Terapie na ciele adi

Jest wiele różnych terapii.

Każda w jakiś sposób ma powodować zmianę u człowieka.

Jednak działają na różnych poziomach.

Niektóre wywołują zmiany czasowe – na jakiś czas jest lepiej. Te najpewniej są z takiego poziomu, powyżej którego jest kłopot. I ów kłopot po jakimś czasie „spływa z góry” ponownie. I znów trzeba coś robić.

Niektóre terapie zaś odwołują się do bardzo wysokich poziomów [jak anupadaka czy adi]. W takim przypadku może się zdarzyć, że dokona się istotnie trwała zmiana. Może być tak, że dojdzie się do źródła kłopotu, albo nawet takie źródło może tkwić niżej, niż wywołane na terapii poruszenie. Wówczas spływa z góry zmiana, której udaje się minąć kłopot, albo go przeprogramować. Bo to, co wyżej panuje w strukturze ciał i poziomów subtelnych nad tym, co niżej.

Trzy przykłady

Przykładem terapii na ciałach astralnym i mentalnym jest psychoterapia analityczna ze szkoły Freuda. Pacjent omawia swoje doświadczenia, przeżywając emocje z nimi związane. Analityk zaś ubiera w słowa skojarzenia i próbuje dopasować przeżycia do pewnych kategorii, które są wyróżnione w teorii owej terapii. Na pewno można się dzięki temu odstresować, zyskać wartościowe w swoim życiu wglądy.  Są również głosy, że też można latami chodzić na taką terapię i nie zmienić wiele w swoim życiu.

Przykład terapii dochodzącej do ciała przyczynowego jest psychoterapia oparta na procesie, wypracowana przez Arnolda Mindella. Jakby chcieć umiejscowić jej najwyższe poziomy to były by to chyba sprawy dziania się przyczyn i skutków – proces bowiem płynnie przechodzi poprzez takie stadia. Posuwając się za nim możemy docierać do przyczyn wydarzeń. Niechybnie też Wielki Duch pojawiający się [jak to jest napisane u Mindella] czasami w pracy z procesem jest przejawem z poziomu dajmy na to buddialnego.

Terapia Berta Hellingera zawiera wiele odniesień do Dusz ludzkich, chociaż sam jej twórca nie używa tych słów. Wiele w niej szacunku – postawy buddialnej, wiele dbałości o dopracowanie zależności między duszami – jeśli są dobre, odtwarza się je, a jeśli zaburzone – pracuje nad takimi poruszeniami w ciele zbiorowym [duszy zbiorowej] społeczności [rodziny, grupy pracowniczej], aby jak najlepiej dopasować połączenia. Bardzo to pasuje do dopasowań na ciele buddialnym, które dbają o wartości zarówno jednostek jak i społeczności.

To trzy przykłady. [Oczywiście można mieć trochę inne odczucia co do poziomu pracy danej terapii, a w szczególności w danej terapii można samemu doznać poruszenia na wyższych ciałach niż przedstawione.]

Warto przypomnieć, że jeśli ktoś nie ma zindywidualizowanych wyższych ciał subtelnych, to opowieści [treści] z tych poziomów będą go niepokoić, budzić niechęć. Albo razem z ilomaś podobnymi osobami zawiąże stowarzyszenie i będą razem próbować przechodzić przez takie zagadnienie.

Praca Eckharta Tolle

Ja proponuję jednak oglądnąć  metodę Eckharta Tolle [link], i może później jeszcze jedną.

Jak poszczególne poziomy u Eckharta pracują? Przypomnę, zgodnie z poziomami subtelnymi [link]:

Ciało fizyczne – cenny pojazd w którym żyjemy

tu jest aktywność – Eckhart mówi o byciu tu i teraz, czyli o dobrym zamieszkaniu i ciała i swego otoczenia.

Ciało eteryczne – ciało własnej energii subtelnej [chi, prana], odpowiada za zdrowie ciała fizycznego.

jak często powtarza o energii kwiatów! – mówi, że kontemplacja ich może dużo dać.

Jednakże wydaje się, że trochę ma kłopotów ze związkami damsko – męskimi.  Poniżej film o przeżywaniu związku jako tantrycznej praktyki, w której wnosi się świadomość w przeżywanie każdej chwili, także tej w związku z partnerem/ką.

Bardzo fajne, ale za chwilę..

dla odróżnienia jest film o tym, jak to jest, że wchodzimy w relacje partnerskie z poziomu egoistycznego pragnienia. Hym, myślę, że Eckhart nie obejmuje pragnienia Dusz, które ku sobie dążą. Tak, jakby wszystkie takie porywy podciągał pod egoistyczną postawę „muszę z tobą być bo to mnie dopełni, muszę cię mieć”. Nie sądzę, żeby tak było we wszystkich przypadkach. Dusze pragną być ze sobą często nawet wtedy, gdy osobowości [ego] są neutralnie nastawione do bliskości.

Wyobraźmy sobie dwie postawy:

1. postawa bez przywiązań, a jednak możliwe pragnienia, np. bliskości.
Jest swoboda, mam priorytety, ale nie jestem przymuszany przez własne ego. Nie ma przywiązań do rezultatów – jak będę w związku z osobą x to dobrze, jak nie, też dobrze. A więc pragnienie nie musi być przywiązaniem.

2. postawa z przywiązaniami i niechęciami [niechęci to druga strona przywiązania].  I dajmy na to pojawia się pragnienie – brane jest one jako konieczność – to co Eckhart mówi – związek z osobą x jest warunkiem, że będę szczęśliwy. Daje to w efekcie lgnięcie, działanie pod wpływem przywiązania. Można ten stan również nazwać mentalnością braku. Ego – za to legnięcie odpowiedzialne – widziane jest jako przykry dodatek, którego lepiej, żeby nie było.

W filmie o seksie tantrycznym E. opisuje sytuację 1.,

zaś w filmie o niezaspokojonym pragnieniu – przyrównuje je do sytuacji 2.

Trochę się różnią, przyznacie.

Tak, jakby w realnym życiu obie postawy nie przeplatały się. Miałaby występować niemalże tylko 2.? Coś nie mogę sobie wyobrazić żeby Dusza miała być aż tak skalkulowana – mam wiele przykładów, że stać ją i na czystą miłość i na heroizm.

Przypomnę, iż Eckhart jest z nurtu buddyjskiego, gdzie dusza jest uważana za coś niemalże jak „zło konieczne”, jest pomijana, niedoceniana. W buddyźmie istnieje doktryna o nietrwałości duszy. To co to za Dusza, która nie przetrwa śmierci? Ja, i Thomas Moore mówimy o nieśmiertelnej Duszy, istniejącej ponad śmiercią.

Ja mówię, że ego częściowo składa się na Duszę [Tomas Moore także tak mówi]. I jeśli tak, to pragnienia, także te niezaspokojone są dla Duszy sposobem rozwoju, dają możliwość do rozwoju, przeżywania. Opis 2 relacji sugeruje, że trzeba sobie ego „odciąć” bo jest nie w porządku. Niemalże tak jak w Chrześciaństwie – że jest grzeszne, bo pragnie [pożąda]. Zaś praca z procesem Duszy mówi, że należy przeżyć te stany Duszy, poznać je, spytać dlaczego tak Dusza się czuje, czego pragnie, porozmawiać z innymi duszami. Jak mamy pracować z Duszą, jeśli uznajemy, że jest „be” i że się na nią obrażamy [buddyści – ma przywiązania, i chrześcianie – grzech] ?

powtórzę, bo ważne:

Jak możemy pracować z Duszą, jeśli uznajemy, że jest „be” i że się na nią obrażamy i że nie będziemy z nią rozmawiać ? Nie ma możliwości..

Eckhart patrzy na sprawy przywiązań, lgnięcia, niechęci z pozycji „bądźmy ponad” [ poprzez zakotwicznie się w tu i teraz]. Tak też naucza. Znajduje się w miejscu, gdzie istotnie wiele bardzo ze sobą zrobił i ma za sobą wiele przywiązań.

Wiele jego uczniów ze Stanów Zjednoczonych ma jednak o wiele mniejszy od niego wiek duszy [on 12, oni ok. np. 4] Te młode dusze nie mają jeszcze aż takiego drajwu, napędu do lgnięcia, ledwo kończą oglądanie gdzie się w świecie znaleźli. Zaraz, w wieku duszy 5, 6 będą ich dusze chciały zarabiać pieniądze, mieć posiadłości, itp. I to w USA znajdą. Natomiast jeszcze teraz przytakują Eckhartowi, ponieważ są jeszcze nadal w spokojnym stanie świadomości, niezmąconym gonitwami za czymś czy kimś.

Eckhart jest już PO psychoterapiach. Natomiast jego słuchacze w Stanach Zjednoczonych chyba są jeszcze PRZED.

Sytuacja 2. [egoistyczne pragnienia] to jest nie tyle narośl ile propozycja do rozwoju, propozycja, której Dusza powiedziała TAK. I intensywność tego TAK bardzo dobrze odczuwamy. Eckhart niestety, jak dla mnie nie ma na tyle wrażliwości, żeby otworzyć się na to aż tak bardzo.  Albo już tego nie potrzebuje. Dlatego jego metoda tak ładnie, „prosto” wygląda. I pewnie dlatego też może swoje nauki zachować w tak mało złożonej formie. Dla dusz niemowlęcych i młodych jest to zrozumiałe – dusza nie jest jeszcze aż tak mocna, aby przeciwstawić się ego+osobowości, gdy te stawiają cele i je realizują. Stąd też pewnie wynika popularność Eckharta w USA.

Ciało astralne – ciało emocji

z pewnością emocje są ważne, ale E.T. radzi je obserwować, nie zaś tłumić, ani też nie poddawać się nim. Dusza zaś chce „wejść” w przeżywanie emocji, uczuć!!

Ciało mentalne – niższe myślenie, obejmujące tylko nazywanie, klasyfikowanie i porównywanie obiektów

gdy nazywamy – możemy ugrzęznąć. Zwłaszcza, gdy nadmiernie, przymusowo nazywamy, gdy napinamy intelekt jak cięciwę łuku. Tu Eckhart radzi poluzować, dać sobie pożyć.

Ciało przyczynowe – poznawanie ciągów przyczyna – skutek, i działanie na tej podstawie

Czy na tym poziomie metoda coś proponuje? Pewnie tak, chociaż nie wprost. Eckhart wiele razy wskazuje na przyczyny, które dają jakieś skutki. Albo pokazuje skutki, a potem wiedzie słuchacza do przyczyn. Przykładem może być tłumaczenie dlaczego nie ma powodu się lękać, jeśli jesteśmy ugruntowani w teraźniejszości. Jeśli tak jest, to to, co nas spotyka możemy spotkać się z ową sytuacją, traktując ją jako pewne wyzwanie na teraz. A z wyzwaniami sobie potrafimy radzić. Natomiast z lękiem o przyszłość nie jesteśmy sobie w stanie konkretnie poradzić, ponieważ jego przedmiot nie jest tu i teraz obecny. To jest rozumowanie, a więc powiązanie przyczyny ze skutkiem.

Ciało buddialne – działanie zgodnie z wartościami, bardziej ideowe niż ciało przyczynowe. Pytanie o wartości, np. „mieć czy być?” tu ma swoją przestrzeń.

Tu chyba Eckhart nie ma dużo do zaproponowania :), oprócz wszechogarniającej akceptacji. Na poziomie buddialnym nie ma konkretnej postawy, ponieważ jest ona generowana wyżej.

Akceptacja  – wydaje się to niedużo, ale jednak jest to wiele – Eckhart buduje swobodną przestrzeń na poziomie buddialnym. Buduje swobodną przestrzeń tu, gdzie miliony Chrześcian tworzą zasieki typu „tego nie wolno”, „tamto musisz”.

Ciało atmaniczne – obiekty idealne, działanie zgodnie z ideą, bardziej ideowe niż buddialne, tu są czyste idee.

Eckhart jak myślę nie daje wskazania ku jakiejś konkretnej idei. Jego spostrzeżenia mogą pasować zarówno do bogobojnych, jak i agnostyków, politycznie zaangażowanych jak i nie wierzących w politykę. I tak odpowiada na pytania osób, które pytają o jego przynależność religijną.

Co ciekawe, słuchając Eckharta odnoszę wrażenie, że wszelkiej maści ideologie są „zrobione” przez ludzi, a tym samym tak odległe realności, rzeczywistości w której żyjemy. Takie mogą być wnioski.

Ciało anupadaka – to ciało swobody, wolności, niezależnej od różnorodnych „dopalaczy”, ani też nie ograniczone karmą. Mało kto tu ma istotnie swobodne poruszenia.

Eckhart mówi właściwie o wolności w postępowaniu. Ale dobrze waży słowa – nie ma w nich mowy o „samowoli” przeciwko komuś czy czemuś, która jest buntem, o sporych kilka ciał/poziomów subtelnych niższym. Mówi o swobodzie prawdziwie zgodnej z naszą ludzką kondycją. Nie znajdziemy tu pragnienia ani namawiania kogoś do tego, aby przekroczył swoje możliwości. Nie, Eckhart szanuje możliwości, okoliczności, nie namawia do nadmiernego naprężania struny [tak popularnego w kręgach motywacyjnych]. Sam zresztą dobrze świeci przykładem – jest sobą, nie nadużywa się.

Po drugie warto przyznać mu rację w sprawie wolności. Wskazuje na coś, co nazywa „ciałem bolesnym”, które, jeśli się uaktywni, to już raczej ono nami steruje, niż my sami sobą. W tym momencie nie ma mowy o prawdziwym poruszeniu na ciele anupadaka – aktywne ciało bolesne jest równe uruchomionym wzorcom, karmie. Gdy jednak wychodzimy poza ciało bolesne, gdy je udaje się uciszyć, mamy możliwość na doznania w obszarze wolności.

Ciało adi – to jest ciało nadawania znaczeń.

Eckhart nadaje w swych mowach znaczenia doświadczeniom ludzkim. Pokazuje, że oddychanie jest wartością samą w sobie i wartością dla przeżywania. Podobnie jak kwiat i jego kontemplacja. Oczywiście, dla wielu będzie to błahe, nie znajdują oni tu przedmiotu swego przeżycia. Ale dla innych takie wskazania roztaczają nowe obszary, pokazują nowe możliwości – w tym życiu, które aktualnie wiedli, ten sam oddech, który od lat mają, staje się nagle czymś innym. I to czymś istotnym. Oto poruszenie na ciele adi.

Gdy Eckhart mówi o niereagowaniu na zawartość życia [film na youtube „not reacting to the content”], to proponuje bycie świadomym chwili obecnej, o dowolnej zawartości. Proponuje akceptację i zlanie się w swoim bycie z owym nurtem życia, który przenika zarówno nas samych, jak i te chwile, które przeżywamy. O, mało kto tak mówi! To jest zdecydowanie nadanie nowego znaczenia tak zwykłej aktywności, jak przeżywanie zawartości, która się pojawia w chwili obecnej. Mamy jakby oddalić się nieco od naszego przylgnięcia do zawartości chwili obecnej, a zbliżyć się do nurtu życia, który ukrywa się za tą chwilą.

Takich wskazań Eckhart ma wiele. Wszystkie one układają się we w miarę spójne nauczanie, które w swoim wyrazie można nazwać pewnym typem terapii egzystencjalnej, ponieważ dotyczy naszej konkretnej egzystencji i naszej relacji z ową egzystencją. Co z tej postawy przychodzi – „rozlewa się” na ciała niższe – staje się ideą, wartością, wskazuje nasze rozważania przyczynowo – skutkowe, itd. Jednak na potwierdzenie, że jest to wysokie poruszenie można pokazać jak różne działania to powoduje, różne od zwykle spotykanych.

Co jest moim celem na teraz? – pyta E. T.  Moim celem, sensem istnienia na dzisiaj jest bycie takim sobą jakim jestem i robienie tego, co robię. Moim celem jest całkowite , świadome wciągnięcie się w to, kim jestem i co robię. Cieszenie się z tego. To wskazanie jest też różne od zwykłego, ludzkiego. Ludzie mówią: moim celem jest to i tamto [coś na zewnątrz ich samych]. Różnica pomiędzy tymi postawami jest różnicą na wysokim poziomie, ponieważ tak podstawowej sprawie jak cel życia jest przyporządkowane dwa różne znaczenia. Tu wewnętrzny, tu zewnętrzny.

Lekcje Kursu Cudów

Oprócz wskazania na cechy nauczania E.T. chciałbym jeszcze powołać tu pewne lekcje z Kursu Cudów, lekcje, które w sobie mają właśnie wskazanie na zmianę spojrzenia. Nie mówię, iż K. C. jest w pełni czysty od obciążeń. Natomiast ciekawym jest przemedytować sobie kilka z jego przesłań.

„What I see reflects a process in my mind”

Lesson 325

All things I think I see reflect ideas

This is salvation’s keynote: What I see reflects a process in my mind, which starts with my idea of what I want From there, the mind makes up an image of the thing the mind desires, judges valuable, and therefore seeks to find. These images are then projected outward, looked upon, esteemed as real and guarded as one’s own. From insane wishes comes an insane world. From judgment comes a world condemned. And from forgiving thoughts a gentle world comes forth, with mercy for the holy Son of God, to offer him a kindly home where he can rest a while before he journeys on, and help his brothers walk ahead with him, and find the way to Heaven and to God.
Our Father, Your ideas reflect the truth, and mine apart from Yours but make up dreams Let me behold what only Yours reflect, for Yours and Yours alone establish truth.

skrócone tłumaczenie:

Kurs pokazuje, że nasze myśli tworzą jakość naszego świata. Z niezdrowych pragnień powstaje niezdrowy świat. Z utrzymywania w umyśle osądu pochodzi świat pełen osądów i wskazania winy. Zaś z myśli pełnych przebaczenia pochodzi świat łagodny, pełen miłosierdzia [miłości].

Tak właśnie działa Kurs Cudów – wskazuje sytuacje i pokazuje, że możesz inaczej do niej się odnieść niż dotychczas. Możesz zmienić przypisanie znaczenia tej sytuacji. To jest dokładnie poruszenie na ciele adi. Jeśli się osobiście dystansujesz poprzez to od postaw społecznych, to wykonujesz osobiste poruszenie na tym ciele.

Wskazuje sytuacje i pokazuje, że możesz inaczej do niej się odnieść. Takiej treści jest większość trochę naiwnych i nieco bezsensownych lekcji początkowych. Mają bezpośrednio zmienić znaczenie tego, co postrzegamy.

np. „W tym pokoju nic co widzę nie posiada znaczenia”.

W moim odczuciu, istotnie jest to poruszenie na adi, ale nachalność jaką prezentuje tekst nie zachęca do kontynuowania czytania. Pierwsze lekcje w sobie coś z młodego nauczyciela – jest tam jakaś głęboka wiedza, jest zapał do przekazania i jest duży brak w umiejętnościach jak sobie radzić ze słuchaczami. Kursowi Cudów potrzeba pójść na kurs z dydaktyki..

„W tym pokoju nic co widzę nie posiada znaczenia”.

Oczywiście jest inaczej – w tym pokoju każde coś posiada znaczenie, które mu nadał ktoś lub ja. Jednakże Kurs, trochę chyba nieudolnie, próbuje od razu, natychmiast pokazać, że owo znaczenie nie jest wieczne, nie musi być nadane raz na zawsze.

na szczęście się trochę poprawia [o ile czytelnik ma cierpliwość, aby dotrwać do tych zbawiennych chwil :)]

„W tym pokoju nic co widzę nie posiada znaczenia”. Wszystkiemu, co jest w tym pokoju nadałem znaczenie ja sam, więc i ja sam mogę zmienić owo znaczenie.

To już jest o wiele bardziej strawne, prawda?

„Moje myśli nie znaczą nic”, „Widzę tylko przeszłość”,

Mówienie komuś, że to, co akurat myśli, to [i tak] nic nie znaczy – to raczej duże zmiany, prawda? Kurs mówi wiele tak arbitralnie, jakby nakazywał nam ostro zmienić znaczenie, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Tutaj mamy widzieć tylko to znaczenie w naszych percepcjach, które Kurs podaje. Trochę fanatyzmu jest.

„Moje myśli nie znaczą nic”

Zwykle nie jesteśmy od razu przekonani, że „moje myśli nic nie znaczą”, ani pewnie nie jesteśmy gotowi tak natychmiast się do tego przyzwyczaić, jak ktoś tak mówi. Ileś lat przecież trenowaliśmy siebie, aby owe myśli właśnie coś istotnie dla nas znaczyły [umacnialiśmy się w grupowo ustalonej postawie na ciele adi]. Więc tak nagłe odrzucenie może pokazywać głęboką szparę z jakimś światełkiem w oddali, ale na razie transatlantyk w nią nie wpłynie – to nadal tylko szpara w postawie na ciele adi – szpara w dotychczasowej bryle przypisywania znaczeń.

Niemniej cenne jest podważenie przekonania, iż jedyne rozumienie zjawisk, także tych wewnętrznych, jest takie, które mamy.  Wyobraź sobie, że te myśli, które ci przyszły do głowy nie są aż tak wszystkie istotne. Może zauważasz, że część z nich to po prostu jakiś rodzaj miałkolenia umysłu, który chce na siebie zwrócić uwagę? To byłoby mniej radykalne, mniej rewolucyjne uświadomienie. I tu też pojawia się jakieś inne światło oświetlające zagadnienie, ale nie jest oczywiście tak ostre, jak w przypadku Kursu.

Kurs C. jest radykalny, jest rewolucyjny. I w tym też jest jego zaleta. Jeśli pokazuje coś, to robi to ostro, rozdziela jak brzytwą, jak mieczem – i widać szczelinę! widać szpary czegoś nowego!, zdecydowanie są nowe znaczenia niż te, które znaliśmy.

„Mój umysł jest wypełniony myślami z przeszłości”

„Nie mam neutralnych myśli”

– to są już mniejsze proponowane zmiany, na które sami pewnie byśmy wpadli.

Lekcje dalsze już wydają się mniej przymuszające do zmienionej perspektywy. Czyli na początek [może autorka sama, może autor channelingu] siecze mieczem, aby później wytonować.

Kurs jest momentami bardzo nierówny. W jednych momentach działa na adi, proponuje poruszenia na adi. W cytacie, po angielsku, poziom przekazu mocno dołuje: „O, Ojcze, Twoje idee odzwierciedlają prawdę..” – to są wtręty atmaniczne, dwa ciała w dół. Nagle nurkujemy jak samolotem o tysiąc metrów. Może człowiekowi sporo żołądek skotłować, prawda?

„Bóg jest we wszystkim, co widzę”, „Jestem błogosławiony jako syn [córka] Boga”, „Bóg jest mocą której zawierzam”. „Boży pokój i radość są moimi”. Te słowa z późniejszych lekcji oczywiście już są z niższych poziomów, znowu atmaniczny, idee działania Boga, bożego pokoju, bożej radości, itp. Czyli z jednej strony KC ostro działa na górze [może ku zachęcie czytelnika], a z drugiej próbuje nagiąć przekonania ideowe [czyli postawy atmaniczne] czytelnika na te tory, które uważa za słuszne [i może nawet zbawienne :)].

Czy takie istotnie są – zależy to od Czytelnika, czy by chciał taką postawą atmaniczną przyjąć.

Niestety, o ile na poziomie adi Kurs daje sporo swobody, tak na ciele atmanicznym właśnie odwrotnie – zawęża, ustalając jaka jest obowiązująca wykładnia ideowa.

Ale trzeba przyznać, że można się dopatrzeć w Kursie także przejawów ciała o jedno wyższego. Dla którego zmiana znaczenia, zmiana postawy życiowej jest jedynie skutkiem.

Spróbujmy podsumować, słowami Kursu:

Lekcje KC próbują przekonać nas zarówno do innych treści umysłu, niż mamy na co dzień, jak również do zmiany dotychczasowych znaczeń dla faktów i rzeczy, które obdarzaliśmy niepoprawnym znaczeniem [to wg. K.C.].

A w relacjach, w związku?

Na koniec dopowiem jeszcze o partnerstwie. W relacji, w związku mamy także do czynienia z konfrontacją znaczeń, jakie niosą w swoich umysłach partnerzy. Te znaczenia są zwykle nieuświadomione, a oprócz tego dość często mocno bronione. Stąd także trudność w dobraniu się „do pary”: trzeba znaleźć partnera/kę, który/a ma podobny zestaw przypisań znaczeń. Najłatwiej jest dobrać się partnerom, którzy pochodzą z podobnych środowisk, kultury, poziomu świadomości, zrozumienia życia, duchowości itp. Dlaczego? Ponieważ mają bardzo podobne zestawy przypisanych znaczeń do wydarzeń dziejących się na świecie, w środowisku, w nich samych. Gdy zapala się zielone światło nie muszą się zastanawiać, co to dla drugiej strony znaczy, tylko oboje żwawo ruszają przez pasy na skrzyżowaniu.

Różnice przypisania znaczeń istnieją między kobietą i mężczyzną. I to znaczne różnice.  Wynikają z celów, którym poszczególne sprawy służyć mają ze względu na płeć.

Czym bowiem jest bukiet kwiatów? Dla kobiety? Dla mężczyzny? Zerwanymi kwiatami czy pełną wypowiedzią uczuciową?

Czym jest pierwszy pocałunek? Czy beztroską zabawą czy obietnicą czegoś dużo większego?

Czym jest spotkanie z kolegami? Zaspokojeniem potrzeby swobody czy też kojarzy się z lękiem przed brakiem bezpieczeństwa i opuszczeniem?

Tu przytoczę humor. Czego kobieta nie jest w stanie znieść, gdy przychodzi po pracy do domu? Męża leżącego brzuchem do góry na kanapie. [ :)]
Przypatrzcie się znaczeniu tego obrazu leżącego męża dla niego, i dla niej. I spytajcie osobę przeciwnej płci, jakie ma odczucie – co to dla niej/niego znaczy to leżenie mężczyzny.

Temat terapii jest też aktualny w obszarze związków. Jak bowiem zmieniać się osobiście, aby związek był szczęśliwy? No, niestety, warto i wręcz trzeba zrezygnować ze swoich niektórych przypisań znaczeń [a w rezultacie np. swoich wartości] na rzecz znaczeń/wartości partnerki/partnera. I oczekiwać, że z drugiej strony będzie podobny ruch. Wtedy jest szansa na wspólne, zgodne, długie lata.

Ale uwaga! Dusze bardzo dobrze liczą, co się oddało, a co oddał/a partner/ka. Taki manewr,  że ty masz rezygnować a ja nie, nie przejdzie. A nawet, jeśli czyjaś osobowość się nagnie „w imię większego dobra”, to jego Dusza wcale nagiąć się nie zechce i prędzej czy później będzie żądać wyrównania od drugiej strony. A więc – nie ma co liczyć na manipulacje przedmałżeńskie. Im ich mniej, im mniej presji a więcej prawdziwego porozumienia, tym lepszy będzie związek.

Z czasem, w związku zaczynają się tworzyć nowe zespoły przypisań znaczeń/wartości. Podobnie: warto je razem utworzyć, a nie udawać, że jedna strona jest „mądrzejsza”, albo ma więcej prawa do ustalania znaczeń czy celów.

Ale do tego trzeba sporo świadomości i wyrozumiałości. Wielu parom nie udaje się na to zdobyć. Jednak jeśli to czytasz, to pewnie możesz mieć wystarczające umiejętności ku temu. Ty może tak, a druga strona związku jak ma?

Reklamy

2 Komentarze (+add yours?)

  1. Davvidia
    Sier 11, 2011 @ 13:27:27

    ..ten tekst mi bardzo dużo wyjaśnił, aż pozwoliłam sobie zacytować na „swojej grupie” z którą pracuje 🙂 Jest wiele różnych terapii działających na różnych poziomach – to sedno mojego zrozumienia, dlaczego innym ludkom coś wystarcza, a mi nie .. Super tekst!

  2. SwiatDucha
    Sier 11, 2011 @ 21:37:26

    Dzięki za pochwały! Wspierają mnie one i inspirują do poprawy tekstów [oprócz tego, że do pisania nowych :)]

    W tym tekście trochę poprawiłem sprawy Eckharta, i dosyć dużo o Kursie Cudów. Kurs jest bardzo ciekawy, ponieważ operuje, czasami niemal jednocześnie na kilku różnych poziomach. Jest jedną z nielicznych publikacji mających poruszenia na adi i ponad nim! Jednak także dołki mu się zdarzają, co próbowałem odcyfrować z przesłań Kursu.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: