Gdzie podziali się Reptilianie?


Zgodnie z przekazami Anunaki rasa ludzka została zmodyfikowana tak, aby służyć jaszczurzym bogom. Nigdzie nie napisano, że owi bogowie usunęli się z Ziemi.

No i gdzie oni są?

Niektórzy dopatrują się ich w politykach, że politycy, zwłaszcza najważniejsi są inkarnowanymi jaszczurami. Dodatkowo uznają, że taka inkarnacja „wyziera” spoza ciała fizycznego i że można zobaczyć formę gadzią. Myślę, że takie wizje są możliwe w jasnowidzeniu, mam takie przykłady, ale w realu wydaje się to fantazją.

To przekonanie jest na tyle mocne, że są publikowane filmiki podłej jakości, na których specjalne studyjne oświetlenie uznawane jest jako argument, że dany ktoś ma jaszczurze źrenice. < Mnie to nie przekonuje, gdy polityk przekrzywia głowę, jego niby pionowe źrenice nie przekrzywiają się, ale pozostają pionowe, tak jak niezmienne jest oświetlenie. Ale nie wszyscy chcą to zobaczyć. Niemniej uważam, że poszukiwacze „zaginionej arki” 🙂 intuicje mają dobre. Najpewniej czują obce, jaszczurze energie, nawet nieświadomie i próbują to w jakiś sensowny sposób pokazać bądź udowodnić. Albo też mają przebłyski jasnowidzenia i próbują sobie je udowodnić, nie wiedząc, że widzieli ciało niefizyczne.

Czy odrzucam ideę najazdu obcych? Hym, otóż nie.

Na Ziemi inkarnowali się liczni przedstawiciele ras nieziemskich, mający dusze anielskie, elfie, smocze [jak ja], i wielu innych. Dlaczego? Wydaje się, aby ratować ludzi z linii ewolucyjnej od najazdu obcych. Pomagają, pomagają, ale sami wpadli po uszy. I co, widać, że ktoś jest aniołem, elfem? Po ciele nie widać, ponieważ inkarnowały niewidzialne Dusze. Podobnie do tego niewidzialne są jaszczury, które w podobny sposób inkarnowały, nazywam je krokodylami.

Moja strona o krokodylach: [link]

Nie można wyciąć w pień reptilian?
Nie bardzo można, ponieważ nie bardzo wiadomo, gdzie są.

Oczywiście wskazywanie na przedstawicieli elit rządzących jest tu na porządku dziennym. Ale… owi przedstawiciele elity nie różnią się od innych ludzi na tyle, żeby można było ich odróżnić od innych ludzi. I jak zdiagnozować reptilianina?

To oczywiście woda na młyn cyników, wątpiących w poważne kłopoty na Ziemi.
I wątpiących w poważną inwazję.
Bo jak można mówić o z zewnątrz sterownej Ziemi, jak nikogo takiego nie ma, kogo możnaby o to posądzić.

To dziwnie zbiega się z przekonaniem o całkowitym braku wymiaru duchowego.
Nie ma duchowości, przestrzeni duchowej, niewidzialnej, nie ma też Reptilian.
I pięknie, teza obroniona.
Brzytwa Ockhama i te sprawy.

Cynicy i sceptycy mogą już przestać czytać, ponieważ dalej same fantazje będą.

Otóż, jeśli przypuścić istnienie wymiaru duchowego, to jednak opresja Ziemi może istnieć w wymiarze duchowym. Kto powiedział, że owi Reptilianie całkowicie inkarnowali w ciała ludzkie? Nikt, to tylko założenie hurraoptymistów, którzy sądzą, że załpią jaszczury za ich ogon – fizyczny ogon.

Wg moich badań różnorodność typów wcielonych istot jest dosyć duża.
Ciał subtelnych jest wiele, a wcielenie nie oznacza od razu całkowitego wcielenia aż do poziomu fizycznego. Są istoty wcielone do poziomu  np. buddialnego od góry, albo do astralnego od góry, mające kilka ciał subtelnych.

Rudolf Steiner opisuje w swoich pracach np. anioły, które mają ciała subtelne wyższe zindywidualizowane, natomiast dwa, trzy niższe niezindywidualizowane, grupowe, „rezydujące” w konkretnym miejscu w przestrzeni.
Warto poczytać chociaż bajtluje strasznie niekiedy.

A więc struktura istot nie jest aż tak sztywna, jak się być wydaje. I jest bardziej skomplikowana, trzeba trochę się rozeznać w poziomach subtelnych.

Tak rozeznając, za poradą Awiessałoma Podwodnego zacząłem szukać opisywanych przezeń krokodyli. Okazały się jednopoziomowymi „implantami”, wstawkami, plug-inami w ciałach subtelnych ludzi. Ponadto miały podłączenia pod nieczyste istoty z o wiele wyższych poziomów, które zbierały żniwo uzbierane przez symbionty.

Owe symbionty okazały się nadpodziw żywotne, cwane i rozpowszechnione. Atakujące i żerujące na ludziach. Każda osoba o osobowości nieprawidłowej, każdy uzależniony alkoholik, narkoman, każdy bestialski szef w pracy ma symbionta. Jest też wiele osób, które mają łagodniejsze ich wersje, z którymi można wytrzymać, ale już nie jest to zdrowe.
Duża część populacji broni się przed tym na sposób typowy dla współuzależnienia, biorąc pomoc od ducha wejściującego poprzez czakry splotu i gardła. I przez to też się zanieczyszcza.

Aby być poprawnym, trzeba też wspomnieć, że bez owych krokodyli na Ziemi było nudno jak w wytwórni flaków z olejem. Reptilijanie mocno rozkręcili proces rozwoju owej nie lgnącej do rozwoju rasy jaką byli ludzie z linii ewolucyjnej. A więc pozytywy też są. Dusze chciały „coś mocnego” przeżyć, to i przeżywają. Jeśli w swoim obszarze Dusze nie znajdowały wystarczającego impulsu, inspiracji do doświadczeń, to znaleźli się chętni, którzy dostarczyli to z zewnątrz. Jak pizza z dowozem.

I tak, jeśli sobie uświadomić skalę zjawiska, że obecne jest ono w każdym kraju, to powstaje obraz osaczonych Ziemian. Osaczonych nie najazdem na poziomie fizycznym, jakby chcieli ludzie dociekający na tym poziomie. Na poziomie fizycznym, gdzie istnieją tzw. twarde dowody, tych dowodów nie mamy dowodów. Zaprzeczanie, kręcenie, lawirowanie jest wpisane w osobowość symbionta.
Ale jak tylko przejdziemy na odczucia, na wizje, na metody radiestezyjne, to świat zmienia wygląd. A chociażby tylko popatrzeć się na opisy psychologiczne, psychiatryczne i podsumować je dla populacji na podstawie badań socjologicznych. Pokazuje się ten sam obraz co z radiestezji.

Dodam może jeszcze, że ileś osób, którym robiłem analizę opowiadało, że miało wizję istoty o wyglądzie krokodyla – jaszczura albo bezpośrednio ze sobą związanej, albo obecnej w pobliżu.

Credo Mutwa [patrz google i David Icke] opowiada konkretnie o tych zależnościach.
http://davidicke.pl/index.php/artykuly/40-credo-mutwa/72-credo2.html
„Mutwa twierdzi, iż starożytne afrykańskie legendy, znane na całym kontynencie, opowiadają o ich przybyciu z gwiazd na spokojną Ziemię, na której żyjącym w harmonii ludziom zaszczepione i przekazane zostało to, wskutek czego dziś cierpią jej mieszkańcy. Przypominający gady Chitauli…”

Tak więc, zarówno wg. legend afrykańskich, jak i obecnych metod psychometrycznych okazuje się, że jednak Ziemia jest zaasiedlona. Nie w tym sensie, którego spodziewa się większość ludzi. Póki ludzie nie zmienią swojego patrzenia, póki nie dowierzą swoim duchowym zmysłom, póty będą jedzeni przez obcych, będących tutaj już długo.

Na szczęście jest wyjście. Prawo duchowe Wszechświata okazuje się być takie, iż duchy [złoczynne] nie mogą bezkarnie zajmować innych rewirów, które są inkarnacyjnie przynależne innym istotom. Mogą jedynie tam pójść, gdzie znajdą akceptację, gdzie potwierdzi się ich pragnienie wejścia, zasiedlenia.
Jeśli istota jest na tyle świadoma, że zauważa w swoim życiu obecność gościa, może prawem Wszechświata go wyprosić. Są na to różne metody – metoda tu nie gra roli, najważniejsze jest zdecydowanie, świadomość i decyzja. I jeśli się ma odpowiednią postawę, to nie trzeba z nikim długie lata walczyć, nie trzeba czuć się przegranym, osaczonym. „Wtyczki”, czyli jak ja je nazywam krokodyle nie są aż tak uparte, żeby nękać świadome czyjeś Ja. Zwykle uznają, że „znajdą kogoś innego” i odchodzą.

Pozostaje dwie sprawy.

Jedna to pogryzienia pozostawione w aurze, ciałach subtelnych, które trzeba uleczyć u siebie, bo nie leczą się same z siebie. No i trzeba sobie tak zorganizować życie, aby się kolejnemu gadowi na ząb nie pakować.

A drugie to to, że taka procedura uwolnienia się może zachodzić jedynie osobiście, dla jednej osoby, która ma świadomość i zdecydowanie.

W dawnych kulturach byli niewolnicy. Domyślam się, że z początku były to dusze młode, które nie stawiały oporu co do bycia wykorzystywanymi. Z czasem – jak historia pokazuje – owe dusze i ich osobowości stwierdziły, że fizycznego poddaństwa już nie chcą.
Pozostało poddaństwo niefizyczne. Tego nie widać, chociaż z obserwacji można je łatwo rozpoznać.
Tak jak zadekretowano koniec niewolnictwa, tak końca wykorzystywania przez kr. nie można zadekretować. Jest to bowiem oparte na wyższych zależnościach, niefizycznych, obecnych na poziomie duchowym. A więc każde apelowanie o „zrzucenie kajdan” nie poskutkuje społecznie, ponieważ to nie na poziomie relacji społecznych owo poddaństwo się realizuje.
Domniemuję też, że ogromna większość ludzi na ziemi nie jest przygotowana na jakiekolwiek działania duchowe. Są na poziomie duchowości używającej religii, gdzie podaje im się prawdy do wierzenia. Więc podporządkowani pozostaną.

Jakie wnioski?

Reptilianie są, ale nie tacy, jacy są poszukiwani. Stąd nie zostaną znalezieni 🙂

Od Reptilian nie sposób się uwolnić na taki fizyczny sposób, w jaki niewolnicy się uwalniali od wykorzystujących ich panów. Stąd uwolnienie się dużych grup ludzi, do którego nakłonią ich kampanie medialne – można między bajki włożyć.

Reptilianie są rozpanoszeni na wielu, wielu miejscach. Z powodu sprytnego mechanizmu częściowej inkarnacji [czyli modyfikacji normalnego „człowieka”] udaje im się przygotowywać swoje pieczenie przy niemal każdym ogniu większej aktywności, jaki rozniecają ludzie na swojej planecie.

I ostatnia, pozytywna wiadomość. Nie jesteśmy osobiście skazani na niewolnictwo. Prawem Wszechświata, Boga, jesteśmy duchami wolnymi, które mogą się skutecznie o swoją osobistą wolność upomnieć.
Należy jednak zaznaczyć, że trzeba użyć tu działań na poziomach wyższych niż fizyczne. Czyli wchodzi tu znajomość psychologii, psychiatrii, terapii duchowych, działań szamańskich itp.
Inaczej próby uwolnienia będą śmiesznie nieskuteczne.

Reklamy