Czy cudza karma jest w stanie rządzić moim życiem?

Ostatnio miałem okazję badać znajomą, która ma dosyć opresyjną sytuację w życiu, niemniej sama jak się okazało nie jest mocno obciążona, a raczej lekko. Zaczęła mówić, że w temacie ustawień rodzin wyszło, iż miała siostrę, która się nie narodziła żywa. I przyszła myśl, że te przykre przeprawy w życiu mogą być w dużej części z powodu udziału czyjejś, cudzej karmy.

Wcześniej wspominała, że odkąd pamięta ma kłopoty z wodą, nawet z piciem wody. Jasne było, że mogła się utopić we wcześniejszym wcieleniu. I to potwierdzają jej każdorazowe odczucia podczas kłopotów w kontakcie z wodą.

Natomiast w wielu przypadkach relacji, sytuacji w swoim życiu takich, które niosą cierpienie nie ma odczucia, że to ona coś wcześniej przeszła.

I najpewniej jest tak, że w czasie, gdy była dzieckiem przejęła karmę owej nieżyjącej osoby, od Duszy, która nie miała szansy na wcielenie. Dusze są współczujące i nie zastanawiają się nad decyzjami, po prostu stwierdzają, że trzeba i to robią.

Myślę, że w wielu przypadkach w Polsce [a także w innych krajach oczywiście] taka sytuacja może mieć miejsce. Tak bowiem wobec liczby poczęć jest ileś mniej porodów. Te osoby nie znikają, ich pragnienie życia nie znika nagle, nauczyciele hellingerowscy mogliby dużo powiedzieć o tym, ile ustawiali nieżyjących dzieci, które w systemie rodzinnym grały istotną rolę.

Ale ustawienia wskazują obrazowo sytuację. Natomiast, jako, że ustawienia bazują na realności, w realności może komuś prawdziwie przejawiać się duży kłopot, który odczuwają jako „nie swój”. Bo pewnie w wielu przypadkach odczuwacie, że „o, to ja to nagrzmociłem, to ja jestem nieświadomie sprawcą tego” – takie odczucie w związku z sytuacją, jakimś wydarzeniem.

A inne sytuacje mogą pokazywać się jako „niezamierzone”, jako coś „z zewnątrz”. I rzeczywiście mogą być to sytuacje spoza was, z czyjejś karmy. Leszek Żądło wiele mówi o obciążeniu, które polega na przyjmowanie na siebie cudzej karmy, jest to tzw. „medytacja wymiany”. W sytuacjach, gdy nie czujecie się bezpośrednimi sprawcami, gdy wasza Dusza nie uważa, że to od niej jest, że nie ma z tym czegoś wspólnego, to może być to wynikiem cudzej karmy przyjętej do waszego życia.

Co z tym robić?
Po pierwsze, zobaczyć, czy to jest możliwe, odczytać, zbadać, czy taki brat lub siostra mogli byc w waszym życiu. Można popytać w rodzinie [proponuję zacząć od ogólnych opowieści rodzinnych, ponieważ temat jest drażliwy, więc ogólne opowieści kilkugodzinne dałyby rozluźnienie gorsetu, którymi może są trzymane wspomnienia, upuszczenie trochę bolesnych energii, które się zwykle gromadzą].

Można też zapytać Duszy, czy wzięła czyjąś karmę.

Gdy już coś będziecie wiedzieć, gdy będziecie mieć łącze do tych energii, które mogły być zapomniane, bądź celowo ukrywane [to żadna cnota pochować własne dziecko]. Gdy już będziecie wiedzieć odczuciowo o kogo może chodzić, to oddanie szacunku jest jednym z pierwszych dobrych kroków, jakie można podjąć.

Należy wejść w stan uspokojenia [prosty stan medytacyjny], skontaktować się odczuciowo z tą osobą, z jej energią, a następnie wziąć pod uwagę odczucie karmy, której można się spodziewać, że pochodzi od tej osoby. Można sobie zebrać te sytuacje, które wydają się być „nie moje”, a które mogą być obarczone w waszym życiu czasami sporym cierpieniem, niechęcią, buntem itp. [można się buntować przeciwko np. jakiemuś traktowaniu, albo przeciwko temu, że „coś się dzieje w moim życiu”]. Po takim skontaktowaniu się z jednej strony z osobą a z drugiej z przeżyciem, można wejść w postawę oddawnia szacunku. Można realnie oddać szacunek poprzez pokłonienie się owej Duszy, jak to opisałem w rytuale.

Jest szansa, że już samo to rytualne oddanie szacunku może pomóc w „sklejeniu” owej Duszy na powrót z jej karmą.

Z czasem, przy kolejnych podejmowanych działaniach, coraz bardziej możemy się oczyszczać z cudzej energii, tak jakbyśmy rozdzielali wody, które wpierw płynęły razem, pomieszane. Rozdzielamy je na dwa oddzielne nurty, co może być bardzo korzystne. Taka osoba z oddzieloną karmą może przez to nie móc się wcielać i trwać w zawieszeniu. Wcielenia, uruchamianie osobowości i Świadomego Ja zaś jest planem Wyższych Jaźni, przez co w opisywanym procesie możemy liczyć na wsparcie od nich i od Opiekunów Duchowych.

Kolejne kroki, proponowałbym na terapię, na przykład na ustawienia, ale nie tylko.

Ten tekst ma dalsze części:

[link do części następnej, 2]

[link do części następnej, 3]

Reklamy

27 Komentarzy (+add yours?)

  1. trutka
    Kwi 01, 2013 @ 19:33:56

    chciałam się zapytać o aborcję.. jak to wygląda z tego punktu widzenia?

  2. SwiatDucha
    Kwi 01, 2013 @ 23:08:23

    Hellinger o tym wspomina wielokrotnie, że są to „ukryci” bracia i siostry, którzy wchodzą w ukryte relacje z żyjącymi. A więc też mogą być źródłem czyjejś karmy, którą człowiek bierze na siebie.

  3. Herold
    Kwi 04, 2013 @ 21:42:07

    Czy jest możliwy kontakt z tobą na gg?

  4. SwiatDucha
    Kwi 05, 2013 @ 21:17:33

    mam tel, na prawym marginesie. [jeśli to o mnie chodzi]. Natomiast jeśli te dręczenie masz to ja bym proponował najpierw do bioenergoterapeuty czy też egzorcysty się udać, ja nie jestem terapeutą.

  5. Marek
    Kwi 05, 2013 @ 23:07:06

    Witam Andrzej – chciałem się radośnie pochwalić, że właśnie dziś przyszły do mnie książki – 7 i 8 tom transerfingu i Podwodnyj „rozwój duchowy…”, więc poczytam sobie o krokodylcach 🙂

  6. Herold.
    Kwi 06, 2013 @ 13:12:13

    Łyknąć wiedzy ogólnej chciałem, poprzez przyjemną integracje. Nie bądź żyła

  7. SwiatDucha
    Kwi 06, 2013 @ 15:22:19

    Przepraszam Cię, ale dla własnego komfortu mam ograniczone takie łącza.
    Jak będziesz we Wro, zapraszam, pogadamy.

  8. Marek
    Kwi 06, 2013 @ 18:10:26

    Herold, z całym szacunkiem, ale czy pomyślałeś o tym że Andrzej to nie jest byle kto, i nie będzie siedział godzinami na gg, bo Tobie się nie chce zadzwonić na telefon? ma siedzieć za darmo, klikać i zaspokajać TWOJĄ potrzebę wiedzy – sam przyznasz, że coś tu jest nie tak? szkoda Ci złotówki na telefon – a przecież tą wiedzę Andrzej zdobywał LATAMI, także za nią płacąc pieniędzmi. Dzieli się nią za darmo na stronie, oferuje telefon dla swoich czytelników, i jeszcze ma robić prywatne doradztwo dla kogoś na gg, komu żal złotówki na telefon? ludzie, na litość Boską, trochę szacunku może? przecież tu jest włożony ogrom pracy, serwer trzeba opłacić, czas stracić na pisanie, odpowiadanie na komentarze. Bez obrazy oczywiście Heroldzie, pozdrawiam mocno.

  9. Marek
    Kwi 06, 2013 @ 18:34:26

    Po lekturze połowy książki Podwodnego (ma bardzo dobre pióro, ale skomplikowanie pisze) obraz krokodyla jaki się wyłania, jest wprost okropny. Jeśli miałem kiedyś jakieś pożądania tej mocy jaką on daje, to w 99% jestem od tego wolny 🙂

  10. SwiatDucha
    Kwi 06, 2013 @ 23:57:29

    To Marku się poświęciłeś czytając Podwodnego! Istotnie, łatwo nie jest. Ja kiedyś się zastanawiałem, dlaczego tak skomplikowanie, wręcz pokrętnie pisze?
    Wyszło, że może po prostu się obawiać, że to ktoś zrozumie, i go za to nawet zamkną. Czyli poczucie braku bezpieczeństwa.
    Oprócz tego chyba stare śluby ezoteryków, aby nie rozdawać wiedzy, bo „niepowołani” dostaną.
    Takie miałem odczucia. Świetnie, że w ogóle coś napisał.

    Co do Transerfingu, to mam odczucie, że jest poprawnie to opisane, natomiast „czegoś brakuje”. W książkach A. Mindella jest powiedziane, iż „śnimy” swoje życie. I jeśli ‚śnimy’ w nim kłopoty, to tak jest. Jest to dla Duszy raczej podobne do snu z wizjami, niż do biznesplanu.. Im bardziej sprawa jest pragmatyczna, tym mniej – paradoksalnie – ma szans na zaistnienie. Patrz – projekty informatyczne, które są zwykle w opłakanej formie. Wiele z nich pada przed końcem, nie będąc zrealizowanymi.

    Natomiast pytanie w takim razie odwrotne – jak „wyśnić” sukces? Jak wyśnić wyśnione życie? Jak dla mnie Zeland nie mówi o tym [przynajmniej do tomu 5. Jedynie skrawki info podaje: „skup się na slajdzie, medytuj slajd, smakuj” i tyle.

    Jeśli Mindell potrafił rozważyć tak obszernie śnienie problemów ludzkich, to gdzie są rozważania śnienia sukcesów?

  11. Marek
    Kwi 07, 2013 @ 00:32:14

    Muszę przyznać, że jak wspomniałem – Podwodnyj ma bardzo dobre pióro. Pisze w sposób wręcz niekiedy rubaszny, inteligentny, śmiało mogę uznać że to nie pierwszy lepszy pisarz ezoteryczny. Czuć doskonałą znajomość tematu, i łatwość poruszania się w nich. Wielu pojęć nie rozumiem, ale z każdą kartką mi się rozjaśnia, może dlatego że pisałeś o tym i już wiem mniej więcej o co chodzi z ciałami itd. Dziwi mnie tylko jedno – dlaczego nie jest znany? teozofia jest równie skomplikowana, a jest bardzo znana, a Podwodnyj? gdybym nie czytał o nim u Ciebie, nie znałbym go. To sprawia że jego tezy (o gadach) się mocno uprawomocniają. W końcu to co prawdziwe zawsze się zakrywało, a ukazywało półprawdy bądź kłamstwa.

    Mindella nie znam – ale zaraz poszukam, zaciekawiłeś mnie. Zeland jest dość ciężki, trzeba się wgryźć, wczuć – może to tak specjalnie, by czytelnik mocniej przyswoił sobie te zasady? na jego forum ktoś zadał słynne pytanie – czy ktoś coś sobie wykreował już? zapadła głucha cisza 🙂 dobrze że przynajmniej nikt jak na Cud, nie oskarżył pytającego o opętanie.

    Mam pytanie, jakbyś może wiedział i był tak miły i odpowiedział – śni mi się co noc mój zmarły brat cioteczny (wypadek samochodowy, nagła śmierć, opiekowałem się nim kilka lat temu, bardzo go lubiłem). Chyba trzy sny, raz z nim rozmawiam, a wczoraj sen o kościele i trumnie. Potem wchodzę drugi raz do kościoła i otwierają trumnę, widzę go niezwykle wyraźnie jako zwłoki, jakby język mu się ruszał (robaki?). Nastrój straszny, strach (w sumie niewielki) śmiertelna fascynacja. Ogólnie nieprzyjemne, przerażające, dołujące. Obudziłem się w nocy przerażony. Cały dzień o tym myślę, zauważając przy tym silne zaniżenie wibracji – dodam że przed nocą w której mi się to śniło (z piątku na sobotę) czytałem właśnie o gadach, czyli co by nie mówić, pewnie się podłączyłem. Na pogrzebie nie byłem, trumny nie otwierali. Czy to może być jakiś znak, czy może projekcja podświadomych lęków?

    Pozdrawiam wieczornie

  12. SwiatDucha
    Kwi 08, 2013 @ 00:02:55

    No może się podłączyłeś. Takie motywy Dusza lubi rozgrzebywać. W ogóle Dusza lubuje się w podłączaniu się gdzie popadnie, dopiero zaś gdy się pokazują efekty, to chce się powstrzymać. Dusza Polaka – mądra po szkodzie, i nie tylko Polaka, chociaż Polacy to raptusy, więc mają mocniej pod górkę – tzn. szybszy rozwój :).
    Dusza Polaka – mądra po szkodzie.
    To Dusza tą szkodę organizuje w gonitwie za doświadczeniami.
    Jeśli ktoś chciałby policzyć kanały w kablówce przed snem: Dusza będzie uradowana, a człowiek tak zamącony, że nie może spać.

    Gdzieś i zawiązki lęków też u Ciebie pewnie mogą być.
    Jak złapiesz wystarczająco mocny sznur energetyczny z WJ, to Dusza zrozumie, że ma w Górę bardzo pewne połączenie, na którym można się oprzeć. To trochę paradoks, bo sznur jest w górę – można powiedzieć, jest to lina, na której można na uprzęży zawisnąć bezpiecznie. Wtedy lęki przed niskimi wibracjami mogą przejść, pozostaje tylko narzędziowy problem jak się oczyszczać od bieżących zanieczyszczeń.

    Co do snu to jest on oczywiście znaczący, można z pomocą metod Mindella by nad tym pracować [psychologia zorientowana na proces] i dojść do jakiegoś zasobu, który posiadasz, a pewnie jest zmarginalizowany.
    Czyli dochodzi się do czegoś pozytywnego. Niemniej nie jest to praca na wpis w internecie.

    I widzisz, jak Podwodnego odczuwam jak chleb-kamień, Dusza przez to ledwo lezie [kiedyś jedynie „pokonanie subtelnej siódemki łatwo łyknęła, ale to książka zawierająca demonizację rzeczywistości]. Natomiast Zeland w miarę jakoś mi idzie w czytaniu, ale go odbieram w 80% narzędziowo, mechanistycznie, odwołując się do umysłu. Jest ok, natomiast ja potrzebuję coś do konkretnej pracy z Duszą. Umysł to jeszcze trochę mało. Zeland daje „wolność od”, natomiast nie daje „wolności do” w moim odczuciu.

  13. SwiatDucha
    Kwi 10, 2013 @ 21:51:28

    Dzięki za komentarz!

  14. greta minde
    Kwi 14, 2013 @ 19:21:06

    cyt. “Cudzą” negatywną karmę można wykorzystać jako wspaniałą okazję do rozwoju na drodze do boskości. Spróbujcie nakarmić wampira miłością. Jeśli jest jeszcze dla takiego szansa, to zobaczycie niezwykła transformację. Jeśli już nie, to zobaczycie jak szybciutko spierdziela.

    Mam bardzo podobne odczucia. W całym moim duchowym bałaganie, jakiego doświadczam w tym życiu, wiodącym wydaje mi się towarzyszenie ludziom obciążonym, nieraz mocno. Odczucia towarzyszące przemianom takiej osoby, jeśli jest na to gotowa (co słusznie podkreślasz w swoim poście, a czego ja długo nie mogłam zrozumieć) są trudne do opisania, wspaniałe, ‚nieziemskie’. Tych przemian zdaje się być równie dużo, jak zmian we mnie, co moim zdaniem pośrednio potwierdza istnienie własnych, sporych obciążeń.

    W moim przypadku widocznie taki jest plan, aby poprzez ciężkie doświadczenia dotrzeć do ‚ściany’ i zacząć akceptować swoją ‚rogatą’ duszę i okiełznać jej porywy, fatalne w skutkach dla bliskich. Akceptacja tego, która przyznam nie przyszła mi łatwo, daje mi szczęście, którego wcześniej nie znałam i możliwość dalszego dzielenia się nim z innymi. Daje mi też podniesioną świadomość tego jak unikać bardzo ciężkich sytuacji ‚przed’, zwłaszcza jeśli są sygnały ostrzegawcze, a nie ‚po’. Taka Polka ze mnie, mądra po kolejnej szkodzie 🙂 Albo inaczej – ‚wampir/bluszcz’, który dojrzał do zmian. :))

    Dostrzegam podobny automatyzm jak Ty, kiedy proszę WJ o pomoc z dobrymi intencjami, dostaję czasem trudno wytłumaczalną próbę, jak jej nie sprostam to kara jest wręcz perfekcyjnie wycelowaną w słabość. Jak sprostam – nie tylko mnie ale i bliskim mi osobom rozluźnia się sytuacja, wyjaśnia. Jestem bezmiernie wdzięczna osobom z tego forum, nauczyły mnie, aby przyjmować tego typu doświadczenia i je wykorzystywać do rozwoju świadomości. Mam nadzieję, że Wszechświat Wam to pięknie wynagrodzi.

  15. SwiatDucha
    Kwi 15, 2013 @ 22:27:29

    Witaj Barbaro!

    Zapewno jest Ci co najmniej nieswojo po takich nocnych spotkaniach.
    Co o nich sądzę?
    Po pierwsze to, że masz bardzo niski poziom poczucia własnego bezpieczeństwa.
    Warto nad tym pracować, podobnie jak nad niewinnością oraz poczuciem własnej wartości. Jeśli uda Ci się skutecznie nad tym pracować, to.. mógłbym właściwie zakończyć moją wypowiedź, ponieważ samo się wszystko dobrze ułoży, niezależnie co się będzie wydarzać – będziesz bezpieczna, spokojna i w dobrej kondycji.
    Mówią: „umysł jest twórczy”. To z jego przestrzeni pochodzą różne realne baśnie, które się nam przydarzają. Może ich nie jesteśmy w stanie bezpośrednio zmienić, ale możemy zmienić przyczyny, na jakich podstawie zachodzą zjawiska. I zjawiska ulegną zmianie.
    [praca z przekonaniami umysłu, podświadomości, Duszy – znasz jak to się robi? można zacząć do najprostszego – od afirmacji z odpowiedziami – ja tak naprawdę dużo oczyściłem i dużo się nauczyłem!]

    Opiekunowie Duchowi istotnie są „na nasze zawołanie”, bylebyśmy byli na to gotowi. Anioł się nie przestraszy, może lekko się zniechęcił i może pozwoli Ci na dłuższy czas oczyszczania, aby następne spotkanie było bardziej owocne 🙂
    A może masz wejścia na Górze i anioł zjawi się już na następne zawołanie?
    [Aniołowie nie są czymś niezwykłym, byle się do tego przyzwyczaić. Możesz go wypytać, aby upewnić się z kim masz do czynienia. Możesz pokłonić mu się, podziękować, że przyszedł, prosić o opiekę, o łaskę błogosławieństwa, o pomoc w życiu dla siebie i bliskich!
    Może się przelękłaś swojej mocy przyzywania aniołów? bądź, że to się w ogóle wydarza?]

  16. Marek
    Kwi 18, 2013 @ 00:58:37

    Dobry wieczór. Andrzej, jak to jest z tymi ciałami – zwierzę ma mieć podobno do niższego mentalnego (tak gdzieś czytałem) a widać wyraźnie że umie w podstawowy sposób łączyć przyczynę ze skutkiem – czyli wskazuje na ciało przyczynowe. Jak Ty to widzisz? pozdrawiam.

  17. SwiatDucha
    Kwi 19, 2013 @ 00:14:28

    Istota może mieć osobiste poruszenia na wyższych ciałach, nawet kilka ciał wyżej ponad to, które ma ostatnie dojrzałe. Trzeba się jednak liczyć, że te poruszenia nie będą mocne, że będą bardziej rozpoznawaniem terenu, niż bardzo dojrzałą, świadomą działalnością.

    Moja znajoma pracuje z kamieniami przy masażu. Ulubiła sobie jeden z nich, i ma on już wibracje na poziomie astralnym, ma osobiste poruszenia emocji, chociaż oczywiście nie ma dojrzałego ciała emocjonalnego.
    Człowiek może [dzięki medytacji i pomocy WJ] sięgać osobistym poruszeniem wg mnie nawet 4-5 ciał wyżej ponad swoje ostatnie dojrzałe ciało atmaniczne.

    Natomiast zwierzęta oczywiście mają dusze zbiorowe, które wspiera osobiste poruszenia.
    zob. prawo setnej małpy

    Poza tym zwierzęta mają ułatwione zadanie, jeśli przebywają w obszarze wibracji ludzkich – nasiąkają nimi, a ludzie wręcz kształcą osobiste poruszenia zwierząt na wyższych ciałach [np. poprzez tresurę].

  18. Marek
    Kwi 19, 2013 @ 23:38:23

    Dzięki za odpowiedź, rozumiem.

  19. SwiatDucha
    Kwi 26, 2013 @ 12:26:38

    Po pierwsze i bardzo znaczące: afirmacje z kolumną odpowiedzi.
    To praktyka na dłuższy czas, jak dobrych kilka lat z tym aktywnie pracowałem.
    Poszukaj w necie. To może upuścić znaczne ilości energii ciała bolesnego.

  20. SwiatDucha
    Kwi 28, 2013 @ 01:27:17

    Ja bym proponował zająć się tym z punktu widzenia psychologii zorientowanej na proces Arnolda Mindella.
    Wygląda na to, że u ciebie występują mocne procesy tzw. wtórne.

    Co one oznaczają wie dobrze Dusza, a my, na poziomie osobowości możemy fantazjować jak z sennika [co jest mało specyficzne i może być trafione jak kulą w płot].

    Albo można wspomóc Duszę, aby przeszła proces rozpoznawania tego, co się chce ujawnić.

    Trzeba do tego zorientowanego terapeuty i terapii indywidualnej. Dusza chce ci przez te doświadczenia coś ważnego chyba przekazać. Zwłaszcza, że jesteś, jak piszesz, na życiowym progu:
    „oczekuję na wyniki badań, boję się diagnozy , choroby”

    To samo wystarcza, żeby Dusza przeszła w tryb „śnienia” zupełnie różny od spokojnego, „normalnego”. Świat ci zawirował, usuwa się częściowo spod nóg, Dusza ogląda niezwykłe obrazy, od których krzyczysz z lęku.
    Ale mogę pocieszyć – najczęściej te lękowe przedstawienia pokazują w rezultacie pewne marginalizowane potencjały nas samych, a te postacie pochodzą z nas samych – Dusza tak nam daje wskazania, we własnym języku złożonym z obrazów i emocji.

  21. SwiatDucha
    Kwi 30, 2013 @ 00:57:23

    Tak, oczywiście, że jest wspólny mianownik 🙂

    Dodałbym jeszcze jak Awiessałom Podwodnyj o tym mówi: jeśli mamy konflikt na wyższym ciele subtelnym i nie jest on rozwiązany, to schodzi na niższe ciało jako dysharmonia. I tak:
    Nierozwiązane kłopoty z ideami schodzą na poziom wartości.
    Nierozwiązane kłopoty z wartościami schodzą na poziom przyczyn i skutków.
    Nierozwiązane kłopoty z łańcuchem przyczyn-skutków schodzą na poziom emocji.
    Nierozwiązane kłopoty z emocjami schodzą na poziom energii witalnej ciała.
    Nierozwiązane kłopoty z energią witalną schodzą na poziom ciała fizycznego i zaczyna ono chorować.

    Trzy opisy choroby, które podałaś daje się odnaleźć w obszarach tej drabinki.

  22. SwiatDucha
    Kwi 30, 2013 @ 01:09:31

    Nie przejmuj się, każdy kiedyś coś zaczynał! Kiedy zaczynałem pływać na jachtach trochę przerażał mnie slang, ale po kilku latach był to dla mnie już mój własny język.

    Biblia jest piękną i poważną księgą, acz trudno powiedzieć, że jest nieomylna [jakby niektórzy chcieli]. To rzeczywistość jest nieomylna, bo właśnie się wydarza. A z faktami raczej trudno dyskutować, no chyba, że ktoś opiera swoje przekonania w jakichś obszarach na ideach [nie na realności], wtedy co innego. Wyjście poza sztywną doktrynę czasami skutkuje kontaktem z rzeczywistością. Kiedy indziej w dawnych przekazach jest nić, która prowadzi do prawdy. Trzymanie się doktryny prowadzi do zesztywnienia, a świat duchowy jest żywy i elastyczny.

    Dusza mogła się wcielić, albo też i niekoniecznie – nie musiała się wcielić, mogła pozostać niewcielona [co to jest 30 lat dla Duszy! 🙂 znam przypadki niewcielenia się setki lat – Dusza z tak długiego czasu sobie nic nie robi.]. Niezależnie od tego, z Duszami zwykle możemy nawiązywać bardzo szybko i sprawnie kontakt [świat Dusz jest pełen połączeń! Dusze są bardzo kontaktowe, lgnące, zupełnie odwrotnie od Fryzyjczyków – odludków małomównych]. Nie ważne, czy Dusza jest wcielona, czy nie, jeśli mamy z nią relację, jeśli chcemy z nią pogadać, możemy zaczynać!

  23. pumpel
    Maj 01, 2013 @ 10:47:08

    O, ciekawie mi się czytało tę relację, bo moje dziecko też przyśniło mi się niedługo przed poczęciem (choć wtedy nie wiedziałam kto mnie odwiedził, czuć było tylko, że to energia z zewnątrz, a nie wytwór mojego umysłu). Ogólny wygląd ze snu zgadza się z rzeczywistym, a i fabuła snu dokładnie odpowiadała naszym faktycznym relacjom już po pojawieniu się jej na świecie.
    Co do reinkarnacji – odkąd pamiętam, miałam wrażenie, że gdyby nie istniała, to koniecznie należałoby ją wymyślić 😉

  24. pumpel
    Maj 03, 2013 @ 08:57:59

    A mnie się po przeczytaniu postu Barbary nasuwa pytanie: czym jest dla ciebie tożsamość? I co to znaczy być sobą? Formułując to inaczej: z czym się identyfikujesz – czy jesteś swoim imieniem, nazwiskiem, zawodem, płcią, rolą społeczną, a może po prostu ciałem… Długo można wymieniać 😉 To prawda, że wraz ze śmiercią te części znikają.
    A czym jest dusza? Czymś oddzielnym od ciebie, czymś innym niż ty?
    Nie chcę narzucać odpowiedzi, mogę tylko napisać, jak sama tego doświadczam. W moim odczuciu dusza to ja, a w każdym razie jakaś część mnie. I odbieram ją jako większą i silniejszą od tego, w co/kogo ukształtowało mnie to życie. Wydaje mi się wręcz „prawdziwsza” od osobowości, a już na pewno w wielu momentach nią kieruje. Ale to cały czas ja – to również ja… Fakt, że na co dzień typowe jest odbieranie siebie jako całości, czegoś niepodzielnego. Bywają jednak rzadkie momenty, gdy ciało, umysł i emocje mogą rozdzielić się i nadawać przez chwilę zupełnie oddzielne sygnały… Choć pewnie nie każdy tego doświadczył. Próbuję opisać własne odczucia i doświadczenia, ale nie wiem, na ile jest to zrozumiałe. Dam więc kilka przykładów.
    Kiedy pierwszy raz miałam do czynienia z regresją reinkarnacyjną zaskoczyła mnie bardzo jedna rzecz. Nieświadomie oczekiwałam, że kontaktowanie się z poprzednimi wcieleniami będzie trochę jak oglądanie filmu o kimś innym. Tymczasem okazało się, że cały czas czułam się sobą: jako zakonnica, indiański wojownik, niewolnik czy „rzecz” – to wszystko byłam/byłem „ja”! Szok.
    Zresztą, nie trzeba sięgać aż do wspomnień reinkarnacyjnych. W obecnym życiu miałam taki dwuletni okres, w którym zakochałam się, zaszłam w ciążę, utyłam 20 kg, zostałam matką, schudłam 27 kg, prawie umarłam i bardziej przypominałam zombi niż człowieka… W tym czasie kilka razy wygląd zmienił się diametralnie, miałam takie sytuacje, że znajomi nie poznawali mnie i z zażenowaniem pytali, kim właściwie jestem. A po wyjaśnieniu widziałam w ich oczach szok. Do tej pory nie lubię robić sobie zdjęć, mam wrażenie, że widzę na nich kogoś obcego. Ale w środku wciąż czułam, że to jestem ja… I zdumiewało mnie to ogromnie, i do dziś zdumiewa – że to poczucie ciągłości własnej tożsamości jest takie silne. Niezależne od wyglądu, stanu ciała i ogólnego samopoczucia. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy takie doświadczenia miał i wtedy może czuć inaczej. Twierdzę tylko, że dla mnie osobiście śmierć nie oznacza utraty tożsamości, choćbym miała się potem urodzić znowu jako Eskimos, mężczyzna czy chomik… Chociaż, co do tego chomika, to jednak wolę nie 😉

  25. SwiatDucha
    Maj 03, 2013 @ 15:53:14

    super. Mam nadzieję, że teksty się przydadzą.

  26. SwiatDucha
    Maj 03, 2013 @ 15:56:08

    „Kto wprowadził koncepcję reinkarnacji i na jakiej podstawie ”

    Wydaje się, że jest to wiedza pochodząca od joginów, którzy od kilku tysiącleci pracują nad swoim rozwojem duchowym, a początków można doszukiwać się w starożytnej Indii.

  27. Ewa
    Maj 08, 2013 @ 11:03:43

    barbara
    maj 05, 2013 @ 17:42:47

    Dzięki.Spróbuję zabrać się do pracy.Możesz polecić mi jakieś książki, dotyczące samorozwoju i moich problemów ?
    Zapytam Cię jeszcze o modlitwę, bo kilka razy wspomniałas , że się modlisz.
    Jakiego rodzaju są to modlitwy i do kogo się modlisz ? Czy uważasz, że modlitwa ma jakąś moc sprawczą ?

    Hellinger twierdzi, że sens ma tylko modlitwa uwielbienia Boga i modlitwa przy umierającym.Łazariew zaś chyba pisze o modlitwie ” Bądż wola Twoja “.Bibila zaś zachęca do szukania, kołatania , proszenia Boga .

    Czy wierzysz w to , że Bóg może nam dać to, o co Go prosimy ?

    Odpowiedz

    maj 04, 2013 @ 12:03:16

    Chętnie opiszę ci jak ja to robię. Po pierwsze codziennie, permamentnie ćwiczę samoobserwację. Do tego potrzebny jest nawyk, który w ciągu dwóch tygodni jesteś w stanie wyrobić. Chodzi o to, żeby zadawać sobie jaknajczęściej pytanie o to, co myślę i co czuję. Odnotowywać to w świadomości. Nie walczyć z tym, nie oceniać, zaakceptować. Czuję dzisiaj irytację na przykład, albo właśnie dziś myśli uciekają mi w przeszłość. Maksymalnie koncentrujesz się na procesach wewnętrznych ale tylko odnotowujesz je w umyśle. I robisz to w trakcie normalnej aktywności. Możesz również koncentrować się na odczuciach z ciała i świadomie rozluźniać, koncentrować się jaknajczęściej na oddychaniu. Mi skutecznie taka samoobserwacja pomogła pozbyć się napięcia i gonitwy myśli i nawracających niepotrzebnych emocji. Zaakceptowałam to, że tak się dzieje i bez walki z tym nauczyłam się to kontrolować.
    Jak już tego się nauczyłam, to przeszłam do ćwiczenia bycia tu i teraz w bezmyśleniu. Jaknajczęściej w ciągu dnia, w trakcie normalnej aktywności koncetruję się na tym, żeby przerwać wewnętrzny monolog i zmysły skoncentrować na tym co robię, widzę, czuję, słyszę. Po kilku dłuższych chwilach zauważyłam, że po pierwsze wyostrzyły mi się zmysły i to niesamowicie, łącznie z tym, że kolory stały się bardziej nasycone, nos mam jak pies myśliwski i słyszę dźwięki, które wczesniej były tłem. Po drugie doznałam, teraz się przyzwyczaiłam już, niesamowitego wzrostu energii. Mogłabym wtedy górę przenieść. Dla mnie to dowód, że myśl jest energią i kiedy stale myślimy czy mówimy czy czujemy, to zużywamy te energię. Niestety często bezefektywnie się zużywamy. I jest tu pewne niebezpieczeństwo. Tę energię trzeba świadomie zużywać na bieżąco, bo nagromadzona może obrócić się w coś złego. Ja miałam na początku zagadkowe ataki furii. Zastanawiałam się co się dzieje i doszłam do tego.
    Miałam mocno ponaruszane ciało subtelne. Dziury jak w drogim serze. I odkryłam pewną regułę. Żeby doszło do naruszenia musi zajść swego rodzaju kompatybilność. Podam przykład. Jest mężczyzna, który zazdrości mi bardzo i kieruje wobec mnie z tego tytułu ogromną agresję, robi mi dziurę na wysokości drugiej czakry, licząc od dołu. Różne zabiegi zabezpieczające nie przynosiły rezultatu. Do chwili, kiedy zrozumiałam, że gdybym wewnętrznie wobec niego była czysta, to nie byłby w stanie mnie tam “dziurawić”. Zatem potrzebna była we mnie przemiana wewnętrzna. Zrozumiałam dlaczego łączy mnie z nim taka relacja, czego ma mnie nauczyć i wtedy przyszło przebaczenie i dziura zaczęła się zamykać. To nie dzieje się od razu. Modlę się za niego i za siebie. Kiedy wracają złe myśli o nim i żal wobec niego, dzięki samoobserwacji jestem czujna i reaguję na to jeszcze częstrzą modlitwą. Medytując koncentruję się na tym, żeby posyłać mu jaknajwięcej pozytywnej energii. Zachodzą już zewnętrzne zmiany w obrębie tej relacji.
    Obecnie pracuję nad tym co jest najtrudniejsze dla mnie. Uczę się koncentrować na każdej pojedyńczej informacji jaka pojawia się i jaką sama generuję. Początki były frustrujące. Ale zawsze kiedy czułam opór odpuszczałam i po czasie próbowałam znowu. I z zadowoleniem muszę się pochwalić, że coraz częściej potrafię napływające wrażenie transformować i zareagować świadomie. Dzięki lekturze Łazariewa nauczyłam się współpracować z własnym ciałem. Wczoraj na przykład właśnie jakaś irrytacja mnie dopadła. Pokrzykiwałam na dzieci, źle myślałam o innych, w głowie ciągła krytyka o zabarwieniu pychy. No i jak to już bywało pojawił się ból gardła. Wieczorem medytacja, uświadomienie sobie skąd ten stan, modlitwa i dziś ból gardła minął.
    Przepraszam za przydługi post. Mam nadzieję, że cośkolwiek pomocny. Chciałam opisać taką techniczną stronę pracy nad sobą bez opisywania całej wiedzy jaka za tym stoi. Takie praktyczne rzeczy z wszystkich teorii.

    P.Barbaro – tekst jest wspaniałym drogowskazem na poczynienie pierwszego maleńkiego kroczku.
    Powodzenia w raczkowaniu 😉

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: