Po co to piszę?

Po co ja to wszystko piszę?

Ostatnio pewna pani powiedziała mi: „o, pan to napisał o tej roli Gwyneth i nazwał ją głupią, to mi się źle zrobiło, bo też mam takie reakcje”. Czyli pani poczuła się winna, że nie dostaje do jakichś standartów i poczuła się gorsza przez takie zachowania, które zauważyła u siebie.

Czy to jest moim celem, żeby ktoś się poczuł gorzej? Żebym komuś coś wytykał i mówił: o, źle działasz, kiepsko, masz problem. Oceniam Cię źle i tyle, coś masz u siebie zepsute, nie jesteś pełnowartościowa/y. Czy moim celem jest coś takiego?

Żeby kogoś zdołować, żeby przygnębić wiadomościami?

Podobnie też pewnie dlatego Davvidia skomentowała ów poprzedni post „czy ty chcesz nas pozabijać świadomością?!” Czyli uświadomienie czegoś kojarzyło jej się z bardzo przykrymi przeżyciami.. Pojawia się światło na sytuację i.. równocześnie czytelniczka czuje się zagrożona – taki jest schemat, wzorzec, który się uruchomił.

Chyba dojdziemy w tym kawałku tekstu do wytłumaczenia tego skojarzenia.

Czemu piszę na tej witrynie sprawy podwyższające świadomość?

Proszę mnie nie mylić z pewnym kościołem chrześciańskim, który wskazuje niedociągnięcia i karze pognębiać siebie samego i przyjść do nich i powiedzieć, jaki to ja jestem zły. Jest wskazywany problem, a następnie – automatem jest przypisywana negatywna ocena. Komu? Oczywiście to wyznawca jest taki zły, wyrodny, występny.

Nawet w obrębie chrześciaństwa to jest niepoprawne: greckie słowo okreslające grzech mówi o „nietrafieniu do celu” [jak przy strzelaniu do tarczy]. W greckim przekładzie to nie miało konotacji pejoratywnej, osądzającej. Jeśli ktoś tak oceniająco traktuje grzech, nie jest zgodny z ewangelią.

Piszę moje teksty po to, aby wskazać coś, co się wydarza w naszym życiu. Wiele bowiem spraw jest z kulturowego punktu widzenia pozakrywane, niejasne. Dopiero po ostrym rzuceniu światła na sprawę mamy możliwość zauważenia istotnych punktów. Dzięki temu [jak w nocy, gdy pada na drogę światło] możemy widzieć drogę, gdzie ona jest i podążać nią.

Gdy jest ciemno w życiu, gdy nie rozpoznaję gdzie podążam, mogę swobodnie iść w kierunku niebezpieczeństwa. A jeśli już jestem w obszarze niebezpiecznym, to podczas ciemności mogę nie widzieć drogi wyjścia.  I mogę przeżywać dużo przykrych chwil.

Takie, proste zupełnie są moje intencje. Jeśli zobaczę, że gdzieś wdepnąłem w jakąś kałużę, to dzięki świadomości tego jestem w stanie się w jakiś sposób wydostać. Może nie od razu, może nie z uśmiechem na twarzy, ale proces ratowania siebie może się rozpocząć. Jednakże pierwsze co, to wiedzieć, jaka jest moja kondycja.

Natomiast wiem, że to bardzo jest bliskie innemu podejściu.
O, zupełnie innemu podejściu!

Idealizm miesza w głowie

Idealiści [których jest sporo] mówią co innego. Właśnie ta pani, która do mnie się odezwała mówiła, że spotkała się z takimi przesłaniami: „Właśnie jesteś w inkarnacji, w której masz osiągnąć duchowe przebudzenie. A ty się ociągasz z otrząśnięciem się ze swoich błędów. Nie robisz wszystkiego co można.” W domyśle – mówiła czytelniczka: jesteś leniwa/y.

No i co się stało? Od razu poczuła się winna. Przeczytawszy u mnie o roli Gwyneth i tych wzorcach postępowania, które były w tej roli [+ przeczytawszy idealistyczny manifest], pani poczuła, że nie dostaje do standartów rozwoju, że jak tak dalej pójdzie to nie zasłuży na osiągnięcie duchowego przebudzenia”! Bardzo kiepsko się poczuła.

Nie dziwię się, że pani wpadła w kiepski nastrój, że poczuła się gorsza. To oczywiście bezduszni idealistyczni nauczyciele narzucili jej na plecy ciężar, którego nie dała rady udźwignąć. A ona to na siebie wzięła, poddała się temu raniącemu nią samą idealizmowi.

Dlatego nie dziwię się zupełnie, że ludzie odchodzą od idealizmu, od religii [ i w rezultacie od duchowości]. Religie narzucały przez wieki ciężary, które były ponad możliwość uciągnięcia, nie dawały realnych, wystarczających narzędzi do rozwoju duchowego. Tym też przyssawały wyznawców do siebie. Taki wyznawca, okazywało się, że właściwie nigdy nie był wystarczająco dobry, chociaż mógł się bardzo starać. A nawet jak umierał też nie było wiadomo, czy z nim dobrze będzie, bo mógł przecież pójść do piekła. Manipulacja totalna. Ludzie z jednej strony trwali przy idealistycznej tradycji, a z drugiej serdecznie nienawidzili jej w sekrecie [bo nie można o tym oczywiście mówić!].

Obecnie w różnych nurtach nowej duchowości także pojawia się taki bezduszny idealizm, a jakże!

Jak działa idealizm?

Zacznijmy od tego, że optymalnym stanem dla człowieka jest ustalenie swojego życia w pozycji dobrego samopoczucia plus refleksji nad tymi obciążeniami, które dostrzega.

A Idealizm mówi: „więcej”! „Prawdziwego wierzącego stać na o wiele więcej!” I przez to postrzegany jest jako coś lepszego. Postrzegany jest jako dający „osobowość plus”, coś lepszego, coś co można naprawdę nazwać duchowym! [a nie coś takiego zwykłego, prostego, codziennego..]

Owo „więcej” idealizmu to jest przesłanie: „Nie wystarcza, że jesteś taka/i jaka/i jesteś. Powinnaś być lepsza, silniejsza, bardziej do przodu, niż jesteś! Prawdziwy człowiek duchowy, prawdziwy wyznawca prezentuje entuzjazm, wręcz euforię!” Nasz przywódca duchowy zwyciężył świat, zwyciężył diabła, więc jeśli prawdziwie wierzysz, to już na tej podstawie ma ci być co najmniej 50% lepiej – a wyrazem tego „lepiej” oczywiście jest uśmiech od ucha do ucha, radość przechodząca w ekstazę, wieloraki entuzjazm!”

Tak mówią. A co wychodzi z praktyki?

Nie masz entuzjazmu? Nie dosięgasz nieba wyciągniętą ręką? Nie masz na codzień euforii, zwłaszcza gdy pogoda jest niżowa i niebo zasłonięte jest chmurami? Czyli nie jesteś tak naprawdę z nami, nie jesteś taki jak my! – zastanów się, czy wystarczająco dobrze wierzysz naszym naukom! Bo może coś z tobą jest nie tak!? Uważaj, czy nie grzeszysz.. może dałeś się podejść postępnie jakimś podszeptom złego..?

Wiele razy widziałem rzesze ludzi wychodzące z kościoła. Jakie mieli miny? Oj – nieciekawe, nawet w największe, najbardziej radosne święta było im daleko do uśmiechu.. A w ciemne listopadowe popołudnia to już w ogóle nie miałem śmiałości ludziom patrzeć w oczy, chciałem chociaż tą odrobinkę dobrego samopoczucia, którą miałem, utrzymać.

Znajome?

No pewnie znajome. Jak dla mnie, to chyba od 5 roku życia do 13 tak dokładnie myślałem i tak byłem programowany na … nie, nie na skukces, a na porażkę. Taka idealizacja bowiem niechybnie prowadzi do porażki, do buntu, a jak już nie ma siły na bunt, to do depresji.

[po tych rozważaniach pewnie już wiesz, skąd się bierze ten wzorzec, ten automatyzm, który kojarzyć może uświadamianie sobie czegoś ze zbliżaniem się niebezpieczeństwa. „lepiej nie uświadamiać sobie tego czegoś, ponieważ zaraz będzie [mocno] nieprzyjemnie” I pewnie u niektórych osób także pojawia się niechęć do uświadamiania sobie różnorakich spraw, ponieważ podświadomość kojarzy to z czymś niebezpiecznym]

Na szczęście po latach zdałem sobie sprawę, że świat jest bardzo spokojny sam z siebie i nie wymaga ode mnie, abym sobie żyły wyciskał z wysiłku. Jest dobrze tak jak jest i dobre samopoczucie jest dla mnie dostępne na podstawie żywotności w moim organiźmie, żywotności otrzymanej od Miłości, która życie [i moje ciało, Ducha, Duszę także] stworzyła.

Reklamy

14 komentarzy (+add yours?)

  1. Davvidia
    Kwi 23, 2012 @ 13:53:32

    No i dlatego wielkie dzieki, że dajesz swoimi tekstami taką świadomość. To na czerwono i tak trafi pewnie tylko tam, gdzie ból został w miare opanowany 😉
    tu ciekawy cytat: „Taka idealizacja bowiem niechybnie prowadzi do porażki, do buntu, a jak już nie ma siły na bunt, to do depresji” – a w poźniejszym rozrachunku zyciowym do „niemocy” braku siły do działania… Moja siła i tak nic nie znaczy, nic nie zmienia, to mogę ją schować na wieki… Ja musiałam zawrócić troszeczkę od tego pseudo spokoju życiowego, wejść jeszcze raz pod płaszczyk buntu, wyjąć te emocje porządnie i dopiero można powiedzieć, że jest lepiej i prawdziwiej 🙂 Skąd się wziął ciemny świat dookoła mnie, dlaczego dusza sobie zorganizowała takie wcielenie? – tu już wylazły głębsze meandry zależności karmicznych 🙂

  2. pumpel
    Kwi 23, 2012 @ 14:04:47

    >”Davvidia skomentowała ów poprzedni post “czy ty chcesz nas pozabijać świadomością?!”
    Ano właśnie, zaintrygowała mnie ta reakcja i zastanawiałam się, co Davvidia miała na myśli. Tzn. rozumiałam, że chyba o coś ma pretensję, ale nie wiedziałam o co 🙂 Teraz rozumiem, dzięki za wyjaśnienie. 🙂

    >”przyssawały wyznawców do siebie”
    Chyba przysysały… Jako językoznawca przyssawaniu mówię stanowcze nie! 😉
    A poza tym ciekawy artykuł, rozjaśnił mi nieco w głowie – tzn. rozumiem, co mi nie pasowało i wywoływało odruchowy bunt przy kontakcie z paroma osobami/szkołami/grupami, bo do tej pory wiedziałam tylko, że coś mi nie pasi nie umiejąc tego precyzyjnie określić (znaczy się, atmaniczne jeszcze nie dojrzało, dobrze kojarzę poziom?) 🙂

  3. greta minde
    Kwi 23, 2012 @ 19:50:28

    Witam, zaciekawiona nie tylko nowym postem, ale i odpowiedzią ~davvidii, która pisze:
    >To na czerwono i tak trafi pewnie tylko tam, gdzie ból został w miare opanowany<

    Chcę potwierdzić obserwacją na samej sobie: dopiero po 'napoczęciu' tematu – dlaczego jest mi tak źle i od lat się niewiele zmienia – jestem w stanie stawić czoło swoim lękom oraz obciążeniom. A więc i nieodłącznemu ich towarzyszowi – bólowi.

    Niezwykle zaciekawiło mnie zagadnienie pt. 'Programowanie na porażkę'.
    Brzmi bardzo znajomo i coś podejrzanie boleśnie.

    Dziękuję i serdecznie pozdrawiam pana Andrzeja oraz wszystkich odwiedzających.
    Za pokazywanie gdzie leży wędka, a nie gdzie dostanę 2 kilo ryby za free 😉

  4. SwiatDucha
    Kwi 24, 2012 @ 21:32:14

    hmm.. czapki z głów językoznawcom 🙂

    A tak na logikę, jak jest przyssawka 972,000 stron na google.pl [tak jak ssawka, mżawka, przystawka], to jest i czasownik: przyssawanie [jak mżenie, przystawianie, tłum. suction effect w żegludze] i przyssany i imiesłów: przyssający [mżący].

    Tak jak w nazwie jednego ze znaków zakazu dla żeglugi śródlądowej: „Zakaz wytwarzania wysokiej fali lub zjawiska ***przyssawania***” [termin naukowy i prawny żeglugi]

    Przysysanie to zwrócenie uwagi na niedokonany aspekt czynności przyssawania :), wręcz na pierwszą jej fazę 🙂 „Przedmiot był przez jakiś czas przysysany przez rurę, aż w końcu został przyssany na dobre” [cyt. za Kluza & Kluza „Słownik neologizmów” :)].

    Myślę, że Twoją niechęć mogła wywołać jakaś oboczność lokalna, do której jesteś przyzwyczajona, a która nie koresponduje z moim słowem.

    Atmaniczne ciało i atmaniczny poziom [dobrze kojarzysz] odpowiada za idee, ideały, myśli przewodnie. Gdy mamy osobiste ciało atm. dobrze rozwinięte, możemy wykonywać osobiste poruszenia na tym ciele. Stąd rozeznanie [i przyjęcie osobistej postawy] wobec jakiegoś nurtu ideowego [który akurat mógł nie pasować, ale nie wiadomo było dlaczego. Tu bardzo dobrze widać, jak cenne jest posiadanie poruszeń na wysokich ciałach – wiąże się ono z rozszerzaniem się zarówno świadomości, światopoglądu [literalnie: szersze widzenie świata], jak i z większymi zdolnościami wybierania własnego miejsca i postawy. Gdy bowiem widzimy w jakim otoczeniu się znajdujemy, to możemy dokonać poruszeń na tym poziomie. Na wysokich ciałach oznacza to zmianę wartości, które uznajemy [buddialne], idei, której służymy [atmaniczne], losu, który przeżywamy [anupadaka]. A nawet możemy zmieniać znaczenia tego, co doświadczamy, w czym przyszło nam żyć [adi].

    Co ciekawe – nie musimy mieć wysokiego ciała, aby „coś czuć”. Odczuwanie energetyczne jest [wydaje się] pozbawione potrzeby posiadania ciała, a przynajmniej nie trzeba mieć rozwiniętego ciała na danym poziomie. Stąd Twoje poczucie: „do tej pory wiedziałam tylko, że coś mi nie pasi nie umiejąc tego precyzyjnie określić”. Stąd np. mądry pies, czy delfin może chcieć unikać „złego człowieka”, nawet jeśli nie jest w stanie pomyśleć dlaczego miałby to robić. Wystarczy, że się kieruje własnymi, niezafałszowanymi odczuciami.

  5. Hawa
    Kwi 24, 2012 @ 22:17:15

    @Andrzej.
    ,, Madrosc Majow mowi,ze ……….. trzeba uczyc sie kochac.
    Ale kochac tak jak kochaja psy? 🙂

  6. SwiatDucha
    Kwi 25, 2012 @ 11:32:19

    Psy kochają tak jak umieją, a i ludzie też kochają jak umieją. Każdy na swoją miarę, na swoje umiejętności, oczyszczenie, intencje..
    Istotnie, w tym coś jest, aby „uczyć się kochać”, to chyba chodzi o powiększanie własnych umiejętności. Powiedziałbym, że możemy uczyć się wyrażać miłość, otwierać serce, rozumieć osoby wokoło.
    Poza tym nie wiem dlaczego psom odmawiać umiejętności kochania. Może się różnimy sposobami przywiązywania się, ale miłość jest jedna. Według mnie to dobry przykład, aby pokazać jaka jest miłość, a jakie są sposoby przywiązywania się. I jak jedno z drugim rodzaj ludzki miesza.

  7. Hawa
    Kwi 25, 2012 @ 12:08:15

    Ludzie szukaja milosci,kierujac sie pytaniem,kto spelni moje marzenia,
    kto usunie leki,kto ukoi bol,kto uchyli nieba. 🙂

  8. pumpel
    Kwi 25, 2012 @ 19:39:25

    Ha! No że też nie przyszło mi do głowy skojarzyć tego artykułu z żeglugą śródlądową! 😉 Toć to oczywiste przecież! Wszystko dlatego, żem ja nie ężenier ino prosty tłumacz i w zwykłej szarej polszczyźnie se na co dzień dłubię 🙂

  9. Davvidia
    Kwi 26, 2012 @ 21:46:12

    kurczaki ja też dziś po sesji zdrowego egoizmu 😀

  10. Davvidia
    Kwi 27, 2012 @ 09:36:08

    oj jak Wy sobie słuzycie pieknie :)))

  11. conchittta
    Kwi 30, 2012 @ 10:02:27

    Rzeczywiście religie, ideologie zawsze przemycają jakiś przekaz, do którego powinno się dostosować się i swoją wizję siebie. Właśnie pojawia się takie odczucie, że „powinno się”, które wprowadza wewnętrzny dyskomfort, bo w życie weryfikuje szybko idealistyczne wizje. Właśnie jestem w trakcie/ świeżo po kryzysie takiej idealistycznej wizji i działa jakaś zasada wszechświata, że nieświadomie trafiam w miejsca, gdzie będę mogła o tym przeczytać, spotkać to w odpowiedziach ludzi (naprawdę zdumiewające doświadczenie ostatnich dni). Nie wiem czy to jest programowanie się na porażkę, myślę że samo to, że to jest programowanie się na coś wskazuje, że pojawia się cel/ wizja, której wypełnienie wiąże się z podświadomym napięciem uniemożliwiającym życie tu i teraz w radości i harmonii. Programowanie się działa jak podświadomy wirus, bo niby cel fajny i szczytny, ale już nie wystarcza zwykłe bycie sobą. Może trochę powtarzam Twoje słowa, ale akurat przerabiam to, więc mam nadzieję, że będzie mi wybaczone :).

    Kiedyś przeczytałam, że pragnienie oświecenia uniemożliwia osiągnięcie go ze względu na to właśnie, o czym piszesz, pragnienie powoduje ruch świadomości w jakąś stronę, zamiast akceptacji naszego doświadczenia, pojawia się wrażenie, że można więcej, że trzeba coś robić w tym celu i podobne fiksacje. Wtedy puściłam to pragnienie i poczułam ogromną ulgę. Później znów wkręciłam się w kolejną wizję, ciekawe kiedy wreszcie zmądrzeję…? I czy kiedykolwiek…

  12. SwiatDucha
    Maj 03, 2012 @ 20:52:47

    Dobrze piszesz, programowanie się – jakiekolwiek, to jest przyjmowanie kodów. A kody są obciążeniami duchowymi na czakramach. Gdy mamy kod [na czakrze], to już nie działamy swobodnie, lecz w jakimś reżimie automatyzmu [lżejszego lub cięższego]. I tak jak piszesz – pojawia się cel, a z celem niechęć do chwili obecnej, do tu i teraz.

    Rozumiem, że to przetwarzasz, to dobrze, żeby coś napisać od siebie, bo wtedy i Ty zyskujesz i inni, którzy to czytają.

    Pytasz, kiedy zmądrzejesz? Można powiedzieć – kiedy Dusza zmądrzeje?
    To może być uzależnione od nastawienia Duszy. Duszy może zabrać sporo czasu, aby się przełączyć na inne tory działania i myślenia. Ale jeśli podajemy jej odpowiednio wysokie argumenty [i to praktycznie do zastosowania, argumenty weryfikujące dotychczasową postawę, ], to, jak doświadczyłem, Dusza potrafi szybko poczuć bluesa.
    Ten typ argumentacji pokazujesz tu:
    „przeczytałam, że pragnienie oświecenia uniemożliwia osiągnięcie go ze względu na to właśnie, o czym piszesz, pragnienie powoduje ruch świadomości w jakąś stronę, zamiast akceptacji naszego doświadczenia, pojawia się wrażenie, że można więcej, że trzeba coś robić w tym celu i podobne fiksacje. Wtedy puściłam to pragnienie i poczułam ogromną ulgę.”

    Ten argument jest z poziomu przyczynowego, pokazuje zachowanie się Duszy, gdy widzi skutek przywiązania się do celu.
    Powyżej ciała przyczynowego jest poziom idei [atmaniczny]. Jeśli jesteś nieświadomie połączona do jakiejś idei, w ramach której występuje osiąganie celów, to Dusza sama z siebie będzie w kolejnych doświadczeniach brać inspirację z idei do której jest podłączona. Wtedy znowu zdziwisz się, że masz podobne doświadczenie, mimo, iż „coś już zrozumiałaś”. Świadome Ja [Jaźń] zrozumiało, natomiast Dusza nadal gdzieś jest podłączona pod ideę, która wywołuje osiąganie celów.

    Gdy poczynisz osobiste poruszenie na ciele atmanicznym, gdy wybierzesz generalnie inną ideę niż tą, która zawiera osiąganie celu, jeśli uda Ci się to, Dusza zmieni swoją postawę i już nie będziesz miała takich „niespodzianek”, że oto znowu coś osiągasz.

    Jednak może to zająć trochę czasu, ponieważ inercja Duszy w takich sprawach bywa duża. [im starsza Dusza, im bardziej generalna zmiana w życiu, tym inercja Duszy wydaje się być większa]. Ale powtarzam, jeśli mamy odpowiednio wysoki argument – Dusza potrafi się przeprogramować, przestawić w ramach minut czy godzin. Tak może być, gdy uda Ci się wykonać osobiste poruszenie na ciele o jeden wyższym, anupadaka. To jest ciało wyboru, swobodnej decyzji. Tu tworzone są „noumeny”, czyli akty woli. Jeśli twój akt woli, aby przełączyć się na inną linię idei będzie wystarczająco silny [osobiste poruszenie na ciele anupadaka], to Dusza go przyjmie bez zająknienia jako obowiązujący.

  13. conchittta
    Maj 04, 2012 @ 14:58:55

    Czuję taki przesyt ideami, że przechodzi w obrzydzenie :). Nie chcę przeskakiwać na kolejną linię idei, to kolejny cykl błądzenia w konceptualnych ciemnościach. Interesuje mnie doświadczenie poza ideą, własne prywatne doświadczenie bez względu na konsekwencje dla ciał, czakramów czy duszy. Nawet własne błądzenie powoduje jednak napływ świeżej energii doświadczenia, podążanie za ideą jest jak trzymanie trupa, który swoim smrodem zabija teraźniejszość (wybacz dosadność, ale jestem w procesie 🙂 ).
    Nałykałam się trucizny idei, z szacunku dla innych i ich ścieżek zaakceptowałam je i pojawiły się w moim umyśle jak labirynt – kurcze, mało się nie udusiłam w tym gąszczu. Z drugiej strony nie jest trudno usunąć większość z nich.

    Jednak czuję, że znów się wkręcę – tym razem w ideę życia pozaideowego 🙂 i jak zanurzę się w codzienności i wpadnę w automatyzm to znów to nie sprosta moim oczekiwaniom ;)… Zresztą przerabiałam to już w ten sposób wiele razy :):).

    Znów w akceptacji tracę czujność – odbieram myśli i uczucia innych w swojej świadomości i zostawiają tam ślady. Można powiedzieć, że jestem typem mocno receptywnym, co ma swoje minusy. Jak wyjść poza błędne koło?

    Na to pytanie zareagowało coś we mnie, jakieś tam pozakonceptualne ciało, które nie odczuwa tego całego pomieszania – idę to pobadać…

  14. SwiatDucha
    Maj 05, 2012 @ 01:11:15

    Dobrze, że jesteś w procesie! to daje zmiany.
    Czasami dobrze jest pewne energie zwrócić, np. idee, jak mamy ich zbyt dużo! Możesz oddać te energie tym, od których je wzięłaś, nie obciążać się nimi. Niech sami sobie z nimi tańcują.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: