Niedokończony rytuał z duszą

Pytanie:

Po rytuale źle się czuję, winna, upokorzona. Co robić?

Odpowiedź:

Witaj!

To znaczy że się uruchomił jakiś proces, który jeszcze się nie zakończył. Jeśli czujesz poczucie winy – to znaczy, że pokrzywdziłaś kogoś. Jest to dobrze, ponieważ doszło do Twojej duszy, że coś zrobiła źle i można pracować z nią, żeby prosić o wybaczenie duszę tego kogoś. Trzeba również oddawać szacunek, ponieważ zwykle z krzywdzeniem przychodzi brak szacunku.

I warto robić pokłony – to sprzyja przyjęciu takiej postawy proszenia o wybaczenie. Sam pokłon w życiu codziennym jest zwykle uznawany za oddawanie szacunku, nawet nie musimy wypowiadać słów.

Ja tak to robiłem – a na początku też nie wiedziałem, kto był pokrzywdzony przeze mnie. Dopiero później mi to się poskładało. Brałem zapalałem świeczkę, stawiałem blisko obrazek mistrza duchowego przyzywałem dusze, którym zrobiłem kłopot i oddawałem szacunek, robiłem pokłony prosząc o przebaczenie i przepraszając. Jak coś więcej było potrzeba, to dawane było mi było odczuć, o co chodzi.

Może być tak, że jedna dusza, istotna dla nas ma duże poczucie pokrzywdzenia i nie daje się szybko przekonać, że zmieniliśmy dawną postawę. A może być tak, jak piszę w opisie rytuału, że znajoma pokrzywdziła wiele dusz na raz – niektóre szybciej sobie poszły, inne wolniej. Ale była stanowcza, wiedziała czego chce i po kilku dniach pracy wszystkie przebaczyły jej i poszły sobie.

To żadna filozofia, po prostu trzeba działać, samo się nie zrobi.
Metoda jest prosta, ale wymaga zaangażowania.

Dopiero gdy dusze poczuły, że naprawdę mi zależy, a nie robię tego na odczepnego, to zaczęły przebaczać. Nie było łatwo, musiałem się przyłożyć.

Proponuję Tobie to samo. Pewnie też przez to się dużo nauczysz, bo sama będziesz doświadczać. Nie musimy od razu wiedzieć Komu co zrobiliśmy, ważna jest postawa własnej duszy. Nie potrzeba wiedzieć kto i komu, bo to napędza ego, natomiast dusze pragną głębokiej prawdziwej postawy. Jak nie będzie to proces ego tylko duszy, potrzebne informacje się znajdą. Duszom nie jest aż tak potrzebne to, żeby je wywoływać po imieniu, nazwisku. Jeśli będziesz prawdziwie oddawać cześć, szacunek, to zjawią się te, które owego szacunku potrzebują.

Jestem głęboko przekonany, że jeśli potrzebować będziesz jakiejś informacji, wiadomości, czy wizji, to na pewno się ona pojawi.

Wydawałoby się, że żyjemy w odosobnieniu i z rzadka dostajemy wsparcie, natomiast w świecie duchowym jesteśmy cały czas w dobrym towarzystwie pomocnych istot jak je wezwiemy.

Reklamy

21 Komentarzy (+add yours?)

  1. SwiatDucha
    Maj 16, 2013 @ 00:48:10

    Dusze mają uczucia, emocje, postrzeganie itd. to nam dają abyśmy z tego korzystali. Jeśli Dusza starsza to też przecież głębia przeżywania takiego człowieka jest o wiele większa:

    porównaj to u osób o różnym wieku duszy:
    https://swiatducha.wordpress.com/2009/01/01/wiek-dusz/

    Jednakże Dusze nie są zbyt wzniosłe [proszę poczytać książki Thomasa Moore], a więc nie mają zdolności refleksyjnych. Tak miało być, ponieważ tylko wtedy mogą brnąć w doświadczenia bez opamiętania.

    Osobowość pojawia się wraz z inkarnacją, od poczęcia dziecka. Natomiast zobacz, jak bardzo rozwinięte emocjonalnie są małe dzieci, chociaż ich osobowość jest w powijakach. To Dusza się już prezentuje, swoje energie na których pracuje, pokazuje się, swoje możliwości, swoje postawy. Matka ma możliwość dobrać imię dziecka jeszcze przed urodzeniem wyłącznie na podstawie odczytania jakości energii swojego dziecka płynących z własnego brzuszka.

    Już małe dzieci mają silne osobnicze zróżnicowania, które jednakże nie mogą pochodzić od osobowości, która dopiero co się tworzy. To oczywiście Dusze pokazują swoje cechy, swoje postawy, swoje wybory, które przynoszą z poprzednich wcieleń..

    Intencje są przez Duszę łatwo rozpoznawalne energetycznie, oczywiście Dusze są mocno połączone ze sobą energetycznie, wystarczy, że ludzie sobie popatrzą w oczy, podadzą ręce, już ich Dusze wiedzą o sobie super dużo. Jasnowidzowie to widzą i korzystają z tych informacji.

    No i oczywiście jest karma, związki karmiczne między Duszami. Do tego nie trzeba osobowości. Już małe dzieci potrafią wyrywać sobie wzajemnie włosy w bójce o zabawkę. To Dusze realizują karmę w ten sposób. „Większe dzieci” rywalizują np. poprzez kariery, zdobywanie zasobności materialnej, uruchamianie specjalnie raniących związków między ludźmi, wchodzenie w takie związki, czy nawet poprzez akcje agresji fizycznej.
    Przykład: osobowość jest potrzebna do zdobycia skomplikowanego zawodu. Natomiast aby używać go do robienia kariery, aby „komuś pokazać”, to już osobowość nie jest specjalnie potrzebna, wystarczy, że Dusza chce odtworzyć sobie z poprzedniego wcielenia relację dominacji i już będzie chciała być szefem. Wtedy jak pytać osobowość, czemu chce być szefem, to nie odnajdzie przyczyn w sobie [i będzie miała rację]. Ludzie z reguły nie wiedzą, czego chcą ich Dusze – są otwarci na zawartość swoich osobowości, natomiast ich Dusze stanowią dla nich pewien rodzaj tajemnicy, obszaru, w który nie wchodzą, którego nie eksplorują, nie znają.

    Ale i osobowości też mogą sobie tworzyć nowe związki, zależności, przyczyny. Stąd wniosek, że do złożoności świata dokłada się zarówno Dusza jak i osobowość [trochę na inne sposoby].

    Do tego nie trzeba specjalnie mądrości, aby się atakować, poranić i więcej. Od starożytności takie akcje prowadziły całe ludy, populacje bijąc się między sobą. Dopiero niedawno w Europie osobowości przyszły do pomysłu, żeby może już nie robić pomiędzy sobą wojen. I zdołają swoje Dusze do tego przekonać, ponieważ jest dużo za tym argumentów.

  2. SwiatDucha
    Maj 16, 2013 @ 22:56:40

    O, widzisz, opowiadasz historię ze świata duchowego. Tak potężne są Dusze, czy też osobowości, żeby tak namieszać w czyimś losie?
    Ja uważam, że to jednak Dusze tak potrafią zadziałać, osobowość co prawda chce, stara się, napina, ale najczęściej mało to w ogóle daje jakieś skutki [daje kogo? co? – tak sobie przypominam, czy dobrze odmieniam :)].
    A Dusze, jak sobie wezmą na ambit, że mają się z kimś związać, że mają wyrównać z kimś sprawy, oj, to wtedy wióry lecą, iskry się sypią. I czasami nie wie osobowość jak przeciwdziałać.
    Z tego, co napisałaś, wiedzieliście od Łazariewa, jak postąpić, żeby tą lawinę zatrzymać. I dobrze, zadziałało.

    Tak to jednak jest, że nieprzyjęcie losu oznacza, że niezgadzamy się z wyrokami Wyższych Jaźni, Boga, a wtedy Dusza najpewniej idzie w złym kierunku. Ł. mówi, że przyjęcie ciężkiego oznacza akceptację ścieżki, na której Dusza jest leczona. Czyli dla kogo jest „zły los” – dla człowieka? Ł. mówi, że dla dobra Duszy.

    „Nie mogę pogodzić się z tym , iż rola człowieka w dziele stworzenia miałaby być tak znikoma.”

    Pytanie, kim jest człowiek dla ciebie. Z tej wypowiedzi sądzę, że utożsamiasz „człowieka” wyłącznie z jego jedną inkarnacją. Wtedy istotnie, mało atrakcyjnie ten świat wygląda i jak można powiedzieć, że owa osobowość jest aż tak istotna. Nie jest.

    W religiach mówi się, że Bóg „kocha człowieka”, tzn. jego konkretną inkarnację. Ale przyznaj sama, jest to raczej pobożne życzenie, niż obserwowany fakt. Jak bowiem można powiedzieć, iż przy tak ogromnych różnicach w losach ludzkich Bóg ma „wszystkich kochać”? Jednych, tych z bardzo dobrym, komfortowym losem wygląda, że jak najbardziej kocha, wręcz uwielbia. Ale, dlaczego zapomnieć masz o tych, którzy przeżywają traumy, katusze, że już nie będę nazywał trudniejszych jeszcze spraw.

    Religie musiały podawać taką interpretację „człowieka”, ponieważ ogromna większość wyznawców tylko tak jest w stanie go widzieć. I dodatkowo musiały stworzyć sensowne wytłumaczenie dla nielogiczności, które występują w ogromnej ilości jeśli przyjmujemy pojedyncze życie i koniec.

    Zadajesz pytania religijne. Niestety, na nie nie odpowiadam, ponieważ mój punkt widzenia jest wielowcieleniowy. I chociaż może na bieżącą chwilę wydawać się dla osobowości krzywdzący, to rozjaśnia i wyjaśnia bardzo wiele.

    Szanuję wyznawców i religie, ponieważ odnoszą się z czcią do Boga. Co też im mocno dodaje wartości duchowej. Niestety, moje tłumaczenia jak widzisz są zdecydowanie poza granicami religii.

    ” to przecież człowiek stał się zarzewiem konfliktu między duchowymi bytami”
    Historia religijna jest przebogata. Można na dane twierdzenie znaleźć ileś dowodów za i ileś przeciw. Leszek Żądło sporo z tego tłumaczył w swoich książkach i pokazywał z punktu widzenia rozwoju duchowego. Wydaje się, że tam zainteresowanych można odsyłać.

    W moim przekonaniu „człowiek” jest potencjałem, możliwością daną od sił wyższych. Wiele możemy z siebie uczynić, możemy sobie nawet zaszkodzić, ale także możemy dzięki posiadanym potencjałom bardzo mocno pójść do przodu!
    Tu oczywiście widzę to jako dodanie owej drogi rozwoju do już dotychczas osiągniętych dokonań.
    Tak wiele to tłumaczy – przede wszystkim różnorodność ludzi i ich najróżniejsze statusy.
    W każdej sytuacji możemy się „przebudzić duchowo” i uruchomić proces oczyszczania się i wzrostu. A Bóg i siły Wyższe będą nas wspierać. I to tylko od nas zależy, czy się udamy o tą pomoc do nich.
    Czyli, z jednej strony, jesteśmy wartościowi dla Góry, a z drugiej, mamy bardzo duże możliwości decyzyjne.
    A że nie jesteśmy „całą” postacią istoty człowieka? To też jest ciekawe, aby to odkrywać. Ja akurat od tego zaczynałem w rebirthingu i regresingu, odkrywałem jakie moja Dusza miała wcześniej wcielenia i doznania.

    Ale nikomu się tego nie narzuca. Jednakże prosimy wtedy nie narzekać, iż mało co rozumie ktoś ze swojego życia, losu. Jeśli ktoś zawęża sobie poznanie, to jednocześnie zawęża zestaw możliwych tłumaczeń, które jest w stanie przyjmować.

    A rzeczywistość, jak ją zawęzić, no niestety wygląda mocno niekompletnie, niezrozumiale i nielogicznie.

  3. SwiatDucha
    Maj 16, 2013 @ 23:36:12

    Dla mnie troszkę to niezrozumiałe jest, może to kwestia braku kontekstu, a może po prostu też coś ktoś chciał skomplikowanego powiedzieć, i to on wie, o co chodzi. Na teraz nie umiem powiedzieć.

  4. SwiatDucha
    Maj 16, 2013 @ 23:47:27

    Wspomnienia z dzieciństwa mogą być dowodem na oczyszczanie się. Przychodzą ponownie czystsze energie, jak u dziecka.

    Brak zainteresowania Duszy może mieć dwie przyczyny:

    a) zatrucie od wejścia

    b) spory wiek Duszy, tak jak opisany tutaj:

    https://swiatducha.wordpress.com/2010/10/02/dusza-konczy-presje/

    Mogą one występować albo razem, albo osobno.

  5. SwiatDucha
    Maj 16, 2013 @ 23:51:54

    Czyli sama cierpisz myśląc o cierpieniu.

    Może być to symptomatyczne, niektórzy mówią, iż zajmuje nas zawartość naszego umysłu. To byłby kierunek kreacji: to co jest w moim umyśle powoduje, że skupiam swoją uwagę na czymś podobnym.

    Tak czy inaczej, nie masz akceptacji.
    Ja to zrobiłem najprościej – oddałem swoje życie w ręce Boga z ufnością, że wyjaśni moje wszelkie pytania. Pytałem bardzo mocno, uparcie drążyłem, i przychodziły odpowiedzi. Najpewniej Wyższe Jaźnie i dla Ciebie mają odpowiedzi. I myślę, że będą to odpowiedzi O WIELE lepsze od tego, co ja mógłbym powiedzieć.

    przykład wychodzenia ku sprawom Boskim z obszaru ziemskiego jest opisany tutaj:
    http://zdrowie-kultura.blog.onet.pl/2013/03/24/zakony-wszechswiata-8/

  6. SwiatDucha
    Maj 18, 2013 @ 20:19:54

    Masz rację, to prawda. Przez ostatnie dni coś niekorzystnego wzbierało we mnie. Dzisiaj miałem pracę z moimi obciążeniami [mam nadzieję opisać ją w osobnym tekście. To było związane z poczuciem bycia związanym przez religię, od tego się uwalniałem. Stąd też i taki temat w mojej odpowiedzi.
    I przepraszam, że tak agresywnie pisałem.

  7. Conchita
    Maj 19, 2013 @ 02:45:21

    Rozumiem! Ja już mam za sobą dwa odklejenia od powiązań z religią i jak to mówią „najtrudniejszy pierwszy raz”.
    Za pierwszym razem odklejałam się od religii katolickiej i było bardzo ciężko. Zaczęło się od tego, że wybrałam się na spotkanie z odnową w Duchu św., bo słyszałam, że tam różne rzeczy się dzieją. Weszłam pod skrzydła moderatorki, która kazała mi potępić bioenergoterapię, medytację itp. Nie mogłam tego zrobić! W tym okresie latałam co 3 dzień poza ciałem i to było częścią mnie (tych rewelacji jej oszczędziłąm – skupiłyśmy się tylko na bioenergoterapii). Potem była rozmowa z księdzem, który uznał wszystko, co dla mnie było drogą duchową, za prawdopodobne dzieło szatana i też zalecał zakończyć sprawę, wrócić na łono kościoła i bezmyślnie podążać udeptaną ścieżką bez wychylania się. Nie mogłam się na to zgodzić! Więc odcięłam się od religii. Początkowo było nawet ok, ale po jakimś czasie pojawiło się coś, jakieś przyciąganie, poczucie winy, niepewność, szczególnie w kontaktach z osobami mocno wierzącymi (moja przyjaciółka akurat bardzo mocno w to weszła). Ciągnęło się to trochę, ale nie mogłam się wyrzec swojej duszy, siebie, więc powoli z czasem minęło. Zauważyłam też, że wierzący modląc się za mnie (mama i być może koleżanka) otaczali mnie energią myślową, która wchodziła w interakcje z moim poziomem mentalnym rozbudzając wątpliwości. Po przerobieniu w sobie wątpliwości takie wpływy z otoczenia przestały mi przeszkadzać.

    Po kilku latach zostałam buddystką. Po początkowej euforii wywołanej nową drogą i cudownymi na niej doświadczeniami zaczęło mi coś doskwierać – narzucający się sposób myślenia, system zachowań, wartości, kolejny szeroki nurt, którym należy płynąć naśladując ruchy swoich poprzedników. Nie znoszę tego, w szerokim nurcie czuję, jakbym zamierała, pozbywała się najczystszych wolnych poziomów świadomości, zamiast tego wrzucała autopilota… Zaczęło mnie to męczyć, bo niby byłam uważna, żeby zachować wierność temu, co we mnie się przejawia, ale jednak ściągało mnie… Potem trafiłam na tych, co budzą ze snu „ja”. Byłam bardzo gotowa, czekałam na coś takiego. Jeszcze kilka dni wcześniej zdarzyło mi się wziąć udział w online przekazie Namkaia Norbu Rinpocze – przekazie stanu rigpy, bezpośredniego wprowadzenia do czystej natury umysłu. O 4 nad ranem nie ma się za dużo myśli :), więc o dziwo, mimo, że tylko online to zadziałało. Doświadczyłam swojej czystej świadomości, nieobciążonej i z tej pozycji zrozumiałam, że zatruwa mnie podświadome, ukryte w sposobie myślenia i reagowania lgnięcie do „ja”, które wcale nie było mną, tylko jakimś nieprawdziwym obrazem (soczewką) i trybem myślenia. Więc jak mi się już trafili budzący z Liberation to po prostu zanim się który odezwał to mi się już wydarzyło kilkuminutowe doświadczenie tej części mnie, która się nie wcieliła i isnieje poza czasem i formą. Potem pomocny kolega rozwałkował moje blokujące schematy myślenia i doświadczyłam czegoś najpiękniejszego w życiu: doświadczyłam kilkakrotnie, jak totalna świadomość Budda/ Bóg staje się mną, jak to zachodzi, że nie ma i nie było odłączenia, nie ma nic innego, bo to jest w nas, jest nami i przejawia się przez nas.
    Mainstream buddyjski zostawiłam za sobą.
    Obecnie, mimo że wysokie doświadczenia przeminęły i jestem z powrotem na normalnych ziemskich wibracjach, to coś się zmieniło: nie umiem już wyznawać czegokolwiek, czy to religii czy ideologii i czuję się z tym bardzo dobrze, naturalnie. Żyję bez określonego celu i sensu, bez światopoglądu i wydaje mi się to bardzo fajne :).

    Taka kolejna historia z życia wzięta. 😉

  8. Conchita
    Maj 19, 2013 @ 16:34:22

    Spokojnie Barbara 🙂 to tylko kwestia Twoich oczekiwań i wyobrażeń :).

    Ale nie o tym: piszesz, że ktoś pojawia Ci się przy łóżku i rzuca kulą ze światłem. Mogę Cię trochę podpytac? Czy to dzieje się przed samym zaśnięciem czy wybudzasz się pomiędzy snami? To dzieje się w niefizycznym ciele (zazwyczaj astralnym, czasami mentalnym) – przesuwasz tam świadomość i jesteś w stanie postrzegać. Biorąc pod uwagę emocje, które to w Tobie budzi – to raczej poziom astralny. Ktoś przywędrował do Ciebie i podzielił się czymś z Tobą – albo uczuciem/ emocją, albo mógł to być też spakowany plik informacji, który można rozwinąć w sobie. Generalnie raczej nic złego. Jaki kolor miała kula? Jakie miałaś odczucia, gdy do Ciebie trafiła?

  9. SwiatDucha
    Maj 19, 2013 @ 22:16:18

    „dlaczego Ty tak bardzo się uniosłeś. Wydawało mi się , iż jesteś tak oczyszczony, zrównoważony”

    Oczywiście poczułem się poniżony. Domniemywałaś o mnie ileś spraw, a moja podświadomość czuła się zagrożona, ponieważ ileś osób religijnych w taki sposób manipulowało nią. Więc uruchomiła poczucie skrzywdzenia i obronę.

  10. SwiatDucha
    Maj 20, 2013 @ 01:11:07

    Również pozdrawiam Barbaro.

  11. Conchita
    Maj 20, 2013 @ 12:23:09

    Barbaro,

    Zainteresował mnie Twój problem z pojawiającymi się przy Tobie bytami (czytałam gdzieś wcześniej, że masz takie przygody co jakiś czas) i wyraziłam intencję dostrojenia do czegoś podobnego, żeby to lepiej zrozumieć. Oto co mi się zdarzyło dziś w nocy:

    Uzyskałam świadomość we śnie, że śnię i znajdowałam się w dość ciemnych obszarach astrala (wskazówka: wrażenie małej ilości światła, nocy lub półmroku, atmosfera też „gęsta” w sensie jakiegoś napięcia w tle. Pochodziłam sobie po uliczkach, potem byłam w domu, do którego ktoś próbował się dostać (wcześniej pojawiło się ostrzeżenie, pewnie po to by uzyskać efekt napięcia emocjonalnego). Nie chciałam gościa wpuścić, ale zbliżył się mimo mojego oporu. Nacisnął jakieś punkty energetyczne na moim ciele, co sprawiało nieprzyjemne doznania. Odruchowo poprosiłam o pomoc wyższe istoty i osobnik ten został usunięty, zdmuchnięty w inne dalekie obszary dosłownie w przeciągu ułamka sekundy.

    Taką też mam radę dla Ciebie (szczególnie jako osoby religijnej) – podczas kolejnego takiego zdarzenia poproś o pomoc anioły, szczególnie swojego anioła stróża – uzyskasz natychmiastową pomoc i wsparcie. Myślę, że będzie to lepsze od jakiejkolwiek techniki. Inną metodą jest rozbrojenie sytu

    W swojej przeszłości niewiele miałam do czynienia z kulami, raz czy dwa otrzymałam kulę światła wypełnioną czystą miłością – jako formę prezentu :). Były świetliste. Po przyjęciu takiej kuli doznawało się szczęścia wewnętrznego i miłości (rozświetlenia). Dostawałam też spakowany plik informacji, które odtwarzały się w świadomości w taki sposób, jakbym sama wszystko przeżyła. Ja nie postrzegałam tego jako kulę, ale inni obemaniacy mówili o kulach w takim przypadku (rota). Generalnie sensem kuli w astralu jest to, co w sobie zawiera – jaki ma w sobie rodzaj energii. Świetlista kula powinna być w porządku…

    Acha, na Twoim miejscu popracowałabym nad pogodą wewnętrzną, uśmiechem wewnętrznym i poczuciem bezpieczeństwa, czyli nad stanem energii wewnętrznej. Wtedy LD (świadome sny), do któych masz wyraźne zdolności, zmienią się w przyjemne doznania, relaksujące wycieczki i ciekawe przygody.

    PS. Nie powinnam się wtrącać, ale sposób, w jaki reagujecie na siebie z Andrzejem, wskazuje, że „jesteście w procesie” ze sobą mówiąc terminologią hellingerowską, czyli rozpoczął się proces transformacji jakichś energii. Wtedy wyskakują różne gwałtowne emocje, które dziwią nieraz obie strony :). To przejściowe, nie ma co tego brać do siebie…

    PS’. A ja znalazłam kilku fajnych przyjaciół w necie, niektóre przerodziły się w przyjaźnie w realu. Bo trudno w otoczeniu znaleźć kogoś, kto by zrozumiał takie mniej standardowe dusze, a Internet ułatwia takie kontakty.

    PS”. Błagam! Niech mi się nie oberwie za wtrącanie się w nie swoje spory!!! 🙂 🙂 🙂

  12. Conchita
    Maj 20, 2013 @ 12:30:03

    Oj, kliknęło mi się wysyłanie w połowie zdania o innej metodzie, miałam na myśli rozbrojenie sytuacji śmiechem: rozwala i ciemny astral i totalnie psuje szyki intruzów. Ale do tego trzeba mieć taki już opracowany azyl w sobie, w tym poczucie bezpieczeństwa, że zagłębiasz się w sobie na chwilkę dzięki wyższej wibracji i sile wewnętrznej traci moc całe zagrożenie jakie przed chwilą miało miejsce. Bo tak naprawdę nic nie może Ci się stać – świadomość przybrana w ciało astralne jest niezniszczalna. Ludzie, którzy utkwili we wzorcach walki i agresji, spędzają nieraz wieki próbując się skrzywdzić nawzajem na takich poziomach. Ale nie mogą – bo to wszystko świadomość w iluzorycznym ciele…

  13. Ewa
    Maj 21, 2013 @ 08:44:05

    P.Barbaro a to link,który może coś niecoś wyjaśni.
    Lewitacja (chrześcijańska) – Wikipedia

  14. Conchita
    Maj 21, 2013 @ 14:30:40

    Barbara, nie możesz tak wszystkiego brać do siebie, bo jeszcze się pochorujesz… Wiesz, umysł ma potężną moc nad ciałem i jego procesami, siłą sugestii możesz się wpędzić w kłopoty. Spróbuj może obiektywniej popatrzeć na główne tendencje w życiu i wzory. Akceptacja i miłość do siebie jako podstawa (że tak nawiążę do kolejnego artykułu 🙂 ). Nie da się wyrażać miłości jeśli kogoś ma ona omijać (siebie), więc krytyczne oceniające spojrzenie na innych czy siebie rani, blokuje przepływ miłości.

    Napiszę później o doświadczaniu poza ciałem, teraz niestety mam mało czasu.

  15. Ewa
    Maj 21, 2013 @ 17:25:40

    Polecam filmy p.Barbaro
    ,,Efekt Motyla,,
    ,,Dzień Swistaka,,
    ,,Atlas Chmur,,
    ,,Interstate 60,,
    Ciekawe i inspirujące.

  16. eile
    Maj 21, 2013 @ 21:29:40

    „Conchito, tak mądrze o tej kuli napisałaś…, ale niestety nie rozumiem pewnych sformułowań, no , bo nie siedzę w tych tematach. Np.wyjasnij mi, co znaczy : “… spakowany plik informacji, które odtwarzały się w świadomości.”

    Witam 🙂

    Mnie tez bardzo zainteresowaly zagadnienia zwiazane z kula energii.
    U mnie wszystko chyba wlasnie od niej sie zaczeło.
    Tamtego dnia czulam/mialam bardzo wyrazna intencje zmiany mojego zycia, zwlaszcza pod katem nastawienia, podejscia i ogolnie energii. Prosilam o radykalna zmiane. Bylam zalamana „pustostanem” tego co mnie otacza i tego w jaki sposob sie to przejawia kazdego dnia.
    Troche przekopalam interenet – pomyslalam Wujek Google zawsze zna odpwiedz (;p) i natrafilam na kilka interesujacych tematow. Po lekturze wybralam sie na spacer z psem i szczerze, nie dokonca wiem jak podejsc do tego co sie wydarzylo i czy to sie wydzarzylo…?. W glowie mialam tylko i wylacznie prosbe/chec/dazenie do zmiany, pamietam jak w pewnym momencie wszystko poszarzalo i zniknelo, przestalam widziec sciezke, domki i cala reszte. W glowie/przed oczami mialam obraz jak stoje i zaczyna mnie otaczac kula jasnoniebieskiej energii. Znalazlam sie w srodku tej energii i poczulam sie niesamowiecie bezpiecznie i spokojnie. Widzialam siebie z perspektywy innej osoby, ale nie patrzylam na siebie jak na fizyczne cialo tylko chyba jak na jakas plynna substancje o ksztalcie ciala. Moze wodnista, moze energetyczna… nie wiem. Ta kula byla ladowana jakby blyskawiacamii ja chyba tez. Na poczatku myslalam, ze to tylko wizualizacja, ale to bylo cos znacznie bardziej intensywnego. Pamietam, ze z tego stanu wyrwal mnie pies, mocniejszym szrpnieciem. Chcialam wrocic do tego co ogladalam i chyba mi sie udalo, tylko, ze zobaczylam cos innego. Widzialam postac siedzaca po turecku z wyprostowanymi plecami otoczana banka energii. Postac byla szarawa jakby galaretkowata, a energia jaka ja otaczala nie byla tak niebieska jak ta, ktora widzialam. Nawet nie do konca wiem jaki miala kolor – wiem, ze wydawalo mi sie ze unosila sie po moje lewej stronie jakis metr nad ziemia.

    Do tej pory chyba nie bardzo wiem jak sie do tego odniesc, poza tym, ze byl to – jak mi sie wydaje moment przelomowy.

    Tu bylabym bardzo wdzieczna za wszelkie uwagi odnosnie tego co to moglo byc oraz rozwiniecie tematu „spakowanych plikow informacji”
    Na moment obecny sadze, ze jest to pewien rodzja wiedzy, ktory gdzies w sobie nosimy, tylko tak jakby dostajemy do niej dostep na nowo z duzo lepsza nawigacja, ktora ulatwia nam wyszukiwanie jej przejawow w codziennym zyciu. Przynajmniej takie odnioslam wrazenie po tamtym dniu.

    Serdecznie pozdrawiam 🙂

  17. Conchita
    Maj 21, 2013 @ 21:49:00

    Barbara, masz zdolności do podróży poza ciałem. Czytałaś może trylogię Roberta A. Monroe „Pozdróże poza ciałem” „Dalekie podróże”, „Najdalsza podróż”? Jeśli jeszcze nie, to polecam, dodaje odwagi do własnych eksploracji, wyjaśnia różne zjawiska i inspiruje.

    Najprościej jak umiem: odzyskujesz świadomość podczas podróży ciałem niefizycznym dokonywanych w trakcie snu i spotykasz różne istoty: śniących ludzi ale i mieszkańców tzw. obszarów astralnych: od poziomów niższych uwikłanych do tych bardziej oczyszczonych i wolnych. Możesz także kontaktować się z istotami z wyższych obszarów tzw. aniołami.
    Strach przyciąga tych z dolnego astrala, bo dostraja Cię do tych obszarów, więc i większe prawdopodobieństwo mniej przyjemnych spotkań.

    To nie moja sprawa, ale mam nadzieję, że modlisz się przed snem: to oczyszcza ale i przyciąga pozytywną energię, wysokie wibracje, możesz podczas modlitwy uzyskać większe poczucie bezpieczeństwa poprzez zaufanie wyrażone do Boga, otwarcie się na Boską miłość… Taka świadoma modlitwa będzie bardzo dobra, może pomóc w zredukowaniu lęków.
    Ja np. stosuję przed snem mantrę buddyjską, która zawiera w sobie element oczyszczania ciała, mowy i umysłu i nie mam praktycznie złych czy męczących snów…

  18. SwiatDucha
    Maj 21, 2013 @ 22:18:32

    tak,
    wracam do Dnia Świstaka tak jak kot idzie do ryby..
    Ryba ta co prawda jest to wędzona skóra i ości rzucone przy śmietniku, natomiast zwierzę czuje w tym boską ucztę.
    Pozorna wielokrotność pokazuje ciągle to samo i niechybnie też wskazuje, że „za tym” coś jest bardzo ważnego.

  19. Conchita
    Maj 21, 2013 @ 22:25:54

    Eile 🙂 Ech, zapomniałam wyjaśnić te spakowane pliki informacji :). Poza ciałem możliwe jest przekazywanie bardzo dużej ilości informacji w bardzo szybki sposób poprzez przygotowanie takiego pakunku, który można w sobie rozwijać i odtwarzać. Niektórzy postrzegają to jako kule. Jak ja dostałam coś takiego to mogłam w kilka sekund poznać całe życie innego człowieka i jego śmierć z punktu widzenia tamtej osoby, uwzględniając jednak tylko te aspekty, które tam umieścił. Odtwarzało się w taki sposób, że można było doświadczyć emocje odczuwane przez niego i stany świadomości, więc nie jak film, ale tak od jego środka. Bardzo to efektywne jest, bo można szybko dużo przekazać i niepotrzebne jest gadanie i bez błędów w interpretacji.

    Doświadczenie, które opisałaś, jest fascynujące! Zmieniłaś dostrojenie percepcji ze świata materialnego na niefizyczne ciało (jeśli czułaś czakramy, przepływy energii to energetyczne, jeśli nie, ale odbierałaś jednak wyraźne odczucie ciała – to tzw. astralne lub też mentalne gdy dominowała sama wizja). Mi się wydaje, że patrzyłaś ciałem mentalnym na swoje ciało energetyczne, stąd wrażenie, że patrzysz na swoje ciało, ale nie fizyczne. W sumie to kwestia drugorzędna, chociaż ciekawa. Jasnoniebieska energia, która otoczyła Cię, nie znam się dobrze na tym (ci od widzenia aury mają to rozpracowane), ale kojarzy mi się z odczuciem czystej przestrzeni umysłu i otwartości, ale możesz sprawdzić w opisach kolorów aury.
    Na pewno to wszystko wydarzyło się w odpowiedzi na Twoją potrzebę i prośbę, by mogła dokonać się zmiana, na którą byłaś gotowa.

    Wygląda na to, że doszło do oczyszczenia, otwarcia umysłu na wiedzę i siłę, która już jest w Tobie, ale nie było jej widać poprzez zaciemnienie precepcji. Wydaje się, że jakąś rolę odegrał w tym ten lewitujący osobnik, pewnie pomógł to rozpocząć energetycznie.

  20. SwiatDucha
    Maj 21, 2013 @ 22:31:28

    Wygląda to, jakbyś ponownie uruchomiła sobie możliwości duchowe, medytacyjne, świadomościowe, które niegdyś posiadałaś.
    A ta postać mogła być twoją dawną inkarnacją.
    Możesz to sprawdzić, badając, pytając się siebie, swojej Duszy, czy to byłaś ty sama, czy to był ktoś inny? Jak postrzegasz [jak Dusza postrzega/ła] energie tamtego kogoś, czy wydawały Ci się różne od twoich własnych, czy tobie bliskie?

  21. eile
    Maj 22, 2013 @ 15:39:34

    Conchita, Adamie – dziekuje za Wasze odpowiedzi 🙂

    Nie czulam czakramow, a wizja rzeczywiscie dominowala przy zachowaniu odczuc plynacych z ciala. Conchita z tego co piszesz, mi tez sie wydaje, ze moglo to byc cialo mentalne/ astralne (nie bardzo potrafie odnales sie w tej tematyce).
    Wydaje mi sie, a w zasadzie tak czytalam, ze pewne postrzeganie na tej plaszczynie mogloby tlumaczyc fioletowe czasem granatowe chmurki, ktore tez zdarza mi sie widziec w momentach pelnego relaksu, unoszace sie do ok. metra ponad cialem. Gdzies czytalam, ze moze to byc aura, ale to bylaby chyba jej 4 albo 5 warstwa, a z reguly ludzie zaczynaja dostrzegac to zjawisko zaczynajac od warstw najblizej polozonych przy ciele, a ja takich nie widze, wiec juz sama nie wiem… ?
    Zdarza mi sie tez widziec te same „chmurki” ( prosze nie mylic ze sloniami hi hi hi ;p) z zamknietymi oczami w zasadzie to bez roznicy bo widze je tak samo. Rano po przebudzeni wydaja sie byc najbardziej intensywne, choc przyznam, ze nawet jak staram sie to wszystko opisac to wydaje mi sie to zakrawac na abstrakcje, choc akceptuje to na swoj sposob i chyba nawet chcialbym sie w to zaglebic o ile nie doprowadzi to do obledu.

    Adamie, pytanie ktore zadales jest bardzo dobrym pytaniem. PIszac pierwszy post, nie bylam w stanie odpowiedziec sobie na nie, bo jakby ja, ale nie ja. Bardziej ja czulam siebie w niebieskiej bance wiec uznalam, ze postac ktora widzialam unoszaca sie to jednak nie ja – nie czulam sie/ jej tak intensywnie, jak za pierwszym razem i do tego mialam odczucie jej autonomicznosci, a co za tym idzie odrebnosci. Ma to sens ?

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: