Terapie

Jak jest tyle stron o różnych obciążeniach, to warto napisać coś o terapiach, terapeutach i o tym, kto chce iść na terapię.

Nie każdy terapeuta ..

Nie każdy terapeuta będzie się nadawał do pracy z Twoją sprawą, natomiast może się znaleźć inny, który będzie się nadawał.

Nie każdy terapeuta zrozumie o co Ci chodzi, ale najpewniej znajdzie się taki, może nie od razu.

Na pewno nie każdy terapeuta zrozumie o co Ci chodzi w sprawach duchowych. WIĘKSZOŚĆ nie zrozumie. Psychoterapeuci wyszli ze szkół, w których [w większości] strefa duchowa zarezerwowana była dla kogo innego – dla księży.
To jednakże nie jest powód, aby zaniechać terapii u niektórych z terapeutów. Nawet, jeśli nie zrozumieją Cię duchowo, to niektórzy doskonale poradzą sobie w  trakcie terapii ze sprawami życiowymi, emocjonalnymi i uczuciowymi, które im przedstawisz.

Niektórzy terapeuci z niektórych terapii ZROZUMIEJĄ cię duchowo i będą umieli ci duchowo towarzyszyć na twojej drodze. Dotyczy to także spraw reinkarnacji.

Nie każdy terapeuta będzie za darmo, natomiast wielu pracuje w obrębie ubezpieczenia a ty nawet o tym nie wiesz.

A więc w terapii stawia się na Twoją samodzielność, na branie odpowiedzialności za siebie. Na początek oczywiście ciało bolesne może tak przytłaczać [ciężar przeżyć, trudności], że będzie Ci trudno, ale powoli, powoli można będzie iść w kierunku większej samodzielności. Dobry terapeuta nie będzie odrzucać Cię, jeśli będą wychodzić nawet najcięższe przykre emocje. Ale też nie będzie brał ich „na siebie”. Nie jest on drugą stroną twoich trudnych relacji, jest towarzyszem w Twojej drodze. Dla bezpieczeństwa obu stron lepiej to uszanować i nie stawiać go w trudnym położeniu, nie stawiać go pod murem, naciskając. [ekstremalne przypadki to np. zalecanie się do terapeuty] Wtedy jego/jej możliwości pomocy najpewniej będą zmniejszone.

Raczej żaden terapeuta sam z siebie nie przyjdzie do Ciebie do domu. Ale zawsze możesz chcieć to sprawdzić i nie wychodzić po pomoc dla siebie przez kolejne kilka lat. 🙂 Żartuję, wiem, że na pierwszą poważną terapię jest czasami tak bardzo trudno się zdecydować.. Może cię aż w żołądku skręcać z emocji na samą myśl, że mogłabyś się tam pokazać i powiedzieć, że coś cię w życiu boli, dolega..

Nie wszystko ..

Nie wszystko „puści” od razu. Część może, ale inna część może utrzymywać się nawet kilka lat mimo usilnej pracy.

Energie cierpienia wychodzą ze swoim tempem. Nie za wolno i nie za szybko, nie da się zbyt wiele też ich upuścić, bo może się nie zgromadzić się odpowiednia ilość. L.Ron Hubbard w Dianetyce opisał sesję audytingu – efektywną metodę upuszczania bolesnych emocji.  Wiele terapii jest do tego podobnych. [Generalnie sesja oczyszczająca w różnych szkołach terapii jest podobna do spowiedzi, co jak Bibilia podaje, jest bardzo wskazane]

Energia zgromadzona w ciele bolesnym może być duża, wręcz wielka. Im gorsze warunki życia człowieka, tym zwykle więcej nieprzytomności, i tym więcej energii do oczyszczenia i wyrażenia.

Terapeuci często mówią o odpowiednim czasie i miejscu do tego, żeby pracować z bolesną zawartością umysłu. I mają rację.

Warto NIE obdarzać energiami boleści swoich bliskich, zwłaszcza dzieci. Twoje dziecko NIE JEST Twoim spowiednikiem. Nie rób mu tej krzywdy. Nie zrzucaj na niego swoich kłopotów. Nie próbuj „nauczać go” recytując swoje historie sprzed pół wieku. Nie ukrywaj, że masz kłopoty, ale dostrzeż Boską Iskrę w swoim dziecku i uszanuj ją. Nie zatłucz jej swoimi „jakże prawdziwymi i dającymi mądrość” przeżyciami i wspomnieniami. ZA TO dostrzeż w nim jego własne przeżycia, daj im wystarczająco dużo uwagi.

Do wywnętrzniania się z emocji [energii z emocjami związanych] warto używać odpowiednich sposobów: afirmacji z odpowiedziami na piśmie [bardzo ważne są te odpowiedzi, bo to one przenoszą boleść], oraz oczywiście sesje terapeutycznych.

  • Jeśli w sesji nie ma możliwości upuszczenia energii boleści,
  • jeśli terapeuta koduje na pozytywnie, albo stara się „wytłumaczy政e powinieneś czuć coś innego niż czujesz
  • jeśli terapeuta nie daje wyżalić się ciału bolesnemu,

– to warto szybko przerwać taką „terapię”.

Jednak i sama sesja nie powinna być „zwykłą rozmową”, terapeuta powinien wiedzieć jak się odseparować od Twoich przeżyć. Ma takie prawo. Kiedyś słyszałem narzekania, że słuchając odseparowałem się energetycznie od pewnej osoby. Każdy terapeuta ma takie prawo, to jest sprawa jego BHP. A zawód bardzo przypomina wywożenie nieczystości, więc nie dziw się, że ktoś nie chce się dać zakazić.

Nie wszystko co będziesz chciał przepracować będzie zrozumiałe dla Ciebie. Przynajmniej na początku.

Nie wszystkie metody psychoterapii są całkowicie wartościowe, niektóre mają w sobie błędy. I o tych błędach mogą cię terapeuci nie informować. Trzeba przyjąć, że tak jest, mimo, iż jest to przykre.

Nie zawsze ..

Nie zawsze dostaniesz pomoc, ale mimo to warto się po nią zwracać, ponieważ czasami się ją uzyska.

Nie zawsze terapeuta będzie mówić to na terapii, co by ci powiedział poza terapią, będąc bardziej szczery. Czasami tak właśnie ma być, a czasami to błąd.

Nie zawsze kiedy będziesz aż jęczeć z napięcia i trudności dostaniesz pomoc z zewnątrz, ale możesz sobie udzielić jej sobie sam/a prostymi podręcznymi metodami. Proponuję oceniać pozytywnie nawet małe kroki w tym zakresie. Aby skutecznie sobie pomagać też trzeba trochę praktyki.

Nie zawsze jak sobie wyobrazisz, co da terapia, to ona rzeczywiście to Ci da. Niemniej może dać coś innego, częściowo na pewno pozytywnego.

Nie zawsze wiele tygodni pracy z danym terapeutą coś daje oprócz wychodzenia z domu, kasowania biletu w autobusie i spędzania w towarzystwie kilkudziesięciu mintu. Ale i to w niektórych przypadkach jest coś warte. Niekiedy bowiem zdarza się, że ktoś nie ma napędu nawet do wyjścia z domu.

Nie zawsze będziesz się super czuć po terapii. Czasami jest to gorzka pigułka, możesz się np. czuć rozbity na części i trzeba będzie czasu – dni, tygodni  w trudniejszych przypadkach, aby się zebrać na powrót. Jednak najczęściej to nowe, w co się poskładasz, będzie lepsze.

Tak samo dobra ..

Tak samo dobra może być terapia grupowa jak indywidualna, a czasami lepsza.

Tak samo dobra może być inna terapia niż ta, w której obecnie uczestniczysz. Ale może być tak, że obecnie właśnie tracisz czas [i pieniądze]. Albo tak, że żadna terapia nie będzie lepsza niż obecna. Brak rozeznania w tym pewnie pochodzi z braku doświadczenia. [oczywiście warto pytać – siebie, innych osób mających za sobą terapie, terapeutów]

Wielu, wielu terapeutów nie będzie chętnych do porównywania swojej terapii z innymi terapiami. Nawet będą uznawać, że włączył ci się wzorzec ucieczkowy. Niekiedy mogą po prostu chcieć cię zatrzymać nie dając przydatnych informacji, a niekiedy będą mieć rację, że chcesz dać nogę.

Tak samo dobra może być psychoterapia co wizyta u psychiatry [jeśli jest „dobry”, kilku takich znam, pamiętaj, że nie jest to reguła – jednego psychiatrę ze śmiechem wspominam do dzisiaj].

Wartościowe psychoterapie:

z kręgu psychologii roszerzonej:

  • Regresing (R) [nazwa zastrzeżona] – psychoterapia wypracowana przez Leszka Żądło, obejmująca swoim zakresem również poprzednie wcielenia
  • praca z afirmacjami wraz z „kolumną odpowiedzi”. podaję to jako osobne narzędzie, ponieważ jest ono aż tak wartościowe i skuteczne.
  • moje własne sesje [opisy są poniżej]
  • metoda Sedony [ang. Sedona method], bardzo prosta i efektywna, ale ma błąd w sobie
  • metoda obserwacji ciała bolesnego Eckharta Tolle
  • psychoterapia nakierowana na proces [oparta na odkryciach Arnolda Mindella
  • metoda EFT [Emotional Freedom Technique] – prosta metoda z zastosowaniem opukiwania meridianów
  • metoda ustawienia rodzin [in. konstelacje rodzinne, bądź ustawienia organizacyjne] – doprowadza do harmonii w systemach między osobami według tzw. porządku i starszeństwa [link]
  • moja własna metoda rytuałów Hellingerowskich z zastosowaniem także do poprzednich wcieleń

z kręgu tradycyjnej psychologii:

  • psychoterapia analityczna [indywidualna i grupowa] – szkoła Freuda i następców
  • terapie w ośrodkach terapii uzależnień i dla osób z rodzin alkoholowych [link]
  • terapia dla Dorosłych Dzieci Alkoholików [DDA], w tym również osób pochodzących z rodzin dysfunkcyjnych
  • psychoterapia poznawczo – behawioralna [opisuje ją Tomasz J.]

Jest oczywiście więcej terapii wartościowych i efektywnych. Jest także wiele terapii niewartościowych lub/i nieefektywnych. Przed poddaniem się terapii warto zasięgnąć języka, czy dane działania to jest to, o co akurat nam chodzi?

Opisy [w budowie]

Terapie z kręgu psychologii roszerzonej:

  • Regresing (R) [nazwa zastrzeżona] – psychoterapia wypracowana przez Leszka Żądło, obejmująca swoim zakresem również poprzednie wcielenia
  • praca z afirmacjami wraz z „kolumną odpowiedzi”. podaję to jako osobne narzędzie, ponieważ jest ono aż tak wartościowe i skuteczne.
  • moje własne sesje [opisy są tu – link]

Jak wykorzystać energię emocji [link]

Zapobieganiu rozpraszania energii wspomnień [link]

Kwestia chęci i niechęci do sesjowania [link]

Jaki jest zwykle schemat sesji [link]

  • metoda Sedony [ang. Sedona method], bardzo prosta i efektywna
  • metoda obserwacji ciała bolesnego Eckharta Tolle

opis tego procesu w rozdziale drugim Potęgi Teraźniejszości [link]

„Kiedy zaczniesz się wyzbywać poczucia tożsamości z ciałem bolesnym i staniesz się obserwatorem, ciało to jeszcze przez pewien czas będzie działało, próbując podstępem cię skłonić, żebyś znów z nim się utożsamił.[…] Musisz być na tyle obecny, żebyś mógł bezpośrednio obserwować ciało bolesne i czuć jego energię. Nie będzie wtedy miało władzy nad twoim myśleniem. […] Nieustannie podtrzymywana uwaga przecina łączność między ciałem bolesnym a twoimi procesami myślowymi i powoduje przemianę.”

  • metoda EFT [Emotional Freedom Technique] – prosta metoda z zastosowaniem opukiwania meridianów
  • metoda ustawienia rodzin [in. konstelacje rodzinne, bądź ustawienia organizacyjne] –

„Hellinger podkreśla – kiedy wszyscy członkowie rodziny stoją na swoim miejscu należnym im wedle reguł pierwszeństwa, wtedy w rodzinie panuje porządek i wszyscy jej członkowie czują się dobrze.”  W czasie ustawienia doprowadza się do harmonii w systemach między osobami według tzw. porządku i starszeństwa [link]

  • moja własna metoda rytuałów Hellingerowskich z zastosowaniem także do poprzednich wcieleń

z kręgu tradycyjnej psychologii:

  • psychoterapia analityczna [indywidualna i grupowa] – szkoła Freuda i następców
  • psychoterapia nakierowana na proces [oparta na odkryciach Arnolda Mindella
  • terapia dla Dorosłych Dzieci Alkoholików [DDA], w tym również osób pochodzących z rodzin dysfunkcyjnych
  • psychoterapia poznawczo – behawioralna [opisuje Tomasz J.]

Jest dość mało popularna w Polsce i niedoceniana przez klientów, co trochę dziwi, bo jest to przecież jedna z czterech wielkich szkół psychoterapii! Jest dużo młodsza od psychoanalizy, gdyż początki jej powstania datują się na lata 60. XX w..
Wtedy to właśnie amerykański psychiatra i analityk, dr Aaron Beck, zaczął dostrzegać nieskuteczność (a nawet szkodliwość!) psychoanalizy w leczeniu depresji. Nie on jeden, zresztą…;) Przyglądając się chorym na depresję dostrzegł, że pacjenci prócz obniżenia nastroju i silnego lęku przed przyszlością, mają bardzo zły obraz samych siebie. Bardzo źle myślą o sobie , inaczej mówiąc… Mało tego: myślenie depresyjne – co Beck również dostrzegł – jest nie tylko „złe”, ale też zupełnie niezgode z rzeczywistością i kompletnie nieprawdziwe!!:) Stąd był już krok tylko do stworzenia koncepcji terapeutycznej, którą wówczas nazwano terapią poznawczą.
Terapia poznawczo – behawioralna do dziś pozostaje najlepszym „narzędziem” psychorerapii depresji, ale też i lęku oraz wszystkich stanów, gdzie główną rolę w cierpieniu odgrywa „wadliwy myślowo-emocjonalny obraz samego siebie”, że tak to nazwę…;)

O terapii poznawczo-behawioralnej piszę tak dużo, gdyż jest mi ona bardzo bliska…:) To tą metodą właśnie kilka lat temu skutecznie pracowałem (pod kierunkiem dyplomowanego psychoterapeuty, oczywiście…:) nad moją depresją i lękiem, które stanowiły mój „spadek” po alkoholowej rodzinie.

A po latach? No cóż, techniki poznawczo – behawioralne do dziś służą mi za wyborne „narzędzie” do pracy z myślami i emocjami – dla mnie osobiście dużo lepsze od pisania afirmacji…;) [koniec opisu Tomasza J.]

Różne są preferencje osób, więc i różne są psychoterapie. Praca nad sobą może mieć niejedno imię, i.. nadal być wartościowa. Jestem za tym, aby doceniać różne możliwości, różne systemy. Mówię sobie: „im więcej doceniasz, tym masz więcej do doceniania”.

Reklamy

18 Komentarzy (+add yours?)

  1. Hawa
    Kwi 07, 2011 @ 12:27:56

    You-Tube
    Bashar – Okolicznosci nie maja znaczenia,tylko stan bycia ma znaczenie.

  2. mojajoga
    Kwi 20, 2011 @ 10:14:31

    Witam. Z mojego doświadczeni mogę polecić terapie integrujące ciało-umysł. Bardzo ciekawą wydaje się być wspomniana psychologia zorientowana na proces A. Mindella, ale również polecam terapię tańcem i ruchem (DMT), przy czym zaznaczam, że bardzo ważna jest nasza relacja z terapeutą, no i sam terapeuta oczywiście. Pozdrawiam.

  3. SwiatDucha
    Wrz 02, 2012 @ 22:35:28

    Ciekawe, że podajesz cytaty o osiąganiu sukcesów w wątku, gdzie piszę o raczej znojnej pracy z obciążeniami [czyli o terapii].

    Terapie są potrzebne ludziom, którzy bardzo często zapomnieli już o sukcesach, a stoją przed scianą życiową, grzebią się mozolnie z głębokiej życiowej dziury. Sukcesy [finansowy, związkowy, mieszkaniowy, zawodowy] często nie są w ich zasięgu. Czemu chcesz wspominać im o sukcesie?
    Nie wszyscy jesteśmy wolni od obciążeń, nie wszyscy jesteśmy młodymi duszami – białoskórymi mieszkańcami USA.
    Czemu piszesz o sukcesie?

    Osobiście nie uważam oczyszczenia się za sukces, a tylko za powrót do normalności. To bardzo minimalistyczna zasada, ale prawdziwym jest, że ktoś, kto chodzi po kanałach, a wyjdzie z kanału na ulicę nie czuje się tak dobrze, jak ten, kto z miasta wyjeżdża w góry i staje wysoko na szczycie.
    Ten, kto ma bagaż obciążeń, wspominanie mu jeszcze o „wyzwaniach” [w wątku o terapii] jest wkładaniem mu palca w oko [moim skromnym zdaniem]. Tak jakbyś sąsiadowi jeżdżącemu na wózku co trzy dni przypominała, że jeździ na wózku i podawała ostatnie wyniki biegów na 400 metrów.
    Chyba to już wie, że coś z nim jest nie tak..?

    Może napiszesz coś od siebie? – bo cytaty może są i fajne, ale nie twoje.

  4. SwiatDucha
    Wrz 03, 2012 @ 23:07:01

    Widzę, że masz duże doświadczenie i dużo przeszłaś, ja to bym nazwał sporym rozwojem zarówno ciał subtelnych, świadomości jak i oczyszczeniem. Ale nie przez przypadek napisałaś to dopiero po moim wpisie. Dusza chce coś powiedzieć przez to. Jeśliby nie chciała, to by od razu napisała ten drugi wpis [nie ma przypadku, jest w tym przekaz :)].

    Słowo „Sukces” jest używane przez osoby owładnięte przez ego, więc chciałbym im je zostawić. Nie chciałbym mieszać sfery, która wychodzi poza ego z tą, która jest ego domeną.
    To trochę tak, jakby chcieć przyprawiać herbatę przyprawą do zup.. to można zrobić, nawet można wypić, ale coś nie pasuje 🙂

    Nie dziw się, że napisałem jak napisałem, bo mogłaś być równie dobrze krokodylem – trollem forumowym, który poddaje kolejne dywersyjne teksty.

    Nadal jednak dziwi mnie, że je zacytowałaś. Może nie będę pisać, co przypuszczam na ten temat..? Zastanawiam się, czy byś chciała to usłyszeć.

    Powiem tak – jak zbieram te dwie wypowiedzi, zarówno tą osobistą jak i cytowanie [a wierzę, że z czystą chęcią podzielenia się czymś wartościowym je wpisałaś], obie te wypowiedzi stawiam obok siebie, to naprawdę nie pasują do siebie. Coś wygląda tak, jakbyś przyjęła tą dywersję za dobrą monetę. Całkiem słusznie mówisz, że przytulasz wewnętrzne dziecko [i jestem cały za], natomiast zaraz potem w cytatach brzmi coś, co raczej wygląda na stawianie sporych wymagań.. właśnie samej sobie. To właśnie mi nie styka, z jednej strony miłość do siebie, a z drugiej.. bezwzględność?

    Ja wiem, że to cytaty z przekonujących podświadomość książek. Ileż jednak jest przekonujących przekazów, które ranią. W moim wyobrażeniu miłość nawet nie daje pozorów bezwzględności, czy ranienia [i po tym poznać coś co nią nie jest, a tylko nią udaje].

    Ale to tylko tak piszę, takie swobodne skojarzenie.

  5. Iver
    Maj 04, 2015 @ 15:56:23

    Andrzeju, mógłbyś przybliżyć na czym polega ten błąd w metodzie Sedony? Kolega ostatnio ma terapię tą metodą i podczytywałem ebooka od niego na czym to polega i mnie zaciekawiło co napisałeś.

  6. SwiatDucha
    Maj 04, 2015 @ 20:45:46

    Iver,
    W metodzie Sedony wszelkie kłopoty, lęki, napięcia „puszcza się” [can you LET GO] w przestrzeń, gdzieś poza siebie.
    To przy osobach mocniej operujących energiami daje:
    1) zubożenie osobistej energii [energia wychodzi od nas]
    2) „rozsianie” ziaren energetycznych o treści takiej jakie były kłopoty, a które mogłyby się materializować [o tym mówi Tresura Matrixa, że działa to tak samo jak modlitwa Huny do Wszechświata].

    W moim przekonaniu najbardziej wartościowy sposób postępowania z takimi kłpotliwymi myślami, przekonaniami prezentuje Tresura Matrixa [szukaj w Google].
    Zamiast „puszczać [niewiadomo gdzie, dokąd, zamiast pozbywac się lęków] warto je „przyciągnąć”, pozwolić przyjść do siebie lękom i zjednoczyć się z nimi [bo jest to nasza własna energia], ponownie przeżyć tamtą sytuację i przypomnieć sobie na jakich zasadach [z jakiego powodu] się one pojawiły. Jest to jakby nie patrzeć zupełnie odwrotny kierunek dla ruchu owych energii lęku. Przyciągając te [jakby nie patrzeć, nasze własne] energie otrzymujemy:
    1) wzmocnienie osobiste [ponownie mamy nasze rozsiane niegdyś energie]
    2) usuwamy z pola Wszechświata te ziarna lęków, które mogły się dalej materializować, przez co pozbawiamy się złych losów na przyszłość

    I wtedy Dusza może je rozpuścić, o ile będzie uważać je za niewartościowe, nieistotne, nieadekwatne w obecnej sytuacji.
    [taki schemat podaje wiele terapii explicite, a różne inne terapie stosują to bez dokładnego opisu].

    Natomiast Metoda Sedony myślę, że ma duży pozytywny wkład w terapie poprzez duże usystematyzowanie, które wprowadza i poprzez bardzo wiele bardzo ciekawych spostrzeżeń o tym, gdzie kryją się napięcia, niechęci, lęki itp.

    Iver i inni komentujący:
    proszę o podawanie prawdziwego emaila, a nie maila-podróbkę typu: „noreply@cośtam.com”
    Te maile sa widoczne tylko dla mnie i nie są rozpowszechniane.
    Już kilka razy jakiś komentarz leciał do kosza z tego powodu.

  7. Iver
    Maj 11, 2015 @ 07:49:02

    Dziękuję Ci Andrzeju za wyczerpującą odpowiedź – będę miał to na uwadze czytając o tej metodzie.

    Pozdrawiam

  8. Aneta
    Maj 16, 2015 @ 21:04:10

    Panie Andrzeju, zaintrygowało mnie, to co Pan napisał o metodzie Sedony. Kiedyś tez ją stosowałam, ale nie widziałam specjalnych efektów. Zdecydowanie lepsza jest metoda Safi Niedaye.
    Tylko też zastanawia mnie pewna kwestia dotycząca metody Sedona. Z tego co wiem autor tejże metody cięzko chorował i wyleczył się całkowicie i przeżył długie lata. jak to możliwe, ze w jego przypadku tak dobrze zadziałała.
    A! Bym zapomniała. Jeden buddysta udoskonalił tę metodę (też te energie wypuszcza) i podobno (nie wiem, ile w tym prawdy) doszedł do oświecenia i jakieś zdolności paranormalne mu się odblokowały.

  9. SwiatDucha
    Maj 17, 2015 @ 12:53:50

    Aneta,
    nie podważam czyichś doświadczeń,
    ale też nie jestem ich pewien, gdy mam inne argumenty.

    Można by p. Lestera przebadać jak ów proces oczyszczania u niego zachodził. A może jego Dusza na polecenie „let go” reagowała tym, że:
    1) zaprzestawała manipulacji i kontroli nad problemem [tzw. butt method]
    2) wpuszczała Boską świetlistą energię w obszar tego problemu
    ??
    [„let go” może odnosić się równie dobrze i oznaczać równie dobrze „wpuść” coś, w tym przypadku – może „wpuść boskie energie”, „pozwól wejść boskim energiom”.]

    Bo jeśli tak by było, to pan. Lester Levinson mógłby istotnie sobie pięknie oczyszczać kłopoty i doznawać uzdrowienia.

    Ja miałem jednak chyba w Duszy inne skojarzenia ze słowami „let go”, „can you let go”, „czy możesz pozwolić odejść” – zupełnie literalne. Moja smocza Dusza jest generalnie prostoduszna i jak ktoś mówi „czy możesz to puścić i pozwolić temu odejść”, to literalnie puszcza z rąk te energie, a one sobie odpływają.
    Tyle tylko, że nie dając polecenia Duszy, aby się połączyła z Wyższymi Jaźniami i przyjmowała na to wolne miejsce energie nie przyjmowała ona [żadnych] innych energii. No i nie dziwne jest, że z czasem praktykowania następowało u mnie wycieńczenie, drenaż z energii.

    Znam też jednego przedstawiciela metody Sedony, który sam jest[/był?] obciążony wysokim symbiontem, to jego symbiont przejmował energie, które akurat pojawiały się w polu.
    Oj, pan mocno miał dużo energii, był bardzo aktywny, pewnie w dużym stopniu dzięki temu.

    Jeśli więc nastąpiło przekłamanie w metodzie
    od „pozwól wejść boskim energiom”
    do „pozwól odejść tym energiom”
    to na poziomie słów w j. angielskim to się nie pokaże, ale pokaże się w tym, co się dzieje na poziomie energetycznym.

    Tak więc nie to jest prawdą przeżyciową, która ma się realizować [manifestować, uruchamiać], co jest w słowach, a to jest prawdą przeżyciową co w intencjach i postawach Dusz.

  10. Aneta
    Maj 17, 2015 @ 21:18:37

    Dziękuję za wyjaśnienie 🙂

  11. SwiatDucha
    Maj 18, 2015 @ 08:30:09

    A może znasz nazwisko tego buddysty, o którym mówisz? Nazwę jego metody?

  12. Conchita
    Maj 18, 2015 @ 09:13:22

    Zajrzałam na strony angielskie i tam raczej jest jednoznacznie: „Now, let the object go.
    What happened? You let go of the object, and it dropped to the floor. Was that hard? Of course not. That’s what we mean when we say “let go.”
    You can do the same thing with any emotion: choose to let it go.”
    (…)
    Releasing will help you to free yourself from all of your unwanted patterns of behavior, thought, and feeling.”

    Z innej strony: The Sedona Method is a very simple way of letting go of fear, frustration, anger, limiting thoughts, feelings, and beliefs that are holding you back.

    Tak więc wydaje mi się, że dosłownie mają na myśli uwalnianie energii, odpuszczanie, wypuszczanie (niechcianych) emocji. Przeczytałam zalecenia do metody i nie było nic o wpuszczaniu czegokolwiek. Raczej koncept za tym jest taki, że jak puścić emocje, myśli, wzorce to wejdzie się w spokojną głębszą świadomość…
    Nie było więc błędu w Twoim rozumieniu Andrzeju.

    Pewnie jest to metoda dla ludzi intensywnie uwikłanych w myślenie negatywne i negatywne emocje, mocno uwarunkowanych. Jednak wydaje się, że nie sięga zbyt głęboko. Metoda na pozbywanie się nie dotyka przyczyn, nie zmienia postaw, uwalnia tylko skutki. Można domniemywać, że po uwolnieniu nagromadzonych skutków, odciążeniu psychiki, człowiek ma możliwość zweryfikowania jednak postaw poprzez wgląd w siebie, głębsze poziomy świadomości. Zewnętrzne rozbujane fale na pewno to utrudniają…

    Zastanawiam się jednak nad czymś innym, niektórzy ludzie mają nadmiar pozytywnych emocji. To wydaje się nieszkodliwe, ale jednak na ściezce duchowej może przeszkadzać, wywołuje jakiś zwiększony poziom napięcia układu nerwowego, dobrze by było, żeby emocje jednak znalazły swoje miejsce w całości, że tak powiem zalśniły w czystym aspekcie.

    Jaki jest czysty aspekt emocji? Jaki jest pierwotny sens emocji?

    Wikipedia: „Emocja (od łac. e movere, w ruchu) – stan znacznego poruszenia umysłu.”
    Ale umysł nie musi być poruszony, umysł i emocje to nie do końca ten sam poziom, chociaż są powiązane. Więc co jest w ruchu? Bo buja czymś na pewno i to jest mocno energetyczne.

    Czysty aspekt emocji i emocjonalności – na pewno chodzi o realizację, działanie, „energetyczny język Boga” – takie coś mi przypłynęło z przestrzeni. 🙂 Energetyczna forma wyrazu WJ, bo czym się różni od energii podstawy? Energia podstawy buduje, a energia emocji jest raczej formą ekspresji świadomości, czy to będzie skonfliktowana świadomość, czy oświecona świadomość.

    PS. Nie sądzę, by buddysta wypuszczał energie, trzeba by to sprawdzić. Generalnie w buddyzmie nie przyjmuje się, że to co się przejawia w umyśle (emocje, myśli) istnieją poza umysłem, więc niemożliwe byłoby puszczenie czegoś (na zewnątrz umysłu?). Za to możliwe jest obserwowanie ich natury co sprowadza je do rozpoznania ich natury i ciągu uwarunkowania, po prostu przestaje coś stać za nimi, więc samoistnie zanikają. To jest samowyzwalanie się w czasie rzeczywistym. Jednak nie jest to takie łatwe…

  13. Marc
    Maj 18, 2015 @ 13:32:42

    Czytałem raz artykuł Osho. Mówił – „odetnij to”.

  14. sensible sensitive
    Maj 18, 2015 @ 21:18:14

    Conchita: wypuszczanie energii jak najbardziej jest praktykowane w Bon (jeśli uznać Bon za buddyzm). Są ćwiczenia polegające na kierowaniu wewnętrznym „wiatrem”, które mogą obejmować wypuszczanie na zewnątrz/puszczanie określonych energii/blokad istniejących w ciele energetycznym. To trochę inny poziom niż praca z umysłem od strony intelektu czy wyobrażeń – bardziej praca z poziomu ciała.

  15. Conchita
    Maj 18, 2015 @ 23:52:25

    Ja jestem trochę mało oczytana i to wychodzi. Jestem tylko praktykiem, praktykantem 😉 . Ja może już tych „wiatrów” puszczać nie będę 😉 .

    Powiem, że pracę z umysłem nie widzę jako pracę z intelektem, ale pracę na żywym polu świadomości. Z tego punktu widzenia niemożliwe jest puszczenie czegoś poza, gdyż świadomość nie ma granic. Energie hulają po polu nie martwiąc się kogo dotkną a kogo nie. Oczywiście symultaniczność pól i energii sprawia, że nie wszyscy w swoim pobliżu muszą być dostrojeni do tych samych energii. Świadomość indywidualna ma możliwość pewnej manipulacji w tym zakresie.
    Problemem wydaje się odbijanie w swoim polu obciążeń z niższych ciał, blokad, więc powstał koncept puszczania. Z punktu widzenia ciała emocjonalnego to może być prawdziwe, zrzucenie ładunku, czapy starych energii i wzorców, by zrobić miejsce na nowe, świeże i żywe. Jednak mnie pociąga wizja z innego poziomu, co oznacza to całe puszczanie, odcinanie, wypuszczanie na zewnątrz.

    Zatrzymanie, zostało zatrzymane, żywy ruch energii w świadomości zwolnił przez lgnięcie, przyjęcie i zatrzymanie w umyśle i zaczęło blokować, uwierać, boleć, ale i też tworzyć, być indywidualne, oddzielne… indywidualne pola świadomości we wspólnym polu… i teraz można manipulować, usuwać, odcinać… W sumie równie dobrze można nie usuwać i nie odcinać, zależy od punktu widzenia. Brudne i zablokowane może okazać się bryłą złota, jedynie zablokowanym potencjałem do odblokowania, zatrzymanym ruchem miłości. Jak zastygły kawałek lawy, który w swoim potencjale jest ognisto-ziemską formą czystego życia, to taka blokada, niby szare i przeszkadza, ale jak spojrzeć na potencjał, wyzwolić go to jest erupcja życia i człowiek rozpływa się z bananem na twarzy 🙂 .

  16. sensible sensitive
    Maj 19, 2015 @ 07:54:15

    Buddyjskie puszczanie wiatrów, he, he… 🙂
    Piszesz z punktu widzenia wysokich energii i wysokiej świadomości, a ćwiczenia przeze mnie wspomniane dzieją się nieco niżej, na poziomie przeciętnego człowieka, który wchodzi w praktyki buddyjskie i próbuje rozwijać się pracując z ciałem (i mam tu na myśli ciało w fizycznym sensie, tak jak zrozumie ten termin tzw. „człowiek z ulicy”) nie mając wcześniejszych doświadczeń ze świadomością subtelniejszych poziomów. Takie praktyki ukierunkowują na świadomość poziomu eterycznego i emocjonalnego łącząc je z czuciem ciała fizycznego – przynajmniej tak ja to odbieram.

  17. Conchita
    Maj 19, 2015 @ 09:30:08

    A jakie to ciekawe, żeby to połączyć, zintegrować, umiejscowić, spojrzeć z jednego poziomu na drugi a potem odwrotnie… Dobrze czasem pogimnastykować ciałka niefizyczne 😉

  18. Tomek
    Sty 16, 2016 @ 15:18:35

    Tutaj Alex pokazał fajnie metodę Sedony:

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: