Terapia „Lustra przeszłości”

Dzisiaj zapowiadany [link] tekst nt. duchowego oczyszczania, także z krokodyl [link]i.

Droga do wolności Cz.1.

Na imię mam Marek dzięki uprzejmości Andrzeja i mimowolnej pomocy wielu osób pozbyłem się krokodyla, o którym pisze tylko Andrzej na swojej stronie. W zasadzie pozostałe osoby zajmujące się tak zwanym rozwojem duchowym z niedowierzaniem przyjmują fakt istnienia tych istot a co dopiero sposobów ich pozbycia się, idealny układ! Jak można pozbywać się czegoś czego nie ma!
Tak, z obecnej perspektywy uważam, że krokodylom udało się to doskonale ukryć zamaskować swoja obecność, dzisiaj osoby szukające są wyśmiewane a jeszcze nie tak dawno obecni posiadacze ich uznawali ich za bogów i dobrowolnie oddawali swoje dusze…

Jednakże po kolei.

Najpierw podziękowania..
Dla Gabrieli Bukały, dzięki pierwszej sesji terapii cofania się do poprzednich wcieleń / nie mogę użyć oczywistego słowa Leszek Żądło uznał, że należy do niego więc nie będę płacił Jemu za używanie tego słowa, dziwny ten świat !… to był bardzo ważny moment a metoda nazwijmy ją Lustra przeszłości stanowi jeden z ważnych elementów pozbywania się tych połączeń zwanych krokodylem.

Dla Leszka Żądło, dzięki Jego osobie zobaczyłem różnice w metodach i zrozumiałem co to znaczy komercja.

Dla mojej Żony Anetki dzięki, której miałem motywację do pozbycia się tego co niszczyło nasze relacje.
Warto i polecam poszukać w Internecie o krokodylach zwanych tam rasą reptilian, jest na ten temat coraz więcej informacji /David Icke prekursor badań i inni /.

Prawdziwą na serio przygodę z moją duszą rozpocząłem w 2005 roku pierwszym spotkaniem z Gabrielą. Na sesji wstrząsnęła mną mocno, tak mocno że w przeciągu paru miesięcy straciłem cały mój świat: żonę, rodzinę, pracę runęło wszystko i poznałem Anetkę …po prostu moja połowa duszy, nie rozumiałem tylko dlaczego raj ten, w którym zacząłem życie, czasami przypominał piekło.
Nasze kłótnie… ten niewypowiedziany ból jaki zadawaliśmy sobie, szukałem – może opętanie? DDA? różni cudowni nauczyciele i coraz większe wydatki i nic.

Po wizycie u Leszka Żądło jak poczułem lekkość w kieszeni uświadomiłem sobie, że to nie ma końca ileż to musiałbym wydać pieniędzy, żeby coś odkryć coś zakończyć? Byłem bliski załamania. .

Zacząłem sam sobie robić sesje, ile? Przy 200-ej straciłem rachubę przestałem liczyć, całe godziny czyszczenia jakie były zmiany? Obłędne… ta czystość, radość, ale i upadki coraz bardziej bolesne wahadło emocji miało po prostu coraz wyższą amplitudę więcej nieba i więcej piekła.
Na stronę Andrzeja natknąłem się „przez przypadek” celowo tak napisałem nie ma po prostu przypadków, tam przeczytałem o jego rozwinięciu teorii Hellingera, jego koncepcji krokodyli.

Medytowałem, rozmyślałem o tym, aż wpadło natchnienie, połączyłem kilka elementów i udało się, pozbyłem się gada..
Chcę w tym miejscu dokładnie podzielić się tym co odkryłem, mamy w planach organizować spotkania szkoleniowe promować pomoc wzajemną w nauce tej metody – non profit.

Nie oczekuje i proszę z tego miejsca nie oczekujcie za to pieniędzy. Ta energia sama przyjdzie do Was, jeśli z miłością podzielicie się swoim sukcesem z innymi potrzebującymi dostaniecie, to czego potrzebujecie do pełna i do syta.
Tyle tytułem wstępu, a teraz do dzieła

Rozdział 1.  Kim są krokodyle? i dlaczego są z nami? dlaczego się o nie troszczymy?

Krokodyle w skrócie kr. To rasa taka jak my ludzie, oczywiście sami się przekonacie jak wielka jest pomiędzy nami różnica, mieszkają w innym wymiarze astralnym, czwartym lub można jeszcze inaczej nazywać ten inny wymiar mniejszej gęstości oni dla nas są niewidoczni z prostego powodu nasze oczy i mózgi straciły w toku zmian genetycznych możliwość widzenia tych wymiarów. Zresztą teraz to się dosyć szybko zmienia i wystarczy niewiele energii aby otworzyć te portale i dostrzec je, a raczej poczuć ich obecność. Nazwa tych istot nie ma znaczenia. Przybyli do nas dawno temu wtedy byli widzialni, uznaliśmy ich za bogów. Zresztą w naszym wymiarze też przebywają jak to robią? Nie wiem, nie szukałem odpowiedzi na to pytanie.

W sesji zobaczyłem siebie jak przyszedłem do nich, a raczej zostałem zaproszony? Moi rodzice oddali mnie jak dzisiaj do najlepszej szkoły z internatem, dla nich to był prestiż wyróżnienie że ich pierworodny dostąpił zaszczytu i czystości genu aby zostać wybranym na kapłana… przedstawiciela ich? coś w tym stylu dla mnie? Jakbym został prezydentem USA, przynajmniej albo dostał planetę we władanie.
Zresztą jestem prawie pewien, że ten pan jest bardzie kr niż człowiekiem. Ta rasa przybyła, aby nas zniewolić, pozmieniać nasze geny poblokować nasze boskie możliwości i uczynić z nas niewolników a raczej zająć się nasza hodowlą.
Istotą jest aby zrozumieć, iż sami dobrowolnie bez przymusu zgodziliśmy się na oddanie wielkiej części naszej WOLNEJ WOLI tym istotom w zamian za obietnice dostępu do wiedzy, wsparcia ich. Po prostu uznaliśmy, że oni nam dadzą więcej niż możemy dostać od Boga. To jest w zasadzie kwintesencja ich w nas obecności… Odcięliśmy się od kontaktu z Bogiem w zamian połączyliśmy się z tymi istotami uznając ich za lepszych bogów.

Oczywiście w tym miejscu należy sobie zadać pytanie: jakie miałem intencje, aby to zrobić? to jest praca dla każdego z was, znaleźć intencje oddawania swojej wolnej woli, swojej duszy w ich kontrolę, było to w pełni dobrowolne bo tylko takie musiało być aby kr w pełni mógł z nami „współpracować”.

Jakie były moje intencje? władza.. chęć dominacji nad innymi, chęć bycia lepszym, poznania materii świata, bycia równym bogom, pycha, która pochodzi z poczucia niskiej wartości.

Moje oddanie się im miało mi to zapewnić, pamiętam rytuały, które w konsekwencji pozamykały mnie na Boga, te istoty oczekiwały posłuszeństwa i mojej ofiary jako „egzaminu” posłuszeństwa i sprawdzenia mojej lojalności. Co zrobiłem? uśmierciłem moją ukochaną w tamtym wcieleniu, a oni patrzyli zadowoleni, że mają mnie na wiele tysięcy lat…
Dlaczego to robią? Te istoty hodują nas wyłącznie dla pokarmu. Nie ma tam nic innego, dla nich to być albo nie być zmieniły nasze geny, pozamykały nas i nas hodują… Co konkretnie od nas biorą? Emocje…

Oni nie mają żadnych emocji, kontakt z tą istotą pozostanie długo w mojej pamięci: istota bez emocji. Niestety od nas oni potrzebują emocji po tej ciemnej stronie, strach, żal, złość, smutek, pretensja, poczucie niższości i wyższości, pogarda, pretensje, poczucie krzywdy itp.
Grają nami lub jak kto woli wyżymają z nas negatywne emocje bez pardonu, dla nich osoby, które mają kr są jak bar lub restauracja ciągle otwarta. Wchodzą kiedy chcą i jedzą ile i co chcą, wywołując w tych osobach dowolną emocję z gamy im potrzebnych po czym zostawiają wyżętych, wykończonych nas abyśmy się pozbierali i znów naładowali akumulatory emocji. To dlatego z wielką radością szukają osób rozwijających się duchowo z dużym potencjałem dusz, takie dusze generują wielkie ilości emocji, inaczej – ich upadki są spektakularne.
Po sobie wiem że mając kr, praktycznie w momencie ataku traciłem, to co wypracowałem, byłem ograbiany z mojej energii, teraz z tej perspektywy widzę kiedy kr atakują innych, widzę kto je ma, to są bardzo charakterystyczne zachowania, cechy, aury, to się czuje, to trochę jak były alkoholik pozna natychmiast osobę z tym problemem /przez alkohol tez przechodziłem więc wiem co piszę/.

I na koniec dlaczego tak się o nich troszczymy?

Chciałbym przedstawić sprawę jasno: sami się zgodziliśmy na to, nikt nas nie zmuszał do tego. Ba, pędziliśmy jak na złamanie karku do tych „bogów”. Dla mnie i pewnie z całą pewnością i dla innych – to były zwykłe kłamstwa, ale ja uwierzyłem w nie. Uwierzyłem, że oni mi dadzą potęgę a tak naprawdę wyrzekłem się Boga i szukałem innego boga na zewnątrz. Zapomniałem, że droga do Boga wiedzie poprzez moje wnętrze – tam mieszka Bóg. No cóż zajęło mi to trochę czasu, myślę, że wydarzenia te miały miejsce tysiące lat temu. Dzisiaj zapomniałem o tym wszystkim została tylko furtka w mojej duszy, przez którą kr wchodziły na posiłki.

Obecne czasy są zupełnie wyjątkowymi dla nas z racji tego, że ta bariera pomiędzy wymiarami staje się bardzo cieniutka jest łatwiej ją badać i zaglądać tam w celu naprawiania naszych błędów, a kr potrzebują więcej energii, aby utrzymać się w dobrej kondycji. Teraz na ziemi toczy się prawdziwa bitwa o nasze dusze. Dla nas świadomych ich obecności i ich pasożytnictwa ta chwila jest zupełną okazją.. Wiem że wielu z nas czekało na ta szansę wiele tysiącleci, przechodzimy przez wyjątkowe zmiany. Kr. potrzebują więcej energii aby funkcjonować. Ba… „gąb do karmienia przybyło wiele”. My stajemy się świadomi coraz bardziej, świadomi kim jesteśmy, świadomi tego że jesteśmy dziećmi Boga. Ba… wiele ras nazywa nas Królewskie Dzieci. Dlaczego? Z powodów naszej wyjątkowej natury zdolności do odczuwania i uzewnętrzniania emocji w niespotykanej w znanym wszechświecie skali. Dzisiaj jesteśmy ledwie cieniami przestraszonymi, pełnymi złości, pretensji istotami. Kr wiedzą że ostatni bastion pęka a jest nim uświadomienie sobie iż nam ludziom wystarczy Bóg, jego opieka i jego odczuwania w naszych sercach. W momencie kiedy człowiek pozna na nowo Boga, poczuje jak jest blisko z nim. Odczuje, tylko odczuje nawet nie zrozumie a odczuje słowa Jezusa że Bóg jest naszym Ojcem, a raczej odczujemy nasze z nim połączenie, jedność na zawsze stracimy chęć szukania innej opieki, innego „wsparcia”.
Jak reaktor serca uruchomi produkcję a raczej transfer miłości wszystko inne straci sens…dla kr. Oznacza to szukanie innej rasy dlatego tyle wojen …kryzysów i zawracania nam dupy a raczej odwracania uwagi naszej od poszukiwania Boga, raczej czyszczenia Ścieżki, która była i będzie zabrudzona przez nas naszymi przekonaniami i ich skutkami których doświadczaliśmy.

Rozdział 2 Zrozumieć gada.. to podstawa.

Zanim dojdziemy do metod i sposobów pozbywania się tych połączeń kluczowe jest zrozumienie powodów i intencji, dla których zgodziliśmy się z ochotą na ten gwałt oraz w jaki sposób kr maskuje się w naszych ciałach niczym nocny złodziej.
Opisze to na moim przykładzie, miałem ogromnego krokodyla na ciele przyczynowym.

Co mi to dało? Ciało przyczynowe jak sama nazwa wskazuje jest niejako zbiornikiem rozumienia praw rządzących prawo przyczyny i skutku, dlaczego? Prawa świata, wszechświata, rozumienie natury Boga, ludzi z jakąż łatwością znajdowałem odpowiedzi na pytania „dlaczego”.
Potrafiłem łączyć wiele nic nie znaczących wątków i znajdowałem ukryte odpowiedzi, analiza firm, finansów, ludzkiego zachowania pozwalała mi być przebojowym szefem, błyskotliwym menadżerem i zarazem bezdusznym człowiekiem. Śmiałem się, gdyż ze szczątków informacji przewidywałem trafnie wydarzenia w polityce światowej, europejskiej, przebojowość… cuda wykonywałem od razu.
Dla innych byłem cholernie atrakcyjnym facetem, pełnym energii, przebojowym…
W osobistych relacjach cynik pozbawiony emocji, wyrachowany szachista, gracz, genialny strateg – wystarczy opisu. Tak wygląda skutek okupacji ciała przyczynowego.

Chyba nie macie żadnych problemów ze zrozumieniem czego szukałem u tych gadów? Jakie potrzeby oni mi zaspokajali, oczywiście czytając umowę jak to zwykle nie przeczytałem na końcu małych literek ;-)). A cena jest wysoka, gad okupuje całe ciało i rozrasta się. W jaki sposób?
Czerpiąc energię dla niego cechy ciała przyczynowego, stanowią wyłącznie narzędzie do generowania emocji. Na przykład:
Analizuję obecną sytuacją polityczna : wychodzi, że bez względu na moje głosowanie i tak będzie źle co zaczynam czuć? frustrację, bezradność, złość itp…… To są skutki kr., który wykorzystuje cechy ciała przyczynowego do generowania emocji.
Analizuję moje życie pod jakimś kontem, mój problem życiowy szukam rozwiązań, widzę jest źle, więc jakie emocje zaczynam generować? ?…./ iż nów kr. wykorzystuje cechy ciała przyczynowego do generowania emocji /

Dlaczego? Jaki jest w tym błąd? Okupowane ciało przyczynowe odcina mnie od Boga, od Jego rozwiązań, nie czując połączenia z Bogiem mam wrażenie, że jestem sam. Sam muszę zadbać o siebie, nie czuję Boskiej inspiracji, nie przychodzą do mnie odpowiedzi Boskie, na przykład dotyczące mojego życia. Zamiast tego przychodzą fałszywe, bo z poziomu ludzkiego, a raczej gadziego, podpowiedzi, inspiracje które są niepełne, to tak jak z mądrością Boga i ludzką, okupujący mnie krokodyl odcinał mnie od mądrości Boga, a dawał odpowiedzi z poziomu umysłu, które w oczywisty sposób stanowiły zaledwie cień całości zagadnienia, a już ten fakt był powodem mojej frustracji, i ten mechanizm się napędzał w doskonały sposób.

Gady te są pozbawione emocji. Jesteśmy dla nich jedynie pożywieniem. Oczywiście każdy z nas z racji okupowania różnych ciał potrzebuje innych bodźców do produkcji emocji, dlatego bardzo ważne jest zrozumienie :

  • działania i pracy danego obciążonego ciała
  • „korzyści” z obecności krok. w danym ciele
  • swoich intencji dotyczących zgody na ta okupację

Działania i pracy ciała na którym kr się zasadził

/zrozumienie tego jest bardzo istotne pomoże nam znaleźć potencjalne intencje jakie nami kierowały/

Jakie mam „korzyści” z jego obecności w tym ciele?

p. osoby szukające adrenaliny, ryzykujące dla tych chwil w zasadzie nie potrafią wyjaśnić tego stanu. A to jest bardzo silna euforyczna emocja doświadczanie własnej siły, potęgi, możliwości, która niestety jest emocją z konotacją negatywną, gdyż rodzi się z potrzeby dowartościowania, udowodnienia sobie, pokonania, walki. Osoba taka myśli że się rozwija, doświadczając silnych mega silnych emocji a tak naprawdę karmi kr. Oddalając się od sposobności doświadczenia Boga w sobie.

Moje intencje dotyczące zgody na ta okupację

– to przyjdzie na koniec, niestety nie zawsze nasza podświadomość chce nam pokazać nasze prawdziwe intencje. Dlaczego? no cóż… one zawsze będą podłe, tylko podłe intencje rodzą podłe rezultaty, nie łudźmy się, wasze intencje okażą się podłe i złe im bardziej cierpicie z powodu kr. Tym wasze intencje były podlejsze, a wasza podświadomość jak i moja wyuczona w malowaniu trawy, chowaniu niewygodnych intencji na dnie… Stąd do tego trzeba się przygotować i solidnie wykonać dwa poprzednie punkty.

W tym miejscu chciałbym napisać moje odczucia dotyczące życia bez gada. Różnica jest fascynująca, Nie prawda, że coś straciłem, dalej widzę, ale więcej. Potrafię doskonale zdiagnozować problem, ale dostrzegam jakby więcej. Ta większa jakby szerokość widzenia jest niesamowita różnicą. I najważniejsze: nastąpiło stonowanie emocji, emocje negatywne jak przychodzą nie są takie mocne, nie dotykają mojego jestestwa. Czuję je, że nie są moje, jakby spływały po mnie, natomiast emocje miłości, spokoju, radości, pogody, wychodzą z mojego wnętrza z coraz większa intensywnością i najważniejsze: widzisz jak ktoś ciebie chce prowokować, widzisz to, czujesz te energie, którzy szukają zaczepienia i ześlizgują się z ciebie. Fascynujące doświadczenie.

Droga do wolności cz.2

Czyli zabieramy się za gada ……

Na wstępie chciałem zaznaczyć, że nie wiem czy jest to metoda dla wszystkich, czy zadziała? Nie wiem, moja intuicja mi podpowiada abym nie filozofował, tylko pisał więc….

Najpierw trzeba poznać siebie dogłębnie i dosłownie, swoje intencje dotyczące naszej tu obecności i wielu naszych doświadczeń, swojego Opiekuna, Anioła /nazwa dowolna/ po prostu POZNAĆ SIEBIE, tyle.

Metoda? sprawdzona, im więcej będziecie ćwiczyć tym do większej wprawy dojdziecie, ale uwaga!!! nic na siłę… trzeba poddać się prowadzeniu, po to mamy swojego Anioła.
Proszę się nie obawiać niczego, metoda jest w 100% nie szkodliwa sam robiłem sobie więcej niż 200 razy i co? żyję!!! Metodę poznałem u Gabrieli Bukały. Minęło już z 10 lat i pewnie coś pozmieniałem pod siebie, ale działa, a konkretnie co robi?
Wprowadza w inny stan zdecydowanie poszerzonej percepcji świadomości, pozwala na kontakt z energią własnego przewodnika i pozwala w spokojny sposób oczyścić intencje z poprzednich wcieleń jak wspominałem nazwałem ją Lustrem Przeszłości.
Metoda ta była wykorzystywana przez mnie zupełnie do innych celów niejako przez przypadek okazała się skuteczna przy uwalnianiu się od kr.

Zaczynamy od… pytań, przygotowujemy sobie pytania, na które chcemy otrzymać odpowiedzi, pytania dotyczące nas… nie pytajcie o innych ludzi, kraje sytuacje raczej nie dostaniecie odpowiedzi a jeszcze inaczej zanim zaczniecie zapisywać pytania pomódlcie się żarliwie o inspiracje i o dobre intencje w poszukiwaniach, intencje są najważniejsze…

Pytania mogą dotyczyć innych spraw związanych z waszymi problemami temat kr. może być kolejnym.
Jeśli szukacie sensacji, chcecie zaspokoić swoją ciekawość ba.. szukacie tematów do rozmów, chcecie poczuć się lepszymi dajcie sobie spokój sam się przekonywałem że jak zabierałem się z nieodpowiednimi intencjami nic z tego nie wychodziło zasypiałem lub za cholerę nie wchodziłem w ten stan. Jeśli macie autentyczny głód duszy…. chcecie zmian.. dostaniecie.
Więc mamy pytania, na początek dwa, góra trzy.

Potem przygotowanie ciała, najlepiej pusty żołądek nie głodny ale i nie syty, ciało wypoczęte ubrane w luźne ubrania i trzeba zapewnić sobie ciepłe okrycie w czasie głębokich sesji temperatura ciała potrafi spaść… Miejsce ciche i spokojne aby w żaden sposób nikt nie wytracił was z tego stanu.
Ja znalazłem sobie suszarnię na naszym domu leże na macie w polarnym śpiworze głową na północ.
Najlepsza pora dnia?  do 13, choć i po 20 zdarzały mi się fantastyczne podróże, zależy to od dnia, wypoczętego ciała i umysłu, jak będziecie zmęczeni skatowani, zróbcie sobie tylko relaks, prawdopodobnie zaśniecie w czasie sesji.  

Kładziemy się, wygodnie

1. Rozluźniamy ciało po kolei od palców lewej nogi, potem stopa, kostka, łydka, kolano udo pośladek i biodro, specjalnie opisuję nogę abyście mieli  pogląd jak to robić ja wizualizuję sobie obręcz świetlną która przechodzi z dołu do góry i rozluźnia totalnie części ciała, tak postępujemy z całym ciałem nogami, rękami dołem tułowia, górą, organami wewnętrznymi, szyją i twarzą, to ważne abyśmy poczuli całkowite rozluźnienie, dla osób które nie mają doświadczenia w takich ćwiczeniach proponuję nie iść dalej a kilka razy poćwiczyć pełne i TOTALNE rozluźnienie, ten początek jest bardzo ważny gdyż pozwala niejako oderwać się umysłowi od ciała

2.  Potem robimy 30 mega głębokich wdechów nosem i wydech ustami spokojnie tu chodzi o powolne napełnianie i doenergetyzowani ciała energią tej energii ma nam wystarczyć na podróż w inny wymiar, jednocześnie to ważne wizualizujemy sobie liczby od 30 do 0.

3. Po wykonaniu rozluźnienia przystępujemy do zamknięcia energii poprzez wizualizację przełączników, którymi wyłączamy przepływ /ja wyobrażam sobie przełączniki z takimi długimi metalowymi wajchami do wyłączania używane w sprzęcie elektronicznym w dawnych amplitunerach koloru srebrnego/. Bierzemy wdech i na wydechu wyłączamy: na stopie, na kolanie, na biodrze w obu nogach, potem na dłoniach zewnętrzna strona, na łokciach, na barkach jednej i drugiej ręki, potem na samym początku kręgosłupa /kość ogonowa/ z tyłu na karku, na czubku głowy, na trzecim oku, na czakramie gardła i serca i koniec.

4. Jesteśmy… teraz wizualizujemy sobie drzwi, bramę coś co możemy otworzyć to potrzebne dla naszej podświadomości za tą brama jesteśmy w TYM wymiarze.

5. Następnie wizualizujemy miejsce spotkań, piękne, wasze osobiste, miejsce do których zapraszamy kogoś wyjątkowego im więcej szczegółów wizualizacja będzie miała tym zakotwiczenie w tym wymiarze będzie lepsze pełna swoboda i inwencja, bawcie się tym niech staje się to doskonalsze z każdym razem /ja na przykład jestem na lekko pofałdowanej równinie bezkresnej z 3 słońcami różnych kolorów, rośnie trawa która lekko faluje w podmuchach wiatru który jest ciepły i pięknie pachnie /

Do tej wizualizacji jak ją zbudujecie będziecie potrzebowali czegoś do podróżowania /ja mam windę, klatka z zielonego metalu, otwierane drzwi, po prostu ładna winda / mogą być rakiety, schody /wasza inwencja twórcza/

To tyle przygotowań jak już macie wszystko zaproście waszego Przewodnika, Anioła możecie go nazwać jak chcecie, zaproście Go, przywitajcie, podziękujcie za przybycie i zadajcie mu pytania. a On /Ona/ was poprowadzi tak gdzie był początek /ja wsiadam do windy i jedziemy do miejsca w przestrzeni i czasie gdzie pokazuje mi wcielenia i sytuacje w których zaistniały dane okoliczności które skutkowały zadanym pytaniem/. Cała wasza praca to wyciągnięcie wniosków, poznanie intencji wtedy zmiana tych intencji i zrozumienie dlaczego stało się tak nie inaczej.

Czy można jeszcze pisać? ?? można, sami się przekonacie. reszta jednak to są wasze doświadczenia, i wnioski, nie ma sensu się rozpisywać ważne jest aby na koniec podziękować, wrócić przez te same drzwi zamknąć je i pootwierać przełączniki.
Jak często można tak? to zależy od was samych, po kilku razach zaczynacie odczuwać głód, potrzebę tego stanu tak jakby dusza domagała się czyszczenia, ja miałem takie stany przez kilka dni potem przerwa kilka miesięcy, tygodni. Czasami wpadałem w stan, gdzie takie sesje robiłem sobie dwa razy dziennie 10-12 i 20-22, jak w zegarku przez dwa, trzy tygodnie.

Dokładnie, głęboko robiona ta metoda lustra przeszłości daje niesłychanego kopa, człowiek przenosi się w stan ducha, dlatego nie polecam od razu takiego maratonu. Po prostu my żyjemy tu na ziemi, mamy swoje ziemskie sprawy, a taka dawka ducha może czasami spowodować iż zostawimy je… Ja miałem czasami tak że w zasadzie byłem Tam niż tu, odpowiedzi na pytania przychodziły z poziomu ducha nie umysłu. To jest cudowne doświadczenie jednak dla naszych partnerów możemy wydawać się trochę inni, szczególnie jak zaczniemy im mówić co widzimy u nich. A zaczniecie widzieć dużo więcej, moja rada zmieniajcie siebie nie innych. Inni ludzie, wasze otoczenie samo się zmieni pod wpływem waszych wyższych wibracji lub… odejdzie.
Konsekwencje są następujące… zmiana. .zmiana na lepsze?, na gorsze?

To nie tak, zaczniecie czyścić wasze połączenia z duszami z bagażu, a one zaczną realizować szybciej swój plan, Boski plan, na naszej ludzkiej płaszczyźnie może oznaczać to głębokie zmiany. U mnie zaczęło się od: śmierci przyjaciela, utraty pracy, rozwodu, zmiany miejsca zamieszkania, utraty syna. Wystarczy… Czy to były „złe „zmiany?
Z poziomu umysłu to były katastrofy, ale dzięki nim dusza mogła ruszyć do przodu, pozbyć się otoczenia, które widocznie nie sprzyjały jej rozwojowi. Ba….dzięki temu pisze to teraz, jestem tak innym człowiekiem nawet trudno opisać to słowami. Nie da się zawrócić z tej drogi. Jak raz dobrze zrobicie tą metodę, otworzycie na nowo zamknięte połączenie którego nie zapomnicie.

Ta metoda daje zrozumienie, wiedzę i możliwość naprawienia swoich intencji, rozwiązania wielu karmicznych węzłów, zmiany przysiąg, obietnic i uwolnienia się od wielu innych obciążeń. Dla uwolnienia od Kr. Ta metoda jest połową drogi, najpierw powinniśmy zrozumieć, naprawić swoje intencje a w następnym rytuale następuje właściwe pożegnanie.
Cdn.

Reklamy

49 komentarzy (+add yours?)

  1. Małgosia
    Czer 04, 2012 @ 15:32:44

    {{:-\ hmm !Brak mi słów do skomentowania tego tekstu ! Jestem pod wrażeniem !
    A czy ta metoda działa na pogryzienia ?

  2. pumpel
    Czer 04, 2012 @ 15:37:17

    Przeczytałam z zapartym tchem.
    Też mam kr. w ciele przyczynowym, na szczęście małego. I też bywałam u pani Grażyny, na którą trafiłam zupełnie przez „przypadek” – podobnie jak tu 🙂 Myślałam nawet, czy to, co ona robi, nie dałoby się wykorzystać w walce z gadami, a tu proszę, odpowiedź sama przychodzi i kładzie się na talerzu, wystarczy wykorzystać. Magiczny jest ten świat! 😀
    Dziękuję i czekam na dalszy ciąg.
    _/\_

  3. pumpel
    Czer 04, 2012 @ 18:03:02

    Miałam na myśli panią Gabrielę oczywiście…

  4. Gaja88
    Czer 04, 2012 @ 21:07:03

    Chciałam się zapytać, dlaczego w tej medytacji robimy punkt 3 ? czyli ustawiamy te przełączniki energii ?

    A trafił Pan w swoich wizjach na taką blokadę,bunt których nie mógł Pan pokonać, co wtedy zrobić ?
    Załóżmy, że widzi się jakie są intencje, sytuacja która do tego doprowadziła lub (prawo które zostało złamane) i za nic nie można się zgodzić, żeby było inaczej.
    Co zrobić, gdy za nic nie chce się zaakceptować danego stanu rzeczy, że takie prawo jest, że Dusza musi się do niego stosować ?

    Co z tego, że Bóg dał człowiekowi wolność jak ta wolność i tak obróci się przeciwko człowiekowi, bo tak czy siak prawa wszechświata będzie musiał przestrzegać, jak nie teraz to za x lat, wcieleń….. – to już taka dygresja zeźlonej mnie ;/

  5. SwiatDucha
    Czer 04, 2012 @ 23:32:56

    Mam nadzieję, że Marek odpowie na pytania dotyczące swojego tekstu.

    „Co z tego, że Bóg dał człowiekowi wolność jak ta wolność i tak obróci się przeciwko człowiekowi, bo tak czy siak prawa wszechświata będzie musiał przestrzegać”

    Tak naprawdę, to to, co w chrześciaństwie nazywane jest wolną wolą powinno być nazwane „potencjalną możliwością wolnego decydowania”. Bowiem do istotnie wolnego decydowania droga daleka. Jeśli zaś ktoś naostrzył sobie na nią apetytu słuchając nieprawdziwych nauk, no cóż.. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach może czuć frustrację. Tak więc rozczarowanie, rozeźlenie jest zrozumiałe.

    Ale jest szansa, jesteśmy na dobrej drodze.
    Wolność nie odwróci się przeciwko nam, tylko bezrozumne, nieświadome wybory mogą nam dodać cierpienia.

    A co zrobić, jak Dusza nie chce zaakceptować? Z jakiejś przyczyny tak ma, więc trzeba [jako osobowość] pogadać, popracować z własną Duszą, aby ujawniła nam te przyczyny. szczegóły: szukaj „rozmowy” [Ctrl+F] na stronie
    https://swiatducha.wordpress.com/dusza/

  6. conchittta
    Czer 05, 2012 @ 09:58:02

    A właśnie, po co „zamykać” energię? Ja tam lubię, jak moja energia szaleje po przestworzach :). Czy może chodzi o zastosowanie jakiejś formy ochrony energetycznej?

    Tak ogólnie to fajny i pomocny tekst.

    A co powiecie o takich szeptaczach, podsuwaczach myśli? Czy to też są kr.? Zauważam, że jak tylko trochę bardziej oczyszczam się to pojawiają się tacy szeptacze i podsuwają myśli, impulsy które niby udają głos wewnętrzny, ale działają nie z prawdziwego wnętrza naszej istoty, tylko z niższego poziomu. Właśnie pisząc pierwsze zdanie zauważyłam już szeptacza, który mi podszeptywał, żeby nic nie pisać, próbował wywołać energię nieangażowania się, żeby przypadkiem nie wypłynęło ze mnie coś inspirującego, otwierającego. Wpływ był zauważalny, bo ostatnio jestem bardziej uważna i otwarta.
    Hehe to było z lewej strony mojego ciała, trochę pomieszało przez chwilę, coś mnie ciągnęło, powodowało dyskomfort a teraz musiało odejść i w to miejsce weszła świeża leciutka energia. WOW! Dzięki! Dzięki temu tekstowi to zauważyłam…

  7. Gaja88
    Czer 05, 2012 @ 18:35:21

    „Co z tego, że Bóg dał człowiekowi wolność jak ta wolność i tak obróci się przeciwko człowiekowi, bo tak czy siak prawa wszechświata będzie musiał przestrzegać, jak nie teraz to za x lat, wcieleń….”

    Dostałam odpowiedź w medytacji, że to wszystko, (nawet ta wolność), miały mi pokazać, że nie ma dla mnie nic lepszego niż Miłość.

    „Tak naprawdę, to to, co w chrześciaństwie nazywane jest wolną wolą powinno być nazwane “potencjalną możliwością wolnego decydowania”. Bowiem do istotnie wolnego decydowania droga daleka. Jeśli zaś ktoś naostrzył sobie na nią apetytu słuchając nieprawdziwych nauk, no cóż.. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach może czuć frustrację. Tak więc rozczarowanie, rozeźlenie jest zrozumiałe.”

    Rozumiem więc, że Dusza nie godząc się na jakieś prawo uruchomiła w sobie “potencjalną możliwością wolnego decydowania” i się zbuntowała. Nie rozumiem Andrzeju o czym piszesz.

  8. buszujaca
    Czer 05, 2012 @ 23:20:46

    ah a mnie zaczelo cos w gardle uwierac od wewnatrz , no prosze ale sie nie dalam i dziekuje bardzo za ten artykul 🙂
    juz jednego gadzika sie pozbylam, nawet nie wiem jak, bo jak sie dowiedzialam, ze go mam to probowalam wszystkiego i w koncu zobaczylam jak odchodzi;
    zostal drugi ……a moze juz nie 🙂
    wiec czekam na kolejne i pozdrawiam 🙂

  9. JESTEM
    Czer 06, 2012 @ 00:16:18

    Serdeczne gratulacje Conchitta!
    Jestem zachwycona Twoją uważnością i otwartością… itp, itd… oraz spostrzegawczością.
    Ciekawam, co Ci odpiszą tutaj… na temat tych myśli… No kto je podsyła?
    Może Krokodyle? Zastanawiam się, jak Bóg sobie z nimi daje radę i po co ich, tych Krokodylów 🙂 stworzył?
    Serdeczności MOC przesyłam.

  10. JESTEM
    Czer 06, 2012 @ 00:20:33

    Można to inaczej nazwać „umownie wolną wolą”. Bo ograniczona do reguł, jakie panują w danym świecie, zwłaszcza, gdy się o tych regułach zapomina, a to jest jedna z podstawowych reguł tego świata: zapomnienie o regułach. Gra o to, żeby sobie przypomnieć 🙂

  11. Gaja88
    Czer 06, 2012 @ 19:31:53

    „juz jednego gadzika sie pozbylam, nawet nie wiem jak, bo jak sie dowiedzialam, ze go mam to probowalam wszystkiego i w koncu zobaczylam jak odchodzi;
    zostal drugi ……a moze juz nie ”

    Buszująca mimo, że piszesz że próbowałaś wszystkiego może masz jakieś skojarzenia co najbardziej Ci pomogło i uwolniło od kroko?

  12. buszujaca
    Czer 06, 2012 @ 20:20:36

    Swiadomie zwalnialam go ze sluzby, dziekowalam i prosilam o odejscie, duzo rowniez medytowalam, wybaczalam non stop wszystko,czyscilam intencje, duzo roznych rzeczy az jednego ranka obudzilam sie i poczulam ze to nie ja tylko cos co wcale nie ma emocji,uczuc jest puste, bezplciowe- az ciezko opisac; poczulam sie jak on i szybko sie otrzasnelam, ze to nie ja, zaraz potem zobaczylam jak stoi na przeciwko mnie i znika. Wiec zapytalam o ponowna analize i okazalo sie, ze juz go nie ma u mnie uff i wszystko zaczelo sie ladnie ukladac,ale jeszcze jeden zostal i caly czas dziekuje mu za usluge i zwalaniam ze sluzby oraz sprobuje medtody podanej w tym artykule 🙂

  13. Marek
    Czer 06, 2012 @ 22:04:38

    Witajcie Tu Marek, Na początek dziękuję za zainteresowanie moim tekstem faktycznie został jeszcze jeden tekst ,jak to opisany przez Andrzeja rytuał na bazie Helingera [tu link] pomógł mi w rozstaniu z kr., mam teraz dużo pracy ,po napisaniu tego tekstu uwolniła się jakaś energia i zaczynają napływać do mnie inspiracje związane z moimi sprawami zawodowymi stąd mało czasu ,poza tym pomyślałem że na spokojnie osoby zainteresowane zaczną poznawać ta metodę Lustra Przeszłości i tam też pojawi się mnóstwo pytań gdyż jak wspomniałem ta metoda jest prosta ale doskonałą do POZNAWANIA i oczyszczania swoich intencji , nic nie da pisanie tysięcy afirmacji / wiem zapisałem ponad 25 zeszytów 80 kratkowych /to będzie jak próba zapisania nowego programu na stary soft / nie te sterowniki ;- )) więc najpierw dogłębne poznanie swoich intencji ,potem rytuał i rozmowa z tymi istotami i pożegnanie.
    dla Gaja 88- nie tyle ustawiały te przełączniki ile je „zapalamy ” lub ” gasimy ” jak światło w pokoju po prostu „pstryk”, co do oporu ależ oczywiście !!!!
    opór ma swoja intencje lub wiele intencji …..trzeba je poznać ,poza tym może być opór przed wejściem w ten stan Lustra Przeszłości ,istoty zwane kr.bacznie obserwują swoich żywicieli i najzwyczajniej nie są zainteresowane naszym rozwojem dla nich to głód !,jeśli jest opór przed wejściem w ten stan ,proponuję wcześniej po prostu pomodlić się / chce w tym miejscu zaznaczyć że nie jestem religijny w potocznym tego słowa znaczeniu ,dla mnie słowo modlitwa znaczy raczej tyle co rozumie Łazariew ,przypomnienie mi, że najważniejszy jest Bóg i wszystko co tu doświadczam jest bezpieczne jeśli się Jemu oddaję w opiekę i w Inspirację , zauważyłem że mi to bardzo pomagało stawałem się spokojniejszy i łatwiej wchodziłem w ten stan LP.
    nie ma praw ..one są wytworem naszych umysłów ..i dotyczą karmy państwa ,grupy lub całej planety a my je odbieramy jako ” prawa” ,
    przykład ? -prawo ciążenia ,podobno człowiek nie może latać ,czy na pewno ?
    prawo dot.kontaktu ognia z białkiem ..powinno się powyżej 40 st. ścinać a chodzenie po ogniach ? te prawa są naszym przekonaniem a to buduje ich doświadczanie ,czyli doświadczamy to w co wierzymy ..
    wiś.ta wio łatwo powiedzieć …..
    conchitta – zamykanie energii jest raczej jej ukierunkowaniem ,zobacz sama różnice jak wejdziesz w ten stan z zamykaniem i bez …dla mnie stan LP z zamkniętymi przełącznikami był zawsze bardzo gębki bez zamykania ..fakt energia krąży a my ja potrzebujemy gdzieś indziej …ale chyba to jest bardzo indywidualna sprawa .
    buszująca -kobietom teraz jest łatwiej ..bo macie intuicję większą niż my inna sprawa że teraz jakby przestrzeń była bardziej „rzadka” mniej gęsta dzięki temu łatwiej trafić w tamten wymiar ….co do uwolnienia gratuluję moim zdaniem całe twoje jestestwo było już wymęczone tym gadem dzięki temu współpracowało z tobą .
    Niestety u mnie myło inaczej …moje przysięgi zobowiązania ,jego obietnice itp.itd.musiałem zrywać powoli choć samo uwolnienie poszło gładko ,uważam że samo uwolnienie to pestka …ważne jest znalezienie intencji naszych i co obecność a raczej okupacja tego gada kr. nam dawała ,jaką mieliśmy z tego ” korzyść ”
    to może dziwne co napisze ale myślę że gdzieś głęboko te istoty chcą abyśmy się uwolnili … tak dziwnie czułem od niej .. z jednej strony złość ,żal strach ale i taka ulga .pozdrawiam was i piszcie jak będziecie mieli pytania chętnie odpowiem zgodnie z moimi odczuciami i wiedzą z doświadczeń
    Marek
    Andrzej ma mojego maila wyślij do niego prośbę o przesłanie ja wyrażam zgodę

  14. Davvidia
    Czer 07, 2012 @ 09:57:36

    „może dziwne co napisze ale myślę że gdzieś głęboko te istoty chcą abyśmy się uwolnili … tak dziwnie czułem od niej .. z jednej strony złość ,żal strach ale i taka ulga” – to jest bardzo ciekawy kawałek, ponieważ miałam raz podobne odczucie, że muszę się wcielić odwalić jakąś „brudną robotę” dla celów wyższych … Coś tu jest na rzeczy z ogólnym planem wzajemnej realizacji.. Tak jakby bez „zła” ktoś nie zobaczy „dobra”. Pewnie szczęśliwi Ci uwolnieni z tej zależności i będący już ponad „planem wzajemnej realizacji” 😉

  15. Marek
    Czer 07, 2012 @ 10:42:54

    Witaj ..
    polecam ostatni wywiad z Dolores Cannon na you tube ,lub u innych badaczy ,wygląda na to że tak zwana brudna robota to chęć doświadczania i własna autonomiczna decyzja duszy ,moim zdaniem w tych decyzjach które podejmujemy Boski plan jaki jest dla każdej duszy obejmuje obopólne korzyści my z naszego ludzkiego punktu widzenia widzimy brudna robotę do odwalenia ale z wyższego planu obie strony mają ogromne korzyści ,dla mnie kr. lub gady tez stoją przed wyborem a w zasadzie stawiane są przez nas uwalniających się przed wyborem albo dalej brnąć szukając nowych pomysłów na pasożytowanie albo zagłębić się w swoją naturę szukając innej drogi .trochę jak my ….mamy wybory ..w które brniemy ślepi i głusi na fakty lub …zaczynamy otwierać się na Boski Plan dla nas ..dla mnie
    Natomiast Dobro i zło to tylko nazwy na doświadczenia będące wynikiem moich intencji ..inaczej intencje wynikające z miłości ,poszanowania ,akceptacji dadzą doświadczenia zwane dobrem ,intencje wynikające ze strachu,inaczej braku miłości dadzą doświadczenia zwane złem ….
    pozdrawiam
    Marek

  16. Davvidia
    Czer 07, 2012 @ 11:11:14

    „intencje wynikające z miłości ,poszanowania ,akceptacji dadzą doświadczenia zwane dobrem ,intencje wynikające ze strachu,inaczej braku miłości dadzą doświadczenia zwane złem”

    Piękny cytat i jaki oczywisty 🙂 Czasami wpadamy w ludzki punkt widzenia i nie widzimy 😉

  17. Hawa
    Czer 08, 2012 @ 10:19:59

    Polecam wywiad z George Kavassilas – Sydney Eguinox – 1-2-3 of-7
    Dervine Feminin (napisy PL) zamieszczone sa w you-tube.

  18. Davvidia
    Czer 11, 2012 @ 14:34:00

    „mamy w planach organizować spotkania szkoleniowe promować pomoc wzajemną w nauce tej metody”
    Czy juz wiadomo kiedy?

  19. Marek
    Czer 11, 2012 @ 17:19:56

    w sprawie ewentualnego szkolenia ,myślę że po powrocie Andrzeja pojawi się oficjalna informacja .
    pozdrawiam Marek

  20. urodzona
    Czer 16, 2012 @ 21:09:32

    Ja wolałabym abyście Boga do tego wszystkiego nie mieszali. Bóg ma swój plan na kazde zycie i z tego co ja znam Pismo Swiete wasze lustra nimi nie sa. Marek, jestes uwiedzioną, bląkajaca się duszą, ktora uwodzi innych (prawdopodobnie nie zdajac sobie sprawy). Ja jestem na tej stronie tylko po to aby podac mojej siostrze info odnosnie tych zgubnych psychologicznych terapii. Ona miala hypnoze (ja wiem ze to troszke inna sprawa) ale niestety obie praktyki sa kierowane przez te sama nieczysta sile duchowa. I obie terapie wczesniej czy pozniej prowadza do duchowej bankrupcji (depresja w najlepszej sytuacji and samobojstwo w najgorszej).

  21. Art
    Czer 17, 2012 @ 10:41:13

    Witaj!

    Mój przypadek jest pewnie jak wiele innych – syndrom DDA, związek z osobą, która posiadała krokodyla, ja mam pogryzienia, wejścia i ciągłe konflikty. Zaczęło się od wielkiej miłości, później kłótnie o drobiazgi, potężne awantury, przerzucanie na mnie odpowiedzialności za kłótnie. Mój partner wmawiał mi obłąkanie, głupotę, odprawiam egzorcyzmy i nadal to ze mną ciągle było źle, od czasu do czasu padało stwierdzenie, że razem jesteśmy odpowiedzialni po 50% po czym znów kolejne piekło. Jak przeczytał o krokodylach, to zaczęła się jazda w moim życiu, że mam krokodyla, życie zakpiło okazało się, że krokodyla miał mój partner, no cóż ja mam wejścia i pogryzienia. Z tekstów zamieszczonych na tym portalu wynika m.in., że to związek z osobą posiadającą krokodyla powoduje, to że pojawiają się pogryzienia i wejścia. Nie obarczam winą tu nikogo, zdecydowaliśmy się razem na ten związek… tylko jak z tego wyjść? Awantury, że mam wejścia są na porządku dziennym w momencie gdy nie zgadzam się z moim partnerem, ostatnio zostały z mojej strony użyte dość mocne obraźliwe słowa, poczucie winy we mnie ogromne i przykrość do czego doprowadzają mnie relacje z moim partnerem. Nie mogę go poprosić o nic, bo do celowo słyszę, że rzekomo wydany został rozkaz, chorą sytuacją jest podejmowanie rozmów, bo.. to moja wina, prowokacja i mam wejścia, znów opętanie duchem… a mój partner, czysty, ok, pozbył się rzekomo krokodyla i dalej zachowuje się tak jak od początku naszego związku : gdzie liczyło się tylko to co on ma do powiedzenia i rację miał tylko on. Wiele razy padło z mojej strony : lekarzu ulecz się sam, ale to jak grochem o ścianę. Czasem mam wrażenie, że mam do czynienia z samym bogiem, bo TYLKO on ma rację. Ostatnio zmarła mi bliska osoba z rodziny i mój partner na tę chwilę dając sobie w pełni prawo „dokonuje najazdu” na relacje jakie łączyły tych ludzi w rodzinie z pełną premedytacją wiedząc jak bardzo boli mnie świadomość utraty bliskiego mi człowieka. No cóż.. syndrom DDA ma również On, ale to zgodnie z tym co On mi mówi – TYLKO u mnie nie został rozwiązany ten problem, u mojego partnera – jak gdyby go nigdy nie było. Jeżeli ktoś mógłby dać mi wskazówkę co mam dalej robić aby uratować ten związek, to proszę napisać to tutaj.

  22. SwiatDucha
    Czer 20, 2012 @ 10:58:20

    Witaj Art!

    Przykro czytać o takich scysjach, ale – samo życie. Jedno jest dobre – świadomość, która może dać rozwiązanie.

    > Czasem mam wrażenie, że mam do czynienia z samym bogiem, bo TYLKO on ma rację.

    TO pokazuje, że krok. nadal jest atakujący. Pytasz jak uratować związek? Chcesz uratować związek z aktywnym nosicielem krokodyla? Podam odpowiedź: przestań się stawiać, zaakceptuj wszystko, potakuj mu, gódź się na to, co dostajesz, oddaj decydowanie o swoim życiu. To już chyba wszystko? Tak uratujesz związek.

    Pytanie: czy jednak tego chcesz? 🙂

  23. SwiatDucha
    Czer 20, 2012 @ 11:09:18

    Chrześcianie swobodnie szafują oskarżeniami [zwłaszcza o nieprawomyślonść], tutaj wydaje się, że, Markowi się dostało.

    Jakoś mi to bardzo przypomina zarzuty inkwizycyjne, nie macie tego odczucia?

  24. Art
    Czer 21, 2012 @ 08:47:34

    SwiatDucha – nie, tego nie chcę. Odnoszę wrażenie, że z krokodylem, z jego rzekomym pozbyciem się jest inaczej, to jak z naszą „ciemną stroną natury ludzkiej”. Na co dzień jesteśmy dobrze postrzegani i wystarczy nam impuls, by zachować się jak skrajni mściciele w walce o tzw. słuszną wg nas sprawę. To od nas zależy czy przejdziemy na ciemną stronę czy też zachowamy się zgoła inaczej. Uważam, że człowiek świadom swoich wad, ułomności, posiadania krokodyla, wejść, pogryzień itd. może pracować nad powstrzymywaniem się od określonych zachowań i tylko w taki sposób jest możliwość pozbycia się obciążeń, przekonań, które posiadamy. Wiem, że podważam treść tego artykułu, lecz to właśnie dzięki mojemu partnerowi została zwrócona moja uwaga na to, że gdy wydaje nam się, że czegoś się pozbyliśmy, to to wraca. Krokodyl to bardzo mądra istota, która zdaje sobie sprawę, że jak zasieje w swoim nosicielu przekonanie, że go się już pozbył, to dopiero zaczyna zbierać plony swojej ” wielowcieleniowej” pracy, gdyż nosiciel ma w sobie na tyle pychy, że nawet nie dopuszcza tego, że krokodyl może pojawiać się i znikać wiedząc, że właśnie jego nosiciel ma zamiar poddać się badaniu weryfikującemu czy jest jeszcze w nim krokodyl. To moja teoria, aczkolwiek fakty w moim życiu odnośnie pracy nad swoimi negatywnymi emocjami bardzo przemawiają za takim rozwojem sytuacji. Dla mnie pozbycie się obciążeń, to non stop praca ze sobą. To jak gra w pokera, gdy już jesteśmy pewni swej wygranej, to nagle pojawia się w grze o naszą duszę czarny as i rzuca : sprawdzam! Inicjując określoną sytuację i to od nas zależy czy pozbyliśmy się tego co nam przeszkadzało w drodze do miłości. Nie da się unikać przez kolejne wcielenia osób z krokodylami, wejściami, pogryzieniami, na każdej drodze życia pojawiają się przeszkody i jeżeli trafiliśmy na partnera, który zauważy, że nie wszystko jest OK tak jak on mówi, wówczas istnieje szansa, że może uda się rozwiązać wspólnie problem, który pojawia się coraz mocniejszy w kolejnych wcieleniach, aż w końcu dopełni się, gdy stawimy czoło temu problemowi i wyciągniemy właściwe wnioski – czego finałem będzie nie pojawianie się więcej danego doświadczenia. Czemu tak uważam? Znam swoją przeszłość, znam sytuacje, które nagminnie się powtarzały, uniki jakie moja dusza stosowała, wybory jakie podejmowała, w końcu zauważyła moja dusza, że drogą do wolności jest zrozumienie problemu, przekonań, świadomość czemu wybrała takie a nie inne doświadczenie, celowość i sens całokształtu życia ziemskiego i tylko ta wiedza w połączeniu z miłością wspomaga nasze uwolnienie się od przekonań. Dzięki naszym przekonaniom godzimy się na krokodyla, wejścia, pogryzienia itd. nie wierząc, że przez Miłość możemy osiągnąć wszystko.

  25. Marek
    Czer 21, 2012 @ 13:33:38

    Witaj Urodzona ,dziękuję za wyrażenie swojego zdania ,rozumiem je doskonale sam zostałem wychowany i byłem gorliwie praktykującym katolikiem do czasu aż się przebudziłem właśnie ze swego rodzaju hipnozy ,która w moim przypadku trwała kilka tysięcy lat ,w sesji regresingu widziadłem siebie inicjowanego przez kapłana w czasach rzymskich na „prawdziwego chrześcijanina ” i umarłem za „wiarę”.ba…poznałem swoje i tego kapłana intencje jak również intencje pozostałych „braci , ta sesja była jak zimny prysznic.Dla moich braci śpiących jak nazywam wyznawców KAŻDEJ religii ,dyskusja nie ma sensu ,wszystko co napiszę będzie uznane za przejaw szatana ,znam to słyszę to od mojej matki ,siostry itp. niemniej tylko mogę pokazać drogę ….ja nie namawiam ….i tak każdy się obudzi ,prędzej czy później.dzisiaj doskonale rozumiem co miał na myśli OSHO pisząc o religii ,polecam ..polecam wpisać w google / jak ukraść duszę / coraz trudniej znaleźć,poszukać w necie o rytuałach w których uczestniczą biskupi ,kardynałowie / wyznania kobiet / co naprawdę zawierają ” święte oleje” nawet nie chcę iść dalej ponieważ nie chcę wywoływać agresji u osób które „czują się urażone ” znam osoby które takich jak ja ..nawracają w postaci odprawiania rytuałów i modlitw do „boga” które z miłością nie maja nic wspólnego raczej z czarną magią …
    pozbyłem się tych połączeń wiem co piszę ..ba …ja tez z wielka ostrożnością podchodziłem do tej metody ,teraz wiem że jest bardzo niebezpieczna .!! dla śpiących ,dzięki niej obudziłem się i dlatego zerwałem moje połączenie z kr. kiedy pojawia się ŚWIADOMOŚĆ i WIEDZA znika potrzeba wiary ..całą ideą zniewolenia i uśpienia jest idea „pośrednika ” religia jako pośrednik pomiędzy mną a Bogiem,rząd jako pośrednik pomiędzy moimi podatkami a potrzebującymi,ta idea jest rozpowszechniona na tej planecie a bazuje ona właśnie na braku zrozumienia że tylko ja sam jestem odpowiedzialny za swoje życie ,moje wybory i sam ponoszę pełne konsekwencje swoich własnych wyborów i przekonań a Bóg jest ” tylko ” miłością i droga do Domu jest tylko jedna …To nasz brak świadomości czym i kim jesteśmy daje pożywkę różnym ” załatwiaczom ” jeden załatwi nam życie wieczne blisko boga /religie /drugi załatwi nam mądrość i siłę,przebojowość /kr./ rządy „mądrzejsze” ” troskliwe społecznie” lepiej wydadzą nasze pieniądze.Kr. z którym rozmawiałem jasno to nazwał chciałeś mnie sam,bo uznałeś że potrzebujesz pośrednika ,kiedy się obudziłem ,jego obecność jest niepotrzebna ,sam wziąłem swój „krzyż „na swoje barki ,nie szukam pośredników,nie potrzebuję.i nas koniec proszę o wybaczenie tych których uraziłem. ja szanuję wasze przekonania proszę abyście uszanowali moje .Marek

  26. SwiatDucha
    Czer 21, 2012 @ 20:09:02

    > człowiek świadom swoich wad, ułomności, posiadania krokodyla, wejść, pogryzień itd. może pracować nad powstrzymywaniem się od określonych zachowań i tylko w taki sposób jest możliwość pozbycia się obciążeń, przekonań, które posiadamy.

    To też mnie wydawało się jedynym wyjściem. Powstrzymywanie się wydawałoby się wystarczać,
    https://swiatducha.wordpress.com/2012/03/29/z-kola-samsary/ – można przeczytać.
    ale tak wiele osób tego próbowało z nikłym skutkiem. Dlatego szukamy głębiej, i znajdujemy rzeczy, które się filozofom nie śniły. Niestety, trzeba do tego aktywnego działania nosiciela.

    > jak zasieje w swoim nosicielu przekonanie, że go się już pozbył
    To jest jedna z taktyk kr. który nie chce pozbywać się ofiary, na której żeruje. Współpracuje to też z chęcią nosiciela [kto wie, czy nie większą], aby zachować status quo w swoim życiu [nie patrząc co na to najbliźsi, czy nie będą cierpieć]. Jednym słowem – to kolejne kłamstwo prowadzące do wykorzystywania dotychczasowej ofiary. Wygodna wymówka.

    Wydaje mi się, że masz bardzo dużą samoświadomość.

  27. Hawa
    Czer 22, 2012 @ 11:17:41

    James Redfield TAJEMNICA SHAMBALI
    Wiele wyjasnia o ,,negatywnych myslach i nie tylko,, 🙂

  28. Art
    Czer 22, 2012 @ 11:40:06

    ŚwiatDucha.. troszkę opatrzenie zrozumiałeś mój tekst, fakt nie zagłębiała się moja dusza w szczegóły. Samo powstrzymywanie się nie wystarcza, należy pracować nad poznaniem swoich przekonań, których skutkiem jest określona baza zachowań. Artykuł Marka doskonale naprowadza jaką drogą można iść, by doświadczyć POZNANIA i ZROZUMIENIA tego co nami rządzi. Daje sygnał by podjąć działanie, które ma być ukierunkowane na pozbycie się naszych słabości. Sygnalizuję raczej coś innego, że po przejściu TEJ drogi, poznaniu, zrozumieniu i rzekomym pozbyciu się tego problemu, który w nas tkwi, należy nie spoczywać na laurach, a non stop pracować nad sobą dalej, dbając o to, aby nie występowały negatywne zachowania, które nam są tak dobrze znane. Może to będzie dla co po nie których przykre, ale no cóż… każdy z nas jest swego rodzaju alkoholikiem, w jakimś momencie życia swej duszy skosztowaliśmy wg nas łatwizny, uznając, że Bóg, Stwórca ani my sami nie jesteśmy w stanie sobie pomóc, pojawiła się zachęta, skuszenie i wpadliśmy jak śliwka w kompot uznając, że teraz to dopiero nam będzie dobrze oddają naszą wolną wolę w posiadanie istoty z zewnątrz. Pozbywając się tej istoty w sposób świadomy wyrażamy naszą chęć do bycia wolnym, pytanie tylko : czy nasza Podświadomość to akceptuje? Wszak ona przez setki, tysiące wcieleń funkcjonowała słuchając innego „pana”, to stąd uważam, że w czasie gdy zrozumiemy, poznamy i pierwszy raz porozmawiamy z naszym pasożytem powinniśmy pamiętać o tym, że jest to dopiero początek drogi a nie już jej finał. Piszę to na podstawie własnych doświadczeń oraz jako obserwator mojego partnera. Czy mam rację, czy się mylę… niech każdy podług własnych doświadczeń wyciągnie wnioski.

    Jestem starą duszą, która od urodzenia pamięta swoje poprzednie wcielenia, znała swoją przyszłość, aż do spotkania tej duszy, z którą obecnie jest. Bycie z tą duszą, to droga życia, w której następuje przyspieszony etap wypalania karmy, uświadamiania sobie swoich własnych bolączek, pozbywania się przekonań tak własnych jak i rodowych, to ciągła nauka bycia sobą i życia w miłości. Moja dusza wybrała drogę do Miłości, uznając, że skoro w swoim życiu ziemskim kierowała się nie miłością, to wszystko jest w stanie w sobie uleczyć po przez miłość. Gdy dzieje się coś przykrego szukam w sobie odpowiedzi: czemu tego doświadczam?, ale nie jako osoba, która czuje się z tego powodu winna danej sytuacji, a jako obserwator, który wyciąga wnioski z danego momentu doświadczenia i idzie dalej przyglądając się danej chwili. Dusza uświadomiła mi na czym polega zawiązywanie karmy – jeżeli doświadczamy czegoś przykrego dla nas, powinniśmy wybaczyć przede wszystkim sobie, że zdecydowaliśmy się na takie doświadczenie jak i osobie, od której tego doświadczamy. Karma ma to do siebie bynajmniej u mnie, że w ciągu krótkiego czasu osoba, która „wyrządziła ” mi krzywdę, doświadcza tego samego, ale mocniej, moja dusza zauważyła, że przed każdym takim momentem ma możliwość dokonania wyboru czy chce odpłacić pięknym za nadobne – i to właśnie w tym momencie jeżeli uzna, że wyrządzi tę krzywdę zawiązuje karmę na kolejne wcielenie. Staram się unikać tego typu sytuacji decydując się na odstąpienie od negatywnej strony. Aby pozbyć się długów karmicznych, niekończących się nici, które plątają nas w kolejne wcielenia należy uświadomić sobie jak powstaje karma i przerwać to. Obciążenia typu „krokodyle, pogryzienia, wejścia” blokują nas dużo silniej na zerwanie tych węzłów karmicznych, bo wspierają je istoty z zewnątrz, które współpracują z naszą podświadomością i wybaczcie jeżeli kogoś urażę, ale tzw wizualne, energetyczne zerwanie więzi z danym człowiekiem nic nie da, dotąd do póki nasza Podświadomość nie zrozumie czemu dany człowiek pojawił się w naszym życiu. Ciągła praca nad swoim wnętrzem, szukanie zrozumienia samego siebie od środka prowadzi nas do Miłości.

    Moja dusza pisząc pierwszy wpis była w rozsypce emocjonalnej, chciała uświadomić, że świadoma pewność siebie, że czegoś już nie ma, jest tylko zachętą do łamania wszelkich zasad w imię.. no właśnie czego?

  29. Enka
    Lip 18, 2012 @ 22:42:14

    Art – czytając Ciebie, widzę siebie. Weszłam zachęcona tytułem Marka M, ale dopiero czytając Ciebie znalazłam uzupełnienie. Jesteś jak moje LUSTRO, coś nieprawdopodobnego. Właściwie nawet podobnych słów bym użyła, do opisów sytuacji na pewno.

    „energetyczne zerwanie więzi z danym człowiekiem nic nie da, dotąd do póki nasza Podświadomość nie zrozumie czemu dany człowiek pojawił się w naszym życiu”

    Nie wiem CZEMU ?
    Nie czytałam odpowiedzi Świata Ducha, bo nie zadałam pytania. To pytanie zadałam sobie i dostałam odpowiedź.
    Ale zrobiłam tak jak radzi Tobie Pan Andrzej, po prostu akceptuję
    Nie chcę zerwać związku. Zauważyłam, że pewne rzeczy po prostu „spływają” po mnie. Zauważyłam dużą zmianę w zachowaniu partnera. Nie wiem, czy jest we mnie wiecej miłości do siebie, do niego ??? nie wiem, czuję miłość do świata ogólnie, tego jestem pewna. Daję mojemu partnerowi absolutną wolność i sobie wolność w przyjmowaniu lub nie przyjmowaniu do siebie, jego niekiedy nawet agresji.
    Powiedziałam DOSYĆ i czułam jak kurczy się jego podłość (kr.).
    Mój partner bardzo uważa na to co mówi, co robi itd. , aby mnie nie zrazić, urazić i ja to akceptuję mimo, że widzę tę sztuczność.
    Dokonałam wyboru i wiem, ale tak dogłębnie, ze mogę żyć bez mojego partnera. Dopóki miałam lęki wszystko się waliło. Nie mówię, że krokodyl w Twoim partnerze przystopuje lub odejdzie. Od mojego nie odejdzie, bo on jako człowiek uważa, ze jest doskonały w każdym calu, wszystkie decyzje są jego.
    Akceptuję to, nie walczę z tym, jesteś doskonały OK , bądź sobie takim jakim siebie widzisz. Niemniej mój umysł dla spokoju duszy zabezpiecza się. Rozłącza wszystko co mnie łączyło. Nie wiem, czy to umysł, tak sądzę, bo cóż by innego ?
    Swoje ziemskie ciało muszę gdzieś zachować, jeść, spać, mieszkać itp.
    Dopóki się bałam nie dopuszczałam takiej możliwości. Przestałam sie bać i coś takiego się pojawiło. Byłam zaskoczona, że mój partner tak bardzo się zmienił.
    Acha, była jeszcze wcześniej wielka awantura w czasie której własnie będąc uzależniona ( mieszkanie …. inne wspólne…) tak mnie wyprowadził z równowagi, że odeszłam z pełnym przekonaniem, iż nie wrócę. Znowu były płacze i klękania, ale moja postawa była inna i sądzę, że zauważył różnicę.
    Myślę, że to było moim ostatecznym dopełnieniem się i już żaden inny mnie nie dosięgnie. Boże ileż ja wycierpiałam i ciągle to samo.
    Jesteśmy razem, ale nie tak do końca. Coś jak gdyby gęsta mgła pomiędzy. Mój partner po prostu walczy o mnie, czuję to na wielu płaszczyznach.
    Akceptuję jego walkę, tak jak akceptuję to, że pozwalam mu walczyć, biorę odpowiedzialność za to, że być może nie do końca jestem szczera. Biorę odpowiedzialność za to, ze nie daję mu mojej szczerości i wybaczam to sobie.
    Powodzenia Art i napisz, jak sobie radzisz?

  30. Enka
    Lip 18, 2012 @ 23:38:23

    Dziękuję Marku za opis. Mówią, że przypadek, ale napisałeś odpowiedź na pytanie, które mnie nurtowało od dawna.
    Własnie boję się medytować, tego, ze się uzależnię, że będę potrzebowała wchodzenia w tamten stan. Wydaje się, ze mogą sobie na to pozwolić tylko ludzie o silnym charakterze.
    Nie wiem, czy taki mam?
    Nie mogę sobie poradzić z nałogiem papierosowym i nie wiem czy nie wpadnę w inny. Czy zechcę wracać ?
    Może tam będzie mi lepiej?
    To jest własnie to o czym pisze Pani, która święcie wierzy w Biblię. Ja w nią nie wierzę. Traktuję ją jako opis spotkań podobnych do Twoich. Jest tam wiele słuszności, ale tak jak mówisz :
    Jest to tylko i wyłącznie POŚREDNICTWO !
    Tak uważam i wolę swoje spotkania z Bogiem. Nie czuję potrzeby spotkań kościelnych inni potrzebują, to tylko i wyłącznie ich wybór. Mają prawo i ja to szanuję.

    Wracając do mojej obawy, to szanując Panią *urodzoną* i jej odczucia muszę przyznać, że mam podobne.
    Dlaczego boję się rozluźniać na tyle, aby wejść w ten piękny stan.
    Słyszałam o nim niejednokrotnie. Gdy się rozluźniam, jak gdyby programuję się, aby nie przekroczyć pewnej granicy. Dopuszczam odbiór energii, ale bez „unoszenia” się. Dosłownie czuję jak przenika, krąży, oczyszcza, uzdrawia i „wracam” do siebie.
    Właściwie to nie wiem, czego oczekuję od Ciebie Marku?
    Zapewne pozwolisz mi na wybór i być moze z czasem nabiorę odwagi ?
    Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję.
    To było bardzo obrazowe i dające mi po raz pierwszy jakiś spokój. gdzieś zniknął niepokój, który towarzyszył mi i to własnie on, powstrzymuje mnie przed poznaniem tamtego stanu. Zaraz po zakończeniu czytania, powrócił.
    Widać muszę „dojrzeć” do decyzji. Być może nigdy nie przejadę się „windą” do nieba. Sama nie wiem ?

  31. Enka
    Lip 18, 2012 @ 23:49:12

    „Karma ma to do siebie bynajmniej u mnie, że w ciągu krótkiego czasu osoba, która “wyrządziła ” mi krzywdę, doświadcza tego samego, ale mocniej, moja dusza zauważyła, że przed każdym takim momentem ma możliwość dokonania wyboru czy chce odpłacić pięknym za nadobne – i to właśnie w tym momencie jeżeli uzna, że wyrządzi tę krzywdę zawiązuje karmę na kolejne wcielenie. Staram się unikać tego typu sytuacji decydując się na odstąpienie od negatywnej strony.”

    Mam podobnie, dlatego napisałam do Ciebie Atr poniżej . Do innych również, aby zobaczyli, że również ta moze być.
    Ciekawe, jesteś jak pismo automatyczne, dotyczące mojej osoby.

    Jak to rozumieć Panie Andrzeju?

  32. At
    Lip 24, 2012 @ 07:47:43

    Enka – u mnie wygląda sytuacja inaczej : to ja utrzymuję rodzinę,spłacam kredyty itd. , nie przywiązuję do tego wagi w sensie materialnym, mam świadomość, że dzisiaj to mam, jutro mogę nie mieć nic. DDA potrzebuje jak powietrza miłości, ciepła, przytulenia, troski – mój partner ma tego pełną świadomość i .. dozuje to wedle uznania. Kiedyś w przeszłości były łzy, żal, pretensje, dopiero jak sobie uświadomiła moja dusza, a raczej przypomniała z poprzednich lat, że kochać należy samego siebie, a później dopiero inne dusze i inne istoty, że ciepło, mentalne przytulenie, troskę należy dać samej sobie, a nie oczekiwać od kogoś na zewnątrz, dopiero po tym uwolniłam się od przykrych słów, gestów, wywoływania poczucia winy we mnie. Ot wczorajsza kłótnia, słowa, które na samym początku mnie bardzo zraniły / podobno mój partner przemyślał wszystko nim mi powiedział- tak bynajmniej mnie poinformował /.. wywołały łzy, gdy byłam już sama, łzy, które oczyściły moją duszę. Zdystansowałam się do tego. Uświadomiłam sobie, że zapominając czego mam się nauczyć ponownie odgrywam rolę ofiary w tym związku. Można ująć : nagle otrzeźwiałam. Padło pytanie do samej siebie : Co Ty robisz?! Daj spokój! Szanuj siebie! Łzy zniknęły, pozbierałam się bardzo szybko i zdystansowałam się do moich relacji z moim partnerem. Kiedyś bałam się, że odejdzie, dzisiaj wiem, że skoro dotąd radziłam sobie sama, to widocznie tak ma być w moim życiu, mam się nauczyć kochać samą siebie i szanować się, nie pozwalać na to by człowiek rzekomo mi najbliższy poniżał mnie za każdym razem, gdy jego poczucie własnej wartości jest zaniżone i wówczas szuka tematów do rozmów, które do celowo mają wywołać we mnie poczucie winy, że on czegoś nie ma. Mi też brakuje wielu elementów w naszym związku, kiedyś próbowałam o tym rozmawiać, ale były kłótnie, odpuściłam sobie, zrozumiałam, że ja mam nad sobą pracować a Wszechświat da mi to co jest najlepsze dla mnie.

    Jak sobie radzę obecnie ? Ot dzisiaj cieszę się słońcem, porankiem, wierzę, że wszystko w moim życiu będzie dobrze, a w stosunku do mojego partnera coraz bardziej się dystansuję, kocham Go bardzo, ale już nie miłością, która oczekuje w zamian czegoś, bo wiem, że jak tylko stanie on na nogi finansowo, to odejdzie uzasadniając, to nie spełnieniem określonych warunków przeze mnie, które mi postawił, aby ze mną być, nie widząc przy tym swoich własnych błędów, kłamstw, ułomności, zaniżonego poczucia własnej wartości, kompleksów i próbując kolejny raz wywołać we mnie poczucie winy. Czy mój partner ma krokodyla – wg mnie tak, choć mam nadzieję, że się mylę. Ataki na mnie obecnie są bardziej przemyślane, wysublimowane, takie nie dające w pełni na 100% stwierdzić : masz krokodyla. Tylko… skoro go nie ma, to czemu umysł logiczny, który ukazuje fakty takie jakie są jest wyłączony, a nadal jest manipulacja, mieszanie faktów, pretensje do mnie – zamiast pracy nad sobą, brak miłości do samego siebie, wywyższanie kompleksów, próba gry na moich emocjach? Co to w takim razie jest jak nie krokodyl?

  33. Autor anonimowy
    Lip 25, 2012 @ 23:46:49

    Cóż…artykuł dobry i wpisy ciekawe, tylko czasem – czytając takie wypowiedzi, jak Art, zastanawiam się…cóż…czyżby nie było lepszej metody do uwolnienia niż przechodzenie gehenny od siebie – swojego umysłu i innych – w tym przypadku partnera? Czemu to ma służyć? I jak długo jeszcze ludzie będą to ciągnąć i pięknie uzasadniać rozwojem i wypalaniem karmy? Jakiej karmy? Otrzeźwiejcie – to są wasze aktualne wybory, a nie jakaś karma lub jej skutki.

  34. SwiatDucha
    Lip 29, 2012 @ 14:31:27

    At – słusznie, jak siebie będziesz dobrze traktkować, to czy to otoczenie powieli, czy nie dasz po sobie jeździć – tak czy owak, poprawi się. Już się poprawia.

  35. SwiatDucha
    Lip 29, 2012 @ 14:39:40

    Po pierwsze podajesz email, który nie istnieje aaa@aaa.pl, nic nie mówiące hasło jako imię,

    Uwaga – starajcie się podpisywać w miarę zrozumiale dla innych, podawać prawdziwe maile. Bo jednak mimo, iż to nie forum, ale porządku chcę pilnować. Ktoś to przecież czyta.

    a następnie coś piszesz, ale dla mnie niezrozumiale.
    „gehenna od siebie” – nie rozumiem

    Przedstawiona w tekście metoda jest konkretna, biorąca odpowiedzialność za siebie i swoje wybory. Ale widocznie ci to nie w smak.

    „Jakaś karma” pokazuje, że nie akceptujesz nauki o karmie. Proponuję skierować się na portal onet.pl, tam jest dobre miejsce dla osób, które mają podobne postawy.

    A my mamy otrzeźwieć – pewnie z wglądów, z jasnowidzenia, z głębokich analiz. Ponieważ to się komuś „w głowie nie mieści”.

  36. Art
    Lip 29, 2012 @ 21:21:37

    Autor anonimowy – masz rację co do jednego – to jest rodzaj gehenny, którą zamiast szybko się pozbyć nosimy w sobie tłumacząc wszystko „rozwojem duchowym, karmą” itd. To nie ma sensu, ale to robimy. Czemu tak piszę ? Bo PRZEKONANIA, są jak wirus, który został wprowadzony do doskonale funkcjonującego systemu, którym jest nasza dusza. Zamiast usunąć ten wirus najwyższej jakości programem antywirusowym zwanym MIŁOŚĆ błądzimy wgrywając kolejne pochodne tłumacząc sobie, że nie da się ot tak bezpośrednio tego zrobić. Czemu to robimy? Bo się BOIMY MIŁOŚCI! Strach nas paraliżuje na samą myśl, że nie wiemy co się stanie jak Miłość zadziała. Lepiej się czujemy aplikując sobie substytuty i mając pod kontrolą nasze życie. Oszukujemy siebie samych, że się nie da ot tak od razu zmienić naszego życia i błądzimy po kolejnym labiryncie wcielenia zamiast iść prostą drogą pełną miłości.
    Skąd to wiem?
    KAŻDY z nas TO WIE, tylko mało kto potrafi przyznać się sam przed sobą, że tak jest, bo czyż potrafimy kochać siebie i wszystkich/o wokół siebie miłością bezwarunkową?!
    Czy potrafimy akceptować siebie samych takimi jakimi jesteśmy i kochać to KIM jesteśmy?!
    Czy potrafimy akceptować innych takimi jakimi są?
    Czy potrafimy wybaczać i nie wspominać, wypominać sobie, innym to co nas spotkało?
    Czy potrafimy zostawić problemy i ufać bezgranicznie, że Bóg/ Stwórca/ Wszechświat/ ba.. nasza dusza ma dla nas przygotowane wszystko co najlepsze bylebyśmy tylko ufali bez żadnego „ale” ?

    Jestem jedną z miliarda błądzących dusz na tej planecie, która boi się tego wszystkiego o czym powyżej napisała i choć to wszystko wie, to ma obawy wiedząc, że straci kontrolę POKOCHAĆ SAMĄ SIEBIE za to, że po prostu JEST i dlatego przeżywa tę gehennę.

  37. Art
    Lip 29, 2012 @ 21:28:58

    AA i na koniec.. lepiej płynąć niż stać na brzegu i pewnego dnia stwierdzić, że się nie skosztowało tego wszystkiego, tylko dlatego, że strach był większy od strachu tych co płynęli…chyba, że Ty już kochasz się bezgranicznie i cały otaczający Cię świat.. wówczas tylko mogę napisać : zazdroszczę, tak pozytywnie.

  38. SwiatDucha
    Lip 29, 2012 @ 21:35:11

    Dobrze Art, że przynajmniej Ty masz bardziej pozytywne podejście 🙂

  39. SwiatDucha
    Lip 30, 2012 @ 20:06:16

    Hawa, dzięki za podpis.

  40. Davvidia
    Lip 30, 2012 @ 20:09:35

    😀

  41. Art
    Lip 31, 2012 @ 08:38:07

    Ewa-Hawa , no cóż, każdy z nas odbiera komentarz inaczej, jedni wiedzą co to żart, inni wszystko odbierają na poważnie. Wolę być w tej grupie ludzi, którzy z dystansem i uśmiechem w duszy podchodzą do pewnych sformułowań i nie „czepiają się” o sformułowania, bo potrafią czytać w podtekście co autor miał na myśli niż żyć w grupie, która wszystko odbiera na poważnie. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  42. SwiatDucha
    Lip 31, 2012 @ 10:45:21

    Momenty gdy nie mamy możliwości odczytać żartu oznaczają, że uruchomiło się nasze ciało bolesne [włączyły się wzorce] i nie jesteśmy w pełni przytomni. U mnie najczęściej włącza się poczucie skrzywdzenia. Wtedy świat jest odbierany jednostronnie, przy tłumaczeniu sobie jego posunięć w taki sposób, który pasuje do udowodnienia sobie owego przekonania z wzorca [np. świat mnie upokarza, poniża, krzywdzi, o ja biedny]. Gdy trzeźwiejemy, to zawężona wizja poszerza się i już nie tłumaczymy wszystkiego [albo większości] na jeden sposób.
    Jednak jest bardziej skomplikowanie – „żart” może być prawdziwym atakiem, i wtedy rzeczywiście boli od aktualnej sytuacji.

  43. Adam
    Lip 31, 2012 @ 15:20:54

    buhahaha ! dobre

  44. Kitka
    Sier 01, 2012 @ 13:57:47

    Art, na pewno nie bedzie tak zle ze on odejdzie.
    Ja tez bylam w takim zwiazku i tez to zrozumialam i zrobilam dokladnie co ty. Na poczatku sie klocilismy, bo mi sie wydawalo ze dopoki walcze o zwiazek on bedzie istnial. Az pewnego dnia juz nie mialam sily ani ochoty tego ciagnac. Poddalam sie. Zdalam sobie sprawe ze moge istniec bez niego i moge byc szczesliwa. A wtedy ku mojemu zdziwieniu on sie zmienil w dobrego i czulego meza. Wtedy dopiero zrozumialam ze pod skora krok jest niepewna siebie osoba ktora potrzebuje akceptacji i milosci. I jak tylko zobaczy ze moze sie otworzyc i ze swoimi slabosciami i jest kochany to bedzie tak wolal i jeszcze bardziej cie kochal. I to byl wlasnie moj pierwszy krok w szczesliwy zwiazek. Dalej sie zdarza ze probuje atakowac, ale mi jest duzo latwiej akceptujac cala sytuacje, jego i siebie. A ataki zdarzaja sie coraz rzadziej.

  45. PG
    Sier 13, 2012 @ 15:30:58

    no to teraz rozumiem, czemu pan M. zapomniał o poprzednim świecie, pewno było mu w nim źle, zwłaszcza z tymi, których nazywał przyjaciółmi
    to biedny człowiek, będę się za niego modlił

  46. Marek
    Sier 14, 2012 @ 12:22:51

    Witam z radością witam ” przyjaciela” okazuje się że warto było ,wygląda na to że otaczają mnie sami przyjaciele ,tylko….gdzie oni byli kiedy byłem sam ,bez pracy ,na samym dole kiedy komornik pukał ,rodzina się odwróciła ? pomoc dostawałem od obcych ….czasy kiedy byłem dyrektorem ,balangi ,fury komóry i skóry ? a tak „przyjaciół” miałem wielu , ale kiedy nastał czas oczyszczenia ,próby ,hartowania się duszy zostałem sam i sam znalazłem swoją drogę do wolności teraz kiedy dosłownie krok po kroku odbudowuje moje pozostałe aspekty życia /finanse,praca ,hobby / kiedy wiem że po przewartościowaniu całości jakby po restarcie moich przekonań,po pozbyciu się balastu przeszłych traum i przeszłych lęków nagle pojawiają się „przyjaciele ” cudownie witam Ciebie ,przyjacielu ,jeśli nim faktycznie byłeś kiedyś ,prosiłem Ciebie o pomoc , wsparcie !!! ? a jeśli nim nie jesteś , widocznie tyle od Ciebie dostałem !, ale jeśli zapomniałem Ciebie ,wybacz całym sercem szukałem Ciebie /szukałem każdego mojego znajomego który mógłby mnie pomóc / więc jeśli Ciebie nie znalazłem napisz Andrzej przekażę mój telefon z chęcią się spotkam z przyjacielem, tych nigdy za wiele, Tylko proszę nie módl się za mnie , módl się za siebie ….ja nie chcę nikogo modlitw.Mam swój kontakt to wystarczy ,i co do biedy, jestem bogaczem !! w całym moim życiu nigdy mi się tak nie powodziło jak teraz , mam miłość !!!! a reszta ? płynie …

  47. Art
    Sier 14, 2012 @ 15:29:27

    Marku, pewnie to był fałszywy przyjaciel jeżeli zniknął z Twojego życia jak byłeś w potrzebie, a teraz nawet nie ma odwagi się ujawnić – skoro nie wiesz kto to jest… a może zaliczasz go do wrogów i nigdy nie pomyślałeś o tym, że on mianował się Twym przyjacielem? Ot ironia życia 😉

    „Boże chroń mnie przed przyjaciółmi, bo z wrogami sam sobie poradzę”

    / Chętnych do tych słów jest wielu : kard. Richelieu, Napoleona Bonapartego, Al’a Capone’a, Lysiaka, marsz. de Villars, Wolter. – dzisiaj piszę to ja/.

  48. SwiatDucha
    Sier 15, 2012 @ 00:12:49

    > gdzie oni byli kiedy byłem sam ,bez pracy ,na samym dole kiedy komornik pukał

    a może to ten komornik? 😉 może był taki przyjacielski, a tego nie zauważyłeś? 😉

  49. SwiatDucha
    Sier 15, 2012 @ 00:19:53

    Tak, ironia poszerza horyzonty postrzeagania, dodaje wymiarów, wglądu, że coś jest szersze, niż to widzieliśmy.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: