Jak żyć, żeby nie żałować

To rozważania  nadające się na przesilenie zimowe. Najmniej słońca, możemy wspominać lato, myśleć, co będziemy robić za kilka miesięcy..

Temat jest może skrajny, ale refleksje jak najbardziej przydają się w codzienności!

5 rzeczy, których ludzie żałują w chwili śmierci

cytaty pochodzą z : [link]

Żal jest bardzo ludzkim odczuciem. Wiele osób, które mają obciążenia typu „nieludzkiego”, które mocno separują ich od własnych uczuć i od bliskości z innymi mówi, że „niczego nie żałują”. Niczego może nie żałują, ale także niewiele co czują, zwłaszcza empatii i współczucia [nie tego płynącego z intelektu, a z wrażliwości, bezpośredniego odbioru drugiej osoby].

Póki nie jestem oświecony, póty ego, czy też dusza będzie żałować czegoś. Potem dopiero, kiedyś w przyszłości się rozpłynie, przy oświeceniu, żalu nie będzie.

Osoby w cudzysłowiu „rozwinięte” też próbują dopasować się do takiego gładkiego profilu, gdzie żal nie występuje. To może być odrzucanie własnej duszy [jak u Buddystów]. Jest to częścią tłumienia emocji, uczuć [jest to pozorna praktyka duchowa]. „Jak wyglądam, że nie mam pragnień, to oznacza, że mi dobrze idzie!”

Nie ma co się oszukiwać, póki jest ego, póki mamy ileś opcji a nie skorzystaliśmy z najlepszej – żal będzie występować.

Warto go czuć, nie rozdmuchiwać, a zamiast tego – obserwować. Żal jest częścią ciała bolesnego – jeśli je obserwujemy i akceptujemy, powoli przygasa i rozpływa się [oczyszcza], natomiast nasza świadomość wzrasta.

„- Najbardziej żałuję, że… – pracownica hospicjum spisała najczęściej powtarzające się wyznania osób, które umarły na jej rękach. W ten sposób powstała lista pięciu rzeczy, których najczęściej żałują umierający. Oto one:”

1. Żałuję, że nie miałem śmiałości prowadzenia takiego życie, jakie uważałem za słuszne, a prowadziłem takie, jakie oczekiwali ode mnie inni.

„Większość osób nie próbowała spełnić nawet połowy ze swych marzeń – mówi autorka listy, pracownica niemieckiego hospicjum, cytowana przez portal chn24.pl.”

W ciągu bieżącego życia małe sprawy potrafią zaprzątnąć nam daleki, szeroki horyzont. Dusza specjalnie nie żałuje, ma przed sobą ileś wcieleń, jeśli w tym wcieleniu coś nie poszło po jej myśli, to ma następne i następne życie. Dla duszy czas jest w dużej części ulotny, niemalże niewiążący, a dodatkowo ma za sobą wiele wcieleń, więc nie ma co aż tak płakać.. To raczej ego jest tym, które ma w zanadrzu tylko jedno wcielenie, i na końcu może biadać: „o, ja biedny/a, czemu nie robiłem/am tego i tamtego…!!!”

Prowadzenie życia według dyktanda innych to bardzo bezpieczny sposób życia. Wydawałoby się, że bezpieczny, a tak naprawdę może nas to kosztować zablokowaniem własnej Duszy. Gdy ona natomiast nie będzie chcieć żyć, to śmierć bliska.

Tak więc refleksja, aby prowadzić takie życie jakie się głęboko pragnie, prowadzi nas ku Duszy, bo to ona ma nasze głębokie pragnienia przeżywania, doznawania, a Duch zaś pragnienia ekspresji, tworzenia. Jeśli więc zaczniemy przeżywać to, czego pragnie Dusza i wyrażać to, co chce wyrażać Duch, to życie nam nie spowszednieje, stanie się bardziej ekscytujące [Dusza będzie się cieszyć]. Gdy zaś wyrażać przyjdzie nam to, co nasz Duch pragnie, to dodamy coś osobistego do dorobku społeczności.

2. Żałuję, że tak dużo pracowałem.

Pytanie czy pracuję na życie, czy życie stało się pracą? Jeśli praca jest czymś super, jeśli jest namiętnością – świetnie. Jednakże zobaczmy, jak wiele osób przekonuje się do pracowania bo : ma kredyt, spłaca mieszkanie, pracuje na mieszkanie, rodzinę, auto, itp.. Podczas gdy [jeśli się nie leseruje kompletnie] można dać sobie o wiele więcej godzin, dni, miesięcy, nawet lat życia jeśli poucinamy nadmierne zapędy ego [„zarabiać!, zarabiać!”] i zastąpimy je czasem na własne przeżywanie różnych ciekawych chwil. Czy to w ciekawych, nieznanych miejscach, czy to z interesującymi ludźmi, czy też w gronie rodziny.

Jeśli światu się to nie podoba, to możemy pożegnać odjeżdżający pociąg świata bez żalu. Na bieżąco możemy mieć poczucie „oni są w przodzie, a ja gdzieś z tyłu!”, jednak po refleksji i docenieniu siebie i chwili bieżącej będzie to inaczej wyglądać.

3. Żałuję, że nie miałem śmiałości, by wyrazić swoje uczucia.

„- Wiele ludzi przygaszało swoje uczucia, żeby zachować określone relacje z ludźmi. Pojawienie się wielu chorób miało związek z doświadczanymi przez nich uczuciami goryczy i oburzenia – mówi kobieta i dodaje, że tłumiony stres jest najgorszym z możliwych uczuć.”

Dobrym pomysłem na niewyrażone uczucia jest zająć się nimi. Naprawdę niekoniecznie trzeba od razu wyrażać komuś moje emocje, uczucia, gdy mam wątpliwości co do nich.. Poznałem już tak wiele osób, które wyobrażały sobie, że kogoś kochają, a uwielbiali np. krokodyle zachowania tej osoby. Owszem, uczucie duszy też istniało, ale czasami dobrze, że do pewnych związków nie dochodzi. Wtedy idealną praktyką jest dowiedzenie się DLACZEGO akurat tą osobę darzę uczuciem. Po przemyśleniu można otrzeźwieć nieco i poluźnić trans zachwytu. Nie ma tak, że atrakcyjna jest dla nas 1/4 osób przeciwnej płci. Jeśli tak dużo osób nas „zachwyca”, to warto uważać.. Poszukiwanie „idealnej połówki” jak dla mnie ma istotny, prawdziwy przekaz: niewiele osób jest dla mnie odpowiednie do partnerstwa.

Tak więc żal za niewyrażonym uczuciem może być symptomem tego, że taka osoba czegoś nie przepracowała. Może dobrze, że nie odezwała się do tego, czy tamtego kogoś – mogłaby wiele stracić. Proste poleganie na np. pociągu płciowym może dać w rezultacie mnóstwo kłopotów zamiast wymarzonego ciepłego gniazdka.. O, ile ja znam takich małżeństw i rozwodzeństw.

Gdy przychodzi odpowiedni/a i nieobciążony/a  partner/ka i gdy nie ma „dodatkowych intencji” poza wyrażaniem przyjaznych uczuć, to związek zawiązuje się łagodnie, bez trudności. I co ważniejsze – trwa w harmonii bez wielkich wysiłków.

Pamiętam o słowach Leszka Żądły, aby uważać na wysiłek. Gdy robimy coś z wysiłkiem, czy to zawieramy znajomość, czy też ją podtrzymujemy, możemy być pewni, że są ważne powody [duchowe, emocjonalne, jakkolwiek je nazwać], aby ją zerwać.

4. Żałuję, że nie utrzymywałem relacji z przyjaciółmi.

„- Często ludzie nie zdawali sobie sprawy, jaką korzyść czerpią z utrzymywania kontaktów ze swymi przyjaciółmi”

Tu jestem bardzo za. Dusza co prawda lubi przeżywać bez patrzenia się, co konkretnie jest do przeżycia i nie odrzuca doświadczeń niskiej jakości. Jednak jeśli jesteśmy na tyle rozsądni, żeby dbać o przyjemne, fajne relacje, a rezygnować z ryzykownych czy poniżających – wiele skorzystamy z czasu spędzonego razem z przyjaciółmi! 🙂

5. Żałuję, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwym.

„-  Wiele ludzi z powodu lęku przed zmianami udawało przed innymi i przed samymi sobą, że byli zadowoleni ze swojego życia „

Udawanie może wydawać się dobrym sposobem na zachowawcze przeżycie sytuacji.  Ego potrafi tak się zakamuflować, tak zabunkrować, że życie przypomina betonowy bunkier. Nie, nikt tam do środka nie będzie się dobijać, proszę nie czekać, że ktoś na siłę go będzie otwierać za pomocą młota pneumatycznego. Klucz jest w naszych rękach a zamek od wewnątrz jest dostępny. Prawdziwe szczęście jest w naszych rękach.

Jest i druga strona:

Żałowanie w stylu punktu 5. może być też sposobem na negatywne ocenianie się [„dołowanie się”, „dobijanie się”, „pałowanie się”]. O, jakże sobie można nawrzucać za to, że kiedyś tak i tak postąpiłam/em…

A może by warto łagodniej podejść do siebie? Może zobaczyć, że wtedy było więcej argumentów na zaniechanie aktywności? Może nie tylko często bardzo dziecięce „JA CHCĘ!” wypowiadane przez ego jest najwyższym prawem jednostki?

_____

Nie ma więc sposobu, aby zachować zdrowie psychiczne i zupełnie nie żałować. Stąd pytanie w tytule, jest dość przewrotne. Jeśli żyjemy – odczuwamy, także żal. Można go minimalizować, akceptując swoje koleje losu, oczyszczając się na różne sposoby, stając się w życiu mądrzejszymi.

Warto iść za podpowiedzią Duszy. Jeśli coś ona uważa za wartościowe – sprawdzić, czy to nie podpucha, czy nie ma drugiego dna. A jeśli nie ma, decydować się, jak najbardziej! Wtedy dni życia będą jaśniały same z siebie.

Ja osobiście zrobiłem sobie prezent gwiazdkowy, który bardzo chciałem – syntezator Yamaha 🙂 🙂 🙂

I od razu świat pojaśniał [hahahaa]

Życzę Wam również takich prezentów pod choinkę!

Advertisements

26 komentarzy (+add yours?)

  1. omena33
    Gru 23, 2011 @ 06:15:45

    Bardzo przyjemny art, dziękuję za niego .
    Wesołych Świąt .
    Życzę aby każdy kolejny dzień był lepszy pod każdym względem od poprzedniego.

  2. dagmaria
    Gru 23, 2011 @ 12:15:57

    Też dokładam się do życzeń:)Wszystkiego potrzebnego:)

  3. Mi...
    Gru 23, 2011 @ 16:34:16

    „Prawdziwe szczęście jest w naszych rękach.”

    a ileż radości może być w pozbywaniu się rzeczy, spraw, w odpuszczaniu…

  4. SwiatDucha
    Gru 23, 2011 @ 19:43:16

    tak, wtedy robi się miejsce na nowe, lepsze! Albo na przestrzeń bez rzeczy, spraw, tak jak np. w zen.

  5. Conchita
    Sty 12, 2012 @ 12:40:53

    Hej!

    Chciałabym zaprotestować przeciwko poglądowi, jakoby buddyści odrzucali dusze. To, że postrzegają je jako iluzję, tak jak cały ten świat i generalnie wszystko co nie jest niezmienną naturą umysłu (umysł w buddyzmie odpowiada mniej więcej poziomowi ducha) wskazuje, że po prostu wychodzą od poziomu ducha i ku niemu się kierują. Jednak słowo odrzucać oznacza realnie wypierać, stwarzać jakiś wewnętrzny podział, zgodnie z którym coś jest odrzucane. Nie ma czegoś takiego w buddyzmie. Akceptacja i szczere spojrzenie na swoje słabości bez samooszukiwań się to podstawa. Nie mówi się może o duszy bezpośrednio, ale mówi się o uwarunkowaniu, o karmie i śladach karmicznych które przechodzą z czystą naturą umysłu. Po co Budda wymyślił 84 000 sposobów na oczyszczenie/oświecenie? Ze względu właśnie na różne rodzaje uwarunkowań, różnorodność ludzi. To pośrednie odniesienie do tego co nazywasz duszą.
    Pozwolę sobie powtórzyć – nie ma żadnego odrzucenia: bierze się na klatę cały zgromadzony dobytek wcieleń i próbuje się z tym coś zrobić by po oczyszczeniu można było zabłysnąć niedualnie prawdziwą naturą umysłu.

    Co do żalu: mam nadzieję, że uda się nam wszystkim żyć w taki sposób, by niczego nie żałować….

  6. SwiatDucha
    Sty 12, 2012 @ 19:51:12

    Dziękuję za komentarz.

    > słowo odrzucać oznacza realnie wypierać, stwarzać jakiś wewnętrzny podział, zgodnie z którym coś jest odrzucane

    Tak własnie rozumiem słowo „odrzucać”. I mam takie przekonanie, że Buddyści [niech Pan świeci na ich drogach :)] nie przywiązują wagi czy wartości do Duszy. Przynajmniej ja się nie spotkałem, żeby „brali na klatę” i najpierw szli na terapię a następnie – po oczyszczeniu – robili praktyki duchowe. Ci, których znałem zawsze zaczynali od praktyk duchowych a o sprawach terapeutycznych nic nie wspominali. [może Ty znasz innych ;)]

    Aktualna jest doktryna nietrwałości duszy, rozpuszczania się jej wraz ze śmiercią. A jak wiadomo, Buddyści takimi rzeczami się nie zajmują na swojej ścieżce [to jest logiczne]. Ileś sposobów oczyszczania, to po pierwsze – nie sam Budda wymyślał, a po drugie – jakoś nie znalazłem owych metod i wskazania do stosowania ich. Jeśli np. pokłony czy śpiewanie mantr albo obracanie dzwonkami modlitewnymi, czy też uczestniczenie w ceremoniach mają być praktyką oczyszczającą, to chyba się nie rozumiemy. Jak dla mnie oczyszczanie oznacza Świadome oczyszczanie, tzn. wiem, co zrobiłem nie tak i wiem, że teraz to oczyszczam. Owszem, jest ileś praktyk, które działają pomimo świadomości, czyli bez jej udziału. Ale czy je mamy nazywać oczyszczaniem świadomym? Dusza zostaje oczyszczona, fakt, natomiast i dusza i osobowość nie wie, co „przeskrobała”, nie jest do tego przekonywana. A w następnym wcieleniu ma ten sam zestaw intencji. To jak dla mnie nie jest oczyszczanie.

    Buddyści, w moim rozumieniu kierując się ku naturze umysłu [duchowi] pozostawiają [starają się pozostawić, odrzucić] swoją własną duszę, jako niepotrzebną i można powiedzieć przeszkadzającą w drodze do oświecenia. [To również jest zrozumiałe biorąc pod uwagę całość ich nauk.]

    Moim zdaniem – odrzucają sporą część siebie.

    Proszę się nie obrażać, sam sobie tego nie wymyśliłem. Doktryna o braku duszy jest ciągle aktualna.

    Wikipedia z tematu Buddyzm:

    „Nie ma żadnego wiecznego osobowego „ja”, „duszy”, „atmana”. ”

    – dusza rozumiana jest jedynie jako nietrwała, identyczna do przemijającej wraz ze śmiercią osobowości opisywanej przez psychologię zachodu.

    „Jedyne co przechodzi z życia do życia to nawykowe siły i tendencje kierowane prawem przyczynowo-skutkowym karma, poza tym nie ma w człowieku nic trwałego, niezależnego i wrodzonego, ale również nie ma też całkowitej nicości egzystencji

    „[..] reinkarnuje się tylko najbardziej subtelna wolna od splamień, dualizmu i koncepcji natura umysłu,”

    a Ty mówisz tak:
    „ale mówi się o uwarunkowaniu, o karmie i śladach karmicznych które przechodzą z czystą naturą umysłu.”

    to kto ma rację? Conchita, czy doktryna Buddyjska? Bliższa jesteś akceptacji Duszy niż Ci się zdaje.

    „Jedyną szkołą buddyzmu która pozostając przy doktrynie braku atmana uznawała istnienie duszy (tzw. pudgali) była Pudgalavada (Personaliści), dziś już nieistniejąca.”

    Jak dla mnie
    „nawykowe siły i tendencje kierowane prawem przyczynowo-skutkowym karma”
    to wydaje się za mało jak na opis Duszy. Duszę można „obejść” i skoncentrować się jedynie na Duchu. Dusza przycupnie, nie będzie wiele mówić, ale to nie oznacza, że jej nie ma i że zrezygnowała ze swoich dążeń. Nie chodzi o to, aby powiększać znaczenie Duszy, aby rozdmuchiwać jej istotność, ale też nie należy o niej zapominać, spychać ją po buddyjsku „na półkę” i zajmować się jedynie drogą do rozpuszczenia form podczas gdy jest jeszcze coś do oczyszczania w niższych ciałach.

    Rozumiem doktrynę pustki, że na pewnym, wysokim poziomie energia jest jedynie potencjalnością i brakuje form. Natomiast jest to wyżej, niż się zwykle rozumie. Badania ezoteryczne dokładnie to pokazują [system poziomów/ciał subtelnych].

    https://swiatducha.wordpress.com/2009/11/28/istoty-z-roznych-poziomow/

    https://swiatducha.wordpress.com/2008/12/08/cialo-anupadaka/

    https://swiatducha.wordpress.com/2008/10/15/coraz-wyzsze-oswiecenia/

    https://swiatducha.wordpress.com/2008/10/14/indywidualizacja-cial-subtelnych/

    Idea oświecenia Buddyzmu jest bardzo pożyteczna, natomiast istniejącego stanu ciał subtelnych się nie przeskoczy. Raczej drogę ku oświeceniu widziałbym w rozwijaniu urzeczywistnienia na konkretnym ciele, tak jak opisałem tu:

    https://swiatducha.wordpress.com/2011/08/08/urzeczywistnienie-potencjal/

    Przy naszych rozdmuchanych ciałach subtelnych można łatwo się okłamać przyjmując prostoduszne zalecenia sprzed 2500 lat przeznaczone dla osób, które miały naprawdę o wiele mniej rozwiniętych i zindywidualizowanych ciał subtelnych. Rozwój ludzkości następuje, a szczególnie na Zachodzie idzie ku coraz wyższym ciałom. Proste, pierwotne, wysokowibracyjne urzeczywistnienie z Indii sprzed 2500 lat można sobie odłożyć trochę na półkę. Ja rozglądam się wokoło i przyglądam, próbuję dostosowywać pracę na ścieżce duchowej do okoliczności w jakich nam przypadło żyć.

  7. Conchita
    Sty 16, 2012 @ 02:08:51

    Wiesz, jest wiele interpretacji, całe szkoły interpretacji nauk Buddy, ale jako że jestem do bólu praktykiem nie potrafię z Tobą dyskutować nad interpretacjami. Jednak zgodnie z duchem tych nauk nie powinno się przyjmować na wiarę tego wszystkiego a próbować i otwierać się na to, co jest, co jest prawdą i cała droga prowadzi właśnie w tą stronę.
    Co do odrzucenia i akceptacji polecam tekst Dilgo Kjentse Rinpocze – jest cały o akceptacji wszystkiego i właśnie „braniu na klatę”, bez uciekania i chowania się.
    http://nienazwane.net/praktyka-dzogczen-w-codziennym-zyciu.html
    Może jest bardziej o medytacji, ale przesłanie to powiela się generalnie w naukach, które mówią o oczyszczaniu i transformacji, nie o odrzucaniu… Różne teksty są na różnym poziomie, jeśli mówi się o skutkach pragnień (przyciągania i odpychania) to logiczne wydaje się ich odrzucenie, czyli być może „ogłuchnięcie” na głos duszy i pewnie o to ci chodzi. Jednak gdy się wejdzie na chwilę w świadomość (wybacz, nie wiem który to poziom świadomości) gdzie wszystko wydarza się i jest wielka otwartość, przestrzeń pełna subiektywnie doświadczanego światła, to wtedy pragnienie/odrzucenie czegokolwiek powoduje jakby zamknięcie się na tą pełnię/pustkę, znika szczęście i w to miejsce pojawia się samsara – cierpienia braku itp. Czytając więc teksty o pragnieniach i ich skutkach nie czyta się tego jako zachęty do wyrzeczeń i odrzucenia a jedynie opisy świadomości i stwierdzenie mechanizmów…

    Spotkałam się za to podczas wykładu, na którym byłam, z naukami o alaja, poziom świadomości przechowujący nasiona karmiczne. Z tego co rozumiem nauki, to on inkarnuje… Inaczej poszukiwania tulku czy w ogóle reinkarnacja nie miałaby sensu – nie byłoby ciągłości karmy… Dusza jako ciągłość obecnej osobowości (która się tylko zapomniała przy wcielaniu) rzeczywiście jest nieobecna w naukach, koncepcja ta jest odrzucana.

    Nie umiem wypowiadać się w imieniu intencji i drogi innych buddystów – znam tylko niewielu i każdy z nich próbował prawie wszystkiego zanim trafił na tą drogę. Na pewno jest to kwestia indywidualna, tak samo jak sama praktyka itp.
    Oczywiście nie polecam nikomu buddyzmu – każdy ma taki sam potencjał i może dążyć do jego osiągnięcia różnymi drogami.
    Stąd też moje zainteresowanie Twoją stroną, wszystko zbiega się w tym samym punkcie, więc nie mam wrażenia że czytam coś innego, choć używasz innego języka i pojęć. Czytelne są też Twoje intencje.

    Jako że jestem praktykiem opowiem Ci o jednym doświadczeniu.
    Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia o naukach na temat duszy w buddyzmie. Weszłam na buddyjską drogę z wiedzą bardzo wyrywkową, powiedziałabym podstawową. 3 tygodnie po przyjęciu schronienia miałam oobe (doświadczenie poza ciałem) gdzie zobaczyłam niebieskiego faceta zbudowanego z przejrzystego światła o wschodnim wyglądzie (nie miałam pojęcia co to za gość, połapałam się dopiero kilka miesięcy później). Gość powiedział mi z umysłu do umysłu bez słów, że „ja” nie istnieje(ę). Towarzyszyła temu świadomość, gdyż nasze świadomości nie były oddzielone od siebie, totalna bezgraniczna świadomość, na którą się tylko częściowo otworzyłam. Wystarczyłoby tylko otworzyć się bardziej by wejść w stan niedualny, ale ja byłam pełna koncepcji „ja”, „duszy” i „Wyższej Świadomości”, które pieczołowicie pielęgnowałam w sobie przez wiele lat. Zamiast więc tego zamknęłam się i pytam: a co z moją Wyższą Świadomością? Nastąpił potem szalony pęd a ja zobaczyłam ludzi a nad nimi większe świadomości, giganci – wszyscy wpatrzeni w ziemię, oczy utkwione w ziemskie sprawy…
    Doświadczenie skończyło się a ja z tego zrozumiałam, że przywiązanie do WJ nie popłaca :)… Dodam szczerze, że po tym doświadczeniu resztę nocy i następny dzień trzęsłam się ze strachu, takie to wszystko było realne, dobitne i nieoczekiwane – typowe załamanie systemu przekonań :).

    Na pewno też odbieram to wszystko przez moje filtry świadomości i uwarunkowania, ale raczej trudno tego uniknąć :). Być może moja dusza jest niedorozwinięta :), ale nie protestuje. Na poziomie osobowościowym odczuwam raczej zaciekawienie, do czego mnie to wszystko doprowadzi i co z tego będzie. No i sporą ulgę (podtrzymywanie „ego” wymaga dużo wysiłku)…

  8. Davvidia
    Sty 16, 2012 @ 10:24:12

    „Wystarczyłoby tylko otworzyć się bardziej by wejść w stan niedualny”
    Toć, to nie taki pikuś 🙂 ..albo pikuś, tylko lubimy się męczyć i podtrzymywać różne „stany” 🙂

  9. SwiatDucha
    Sty 16, 2012 @ 11:10:01

    Jeśli Ty sama prawdziwie się oczyszczasz – to jest najważniejsze.

    >Dusza jako ciągłość obecnej osobowości [..] koncepcja ta jest odrzucana

    Oczywiście, osobowość się rozpuszcza i drugiej takiej nie ma, natomiast pisanie „Dusza.. jako osobowość..” – tak naprawdę czy to jest poprawne? Mówimy o Duszy czy o osobowości??? 🙂 Mnie to rusza, ponieważ lubię jasne, zidentyfikowane sytuacje. Widzę tu spore rozluźnienie pojęć i pewien relatywizm, można wręcz powiedzieć z przykrością brak konsekwencji.

    To tak, jakbym mówił: „o, wiesz, Bydgoszcz leży nad morzem.., no przecież trochę tylko autostradą jadę i już moczę nogi”. Ale Bydgoszcz NIE leży nad morzem. Dzieci z bydgoskiego podwórka będą czuły się zawiedzione, jak im coś takiego powiem, bo będą chciały iść na plażę, a plaży tam nie ma..

  10. Davvidia
    Sty 16, 2012 @ 11:28:57

    Andrzej a jaka to jest „JASNA ZIDENTYFIKOWANA SYTUACJA”? d: O )

  11. Conchita
    Sty 16, 2012 @ 12:16:14

    🙂 Jasno, wszystko zależy od człowieka: w mojej definicji dusza byłaby świadomością z poczuciem indywidualności noszącą w sobie międzywcieleniowe ślady przeżytych doświadczeń, w tym osobowości z wszystkich wcieleń.
    Jednak wiem, że niektórzy wyobrażają sobie, że po śmierci dalej będą żyć jak teraz ze swoją osobowością tylko bez ciała (katolicy plus wielu innych, w tym ci, którzy pragną kontaktować się ze zmarłymi metodą Moena – oczekują nie tylko tej samej osobowości ale i wyglądu, ubrania 🙂 po wielu latach po śmierci zmarłego) – stąd to napisałam – też dla jasności… A wyszło niejasno hehe :).

    To nie brak konsekwencji, ale sama rzeczywistość: obracam się wśród ludzi, którzy mają bardzo materialistyczne poglądy, także na „duchowość”.

    A już na pewno nie chciałam zawieść dzieci z bydgoskiego podwórka! o nie! 😀

    Może to moja niedoceniona dusza się zemściła hehehe. Wybacz moje pełne relatywizmu poczucie humoru:).

    Z drugiej strony świat nie zawsze oferuje jasne, zidentyfikowane sytuacje (cokolwiek by się pod tym nie kryło 😉 ).

  12. SwiatDucha
    Sty 16, 2012 @ 19:47:43

    Zidentyfikowana sytuacja znaczy taka, którą pojmujemy w naszym zakresie przemyśleń, nie mówimy „dziwne”, nie mówimy „nic nie wiem o czymś takim”. Może jeszcze nie wiemy wiele o tym czymś, ale rozpoznajemy.

    A jasna sytuacja, to pojmowana od jasnej, pozytywnej strony.

    Świat nie zawsze oferuje takie sytuacje. Dla istot mających mało umiejętności umysłowych [a już opoczątkowej świadomości] świat może się wydawać bardzo niejasny [co jest tam a tam?]

    Natomiast my mamy naprawdę duże umiejętności opisania sobie świata, razem ze sferami duchowymi, które, w moim przekonaniu są świetnie poukładane i systematyczne. Dlatego możemy sami dla siebie rozpoznać i utworzyć sami dla siebie pozytywny, jasny obraz tego świata [to już działanie na poziomie anupadaka i adi, czyli b. wysoko, ale jest to możliwe]. Tak więc nawet jeśli świat tego nie oferuje, to możemy sobie to sami zaoferować przez własną pozytywną kreację.

  13. omena33
    Sty 16, 2012 @ 19:57:33

    Aaaaamennnn;)
    Taka pointa uszczęśliwia mnie i takiej się trzymam 🙂

  14. marek
    Lu 19, 2012 @ 23:00:50

    bardzo piękny akrtykół rodzi u mnie pytanie na które proszę o sugestie raczej /inspiracje ? / niż odpowiedzi bo te zapewne zrodzą się w mojej duszy po no Właście po ?….. jestem w związku karmicznym jak cholera , pieć lat ciągłego balansu pomiędzy rajem i piekłem ,tak co miesiąc potężna kłótnia z wyprowadzkami i rozwodami w tel….
    szukając ratunku ukojenia odpowiedzi ….ileż to już sesji regresingu /dziesiątki, setki !!!!/ miałem co oczyszczać nadal mam to pewne ….taki dylemat ..bardzo chciałbym doświadczyć luzu życia który dla mnie znaczy obfitość pieniędzy i sex ,,nie tylko z moją obecną żoną ,innymi kobietami , z jednej strony chcę być w tym związku a z drugiej pragnę coraz mocniej pieniędzy i sexu /jak tylko poznałem moja obecną partnerkę straciłem prace i od 5 lat nie mogę zarobić ani złotówki !! jak zaklęte nic .
    byłem już u tak wielu regreserów ,wydałem morze /no chyba mały ocean kasy /w moim przypadku inwestycja nie zwróciła się pomimo wielu zapewnień od takich nazwisk !!! przez miłosierdzie nie będę ich wymieniać w innym niż są wymieniani na tym portalu kontekście, wiesz jak ? możesz pomóc ? pomóż proszę
    Marek

  15. SwiatDucha
    Lu 20, 2012 @ 01:00:20

    Wyciąłem Twoje informacje kontaktowe z komentarza, dla prywatności. Jeśli ktoś zechce się skontaktować, to podam osobiści kontakt, jeśli sobie życzysz.

    Marku, ja nie jestem cudotwórcą, ale dzięki za pochwałę tekstu.

    Jak pewnie wiesz już, że na mojej witrynce podważam wiarę wielu osób nt. możliwości dojścia do „zachodniego spełnienia” [czyli pieniądze, związek, seks itp.] przez proste działania typu np. regresing. Jak dla mnie sprawa jest zdecydownie bardziej skomplikowana, ponieważ w grę wchodzi Dusza, a ona jest i mocno pogmatwana, pozapętlana, często poobciążana, żądna zwykle dalszych doświadczeń. W opozycji do niej z koleji jest osobowość, która żyje trochę naskórkowo i ustala sobie cele z tego, czego się z bieżącego życia ego nauczy, że inni osiągają. W moim art o Duszy jest dość sporo o tym.

    Regresing jest wg. mnie typem nieco „euforycznej” terapii, ponieważ, oprócz istotnych oczyszczeń, proponuje uwierzyć, że każdemu jest dane potencjalnie wszystko osiągnąć. W tym punkcie rozumiem, że odrzuca nauki o komplikacji Duszy i jej quasi – osobowej kondycji. Pozostaje jedynie podświadomość, postrzegana w dużej części jako automatyzm, bez większego bagażu energii [a więc nie mogąca mocno nami sterować, oprócz obciążeń karmicznych, które pewnie już sporo pooczyszczałeś].

    Jeśli przypuścisz, że Dusze, zarówno Twoja, twoich partnerek, dzieci, które chcą się urodzić za Twoją sprawą, twoich przodków to duże, czy wręcz ogromne byty energetyczne, to obraz zmienia się radykalnie. Przynajmniej dla mnie się tak zmienił.

    Dusze, będąc o wiele większe energetycznie od [swojej] osobowości są w tym pojęciu mocno ze sobą powiązane [tak jak Hellinger i Łazariew na to wskazują].
    Mając na względzie dodatkowo wiek dusz zrozumiałem, że mają one ogromne niekiedy pragnienia i napęd, a niekiedy, w pewnych obszarach spore braki. Jak w takich okolicznościach może się każda[!] osobowość [tzn. my sami] harmonijnie rozwijać? No, chyba nie może. Nauki, które to obiecują opatruję etykietką „marketingowe”. Bo się dobrze sprzedają, przynoszą duże zyski, jakie zresztą sam wspomniałeś.

    Sam mówisz, że brak możliwości zarobkowania kojarzy ci się z partnerką. Czy nie tyle próbowałeś, ile realnie z nią zerwałeś? Piszesz, że nie. To Dusza pewnie oceniła, że z jej perspektywy cena tego rozstania jest zbyt duża. I pewnie wynalazła odpowiednią ilość sposobów, aby Cię o tym przekonać. Dbałość o Duszę jest bardzo fajna, ale dbałość o siebie [z uwzględnieniem pragnień Duszy] jest co najmniej tak fajna [i wartościowa].

    Jak już gdzieś pisałem, Dusza chce przeżywać jakkolwiek, co oznacza dla nas często spory dyskomfort. Tylko my sami [osobowość + Świadome Ja] możemy zdecydować i umiejętnie pokierować Duszę ku obszarom doświadczeń o lepszych wibracjach, o większym komforcie. Spróbuj poczytać o Duszy pod tym kontem [nauczenia się jak się ją prowadzi – jak konia, jak się „powozi” nią]. Potem trzeba się zastanowić, podliczyć straty i korzyści ew. zmiany i to, czy jesteś w stanie poprowadzić proces zmian, czy jesteś gotowy na to, czy Dusza się na to zechce zgodzić?

    To tak naprędce.

  16. SwiatDucha
    Lu 20, 2012 @ 01:14:34

    tak właśnie – na prosty rozum: z opisu wygląda, że nie pasujecie do siebie.
    Być może powiesz: „tak, ale ..”
    I po tym „ale” kryją się motywacje Duszy.

  17. Hawa
    Lu 20, 2012 @ 01:31:01

    @Marek – jest zaleznosc karmiczna Ty jako utrzymanek,wiedz,ze sex tez jest
    bogactwem.Forma bogactwa jest roznorodna.

  18. pumpel
    Lu 20, 2012 @ 21:09:31

    Szkół i poziomów nauczania buddyzmu jest mnóstwo, a ja znam tylko to, co sama praktykuję – no i nie czuję w sobie zacięcia naukowego do studiowania teorii, wolę praktykę. To powiedziawszy, mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że w tym, co praktykuję (buddyzm bon, dzogczen), nie ma odrzucania czegokolwiek w sobie czy otaczającym świecie (przy rozpoznaniu faktu, że na pewnym poziomie to i tak to samo). Na początku praktyki (cały czas mówię o własnej ścieżce) zazwyczaj wykonuje się specjalne ćwiczenia i praktyki oczyszczające. Np. mój nauczyciel wszystkim przyjmującym schronienie mówi o ćwiczeniach, których wykonywanie zaleca w codziennej praktyce. Nieporozumienia mogą wynikać stąd, że w zachodnich warunkach kontakt uczeń – nauczyciel bywa okazjonalny, bez systematyczności w praktyce i więzi, jaka występuje w tradycyjnym systemie nauczania (np. w klasztorach buddyjskich). Tzn. jak przyjeżdża lama, to super, to się idzie na to, co akurat oferuje – przynajmniej wiem, że wiele osób tak robi. A że przyjeżdża wielu, to może się zrobić niezły melanż. Przydatne to przy poszukiwaniu własnej drogi, ale w pewnym momencie wypadałoby skoncentrować się na rozwijaniu konkretnej ścieżki. I jeśli ktoś rzeczywiście się rozwija, to chyba prędzej czy później poczuje taką potrzebę. Na własny chłopski rozum wyróżniam takie etapy: oczyszczamy zaciemnienia umysłu, budujemy świadomość i umiejętność koncentracji, rozwijamy pozytywne właściwości. One w praktyce raczej się przenikają i trudno powiedzieć, że jeden się zakończył, a zaczął następny.
    A wracając do duszy, to może nie używa się tego terminu, ale wydaje mi się, że rozpoznaję metody kontaktu z duszą w wielu praktykach Bon, np. szamańskich, z których ta szkoła jest znana. Chociaż nie, stop, właśnie uświadomiłam sobie, że są przecież rytuały „odzyskiwania duszy”, czyli nawet termin jest stosowany, przynajmniej po polsku.
    W ścieżce dzogczen – i chyba nie tylko – bardzo ważne jest rozpoznanie tego, co się pojawia w umyśle. Czyli odnotowujemy wszystkie swoje nieuświadomione do tej pory impulsy, reakcje, a jeśli chcemy coś tego rozpuścić, to logiczne jest, że trzeba wiedzieć, co rozpuszczamy, dobrze to poznać. Jak dla mnie, wszelkie rozmowy z duszą i wsłuchiwanie się w to, co ona mówi, w to wchodzą. Żadnego odrzucania czy ignorowania tego, co jest.

  19. SwiatDucha
    Lu 20, 2012 @ 22:01:27

    taa.. buddyści chyba po prostu opisują jako „umysł” to, co my nazywamy Duszą. Łatwo jest o zmylenie pojęć, ponieważ się przenikają, i nakładają.

  20. Hawa
    Lu 20, 2012 @ 22:21:16

    W sobote, gdy robilam zabieg ,,na trzecim oku,, ku mojemu zdziwieniu zobaczylam,
    ze w dloniach trzymam kwiaty.Po zabiegu zastanawialam sie coz to byly za kwiaty.
    Wpisalam w google nazwe ,,kwiaty,, i szukalam. I me zdziwienie bylo duze,gdy sie okazlo,ze to byly lotosy. Poczynilam krok nastepny wpisalam ,,symbolika,,.
    Pojawilo sie wiele interpretacji i czytam,co z tego wyniknie tego jeszcze nie wiem,gdyz nie praktykuje buddyzmu.Mam nadzieje,ze uda mi sie poprawnie to zinterpretowac.

  21. marek
    Lu 20, 2012 @ 22:42:23

    Witaj nawet nie wiesz jak mnie zaskoczyłeś tak szybka odpowiedzią ! ucieszyłem się bardzo ,tak na marginesie byłem dzisiaj /poniedziałek / we Wrocławiu chciałem się spotkać zadzwonić po to aby po prostu porozmawiać ..znaleźć inspirację…
    na początku mojego z moją obecną żoną był zgrzyt ..mój kolega zaproponował mi prace dyrektora /mam wieloletnie doświadczenie managerskie w międzynarodowych korporacjach / moja zona zrobiła mi awanturę ze strachu że będę ją zdradzał / nigdy nie zdradziłem żadnej mojej partnerki z która byłem / zrezygnowałem z tej pracy z żalem wielkim wiesz przeprowadziłem się z drugiego końca Polski a tu taka gratka od razu ..miałem pretensję ..moja zona powiedziała utrzymam nas ciebie tez ,znajdź sobie lepsza pracę … coś pękło we mnie jak jechałem na rozmowę w sprawie pracy czułem strach i wątpliwość czy moja zona zaakceptuję ten wybór ..był coraz gorzej nawet jak dostawałem ofertę pracy … coś się stawało ?… sam nie wiem ..nie dostawałem umowy do podpisania ,osoby decyzyjne ulegały wypadkom ,były zwalniane itp.itd.. obecnie jestem w domu zajmuję się wychowaniem mojej córeczki a żona pracuje dochody są …ale jakoś dziwnie to wychodzi że brakuje dla mnie ..na moje hobby ..przyjemności ..tak jesteśmy w napięciu ..oficjalnie szukam pracy …ale żona ją ma …ostatnio zacząłem sam szukać w regresingu ,rozwiązywać straszne więzy mnie łączące z moją żoną ,długo by pisać …jest coraz gorzej ,czuję od niej coraz gorsze emocje ,wczoraj zrobiłem rytuał o którym pisałeś uwalniający i doceniający dusze ..było mocno zrobiłem go w lesie przy świecach, opowieść z innego świata,poczułem ogromna ulgę … z żoną też się pogodziłem tam na tamtym planie , wróciłem wczoraj i uklękłam przed nią i poprosiłem o wybaczenie ,doceniłem ją i podziękowałem przyjęła tak na tamtym jak i tym planie …. ale teraz wieczorem …..relacje z zoną straszne dostałem w twarz i słyszę o nienawiści ,zniszczeniu mnie i ukaraniu finansowym …ale mam taki dziwny spokój ..pogodziłem się i chciałbym aby w jakikolwiek sposób skończyło się to ,pięć lat ,prawie 6 piękne chwile przeplatana okropnymi kłótniami ..tak o sexie …chciałem z nią doświadczyć otwartego związku wiesz kochankowie ,,,kochanki… poprosiłem ja o czas abym ja tez mógł się choć trochę pozbierać finansowo ..zaczyna powolutku coś drgać … po oczyszczaniu moich intencji dot.pieniędzy ,wybaczaniu sobie zaczynam przyciągać wspaniałych ludzi .. chcą mi pomagać …ciekawe że to ja ich przyciągam a moja zona robi z nimi interesy …nie zgodziła się już chce spotykać się z przypadkowymi facetami … oskarżyła mnie że najpierw namawiam ją do tego a potem …zabieram ciastko jak to nazwała … zupełnie nie słucha że proszę o czas .trochę zrozumienia …jestem wrogiem ,to tyle użalanie się ..w zasadzie biorąc wszystkie za i przeciw .. doświadczyłem moje przekonanie że za miłość się płaci..brakiem samodzielności , zależnością ,poddaństwem.zobaczyłem to w regresingu ..nie chcę płacić tej ceny ..i chyba powolutku związek dobiega końca … na pewno w takiej formule..może masz jakoś radę …może jest jakaś technika .. myślałem o hipnozie we Wrocławiu u Kaczorowskiego /taka mocna ruska szkoła / robię sobie sam regresing ..lubię ten stan jasności szerokiej perspektywy umysłu ..oglądam z wielu perspektyw łatwiej wtedy o wnioski ,ale czuję jakbym utknął jakby wyczerpała się ta formuła mojego rozwoju ..wczoraj jak napisałem zrobiłem ten rytuał… całą noc nie spałem dzisiaj jestem chory ..słaby …po ciele latają dreszcze wzdłuż kręgosłupa jakbym miał wysoką gorączkę a nie mam …. jeśli czujesz się zasypany moim życiem napisz dam spokój .. jeśli czujesz że możesz coś podpowiedzieć ..proszę..
    Dziękuję Marek
    p.s. dziękuje za ukrycie moich danych .. po prostu wysłałem w rozpaczy może przypłynie jakaś inspiracja od kogoś…….

  22. Hawa
    Lu 20, 2012 @ 23:54:46

    @Marku popros Andrzeja o moj adres emailowy.

  23. pumpel
    Lu 21, 2012 @ 10:24:20

    To prawda, że trudno tu porównywać pojęcia. Jeśli już miałabym się o to pokusić, to powiedziałabym, że dusza to zaledwie część buddyjskiego umysłu. Był tu gdzieś taki rysunek z nakładającymi się kółkami symbolizującymi duszę, podświadomość, wyższe ja itp. Umysł buddyjski to cały ten rysunek – wszystkie części. A praktyka dzogczen w moim rozumieniu polega na dążeniu do tego, żeby wszystkie je objąć świadomością.

  24. marek
    Lu 21, 2012 @ 10:51:54

    Poproszę dziękuję..

  25. SwiatDucha
    Lu 21, 2012 @ 20:13:27

    żona może mieć dużego kr…

    a moim skromnym zdaniem zawiązywanie wielokrotnych więzów erotycznych niesłychanie może pokomplikować karmę…
    [nie jest to przekonanie popularne u rozwojowców, natomiast Łazariew i Hellinger wiedzą to bardzo dobrze i mówią o tym]

    nie żebym komuś bronił.. chodzi po prostu o fakty energetyczne: jednym z najsilniejszych więzów karmy jest ten uruchamiający się w czasie stosunku. Dusza nie ma w żyłach wody, proszę ja was, jakby to niektórzy sądzili..

    [dla humoru: myślę, że niektórzy interesujący się lajtowym rozwojem sądzą, że Dusza ma w żyłach wodę mineralną, bo jest zdrowsza od kranówki :)))

  26. Miś
    Wrz 26, 2016 @ 20:38:01

    Tutaj az sie prosi o przytoczenie sytuacji odwrotnej, to znaczy wtedy, gdy do tego stopnia chcielismy zyc szczesliwie ze w ten sposob krzywdzilismy innych, nie zwracajac uwagi na ich potrzeby. Ja zauwazam taka tendencje w sobie, ze pochlania mnie cos co mi sprawia radosc i nie potrafie wtedy obejrzec sie na innych, jak to na nich wplywa, zapominam o nich a potem zaluje.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: