Akcja „Święta”

Święta

Wiele osób związanych z rozwojem duchowym uznaje, że nie należy działać w stanie wysiłku.

Dla mnie najlepszym wytłumaczeniem jest wypowiedź Eckharta Tolle, który mówi, że działanie z wysiłkiem oznacza, że ktoś poszukuje swojej identyfikacji, potrzebuje podbudować uszczuplone postrzeganie „kim jestem” [ego-seeking activity]. Święta się do tego świetnie nadają!

Widziałem wiele gospodyń domowych, które by bardzo ciężko przeżyły, gdyby nie mogły „zrobić świąt”, pokazać „na co je stać”, tak jakby zwyczajne bycie sobą – nie wystarczało.

kotlew

Taki obrazek zwykle przytaczany jest jako pozytywna zachęta do „znalezienia w sobie czegoś większego”… w czasie świąt osoby z białe wzorcami mogą istotnie odnajdywać to w sobie..

Dusze bardzo lubią różnego typu rytuały, celebracje, także święta, różnorodne rytuały religijne. Tu pokazuje się, jak jednak Dusza może być nieświadoma, nie znająca całego spektrum możliwości, które się w życiu pojawiają. Utworzenie ego, „obrazu siebie” dla młodszych dusz jest sprawą bardzo ważną.

Tu święta pomagają.  Jakiekolwiek by się utworzyło ego, to jest ok.

Dla starszych/starych dusz świadomość istoty [„Świadome Ja”] jest tak duża, że poddawane są wątpliwości te aktywności, które służą pozornemu wsparciu siebie [czy wsparciu ego – pozoru siebie]. Dzieje się to na rzecz dalszego wzmocnienia się samoświadomości.

Taki ktoś czuje i widzi, że coś nie tak jest ze świętami, a przynajmniej w tym czy tamtym obszarze i nie jest zadowolony, gdy w tym bierze udział. Stąd niektórzy się na święta cieszą, inni wręcz przeciwnie.

orzeł

Osoby o duszach starych nie potrzebują szukać siebie – już bowiem coraz bardziej siebie znają – znaleźli prawdziwe przeżyciowe ja, prawdziwego siebie, które to ja coraz mniej ma cokolwiek wspólnego ze światem zewnętrznym, światem przejawionym.

Takie ja jest coraz bardziej ezoteryczne [czyli wewnętrzne, „ukryte” od świata przejawionego]. Takim osobom święta zwykle coraz mniej imponują, ponieważ nie potrzebują oni się wysilać na coś „specjalnego”. Coś zwykłego też jest wystarczająco dobre.

Smutny Święty Mikołaj

Okres świąteczny dla osób, które przeszły w swoim życiu kłopoty w rodzinie [tak jak ja] może być ciężkim okresem.
Są różne poradniki, jak przetrwać święta.

Dlaczego pojawiają się jakiekolwiek trudności???,
przecież święta powinny być tak przyjemnym okresem!!!

Powinny, ale to jest raczej z myślenia życzeniowego, często nie uwzględniającego emocji, uczuć.

Spróbujmy wyszukać kilka aspektów świątecznych, które mogą być ciężkie dla dzieci pochodzących z dysfunkcyjnych domów.

 

Święta mogą być argumentem
przeciw zdrowiu psychicznemu

W czasie świąt można „się pokazać”, można nadrobić to i owo w wizerunku poprzez postawienie iluś potraw na stole, przystrojenie stołu.. itp. Oponenci będą twierdzić, że to właśnie dobrze, że jest taka miła atmosfera, spotkanie rodzinne, możliwość wspólnej rozmowy, śpiewania  itd. Same superlatywy.

bialy-mis

Owszem, gdzie atmosfera miła tam miła.

Dla kogo miła, dla tego miła.

Jednak dla osób, które przeszły spore kłopoty w domu, dla ofiar przemocy domowej, zwykle święta kojarzą się z zamiataniem… problemów pod dywan. O, jak ja to dobrze znam!

Bo przecież nie można mówić o problemach, jak nadchodzą tak wielkie święta. Nikt przecież nie jest uzależniony od alkoholu, tatuś nie pije nadmiernie, itp. kłamstwa, żeby nazwać je po imieniu. Jasne nazywanie jest w domach dysfunkcyjnych niemiłe.. [bo pokazuje niemiłe sprawy].

W angielskojęzycznych grupach wsparcia dla dorosłych dzieci alkoholików mówi się o zasadzie, aby „nie kołysać łódką”. Dom jest łodzią, ale i tak jest mocno  zagrożony rozpadem, więc dodatkowo mówienie o kłopotach może go doszczętnie zdestabilizować. Więc nie należy tego czynić! Taką ciszę chciałyby wprowadzić zarówna osoba uzależniona i osoba współuzależniona, co ciekawe – w tym zamiataniu pod dywan się akurat zgadzają.

Szczególnie w okresie świąt – „chcesz nam zniszczyć Święta??!!!” – o ty niedobry! ].

Świąt w życiu dziecka jest sporo, od najmniejszego, więc i spuścizna jest spora. Bezsilność dziecka wobec decyzji, wyborów rodziców stawia je zwykle w sytuacji konieczności zaakceptowania trudnego scenariusza.

sadkid

Często to właśnie dzieci stają się „wytłumaczeniem”, argumentem dla tego, że „jest dobrze”. Paradoksalnie, dla dziecka byłoby lepiej, aby rodzice zrobili coś ze sobą, natomiast oni nie chcąc się sobą zająć – używają nieuwikłanego, „świeżego” na świecie dziecka, aby potwierdzić sobie, że tak właściwie wszystko jest co najmniej dobrze. „Trzeba się cieszyć!” – jest dziecko, jest co do garka włożyć – o co ci chodzi?

Jeśli pochodzisz z takiego domu, warto zdać sobie sprawę ze swoich odczuć, uczuć. Może to być niechęć do spędzania razem z innymi tego „podniosłego” czasu, obawa, że biesiada przerodzi się w coś przykrego.

Oczywiście nie musisz sobie z tego od razu zdawać sprawy – te mechanizmy działają po cichu – z podświadomości. Mogą się odezwać w chwilach, gdy właśnie CHCESZ się dobrze czuć, bo np. poznałaś kogoś, z kim chcesz przestawać dłużej. A tu emocje skręcają cię w kulkę i najchętniej uciekłabyś.

W sytuacji restymulacji takich wzorców piłka jest po twojej stronie – czy zechcesz przyznać, że masz z tym kłopot i działać, czy też zamieść pod dywan, jak tak wiele osób i rodzin [i przedłużyć traumatyczną tradycję].

tu link do strony o obciążeniach wyniesionych z dysfunkcyjnych domów [link] Praca nad tym, uświadomienie są możliwe.

Święta są „specjalne”

Specjalność świąt bardzo sprzyja aktywizacji krokodyli [link] Taki ktoś z symbiontem bardzo się dobrze czuje w „specjalnej atmosferze” świąt. Dla symbionta, który sam z siebie jest esencją specjalności ten czas jest jak dla ryby woda. Błyszczenie w towarzystwie, dowcipność, specjalny [jeden] numer dla towarzystwa – to symbionta interesuje. To jest najkrótsza droga do zanęcenia przyszłych ofiar i do dania argumentu obecnym ofiarom spośród bliskich, że przecież „jest tak dobrze”.

Nie oszukujmy się, nasz umysł błądzi w poszukiwaniu błyszczyka. Nie darmo telewizor, neony czy ekran komputera tak przyciągają wzrok – bowiem błyszczą. Symbiont również błyszczy, dla osoby nim obciążonej jest to wierny i jakże wspomagający towarzysz [dopóki nie pojawią się ogromne straty i koszty: osobiste, finansowe, rodzinne]. Osoby z symbiontem łatwo potrafią  być „niezwykłe”, „zachwycające”, nawet nie zabiegając o to.

Dla dziecka, które jest wystawione na humory, ataki osoby z krokodylem [alkoholika, pracoholika], święta z ich nieskazitelną szatą mogą wydawać się:

a) czasem wytchnienia
– jeśli oczekują, że rodzice się zmienią, będą lepsi, słodcy, tak polukrowani jak ciasto świąteczne. Jednak rzeczywistość może spłatać figla – nawet najbardziej starający się utrzymać dobre stosunki rodzice mogą mieć „wpadkę”, kiedy przyjemne święta już nie wydają się tak przyjemne..

b) czasem niepokoju
– pewnie dotyczy to starszych dzieci, bardziej doświadczonych losem – mogą one przesadnie bać się tego, co może oprócz przyjemnej atmosfery przyjść. Często rodzinne przypadki potwierdzają im ten scenariusz i utwierdzają w podświadomym przekonaniu, że „tak trudno by było spokojnie i przyjemnie w ważnych chwilach.

Wejście na świat w rodzinie
z kłopotami jest nieprzypadkowe

Dziecko nieświadomie chce potwierdzić sobie przekonania, wzorce, odegrać jakiś film karmiczny z przeszłości, dograć coś z rodzicami. Dusza dziecka wręcz chce wspomóc w noszeniu ciężarów Dusze rodziców. Jednak jest to bardzo niekorzystne dla dziecka, dla jego osobistego losu.

Uświadomienie sobie, że to, co się nam zdarza jest na zapotrzebowanie naszej podświadomości i karmy może dać ulgę. Może dać przekonanie, że sami tworzymy nasze przeżycia, wchodzimy tam, gdzie „mamy coś do przeżycia”.

Oczyszczanie takiej karmy dać może nam ulgę, niemniej świata nie zmieni – trzeba, żebyśmy sami nadali nowe znaczenie starym przeżyciom i także tradycjom, rytuałom w których uczestniczymy, czasami chcąc nie chcąc – po prostu przez to, że żyjemy w takim miejscu.

Słuchając wnętrza można wiele się dowiedzieć. O własnych przeżyciach, o emocjach płynących ze wspomnień. Możemy działać w roli dorosłego – rodzica nas samych, ustalając co będzie naszym udziałem, co zaś nie, co będziemy jak odbierać. Co dla nas oznaczać będzie spotkanie rodzinne przy stole – może to być coś innego, niż nas nauczono.

Możemy stwierdzić, że nie będziemy dawać sobą manipulować, czy też możemy nie zaakceptować pewnych działań czy osób. Mamy do tego wolność.

Może duże, jawne zmiany nie nastąpią od razu, jednak warto próbować.

To dla was ten tekst, dla was, którzy nie cieszycie się nadejściem świąt. Bo nie każdy się cieszy..

Advertisements

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: