Cztery sposoby przeżywania poczucia skrzywdzenia

A kysz szara mysz!

Poczucie skrzywdzenia jest jednym z wariantów odczuwania cierpienia. Ostatnio dużo o nim myślałem [link].

Cierpienie samo z siebie jest nieprzyjemne i nic dziwnego – niemal każdy jak tylko może chce od niego uciekać.

Opisywanie sposobu radzenia sobie ze skrzywdzeniem przez osoby z depresją, mające mały napęd do życia, uświadomiło mi, że jest to jeden z kilku sposobów, jedna z kilku strategii. Ludzie używają różnych strategii „uśmierzania” tych bolesnych przeżyć. Bowiem poczucie skrzywdzenia nie ogranicza się tylko do ofiar ataków zatruwających czakry [od wejść].

Wydaje mi się, że każdy z czterech głównych typów obciążeń [link] definiuje jednocześnie radzenie sobie z pokrzywdzeniem. Należy zaznaczyć, że każdy z typów może mieć identyczne powody do poczucia się źle ja i inni – niemniej dzięki swoistej strategii odczuwa to mniej lub bardziej.

1. Osoby – nosiciele krokodyla [link] są najbardziej zdystansowane do własnych przeżyć. Symbiont [Krokodyl] bardzo ładnie dystansuje nosiciela od przeżyć, tak, że ów wręcz mało co odczuwa. Można powiedzieć, ze wzięcie symbionta ma na celu „polepszenie sobie życia”, poprzez turbodoładowanie. Czyli „ucieczka do przodu” przed cierpieniem i blokowanie odczuwania.
Są znane obszerne opisy tego, jak mało nosiciel odczuwa, jak mało jest współczujący, jakim potrafi być „draniem”. A więc pierwsza strategia to dystansowanie się od przeżywania.

2. Osoby z wejściami [link] już nie są tak zdystansowane, zdecydowanie więcej przeżywają. Czasami wręcz kipią z przeżyć. Natomiast one także niechętnie przyznają się do cierpienia, które wchodzi im w drogę, które miałoby być ich udziałem. Wspierają się zaś wejściem, aby nie doznawać takiego cierpienia, które przychodzi ze świata. Kombinują, oszukują siebie same/samych, wytaczają ogromne argumenty, aby tylko „było po ich racji”. Czyli drugi typ strategii to również dystansowanie się, ale z jakże większym wysiłkiem i.. z mniejszymi efektami [osoby z wejściem o wiele więcej odczuwają cierpienia niż te z symbiontem].

3. Osoby z pogryzieniami od krokodyla [link] są zdecydowanie po stronie ofiar. Im już nie udaje się przeżyć życia po stronie „jasnej”, a jeśli już, to jasności jest tylko trochę. Życie córki alkoholika czy syna alkoholiczki skazane jest na walkę z losem, w której osoba pogryziona potrafi walczyć, wręcz wściekać się, ale dokładnie czuje swój cierpiący los. Poczucie pokrzywdzenia jest tu więc jasne. Natomiast stosunek do niego jest jeszcze yang – ostry, gniewny, aktywny. Takie osoby często dużo osiągają w życiu, natomiast .. cierpieć – cierpią. Ta strategia jest jeszcze bardziej zanurzona w przeżywaniu poczucia skrzywdzenia.

4. Ostatnia strategia, to ta najbardziej zdołowana, osoba zatruta przez wejście [link]. Zarówno pasywna [yin] jak i ofiara. To tych ludzi dotyczy szczególnie tabu społeczne, które zakazuje odczuwać pokrzywdzenie.
Tu znajdziemy ofiary zatrucia od wejść, które obezwładnia czakrę podstawy, uniemożliwiając szczęśliwe życie. Ba! Utrudnia to wręcz proste przeżycie z dnia na dzień! Taka osoba jest już zanurzona w doświadczenie pokrzywdzenia po uszy. Nie ma dnia ani miejsca w życiu, gdzie [z czasem] taka niezborność, niedostosowanie się by się nie wcisnęło. Ta strategia jest już najbardziej przesycona poczuciem cierpienia, pokrzywdzenia. A jednocześnie taka osoba [przy nie aż tak dużym zatruciu] wie, że życie „mogłoby być lepsze”. Tyle, że w żaden sposób nie udaje jej się tego sobie udowodnić.

Oczywiście są też osoby, które nie mają powyższych obciążeń. Jednakże są to rzadkie przypadki, odczuwanie przez nich poczucia skrzywdzenia nie podlega powyższym wzorcom przeżywania [z definicji – bo ich nie mają].

Jak się budził Budda?

Rozprawianie nad ludzką krzywdą [cierpieniem] bardzo mi przypomniało rozważania Buddy Siakjamuniego przed oświeceniem. Pamiętacie, jak pisałem, że poczucie krzywdy jest wielkim tabu? Otóż może to być ostatnia granica blokująca owo oświecenie [definiowane jako manifestowanie miłości bez przeszkód na wszystkich czakrach]. Może Siakiamuni właśnie przeżył cierpienie [a także poczucie skrzywdzenia] do końca?

Ale po kolei.

Wszystkie cztery strategie służą temu samemu – nieprzeżywaniu poczucia skrzywdzenia do końca. A przecież do oczyszczenia emocjonalnego TRZEBA przeżyć wszystkie emocje, przed żadną się nie ukrywać. Więc nieprzeżycie cierpienia kreuje karmę. Ciężko jest przeżywać cierpienie, bo to boli. Kolejne postawy 1-4 pokazują, że [może i z czasem?] ucieczka od cierpienia staje się coraz mniej możliwa, coraz bliżej jest do tego niechcianego „piekła” życiowego. Piekła, ponieważ jest to coś, gdzie byśmy nie chcieli się znaleźć [ego to dobrze wie]. Kto wie, czy walka Buddy z demonem Marą nie była właśnie przedzieraniem się przez osobiste „piekło” niechcianych przeżyć?

Postawy 1-4 pokazują różne poziomy akceptacji cierpienia. Oczywiście nie uwielbiam cierpienia, ale jeśli się coś nachrzaniło w życiu, to przyczyna i skutek dają je w efekcie. Można nie przyznawać się do karmy, jak to robi nosiciel [1], można zaprzeczać i kłócić się z tym [2], można gniewać się, że się przeżywa kłopoty [3], a można też być nimi przygniecionym/ną [4]. Coraz większe kłopoty, ale z punktu duchowego widzenia, z punktu widzenia Duszy, jest to coraz większa akceptacja przeżywania cierpienia. Wygląda na to, jakby Dusza chciała celowo wprowadzić człeka w doznawanie cierpienia [poczucia skrzywdzenia]. Domniemuję, że po oczyszczeniu tego, efektem może być coś spoza tych postaw, coś zupełnie z innej półki.

W postawach 1-4 świadomość również rośnie. Nie jest ona oczywiście spektakularna, ale jest i z każdym punktem jest to większe uświadomienie swojej pozycji życiowej. Bowiem postawy 1 i 4 nie muszą się różnić pozycją życiową – w tym samym miejscu mogą się znajdować osoby, które stosują dwie różne strategie życiowe. Oczywistym jest, że osoba 1 jest najbliższa manipulacyjnego poradzenia sobie z sytuacją. Natomiast osoba 4 jest najbliższa pełnego zaakceptowania owej sytuacji, bo co jej zostaje?

Wszechświat często wygląda jakby zmuszał nas do czegoś. Osobę 1 mało co czy kto zmusza. W naszej wyliczance jest to niebieski ptak, gość z kosmosu magicznych sztuczek, ten, który wyciśnie wiadro wody z suchej studni. Oczywiście manipulacyjne umiejętności osoby 1 jednocześnie najbardziej oddalają ją od realnej pracy nad problemem. Jakże trudno alkoholikowi przyznać się do własnego uzależnienia! Ma z typów 1-4 najmniej motywacji do zmiany.
Osoba z postawą 2 już tak łatwo w życiu nie ma. Czuje łapę Wszechświata na karku, ale jest zdolna tak się wkurzyć i tak zdenerwować, że Wszechświat odchodzi mówiąc: „jeszcze pogadamy”. Tak więc typ 2 też nie grzeszy chęciami zmiany, ale juz ma spore motywacje.
Osoba 3 już pływa po pas w kłopotach. Motywacje do zmiany, do pracy nad sobą są dobrze widoczne. Jednakże w miarę dobre radzenie sobie często pozwala osobie 3 nie zabrać się do pracy.
Osoba 4 jest już w poważnych opałach, przynajmniej, jeśli rozpatrywać wewnętrzne środowisko. Gdy się przyzna przed sobą do prawdziwych wewnętrznych odczuć, doznań, to okazuje się, że nie ma lekko – prawdziwe kłopoty są w niej, i jeśli nie weźmie się do pracy nad swoim wnętrzem, to nie ma życia. Tu są największe motywacje.

Diabeł [1], człek [2,3] i anioł [4]

Ścieżka duchowości wydaje się być antysymetryczna do ścieżki ziemskiej. Tam gdzie dużo sukcesów ziemskich [1] tam mało odczuwania i mało poczucia skrzywdzenia [także bez symbionta]. Gdzie więcej przeżyć, tam też więcej doświadczeń. Gdzie coraz więcej przeżycia cierpienia [2,3,4] tam coraz więcej chęci „wyrwania się” i coraz więcej motywacji do świadomości, do uzyskiwania kolejnych jej poziomów.

Te zależności upewniają mnie w mojej opinii na temat ćwierkających liderów „rozwoju duchowego”, którzy obiecują super rozwój i super pieniądze w jednym pakiecie. Że tak zwykle Wszechświat jednak nie daje.

Natomiast doświadczenia Siakiamuniego upewniają w innym przekonaniu. Iż prawdziwe, głębokie przeżywanie tego, co jest tak powszechne, a tak niechciane, czyli przeżywanie doświadczenia cierpienia może wskazać drogę ku transcendecji, przekroczeniu, oświeceniu. Najpierw młody książę przeżył szok, że coś takiego jak cierpienie w ogóle się zdarza. Ale nie odszedł od tego tematu. Przeciwnie, wczepił się weń  drążąc pytanie, jak można uniknąć owego cierpienia. A że był mocno skupiony i pracował nad tematem przeszedł na drugą stronę w zrozumieniu.

Po tym doświadczeniu Budda nie lgnął zarówno do bogactwa i sukcesów, jak również nie miał awersji [dystansowania się] od cierpienia i poczucia skrzywdzenia. Wszedł w inny wymiar.

Advertisements

30 komentarzy (+add yours?)

  1. SwiatDucha
    Wrz 14, 2012 @ 23:14:37

    w pierwszym cytacie nie zależało mi na punktowaniu obciążeń, symbiontów… Po prostu chciałem wskazać postulowaną zależność sukcesów i odczuwania:
    „Tam gdzie dużo sukcesów ziemskich [1] tam mało odczuwania”
    nic więcej.

    > pod tym zawsze cos ,,rusza” sie glebiej, gdzies w srodku jednak idzie sygnal ze to wcale nie zmieni az tak mojego sampopoczucia, ze tu nie o to chodzi.
    i wg. mnie to jest super spostrzeżenie.

  2. Darek
    Wrz 19, 2012 @ 19:06:26

    Osobie, o której można powiedzieć, iż ma starą duszę, jest trudniej uporać się z emocjami i całą ta złożonością doświadczeń, w wyniku wysokich standardów moralnych, które przeważnie pewnie wyznaje. Tak mi sie wydaję, że nie pozwala sobie na nieczyste zagrywki, bo widzi ich brzydotę, i krótkowzroczność. To jest przyczyną dla której woli żyć prawdziwiej. Jakkolwiek tego nie nazawać, głębiej, szlachetniej. Jednak taka wizja moralna jest trudną scieżką. Wydaje się też, że trzeba by dużo poświęcić, zeby żyć zgodnie z tym w co się wierzy. Być może dlatego stara dusza popada w stagnację. Z jednej strony przyjmuje ciosy i nie odpowiada na nie siłą, a zdrugiej strony nie rusza w stronę ku jakiej jest popychana. To pewnie jest moment, w którym dusza zdaje się być zatruta od wejść, czy pogryziona. Wierzy w tak wysokie wymogi moralne, że podążanie w ich kierunku wiążę się z pewnym heroizmem. Jest na tyle mądra, że wie, że tylko to miałoby sens. Brak jej zaś sił, bo do życia, które zdaje się jej słuszne potrzeba dużo mocy. Do działań materialnych, typu bogacenie się i.t.p. miałaby siły, ale wie już, co ją czeka w tym temacie, więc blokuje się na to.
    Ostatecznie okazuje się, że cały ten potrzebny heroizm to jej wyobraźnia. Bo gdy zrobi wreszcie kilka kroków we właściwą stronę to zrozumie, że powinno się żyć zgodnie z tym, co uważa się za prawdę. Nie bać się już zewnętrznych bodźców. Obrazów przestrogi przed najmniejszym nawet krokiem, pochodzących ze wszystkich wcieleń. Stara dusza mimo całej złożoności doświadczeń tak naprawdę ma mało pragnień, dlatego gdy weźmie się w garść okazuje się, że jej droga jest bardzo prosta.
    Dusza taka dąży do szczytu, więc w pewnym sensie nakręca się na tym na czym skupia uwagę. Gdy skupia uwagę na poczuciu skrzywdzenia, wkręca się w to. Gdy skupi się na wolności, zacznie się w niej zatapiać.
    Mówię jednak tylko na podstawie swoich przekonań i intuicji.

  3. SwiatDucha
    Wrz 19, 2012 @ 22:13:22

    ciekawe.

  4. Conchita
    Wrz 20, 2012 @ 13:08:32

    Ciekawe zestawienie. W życiu nie zawsze to wszystko jest takie oczywiste. Gdy osoba krzywdząca (ogólnie podcinająca nogi) w celu dostosowania do norm społecznych (wejście) przejawia również aktywną agresję, w której się potrafi rozkręcić, że traci kontrolę i wykazuje przy tym zadziwiającą inwencję twórczą (długa lista fantastycznych określeń słownych plus przemoc fizyczna) ale przy tym cierpi i tak naprawdę nie zwraca uwagi na ofiary, tylko obwinia wszystkich o swoje cierpienie, to to jest jeszcze wejście czy już z elementy wpływu krokodyla?

    Ofiara – też generalnie yin, ale z elementami autoagresji. Rzeczywiście gniew na otoczenie się nie pojawia, bo kogo obwiniać, cały świat wydaje się działać w ten sposób. Co więcej w człowieku blokują się możliwości odczuwania gniewu na kogokolwiek. Są również trudności w braniu, przyjmowaniu z zewnątrz, dawanie jest bardziej naturalne. W środku jakby światło przygasało, dlatego trzeba je chronić i wzmacniać. Motywacja do rozwoju duchowego – najwyższa, wszystko – codzienne sytuacje są pracą z umysłem, wyrabia się nawyk obserwacji siebie i innych, wszystko dość szybko zaczyna działać, bo kontakt z cierpiącym wnętrzem jest bardzo dobry…

  5. Darek
    List 25, 2012 @ 02:03:48

    Cześć Conchita! Wiesz to nie jest tak, jak może Ci się wydaje. Np. jeśli dana osoba ma krodyla/e, to gdzie by się nie pojawiła, to wszyscy ludzie „jej ustępują miejsca”, są zaraz zmanipulowani, w rozmowie zagadani na śmierć, nikt z nich nie ma racji, tylko krokodyl, itd. Np. dzisiaj mam taki dzień, że ledwo wychiliłem z domu nos, a już znalazł się babsztyl, co mi prawie zaczął skakać po głowie! A to tylko dlatego, że byłem miły, i powiedziałem starszej pani sąsiadce, dzień dobry- ale dzisiaj jakoś nudno! Coś tam sobie przypomniała, że kiedyś był u mnie jakiś hałas, i zaczęła mi wchodzić na łeb. Grzecznie ją uspokoiłem, i na tym się miało skończyć. Co do hałasu w domu, to miałem powiedzieć, że to nie było u mnie, i miałbym spokojny dzień. Ale u mnie te cholerne krokodyle zaraz chcą udowodnić swoją rację, i niepotrzebnie wdają się w dyskusję. Bo jak mówi przysłowie „Tłumaczy się winny”. Rezultat był taki że baba zmarzła i sobie poszła, a ja nie mogłem siebie znieść -Dlaczego jestem takim idiotą? Krokodyle nie mają takiego łatwego życia jakby się niektórym wydawało. Następny przypał był taki, że w drodze do sklepu, zobaczyłem idącą w moim kierunku bardzo ładną blondi. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy, i wystarczyło z mojej strony, przywitać się, i spytać się, czy może pomóc pani ponieść zakupy. Ale krokodyl poszedł dalej, i dopiero to do niego dotarło, kiedy blondi się oddaliła. Ech szkoda gadać! Miałem kiedyś takiego przyjaciela (zodiakalny BARAN), który mi codziennie powtarzał- jak będziesz dla wszystkich taki dobry i miły, to będą mnie wykorzystywać, i srać mi po głowie! Musisz być w życiu trochę gnojem, jak ja! Nie mam, nie pożyczam, nie podwiozę bo nie mam czasu! I miał chłop dużo racji. Co prawda kasy ma, ale nie ma przyjaciół. A ja zawsze byłem „instytucją charytatywną”. Darek podwieziesz nas autem do Berlina, kupimy Ci paliwo. To tylko 800km. w jedną stronę. Pomyślałem, hm? Nie mam co robić to podwiozę przyjaciół. Będę miał frajdę bo się przejadę, pozwiedzam, itd. Ale nie pomyślałem co będzie jak w drodze powrotnej zepsuje mi się auto? Wtedy zostanę sam z problemem, bez kasy w kieszeni. Dwa razy byłem taki dobry! Na szczęście nic się nie stało! Za 3 razem odmówiłem, i dostałem od kumpli pochwałę! Powiedzieli że nareszcie zmądrzałem! A oni wcześniej zakłady robili– podwiezie, czy nie? Pozdrawiam!

  6. Darek
    List 25, 2012 @ 16:42:29

    Taka moja puenta, do tego co napisałem wczoraj. Według moich doświadczeń życiowych, najgorsze są młode dusze z symbiontami! Te świadomie wykorzystują starszą[starą] duszę, aby w jak najszybszym czasie coś osiągnąć w świecie materialnym. Tylko aby osiągnąć cel jak najmniejszym wysiłkiem[kosztem]. Np. Darek pożycz 100zł, do wypłaty. Później muszę czekać 2 miesiące, bez kasy. Albo nie podwiózł byś mnie tam, i tam? Skoczymy po drodze na jakiegoś chamburgera, i napijemy się Coli. Czy np.robimy imprezę, i składamy się po 100zł. Jak mam ochotę się pobawić, mówię czemu nie. Później jak stół jest zastawiony, nagle kanapki, słodycze znikają, w mgnieniu oka. Wtedy mówię stary, zostaw coś dla nas. Jeszcze dziewczyny nie skosztowały. No to czemu nie jecie? Przecież ledwo coś my weszli, a przed nami cała noc! I tak jak pisałem- mi starszej duszy, coraz ciężej uporać się z tymi emocjami. Zwracać ciągle uwagę, itd. Nie na widzę takich nieczystych zagrywek, i wstydzę się za to przed resztą towarzystwa. Wolałem nie raz bachnąć szybko kielicha, i mieć to gdzieś. Zjadłem przy tym jakieś ciacho, i pomyślałem jedzcie, zobaczymy co będzie jak zaraz będzie stół pusty. Wtedy, może skoczymy do nocnego, i coś kupimy do jedzenia. Ktoś ma jakieś drobne? Ja mówię że nie mam. Dałem 100zł. zjadłem kanapkę, 2 cuksy, i 1 ciacho. Poszli i przynieśli jakieś chrupki, i napój. Na drugi dzień po imprezie, doliczyli te chrupki wszystkim, co się składali. I to była moja ostatnia z nimi impreza. Mnie cechuje taka skromność[pomimo moich krokodyli]. Nawet w rodzinie, może leżeć na stole, Bóg wie co, a ja pierwszy nie zjem. Wolę usłyszeć- Darek czemu nic nie jesz? Nie wstydź się! Wtedy się poczęstuję. Ale kultura musi być. Nie tylko z mojej strony, ale jak widzę że towarzycho jest na poziomie, wtedy idę w gości. A jak widzę młode „demony”, co robią siarę, to robię wykręt, i mówię że może przyjdę innym razem. Tak jak pisałem że nie lubię takich nieczystych różnych numerów. Psuje mi to nastrój, i zamiast zabawy jest później nerwówka.

  7. Conchita
    List 29, 2012 @ 11:24:41

    Hehehe! Dobre! No właśnie chyba trzebaby się nauczyć odróżniać przyjaźń i gotowość do wspierania innych od frajerstwa i uległości – skłonności do bycia wykorzystywanym… Może to kwestia szacunku do siebie samego i umiejętności postawienia granic. ;). Myślę, że czujesz, o co chodzi i sam to rozpracowałeś :). Chociaż rozwaliłeś mnie z tym podwożeniem kumpli do Berlina ….

  8. Conchita
    List 29, 2012 @ 12:48:05

    Ja też mam jakąś taką lekką skłonność do rebelii i opór we wchodzenie w przygotowane przez społeczeństwo i świat zewn. gotowe role i schematy. Też by mnie podkusiło, by złamać schemat i odwrócić sytuację, szczególnie, gdy atakuje ktoś z wejściem, co zawsze ma we wszystkim rację. Może też mam jakieś małe krokodylki :)? Życie w schemacie, zgodnie z wszelkimi normami i oczekiwaniami uważam za śmiertelnie nudne… W ogóle trochę nudzę się w życiu (nie pod względem braku zajęcia – tutaj przeciwnie, ale nudzą mnie schematy, w jakie wtłacza mnie życie, nie działają na mnie podudzające piękne hasła i idee (czasami działają na chwilę) – wszystko to wydaje się być jakąś konwencją).

  9. Darek
    List 29, 2012 @ 23:43:38

    Buziu, Buziu! Widzę że się rozumiemy Conchita! Jutro rozwinę tekst. Buziaki!!!

  10. Darek
    Gru 01, 2012 @ 15:39:50

    Witam Conchita! Co do przyjaciół, poza jednym, nikt z nich nie zdał egzaminu. Ja celowo dawałem się wykorzystywać, aby gdzieś się oderwać z tej rutyny życia, bycia za długo w tym samym miejscu, i przeżywania wszystkiego podobnie „tak samo”. Bo życie, szybko ucieka na przód, i nieraz warto ulec pokusie, tylko po to żeby się wyrwać na chwilę, i przeżyć coś nowego w zupełnie innych okolicznościach. Dla mnie doświadczanie rutyny dnia codziennego jest „śmiertelnie” nudne, a zrobienie sobie jakiejś eskapady opiera się na finansach. No tak poza tą rutyną dnia codziennego dochodzą jeszcze te schematy, normy, granice prawne, itd! – Jak to się mówi „Co Kraj to obyczaj”. Piszesz że Ciebie to dobija. A ja z tego powodu przeżywam depresję egzystencjalną. Moja dusza nie raz krzyczy że chce wyjść z ciała. Mam wrażenie, że mnie rozrywa od środka! Mam tak od urodzenia. Pamięć mi się uaktywniła gdzieś przed 2 rokiem życia. Jak mnie matka przyniosła ze szpitala do domu, to mi mówiła że obserwowałem wystrój wnętrz pokojów ze skupieniem i ciekawością, a potem naraz zacząłem przeraźliwie płakać. Coś już wtedy mi się nie podobało? Ale tego nie pamiętam. Ogólnie z wczesnego dzieciństwa dużo pamiętam. Nawet kilka snów. Czyli normy, schematy, BE! Widzisz jakby nie było, jesteśmy w pewnych kwestiach podobni do siebie! Cześć! Pozdrawiam Wszystkich!

  11. Darek
    Gru 10, 2012 @ 21:46:20

    Witam! Chciałem się zapytać, o co właściwie chodzi z tymi duszami które szukają po śmierci fizycznej światła? Rozumiem że mowa o Bogu. A co to za dusze które nie wiedzą, że po śmierci fizycznej trzeba iść do światła, na spotkanie z Bogiem? A gdzie ich duchy, które są ponad świadomością dusz? To tak jakby zostały pozostawione same w sobie, bez świadomości co mają dalej robić. Dziwne bo teraz nie wiem o kim mowa? O duchach, czy duszach, np. w poście Kseni, czy Pana Andrzeja, w którym pisze że jakby zobaczył dusze dwojga dzieci na strychu, to by zapytał czy napiły by się kakao. No właśnie co po śmierci? Łączymy się ze swoim duchem? Czy pozostajemy do jakiegoś czasu niezależnymi duszami? A co w takim razie z kolejnymi wcieleniami? Rozumiem że za zgodą Boga, jakieś energie anielskie prowadzą nas do kolejnego wcielenia. Zatem czemu niby tak wiele dusz [duchów], po śmierci fizycznej, błąka się gdzieś pomiędzy wymiarem fizycznym a astralem, i Bóg wie gdzie jeszcze? Bo też wiele na ten temat czytałem i słyszałem, ale nie jestem zwolennikiem teorii pętających się dusz. Jeśli już coś takiego się dzieje, to według mnie, raczej jakieś inne, negatywne, energie podszywają się niby pod te zagubione dusze, aby robić zamęt w głowach kapłanów i ludzi. Co się dzieje z duchem[duszą], do czasu następnego wcielenia? Chyba błąkanie się, szukając światła[Boga], jest trochę nie na miejscu? Gdzieś czytałem o przewodnikach duchowych[aniołach], które po śmierci fizycznej człowieka, prowadzą duchy, wraz duszami do kolejnego wcielenia. Napisałem o tym, bo w tym temacie jest wiele sprzeczności[niejasności], o których napisałem. Pozdrawiam!

  12. SwiatDucha
    Gru 10, 2012 @ 22:46:53

    Dusza może być obrażona na Opiekunów Duchowych i po prostu ich zignorować z ich białym tunelem światła. Może ciągle chcieć komuś np. dopiec i nie chce przez to się ruszać z Ziemi.
    ALE, proszę zauważyć, że tak wiele osób zrównuje Ducha ze świadomością. A Duch nie jest świadomy, ani samoświadomy. Tak cały ten mechanizm został skonstruowany, że Świadome Ja powstaje bardzo, bardzo późno, a Duch jest na pierwszym ogniwie tego łańcucha i ma jedynie imperatyw wyrażania się. Potem jest Dusza ze swoimi nawykami i „zwierzęcym” zachowaniem. Też nie rozumuje [idź na sesję regresingu, bądź ustawienia Hellingera, cokolwiek – ile tam trzeba podpowiadać Duszom, aby uczyniły jakiś sensowny krok]. Świadome Ja opisane tu [link], to ono ma potencjał do oświecenia się. Osobowość, ego [w większości] rozpuszczają się po śmierci i nie ma zbyt co zbierać.

    cytuję:
    Owszem, podświadomość pamięta bardzo wiele z różnych wcieleń, natomiast nie poddaje doświadczeń rozumowemu przerobieniu, refleksji. Dopiero świadome ja, świadoma jaźń ma w tym źródło dla przemyśleń, na podstawie tych doświadczeń ma ona możliwość wzrastania i powiększania własnej mądrości.

  13. Darek
    Gru 11, 2012 @ 01:41:57

    Wyższa Jaźń, to inaczej chyba nad świadomość? Z czym, z kim się identyfikuje ludzka świadomość? Mi się wydaje że musi stanowić cząstkę całości duchowości człowieka. Pomijam ciało jako pojazd. Na podstawie, z własnych doświadczeń trip- owych, moja świadomość po odklejeniu się od ciała, w astralu, była w jakiś sposób poszerzona [większy horyzont pojmowania], patrzenie z innego punktu widzenia, ale ta cząstka świadomego ja, z poziomu mojego własnego jestestwa jest nie zmienna, jak i w ciele, tak i po za ciałem. Przeżywam dosyć często stan kiedy moja świadomość zapomina o ciele. Mam wrażenie, że jestem bardzo daleko od ciała. Kiedy wracam do ciała, to jakby przez lej [podobny do trąby powietrznej], prosto przez głowę [takie wessanie do mózgu]. Na początku był taki chwilowy szok, oszołomienie, jakby niezbyt przyjemny moment samego wejścia [raptem do 3 sekund] Kiedy otworzyłem oczy, patrzyłem trochę z przerażeniem po pokoju, co się dzieje? Ale teraz jest cool! W ciele moja świadomość jest dużo zawężona, i często zakłócana przez myśli pochodzące z różnych doświadczeń tego wcielenia. W niższych wymiarach astralnych, też tak się zdarza, lecz rzadziej. Za to w tych [ja nazywam najdalszych], jest to po prostu czysta mistyka. Np. wryła mi się w podświadomość, ogromna przestrzeń, a gdzieś w pewnej odległości ode mnie, kręcący się nade mną, z niewielkimi obrotami, piękny, potężny jakby kamienny wiatrak. W miarę przybliżania się do obiektu, moim oczom ukazał się piękny pojazd kosmiczny [nie ziemskiego pochodzenia]. Później to co się ze mną działo, moja świadomość obierała w dosyć przyśpieszonym tempie. Pamiętam jakieś postacie człekopodobne, i wsysanie mnie do pojazdu od spodu. Jechałem z nimi dziwną windą do góry. Nie buntowałem się, byłem dziwnie uległy. Rozmowa poprzez telepatię. Uspokoili mnie, że nic złego mi nie grozi. Później przez mgłę przypominam sobie jakieś pomieszczenie. Kazali mi sobie wygodnie usiąść pod kontem około 120stopni. Miałem normalnie swoje ciało, ale nie materialne, jak we śnie. Byłem ubrany. No i coś mi zrobili, ale nie pamiętam co? Tak jakby ingerencja w moje nie materialne ciało. Zero bólu, tylko nagle, momentalnie moja świadomość weszła znowu przez głowę do mojego umysłu, siedząc już w pokoju. Otworzyłem oczy, przygasiłem muzykę, i odtwarzałem to co zapamiętałem, i teraz napisałem, ale z większymi szczegółami które się ulotniły po jakimś czasie. Nagle zdałem sobie sprawę, że byłem chyba uprowadzony przez kosmitów, do ich pojazdu. Nikomu o tym nie mówiłem, aż do teraz. Winda była w kształcie pierścienia osadzona na grubej róże po której się przemieszczała. Było SUPER! Trochę panie Andrzeju, boję się, że mnie ktoś weźmie pod lupę! Np.KLER! Pozdr!

  14. SwiatDucha
    Gru 12, 2012 @ 01:04:16

    Nie mam ambicji mówić Ci co robić, jednakowoż coś chce powiedzieć we mnie, z czym się w tym tekście komentarza spotykam.
    Ten tekst przypomina mi doświadczenia osób z zatruciem od wejścia wysokiego stopnia. Wygląda na to, że wejście potrafi tak zatruć Duszy życie w ciele, że „odlatuje” ona w „obręby niebieskie” i postrzega życie w ciele jako bardzo nieprzyjemne, doświadczając w wyższych poziomach przyjemniejszych, bardziej „duchowych” doświadczeń, razem z obawami, że ktoś „na ziemi” weźmie pod lupę, że się przyczepi, że zaatakuje z odległości, że monitoruje itd. Te treści potrafią być przekonujące dla tej osoby, jednakże nie są codziennym doświadczeniem innych osób, które nie mają takich zatruć – pewnie stąd mogłeś mieć obawy przed opowiedzeniem o tym.

  15. Darek
    Gru 12, 2012 @ 17:16:57

    Witam P.Andrzeju! Po przeczytaniu pańskiego postu, jestem zaskoczony tak trafną diagnozą! Nie wiem co mam napisać? W tabeli stanu czakr, które Panu wysłałem, jest zaznaczone zatrucie od wejścia na jednym czakramie. Dodatkowo do głosu dochodzi zranione EGO. Myślałem że to co się wydarzyło przykrego w tym roku, jest już zamknięte. Ale w ostatnich dniach moje EGO zaczęło oskarżać moje świadome ja o pewne zaniedbania z mojej strony. Być może mylę terminy [EGO, Świadome Ja]. Ale oskarżyciel ma rację! Tak jak Pan wspominał – dusza ucieka, bo w ciele jest jej coraz gorzej! To co opisałem w powyższym poście miało miejsce 21.11.2012r. i było dla mnie przyjemnym doświadczeniem. Z tymi obawami że będę pod lupą kleru, to sobie zażartowałem. Bardziej obawiałbym się PIS-u! Pozdr!

  16. Darek
    Gru 16, 2012 @ 17:26:09

    Cześć! Panie Andrzeju, chciałem zapytać w mailu do Pana o co chodzi w pewnej sytuacji? Ale mail zwrotny od Pana który przychodzi, mówi że Pan robi przerwę od komputera. Mianowicie o co chodzi? Spotykam dobrego kolegę, i on do mnie mówi że około 3 miesięcy wstecz, patrzy przez okno i widzi mnie pod klatką na jego osiedlu, jak leże na plecach i rzucam się jak opętany. Następnie otwiera swoje okno, i woła mnie. Ja pytam i co dalej? On mówi że nagle usiadłem. Nie było czasu żeby zapytać co było dalej? Mówię mu że to nie możliwe, bo wszystko zapisuje w notatnikach. Nic takiego nie mogło zaistnieć, bo gdyby nawet to byłbym cały upaprany w brudzie, a kurtki w których byłem są do dzisiaj nieprane. Po prostu są czyste, nie mogło być takiego zdarzenia, bo jeszcze na tyle się kontroluje. Latem już wcześniej spotkałem się z podobnymi doniesieniami od innej osoby, która odpowiadała swojemu koledze, że to ten „diabeł”, z takim strachem w oczach! Też nie dowiedziałem się o co chodzi? Zaraz potem wycofałem się, i poszedłem do domu. Coś jest nie tak! Idąc np. do sklepu, czuję wzrok na sobie obcych ludzi. Widzę po zachowaniu że tak jak by się mnie bali? Zawsze jestem spokojny wobec obcych, i nie wiem właściwie co jest na rzeczy? Domyślam się że emanuję jakąś dziwną energią? Pierwsze takie sytuacje zdarzyły się mojej mamie, kiedy pracowała w sklepie spożywczym. Któregoś dnia przyszło kilka kobiet do sklepu, i uporczywie wmawiały mamie że na jakiejś wsi też w sklepie spożywczym rozmawiały z mamą dosyć długo. Mama odpowiedziała że to nie możliwe bo tam nigdy nie była, ani nie pracowała. Mama powiedziała że to może ktoś podobny? Kobiety były wręcz wściekłe, że mama mówiła że to nie ona. Wyszły ze sklepu obrażone, mówiąc że jeszcze potrafią rozpoznać oprócz wyglądu sposób bycia, itd. Mam z tego powodu trochę „Lęki” w przenośni. Czy to może być dar bilokacji, nieświadomej? Zdarza mi się być w kilku miejscach naraz, ale pod wpływem środków dysocjacyjno – halucynogennych, ale jakie to ma odbicie w rzeczywistości[w realu]? Pozdr!

  17. Darek
    Gru 29, 2012 @ 15:59:33

    Witam! Od ponad 6 miesięcy doświadczam paraliżu sennego tylko będąc zupełnie trzeźwym. Im umysł bardziej błyskotliwy, niezmęczony, tym łatwiej wejść w ten stan! Na początku było trochę strachu przed stanem, ponieważ pojawiał się nieoczekiwanie, np.podczas pobytu w szpitalu. Dzisiejszej nocy, okazało się że potrafię wywoływać ten stan na „zawołanie”. Po 4 razie odpuściłem ponieważ chciałem być dzisiaj wypoczęty. Wejście w ten stan wychodzi ze 100% skutkiem pomiędzy godz.24 a 1 w nocy. Dzisiaj były 4 sesje około 1 min. każda. Na zegarze była godz.00.47 od pierwszego wejścia. Nigdy nie przykładałem do tego większej wagi, i ani razu chyba o tym nie pisałem w postach. Kiedy rano wstałem, coś mi nie dało spokoju, włączyłem komp.i przeczytałem na ten temat wręcz niewiarygodne informacje! Jeśli nie będę dzisiaj zmęczony, znowu spróbuję. Jeśli będzie ciężko, to może łyk kawy poskutkuje. Po dużym wysiłku umysłu udało mi się już za 1-ym razem podnieść ręce na wysokość 0,5m, i poruszać dłońmi. Po tym zabiegu paraliż ustępuje. Najpiękniejsza jest ta FALA[energia] która nadchodzi i ogarnia wnętrze ciała! Wtedy wiem że po kilku sekundach będę w tym stanie. Ta energia chyba narasta w moim umyśle. Muszę trochę z tym stanem po eksperymentować, dlatego że dopiero dzisiaj z tego powodu jestem wręcz zachwycony! Pozdr!

  18. Darek
    Gru 29, 2012 @ 21:00:00

    Trochę naważyłem sobie „piwa”, i teraz muszę go wypić. Przypomniałem sobie jeden szczególny epizod związany z paraliżem sennym z przed kilku miesięcy, i zdecydowałem się na walkę energetyczną z pewną osobliwością energetyczną. Od momentu napisania powyższego posta, mam w sobie dziwne zmiany energetyczne. Czuje w sobie trochę za duży ładunek energetyczny, co wiąże się ze zbyt dużym poceniem się, dziwnym pobudzeniem, i jakimś odmiennym stanem świadomości? Oprócz rannej kawy, niczym się nie wspomagałem. Trudno! Co będzie to będzie! Muszę ciągle panować nad stanem swojego umysłu. Nie mogę się identyfikować z żadnymi lękowymi myślami. Wtedy jest znośnie. Kilka miesięcy wstecz próbowałem zasnąć, wyczyściłem umysł z wszelkich myśli, i po chwili wszedłem w stan paraliżu sennego. Obserwowałem swój pokój i po chwili usłyszałem jakieś spokojne rozmowy, i odgłos stąpania po podłodze mojego pokoju. Tak jakby 2 osoby rozmawiały ze sobą, idąc w kierunku mojego łóżka. Oprócz poruszania powiekami, nie mogłem się ruszyć, i trochę byłem nie pewny tego co się wokół mnie dzieje. Po chwili te odgłosy przeszły tuż obok mojej głowy, tuż za łóżko. Nikogo nie widziałem! W kilka sekund później coś wskoczyło mi do łóżka, po mojej lewej, przy ścianie i ugryzło mnie „energetycznie”z lewej strony pod żebrami. Wystraszyłem się! Podskoczyłem, i paraliż puścił! Przekręciłem się w lewo, i złapałem ściskiem dłoni tą osobliwość, nie widząc jej, ale ją czując. Wtedy czułem jak przez moje ciało przepływa ogromna energia[jakby mnie prąd z kontaktu raził]. Wzbudziłem w sobie tyle mocy że wytrzymałem w tym uścisku, aż to „coś” same ustąpiło. Samo ugryzienie miało podobne odczucie, tyle że z większą mocą. Całość tej walki energetycznej trwała kilka sekund. Zasnąłem dopiero wtedy kiedy na dworze zrobiło się widno. Z tego co czytałem na ten temat, to ludzie okropnie boją się tych zjawisk. Ja uważam że gra jest „warta świeczki”. W momencie ugryzienia, zawsze nastąpi chwilowy przestrach[odruch]. Ale później nie można dać za wygraną, i trzeba walczyć. Ten kto spanikuje i ucieknie, albo zacznie krzyczeć, moim zdaniem jest już w sidłach. Mnie to akurat rajcuje, bo lubię tą chwilę napięcia! Jak w ulubionych horrorach! Zwłaszcza że nie wiadomo gdzie gad ukąsi!

  19. Darek
    Gru 30, 2012 @ 01:06:21

    Niesamowite! Przysięgam że pisze prawdę! W powyższym poście napisałem że mój umysł znajduje się w jakimś dziwnym stanie świadomości? Te potliwości, i nadmierne pobudzenie ustąpiły. To poranna kawa spotęgowała ten stan, ale później energia w całej istocie się wyrównała. W połowie dnia byłem zakłopotany tym stanem, bo nie zdawałem sobie sprawy w czym rzecz? Teraz wiem, że to się dzieje na prawdę Panie Andrzeju! Swoim stanem spokoju i szczęścia wyciszyłem wszystkich domowników! To znaczy, tak na prawdę po tych udanych próbach paraliżu sennego, obudziłem się rano, ale nie całkowicie w wymiarze fizycznym, tylko cały dzień funkcjonuje gdzieś pomiędzy wymiarem fizycznym a astralnym! Jestem do teraz nie przebudzony! Nie czuje upływu czasu. Nasycone kolory! Dobra wyrazistość widzenia, i przede wszystkim ten wszechobecny spokój ducha! Jest bardzo magicznie, i nie czuje zmęczenia. Wróciła radość życia, i apetyt. Kładę się i spróbuję do 1-ej godz.wejść w ten stan. Jeśli się uda, to nie będę wybudzał ciała, tylko spróbuję go opuścić na chwilę. Dobrej Nocy Wszystkim Życzę!

  20. Conchita
    Gru 30, 2012 @ 02:09:49

    No i po co Ci były dragi? I bez nich śmigasz jak meserszmit :). Witam kolejnego obemaniaka 🙂

  21. Darek
    Gru 30, 2012 @ 13:21:10

    Cześć Conchita! Wiesz, dzisiaj w nocy próbowałem wejść w ten stan paraliżu i po przebywać w tym stanie dłużej niż 1 min. Ale nie udało się. Było za późno w nocy na szybkie rozluźnienie się. Ciągle mi coś przeszkadzało, a to ręka, głowa źle ułożona, albo swędzenie oczu, nosa. O 1.00 godz.dalej próbowałem, ale nagle zapadłem w sen. A w śnie dalej próbowałem. Nagle otworzyłem oczy a tu 3.00godz., wychodzi na to że przespałem 2 godz. Sen mnie mamił, że nie śpię tylko dalej próbuje osiągnąć stan paraliżu. Zrezygnowałem i powtórnie zasnąłem. Rano nawet nie pamiętałem co mi się śniło? Rzadkie u mnie zjawisko. Bycie w wymiarze astralnym, będąc w śnie, to dla mnie najpiękniejsza „rzecz”na świecie! Nie miewam od kilkunastu lat żadnych poważnych koszmarów. Pod tym względem jest ok! Od używek halonowych zrobiłem sobie przerwę kilkunasto dniową, do jutra- Sylwester! Na 90% się uda? Życzę Tobie, P.Andrzejowi, i Wszystkim Forumowiczom, udanej Zabawy! Szczególnie tej duchowej! I Szczęśliwego, Zdrowego Roku! Na razie. Cześć!

  22. Conchita
    Gru 30, 2012 @ 13:41:11

    Chyba za bardzo chciało Ci się spać :), albo za płytkie rozluźnienie… Ale wiesz, nie ma co stwarzać sobie presji, bo to przeszkadza potem, można się zablokować… Lepiej próbować sobie na luzie, a efekty będą się pojawiać.
    Stosowaną techniką jest też albo drzemka w ciągu dnia czy wieczorem i wtedy próby przy zasypianiu albo przebudzenie w nocy po 4 godz. snu i wtedy próby – wtedy powoli wchodzi się w rozluźnienie, bo nie ma takiej presji ciała na odpoczynek. Można też patrzeć w ciemność pod powiekami przestrzennie – też pomaga. Kluczowe jest odpowiednie rozluźnienie, przełączenie na inne ciałka (to się robi samo gdy ciało zasypia a świadomość jest aktywna) – raczej niż wymuszanie nie-zaśnięcia. To pewnie sam zauważyłeś, ale może komuś jeszcze przyda się taka informacja.
    U mnie działa najlepiej zrobienie sobie medytacji wieczorem, potem jak ciało zasypia to świadomość fazuje :).

    Życzę wszystkim wszystkiego, co najlepsze w Nowym Roku i udanej zabawy na Sylwestra!

  23. Darek
    Gru 30, 2012 @ 16:29:25

    Masz Conchita 100% rację! Wszystko się zgadza. Za mało czasu na rozluźnienie. U mnie wychodzi pomiędzy 24.00 – 1.00. Wtedy można jeszcze załapać się na fazę REM. Raz robiłem z nudów , na siłę wizualizację energii koloru na dany czakram. Efekt przeładowanie, albo jakaś depresja na przemian, zamulenie, albo nieprzyjemne pobudzenie! Wiem że na drugi dzień, byłem jakiś agresywny, wszystko mi nie wychodziło, i denerwowało mnie! Jak jestem wyluzowany to kładę się na plecach. Muszę mieć coś pod głową, bo na płasko bym się chyba udusił. Dolegliwości chyba[zatoki]. Mam to prawie od urodzenia. ale da się żyć! Oczyszczam umysł z jakichkolwiek myśli. Jak dopuszczę i rozwinę kilka myśli, to mogę zasnąć, i klapa. Jak oddech i tętno obniży się do jakiś wartości wtedy wzbudza się we mnie taka FALA z szumem podobnym do odgłosu wodospadu. I przybiera na sile. I nagle w sekundzie jestem unieruchomiony. Sama wzbudzona energia[fala], we mnie jest przyjemna. Ustępuje po nagłym odrętwieniu ciała. Później po minucie[za krótko], próbowałem sprawdzić moją siłę umysłu, i usilnie podnosiłem ręce. Dla porównania[jakbym brał na klatkę piersiową z 60kg, i podnosił]. Próbowałem upuścić ciało, ale nie szło. Ja jestem uparty, i wiem że to kwestia czasu. W tygodniu zdarza mi się to samoczynnie 2 razy[różnie]. Nigdy mnie to nie interesowało specjalnie. Zwłaszcza po tym ugryzieniu. Nigdy też nie widziałem jakiś materializacji. Wiedziałem że ciało śpi, a mózg jest w doskonałej kondycji, ale nie wiedziałem co z tym dalej robić. Dopiero po nowym roku będę eksperymentował. Na razie nic więcej nie mogę dodać. Wiesz doskonale dużo na ten temat. Życzę Ci dużych sukcesów, jeśli masz w tym upodobanie.

  24. SwiatDucha
    Sty 01, 2013 @ 01:32:58

    Na wzajem, wesela życzę!
    Wystzelałem właśnie cały niemały zapas petard i mnie kręci w nosie. To dobry znak!

  25. Janek
    Sty 02, 2013 @ 23:08:16

    Dzień dobry,
    Na stronę trafiłem dość przypadkowo. Poszukiwałem informacji o ustawieniach Hellingera. Chciałbym prosić o sugestię, gdyż nie znam osób biegłych w tematyce. Po terapiach, z powrotami ciągle wracam do dobrze znanego mi stanu, gdy świat jest szary, nudny, a życie męczy. W trakcie pracy nad sobą trafiłem także na ustawienia (wszystko w pracy praktycznie obracało się koło relacji z rodzicami i ojcem w szczególności), które były doświadczeniem wyjątkowym. Zastanawiam się, gdzie jeszcze mogę poszukać wsparcia oraz czy ewentualnie kierować się ponownie w stronę ustawień, których na jakimś poziomie się boję (wychodzenie przed ludzi ze swoimi rzeczami).

    Z góry dziękuję za wskazówki.

  26. greta minde
    Sty 04, 2013 @ 21:20:39

    Czy to nie problem w Twojej relacji z mamą? Jak to naprawisz, nie będziesz musiał z ciała uciekać bo będziesz we właściwym miejsc.

  27. Darek
    Sty 05, 2013 @ 12:56:09

    Cześć GRETO! Problem jest na tyle złożony, że nie tylko ja na tym wszystkim ucierpiałem. Ucierpiała i matka. Razem zmarnowaliśmy sobie duży etap życia. Teraz wmawia mi że to wszystko jest moja wina. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że mama w to wszystko wierzy, albo nie chce się przyznać do błędu z przeszłości, który popełniła. Trudno powiedzieć? Ojciec matki[mój dziadek] nie „wylewał za kołnierz”, i nie za dobrze ją traktował w młodości. Oprócz tego że mama pomimo swojego wieku jest nieleczonym DDA, to dodatkowo ma dużo obciążeń wejściujących, wraz z krokodylami, i Bóg wie co jeszcze? Nie da sobie w żaden sposób nikomu pomóc, czasem stając się bardzo agresywną! Pozdr!

  28. greta minde
    Sty 09, 2013 @ 23:43:28

    Darku!

    Ośmieliłam się na tę sugestię, po starannej lekturze Twoich postów.

    Mnie osobiście bardzo dużo dało unormowanie energetyczne z rodzicami, którzy najłagodniej mówiąc całe moje dzieciństwo spędzili na dzikich awanturach z alkoholem i rzekomą religijnością w tle. I uwierz mi jedyne co uczyniłam to medytacja, oraz jasne, bezpośrednie komunikowanie się z nimi. Już z pozycji pełnego współczucia partnera, nie zaś skamlącej o litość ofiary (i czasem oprawcy).

    Aha przepraszam, w przypadku mamy, kiedy długo nie potrafiłam przebrnąć przez poczucie skrzywdzenia, ‚góra’ przysłała mi do oglądnięcia film ‚Klub szczęścia’ o losach matek i córek chińskiego pochodzenia w USA. Wywołał we mnie głęboki wstrząs, bo w jednej z relacji zobaczyłam siebie i swoją mamę. Płakałam przez cały film, nie potrafiąc się uspokoić, poczułam niezwykłe współczucie i zrozumienie dla jej postawy, a następnego dnia obudziłam się już bez poczucia skrzywdzenia, jak i bez poczucia winy za swoje przewinienia względem mamy. To wydaje się bez sensu, ale od tego czasu nauczyłam się dopiero kochać i szanować moją mamę, razem z jej obciążeniami. A moja religijna mama zaczęła chodzić do bioenergoterapeuty, co jest ewidentnym dowodem na to, że koniec świata istotnie nastąpił. 😀

    To tylko przykład jak niezwykłe mogą być inspiracje. Rozwiązanie wszystkich Twoich problemów jest w Tobie.

    Pozdrawiam Cię serdecznie!

  29. Darek
    Sty 10, 2013 @ 21:15:04

    Cześć GRETO! Po przeczytaniu Twojego posta, bardzo się cieszę , że udało Ci się pojednać z rodzicami. Tobie nawet góra zesłała prezent w postaci filmu. Dla mnie jednak Góra nie ma tyle hojności. W raz z Nowym Rokiem z Góry dostaje na razie same baty! Cóż, w moim przypadku, karma wydaje się nie mieć dla mnie litości!

  30. Darek
    Sty 10, 2013 @ 21:17:18

    Ja Ciebie również pozdrawiam serdecznie!!! Pa!

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: