Nie miej przed sobą wymówek

Nie miej przed sobą wymówek

Brzmi może trochę groźnie, natomiast jest to jedno z lepszych zaleceń, które wiodą do lepszego życia. Przyjrzyjmy się powoli, o co chodzi.

Jak wymówki powodują degradację życia

Informatycy mają takie powiedzenie: „Śmiecie na wejściu, śmiecie na wyjściu” {GIGO – Garbage input, garbage output}. Jeśli do [najlepszego nawet] programu podamy na wejście nieprawdziwe dane, to możemy liczyć, że na wyjściu tego programu będziemy również mieli śmieci.

Mówi się, że informacja powoli staje się najważniejszym, największym bogactwem, najwartościowszym zasobem. Dlaczego nie udaje się nam dobrze przeżywać życia? Dlatego, że działamy według informacji nieprzystających do realności. Błędne informacje i trzymanie się ich [nawet nieświadome, nawykowe] daje czasami duże kłopoty.

Życie tu jest ostrym weryfikatorem. Wystarczy popatrzeć na rodziny – jakie potrafią być w nich kłótnie, niezgody. Kłótnia jest zaś manifestacją niezgodności informacji, na podstawie których działają poszczególne osoby w tej rodzinie. Dodać do tego zgromadzone bolesne energie, bolesne wspomnienia [ogólnie „ciało bolesne”, jak mówi Eckhart Tolle], to już mamy jak na dłoni obszar, w którym żyć jest naprawdę trudno. Dlatego wzajemne zrozumienie [empatia], jest tak doceniana, ponieważ ona jest drogą ku zrozumieniu czyjegoś stanowiska, czyjegoś życia, jest drogą ku leczeniu.

Podobnie jest z życiem pojedynczej osoby. Wielu z ludzi podaje sobie do rozumowania coś, co jest jakimś przybliżonym opisem rzeczywistości i na podstawie tego przeżwa cierpienie. Z różnych powodów.

Ponieważ nie jest gotowa przyznać się do prawdy o sobie.

Czasami też dlatego, że nie zna prawdy o sobie.

Dzieci i młodzi ludzie często są w pozycji zależnej, mimo własnych chęci. Jak wiele młodych osób chciałoby być mniej zależnymi! Niemniej cecha młodości jest właśnie zależność – często kłopotliwa, zależność od kogoś, kto czasami jest „przeterminowany” w oczach młodych – nie rozumie, co aktualnie się dzieje.
W takich sytuacjach młodzi, nie wiedząc o reinkarnacji myślą: „O, ja taki świeży i czysty wszedłem w takie bagno! Dlaczego!? Ja tego nie chcę!” Niestety, prawem reinkarnacji podobne przyciągnęło podobne – nowe narodziny nie są zupełnym początkiem, są kontynuacją czegoś, kogoś, kto kiedyś żył. Młody człowiek oczywiście nie identyfikując się z tym kimś próbuje żyć „od początku”. I to jest słuszne, ponieważ po to kiedyś inkarnowana dusza przeżyła śmierć, aby doznać nowego startu. Natomiast młodzi naturalnie są niegotowi do zidentyfikowania się z czymś starym, co było. Tworzą nowe ego, obraz nowego, nowej siebie, dzięki temu może odbyć się skok rozwojowy. Tak więc prawda reinkarnacyjna sprzeciwia się nowo pisanej prawdzie młodego człowieka. Ale do czasu.

Po pewnym czasie karma przychodzi i daje o sobie znać. Jest wiele przeżyć, których nie daje się wytłumaczyć po prostu nowymi okolicznościami. Przeżyć złych i dobrych. Dla dobrych, pół biedy – można powiedzieć – „miałem szczęście, udało mi się”. Ale negatywne przeżycia z dużą intensywnością: „Skąd one są? Czemu mnie to spotkało???”

Tu pojawia się możliwość wymówki: „o, to świat taki zły”, „to zły pracodawca, zły sąsiad, zły partner, zła partnerka”. Wszelkie poszukiwania na zewnątrz siebie to projekcje naszych własnych wzorców, wewnętrznych nieprzepracowanych kłopotów.

Owszem, możemy powiedzieć – „to ONI są winni, to nie ja tak nagrzmociłem w tym życiu”. I można nawet zebrać zupełnie konkretne, namacalne dowody na tą tezę. Jednakże to jest postawa, która daje znikomą kontrolę nad własnym życiem. To jest wymówka. Można się ciągać latami po sądach, pozywając ileś osób a swoje życie można jednocześnie zdegradować. Zdegradować w znaczeniu zmniejszenia władzy nad życiem, decyzyjności. Każde oskarżenie posyłane na zewnątrz przyczynia się do osłabienia siebie samej (samego), swojej decyzyjności, możliwości wyboru.

Ludzie czasami dlatego nie chcą zobaczyć swoich wymówek, ponieważ nie chcieliby usłyszeć prawdy o sobie. Boją się stracić swój dobry wizerunek w swoich oczach. Ten wizerunek nazywa się ego.

W moim przekonaniu ego tworzymy po części po to, aby właśnie ochronić się wtórnie, jak już dopada nas jakiś kłopot w życiu. Żeby nie upaść pod jego ciężarem próbujemy sobie powiedzieć: „Może to i to mi się w pracy nie udało, ALE ZA TO mam niezłą furkę”. „Może nie mam świetnego męża, ale za to mam bardzo obiecujące dzieci”.

Nie oceniajmy swoich wymówek

Psychoterapeuci mówią tak: „klient ma prawo do wszelkich swoich obron”. Każda wymówka, widzenie siebie lepiej, niż jest, widzenie na zewnątrz siebie powodów co do własnego życia – to jest obrona. Bronimy siebie przed atakiem, mówiącym: „a widzisz, jeśli to od ciebie zależało, to nie udało ci się, to właśnie się pomyliłeś, popełniłaś błąd, jesteś winny”. To nie jest konstruktywne stanowisko. Ta postawa jest niszcząca.

Dlatego w moich tekstach tak propaguję widzenie ludzkiej Duszy, która nie jest doskonała, która wchodzi czasami w jakieś szare dziedziny, czasami wdepnie w kałużę, która chce przeżywać niemal za wszelką cenę, mało myśląc o rozumowaniu. Dusza operuje na niższych wibracjach – pożądając potomków, przygody, czasami po prostu wariactwa.
Duszy proponuję nie osądzać. Tak samo nie osądzać ludzi [w tym siebie], którzy idą przez życie na autopilocie swojej Duszy. Co najmniej mają do tego prawo. Tak samo jak prawo ma trawa, która rośnie i drzewo, które wyciąga gałęzie do Słońca.

Dopiero budowanie swojej Świadomej Jaźni [Świadomego Ja] daje pewien dystans do siebie, do swoich decyzji, do emocji przez siebie przeżywanych. To nadal mieści się pod parasolem „ja”, jednak mam już do tego stosunek, czyli to mną nie włada aż tak jak kiedyś.

Na początku nie obwinianie siebie za kłopoty w swoim życiu może być trudne. Wiele kłopotów, duże oczekiwania od siebie – to daje sporą dysproporcję. Czasami widzę ludzi, którzy mają niemal kanion – stoją po jednej stronie wraz ze swoimi kłopotami, a po drugiej widzą siebie gdzieś daleko w idealnej sytuacji życiowej. Jednakże wkurzają się [zarówno na świat jak i na siebie]: „Dlaczego ja TAM nie jestem!”

Ów kanion jest zależny jednakże od nas samych. Z jednej strony nieuprzejme ocenianie siebie lub otoczenia oddala brzeg z którego przychodzimy, z drugiej ustalanie wysokich celów, niedosiężnych, nieracjonalnych planów, których z pewnością [albo mocno prawdopodobnie] nie zrealizujemy dodaje do rozziewu odsuwanie się drugiego brzegu.

Taki kanion jest bardzo ciekawy w odniesieniu do znanego hasła „tu i teraz”. Tu i teraz lokuje się bowiem na samym środku rozpadliny. Czasami wymaga to iście kaskaderskich umiejętności, aby się utrzymać na środku liny rozpiętej między dwoma brzegami. Jeden brzeg – to przeszłość wraz z bólami, cierpieniem, rozczarowaniami. Drugi – przyszłość – cele, zwłaszcza te nierealne, niedościgłe.

Jednakże jest możliwość dochodzenia do tu i teraz. Np. medytacja. To ona nas przywodzi ku bieżącej chwili. To ona, poprzez połączenie z ciałem fizycznym nas gruntuje. Obszar tu i teraz się wzmacnia, już nie jest to lina, zaczyna być to kładka, niektórzy mają sobie spore mosty. W pewnych przypadkach ten obszar jest już litą ziemią. Ideałem byłoby zbudowanie na niej domu [w lokalizacji „tu i teraz”] i zamieszkanie w nim.
Innymi sposobami, równoważnymi, jest rozważanie – czy to, co pamiętam, co przechowuję z przeszłości nadal ma nade mną władzę? Na ile ma rzeczywiście [np. kredyt w banku], a na ile ja sobie to sam/a kreuję [rozpamiętując do bólu jakiś szczegół]. Jeśli Dusza nie chce puścić przeszłości – warto pogadać z nią [ze sobą tak naprawdę], co mnie tam trzyma. Np. niespełniona miłość może mocno trzymać, ale i to jest zjawisko, które – dobrze potraktowane – przechodzi.

„Bądź łagodny dla siebie”

Jest to hasło ruchu AA. Nie tyle, że „bądź pobłażliwy dla siebie”, ile bądź łagodny. Nie używaj oceny stanów, które przechodzisz, spraw, w które jesteś zaangażowany, nie używaj ich do ranienia siebie.

Tak więc – zarówno, jak powiedziałem w temacie, nie miejmy wymówek [na ile możemy] na nasze postępowanie, nie róbmy z naszego życia tego, czym nie jest. Ale jednocześnie bądźmy akceptujący i kochający dla siebie i świata, aby nie siedzieć okrakiem nad kanionem. Mamy szansę – o ile puścimy przeszłość i przyszłość, aby zamieszkać tu, gdzie jesteśmy: „tu i teraz”.

Wymówki są wygodne

I takie właśnie mają być. Są miękkie jak miękka poduszka. Niemniej nie leczą sytuacji. Najlepszym wyjściem jest powolne wyciąganie wymówki spod bolesnego miejsca. To jest praca ze sobą, praca z obciążeniem, ze zranieniem.

Dlatego stosujemy miękką wymówkę „bo tamten to o mnie powiedział to i tamto”, ponieważ nie jesteśmy w stanie znieść, że w sobie samych nienajlepiej o sobie myślimy. Ale jeśli zauważymy, że to może ja sam/a jestem źródłem kiepskiego przekonania o sobie, to powoli pozwolimy odejść światu razem z tymi osobami, które nas tak nieszczęśnie oceniają. „Niech mówią co chcą, ja jestem w porządku [razem z tymi błędami, które nadal popełniam]”. Dopiero taka postawa może dać wyjście z niszczących wydarzeń na zewnątrz, wydarzeń, które nam się przydarzają wśród ludzi i wśród przedmiotów.

Sam siebie obserwuję, jak będąc wśród ludzi ego/osobowość pilnie obserwuje jak się ludzie do mnie odnoszą. O, najlepiej żeby się w pas kłaniali. Pracowałem na uczelni i wiem, że takie rytuały uznawania ego są tam zakorzenione bardzo głęboko. Jest to środowisko, w które jest wpisane pielęgnowanie ego innych, zwłaszcza jeśli są na wyższym stanowisku. No przy takich założeniach ta organizacja nie ma szansy na wewnętrzne prawdziwe poruszenia. Jeśli się odwołuje do ego, do wizerunków poszczególnych osób, to będzie bardzo długo trwać i mieć sporo sztywnej przyszłości. Podobnie jest w innych organizacjach, także religijnych.

Wychodzenie od ego, od wymówek ku odpowiedzialności za własne życie daje efekty, kiedy istotnie wychodzimy poza mechanizmy budowy ego, własnego wizerunku. Pozbawianie się wymówek co do własnego życia to właśnie jest odbieraniem ego energii. Im więcej odbiorę ego energii, tym będę miał(a) więcej energii dla swojego życia. Tym bardziej praktyczne, prawdziwe mogę podejmować decyzje.

Nieprawdziwe postrzeganie swojego świata powoduje błędne decyzje

Tego chyba nie trzeba tłumaczyć. Jeśli kapitan statku nie widzi góry lodowej przed dziobem – to się jej nie ustrzeże. Na ile jestem w stanie patrzeć na siebie, swoje ego, obciążenia, na swoje emocje jako na coś, co dotąd kierowało moim życiem, na tyle jestem w stanie zmienić to życie na takie, w którym mam sporo do powiedzenia.

Oczywiście są ekstremiści – ci chcą „wolności”, chcą bezwzględnej kontroli nad własnym życiem, i kiedy jej nie mają cierpią bardzo. No niestety, taki jest nasz świat i my sami, że jesteśmy częściowo zależni. Większość z nas potrzebuje np. pokarmu. Owszem, słyszymy o tych, którzy nie jedzą. Jednakże dojście do tego stadium wymaga pracy. Deklarowanie, że „mi się to należy” nie załatwi sprawy. Im ktoś będzie bardziej deklarował i wierzył w samą potęgę deklaracji [bez konkretnej pracy za tym idącej], tym bardziej będzie cierpieć. Ale cóż – sam na to pracuje.

Im bardziej się wkręcam w nieprawdę, tym bardziej cierpię. Tego wiele osób jakby nie widziało, jakby nie chciało zauważać. Taka idealizacja – „o, ja wiem, jak to jest, więc jak będę bardziej w coś wierzyć, to to bardziej będzie skutkować”, taka idealizacja jest bardzo piękna [jak większość idealizacji, nadziei, ideologii]. Jednakże ja sobie sam zadałem pytanie: czy mam patrzeć na świat trzeźwo, czy też przez różowe okulary? Trzeźwość często przynosi właśnie „otrzeźwienie”, zauważenie prawdziwych relacji między obiektami. Pięknie pisał Anthony de Mello w „Przebudzeniu” – im bardziej przebudzony(a) będziesz, tym prościej i łatwiej będzie ci się żyło. „Przebudzenie” naprawdę warto przeczytać!

Osobiście lubię prostotę, rzec by można nawet minimalizm. Jeśli nie posłuży mi coś, to nie ciągnie mnie do tego. A przy minimalizacji [bezwiednej] celów, potrzeb naprawdę niewiele potrzeba, aby czuć, że życie zaspokaja nasze potrzeby. Gdy odpadają mi cele nie moje, narzucone, społeczne, tej czy innej organizacji, która mnie indoktrynowała, to zostaje naprawdę niewiele celów – już moich, osobistych.

Życie jest proste

To mi się ciśnie na usta. Jest skomplikowane pod względem złożoności, natomiast jako proces życie jest niezmiernie proste. Mistrzowie zen kierują swoich [oby gotowych] uczniów ku temu wglądowi. Podobnie i taoiści doszli do tego zrozumienia – w życiu nie chodzi o „coś”, jest to przemiana, zanurzona w rzeczach i ciałach żywa przemiana. A my – jako świadome jednostki mamy doświadczenie bycia cząstką owej przemiany.

Jeśli się bierze pod uwagę taki punkt widzenia – jak nie postrzegać tego, że życie jest proste?
Życie, w odróżnieniu od czegoś spoza „tu i teraz”, jest niezwykle łagodne i przyjazne. Życie jest przyjazne, ponieważ każdej, każdemu z nas dało tak wiele, wiele dni, lat, oddechów, spojrzeń, odczuć, przeżyć. Nie żąda przy tym, abyśmy się odwdzięczali. Biblia mówi: „co możesz Mu dać, albo ofiarować?” No – nic [taka jest retoryczna odpowiedź]. I też nic nie trzeba. Jednakże możemy wiele otrzymać, często zwie się to błogosławieństwem, bądź łaską.

Jeśli zaś czujemy, że życie nie jest samym pasmem łagodnych, spokojnych przeżyć, jeśli czujemy napięcie, stres, oczekiwania, niezaspokojenie? Najpewniej jest coś, czego nie chcielibyśmy wiedzieć z uwagi na ból, który ta wiadomość ze sobą niesie. Potrzeba wtedy zwrócić uwagę, jakie wymówki nam towarzyszą w tych doświadczeniach. Jak tłumaczymy życie, jakie mamy przekonania. I zacząć z tym pracować.

Reklamy

6 komentarzy (+add yours?)

  1. Mi...
    List 19, 2011 @ 18:15:06

    Z wielką przyjemnością przeczytałem powyższy tekst o wymówkach.
    Zadałem też sobie pytanie jaką mam wymówkę aby nie być w tej chwili spokojnie zadowolonym. Zobaczyłem, że gdzieś tam pod powierzchnią jest kilka wymówek, które proszą o poświęcenie im uwagi, o nadanie im priorytetu. One są przecież takie ważne, ich racje najprawdziwsze, a gdy zbiorą się w kupę to zawiązuje się partia niezadowolonych, gotowych wywołać zamieszki w moim życiu. Wymówki rozświetlone świadomością rozpierzchły się. Wrócą – to pewne.

    ps. od kilkunastu dni mam w domu kociaka, obserwuję go i zdumiewa mnie jak żyje on chwilą, jak potrafi się bawić, być naturalnym, ufnym oraz niezależnym na swój koci sposób; nie zauważyłem aby miał jakieś wymówki 🙂

  2. SwiatDucha
    List 19, 2011 @ 21:55:28

    Tak jest, koty nie mają tak dużego ego [jedynie instynkt im działa, więc ego jest ledwo obecne, nie przesłania głównego działania kota], więc jak się bawi, to nie ma tam nic innego, tylko zabawa.

    U ludzi, jak sam wiesz, jest wiele nadbudowy myślowej, wzorców kulturowych, społecznych. Niezadowolenie jest chyba przewodnią siłą – ego porównuje z siłą huraganu. Wyjście poza wzorce, wymówki, emocje jest wyjściem poza społeczeństwo – taki ktoś nie będzie potrzebował „odnajdywać się” w społeczności. Będzie żyć z powodu samego życia, a nie dlatego, że przyniósł kolejną pensję więc ma prawo przeżyć kolejny miesiąc.

    Biedne owe wymówki – w czasie medytacji, afirmacji niezłe wciry dostają. Jakbym ja był taką negatywną myślą, to bym się na gospodarza obraził 🙂

  3. dagmaria
    List 22, 2011 @ 21:46:45

    Witam:)
    Swietny temat!Od pewnego czasu bacznie zwracam uwage na to,co mnie w innych osobach irytuje.Zauwazylam,ze najgorsze emocje budza we mnie osoby z obciazeniami typu yang.Wyczuwam dobrze krokodyle u innych.Ale dopiero w medytacji czuje jak duze obciazenie typu yang sama nosze.Chec bycia w centrum uwagi,gwiazdorstwo,charyzma uzywana do egoistycznych celow…o jak ja tego nie lubie u innych…a jak wiele tego brudu mam w sobie.Tak sie sklada,ze wokol mnie jest sporo osob z jeszcze wiekszymi krokodylami.Teraz juz wiem,ze to nie przypadek i dziekuje losowi za tych ludzi:)Ta irytacja i gniew na krokodyle u innych pozwolily mi przyjrzec sie „swoim wlasnym gadom”.Pozdrawiam:)

  4. SwiatDucha
    List 23, 2011 @ 01:34:27

    dobrze, że masz taką samoświadomość.

  5. dagmaria
    List 23, 2011 @ 23:38:19

    Chcialam tylko dodac,ze przed chwila przeczytalam wedlug mnie wartosciowy artykul z dzisiaj to jest z 23 listopada na blogu „Moja joga codzienna”.Pasuje dosc do tematu wymowek i fajnie go rozwija:) A w ogole to fajny, madry blog-jak dla mnie oczywiscie.Naprawde polecam:)

  6. SwiatDucha
    List 26, 2011 @ 01:02:45

    Dzięki za wskazanie, jest to bardzo ciekawa i pouczająca historia!
    Bardzo wartościowa dla osób, które chcą wziąć życie w swoje ręce.
    Niech nam wszystkim się zdarzy tak wspaniałe wpływanie na życie swoje i innych osób!

    – podajmy więc link do tego artykułu:

    http://mojajoga.wordpress.com/2011/11/23/sila-intencji-sila-modlitwy-joe-vitale-ihaleakala-hew-len/

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: