Zamiar wewnętrzny i zewnętrzny a obciążenia

Życie złożone jest w części z gier – relacji z osobami obciążonymi. Nie są to przyjemne, radosne relacje. Często, np. będąc dzieckiem bądź podwładnym w pracy u takiej osoby, możemy ucierpieć.

Jeśli jednak poznamy odpowiednio skrojone pojęcia i zależności, będziemy w stanie w miarę łatwo zorientować się, w jakiej sytuacji jesteśmy, w jakiej grze uczestniczymy. Może nawet nam udać się przestać odgrywać rolę, wyjść poza system drenujący z nas energię.

Różne siły konstruują gry, w których grzęźniemy. Jednak psychologia, ezoteryka i rozwój duchowy dają nam narzędzia poznania i uwolnienia ku obszarom swobody. Opis najważniejszych z tych sił, obciążeń znajdziesz tu [link].

Wadim Zeland w 3 tomie Transerfingu opisuje dwie postawy człowieka w stosunku do osiągania celów. Jedną w dużej części nieskuteczną [tzw. zamiar wewnętrzny], drugą skuteczną [tzw. zamiar zewnętrzny].

Zamiar wewnętrzny to usiłowania, usilne starania, nakłanianie otoczenia, przekonywanie, wywieranie presji. Skutkuje to u człowieka napięciem, przeciążeniem serca, postawą kontroli, manipulowaniem. W przypadkach patologicznych odkrywamy obciążenie zwane przeze mnie „wejściem” [link]. Taki ktoś jest mało atrakcyjny. Łatwo przewidzieć – kto spotyka w lesie (takiego) dzika, ten na drzewo zaraz zmyka. Zeland mówi, że jest to postawa generalnie mało skuteczna, nie współpracująca ani z otoczeniem, ani z Wszechświatem [nurtem wariantów].

Postawa skuteczna wg. niego to utrzymywanie tzw. „zamiaru zewnętrznego”. Zewnętrznego, ponieważ w środku człowiek nie zajmuje się przesadnie swoimi planami, nie są one źródłem emocjonalności, ani przywiązania. Zdecydowanie i działanie wywołuje zaskakujące zdarzenia, mówi Zeland. Trzeba sobie wytyczyć mentalny kierunek [odnaleźć własny cel], otworzyć się i współpracować z aktualnie zachodzącymi procesami.

Zeland – jak większość autorów jest po części idealistą. Pojmowanie świata takim, jaki się jawi uczniowi przy końcu szkoły podstawowej, wygląda jednak na pewne [spore] uproszczenie. Jeśli świat nie miałby tak dużego kalibru obciążeń [jakie występują, a o których się niemal nie mówi], to nie mielibyśmy dzisiaj tych kłopotów, które mamy. Żylilbyśmy O WIELE spokojniej i szczęśliwiej. Większość działań byłaby skuteczna, większość książek poradnikowych miałoby wystarczająco mądrości, aby poprowadzić szczęśliwie przez życie.
Jednakże owe kłopoty mamy na codzień, ba, mało kto się o nich zająknie.

Odczuwam to jako wielkie błogosławieństwo, że mogę wiedzieć dzisiaj to, co wiem. Ileś lat niemalże miotałem się we frustracji, chcąc dowiedzieć się dlaczego świat działa tak jak działa, nie zaś tak, jak mi to się opowiada. Ci co mówili sami wyglądali na zagubionych albo oszukujących siebie, że „już wiedzą”.
A ja mocno czułem, że te opowieści, jakimi mnie faszerowano, były mocno zbyt ubogie. Dużo mało odżywczego jedzenia. Na talerzu papier toaletowy udający sałatę i sznurek do snopowiązałki robiący za makaron.

Zeland bardzo poprawnie mówi o postawie zamiaru zewnętrznego i wewnętrznego. Obie te postawy mogą być przyjmowane przez „zwykłe” osoby, które przez to mogą znacznie modyfikować osiągnie celów. Obciążenia zwane wejściem i symbiontem także wykorzystują te postawy. W drodze do większej świadomości duchowej myślę, że warto prześledzić, jaki robią z tych postaw użytek.

Turbodoładowanie wejściem

Osoba z wejściem [nazywana przez psychologów współuzależnioną] ma postawę zamiaru wewnętrznego. Ma wewnętrzny silny, emocjonalny dialog, często nawet nań nie zwraca uwagi.
Jeśliby Ziemia nie była zasiedlona przez duchy wejściujące, taka osoba byłaby generalnie bardzo słaba, kiepsko by się jej wiodło. Mało kto by na nią zwracał uwagę, możliwe, że po pewnym czasie by się wycofała z postawy zamiaru wewnętrznego, obserwując jego nieskuteczność. Że taka jest realność, możnaby wnioskować z książek Zelanda.
A jednak osoby z wejściem są o wiele silniejsze, niż by to się wydawało.

Oto i paradoks. Nawet przyjęty przez nie zamiar wewnętrzny, wewnętrzne uprawomocnienie swoich, często bardzo nieprawdziwych, pokręconych „prawd” nie osłabia tych osób.

„A przecież Zeland pisał, że taka osoba powinna być bezsilna” – ktoś powie.

Otóż to, idealizm autora tu się wyraża. Nie dostrzega sporego energetycznie ducha wejściującego, który mocno wspiera osobę z wejściem.

Duch wejściujący mocno wspiera starsze babcie mające na końcu języka klątwy, zbyt szybkie oceny. Podświadomość ludzi boi się tego, nie z powodu siły starszej babci, a z powodu siły ducha Wejścia mającego przez babcię dostęp, bramę, portal na świat [zwykle przez czakrę splotu i gardła]. Moc osobista babci na tyle wzrasta, że taka osoba jest w stanie „zawalczyć o siebie” w sposób zupełnie bezpardonowy, bezwzględny, jakoś nawet nielicujący z jej posturą, wiekiem. Oczywiście „babcia” to tylko przykład. Ale znaczący.

Zwykle żony alkoholików, którzy mocno piją, mają wejścia. Chroni ono je do tego stopnia, że wyrzucenie „chłopa na bruk” jest częstym zjawiskiem. Ileż bowiem jest bezdomnych mężczyzn, a ile kobiet? – różnica jest ogromna. A więc nawet w obliczu krokodyla alkoholika wejście jest w stanie mocno walczyć. Zresztą po to jest brane – do pomocy, do obrony. Kobieta bez wejścia w takim przypadku, oj, mocno by ucierpiała.

Warto dodać, że tak „nic nie chcące od otoczenia” [tak miłe jak się prezentują] osoby z wejściem są przyczyną ostrych depresji, czy wręcz [jak podejrzewam] chorób psychicznych poprzez zatruwanie otoczenia [link]. Nie raz taka osoba słyszy od [jeszcze w miarę zdrowego domownika]: „przestań już truć!”.

Czyli postawa zamiaru wewnętrznego nie zawsze łączy się z taką słabością, jaką Zeland opisuje. Na tym polega jego idealizacja. Nie należy jednak sądzić, że to przekreśla jego pozostałe, ciekawe i cenne postrzeżenia. Zaraz wskażę obszar, w którym jego teoria „aż za bardzo” się sprawdza 🙂

„Święty” krokodyl

Postawa zamiaru zewnętrznego [tego bardzo efektywnego] polega na nieprzywiązaniu do celu swoich działań i na nie posiadaniu awersji [czyli na niskiej ważności osobistej]. Od ideału Buddyjskiego oświecenia dzieli Zelanda tylko deklaracja Buddy, że przy utrzymywaniu tych postaw jest jeszcze dodatkowo zdrowy psychicznie. Mamy takich wokoło nas, co nie są przywiązani, nie mają awersji. Ale z trzeźwością, ze zdrowiem psychicznym to już trochę gorzej.

Czyli co? Luz, swoboda, kuul jak to mówią. Będzie dobrze, możemy się wyluzować. Osoby mające krokodyla [link] właśnie tak mają, taką swobodę w postawie. Podążają z nurtem będąc głęboko przekonane, że i tak „jakoś będzie”. Ów wysokowibracyjny przekonywacz to krokodyl, podłączony do swojego Opiekuna [operującego na bardzo wysokich poziomach, wibracjach]. To daje ogromną przebojowość i moce kreacji. Znam nawet treningi psychologiczne, które miały na celu u „zwykłych ludzi” osiągnięcie takiego poziomu „siły przebicia”, przekonywania, jak u krokodyla. W moim skromnym mniemaniu bez wzięcia symbionta na pokład trening i tak niewiele dawał. Postawy głównego menadżera w korporacji nie wyćwiczy się w jeden weekend. Zwłaszcza, jeśli chcemy zachować spokój umysłu. Raczej bym się zastanawiał nad uruchomieniem osobistego zamiaru zewnętrznego, jak to Zeland opisuje.

A więc nie o taki „power” chodzi, nie o takie turbodoładowanie chodzi, jak kr. oferuje.

Taki ktoś z kr. swobodny i spokojny nie jest sam z siebie. Nie wynika u niego to z osobistej zasługi, z pracy nad sobą. Nie trzeba być świętym, aby krokodyl załatwił beemkę bądź narkotyki. Z takim doładowaniem nosiciel jest panem swojego świata. Istotnie, sprawdza się przekonanie Zelanda, że dystans do swojego świata oraz ustalanie celów daje dużo poweru. Tyle, że ten power nie jest siłą osobistą nosiciela. Pochodzi z osobistych poruszeń, postaw Opiekuna krokodyla, który zbiera za to swój haracz w postaci nieprzytomności, nałogów, wytworzonych i zebranych energii z kłótni, bójek, lęków itp. Tak więc ów kr. tak święty nie jest, jakim się wydaje. Nosiciel nazywany jest gwiazdą socjologiczną, bowiem tak absorbuje uwagę, a przez to i energię otoczenia. Idzie ona oczywiście w dużej części dla symbionta, ale i nosiciel się mocno ogrzeje. Symbiont utrzymuje ciągle postawę zamiaru zewnętrznego – jest czysty, bez skazy, zdystansowany do „swojego” życia [czyli życia nosiciela i życia jego otoczenia]. Gdy jednak nosiciel dostaje w papę za swoje szkaradne często przewiny wywołane taką niewrażliwością, to nie symbiont obrywa. Umyka on chyżo, a pokrzywdzony jest „ten biedny” nosiciel.
Nigdy nie widziałem, żeby symbiont zmienił postawę zamiaru zewnętrznego. Jest więc pod tym względem „święty”, jest idealnym wzorem tego, co uczy Zeland. A jednocześnie – myślę, że warto dokładnie wiedzieć co to za gagatek.

Czy taki opis powstał w głowie Zelanda, gdy sobie wyobrażał zamiar zewnętrzny? Nie sądzę. Nie myślę, że rozpatrywał takie przypadki. Przynajmniej w tym, co w jego książkach przeczytałem o tym są tylko zupełnie marginesowe wzmianki. A to ciekawe, bo w Rosji szerzy się plaga alkoholizmu, czyli krokodyli astralnych jest od groma.

Zamiar zewnętrzny jest to prawo Wszechświata

Myślę, że opisując zasadę zamiaru zewnętrznego Zeland bardzo dobrze przedstawia zasadę, że „myśli są twórcze” [nieuświadomione podświadome postawy są twórcze]. Świetnie przedstawia podejście do zmiany postawy na zamiar zewnętrzny poprzez redukowanie własnej ważności. Co ważne, wszystko jest nakierowane na osobistą pracę, osobistą zmianę. Nie ma mowy o podczepianiu się do jakichkolwiek sił oprócz zmiany nurtu wariantów życiowych. Jest to więc czyste.
Niedopasowanie zaś opisu książkowego do realiów świata nie wydaje się krytycznym błędem.

Dla mnie zaś przykład przepotężnej kreacji wydarzeń i sterowania sytuacjami przez krokodyle [ich Opiekunów i nosicieli] jest wyłącznie czymś na kształt inspiracji. Imponują mi te kreacje, ale odrzuca mnie od tych nieczystych intencji.

Nie chcę ich powielać, ale to jak kr i Opiekunowie korzystają z praw Wszechświata jest naprawdę zadziwiające. I jak dla mnie – warte dalszego rozważania.

Można bowiem wykorzystywać dowolne zasady Wszechświata w celach jakie wybieram: dobra i miłości.

Advertisements

12 komentarzy (+add yours?)

  1. Xing
    Lu 24, 2013 @ 13:28:40

    >>Oczywiście “babcia” to tylko przykład. Ale znaczący.

    Jesteś jasnowidzem ?
    : )
    Właśnie to przerabiam. Tym bardziej, że mam grupę a to już poważna siła. Normalnie jak gang babć w Monty Pythonie. Ale żarty na bok. Takie nieświadome osoby naprawdę stanowią poważną siłę i potrafią być niesamowicie destrukcyjne. Zresztą na tym polega większość tzw. zła wyrządzanego na tym świecie, tzn. że coś się dzieje „za pośrednictwem” bezmyślnych postaci. Intencjonalnego zła i agresji jest stosunkowo niewiele.
    Co z tym robić? Oto jest pytanie…

  2. Luk
    Lu 24, 2013 @ 16:54:40

    Na początek chciałem napisać, że cieszę się że trafiłem na tę stronkę:). Od dawna interesuję się różnymi rzeczami spoza mainstreamowego nurtu, alternatywnym spojrzeniem na świat i życie. Muszę przyznać, że na tym portalu spotykam się z jeszcze innym punktem widzenia na wiele spraw i otaczającą rzeczywistość niż do tej pory. Co do książek Zelanda uważam, że są świetne i można się z nich wiele nauczyć. Ale tak jak zauważa autor tekstu wiedza w nich zawarta wymaga zapewne uzupełnień. Może Zeland nie wiedział o niektórych rzeczach tu poruszanych, nie spotkał się z nimi. A może wiedział, ale okroił to żeby trafić to jak najszerszego grona czytelników – trzeba by go zapytać. Każdy z nas to filtr – inaczej odbieramy to co dzieje się wokół nas, mamy inny zestaw umiejętności, inną emocjonalność, bardziej lub mniej rozwinięte ciała subtelne.
    Co do komentarza Xinga. Zgadzam się. To tak zwane zło, agresja, ataki energetyczne głównie wypływają z nieświadomości. Ale powiedzmy sobie szczerze. Ilu ludzi interesuje się takimi rzeczami jak rozwój duchowy, praca z własnymi emocjami, ilu czyta alternatywną książki, przegląda takie portale, ogląda filmy. Dla wielu ezoteryka równa się grzech i kojarzy się z czymś bardzo dalekim od Boga… Tak z innej beczki. Zapytałem mojej babci: co Ci daje chodzenie do kościoła? Czy czujesz się dzięki temu lepiej w jakiś sposób? Tak – mówi, poza tym to moja religia. Skoro tak Ona to widzi. Trzeba to uszanować. Chyba człowiek musi czuć jakiś dyskomfort żeby próbować cokolwiek zmieniać. Nie mówię że religie są złe, ale może troszkę mało elastyczne? Gdyby budzenie ludzi ze snu było proste to nauki Jezusa czy Buddy już dawno zostałyby powszechnie wdrożone w życie. Dzięki tamu Ziemia byłaby krainą miodem i mlekiem płynącą.
    Przeczytałem kiedyś taką ciekawą rzecz o wodzie. O tym, że woda ma pamięć i można ją programować poprzez myśli i intencję. Gość dał taki przykład: mamy 100 osób, którym mówimy o tych właściwościach wody. Połowa z nich wyśmieje to o czym im mówimy. Druga połowa zainteresuje się tym i uzna, że może faktycznie coś w tym jest, ale szybko zapomni. Kolejne 20 osób zainteresuje się głębiej tematem i spróbuje poszukać czegoś na własną rękę. 10 z tych 20 poeksperymentuje chwilkę, tzn. parę razy wleje sobie wodę do szklanki ‚prześle’ jej dobrą, wysoko wibrującą energię zdrowia, miłości, szczęścia. Zrobią to kilkukrotnie, ale wyniki nie będą zadowalające i zaniechają kontynuowania eksperymentu. Piątka wytrwa trochę dłużej, a może dwójka będzie na tyle zdeterminowana i konsekwentna, że pociągnie to wystarczająco długo by uzyskać fajne, zadowalające wyniki.
    Sorry że trochę przydługo i może bezładnie, ale chcę powiedzieć, że wielu dostrzega tą współczesną narkotyzację i życie na autopilocie, ale brakuje jeszcze masy krytycznej. No nie da się zmienić systemu samemu na siłę – to wywołuje tylko frustrację, ale można wpłynąć na niego zmieniając siebie i pracując nad sobą i inspirując do tego innych. A takie książki jak Zelanda czy ten portal w jakimś sensie stymulują i mobilizują do działania (przynajmniej u mnie tak jest, chociaż i tak sporo we mnie lenia siedzi:D). Wiem że te babcie (i moja też) w pewnym momencie pozwolą sobie odczuć coś nowego i świeżego. Dziękuję i pozdrawiam;).

  3. SwiatDucha
    Lu 24, 2013 @ 18:34:21

    Luk, ja również pozdrawiam. Jeśli ja mogę bardzo długie teksty pisać, to dlaczego Ty nie mógłbyś długich komentarzy pisać?
    Każdy ma swoją ścieżkę – jak mówi Marek Rymuszko, ja za nim powtarzam. I każdy ma swoje miejsce na ścieżce, zbieraczy etykiet od zapałek też może być tak mało, jak osób wierzących w energetykę słowa. Szacunek jest potrzebny każdemu, więc nie może zależeć od wyznawanych wartości. Szacunek jest dla mnie czymś prostym, odkryciem, że tam gdzieś jest w kimś Boska cząstka [niezależnie czy wierzymy w Boga osobowego, nieosobowego, czy boga-naturę].A jednocześnie szacunek jest niełatwy, bo potrzebuję mieć dystans do własnych postaw.

  4. SwiatDucha
    Lu 24, 2013 @ 19:09:11

    Podobnie myślę. Siły ciemności mogą działać poprzez nieświadomość, której jest dużo.
    Albo poprzez poczucie skrzywdzenia – ktoś czuje, że „powinien dostać wyrównanie” i już mu wszystko jedno, jaką postawę zajmie wobec otoczenia, byle jemu było oddane, byle wyrównane były jego krzywdy. Jest to w jakiś sposób nieprzytomność, chociaż prędzej bym powiedział, że to odwet. Daleko szukać, moja Dusza nadal pragnie odwetu, może nie tak jak kiedyś, ale to nadal w niej tkwi [i ja muszę się z tym ciągać, Dusza wściekła na kogoś, ja ją uspokajam..]

    Dzisiaj właśnie widziałem młodą cygankę z dzieckiem, pod kościołem proszącą o pieniądze. A destrukcyjne energie to tylko świszczały w powietrzu, jak ktoś nie dał. Oczywiście intencja taka, że „o, jak mi się źle powodzi, oni mają obowiązek mi pomóc. Jak nie pomagają to zasługują na karę”. Powiedziałem jej, że świetnie umie rzucać klątwy, że to dobrze widzę, to popatrzyła na mnie z uśmieszkiem, jak dziecko przyłapane na psikusie. Dzięki temu na mnie złej energii nie rzuciła. A energie tych klątw to normalnie moc miały jak silnik ciężarówki 🙂

    I oczywiście, taka pokrzywdzona osoba jest najczęściej całkowicie przeciwna postawie kreacji, czyli wzięcia odpowiedzialności za to, co ją spotkało. Bo „to zło przyszło z zewnątrz”, a reinkarnacji nie ma, karmy nie ma, jest tylko to, co profesorowie mówią, że jest.
    [Co prawda kto wie, czy jakby powiedzieć o tym, co robi to jej, co robi to innym, może by zaczęła się opamiętywać. Ale nie mamy obowiązku nieść misji oświecania ludzi.]

    Albo siły zła mogą wykorzystywać egoistyczne pragnienia – podczepić się jak u Pana Twardowskiego.

    I to siłom zła wystarcza, aby robić to co widzimy.

  5. Marek
    Lu 25, 2013 @ 23:31:50

    Dobry wieczór. Przyznam się że posiadam ducha wejściującego. Każdy problem w życiu dla mnie, rodzi we mnie postawę buntu i wręcz nienaturalną nadwyżkę energii, przejawiającej się w bardzo twardej, bezwzględnej reakcji. Z tego powodu też boję się wchodzić w ryzykowane sytuacje, bo wiem że mógłbym zrobić coś złego. Wziąłem taką istotę na pokład, ponieważ w dzieciństwie miałem przechlapane z krokodylami. Pomogło, ponieważ np. w walce wręcz wejście jest silniejsze dla nosiciela niż krokodyl, i stłukłem kilku nosicieli, więc dali mi spokój. To zysk – wiedziano że reaguję niezwykle ostro i histerycznie, miałem spokój. Wady jednak są straszne – każda myśl o sytuacji zagrożenia prowokuje umysł do strasznego chaosu, bełkotu wewnętrznego. To trucizna, koszmarne cierpienie. Każda porażka, np. ktoś się źle spojrzy na mnie itd. kosztuje mnie wiele koszmarnych chwil. Wejście działa jako doładowanie energii w czasie konfliktu, bardzo silne. Fajnie jak jest potrzeba, ale ten system uruchamia się zbyt często bez potrzeby.

    Teraz widzę świadomie, że było mi to potrzebne ale muszę podziękować temu duszkowi, bo dalej iść przez życie z nim nie sposób. Zbyt wiele bólu mnie to kosztuje. Niestety, nie ma nic za darmo.

  6. kasztan
    Lu 26, 2013 @ 14:19:25

    Witam. Marku nie jesteś sam z wejściem. Ja mam wejście ponieważ nie radziłam sobie z krokodylem mojego dziecka (małego). Moje dziecko ma krokodyla ponieważ jako osoba skrzywdzona przez mojego męża z krokodylem nie funkcjonowałam prawidłowo w świecie. Pozwoliłam sobie na poniewieranie przez krokodyla, ponieważ prawie przez całe życie byłam zatruwana przez matke z wejsciem. Mój mąż ma (miał) krokodyla ponieważ jako syn alkoholika miał niskie poczucie własnej wartości. Itd. aż do dinozaurów. 😉 To taka moja amatorska diagnoza, w której tak naprawdę jestem pewna tylko tego, ze mam wejście.
    Niestety parę razy doświadczyłam bardzo potężnego przypływu energii związanej z wejściem więc chyba czuję o czym piszesz. Np. wydawało mi się, ze wyrzucenie telewizora kineskopowego przez okno (zamknięte) w ogóle mnie nie nadweręży (Ja nie wyrzuciłam tego telewizora.:-)). Zastanawiam się czy „zbrodnie w afekcie” nie są skutkiem wejść. Prawdę mówiąc od czasu kiedy czytam tę stronę moja sytuacja się poprawiła. Jestem świadoma sytuacji ataków. To bardzo pomaga. Staram się też zwracać na codzień w kierunku pozytywnych wartości: miłości i łączności z tym co dobre we Wszechświecie. Jest to trudna praca, dla mnie mozolna (nie ma szybkich efktów), nie chce mi się jej wykonywać. Wtedy oczywiście dostaję przypomnienie od Wszechświata w postaci natłoku złych emocji i siłą rzeczy zwracam się znowu w kierunku rozwoju osobistego (alternatywą jest zmienie całego świata;)). Czasem się dziwię, ze sytacja, która zwykle kończyła się awanturą kończy się bardzo uprzejmie i w dodatku po mojej myśli. I wtedy czuję, ze idę do przodu.

  7. kasztan
    Lu 26, 2013 @ 14:51:11

    Sformułowania „zamiar wewnętrzny” i „zamiar zewnętrzny” kojarzą mi się z jednym z tytułów rozdziałów „Przebudzenia” de Mello. Tytuł ten to „Pragnienia czy preferencje”. Jest to dla mnie ważny rozdział, ba mam dużo pragnień. (A ten świat w ogóle ich nie realizuje :-)) Pragnienia koncentrują nas na tym czego nie mamy. Preferencje powodują, że korzystamy z nadarzających się okazji aby robić to co nam w jakiś sposób pasuje, odpowiada.

  8. Marek
    Mar 03, 2013 @ 02:06:26

    Dobry wieczór Kasztanku 🙂 Niestety, świadomość – przynajmniej w moim wypadku niewiele pomaga. Obserwuję ten wzrost energii i mnie niesie. Nie umiem nad tym zapanować, a próbowałem chyba wszystkiego. Myślę że trzeba porozmawiać z tą energią, podziękować jej za to że nas broniła i w jej miejsce zaprosić Boga. Ja jestem bardzo wdzięczny temu duchowi, mimo że znam cenę. Byłem w takiej sytuacji z krokodylami, że bez niego nie wiem czy bym jeszcze żył. Cena jest okropna i płacona w sutych ratach, ale okoliczności się zmieniły, i już nie mam potrzeby by korzystać z pomocy ducha. Co sobie pohulał na mnie to jego – a teraz trzeba by pójść własną drogą, każdy w inną stronę. Co do De Mello czytałem go dawno i nie za bardzo pamiętam tego o czym piszesz 🙂

    A pragnienia, no cóż, ja podobnie je mam 🙂

    Dobrej nocy z Bozią na pokładzie 🙂

  9. oczko
    Kwi 29, 2013 @ 12:48:14

    Witam.Jestem tu nowa a że podobają mi sie poruszane wątki to wtrące swoje „trzy grosze” co do transerfingu….Wazność działa w moim zyciu dokładnie tak ja Zeland opisuje…..jak Ci na czymś zależy to zmniejsz ważnośc i od razu to dostaniesz. Jest tylko jeden problem: łatwo napisać trudniej zrobić. Co do ZW i ZZ nie będe się wypowiadać bo akurat jestem w trakcie „zadziwienia” ,że ZZ nie zadziałał,zmniejszyłam ważność i niech się dzieje….do tego potrzebna jest wspólpraca duszy.

  10. SwiatDucha
    Kwi 29, 2013 @ 22:04:35

    Witaj oczko!

    I właśnie o tej Duszy Zeland nie pisze.. a przynajmniej nie wymienia jej z nazwy. Jest trochę w tym, jak L. Żądło – mówi o wzorcach, sposobach postępowania. Tak też mówią psychologowie behawioryści o człowieku, jakby o nim samym zapominając.

    I teraz – jeśli nawet umiemy uruchomić ZZ, a Dusza ma inne plany.. to można zgadnąć, kto przeprowadzi swój zamiar.. Dusza.

    Ile razy przypominam sobie „cudowne” zajścia w moim życiu, że nagle coś się „samo” zadziało, to najpierw Dusza się poruszyła i zechciała tego. A potem.. ja nic albo niewiele w kierunku tego celu robiłem, ale się wydarzało.

    Wniosek chyba taki: „wąskie gardło” w przypadku prowadzenia manifestacji fizycznych, tworzenia za pomocą woli jest w połączeniu osobowość – Dusza. Jeśli coś Dusza „kupi”, to zdarzy się na bank. Natomiast Dusze, zwłaszcza te starsze [w Polsce zajmują się ezoteryką] mają swoje pomysły i nie chcą słuchać osobowości.
    W Czechach, Szwajcarii, Norwegii stare dusze i ich osobowości są w miarę zgodne i nie wychodzą zbytnio poza kulturę, cywilizację. Jak widać mają życie w dobrobycie.

    W USA – młode Dusze mają zupełnie inne podejście, owe Dusze kręci działanie w materii, tak jak osobowości. Są zgodne i lecą z koksem.

  11. oczko
    Kwi 30, 2013 @ 11:22:40

    Dziękuję za odpowiedż. Nie miałam pojęcia, że nasze dusze ( polskie) są takie „oporne” ale myśląc o swojej to chyba tak właśnie jest. Absolutnie mam takie samo zdanie jak Ty co do jedności duszy i umysłu i to przerobiłam na własnej skórze…nic nie robisz a to się zdarza…. . Rok temu „przewróciłam swoje życie”. Miałam w głowie plan, realizowałam swój zamiar…………no niestety okazało się ,że dusza ma swój i ciągle życie pchało mnie gdzie indziej.Dziś myślę że „dogadałam ” się z duszą. ,zmniejszyłam ważność i czekam na realizację.
    Cenna sprawa w tym wszystkim ( kreowaniu swojej rzeczywistości) to ważność i tu mogłam wiele zaobserwować i doświadczyć.
    Co do samego Zelanda to …przeczytałam 6 tomów jego Transerfingu i jak to ja wzięłam tylko to co mi pasowało.Jego zdanie pokrywa się w wielu wątkach z Bradenem, czy Ramthią.O duszy z tego co pamiętam to chyba napisał w II części ale niewiele
    Pozdrawiam cieplutko.

  12. SwiatDucha
    Kwi 30, 2013 @ 14:50:41

    to powiesz nam za jakiś czas, jak wyszła kreacja! 🙂
    a tymczasem trzymam kciuki!

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: