widać, żeńskiej nie widać.

    Poczytawszy Łazariewa [np. na moich stronach] zobaczysz, że on uznaje, że nawet poczucie urazy jest rozpatrywane jako atak psychiczny i pewnego rodzaju klątwa. A przecież uraza to jedna z mniej intensywnych i częstszych reakcji kobiet na agresję mężczyzn, czy na zachowanie mężczyzn, które nie jest agresywne, a po prostu się kobiecie nie podoba..

    Jak wiele kobiet folguje sobie i obraża się na tego, czy tamtego, bo jej się on nie podoba. Nie akceptuje go, nawet jeśli jej nie robi krzywdy.. Wiele kobiet uważa, że „to nic nie jest”, że mają prawo do obrażania tych mężczyzn, którzy im się nie podobają, nie zauważają ich, odwracają głowę, itp..

    > W takim spojrzeniu winą ofiary by było to że przepełniona jest jednorodną energią poddańczą..

    Są istotnie ludzie [często panie], które pchają sie w paszczę lwa [czytaj krokodyla], mając wzorce ofiary [do poczytania na cudownyportal.pl i u Leszka Żądło w książkach. Ale popatrz na ofiary, jak często nie mają istotnie pokory i wręcz kipią gniewem, nieprzebaczeniem, zemstą. Jeśli rozpatrujesz tylko jedno wcielenie, to to wszystko nie trzyma się logiki. Natomiast jak wiesz, że te osoby już nie pierwsze wcielenie mają takie postawy, to zaczyna mieć to sens, że przyciągnęło je w takie miejsce życiowe.

    > .. to i kobiety też MUSZĄ JAKIEŚ ZBRODNIE DOKONYWĄĆ jest karkołomne. 🙂

    nie tyle muszą, co dokonują. Gdzie tu karkołomność. Proste dążenie Dusz do wyrównania. Może zbrodnia to zbyt mocne słowo, ale bronienie kobiet dlatego, że są kobietami, to chyba uproszczenie. Podobnie nie bronię mężczyzn, którzy są agresywni. Zarówno agresja kobiet mi się nie podoba, jak i mężczyzn.

    Ale chyba nie widzisz, w czym upatruję agresję kobiet.

    http://www.psychologia-spoleczna.pl/artykuly-czytelnia-48/22-komunikacja-spoleczna/474-agresja-kobiet-w-malzenstwie.html

    „Agresja wśród kobiet jest bardzo powszechna, przybiera jednak inne formy.”
    http://facet.interia.pl/wiadomosc-dnia/news/kobiety-tez-sa-agresywne,1094954

    http://forum.gazeta.pl/forum/w,212,92720959,0,Przemoc_w_rodzinie_agresja_kobiet.html

    http://www.wprost.pl/ar/14134/Kobieta-najwiekszym-wrogiem-kobiety/

    i możnaby tak długo, warto poczytać, żeby nie idealizować kobiet.
    Wrzuć do gógla „agresja kobiet” i możesz miesiąc czytać.

    Jeśli widzisz brak agresji u kobiet, to może albo nie zauważasz, albo podstawiasz siebie.

    >Oczywiste jest tez to ze są mężczyźni uduchowieni, istnieje wielu mędrców i mistrzów, geniuszy, wspaniałych, itd lecz z tego nie można wysnuwać wniosku że są generalnie bardziej uduchowieni…niż kobiety…

    Znam kilka indyjskich guru – kobiet. I super. Ale ich duchowość jest yin, delikatniejsza, słabsza. Znam ileś pań, które istotnie są uduchowione, ale ich duchowość jest wewnętrzna, nie nauczają, nie pokazują, jak żyć, żyją same dla siebie. Tylko pochodzące spoza Ziemi mają świadomość wyższej duchowości, a nadal jest to sprawa drugoplanowa. Więc cóż je zajmuje? Zajmuje je ŻYCIE. Czyż nie jest TO właśnie także duchowość? Jest, tylko jeśli zechcesz zauważyć, jest to postawa dopełniająca do duchowości męskiej. W związku, o ile oboje będą wystarczająco pokorni, skorzystają z obu.

    Natomiast rzesze kobiet w kościołach, kościół żeńsko-katolicki, to nie duchowość a RELIGIJNOŚĆ. A to zwykle dwie różne rzeczy. Jakbyś którejś powiedziała o duchowości, to by cię torebką zdzieliła przez łeb.
    Kobiety mają duże potrzeby potwierdzania, bycia potwierdzonymi, żeby czuły się spokojnie. Skierowaną uwagę mają na niższe ciała – ciało witalne [eteryczne] odpowiada za odczucia.
    I ksiądz im tą potrzebę zaspokaja – są w porządku wobec Boga. Na pewno formalnie. A czy istotnie rzeczywiście – tego nie dociekają. CZUJĄ się dobrze. Taka prawda, taka to ich „duchowość”.

    Mężczyźnie to zwisa takie potwierdzenie, bo nie patrzy na odczucia, a na SENS, czy ta religia MA SENS mentalny, intelektualny, logiczny. Skierowaną uwagę ma na wyższe ciała, tu akurat przyczynowe.

    Znowu generalizacja: kobiety sa silniejsze emocjonalnie. A jednocześnie MNIEJ zwracają uwagę na emocje.

    Dziwne, nie?

    Zarówno mężczyźni jak i kobiety mają kłopoty emocjonalne. Nie ma co mówić. Kobiety kierują się nie ku emocjom, a ku odczuciom. To nie to samo.

    Swobodnie sobie ważą emocje, bardzo często widzę jak kobiety obrażają mężczyzn, dając sobie do tego prawo

    [nie dalej jak w sobotę mi poszło w pięty właśnie z powodu owej swobody, co ja jej zrobiłem, że mnie poniżyła? po prostu nie polubiła mojej wypowiedzi na temat tego, na co się patrzę na zdjęciu, bo na zdjęcia się patrzyliśmy i sru! pogarda poszła].

    Teraz wielka [moim zdaniem] tajemnica związków.

    Kobieta oczekuje, że mężczyzna będzie JESZCZE silniejszy od niej, i to w obszarze emocji.

    Mężczyzna jest zaś słabszy emocjonalnie, przez co kobieta ma odczucie, że nie ma się na kim oprzeć. I pojawiają się żale „gdzie ci mężczyźni”. [oczywiście zaraz kobietę pociąga krokodyl, bo natura nie znosi próżni]

    Tak więc i k i m mają emocje do roboty.

    .

    Nie piszę „być ciałem niższym”, a „mieć uwagę skierowaną ku niższym ciałom.

    To jest różnica. Może nie wygląda na dużą, ale jest.

    Znam wiele pań, które mają wiele dojrzałych ciał subtelnych. I sprawne intelekty. Natomiast żeńskość [czyli yin] je kieruje ku niższym ciałom. I na nic intelekt, czy jego dalsze rozwijanie. Natura jest silniejsza – chcesz się przeciwstawiać jej – proszę bardzo. Ale ja nie będę ponosił kosztów takiej postawy.

    Podobnie mężczyzna żeby wychodził z siebie nie urodzi dziecka. Chcesz, żeby rodził? Zaangażujesz się w ruch dla męskich ciąż?

    Znam panią, która miała dziesiątki wcieleń męskich, a teraz ma wcielenie żeńskie, chyba jedno z pierwszych, jeśli nie pierwsze. Ma bardzo dobrze rozwinięty intelekt, próbuje „fechtować” owym intelektem, tak, jak przez wiele wcieleń to robiła będąc mężczyzną. Niemniej sama natura przywołuje ją do pokory – ów mocny intelekt nie jest w stanie być tak twórczy, jak był niegdyś w ciele męskim. Powell w swoich książkach o ciałach subtelnych pisze, że kobieta ma strumień energii idący od dołu w górę. I tego się nie zmieni, nie zmieni się też skutków tego ukierunkowania.

    Podobnie znam pana, który ma pierwsze wcielenie męskie od wielu wielu wcieleń, w których był nieustannie kobietą. Wiele z jego ruchów, postaw jest kobiecych, natomiast nie jest w stanie już tak się zachowywać, prze go do innej działalności – inspirowanej energią z góry. I też nie poradzisz na to.

    Jeśli masz poczucie dyskryminacji, to z pewnością masz bolesne zasoby energii związane ze swoją płcią. U kobiet takie grupowe ciało bolesne jest obecne [podobnie jak u czarnoskórych, Indian, Żydów i wielu innych grup prześladowanych. E.Tolle mówi o tym.],

    Niemniej każda płeć w reinkarnacji od czasu do czasu się zmienia na drugą. Jeśli nie masz przekonania o reinkarnacji, to istotnie możesz mieć duże poczucie krzywdy z powodu dyskryminacji w obecnym życiu.

    .

    > A każda istota musi mieć własny fundament …
    > Mężczyzna więc opierać się może na własnych fundamentach
    > własnych emocjach i uczuciach…
    > Podobnie kobieta.,..na nic jej się zda intelekt męski jeśli nie wyłoni własnego….

    Niestety nie zgadzam się. Twoja postawa prowadzi do rozbijania się związków. Mówisz: „nie jesteś mi potrzebny, mężczyzno”. Jestem samowystarczalna. Jesteś, to co mówisz staje się faktem.
    Ale nie będziesz mieć małżeństwa. To logiczne.

    Podobnie [nieświadomie] spuszczasz klątwę samotności na mężczyzn, z którymi się kontaktujesz.

    Kulturowa fala idzie w powrotną stronę. O ile mężczyźni byli agresorami wobec kobiet, o tyle teraz kobiety są agresorkami wobec mężczyzn. Ale i to się kiedyś zmieni. To jest świat zmienności, to historia, to kultura.

    Dualizm płci jest chyba największym wyzwaniem z istniejących. Trzeba największej pokory, aby obie strony mogły z owego dualizmu skorzystać, wychodząc poza niego, transcendując osobowości, ego.

    Dopóki obie strony się ścierają, konfrontują, mają istotnie lekcje i wzrastają, natomiast nie mogą mieć związku.

    Jakkolwiek i mężczyzna i kobieta mają swoje fundamenty [bo inaczej by nie żyli], to są one JAKOŚCIOWO odmienne.

    Znaki takie jak yin-yang, czy gwiazda Dawida [dwa trójkąty górny i dolny splecione] pokazują, że się nawzajem potrzebują.

    Na dzisiaj kultura propaguje indywidualizm. To jest słuszne z punktu widzenia kultury, ponieważ niedawno zdjęto historyczne poddaństwo kobiet. Nic to jednak nie zmienia przedwiecznych ustaleń harmonii yin-yang. Obecna fala postaw wobec płci jest tylko kolejną falą. Jeśli masz poczucie krzywdy, łatwo odnajdziesz w niej swoją krzywdę, i będziesz miała możliwość uświadomienia jej i oczyszczenia.

    Natomiast dla osób, które nie mają już bólu czy agresji związanej z płcią wychodzą poza obszary kulturowe, kulturowych fal, historii itp. zamieszania.

    Dla nich podstawę, zasadę zaczynają na powrót stanowić zasady przedwieczne dopełniania się płci.

  8. Bjarka
    Mar 17, 2010 @ 02:40:34

    Hehe… a ja to z boku widzę tak- jeśli przyznam rację Andrzejowi, że dyskusja przez internet może poruszać ciało bolesne, to właśnie widać pięknie, jak porusza Was oboje. Temat kłuje gdzieś i jedno i drugie 😉

    W temacie przestępstw dokonywanych przez kobiety i mężczyzn muszę wtrącić swoje trzy grosze

    Przede wszystkim trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie co to jest „zbrodnia”. Najlepiej oczywiście zapytać się wikipedii 😉

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Zbrodnia

    A teraz wystarczy sobie odpowiedzieć punkt po punkcie z jakimi zbrodniarzami nam się te występki kojarzą- mężczyznami, czy kobietami…
    I myślę, że nie trzeba już nic komentować, bo odpowiedź jest jednoznaczna 😉

    A teraz inne spojrzenie- zbrodnia jest czynem agresywnym, karalnym, skrajnym. Ale czy jest to jedyny mechanizm, w którym występuje związek ofiara-oprawca? Naturalnie, że nie. Jest mnóstwo obszarów bardziej subtelnych, niejawnych, nie dających się jednoznacznie opisać, bardzo problematycznych dla twórców prawa (molestowanie, mobbing, znęcanie psychiczne i wiele innych, często nawet błahych) i zazwyczaj niekaralnych. Oczywiście tutaj właśnie jest wiele pola do popisu dla pań.

    Wiki: http://pl.wikipedia.org/wiki/Mobbing

    Tak więc i w tej materii uwidacznia się różnica w sposobie postępowania yin i yang…

    Wydaje mi się, że obydwie płcie mogą być tak samo okrutnymi oprawcami, jak i przyjmować role ofiar. Ot, natura człowieka… Można dywagować, czy morderstwo jest czynem bardziej okrutnym od np. znęcania psychicznego. W świetle pojedynczej inkarnacji- wiadomo, gorzej jest stracić życie. Jeśli weźmiemy pod uwagę reinkarnację- sytuacja się zmienia. Czymże jest bowiem utrata jednej inkarnacji dla ofiary i rozpoczęcie nowej, w porównaniu z bolesną karmą, która może się uzbierać podczas długoletnich tortur i ciążyć przez wiele wcieleń?

    A prawda, jak zwykle, leży pośrodku.

  9. Bjarka
    Kwi 10, 2010 @ 02:59:18

    Hej Ena.
    Tak przeglądam sobie jeszcze naszą dyskusję i zauważyłam, że nie odpisałam na jeden z Twoich komentarzy (16 Marzec 2010,21:33 )… 😉 Tyle się tego zrobiło, że musiałam przeoczyć 😉

    Bardzo mi miło, że się rozumiemy i mamy podobne poglądy. To na drodze rozwoju kobiecości, która jak piszesz właśnie się na nowo dynamicznie kształtuje (z czym oczywiście się zgadzam) bardzo przyjemnie doznanie.

    Nie rozumiem do końca tych pytań:
    „A może Ty poszukujesz miłości ?
    Wydaje mi się ze wzorzec kobiety teraz się kształtuje, wyłania, powstaje, w tych nowych czasach. Może Ty masz w tym udział?”

    Czy są retoryczne, czy mam na nie odpowiedzieć…

    Jeśli chodzi o udział w kształtowaniu kobiecości, to myślę, że wszystkie kobiety go mają… A czy jestem bardzo aktywna w tej dziedzinie, czy jestem np działającą feministką? Póki co, tak sobie tylko filozofuję tu i ówdzie… 😉

    A jeśli chodzi o miłość, to chyba większość osób jej poszukuje. Nieliczni ją naprawdę mają, nie mówiąc już o udanym partnerskim związku. Jeśli wyczuwasz w tym co piszę jakąś tęsknotę, to pewnie się nie mylisz. To tak jak Andrzej pisze- niby niewinny tekst, a tak wiele potrafi powiedzieć o autorze. Prosta zasad- drażliwy temat się drąży najbardziej 😉 (tym sposobem taka obiegowa opinia, że np. na psychologię idą osoby, które mają problemy ze sobą staje się bliższa prawdy ;)) To jest właśnie to ciało nasze nieszczęsne bolesne, chociaż ja bym je nazwała ciałem wrażliwym (albo drażliwym).

    I teraz Ty się możesz chichotać, na co ja się nie obrażam wcale, bo to zdrowe mieć trochę dystansu do samego siebie 😉

    Pozdrawiam

  10. sceptyk
    Kwi 20, 2010 @ 22:53:54

    do ena i innych!
    Operujesz stereotypami, przykro mi to napisać ale to zwykła demagogia. Na razie nie mam czasu szerzej ustosunkować się do Twojej wypowiedzi, wiec krotko:
    „Dlaczego w rzeczowej statystyce na 10 popełnionych zbrodni 9 popełniają mężczyźni? ”

    W żadnej statystyce nie znajdziesz tego, co piszesz. W USA 40 procent morderstw dokonują kobiety. W wielu krajach, gdzie prowadzone sa rzeczowe i obiektywne statystyki, notuje się 50 – 70% przemocy domowej w wykonaniu kobiet. Dzieci mordowane są w 90% przez rodziców, z tego 4-krotnie częściej przez matki. Tak samo wygląda to w kwestii bicia dzieci czy znęcania się nad nimi. Przemoc wśród dzieci i młodzieży jest udziałem 1:1 dziewczyn i chłopców. W wojnach, gdzie kobiety biorą udział w działaniach bojowych, wykazują się dużo większą agresją i brutalnością od mężczyzn.
    W ten sam sposób, po prostu operując faktami, mogę zbić każde z Twoich twierdzeń, i zrobię to niedługo.
    Kapitalizm, jako system gospodarczy, demokracja, jako system polityczny i społeczny są nieudanymi potworkami, tyle ze nikt jeszcze nie wymyślił nic lepszego. Twoje komunistyczno-hipisowsko-feministyczne mżonki to trochę takie akademickie pogaduszki studentów pierwszego semestru socjologii.
    Pozdrawiam.
    PS. Zanim coś napiszesz, sprawdź czy masz racje.
    Polska byla w latach 70-siatych uw. dziesiątym mocarstwem gospodarczym. Tak twierdzili komuniści. Była tez państwem prawa i sprawiedliwości. Teraz wiemy juz jak to wyglądało naprawdę.

  11. witkom
    Lip 29, 2010 @ 12:46:10

    Właściwie chcę coś napisać o krokodylach. Może to nie do tego wątku ale to na fragment Bjarki. Zastanawia się dlaczego krokodyl atakuje i czego od nas potrzebuje, energii czy czegoś innego. Otóż myślę, że krokodyl nic od nas nie potrzebuje. Jest istotą na tyle wysoko rozwiniętą, że zupełnie nie musi się z nami stykać żeby poprawnie funkcjonować. To może być dla nich jedynie jak zabawa połączona z lekcją, każdy się czegoś uczy, one pewnie też. Jak siadasz na motor to korzystasz z jego paliwa, możliwości, sterujesz nim i masz z tego „fan”. Z krokodylem jest pewnie podobnie ale wcale nie znaczy, że musi to robić, mają pewnie swój własny świat w którym żyją.

  12. bjarka
    Paźdź 05, 2010 @ 18:25:08

    „Kobieta, ma swój świat, w którym partnerem będzie tylko ten, który jej dorówna, ją przewyższy i z nią wytrzyma. I da jej radę…”

    ****

    „Daję radę numer dwa. Milcz i czekaj na chwilę, kiedy ona przyjdzie sama do Ciebie i zacznie mówić. (…) Weź ją delikatnie za rękę, powiedz jej spokojnym głosem prawdę, że jest dzielna, daj jej energię z siebie. Bo ona jest naprawdę dzielna!”

    ****

    No po prostu wspaniały ten tekst! Aż mnie za serducho ścisnął… ehhh…

  13. JULIANNA
    Lu 24, 2011 @ 20:45:09

    Proszę podaj chociaż inicjały tego gościa, którego nagrań słuchałeś i zdiagnozowałeś u niego krokodyla. Może to ten sam, którego ja słucham. Pozdrawiam!

    Nie dalej jak wczoraj przerwałem słuchanie nagrań pewnego „wielkiego gościa” – bardzo znanego w pewnym kręgu organizatora i nauczyciela praktyk oczyszczających. Czułem się coraz gorzej i gorzej, zaczęły mnie łapać napięcia, nieczyste energie, które nie schodziły za pomocą metody Sedony. Zrobiłem analizę gościowi – ma dużego krokodyla buddialnego. A ja do niego się podłączałem jak mogłem przez dobrych kilka dni. Myślałem tak: „O, jakie ciekawe nauki, może coś skorzystam, kolega mi je rekomendował, zachwalane przez wielu, tak dobrze rokują, takie super…” i .. takie przekonania doprowadziły mnie do sporego pogryzienia, bo jak się do gości przyssałem, to mnie jego symbiont łatwo gryzł, a ja w nieświadomości dalej grzązłem w słuchanie nagrań.

  14. SwiatDucha
    Lu 24, 2011 @ 22:16:32

    proszę bardzo, to H_a_l_e D_w_o_s_k_i_n, szef metody Sedony.

  15. Artman
    Sty 20, 2012 @ 14:20:52

    Rany boskie Andrzej;)

    Te przykłady o kobietach, i ich fazach które przeleciałem pobieżnie wzrokiem oczywiście wskazują na to, że one…powinny się zająć leczeniem swojej psyche. Nikogo w miarę normalnego nie interesują takie fazy. Nie sadzę, aby takie panie były jin czy bzdyń. Takie zachowanie mogło być dobre kiedyś – w „romantycznym” średniowieczu. Ale teraz to po prostu chaos i nierównowaga. Albo puszczony samopas żywioł.

    Normalny facet od takich ucieka, albo wybiera na kochanki, od których można czmychnąć.
    Myślę, że ich zadaniem jest zrównoważyć siebie. Ale jest też inny problem dlaczego „kobiety” tak robią.
    Po pierwsze w chwili obecnej wg mnie nie chodzi o zrównoważenie się wzajemne jin i jang, ale o wewnętrzne zrównoważenie się jin (samo w sobie) i wewnętrzne zrównoważenie się jang, również samo w sobie.

    Chodzi mniej więcej o uporządkowanie struktur „kobiecości” i „męskości” – jin i Jang, jak pokazano w przypadku działań Masaru Emoto na wodę. Obecnie zarówno kobiecość, jak i męskość same w sobie są mocno nie harmonijne i nie tworzą pięknych kryształów. Nie przekazują zatem najlepszych, najkorzystniejszych i najsubtelniejszych energii, jakie mogą. I o to chyba chodzi. Żeby przestaly się wewnętrznie destabilizować i na powrót utworzyły w swoich wnętrzach boskie struktury, które umożliwiają wręcz promieniowanie dobra, szczęścia, radości, mądrości, naturalności i spokoju.
    i dalej jak leci, to byłoby dobrze:)

    Te formy energii w sobie są zaburzone, więc ich próby równoważenia pomiędzy sobą póki co nie mają większego sensu, ani efektów.
    To dlatego tak niewiele zrównoważonych kobiet w ezoteryce, erotyce;) czy życiu w ogóle, nie mówiąc już o panach. No cóż…chodzi zapewne o tę nieszczęsną reinkarnację.
    Ująłem ten dylemat częściowo w artykule, do którego teraz sprytnie odeślę:) http://artman33.w.interia.pl/kobiety.html Kobiety górą?
    Choć na pewno to opisałeś;)

    No i uwaga do textu Glosatora – być może warto, aby się przyjrzał wzorcom kobiety, jakie wyniósł z domu rodzinnego, bo może bezwiednie przyciąga to, czego nauczył się w dzieciństwie o funkcjonowaniu kobiety.

    No i namawiam „panów”, aby przestali się usprawiedliwiać tym, że „mężczyzna spokojnie może naruszać zasady np. higieny, zasady relacji z ludźmi, nie dbać o swoje mieszkanie, ubranie itp.”, bo jak zadba to właśnie te wysokie wibracje przyczynowe, buddialne, budyniowe i adiczne będą mogły się zadomowić na dobre:) Warto raz na 1-2 tyg posprzątać otoczenie i siebie;).

    Zgadzam się z tym, że „Obecnie żyje wiele poszczególnych osób, które same mają tak rozwinięte ciała subtelne, tak rozwinięte, wyewoluowane dusze, jak kiedyś całe zespoły, czy wręcz zgromadzenia ludzi [np. zakony itp.] Czyli dzisiaj jeden człowiek jest w stanie zadziałać na poziomie dawnego zgromadzenia zakonnego, spółdzielni pracy, czy też narady prezesów”,
    ale równocześnie jestem za działaniami grupowymi. Zwłaszcza osób z szerszą świadomością i zrównoważoną osobowością, która podąża za swoją Wyższą Jaźnią. Wtedy mogą być niespodziewane i szybkie efekty zmiany na ziemi i w systemach korporacji, medycyny, czy ekonomii. Sam niedawno namawiałem osobę, która zajmuje się propagowaniem wiedzy o Ufo, wynalazkach i gmo, aby ponicjowała pewne akcje z uwagi na szerokie kontakty i się okazalo, ze już się szykują do takich działań:).

    pozdrawiam:)

  16. SwiatDucha
    Sty 20, 2012 @ 20:13:33

    Jest tak ustawione, że pierwszy komentarz muszę osobiście zatwierdzić, a wczoraj – może jakiś błąd serwera był?

  17. SwiatDucha
    Sty 20, 2012 @ 20:31:39

    „Kobieta, ma swój świat, w którym partnerem będzie tylko ten, który jej dorówna, ją przewyższy i z nią wytrzyma. I da jej radę…”

    Spróbujmy odnieść się do intencji stojących za tą wypowiedzią. Czy może nie mam zamiaru „wytrzymywać” z kobietą, ani też z jej obciążeniami, fochami, kodami, emocjami itp.? O wiele przyjemniej jest żyć w harmonii.
    Jeśli ktoś jest poobciążany to najlepszym sposobem na życie jest terapia, nie zaś małżeństwo. Intencje do „partnerstwa” i związku takie jak powyżej warto oczyścić.

    Bo czy potrzeba „wytrzymywać” z kimkolwiek? Zakłada to męczenie się w takiej relacji, a więc po co to wybierać???

    „I da jej radę…” – to marzenie o kompetentnym terapecie [lub terapeutce]. Ponieważ [jak się domyślam] oznacza to poradzenie sobie w konfrontacji z obciążeniami, nieprzepracowanym emocjami kobiety. To jest dobre marzenie, ponieważ jego dobra realizacja wiedzie ku dobrej terapii i prawdziwemu oczyszczeniu. Ale to trzeba wiedzieć ŚWIADOMIE, inaczej zamiast na terapię pójdzie się do ślubu…

    To trochę jest obecne w bajkach, gdzie końcowym momentem jest „i żyli długo i szczęśliwie”. Tyle, że to jest .. jedynie bajka, że tak żyli. Która bajka zamiast tego przedstawia istotnie długie i szczęśliwe życie pary? Rzadko która.

    Nie wiem jak ty, ale osobiście lubię spokój, przyjazne relacje i wysokowibracyjne tematy. I nie ma w tych pragnieniach miejsca na wysiłek „wytrzymywania” z kimkolwiek, „dawania rady” komukolwiek.

    Jeśli pani szczerze wzdycha za „byciem wysłuchaną”, za „wytrzymaniem z nią”, to niech sobie może zda sprawę, że pragnie terapii. Nie zaś „partnera”, bo taki „partner” wcześniej czy później zostanie ustawiony [czasem zupełnie bez swojej świadomej chęci] w roli terapeuty. A może a) tego sobie nie życzyć, b) nie mieć do tego kompetencji, c) uważać, że partnerstwo nie polega na terapeutyzowaniu partnerki.

    Oczywiście, dla pary, w czasie związku na pewno będą pojawiać się „gorsze dni”, w których potrzeba będzie, aby jedna strona wsparła drugą. I aby miała ku temu przynajmniej podstawowe umiejętności.

    Natomiast ustalanie [zwłaszcza przez kobietę], że „partnerem będzie tylko ten, [..] z nią wytrzyma” to jest jazda po śliskim lodzie. To jak kupowanie sobie twardego narkotyku .. tylko czekać na użycie i tragiczne rezultaty.

    „partnerem będzie tylko ten, który jej dorówna, ją przewyższy” to także jest pięknym celem wiodącym ku.. nierówności, bo jak ma ją przewyższać, to ona będzie najzwyczajniej poniżona. Może wiele pań chce i lubi się tak czuć, natomiast z partnerstwem to nie ma wiele wspólnego.

  18. Conchita
    Sty 21, 2012 @ 13:33:58

    Czytam ten temat i oczy przecieram, bo widzę jakiś stereotyp kobiety postawiony naprzeciw stereotypowi mężczyzny i te dwie wydumane postaci próbują jakoś się porozumieć :). Frustracje mężczyzn kontra kobiet :). Oczywiście, że są różnice, ale nie karykaturalne :). Kobieta jako przyziemna bestia, z którą trzeba wytrzymywać i mężczyzna jako uduchowiony intelektualista, który musi dokonać cudu i zrozumieć kobietę. W sumie to fajnie się czyta, to całkiem zabawne, szczególnie ubawiły mnie porady macho jak wytrzymać z kobietą-bestią…

    Nie ma jednego sposobu na kobietę :), bo kobiety są bardzo różne i trudno im postawić jakiś wspólny mianownik. Żyję wśród kobiet i widzę zarówno intelektualistki jak i typy ściśle emocjonalne, te zmysłowe potrzebujące macho (może być z krokodylem) jak i takie, które mają awersję do macho i wolą miłych chłopców lub szukają bratniej duszy zamiast ostrych wyzwań seksualnych, spotykam też typy ściśle uduchowione. U mnie w pracy była taka silna na poziomie seksualnym dziewczyna, że bezceremonialnie klepnęła faceta w tyłek, a jej teksty też były ostre, męskie (przez co koledzy bali się wchodzić do jej pokoju 🙂 ).

    Nie wiem, jak z tym obiegiem energii, ale różne tradycje podają, że wszyscy mamy dwa rodzaje energii: jeden strumień z dołu – kundalini a drugi z góry – energia boska (nie słyszałam nigdzie do tej pory, żeby kobiety miały tylko jeden dolny a mężczyźni tylko górny – wydaje mi się to jakąś bujdą). W naukach buddyjskich jest tak, że jest kanał centralny energii – świadomy; a poza nim są dwa oplatające kanały energii i jeden jest męski solarny a drugi żeński księżycowy:
    „Zwykle w naszym ciele energetycznym prana płynie bocznymi kanałami (lunarnym i solarnym), wywołując karmiczne, dualistyczne wizję czyli samsarę. Celem zaawansowanej praktyki tantrycznej jest wprowadzenie prany do kanału centralnego. Kiedy tam pozostaje uzyskuje się oświecenie.” Oświecenie jest niedualne, więc poza męskością czy żeńskością, czy też lepiej to ujmując po zjednoczeniu obu tych energii w świadomości, która nie ma w sobie podziałów (pewnie stąd tantra seksualna)…
    Może opiszcie, albo jeśli to już opisane wskaż proszę Andrzeju artykuł dotyczący kanałów energetycznych w innych tradycjach. Nie tyle czakramów ile samych kanałów – ciekawa jestem jak to w innych źródłach opisują….

    Pozdrawiam (to ja – zimna ziemska bestia, której imię KOBIETA, która zwodzi umysły światłych mężów na drogę występku i ciemnoty…. buahahahaha)

  19. SwiatDucha
    Sty 21, 2012 @ 23:35:34

    > (nie słyszałam nigdzie do tej pory, żeby kobiety miały tylko jeden dolny a mężczyźni tylko górny – wydaje mi się to jakąś bujdą).

    tą bujdę napisał Powell w „Ciałach subtelnych ” :)))

    > Oświecenie jest niedualne

    właśnie, i dlatego tutaj rozprawiamy nie o nim samym, tylko o tych codziennych sytuacjach, które mogą być przykre, albo przyjemne na drodze do niedualnego oświecenia. A o samą drogę, wg. mnie też warto się troszczyć. No, chyba że ktoś jest bardzo napalony na cel ostateczny i idzie jak przecinak 🙂

    Na kanałach się nie znam i ich nie waham, na czym się co nieco znam, to czakry i ciała. Może się ktoś znajdzie, kto dopowie ci na ich temat.

  20. SwiatDucha
    Sty 21, 2012 @ 23:43:29

    odwieczne reguły, czyli najczęściej wzorce prokreacji.

    Rzadko słyszę od mężczyzn, że „mają” dziewczynę, natomiast od dziewczyn rzadko coś innego, niż „mają” chłopaka. To wydaje sie mocno uprzedmiotawiające. Natomiast jest to zgodne z wzorcem prokreacji, który mówi, iż uwaga ma iść na kobietę, a w niej na możliwość wydania potomstwa.

    To jeden z tych wzorców. Wiecie dla kogo wartościowy.

    Jest ich sporo. Pewnie też wzorce konstruują oczekiwania. Natomiast nie wyrzucałbym wszystkich oczekiwań do kosza, niektóre są korzystne. Bez żadnych granic nie sposób żyć. Natomiast warto się porozumieć, jak się czujemy z tym czy z tamtym u drugiej strony. Jest świetna metoda „porozumienia bez przemocy”. [link do googla]

    To byłby dobry temat na np. tygodniowy warsztat, na którym możnaby wiele spraw przepracować.

  21. Conchita
    Sty 22, 2012 @ 01:43:28

    No to sorry – zgodnie z tym mężczyźni nie mają więc szansy na pobudzenie energii kundalini – no chyba że popłynie w dół hahahha! Muszą poczekać na kobiece odrodzenie :).

    A swoją drogą przeglądam (może zbyt pobieżnie) „Ciało eteryczne” Powella i na nic takiego nie natrafiłam….

    Jednak na forach dla badaczy światów niefizycznych faktycznie dominują mężczyźni…
    Co gorsza, ścieżki duchowe są pomyślane po męsku: od punktu do punktu systematycznie do przodu. Kobiety mają łatwiej, w zasadzie błyskawicznie są w stanie otworzyć się na doznania niefizyczne i zrozumienie „duszy”, ale nie uświadamia się kobiet tylko podaje sposoby męskie, które są dla kobiet mało wydajne, bo sprzeczne z naturą.

    Mężczyzna się biedzi nad tym intelektualnie, a kobieta trochę podświadomie, trochę ze względu na receptywność i otwartość na to co niekonceptualne od razu wie albo szybko łapie :). Mężczyźni się tego boją, bo nie rozumieją – jest to sprzeczne z czystą logiką i poznaniem rozumowym. Stąd polowania na czarownice i przypisywanie we wiekach ciemnych kobietom całego zepsucia świata – oczywiście przez mężczyzn, a już szczególnie przez wyposzczonych ascetów :).

    Fajnie było wziąć udział w „wojnie płci” – poprawił mi się humor :).

    Mężczyznom dedykuję moją ostatnią pracę: http://nienazwane.net/wp-content/gallery/moje-prace/human.jpg
    To o owym uduchowionym mężczyźnie stąpającym po fioletowej ziemi i spoglądającym w górę w świat idei 🙂 ) 🙂 .

  22. SwiatDucha
    Sty 22, 2012 @ 02:51:52

    Conchita,
    stosujesz agresję słowną:
    „No to sorry – zgodnie z tym mężczyźni nie mają więc szansy na pobudzenie energii kundalini ”
    „dwie wydumane postaci ”
    „Czytam ten temat i oczy przecieram

    nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę?

    > Frustracje mężczyzn kontra kobiet

    czy nie możemy mówić o nich? Bo w twoim poście odczytuję, że raczej byś się odcięła od frustracji?

    Czy mówienie o frustracjach, które nami targają jest czymś złym? Uważam, że jeśli jestem na tyle mocny, aby mówić o frustracjach, to mogę z nią coś zrobić. Jak to jakiś mądry terapeuta mówił: „jeśli potrafię o czymś mówić, przestaje to mieć nade mną kontrolę/przestaje mną rządzić”.

    > Czytam ten temat i oczy przecieram, bo widzę jakiś stereotyp kobiety postawiony naprzeciw stereotypowi mężczyzny

    Tak tu jest, rozważamy bowiem wzorce, postawy, które przybieramy nawykowo, postawy narzucone nam poprzez tradycję, naturę, wychowanie.

    Celem jest uświadomienie sobie – gdzie jestem ja, a gdzie jest owa postawa, gdzie jest ów wzorzec, jak się odnoszę do siebie, jak do wzorca, jak do drugiego człowieka, jak do jego wzorców?

    To, co tak ładnie napisałaś w innym komentarzu:
    „Bardziej widzieć „ludzi” czy też „duszę” czy też „istotę czującą” w drugim człowieku z całym obciążeniem, cierpieniem, uwarunkowaniem i zamiast oceniać”

    Moja WJ chyba nie prowadzi mnie ścieżką ani męską, ani żeńską, wydaje się, że jest to ścieżka zintegrowana.

    Toteż każde ekstremum jin czy jang jest dla mnie ekstremum.

    „Czysta logika” powoduje utknięcie w umyśle, „czyste odczuwanie”, receptywność powoduje bezwolność, czyli utknięcie w przeżyciu [maji].

    Ścieżka środka jest wg. mnie najkorzystniejsza.

    C. możesz mieć ironiczną postawę, natomiast to nie powoduje, że sprawa nagle wygląda bardzo lekko. Tutaj prosiłbym o wypowiedzi zrównoważone. Dotknąć kogoś bowiem bardzo łatwo, chociażby przez ironię [tu pewnie można odwołać się do listy zachowań raniących-atakujących, chyba ją znasz?]

    Nie jest moim celem uruchamianie „wojny” jak mówisz. Podaje przykłady, konkrety, do których można się odnosić. Słowo wojna niesie za sobą przekaz, że gdzieś uruchamia się konfrontacja, emocje. Z pewnością wsparło ci się ego na tym, [„poprawił mi się humor”].

    Nie na tym polega łuk wznoszący rozwoju duchowego. Polega raczej na degradowaniu ego na rzecz Świadomego Ja, otwartego na przeżywanie. Oczywiście nie jeden raz sam to przechodziłem – myślałem, że jak się „lepiej czuję”, to jest generalnie lepiej. Otóż miałem potrzebę utwierdzenia się w swoim wyobrażeniu [ego]. Wtedy robiłem krok „w dół”. Dla wielu osób ten krok umocnienia ego jest bardzo potrzebny [np. w terapii], aby nie zwariować. Natomiast rozwój duchowy, to krok „w górę”, ku degradacji ego.

    Dlatego tak ważne jest poprzedzanie rozwoju duchowego terapią.
    Najpierw silne, stabilne [i w miarę elastyczne] ego, a potem jego degradacja na rzecz Świadomego Ja.

    Może jak dotąd nie uczestniczyłaś w rozmowie, w której można spokojnie porozmawiać o trudnych, powodujących emocje sprawach?
    Emocje w tym temacie były i są. Czy będą – to zależy od nas samych, od naszej gotowości przypatrzenia się własnym emocjom, postawom, wzorcom. Nie jesteśmy niczym z tej listy, jesteśmy duchem, który się temu przypatruje. Ale aby wzrastać, TRZEBA się przypatrzeć, przeżyć je w sobie, nie dopuszczając do uruchomienia odwetu interpersonalnego i siania emocjami wokoło. To jest warunek podstawowy. Przynajmniej ja ustalam taki warunek moim rozmówcom. Przy „kindersztubie” [in. netykiecie] nawet tego nie trzeba mówić, ponieważ jest to podstawą dobrego wychowania – zajmuję się sobą, swoją sytuacją, nie projektuję moich cierpień na otoczenie, a nadal z nim jestem w relacji.

    Wydaje mi się, że duża część powodu tkwi w braku szacunku. Atakowanie, wyśmiewanie, traktowanie protekcjonalnie drugiej strony to w sumie efekty braku szacunku. Gdy uznajemy, że druga strona jest godna szacunku, coś takiego się nie pojawi. Nawet, jeśli będą ujawniać się błędy, to będą one traktowane jako możliwe do zmiany.

    Dodatkowo uważam, że obie strony nie umieją widzieć w sobie wzajem wartości. To duży kłopot, ponieważ nawykowo się osłabiają, zamiast doceniać i wzmacniać.
    [wydaje się to cenne, ale trudne z powodu różnorodnych obciążeń]

    Tristen, to wygląda na temat do analizy jakościowej. Jest takie narzędzie naukowe, można je zastosować 🙂
    Jak my o tym pomyśleliśmy, to pewnie ktoś to już zrobił i w necie jest 🙂

    A na poważnie – dyskusja na forum może dać uruchomienie ciał bolesnych i pogrzebanie rozmowy.
    On-line najczęściej to żadna robota… tylko takie pykanie. Owszem, każdy z nas może coś wartościowego powiedzieć, ale usystematyzowanie tych dopykniętych przykładów – na to potrzebuje się i czasu i zaangażowania i umiejętności.

    Owszem, możemy tutaj rozładowywać stresy, frustracje, natomiast czy dojdziemy do konkretnego rezultatu? Powątpiewam…

  23. SwiatDucha
    Sty 22, 2012 @ 03:03:05

    >Pani do Pana….

    tu przypomina mi się pewna wypowiedź, chyba Hellingera, która mówi, że istotnie związek JEST więzią, stanowi więź. I jeśli chcielibyśmy uważać, że będąc w związku jesteśmy wolni, to jesteśmy w błędzie.

    A więc wolność ALBO związek. To wykluczające się alternatywy. Może tego tak mocno Tristen nie pojmujesz. Ja uważam, że tak jest. Kobieta jako „kapłanka domowego ogniska” bardzo mocno wykorzystuje swoje wenusjańskie przymioty, aby ustalić tą więź. Widzę to np. po przyjaciółce mojego taty [wdowca], która wyciąga do mnie swoje „ręce” w gestach ustalania zależności wobec mojej osoby:

    „miał pan do nas przyjść, tak pan deklarował”
    A:”Ja? Chyba nie pamięta pani, jak mówiłem, że mam swoje sprawy”.

    To dusza kobiety się domaga podporządkowania związkowi, rodzinie.
    Oczywiście mnie to poruszyło – co mi jakaś obca pani będzie mówić co mam robić. Jednakże kobieta to zrobiła bezwiednie, jej Dusza sama sobie ułożyła jak wokoło niej mają się skupiać cele innych osób. Sorki, ale taka prawda.

    Rodzina – jest od rodzenia, prokreacji. Jeśliby rozpatrywać związek osób rozwijających się, dążących do rozwoju, oświecenia, pewnie trzeba by przyjąć zupełnie inne podstawy tej relacji, nie prokreacyjne, ale jednak pozwalające na zadzieżgnięcie wyłącznego związku dwojga.

    Kobieta mocno traci w rozwoju duchowym! Traci pozycję dominującej osoby w prokreacji.

  24. Odnaleziona
    Sty 22, 2012 @ 11:46:25

    Na bazie kobiecego doświadczenia mogę dodać, że przekonanie, iż jedynie kobiety posługują się zwrotami typu „mam chłopaka/męża” również jest stereotypem 🙂

    Ciekawy temat do dyskusji się tu wykluwa z tymi związkami. Wyczuwam dominację założenia „akceptuj” (w domyśle wszystko?). A o pracy nad sobą, o wzajemnej mobilizacji/motywacji jak dotąd niezbyt dużo było (w moim odczuciu). Na razie po lekturze pojawia mi się taki wniosek: „Albo wolność, albo związek, a jeśli związek, to sorry, jestem jaki/a jestem” 🙂

    Pozwolę sobie na taki jaskrawy przykład, żeby oddać moją myśl. Kobieta zakochuje się w alkoholiku. Wcale nie dlatego, że ma jakieś totalne klapki na oczach i że jest tak głupia, że dała się „omamić”. Po prostu widzi w mężczyźnie to, za co może go kochać i nawet dajmy na to pokochała już. Ale z jego alkoholizmem źle się czuje (co jest zrozumiałe), nie jest w stanie go zaakceptować, dlatego nie wchodzi w związek z tym mężczyzną. I teraz jaki dalszy scenariusz? A. Nic z tego nie będzie (bo ona go takim nie zaakceptuje, choćby nie wiadomo jak się starała), B. Kobieta motywuje mężczyznę do podjęcia terapii odwykowej, w wyniku której on opanowuje swój problem, ona pozbywa się swojej obawy, a oni razem otwierają się na tzw. szczęśliwy wspólny los.

    Przykład podałam jaskrawy, ale to po to, żeby pokazać, że moim zdaniem nie po to jesteśmy na ziemi, żeby tak tylko wszystko akceptować, ale też żeby się podnosić, zmieniać, rozwijać 🙂 Tak myślę, tak czuję. Inna kwestia, to wspólne ustawienie granic tego, co jest akceptowalne, a co nie. Reguły społeczne regułami społecznymi, a indywidualna umowa to inna para kaloszy. Po prostu związki mogą pięknie rozwijać (obie strony) – o taką myśl mi chodzi 🙂

  25. Conchita
    Sty 22, 2012 @ 19:38:27

    „Conchita,
    stosujesz agresję słowną:”

    To nie była agresja – to była taka mała damska prowokacja :). Nie zawsze jestem poważna. Tu nas ograniczyła forma pisana, pewnie nie było widać, że żartuję. To przez tą historię faceta powyżej oswajającego domową bestię… to było naprawdę zabawne… Na poważnie był za to fragment o intelektualnych nieintuicyjnych ścieżkach duchowych…

    „Czy mówienie o frustracjach, które nami targają jest czymś złym?”

    Ależ dobrym, a ja sobie pogadałam o tym z przymrużeniem oka (stąd cała masa emotikonów). Czy to złe?

    „Celem jest uświadomienie sobie – gdzie jestem ja, a gdzie jest owa postawa, gdzie jest ów wzorzec, jak się odnoszę do siebie, jak do wzorca, jak do drugiego człowieka, jak do jego wzorców?”

    OK. Będę już poważna. Bardzo lubię facetów.

    „Moja WJ chyba nie prowadzi mnie ścieżką ani męską, ani żeńską, wydaje się, że jest to ścieżka zintegrowana.”

    Ja również czuję się zrównoważona, przechodzę dość płynnie w obie strony od cech męskich do żeńskich, od ziemskich do duchowych. W oobe nieraz doświadczałam w formie męskiej. Kluczowa jest elastyczność, swoboda świadomości i nieprzywiązanie do formy / konwencji.
    „Ścieżka środka jest wg. mnie najkorzystniejsza.”
    Wg mnie też. To także podstawa buddyzmu (nie w sensie ideologii/ religii, ale wskazówek na własnej drodze).

    „Tutaj prosiłbym o wypowiedzi zrównoważone. Dotknąć kogoś bowiem bardzo łatwo, chociażby przez ironię”

    Dotarło, dostosuję się 🙂 .

    „Z pewnością wsparło ci się ego na tym, [„poprawił mi się humor”].”

    Pobudził mi się 1 i 2 czakram :). To akurat bardzo korzystne, bo ostatnio za bardzo wywaliło mnie w duchowość i potrzebowałam uziemienia. Czułam się energetycznie jak balonik, który wyrywa w górę… Duchowości nie kojarzę już ezoterycznie z koroną itp. więc zrównoważenie powitałam z radością. Jak widzisz dla mnie to zadziałało terapeutycznie.

    „Nie na tym polega łuk wznoszący rozwoju duchowego. Polega raczej na degradowaniu ego na rzecz Świadomego Ja, otwartego na przeżywanie. Oczywiście nie jeden raz sam to przechodziłem – myślałem, że jak się „lepiej czuję”, to jest generalnie lepiej.”

    To szeroki temat i zasługuje na oddzielny temat. Powiem szczerze, zabierałam się powoli do tego żeby też coś napisać na ten temat. „Ego” to kwestia utożsamienia się, to koncepcja – mentalna nakładka na to co naprawdę jest i przejawia się. Żywa świadomość nie ma nakładek.

    „Może jak dotąd nie uczestniczyłaś w rozmowie, w której można spokojnie porozmawiać o trudnych, powodujących emocje sprawach?”

    🙂 . Czuję się rozłożona na łopatki.

    „Dodatkowo uważam, że obie strony nie umieją widzieć w sobie wzajem wartości. To duży kłopot, ponieważ nawykowo się osłabiają, zamiast doceniać i wzmacniać.”

    Kobiecość dopełnia się wobec męskości. Dopiero przy mężczyźnie przypomina mi się, że jestem kobietą. Zachodzi cała masa fantastycznych interakcji. Wzajemne przyciąganie, wymiana energii, dopełnienie słabego, miękkiego i czułego męską siłą i odwagą… Jin i yang razem, zespolenie męskiego i żeńskiego – pełnia.

  26. Davvidia
    Sty 23, 2012 @ 12:08:46

    Czytałam Wasze wypowiedzi i nasunęła mi się myśl, a po chwili Andrzej, to napisał:
    „tu przypomina mi się pewna wypowiedź, chyba Hellingera, która mówi, że istotnie związek JEST więzią, stanowi więź. I jeśli chcielibyśmy uważać, że będąc w związku jesteśmy wolni, to jesteśmy w błędzie.”
    To o czym Hellinger mówi, nie jest czymś „dziwnym i abstrakcyjnym” 🙂 On już mówi o czymś dojrzałym. Tak naprawdę co to znaczy, że ktoś chce wolności w związku, albo zrozumienia dla kawałka swojej przestrzeni itd? Jeżeli powstaje taki „problem”, to trzeba się zastanowić nad sobą. Dlaczego nie „kocham” na tyle, żeby wpuścić drugą osobę wszędzie? Dlaczego potrzebuje mieć „coś indywidualnego i swojego” w związku? Jeżeli powstają takie pytania, to znaczy, że nie jesteśmy gotowi do związku, to znaczy, ze nie wiemy co to jest „miłość”. To znaczy, że „chowamy” jakiś kawałek siebie. Dlaczego potrzebujemy „ochronić, schować” kawałek siebie? – co tu mamy do zrobienia sami ze sobą????
    Często widzę, jak ludzie szukają problemu „na zewnątrz”. Wtedy zawsze znajdziemy odpowiedzi przykrywające nasze bolączki, wtedy kobieta będzie „babą” a mężczyzna „facetem” 🙂

  27. Davvidia
    Sty 23, 2012 @ 12:23:11

    „Mężczyznom dedykuję moją ostatnią pracę: http://nienazwane.net/wp-content/gallery/moje-prace/human.jpg
    Praca ma w sobie, to co chciałaś przekazać 🙂 Widać co „boli” w mężczyźnie. Boli jego ból i zgubienie. Ten mężczyzna z obrazka niesie w sobie „złość z niemocy” , patrzy a nie widzi, chce, ale siedzi, odsłania się, ale go nie widać, szuka drogi…..
    Mi kiedyś pewien mężczyzna powiedział coś bardzo istotnego, żebym nie szła tak szybko….- co dzisiaj dedykuję Tobie 🙂

  28. Davvidia
    Sty 23, 2012 @ 12:29:33

    „W/g to jest mylne myslenie,”

  29. Davvidia
    Sty 23, 2012 @ 12:36:14

    „ograniczasz się” wyłącznie do „kawałka” 🙂 to jest coś o czym Conchita pisała wyżej, że czuć i patrzeć szeroko by się przydało czasami 🙂

  30. Davvidia
    Sty 23, 2012 @ 12:44:03

    Nigdzie nie napisałam, że nie dam nikomu jego przestrzeni 🙂 Jak również, nigdzie nie napisałam, że ta przestrzeń się „nie należy” 🙂

  31. Conchita
    Sty 23, 2012 @ 13:18:04

    Co do pracy – to tak naprawdę chodziło mi o człowieka, interpretacja mężczyzny akurat podpasowała mi tutaj pod temat :), ale malując to miałam na myśli w ogóle człowieka i kondycję ludzką (dlatego prawie bez twarzy). I nie było nic o rozrywającym go żarze…

    „Mi kiedyś pewien mężczyzna powiedział coś bardzo istotnego, żebym nie szła tak szybko….- co dzisiaj dedykuję Tobie”

    Hmmm… W jakim sensie?
    Kiedyś moim mottem był taki wiersz fantastycznego poety E.E. Cummingsa:

    poszukujący prawdy
    nie idźcie żadną drogą
    wszystkie drogi prowadzą a

    prawda jest tutaj

  32. Davvidia
    Sty 23, 2012 @ 13:29:16

    popatrzyłam na galerię i da się zauważyć, że postaci u Ciebie często nie mają oczu….albo raczej te oczy malujesz „ciemne” – nie widzą? nie dostrzegają? oczy malujesz tam, gdzie być może zobaczyłaś dusze/zrozumienie… 🙂

    http://nienazwane.net/wp-content/gallery/moje-prace/PICT0036.jpg – „robotyczny” kwiatek 🙂

    ..to w jakim sensie widzisz „mężczyznę”, czy ogólnie o sensie – to wiesz, że dopóki sama nie zauważysz, to bez sensu 😀 – rozumiem, ze rozumiesz 🙂

  33. Conchita
    Sty 23, 2012 @ 14:21:01

    To zależy od podejścia: czy zajmuję się zagadnieniami malarskimi: forma, światło/ kolor czy maluję postać od strony psychologicznej (portret).

    Kobieta i mężczyzna w związku wspierają się, uzupełniają się. Nie rozumiem związków opartych na samej „chemii” seksualnej czy spełnianiu potrzeb partnerów jako wymogu (związek transakcyjny: ty dajesz to a ja to w zamian) – nie wytrzymałabym w czymś takim. Dla mnie związek to przyjaźń, wzajemne zrozumienie i akceptacja, bez smyczy, współpraca, wolność (oboje z mężem rozwijamy swoje zainteresowania i wspieramy się w tym). Mamy różne zainteresowania, więcej tu różnic niż podobieństw, ale wspieramy się i akceptujemy nawzajem.
    Związek zwiększa nasze możliwości, dodaje siły. Poza tym dom to przystań po tym całym szaleństwie, jakim jest ten świat (tylko dzieci dają czadu i wywalają dom do góry nogami – wtedy o spokoju można tylko pomarzyć).

  34. Davvidia
    Sty 23, 2012 @ 14:37:24

    czyli jednak przyznajesz, że nie chodzi o „zewnętrzny” problem, tylko Twój „wewnętrzny”? Nie ma co mówić o kobietach, czy ludziach..oceniać, jacy są, byli, czy będą. Patrzymy na siebie i tu wychodzimy i tu podchodzimy do problemu osamotnienia, samotności, braku związku, czy miłości.

    „Mnie z tym ciaglym przebywaniem kojarzy sie jeszcze jedna rzecz: rutyna, znudzenie. Zawsze mialem tak, ze czy z jakims hobby, czy praca czy osoba jesli bylo tego ,,za duzo”, to wczesniej czy pozniej dopadala mnie rutyna w wykonywaniu czegos lub w relacji i to odbijalo sie w taki sposob, ze jakby ulatywala ,,magia” z takich spraw…”
    – nie bierz „za dużo” po prostu. Powiedz sam sobie, że nie musisz trwać w czymś czego nie chcesz. Nigdy nie wchodź w coś czego nie chcesz. Jak już wejdzisz gdzieś, bo chcesz, to zostań tam i obserwuj nude, rutyne.. patrz na to i mów do siebie, ze to nie jest coś z czym trzeba walczyć.. to nie jest coś, co CIebie może zabić, to coś NIC Ci nie zrobi, to po prostu jest. Zaakceptuj, to że tak jest. Popatrz na to jak na coś „normalnego” , nie odpychaj tego, nie wmawiaj sobie, że to nie Twoje miejsce i jesteś stworzony do czegoś innego. Popatrz jak tego chciałeś, gdy nie miałeś. Popatrz na moment jak to wybrałeś i teraz tu jesteś, Tak jest i albo będę tu z tym wszystkim jak to wygląda, zaakceptuję to, albo zawsze będę walczył sam ze sobą.
    Ciekawa jest, ta chwila gdy zobaczysz, że wcześniej z tym walczyłeś, a teraz może Cie bawić więcej szczegółów które dostrzegasz.
    Kiedyś walczyłam z „brudem”. Brudnymi ludzmi, brudnymi klamkami, brudnymi okolicami. Dopóki nie dostałam „przymusowego” uporania się z tym brudem. Gdybym, tego nie zaakceptowała, bym straciła coś cennego.
    Wchodząc w sytuacje dla mnie „niewyobrażalną” zaczęłam ją akcetować, obserwować ludzi dookoła, którzy lekko się poruszają w takiej niezrozumiałej dla mnie brudnej sytuacji i nagle cos sie zmieniło. Weszłam tak daleko w to co tak bardzo wypierałam, że aż to zrozumiałam. Doszłam do granic swojego wypierania i dostałam „przymus”, który był zbawieniem.
    Naprawde jak coś zasilasz (dobra czy złą energią) to to wzrasta. Na ile chcesz zobaczyć jak to jest WIELKIE, na tyle zobaczysz. Nie będziesz chciał już tego zasilać, przestanie „straszyć”.

    ” i w sumie to jak obserwuje siebie, to ciagle szukam czegos nowego, swiezego. Nie umiem tkwic w nieskonczonosc w tym samym. Dlatego przeraza mnie wszelka forma obowiazku dlugoterminowego, przymusu bycia itp.”
    – ok. taki jesteś. Jesteś w porządku, że nie umiesz tkwić w tym samym. Nie wypieraj tego. Zaakceptuj to. Jestem lojalny w stosunku do siebie i cieszę się, że taki jestem. Mogę tkwić, a mogę nie tkwić. Ja wybieram gdzie jestem i co robie. Wybieram obowiązek jeśli uznam, że mi nie ciąży i mnie nie przeraża. Wybieram wolność od obowiązku, jeżeli będzie mi ciążył i to też jest w porządku. Jeśli w byciu czuję przymus, to rezygnuję z przymusu i uwalniam się od tego. Uwalniam się od łączenia bycia z kimś z przymusem. Uwalniam w sobie przymus. Przymus nie ma nade mną władzy. Przymus może być, a może go nie być, a ja wybieram od niego wolność.

  35. Davvidia
    Sty 23, 2012 @ 15:49:01

    Działasz na ciele emocjonalnym, nie przenosisz wyżej. Twoje działania sa podyktowane odbiorem emocjonalnym: coś jest zajebiste, lub coś jest beznadziejne. Wchodząc w sytuacje na tym polu i zaspakając „głód” emocjonalny, dostrzegasz inne pola, których notabene nie widząc wcześniej – nie wybrałeś. Po czym stoisz przed sytuacją obudzonego „dziecka we mgle”.
    Teraz proszę napisz sam dla siebie radę 🙂 a ja zobacze jak to w sobie rozwinąłeś 🙂

  36. Artman
    Sty 24, 2012 @ 01:14:29

    „jej Dusza sama sobie ułożyła jak wokoło niej mają się skupiać cele innych osób”

    Hi hi, Przecież Twoja „dusza też jest „kobietą”, więc też może zwracać uwagę na siebie i koncentrować inne osoby wokół siebie, tworząc ‚rodzinę”;)

    A może to nie dusza to powoduje takie działania u kobiet, ale właśnie osobowość.

  37. Artman
    Sty 24, 2012 @ 01:20:16

    Bo Dusza chyba raczej nie ma płci, choć pewnie może się czasowo do jakiejś przyzwyczaić lub bawić się w jej przejawianie w kolejnych inkarnacjach, próbując kolejnym osobowościom zaszczepić pewien styl działania i część cech, zgodnych z planem karmicznym lub boskim planem danego wcielenia albo takimi, które zostały wybrane do „zmierzenia się z nimi” i dokonania innego wyboru względem nich lub głębszego uświadomienia sobie ich wartości, wibracji czy też skutków:).

  38. SwiatDucha
    Sty 24, 2012 @ 01:30:33

    eh, słusznie prawi…!

  39. Artman
    Sty 24, 2012 @ 01:56:40

    🙂

  40. SwiatDucha
    Sty 25, 2012 @ 01:17:23

    > ma dawać mi poczucie bezpieczeństwa.

    Co wy macie z tym poczuciem bezpieczeństwa, zastanawiam się…

    Każdy sobie tworzy sytuację życiową, w tym tak podstawową sprawę jak bezpieczne środowisko.
    Jak ktoś ma w podświadomości poczucie bezpieczeństwa, to dla niego świat jest bezpieczny.
    Jak ktoś nie ma poczucia bezpieczeństwa, to będzie sobie kreować potwierdzenie tego odczucia wewnętrznego. To dokładnie też dotyczy kobiet.

    I teraz można sobie życzyć jak najbardziej dającego „poczucie bezpieczeństwa” kolesia, ale jak samej się ma w głowie mocne poczucie braku bezpieczeństwa, to można tego chcieć a chcieć, a wychodzi, że jeden za drugim partner będzie zostawiał pannę, narażał na niebezpieczeństwo, wpędzał w długi i tak dalej.

    Ja rozumiem o osób prostych, niekumatych, „chcę zabezpieczenia dla siebie i potomstwa” – proste wytłumaczenie.

    Ale u pań rozwijających się duchowo, to mnie dziwi ta postawa.

    U pań zajmujących się rozwojem, które wiedzą, że myśli, postawy wewnętrzne są twórcze, spełniają się, to jak może coś takiego występować?

    > ma dawać mi poczucie bezpieczeństwa.

    a co TY SAMA SOBIE chcesz podświadomie dać?? tak powiedz sobie sama, bez oszukiwania się i bez idealizowania…

    > ma dawać mi poczucie bezpieczeństwa.

    wygląda na mocny kod ewolucyjny..
    Poza tym to jest częściowa prawda – panie lecą na gości, którzy oprócz zabezpieczenia dają mocne emocje, trill, wręcz trzęsionkę wewnętrzną – panowie spokojni są „nudni”.

    Panią trzeba kochać nie zaś rozumieć. Fajnie, tyle że proszę mnie nie namawiać do kochania niestabilnych emocjonalnie 🙂

    już pisałem gdzieś – dobór partnera dzieje się ewolucyjnie nie na podstawie faktów, a oprogramowania, mówiącego, że jak któryś pan wywołuje „dobre odczucia”, to na nic są wszelkie racjonalne ustalenia.
    [to chyba Gray w Mars i Wenus pisał]

    Na szczęście nie daję takiego „dobrego odczucia” paniom i mam spokój od tych, które by na mnie leciały z powodu „dawania poczucia bezpieczeństwa”.. 🙂

    Podobnie nie daję paniom odczuć drżenia z emocji, więc jestem wolny od tych, które się nie wyszalały i potrzebują pracy, dzieci, kredytu, domu, nieobecnego męża i ogólnych zmagań z życiem 🙂 Szanuję te Dusze, które tego pragną, ale to już nie ze mną.. 🙂

    ale szanuję, że większość pewnie tak ma i na Ziemi sobie chcą to uruchomić.

  41. Hawa
    Sty 25, 2012 @ 13:52:05

    @Andrzej
    A mnie dziwi postawa panow,ktorzy rozwijaja sie duchowo,lecz nie stosuja rozwoju
    w praktyce.Podobnie jest z ,,wiedza,, jesli posiamy wiedze a nie stosujemy jej w praktyce.To coz nam zostaje tylko ,,WIEDZA,,

  42. Hawa
    Sty 25, 2012 @ 14:23:11

    Dodam slowo o duchowosci – Kiedy ktos pragnie pobudzic lub stworzyc sprawnosc duchowa,odkrywa,ze istnieja cztery glowne sposoby,dzieki ktorym mozna trafic na sciezke rozwoju duchowego.

    1.Towarzystwo osoby,ktora juz podaza ta sciezka a ktorej obecnosc fizyczna wywiera na nas wielki wplyw.
    2.Sluchanie i czytanie nauk na ten temat.
    3.Czysta sila mysli moze doprowadzic do wniosku,ze musi istniec jakis plan rozwoju i ci ktorzy go znaja ,ze istnieje sposob w jaki mozna skontaktowac sie z tymi rozwinietymi jednostkami.
    4.Praktykowanie czystosci,rozwijajacej intyicji,ktora wiedzie nas ku odpowiedniemu towarzystwu,co moze jednak zajac bardzo wiele zywotow.Praktyka czystosci i nic poza tym w koncu zaowocuje ale ten proces moze byc powolny.

    Sprawnosc duchowa – obejmuje otwarcie linii komunikacyjnych pomiedzy nasza osobowoscia,ego i Ja.
    Starozytna modrosc mowi ze czteroma atrybutami wymagajacymi dla osiagniecia sprawnosci duchowej jest – wnikliwosc,brak pozadania,dobre postepowanie i milosc.

  43. Davvidia
    Sty 25, 2012 @ 18:23:21

    Kiedyś przeczytałam fajny tekst, że EMOCJE SĄ JAK DZIKIE KONIE
    Cytuję ŚwiatDucha:
    „Jeśli działamy na poziomach niższych ciał, np. na astralnym [czyli emocjonalnym], to nie mamy szans na przekroczenie emocji. To raczej emocje nami rządzą. Jednak wznosząc się poziom wyżej, jesteśmy w stanie myślowo ogarnąć naszą ganianinę emocji.
    Na poziomie mentalnym jeśli funkcjonujemy, to już możemy na emocje spojrzeć “z góry”. Może nie panujemy nad nimi, ale możemy się nieco od nich zdystansować, ogarnąć je myślowo. Taka jest prawidłowość – wyższy poziom daje “ogarnięcie” poziomu niższego, daje większe możliwości, czasami też daje możliwość dokonywania takich zmian, któreych na niższym poziomie nie mamy.
    Na poziomie mentalnym jesteśmy ponad emocjami, ale nie mamy jeszcze szans na wydostanie się poza/ponad sztywne klasyfikowanie, czy nazywanie, szufladkowanie. Jest to poziom dopiero podstawowego myślenia. Jeśli zaś zaczniemy patrzeć z poziomu o jeden wyższego [z poziomu przyczynowego], to mamy szansę na to, aby wyjść poza ramy wyłącznie klasyfikowania i odkryć istotne związki przyczynowo-skutkowe. Da nam to o wiele lepsze narzędzie poznania i modyfikowania otaczającej nas rzeczywistości, niż daje proste szufladkowanie z poziomu mentalnego.
    Powyżej ciała przyczynowego jest atmaniczne. Jest to ciało idei. Jeśli działamy na poziomie atmanicznym, to robimy coś, czy rozmyślamy zgodnie z ideą. Czy swoją, czy pobraną z kadzi społecznej [ze społecznego zbiornika idei – myślokształtów atmanicznych].
    Jeśli działamy na tym ciele, to rozpatrujemy idee, to mamy “wzniosłe myślenie”, np. o pięknie, o doskonałej formie, ale także o rzeczach powiedzmy niekorzystnych, np. faszyści myśleli o holokauście, czyli “czystce”, co też było ideą, co prawda zabójczą, morderczą, ale jednak ideą.
    Jeśli działamy na poziomie idei [atmanicznym], to dostroiwszy się do jakiejś idei powierzamy jej swój los. Może być to idea zbiorowa [np. walka o wolność narodu, rodzinna – wychowanie potomstwa, lub indywidualna – np. poświęcenie się pracy twórczej.] W takich wypadkach jednak nie mamy tak naprawdę dużo do powiedzenia. Nie realizujemy postawy wolności, wolnego wyboru, który jest o poziom wyżej.
    Jeśli zaś zaczynamy działać z wyższego poziomu, myśleć na poziomie anupadaki, to mamy możliwość przekroczyć idee, mamy tą swobodę, aby działać ponad ideami.
    Stąd anupadaka jest ciałem wyboru, wolności. Działanie/myślenie w pełni na poziomie anupadaki jest nacechowane swobodą wyboru. Powiedzmy czymś na kształt istotnie “wolnej woli”. W Biblii napisano, iż Bóg dał człowiekowi wolną wolę. Dobrze to zgadza się z naukami teozofów, którzy właśnie na poziomie anupadaka upatrują tzw. monad, czyli zaczątków duchów ludzkich.”

    http://zenforest.wordpress.com/2008/11/13/ciemna-strona-emocji/
    http://www.ezoforum.pl/czakry/52418-trzecia-czakra-napiecie-i-przyciaganie-sytuacji-konfliktowych-prosba-o-weryfikacje.html
    Fragmenty Powella:
    http://priveee.dyndns.org/Kippin/173-Cia%C5%82o%20astralne/173-07.htm
    http://priveee.dyndns.org/Kippin/174-Cia%C5%82o%20mentalne/174-05.htm

    Generalnie nieogarnięte ciało emocjonalne (czy bolesne) zatrzymuję w tej sferze i ciut blokuje szersze poznanie. Proponuje poczytaj o tym ciele, odnieś informacje do siebie i dalej dobrze jest nauczyć się jakiejś metody, która pozwoli Ci na każdorazowe zdejmowanie emocji z różnych sytuacji i trzeźwą ocenę. Już wspominałam gdzieś o metodzie EFT Emotional Freedom Techniques wywodzi się z tradycji chińskiej i pracy z energią, na meridianach – jest łatwa i skuteczna, bądź poszukaj najbardziej odpowiedniej dla siebie metody.

  44. SwiatDucha
    Sty 25, 2012 @ 19:17:15

    To jest do potwierdzenia np. przez stosunek do par homoseksualnych. Ale nie trzeba się dziwić takiej postawie. Nie mogąc wyjść ponad poziom atmaniczny [poziom idei, religii] nie można tego zaakceptować, jeśli się jest w nurcie danej idei. Ta akurat idea przewiduje, że związki h. są takie i takie i koniec, nie ma dyskusji. To nazywa się dogmatyczną postawą, czyli postawą niewzruszoną w oparciu o daną ideę, dany ideał. Piękny ideał, ideał zdrowia – możemy dopuścić tylko do „prawidłowych” związków, resztę negujemy.

    No niestety, taki „piękny” świat nie jest, jest bardziej złożony. Dla osób hołdujących idei to wydaje się „chore”. Nie obejmują psychicznie większej złożoności. Tak mają i tyle, to wynika z określonego poziomu wzrostu duchowego. Osobiście więc, jeśli spotykam księdza, to rozmawiam z nim szanując jego przekonania, nie wkładam mu „szpilki” w postaci jakiegoś nieprzyjaznego pytania. Wszak chce dobrze. A że to i tamto? To nie jest mój problem, a także to nie jest moje życie, tylko tego księdza…

  45. Odnaleziona
    Sty 26, 2012 @ 18:00:45

    Szczerze myślę, że nie jestem żadnym wyjątkiem.

    A jeśli ten temat oddzielić od dogmatów religii katolickiej, z którymi nie ma nic wspólnego, wtedy będzie z mojej perspektywy ok 🙂

  46. SwiatDucha
    Sty 26, 2012 @ 21:48:18

    Jednym uchem wlata drugim wylata.

    Stare babcie, które ujadają na młodzika z kolczykiem w uchu raz są kościołem, a raz nie są?
    Zależnie od sytuacji, kiedy chce się żeby podliczyć stan to jak najbardziej, ale jak się mówi o stosunku do mniejszości i kiedy obraz kościoła mógłby ucierpieć, to już tylko jest urząd nauczycielski kościoła ma rację i „szacunek”.

    Karmę sobie robią, ale to nie moja sprawa. Natomiast ty nas tutaj oszukujesz po prostu, więc się nieco zreflektuj.

  47. Artman
    Sty 28, 2012 @ 13:52:22

    Jest teraz na Małej czarnej m.in. o agresji kobiet a zwłaszcza dziewczynek i nastolatek.

  48. SwiatDucha
    Sty 28, 2012 @ 20:36:43

    Artman, jakbyś mógł powiedzieć w którym sieciowym miejscu tak dzwoni? [czyli jakiś link? albo opis? bo na googlu to nie wiem w co kliknąć.]

  49. Odnaleziona
    Sty 28, 2012 @ 21:03:56

    O agresji kobiet w programie „Mała Czarna” – zwiastun: http://www.facebook.com/video/video.php?v=287551611271679

  50. Odnaleziona
    Sty 28, 2012 @ 21:07:41

  51. Artman
    Sty 29, 2012 @ 10:45:47

    Przykład z TVNu teraz – dlaczego wśród nastolatek dochodzi do przemocy – z wypowiedzi nastolatka – „chłopaki jak mają taki sam ciuch to mogą zostać najlepszymi przyjaciółmi, a dziewczyny potrafią się o to bić”

    Ech…może pewnych rodziców to przebudzi i zwróci uwagę co zmienić u dzieci.

  52. Hawa
    Sty 29, 2012 @ 13:05:29

    Dzieci jak dzieci,spelniaja oczekiwania taty i mamy. A gdzie sie zapodzial w tym wszystkim RODZIC.
    Zlobki i przedszkola sa tego przykladem o szkole podstawowej nie wspomne a dalej to juz sami widzicie, slyszycie i czytanie.

  53. SwiatDucha
    Mar 17, 2013 @ 21:00:29

    jeśli tak pisze, to wygląda na to, że rozwój duchowy jakoś negatywnie odbierasz, jako bardzo ciężką, niewdzięczną pracę

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: