Zamiar wewnętrzny i zewnętrzny a obciążenia


Życie złożone jest w części z gier – relacji z osobami obciążonymi. Nie są to przyjemne, radosne relacje. Często, np. będąc dzieckiem bądź podwładnym w pracy u takiej osoby, możemy ucierpieć.

Jeśli jednak poznamy odpowiednio skrojone pojęcia i zależności, będziemy w stanie w miarę łatwo zorientować się, w jakiej sytuacji jesteśmy, w jakiej grze uczestniczymy. Może nawet nam udać się przestać odgrywać rolę, wyjść poza system drenujący z nas energię.

Różne siły konstruują gry, w których grzęźniemy. Jednak psychologia, ezoteryka i rozwój duchowy dają nam narzędzia poznania i uwolnienia ku obszarom swobody. Opis najważniejszych z tych sił, obciążeń znajdziesz tu [link].

Wadim Zeland w 3 tomie Transerfingu opisuje dwie postawy człowieka w stosunku do osiągania celów. Jedną w dużej części nieskuteczną [tzw. zamiar wewnętrzny], drugą skuteczną [tzw. zamiar zewnętrzny].

Zamiar wewnętrzny to usiłowania, usilne starania, nakłanianie otoczenia, przekonywanie, wywieranie presji. Skutkuje to u człowieka napięciem, przeciążeniem serca, postawą kontroli, manipulowaniem. W przypadkach patologicznych odkrywamy obciążenie zwane przeze mnie „wejściem” [link]. Taki ktoś jest mało atrakcyjny. Łatwo przewidzieć – kto spotyka w lesie (takiego) dzika, ten na drzewo zaraz zmyka. Zeland mówi, że jest to postawa generalnie mało skuteczna, nie współpracująca ani z otoczeniem, ani z Wszechświatem [nurtem wariantów].

Postawa skuteczna wg. niego to utrzymywanie tzw. „zamiaru zewnętrznego”. Zewnętrznego, ponieważ w środku człowiek nie zajmuje się przesadnie swoimi planami, nie są one źródłem emocjonalności, ani przywiązania. Zdecydowanie i działanie wywołuje zaskakujące zdarzenia, mówi Zeland. Trzeba sobie wytyczyć mentalny kierunek [odnaleźć własny cel], otworzyć się i współpracować z aktualnie zachodzącymi procesami.

Zeland – jak większość autorów jest po części idealistą. Pojmowanie świata takim, jaki się jawi uczniowi przy końcu szkoły podstawowej, wygląda jednak na pewne [spore] uproszczenie. Jeśli świat nie miałby tak dużego kalibru obciążeń [jakie występują, a o których się niemal nie mówi], to nie mielibyśmy dzisiaj tych kłopotów, które mamy. Żylilbyśmy O WIELE spokojniej i szczęśliwiej. Większość działań byłaby skuteczna, większość książek poradnikowych miałoby wystarczająco mądrości, aby poprowadzić szczęśliwie przez życie.
Jednakże owe kłopoty mamy na codzień, ba, mało kto się o nich zająknie.

Odczuwam to jako wielkie błogosławieństwo, że mogę wiedzieć dzisiaj to, co wiem. Ileś lat niemalże miotałem się we frustracji, chcąc dowiedzieć się dlaczego świat działa tak jak działa, nie zaś tak, jak mi to się opowiada. Ci co mówili sami wyglądali na zagubionych albo oszukujących siebie, że „już wiedzą”.
A ja mocno czułem, że te opowieści, jakimi mnie faszerowano, były mocno zbyt ubogie. Dużo mało odżywczego jedzenia. Na talerzu papier toaletowy udający sałatę i sznurek do snopowiązałki robiący za makaron.

Zeland bardzo poprawnie mówi o postawie zamiaru zewnętrznego i wewnętrznego. Obie te postawy mogą być przyjmowane przez „zwykłe” osoby, które przez to mogą znacznie modyfikować osiągnie celów. Obciążenia zwane wejściem i symbiontem także wykorzystują te postawy. W drodze do większej świadomości duchowej myślę, że warto prześledzić, jaki robią z tych postaw użytek.

Turbodoładowanie wejściem

Osoba z wejściem [nazywana przez psychologów współuzależnioną] ma postawę zamiaru wewnętrznego. Ma wewnętrzny silny, emocjonalny dialog, często nawet nań nie zwraca uwagi.
Jeśliby Ziemia nie była zasiedlona przez duchy wejściujące, taka osoba byłaby generalnie bardzo słaba, kiepsko by się jej wiodło. Mało kto by na nią zwracał uwagę, możliwe, że po pewnym czasie by się wycofała z postawy zamiaru wewnętrznego, obserwując jego nieskuteczność. Że taka jest realność, możnaby wnioskować z książek Zelanda.
A jednak osoby z wejściem są o wiele silniejsze, niż by to się wydawało.

Oto i paradoks. Nawet przyjęty przez nie zamiar wewnętrzny, wewnętrzne uprawomocnienie swoich, często bardzo nieprawdziwych, pokręconych „prawd” nie osłabia tych osób.

„A przecież Zeland pisał, że taka osoba powinna być bezsilna” – ktoś powie.

Otóż to, idealizm autora tu się wyraża. Nie dostrzega sporego energetycznie ducha wejściującego, który mocno wspiera osobę z wejściem.

Duch wejściujący mocno wspiera starsze babcie mające na końcu języka klątwy, zbyt szybkie oceny. Podświadomość ludzi boi się tego, nie z powodu siły starszej babci, a z powodu siły ducha Wejścia mającego przez babcię dostęp, bramę, portal na świat [zwykle przez czakrę splotu i gardła]. Moc osobista babci na tyle wzrasta, że taka osoba jest w stanie „zawalczyć o siebie” w sposób zupełnie bezpardonowy, bezwzględny, jakoś nawet nielicujący z jej posturą, wiekiem. Oczywiście „babcia” to tylko przykład. Ale znaczący.

Zwykle żony alkoholików, którzy mocno piją, mają wejścia. Chroni ono je do tego stopnia, że wyrzucenie „chłopa na bruk” jest częstym zjawiskiem. Ileż bowiem jest bezdomnych mężczyzn, a ile kobiet? – różnica jest ogromna. A więc nawet w obliczu krokodyla alkoholika wejście jest w stanie mocno walczyć. Zresztą po to jest brane – do pomocy, do obrony. Kobieta bez wejścia w takim przypadku, oj, mocno by ucierpiała.

Warto dodać, że tak „nic nie chcące od otoczenia” [tak miłe jak się prezentują] osoby z wejściem są przyczyną ostrych depresji, czy wręcz [jak podejrzewam] chorób psychicznych poprzez zatruwanie otoczenia [link]. Nie raz taka osoba słyszy od [jeszcze w miarę zdrowego domownika]: „przestań już truć!”.

Czyli postawa zamiaru wewnętrznego nie zawsze łączy się z taką słabością, jaką Zeland opisuje. Na tym polega jego idealizacja. Nie należy jednak sądzić, że to przekreśla jego pozostałe, ciekawe i cenne postrzeżenia. Zaraz wskażę obszar, w którym jego teoria „aż za bardzo” się sprawdza 🙂

„Święty” krokodyl

Postawa zamiaru zewnętrznego [tego bardzo efektywnego] polega na nieprzywiązaniu do celu swoich działań i na nie posiadaniu awersji [czyli na niskiej ważności osobistej]. Od ideału Buddyjskiego oświecenia dzieli Zelanda tylko deklaracja Buddy, że przy utrzymywaniu tych postaw jest jeszcze dodatkowo zdrowy psychicznie. Mamy takich wokoło nas, co nie są przywiązani, nie mają awersji. Ale z trzeźwością, ze zdrowiem psychicznym to już trochę gorzej.

Czyli co? Luz, swoboda, kuul jak to mówią. Będzie dobrze, możemy się wyluzować. Osoby mające krokodyla [link] właśnie tak mają, taką swobodę w postawie. Podążają z nurtem będąc głęboko przekonane, że i tak „jakoś będzie”. Ów wysokowibracyjny przekonywacz to krokodyl, podłączony do swojego Opiekuna [operującego na bardzo wysokich poziomach, wibracjach]. To daje ogromną przebojowość i moce kreacji. Znam nawet treningi psychologiczne, które miały na celu u „zwykłych ludzi” osiągnięcie takiego poziomu „siły przebicia”, przekonywania, jak u krokodyla. W moim skromnym mniemaniu bez wzięcia symbionta na pokład trening i tak niewiele dawał. Postawy głównego menadżera w korporacji nie wyćwiczy się w jeden weekend. Zwłaszcza, jeśli chcemy zachować spokój umysłu. Raczej bym się zastanawiał nad uruchomieniem osobistego zamiaru zewnętrznego, jak to Zeland opisuje.

A więc nie o taki „power” chodzi, nie o takie turbodoładowanie chodzi, jak kr. oferuje.

Taki ktoś z kr. swobodny i spokojny nie jest sam z siebie. Nie wynika u niego to z osobistej zasługi, z pracy nad sobą. Nie trzeba być świętym, aby krokodyl załatwił beemkę bądź narkotyki. Z takim doładowaniem nosiciel jest panem swojego świata. Istotnie, sprawdza się przekonanie Zelanda, że dystans do swojego świata oraz ustalanie celów daje dużo poweru. Tyle, że ten power nie jest siłą osobistą nosiciela. Pochodzi z osobistych poruszeń, postaw Opiekuna krokodyla, który zbiera za to swój haracz w postaci nieprzytomności, nałogów, wytworzonych i zebranych energii z kłótni, bójek, lęków itp. Tak więc ów kr. tak święty nie jest, jakim się wydaje. Nosiciel nazywany jest gwiazdą socjologiczną, bowiem tak absorbuje uwagę, a przez to i energię otoczenia. Idzie ona oczywiście w dużej części dla symbionta, ale i nosiciel się mocno ogrzeje. Symbiont utrzymuje ciągle postawę zamiaru zewnętrznego – jest czysty, bez skazy, zdystansowany do „swojego” życia [czyli życia nosiciela i życia jego otoczenia]. Gdy jednak nosiciel dostaje w papę za swoje szkaradne często przewiny wywołane taką niewrażliwością, to nie symbiont obrywa. Umyka on chyżo, a pokrzywdzony jest „ten biedny” nosiciel.
Nigdy nie widziałem, żeby symbiont zmienił postawę zamiaru zewnętrznego. Jest więc pod tym względem „święty”, jest idealnym wzorem tego, co uczy Zeland. A jednocześnie – myślę, że warto dokładnie wiedzieć co to za gagatek.

Czy taki opis powstał w głowie Zelanda, gdy sobie wyobrażał zamiar zewnętrzny? Nie sądzę. Nie myślę, że rozpatrywał takie przypadki. Przynajmniej w tym, co w jego książkach przeczytałem o tym są tylko zupełnie marginesowe wzmianki. A to ciekawe, bo w Rosji szerzy się plaga alkoholizmu, czyli krokodyli astralnych jest od groma.

Zamiar zewnętrzny jest to prawo Wszechświata

Myślę, że opisując zasadę zamiaru zewnętrznego Zeland bardzo dobrze przedstawia zasadę, że „myśli są twórcze” [nieuświadomione podświadome postawy są twórcze]. Świetnie przedstawia podejście do zmiany postawy na zamiar zewnętrzny poprzez redukowanie własnej ważności. Co ważne, wszystko jest nakierowane na osobistą pracę, osobistą zmianę. Nie ma mowy o podczepianiu się do jakichkolwiek sił oprócz zmiany nurtu wariantów życiowych. Jest to więc czyste.
Niedopasowanie zaś opisu książkowego do realiów świata nie wydaje się krytycznym błędem.

Dla mnie zaś przykład przepotężnej kreacji wydarzeń i sterowania sytuacjami przez krokodyle [ich Opiekunów i nosicieli] jest wyłącznie czymś na kształt inspiracji. Imponują mi te kreacje, ale odrzuca mnie od tych nieczystych intencji.

Nie chcę ich powielać, ale to jak kr i Opiekunowie korzystają z praw Wszechświata jest naprawdę zadziwiające. I jak dla mnie – warte dalszego rozważania.

Można bowiem wykorzystywać dowolne zasady Wszechświata w celach jakie wybieram: dobra i miłości.

Reklamy