Jest duchowość, która nie zna Duszy


Buddyzm

Jest duchowość, która nie zna całej Duszy. Tu buddyzm można chyba postawić jako przykład.

Buddyzm mówi o umyśle lgnącym do spraw materii, i o tym, że należy się odwarunkować tak, aby umysł nie lgnął. Żeby – prostym językiem mówiąc – nie przeszkadzał nam w „ścieżce duchowej”.

Na pewno umysł jest częścią Duszy, na pewno „jest złym panem ale doskonałym sługą”. Zaś Dusza jest większa niż sam umysł.

Prace z zakresu psychosomatyki, psychologii, czy wręcz zarządzania grupami ludzkimi wskazują, iż myślenie, intelekt [w zdrowym przypadku] jest mocno połączony z ciałem i emocjami. Cóż, jednak buddyzm mało ma do powiedzenia o emocjach, i o pracy z ciałem fizycznym w połączeniu z intelektem. Sam buddyzm nie ma raczej takich nauk.

Owszem, sfery duchowe są dobrze rozpoznane, natomiast Dusza, która z natury swojej nie jest zbytnio wzniosła wygląda, że nie jest w zakresie zainteresowania nauk buddyjskich.

Uważane jest, iż Dusza jest jedną z rzeczy przemijających, a więc nie warto się nią zajmować.

„Wszystkie rzeczy złożone ulegają rozpadowi”. Dobrze to widać na filmach pokazujących świat zakonu buddyjskiego: „Siedem lat w Tybecie”, „Kundun”, „Samsara”.

Wikipedia:

Według nauk buddyzmu wszystko jest nietrwałe, w stanie ciągłej zmiany, przejściowe. Funkcjonuje w nim termin anatman oznaczający brak duszy – atmana. Jedyne co przechodzi z życia do życia to nawykowe siły i tendencje kierowane prawem przyczynowo-skutkowym karma, poza tym nie ma w człowieku nic trwałego, niezależnego i wrodzonego, ale również nie ma też całkowitej nicości egzystencji (więcej, patrz Madhjamaka).

Według buddyjskiej szkoły Cittamatra jedyne co istnieje, to „samo-świadomy i samo-roświetlający się Umysł wolny od dualizmu doświadczenia i doświadczającego”, a ściślej mówiąc natura umysłu, zarazem natura rzeczywistości.

I ten samoświadomy umysł nazywam Świadomym Ja, wykołysanym poprzez wcielenia przez Duszę. Napisałem taki tekst, którego tytuł mówi sam za siebie: „Dusza – kosmiczne łono„.

Nie uznawać własnej Duszy to tak, jakby odwracać się od najbliższej sobie rodziny.

Można zapytać – cóż to za ścieżka duchowa, jeśli nie uwzględnia się, wręcz wyłącza świadomie dużą część własnej istoty? Jest to jakaś niecałkowita ścieżka. [czy ktoś się zastanawiał ilu oświeconych – poza Buddą – zdołało osiągnąć ten stan dzięki naukom buddyjskim?]

Cóż więc buddyści odrzucają? Pytają – „kim jestem?” Ale nie interesują ich pojawiające się, przemijające odpowiedzi, wręcz nawet nie chcą się na nich koncentrować, uważają, że to strata czasu. Chcieliby się nagle oświecić, nie zważając na uwarunkowania życiowe, odseparować, żyć poza środowiskiem ludzkim. Istotnie, tak działają zakony, także te buddyjskie.

Nie chcą zastanawiać się nad tym, co takiego umysł/dusza ma nam do powiedzenia, nam osobiście. Tu mogliby poznać swoje obciążenia karmiczne i je oczyścić, co istotnie zbliżyłoby ich do Oświecenia, a przynajmniej mogło zmniejszyć liczbę inkarnacji. Takie pytania do Duszy nie są obecne – potrzeba się oświecić, to najważniejsze, osiągnąć stan niezwiązania z realnością fizyczną. I to ma być wystarczające. Hmm..

Eckhart Tolle

Tu trzeba wspomnieć o ET. On jest bardzo podobny do buddystów. Z Dalajlamą chodzi pod rękę (literalnie). Jest już w pozycji „po Duszy”, po przeprawach z własną Duszą. Może u niego były to przeprawy dosyć brutalne, ponieważ jego słowa z pamiętnego przeżycia duchowego, które cytuje: „nie mogę już dłużej ze sobą wytrzymać” odnosiły się zarówno do ego [co podkreśla], jak i do duszy [czego nawet chyba nie bierze pod uwagę]. Tak jak buddyści – dla niego jest umysł, ego, i prawdziwe ja. Reszty chyba nie ma, przynajmniej nie słyszałem ani nie czytałem o tym. Stąd jest bardzo mocno połączony z Wyższymi Jaźniami, ale jednak nie aż tak bardzo z własną duszą.

Nie sądźcie, że potępiam ET. Wiele jego nauk jest bardzo cennych, są zresztą podobne do przekazów Antoniego de Mello, są ponadczasowe, niezwykle celne i inspirujące. Jednakowoż nie wskazują na Duszę, na możliwość czy korzyści wypływające z pracy z nią i z innymi duszami, z którymi jesteśmy połączeni dobrymi lub obciążającymi relacjami. Stosunek ET do Duszy to raczej wydaje się „porzucenie”, poniechanie relacji.

A jednak Dusza, jeśli ją się porzuca, nie „wyparowuje”. Istnieje, jest przecież ogromną istotą energetyczną. Znam przypadki, kiedy osoby deklarujące rozwój duchowy chciały się oświecić i poprzez odcięcie od swojej Duszy [lepsze czy gorsze, czasami tylko deklarowane]. Ustaliły sobie, iż nie trzeba już się wcielać, że już są poza ego [praktyki buddyjskie Phowa, in. Poła].

Niestety, osobowość w takich przypadkach istotnie znika, jednakże dusza zostaje i idzie w kolejne wcielenie [o ile są do tego przesłanki, przyczyny energetyczne, nawykowe, związki karmiczne itp. A zwykle jednak są]. Zapis o tak gwałtownym [od gwałtu] pozbyciu się osobowości istnieje jako obciążenie karmiczne w następnym wcieleniu.

Jest to jakby ekstremalny wariant „duchowego bypassu”, ominięcia bolących spraw ziemskich, w tym i Duszy. Po co się śpieszyć? Pewnie dlatego aby uciec od nieprzyjaznego świata, niekorzystnych okoliczności. Lepiej zmienić sobie przekonanie o świecie na pozytywne a okoliczności na sprzyjające. Wówczas nie trzeba będzie stąd zmykać, bo i po co – raczej będzie można korzystać z pozytywnych okoliczności ku dalszemu wzrostowi.

Zatem w moim przekonaniu nie warto się pozbywać ani duszy, ani osobowości, ale raczej je przekształcać. Aby zrozumiały, iż duchowość, rozwój duchowy jest w porządku, jest czymś przyjemnym, doprowadza do celu bez takich „krótkich” acz mało korzystnych ścieżek.

Eckhart Tolle znalazł wielu słuchaczy wśród Amerykanów z USA. Młodych dusz. Dlaczego? Kiedyś widziałem jak pani o wieku duszy 4 zadawała pytanie E.T. o wieku duszy 11-12. On odpowiadał, a ona to dobrze rozumiała, co chciał jej przekazać, co zasugerować. Czemu tak być mogło? Otóż oboje są jeszcze/już nie zaangażowani w splot doświadczeń związanych z Duszą. E.T. JUŻ nie ma aż tak wiele doświadczeń swojej duszy. Bardziej działa na samej świadomości i WJ. Pani o wieku duszy 4 zaś JESZCZE nie ma tak mocno rozwiniętej duszy. Jej osobowość jest więc silniejsza od duszy, a więc niemal z łatwością potrafi ustawić swoje działania bez udziału silnego komponentu energii duszy.

Jest to działanie podobne do opisanego przez błędu „pre-past” [„pre – trans” link] opisywanego prze Kena Willbera. Myli się fazę rozwojową SPRZED stanu umysłowego [tu akurat związanego z duszą], z fazą występującą PO okresie aktywności umysłu. Wydaje się jednak że rozmówcy się rozumieją, niemniej są na dwóch przeciwnych biegunach.

Praca z duszą – naturalna faza rozwoju

W Polsce, jak w innych krajach nie aż tak dobrze rozwiniętych, Dusza jest aktywna. Są aktywne dusze poszczególnych osób, jak i dusze grupowe – w pracy, dusze grupowe ludzi zamieszkujących obszary, kraje, są aktywne ciała bolesne owych ludzi. Dzieje się wiele, wiele aktywności, która łatwo może być sklasyfikowana jako chaotyczna. Dla osób w to zaangażowanych owe aktywności są ważne i cenne – dla ich Dusz również, jak najbardziej. Tradycje, dosyć złożone procesy w związkach, pracy, w społecznościach. Dla osób o młodych duszach będą to działalności niezrozumiałe – niepotrzebnie sentymentalne, mało efektywne [z pozycji prostego, wręcz prostackiego racjonalizmu].

Jednakże Dusze rozwijają się, gromadzą doświadczenia tak, aby wykluwała się świadomość. Nie taka prosta – trywialna, materialistyczna. Dla Duszy celem jest uruchomienie się i wzrost Świadomego Ja, ja świadomego procesów życiowych, psychologicznych i duchowych. Dusza dlatego jest, staje się z czasem tak duża i skomplikowana, aby dać możliwość uruchomienia się nie byle czemu, ale Świadomemu Ja, które jest w stanie przeniknąć świadomością całe stworzenie.

Wspieranie duszy, jej rozwoju i rozwoju Świadomego Ja jest więc w całości korzystne i wartościowe. Usuwanie czegokolwiek w tym procesie prowadzi do zubożenia, żeby nie powiedzieć do kalectwa, okaleczenia procesu rozwoju duchowego. Każda cząstka, która się pojawia może być wartościowa i potrzebna. Przeżycia, emocje, uczucia, związki. Co prawda nie jest to aż tak proste. Trzeba znacznego zrozumienia, znacznej uwagi, cierpliwości, podążania za procesem.  Tylko nieliczne osoby/terapeuci/szkoły psychoterapii/religie doceniają duszę, jej procesy i doskonalą pracę z duszą własną i innymi duszami. Łatwiej jest powiedzieć: „wytnijmy ten temat, to się szybciej oświecimy”.

Taoizm i inni.

W naszym kręgu kulturowym wiemy o istnieniu Duszy. Chrześciaństwo naucza, że jest Duch, Dusza i Ciało i jest to prawidłowe rozpoznanie. Jednakże w kręgu chrześciańskim nie mają odpowiedniej wiedzy i umiejętności, jak postępować z Duszą. Nawet, jeśli kiedyś było kilka znanych sposobów, to jednak zostały zmanipulowane tak, że nie służą dobrze.

Przykładem jest spowiedź, bardzo dobra sprawa, będąca rodzajem rozmowy z Duszą. Jednak dzisiaj spowiedź bardzo rzadko jest prawdziwie upragniona. Dusza chce rozmawiać, często bardzo tego potrzebuje. Jeśli jednak się chce pójść do spowiedzi trzeba liczyć się z pewnymi nieprzyjemnościami czy wręcz przykrościami, upokorzeniem. Nie ma co się dziwić Duszy, że tak mocno się wzbrania! Wiele osób się po prostu spowiedzi obawia, bo ich dusza nie chce tam za skarby pójść, nawet pod groźbą zostania grzeszną, i nie ma czego się dziwić.  Ludzie obawiają się zranienia w momencie gdyby byli właśnie otwarci, gdyby właśnie chcieli powiedzieć o czymś trudnym, bolesnym, wstydliwym. No niestety, odpowiedź zwykle byłaby surowa, jeśli nie bezwzględna.

To także spowodowało moje odwrócenie się od kościoła. Brak współczucia, empatii u tych, którzy mieli je mieć, sorry. I nie opowiadajcie, że „każdy jest grzeszny”.. 🙂 To tak jakby powiedzieć: „każdy jest durniem” – to przecież niedorzeczne. Brak umiejętności jest brakiem umiejętności, kody obciążające spowiedź są obciążeniami i nie ma co polewać ich lukrem świętoszkowatości.

Inny przykład to sama msza, która może była kiedyś fantastycznym przeżyciem dla bardzo prostych ludzi, ale obecnie jest bardziej teatrem, zwłaszcza, że nie jest interaktywna w żadnym stopniu [Oczywiście mówi się, iż wierni „odpowiadają” kapłanowi, ale tak naprawdę to jest to niemal równoznaczne z wydawaniem odpowiednich dźwięków. Tak prymitywne dusze już dawno nie są, rwą się do współpracy, do rozmów, do bycia zrozumianymi.]

Tak więc można wiedzieć o Duszy a jednocześnie można się zupełnie nie znać na pracy z nią.

Tak więc chrześciańskie rozpoznanie spraw duszy lokuję w pierwszym stopniu muzykalności: wiedzą, że gdzieś grają.

Obecne przykłady pracy z duszą to np. praca z procesem wg. Arnolda Mindella, ustawienia Hellingerowskie, czy też prace Łazariewa. Wszyscy oni doceniają to, co mamy, a może lepiej powiedzieć – to, kim/czym jesteśmy. I oczywiście 🙂 praca z duszami: swiatdusz.pl .

Taoizm to stara religia [jeśli można tak ją nazwać]. Mówi o przepływie zdarzeń, o rzece, w której pływamy jak ryby. Nie każe niczego odrzucać, lecz raczej zauważyć i docenić to, co się wydarza. Razem z różnymi zwykłymi i niezwykłymi sprawami. Jeśli się pojawiają – są w jakiś sposób potrzebne, możemy płynąć wraz z nimi. Taoizm mówi o wzroście, mądrości, chociaż tego tak nie nazywa. Mówi o mądrości duszy. Co prawda taoizm nie wymienia bezpośrednio Duszy, natomiast pielęgnowanie chi, postępowanie zgodnie z tao jest tym, co Dusze bardzo lubią i potrzebują.

a oto próbka z opowiadań Chuang – Tze:

Reklamy