Jogiczne odrzucenie Duszy

Byłem ostatnio tydzień czasu z Łukaszem w aszramie pewnej organizacji jogicznej, w Polsce.

Dla spokoju nie będę podawał danych identyfikacyjnych, natomiast jeśli ktoś zechce mnie spytać o nie, napiszę na maila. Zresztą nazwa organizacji nie jest najważniejsza, bo z takich organizacji jest nie ona jedna. Ważne są zasady, którymi się rządzi, a tu można wiele spraw wypunktować. Na „dobre” i na „złe”.

Dwa pierwsze dni po prostu zdychałem energetycznie. Wychodziły mi ogromne emocje, jeszcze z poprzednich wcieleń, w których byłem w Indiach. Miałem [Dusza miała] poczucie, że mistrz rezydujący w aszramie jest mało mądry, by nie rzec głupi, że nie prowadzi dobrze uczniów, że oszukuje, że powinienem zająć jego miejsce. Że powinienem pokazać stan mojego oświecenia poprzez rywalizację z guru [mistrzem] i powinienem z nim wygrać. W ten sposób udowodnię swoje oświecenie i dostanę się na odpowiednie dla mnie miejsce.

Oczywiście to wszystko to były nieprawdziwe przekonania, które ciężko oddychając i ledwie widząc na oczy puszczałem w pierwszych dwóch dniach. Robiłem to odpowiednio konstruując wypowiedzi, afirmacje, sugestie dla Duszy. Była gotowa, więc szybko w miarę poszło. Miałem okazję na szybkie oczyszczenie kawałka karmy we w miarę prosty i tani sposób 🙂 Nie musiałem jechać do Indii, dokąd mnie ciągnęło, pewnie tam bym miał podobnie.

Ku dobremu

Ośrodek położony jest w sporej odległości od siedzib ludzkich, w spokojnym miejscu. Bardzo ładne jest otoczenie.

Ogromnym plusem tego miejsca jest przestrzeganie czystości energetycznej [brak alkoholu, papierosów, czarnej herbaty, zamieszania emocjonalnego przynajmniej jak było niewiele osób]

Było tam ileś osób, generalnie pozytywnie nastawionych. Co ciekawe, 3/4 miało krokodyle, ale codzienne praktyki, które wykonywali mocno łagodziły energie krokodyla.

Zajęcia miały systematyczność, dawało to poczucie bezpieczeństwa.

Zło się czai 🙂

Oprócz dobrych stron były również inne.

Niestety, większość spraw dotyczyła braku oczyszczania się duchowego, braku terapii [psychoterapii, terapii reinkarnacyjnej, oczyszczania z obciążeń]

Jako, że aszram pochodzi z tradycji Hinduskiej, to [może przez to, że w Indiach tak dużo jest ludzi], pracuje się nad osobistym postąpieniem na ścieżce duchowej grupowo zamiast indywidualnie. Nie ma indywidualnego odniesienia się do człowieka. Praktyki jogiczne, jak i nauki są przeznaczone dla grup. Są indywidualne podejścia, zajęcia, ale są one czymś bardzo wyjątkowym i niesystematycznym.

Rozmawiając z różnymi osobami, okazało się, że kilka osób jest ciekawych analiz, które robię. Robiąc im analizę dałem ciekawe, jak myślę inspiracje. Natomiast czułem, że były to sprawy jakby spoza aszramu, spoza spraw, których można się spodziewać na tym miejscu. Nikt jakby nie czekał na zwiększenie samoświadomości, nikt nie czekał na promocję samoświadomości.

Wydaje się, że w ten sposób wiele osób, które by dużo zyskały na rozwoju poprzez oczyszczanie obciążeń, wykonuje praktyki, które nie dają niemalże nic samoświadomości.

Wschodnie nurty bardzo często nie potrafią przekształcać losów człowieka opartych o zależności psychiczne – nie posiadają bowiem tego, co wyrosło na Zachodzie – nie mają psychoterapii.

Wydaje się, że próbują wszystko, albo przynajmniej większość spraw załatwiać osiągnięciami duchowymi, co oczywiście często kończy się „duchowym bypassem” [próbą uniknięcia kłopotów psychicznych za sprawą drogi duchowej].
Uniknięcie kłopotów było w tym przypadku dokonywane poprzez asany Hata jogi i pranajamy oraz dużą aktywność, często fizyczną, często przez konkretną pracę. Jak masz dużo [za dużo] pracy, aktywności, to jest to korzystne dla rozwoju, wydają się mówić. Przypomina się korporacja i zasady tam panujące. Kilka osób dłużej przebywających w aszramie wyglądało na mocno przemęczonych.

Kupiłem tam książkę o początkach jogi, w której jest dyskurs mistrza z uczniem. „Powstrzymywanie siebie”, kontrola siebie jest uznawana za jeden z czterech filarów praktyki. Książka nie zaleca „przepracowywania” czegokolwiek [czyli na pracę z Duszą], a raczej ukazuje nierealność, pozorność całego świata, w którym adept żyje. Poprzez zauważenie nierealności świata ma nastąpić uwolnienie.

„Wszystko, co dobre i sprzyjające, wynika z samokontroli.”
[nie z samoświadomości, a z kontroli]
„Samokontrola jest najlepszym lekarstwem na wszystkie fizyczne i umysłowe dolegliwości.”

Można by powiedzieć, że jogin ma za zadanie [jedno z wielu] popatrzeć swojej Duszy w twarz, zaśmiać się i wykrzyknąć: „i co, durna, czego się tak czepiasz, przecież cały ten świat, w którym tak mocno tkwisz to ułuda!”
Wtedy [ponoć] ten pozorny świat przejawienia „nie tworzy już daremnych uniesień ani smutku”. Trochę wątpię, żeby potężną, mocną Duszę można było tak „spławić” z poziomu jednowcieleniowej osobowości. Co najmniej jest to akt braku szacunku.

Jeśli ktoś żyje na Zachodzie, i zwłaszcza przy galopującej obecnie indywiduacji [każdy jest osobnym bytem, chce samostanowić o sobie] ego, Dusza są niezmiernie silne. Zachodni styl życia jest zdecydowanie inny od wschodniego i tym bardziej dawnego wschodniego. Tu mamy mocne yang, tam było mocne yin.

Ego, jeśli już jest, jeśli jest tak mocne, nie daje się uciąć jak nożem. Może dla dawnych Hindusów, ileś stuleci temu było to możliwe, ponieważ mieli O WIELE prostsze psychiki i o wiele delikatniejsze postawy. Podobnie z innymi nurtami dalekowschodnich praktyk duchowych – wydają się nie zauważać istotności ego.

Wydają się nie zauważać, ponieważ najpewniej sprawa ego nie była tam jakimś większym kłopotem.

Jednak na dzisiaj na Zachodzie to, co odczytałem w książce i z przekazów nauk w aszramie wydaje sie, że taka praktyka jogiczna jest to praktyka pozorna i źle dobrana do realiów zachodnich.

Ponadto tak jak Leszek Żądło mówi, że osoby zajmujące się rozwojem duchowym więcej obecnie zyskują na oczyszczaniu dotychczas nabytych na ścieżce duchowej obciążeń, niż na dodawaniu sobie kolejnych „możliwości”, poprzez systematyczne uprawianie tradycyjnych praktyk.

Trzeba dodać, że medytacji jako takiej w aszramie nie uprawia się. Mistrz coś tam o niej mówi, ale praktyka jest prosta – medytacji nie ma, jest zaś mnóstwo pracy – tzw. karma jogi.

Mistrz

Wg. mnie i innych osób, które pracują nad sobą w rozwoju duchowym, bez świadomego przepracowania karmy i terapii raczej nie mamy możliwości prawidłowego wyjścia z kręgu wcieleń. [no chyba że będzie to jakaś forma sztucznego zablokowania wcieleń, co też jest możliwe i co pociąga za sobą relatywny brak rozwoju w tym czasie niewcielonym]

Jednakże w tradycji jogicznej nie ma czegoś takiego jak osobista „terapia”…
A przynajmniej nie ma tego w naukach tamtego nurtu. Obserwujemy guru i go może nawet naśladujemy, natomiast jesteśmy tak prości [i prymitywni?], że jesteśmy w stanie się dać kształtować jak plastelina.

Owszem, dobre prowadzenie się, pozytywne nakierowywanie się na odpowiednie życie, świetnie. Natomiast jeśli ktoś już nagrabił sobie wiele w poprzednich wcieleniach to jest skazany w takich okolicznościach raczej na tłumienie swojej karmy i brak samoświadomości. Chyba podobnie jak w innych nurtach jogicznych – samoświadomość wydaje się być luksusem. Na który stać chyba wyłącznie guru i jego najbliższych uczniów. Zresztą guru nie tylko w takie luksusy opływa – daje się traktować w sposób boski, jest czczony i dla niego robi się bardzo dużo.

W nurtach zachodnich – samoświadomość wydaje się być podstawową zasadą.

Tak więc mogę powiedzieć, że wiele, wiele tradycji wschodnich idealizuje wpływ guru, a niedocenia, wręcz nie widzi konieczności osobistego działania w obrębie psychoterapii [która jest zasługa i wynalazkiem Zachodu]. Poprzez samo powtarzanie mantr, ćwiczenie asan, bez świadomego uwalniania się nie mamy raczej możliwości prawdziwego postąpienia na ścieżce rozwoju. Owszem, oprócz terapii wiele ścieżek oferuje wartościowe techniki, ale nie zastąpią one zaawansowanej pracy z umysłem.

Obserwacja tamtego mistrza raczej pokazuje silną guru-jogę, która jest obciążeniem duchowym. Dziwne, ale „zwykłe” osoby miały tam duże oddanie dla Mistrza, tak, jakby był nadczłowiekiem. Nazywałem ten aszram aszramem telewizyjnym, ponieważ nie było w nim żadnego jogina z prawdziwego zdarzenia, najbardziej zaawansowani byli li tylko administratorami ośrodka.

Mieliśmy zostać 3 tygodnie, byliśmy tydzień.

Advertisements

22 komentarze (+add yours?)

  1. Mat
    Maj 30, 2012 @ 23:43:30

    Moje dwunastoletnie doświadczenie praktyki jogicznej jest podobne do Twoich obserwacji. Jeśli jest popyt, to jest podaż. W takich aśramach praktykuje się życie duchowe w stylu „małego kotka” przenoszonego przez mamę w pełnym uchwycie za kark. Wszelkie indywidualne dążenia są o tyle popierane, o ile są zgodne z wyznaczonym kierunkiem grupowego działania.

    Po tylu setkach i tysiącach lat tradycji, nie ma tam miejsca na jakiekolwiek eksperymenty i własne poszukiwania, bo co miało być przeeksperymentowane i odkryte, już zostało przez indyjskich mistrzów zrobione, nam pozostawałoby tylko podążać krok w krok. Wielu osobom to jak najbardziej odpowiada i tak ma być. Popyt powinien być zaspokojony.

  2. Davvidia
    Maj 31, 2012 @ 15:11:31

    „Czuje ze calkowicie zasluguje na wygode, bogactwo, na samorealizacje.”

    Jak już świadomie karmę przerobisz, to nie będziesz czuł, że zasługujesz na bogactwo i samorealizację tylko po prostu będziesz bogaty i będziesz się realizował tak jak chcesz.

  3. Davvidia
    Maj 31, 2012 @ 15:54:08

    Ty się wynieś najpierw z siebie 😀

  4. Davvidia
    Maj 31, 2012 @ 16:03:48

    A co to zmieni? Odbudujesz swoje pole energetyczne w każdym miejscu 🙂 Takie dziwne te prawa natury karmicznej 😉 ..a jakie doskonałe! 🙂

  5. Davvidia
    Maj 31, 2012 @ 16:09:42

    po tekstach nie czuć 😛 dalej to samo piszesz 😀

  6. SwiatDucha
    Maj 31, 2012 @ 16:26:05

    forma sztucznego zablokowania wcieleń
    – to Leszek Żądło pisze nt. tzw. kierowników atlantydzkich. Nic wielkiego, po prostu goście zabezpieczyli sobie źródło „finansowania” z Ziemi i siedzą w „niebiosach” ileś lat. To jest do oczyszczenia.
    Kierownicy nie są jedynymi. Wydaje mi się, że Opiekunowie krok. też mogliby się inkarnować, ale oni też mają świeżą energię od kr. i też nie mają intencji do inkarnacji.
    Oprócz tego są dusze, które się „zawzięły” i nie chcą schodzić, np. jak ktoś im zrobił mocną krzywdę, to taka dusza potrafi zablokować się w sferze niewcielonej. [podobnie tzw. „duchy” zagubione po śmierci]

  7. SwiatDucha
    Maj 31, 2012 @ 16:44:27

    Ja myślę, że Davvidia ma rację. Rzeczywistość jest ostateczną weryfikacją. Im szybciej to przyznam, tym szybciej będzie mi lepiej.
    Jeśli zaś tworzę jakiś konstrukt umysłowy sprzeczny z moim energiami, nawet opierając się na tym, „co czuję”, to i tak ma on bliską zera siłę sprawczą. No chyba, że trafię na osoby będące ofiarami i szukające pod kogo się by podpiąć.

    To, że „zamierzasz korzystać z życia” jest twoim wyborem, szanuję go.
    Natomiast zastanawiamy się, czy aby masz na tyle odpowiednich wibracji, aby to urzeczywistnić, abyś przestał o tym mówić, a zaczął tego doświadczać.

    Bo może być tak, że tak dużo deklarujesz ponieważ zmniejsza Ci to cierpienie, doznajesz ulgi przy tym. Takie zjawisko obserwuję u siebie, jak piszę afirmacje z odpowiedziami.

    Gdy jednak Cię ciągnie, aby wyjechać, to może jest dobry pomysł. Bo dywagacje bez doświadczenia Duszy nie przekonują. Jak pojedziesz, pożyjesz poza krajem, to Dusza będzie miała konkretne fakty, do których może się odnieść. I To wydaje się bardzo cenne.

    U nas jest inaczej, niż w USA, czy w krajach zachodnich. W USA są młode dusze, które mają bardzo po drodze z osobowościami. I dlatego tyle generalnie mogą dokonać.
    W Polsce zaś, zwłaszcza u osób zainteresowanych rozwojem mamy dusze co najmniej dojrzałe, które już nie współgrają z osobowościami. A co sprawia, że działania w świecie fizycznym się realizują? Osobowość czy Dusza? Dusza.

    No i osobowość może pięknie deklarować różne sprawy, „wybierać”, a jak Dusza nie ma energii na ten cel skierowanych, to można sobie pomarzyć. Mój ostatni post „na tych energiach to ty tego nie zrobisz” dotyczył tej sprawy. Uznałem, że lepiej, żebym przestał fantazjować i przyznał się do mojego realnego poziomu energetycznego.

    Ze swoją Duszą w pewnym momencie zgadzacie się – wyjechać. Dla Duszy – aby doświadczać, dla osobowości wyjazd – aby osiągnąć swoje cele. Tak jak Davvidia mówiła, weźmiesz ze sobą swoje energie, ale kto wie, co tam gdzieś będzie. Może akurat będzie rozwojowo? 🙂

    Gdy mamy dusze co najmniej dojrzałe, one już nie współgrają z osobowościami, przynajmniej ukształtowanymi konwencjonalnie. ALE możemy na to zaradzić, możemy poczuć się jeźdźcem na takim koniu, na jakim siedzimy, zaakceptować, że Dusza taka jest jaka jest, że jest np. stara. Wtedy mamy o wiele mniej frustracji i całe życie wygląda o wiele realniej i konkretniej. A ŻE nie osiągamy tego, cośmy egoistycznie jako osobowość sobie umyślili? I tak byśmy nie osiągnęli 🙂 z powodu braku odpowiednich wibracji do tego celu.

    Natomiast żyjemy o wiele spokojniej i bez „nawiedzeństwa”.

    Ale – powtarzam – jak to woli, jak Dusza chce doświadczać, to naprawdę warto jej to umożliwić, ponieważ takie procesy niesłychanie dodają mądrości.

  8. Gaja88
    Maj 31, 2012 @ 17:24:47

    Panie Andrzeju,
    „“Wszystko, co dobre i sprzyjające, wynika z samokontroli.”
    [nie z samoświadomości, a z kontroli]
    “Samokontrola jest najlepszym lekarstwem na wszystkie fizyczne i umysłowe dolegliwości.””

    No tak, ale dlaczego nie miałoby być inaczej, przecież dobrze Pan wie że świat w którym żyjemy jest energetycznie lepki, dlatego na Ziemi tak „przyjemnie” jest żyć, wystarczy posłuchać popularnych piosenek w radio, poobserować ludzi, świat w którym żyjemy pełen jest „przyjemnych”, nietrzeźwych (dla kogoś świadomego okropnych) , oblepiających człowieka energii, nasz instynkt ziemski jest naturalny, wystarczy być tu i od razu wiesz jak się zachowywać, co czuć, jakie mechanizmy tu żądza – tu nie ma filozofii, dlatego na świecie łatwo się przystosować i żyć. Każdy człowiek łączy się z ta energią a jak już nie ma kontroli co się dzieje to już całkowicie zasysa jak leci 😦 mówię o nieprzytomności

    No właśnie i po to ta kontrola :D:D:D żeby znów nie puścić swoich instynktów, pójść na łatwiznę i nie dać się wciągnąć w to 🙂

    Co mi z tego że będę świadoma jak nie będę tego kontrolować, dalej będzie tak samo przecież, będę tylko świadoma, to tak jak z tym, że jestem świadoma że mam brudną bluzkę i tyle.
    A jak mam świadomość i kontrole to mam brudną bluzkę, wykładam wysiłek żeby się przebrać i uważam żeby nie napaćkać.

    Davvidia
    „po tekstach nie czuć dalej to samo piszesz ”

    hehehe jakbym czytałam popularne forum o „rozwoju duchowym”….
    Ciekawe co czuć z moich postów 🙂

  9. Davvidia
    Maj 31, 2012 @ 17:29:27

    Gaja ma troche racji z tą świadomością, co można określić kontrolą nieświadomości .. I troche mi to przypomniało „Przebudzenie” ….

  10. SwiatDucha
    Maj 31, 2012 @ 17:32:53

    no i w porządku. Tak też jest dobrze.

  11. SwiatDucha
    Maj 31, 2012 @ 17:48:05

    > po to ta kontrola 😀 :D:D żeby znów nie puścić swoich instynktów, pójść na łatwiznę

    pokazujesz bardzo dobre intencje – chcę się rozwijać, nie mieszać się z tymi różnymi nieprzyjemnościami, z cierpieniem.
    W porządku.

    Tyle, że jest tu także niewypowiedziane założenie, że nasze „instynkty” jakie były, takie są i takie będą, nie zmienią się. I dlatego trzeba je kontrolować. Bo jak nie będę kontrolować, to ześliznę się z dobrej drogi z ich przyczyny.

    Tak by było, jakby Dusze były nieżywymi mechanizmami. Jakby się nie zmieniały. Jakby ich sposoby na życie nie ewoluowały.

    Ale jednak Dusze ewoluują, zmieniają się.

    I jeśli kiedyś Dusza miała jakiś „instynkt”, to po pracy nad dajmy na to rozwojem, oczyszczaniem, zmienia się jej podejście. Dajmy na to, osoba współuzależniona, dziewczyna, ma taki „instynkt”, że wybiera sobie za partnera chłopaka który ma pociąg do alkoholu i oszukiwania jej. I takie miała ostatnie dwa związki, zupełnie do niczego.

    Dobra, owa dziewczyna załapuje, że tak się dzieje i mówi sobie: o nie, już więcej do tego nie dopuszczę! Podejmuje decyzję o kontroli.
    Cóż – serce nie sługa i zakochuje się. W kim? W chłopaku, który ma pociąg do dragów i do oszukiwania.

    I co ma teraz biedna zrobić? „Odkochać się”, czy też stłumić tą miłość? A może „przełamać się” i jednak związać się z nim?

    To wszystko jest w obrębie tego niepisanego założenia, że nie można się zmienić, że „instynkt” taki jaki jest, pozostanie.

    ALE.. dziewczyna taka po dwóch związkach może zacząć pracować nad sobą, może działać za pomocą różnych technik i terapii. I może oczyścić sobie misje pomagania alkoholikom, współuzależnienie, podnieść poczucie własnej wartości. I.. okazuje się, że już ją nie ciągnie do takich typków..

    I nie musi potem wkładać ŻADNEGO wysiłku w to, aby ku nim nie ciągnąć.

    I to jest właśnie rozwój, biorący pod uwagę, że Dusza ma konkretne postawy, napędy z konkretnych powodów. A takie postawy Dusza jest w stanie zmienić. I potem nie trzeba zupełnie kontrolować czegokolwiek, po prostu Dusza działa tak, że jesteśmy bezpieczni, spokojni.

    Tym się różni praca oparta na samoświadomości od uruchamiania kontroli.

    Mogę powiedzieć, że z postu czuć zapach proszku do prania 🙂

  12. Gaja88
    Maj 31, 2012 @ 17:56:33

    Davvidia
    Nie rozumie twojej odpowiedzi. Możesz rozwinąć ?
    Mi chodzi o to, że ja jestem na etapie łączenia świadomości z kontrolą – wiem że to źle ponoć ale nie umię inaczej i nie mam żadnego argumentu by być tylko świadomą, bo nawet jak jestem świadoma to coś mnie porusza w dobra albo złą stronę a jak mam kontrolę to już ja o tym decyduje :D:D:D prędzej moje ego decyduje….

    ale tak czy siak mnie nie porywa, nie oblepia, nie wciąga….
    I tu bym się zgodziła z tym co ta ścieżka Jogi prezentuje:
    „“Samokontrola jest najlepszym lekarstwem na wszystkie fizyczne i umysłowe dolegliwości.”
    no tak bo jak powściągniesz swoje instynkty, reakcje, zachowania, emocje… nie będziesz oblepiony, zobaczysz świat jaki jest naprawdę… poczujesz się choć trochę wolny i mądry

    Wiec jaka tu jest droga środka ?
    Sama kontrola ?
    Sama świadomość ?
    Świadomość i kontrola ?
    Może poda mi tu ktoś argument, żeby być tylko świadomą, żeby porzucić kontrolę ?

  13. Gaja88
    Maj 31, 2012 @ 18:10:04

    aaa nie prałam 😀
    ale chce być czysta 🙂
    pewno o to chodzi 😀

    Ja nie mogę pozbyć się tej kontroli… i nawet taka praca nad sobą to za mało jak dla mnie…
    Tak uważam, bo mus jest aby czystość zachować.

  14. Davvidia
    Maj 31, 2012 @ 19:47:59

    Nie da się tak prosto na to odpowiedzieć… 🙂 Nie ma złotego środka i wszyscy go szukają od zarania dziejów .. bo jak słyszę, że szczęśliwy Guru, który odreagowuje karme kilkanaście lat sam korzysta z pomocy kolegi.. to znaczy, że jednak „szukamy” dalej 🙂 albo inaczej , oczyszczamy się i wypatrujemy końca „nieprzyjemności”/wcielania się, a początku uwolnienia 🙂 Zauważyłam, że czym więcej się widzi, tym mniej zadaje pytań.. Złożoność naszych uwarunkowań karmicznych nie pozwala na proste rozwiązania, każdy ma inne węzełki .. i jeden potrzebuje jeszcze kontroli, a drugi może zapytać: a co to znaczy? 🙂 Kto kontroluje i co kontroluje, a może kogo? – zależy skąd patrzymy ..
    Gaja, dopóki czujesz potrzebe kontroli, to kontroluj i szukaj rozwiązania skad się bierze instynkt, reakcje, emocje na to czy tamto .. nie wiem jakich metod szukania używasz 🙂 ale warto się z nimi zapoznać i posługiwać ..
    Zresztą tak jak Andrzej poopisywał wszystkie możliwości przypadłości, to chyba nikt więcej nie przedstawił 🙂 Pewnie o kontroli też można znaleźć 🙂

  15. Adam
    Maj 31, 2012 @ 21:27:38

    I nie musi potem wkładać ŻADNEGO wysiłku w to,

    I to jest właśnie rozwój

    Tak to jest ŚWIADOMOŚĆ!

  16. SwiatDucha
    Maj 31, 2012 @ 22:13:23

    No tak – jak mus to mus 🙂

  17. SwiatDucha
    Czer 01, 2012 @ 00:18:10

    Dzięki Ci Mat za wpis, bo moje krótkie, co by nie było, obserwacje mogłoby się wydawać, że są zbyt ubogie, aby wyciągać wnioski.

  18. SwiatDucha
    Czer 01, 2012 @ 11:25:43

    Będę Cię odwiedzać 🙂

  19. SwiatDucha
    Czer 01, 2012 @ 12:30:22

    > przenoszac sie nie zmieniamy niczego
    no nie wiem, czy tak „niczego nie zmieniamy”.. Zmiana kraju to ogromna zmiana otoczenia, energii z zewnątrz.
    Może te wypowiedzi dotyczą osób, które miały karmiczne kłopoty w kraju i po wyjeździe to nie znikło.
    Karma bowiem nie „wyparowuje”.
    Natomiast Ty opisujesz osoby, które mogły być na miejscu nieprzystosowane do energii otoczenia, a na emigracji Dusza się o wiele lepiej poczuła. I jest szansa, że tak może być w twoim przypadku.
    .
    Tak więc sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, niż tylko jednowymiarowa. Warto być elastycznym w podejściu, jak jedno wytłumaczenie nie działa, to pewnie znajdzie się inne.. co nie oznacza, że tamto pierwsze jest zupełnie do niczego.
    Czyli, jakby chcieli cynicy – że cała sprawa jest nieprawdziwa, wymyślona, bo można zaprzeczyć pierwszemu stwierdzeniu, bo nie tłumaczy ono wszystkiego.
    .
    Często mówię: jedno podejście, wytłumaczenie nie wyklucza drugiego.

  20. Davvidia
    Czer 01, 2012 @ 13:51:12

    Irina Jekaterina Analia Jezoteryczna
    Wyższa Szkoła Astrologii w Pietuszkach, Instytut Tranzytologii

    Uciekając przed Saturnem – studium zjawiska relokacji w astrologii
    fragment:
    „„Relokacją określam mniej lub bardziej dobrowolne praktyki opuszczenia „domu”, aby udać się do jakiegoś „odmiennego” miejsca”. Takie przemieszczenie może mieć cel materialny, duchowy lub naukowy”[2]

    Definicja ta zawiera kilka zasadniczych błędów w pojmowaniu omawianego przez nas problemu. Otóż, relokacja – jak pokazują lata moich badań przeprowadzonych w szkole pietuszkowskiej – jest prawie zawsze aktem przymusu. Dochodzi do niej pod wpływem nacisków jakie wywiera Saturn na właściciela horoskopu. Krótko mówiąc – jeśli w horoskopie natalnym Saturn jest wciągnięty w wyjątkowo szkodliwe konfiguracje (rzekłabym nawet, że maleficzne) takie jak półkrzyż, palec diabła, albo- co gorsza- mistyczny prostokąt, to wystarczy jeden niepomyślny aspekt np. tranzytujących Słońca czy Księżyca czy też pozostałych planet osobistych do tegoż Saturna i już WłH odczuwa potrzebę ucieczki przed saturnicznymi ograniczeniami ( u bardziej zdemoralizowanych jednostek- ucieczki przed własnym sumieniem[3]). Tu właśnie leży głęboko skrywane źródło relokacji. ”

    Patrząc z tej strony, to daleko trzeba uciekać żeby się pozycje Saturna w horoskopie pozmieniały :))

  21. Gaja88
    Czer 01, 2012 @ 22:09:08

    ADAM
    Trudno mi to pojąć. Po prostu tak mam.

  22. SwiatDucha
    Czer 01, 2012 @ 22:19:18

    Tak, podróż w czasie w przyszłość daje satysfakcjonujące odpowiedzi. Zwykle. 😉
    A tak poważnie, to zawsze można sobie pójść na terapię i pokopać w zasobach przekonań Duszy. Wtedy wychodzić mogą różne sprawy, także intencje co do wyjazdu. Można się przekonać wówczas, czy są czyste.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: