Jest duchowość, która nie zna Duszy

Buddyzm

Jest duchowość, która nie zna całej Duszy. Tu buddyzm można chyba postawić jako przykład.

Buddyzm mówi o umyśle lgnącym do spraw materii, i o tym, że należy się odwarunkować tak, aby umysł nie lgnął. Żeby – prostym językiem mówiąc – nie przeszkadzał nam w „ścieżce duchowej”.

Na pewno umysł jest częścią Duszy, na pewno „jest złym panem ale doskonałym sługą”. Zaś Dusza jest większa niż sam umysł.

Prace z zakresu psychosomatyki, psychologii, czy wręcz zarządzania grupami ludzkimi wskazują, iż myślenie, intelekt [w zdrowym przypadku] jest mocno połączony z ciałem i emocjami. Cóż, jednak buddyzm mało ma do powiedzenia o emocjach, i o pracy z ciałem fizycznym w połączeniu z intelektem. Sam buddyzm nie ma raczej takich nauk.

Owszem, sfery duchowe są dobrze rozpoznane, natomiast Dusza, która z natury swojej nie jest zbytnio wzniosła wygląda, że nie jest w zakresie zainteresowania nauk buddyjskich.

Uważane jest, iż Dusza jest jedną z rzeczy przemijających, a więc nie warto się nią zajmować.

„Wszystkie rzeczy złożone ulegają rozpadowi”. Dobrze to widać na filmach pokazujących świat zakonu buddyjskiego: „Siedem lat w Tybecie”, „Kundun”, „Samsara”.

Wikipedia:

Według nauk buddyzmu wszystko jest nietrwałe, w stanie ciągłej zmiany, przejściowe. Funkcjonuje w nim termin anatman oznaczający brak duszy – atmana. Jedyne co przechodzi z życia do życia to nawykowe siły i tendencje kierowane prawem przyczynowo-skutkowym karma, poza tym nie ma w człowieku nic trwałego, niezależnego i wrodzonego, ale również nie ma też całkowitej nicości egzystencji (więcej, patrz Madhjamaka).

Według buddyjskiej szkoły Cittamatra jedyne co istnieje, to „samo-świadomy i samo-roświetlający się Umysł wolny od dualizmu doświadczenia i doświadczającego”, a ściślej mówiąc natura umysłu, zarazem natura rzeczywistości.

I ten samoświadomy umysł nazywam Świadomym Ja, wykołysanym poprzez wcielenia przez Duszę. Napisałem taki tekst, którego tytuł mówi sam za siebie: „Dusza – kosmiczne łono„.

Nie uznawać własnej Duszy to tak, jakby odwracać się od najbliższej sobie rodziny.

Można zapytać – cóż to za ścieżka duchowa, jeśli nie uwzględnia się, wręcz wyłącza świadomie dużą część własnej istoty? Jest to jakaś niecałkowita ścieżka. [czy ktoś się zastanawiał ilu oświeconych – poza Buddą – zdołało osiągnąć ten stan dzięki naukom buddyjskim?]

Cóż więc buddyści odrzucają? Pytają – „kim jestem?” Ale nie interesują ich pojawiające się, przemijające odpowiedzi, wręcz nawet nie chcą się na nich koncentrować, uważają, że to strata czasu. Chcieliby się nagle oświecić, nie zważając na uwarunkowania życiowe, odseparować, żyć poza środowiskiem ludzkim. Istotnie, tak działają zakony, także te buddyjskie.

Nie chcą zastanawiać się nad tym, co takiego umysł/dusza ma nam do powiedzenia, nam osobiście. Tu mogliby poznać swoje obciążenia karmiczne i je oczyścić, co istotnie zbliżyłoby ich do Oświecenia, a przynajmniej mogło zmniejszyć liczbę inkarnacji. Takie pytania do Duszy nie są obecne – potrzeba się oświecić, to najważniejsze, osiągnąć stan niezwiązania z realnością fizyczną. I to ma być wystarczające. Hmm..

Eckhart Tolle

Tu trzeba wspomnieć o ET. On jest bardzo podobny do buddystów. Z Dalajlamą chodzi pod rękę (literalnie). Jest już w pozycji „po Duszy”, po przeprawach z własną Duszą. Może u niego były to przeprawy dosyć brutalne, ponieważ jego słowa z pamiętnego przeżycia duchowego, które cytuje: „nie mogę już dłużej ze sobą wytrzymać” odnosiły się zarówno do ego [co podkreśla], jak i do duszy [czego nawet chyba nie bierze pod uwagę]. Tak jak buddyści – dla niego jest umysł, ego, i prawdziwe ja. Reszty chyba nie ma, przynajmniej nie słyszałem ani nie czytałem o tym. Stąd jest bardzo mocno połączony z Wyższymi Jaźniami, ale jednak nie aż tak bardzo z własną duszą.

Nie sądźcie, że potępiam ET. Wiele jego nauk jest bardzo cennych, są zresztą podobne do przekazów Antoniego de Mello, są ponadczasowe, niezwykle celne i inspirujące. Jednakowoż nie wskazują na Duszę, na możliwość czy korzyści wypływające z pracy z nią i z innymi duszami, z którymi jesteśmy połączeni dobrymi lub obciążającymi relacjami. Stosunek ET do Duszy to raczej wydaje się „porzucenie”, poniechanie relacji.

A jednak Dusza, jeśli ją się porzuca, nie „wyparowuje”. Istnieje, jest przecież ogromną istotą energetyczną. Znam przypadki, kiedy osoby deklarujące rozwój duchowy chciały się oświecić i poprzez odcięcie od swojej Duszy [lepsze czy gorsze, czasami tylko deklarowane]. Ustaliły sobie, iż nie trzeba już się wcielać, że już są poza ego [praktyki buddyjskie Phowa, in. Poła].

Niestety, osobowość w takich przypadkach istotnie znika, jednakże dusza zostaje i idzie w kolejne wcielenie [o ile są do tego przesłanki, przyczyny energetyczne, nawykowe, związki karmiczne itp. A zwykle jednak są]. Zapis o tak gwałtownym [od gwałtu] pozbyciu się osobowości istnieje jako obciążenie karmiczne w następnym wcieleniu.

Jest to jakby ekstremalny wariant „duchowego bypassu”, ominięcia bolących spraw ziemskich, w tym i Duszy. Po co się śpieszyć? Pewnie dlatego aby uciec od nieprzyjaznego świata, niekorzystnych okoliczności. Lepiej zmienić sobie przekonanie o świecie na pozytywne a okoliczności na sprzyjające. Wówczas nie trzeba będzie stąd zmykać, bo i po co – raczej będzie można korzystać z pozytywnych okoliczności ku dalszemu wzrostowi.

Zatem w moim przekonaniu nie warto się pozbywać ani duszy, ani osobowości, ale raczej je przekształcać. Aby zrozumiały, iż duchowość, rozwój duchowy jest w porządku, jest czymś przyjemnym, doprowadza do celu bez takich „krótkich” acz mało korzystnych ścieżek.

Eckhart Tolle znalazł wielu słuchaczy wśród Amerykanów z USA. Młodych dusz. Dlaczego? Kiedyś widziałem jak pani o wieku duszy 4 zadawała pytanie E.T. o wieku duszy 11-12. On odpowiadał, a ona to dobrze rozumiała, co chciał jej przekazać, co zasugerować. Czemu tak być mogło? Otóż oboje są jeszcze/już nie zaangażowani w splot doświadczeń związanych z Duszą. E.T. JUŻ nie ma aż tak wiele doświadczeń swojej duszy. Bardziej działa na samej świadomości i WJ. Pani o wieku duszy 4 zaś JESZCZE nie ma tak mocno rozwiniętej duszy. Jej osobowość jest więc silniejsza od duszy, a więc niemal z łatwością potrafi ustawić swoje działania bez udziału silnego komponentu energii duszy.

Jest to działanie podobne do opisanego przez błędu „pre-past” [„pre – trans” link] opisywanego prze Kena Willbera. Myli się fazę rozwojową SPRZED stanu umysłowego [tu akurat związanego z duszą], z fazą występującą PO okresie aktywności umysłu. Wydaje się jednak że rozmówcy się rozumieją, niemniej są na dwóch przeciwnych biegunach.

Praca z duszą – naturalna faza rozwoju

W Polsce, jak w innych krajach nie aż tak dobrze rozwiniętych, Dusza jest aktywna. Są aktywne dusze poszczególnych osób, jak i dusze grupowe – w pracy, dusze grupowe ludzi zamieszkujących obszary, kraje, są aktywne ciała bolesne owych ludzi. Dzieje się wiele, wiele aktywności, która łatwo może być sklasyfikowana jako chaotyczna. Dla osób w to zaangażowanych owe aktywności są ważne i cenne – dla ich Dusz również, jak najbardziej. Tradycje, dosyć złożone procesy w związkach, pracy, w społecznościach. Dla osób o młodych duszach będą to działalności niezrozumiałe – niepotrzebnie sentymentalne, mało efektywne [z pozycji prostego, wręcz prostackiego racjonalizmu].

Jednakże Dusze rozwijają się, gromadzą doświadczenia tak, aby wykluwała się świadomość. Nie taka prosta – trywialna, materialistyczna. Dla Duszy celem jest uruchomienie się i wzrost Świadomego Ja, ja świadomego procesów życiowych, psychologicznych i duchowych. Dusza dlatego jest, staje się z czasem tak duża i skomplikowana, aby dać możliwość uruchomienia się nie byle czemu, ale Świadomemu Ja, które jest w stanie przeniknąć świadomością całe stworzenie.

Wspieranie duszy, jej rozwoju i rozwoju Świadomego Ja jest więc w całości korzystne i wartościowe. Usuwanie czegokolwiek w tym procesie prowadzi do zubożenia, żeby nie powiedzieć do kalectwa, okaleczenia procesu rozwoju duchowego. Każda cząstka, która się pojawia może być wartościowa i potrzebna. Przeżycia, emocje, uczucia, związki. Co prawda nie jest to aż tak proste. Trzeba znacznego zrozumienia, znacznej uwagi, cierpliwości, podążania za procesem.  Tylko nieliczne osoby/terapeuci/szkoły psychoterapii/religie doceniają duszę, jej procesy i doskonalą pracę z duszą własną i innymi duszami. Łatwiej jest powiedzieć: „wytnijmy ten temat, to się szybciej oświecimy”.

Taoizm i inni.

W naszym kręgu kulturowym wiemy o istnieniu Duszy. Chrześciaństwo naucza, że jest Duch, Dusza i Ciało i jest to prawidłowe rozpoznanie. Jednakże w kręgu chrześciańskim nie mają odpowiedniej wiedzy i umiejętności, jak postępować z Duszą. Nawet, jeśli kiedyś było kilka znanych sposobów, to jednak zostały zmanipulowane tak, że nie służą dobrze.

Przykładem jest spowiedź, bardzo dobra sprawa, będąca rodzajem rozmowy z Duszą. Jednak dzisiaj spowiedź bardzo rzadko jest prawdziwie upragniona. Dusza chce rozmawiać, często bardzo tego potrzebuje. Jeśli jednak się chce pójść do spowiedzi trzeba liczyć się z pewnymi nieprzyjemnościami czy wręcz przykrościami, upokorzeniem. Nie ma co się dziwić Duszy, że tak mocno się wzbrania! Wiele osób się po prostu spowiedzi obawia, bo ich dusza nie chce tam za skarby pójść, nawet pod groźbą zostania grzeszną, i nie ma czego się dziwić.  Ludzie obawiają się zranienia w momencie gdyby byli właśnie otwarci, gdyby właśnie chcieli powiedzieć o czymś trudnym, bolesnym, wstydliwym. No niestety, odpowiedź zwykle byłaby surowa, jeśli nie bezwzględna.

To także spowodowało moje odwrócenie się od kościoła. Brak współczucia, empatii u tych, którzy mieli je mieć, sorry. I nie opowiadajcie, że „każdy jest grzeszny”.. 🙂 To tak jakby powiedzieć: „każdy jest durniem” – to przecież niedorzeczne. Brak umiejętności jest brakiem umiejętności, kody obciążające spowiedź są obciążeniami i nie ma co polewać ich lukrem świętoszkowatości.

Inny przykład to sama msza, która może była kiedyś fantastycznym przeżyciem dla bardzo prostych ludzi, ale obecnie jest bardziej teatrem, zwłaszcza, że nie jest interaktywna w żadnym stopniu [Oczywiście mówi się, iż wierni „odpowiadają” kapłanowi, ale tak naprawdę to jest to niemal równoznaczne z wydawaniem odpowiednich dźwięków. Tak prymitywne dusze już dawno nie są, rwą się do współpracy, do rozmów, do bycia zrozumianymi.]

Tak więc można wiedzieć o Duszy a jednocześnie można się zupełnie nie znać na pracy z nią.

Tak więc chrześciańskie rozpoznanie spraw duszy lokuję w pierwszym stopniu muzykalności: wiedzą, że gdzieś grają.

Obecne przykłady pracy z duszą to np. praca z procesem wg. Arnolda Mindella, ustawienia Hellingerowskie, czy też prace Łazariewa. Wszyscy oni doceniają to, co mamy, a może lepiej powiedzieć – to, kim/czym jesteśmy. I oczywiście 🙂 praca z duszami: swiatdusz.pl .

Taoizm to stara religia [jeśli można tak ją nazwać]. Mówi o przepływie zdarzeń, o rzece, w której pływamy jak ryby. Nie każe niczego odrzucać, lecz raczej zauważyć i docenić to, co się wydarza. Razem z różnymi zwykłymi i niezwykłymi sprawami. Jeśli się pojawiają – są w jakiś sposób potrzebne, możemy płynąć wraz z nimi. Taoizm mówi o wzroście, mądrości, chociaż tego tak nie nazywa. Mówi o mądrości duszy. Co prawda taoizm nie wymienia bezpośrednio Duszy, natomiast pielęgnowanie chi, postępowanie zgodnie z tao jest tym, co Dusze bardzo lubią i potrzebują.

a oto próbka z opowiadań Chuang – Tze:

Advertisements

13 komentarzy (+add yours?)

  1. omena33
    Czer 05, 2011 @ 11:55:45

    …Jeżeli stawiamy na rozwój duchowy , to im on szybszy tym luźniejszy jest nasz kontakt z „życiem ziemskim „- co w obecnym wcieleniu dla jednostki nie do końca wydaje się być dobre.
    Kolejna nieprzyjemna dolegliwość – przynajmniej dla mnie – to swego rodzaju bezbronność przed atakami psychicznymi / magicznymi innych .Nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć a być może po prostu nie mogę tego zrozumieć , ze im bardziej kolokwialnie mówiąc ” bujam w chmurach” tym częściej przydarzają mi się taki ataki , bardzo mnie to wyczerpuje psychicznie i fizycznie .Czuje jakby ktoś niweczył moje wysiłki i zakłócał moja przestrzeń 😦

  2. SwiatDucha
    Czer 05, 2011 @ 23:39:27

    Odczucia takie, o których piszesz mogą prosto wynikać z pochodzenia Duszy spoza Ziemi.

    Gdy istota pochodzi z bezpieczniejszych rejonów niż Ziemia, to zwykle brakuje jej nawykowego trybu obrony siebie. Wtedy, gdy przychodzi atak dusza jest zdezorientowana, zdziwiona, bywa naiwna. Osobowość może próbować to nadrobić poprzez nauczenie się [takie mechaniczne, na zasadzie niemal mnemotechniki], że trzeba się w niektórych okolicznościach bronić, że nie należy być naiwnym. Jednak, jeśli Dusza do tego nie jest przekonana [a może pozostać nieprzekonana przez wiele, wiele wcieleń: „jak to my nie żyjemy na swojej planecie?! to co to za planeta, jak nie nasza?” – dusze czasami trwają bardzo mocno przy swoich przekonaniach i postawach.] Jeśli się Dusza nie przekona do bronienia swojego, do jakiegoś efektywnego sposobu dbania o siebie, to nie ma co liczyć, że będzie współpracować z osobowością, która racjonalnie patrzy na sprawy wokoło. Zresztą Duszy nie zależy aż tak na bezpieczeństwie – w czasie odejścia ” z tego świata” to nie ona umiera [jest nieśmiertelna], to osobowość umiera i niech się ona martwi..

    Inna możiwość wystąpienia poczucia zagrożenia jest wtedy, gdy Dusza nabroiła we wcześniejszych wcieleniach i teraz się niepokoi, że ktoś jej odda. Jednakże nie jest to chyba tak proste poczucie bezbronności, o którym piszesz.

    I druga sprawa – ataki w momentach uniesienia duchowego. Zdaje się, iż takie chwile są Ci bliskie i chciałabyś je swobodnie i przyjemnie przeżywać. A tu nagle kuku – ktoś właśnie atakuje.

    To jest związane z ową „nieziemską” naiwnością. Podnoszenie wibracji, oczyszczanie ciał nie podoba się wszystkim na tej ziemi. Jest dość sporo istot [zwłaszcza niewcielonych, współpracujących z obciążeniami o których piszę na tej witrynie], które to istoty żerują na niskowibracyjnych przeżyciach ludzi. Odejście z takiej „stajni” na wolność, niezależność jest niemile widziane.

    Po drugie, trzeba pamiętać o dominujących wibracjach na Ziemi. Nie są to jakieś wzniosłe, anielskie, czyste wibracje. Na Ziemi mamy ok. 85 % ludzi z linii ewolucyjnej, którzy doskonale pilnują i wzmacniają swoje wibracje – wibracje, energie pochodzące z dawniejszych czasów, gdy byli we wcześniejszych stadiach ewolucji. To, że teraz się nagminnie nie zabijają [w Europie], to kwestia ostatnich kilkudziesięciu zaledwie lat. To, że jako-tako są przestrzegane prawa i jest coraz większa wrażliwość na kwestie drażliwe typu homoseksualizm, pedofilia, kazirodztwo, to też jest osiągnięcie [zresztą nawet niedokończone] ostatnich lat. Ludzie z linii ewolucyjnej czują się z tym bardzo nie po drodze. Mają głębokie przekonanie, że ta Ziemia jest ich i że mogą tu robić, co im się podoba. Co obejmuje również różnego rodzaju przemoc, upokrzenia, poniżanie, manipulacje, itp. .

    Takie postawy tworzą swoisty, mocny front energetyczny. Dusze grupowe zbiorowości bardzo mocno wywierają przesje, żeby przestrzegać tego sposobu zachowania, życia. Gdy zaś znajdzie się tu czy tam taka istota, która zupełnie nie czuje takich wibracji, nie chce się dać im przygnieść, to tak naprawdę ma za zadanie poradzenie sobie, konfrontację z ową dominującą energetyką ziemską.

    Nic więc dziwnego, że czujesz się wyczerpana próbując bronić własnego przekonania, własnej postawy. Nic dziwnego, że czujesz, że coś [jakże silnego] niweczy Twoje wysiłki..
    Można wręcz powiedzieć, im większa różnica własnych wibracji w stosunku do wibracji ludzi z linii ewolucyjnych [np w czasie wykonywania praktyk duchowych], tym większa może być presja ze strony ich energii, aby jednak nie odstawać, aby przystosować się [dostroić do nich].

    Dla bezpieczeństwa ileś osób wykonujących praktyki duchowe stosuje takie czy inne sposoby uziemienia, czy wręcz zaniżania swoich wibracji. To, czy jest to słuszne, czy też nie, jest najpewniej kwestią osobistego wyboru. Wyobrażam sobie jednak, iż jest możliwość wynegocjowania z ziemskimi duszami grupowymi pewnego „modus vivendi” tak, aby nie przeszkadzać sobie wzajemnie.

    to link do strony o istotach [duszach] spoza Ziemi i o ich rozterkach

    https://swiatducha.wordpress.com/about/istoty-innego-pochodzenia/

  3. omena33
    Czer 06, 2011 @ 06:31:37

    Wyrażę swe rozterki pisząc o nich jaśniej …Około 2 lat temu przeżyłam bardzo nieprzyjemne doświadczenie, którego odreagowanie przypłaciłam nerwicą – związałam się z mężczyzną niewolnym.Jego żona była moim zwierzchnikiem i na poziomie duszy zapewne wiedziała że coś jest na rzeczy i na wszelkie sposoby uprzykrzała mi życie.
    Nie wytrzymałam , zwolniłam się i wróciłam do rodzinnego miasta – czyli na drugi koniec Polski z poczuciem że utraciłam wszystko co było dla mnie ważne…Jej było jednak mało i uprzykrzała mi życie dalej poprzez dokuczanie osobom które mogą mieć ze mną kontakt, zawodowo także dopilnowała abym była spalona .
    Po tym wydarzeniu było mi bardzo nieprzyjemnie , czułam się rozbita bałam się o życie swoich bliskich , nie widziałam sensu wyjścia z domu.
    Pomógł mi człowiek , który zajmuje się terapią duchową- faktycznie między tą kobietą a mną mężczyzna był „solą w oku” .Poprosiłam o oczyszczenie atmosfery i poprosiłam o pomoc nawet dla tej kobiety, która w obecnym życiu zafundowała mi naprawdę mnóstwo przykrości …Jestem osoba bardzo zasadnicza i kieruję się pewna etyka we własnym życiu , przy tym jestem bardzo naiwna – ponieważ wychodzę z założenia że jak sie nie oszukuje i nie krzywdzi to inni też tacy będą …Przez chwilkę było wszystko dobrze , wreszcie odzyskałam spokój ducha i radość życia , postanowiłam rozwijać się duchowo – ponieważ moje życie zupełnie się przewartościowało.
    Rozwój przebiegał bardzo dobrze , podobno nawet za szybko… I było by pięknie gdybym mogła dalej żyć , tak spokojnie , na wsi , bujając w chmurach jak „Dyzio marzyciel”.Było by gdyby nie fakt , że mniej więcej co dwa tygodnie Pani X podsyła mi coś paskudnego .Wiem to gdy czuję charakterystyczny niepokój i mrowienie na ciele , wtedy się bronię .Czasem miewam wizje co do zamiarów tej kobiety i przeraża mnie to jak można być takim niedobrym a mimo to mieć status kobiety.
    Nie boje się jej bo wiem jak odpierać te złe działania , ale dołuje mnie to że ja tu sobie myślę o ptaszkach i motylkach i nagle dostaje jakby” metalem po gębie ”
    Tak sobie myślę , że gdyby wszyscy byli dobrzy , mili to było by pięknie , nie nudno

  4. omena33
    Czer 06, 2011 @ 06:56:12

    W moim przypadku jest tak , że nie czuje się spełniona , jedyna „rzecz” jaką mam to miłość do człowieka z którym nawet nie jestem – to zbyt mało żeby stąpać po ziemi .Dlatego chętnie uciekam w duchowość .
    Napiszę Panu jeszcze jako ciekawostkę ,że zwróciłam sie o pomoc do innego człowieka rzekomo zajmującego się ezoteryką , w swej naiwności podałam mu swoje namiary astralne .Finał był dla mnie opłakany ponieważ Pan okazał się interesowny i podpiął się pod moja energię – próbował mnie abym poddała się , doprowadzać do obłędu tak abym poddała się z nie mocy .To trwało około 3 miesięcy , atakował co 2-3 dni .Czułam się jakbym była na jakichś środkach , wszystko mnie bolało ….Udało sie go odpędzic , mam nadzieję że na zawsze .Było mi przykro , że ktoś bez mojej wiedzy i zgody próbuje mi robić różne okropne rzeczy – zapewne wie Pan do czego zdolna jest taka żerująca na kimś osoba;(

  5. Hawa
    Czer 06, 2011 @ 09:02:29

    Witam.
    Poprosze o wiecej takich lub podobnych tresci do czytania :-)))

    Dodam od siebie – tam gdzie jestem, tam jest moj dom.

  6. Hawa
    Czer 07, 2011 @ 09:46:00

    omena33 – jest na youtube filmik pt.
    Anastazja – Dzwoniace Cedry Rosjii I – II
    w jasny sposob jest przedstawiona czystosc mysli na
    poziomie duchowym.

  7. omena33
    Czer 08, 2011 @ 10:43:29

    Cudna ta „Anastazja „

  8. omena33
    Czer 08, 2011 @ 10:59:49

    „Anastazja ” – przepiękne treści -cieszy ucho;)

  9. Pierzasty
    Lip 08, 2011 @ 00:59:51

    Dobrze powiedziane. Ja jestem właśnie na etapie budowania na nowo swojej duchowości. Swego czasu obraziłem się na regresing, anioły, większość ludzi mówiących o „duchowościach” właśnie przez albo ignorowanie duszy, albo wychowywanie jej na siłę. Bo sobie coś ubzdurała. I to byli ludzie, którzy głosili tezy o boskiej mądrości dziecka, że małe dzieci są mądrzejsze niż się wydają, że można szanować ich zdanie i pielęgnować ich inteligencję… ale podświadomość to nie, ona jest głupia, ją trzeba warunkować.

    Nie mów takich rzeczy, to nieduchowe. Nie idź w niższe energie dla zrozumienia, bo zaniżysz sobie erda (ale co to te erdy to jeszcze nikt nie umiał wyjaśnić). Trzeba dążyć do oświecenia, a co z tego, że nie czujesz, że to dla ciebie. Brzmi znajomo?

    Trochę zadrażnień wynikło z różnicy postrzegania – ja nie czuję potrzeby rozróżniania duszy, świadomości, czy innych rejonów Ja, bo dla mnie to wszystko jest mną. To trochę tak jak rozróżniać miejsca w przestrzeni. Tutaj mamy całe obliczenia, a z mojej strony wymiary są sprasowane do całego zera. Rozumiem, że takie podejście może być innym obce i jeśli ktoś ewidentnych dla mnie rzeczy nie zauważa, to inna para kaloszy i akceptuję to, tak jak i ja mogę nie widzieć tego, co on. Ale jeśli jest jasno określone pojęcie tego „czegoś”, czy zwać to duszą, podświadomością, nadświadomością, jaźnią jakiegoś poziomu czy jakąś grecką literką, a wiadomo o co chodzi i osoba podająca się za praktykującego rozwój duchowy zupełnie IGNORUJE płynące stamtąd sygnały, to coś nie tak. Trochę jak „do oświecenia przez ścianę”.

  10. Pierzasty
    Lip 08, 2011 @ 01:14:39

    Potwierdzam zdanie o bezpieczeństwie i pochodzeniu z innych rejonów. Pozwolę sobie dodać jeszcze kwestię przyzwyczajeń. Np. jeśli ktoś się przyzwyczaił, że w dawnych wcieleniach miał ciało nieśmiertelne i odporne na wszelką broń konwencjonalną, to jako człowiek może mieć osłabiony instynkt samozachowawczy, ciekawość w stylu „obejrzę rozpalony piec od środka” i czuć się zdezorientowany, bo jak to, to miało mi szkodzić? To wszystko na poziomie „ludzkiej duszy” – nieświadomej części umysłu, aury, ciał energetycznych itp. Głębsza struktura nadal pracuje na dawnych poziomach.

  11. omena33
    Lip 08, 2011 @ 14:08:35

    Mam podobne zdanie na temat jedności poszczególnych struktur jednostki – tzn uważam że pomyślnie rozwijająca się jednostka duchowa jest w zgodzie z każdym własnym aspektem i nie odczuwa tzw rozbicia czy też rozwarstwienia .
    Obecnie uczę się funkcjonować w rzeczywistości jakiej przyszło mi funkcjonować – skupiam się na czystości własnego ducha , intencji i mimo że jestem atakowana to nie sprawia mi to takiej przykrości jak wcześniej – robię swoje a agresorów polecam miłości Stwórcy – wszystko czynię z wielka szczerością , tak jak bym siebie polecała boskiej miłości .Dzięki temu wyrządzane mi szkody są mniej bolesne i krótkotrwałe

  12. Conchita
    Sty 24, 2012 @ 16:09:27

    Ja widzę, że to wszystko to jest to samo – te wszystkie ścieżki, tylko akcenty są inaczej rozłożone. Celem jest wyjście poza dualizm i pomieszanie i zobaczenie wszystkiego takim jakie jest (czy to buddyzm, tao czy RD w sensie ezoterycznym).

    BTW: umysł w buddyzmie ma inną definicję niż potocznie. Nie jest to intelekt. Na wschodzie umysł to świadomość i wszystko to, co się w niej pojawia (przejawia – przejawianie jako właściwość/ cecha umysłu).
    Trudno więc zgodzić się, że „świadomość” jest częścią duszy a nie odwrotnie. To „dusza” zawiera się w buddyjskim umyśle. Celem jest spojrzenie niedualne, nauki ukierunkowane są na osiągnięcie urzeczywistnienia. Nie ma może akcentu na „duszy” – ale pracuje się z obciążeniami (oczyszczanie splamień emocjonalnych i zaciemnień umysłu). Pracuje się z czakramem korony, gardła i serca wprowadzając tam boską niedualną energię/ świadomość (guru joga), oczyszcza się energetykę (praktyka Dordże Sempa), oczyszcza się związki karmiczne, długi i krzywdy, które wyrządziliśmy innym we wszystkich wcieleniach (cie, tsok itd.), medytacje na naturę umysłu prowadzą do świadomości oczyszczonej, niedualnej, jest tego duuużo więcej – elementy pracy z duszą są w tym zawarte, ale niewyodrębnione, bo akcent jest inaczej rozłożony, na pracę ze świadomością.

    Tu też jest akceptacja, tu też jest nieodrzucanie tego, co mamy w sobie w spadku po wcieleniach, a rozwijanie tego aż do poziomu niedualnego.

    „czy ktoś się zastanawiał ilu oświeconych – poza Buddą – zdołało osiągnąć ten stan dzięki naukom buddyjskim?”
    Całe tłumy, może tak spektakularnych oświeceń (wielopoziomowych) było mniej – Padmasambhawa, Marpa, Milarepa, Gampopa, Karmapa itd., ale urzeczywistnień wszelkiego typu jest bardzo dużo, na porządku dziennym. Także w czasach obecnych. Są wielcy nauczyciele, których sama obecność (i współczucie) wystarcza, by rozpuszczały się tony zaciemnień (wrażenie budzenia się z jakiegoś złego snu) a wiedza przepływała bezpośrednio z umysłu do umysłu (na tyle, na ile się jest gotowym i pozwala nasza karma).

    Zamiast wytykać brak akcentu na duszy, zastanowiłabym się raczej nad konsekwencjami braku Boga w buddyzmie. O Bogu się nie mówi, zaocznie uznaje się brak Boga lub przez Boga rozumie się niedualną totalną świadomość – stan Buddy. Jakie to ma konsekwencje dalekosiężne? Nie mam pojęcia, ciekawa jestem, czy Ty Andrzeju masz na to jakiś pomysł. W Tao też nie mówi się o Bogu. Czy to ma znaczenie czy nie? Bezpośrednie na pewno takie, że to my oczyszczamy się by doświadczać niedualnie, a uwzględniając koncepcję Boga – bierze On(a/o) w tym aktywny udział… Czy to tylko kwestia słów i definicji czy coś w tym więcej się kryje? Nie wiem.

  13. SwiatDucha
    Sty 24, 2012 @ 19:22:38

    > Ja widzę, że to wszystko to jest to samo – te wszystkie ścieżki, tylko akcenty są inaczej rozłożone

    Świetnie, byle wiedzieć gdzie są zagrożenia, ponieważ żadna ścieżka nie jest od nich wolna. Można poczytać teksty Leszka Żądło o tych sprawach.

    > Trudno więc zgodzić się, że „świadomość” jest częścią duszy a nie odwrotnie. To „dusza” zawiera się w buddyjskim umyśle

    Też tak sądzę: świadomość indywidualną nazywam Świadomym Ja, które rodzi się w inkarnacjach i nie jest z tej samej gliny, co Dusza, nie jest zbudowane z ciał subtelnych. Świadomości nie sposób wskazać, „gdzie jest”, jest bowiem duchem, czyli niedualnością. I dlatego jest w stanie dojść do oświecenia bez rozpadu. Wszelkie zaś dusze, wzorce, energie dualistyczne dostąpią rozpadu.

    Dusza składa się z ciał subtelnych i jako taka ma swój początek stworzony [przez kogoś :)] oraz zawiera się w większym „planie rozwojowym” dla istoty, w obszarze, który buddyzm określa jako umysł. Z tego co wiem, jednak nawet umysł buddyjski się przy oświeceniu rozpływa i zostaje esencja [u mnie Świadome Ja, o ile jest].

    Masz rację, nie ma co się sprzeczać. Bo to i tak, jak coś niedopracowane, to będzie się samo pojawiać 🙂 Każdy jest odpowiedzialny za to, aby słuchać się prawidłowych nauk i każdy ma na tyle możliwości, aby też [przynajmniej trochę] posprawdzać.

    > zastanowiłabym się raczej nad konsekwencjami braku Boga w buddyzmi

    Są dwa aspekty Boga [tego ostatecznego, bo są także pośredni bogowie, kreatorzy dusz, „ojcowie”]. Dwa aspekty boga to aspekt osobowy i aspekt nieosobowy. I oczywiście dwie ścieżki [główne]: przez poznanie osobowego aspektu, i poprzez poznanie nieosobowego aspektu. Obie kończą się w tym samym punkcie – w niedualności. W najniższych obszarach [planach, ciałach] rozdział na osobowe i nieosobowe jest widozczny mocno. Natomiast gdy wychodzimy ku górze, to już nawet zindywidualizowane istoty przestają mieć aż takie dualistyczne [ze względu na osobowość] cechy. Wtedy przydaje się „świadomość rozróżniająca” , pokazująca w pewnym rodzaju jasnowidzenia, że mamy do czynienia np. z duszą danego przedmiotu, albo z istotą niematerialną. A i to nie jest stricte konieczne do praktyki, co prawda mocno pomaga.

    Wglądy wyższe bardzo pomagają w utwierdzaniu się w przekonaniu, czy aby idziemy dobrą ścieżką. Wtedy mamy połączenie z Wyższą Jaźnią i nawet guru czy ksiądz nam nie są potrzebni. I dodatkowo możemy zobaczyć co owe osoby mówią prawidłowo, a w czym błądzą.

    Ot, np. wczoraj przyszedł do mego taty ksiądz. Tato się rozpływał w uprzejmościach, ksiądz też. Ale, żeby zobaczyć, że już kilka godzin wcześniej przybyły do domu naszego zastępy czarnych sił istotnie tępiących owego księdza i zawaliły energetycznie dom, to żaden z nich nie wiedział nic. O czym mówił ksiądz? O tych złych siłach w polityce, które blokują nadawanie audycji katolickich.. A sam podlinkowany pod czarnych jako gruba, profesjonalna ofiara. Z drugiej strony jednak wsparty na „autorytecie kościoła”, także jest niewywrotny. Oj, to napięcie jest mocne – dusze bardzo lubią takie numery [walczymy, bronimy się, atakujemy, cierpimy…]

    Co ciekawe, ksiądz, pomimo białych wzorców i przesłań jest połączony do czarnych [zresztą taką czarną ma pałatkę]. Wszechświat, jak to transerfing mówi – blokuje, uciera ekstrema, tu białego czarnym uciera.

    Tak więc brakiem boga w buddyzmie się zupełnie nie martwię. 🙂 Zwłaszcza że nie jestem buddystą 🙂

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: