Czego można od ludzi oczekiwać?

A właściwie „czego ja mogę od ludzi oczekiwać?”, bo ten tekst to rodzaj opowieści osobistej.

.

Jak byłem dzieckiem patrzyłem na ludzi tak jak na siebie. Myślałem sobie – o, jak ja chcę dobrze, jak chcę przyjaźnie się zachowywać się wobec innych, to inni też będą się przyjaźnie zachowywać wobec mnie. Niestety, częściej tak się nie zdarzało, niż zdarzało.

To zacząłem mówić sobie: no jak – inni chłopcy są nieprzyjaźni, dlaczego? Czy nie można powiedzieć im, żeby byli przyjaźni? Próbowałem, natomiast nic to nie dało. Nawet nie bardzo się dało. [Dzisiaj wiem, że osobnicy z krokodylem, mimo, iż tak atrakcyjni, właśnie poprzez atakowanie innych karmili się ich energią. I nie po drodze im było być „lepszymi”, bo właśnie w obrębie bycia dobrym nie mieli takiego sukcesu, na jaki liczyli.]

Po dłuższym czasie, w liceum miałem też duże dylematy. Bardzo się dziwiłem, że niektórzy znajomi są zestrachani, zahukani [chociaż ja nie byłem taki]. Może nie byłem jakimś liderem, natomiast oczekiwałem żywych, przyjacielskich kontaktów, bo wiedziałem, że tamci są ludźmi wartościowymi. [Nie byłem niestety zaznajomiony, że osoby te mogły mieć mocne obciążenia duchowe w rodzaju pogryzień lub zatruć od wejść. Z takimi sprawami ludzie raczej wycofują się, starają się wejść w rutynę, która daje im namiastkę bezpieczeństwa.]
Z drugiej strony już wyczuwałem, że są pozerzy, którzy starają się zagrać kogoś lepszego niż są i udaje im się zdobyć aplauz większości. Taka mało rozgarnięta reakcja większości osób bardzo mi dawała nieprzyjemne doznania, zrozumiałem bowiem, że wiele osób nie jest w stanie odróżniać prawdziwości od lansowania się [krokodylego, rzecz jasna].

Po liceum nadal byłem zniesmaczony światem – widziałem niesprawiedliwość, wyzysk, nadużycia. Widziałem tych, którzy atakowali i ich ofiary. Byłem nieprzyjemnie zaskoczony tym, że wymiar sprawiedliwości jest pewną namiastką doprowadzania spraw do prawidłowego stanu. Wtedy dosyć mocno odnowiły mi się reakcje „naprawiania świata”, odczuwałem mocne pragnienia, aby „było prawidłowo”, nie zaś tak ułomnie, jak jest. Nie widziałem w świecie wyższego porządku, patrzyłem na ten nieporządek, który miałem przed oczami i uznawałem, że powinien być poprawiony.

Idąc do pracy też miałem wymagania wobec ludzi. Aby byli solidni, rzetelni, słowni. Mało kto taki był. Trochę robili błędów, jak każdy, natomiast zdumiało mnie ile miejszych lub większych niegodziwości potrafią uczynić jednakże ukrywając to pod podszewką „poprawnego funkcjonowania”. A instytucje, system wspomaga takie postawy, nie wyciągając wniosków, i np. nie karząc winnych.
Wkurzyło mnie to, powiem szczerze.

Jednak wtedy już miałem pewne silne przebłyski innego systemu, który góruje nad ludzkim – systemu karmicznego. Już zaczynałem patrzeć się na ludzi jako na kolejne inkarnacje dawniej żyjących. Powoli zaczynałem rozumieć, że to, na co patrzę jest jakimś teatrem, gdzie aktorzy i widzowie są poprzeplatani, gdzie ktoś kiedyś był aktorem, a tera powtarza swoją ułomną kwestię po raz enty i .. może nadal niewiele z tego rozumieć.

Ja sam zacząłem z tego niewiele rozumieć – jeśli ci ludzie żyjący w takiej niewiedzy reinkarnacyjnej, żeby nie powiedzieć ignorancji, aby ich nie obrażać, mają na swoich barkach ileś stuleci doświadczeń i.. nic? I nadal nic nie rozumieją i brną dalej w te same chore wybory? To co tu się dzieje? W jakim kiepskim teatrze ja gram i jakie role?
Na szczęście w tamtym czasie intensywnie oczyszczałem swoją karmę z pomocą regresingu i wiele spraw odchodziło, w wielu zyskiwałem zrozumienie. Dusza jednakże nie starała się jakoś specjalnie nadążać – to co dla Świadomego Ja zaczęło się klecić we w miarę spójny obraz, dla Duszy nadal było mniej więcej szarą masą.

Zawód, który wykonywałem nie przyniósł mi kariery, Dusza zawiedziona bardzo, no jak to, ja tak utalentowany, tak starający się, a tu tak niewiele? Zresztą to samo powtarzali znajomi, rodzina, koledzy w pracy – weź się w garść, to będzie ci łatwiej, osiągniesz sukces. Taa.. już ja widzę wasz sukces – brak świadomości, stargane nerwy i zdrowie, brak radości w życiu. Nie, mówię, nie dam się na to naciągnąć. Zrobiłem tyle, ile było potrzeba dla dobrego życia na przyszłość i podziękowałem. Uznałem, że nie mogę oczekiwać od nich tego, aby zbudowali moją zdrową przyszłość – ci, którzy sami byli chorzy i nieświadomi. Nie było sensu na nich stawiać, ani na ich sposoby życia.

Dodatkowo rozwinąłem system analiz obciążeń duchowych. Okazało się, że tak wiele osób jest „nietrzeźwych” w tym życiu, że.. tak naprawdę trudno uznawać, że mogą coś sensownego od siebie powiedzieć, bądź zrobić. Tak więc moje pytania: „Czego od ludzi oczekiwać? Czy mogę mieć wobec nich jakieś wymagania?” radykalnie się przetasowały – już nie tyle czego mogę oczekiwać, a jacy są ci ludzie, czy mają potencjał do tego, czego od nich chciałbym wymagać?

Przyszły nauki o wieku duszy. Okazuje się, że jeśli mam starszą duszę, to jest ogromna większość ludzi, którzy są młodsi Duszą i nie ma co od nich oczekiwać jakiegoś zrozumienia moich motywacji, pragnień. Jeśli moje pragnienia są na poziomie jakimś zupełnie podstawowym, to jeszcze, coś tam skumają, natomiast sprawy duchowe? Należy zapomnieć.
I z dosyć dużym bólem, ale musiałem przyznać, że od wielu osób oczekiwałem tego poziomu duchowości, którego osiągnąć nie byli w stanie.

Podobnie jak zacząłem wahadłować ciała subtelne – odpowiednio wysoki poziom potrzeba np. aby poczuć się Dzieckiem Bożym. Jak się ma nie rozwinięte aż tak owe ciała, to nawet jeśliby nasyłać inkwizycję, to nic z takiego poczucia się nie wydusi z owego delikwenta. Więc kolejna porażka [mojej postawy oczekującej]: jeśli istotnie wierzę w moje własne badania, to powinienem porzucić oczekiwania, że takie osoby będą współodczuwały moje przeżycia np. duchowe. Hmmmm…. bardzo niekomfortowo się poczułem, mocno osamotniony [jak zobaczyłem ilu jest ludzi, którzy mogą być mi pod tym względem bliscy].

Dalej. Jak zacząłem wahać nosiciel krokodyli, to myślałem, że są to „normalni ludzie”, tylko z pewną skazą charakteru. Przypatrywałem się owej skazie i zaczęła się ona jawić jako tytanowo mocna, bezwzględna, natomiast nosiciel zwykle sam stawał się w moim oglądzie często bezwiednie miotany krokodylimi poruszeniami. Osobowość oczywiście atrakcyjna, wie co powiedzieć [w odróżnieniu do mnie], może się podobać.

Bardzo chciałem mieć dobre stosunki z takimi – jakby nie było atrakcyjnymi -osobami. Niestety, im bardziej przekonywałem się gdzie jest nosiciel, a gdzie krokodyl, to uznałem, że bardziej mi zależy na kontakcie z agresorem. Zdziwiłem się sam ze swojej postawy. Ale jednak, aby być rzetelnym, musiałem przyznać, że krokodyle mi imponowały i wręcz im zazdrościłem. A osoba nosiciela, którą odróżniałem od kr, już aż tak atrakcyjna sama z siebie dla mnie nie była. Zdziwiło mnie to, ponieważ zawsze myślałem, że taka osoba mi imponuje. A to imponował mi krokodyl.

No dobrze, mówię sobie, jeśli Dusza chce relacji z krokodylem, to niech sobie dokładnie te istoty poogląda. Po pokazaniu jej kto jest kto, Dusza zapragnęła, jak za dawnych czasów ruszyć na krucjatę przeciwko złu… Hmm, mówię, Duszo, zobacz, kim oni są, czy ich zwyciężysz? Nie, są zbyt silni. Czy możesz Duszo im zrobić jakąś krzywdę, uszczuplić ich? Nie, nie można. Więc czego u licha się ich czepiłaś, nie warto raczej ręce zabrać od tych szarpiących energii i zająć się swoim życiem? Dusza zaczęła się zastanawiać i powoli zaczął się proces odczulania, odwyku od nawyku atakowania krokodylców.

Z czasem  więc zacząłem dochodzić do zrozumienia czego mogę oczekiwać od ludzi z kr. Czego? Ano bycia kulturalnie pomiatanym, wykorzystywanym [o ile się dam]. Mogę od nich oczekiwać egoizmu, mogę oczekiwać pychy, oraz wycofania i nagłego a przekonująego pokazywania „swojego zranienia”, gdy zdecydowanie zareaguję, gdy mi postawa krok. nie odpowiada. Krokodyl się chowa, a po głowie dostaje osobowość nosiciela i jest „taka przybita, taka rozczarowana, jak ja mogę w ogóle być taki nieludzki” w relacji z tą osobą.. No tak, schizofrenia normalnie. Właśnie to jest norma – on może kąsać, gryźć, piłować na pół człowieka, ale jak się wkurzę i powiem „hola”, to taki nagle biedny i pokrzywdzony… Zakłamanie mocne.

Kolejne moje przemyślenia dotyczyły pozostałych grup obciążeń duchowych: wejść, pogryzień i zatruć w wyniku energii wejść. Podobnie – chcąc nie chcąc – musiałem przeanalizować jeszcze raz dokładnie moje relacje z takimi ludźmi, o ile miałem być rzetelny wobec siebie i świata. O ile miałem rzetelnie, poprawnie się odnosić do tych ludzi, musiałem wziąć pod uwagę wszelkie wynikające z powyższych przypadłości cechy charakteru. Trochę to trwało, natomiast znowu poczułem się niespecjalnie pocieszony. Okazało się, że wymagać wiele od takich osób nie można. Możnaby powiedzieć inaczej, tak jak jeden biznesmen – należy wiedzieć, kto do czego jest zdolny i wymagać odpowiednio do zdolności. A nie tak jak ja wymagałem niemal od wszystkich, aby byli wysoko rozwinięci i czyści duchowo. Moje wymagania były oczywiście zbyt duże.

Dodatkowo przyszło pocieszenie – dowiedziałem się, że im więcej akceptuję, tym sam mogę być zdrowszy, tym więcej w moim życiu może być porządku, ładu, tym więcej racjonalności, ponieważ tym więcej realnie działających zasad biorę pod uwagę. I im bardziej realnie podchodzę do ludzi, tym moje relacje mogą być bardziej adekwatne [do wieku duszy, do poziomu rozwoju ciał, do ew. obciążeń duchowych]. Dzięki temu moje relacje są o wiele przyjemniejsze, czuję zresztą o niebo więcej wyrozumiałości dla ludzi. Nie powiem, żebym miał dla iluś współczucie – mają bowiem, na co zasłużyli, natomiast już nie dokładam im do niesionego przez nich ciężaru. Zrozumiałem, że oprócz systemu ludzkiego, jest system wyższy, w którym sprawiedliwie, choć nie natychmiastowo rozdzielane są nagrody i lekcje do przerobienia.

Reklamy

31 Komentarzy (+add yours?)

  1. Davvidia
    Lip 02, 2012 @ 08:44:42

    czytam i widzę siebie na kolejach mojego losu życia .. tylko jeszcze nie moge się pogodzić z tym z czym Ty sie juz pogodziłeś ..

  2. firebug
    Lip 03, 2012 @ 02:02:56

    czyli w dużym skrócie: im bardziej jestem poukładany, tym lepiej funkcjonuję; i nie zależy to od innych ludzi, ich postaw, poglądów czy poziomu rozwoju; zależy to ode mnie i mojej pracy nad uwalnianiem się od ograniczeń i obciążeń; tłumaczenie swoich nieharmonijnych stanów innymi ludźmi, to odwracanie wzroku od tego, co mam w sobie do uzdrowienia

  3. pit
    Lip 03, 2012 @ 14:03:52

    Gdzieś czytałem ze starym duszom ciężko się dogadać z młodymi z powodu własnie samego stosunku do życia. Stare dusze nie są zainteresowane pierdołami tylko rozwojem wiec nie ma się co dziwić ze o tipsach nie będą gadały. Czasami i ja o coś Was stare dusze pytam i nie otrzymuje odpowiedzi takiej jak bym chciał tak po prostu tylko wywody natury filozoficznej – tak widzicie dany problem i jest on dla was jasny jak słońce. Widać pytanie tez trzeba umieć zadać. Nie mam pretensji bo już w miarę rozumiem. Wczoraj obserwowałem 3 robotników na ścianie i k.. i k.. i k.. I się zastanawiam jak dusza mogła dokonać takiego tragicznego wyboru? i refleksja: a może wcześniej gość był Papierzem, hm no tak to ma sens. pzdr. p.

  4. Davvidia
    Lip 03, 2012 @ 17:34:20

    Pit, to tak jak ja z bratem rozmawiam he he he 🙂 on mi o jakims pięknym Toresie czy Ronaldo a ja kiwam glową 😛

  5. SwiatDucha
    Lip 03, 2012 @ 22:10:38

    raczej by pasowało, aby rozmawiał z Tobą o jakiejś pięknej Teresie.. 🙂

  6. Adam
    Lip 04, 2012 @ 12:22:04

    Tytuł mógłby brzmieć „Jak postępować w otoczeniu”, według mnie oczekiwania mówią same za siebie 🙂
    Poza tym tekst oczyszczający Ciebie Andrzej, puszcza co 😉
    Pozdrowienia

  7. Mariusz
    Lip 04, 2012 @ 17:33:07

    Jakbym czytał o sobie. Też się zastanawiałem wiele razy, że Ci ludzie nie widzą TEGO, CO JA. No i ten brak kontaktu z duszami młodymi (mimo że jakimś staruchem duchowym też nie jestem). 🙂 Ale teraz, pomału, małymi kroczkami, powoli odnajduję kontakt z „zwykłymi” ludźmi, oczywiście na tyle, na ile jest to potrzebne. Ale też patrzę na ten świat, jakbym tu był sam, jak palec, wśród tego, wszechobecnego odrętwienia duchowego. 🙂 Czasem się tylko pocieszam, przejeżdżając przez niektóre rejony Wrocławia, że, o tu, mieszka Andrzej, tu blisko Basia, tam gdzieś Krzysiek (nazwisk chyba każdy się domyśla). Powszechna nuda. 🙂 Ale jak się pomodlę, pomedytuję, to od razu mi lepiej. 🙂

  8. SwiatDucha
    Lip 04, 2012 @ 21:33:02

    Coś puszczam, bo to moja ścieżka. Ale czasami muszę odklejać bo się przykleiło mocno. 🙂 Dusza by chciała trzymać i trzymać, to kunktatorstwo!
    „kunktatorstwo – rozmyślne działania mające na celu przeciągnięcie czegoś w czasie, zwlekanie, ociąganie się z czymś.”

  9. SwiatDucha
    Lip 04, 2012 @ 21:38:16

    Właśnie, i oświecenie, jak mówią jest świadomością jedności. Natomiast najpewniej nie jest to jedność na poziomie umysłowym, ani jedność idei, ani jedność w emocjach [o, nasi grają!@], ani w energiach [ja mam taką energię, a oni zupełnie inną]. Na tych poziomach można się istotnie poczuć osamotnionym, no chyba, że się mieszka we Wro i ma na bilet :), albo gdziekolwiek ma się tel. i dzwoni do przyjaciół. Ale to są półśrodki – alienacja dusz otherkinów i starych jest faktem.

    Świadomość jedności istniejąca w oświeceniu to jest chyba inna jedność 🙂

  10. Adam
    Lip 05, 2012 @ 11:39:17

    Może po prostu robić swoje i przestać oczekiwać,porównywać i wymyślać?
    Czego właściwie szukacie na zewnątrz?
    Odosobnienie starych dusz jak pisze Andrzej jest faktem, zatem może „cierpienie”
    z tego powodu to kolejna zabawka duszy?

    Miewam czasem podobne rozmyślania, ale to użalanie się według mnie nad sobą.
    No i pamiętajmy o aspiracjach pANA EGO 😉

  11. conchittta
    Lip 05, 2012 @ 11:41:48

    Ja miałam problem z alienacją szczególnie w dzieciństwie i nastoletniej młodości, kiedy przynależność grupowa miała jeszcze znaczenie. Wtedy rzeczywiście czułam się starsza, niezrozumiana i samotna. Spotkałam w młodości jasnowidza, to powiedział, że promieniuję jak osoba po ciężkich przejściach 🙂 . Potem mi puściło (no nie samo – robiłam sobie oczyszczanie całej przeszłości połączone z wybaczaniem aktorom zdarzeń i uwalnianiem zatrzymanej tam energii) i w zasadzie nie mam z tym większego problemu.
    To dobre określenie – nie mam z tym problemu, że jestem sama czy nie, może jedynie nadmiar towarzystwa jest dla mnie męczący. W zasadzie lubię być sama, jak się wszystko uspokaja i mogę wejść głębiej w siebie. Ciągłe gadanie innych na dłuższą metę nudzi mnie i w końcu doprowadza do irytacji. Lubię ludzi, spotykać ich, poznawać, ale równie dobrze mogłabym żyć w pustelni.

    Miałam niedawno ciekawe doświadczenie w stronę jedności, przedsmak czy częściowy przebłysk, mogę się podzielić.

    Otóż byłam na wykładzie buddyjskim (z fajnym przekazem, żeby przestać wreszcie być uczniem, ale zaufać swojej prawdziwej naturze i zacząć urzeczywistniać nauki) i w chwili, gdy nic specjalnego się nie działo spojrzałam gdzieś w bok na łąkę nie myśląc o niczym szczególnym. Jakoś zaczęłam nagle postrzegać tą łąkę, jako nieoddzieloną ode mnie. Życie właśnie się na niej wydarzało, przepływała energia życia, świeciło słońce – to było we mnie. To było piękne i żywe, takie prawdziwe. Stał tam też jeden z uczestników wykładu – on – jego świadomość – też była częścią mojej. Właśnie stał boso (nie widziałam jego nóg) na trawie i kontemplował odczucia płynące z tego. Było tak, jakby część mnie to robiła. Nie było oddzielenia świadomości między nami. Ta \”jedność\” była bardzo specjalna, trudno wyjaśnić to – najłatwiej przez brak podziału. To nie zagraża niczemu,nie przejmuje się obciążeń, wewnętrzna przestrzeń się jakoś rozszerzyła i więcej objęła i było to jakieś zmaksymalizowanie \”tu i teraz\”, gdzie wszystko było żywe, prawdziwe i właśnie się wydarzało.
    Niestety długo to nie trwało 🙂 . Ale zawsze coś.

  12. Davvidia
    Lip 05, 2012 @ 12:10:36

    Adam, tak prosto o tym mówisz, a jednak żyjemy na ziemi, wsród ludzi .. ja też bym chciała być sobą wyalienowaną i już, z tym, że chyba jest jakiś sens tego, że tu sie tak nie da .. Cały czas szukam rozwiązania tego w sobie..

  13. SwiatDucha
    Lip 05, 2012 @ 12:23:31

    Ja wczoraj jechałem rowerem przez miasto. A Dusza namolna, mówi: „a ten źle stanął samochodem na chodniku, ten wszedł na ścieżkę rowerową, ta mi zajechała drogę nie pomyślawszy, a ten nie tak jedzie, a ten coś jeszcze”. Znaczy, mówię sobie, chcę ich jeszcze nauczać, żeby ci ludzie byli „mądrzejsi”. Czyli jest to obciążenie, które Leszek Żądło nazywa [jeśli dobrze pamiętam] nauczaniem głupszych od siebie. To zacząłem mówić sobie: Nie będę już nauczał kogokolwiek [o ile nie poprosi oczywiście]. Zostawiam ich ich własnemu losowi, niech żyją tak jak chcą. Dzisiaj przypomniało mi się, że mogę jeszcze ich powierzyć Bogu, jeślibym miał mało przekonania do tego.

  14. Davvidia
    Lip 05, 2012 @ 12:58:38

    oj to i ja tak miałam kiedyś.. ale jakiś czas temu odeszłam od tego :] stwierdziłam, ze jestem okropna i się wywyższam, bo „oni” nie wiedzą.. jak przestałam sie tak „wynosic” to zaczęłam ludzi inteligentniejszych i bardziej ogarniętych spotykać 🙂 ba nawet mądrzejszych ode mnie 😀

  15. conchittta
    Lip 05, 2012 @ 15:59:59

    Zgadzam się z Tobą, Adam.

    Po co oczekiwać? Każdy oczekuje czegoś innego od ludzi, ma swoje wymagania i kto ma to wszystko spełniać? Róbmy swoje i nie dociążajmy innych swoimi oczekiwaniami. Z takich oczekiwań biorą się napięcia wewnętrzne, stresy, niespełnienie, rozczarowania, czyli obciążenia. Poza tym zalatuje tu białymi wzorcami 🙂 – a nie miłością i akceptacją…
    Akceptacja nie oznacza pogłaskania kogoś po głowie, gdy robi źle, czy tłumaczenia go przed sobą i innymi (że chciał dobrze). Wg mnie akceptacja to przyjęcie w sobie, że dana sytuacja ma miejsce, że ktoś na kogo patrzę (nie uciekam wzrokiem, nie zamykam się w sobie, bo zły czy jakiś „niezgodny” z oczekiwaniami) działa w taki sposób zgodnie ze swoją karmą i uwarunkowaniami. Przyjmuję sytuację, widzę najpierw człowieka (czującą świadomość) potem czyny – jeśli mogę coś zrobić to robię, jeśli nie to nie robię. Zauważyłam w sobie, że uciekanie od danej sytuacji w moim przypadku wiąże się z ochroną przed cierpieniem – zupełnie podświadomy proces, unikanie wystawiania się na razy. Jednak gdy przyjmuję sytuację i pojawia się „trudność” – cierpienie nie jest prawdziwe, znika gdy na nie patrzę z pozycji otwartości (im więcej otwartości tym bardziej przejawia się miłość). Gdy zamykam się i zamiast tego projektuję oczekiwanie – cierpienie utrwala się, zostaje w mojej przestrzeni psychicznej i przekłada się na późniejsze wzorce (karmę)….

    Trochę nagmatwałam, mam nadzieję, że nie za bardzo….

  16. Adam
    Lip 05, 2012 @ 16:37:57

    Być Sobą, ale nie wyalienowanym, choć paradoksalnie to wszyscy dookoła są wyalienowani mimo, że żyją w tłumie znajomych 🙂
    I czy komunikacja ogranicza się do „duchowych” dysput ?
    Od tego są kręgi zrzeszonych na forach i innych miejscach.
    Każdy ma swój świat i szerokość widzenia i warto, trzeba go szanować, a takie podejście otwiera na inspirację obustronną.
    Oczywiście komunikacja bywa trudna, ale uważam że to wszystko intencje duszy.

  17. SwiatDucha
    Lip 05, 2012 @ 21:52:51

    Ciekawy wykład i ciekawe przeżycie.

  18. SwiatDucha
    Lip 06, 2012 @ 01:36:56

    „Może po prostu robić swoje i przestać oczekiwać,porównywać i wymyślać?
    Czego właściwie szukacie na zewnątrz?”

    Pójście [mocne] za tym, zablokowanie oczekiwań, porównań, „wymyślań”, to jest równe zablokowaniu Duszy. Po to między innymi tyle jest na tej witrynie napisane o Duszy, aby jej nie zablokowywać, aby poddać inspirację, że rozwój duchowy może w sobie zawierać Duszę i jej procesy. Razem z oczekiwaniami, porównywaniem, wymyślaniem, a nawet razem z ego. Dla mnie DOPIERO TAKI rozwój duchowy się liczy, dopiero taki jest pełny i nic nie odrzuca.

  19. Rafaello
    Lip 06, 2012 @ 09:28:31

    Witam,”cierpienie starych dusz” to absolutna prawda.Wiem że tego doświadczam i nie jest to miłe bo nie można podzielić się z ludzmi tą wiedzą gdyż patrzą spod łba.Ogólnie życie takich osób jest trudne gdyż b.żle czują się w pewnych środowiskach i przy pewnych osobach.Nie można mieć pretensji do osób mniej rozwiniętych duchowo i to jest wlaśnie bolesne.Bolesna jest świadomosc istnienia tych niedobrych bytów które paraliżują swoją energią.Może ja sam czasami chciałbym byc taki jak ci zli ale to jest nie możliwe(na szczęscie) Człowiek próbując zostać takim dostaje od nich w kość bo to ich swiat a ja nie jestem jednym z nich.

  20. Adam
    Lip 06, 2012 @ 12:28:47

    Piszę o świadomości tego, że są to oczekiwania, porównywania i wymysły, nie o pomijaniu, blokowaniu.
    Nie ma wątpliwości, że słuchać i obserwować duszę należy, by jej pomóc.
    Unikanie jest ucieczką od doświadczeń, a dusza tym żyje, więc tak jej nie pomożemy.
    Możemy natomiast świadomością (medytacja, wglądy) lub doświadczeniem z którego wyniknie świadomość.
    Tryb oczyszczania przechodzi u mnie często przez fazę doświadczenia i to głębokiego, więc jak „widzę” i czuję do czego prowadzi mnie dusza, nie muszę koniecznie w to wchodzić.

    To co jednak piszesz jest dla mnie folgowaniem dla duszy, bo dokładnie masz świadomość tego co jest grane.
    I oczywiście zgadzam się, że wszystko musi być wyjęte na światło dzienne, by poczuć głęboki spokój, ciszę i wolność.

  21. SwiatDucha
    Lip 11, 2012 @ 19:24:49

    Twoja strategia wydaje się być użyteczna i działająca. [wynika to z doświadczeń].
    Natomiast czy duszy należy pofolgować, czy też nie?

    Przez ileś lat nauczyłem się tego, że dusza [w tym pś] nie jest gotowa do puszczenia wszystkiego [co by się chciało puścić, co widać, co inni widzą, o czym przeczytałem, a nawet co mnie gnębi]. No i teraz – jeśli zacznę na siłę coś oczyszczać, to tak, jakbym rwał niedojrzałe jabłka – niby zerwałem, niby trzymam w garści, ale kwaśne toto jakieś i jeść się nie chce.

    Podobnie i z gotowością Duszy do oczyszczenia – właściwie np. w regresingu [na siłę] wszystko można zacząć odliczać, i nawet będzie w wielu wypadkach „puszczać”. Niemniej czy istotnie Dusza się w tym momencie będzie z tego prawdziwie uwalniała, czy tylko się zacznie proces, który będzie ileś czasu [może nawet lat] trwał? Na to pytanie nie chciałbym za Ciebie odpowiadać. Czy istotnie tak jest? – to już jest w obrębie Twoich przekonań [bo mam wrażenie, że o ten punkt tu chodzi, ale mogę się mylić].

    I – jeśli odpowiem sobie, że to przymuszone uwalnianie jest zbyt wczesne, to naturalnie będę pozwalał Duszy na doświadczenia. Co prawda będę je dobrze obserwować i prowadzić Duszę, ale nadal będę „to coś robić”. I może to wyglądać jak folgowanie Duszy..

  22. SwiatDucha
    Lip 11, 2012 @ 19:34:04

    Tak obserwuję Twoje wpisy, mam wrażenie, że bardzo mocno jakoś masz poczucie, że osoby z zewnątrz mogą Ci „coś zrobić” [no i oczywiście masz na to dowody 🙂 Ja jednak przyznaję pierwszeństwo przekonaniom, wzorcom – jeśli człowiek ma je uruchomione, to dowody na ich prawdziwość się same znajdą]. Myślałeś nad tym, że możesz mieć jakieś wzorce poddaństwa, poniżenia się, a może nawet karmę polegającą na tym, że kiedyś coś zrobiłeś, a na dzisiaj Dusza ma poczucie winy i nawykowo się poddaje ludziom? Bo to tak trochę wygląda..

    Myślę, że nie tyle ludzie są winni, co my możemy mieć wzorce/karmę, które nas podpinają pod nich i poniżają wobec nich.
    Dusza bowiem wierzy głęboko w wyrównanie [co nie jest prawdą]. Karmy nie można „odpracować” [np. przez dobre funkcjonowanie jako poddany, poniżany, itp], można natomiast ją uwolnić z pomocą świadomości. Dusza więc drepcze w kręgu, bowiem sama takiej świadomości nie ma i mieć nie będzie, potrzeba do tego Świadomego Ja.
    Póki takie wzorce są aktywne, póty pś będzie obserwować świat z pozycji podrzędnej.

    Odwrotna sytuacja w ramach schematu karmicznego jest także możliwa. Mam znajomą, która cierpi na ciężką chorobę fizyczną. Niemniej ma nadal poczucie wyższości, poczucie, że miała wiele wcieleń temu rację [w wyborach, które przyprowadziły ją ku dzisiejszej chorobie]. I co? Jest głucha na mowę o tym, że powinna się pokajać, uznać swoją niegdysiejszą winę, ponieważ choroba jest jej karmicznym rezultatem. Nie przetłumaczysz jednak – psychika „swoje wie”. I co? Nie mam co z nią gadać, póki nie „odblokuje się” z tego kiedyś przyjętego wzorca.

  23. Davvidia
    Lip 12, 2012 @ 10:47:00

    to teraz jak już tyle znalazłeś, dobrze by było, żebyś zrobił sobie sesje zaglądając w intencje (początki) skąd taka droga, co się zadziało, że postanowiłeś być egoistyczny.. – tu dusza musi zobaczyć swoje motywy , bo reszta to wynikowa ..

  24. Davvidia
    Lip 12, 2012 @ 13:38:31

    „chec boskosci, bycia ,,poza” tlumem” – a dlaczego tłum nie jest boski? dlaczego Ty oddzielony jestes boski? skad byś wiedział co to oddzielenie, gdyby tłumu nie było? skad byś wiedział że to tłum, gdyby oddzielenia nie było?
    „stane sie nikim, bezosobowa czastka Wszechswiata” – kiedy pierwszy raz stałeś sie nikim? dlaczego poczułeś, że jestes nikim?
    Na tyle na ile byłam w takich momentach, zawsze chodziło o moje intencje.. sama sobie wybrałam bycie taką, czy taką .. przez nasza wolną wolę i chęć doświadczania, zapędziliśmy się w poznanie tego co boskościa nie jest .. zeby móc ją docenić i chcieć do niej wrócić ..

  25. greta minde
    Lip 17, 2012 @ 18:51:51

    Pozwól, że i ja podzielę się z Tobą historią własną.

    Podobnie jak Ty czułam się niezbyt dobrze w tzw. polskich realiach. Byłam naiwna, bezmyślna. Wydawało mi się, że ciągle ‚ktoś’ chce mi coś złego zrobić, że próbuje mnie zmusić do tego aby postępować odmiennie niż sama chcę.
    I UDAWAŁO ‚MU’SIĘ, BO TEGO OCZEKIWAŁAM I POZWALAŁAM NA TO 😉

    Dziwiło mnie również dlaczego tak wielu ludzi krzywdzi innych, poniża, wykorzystuje przedmiotowo do własnych celów. Dlaczego wielbi pieniądz i stawia go wyżej niż miłość, przyjaźń. Dlaczego zamiast dbać o własny rozwój, zniżało się do poziomu jakiejś bezrozumnej (tak mi się wydawało) masy?
    WIDOCZNIE TEGO CHCĄ, TAK WYBIERAJĄ Z POWODÓW KTÓRE STAJA SIĘ JASNE JEŚLI SAM SIĘ ROZWIJASZ DUCHOWO. Ta wiedza uspokaja. Nawet zaczynasz ich kochać i szanować co wcześniej wydaje się być absurdalne 😉

    Życie zawodowe zaczęłam od pracy, w której stałam się ofiarą konfliktu właściciela z kierownikiem, co przypłaciłam automatycznie zdrowiem. PRZYCZYNA: BRAK CZUJNOŚCI I NIEPEŁNA ŚWIADOMOŚĆ CZYNÓW (PLUS NISKA SAMOOCENA 🙂 ).

    Kontynuowałam jako współwłaściciel małej firmy, miałam wiedzę, czułam się pewnie w swoim fachu, dodatkowo mogłam pomagać ludziom. Wspólniczka – najlepsza przyjaciółka. Szkolenia, bankiety, słodkie słówka od tych którzy chcieli zarobić cudzą pracą. Żyć nie umierać. TYLKO ZAPOMNIAŁAM WYMAGAĆ OD INNYCH W KWESTII OBOWIĄZKÓW, TYLE CO OD SIEBIE I ZACHOWYWAĆ UWAŻNOŚĆ i STANOWCZOŚĆ ADEKWATNIE DO SYTUACJI. 5 LAT CIĘŻKIEJ NIKOMU NIEPOTRZEBNEJ PRACY, DŁUGI I DEPRESJA. NA WŁASNE ŻYCZENIE. A przecież mogłabym zwalić winę na niesumiennych pracowników, krokodyla wspólniczki, :)), oszukańcze biuro rachunkowe i prawne, stosujących nieuczciwe praktyki kontrahentów. Tylko to mi nic nie da.

    Życie rodzinne udaje mi się odbudowywać, choć i tu dostałam po plecach kijem: najbliższa mi osoba zataiła bardzo ważne sprawy, które teraz wypłynęły na światło dzienne z siłą wodospadu i mają wielki wpływ na nasze życie. Przedtem tak zajęłam się pracą i ‚samorealizacją’, że na znaki ostrzegawcze nie zwracałam uwagi……I znowu BRAK PRZYTOMNOŚCI I UWAGI. JAK W TRANSIE.

    Jak dosłownie wszystko zwaliło mi się na głowę naraz, taki Kryzys przez duże ‚K’, dosłownie zawołałam o pomoc do Boga. Choć nie jestem osobą praktykującą jakąkolwiek religię. I wskazał mi tę właśnie stronę 😉 DO tego doszły ciekawe sny, kilka podsuniętych lektur i oglądniętych filmów. Jakby dawał mi w każdej chwili stosowną odpowiedź. Momentalnie się ocknęłam, jakbym z piekła przeszła do przedsionka nieba. Trudno to opisać.

    Reasumując: naprawdę klucz do rozwikłania trudnej sytuacji jest tylko w Tobie. W Twojej otwartości na pomoc od WJ. One Ci pokażą dokładnie gdzie tkwi przyczyna i jeśli zechcesz zmienić nastawienie – one zmienią Twój świat jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. 🙂 Tu i teraz.

  26. SwiatDucha
    Lip 17, 2012 @ 23:06:30

    Greta, dzięki za opowieść. Mam nadzieję, że życie po tej zmianie będzie dla Ciebie przyjemniejsze.

    „Choć nie jestem osobą praktykującą jakąkolwiek religię. I wskazał mi tę właśnie stronę”

    religia powiadasz.. muszę pomyśleć.. 🙂

  27. Davvidia
    Lip 22, 2012 @ 10:40:17

    😀

  28. Davvidia
    Lip 22, 2012 @ 10:45:18

    Greta,
    fajne to było 🙂 jak jesteś z okolic Warszawy zapraszam Cie na darmową sesje zaglądania do podświadomości 🙂

  29. jp75
    Lip 22, 2012 @ 19:30:01

    Mam pewien problem z pogodzeniem tego ostatniego akapitu, gdzie jest mowa o winie, odpowiedzialności za decyzje, ze stwierdzeniami zawartymi w kolejnym poście, gdzie jest z kolei mowa o tym, że jesteśmy wyłącznymi kreatorami własnego życia, Bogiem dla samych siebie. Dla mnie fakt bycia kreatorem własnego życia oznacza, że decyduję o tym co jest dobre a co złe, czyli tracą znaczenie pojęcia dobra i zła, zawsze mam rację, nie ma złych decyzji no i oczywiście nie ponoszę żadnych konsekwencji, bo przecież stwarzam każdą chwilę na nowo, niezależnie od czegokolwiek. Ja nie podzielam tego poglądu, albo raczej uważam, że jest prawdziwy, ale tylko dla całości, a ja całością nie jestem. W takim razie jednak nie rozumiem tego stwierdzenia o wyłącznym kreowaniu swojego życia. Już kiedyś, dawno temu była podobna dyskusja na blogu pewnej wiedźmy, przy okazji posta o prawie przyciągania i filmie sekret. Wtedy tego nie mogłem pojąć i dalej nie mogę.
    Pozdrawiam

  30. SwiatDucha
    Lip 29, 2012 @ 14:28:29

    Po pierwsze, nie wiem, o jakim poście mówisz, gdy mówisz, że tam napisane jest że jesteśmy wyłącznymi kreatorami.

    Po drugie, podzielam twoją postawę iż będąc częścią trudno jest mówić o sobie, iż jest się Bogiem. Znam co prawda kilku nosicieli, których kr. przekonały, iż powinni sobie to przekonanie przyjąć.. bez urzeczywistnienia bycia Wszechświatem. 🙂
    Nosiciel czuje się takim „małym bogiem”

    A wyłączne kreowanie swojego życia? Wyłączne, czyli bez względu na cokolwiek, tak to mam rozumieć? Czyli zupełnie bezkarmiczne? Jak dla mnie, jeśli żyjemy na świecie, wśród ludzi, w relacjach, związkach, w obszarze praw przyrody, to one wszystkie narzucają nam ograniczenia. Tu znowu wspomnę krok., które nienawidzą ograniczeń, uważają, że są ponad prawem naturalnym i stanowionym. Przytaczam to dlatego, iż w twoich zdaniach przewijają się owe poglądy [od których się odcinasz, wiem]. Niemniej wygląda na to, iż miałeś kontakt z nosicielami kr. i prawdopodobnie Dusza mocno się przejęła tymi ich postawami, a teraz próbujesz razem z Duszą dojść z tym do ładu. Jak napiszesz dokładniej, o co CI chodzi, z jakimi sytuacjami, osobami to ma związek, to może to odcyfrujemy.

    Osobiście uważam, że jestem częściowym kreatorem mojego życia, że Dusza ma mocny bagaż tego, co przeszła i co wpływa na życie, że ma swoje pochodzenie [i z tego wypływające cechy, których się nie zmieni, przynajmniej nie są one do oczyszczenia].
    Sprawy przekroczenia dobra/zła są opisane w art. „białe dobro i czarne zło”, kiedy można mówić o przekroczeniu i jak to rozumieć.

    „Zawsze mam rację” to sprytna kategoria ego, która naśladuje bardzo wysokie postawy z wysokich ciał subtelnych. Ego i obciążenia bardzo chcą, abyśmy bez urzeczywistnienia wysokich ciał „kupili” tą postawę, ponieważ jest to świetna pułapka.

    Brak konsekwencji jest jednoznaczny z brakiem doświadczeń, brakiem tego, co będzie „po”. To jest obszar ducha, ponad doświadczającą Duszą, to tak jw. – jest pieknym mamidłem dla pogubionej osobowości.

    Brak obecności konsekwencji rozumiany jako brak efektów [„kar”, czyli czegoś czego nie chcemy] za uczynki, które wybieramy jest błędem w pojmowaniu świata takiego, jaki widzimy i przeżywamy. Bowiem żyjemy w świecie stricte przyczynowym i nie dane jest nam go zmienić. Ktokolwiek tak naucza, że można to zmanipulować [jak np. robili to czarnotantrycy] niestety składa sobie dodatkową karmę, którą kiedyś przyjdzie oczyścić.

    Poniżej ciała buddialnego, w przyczynowym i poniższych są przyczyny i skutki. I jakakolwiek istota inkarnowana do ciała przyczynowego i poniżej będzie przeżywać skutki swoich działań, czyli konsekwencje. Taka jest fizyka ciał subtelnych. A kto fantazjuje na temat braku konsekwencji, ten chciałby pewnie ich uniknąć. Miliony istot mają takie iluzje [chociażby o braku reinkarnacji, że dziecko jest tabula rasa itp]. Ilość tych istot nie oznacza, że to, w co wierzą jest prawdą. Ale to ich sprawa.

  31. greta minde
    Sier 30, 2012 @ 17:31:40

    Przepraszam za brak odpowiedzi w szybszym czasie, ale tak jak w nowym miejscu zamieszkania mam kłopoty z założeniem internetu, tak nie mam z ofertami nowej, ciekawej pracy 😉

    – do p. Andrzeja – chyba nie o to WJ chodziło, ale byłoby pewnie wesoło 😉 myślę, że mój redukcjonistycznie ukształtowany umysł świetnie przyjmuje wiedzę podaną w taki właśnie nienachalny i rzeczowy sposób; co do życia, stało się przyjemniejsze i …..wieczne 😉

    – do ~ Davvidii: niestety okolice Bochni, ponadto myślę, że na taką sesję jeszcze nie czas 😉 niemniej serdecznie dziękuję

    – do Tristena wreszcie – oprócz tego, że chciałam dać Ci przykład jak można spojrzeć na swoje przejścia, motywacje, inspiracje – to głównie chodziło mi o ostatni akapit czyli rolę WJ.
    Cytuję ” tutaj jest tzw. kolec ktory mnie kluje bo wlasciwie sa tylko dwie drogi ktore mozna wybrac: albo podporzadkowac sie wiekszosci, spelnic ich wymagania aby osiagnac to co sie chce albo zaczac lamac ichnie zasady ale to rowna sie zejsciu na droge lamania prawa w taki czy inny sposob.”
    Też tak myślałam, bo lękałam się opiekunów krokodyli czy duchów wejściujących (teraz tak to postrzegam). Teraz się nie boję, bo wiem że mam potężniejszego sprzymierzeńca. I żyje po swojemu. 🙂 pozdrawiam serdecznie

    PS. Proszę o kontakt na maila, który jest na pewno znany administratorowi strony jeśli mogę w czymś być pomocna. Bezinteresownie. 🙂

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: