Odpowiedzi na listy


Przedstawiam moje odpowiedzi na pytania z listów.

Mam wrażenie, że mogą się przydać nie tylko tym konkretnym osobom, do których pisałem, więc je publikuję.

Wszystkie podane i niepodane imiona i nazwiska są przypadkowe ! 🙂

– co oznacza, że starałem się jak mogłem nie podawać szczegółowo czyichś sytuacji, są one jedynie inspiracją do mojej odpowiedzi.

————————————

Dot rytuału oczyszczającego relacje z duszami:

> Nie wiem czy to daje rezultaty bo nie jestem wyczulony ale probuje.

To oznacza, że świadomie otworzyłeś karty duchowego procesu [o ile ich jeszcze wcześniej nie otworzyłeś]. Uruchomiły się procesy Duszy, które mogą mocno pokołysać Twoim statkiem. Jeśli dotąd płynąłeś na mniejszych akwenach, to może akurat wpływasz na jakieś morze?

> Bardzo staram się opanowac złość i wściekłość

Gniew ma zwykle przyczynę, Dusza się wścieka, bo napotyka na ścianę. Na szczęście w tych [wielu] ścianach, jakie napotykamy w życiu jest dużo drzwi, przejść. Tyle tylko, że trzeba skręcić pod kątem 90 stopni i poszukać owego przejścia. Gdy napotkamy je i przejdziemy, gniew się zdecydowanie zmniejsza [aż do napotkania następnej przeszkody].

Jednakże duże sprawy potrzebują dużych energii, jak jest duży gniew, to oznacza, że proces Duszy jest bardzo istotny, i że warto się tym zajmować!

Ostatnio mówię wielokrotnie tak ze zrozumieniem:

Proszę osoby skrzywdzone, zranione przez moją mamę o wybaczenie i odwołanie klątw, które zostały rzucone na moją mamę, na mnie i na mój ród.

Mogę mówić: Ja [imie] przepraszam moim krzywdzicielom [to można zamienić na konkretne osoby i sytuacje].

to na temat moich przeprosin.

miłosierdzie – przewaga dla egoizmu

> nie warto być dla większości ludzi zbyt usłużnym i pomagać im,

To, o czym piszesz, to sprawy z poziomu wartości, Buddialnego. Budda właśnie cierpiał z powodu oglądania cierpienia innych, i dlatego poświęcił się drodze duchowej, aby coś z tym zrobić. Doszedł do współczucia [buddyjskiego]. Mniej więcej jest ono poprawne, jednak ja bym proponował miłość i życzliwość zamiast współczucia. Każda istota inkarnowana tak czy inaczej jest w drodze duchowej, na którą składa się jej konstytucja duchowa [„urodzenie” na które nie ma

co poradzić, np. dusza ewolucyjna w rybie nie ma wyjścia, musi być duszą ewolucyjną i rybą jednocześnie – tych warunków nie można zmienić, można jedynie je „polepszać” w tych istniejących ramach] i druga sprawa: uczynki, czyli karma [w większości nieświadoma]. Dopiero świadome Ja może 1 coś zacząć robić z karmą i 2 bez uruchamiania karmy zacząć ustawiać tak życie, aby było bardziej komfortowe.

I takich ludzi, takie istoty widzimy wokoło. I sami tacy jesteśmy. Nie ma więc potrzeby robić komukowiek ani „ulgi” [krokodyle chcą aby je traktować z przywilejami – nie ma po temu powodu], ani też nie ma co się „pochylać nad biednymi” [osoby z wejściami, z wzorcami ofiary lubią żerować na naiwności, myśląc, że ich „świat pokarał”].

Życzliwość i miłość nie mają w sobie potrzeby ani naginania zasad życia, nie potrzebują „pomagania”, ani też nie odrzucają istot. Jedyne co, to stawiają je w ich prawdziwym stanie, bez zakłamania.

Istota niezakłamana nie będzie cię o nic więcej prosiła niż o życzliwość i będzie chciała z tobą wymieniać miłość, niezależnie od sytuacji w jakiej się znajduje.

Oczywiście można i warto z ludźmi współpracować, wspierać ich w ich dążeniach, natomiast od razu czuć energetycznie, czy ktoś chce nas oszukiwać, nadużywać, kiedy ma nieczyste intencje.

> mam zły nastrój, gdy jestem wśród ludzi, biorę od nich energie

Myślę, że tu składać się mogą trzy rzeczy:

1. pochodzenie spoza linii ewol. [nieznajomość reguł ziemskich]

2. wiek duszy [chęć pomocy młodszym braciom].

3. owo zatrucie od wejść [postawa ofiary – przyjmowanie energii, jakichkolwiek].

Czyli zjawiska mogą się nakładać.

A że jesteś człowiekiem świadomym swoich odczuć to już nie chcesz sobie dać pluć w kaszę.

Możesz spróbować z afirmacjami z odpowiedziami pracować przez kilka, kilkanaście dni, to będzie się przejaśniać.

Np. „Ja … nie muszę już podlegać … [ludziom, rodzicom, itp.]”

„Ja … mogę wyzwolić się od presji [konkretnego człowieka, ludzi, społeczeczeństwa, sam eksperymentuj co tu wpisać.]”

Z tego co piszesz, to wydaje się, że nie masz zbyt dużo wiedzy o terapii,

Artykuły i książki Leszka są świetnym źródłem do douczenia się.

Artykuły:

http://www.cudownyportal.pl/user.php?user_id=zadlo

Proponuję zacząć od tych:

2002-01-17 Upadłe anioły

2002-03-31 Podróż w głąb siebie

2002-04-26 Cele regresingu

2002-07-02 Terapie regresywne

2002-08-10 Karmiczny młynek

http://www.ezosfera.pl/leszek/artykuly

Dot. pewnego ustawienie relacji między pytającym a innymi osobami.

Pytasz o konkretne ustawienie relacji. Tak jakbyś chciał otrzymać intelektualną odpowiedź, jakbyś oczekiwał, że ta odpowiedź przetasuje karty losu. Nie sądzę, abym był w stanie powiedzieć Ci coś tak mądrego, żeby Dusza od razu zmieniła postawę, którą ma od iks lat.

Poza tym nie mam takiego przekonania, że w kilku słowach można zmienić los, który został ustalony i ugruntowany przez wiele wcieleń. No chyba, że jest to bardzo wysoka pozytywna inspiracja.

Wierzę w systematyczną pracę. Co prawda można zyskać wglądy [które też i publikuję na stronie], niemniej wgląd jest tylko wglądem, a do ustabilizowanej zmiany jeszcze droga daleka. Przynajmniej w moim przypadku tak było.

Myślę, że proste kilka moich zdań nie jest w stanie zastąpić porządnej, długotrwałej czasami pracy z Duszą, z sobą. Stawiasz pytania, ale najpewniej to w pracy z sobą możesz znaleźć adekwatne odpowiedzi. Zaufaj głębokiemu ja, Boskiemu Ja w sobie, myślę, że tam można znaleźć odpowiedź. Jednak nie za sprawą prostej mentalnej rozmowy, a [jak wypróbowałem] w głębokim procesie terapii.

Jeśliby można się zmieniać przez rozmowy przeprowadzane w stanie beta umysłu, bez wchodzenia w głębszy proces medytacyjny, bez zmiany poziomu świadomości, to by większość ludzi nie miała kłopotu z dokonywaniem zmian w swoim losie. A niestety mają, co oznacza, że stan beta nie jest odpowiedni, nie daje oczekiwanych rezultatów. Niektóre kobiety w stanie beta umieją przegadać [mentalnie] kilka razy swoją sytuację i .. nic się nie zmienia w ich życiu.

Życzę Ci powodzenia, bo myślę, że masz możliwości i świadomość i wrażliwość odpowiednią, aby osiągnąć zmiany.

O pragnieniach ego:

Zwykle ludzie zaspakajają potrzeby ciała i dosyć dużo z ego, zależy to

oczywiście od zamożności, umiejętności zarabiania itp.

No więc są dwa przegięcia :

a) mówienie, że potrzeby są mniejsze niż istotnie ciało potrzebuje.

b) mówienie, że potrzeby są [dużo] większe niż potrzebuje ciało.

Gdy małżeństwo decyduje się na dzieci oczywiście owe podstawowe potrzeby ciała rosną niepomiernie. Ale i ego mocno na tym korzysta – rozdmuchując wyobrażenie potrzeb.

Mądrzy mówią: „niech twoje potrzeby staną się twoimi pragnieniami”

A Ty co sądzisz?

Pozdrawiam, Andrzej.

Co do Ego to mam bardzo podobne przemyślenia, też traktuję je jako dziecko, kupuję mu co i raz jakąś zabawkę. Ostatnio na allegro odszukałem zdjęcia starych moich zabawek, które kiedyś miałem, zachowałem na dysku. Miło wspomnieć, natomiast ego nie wzrosło mocno. Zwłaszcza taką dziecinność ego obserwuję u osób spoza linii ewolucyjnej – są bliżej Boga od stworzenia, są bardziej dziećmi w środku. Osoby z linii ewolucyjnej wydają się być bardziej „zwierzęce”. Wszak mają przeszłość zwierzęcą.

Wschodnie kierunki duchowe nie rozwijają tak mocno wysokich ciał, jednocześnie ustalają ego na pozycji dosyć sztywnej – rób tak i tak, ćwicz, to osiągniesz oświecenie. Na wschodzie wydaje się, że jest mniej depresji. Ale też urzeczywistnienia są na niższych ciałach.

Jezus, uważam, z jego naukami, jest tak naprawdę prekursorem zachodniej duchowości, ze swoimi naukami kochającymi. Tutaj wznosimy się wysoko, natomiast jest potrzebna miłość, ćwiczenia są wręcz drugorzędne. I ego jest bliższe jezusowemu ideałowi „kochającej dziecięcości”. Jeśli się je tak traktuje, to osiągamy, urzeczywistniamy owe zachodnie poziomy duchowości.

Wszelka zaś sztywność nagle, natychmiast sprowadza człowieka do bardzo niskiego poziomu. Stąd też, jak myślę, taka niezwykła aktywność depresji w społeczeństwie zachodnim i taka szkodliwość wejść z ich usztywnieniami.

Każda Dusza chce tego, do czego została stworzona, tak jak każda matka chce wychować dziecko. A czy chce dobrze wychować, czy się zastanawia nad tym, czego ono chce – no tego często nie robi. Po prostu jest to napęd naturalny, Dusza nie jest specjalnie świadoma, to jest napęd nieuświadomiony, taki pęd sprawczy. Tak jak króliki chcą się rozmnażać tak i Dusza chce więcej i więcej doświadczeń. Dopiero osobowość może tym sterować. U młodych Dusz owo sterowanie jest proste, ponieważ i Dusza jest niewielka, więc i nie jest tak silna. Natomiast u starych Dusz – są one zwykle ogromnie silne, mają duże ciała subtelne, wiele doświadczeń, przyzwyczajeń. Więc nic dziwnego, że chcą robić to, co dotychczas robiły. A osobowość ma często z tym kłopoty, aby ten ciężki rozpędzony pociąg przestawić na inne tory.

> dla mnie każdy dzień, to swoista męczarnia!.

Taa.. w dużej części Cię rozumiem. Ten świat nie jest bułką z masłem, zwłaszcza, jeśli się ma odczucia, postrzeżenia, wrażliwość na poziomie duchowym. No niestety świat jest od tysiącleci opanowany przez niefizycznych okupantów, którzy doją ludzi jak się tylko daje. A ludzie żyją, bo innego wyjścia nie widzą, nie widzą też zagrożenia. Czyli sytuacja jest powiedzmy gorsza od tego, co uczą w szkole. Może Polska jest w jakimś stopniu „przygotowana” na tą sytuację, ponieważ miała tak wielu okupantów, co skutkuje odpowiednimi wzorcami zachowania dla osób będących pod jarzmem. Może dlatego się tu inkarnowałem, bo trochę przez to jest lżej? zwłaszcza, jeśli się pojawia duchowa świadomość.

Ja nie mam żadnej innej odpowiedzi niż tą, którą mam dla siebie – mogę się przystosować do tego życia, do tego wcielenia. Nie spieszy mi się do śmierci, do kolejnego wcielenia, w którym mógłbym ew. zmienić realm. Więc po prostu próbuję jak najlepiej się przystosować, chociaż aż bardzo wesoło nie jest. Jednak wiem, co Twoja Dusza o tym myśli..

– nieakceptacja ciała i materii:

Jeśli ktoś [Dusza] pochodzi spoza Ziemi, to jest to zwykłe odczucie – obcości, „chcę do domu”.

Nie domyśliłeś sie tego? Próbuj może trochę poswawolić wyobraźnią, bo widzę, że ileś pytań zadajesz, a tak jakbyś sobie nie dowierzał.

Odpowiedzi przychodzą, ale trzeba być otwartym. Tak jak jesteś otwarty na otrzymanie maila.

Nie wiem, jak u Ciebie,

ale z tego, jak oczyszczałem się z pogryzień, to wnioskuję, że cały Wszechświat obecnie pokazuje mi dużym palcem, że mam zatrucia od wejść. Owo pokazanie polega na tym, że wokoło mam osoby z wejściami, że mocno na mnie lecą energie wejść i dodatkowo mnie zatruwają, ledwie łażę w niektóre dni. I nawet jak chciałem „uciec”, to sam sobie [oczywiście Dusza] zrobiłem krach z finansami tak, że nie mam jak uciec, tylko jestem przystawiony twarzą do problemu.

Więc na dzisiaj mam jedno wyjście – zabrać się za pracę z nim.

O walce z Duszą

> Czy warto z tym ,,walczyc”?

Przewalczyć Duszę nie ma sensu, chociaż niektórzy mogą. Przy starych, dużych Duszach, to raczej jest kwestia delikatnego naprowadzania na doświadczenia z obrębu tematu, ale takie, jakie raczej byśmy chcieli, a nie takie, jakie same by się chciały zdarzyć. Proste uzyskiwanie efektów jak w Sekrecie dla starszych dusz już nie jest chyba możliwe, Dusza zbyt dużo już się nauczyła, zechciała. I ostatnie dziesięć- dwadzieścia wcieleń to robi, idzie tą drogą. Jak można twierdzić, że ten rozpędzony pociąg można nagle skręcić pod kątem 90 stopni i to w miejscu, gdzie nie ma ani łuku torów, ani też zwrotnicy.. ? Do zmiany u starej duszy potrzeba cierpliwości. Oczywiście bieżąca osobowość „cierpi niewinnie” za to co w przeszłych inkarnacjach inne wcielenia nagrzmociły. Natomiast ma możliwość osiągnięcia zdecydowanie wyższej świadomości.

Może to nie jest jakiś wielki skarb patrząc z pozycji materialnego, fizykalnego „sukcesu”, która jest propagowana przez wiele reklam. Dusza jest przyziemna raczej [niż uduchowiona], więc wciąga reklamy jak świeże bułeczki. Dopiero medytacja może przywrócić jako tako odpowiednie postrzeganie pozycji duchowej człowieka.

A Ty, czy medytujesz?

Reklamy