Proces wtórny u krokodyli


Chciałbym dzisiaj opowiedzieć o procesie, który przechodzą osoby posiadające krokodyla. Proces pierwotny [z którym się chcą utożsamiać] jest dosyć znany: jest to duże ego, pragnienie dominacji, pewna bezwzglęność [najczęściej bez wyrachowania]. Itd. cechy te znajdziecie w art. o krokodylach. Wiele już o tym pisałem.

Jest coś jeszcze, co nosiciel wraz ze swoim zwierzaczkiem 😉 mają – otóż nadal noszą w sobie dziecko wewnętrzne. Tego mało się kto spodziewa, kto patrzy na takiego kogoś. Otóż takie osoby dają się postrzec jako dojrzałe [pisałem o tym], dorosłe, odpowiedzialne, zaradne w stopniu zdecydowanie powyżej średniej. Patrzysz oto na samca alfa, albo na kobietę, która rwie mężczyzn jak gruszki. No tak, a tu .. dziecko wewnętrzne?

 

To jest sedno procesu wtórnego – gdzieś tam pod spodem ów proces istnieje. Zachodzi on pod pewną powłoką, zwykle stłumiony. To, że mężczyzna lub kobieta ma krokodyla nie powoduje że jest on/a „zły/a”, czy „głupi/a”, czy też „straszny/a”, że jego Dusza nagle się przekonwertowała na satanizm. To, co się z nim dzieje jest wynikiem dawnych jego/jej wyborów i teraz jest prezentowane jako wysoce szkodliwe niekiedy zachowania. Niegdyś stało się tak, że ów ktoś zdecydował, iż czuje się np. gorszy, mniej zdolny, upośledzony pod jakimś względem od innych. Wzięcie krokodyla jest kompensacją. I ową kompensację, zwiększenie poweru widać, słychać i czuć – oto proces pierwotny. Jednak od czasu do czasu, w odpowiednich warunkach pojawia się na powierzchni proces wtórny i odkrywamy, że aż tak jednolicie super nie jest [tu warto zajrzeć do pism Arnolda Mindella o śniącym ciele, czyli Duszy].

 

Nie będę opisywać odczuć takiego kogoś mającego kr., ponieważ nie mam danych [może ktoś to dopowie?], ale powiem jak to obserwuję z mojej perspektywy.

 

Otóż co. Osoby z krokodylem są dobrymi znajomymi, wręcz przyjaciółmi, jeśli się jest „po ich stronie”. Ich zwykle kruche ego nie umie znosić często błahej uwagi o nich samych. [stąd pewnie powstała polityczna poprawność, aby się nie nadziewać na zęby kr ;)]

Miałem niejednego kolegę, niejedną koleżankę z kr. Miałem, ponieważ COŚ się stało.

 

Moje kłopotliwe znajomości

 

Zaczynało się zwykle podobnie i kończyło podobnie. Jako, że mam mocne energie yin u siebie, to zwykle dobrze się z ludźmi dogaduję, parafrazuję ich wypowiedzi [technika psychoterapii], szczerze współczuję, gdy coś się nie wiedzie. W ten sposób jestem po stronie owego znajomego, to naturalne.

 

Osoby z krok lubią to, ponieważ wspiera to ich wyobrażenie o sobie [czyli ego]. Ok, mówię, twoje ego, jak chcesz to sobie je wspieraj.

Jest to jednak już nie do końca zdrowe – osoba bez obciążeń nie po to się spotyka z innymi, aby wesprzeć swoje ego. Celem może być radość, wymiana doświadczeń, wspólny projekt, itd. jednakże swoje „ja” i kwestie emocjonalne ma ów ktoś zdrowy zachowane w dobrym stanie, nie musi sobie ich „dopracowywać”, wspierać poprzez relację.

Tak więc widać, że otwartość i pozytywną postawę strony A strona B może wykorzystać na różne sposoby: w uproszczeniu – zdrowe i .. nie całkiem zdrowe.

 

Gdy dalej zachodziła taka relacja, gdy zażyłość się zwiększała, to .. byłem obiektem zwierzeń. Tak, osoby z kr zwierzają się, tyle, że zwykle jest to z powierzchni – opowiadają długo o wydarzeniach. O sprawach zewnętrznych, swoich preferencjach, wyborach, książkach, o wiedzy, faktach, itd. A że są często odcięci od własnych emocji, to oczywiście mówią o faktach zaniechawszy opowiadania z przeżyciem o emocjach, o uczuciach. To by ich odsłoniło, zaczęliby CZUĆ, a tego ich Dusza panicznie się boi. Nie bez racji takie osoby są nazwane „nałogowcami unikania bliskości” [Pia Mellody „Toksyczna miłość i jak się z niej wyzwolić” wyd. Santorski].

 

Tu trochę proces się zaostrza – owszem, lubię rozmawiać, ale widzę i czuję, że zaczynam być nadużywany.

On/a by chciał/a dalej kontynuować, ponieważ zbiera energię ku sobie [z uwagą moją idzie energia – prawo Huny]. Miło się robi, chce więcej, a ja.. jakby zaczynam nie współpracować. Nie jestem tak zachwycony, jak się tamten ktoś spodziewa, jakoś proszę o coś dla mnie samego – tego w scenariuszu nie było! 😉

 

Po jakimś czasie, gdy osoba taka [przypomnijmy – aleksytymik, lekki socjopata lub osoba narcystyczna] zaczyna rozumieć, iż nie daję mu oddźwięku na tą treść bez soków, bez głębi przeżyć, energii, która z niego wychodzi. Czuję, że ta treść jest „na przynętę”, służy za nakłuwanie dla mojej energii, aby wyszła ze mnie ku tamtej osobie.

Ta osoba zaczyna być na mnie wkurzony/a. Czy słusznie?

 

Gdybym miał do czynienia z osobą zdrową [nieobciążoną] to nie byłoby sprawy, ponieważ nie byłoby obciążenia, które chce się żywić moją uwagą/energią. Poza tym, zdrowa osoba rozumie, że nie wszystko jest dla niej, i w relacji powinno być 50/50 czasu, uwagi, inspiracji, itd. Albo bardzo blisko tego 50%. Jeśli nie jest tak, to rozbudowuje się nierównowaga i zaraz będzie bum.

 

I tu ciekawostka. Owo bum, jak następuje, to jest w formie oskarżenia mojej skromnej osoby. Że się domagam, że za dużo słucham [a przecież tego osoba B potrzebowała, wręcz wyciągała to ze mnie], że dociekam. Ale nie – to ja jestem winny. No bo po prostu on/a nie daje sobie takiej możliwości. Nie dlatego brał/a krokodyla, żeby być czemuś winny/a.

 

Tłumaczenie mojej winy wg. prostej logiki jest śmieszne, ale jak rozpatrywać symbionta [czyli kr] wraz z jego cechami, to jest to obraz zupelnie spójny. Przecież krok przestał dostawać to, na co liczył, więc jest wściekły.

 

Taki scenariusz znajomości jest przewidywalny i .. niestety nieunikniony. Zarówno moja znajoma/ mój znajomy nie pała pragnieniem pozbycia się gadziny [obciążenia], czuje się z nią dobrze, bo ona wspiera ją/go. A z drugiej strony – ja też nie mam zamiaru ani poniżać kogoś, konfrontować go z czymkolwiek [np. wiedzą o jego stanie – przecież nie umówiliśmy się na terapię]. Dodatkowo nie mam zamiaru rezygnować ze zdrowych zachowań dążących do równości przepływu energii – kiedy zaczynam czuć się „podciągany” z energii, to puszczam łącza. A że ktoś akurat już wszedł w swój proces wtórny, że zaczął otwierać się mu magazyn z regresyjnymi energiami, dziecięcość.. no cóż, tak to się dzieje.

 

Modelowa relacja nieszczęśliwego małżeństwa

 

Tutaj dobrze sobie przypomnieć modelową relację alkoholika [Al] i jego współuzależnionej żony [Ż]. Współuzależnienie mówi, że tak jak on widzi wyjście z wszelakich kłopotów w alkoholu, tak ona – w nim.

Ów alkoholik posiada oczywiście krokodyla astralnego. Żona zaś zapatrzona weń jak w obrazek.

 

Ten model jest podobny do tego, co opisałem powyżej, ale jest bardziej zaburzony, bardziej niezdrowy.

 

Co się dzieje dalej, jak przebiega proces?

 

Na początku u Al występuje duża nadzieja, że może wreszcie ktoś go zrozumie, mówi sobie tak, widząc otwartość i przyzwolenie swojej żony. Tu jeszcze króluje proces pierwotny – Al jest przebojowy i mocno imponuje Ż.

Dalej Al zaczyna zbierać miód z relacji z Ż – po prostu czuje się dowartościowany [o wiele bardziej niż w relacji ze mną ;), ja jestem JUŻ mało zdolny i zanadto skoncentrowany na sobie :)]. Dlatego też Al może się mocno wkręcić w taki związek, czuje mocny komfort. Alkoholicy nazywają to komfortem picia [kiedy taki ktoś nadużywa alkoholu, ale jak wiecie jest wiele różnych krokodyli z różnych poziomów i takich rodzajów komfortu ze strony Ż może być wiele].

No i zaczyna się proces wtórny – gdy proces pierwotny ma swą kulminację, spod podszewki Al wychodzi trochę prawdy. A prawdy ten związek boi się bardzo. Okazuje się bowiem, że Al już nie jest aż tak krystaliczną postacią, a też Ż nie jest zdrowa a osaczająca jak bluszcz. Al nie jest już w stanie prowadzić swojego życia na wysokim C, wychodzą bowiem niedostatki emocjonalne, brak uczuciowości [kr żre już wtedy ile wlezie]. Ż z kolei zaczyna oplatać Al jak bluszcz. Nie tylko nie daje mu już tyle zachwytu, ale też zaczyna ssać z niego! O, co za niecna kobieta! 🙂 Tego on już nie jest w stanie wytrzymać: zaczyna mocniej pić i zaczyna ją obsabaczać, bo jak ona tak może!!!

 

A więc widzicie jak procesy pierwotne Al i Ż zamieniły się w procesy wtórne. Proces pierwotny Al – krystaliczny i czysty zamienił się w brud energetyczny i błoto [nierzadko przekleństw] procesu wtórnego.

Proces pierwotny zachwytu i przekonania Ż, że „już właśnie znalazłam tego jednego jedynego!” zamienił się w proces wtórny żebrania, ssania i kontroli [bo Al chce uciekać!!].

 

Nie bez przyczyny Al jest mężczyzną a Ż kobietą – to są typowe role, obsadzane przez osoby w odpowiednich wcieleniach swoich: Yin i Yang. Rola nosiciela [Al] i osoby z wejściem [Ż] są rolami zaburzonych energii – odpowiednio zaburzonego Yang [obciążenie symbiontem] i Yin [kobieta bluszcz, współuzależnienie – wejście]. Oczywiście odwrotności się również zdarzają. O ile ja jakże przepięknych, ponętnych kobiet z kr widziałem! i w ilu się zakochałem! [i ile mam szczęścia, że nie jestem z nimi w małżeństwie!]

 

U obojga wychodzą mające braki emocjonalne ich osobiste dzieci wewnętrzne [niedopieszczone, nieuzdrowione, poobciążane Dusze]. Póki tego nie przepracują sobie, to będą szukali kolejnych partnerów, kolejne razy będą się zachwycać i przeżywać totalne rozczarowania. Osoby mniej świadome dodatkowo zawierają związki małżeńskie w fazie procesu pierwotnego, ba, płodzą dzieci [jak się domyślasz, co owe dzieci przeżywają później..]. Młodsze dusze mają tu gorzej, ponieważ biorą one więcej za dobrą monetę, procesy świadomości mają wolniejsze, więcej im się zdarzeń toczy na zewnątrz, niż wewnątrz, są mniej podejrzliwe i intuicyjne niż dusze stare. Tak więc jeśli omija Cię zamążpójście [żonatość] to może właśnie Dusza się broni na swojej samotnej reducie przed totalnym disasterem małżeńskim? 😉

 

Ruch ku psychologii procesu i integracji

 

No i znowu – cóż za świat! – piszę artykuł o tym, jak się uchronić przed kłopotami..

Dusze [różne Dusze, te z którymi mam relacje, które mi dają cynk energetyczny], Dusze te jęczą mi, że tego potrzebują, że jeszcze coś trzeba im poopowiadać. A ja już mam powoli dosyć, chcę iść naprzód.

Dotąd bardzo mocno pokazywałem w tekstach różne sprawy z pozycji procesu pierwotnego: oto jest zaburzenie, a oto jest postawa zdrowa [bez obciążenia]. Ale to nie daje rozluźnienia – wręcz „namawia” [o nie!] do rozróżniania, oceniania, czy wręcz oskarżania [„o, on to ma krokodyla, to dlatego jest taki zły!”]

Dlatego, aby rozluźnić sytuację, aby pokazać, że proces pierwotny jest jedynie pierwszym przybliżeniem, podejmuję tematy procesów wtórnych i ich integracji z życiem [Psychologia Zorientowana na Proces]. Jest tu wiele o integrowaniu cienia, integrowaniu pojawiających się procesów wtórnych. W nich bowiem jest zgromadzona spora część naszych sił, naszych energii. Siedzą one w naszych obciążeniach, które czekają na oczyszczenie.

Działanie na procesie pierwotnym, na tym, co deklarujemy, nie wystarcza już, sytuacje i energie na świecie zacieśniły się tak istotnie, że większość istot jest „ponaciskanych”, ich energetyka jest na tyle już nabrzmiała, iż procesy wtórne wychodzą wręcz porami [sprawdź, czy ciebie to dotyczy?].

 

Dlatego też jedynym rozsądnym wyjściem jest uczenie się integrowania własnego procesu wtórnego. Odbywa się to przez wdrażanie tych dawniej niechcianych energii do pierwotnego życia, obejmowanie tych wypchniętych niegdyś cząstek. Te cząstki są złożone z niedziałających sprawnie energii zamotanych w nieprawidłowych wzorcach [czyli obciążeń, które nazywam duchowymi]. Dzięki zjednoczaniu się tych energii stajemy się kimś pełniejszym, choć zwykle nie prostszym.Prostsza wersja się bowiem nie sprawdziła – potrzeba było zepchnąć kawał jej w nieświadomość i tak żyć, a teraz odkopujemy. I tak stajemy się bardziej złożeni.

Ta komplikacja idzie ku dobremu – daje wyjście ku wyższemu ciału subtelnemu wraz z jego wyższym wglądem. Czyli sprawa się w końcu i tak przejaśnia, o ile podejmujemy ową pracę.


 

Reklamy