Odpowiedzi na listy

Przedstawiam moje odpowiedzi na pytania z listów.

Mam wrażenie, że mogą się przydać nie tylko tym konkretnym osobom, do których pisałem, więc je publikuję.

Wszystkie podane i niepodane imiona i nazwiska są przypadkowe ! 🙂

– co oznacza, że starałem się jak mogłem nie podawać szczegółowo czyichś sytuacji, są one jedynie inspiracją do mojej odpowiedzi.

————————————

Dot rytuału oczyszczającego relacje z duszami:

> Nie wiem czy to daje rezultaty bo nie jestem wyczulony ale probuje.

To oznacza, że świadomie otworzyłeś karty duchowego procesu [o ile ich jeszcze wcześniej nie otworzyłeś]. Uruchomiły się procesy Duszy, które mogą mocno pokołysać Twoim statkiem. Jeśli dotąd płynąłeś na mniejszych akwenach, to może akurat wpływasz na jakieś morze?

> Bardzo staram się opanowac złość i wściekłość

Gniew ma zwykle przyczynę, Dusza się wścieka, bo napotyka na ścianę. Na szczęście w tych [wielu] ścianach, jakie napotykamy w życiu jest dużo drzwi, przejść. Tyle tylko, że trzeba skręcić pod kątem 90 stopni i poszukać owego przejścia. Gdy napotkamy je i przejdziemy, gniew się zdecydowanie zmniejsza [aż do napotkania następnej przeszkody].

Jednakże duże sprawy potrzebują dużych energii, jak jest duży gniew, to oznacza, że proces Duszy jest bardzo istotny, i że warto się tym zajmować!

Ostatnio mówię wielokrotnie tak ze zrozumieniem:

Proszę osoby skrzywdzone, zranione przez moją mamę o wybaczenie i odwołanie klątw, które zostały rzucone na moją mamę, na mnie i na mój ród.

Mogę mówić: Ja [imie] przepraszam moim krzywdzicielom [to można zamienić na konkretne osoby i sytuacje].

to na temat moich przeprosin.

miłosierdzie – przewaga dla egoizmu

> nie warto być dla większości ludzi zbyt usłużnym i pomagać im,

To, o czym piszesz, to sprawy z poziomu wartości, Buddialnego. Budda właśnie cierpiał z powodu oglądania cierpienia innych, i dlatego poświęcił się drodze duchowej, aby coś z tym zrobić. Doszedł do współczucia [buddyjskiego]. Mniej więcej jest ono poprawne, jednak ja bym proponował miłość i życzliwość zamiast współczucia. Każda istota inkarnowana tak czy inaczej jest w drodze duchowej, na którą składa się jej konstytucja duchowa [„urodzenie” na które nie ma

co poradzić, np. dusza ewolucyjna w rybie nie ma wyjścia, musi być duszą ewolucyjną i rybą jednocześnie – tych warunków nie można zmienić, można jedynie je „polepszać” w tych istniejących ramach] i druga sprawa: uczynki, czyli karma [w większości nieświadoma]. Dopiero świadome Ja może 1 coś zacząć robić z karmą i 2 bez uruchamiania karmy zacząć ustawiać tak życie, aby było bardziej komfortowe.

I takich ludzi, takie istoty widzimy wokoło. I sami tacy jesteśmy. Nie ma więc potrzeby robić komukowiek ani „ulgi” [krokodyle chcą aby je traktować z przywilejami – nie ma po temu powodu], ani też nie ma co się „pochylać nad biednymi” [osoby z wejściami, z wzorcami ofiary lubią żerować na naiwności, myśląc, że ich „świat pokarał”].

Życzliwość i miłość nie mają w sobie potrzeby ani naginania zasad życia, nie potrzebują „pomagania”, ani też nie odrzucają istot. Jedyne co, to stawiają je w ich prawdziwym stanie, bez zakłamania.

Istota niezakłamana nie będzie cię o nic więcej prosiła niż o życzliwość i będzie chciała z tobą wymieniać miłość, niezależnie od sytuacji w jakiej się znajduje.

Oczywiście można i warto z ludźmi współpracować, wspierać ich w ich dążeniach, natomiast od razu czuć energetycznie, czy ktoś chce nas oszukiwać, nadużywać, kiedy ma nieczyste intencje.

> mam zły nastrój, gdy jestem wśród ludzi, biorę od nich energie

Myślę, że tu składać się mogą trzy rzeczy:

1. pochodzenie spoza linii ewol. [nieznajomość reguł ziemskich]

2. wiek duszy [chęć pomocy młodszym braciom].

3. owo zatrucie od wejść [postawa ofiary – przyjmowanie energii, jakichkolwiek].

Czyli zjawiska mogą się nakładać.

A że jesteś człowiekiem świadomym swoich odczuć to już nie chcesz sobie dać pluć w kaszę.

Możesz spróbować z afirmacjami z odpowiedziami pracować przez kilka, kilkanaście dni, to będzie się przejaśniać.

Np. „Ja … nie muszę już podlegać … [ludziom, rodzicom, itp.]”

„Ja … mogę wyzwolić się od presji [konkretnego człowieka, ludzi, społeczeczeństwa, sam eksperymentuj co tu wpisać.]”

Z tego co piszesz, to wydaje się, że nie masz zbyt dużo wiedzy o terapii,

Artykuły i książki Leszka są świetnym źródłem do douczenia się.

Artykuły:

http://www.cudownyportal.pl/user.php?user_id=zadlo

Proponuję zacząć od tych:

2002-01-17 Upadłe anioły

2002-03-31 Podróż w głąb siebie

2002-04-26 Cele regresingu

2002-07-02 Terapie regresywne

2002-08-10 Karmiczny młynek

http://www.ezosfera.pl/leszek/artykuly

Dot. pewnego ustawienie relacji między pytającym a innymi osobami.

Pytasz o konkretne ustawienie relacji. Tak jakbyś chciał otrzymać intelektualną odpowiedź, jakbyś oczekiwał, że ta odpowiedź przetasuje karty losu. Nie sądzę, abym był w stanie powiedzieć Ci coś tak mądrego, żeby Dusza od razu zmieniła postawę, którą ma od iks lat.

Poza tym nie mam takiego przekonania, że w kilku słowach można zmienić los, który został ustalony i ugruntowany przez wiele wcieleń. No chyba, że jest to bardzo wysoka pozytywna inspiracja.

Wierzę w systematyczną pracę. Co prawda można zyskać wglądy [które też i publikuję na stronie], niemniej wgląd jest tylko wglądem, a do ustabilizowanej zmiany jeszcze droga daleka. Przynajmniej w moim przypadku tak było.

Myślę, że proste kilka moich zdań nie jest w stanie zastąpić porządnej, długotrwałej czasami pracy z Duszą, z sobą. Stawiasz pytania, ale najpewniej to w pracy z sobą możesz znaleźć adekwatne odpowiedzi. Zaufaj głębokiemu ja, Boskiemu Ja w sobie, myślę, że tam można znaleźć odpowiedź. Jednak nie za sprawą prostej mentalnej rozmowy, a [jak wypróbowałem] w głębokim procesie terapii.

Jeśliby można się zmieniać przez rozmowy przeprowadzane w stanie beta umysłu, bez wchodzenia w głębszy proces medytacyjny, bez zmiany poziomu świadomości, to by większość ludzi nie miała kłopotu z dokonywaniem zmian w swoim losie. A niestety mają, co oznacza, że stan beta nie jest odpowiedni, nie daje oczekiwanych rezultatów. Niektóre kobiety w stanie beta umieją przegadać [mentalnie] kilka razy swoją sytuację i .. nic się nie zmienia w ich życiu.

Życzę Ci powodzenia, bo myślę, że masz możliwości i świadomość i wrażliwość odpowiednią, aby osiągnąć zmiany.

O pragnieniach ego:

Zwykle ludzie zaspakajają potrzeby ciała i dosyć dużo z ego, zależy to

oczywiście od zamożności, umiejętności zarabiania itp.

No więc są dwa przegięcia :

a) mówienie, że potrzeby są mniejsze niż istotnie ciało potrzebuje.

b) mówienie, że potrzeby są [dużo] większe niż potrzebuje ciało.

Gdy małżeństwo decyduje się na dzieci oczywiście owe podstawowe potrzeby ciała rosną niepomiernie. Ale i ego mocno na tym korzysta – rozdmuchując wyobrażenie potrzeb.

Mądrzy mówią: „niech twoje potrzeby staną się twoimi pragnieniami”

A Ty co sądzisz?

Pozdrawiam, Andrzej.

Co do Ego to mam bardzo podobne przemyślenia, też traktuję je jako dziecko, kupuję mu co i raz jakąś zabawkę. Ostatnio na allegro odszukałem zdjęcia starych moich zabawek, które kiedyś miałem, zachowałem na dysku. Miło wspomnieć, natomiast ego nie wzrosło mocno. Zwłaszcza taką dziecinność ego obserwuję u osób spoza linii ewolucyjnej – są bliżej Boga od stworzenia, są bardziej dziećmi w środku. Osoby z linii ewolucyjnej wydają się być bardziej „zwierzęce”. Wszak mają przeszłość zwierzęcą.

Wschodnie kierunki duchowe nie rozwijają tak mocno wysokich ciał, jednocześnie ustalają ego na pozycji dosyć sztywnej – rób tak i tak, ćwicz, to osiągniesz oświecenie. Na wschodzie wydaje się, że jest mniej depresji. Ale też urzeczywistnienia są na niższych ciałach.

Jezus, uważam, z jego naukami, jest tak naprawdę prekursorem zachodniej duchowości, ze swoimi naukami kochającymi. Tutaj wznosimy się wysoko, natomiast jest potrzebna miłość, ćwiczenia są wręcz drugorzędne. I ego jest bliższe jezusowemu ideałowi „kochającej dziecięcości”. Jeśli się je tak traktuje, to osiągamy, urzeczywistniamy owe zachodnie poziomy duchowości.

Wszelka zaś sztywność nagle, natychmiast sprowadza człowieka do bardzo niskiego poziomu. Stąd też, jak myślę, taka niezwykła aktywność depresji w społeczeństwie zachodnim i taka szkodliwość wejść z ich usztywnieniami.

Każda Dusza chce tego, do czego została stworzona, tak jak każda matka chce wychować dziecko. A czy chce dobrze wychować, czy się zastanawia nad tym, czego ono chce – no tego często nie robi. Po prostu jest to napęd naturalny, Dusza nie jest specjalnie świadoma, to jest napęd nieuświadomiony, taki pęd sprawczy. Tak jak króliki chcą się rozmnażać tak i Dusza chce więcej i więcej doświadczeń. Dopiero osobowość może tym sterować. U młodych Dusz owo sterowanie jest proste, ponieważ i Dusza jest niewielka, więc i nie jest tak silna. Natomiast u starych Dusz – są one zwykle ogromnie silne, mają duże ciała subtelne, wiele doświadczeń, przyzwyczajeń. Więc nic dziwnego, że chcą robić to, co dotychczas robiły. A osobowość ma często z tym kłopoty, aby ten ciężki rozpędzony pociąg przestawić na inne tory.

> dla mnie każdy dzień, to swoista męczarnia!.

Taa.. w dużej części Cię rozumiem. Ten świat nie jest bułką z masłem, zwłaszcza, jeśli się ma odczucia, postrzeżenia, wrażliwość na poziomie duchowym. No niestety świat jest od tysiącleci opanowany przez niefizycznych okupantów, którzy doją ludzi jak się tylko daje. A ludzie żyją, bo innego wyjścia nie widzą, nie widzą też zagrożenia. Czyli sytuacja jest powiedzmy gorsza od tego, co uczą w szkole. Może Polska jest w jakimś stopniu „przygotowana” na tą sytuację, ponieważ miała tak wielu okupantów, co skutkuje odpowiednimi wzorcami zachowania dla osób będących pod jarzmem. Może dlatego się tu inkarnowałem, bo trochę przez to jest lżej? zwłaszcza, jeśli się pojawia duchowa świadomość.

Ja nie mam żadnej innej odpowiedzi niż tą, którą mam dla siebie – mogę się przystosować do tego życia, do tego wcielenia. Nie spieszy mi się do śmierci, do kolejnego wcielenia, w którym mógłbym ew. zmienić realm. Więc po prostu próbuję jak najlepiej się przystosować, chociaż aż bardzo wesoło nie jest. Jednak wiem, co Twoja Dusza o tym myśli..

– nieakceptacja ciała i materii:

Jeśli ktoś [Dusza] pochodzi spoza Ziemi, to jest to zwykłe odczucie – obcości, „chcę do domu”.

Nie domyśliłeś sie tego? Próbuj może trochę poswawolić wyobraźnią, bo widzę, że ileś pytań zadajesz, a tak jakbyś sobie nie dowierzał.

Odpowiedzi przychodzą, ale trzeba być otwartym. Tak jak jesteś otwarty na otrzymanie maila.

Nie wiem, jak u Ciebie,

ale z tego, jak oczyszczałem się z pogryzień, to wnioskuję, że cały Wszechświat obecnie pokazuje mi dużym palcem, że mam zatrucia od wejść. Owo pokazanie polega na tym, że wokoło mam osoby z wejściami, że mocno na mnie lecą energie wejść i dodatkowo mnie zatruwają, ledwie łażę w niektóre dni. I nawet jak chciałem „uciec”, to sam sobie [oczywiście Dusza] zrobiłem krach z finansami tak, że nie mam jak uciec, tylko jestem przystawiony twarzą do problemu.

Więc na dzisiaj mam jedno wyjście – zabrać się za pracę z nim.

O walce z Duszą

> Czy warto z tym ,,walczyc”?

Przewalczyć Duszę nie ma sensu, chociaż niektórzy mogą. Przy starych, dużych Duszach, to raczej jest kwestia delikatnego naprowadzania na doświadczenia z obrębu tematu, ale takie, jakie raczej byśmy chcieli, a nie takie, jakie same by się chciały zdarzyć. Proste uzyskiwanie efektów jak w Sekrecie dla starszych dusz już nie jest chyba możliwe, Dusza zbyt dużo już się nauczyła, zechciała. I ostatnie dziesięć- dwadzieścia wcieleń to robi, idzie tą drogą. Jak można twierdzić, że ten rozpędzony pociąg można nagle skręcić pod kątem 90 stopni i to w miejscu, gdzie nie ma ani łuku torów, ani też zwrotnicy.. ? Do zmiany u starej duszy potrzeba cierpliwości. Oczywiście bieżąca osobowość „cierpi niewinnie” za to co w przeszłych inkarnacjach inne wcielenia nagrzmociły. Natomiast ma możliwość osiągnięcia zdecydowanie wyższej świadomości.

Może to nie jest jakiś wielki skarb patrząc z pozycji materialnego, fizykalnego „sukcesu”, która jest propagowana przez wiele reklam. Dusza jest przyziemna raczej [niż uduchowiona], więc wciąga reklamy jak świeże bułeczki. Dopiero medytacja może przywrócić jako tako odpowiednie postrzeganie pozycji duchowej człowieka.

A Ty, czy medytujesz?

Reklamy

8 Komentarzy (+add yours?)

  1. Xing
    Paźdź 18, 2012 @ 00:03:25

    >> Ostatnio na allegro odszukałem zdjęcia starych moich zabawek, które kiedyś miałem, zachowałem na dysku. Miło wspomnieć, natomiast ego nie wzrosło mocno.

    Jestem w szoku czytając to. Zrobiłem dokładnie to samo kilka tyg. temu. Mam podobny stosunek do ego, traktuję je jak dziecko, pozwalam mu na wiele choć z ograniczeniami. SZOK.

  2. SwiatDucha
    Paźdź 19, 2012 @ 11:15:58

    Szok? 🙂 To zachowanie „wewnętrznego rodzica” 🙂 – wypracowujemy tą postawę dla siebie samych i dobrze.
    Co ciekawe, jak wiele terapii, takie niewinne wspominanie dzieciństwa pomaga mi zrewidować dawne punkty widzenia i postawy, oparte na widzeniu dziecka np. stosunek do tego, co robili dla mnie rodzice widzę teraz z mojej obecnej perspektywy i mniej ostro to oceniam, jestem bardziej współczujący.

  3. Xing
    Paźdź 19, 2012 @ 17:04:49

    Szok, bo zrobiliśmy dokładnie to samo. Zresztą w niewielkim przedziale czasu. Kto wyszukuje stare zabawki na Alle żeby je pokazać wewnętrznemu dziecku i przez to zobaczyć kim był i kim jest teraz? Zresztą podobną funkcję ma czytanie starych dzienników magicznych u tych którzy się tym zajmują…

    Ten mój wewnętrzny rodzic jest aż nazbyt dosłowny. Bardzo dobra, pomocna postać której brakowało mi przez długi czas. Mam wrażenie, że działa poza czasem i dociera do tego autentycznego dziecka sprzed -dziestu lat.

    Jesteśmy jednak bardzo podobni jako gatunek.

  4. Conchita
    Sty 09, 2013 @ 11:38:50

    Ciekawa sprawa z tą duszą. U mnie też wyczuwam tą dużą ciekawość i pęd do doświadczeń, nie lubię stagnacji. Rozsądek mówi, żeby zostać na osiągniętej pozycji, gdzie spokojnie i bezpiecznie, ale dusza się nudzi i pociągają ją zmiany i ruch. Mi się jeszcze załącza coś – może świadome ja, które mówi, że taka stagnacja nie jest zła, bo mam czas na rozwijanie się na subtelniejszych poziomach, bo na niższych jest względny spokój. Ale dusza potrzebuje ruchu, nowych doświadczeń, wyzwań jak tlenu… :). Na razie wertuję ofertę kursów i zajęć dodatkowych :).
    Oglądałam kilka dni temu filmik o zen. Przyznam się, że nie tak to sobie wyobrażałam. Może coś źle zrozumiałam, ale zgodnie z naukami tamtego nauczyciela Seung coś tam, jak masz problem, tzn. problem jest tylko w umyśle, więc jak skupić się na tu i teraz to problem znika…. Jak się cały czas jest w tu i teraz (przysłowiowe jak pijesz herbatę to tylko pijesz herbatę i jesteś całkowicie tym pochłonięty) to w ogóle nie ma problemów, człowiek chodzi uśmiechnięty. Coś we mnie (dusza?) na to zareagowało ostro, bo kojarzy mi się to z regresem, wyparciem i nierozwijaniem się na subtelnych poziomach. Może mam jakieś błędne wyobrażenie, albo czegoś nie zrozumiałam. Podoba mi się podejście mahamudry – nie odrzucania niczego, przyjmowania, wejrzenia w to i rozpoznania jako przejawów nieograniczonego umysłu (świadomości). Współgra to z moją duszą, która chce obejmować jak najwięcej, ale bez usztywnienia i przywiązania – i przez to powoli uczyć się to przejrzeć, przekroczyć by pójść dalej. Nie podoba mi się asceza i wyrzeczenia, jakiekolwiek ograniczenia.

    Zastanawiałam się nad pochodzeniem swojej duszy i nic mi nie wyszło, tzn. próbowałam sobie podporządkować to czy tamto, co bardziej pasowało, ale nie czuję, żeby odpowiedź była prawdziwa. Nigdzie nie czuję się do końca „w domu” – w życiu też, czymkolwiek bym się nie zajęła, zawsze jakaś część mnie wystaje i nie przystaje 🙂 przez co nie mogę osiągnąć pełnego zaangażowania. Czy możliwe jest, że nie będąc już taką bardzo młodą duszą, zapomniałam o swoim pochodzeniu? Jakaś grupa dusz w młodości się mną opiekowała i uczyła mnie, czułam się z nimi jednością, co jak zauważyłam, to nie jest codzienną historią, więc może tam gdzieś kryje się rozwiązanie. Niedawno próbowałam we śnie się skontaktować z jedną z tych istot, w efekcie poryczałam się jak bóbr na samo odczucie jej energii i w cały następny dzień byłam wytrącona z równowagi. Jednak nie czuję, że powinnam to badać obecnie, czuję, że powinnam rozwijać samodzielność.
    Mam wrażenie, że po moich tekstach można by sądzić, że jestem jakaś odjechana :), ale w życiu codziennym i w pracy realizuję się normalnie i w zasadzie mało kto wie, że coś tam w moim życiu więcej jest niż praca i rodzina. Niektórzy podejrzewali mnie o zen 🙂 (o ironio!) :).
    Też radośnie pozbywam się śladów po wejściu, zrozumiałam, że nie ma czegoś takiego jak jedna prawda i w ogóle nie ma co się trzymać „białego wzorca”. Jak jednak utrzymać jakąś dyscyplinę wśród dzieci, żeby wykonywały chętniej swoje obowiązki? Mam z tym pewnien problem, bo dzieci są odporne na razie na argumenty logiczne i przyczynowo-skutkowe…

  5. Wena
    Sty 18, 2013 @ 09:32:27

    Witam z ciekawością tu zajrzałam i czytam ,ale jakoś nie mogę się zbytnio skupić na czytaniu być może taki mam dzień po prostu .
    Ale jest też druga strona brak skupienia jest też takim ostatnio czytaną książka pt. Odważne dusze ..która stale mi gdzieś w głowie zajmuje myśli .
    Dlaczego ? ponieważ nie otrzymałam odpowiedzi na które chciałabym znać choćby po części .Zrozumiałam z tej książki ,że to My jako dusza wybieramy sobie rodziców jak i też to co będziemy robić na ziemi czyli z czym nie jako musimy się zmierzyć .Tzn. że osoba niepełnosprawna np. przyszła tu aby nauczyć nas np,pokory itd… i że ona wybrała sobie takie ciało i takie życie .
    To znaczy ,że każdy z Nas wybrał sobie obecne życie ?
    Kolejnym jakby moim zrozumieniem jest to ,że nie dawno miałam rozmowę z panią która zajmuje się channeling jest medium itd…powiedziała mi że mam
    w swojej aurze byty czyli że w jakiś sposób sobie je ściągnęłam [ czy ja w to wierzę –oczywiście że tak ] bo można sobie ściągać byty -prawda.
    Mam ich mnóstwo z tego co powiedziała , jedna z nich jest starsza kobieta ,która nie byłą jakby świętą na ziemi ,aczkolwiek nie robi mi nic złego choć prawdę mówiąc ,pokazuje się jeszcze jakiś pan o oboje jakby walczą ze sobą
    jeśli ja robię coś co nie ejst po ich myśli hmmm.Nie bardzo rozumiem -kobieta jest łaskawsza dla mnie ale gdy robię ,mówię coś co ona by zorbiła ,mówiła innaczej chce mi dać popalić a ten pan??? o co im chodzi nie wiem .
    Kolejen byty to jakieś nieznane hmm . Niby wszystko co mnie ostatnio spotyka jest włąśnie za sprawą ich bytów . A ostanio spotyka mnie wiele doświadczeń które nie są miłe .Sama w jakiś sposób domyśliłam się że sprowadziłąm je sobie na kark te byty jak?Po przez nie stosowania BHP stawiania kart i brania zapłaty w celu oczyszczenia energetycznego .
    Tak tak zajmowałam się Tarotem , pomagałam za darmo , cały czas czułam że po każdym stawianiu kart [pracy z tymi energiami] dzieją się rzeczy nie wyjasnione dla mnie wtedy ,ale musiałam doświadczyć bolesnego upadku za nim zrozumiałam co jest nie tak. Trzeba było połamać rękę aby uświadomić sobie że nie zachowuje Bhp .Czy to ma sens i skład ????
    Moja aura została popękana tak mi powiedizano , jestem nie asertywna , mam wielki bagaż karmiczny i jestem stara duszą .
    Teraz musze miec oczyszczenie aby poczuć się lepiej .
    Chciałabym zapytać co Wy na to ?? jaki macie stosunek do tego co napsiałam ?
    Pozdrawiam

  6. Wena
    Sty 18, 2013 @ 09:36:02

    Przepraszam za błędy i pisanie chaotycznie

  7. Conchita
    Sty 23, 2013 @ 15:47:35

    Hej!

    Nie wiem, na ile możesz ufać tej pani medium, ale na wszelki wypadek mogłabyś spróbować pomóc zbłąkanym duszom w swoim otoczeniu. Ja w takich sytuacjach zazwyczaj tłumaczę zagubionej duszy (kierując słowa w myślach do niej), że ta sytuacja (że trzyma się kurczowo żywych) jest dla niej bardzo szkodliwa, że zamiast wybrać wolność i nieograniczony rozwój swojego potencjału czepia się marnej egzystencji żerowania na innych, w ciągłym niedostatku i braku. A tymczasem mogła by już przejść dalej. Oczywiście popieram to najczystszą energią, na jaką mnie stać w danej chwili – najlepiej energią miłości, czy duchową, czystej radości. Pokazuję często mentalnie czyste krainy (F27 czy Centrum Przyjęć) widoczne już dla niej (zwykle wokół takiej duszy panuje ciemność i nie widzi ona innych opcji, ale dostrzega, jeśli ją nakierować, zwrócić uwagę). Proszę też o pomoc anioła czy innego mieszkańca takich miejsc w przeprowadzeniu.
    Zwykle działa.
    Myślę, że profilaktycznie mogłabyś spróbować, na pewno nie zaszkodzi :). Ważne też jest, by wyrazić wyraźnie swoją wolę, że nie potrzebujesz żadnych bytów w aurze i chcesz sama podejmować swoje decyzje (być może rzeczywiście podświadomie wzywasz kogoś na pomoc, by wydaje Ci się, że może sobie z czymś nie dasz rady, lepiej świadomie powstrzymać to).

    Oczyszczanie możesz zrobić sama. Możesz np. uzdrawiać się białym czy złocistym światłem wyborażając sobie, że wpływa do Ciebie z dołu i/lub z góry. Jednocześnie wszystko, co negatywne, chore czy obce wypływa (i zamienia się w białe światło). Możesz wyobrazić sobie jak wzmacnia się Twoja aura. Wyobraźnia porusza energię, bo za wyobraźnią jest moc naszego umysłu.
    Albo możesz wyobrazić sobie, że masz w sercu świetlistą kulę, w którą wciągasz ciemną energię i następuje w nim przemiana tej energi w białą lub kolorową, którą możesz dzielić się z całym światem, rozświetlić wszystko i wszystkich czystym światłem.
    Ja też praktykuję rano życzenie wszystkim istotom szczęścia – to też bardzo oczyszcza aurę.

  8. SwiatDucha
    Lu 06, 2013 @ 04:04:59

    Witaj Wena!
    Wygląda na to, że jesteś na szybkiej ścieżce uświadamiania sobie różnych istotnych spraw dotyczących życia. Przyszła taka inkarnacja, gdzie już „aż tak” nie można już rozrabiać, bo po prostu jest mocno boleśnie. A Dusza już co nieco rozumie i nie chce dawać się wciągać w takie przykre zabawy.

    > To znaczy ,że każdy z Nas wybrał sobie obecne życie ?

    Jeśli zjednujesz Duszę [nieśmiertelną] z osobowością [śmiertelną], to masz trudności z utożsamieniem siebie: czy jestem Duszą czy osobowością? No i pojawiają się dalsze niezrozumienia: co zrobiłam, czego nie zrobiłam?

    Nie wybrałaś sobie wcielenia [ty – jako osobowość], ponieważ w czasie wyboru nie było Ciebie-osobowości, zaczęłaś „być” dopiero od momentu życia płodowego. To Dusza, nieśmiertelna, przechodząca z wcielenia we wcielenie, wybierała [jak zresztą wszystkie poprzednie wcielenia] i to wcielenie wraz z wsparciem Opiekunów Duchowych.

    Nie jesteśmy własnymi Duszami, tak jak kierowca ciężarówki nie jest swoją ciężarówką. Co prawda bardzo dobrze jest, jak ją dobrze zna, jak umie ją prowadzić po różnych drogach, zakrętach itp. Ale Dusza [i ciało] to pojazdy, a sumą życia, osiągnięciem ma być utworzenie się Świadomego Ja, odpowiedzialnego i rozumnego bytu, który byłby zdolny do rozszerzenia świadomości aż do Oświecenia.

    Więcej o tym, niezbyt łatwym obszarze napisałem tu:
    https://swiatducha.wordpress.com/dusza/

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: