Terapia „Lustra…” ciąg dalszy


Dzisiaj kolejny odcinek tekstu Marka o jego doświadczeniach z oczyszczaniem. Myślę, że bardzo przydatny.

Wiedza uczy, ale to przykład pociąga.

Droga do wolności cdn.

Ostatnia część uwalniania się od kr. powstała zupełnie przez „przypadek” o ile to słowo w ogóle ma jakąś obecnie wartość, i oddaje cokolwiek, jak patrzę na moje życie to słowo zupełnie nie ma sensu za każdym razem ten przypadek okazywał się wspaniałym działaniem czegoś lub kogoś jak kto woli Boga, Aniolów, lub programu zwanego karmą.  

Przez kilka ostatnich miesięcy wydarzyło się więcej niż przez ostatnie pięć lat mojego życia, dzisiaj mogę spokojnie napisać iż sam się przekonałem  na własnej skórze prawdziwość słów Jezusa „szukajcie a znajdziecie, kołaczcie a otworzą wam  „dostajemy tylko lub aż to o co prosimy, czym żyje nasza dusza, a ona żyje swoimi przekonaniami a raczej doświadcza to w co wierzy i doświadcza  swoich przekonań. Sens naszego życia to doświadczanie swoich przekonań  to tak jakbyśmy chcieli dowiedzieć się jak to jest jak się nurkuje z książek, filmów.. . dowiemy się, przeczytamy wyobrazimy sobie ledwo ale to i tak nie będzie to jak sami DOŚWIADCZYMY.

Niestety w tej pięknej układance jest jedna mała pułapka, mamy jakieś przekonanie które niestety ale do końca uformuje nasze doświadczenie idąc tym porównaniem do nurkowania,  jeśli mamy a raczej niesiemy z poprzednich wcieleń silne przekonanie że woda to wielkie niebezpieczeństwo, w czasie nurkowania nasza dusza zrobi wszystko abyśmy mogli  DOŚWAIDCZYĆ tego przekonania / więc mamy wypadek,lub atakuje nas rekin w zasadzie do wyboru do koloru  materia nie stanowi przeszkody jest tylko emanacją energii duszy /

Pisze o tym gdyż pamiętam swoje modlitwy, prośby, błagania o zmianę swojego życia. Wewnętrzna gotowość do zmiany takie przekonanie w duszy że już dosyć tej sytuacji tego doświadczenia stawało się punktem zwrotnym dla zmian w moim życiu.
Terapia lustra była dla mnie jak ostatnia szansa takie czyszczenie duszy z przekonań, podłych intencji / tylko intencje bez miłości budują takie same przekonania które z kolei kreują takie same bez miłości doświadczenia.  To miłość jest jedyna drogą dla nas.. jedyną…
Zanim jednak nasze serca na powrót, jak za dawnych tysięcy lat wypełnią się miłością trzeba się oczyścić z błędnych intencji i przekonań a do tego terapia lustra nadaje się znakomicie, mam nadzieję i wierze głęboko że jest jeszcze wiele takich metod czyszczenia, ważny jest efekt głębokiej świadomości, szerszej zdecydowanie szerszej perspektywy jakby szerokiego widzenia spraw na zewnątrz i wewnątrz nas.
 Własna samoświadomość jest zupełnym kluczem do wolności duszy w dosłownym tego słowa znaczeniu.  

Pamiętam jak przeczytałem o tym rytuale na bazie metody B. Helingera tu na tym portalu, pomyślałem że ja na pewno mam kogo przeprosić, oddać szacunek, moje intencje były bardzo proste, chciałem wolności niech każda z istot które jeszcze są jakoś ze mną połączone odejdą sobie to tak jak z nami jak często pamiętamy i rozpamiętujemy jakąś przykrość która otrzymaliśmy od innych, zrozumienie intencji która przyciągnęła taką sytuację daje poczucie wolności i wtedy przychodzi wybaczenie dla siebie i tej duszy oraz poczucie wolności takiej wolności duszy …
ta chęć była u mnie podstawa do przeprowadzenia tego rytuału.

Zrobiłem go dwa razy wybrałem pełnie księżyca w pięknym miejscu w lesie ok 22, otoczony palącymi się świeczkami,
/ tak tytułem dygresji od grudnia 2011 r, do czerwca 2012 udało i się „złapać” jedynie trzy pełnie, pozostałe dni księżyc przesłaniały gęste chmury, kilka dni przed pełnią samoloty robiły smugi chemiczne jak szalone, polecam artykuły na necie, czyżby znów przez „przypadek trafiłem„?

Myślę że sceneria nie ma większego znaczenia dla samego rytuału  raczej chodzi o nasza podświadomość aby ten rytuał był dla niej ważnym, wyjątkowym. Resztę przeczytacie u Andrzeja, ważne są intencje tylko szlachetne intencje wywołają pozytywne emocje. Robimy to aby siebie i innych uwolnić, emocje pretensji, braku docenienia,poczucie krzywdy są jak gęsty klej wiążący dusze ze sobą na tysiące wcieleń a jaka jest rola tego rytuału w uwolnieniu od kr ?, jaki mam oddać szacunek tym gadom? Za co?

Wiele pytań ? Po kolei …

Uważam że pierwszy rytuał powinien być poświęcony całej naszej przeszłości ja miałem za sobą wiele spotkać z duszami które czuły się skrzywdzone, poniżane,niedocenione, ten korowód trwał prawie 2 h, niemniej ulga jaką poczułem była niewiarygodna !!,
w zasadzie nie byłem przekonany do robienia tego drugiego rytuału, to dziwne ale zrobiłem go po miesiącu przy następnej pełni nawet bez przekonania, rytuał przebiegał spokojnie dusze które pojawiały się była raczej stonowane w swoich emocjach do mnie. Już chciałem kończyć aż nagle pojawiła się bardzo wyraźna dusza tego gada ba…uczucie fizyczne jego obecności !!

To ona na początek zaczął domagać się mojego dla niego uwielbienia stawiając mnie niejako w roli kogoś gorszego, to zastanowiło mnie chciał tez wywołać strach, pokazał mi kiedy i w jakich okolicznościach  „przyjął mnie na służbę”
i nagle zrozumiałem dokładnie !!! oddałem jemu szacunek głęboki szacunek !

Ta istota, ta dusza uczyła mnie tyle tysięcy lat że sam jestem dla siebie kreatorem swojego życia, jest Bóg ale bogiem swojego życia jestem ja sam, uświadomiłem sobie iż te gady uczą całą nasza planetę, poczucia własnej wartości i przekonania iż nasze życie powinno być tylko w naszych rękach, sami za nie odpowiadamy do ostatniej sekundy i do najmniejszego zdarzenia w naszym życiu.

Przyszedłem do nich bo miałem poczucie winy, niższości, przekonanie że sam nie dam rady, poszukiwanie siły, mocy na zewnątrz!! zrozumiałem iż pierwsze genialne przykazanie dane Mojżeszowi mówi o nas!!!

Nie będziesz miał Bogów /kreatorów.  cudzych prze de mną a raczej przed sobą, NIKT nie tworzy  mojego losu, karmy… sam jestem jej kreatorem stwórcą swoim Bogiem, jestem Jego częścią mam dusze ale On nie miesza się mam wolną wolę i co z nią zrobiłem ?? oddałem ją gadowi bo uznałem iż to on jest moim „Bogiem” to jest złamanie podstawowego prawa karmy, Boskiego prawa..

Ja sam oddałem się gadowi… do czasu aż zrozumiałem. uważam że te gady w jakiś sposób czują ulgę jak się uwalniamy,  my uwalniamy się od nich i wkraczamy w erę brania ODPOWIEDZIALNOŚCI za własne życie i własne wybory.

Ta ŚWIADOMOŚĆ uwalnia, oni de facto też. ostają uwolnieni od swoich ofiar aby mieli szansę  na ewolucję na szukanie mocy ale w sobie, w zasadzie jesteśmy bardzo podobni oni i my szukaliśmy mocy poza swoimi duszami na zewnątrz my i oni byliśmy uzależnieni od siebie i teraz może nadejść tego kres.
Ja nie potrzebuję nauczyciela, mistrza, inspiracji, siły, religii, bóstw i „czegoś” co coś mi daje. To wszystko mam sam, jestem tego częścią, jestem swoją drogą i siłą, dostałem wszystkie niezbędne „narzędzia  „aby doświadczać miłości   „to jest ŚWIADOMOŚĆ która uwalnia i pozwala gadowi odejść tak… to ja go trzymałem przy sobie, kurczowo..

I na koniec paradoksalnie uświadomiony fakt bycia kreatorem własnej karmy czyni nas ludzi dużo bardziej rozwiniętą rasa niż gady, ja od teraz wiem że sam kreuję swój los dosłownie, modląc się wiem i rozumiem że dostanę tylko /lub aż/ tyle w co wierzę i w co mam przekonanie że dostanę, teraz nie powiem że Bóg mi nie daje lub daje, nie …..

teraz wiem że jak czegoś nie dostaję, nie jestem gotowy, nie znalazłem odpowiedzi do tego doświadczenia  a więc nie mam prawa i powodu skarżyć się na kogoś / chyba na siebie nie wypada  /wiem że sam kreuje swój los / jestem stwórcą własnego życia /
gady natomiast  nie.
 W swoim „rozwoju” / drodze ewolucji / uzależniły się od innych bytów, dosłownie, one naprawdę nie mogą bez nas żyć, walczą teraz o własne życie, uzależnili się od naszego pokarmu naszych emocji, naszych wydzielin gruczołów.

Piszę to trochę  „ku pokrzepieniu serc„
faktycznie moje kilku miesięczne doświadczenie wolności uświadomiło mi iż w zasadzie od teraz zaczynam żyć, dosłownie sam… i ta pozorna samotność nazwana odpowiedzialnością jest najpiękniejszym stanem duszy jaki  pamiętam i jaki miałem okazję doświadczyć.

Pozdrawiam Was wysyłając miłość i światło
Marek
12 lipca 2012 roku

AK: mogę dać świadectwo, iż słyszałem od kilku osób o „widzeniu” krokodyla [w wizji rzecz jasna]. Jedna pani chciała wyjść za mąż za pewnego pana, do którego nie bardzo miała przekonania. Po ślubie kiedy już razem mieszkali zbudziła się w nocy z wizją, że śpi w jednym łóżku przy .. takim gadzie. Na szczęście to była tylko wizja [prawda z ciał subtelnych], nie zaś prawda fizyczna. Ale i tak się mocno przestraszyła. W ileś lat potem, już po rozejściu się, ode mnie usłyszała, że takie „pół-istoty” istnieją, że tak je ktoś nazywa i że, biorąc pod uwagę opisywane cechy, jej mąż miał to obciążenie.

Spotkanie

Marek proponuje po sierpniu.

Na razie jest propozycja miejsca spotkania pod Łodzią, nocleg 30zł.

Reklamy