Jogiczne odrzucenie Duszy


Byłem ostatnio tydzień czasu z Łukaszem w aszramie pewnej organizacji jogicznej, w Polsce.

Dla spokoju nie będę podawał danych identyfikacyjnych, natomiast jeśli ktoś zechce mnie spytać o nie, napiszę na maila. Zresztą nazwa organizacji nie jest najważniejsza, bo z takich organizacji jest nie ona jedna. Ważne są zasady, którymi się rządzi, a tu można wiele spraw wypunktować. Na „dobre” i na „złe”.

Dwa pierwsze dni po prostu zdychałem energetycznie. Wychodziły mi ogromne emocje, jeszcze z poprzednich wcieleń, w których byłem w Indiach. Miałem [Dusza miała] poczucie, że mistrz rezydujący w aszramie jest mało mądry, by nie rzec głupi, że nie prowadzi dobrze uczniów, że oszukuje, że powinienem zająć jego miejsce. Że powinienem pokazać stan mojego oświecenia poprzez rywalizację z guru [mistrzem] i powinienem z nim wygrać. W ten sposób udowodnię swoje oświecenie i dostanę się na odpowiednie dla mnie miejsce.

Oczywiście to wszystko to były nieprawdziwe przekonania, które ciężko oddychając i ledwie widząc na oczy puszczałem w pierwszych dwóch dniach. Robiłem to odpowiednio konstruując wypowiedzi, afirmacje, sugestie dla Duszy. Była gotowa, więc szybko w miarę poszło. Miałem okazję na szybkie oczyszczenie kawałka karmy we w miarę prosty i tani sposób 🙂 Nie musiałem jechać do Indii, dokąd mnie ciągnęło, pewnie tam bym miał podobnie.

Ku dobremu

Ośrodek położony jest w sporej odległości od siedzib ludzkich, w spokojnym miejscu. Bardzo ładne jest otoczenie.

Ogromnym plusem tego miejsca jest przestrzeganie czystości energetycznej [brak alkoholu, papierosów, czarnej herbaty, zamieszania emocjonalnego przynajmniej jak było niewiele osób]

Było tam ileś osób, generalnie pozytywnie nastawionych. Co ciekawe, 3/4 miało krokodyle, ale codzienne praktyki, które wykonywali mocno łagodziły energie krokodyla.

Zajęcia miały systematyczność, dawało to poczucie bezpieczeństwa.

Zło się czai 🙂

Oprócz dobrych stron były również inne.

Niestety, większość spraw dotyczyła braku oczyszczania się duchowego, braku terapii [psychoterapii, terapii reinkarnacyjnej, oczyszczania z obciążeń]

Jako, że aszram pochodzi z tradycji Hinduskiej, to [może przez to, że w Indiach tak dużo jest ludzi], pracuje się nad osobistym postąpieniem na ścieżce duchowej grupowo zamiast indywidualnie. Nie ma indywidualnego odniesienia się do człowieka. Praktyki jogiczne, jak i nauki są przeznaczone dla grup. Są indywidualne podejścia, zajęcia, ale są one czymś bardzo wyjątkowym i niesystematycznym.

Rozmawiając z różnymi osobami, okazało się, że kilka osób jest ciekawych analiz, które robię. Robiąc im analizę dałem ciekawe, jak myślę inspiracje. Natomiast czułem, że były to sprawy jakby spoza aszramu, spoza spraw, których można się spodziewać na tym miejscu. Nikt jakby nie czekał na zwiększenie samoświadomości, nikt nie czekał na promocję samoświadomości.

Wydaje się, że w ten sposób wiele osób, które by dużo zyskały na rozwoju poprzez oczyszczanie obciążeń, wykonuje praktyki, które nie dają niemalże nic samoświadomości.

Wschodnie nurty bardzo często nie potrafią przekształcać losów człowieka opartych o zależności psychiczne – nie posiadają bowiem tego, co wyrosło na Zachodzie – nie mają psychoterapii.

Wydaje się, że próbują wszystko, albo przynajmniej większość spraw załatwiać osiągnięciami duchowymi, co oczywiście często kończy się „duchowym bypassem” [próbą uniknięcia kłopotów psychicznych za sprawą drogi duchowej].
Uniknięcie kłopotów było w tym przypadku dokonywane poprzez asany Hata jogi i pranajamy oraz dużą aktywność, często fizyczną, często przez konkretną pracę. Jak masz dużo [za dużo] pracy, aktywności, to jest to korzystne dla rozwoju, wydają się mówić. Przypomina się korporacja i zasady tam panujące. Kilka osób dłużej przebywających w aszramie wyglądało na mocno przemęczonych.

Kupiłem tam książkę o początkach jogi, w której jest dyskurs mistrza z uczniem. „Powstrzymywanie siebie”, kontrola siebie jest uznawana za jeden z czterech filarów praktyki. Książka nie zaleca „przepracowywania” czegokolwiek [czyli na pracę z Duszą], a raczej ukazuje nierealność, pozorność całego świata, w którym adept żyje. Poprzez zauważenie nierealności świata ma nastąpić uwolnienie.

„Wszystko, co dobre i sprzyjające, wynika z samokontroli.”
[nie z samoświadomości, a z kontroli]
„Samokontrola jest najlepszym lekarstwem na wszystkie fizyczne i umysłowe dolegliwości.”

Można by powiedzieć, że jogin ma za zadanie [jedno z wielu] popatrzeć swojej Duszy w twarz, zaśmiać się i wykrzyknąć: „i co, durna, czego się tak czepiasz, przecież cały ten świat, w którym tak mocno tkwisz to ułuda!”
Wtedy [ponoć] ten pozorny świat przejawienia „nie tworzy już daremnych uniesień ani smutku”. Trochę wątpię, żeby potężną, mocną Duszę można było tak „spławić” z poziomu jednowcieleniowej osobowości. Co najmniej jest to akt braku szacunku.

Jeśli ktoś żyje na Zachodzie, i zwłaszcza przy galopującej obecnie indywiduacji [każdy jest osobnym bytem, chce samostanowić o sobie] ego, Dusza są niezmiernie silne. Zachodni styl życia jest zdecydowanie inny od wschodniego i tym bardziej dawnego wschodniego. Tu mamy mocne yang, tam było mocne yin.

Ego, jeśli już jest, jeśli jest tak mocne, nie daje się uciąć jak nożem. Może dla dawnych Hindusów, ileś stuleci temu było to możliwe, ponieważ mieli O WIELE prostsze psychiki i o wiele delikatniejsze postawy. Podobnie z innymi nurtami dalekowschodnich praktyk duchowych – wydają się nie zauważać istotności ego.

Wydają się nie zauważać, ponieważ najpewniej sprawa ego nie była tam jakimś większym kłopotem.

Jednak na dzisiaj na Zachodzie to, co odczytałem w książce i z przekazów nauk w aszramie wydaje sie, że taka praktyka jogiczna jest to praktyka pozorna i źle dobrana do realiów zachodnich.

Ponadto tak jak Leszek Żądło mówi, że osoby zajmujące się rozwojem duchowym więcej obecnie zyskują na oczyszczaniu dotychczas nabytych na ścieżce duchowej obciążeń, niż na dodawaniu sobie kolejnych „możliwości”, poprzez systematyczne uprawianie tradycyjnych praktyk.

Trzeba dodać, że medytacji jako takiej w aszramie nie uprawia się. Mistrz coś tam o niej mówi, ale praktyka jest prosta – medytacji nie ma, jest zaś mnóstwo pracy – tzw. karma jogi.

Mistrz

Wg. mnie i innych osób, które pracują nad sobą w rozwoju duchowym, bez świadomego przepracowania karmy i terapii raczej nie mamy możliwości prawidłowego wyjścia z kręgu wcieleń. [no chyba że będzie to jakaś forma sztucznego zablokowania wcieleń, co też jest możliwe i co pociąga za sobą relatywny brak rozwoju w tym czasie niewcielonym]

Jednakże w tradycji jogicznej nie ma czegoś takiego jak osobista „terapia”…
A przynajmniej nie ma tego w naukach tamtego nurtu. Obserwujemy guru i go może nawet naśladujemy, natomiast jesteśmy tak prości [i prymitywni?], że jesteśmy w stanie się dać kształtować jak plastelina.

Owszem, dobre prowadzenie się, pozytywne nakierowywanie się na odpowiednie życie, świetnie. Natomiast jeśli ktoś już nagrabił sobie wiele w poprzednich wcieleniach to jest skazany w takich okolicznościach raczej na tłumienie swojej karmy i brak samoświadomości. Chyba podobnie jak w innych nurtach jogicznych – samoświadomość wydaje się być luksusem. Na który stać chyba wyłącznie guru i jego najbliższych uczniów. Zresztą guru nie tylko w takie luksusy opływa – daje się traktować w sposób boski, jest czczony i dla niego robi się bardzo dużo.

W nurtach zachodnich – samoświadomość wydaje się być podstawową zasadą.

Tak więc mogę powiedzieć, że wiele, wiele tradycji wschodnich idealizuje wpływ guru, a niedocenia, wręcz nie widzi konieczności osobistego działania w obrębie psychoterapii [która jest zasługa i wynalazkiem Zachodu]. Poprzez samo powtarzanie mantr, ćwiczenie asan, bez świadomego uwalniania się nie mamy raczej możliwości prawdziwego postąpienia na ścieżce rozwoju. Owszem, oprócz terapii wiele ścieżek oferuje wartościowe techniki, ale nie zastąpią one zaawansowanej pracy z umysłem.

Obserwacja tamtego mistrza raczej pokazuje silną guru-jogę, która jest obciążeniem duchowym. Dziwne, ale „zwykłe” osoby miały tam duże oddanie dla Mistrza, tak, jakby był nadczłowiekiem. Nazywałem ten aszram aszramem telewizyjnym, ponieważ nie było w nim żadnego jogina z prawdziwego zdarzenia, najbardziej zaawansowani byli li tylko administratorami ośrodka.

Mieliśmy zostać 3 tygodnie, byliśmy tydzień.

Reklamy