otrzeźwienie z wiedzy

Wiedza, to nie wszystko. Wręcz mogę powiedzieć – mniej niż połowa 🙂

Wiele, wiele słów wiedzy jest tutaj na witrynie.

Do tego dobrze dołożyć otrzeźwiające słowa Tomasza a Kempis:

[link do tego filmu bezpośrednio na Youtube]

[wzgardzenie siebie rozumiem tutaj jako niepoddawanie się ego, egoizmowi, pragnieniom osobowości, tekst jest starej daty]

.

Jak dla mnie różnoraka wiedza jest tylko środkiem. Zwłaszcza dotyczy to oczyszczania duchowego. Gdy oczyszczanie osiąga efekty – chcę zaprzestać zanurzania się  w wiedzę, bo już spełniła swoją rolę, i warto się zająć tym, do czego czekałem.

//

Reklamy

10 komentarzy (+add yours?)

  1. Mi...
    Paźdź 04, 2012 @ 19:12:37

    O… gdy miałem 17 lat wpadła mi ta książka w ręce.
    Czytałem czytałem czytałem ale przyszły inne „ciekawsze”. Wiedza stała się nieugaszonym pragnieniem aż musiało minąć kolejne 17 lat abym zrozumiał to o czym m.in. pisał Kempis i zaczął zwalniać tempo gromadzenia informacji.
    Niedawno trafiłem na perłę pt. „Chmura niewiedzy” lub „Obłok niewiedzy” – w zależności od wydania. Treść książki wykracza ponad tło religijne i w mojej ocenie sięga hen hen za horyzont.

  2. SwiatDucha
    Paźdź 04, 2012 @ 19:47:23

    hen, hen zen
    🙂

  3. Mi...
    Paźdź 04, 2012 @ 21:43:56

    Andrzej, pozycja którą przytoczyłem jest z tego samego „podwórka” co Kempis.
    Nie wiem o co chodzi kseni ale to nie do mnie ma pytanie.

  4. SwiatDucha
    Paźdź 05, 2012 @ 16:07:10

    Mi – „Chmura niewiedzy” brzmi dobrze 🙂

  5. SwiatDucha
    Paźdź 05, 2012 @ 22:15:53

    dziekuje

  6. greta minde
    Paźdź 06, 2012 @ 22:52:14

    Dobry wieczór! Jak zwykle ‚przypadkiem’ trafiłam na wpis zupełnie adekwatny do moich aktualnych rozmyślań i odczuć. To piękne i zadziwiające 😉

    Zastanawiałam się dziś nad drugim fakultetem, jako receptą na wypalenie zawodowe i pragnienie poszerzania wiedzy o zdrowiu fizycznym człowieka. Po czym poszłam w tradycyjną przechadzkę na łono natury. Pogoda dla mnie wymarzona – oślepiające słońce na błękitnym niebie, porywisty wiatr… Kiedy maszeruję albo wspinam się – wyzwalam w sobie gotowość na głębokie wglądy. Przychodzą po usadowieniu się na szczycie górskim z piękną panoramą albo na leśnej polanie. Moja Dusza ma wyjątkową wrażliwość na piękno przyrody 🙂

    Wracając do wątku, podczas wędrówki zrobiłam przegląd tych wszystkich lat życia, które spożytkowałam na przyswojenie ogromnej wiedzy, w znaczeniu klasycznym, redukcjonistycznym. Oprócz tematów zawodowych jeszcze poboczne, związane z hobby, i z nieszczęsnym biznesem który położyłam. Spojrzałam też z pozycji niezależnego obserwatora na to, co dzieje się z moim rozwojem duchowym – jak łapczywie chcę nadrobić te filmy na youtube, te książki, te wpisy na forach 😉

    Staranne wykształcenie i erudycja miały mi dać szczęście i spełnienie, niestety tak się nie stało. Zdałam sobie natomiast sprawę z tego, iż najcenniejsze doświadczenia były w momentach, kiedy wręcz na siłę ograniczałam myślotok, do tego odsuwając emocje. Takie mentalne nic-nie-robienie, z nastawieniem na odbiór,tylko na innych falach. Po okresie kiedy pogrążałam się w coraz większych długach finansowych, zaczynam stawać na nogi, dzięki zajęciu, które angażuje przede wszystkim zdolności manualne i cierpliwość, nie intelekt. Otworzyłam się całkowicie na inspiracje ‚z góry’, jak opisywane w ewangelii ptaki powietrzne, które nie sieją i nie orzą a ojciec niebieski je żywi. I zdarzają mi się przezabawne sytuacje, jak ta, kiedy znajduję obok domu prezent w postaci 1,5 kg maślaków żółtych, pod jedynym w okolicy modrzewiem.:)

    Innym aspektem sprawy jest to, że nie jestem też już osobą wykonującą tzw. zawód zaufania publicznego i moje ego nieco kwili z tego powodu… Niemniej czuję się teraz tak stabilnie energetycznie doładowana i spokojna – że potrzeba rywalizacji z armią nosicieli krokodyli i osób z aktywnymi wejściami (medycyna), wydaje mi się tylko kolejnym porywem mojej wiecznie głodnej doznań Duszy.

    Tak to przebiegało od potrzeby wiedzy w znaczeniu klasycznym do spokojnej inspiracji WJ – WIEDZĄ. Pisana dużymi literami oznacza dla mnie mój Boski Plan, najlepszy i najtrafniejszy. Dający wysokie, czyste wibracje energii, nie ograniczający wolnej woli mojej ani innych.

    Tak to odczuwam, starałam się opisać to w miarę czytelnie, choć jak wspomniała ksenia, tego się nie da wytłumaczyć.

    ‚Gdybym też miał dar prorokowania
    i znał wszystkie tajemnice,
    i posiadał wszelką wiedzę,
    i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
    a miłości bym nie miał,
    byłbym niczym.’
    1Kor 13:2

    Pozdrawiam wszystkich i przepraszam za osobiste dłużyzny.

  7. SwiatDucha
    Paźdź 29, 2012 @ 01:21:10

    Dzięki za te refleksje. To, że są dłuższe, to tym lepiej, bo lepiej możemy zrozumieć Twoje przeżycia. Tu akurat jest dobre miejsce na to, zamiast megabajtów reklam mamy kilkanaście linii opowiadania o osobistym przeżyciu.
    Wiele z Twoich zdań sam mógłbym powiedzieć.
    Są one mi bliskie, stąd zresztą taki wpis się pojawił.
    Wiele osób nakłaniało mnie do pozostania na uczelni, kontynuowania kariery…
    Jakoś się to jednak nie przekładało na zwiększanie się zadowolenia z życia. [podobnie było u moich kolegów i koleżanek z pracy, z tym, że oni nie mieli eksapistycznych zapatrywań]. Ja się powiedzmy „wyrwałem” z kieratu i mocno mi ulżyło. Podobnie też dążę do działań zupełnie konkretnych.

  8. SwiatDucha
    Paźdź 29, 2012 @ 01:22:04

    mhm

  9. greta minde
    Paźdź 31, 2012 @ 13:12:26

    Dziękuję za opinię, uważam ją za niezwykle cenną.
    Jest zgodna z tym co sama intuicyjnie czuję, ale niejednokrotnie bałam się tego sobie uświadomić. (To pewnie jakieś obciążenia, które teraz oczyszczam – dostrzegam efekty.) Nie ukrywam, że podczas medytacji przyglądam się sobie z przeszłości i dostrzegam, że tak ceniona przez moich bliskich moja wiedza, jest mniej wartościowa wobec odczuć pochodzących z intuicji. To zaskakujące odkryć i przypomnieć sobie, że za każdym razem kiedy siłowo przeciwstawiałam się owym odczuciom, idąc za mamiącymi obietnicami tych, którzy ‚zagrzewali’ do walki, doznawałam ogromnych szkód dla siebie. Cierpiałam, chorowałam, przyjmowałam obciążenia. Teraz jestem na etapie tropienia moich możliwości i umiejętności niejako od nowa. Sądzę, że to właściwa ścieżka, bo wreszcie własna.

  10. greta minde
    Paźdź 31, 2012 @ 13:17:03

    W konkrecie przeczytałam ‚Przebudzenie’ de Mello. Już rozmowa z panią sprzedającą była niezwykła, a co dopiero lektura! 🙂 Dziękuję i pozdrawiam.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: