Stres i relaks

Stres permanentny

Masz może flamaster wodoodporny? Tzw. permanent?
Nie daje się go zmyć wodą, zostaje na długi czas.

Podobnie funkcjonuje zakodowane zmęczenie i stres.

W dzieciństwie – w rodzinie, w szkołach, potem w szkole wyższej, w pracy – wszędzie tam mogliśmy nabyć wzorców stresu czy też mogliśmy być przekonani do przyjęcia postaw prowadzących do zmęczenia, które nas nie opuści w prosty sposób.

Cywilizacja ludzka nie dba o to, czy jesteśmy odporni na takie presje, jakie mieliśmy w szkołach, na takie „wyzwania”, do pracy tak intensywnej, odczłowieczonej, jak w firmach jest wymagana. Zwłaszcza przez wiele lat. Owszem, kilka lat, zwłaszcza jak jesteśmy młodzi jesteśmy w stanie podołać.

Ludzie mają wiele sposobów na to, aby nie odczuwać takiego nadmiernego stresu. Kawa, herbata, alkohol, nadmierne jedzenie, czy wręcz narkotyki. Także jedzenie mięsa pozwala na radzenie sobie z takim długotrwałym nadużywaniem organizmu. Jakże by tu zapomnieć o uzależnieniu od komputera, internetu! To takie nowoczesne, działanie tak wydające się dla Duszy [podświadomości] celowe! Nie ważne, że zdycham, ale ważne, że „coś ważnego robię”. Coś jeszcze przeczytam, jakiś filmik ciekawy zobaczę jeszcze.. jeszcze tylko chwilkę.

Te sposoby z jednej strony dają możliwość przystosowania się do zwiększonego stresu, ale mają też negatywne skutki. Tych najbardziej widocznych skutków zażywania używek – np. obciążenia, zanieczyszczenia płuc przy paleniu papierosów – osoby są świadome. Jednak już nawet te, zupełnie namacalne i wykrywalne aparaturą fakty są wypierane. Palacze nie chcą przyznać, że palenie im szkodzi, nawet jeśli Minister Zdrowia im to mówi. Pijący alkohol w większych ilościach nie mają zamiaru przyznawać, że ich regularnie „odstresowuje”, że daje możliwość ucieczki od codziennego kieratu. Gdy przyznają, to uważają, że jest to ze wszech miar pożądane zjawisko.

A co powiedzieć o sprawach, które są ukryte pod powierzchnią nałogów i niezdrowych przyzwyczajeń!? Ogromna większość ludzi nie dotyka tego tematu. I o tym dzisiaj będzie.

Z biegiem lat bardziej nam zależy na naszym dobrostanie, może zauważamy, że coś jest, czego nie odczuwaliśmy w dzieciństwie, młodości. Albo po prostu „zdrowie nam siada” i szukamy, czemu tak się źle czujemy..?

Zbliża się czas wakacji. Jeśli wyjedziesz na wystarczająco długi czas i nie będziesz się niepokoić działaniami jesteś w stanie odpocząć od bieżącego zmęczenia i napięcia. Po ok 10 dniach zaczniesz może nawet zauważać, że „chciałbyś coś zrobić”. Odpoczynek zacznie nużyć. Dlatego wymyślono wczasy 7 dniowe 🙂 żeby się nie dokopać do zachowania ucieczkowego, które ma zabezpieczyć przed dojściem jeszcze głębiej.

A cóż jest głębiej?

Nudzimy się odpoczynkiem, ponieważ konfrontacja z własnymi wzorcami jest zwykle nieprzyjemna. A są to wzorce mówiące „zrób jeszcze coś!”. Po odzyskaniu powierzchniowej formy wiele osób chce „już coś robić”. Dyskomfort pochodzący z odpoczynku zresztą może nie tylko pochodzić od nas. Ktoś powiedział, że żona nie umie znieść widoku leżącego i odpoczywającego na kanapie męża. Są więc mechanizmy, które „chronią” nas przed poznaniem prawdy.

Gdybyśmy pozwolili sobie nie poddać się chęci zrobienia „czegoś jeszcze”, chęci pochodzącej z wewnętrznego przymusu, chęci dosyć przykrej w odczuciu, to pojawiłby się proces w którym powracalibyśmy do momentów, kiedy czuliśmy się beztrosko i nie mieliśmy przymusu aby zrobić „jeszcze coś”.

Tu warto zrobić rozróżnienie: są dwa sposoby pracowania.

A. z radością, z radości.

B. z pewnym wewnętrznym przymusem, aby zmniejszyć wewnętrzny dyskomfort [Aby matka przestała mędzić, aby szef zechciał popatrzyć łaskawszym okiem aby była szansa na awans. Kobiety mają często wewnętrzne poczucie konieczności „zrobienia czegoś” ponieważ „trzeba” lub „wypada”. Jest to presja wewnętrzna wywołująca dyskomfort, jeśli się nie poddać jej wskazaniom.] To odczucie dyskomfortu, presji jest oczywiście subtelne, wszak niemal cała cywilizacja pcha nas, abyśmy „coś robili”, nie zaś bardziej byli, byli bardziej świadomie. Nic więc dziwnego, że brak aktywności może wywoływać poczucie wstydu, winy i oczywiście natychmiastową chęć poprawy!

Dobrze, więc dokopując się pod ochraniające wzorce dochodzimy do poczucia np. winy, że nie działam, nie pracuję. Możemy cofnąć się do wspomnienia, kiedyż to tak się zakodowaliśmy, kiedy przyjęliśmy, że „trzeba”, że to konieczne, aby robić, pracować. Sama praca nie jest zła, ale już presja, że „koniecznie trzeba”, że „muszę” potrafi w długiej perspektywie wyrządzić duże szkody.

Piszę „w długiej perspektywie”, ponieważ któż rozważa, iż presja pani od matematyki z liceum, zadającej kolejne dziesiątki nudnych zadań mogłaby komuś rzeczywiście zaszkodzić? Wydawało się to raczej niekrzywdzące, chociaż było nieprzyjemne. Poza tym, iluż dorosłych pochwalało te postawy! Jak ich dzieci mogły się im sprzeciwić?

Jak można było się sprzeciwić presji fizjologicznej, że „muszę mieć dziecko, wychować je, zadbać, wykarmić, zabezpieczyć”? To też presja, jakże silna. Pracodawcy dobrze wiedzą, że mało jest lepszych pracowników, niż mamy samotnie wychowujące dziecko. One już same siebie doskonale dyscyplinują. A że „nie mają życia”? A kogo to obchodzi?

Tak więc na bieżąco mogłeś/aś być przekonany/a, że robisz coś koniecznego, niezbędnego. I otoczenie mogło odpowiednimi bodźcami [nagrodami, karami] wspomagać tą postawę.

Po iluś latach zaś, dokopując się do tamtych momentów możesz zauważyć, że może powoli, ale skutecznie zaszkodziły ci. Psuły powoli twoją własną motywację do działania i do życia! Któż by się tego spodziewał, że będzie to aż tak silne?

Znam wielu ludzi, którzy po prostu przeszli nad tamtymi presjami do porządku dziennego i dzisiaj w swoim życiu nie umieją doszukać się już zdrowej, naturalnej, radosnej motywacji. Wypalenie zawodowe, czy też depresja, poczucie braku sensu tego, co się robi.. Jest to coraz powszechniejsze. Nie dlatego, że zjawisko tłumienia żywotności w dzieciństwie się nasila. Od wielu, wielu lat jest podobnie. Jedynie podwyższa się świadomość odczuć.. i ludzie zaczynają czuć, że nie mają napędu, siły, sensu dla tego, co robią, dla tego, czego się [w dobrej wierze] podjęli. Zaczynają czuć, że mają kłopot, niemniej jednak zwykle brakuje im intencji do pracy, do dokopania się do rzeczywistych źródeł tego stanu w sobie.

Na urlopie można więc spróbować – dla odważnych 🙂 – poczuć jak było kiedyś. Jak to było, że skakałaś z radości? Jak to było, że byłeś w stanie budzić się o 4 rano aby zdążyć na pociąg w góry? Kiedyś może właśnie miałeś/aś inne źródło motywacji. Wspomnij je. Jak to było czuć? Skąd płynęła chęć? Prawda, że nikt nie przekonywał Cię do tych działań? Nikt nie wskazywał, że są tak ważne, tak korzystne, ani też nie oferował za nie pieniędzy.

Jak już to pamiętasz, to spróbuj sobie zadać pytanie – czy może byś chciał/a wrócić do tamtego sposobu życia, do tamtych motywacji?

Może to wyglądać atrakcyjnie – „o, takie niewinne, radosne!”, natomiast prawdziwe przełączenie się na powrót do pierwotnych, naturalnych motywacji byłoby ogromnym przełomem w Twoim życiu! To nie są „żarty”, ponieważ jednocześnie trzeba zdecydować, że tak wiele późniejszych, zewnętrznych motywacji należy niestety odrzucić.

Tak więc program wyjścia ze stresu permanentnego jest być może łatwy, natomiast jest ogromnie ważki, o ile chce się go zastosować prawdziwie, nie zaś mamić się, że „ile ja zrobiłem/am!”. Grupowo chyba jedynie można przykład Hippisów, którzy zdecydowali się wyjść poza owe wzorce narzucane przez społeczność [a w Stanach w owych czasach były one niezwykle mocne – stąd mocna reakcja, bunt].

Nikt nie będzie Cię weryfikował, nikt nie będzie sprawdzać, czy istotnie zmieniłeś/aś źródło motywacji w życiu na radość, miłość. I tak samo życie pokaże Ci to, ono będzie wskaźnikiem, na ile sobie poradziłeś/aś. Np. będziesz zdrowsza/y. Lub mniej przygnębiona lub wręcz radośniejsza.

Warto pamiętać o aktywnych, dostępnych nam sposobach przyzwyczajania się do dobrostanu. Są to – znane już dość powszechnie – relaksacje różnej maści, wizualizacje dobrego samopoczucia, dobrostanu, czy wręcz sukcesów [z tymi trzeba uważać, aby nie wzmocniły mechanizmu ego, czyli poddawania się presjom sukcesu]. Relaksowanie się, rzeczywiście głęboki wypoczynek jest dla ego fanaberią – dla niego liczy się albo praca z sukcesami, albo „wypoczynek”, ale tzw. kwalifikowany, czyli taki, w którym możemy łatwo porównać się do innych i stwierdzić, że robimy to LEPIEJ.

Nie dajmy się zwieść. Prawdziwy relaks nie ma miejsca na porównania. Nie ma potrzeby udowadniania czy to sobie, czy to komukolwiek czegokolwiek. Jest po prostu wejściem w odczuwanie błogości, w błogostan.

Jak dzieci.

No dobrze, ale może jeszcze jakaś zachęta.

Zachęta jest taka, że jeśli zdołamy się przebić przez obrony [inaczej: wzorce, obrony charakteru, osobowość], a dodatkowo jeśli odpuścimy sobie motywowanie się zewnętrzne dzięki osobom, które „nam coś powiedziały”, to tak jak mówił Jezus: staniemy się tacy jak dzieci.

Chińscy dawni taoistyczni mędrcy w drugiej części swojego imienia mieli słowo „tse” [czyt. „cy”], np. Lao-tse. Słowo to oznacza dziecko, mistrzowie ci byli tak prości w swych motywacjach jak dzieci.

Oczywistym jest, że w dzisiejszych czasach dziecięca prostota mało komu imponuje. Kojarzona jest z głupotą, z niedojrzałością, z brakiem umiejętności. Czyli znowu zachodzi kłopot z błędem „pre – trans”, o którym pisze Ken Willber. Postawa sprzed głównej części rozwoju jest podobna do postawy występującej po przejściu tej głównej fazy rozwoju.

cytuję z wikipedii z moim tłumaczeniem:

Błąd Pre/Trans

Ważnym elementem w teorii Wilbera jest jasne rozgraniczenie poziomów rozwoju [dokładne ukazanie czym są, jakie mają cechy].

Zdecydowanie zaprzecza on poglądowi, jakoby istniały tylko dwa takie poziomy [w całym procesie rozwoju człowieka]– preracjonalny [poziom „pre”] (w prymitywnych kulturach, u małych dzieci) i racjonalny (do którego wszyscy zmierzamy).

Uważa, że istnieje też trzeci [poziom rozwoju], z punktu widzenia rozwoju – najważniejszy – poziom transracjonalny [krócej zwany „trans” lub „past”, który występuje PO fazie racjonalnej, intelektualnej, i też dlatego jest ów poziom „trans” przez intelekt niedostrzegany].

Teoria ta przypomina teorię rozwoju ludzkości znaną z teozofii i dzieł Aurobindo.

Jednak z tego powodu, że zarówno poziom pre-, jak i trans- są poziomami nieracjonalnymi, bardzo często są mylone. Pomyłkę tę nazywa błędem pre/trans (PTF – Pre/Trans Fallacy).

Dzięcięca postawa mało komu imponuje. Ale właśnie uwolnienie się od imponowania [czy też jego potrzeby] jest jednym z efektów oczyszczania. Prawdziwego oczyszczania.

Reklamy

2 komentarze (+add yours?)

  1. Hawa
    Czer 15, 2011 @ 06:48:34

    Chińscy dawni taoistyczni mędrcy w drugiej części swojego imienia mieli słowo „tse” [czyt. „cy”], np. Lao-tse. Słowo to oznacza dziecko, mistrzowie ci byli tak prości w swych motywacjach jak dzieci.

    Oczywistym jest, że w dzisiejszych czasach dziecięca prostota mało komu imponuje. Ale właśnie uwolnienie się od imponowania jest jednym z efektów oczyszczania. Prawdziwego oczyszczania.

    A mnie w dzisiejszym czasie bardzo odpowiada moja dziecieca prostota..

    pozdrufkam

  2. SwiatDucha
    Czer 15, 2011 @ 09:58:43

    to tylko się cieszyć

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: