O szczęśliwości

Argumenty na to, że nie mamy dostępu od razu do szczęśliwości:

A1. wdrukowano nam głupotę i jest to przemożne

A2. wzorce na wzór „wielkich” tego świata, oni cierpieli to i nam się to przydarza, idziemy ich śladem

A3. do jakiegoś momentu na pewno odczuwamy sporo cierpienia

A4. jeśli blokujemy się na przeżywanie, to odczuwamy albo nadal cierpienie, albo więcej cierpienia

A5. cierpienie można rozpuszczać [a w tym różnorakie obciążenia]

A6. puszczanie cierpienia wygląda paradoksalnie i wygląda na bezsensowne, insane,

A7. jest wiele przekazów dotyczących osiągania szczęścia, które mają wspólne dwie cechy:

a) że istotnie prowadzą ku szczęśliwości

b) w domyśle mają nas związać ze swoją drogą, szkołą, specjalną jakąś nazwą, poza którą ponoć nie ma „zbawienia”, „oczyszczenia”. Operują specjalną terminologią, specjalnymi nazwami, itp. jak np. piąta pieczęć, „atonement”, „Droga Shaumbro” które nie posiadają realnej wartości oprócz hipnotycznej: „jak wejdziesz w krąg tych słów kluczowych [operandów, operatorów] to będzie ci od razu lepiej”.

Takie nauki dają pomieszany przekaz:
– sugerują, że to „tylko one” mogą pomóc, że jeśli będziesz poza ich kręgiem, to będziesz pozbawiona/y szansy
a tak naprawdę to jest wiele takich nauk

A8. Postawa umysłowa danej osoby może jej aktywnie przesłaniać szczęśliwość i to przez długi czas, nawet wbrew wysiłkom tej osoby

„Kiedy powiesz to matce, ktorej syn popelnil samobojstwo, […] Nie ma u takiej osoby mowy o otwartosci, ani zrozumieniu wartosci cierpienia.”

taka beznadziejna postawa nie wynika z niedowładu argumentów i niemocy nauk [jakby chcieli poszukiwacze cudownych nauk], ale zakleszczenia w umyśle tej osoby [to wymaga wrażliwości psychologicznej, aby to zauważać w umyśle tej osoby].

Postawa u takiej osoby istotnie uniemożliwia jej na dzisiaj doznanie czegoś pozytywnego. Ale to może się zmienić z czasem.

A9. Na początku drogi istotnie przychodzi być mocno uważnym, uczyć się rozróżniania [tzw. świadomość rozróżniająca] i kontroli [niektóre sprawy trzeba niemal siłą ukrócać na przekór przyzwyczajeniom, przynajmniej na samym początku]

„Cierpienie jest konieczne, aż przestaje być konieczne” Budda

A10.
„Może zbytnio jesteśmy przywiązani do modelu naszego życia zdominowanego „karmą”?”

„szansę na rozwój bez doznawania ciosów, zarówno od innych ludzi, jak i samemu sobie, mamy niewielką. Zbyt wiele nawarstwień karmicznych, zbyt wiele ciemnych wibracji.”

Tak istotnie by było, taka szara, przykra perspektywa istnieje, jeśliby rozwój duchowy był czymś linearnym.

Takie poglądy są identyczne z wyobrażeniem karmy, którą trzeba całą spłacić, a jest jej tak wiele.

To nie jest prawda. Karmy nie spłacisz. Ale nie trzeba jej spłacać. Karmę trzeba _przekroczyć_ poprzez zmianę postawy i zrozumienie. Pierwszym punktem jest tu pokora – tak mocno podkreślana przez Jezusa. Jest to podstawa, trampolina do przekroczenia czegoś, co osobiście jest większe i silniejsze ode mnie.
„nie poprzez własną siłę, czy zdolności”, „nie z nas, Boży to dar”

A11.a
„W dzisiejszym świecie, nawet ci szczęśliwi, bogaci, ludzie sukcesu, wg miary dzisiejszego świata, nie są chyba wolni od problemów, zawodów, cierpienia.”

Istotnie, popularne przekonanie mówi, że można mieć ciastko i zjeść ciastko. Czyli zarówno zachować ego i być szczęśliwym. Ale to jest nieporozumienie.

A11.b
„Przyznaję, że chciałabym usłyszeć zaprzeczenie, że można iść przez życie łatwo i przyjemnie, wykorzystując maksymalnie potencjał twórczy”

To identyczny pogląd, jak A11.a, tyle, że ujęty innymi słowami. „Wykorzystanie maksymalne potencjału” oznacza ni mniej ni więcej, że nadal obracamy się w kręgu ego. Ego kocha „wykorzystywanie potencjału” oraz ekstrema, typu „maksymalne wykorzystanie”. Gdy będzie „średnie wykorzystanie”, albo „brak wykorzystania” – jest niezadowolone.

Tak więc, nie usłyszysz ode mnie słów krzepiących dla ego.

Natomiast szczęśliwość o to po prostu nie dba. Szczęśliwość jest skupiona na miłości.

Tu słowa „łatwo i przyjemnie” z Twojej wypowiedzi istotnie mają sens. W jednym zdaniu dwie różne postawy! Tak treści w umyśle mogą być pomieszane, jeśli nie ma zrozumienia.

Stan szczęśliwości jest możliwy

B1. jest oddzielony od lęku i nie ma z nim nic wspólnego

B2. jest połączeniem z Opiekuńczymi Bytami [różnymi]

B3. jest stanem poczucia jedności z innymi [a więc i współodczuwanie, empatia, wspólna radość, dzielenie się szczęśliwością, miłością]

B4. akceptacja przeżyć, nawet na początku niezbyt przyjemnych jest drogą ku szczęśliwości

B5. nie trzeba ogromnie planować, kombinować, kontrolować

B6. szczęśliwość w życiu przychodzi sama i sama się potwierdza [moja ulubiona droga Tao]

B7. w każdym z nas i w innych istotach jest iskra Boża, „iskra świętości”, inaczej – potencjał szczęśliwości.

B8. Wyjście poza „swoje racje”, akceptacja automatycznie przestawia nas do krainy szczęśliwości

B9. jeśli nawet na dzisiaj brakuje nam zrozumienia, aby wszystko oczyścić to i tak są Opiekunowie Duchowi, którzy nam to pokażą, nauczą nas, jeśli nie sami, to poprzez innych, jeśli tylko będziemy mieli ku temu intencje

B10. cytuję całość:
„Nauczyć się żyć na luzie to nie jest taka sobie prosta sprawa bo wymaga odrzucenia bardzo wielu dogmatów jakie do tej pory funkcjonowały w naszym życiu ale to jest możliwe.”

B11. W moim odczuciu tworzyć raj na ziemi można rozpoczynając od jednej osoby – najlepiej od siebie. Wtedy się udaje.

* * *

tu łącze do strony głównej o byciu tu i teraz w szczęśliwości [link]

tekst zawiera wypowiedzi forumowiczów [link]

* * *

Nie mów swojemu Bogu, że masz wielki problem.

Raczej powiedz swojemu problemowi, że MASZ WIELKIEGO BOGA! 🙂

Advertisements

9 komentarzy (+add yours?)

  1. Bjarka
    Mar 14, 2010 @ 20:22:00

    „Karmy nie spłacisz. Ale nie trzeba jej spłacać. Karmę trzeba _przekroczyć_ poprzez zmianę postawy i zrozumienie. Pierwszym punktem jest tu pokora – tak mocno podkreślana przez Jezusa.”

    Zgadzam się. 🙂 Dla mnie to jest tak, że zła karma, ciężki los, jest jak wielki kanciasty kęs czegoś bardzo twardego i niesmacznego, czasem nawet trującego. Musisz to:
    -przeżuć (co często boli, i korci jeszcze, żeby wypluć),
    -połknąć (co jako pierwszy etap akceptacji, często bywa najbardziej dramatyczne, bo człowiekowi wydaje się, że się dusi),
    -dać się temu przedostać do żołądka i strawić (co może prowadzić do niestrawności, pomieszania i nawet zatrucia),
    -wchłonąć (co jest już aspektem wysoce duchowym- ogarnia całe ciało, symbolizuje absolutne poddanie się, wchłonięcie substancji do krwiobiegu, pokorę, tutaj nie ma już wyjścia),
    -a potem jeszcze iść do toalety (co może pójść zupełnie gładko, albo wręcz odwrotnie) 😉

    I wtedy, jak się oglądasz pod siebie, to cała ta „obciążona karma” marnie wygląda ;> Można się spokojnie wyluzować…

    A Ty Andrzeju tkwisz w szczęśliwości? (jeśli mogę zapytać)

  2. SwiatDucha
    Mar 14, 2010 @ 23:45:07

    Taaa.. przypomina mi się sprawa dojrzałości karmy. Nie raz i nie dwa oczyszczałem się z niedojrzałej karmy. Wyglądało ładnie, czuło się, że to raczej nic wielkiego, ot .. i poszło. A po kilku latach zaczęło brać za trzewia i był mocniejszy proces.

    Wtedy Dusza przeżywa, tak jak opisujesz. Na szczęście to „musisz” [i tu opis procesu], to nie jest konieczność – bo nie musimy, możemy się np. zatrzymać na poziomie chodzenia do lekarzy.

    Po drugie to nie „my” jako obserwator, tzn. Świadome Ja przechodzimy, ale nasza Dusza, niemniej to wszystko odczuwamy.

    I, jeśli istotnie zdecydujemy się na proces Duszy i oczyszczanie, to po pewnym czasie jesteśmy na drugim brzegu. Wtedy ta karma już nie wygląda jak kiedyś. Ale i my sami nie jesteśmy tacy jak kiedyś..

    Czy ja tkwię w szczęśliwości? Odpowiem historyjką z Misia. Rzecz dzieje się w zimie [kto zresztą nie z na Misia..]

    A pytanie „Czy ja tkwię w szczęśliwości?” mogę swobodnie strawestować pytaniem: „Czy ja palę?”

    Piękne..

  3. SwiatDucha
    Mar 14, 2010 @ 23:50:00

    Tu jest film z tym fragmentem z Misia:

  4. Marek
    Mar 27, 2010 @ 02:34:41

    Po wielu latach rozwijania się duchowo, muszę stwierdzić że nie ma we mnie za grosz szczęśliwości, tylko same napięcia i konflikty 🙂 cały czas zazdroszcze Swami Ramie który siadał w kucki, i 8h wpadał w samadhi. Czy taki stan jest do osiągnięcia w ciągu jednego życia? coraz bardziej zaczynam w to wątpić, tyle rzeczy jest do oczyszczenia – masakra 🙂

  5. akwroclaw
    Mar 27, 2010 @ 19:08:13

    Powtórzę:
    Karmy nie spłacisz. Ale nie trzeba jej spłacać. Karmę trzeba _przekroczyć_

    Marku, nie jest możliwe dotarcie do szczęśliwości jeśli pozostajemy na poziomie, na którym nadal mamy potrzebę oczyszczania się.

    Oczywiście, jest to chlubne zajęcie. Natomiast czy od poziomu oczyszczenia zależy moja szczęśliwość? Nie.

    Przekroczenie oznacza, iż wystarczająco naoczyszczałem się, na tyle, że widzę, iż w obszarze „oczyszczania/tego co pozostało do oczyszczenia” nie jestem w stanie znaleźć szczęśliwości. Bo jej tam nie ma. Nie ma więc co jej tam szukać.

    Założenie ogromnej większości osób jest takie: oczyszczę się, to będzie mi się szczęśliwiej żyło.

    A praktyka tego nie potwierdza, pokazują się nawet dalsze sprawy do oczyszczenia [tak jak u Ciebie]. Stąd pochodzi poczucie zmęczenia, znużenia, braku sensu, itd. Nic dziwnego, ponieważ odkrywasz, że istotnie w tym obszarze nie można odszukać tej szczęśliwości, którą sobie w założeniu sam obiecałeś.

    Jeśli wysarczająco dużo masz doświadczeń z oczyszczaniem, to wiesz z własnej praktyki, co może Ci zapewnić oczyszczenie. I wiesz, że poczucia szczęśliwości tam nie ma. I to jest prawda, zupełnie praktyczna.

    Pora więc podnieść wyżej głowę, na wyższy poziom i zobaczyć, że poczucie szczęśliwości zależy od postawy, którą przyjmujesz. Na szczęście, po odpowiedniej ilości oczyszczania masz na tyle swobody i zrozumienia, że możesz zacząć przyjmować wewnętrzne postawy bardziej świadomie, niż kiedyś.

    Tak więc poszukiwanie szczęśliwości zamienia się po drodze na kreowanie [poczucia] szczęśliwości poprzez Twoją własną postawę.

    Nie jest to co prawda takie rozwiązanie, którego szukałeś, ale jakieś jest. Wymaga czego innego [odpowiedzialności za swoją postawę] i znowu nie dzieje się samo z siebie [trzeba potrenować umysł]. Niemniej jest to rozwiązanie z obszaru, w którym istotnie można coś osiągnąć, w odróżnieniu od obszaru oczyszczania się, w którym szczęśliwości nie da się osiągnąć [co już wiesz].

    Aha, przypomniało mi się również, że takie zwroty „zupełnie nie jestem usatysfakcjonowany”, „całkowicie nie czuję niczego dobrego” świadczą o niskim poziomie nastroju, czyli po prostu o częściowej nieprzytomności. To jest bardzo częsta sytuacja, częste zjawisko.

    Najprawdopodobniej miałeś i masz pozytywne momenty, ale w czasie takiego „doła” ta pamięć jest wyłączona. Może być to związane z [długotrwałym czy nadmiernym] stresem, uaktywnieniem ciała bolesnego, niskim poziomem hormonów szczęścia [każde z tych wytłumaczeń jest dobre, mimo, iż pochodzą z różnych szkół].

  6. Marek
    Mar 28, 2010 @ 00:57:40

    Masz rację, nie ma sensu uzależnianie szczęścia od czegokolwiek. Jednak nieoczyszczony umysł (czy podświadomość) generuje ciągle pełne gniewu, strachu i zemsty myśli. Nie umiem się wznieść ponad te prymitywne impulsy, a pragnę doznać duchowej ekstazy, chociaż na chwilę się uwolnić od tego burdelu w mojej głowie 🙂

  7. SwiatDucha
    Mar 28, 2010 @ 01:08:08

    „chociaż na chwilę się uwolnić od tego burdelu w mojej głowie ”

    I do tego istotnie różne terapie bardzo się przydają. Mnie najbardziej chyba przysłużyła się dla wyciszenia grupowa psychoterapia analityczna, na której siedzi się, słucha, coś mówi.. i tak mija czas. A ja sam przyzwyczajam się do spokoju..
    Dla rozgrzebania i poczyszczenia Duszy świetnie przysłużył się Regresing.
    Różnych dróg terapeutycznych jest istotnie wiele.

    No i oczywiście są jeszcze przemyślenia owocujące wnioskami typu „wobec tego kogoś/ tego zjawiska nie warto, abym [i tu opis działania]”. Zrozumienie jednak na mnie najlepiej działa, jak zauważyłem, jest obecne w każdej wartościowej terapii.

  8. Marek
    Mar 28, 2010 @ 02:06:38

    Coś w tym jest. Ja się otworzyłem na tyle że kilku osobom którym ufam i których się nie boję, powiedziałem co jest moim największym problemem i traumą, moim krzyżem niemalże który noszę, i który musze nosić. Z powiedzenia tego jednak problem wcale się nie rozwiązał, owszem, poczułem ulgę ale tylko chwilową.

    Z terapii przemawia do mnie radykalne wybaczanie bardzo mocno, i rytuał hellingera (o którym czytałem u Ciebie i postanowiłem wypróbować) po którym nagle sprzedałem samochód którego nikt nie chciał kupić, więc zadziałało. Chyba na każdego działa inny typ terapii.

  9. Bjarka
    Kwi 10, 2010 @ 01:48:47

    Jeszcze tak sobie doczytałam to, co tu jest napisane i chyba zgłoszę wątpliwość co do punktu B1: „stan szczęśliwości jest oddzielony od lęku i nie ma z nim nic wspólnego”

    Myślę, że szczęśliwość jest bardzo związana z lękiem. Pomiędzy obydwoma stanami jest zależność, że szczęśliwość nie pojawia się, jeśli żyje się w ciągłym lęku.

    Bycie tu i teraz i doświadczanie szczęśliwości to dla mnie stan trudny do określenia i osiągnięcia. Chyba każdy wyobraża go sobie odrobinę inaczej. Idąc tropem Tao według mnie to przede wszystkim spokój, akceptacja, poczucie bezpieczeństwa i miłości odczuwanej do świata i przekazywanej światu, droga prosta, ale jednocześnie skomplikowana…

    Poszukiwanie szczęśliwości zaczyna się chyba od akceptacji tego naszego „ziemskiego bałaganu”, akceptacji samego siebie i swojego położenia. Potem potrzeba jeszcze trochę pokory- trzeba schylić głowę i bez względu na to, co się dzieje poddać się życiu (taka „postawa jezusowa”). I tak pojawia się spokój i zaufanie. Dla mnie dopiero w tym momencie można zacząć doceniać piękno życia (choć często ułomne i kalekie).

    Wydaje mi się, że spokój i ufność to baza dla szczęśliwości. Dlatego wewnętrzne napięcia, lęki i niespójności utrudniają dostęp do niej.

    A teraz z dziedziny fizjologii: Wyróżniamy dwa podstawowe stany czynności bioelektrycznej mózgu.

    Pierwszy to stan synchronizacji- impulsy elektryczne krążą swobodnie po zamkniętych łańcuchach neuronów. Wyładowania są stałe, charakterystyczne dla głębokiego relaksu, spokoju wewnętrznego, niektórych faz snu, medytacji (tzw. „pusty umysł”).

    W momencie odbierania bodźców ze świata zewnętrznego, następuje automatyczna desynchronizacja czynności neuronów. W niektórych partiach mózgu pojawiają się dominujące stany pobudzenia wiążące się z analizą danego impulsu. Jest to charakterystyczne dla czuwania, myślenia, obserwowania, marzeń sennych i wszystkich innych aktywnych stanów umysłu.

    Analizując zatem aktywność ludzkiego mózgu można wyciągnąć pewien wniosek- stan spokoju i pełnego umysłowego relaksu występuje tylko wtedy, kiedy mózg odcina się od bodźców zewnętrznych. Fakt ten sugeruje, że wszystkie wschodnie nauki zawierające elementy medytacji, dążą w pewnym sensie do ograniczenia odbioru bodźców zewnętrznych, a co za tym idzie zwiększenia synchronizacji czynności bioelektrycznej mózgu. Idąc dalej tym tropem- odcięcie niektórych bodźców stresogennych ogranicza zatem zwierzęcą reakcję „walki lub ucieczki” charakterystyczną dla Ego. Jeśli więc odseparować się od zbędnego „gęgania” Ego, zmniejszy się poziom stresu, potrzeba walki lub ucieczki, a razem z nimi odejdą niektóre lęki, a w ich miejsce pojawi się spokój i większa synchronizacja impulsów w mózgu.

    Ale… jest również druga strona medalu. Człowiek jako istota społeczna nie może się zupełnie odseparować od bodźców ze świata zewnętrznego. Istnieje bowiem zjawisko deprywacji sensorycznej i związanej z nimi atrofii niektórych struktur mózgowych. I tak np.- „głód bodźców” może prowadzić do zaniku ciała migdałowatego u osób z depresją…

    A szczęśliwość? Chyba jest gdzieś pośrodku tych dwóch stanów (jak zwykle równowaga) jako umiejętność doznawania zarówno głębokiego wyciszenia, jak i pobierania z otoczenia stymulujących bodźców skłaniających do aktywnych działań, a nie wywołujących nadmierne napięcie i stres. Tak więc leczenie lęków musi polegać chyba głównie na umiejętności wyciszenia bodźca wywołującego lęk. Trzeba ćwiczyć spokój i zaufanie.

    Szczęśliwość jest jak taniec- ciało się porusza, jest dynamiczne, aktywne, stymulowane, umysł medytuje, jest spokojny, a dusza się cieszy… To takie moje prywatne zdanie na ten temat 😉

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: