Mój harmonijny i spokojny świat


Świat jest subiektywnie określony

„Koń jaki jest każdy widzi” – to powiedzenie sugeruje, iż koń jest dla każdego jednaki, stanowi dla każdego to samo.

Ani z koniem tak niestety nie jest, ani tym bardziej ze światem, własnym naszym światem.

Jak byłem dzieckiem, wychowywałem się w rodzinie pełnej stresów. Marzyłem, aby mój świat się uspokoił, abym mógł odnaleźć harmonię, jakąś pewną, solidną podstawę do egzystencji. Szukałem swojego miejsca, może nawet fizycznej enklawy, natomiast nie zwracałem zbytnio uwagi, co jest we mnie, nie wiedziałem, że moje własne, wewnętrzne postawy są tak w tym ważne.

W terapiach reinkarnacyjnych zorientowałem się, że poprzez wcielenia chciałem odzyskać świat dla dobra, spokoju i harmonii. Jednak metody, jakie używałem to była walka a także magia enegetyczna. Przeglądając wspomnienia, w tym wiele razy z poziomu Wyższej Jaźni [wglądy co do celowości działań], stwierdziłem, że moje działania nie mogły się powieść, nie miałem jako jednostka wpływu na tak wielki świat. Natomiast miałem wpływ na świat mój własny – moje doświadczenia wikłały mnie coraz bardziej w specyficzne sposoby działania, z których trzeba się oczyszczać.

Dopiero po wielu latach znalazłem coś takiego, co mogę nazwać moim światem spokoju i harmonii. Nie jest to jednak świat cały, ani też za tą kreację nie odpowiada specjalnie jakiś zakątek świata fizycznego.

Piszę „mój świat”, ponieważ jest to wycinek całego świata, ten, w którym żyję. Mogę go w jakiś sposób objąć i przemienić. Natomiast świata wokoło, tego fizycznego nie jestem w stanie, zależy od tylu innych ludzi, tylu zjawisk. Dopiero własne ustawienie wewnętrzne daje mi impuls, motywację, czy wręcz siłę, która mnie kieruje ku odpowiednim ludziom i miejscom. Nie zmieniam świata, w jakiś sposób dopasowuję się do niego. Jest to też na jakiś sposób kreacja.

Natchnienie do tego tekstu pochodzi z momentu, gdy po raz enty wszedłem w sytuację, w której dwa krokodyle pewnych panów mnie zaatakowały. Nie musiałem w to wchodzić, ale tak akurat się stało – nie podjąłem wystarczających decyzji wykluczających taką możliwość. Krokodyle nie ładują się mi na głowę bez przyczyny, zawsze mniej czy więcej, mniej, lub bardziej świadomie się z nimi łączę sam posyłając link.

Po kontakcie z nimi musiałem inwokować działania energii miłości i Wyższych Jaźńi: „Proszę Wyższe Jaźnie o przyjęcie tych energii, które płyną od tych nosicieli i od ich krokodyli. Proszę energię miłości o odczepienia z mojego serca wieloramiennych kotwic, które łączą mnie z nosicielem i krokodylem.” [to wiele razy mówiłem, razem z wchodzeniem w wizualizację – wizję]. „Proszę energię miłości o rozłączenie tej relacji z tym nosicielem i jego krokodylem, proszę miłość o sharmonizowanie tych energii”
..

Przez kilka ostatnich lat nie miałem już wiele kłopotów, działałem intensywnie, aby się poodłączać od organizacji czy ludzi, którzy w swoich działaniach operują na nieharmonijnych energiach. Niech sobie żyją, jak chcą. Ja natomiast nie muszę się do nich przyklejać.

Któż łaknie neutralności?

Wiele osób z kręgu rozwoju osobistego i duchowego promuje życie na wysokiej stopie, na wysokim poziomie dostatku, majątku. Zwykle jednak milczą na temat tego, że ów poziom jest osiągany w wyniku relacji społecznych, w których często uczestniczą osoby z mocnymi obciążeniami. Mając takie relacje, podłączają się do całych myślokształtów, egregorów, które definiują pojęcie „świata”. I – chcąc nie chcąc akceptują taki kształt świata.

Komu podoba się neutralność świata, neutralność bycia na codzień? Można by chyba wskazać na buddystów zen. Oni zrozumieli, iż umysł tworzy struktury sztuczne, nie mające w sobie źródła energetycznego miłości. Dopiero bezpośrednia relacja do energii miłości i utrzymywanie jej na najistotniejszym miejscu daje realne sharmonizowanie. Chrześcianie nazywają to „odpoczynkiem w Panu”, „spokojem, który przewyższa wszelki spokój”. Mówią: „Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko reszte jest na właściwym”.

Przyzwyczajenia wyniesione z życia w określonej rodzinie [wzorce rodzinne], określonym środowisku nauki, pracy mogą mocno zanieczyszczać spokój prostego życia. Jeśli są to środowiska nastawione na osiągnięcia, ambicje, duże pieniądze, to prą w stronę yang. Jeśli są przepojone energiami cierpienia, ciałem bolesnym, to prą w stronę yin. Każda zaś z nich jest błędna w duchowym rozumieniu.

Warto wyjść ze skrajności yin: oczyścić zbolałe energie, pokłady smutku, żalu, tragedii, traumy. Tutaj odnajdziemy osoby z pogryzieniami, osoby dda, a także mające wejścia.

Niektórzy idą dalej, chcąc „dogonić” tych, którym się udało, jak sądzą, w życiu.

Przez rozwijanie ponadprzeciętnych umiejętności i możliwości [yang] na bazie potrzeby kompensacji [„ja jestem taki słaby w tym obszarze, to sobie odbiję, będę świetny w innym”] wiele osób posiadło istotnie nawet nadludzkie możliwości, jednakże są tego koszty. Obciążenia typu „krokodyle” są często obecne u osób wiele osiągających, zwłaszcza w Polsce [ale także w wielu, wielu innych krajach].

Droga środka

Nie mam niechęci ani lgnięcia, a przy tym jestem przy zdrowych zmysłach – mówił Budda. Powiedział, że jest w sytuacji, gdy akceptuje swój stan, nie ma skrajności yin od której chciałby uciekać. Równocześnie nie jest łasy na coś większego, niż ma [czyli obciążenia yang]. Był w harmonii.

Czym żyję na codzień, co wprowadzam do swojego świata energii, to będzie w nim. Do tego będę się przyzwyczajał. To będę medytował zupełnie naturalnie i w pewnym momencie nawet bez ustalania na tym specjalnie uwagi.

Już z wielu kłopotów się udało mi wyciągnąć, jak Baron Munchhausen – sam siebie za uszy. Może z pomocą, ale z własnej silnej inspiracji.

Wiele również razy rezygnowałem z ponadśrednich osiągnięć. Różne osoby dziwiły mi się, bo jak to można tak świadomie być nie aż tak bardzo zasłużonym, nie mieć aż tak wspaniałej kariery, czy pieniędzy, jak generalnie jest taka szansa?
Ale odpowiada to braku przywiązań, o którym Budda mówi. Jeśli się przywiążę do osiągnięć, do efektów, do celów, to utracę tao.

Reklamy