Trudne słowo przepraszam


Ostatnio miałem taki przypadek, że pytałem panią w kiosku, po ile są bilety poza miasto na komunikację miejską. Odpowiedziała 2,80. Ja na to – niemożliwe! Muszą być droższe! – poczuła się chyba zaatakowana, bo powiedziała „jak pan lepiej wie…” Na co ja się zreflektowałem i mówię: No tak, jak pani je sprzedaje, to chyba pani wie jakie są stawki, przepraszam.

Jak tak skontrowałem na początku, to byłem bardzo pewny siebie. A powiedzenie później przepraszam jakoś z tego powodu wiele mnie kosztowało.. Zastanowiłem się..

Słowo proste?

Dlaczego tak ludzie mają kłopot z powiedzeniem „przepraszam”? Słowo niby proste, trzy sylaby, bez jakichś fajerwerków językowych, to nawet nie jest całe zdanie.

A jednak mało kto potrafi i więcej – chce je powiedzieć. Nie jest to więc kwestia nie potrafienia. Ludzie nie chcą mówić „przepraszam”.

Mają bowiem swoją wizję, wizję siebie w której np. nie mylą się, w której postępują dobrze, poprawnie. Słowo „przepraszam” mówi więc niestety, że ktoś sobie z tym nie poradził, jest przyznaniem się do .. porażki. A my nie lubimy być w sytuacji porażki, nie lubimy.. Może u drugiej strony wywołuje pozytywne odczucia rozluźnienia i odpuszczenia konfrontacji, ale u mówiącego.. jest trochę kłopotu.

No dobrze, zastanawiam się dalej – dlaczego to takie kłopotliwe, dlaczego wywołuje taki dyskomfort? Po pierwsze, jak tak bezwzględnie do kioskarki mówiłem, to była moja postawa myślowa, która nie chciała być zmieniona, która konstruowała postrzeżenie siebie: „ja to wiem, jestem dobry! może nie do końca coś wiem, ale takie bilety muszą być droższe niż zwykłe po mieście, to pewnik”. I na tym budowałem swoje ego [jego część]. Umacniałem siebie w przekonaniu, co oznacza też, że „umacniałem siebie”. Gdy więc przyszło do podważenia mojego przekonania, to ego, moje wyobrażone ja [dosyć buńczuczne, przyznajmy] zostało uszczuplone. Ja sam poczułem się uszczuplony, jakbym coś stracił.

Słowo „przepraszam” wywołuje więc uszczuplenie ego, ukruszenie obrazu siebie, tego tak budowanego pieczołowicie, więc trudno się dziwić, że ludzie nie chcą tego robić. A gdy są już przystawieni pod mur, to robią to bardzo niechętnie. Dla wielu bowiem na ego kończy się świat, swój świat. Jeśli nie posiadają Świadomego Ja i nie mają z nim identyfikacji, to ego spełnia jego rolę. Wtedy obowiązuje zasada, że można kogoś naprawdę zranić, „ukruszyć”. Ludzie bez świadomości swojej głębi są jak porcelana – trzeba ostrożnie, bo się z taką skorupką utożsamiają.

Dla kogoś zaś, kto pomedytował już w życiu, kto zdystansował się choć trochę wobec swoich postaw, przekonań ukruszenie ego nadal może być bolesne, jednakże nie jest to koniec świata. Prędzej czy później jest w stanie dojść do wniosku, że nie jest swoimi przekonaniami, a one mogą się zmieniać.

„Ja nie chcę się dać podzielić!”

Oprócz tego mechanizmu – uszczuplenia ego, przeproszenie daje jeszcze coś. Wymusza niejako zdystansowanie się od siebie.

Jeśli ktoś się utożsamia ze swoją postawą [myślową i emocjonalną], to przeproszenie jest równoznaczne z odejściem od tej postawy. Dla wielu – z odejściem od siebie, z rozszczepieniem wewnętrznym! Nie jest więc dziwne, że tego dokonać nie chcą. Zwłaszcza, gdy nie są jeszcze na tyle zaawansowani duchowo, gdy dusza jest już spora i już jest dość dużo sentymentów. Odejście od swojej postawy jest równoznaczne ze zrezygnowaniem z dotychczasowych nie tylko myśli, ale i emocji. Oznacza to po części zrezygnowanie ze sposobu tłumaczenia sobie świata. Bo przechowywane myśli i utrzymywane emocje w jakiś sposób tłumaczą nam nasz świat, powodują, że jest on bardziej „do zniesienia”. „Helka tak mi wczoraj powiedziała, bo jest po prostu głupia, czuję do niej niechęć”, „Franek nie chce iść z nami na piwo, bo jest skąpy, nie lubimy go za to” – takie oświadczenia niosą informacje o postawie emocjonalnej, energetycznej i myślowej jaką się podtrzymuje. Rezygnacja z tego, próba dowiedzenia się, dlaczego Franek czuje lęk przed zubożeniem, dlaczego Helka ma kłopoty z myśleniem przesunęłoby dość sporo takiego człowieka w stosunku do dotychczasowego miejsca w świecie [to byłoby to, co Castaneda nazwał przesunięcie punktu zbioru, zboru, a  w Europie nazywane jest to zmianą punktu widzenia]

Niestety, niewiele osób na to jest stać. Po pierwsze mogą nie mieć rozwiniętych i zindywidualizowanych na tyle ciał subtelnych, aby tego dokonać.

A po drugie, mogą czuć dużą trudność, aby się zdystansować wobec siebie. Jest to bowiem czyn na miarę choroby psychicznej! Tak, nie śmiej się proszę, tak to może być odbierane.

Jeśli ktoś dystansuje się w stosunku do swoich przekonań, postaw emocjonalnych [czyli ego], to jakby sam, na własne życzenie się stawał schizofrenikiem. Przynajmniej takie ma wrażenie. Jest „on” i jest jego cząstka, mająca konkretne przekonania i energie, ale już trochę oddzielona. Ludzie nie lubią, jak „jest ich dwóch”. Nasza kultura utrzymuje uparcie pojedyncze, nierozróżnione jestestwo człowieka jako wzór zdrowia. Temu tabu hołdują także psychologowie akademiccy, którzy co prawda wyróżniają pewne stany u człowieka, pewne poziomy [chociażby Freud z id, ego i superego], jednakże jest to raczej konwencja analityczna. W końcowym efekcie zawsze dąży się do odszukania jednolitej wizji człowieka. A tu jej nie ma – badania zawodzą, ciągle szuka się lepszych modeli, ale jednorodnych modeli człowieka.

Rzeczywistość jak zwykle jest na czele peletonu. To, że rozwijamy się, dusza się powiększa, starzeje, ma więcej i więcej doświadczeń, pojawia się Świadome Ja, to wszystko jest rzeczywistością. Jest to część owych brakujących snów filozofów – rzeczywistość dlatego jest tak ciekawa, bo jest bardziej skomplikowana i zaskakująca niż ktokolwiek byłby to w stanie wymyślić. W moim przekonaniu bardziej warto się jej trzymać niż teorii, niż  teorii naukowych, wyobrażeń kulturowych. I co ciekawe, dzięki temu mamy zagwarantowaną jazdę jak surfer na fali  – ciągle sama nas wypuszcza na nowe doświadczenia, wskazuje nowe obszary, których jeszcze nie oswoiliśmy. Jednak trzeba, tak jak surfer na fali – zachować przytomność przy zmieniających się okolicznościach, nie porzucając tego, co się wydarza na rzecz nawet najbardziej ciekawych teorii. Oglądanie siebie jako „dwojga”, czy nawet więcej cząstek może wydawać się nieco dziwne, ale zdarza się właśnie tu i teraz, czemuż by więc tego nie zaakceptować?

Reklamy