Buddyzm top-heavy

Byłem dzisiaj na publicznym wystąpieniu Willigisa Jaegera i osób z nim związanych z kręgu buddyzmu zen [było to kilkoro mistrzów zen]. Willigis J. jest znanym mistrzem z tradycji łączącej duchowość Wschodu i Zachodu [tzw. medytacja chrześciańska]. Natomiast piszę ten tekst, aby opowiedzieć o moich odczuciach i przemyśleniach z tego, co tam było mówione, co widziałem.

Top heavy to jest określenie z obszaru Feng Shui i architektury. Opisuje budynek, który ma więcej swojej masy na górze a na dole jest w miarę lekki, albo wąski. W każdym razie daje wrażenie, że konstrukcja nie podoła dużemu ciężarowi umieszczonemu na górze, i że za jakiś czas możemy liczyć, że runie. Oczywiście top-heavy jest uważane za niekorzystną konfigurację.

A oto przykłady owych form top-heavy. Można porównać budynki do poziomów istnienia człowieka.

Czyli A to jest ziemia, fundament, na którym posadowiony jest budynek [odpowiada to ciału fizycznemu]. Część przyziemna to B [czyli Dusza, jak najbardziej przyziemna]. I część C – to górna część budynku [czyli odpowiada Duchowi].

W przypadku zen jest trochę podobnie do konfiguracji top-heavy. Mówiłem moim znajomym, gdy pytali się o wrażenia z wykładów, że owi wykładowcy-mistrzowie zen „wysokie poziomy mają bardzo dobrze opracowane”. Istotnie, w obszarze świadomej Jaźni, w obszarze Ducha zen przedstawia prawdziwe, konkretne nauki poparte bardzo przekonywującymi praktykami. Naprawdę nie ma się do czego przyczepiać, mistrzowie znają się na rzeczy.

Natomiast o innych sprawach się nie wypowiadałem, ponieważ.. nie było ich.

Więc co, czepiam się?

Otóż nie ja się czepiam, a Wszechświat. Człowiek bowiem nie jest zbudowany z:

A. Ciała i
C. Ducha,

Człowiek jest zbudowany z

A. Ciała,
B. Duszy i
C. Ducha.

Z trzech części, nie z dwóch. A o tym buddyzm, specjalnie zen nie wspomina.

W Buddyzmie [zen] część B jest powiedzmy sobie, pomijalnie mała, nieważna dużego wzmiankowania. Nic się generalnie nie wyjaśnia. Jedynie co, to się sprowadza adepta na świadome obserwowanie części C, rozwijanie poruszeń na tym poziomie poprzez bardzo różne praktyki.

A więc jest konstrukcja typu „top-heavy”, ciężka na górze, chuderlawa na środku, w przyziemiu.

W obszarze B mieści się Dusza, istota ogromna nierzadko, którą od wielu miesięcy przedstawiam i próbuję wyjaśniać tajniki jej podróży życiowej. Doświadczenia Duszy są kanwą, wokół której snuje się nasz los. Los, który każdego zdrowego człowieka naprawdę obchodzi. Pomijanie zaś swojego losu w praktyce duchowej wygląda na .. co najmniej nierozsądne.

Człowiek składa się z trzech części, nie z dwóch. O tym buddyzm, specjalnie zen nie wspomina.

A pamiętacie piramidę potrzeb Maslowa? Przy zaspokojeniu potrzeb podstawowych możemy zacząć realizować zaspokajanie potrzeb wyższych. Ta piramida nie jest ciężka na górze. Ideałem pewnie byłoby, żeby budynek naszego rozwoju miał lekko ukośne ściany, z dobrze zabezpieczonym fundametnami dołem. Przykładowo, jak ten, wygląda imponująco, prawda?:

Wygląda jak ogromny Shiva-lingam. [źródło obrazka]

Jak zen ma wspominać, czy roztrząsać Duszę, jak jego celem jest uwolnienie się od przymusów wywieranych przez Duszę? Prelegenci przez 2,5 godziny omawiali jak to się robi. Dostaje się – poprzez ćwiczenia – świadomość własnego Świadomego Ja, swojego niewcielonego, bezczasowego Ducha i jak się potem człowiek czuje. Wyglądało tak: im mniej mówimy o Duszy [o której nie chcemy mówić, o której niewiele wiemy], im mniej tym lepiej. 

Pięknie, zapewne. Jest jedno ale. Po takich zajęciach zen każdy człowiek ponownie wchodzi z wyżyn Ducha w swoje codzienne kapcie, idzie do domu, do swoich zajęć, do rodziny, mamy, taty, żony, dzieci. Nadal jest zatrudniony w zakładzie pracy gdzie ma ohydnego szefa. Nadal studiuje na uczelni sprawy o miernym znaczeniu w praktyce i ledwie wiąże koniec z końcem.

To wszystko są ciągle aktualne kwestie, które przeżywa razem ze swoją Duszą. Ma [dzięki niej] awersje, przywiązania, obciążenia duchowe, karmiczne, kody na czakrach i ileś jeszcze.

I teraz pojawia się pytanie: czy za pomocą prostej praktyki wznoszenia świadomości i uaktywnienia Świadomego Ja [samego dla siebie] coś sobie pomoże w tych sprawach codziennych?

No, niestety nie pomoże sobie. Dusza z jej narowami, pragnieniami, karmą, itp. nadal pozostanie Duszą. I nadal będzie o wiele silniejsza energetycznie od osobowości, która akurat wybrała ścieżkę zen i uważa, że na tej ścieżce znajdzie panaceum na bolączki życia [jak to mogło wynikać z przemówień mistrzów zen – a oni wiedzą co mówią!!!]

Stajnia dla Dusz

Próbowałem podglądać Dusze owych czterech osób, które siedziały przy stole prezydialnym, jak się owe Dusze czują?

Wyszło coś takiego – stajnia. Dusze sobie ładnie stoją w porządku, nakarmione, napojone, pomieszczenie wentylowane. Jednakże mało ruchu, nie są wypuszczane na długie biegi, nie mają fantazji.Tak to też odczułem na wykładzie – czworo prelegentów w ulotce miało bardzo profesjonalne, często uczelniane opisy swoich zawodów, pozycji w hierarchii systemowej. I jakoś mało się burzyli przed tym, nie mieli raczej nic przeciwko, że zrobiono im tak prestiżowe entree. Przpraszam wszystkich, ale promowanie prestiżowego obrazu osoby jest mocno budujące ego.

Więc co – w zen rozpuszczamy ego, czy też je budujemy? Bo co innego jest mówione, deklarowane w stosunku do ego, a co innego mówią ulotki i mowa gestów, postaw, ciała, ubioru, prestiżowego anturażu Hali Stulecia we Wrocławiu.

Może chodziło o misjonarstwo? Bo to przecież były wystąpienia na poczet uruchomienia polsko-niemieckiej Fundacji mającej propagować zen mistrza Jaegera. No jeśli tak, to istotnie bardzo dobre przygotowanie, nienaganne maniery, prestiżowa powściągliwość, podpisywanie swoich książek – jak najbardziej dodają stronników, zwolenników.

Dusze tych osób są konkretnie ustawione. Nie daje im się wybiegać, jak widać na obrazku są ograniczone konkretnymi stalowymi, mocnymi zagrodami. Więc Dusze nawet nie próbują czegoś „po swojemu” zrobić.

Jeśli Dusza nie potrzebuje już biegać, doświadczać, to jest to przestrzeń komfortowa. I istotnie, część z tych osób jest powściągliwa, zdystansowana, akuratna. Ale może akurat już nie próbuje się przeciwstawiać? Może straciła nadzieję?

Natomiast jeśli Dusza chce doświadczać, jeśli przyzwyczajona jest do dużej aktywności, to w stajni będzie się źle czuć.

Już wolę nieskrępowane kontakty z moimi znajomymi, którzy się nie wynoszą, nie chowają za tytułami naukowymi i zawodowymi.

Japonia – jak najbardziej

Dlaczego więc owo zen jest tak popularne?

W Japonii było i jest sporo bardzo zaawansowanych Dusz [ludzi], którzy już bardzo wiele przeszli. I taka praktyka końcowa jak zen im bardzo jest pasująca, wypunktowawszy sobie co jest co, uzyskują Świadomość Jaźni i jest to coś co można nazwać oświeceniem na miarę zen.
Nie muszą się przejmować Duszą i jej narowami, ponieważ Dusza ta jest już tak stara, tak zaawansowana, że naprawdę nie robi niemal żadnego hałasu i wie, jak wspierać a nie przeszkadzać.

A więc świetnie. Dla zaawansowanych Dusz jest to odpowiednia praktyka.

A dlaczego więc owo zen jest/ może być wybierane poza Japonią? Tam, gdzie nie ma tak zaawansowanych dusz?

Nikt nie sprawdza zaawansowania Duszy gdy kogoś zaprasza na posiedzenie zen. Ta praktyka równie dobrze może być praktyką:

  • relaksacyjną
  • ucieczkową [„idę na zen, bo mam dość moich głupich rodziców!”, „co mam zrobić, nie mam nadziei na lepszą przyszłość?! Będę chodzić na zen.”]
  • pozornie poznawczą [„idę na zen, tam mają prostą koncepcję duchowości, a mam dosyć tych bredni kościelnych, chcę czegoś co działa”. A na zen nie jest niemal nic wyjaśniane, tam się wychodzi poza obszar wyjaśnialny]
  • praktyką pozornie terapeutyczną [„idę na zen, bo jestem zbytnio roztrzęsiona, terapeuta mówił, że mam początki nerwicy i zalecił, żeby pójść na zen, to się uspokoję” – terapia nie dotyka przyczyn nerwicy, jest więc to zaleczanie objawów, nie pracuje się tam z Duszą, a z Duchem ku uruchomieniu Świadomego Ja]
    Jedna pani terapeutka wypowiadająca się z mównicy sugerowała aktywność dwutorową. Na terapii zajmujemy się sprawami „światowymi”, a na zen – duchowymi [to przynajmniej lepsze podejście]. Jednakże nic nie było mowy o żadnej weryfikacji chętnych. Jeśli będzie chciał wybrać „łatwą duchową ścieżkę” [duchowy bypass], to i tak wybierze.

Tak więc zen w tych przypadkach się nie sprawdzi. Zwłaszcza jako ścieżka duchowa, rozwojowa.

Podsumowując, „top-heavy” zen jest praktyką niecałościową, w warunkach Europejskich wręcz urągającą szczytnym ideom holizmu, całościowości postrzegania człowieka. Propagowanie jej jako jedynej, zwłaszcza dla dusz mniej niż bardzo zaawansowanych jest formą oszukaństwa.  Czy ci ludzie są tego świadomi, co robią, tego nie wiem, nie mam zamiaru dociekać ich intencji.

Zen ogólnie – co prawda wysokie poziomy ma bardzo dobrze opracowane, natomiast ma w środku ogromną dziurę, ogromną jak Dusza o której  niemalże nic nie wie i wiedzieć nie chce.

Jakby komuś było mało, proszę: oto tekst „Jest duchowość, która nie zna Duszy”

Reklamy

12 komentarzy (+add yours?)

  1. Davvidia
    Maj 07, 2012 @ 00:58:06

    Dlatego w Japonii jest dążenie do samozaglady…

  2. Adam
    Maj 07, 2012 @ 11:45:34

    no tak …
    Pomijanie duszy jest ucieczką od uwolnienia.
    Droga rozpoczyna się od głębokiego kontaktu z nią, a kończy pełnym uwolnieniem od jej pragnień, pożądań i chęci doświadczania dwubiegunowych postaw 🙂
    Zen jak wspomniałeś jest dla bardzo starych, ale jednocześnie już bardzo spokojnych, pojednanych dusz.

    Czy na wschodzie kiedyś zajmą się „materią”, pewnie kiedyś tak 😉

  3. Paweł
    Maj 07, 2012 @ 12:27:35

    Dusza, dusza – temat rzeka
    zen dość prosty jest – kierunek na brak przyzwyczajeń=brak cierpienia
    opisywanie tego narzędziami intelektualnymi prowadzi do różnych przejaskrawień:
    – braku tzw. uczuć
    – przyzwyczajenia do…zen
    – czegoś podobnego do „smutku”
    ale to świadczy tylko o tym, że umysł dalej pracuje…
    czy można go wyłączyć = wyłączyć myślenie
    czyli dotrzeć do umysłu „sprzed myślenia”? tego nie wiem Roshi Reiko podobno dotarła, Seung Sahn podobno dotarł
    ale „cały świat” pogrążony jest w myśleniu – od lat
    czyli myślenie-przyzwyczajenie-cierpienie
    czy to są te dążenia Duszy do „doświadzczania”?
    dużo subtelności tutaj w ocenie wskazane jest, tym bardziej że opis nie mieści się „w całości” w języku
    zen ma chyba przyszłość, bo jak czytam innego Roshiego (Genpo) Dennisa Marzela i jego Big Mind Big Heart (jest polska edycja), to widzę wspaniałe narzędzie do porządkowania…myślenia 🙂
    polecam tą lekturę – nawet zen ma „różne oblicza”
    co człowiek to „inny” zen

    pozdrawiam serdecznie
    Paweł „

  4. Pierzasty
    Maj 07, 2012 @ 13:41:00

    Spotkałem swego czasu ścieżkę jogi, również nauczaną w Polske, która zajmowała się tylko i wyłącznie czakrami od serca w górę. Bo te pierwsze trzy główne to elementy zwierzęce, więc skoro jesteśmy ludźmi, to już mamy je opanowane 🙂

  5. Gaja88
    Maj 08, 2012 @ 08:59:24

    Skoro w Japonii jest dążenie do samozagłady to jest ono w pewien sposób bardzo świadome i subtelne, bo tego dusze tego chcą-jesli można to ując w takiej kategorii. Od razu nasuwa mi sie temat Chin, ostatnio kosiłam sobie trawę i słuchałam radia z mp3 i trafiłam na reportaż jedynki o wymuszonych aborcjach w Chinach. Ponoć od 1980r. od kiedy wprowadzili program jednego dziecka, w Chinach jest 37mln wiecej mężczyzn niż kobiet. To oznacza, że 37 mln dziewczynek „wyparowało” -czyli wg.badaczy praw kobiet w Chinach zostało poddanych aborcji. Mimo, iz Chiny i tak nie są tak restrykcyjne jak kiedyś na porządku dziennym są aborcje w 7m/ciązy i topienie noworodków w wodzie. Dodatkowo Chiny maja największy odsetek samobójstw młodych kobiet i w w ogóle kobiet na świecie. Sa jedynym państwem gdzie kobiet samobójczyń jest więcej niż mężczyzn. No właśnie… co to oznacza…. dlaczego dusze pragną takiego reżimu ? Co to za interes inkarnować sie żeby tak szybko umrzeć ? I jaki interes mają dusze w tym ,zeby życ tak duzym zagęszczeniu, ciekawe co ich do tych Chin ciągnie ?

  6. Davvidia
    Maj 08, 2012 @ 09:45:24

    Jak dusze stoją jak konie w klatkach to pewnie generują ból uśmiercenia, no bo co pozostaje jak nikt ich nie słucha … a skoro jest to na skale masową, to i egregor wielki przykrywający obszar ..

  7. SwiatDucha
    Maj 08, 2012 @ 17:37:15

    Z jednej strony Dusze tam inkarnujące mają oczywiście „pomysł” na to, żeby tam być. Może to być też związane z karmą?
    Z drugiej strony osobowość tłumiąca swoją duszę w imię duchowości, wydaje się, że mało co rozumie z duchowości, chce coś osiągnąć duchowo, działać na poziomie Ducha, gdy Dusza wcale jeszcze nie chce zakończyć swojej wesołej działalności :).

    taa.. życiem, pozytywnym przeznaczeniem Duszy jest przeżywanie, doznawanie.

  8. conchittta
    Maj 09, 2012 @ 11:57:51

    Nie znam dobrze specyfiki zen (oprócz oczywistości typu zazen, koan, haiku wraz z całą serią krótkich lapidarnych historii, umysł „nie wiem” i ogólny minimalizm – jednak to dość powierzchowne). Wybieram się w odwiedziny do ośrodka zen za 2 tygodnie, to może będę mogła coś więcej powiedzieć :). Ale – na pierwszy rzut oka – wydaje mi się, że temat został zbyt uproszczony.
    Jest też tak, że pewne nauki do nas trafiają i nauczyciel „mówi naszym językiem” a inny nie. To nie oznacza, że ten drugi źle uczy, ale po prostu nie odpowiada naszym uwarunkowaniom, potrzebom, skłonnościom karmicznym itp. Być może do drogi zen przyciągane są osoby, których dusze się już wyszumiały i chciałyby doświadczać z innego poziomu – ducha lub osoby, które chcą wyciszyć się w obliczu jakichś dramatów życiowych i cierpień. Jeśli ktoś zaczyna poważnie praktykować w tym kierunku (nie mówię tu o przelotnych fascynacjach które zaliczyłabym do zdobywania doświadczeń i zaspokojenia ciekawości duszy) to widocznie istnieje wewnętrzna inklinacja, zgodność pragnień czyli potrzeba duszy w tym kierunku. Nikt na siłę nie zostaje mnichem zen :).
    Co do Japonii – to jak w Polsce 🙂 religia nie jest wyznacznikiem narodu, w większości przypadków jest to religijność konwencjonalna powierzchowna. Poza tym nie zapominajmy o szintoizmie – drugiej religii Japonii. Wydaje mi się, że kultura Japonii ma większy wpływ na ludzi niż religia – ów dystans, hamowana emocjonalność, poświęcenie dla pracy (ideałów) często kosztem rodziny, wszechobecna mechanizacja – postęp techniczny…
    Chiny to zupełnie inna para kaloszy – tam zen ma znaczenie marginalne. Główną religią jest konfucjonizm. A ludzie? Oglądałam kiedyś reportaż – jest jak wszędzie – próbują przeżyć w trudnych warunkach gospodarczych (niskie zarobki), wychować dzieci itp.

  9. SwiatDucha
    Maj 09, 2012 @ 20:21:58

    Będziemy czekać na opowieści 🙂

  10. SwiatDucha
    Maj 30, 2012 @ 14:34:21

    Też mi się wydaje, że zen ma przyszłość. Wg mnie jest to rozwój na poziomie anupadaka, są wolne wybory, pozwolenie Duchowi na działanie.

  11. conchittta
    Czer 21, 2012 @ 10:28:57

    Nie wybrałam się jednak do ośrodka zen. Jakoś okoliczności sprzyjające rozwiały się i nic z tego nie wyszło. Może kiedyś zajrzę tam jeszcze. Za to spotkałam osobę praktykującą zen i w krótkiej rozmowie powiedział mi na czym polega jego główna praktyka: na byciu uważnym, świadomym każdej chwili. Zabrzmiało mi to dobrze i widać było po nim, że rzeczywiście dobrze praktykuje. Było w nim jakieś nieuchwytne podobieństwo do Eckharta Tolle – takie rozluźnione przebywanie w tu i teraz pozbawione oczekiwań i wymagań co do tego stanu.

    Hmm naszła mnie refleksja 🙂 – że błędem jest traktowanie buddyzmu (zen) jako systemu, religii, „wędzidła” dla duszy, to jakby zestaw pomocnych rad, środków, by z zaciemnień, urazów, pomieszania przebiło się w nas to co było tam zawsze, prawdziwa nasza natura, wolna od cierpienia, przekonań, podziałów – takie pełne zrealizowanie naszego potencjału. W najczystszych naukach to jest – sedno. Natomiast wiele osób stosuje podejście hinajany czyli drogę wyrzeczeń i samodyscypliny w celu własnego przebudzenia, ale w wadżrajanie mówi się, że ta droga prowadzi tylko do częściowego urzeczywistnienia.

  12. SwiatDucha
    Czer 21, 2012 @ 21:04:47

    to ja też praktykuję zen? 🙂 hurra! 🙂 [a widzisz, nie wiedziałem..]

    Jak mówi Leszek Żądło, jedyne, czego warto się wyrzec, to same wyrzeczenia 🙂

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: