Sesje z doświadczeniem umierania

Jako, że niedługo wiele osób idzie na cmentarze, aby zaświecić światełko za bliskich, to mnie przypomniały się moje sesje dotyczące tego tematu.

Na początku moich działań z oczyszczaniem się było dobre oczytanie się w sprawach psychologicznych. Gdy pojawiały się pierwsze książki o rebirthingu, czytałem je i działałem – pisałem afirmacje.

To było dobrym przygotowaniem się do sesji, przed którymi nie miałem właściwie żadnego podobnego doświadczenia. Prowadził je mój znajomy z pracy, z liceum społecznego, także utalentowany astrolog. Dzięki tej umiejętności też obliczył odpowiednie momenty rozpoczęcia i zakończenia sesjowania. Spotkań było 10, były to sesje oddechowe, w trakcie których leżałem głównie na plecach i z zamkniętymi oczami oddychałem oddechem połączonym.  Oczywiście większość czasu pracowałem nad naenergetyzowaniem się i odpowiednim podniesieniem wibracji, często było to wręcz nudne, nic specjalnego się nie działo. Jednakże czasami przychodziły momenty, o których warto powiedzieć.

Chcę opowiedzieć o wizjach, które mi przychodziły w czasie owych działań.

W pierwszej leżałem na jakimś wozie. Nie bardzo mogłem wszystko widzieć, co to było, bo leżałem na płasko na plecach. Wóz był prostą platformą na dwóch kołach ciągnioną przez woła. Za mną szli ludzie, w długich szatach. No i jechałem nogami do przodu, co prawda nic mi to w czasie wizji nie powiedziało, ale potem skojarzyłem. Jechałem na cmentarz. I tak, jak przyjechaliśmy, to przełożyli mnie do wykopu w ziemi i zasypali. Jako, że nie oddychałem wtedy w ciele niewiele mi to przeszkodziło. Postali trochę i odeszli. A ja tak leżałem zasypany. I zastanawiałem się, po co? Czy mam tu coś do zrobienia? – nie. Czy muszę tu leżeć? – nie. Po jakimś czasie takiego dywagowania moja dusza uniosła się w górę i uleciałem.

Druga wizja była prostsza. Przypomniałem sobie jak leżę na ziemi na boku, ale co dziwne, za mną i przede mną też ktoś leży, jakieś ciało. Hmm.. te osoby nie poruszały się tak jak i ja. Leżałem [w wizji ciągle to widziałem przez jakiś czas] i nie bardzo wiedziałem, co zrobić. Po jakimś czasie znowu sobie zastanowiłem się co ja tu robię? I po jakimś czasie ponownie uleciałem w górę.

W obu wizjach było mi bardzo spokojnie. Żadnych emocji, wręcz żadnych myśli nie miałem.

Czytając opowiadania o sesjach rebirthingowych dowiedziałem się, że w pewnym momencie sesji dochodzi się do wspomnień z własnych urodzin i je aktywnie przeżywa. Jakoś też takiego scenariusza oczekiwałem. Natknąłem się jednak na coś zupełnie przeciwnego.

Wspomnienia urodzin przyszły do mnie nie na początku sesjowania, a dopiero po roku. Tak mnie zmuliło, zamieszało mi się w głowie i w energiach, że mówię: idę sesjować do wanny. I rzeczywiście po iluś minutach oddychania, w zamieszaniu, emocjach i przypomieszanych energiach zaczęła mi się przypomniać moja akcja porodowa.

Wnioski generalnie miałem dwa:

– o wiele łatwiej się z tego świata odchodzi, niż przychodzi, śmierć jest niezwykle spokojnym stanem [co potwierdzają opowieści osób, które przeżyły śmierć kliniczną].

– drugi, to może nie wniosek, a odczucie. Jak przed sesjami rebirthingu miewałem spore lęki przed śmiercią, to po odbyciu owych 10 sesji zupełnie przeszły. Do dzisiaj wiem, że jest śmierć, że moje ciało jest śmiertelne, natomiast Dusza [podświadomość] dostała doświadczenia, w których odpamiętałem spokój tego stanu, co Duszę w jakiś sposób mocno przekonało. I do dzisiaj nie mam lęku przed śmiercią [chociaż wybieram życie; bo po co umierać?]

Advertisements

9 komentarzy (+add yours?)

  1. x
    Paźdź 09, 2011 @ 21:00:25

    „I tak, jak przyjechaliśmy, to przełożyli mnie do wykopu w ziemi i zasypiali.”

    w ostatnim wyrazie drobna literowka 🙂

  2. SwiatDucha
    Paźdź 09, 2011 @ 22:23:31

    🙂

  3. Marek
    Paźdź 11, 2011 @ 00:59:36

    Może zasypiali po tym kopaniu, zmęczeni byli :)))

  4. SwiatDucha
    Paźdź 11, 2011 @ 22:27:46

    no pewnie, czekali aby się przekonać, czy rzeczywiście umarłem, czy też nie, a ja ich brałem na cierpliwość. A noc wtedy szybko zapadała..

  5. Mariusz
    Paźdź 12, 2011 @ 19:10:41

    „A noc wtedy szybko zapadała..”

    …a może: ZAPODAŁA ciekawą atmosferę. 🙂

  6. SwiatDucha
    Paźdź 12, 2011 @ 19:29:01

    Najpewniej atmosfera była na tyle ciekawa, że ludkowie tam trochę czekali, a ci po kopaniu zasypiali, hihi.

  7. Marek
    Paźdź 13, 2011 @ 01:36:12

    Senna atmosfera :)))

  8. SwiatDucha
    Paźdź 13, 2011 @ 06:23:09

    no tak. 🙂

  9. Hawa
    Paźdź 13, 2011 @ 12:41:41

    Senna atmosfera 🙂 )) no tak. 🙂
    Ehe.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: