Cztery sposoby przeżywania poczucia skrzywdzenia


A kysz szara mysz!

Poczucie skrzywdzenia jest jednym z wariantów odczuwania cierpienia. Ostatnio dużo o nim myślałem [link].

Cierpienie samo z siebie jest nieprzyjemne i nic dziwnego – niemal każdy jak tylko może chce od niego uciekać.

Opisywanie sposobu radzenia sobie ze skrzywdzeniem przez osoby z depresją, mające mały napęd do życia, uświadomiło mi, że jest to jeden z kilku sposobów, jedna z kilku strategii. Ludzie używają różnych strategii „uśmierzania” tych bolesnych przeżyć. Bowiem poczucie skrzywdzenia nie ogranicza się tylko do ofiar ataków zatruwających czakry [od wejść].

Wydaje mi się, że każdy z czterech głównych typów obciążeń [link] definiuje jednocześnie radzenie sobie z pokrzywdzeniem. Należy zaznaczyć, że każdy z typów może mieć identyczne powody do poczucia się źle ja i inni – niemniej dzięki swoistej strategii odczuwa to mniej lub bardziej.

1. Osoby – nosiciele krokodyla [link] są najbardziej zdystansowane do własnych przeżyć. Symbiont [Krokodyl] bardzo ładnie dystansuje nosiciela od przeżyć, tak, że ów wręcz mało co odczuwa. Można powiedzieć, ze wzięcie symbionta ma na celu „polepszenie sobie życia”, poprzez turbodoładowanie. Czyli „ucieczka do przodu” przed cierpieniem i blokowanie odczuwania.
Są znane obszerne opisy tego, jak mało nosiciel odczuwa, jak mało jest współczujący, jakim potrafi być „draniem”. A więc pierwsza strategia to dystansowanie się od przeżywania.

2. Osoby z wejściami [link] już nie są tak zdystansowane, zdecydowanie więcej przeżywają. Czasami wręcz kipią z przeżyć. Natomiast one także niechętnie przyznają się do cierpienia, które wchodzi im w drogę, które miałoby być ich udziałem. Wspierają się zaś wejściem, aby nie doznawać takiego cierpienia, które przychodzi ze świata. Kombinują, oszukują siebie same/samych, wytaczają ogromne argumenty, aby tylko „było po ich racji”. Czyli drugi typ strategii to również dystansowanie się, ale z jakże większym wysiłkiem i.. z mniejszymi efektami [osoby z wejściem o wiele więcej odczuwają cierpienia niż te z symbiontem].

3. Osoby z pogryzieniami od krokodyla [link] są zdecydowanie po stronie ofiar. Im już nie udaje się przeżyć życia po stronie „jasnej”, a jeśli już, to jasności jest tylko trochę. Życie córki alkoholika czy syna alkoholiczki skazane jest na walkę z losem, w której osoba pogryziona potrafi walczyć, wręcz wściekać się, ale dokładnie czuje swój cierpiący los. Poczucie pokrzywdzenia jest tu więc jasne. Natomiast stosunek do niego jest jeszcze yang – ostry, gniewny, aktywny. Takie osoby często dużo osiągają w życiu, natomiast .. cierpieć – cierpią. Ta strategia jest jeszcze bardziej zanurzona w przeżywaniu poczucia skrzywdzenia.

4. Ostatnia strategia, to ta najbardziej zdołowana, osoba zatruta przez wejście [link]. Zarówno pasywna [yin] jak i ofiara. To tych ludzi dotyczy szczególnie tabu społeczne, które zakazuje odczuwać pokrzywdzenie.
Tu znajdziemy ofiary zatrucia od wejść, które obezwładnia czakrę podstawy, uniemożliwiając szczęśliwe życie. Ba! Utrudnia to wręcz proste przeżycie z dnia na dzień! Taka osoba jest już zanurzona w doświadczenie pokrzywdzenia po uszy. Nie ma dnia ani miejsca w życiu, gdzie [z czasem] taka niezborność, niedostosowanie się by się nie wcisnęło. Ta strategia jest już najbardziej przesycona poczuciem cierpienia, pokrzywdzenia. A jednocześnie taka osoba [przy nie aż tak dużym zatruciu] wie, że życie „mogłoby być lepsze”. Tyle, że w żaden sposób nie udaje jej się tego sobie udowodnić.

Oczywiście są też osoby, które nie mają powyższych obciążeń. Jednakże są to rzadkie przypadki, odczuwanie przez nich poczucia skrzywdzenia nie podlega powyższym wzorcom przeżywania [z definicji – bo ich nie mają].

Jak się budził Budda?

Rozprawianie nad ludzką krzywdą [cierpieniem] bardzo mi przypomniało rozważania Buddy Siakjamuniego przed oświeceniem. Pamiętacie, jak pisałem, że poczucie krzywdy jest wielkim tabu? Otóż może to być ostatnia granica blokująca owo oświecenie [definiowane jako manifestowanie miłości bez przeszkód na wszystkich czakrach]. Może Siakiamuni właśnie przeżył cierpienie [a także poczucie skrzywdzenia] do końca?

Ale po kolei.

Wszystkie cztery strategie służą temu samemu – nieprzeżywaniu poczucia skrzywdzenia do końca. A przecież do oczyszczenia emocjonalnego TRZEBA przeżyć wszystkie emocje, przed żadną się nie ukrywać. Więc nieprzeżycie cierpienia kreuje karmę. Ciężko jest przeżywać cierpienie, bo to boli. Kolejne postawy 1-4 pokazują, że [może i z czasem?] ucieczka od cierpienia staje się coraz mniej możliwa, coraz bliżej jest do tego niechcianego „piekła” życiowego. Piekła, ponieważ jest to coś, gdzie byśmy nie chcieli się znaleźć [ego to dobrze wie]. Kto wie, czy walka Buddy z demonem Marą nie była właśnie przedzieraniem się przez osobiste „piekło” niechcianych przeżyć?

Postawy 1-4 pokazują różne poziomy akceptacji cierpienia. Oczywiście nie uwielbiam cierpienia, ale jeśli się coś nachrzaniło w życiu, to przyczyna i skutek dają je w efekcie. Można nie przyznawać się do karmy, jak to robi nosiciel [1], można zaprzeczać i kłócić się z tym [2], można gniewać się, że się przeżywa kłopoty [3], a można też być nimi przygniecionym/ną [4]. Coraz większe kłopoty, ale z punktu duchowego widzenia, z punktu widzenia Duszy, jest to coraz większa akceptacja przeżywania cierpienia. Wygląda na to, jakby Dusza chciała celowo wprowadzić człeka w doznawanie cierpienia [poczucia skrzywdzenia]. Domniemuję, że po oczyszczeniu tego, efektem może być coś spoza tych postaw, coś zupełnie z innej półki.

W postawach 1-4 świadomość również rośnie. Nie jest ona oczywiście spektakularna, ale jest i z każdym punktem jest to większe uświadomienie swojej pozycji życiowej. Bowiem postawy 1 i 4 nie muszą się różnić pozycją życiową – w tym samym miejscu mogą się znajdować osoby, które stosują dwie różne strategie życiowe. Oczywistym jest, że osoba 1 jest najbliższa manipulacyjnego poradzenia sobie z sytuacją. Natomiast osoba 4 jest najbliższa pełnego zaakceptowania owej sytuacji, bo co jej zostaje?

Wszechświat często wygląda jakby zmuszał nas do czegoś. Osobę 1 mało co czy kto zmusza. W naszej wyliczance jest to niebieski ptak, gość z kosmosu magicznych sztuczek, ten, który wyciśnie wiadro wody z suchej studni. Oczywiście manipulacyjne umiejętności osoby 1 jednocześnie najbardziej oddalają ją od realnej pracy nad problemem. Jakże trudno alkoholikowi przyznać się do własnego uzależnienia! Ma z typów 1-4 najmniej motywacji do zmiany.
Osoba z postawą 2 już tak łatwo w życiu nie ma. Czuje łapę Wszechświata na karku, ale jest zdolna tak się wkurzyć i tak zdenerwować, że Wszechświat odchodzi mówiąc: „jeszcze pogadamy”. Tak więc typ 2 też nie grzeszy chęciami zmiany, ale juz ma spore motywacje.
Osoba 3 już pływa po pas w kłopotach. Motywacje do zmiany, do pracy nad sobą są dobrze widoczne. Jednakże w miarę dobre radzenie sobie często pozwala osobie 3 nie zabrać się do pracy.
Osoba 4 jest już w poważnych opałach, przynajmniej, jeśli rozpatrywać wewnętrzne środowisko. Gdy się przyzna przed sobą do prawdziwych wewnętrznych odczuć, doznań, to okazuje się, że nie ma lekko – prawdziwe kłopoty są w niej, i jeśli nie weźmie się do pracy nad swoim wnętrzem, to nie ma życia. Tu są największe motywacje.

Diabeł [1], człek [2,3] i anioł [4]

Ścieżka duchowości wydaje się być antysymetryczna do ścieżki ziemskiej. Tam gdzie dużo sukcesów ziemskich [1] tam mało odczuwania i mało poczucia skrzywdzenia [także bez symbionta]. Gdzie więcej przeżyć, tam też więcej doświadczeń. Gdzie coraz więcej przeżycia cierpienia [2,3,4] tam coraz więcej chęci „wyrwania się” i coraz więcej motywacji do świadomości, do uzyskiwania kolejnych jej poziomów.

Te zależności upewniają mnie w mojej opinii na temat ćwierkających liderów „rozwoju duchowego”, którzy obiecują super rozwój i super pieniądze w jednym pakiecie. Że tak zwykle Wszechświat jednak nie daje.

Natomiast doświadczenia Siakiamuniego upewniają w innym przekonaniu. Iż prawdziwe, głębokie przeżywanie tego, co jest tak powszechne, a tak niechciane, czyli przeżywanie doświadczenia cierpienia może wskazać drogę ku transcendecji, przekroczeniu, oświeceniu. Najpierw młody książę przeżył szok, że coś takiego jak cierpienie w ogóle się zdarza. Ale nie odszedł od tego tematu. Przeciwnie, wczepił się weń  drążąc pytanie, jak można uniknąć owego cierpienia. A że był mocno skupiony i pracował nad tematem przeszedł na drugą stronę w zrozumieniu.

Po tym doświadczeniu Budda nie lgnął zarówno do bogactwa i sukcesów, jak również nie miał awersji [dystansowania się] od cierpienia i poczucia skrzywdzenia. Wszedł w inny wymiar.

Reklamy