Złudzenia idealizacji

Tniemy idealizację!

Idealizacja jest to generalnie biorąc preferowanie jakiegoś przekonania ponad realność.

Nasze myśli mogą być zgodne z rzeczywistością, wtedy nie są idealizacją. Jednak, kiedy są z realnością rozbieżne, ulegamy złudzeniom i – prędzej czy później – otrzymujemy od losu przykre przeżycia. Realne myślenie może być bardzo wysokim myśleniem, może zawierać w sobie wysoką twórczość duchową, także kreacje duchowe. Realne myślenie może być myśleniem o rzeczach niesłychanie praktycznych i dotykalnych. I wszystko jest dobrze, gdy zgadza się to z Wszechświatem i nie jest wymysłem. Pewnie dlatego Leszek Żądło tak dużo w swoich książkach pisał o różnorakich błędach duchowych, ponieważ jeśli uda się nam ich uniknąć, to dostajemy naprawdę potężne narzędzie – własny umysł z poprawnymi przekonaniami.

„Droga na sam szczyt a tam nie ma nic”

To opis przeinwestowania życiowego, które może być udziałem np. gracza giełdowego lub ambitnego pracownika korporacji. Inwestowali w rozwijanie wysokich ciał subtelnych, starali się wyjść na najwyższe poziomy funkcjonowania. Nawet częściowo odnieśli sukces [jeśli tylko w tych kategoriach mówimy].

Natomiast z czasem mogą powiedzieć – ok, teraz czas na skonsumowanie tego, czego się dorobiłam/em. I taki człowiek przerywa pracę, karierę, próbuje się odnaleźć w spokojnym, codziennym życiu, a tu okazuje się, że nie może. Nie jest to proste w każdym razie.
[Ileś osób, które przechodzą na emeryturę dosyć szybko umiera – nie umie się zaaklimatyzować w swoim własnym życiu, poza życiem w pracy].

Dotychczasowe sposoby radzenia sobie, myślenia zawodzą, wręcz próbują z powrotem zepchnąć życie naszego bohatera w dawny kanał; „a wiesz stary, tak nie masz co do roboty, my mamy dla ciebie bardzo dobrą propozycję, świetna praca, spróbuj, jesteś w tym dobry, będziesz dobrze zarabiał.” Powrót do dawnego funkcjonowania to jest oczywiście prostszy sposób.

Trudniej jest odwyknąć od nadmiernej pracy, trudniej zwolnić pracę umysłu, porozluźniać bloki w ciele zgromadzone przez dziesięciolecia.
Można powiedzieć więcej – prostszego funkcjonowania się trzeba UCZYĆ. No to jest dziwne – dotąd uczenie się kojarzyło się z czymś bardziej skomplikowanym. Jednak z punktu widzenia neurologii uczenie się jest uruchamianiem i rozwijaniem ścieżek neuronowych, nie ważne w którym kierunku. Także w kierunku prostoty – też mogą być to nowe drogi.

Idealizacja i Urzeczywistnienie

Zajmimy się prostym przykładem – urzeczywistnieniem, czyli dobrym radzeniem sobie u rolnika. Zobaczymy, jak to odpowiada rozwinięciu poszczególnych ciał subtelnych. I co z tego wynika.

Wyobraźmy sobie rolnika, który dobrze umie gospodarować na swojej ziemi. Orze, sieje, zbiera, sprzedaje, wychodzi dobrze na swoje. Operuje w obrębie dosyć niskich ciał subtelnych, ale dobrze sobie radzi. Jego praca jest systematyczna, pielęgnująca, wspierająca rośliny i zwierzęta. W zakresie wartości, oceniania uczynków, działań [ciało buddialne], idei [ciało atmaniczne],bazuje na wskazaniach społeczności, w której żyje. Nie zastanawia się specjalnie nad tym, ale też nie musi. Jest przekonany, że wszystko jest w porządku.

Tak się dzieje, gdy otoczenie gospodarcze jest stabilne. Rolnik jest w stanie przewidzieć, co warto jest siać i sadzić, zyskuje dobre pieniądze na plonach i nie boi się o przyszłość – żyje tym, co dzisiaj. Można powiedzieć, jest dobrze urzeczywistniony, jego potencjały pochodzą z niskich ciał i są wykorzystane znacznie – dobre plony, dobre zbiory, odpowiednie oprzyrządowanie, opanowane umiejętności. Jest to znaczne urzeczywistnienie.

Jeśliby taki rolnik zdawał sobie sprawę, rozeznawał, że posiada dużą liczbę dodatkowych opcji działania, że ma duży potencjał, możliwości oprócz tego, co robi, oznaczałby to, że ów rolnik ma rozwinięte wyższe ciała subtelne. Jeśliby korzystał z nich możliwości w praktyce, to by dowodziło, że dokonuje osobistych, niezależnych od wspólnoty, niezależnych od obowiązującej kultury rolnej poruszeń na tych ciałach. Przykładowo, rozwinięte ciało przyczynowe dawałoby mu możliwości uruchamiania nowych sposobów produkcji rolniczej bazując na własnych przemyśleniach: zamiast traktorem ciągnąć jedną przyczepę, mógłby ciągnąć również za nią inną maszynę. Rozwinięte ciało buddialne dawałoby mu możliwość sporej optymalizacji, poprawiania sposobów działania, wykorzystywania do maksimum swoich aktywności. Mógłby przez to podnieść plony swoich upraw. Poruszenia na ciele atmanicznym zaś mogłyby mu dać możliwość przekierowania działalności na zupełnie inne tory: np. założenie agroturystyki, założenie żywego skansenu pokazującego okoliczne tradycje, uruchomienie spalarni biomasy, czy czegoś równie nieznanego w okolicy.

Jeśli taki rolnik sam tego nie wymyśla, ale poddaje się pomysłom, które przychodzą z okręgowego ośrodka postępu rolniczego, to podpina się pod zbiorowe poruszenia na wyższych ciałach. Może na początek być sceptyczny. Sceptycyzm oznacza zwykle nie tyle sprzeciw, co brak osobistego ciała subtelnego na odpowiednio wysokim poziomie. Praktyka może uruchomić powoli proces budowy takiego ciała. Po kilku latach rolnik może nie być na tyle przekonany do nowej metody, aby ją sam z siebie wymyślił, ale już w gronie sąsiadów nie kręci nosem, że nie rozumie jej lub jest jej przeciwny. Ciała subtelne budują się zwykle bardzo powoli [jeśli ich potencjalne możliwości budowy nie są przynoszone z poprzedniego wcielenia]. Gdy zaś ktoś w poprzednim wcieleniu osiągnął wysokie zaawansowanie subtelne, to w obecnym budowa i dojrzałość wysokich ciał będzie zachodzić w sporym tempie.

Jeśli nasz rolnik nawet nie ma wiele potencjałów , nie ma zbyt wiele opcji, możliwości, to jednak to, co może wykorzystać, to wykorzystuje sprawnie, ma zresztą z tego dosyć dużo poczucia osobistego zadowolenia. Jest to dobre urzeczywistnienie. Gdy jest bardzo urezczywistniony można nawet powiedzieć, że czuje się spełniony, odkrywa Boską cząstkę, harmonię w swoich codziennych aktywnościach [niezależnie jak to nazywa].
Duże urzeczywistnienie nie wymaga bowiem iluś ciał subtelnych.

Co jednak, gdy świat przymusza nas wręcz do tego, aby uruchamiać coraz wyższe ciała? Gdy  posyłają nas do szkół, każą wkuwać wzory, idee, zależności? Na początku owe zmiany mogą być odczuwane jako „dziwne”, „nieprawdziwe”, ogólnie biorąc nie umiemy się jakoś do nich  przyzwyczaić i adekwatnie zareagować.

Nie mówię za wiele

Tu trzeba powiedzieć, że w ogólności, gdy człowiek spotyka się z postawami z ciał wyższych, z poziomów, na których u niego śmiga wiatr :), to uważa je za co najmniej „dziwne”, „niezwykłe” [w najlepszym przypadku – gdy jest pozytywna otwartość], albo „zagrażające” [czasami słusznie, bo może nie być w stanie sobie z nimi poradzić].

Dlatego nie warto dyskutować z ludźmi o sprawach, do których nie są przygotowani. Nie warto ich do czegokolwiek przekonywać. Aby się o tym przekonać nie trzeba wiele, wystarczy czasami napomknienie, aby od razu wywołać znaczący grymas na twarzy: „lepiej o tym nie wspominaj!”

Sam wielokrotnie się łapałem na tym, że nie chcę czegoś powiedzieć danej osobie. Dusza mnie wstrzymywała przed powiedzeniem. Po wielu, wielu doświadczeniach od razu miałem odczucie, że dany temat spotkałby się z niechęcią, która by była wyprojektowana na mnie. A po co mi czyjaś niechęć? – niech sobie ktoś z tą niechęcią sam zostaje, po co ja mam się na dzidę sam nadziewać? Lepiej pozostać przy akceptacji tego kogoś takim, jakim on jest.

Innym wariantem, mniej agresywnym było niezrozumienie, lub powątpiewanie. Czyli w każdym razie zaniżenie energii. Lepiej więc nie inwestować mi w zaniżanie energii, mówiłem sobie i nie wychodziłem poza bezpieczne zakresy przekonań dla mojego rozmówcy. Przyznaję jednak, że pływanie po sadzawce, jak chce się pływać po oceanie sprawia pewną, bolesną czasami, różnicę.

Przyczyny negatywnej reakcji na nasze słowa mogą być różne.
1. Wyjście poza komfort – uruchomienie ciała bolesnego naszego rozmówcy
2. Wyjście poza komfort – wyjście poza ciała subtelne naszego
3. Uruchomienie, sprowokowanie, poruszenie obciążenia, np. krokodyla

Ad.1
Ludzie latami całymi tłumią swoje boleści. Nie rozwijają się przez to, ale na tym im nie zależy, więc z tego powodu nie boleją. Coraz jednak boleśniejszy wydaje im się świat, w którym żyją.
Wskazanie takich okowów Duszy, które sobie nałożyli, aby tylko nie dotknąć przykrości powoduje natychmiastową niechęć! Dlaczego ty mi to mówisz, przecież ja tak wiele inwestuję w to, żeby o tym nie pamiętać!

Ad.2
Dzieci mają czasami frustrujące doświadczenia, gdy próbują rozmawiać z rodzicami o sprawach, których rodzice nie obejmują [odpowiednio wysokim ciałem subtelnym].
Rozmowa o moralności z funkcjonariuszem policji może nie skończyć się dobrze, jak bowiem domyślamy się, policjant działa wg. przepisów [klasyfikuje dane postępowanie na ciele mentalnym zgodnie ze swoim urzędem] i aktualnie uruchamianie mu ciała buddialnego jest dla niego co najmniej niekomfortowe.

Ad.3
Krokodyle akurat się bardzo cieszą, jak są prowokowane. Może to wyglądać na zewnątrz na atak w naszą stronę: „czemu się na mnie patrzysz frajerze, zmiataj stąd albo zrobię z ciebie kwaśne jabłko” – tak wypowiada się nieprzyjazna osobowość. Ale obecny za tym krokodyl tylko łapy zaciera, ponieważ zaraz ofiara się przerazi, albo wkurzy, albo wzburzy, albo wścieknie. A z tych poruszeń emocjonalnych tylko sam miód w krokodyle gardło płynie szeroką rzeką!
Wolę osobiście pod żadnym pozorem nie być źródłem takiej dostawy energii dla symbionta. Niech sobie jego nosiciel [osobowość] myśli o sobie i o świecie, co sobie chce. Zwykle nie przeszkadza mi nadmiernie, więc spokojnie mogę pozostawić nosicieli w ich miejscach przebywania. I zostawiam. Zresztą patrząc z dystansu nosiciele zwykle są zanurzeni w tak dużym dyskomforcie, że nawet moje spojrzenie może przelać ich czarę goryczy. Szacunek wobec nich tej czary nie przelewa.

Dzięki temu zarówno dzieje mi się mniej zła w życiu, jak też i bezpieczeniej się czuję. Większość sił zła na ziemi jest reaktywna – sama nie atakuje, reaguje jedynie na negatywną energię u ofiary. Dostrajanie się przyszłej ofiary do negatywnej wibracji siły zła traktują jako serdeczne zaproszenie.
Staram się już tego nie robić. Nawet jeśli zrobię to kiedyś z nawyku, to widzę to i – niezależnie od intencji – cofam moje poruszenie. I zastanawiam się później nad swoją intencją tego posunięcia, która najpewniej nie była czysta.

Kierunek – miasto

Komplikujący się świat zmusza nas najczęściej do rozwijania ciał subtelnych. Także Dusze przez swoją dążność do nabywania więcej doświadczeń, nie tylko chcą nabywać ich więcej, ale też i innej jakości, nieznanej dotąd.

Znam taki przypadek:
Dziadek był rolnikiem i na wsi umarł. Jego wnuki w latach 70 były wychowywane nadal w tradycji rolniczej, a jednak marzyło im się zupełnie co innego – wolność w mieście, pójście za rozwojem.
Tak się dziwnie zdarzyło, iż cała czwórka rodzeństwa wyjechała do pracy w USA. Samolotem.

Nieprzypadkowo tu zamieszczam rysunek takiego dziwnego statku powietrznego, bo na ziemi Nowego Świata stało się coś niezwykłego.

734dec667d25574c23fb1add79940211

Pojechali, popracowali intensywnie i poczuli „moc zarobionych pieniędzy” (w czasach gdy w Polsce była siermiężna bieda socjalizmu.

Niejednocześnie, natomiast wszyscy gdzieś tam daleko nabyli przekonania, że mogą sami [po powrocie do Polski] tak funkcjonować, jak tam, w USA.

A więc – nauczyli się wysokiego stopnia konsumpcji, zauważyli, iż ileś dóbr mogli[by] osiągnąć. Jedyny brat z czwórki chyba nie wydzierżył tego już za granicą – zginął tam w wypadku samochodowym w niewyjaśnionych okolicznościach.

Trzy siostry wróciły po czasowych pobytach w USA do Polski. Nie miały dobrego wykształcenia, nie miały na czym oprzeć swojej kariery [jako, że w Polsce taka ścieżka obowiązywała].

Jedna z trzech ciężko pracowała, miała przekonanie, że trzeba pracować, aby „coś” [znacznego, w domyśle] osiągnąć. Pracuje dotąd bardzo ciężko, ma osiągnięcia, istotnie. Dorobiła się sporo, ale jest mocno przepracowana i chyba łatwo nie przestanie, mimo, iż jest już na emeryturze.

Najciekawsze są zaś tu przypadki dwóch sióstr, które sobie nie poradziły. Nie zaakceptowały dotychczasowego życia na wsi. Życia dodajmy prymitywnego, bez większych komfortów, z ciężką pracą.
Jednak uruchomione poruszenia na wysokich ciałach – ambicje posiadania, życia w dobrobycie – spowodowały, iż nie zaakceptowały one swojego życia na wsi, w wioskowych warunkach. Dusze odrzuciły niższe aspiracje, na rzecz wyższych, miastowych.

I w owych miastowych siostry wydały na świat swoje dzieci, które nie mogły mieć dobrego startu (siostry może w USA sporo zarabiały, ale w Polsce, to już bida). Obu ambitnym acz biednym siostrom nie udało się również w małżeństwach, zupełnie w nich przepadły, rozwiodły się. Ich próby inwestowania przy nikłym urzeczywistnieniu powodowały, że budowle ich życia padały jak domki z kart.

Rozwój gospodarczy, zmiany technologiczne dostarczają pola na wysokich płaszczyznach subtelnych, które Dusze chcą zasiedlić. USA jest przykładem takiego bogatego pola dla Dusz.

Dusze do takiego bogactwa lgną, ciągną, a jakże!
Uruchamiają więc poruszenia na wyższych ciałach, czasami skokiem na taśmę, tak jak w powyższym przykładzie – ale bez zrozumienia warunków środowiska. „Czy będę w stanie to dalej kontynuować?” „Czy to jest moja bajka?”

Dusze, gdy są ambitne, wręcz odrzucając rządzące w realności zasady.

I to jest idealizm.

Dusze naiwnie uważały, że „jeśli można”, to im się powiedzie.

Wszelkie „przeinwestowanie” jest idealizmem, który najczęściej przewraca budowlę.

Co brać od rodziców?

Patrząc na zmiany społeczne w ostatnich dziesięcioleciach, to dzieci miały rację, nie rodzice – wieś zmieniła się, większość gospodarstw nie funkcjonuje. Rodzice do końca nie chcieli „puścić” dzieci, nie chcieli przyznać, że ich świat odchodzi razem z nimi.
Jednakże dzieci odrzucające urzeczywistnienie wioskowe także ucierpiały – „na złość rodzicom odmroziły sobie uszy”. Miały dosyć sztywnych rodziców i od nich uciekły. Ich rodzice na tyle byli „trudni”, że zniechęcili dzieci do bycia z nimi. Mieli tyle obciążeń, że dzieci nie były w stanie wziąć od nich tego, co wziąć powinny – pokoleniowego daru dobrego życia, dobrego gospodarzenia, urzeczywistnienia w obecnej działalności.

Dzieci utożsamiły możliwości wychodzące z ich miejsca pochodzenia z obciążeniami [sporymi], które prezentowali rodzice. Nie dziwię się, że nie umiały tego znieść. Niestety, razem z zanegowaniem postaw rodziców poprzez bunt dzieci odrzuciły również urzeczywistnienie wioskowe, realnie wysoki stopień zabezpieczenia życia jaki oferowała wieś, na rzecz życia w mieście, które nie dało im w rezultacie dostatecznego wsparcia.

Hellinger mówi, abyśmy wzięli wszystko co rodzice mają nam do dania. Mówi, że jeśli nie weźmiemy, to będziemy mieć problemy w życiu. Ja mam inne zdanie. Jeśli weźmiemy ugruntowane, gromadzone od pokoleń urzeczywistnienie z naszych linii pokoleniowych i będziemy się tym wspierać, to istotnie zrobimy dla siebie coś bardzo dobrego. Osadzimy swoje życie na dobrych fundamentach.

Jednakże nie ma co brać „całości” tego, co rodzice mają nam do dania. Przecież który rodzic jest na tyle czysty, żeby był tylko chodzącą miłością??? Można powiedzieć, że wręcz nie ma takiego. Owszem „mają dobre intencje”, ale wiecie co jest nimi wybrukowane.
I tak Dusze się poddają rodzicom, mimo ich błędów, nieracjonalności, mimo ataków na dziecko. Mimo niszczenia dziecka Dusza dziecka kocha rodzica – ma go jednego przecież, nie ma innego kogo tak kochać. Jednakże Dusza duszą, ale mamy umysł, który może skapować, że nie wszystko, co Dusza wymyśli, nie wszystkie postawy, które przybiera są korzystne! Dusza jest jak koń – potrzebuje zaradnego woźnicy, aby być prawdziwie przydatną. Inaczej jest po prostu nieprzydatną szkapą, która jeszcze jest gotowa kopnąć przechodnia.

A więc szacunek, ale bez naiwności. Miłość, ale bez poddawania się manipulacjom bądź atakom!

Problem jest taki, że odsuwanie się od tego, co niechciane, jeśli pochodzi z poziomu osobowości daje niekorzystne efekty. Jest zwykle wykonywane z pozycji osobowości [ego] i nie ma wiążącej dla Wszechświata mocy. Jeśli zaś dodajemy do tego pracę z Duszą, podświadomością własną [i z czyimiś duszami], to wstępujemy na poziom na którym są prawdziwe przyczyny zjawisk. Hellinger w swoich ustawieniach pracuje na tym poziomie, ale oczywiście są dziesiątki innych metod. W tym znaczeniu Hellinger ma rację, żeby „brać wszystko”, co obecne jest na tym poziomie i pracować z tym.

Myślę, że jeśli mamy „brać” obciążenia płynące od rodziców to tylko w tym znaczeniu, aby się im przyjrzeć, aby nam powiedziały, co nam samym jeszcze dolega, i dlaczego to akurat u tych rodziców się urodziliśmy. To jest jest jedyny, jak dla mnie dobry argument na akceptację, przyjęcie obciążeń rodziców.

Reklamy

7 Komentarzy (+add yours?)

  1. karo
    Lu 04, 2013 @ 01:31:28

    Odnosząc się do tego fragmentu:
    >>[…] nie chcę czegoś powiedzieć danej osobie […] miałem odczucie, że dany temat spotkałby się z niechęcią, która by była wyprojektowana na mnie. A po co mi czyjaś niechęć? – […] po co ja mam się na dzidę sam nadziewać? […] wariantem, mniej agresywnym było niezrozumienie, lub powątpiewanie.

    Tak, właśnie tak jest. Takie są reakcje ludzi, otoczenia.
    Ale jeżeli jakis temat jest trudny dla pewnej osoby czy społęczności -to znaczy, że trzeba go przemilczać (bo spotkam się z niechęcia, niezrozumieniem)?
    Ksiądz molestujący dzieci, kobiety -ofiary przemocy domowej czy gwałtów -takie osoby nie mówią o tym co im się zdarzyło w obawie, że spotkają sie własnie z niedowierzaniem, niechęcią, wyśmianiem, czy wręcz atakiem. Nie widząc w koło siebie nikogo, do kogo mogły by się zwrócic -milczą. I w jakiś sposób akceptują swoje położenie, sytuacje w jakiej się znalazły. Takie wytłumienie -wcale nie powoduje, że sytuacja się „naprawia”.
    A wiec – mowic do ludzi o sprawach, do których nie są przygotowani, czy nie mowić?

  2. SwiatDucha
    Lu 05, 2013 @ 15:10:59

    Wiele osób by chciało wyciągać gorące ziemniaki z ogniska moimi czy twoimi rękami..
    A ja moje już wiele razy poparzyłem przy takiej okazji.
    Nie wiem, jak Ty.

    Ksiądz jest członkiem społeczności zwanej kościołem, i jest wielu wiernych, którzy są współodpowiedzialni za to, co się tam dzieje. Jeśli pozwalają sobie, aby siły ciemności wykorzystywały perfidnie ich i ich dzieci – to jest ich karmiczna decyzja.

    Jeśli ktoś przyjdzie do mnie i spyta co mam do powiedzenia – oczywiście powiem. Są tysiączne źródła informacji o tych sprawach, nawet są kampanie propagandowe o sytuacjach patologicznych. [jak dotąd jeszcze żaden ksiądz albo żaden parafianin się nie udał do mnie 🙂 I nie sądzę, że będę kiedykolwiek w ten sposób komuś doradzał :))]

    >Nie widząc w koło siebie nikogo, do kogo mogły by się zwrócic -milczą.
    tak niestety nie jest – jeśli się człowiek nie podniesie i nie zmieni otoczenia to się „wokoło siebie nikogo nie widzi”. Trzeba wstać i udać się po pomoc. Niektórzy już nie mają i na to siły. I wtedy przepadają, po swoim czasie umierają w swoich obciążeniach.

    Ofiary są zwykle przekonane o zewnętrzności i obiektywności przyczyn agresji, która je dotknęła. I O SWOJEJ SŁUSZNOŚCI przyjmowania tej postawy i niewinności.

    A mądrzy psychologowie mówią, że obie strony mogą sobie powiedzieć, że maczały w tym palce. Prowokacje to mocne zaczepki energetyczne, poruszające czyjeś „przyciski”. Prowokacje prowadzą do wyzwolenia często niewspółmiernie dużej agresji. Niemniej [jak się domyślam] ok ponad 50% populacji nie chce lub jest niezdolne do uświadomienia sobie, iż prowokacje akurat mają miejsce. [podobnie jak nie po drodze im z zauważeniem emocji, uczuć, presji, mobbingu, itp. „niewidzialnych” wydarzeń, faktów].

    Mając poczucie bycia jedyną pokrzywdzoną w tym towarzystwie i to niesłusznie pokrzywdzoną, ofiara ma poczucie iż „należy jej się odpłata” i że agresor jej mam naprawić całą szkodę, ponieważ on jedynie zawinił. I dlatego Dusza ofiary, będąc tak przekonana, czeka spokojnie i biernie na owe przeprosiny nie zmieniając ani postawy wewnętrznej, ani nie udając się po pomoc. A agresor tylko zaciera rączki.. bo ofiara mu będzie wierna dzięki takiej swojej postawie.

    Brak świadomości tego, że to my tworzymy swoje życie przyprowadza wielu ludzi do klęski życiowej.

    A co do trudnych sytuacji, w których „nikt nie reaguje”.
    Wielu, wielu ludzi testuje swoje poczucie słuszności [racji], które jest fundamentem ego. Poczucie słuszności, że w tej sytuacji „tak jest, że nie powinno się tego nagłaśniać, to by było niekorzystne”, „no przecież jestem w pełni władz umysłowych, umiem sam myśleć, więc pewnie mam słuszność, że tak postępuję, tak się powinno postępować w tej sytuacji, przecież jestem dobrym człowiekiem, dobrze myślę”. Dopiero mocne walnięcie o posadzkę [dopiero] może wytrącić takiego kogoś z poczucia własnej słuszności.
    Losem człowieka jest wyzwolenie się z losu zwierzęcia. Zwierzę postępuje na podstawie wzorców [instynktownie], człowiek, jakkolwiek w zwierzęcym ciele z ewolucji, ma za zadanie zacząć samodzielnie myśleć i decydować ponad wzorcami [zwierzęcymi, kulturowymi, organizacyjnymi]. Informacja że nie jest ktoś zwierzęciem pochodzi często od bardzo twardych egregorów [posadzkę wliczając :)].

    Czy sugerujesz, że mamy grać rolę posadzki bądź przydrożnego drzewa?

    > A wiec – mowic do ludzi o sprawach, do których nie są przygotowani, czy nie mowić?

    Jak pytają, jak szukają – mów [masz wątpliwości co do tego?] Ta witryna jest moją wypowiedzią do osób, które szukają pomocy. Wydaje się, że jest to dobry, szeroki sposób wypowiedzi, pokazania możliwości pomocy.

    A jak masz ochotę ingerować w sytuacje „zagrażające” – to sam decyduj, czy chcesz wystawić się na niebezpieczeństwo. Bo takie pomaganie czasami trafia na naprawdę nieprzyjemne energie.. Z moich obserwacji – najczęściej nie warto. Zresztą jak chcę pomóc, to najpierw badam energetykę człowieka, sytuacji, w którą chcę ingerować. Bardzo często jest to nieczysta energetyka, jakieś krokodyle, jakieś zemsty karmiczne, dusze chcą sobie nawzajem nagrzmocić. W takich sytuacjach od razu odchodzę.
    Czasami warto, ale bardzo rzadko [jak na mój gust]. Wtedy energia jest dobra, przyjazna, a ja się dołączam do niej i jest ok.
    Ja tak wiele razy chciałem „pomagać” [ze szczerej chęci], że po prostu byłem wstrząśnięty jak bardzo rzadko ktokolwiek istotnie przyjmował [często wartościową] pomoc czy radę. Ludzie chcą najczęściej sami sobie poradzić.

    Ludzie po to są tu [to Dusze się inkarnują – a my widzimy jedynie ciało fizyczne], aby przeżyć n-tą inkarnację, ileś doświadczeń, także skrajnie przykrych [jeśli wynika to z ich karmy]. Jeśli Dusza nie jest gotowa na polepszenie swojego losu, to co jej można powiedzieć?
    Z mojego doświadczenia, i nie tylko mojego wynika, że dopiero prawdziwe mocne pragnienie zmiany na lepsze jest świadectwem na to, że ktoś chce odejść od stanu, w jakim się znajduje. Ja więc też i nie mam chęci zaburzania procesu doświadczeń [często bolesnych] Dusz i osobowości.

  3. Conchita
    Lu 07, 2013 @ 11:31:54

    Myślę, że idealizacja to jedna z największych pułapek w zgłębianiu wiedzy o siebie i świecie. Cieszę się, że poruszyłeś ten temat. Różnica jest jak pomiędzy widzeniem tego co jest, a oglądaniem kolorowych obrazków w swoim umyśle. Sama zgłębiam ten temat, bo też mnie dotyczy.

    Idealizację można rozumieć na dwa sposoby: postrzeganiem poprzez ideały (gdy mamy w głowie obraz ideału i trzymamy się tego, jak powinno być, a nie jak jest), ale też postrzeganiem poprzez idee (w sensie postrzegania poprzez nasze koncepty czy etykiety mentalne zamiast rzeczywistości – w procesie mentalnego porządkowania i szufladkowania rzeczywistości). Jakby na to nie patrzeć obie wersje zniekształcają rzeczywistość i zmieniają nas w lunatyków w teatrze kolorowych cieni.

  4. greta minde
    Lu 11, 2013 @ 00:04:51

    Dobry wieczór 😉

    Przyznam, iż ‚tradycyjnie’ zerknięcie do tej witryny daje mi automatyczną odpowiedź na nurtujące mnie, a bardzo ciężkie energetycznie zagadnienie, powiem tylko, że zbiega się z wypowiedzią karo, jedynie dotyczy bliskiej mi osoby dorosłej.

    Zostałam poproszona o pomoc i już zabierałam się do zaangażowania wielkich emocji, a nawet do szykowania wyjazdu na 200 km w jedną stronę, kiedy przyszła do mnie nagle inspiracja na ‚nie’. Takie odczucie, że mam się zatrzymać i pomyśleć czy po raz tysięczny wystawiać się kr na pożarcie. Było to po krótkiej medytacji i ćwiczeniu oddechowym.

    Z zewnątrz może to wyglądać tak jakbym była zupełnie nieczuła na krzywdę wyrządzaną przez nosiciela kr. wit i astr, niemniej jestem głęboko przekonana, że postępuję słusznie broniąc swojego dobrostanu. Postanowiłam tylko zwrócić spokojnie uwagę na to, że nie ja wyrządzam krzywdę, więc nie zgadzam się na obrywanie za to (strasznie się to nie spodobało rozmówcy, domyślam się dlaczego….), oprócz kilku niemiłych uwag o niezrozumieniu z mojej strony, presja ustała. Osoba ta nawet zaczęła – ku mojemu zdziwieniu – robić proste wizualizacje aby spróbować opanować wstępnie traumę pogryzienia.

    Dawniej przepełniało mnie poczucie winy, że niedostatecznie pomogłam, teraz po prostu akceptuję ten stan, w tym niemiłe emocje u bliskich, ale wyrobiłam w sobie minimum asertywności. Współczuję pogryzienia, ale wiem już że zapraszanie kr do tańca tym się niechybnie kończy

    Jednak odśnieżanie dobrze robi świadomości, mówcie co chcecie 🙂

    PS. Tekst o rodzicach na wsi i dzieciach uciekających do miasta przed ich brakiem elastyczności pasuje jak ulał do moich dziadków ze strony mamy. W trzecim pokoleniu praktycznie większość z nas ma problemy (alkohol, zbankrutowanie finans., nieumiejętność znalezienia małżonka, rozpady małżeństwa, choroby dzieci. Oby udało się ten ‚pochód’ krzywd z nieświadomości wreszcie zatrzymać.

  5. eile
    Lu 24, 2013 @ 04:38:52

    Moim zdaniem wiele osob na poczatku swojej drogi rozwoju mylnie rozumie wizualizacje i zamiast nich dokonuje idealizacji co przynosi marny efekt, a juz na pewno frustracje. Z wielu stron naplywaja informacje, ze trzeba myslec pozytywnie, aby cos w zyciu zmienic ale nikt nie wspomina, ze nasze wizualizacje aby przynosily efekt nie powinny byc oderwane od realnych mozliwosci. Bardzo dobrze, ze opisujesz to zjawisko i zwracasz na nie uwage bo w pewien sposob ma ono kluczow znaczenie dla naszej swiadomosci, a bycie swiadomym to polowa sukcesu
    🙂

    pozdrawiam,
    eile

  6. basup74
    Wrz 10, 2017 @ 18:35:24

    Dobry blog, jest dużo w nim racji, choć wolę zwięzłe wywody filozoficzne. Mnie się wydaje, że ogólnie byt (egzystencja) to odpowiedzialność sama w sobie nie dajaca nic w zamian. Człowiek wyzbywa się złudzeń najczęściej w tzw drugiej dorosłości, np.po czterdziestce, kiedy zmienia światopogląd przestając być „romantyczną duszą”. to podobnie jak z gumą do żucia – na początku ma aromat, esencję, smak, później zostają tylko bąbelki.

  7. Swiat Ducha
    Wrz 10, 2017 @ 22:34:49

    basup74

    Próbujemy jakoś sensownie przeżuć tą gumę..

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: