Zespoły obciążeń duchowych

oto macie błogosławieństwo na zmianę:

liczby: 26, 13, magnetyczny sztorm w polu ziemskim

i pełnię i zaćmienie Księżyca! 🙂

Siły przyrody i kultury są za zmianą
– z tym tekstem – zmianą pozytywną!

.

Kilka ważnych uwag na początek:

1. Na poziomie naszego świata życie jest skomplikowane, tak też i obciążenia, z którymi się spotykamy najczęściej nie są jednoznaczne. Nie ma aż tak dużo nosicieli symbiontów, którzy by nie mieli innego „czegoś”. Nie możemy często obserwować samej „czystej” postawy wejścia. Poniższe zaś typy mieszane czasami zaś są tak częste, że potrafią konstytuować postawy całych narodów [dam przykłady].

2. Rozpiętość intensywności obciążenia jest bardzo duża, więc jeden typ może mieć przykłady bardzo mocne jak i niezmiernie słabe.
Dwie osoby mogą mieć ten sam typ postawy, pierwsza rozpatruje taką postawę jako lekką preferencję, a druga mogłaby dać się za to pokroić.
Proszę to mocno brać pod uwagę przy porównywaniu zarówno osób do typów, jak i osób pomiędzy sobą.

3. Osoby obciążone żyją w relacjach, w których nabywają pogryzień i zatruć, biorą w nich wejścia i symbionty. Opisuję te sytuacje biorąc pod uwagę środowisko, inne bliskie osoby. Nie wiem, czy poza relacjami między ludźmi można wskazać miejsce, w którym „potrzebne” by były tak istotnie jakiekolwiek obciążenia duchowe [środowisko przyrody stąd wydaje się tak „czyste”].

Biorę pod uwagę całe środowisko, ileś osób. I dlatego chyba tak wspaniale układają się w mojej praktyce analizy całych systemów pokoleniowych – osoby dopasowują się nawzajem do siebie obciążeniami tak jak cząstki puzzla tworzą obrazek. Silnie spasowany i nie dający się rozciągnąć po zaskoczeniu zapadek puzzla. Tak jak w puzzlu – dopiero wyjście z płaskiego 2D do kolejnego wymiaru 3D, dopiero podniesienie puzelka może dać odpięcie go od całości i możliwość przesunięcia.

Podobnie i w życiu – działając na starych zasadach niewiele się daje zdziałać, jednakże podniesienie się w kolejny wymiar [tzw. transcendecja, czyli przekroczenie] daje dostęp do rozsupłania węzła karmicznego. Tutaj podstawą naszej transcendencji jest wiedza ezoteryczna, duchowa przedstawiona w tekście. Na jej podstawie mamy szanse na zmiany.

Dla tych przyczyn opisuję poniżej tak często relacje osób.

4. Tutaj typy obciążeń rozpatruję nieco szerzej. Nie chodzi jedynie o osobę konkretnie obciążoną, ale także mającą postawę danego typu: np. postawa pogryzienia.

Samo obciążenie [duch wejściujący, symbiont, rany z pogryzienia] są efektem użytkowania konkretnej postawy życiowej. Ta postawa niegdyś była w powijakach, rozwijała się latami, ale już w formie początkowej była na tyle silna, że Dusza była w stanie nawiązać kontakty z innymi, dopełniającymi się obciążeniami tak, aby intencje osób wchodzących w ten system się dopełniły.

Przykładem może być żona alkoholilka, która jest współuzależniona jeszcze przed ślubem, natomiast wtedy nie cierpi zupełnie, ponieważ nie jest pogryziona. Z czasem krokodyl zaczyna żreć, a pani domu dopiero wtedy zaczyna się wstrętnie czuć. Efekty postawy [jak to z karmą bywa] przychodzą czasami długo później, niż człowiek przyjmuje błędną postawę.

Tak więc rozpatrujemy tutaj coś więcej niż tylko obciążenia – są to konkretne zespoły postaw życiowych, mających już efekty [np. zatrucie lub pogryzienie], ale i nie mające jeszcze efektów.

——–
Domniemuję, że już zapoznałaś/eś się z obciążeniami pojedynczymi [tu są opisy – link]. Obecnie, mając tą wiedzę, zobaczymy realne postacie, coś więcej niż proste profile.

Przykłady:

.

Krokodyl [1 albo więcej] + Zatrucie

[to profil alkoholika]

.

Alkoholicy mają zwykle kr. astralnego. Inne typy kr. nie muszą się łączyć z uzależnieniem od substancji [mogą być inne formy].

Kiedy ktoś jest obciążony krokodylem zwykle ma także swojego adwersaża – wręcz stara się o niego. Narcyzm osób z krokodylem powoduje, że łechce je zainteresowanie innych, otoczenia, są łase na zainteresowanie. Stąd krokodyle sobie zapewniają pokarm [przyciągają inne osoby – ofiary, os. współuzależnione]. Partner osoby z krokodylem ma zwykle postawę dostarczyciela energii. Umie się opiekować, jest to osoba zwykle wiele dająca. Jednakże krokodyl w swoim apetycie robi brzydkie rzeczy i zwykle po niedługim czasie rozjusza ową ofiarę. Układ może jednak przetrwać – osoba współuzależniona wie, ile by straciła, gdyby opuściła symbionta. Przykładem może być żona mieszkająca w wystawnym domu, opiekująca się dzieckiem i domem. Bez męża „skazuje” się na drastyczny spadek komfortu i poniewierkę. Jednak i ona zwykle ma coś „na podorędziu” – wzbiera w niej „słuszny gniew” i zaprasza sobie wejście, które w miarę skutecznie przytruwa nosiciela symbionta. Nic dziwnego, że taki mąż zaraz przestaje mieć ochotę przychodzić do swojego własnego domu. A aktywność krokodyla powoduje, że mąż zaczyna rozglądać się za kolejną partnerką, która nie będzie go tak przytruwała, a będzie na podorędziu. Historia bardzo typowa, jakich pewnie słyszałeś wiele.

.

Wejście [większe] + Pogryzienie

[oto profil żony alkoholika]

.

Osoby mające wejście zwykle są mocno przekonane do swojej wersji wydarzeń. Jak nosiciele kr. potrafią na bieżąco „wahlować” rzeczywistością, tak już osoby z Wejściem tego nie potrafią. Ale są mocno pamiętliwe, mocno osadzone w dosyć prostych treściach życiowych, z których czerpią argumenty na swoje postawy. Dodatkowo pogryzienie daje im nieprzyjemne pobudzenie w postaci poczucia krzywdy. To mieszanka domagająca się! Domaganie się, roszczeniowość jest tutaj bardzo istotną cechą. Krokodyla nie ma, nie ma nadludzkich wibracji, stąd trzeba mocno trzymać się argumetnacji, uruchamiać gniew.
Jeszcze dodajmy, że podobne przyciąga podobne – kobiety są w rodzinie tymi, które potrzebują [dla siebie i dzieci]. Stąd taka rola przyciąga istoty z Wejściem i pogryzieniem – tu ich Dusze będą czuć się w swoim żywiole i będą mogły rościć sobie ile wlezie! Będą miały argumenty za swoją postawą, „przecież są żoną i matką dzieciom!”

Jednakże nie jest to tylko profil występujący u żony alkoholika. Gdy mężczyzna jest zasadniczy, ma swoje bardzo silne, umotywowane postawy ideowe, może być atrakcyjny dla w miarę słabej kobiety, która jednakże ma za pazuchą krokodylka [a co, też chce się czuć silna!]. Mężczyźnie wydawać się może że zjadł wiele rozumów, wiele mówi, jest uparty, „niewywrotny”. A kobieta spokojna, cicha, ale krokodylek swoje zbierze, nie martwcie się.

Tego typu obciążenie Wejście [większe] + Pogryzienie jest, a właściwie było popularne w Polsce. Postawa szlachcica na zagrodzie, który był równy wojewodzie to mocne docenianie swojego uzasadnionego poglądu, jowialność [Wejście] plus poczucie skrzywdzenia [np. najazdy i grabieże]. Taka postawa skutkowała bronieniem swojego dobytku z pozycji pokrzywdzenia [pogryzienie], ale bardzo mocno uzasadnionego [wejście umocowane w religii katolickiej]. Czytałem kiedyś o epokach najazdów, choćby podam dwa przykłady:
Mongołowie [Tatarzy] 1241-1288
Tatarzy i Turcy 1620-1676.
Polacy w tych czasach mocno zebrali „w kość”, postawa pogryzienia i wejścia miała się na czym rozwijać.
Co ciekawe, w XVII wieku szerzyła się mocno wiara katolicka, odnotowuje się wiele potężnych ceremonii mających zjednać przychylność Boga, aby uchronił Polskę. To wzmacniało zarówno postawę Wejść: „Mamy argumenty – od samego Boga, on jest po naszej stronie. A przynajmniej powinien być [wejście jest słabe, yin, stąd brak 100% przekonania], ponieważ jesteśmy gorliwymi katolikami!”

Postawa buntu przeciw złu jest wytworem chrześciaństwa „pospolitego”, w żadnym razie nie jest biblijna.
Nadstawianie drugiego policzka, oddawanie cesarzowi co cesarskie, pójście z kimś dalej niż żąda? O nie, chrześcianie katolicy z Polski o tym już dawno zapomnieli! O katastrofę pod Smoleńskiem toczą się przez lata regularne bitwy, drugiego policzka katolicy po prostu nie mają [czy przez totalną nieuważność przy czytaniach z Nowego Testamentu w Kościołach?]. Nie, ta postawa wynika z utrzymujących się powszechnie pogryzień. Pogryzienie bowiem ma w swoim charakterze poczucie bycia ofiarą oraz chęć odzyskania „swojego”. Nic w tym z refleksji, nic w tym z przemyślenia, że to może my sami jakoś to sprowokowaliśmy. Wejście zaś dodaje argumentów za naszą postawą, uruchamiając roszczenia i manipulacje, wzmacniając, dodając animuszu.

.

Pogryzienie + Zatrucie

[profil dziecka alkoholika będącego podwójną ofiarą]

.

Taki zestaw występuje np. u dziecka jako efekt przebywaniu w domu gdzie jedno z rodziców jest uzależnione [np. alkoholizm], a drugie broni się przeciw temu uzależnionemu i ma z tego powodu przyzwanego ducha Wejściującego. Jest to najbardziej pesymistyczny wariant, najbardziej nasycony byciem ofiarą. Taki człowiek jakby nie chciał się bronić. Nie chodzi o to, że powinien atakować swoich oprawców. Może raczej się oczyszczać. Jednak dojście do motywacji oczyszczania się, zdrowienia może być trudne. Może potrzebować zwiększenia świadomości duchowej, jako, że na planie fizycznym, widzialnym nie widać nadziei [gdy utrzymuje się taką postawę].

Pogryzienie + Zatrucie  często występuje u Dusz starszych, starych, które mają już powoli dość tej kręcioły związanej z krokodylami i wejściami. A że zwykle mają jeszcze karmę, to są przez wejścia i krokodyle poatakowane dosyć mocno. Stare Dusze nie tylko wtedy mają dość z powodu swojego wieku Duszy, ale też mają „odpowiednie” miejsce, gdzie jest im udowadniane, że są na to dowody, iż życie jest ciężkie [pogryzienia], a ciało fizyczne [poprzez zatrucie czakramów] nie chce, więcej, nie nie jest w stanie się angażować w aktywność, nawet jeśli człowiek czegoś pragnie.

Na szczęście ten wariant występuje rzadko i u osób, które mają potencjał, aby z tym sobie przynajmniej trochę radzić.

Do takiego wystąpienia Pogryzienie + Zatrucie można także dojść poprzez oczyszczenie Wejścia i postawy z nim związanej. Wtedy już nie można się wspierać „argumentacją”, ani moc istoty wejściującej też już nie jest dostępna. Jest to niewątpliwie sukces, ponieważ jest krokiem na drodze oczyszczania, jednakże nie ma się już tak barwnej osobowości typu Wejście + Pogryzienie + Zatrucie…

Pozostaje o wiele mniej atrakcyjna praca z konkretnymi obciążeniami typu bycia ofiarą. Jednakże nie ma co się przejmować – gdy są intencje do oczyszczenia, to przyjdzie ono, jest to tylko kwestia czasu.

.

Krokodyl [silny] + Pogryzienie [mniejsze]

.

To przypadek partnerów z „silnego małżeństwa”. Partnerzy oboje mają krokodyle. Zwykle nie jednego. Imponują sobie wzajemnie, inspirują się mocno. Ale także [zupełnie nieświadomie] dość mocno się „dziabią”, przegryzają krokodylami a to jedno drugie, a to w odwrotną stronę. Sytuacja jest zwykle długotrwała, ponieważ taki układ daje mocne wsparcie obojga, mają dzięki niemu super pozycję w społeczeństwie. Może są „najmniejszą komórką społeczną”, ale na pewno nie najsłabszą! raczej jedną z najmocniejszych. Zwykle występuje tutaj pewna podskórna rywalizacja – jedno ma krokodyla np. wyższego, który góruje nad krokodylem niższym, ale druga strona też nie jest dłużna – jest odpowiednio wyposażona, może np. mieć dwa krokodyle, co daje większy power. I tak się wożą dziesięcioleciami, odgrywając konfrontacje, żrąc się i godząc nawzajem.

.

Pogryzienie [większe] i Krokodyla [mniejszego]

– w tej kolejności – mogą też mieć osoby samotne. Albo fizycznie samotne, albo będące w „jakimś” [nienajlepszym, kiepskim] związku, ale emocjonalnie opuszczone. Tzw. racjonaliści.
Mają wewnętrzne poczucie krzywdy i na tym nieświadomie buduje się ich ego, swoją bajkę, natomiast kr. jest tam także jako próba podniesienia się z upodlenia. Kr też ładnie przykrywa niemal wszystkie emocje [poza tymi z osobowości], ładnie odsuwa porywy Duszy, na rzecz porywów wykonywanych przez Symbionta.
Ileś takich osób zaniża sobie wibracje na potrzeby współpracy z krokodylem za pomocą palenia papierosów.
Np. zamiast zacząć malować [aktywność Duszy], taki ktoś zaczyna palić [zasilanie Symbionta].

Wyglądają bardzo poczciwie [tzn. spokojnie i nieagresywnie], mają swoje mocne postawy, są w miarę przyjaźni [znają smak kłopotów w życiu] natomiast nie mają raczej elastyczności. Ich ciało bolesne jest duże, ale się raczej nie skarżą. Raczej są skryci, mimo, iż przechowują ból. Kiedy mogą, włączają swoje „zdolności” czyli krokodyla i próbują brylować. Nie do końca im to wychodzi, ale w swoich oczach się starają.

Tutaj przychodzą mi na myśl dziewczyny, które jeżdżą na koniach. Obecnie koniarzami są dziewczynki. To one mają często postawę opieki [współczucie – same czują się ofiarą yang? mają postawę pogryzienia?], a dodatkowo je oczywiście kręci posiadanie władzy nad tak dużym zwierzęciem [jestem kimś więcej, wyżej, nawet od takiego dużego konia, to ja mam władzę, to ja decyduję – takie są nieuświadomione myśli]. Jest to więc skłonienie się ku „sile” i .. bezwzględności decydowania w stylu symbionta. W przypadku jeździectwa nie zagraża to nikomu [oprócz portfela rodziców], jest to politycznie poprawne, więc czemu w to nie wejść!
Nic dziwnego, że obecnie kobiety narzekają na mężczyzn, że są „nijacy”, kiedy same dążą ku krokodylom. Symbiontowi nic nie dorównuje, więc jest urzekający dla tych niewiast, które potrzebują się umocnić [symbiont z moich badań pojawia się u osób, które mają poczucie niedostatku].

Pogryzienie [większe] i Krokodyl [mniejszy] – w przypadku gdy moc krokodyla jest dosyć spora, taki człowiek już „wierzy w siebie”, ale pogryzienie mocno upodla jego koncepty. Zamiast coś miałoby wyglądać jak diament, wygląda jak butelka od oranżady. Pogryzienia powodują zaniżenie wibracji Duszy, stałą obecność bólu i niemożność uzyskania artystycznego blasku. W sztuce daje to efekty pretensjonalności, która jest obecna w takiej twórczosci. W twórczości przemysłowej daje to rzeczy „z gruba cięte”. Tak, to także najpewniej przyczyna niemieckiej solidności.

Wniosek: jeśli jesteś artystą, a twoje dzieła wyglądają pretensjonalnie [zamiast urzekać wyrażają skrywane pretensje] najlepiej zająć się swoimi wewnętrznymi pogryzieniami, poczuciem krzywdy, które wycieka szczelinami zbroi i wyraża się, zagnieżdża w twórczości. Oczyściwszy ciało bolesne z pewnością twórczość zyska na blasku.

Tu pierwszy przykład klinczu: krokodyl blokuje ciało bolesne [pogryzienia] nie dając przystępu świadomości. Jeśliby świadomość zauważyła pogryzienia, byłaby szansa na uleczenie bólu.
Z kolei ból daje napęd do zakrywania go, a krokodyl się tu super nadaje. Więc osobowość swobodnie z niego korzysta, ponieważ gadzina dobrze sobie radzi z utykaniem szmat w szczelinach zbroi, którą jest otoczone ciało bolesne [na temat zbroi charakteru czytaj w pracach Aleksandra Lowena i Dawida Boadelli – z nurtu bioenergetycznego psychoterapii].
Jedynie w specjalnych warunkach mogą zostać nadwyrężone owe pakuły i bolesne emocje zaczynają wyciekać [np. w głęboko dochodzącym masażu, bądź w maratonie psychoterapii, gdy puszczają, gdy stają się słabe mechanizmy obronne charakteru].

.

Pogryzienie [większe] i Krokodyl [mniejszy]

c.d.

Gdy dodatkowo taki ktoś ma wejście [czyli pogryzienie+krok+wejście], może jeszcze w „słusznym gniewie” próbować szturmować bramy np. wydawnictw, czy też gabinety kierowników wystaw, przekonując jakie to cenne eksponaty od niego/jej ma ów kierownik przedstawić na wystawie. Po wyjściu tej osoby, biedny kierownik aż otrząsa się ze wstrętem, aby zrzucić z siebie ten chłam, który chce pretendować do bycia sztuką. Przypominają mi się festiwale Opolskie z okresu socjalizmu..

Tutaj mamy także mocno wierzących w siebie [i w wyznawaną wiarę] pretensjonalnych [mających pretensje] np. chodzących od drzwi do drzwi wyznawców wiary w Jehowę, czy też nawiedzonych chrześcian. Są oczywiście także osoby zainteresowane rozwojem duchowym, natomiast mocno pogryzione, a jednocześnie sztywne, szukające ukojenia swoich ran w duchowości. Bóg im owych bolesnych pogryzień nie chce leczyć, natomiast wiara czyni cuda – tacy ludzie nadal w nie wierzą – nie muszę zmieniać postawy, przekonań, kiedyś Bóg BĘDZIE MUSIAŁ mi pomóc. To TA wiara jest dla mnie cudem 🙂
Dodoajmy: Wierzący nie odstępuje od takich przekonań i postaw, przy których Bóg jak dotąd nigdy nie ruszył palcem. A od postawy właśnie pomoc z Góry zależy. To się nazywa zaślepienie.

Pogryzienie [poczucie krzywdy], wejście [stawianie na swoim bez względu na logikę] i krokodyl [poczucie własnej wyższości] to bardzo przykra triada, sztywna, a i upierdliwa potrafi być niezwykle. Niestety, nie jest ani za grosz racjonalna. Na szczęście Bóg nie ma z nią nic wspólnego.

Pogryzienie [większe] i Krokodyl [mniejszy]

w kierunku ku:

Krokodyl [większy]
i Pogryzienie [mniejsze]

.

Podczas gdy pogryzienie mocno pokazuje Duszę i jej odczucia, Krokodyl może być wzięty przez osobowość, aby zagłuszyć, zapomnieć Duszę, aby nie czuć, nie odczuwać dyskomfortu ciała bolesnego [pogryzienia]. Powoduje to usztywnienie, znieczulenie.

Można tu powiedzieć kilka słów o Niemcach. Oglądałem film o tym, jak narodowi socjaliści [naziści] dochodzili do władzy po przegranej I wojnie światowej. Traktat wersalski tak się mocno z nimi obszedł, że Niemcy mieli w dużej części poczucie krzywdy. Poczucie krzywdy oczywiście wskazuje na pogryzienie. Dodatkowo, Niemcy  uważali, że zostają w swoim kraju mocno marginalizowani przez Żydów, którzy po wojnie jakby w ogóle nie odczuwali kłopotów – ich biznesy kwitły. Hitler mając krokodyle, wziął to na sztandary i rozpoczął tworzenie ruchu narodowego, nacjonalistycznego. W swojej idei miał przeciwstawienie się nieuczciwej przegranej [to wynika z pogryzienia, które jest w stanie się buntować, gniewać, „odzyskiwać co swoje”]. Przed Hitlerem – jak to widziałem na filmie w narodzie Niemieckim nie było aż tak rozpowszechnionej postawy promowanej przez krokodyle. Widocznie potrzeba było, aby nastąpiła kulminacja, aby to było mocno pokazane.

Odmiennie, niż w przypadku Polaków [Pogryzienia -> Wejścia], Niemcy wsparli postawy Pogryzienia Krokodylami. Przez wieki bowiem nie mieli najazdów na swoje ziemie. Po uaktywnieniu się świadomości germańskiej raczej sami najeżdżali [np. Polskę, zaczynając od Łużyc]. A krokodyl bierze cudze jak swoje [przypomnij sobie Krzyżaków]

http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Tribal_Kingdom_of_Samo-sl_version.PNG

Onet.pl:
„Marchia Północna, utworzona w 966 z północnej części Marchii Wschodniej Rozwinęła się terytorialnie wskutek podbojów ziem słowiańskich przez Albrechta Niedźwiedzia, który przyłączył do Marchii Północnej m.in. Brennę (późniejszy Brandenburg) oraz księstwo kopanickie. Przekształcona w 1157 w Marchię Brandenburską, następnie w Brandenburgię, jedno z najbardziej agresywnych księstw niemieckich.”

http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:P%C3%B3%C5%82nocno-wschodnie_Niemcy_ok_1000.svg

Ziemie, na których mieszkali Słowianie rozciągały się daleko na Zachód, aż pod Lubekę [czyli Lubice]. Serbołużyczanie zaś mieszkali aż do Lipska. Czyli historycznie-duchowo „okupacja” NRD przez Słowian była „odkupieniem” dawnych najazdów. Obszar NRD bowiem niemal dokładnie pokrywał miejsca zamieszkania Słowian.

[Proszę się nie odnosić do moich wywodów historycznych, są to jedynie jakieś hipotezy, najważniejsze jest wskazanie na ewentualne postawy Dusz. Z buddialnymi argumentami typu „chyba było nieco inaczej” proszę się udawać na fora historyczne i narodowe fanpage.]

Z czasem w latach 20 XX wieku Niemcy rozwijali postawy odpowiadające symbiontom, bazując na bólu z pogryzień [poczucie krzywdy, poniżenia]. I jak rozwinęli, to stwierdzili, że są rasą panów [to idealnie prezentuje postawę krokodyla]. Dusza grupowa była bardzo silna, wiele % głosów oddane zostało na Hitlera. Tak, tak, Hitler uzyskał tą dyktaturę na ścieżce stricto demokratycznej [zobacz więc, co warta demokracja 😉 ].

I tak demokratycznie wybrana władza ustaliła, iż naród ma panować nad światem. I poszli na wojnę. Wiele razy zastanawiałem się dlaczego Niemcy podejmowali tak tragiczne dla nich samych decyzje ataku na poszczególne państwa. Nie licząc się z tym, że z wszystkimi naraz to już nie wygrają. Jednakże odpowiedź jest bardzo prosta – symbionty nie rozumują, nie wyciągają wniosków. Są zaprogramowane na opieranie się na wsparciu z góry [od mocy ciemności – opiekunów kr.], są przekonane o bezwzględnej własnej dominacji. Niemcy w czasie wojny nie raz to udowodnili zabijając bez pardonu.

Taka postawa rodzi oczywiście możliwość totalnej klęski. Przegrali wojnę. Jednakże nie wzięli do siebie postawy wejścia, stąd nawet pogryzieni mieli możliwość mocno się rozwinąć gospodarczo. Niejedna osoba mi mówiła, że zupełnie nie wygląda na to, żeby Niemcy przegrali wojnę. Nie wygląda, ponieważ nie zrezygnowali z postawy yang: symbiontów + pogryzienia. Może postawy te ucywilizowali, natomiast obie są to postawy yang. Czyli postawa aktywna – niezależnie, czy w pozycji agresywnej, czy pozycji ofiary.
Zrozumiałe jest więc, że jest to najsilniej rozwijające się i najbardziej przesiąknięte technologią duże państwo Europy.

.

Krokodyl + Zatrucie

.

Tacy ludzie mają w życiu nie tyle „pod górkę”, co od razu ostra wywrotka i do rowu! Bez gadania i bez nadmiernego czekania.

Tacy ludzie nie potrafią „zawalczyć” o siebie. W moich badaniach potrafią szybko staczać się, albo mieć mocne wzorce autodestrukcyjne [narkomania]. Oprócz krokodyla, który wymaga sam z siebie od nosiciela, aby zaniżał sobie wibracje [tu szczególnie narkotykami] taka osoba może być ofiarą klątw, które często rzucają osoby z wejściami. Wyjście z tego jest ciężkie, wystarcza wspomnieć jak ciężko ludzie wychodzą z narkomanii. Nie wiedzą raczej tego, że mają dwa obciążenia, z których każde jest mocno degradujące. Razem dopełniają się one do mocnej destrukcji życia.

Jak jeszcze sam krokodyl może być ogarnięty poprzez mocne, wysokowibracyjne decyzje, to – na nieszczęście – zatrucie nie daje za grosz możliwości do wykonania takich kroków na takich wibracjach. Zatrucie upodla wibracje, powoli zabija trucizną czakry [zwłaszcza dolne], przez co umocowanie w świecie fizycznym, konkretne działania stają pod mocnym znakiem zapytania. Człowiek z zatruciem nie jest w stanie podejmować konkretnych działań, tak potrzebnych w leczeniu uzależnienia.
Z drugiej strony uzależnienie, potrzebne do współpracy z krokodylem daje pomieszanie w umyśle, co mocno zmniejsza trzeźwość i racjonalność potrzebną do oczyszczania się z zatrucia.
Jest to jednym słowem sytuacja klinczu karmicznego.

Takich klinczów można wskazać więcej [np. krok – pogryzienie]. Nie jestem w stanie stwierdzić dlaczego, ale jakimś dziwnym trafem są tak „zaprojektowane”, aby osoby [i Dusze] mogły trwać w nich dziesięcioleciami, ba, całymi dziesiątkami inkarnacji.  

.

Rodziny alkoholików

.

Typowym miejscem [i jakże częstym], gdzie możemy obserwować owe obciążenia są domy alkoholilków. W takim domu mamy zwykle pięć typów osób.

A. Krokodyl [1 albo więcej] + Zatrucie [profil alkoholika]
B. Wejście + Pogryzienie [profil żony alkoholika]
C. Pogryzienie + Zatrucie [profil dziecka alkoholika]
D. Krokodyl silny
E. Wejście silne

To są profile typowe, zwłaszcza dla A i B. Dziecko pochodzące z takiego domu może mieć za to każdy z profili: A, B lub C. Skądś bowiem muszą brać się kolejni alkoholicy, skądś się biorą kolejne żony alkoholików. DDA [dorosłe dziecko alkoholika] nie jest więc prostym typem, a raczej zbiorem typów.
Czyli jedno dziecko w takiej rodzinie może być typem B, drugie A.

W przypadkach mocniejszych osób będących dziećmi, mogą mieć one także czyste typy obciążenia jedynie Krokodylem D bądź jedynie Wejściem E. Wtedy posiadane obciążenia są na tyle silne, że nie pozwalają na zatrucie, lub na pogryzienie tej osoby. I wychodzi z domu taki ktoś bez obciążeń ofiary [bez pogryzienia, bez zatrucia], bardzo silna osoba, ale za to bardzo obciążona.

Z pewnością każde DDA ma poczucie pokrzywdzenia, natomiast fachowcy psycholodzy nie odróżniają zwykle typów w ramach dda. Spotkałem się jedynie w jednej placówce, że na terapii ze zbioru osób typów A, B i C „wyciągnięta” [do innej grupy] została osoba typu A aby nie zakłócać procesu terapeutycznego.

W przypadkach przychodni psychiatrycznych, które nie mają profilu DDA jest już lepiej – potrafią rodzielić pacjentów na osobne typy.

Warto kilka słów powiedzieć o grupach samopomocowych DDA. Tutaj, niestety, jest wolna amerykanka – do worka DDA zostały wsadzone niegdyś wszystkie typy  występujące jako dzieci w rodzinie alkoholowej i tak zostało. Przez to albo działające grupy mają dużą rotację [wiele osób przychodzi, wiele odchodzi], albo – w mniejszych miastach – grupy powstają i padają i tak w kółko.

Powód? Widziałem, że ludzie nie wytrzymują z innymi typami w tej samej grupie. Nie, żeby się nie lubili, ale energetycznie – gdy w tej samej grupie są osoby z różnych typów, to odtwarza się sytuacja energetyczna domu alkoholowego i.. takiego kogoś wymiata, ponieważ zdecydowanie nie jest to sytuacja terapeutyczna, a sytuacja odtwarzania traumy. Wystarczy, aby gościu z krokodylami zaczął szarpać energetycznie otoczenie, a osoby z pogryzieniami uciekają. Jak zaczyna zaś ktoś z wejściem kontrolować sytuację, to ci z krokodylami i z zatruciami się ulatniają.

Nie mogą tam na to [przy obecnych zasadach grupowych wspólnoty DDA] nic poradzić – KAŻDY może się zapisać, i każdy może przychodzić na grupę. A wrażliwość, zdolność rozpoznawania sytuacji jest na tyle niska, iż w ogóle członkowie tych grup nic nie rozumieją dlaczego wspólnota kołysze się na skraju niebytu. W stosunku do liczebności grup Anonimowych Alkoholików grup DDA jest około dziesięć razy mniej. To świadczy o tragicznym niezrozumieniu sprawy i – co więcej – trwaniu w pomieszaniu, w postawie ofiary. Owszem, jeśli ktoś „się uprze” to oczyści sobie co zechce z DDA. Natomiast DDA light [bez głębokiej pracy i zrozumienia, typu: „no to jestem, zróbcie coś z tym”] prowadzi na manowce i daje zniechęcenie do oczyszczania obciążeń.

Oprócz DDA, jest także wiele domów, w których nie występuje alkohol, a i tak są to domy dysfunkcyjne. W nich także występują typy A, B i C oraz typy „jednorodne” D i E.

——

Dlaczego to piszę?

Opowiadanie o obciążeniach różnorakich może wydawać się przytłaczające, prawda? Ćwierkający liderzy rozwoju duchowego oczywiście [dla bezpieczeństwa swojego konta bankowego] mogą uznać, że należy zajmować się WYŁĄCZNIE czymś pozytywnym, budować pozytywny obraz świata. Zgadzam się, bowiem umysł jest twórczy. Jak jednak ma biegać ktoś, kto ma 30 kilowy plecak na plecach? Nawet jeśli będzie szybko przebierał nogami i podskakiwał w takt podawany przez „pozytywnego” trenera, to zaniedługo może znaleźć się na ziemi, może nawet ze złamaną nogą…
A przecież nie chodzi o to, aby robić sobie krzywdę.

Biegać można, ale po zdjęciu plecaka, obciążenia. To jest – jak mi się wydaje – jedyna rozsądna droga.

Nie chcę więc epatować kłopotami, raczej pokazać, że jest ciężki plecak, jaki, gdzie są zapięcia i jak je rozpinać [o ile to wiem]. Zdjąć obciążenia sobie możecie sami albo z pomocą terapeutów.

Ba! Często jest kilka plecaków.. [kilka obciążeń]. Ale wtedy łatwiej jest coś pojedynczego zdjąć i odczuć ulgę.

Przypominam „świętą trójcę” podawaną przez Leszka Żądło, bez pracy nad którą lepiej nie zaczynać pracy nad sobą. A więc są to:

poczucie własnego bezpieczeństwa,

poczucie własnej niewinności,

poczucie własnej wartości

[nie zaś ważności].

Praca nad nimi jest podstawą, ale i uwieńczeniem w pewnym sensie. Jeśli bowiem masz te cechy mocno rozwinięte, to oczyszczanie się jest zdecydowanie ułatwione, często może być spontaniczne. Czego nam wszystkim życzę.

Reklamy

16 Komentarzy (+add yours?)

  1. eile
    Kwi 26, 2013 @ 20:44:06

    Tak czytam tu i owdzie i dochodze do wniosku, ze brak definicji to tez definicja. bark logiki to tez logika. Jestesmy caloscia a jednoczesnie pojedynczym elemntem. Wszystko zawiera sie w czyms i nic we wszystkim. Jestesmy cielesnie ograniczonymi, ale nasz moc jest bezgraniczna. Urzeczywistniwszy siebie wykraczamy poza rzeczywistosc. Brak celu moze byc celowy tak jak i celem jest jego brak.
    Zmierzam, ze wtym calym systemie, ktorego nie ma, a jednak jestesmy jego czescia to my definjujemy, albo podlegamy definicji i to od niej zalezy jej przejaw.

    pozdrawiam,
    eile

  2. SwiatDucha
    Kwi 26, 2013 @ 21:59:57

    Dobrze kombinujesz, chociaż na pierwszy rzut oka te przekonania, o których piszesz, mogą wydawać się trochę pomieszane.
    Jednakże już fizycy kwantowi odczytali wiele lat temu, że na cząstkę można patrzeć jako na energię, albo na materię, zależy jak kto woli. Tak więc mamy pewne przykłady, już uznane, nawet przez autorytety naukowe.

  3. eile
    Kwi 26, 2013 @ 23:32:46

    Tak, mysle, ze wszystko sprowadza sie wlasnie do energii, tyle ze wedlug mnie powinnismy wystrzegac sie wszelkiegou ukierunkowania naszej energii, ktore nie jest zgodne z nasza definicja, inaczej mowiac nie powinnismy pokladac wiary w cudze wierzenia/definicje bardziej niz w swoje bo to troche tak jakby oddawac innym swoja moc za przyslowiowe „ladne oczy”.

    Mi tez troche nie daje spokoju i pelni obrazu to „pomieszanie” o ktorym wspominasz, ale dopiero ucze sie swojego sposobu definiowania. Wierze, ze z czasem bede umiala to wszystko poukladac, a poki co ciesze sie mozliwosci patrzenia na swiat z zupelnie innej perspektywy – znacznie lzejszej 🙂

  4. Marek
    Kwi 27, 2013 @ 16:29:43

    Dzień dobry. Andrzej to ciekawe co piszesz, Polacy z wejściami się odgryzali Niemcom jak mogli, natomiast jak rozumieć kwestię żydów? przecież oni już wtedy w USA i Niemczech byli najbogatszą nacją. W Stanach mieli banki, hollywood, media – czyli wszystko, co wskazuje na krokodyla, oczywiście kultywowali poczucie krzywdy (Bóg dał im świat a goje go zamieszkują) czyli pogryzienie. Czyli kroki z pogryzieniami stanęły naprzeciwko siebie? znowu Rosjanie którzy pokonali Niemcy, jaki mieli główny typ obciążeń?

  5. Mariusz
    Kwi 27, 2013 @ 21:08:53

    Cześć Andrzej. Ja też sobie uświadomiłem, że nie ma co zajmować się pozytywnym myśleniem, dopóki człowiek nie zmierzy się ze swoim plecakiem ciężkiego dzieciństwa typu DDA i nie uzdrowi tego – ale nie uciekając od tego i nie tłamsząc tego, tylko pozwalając sobie na zgłębienie tego wszystkiego, włącznie z wszelkimi negatywnymi emocjami.
    A co do trójcy, to na początku dąłbym bezpieczeństwo – tak jest w moim przypadku, a dopiero potem niewinność i poczucie własnej wartości. 🙂

  6. SwiatDucha
    Kwi 27, 2013 @ 23:15:53

    Tak podejrzewałem, że pójdziesz w wątek historyczno-literacki 🙂 jak wyżeł za tropem 🙂
    Przyjemnie mi, że ci się podoba.

    Jednak nic tak nie łechta jak spamerskie komentarze :). Są wstawiane pewnie przez roboty, a tekst mają tak piękny, aby zachęcić do wejścia na odp. stronę www, a tam już czeka odpowiednia oferta, albo reklama.

    Zamieszczam przykład, który ostatnio został dodany:
    „May I just say what a comfort to discover somebody that really knows what they’re talking about online. You actually understand how to bring an issue to light and make it important. A lot more people must look at this and understand this side of the story. I was surprised you aren’t more popular since you surely possess the gift.”
    Taką wazelinę pisać, to naprawdę trzeba umieć. To chyba są inkarnacje autorów panegiryków, czy co?

    To wygląda, że ten tekst jest artykułem spinającym nadmuchany już do dużych rozmiarów klaster tekstów o obciążeniach. Mam nadzieję, że WJ zostawią mnie już trochę w spokoju, bo czuję się nieco wypompowany, wyżęty poprzez użytkowanie mojego umysłu i ciała na cele wyjaśniania zjawisk. Ale sam o te wyjaśnienia się dobijałem od dzieciństwa, więc mam co chciałem..

    Oczywiście trzebaby przyjrzeć się tym nacjom, zdiagnozować, aby wnioski były w miarę rzetelne.
    Co do Żydów to uważam, że też trochę tu grają inne czynniki. W konfrontacji Polacy-Niemcy jest wiele podobnych cech u obu narodów, stąd porównanie obciążeń z obrębu [wejście, pogryzienie, krok] daje od razu zdecydowanie jasny obraz. Ale podejrzewam, że to nie jest zawsze tak, że w przypadku tłumaczenia losów innych nacji trzeba by wziąć pod uwagę np. zatrucia od wejścia, kto wie, czy Żydzi nie mieli tego? Poza tym kwestie wieku dusz – poszczególne nacje mają różne średnie wartości wieku dusz. I teraz jedne Dusze mogą występować w pewnej postawie generalnej do dusz w innym wieku np. z powodu opacznego ich rozumienia.

    Poza tym karma! W jednym z ostatnich tekstów na ecoego.pl podałeś przecież przyczyny karmy narodu wybranego. Pielęgnowanie błędnych [wiesz w jakim stopniu błędnych] przekonań Wszechświat dobrze zauważa i w odpowiednim momencie historycznym idzie wyrównanie do takiej Duszy grupowej. W relacji Niemcy-Żydzi wydaje się, że mogła grać zazdrość. Niemcy zazdrościli Ż. tego, że oni uważają się za wybranych, a Niemcy mogli się czuć poniżeni [traktatem wersalskim] i chcieli udowodnić, że tak nie jest, że jednakowoż to oni są wybrani [stąd tak intensywne poszukiwanie Aryjskich korzeni – Ariowie byli panami, więc my ich potomkowie jesteśmy rasą panów]. Ta „specjalność” to oczywiście pochodziła bezpośrednio z inspiracji od krokodyli i ich władców [swoją drogą nie wahałem nazistów na obecność opiekuństwa, ale zupełnie za tym nie tęsknię]. Kr. z natury są „specjalne” więc łatwo N. zaczęli szukać w sobie tego, co kr. im obiecywały. Aż powoływali odpowiednie organizacje chołubiące ich rasową wyższość. Niestety, to wszystko mocno nieprzytomne, oparte o sprzymierzenie z siłami ciemności [co prawda nie mają one realnej mocy Boga, ale ludzie mogą sobie i innym sporo poszkodzić wchodząc w tan z nimi].

    Niemcy zazdrościli Ż. tego, że oni uważają się za wybranych, a Niemcy chcieli udowodnić, że tak nie jest, że to oni sa górą.
    A najlepiej do tego znaleźć „chłopca do bicia”, zwłaszcza uważającego się z chojraka [wybranego], ale też nie za mocnego, aby łatwo było go skrzywdzić i powalić go. Wtedy się udowodni sobie osobowość [ego narodu, wizerunek narodu], że nie jest aż tak źle. [Poza tym Niemcy nie atakowali bogatych Żydów z Ameryki, a biednych i relatywnie słabych z Europy Środkowej – to dwie różne grupy docelowe, jak zwracają uwagę niektórzy autorzy. Jak taki krawiec miał się bronić przed czołgami?]
    Ciekawe jest pochodzenie z punktu widzenia ezoteryki przekonania Ż. o swoim wybraństwie. Mogło to być stowarzyszenie z Jhwh odnawiane na sposób dajmy na to inicjacyjny, podobnie jak u lamów. Byłem kiedyś Ż. ale niedawno, więc chyba na Duszy taka wersja reperowania swojego wizerunku już nie robiła większego wrażenia.
    Czyli zazdrość N., na przeciw, jak sugerujesz Ż. poczucia skrzywdzenia i prób Dusz zbudowania owego żydowskiego świata jak Stary Testament wskazywał – może tak być.

    Co ciekawe, wydaje mi się, że zarówno Polacy jak i Niemcy wobec siebie nie mieli tak dużej karmy.
    Można to zaobserwować poprzez niechęć do zbliżania się. Osoby posiadające ze sobą karmę albo lgną w sposób do siebie nieprzytomnie [np. w zakochaniu], albo odwrotnie – nienawidzą aktywnie siebie. A tu nie obserwujemy nic z tego. Oba narody wobec siebie są raczej zdystansowane ale nie żądają zbliżenia, czy to negatywnego, ani pozytywnego. Jakoś egzystują ale przecież pogranicze P-N jest z obu stron raczej terenem mało atrakcyjnym dla tych państw [chociaż się mówiło „na głowę”, że owe tereny po wejściu do UE staną się przebojowe i że wręcz narody będą się mieszać]. A tu nic – karma, a właściwie jej brak jest silniejsza. Spytaj kogoś, czy lubi/umie niemiecki? Mało kto powie, że tak.

    Ale powiem ci, że te rozważania nt. karmy, dogrywania się losów, intencji, może są i ciekawe, natomiast jest to wałkowanie na poziomie przyczynowym ku buddialnemu, i nie są to jakieś wysokie wibracje. Nawet jeśli znajdziemy tutaj istotne rozwiązania, to mogą być li tylko wskazówką dla kilku osób, które akurat chcą oczyszczać sobie reinkarnacje z jednej albo drugiej strony. A takich osób chyba jest niedużo.

    Głównym tematem tekstu są zespoły obciążeń.
    I wg mnie to im jak się przyjrzeć, to można uruchomić automatyczne mechanizmy oczyszczania z pomocą świadomości. Jeśli sobie coś uświadomisz, to nawet jeśli mało co robisz, to Dusza będzie chciała sytuację „wyprostować”. I niech robi – jak sama się zagrzebała, niech się odgrzebuje!
    🙂
    A tak na poważnie już nie raz zaobserwowałem, jak moja Dusza zaczyna eliminować metodą „osmozy” pewne niekorzystne energie, czy wręcz łacza z pewnymi istotami, tylko dlatego, że pokazałem jej porządne argumenty na to, że są one niekorzystne czy to dla mnie czy to dla innych osób.

    Może nie zawsze to działa, ale myślę, że gdy nie działa chodzi o to, że argumenty dla Duszy muszą być specjalne, nie takie, jak do osobowości przemawiają. Wszak mamy do czynienia z wielowiekowymi istotami [to te młodsze Dusze, a sa i starsze]. Więc lepiej ostrzyć intelekt osełką daną przez WJ, aby coraz precyzyjniej umieć argumentować.

  7. SwiatDucha
    Kwi 27, 2013 @ 23:40:49

    Cześć!
    Istotnie, lista owych „przykazań” może być różna dla różnych osób. Jakoś nie myślałem nad kolejnością.
    Tak jak mówisz, może być lepiej dla procesu terapeutycznego, są pewne zagadnienia, od których warto zacząć.

  8. Airaenn
    Kwi 28, 2013 @ 01:22:25

    A mnie ciekawi możliwość istnienia takiego „turboobciążenia”, o którym nawet była drobna wzmianka we wpisie: krokodyl + wejście (i ewentualnie pochodne, ale to mniej istotne). Czy takie osobniki w ogóle się zdarzają, mają prawo się zdarzać? Czy też może takie obciążenia wzajemnie się znoszą albo w ogóle wykluczają? Mam w swoim otoczeniu osobę, która w moim przekonaniu nie pasuje ani na krokodyla, ani na osobę z wejściem, a raczej: przejawia bardzo wyraźne cechy obu tych grup na raz, to jest tę siłę przekonania o swojej racji i wręcz obsesyjną potrzebę postawienia na swoim (bo przecież tak jest najlepiej, najlogiczniej i w ogóle jak można myśleć inaczej…?!) oraz postawę prowokującą, krzywdzącą i stawiającą siebie na pozycji „lepszego”. Z jednej strony więc w wielu sytuacjach zachowuje się właśnie jak osoba z wejściem (ten „boski” gniew, nakręcanie się, rośnięcie w siłę z każdą kolejną sekundą konfliktu, który może powstać dosłownie na każdym podłożu i o każdy drobiazg), a sekundę później jest szydercza, prowokująca, za pomocą zaledwie paru słów, gestów czy nawet tonu głosu mogąca wzbudzić w człowieku potężne fale poczucia skrzywdzenia albo uczucia „odmówienia szacunku”. W psychologi jest opisywana tzw osobowość dwubiegunowa, rollercoaster nastrojów, i czasem mam wrażenie, że u opisywanej osoby to jest właśnie coś takiego, chociaż nigdy żadnej opinii psychologa nie było i nie sądzę, żeby kiedyś miała okazję się pojawić. Charakterystyczne jest też, że te maksima trwają zawsze bardzo krótko, awantura ledwie się zaczęła, a już skończyła (tzn wywołujący zapomniał, że w ogóle był zły) i tylko wszystkim dookoła pozostaje uczucie ogromnego skołowania i taki duchowy kac, długo po tym, kiedy agresor się uspokoił i nawet zaczął zachowywać się przyjaźnie. A potrafi być przyjazny, nawet bardzo! To taki typ osoby, którą za wiele rzeczy można podziwiać, która bardzo dobrze będzie wyglądała w teorii, do czasu kiedy… no właśnie, kiedy pokaże, co tam naprawdę siedzi pod powierzchnią. Wiele razy byłam świadkiem stwierdzania o tej osobie, że „w gruncie rzeczy to dobry człowiek”, sama też tak uważam, mimo powyższych komplikacji; z tego też względu chciałabym móc jakoś pomóc, chociaż pchnąć go we właściwą stronę z nadzieją, że dalej już siła bezwładności zrobi swoje; ale do tego trzeba by było przynajmniej z grubsza określić, na czym polega problem, a tu jestem, niestety, bezradna. Wiem, że także sam „obiekt” jest bardzo skołowany, być może są to jakieś zatrucia, ale ma tendencję do przeciągania decyzji w nieskończoność, rozbierania problemów na atomy i optymalizowania każdego działania, nie ważne, ile zajmie to czasu, co nie byłoby samo w sobie uciążliwe, gdyby nie – znowu – chęć zrównania wszystkich podłóg siebie i zmuszenia ich do takiego działania, które zostało uznane za „optymalne” (dodajmy, że niejednokrotnie po czasie okazuje się wcale takim nie być, bo np. doszły nowe informacje i cała hiper-racjonalna piramida wali się wtedy z hukiem – a wtedy trzeba znaleźć osobę odpowiedzialną za klęskę, no bo przecież nie jest nią ta osoba, to „niemożliwe”, z resztą kozły ofiarne znajduje aż zbyt łatwo). Mając do wyboru bierność a działanie, nawet najkorzystniejsze – wydawałoby się – zawsze wybierze bierność. Mimo wielkich możliwości (np. poprawiania stanu majątkowego albo właśnie oddawaniu się pasji czy rozwijaniu któregoś z licznych talentów), stoi w miejscu. Na pytanie o przyczynę takiego zachowania, nie umie udzielić odpowiedzi.
    Zastanawia mnie to bodaj od pierwszego razu, kiedy przeczytałam o obciążeniach (najpierw o krokodylach, wtedy byłam przekonana, że to właśnie to obciążenie, potem pojawiły się wejścia, a z nimi rosnący mętlik w głowie, no bo przecież to też się zgadza, więc jakim cudem oba na raz, skoro niby są to przeciwieństwa…?), ot, zagadka. I o ile w tej kwestii mam sporo spostrzeżeń i refleksji, tak kiedy pytam samą siebie, czy przypadkiem ja też nie hasam z plecaczkiem czy dwoma, pojawia się absolutna blokada, nic konstruktywnego w tym temacie mi się nie urodziło, ani na tak, ani na nie. Wiadomo, zawsze to łatwiej analizować otoczenie, w cudzym oku dostrzec źdźbło, nie widząc belki we własnym.

  9. SwiatDucha
    Kwi 28, 2013 @ 01:41:52

    Obciążenie typu yin czy yang, to nie kwas i zasada, które zlane razem się zneutralizują. Występują w różnych obszarach, człowiek jest na tyle skomplikowany.
    Jeden ktoś może mieć nawet wszystkie cztery + wzorce, czyli 5 typów obciążeń. I nie wiem czy wszystkie, ale wiele bardzo starych dusz mają taką historię – wszystkie typy obciążeń przeszły.

    Opisujesz sama bardzo dobrze takie wystąpienie kr i wejścia, świetnie obserwujesz. Może warto zaufać swoim odczuciom?

    Czy czarny afrykańczyk i biała europejka jak będą mieć dziecko, to będzie przeźroczyste ;)?

    A co do obserwacji siebie, to zwykłe lustro i przypatrywanie się sobie w nim przy analizie wiele może dać. Zapytać Wyższej Jaźni: „co ten ktoś może mieć?” „czy ten ktoś w lustrze ma …[coś]?”

  10. Airaenn
    Kwi 28, 2013 @ 02:32:34

    Dziękuję za odpowiedź, na pewno spróbuję tej metody, a nóż widelec pojawi się jakiś postęp 🙂 I cieszę się, że moje przeczucie się sprawdziło, to budujące, że te wszystkie godziny analizowania nie idą na marne.
    Pozdrawiam!

  11. Airaenn
    Kwi 28, 2013 @ 02:40:29

    Dopisek: przeźroczyste nie, ale ani nie tak białe, jak matka, ani tak czarne, jak ojciec 🙂 to miałam na myśli mówiąc o „znoszeniu się” wzajemnie, bo obserwowany przypadek do „delikatnych” raczej nie należy.

  12. SwiatDucha
    Kwi 28, 2013 @ 23:45:53

    „przeźroczyste nie,..”
    no wiem :), to był żart!
    Oczywiście będzie Mulat

    a sprawy obciążeń mogą się trochę kiełbasić przy obserwacji [o czym zresztą dokładnie piszesz], te obciążenia występują z różną częstością. Przez to robią niezłą mamałygę w mózgu, który chce doszukiwać się w miarę spójnego i prostego obrazka. Dopiero, gdy odwołamy się do wyższych poziomów, wtedy WJ podpowiadają [przynajmniej mi], iż sam ogląd ziemski trzeba trochę poszerzyć, zrezygnować z wzorców myślowych [ewolucyjna, redukcjonistyczna Brzytwa Ockhama i podobne], aby zebrać w sensowne struktury owe obserwacje.

  13. SwiatDucha
    Kwi 28, 2013 @ 23:51:04

    Czuję się z lekka zażenowany, przyznam, hehe.

  14. Airaenn
    Kwi 28, 2013 @ 23:52:37

    No tak, trochę zajmie przestawianie się na takie postrzeganie, chociaż mimo wszystko systemy obciążeń i karmy są cudownie logiczne i wewnętrznie spójne, pod warunkiem, że patrzy się z odpowiedniego oddalenia i obejmuje wzrokiem wystarczająco dużo elementów. Niejedna zagadka wszechświata się wtedy rozwiązuje samoistnie – ale tu z kolei trzeba się zastanowić, co z taką wiedzą można zrobić, żeby nie była to sztuka dla sztuki? 😉

  15. ViniCator
    Maj 19, 2013 @ 14:14:56

    Witam, do zagadnień podziału obciążeń na krokodyle, wejścia, zatrucia i pogryzienia na początku podchodziłem z pewną niechęcią – jakoś nie przemiawiało to do mnie, ale po dłuższej lekturze ten model mnie przekonał, zważywszy że w tym tekście występuje wypisz wymaluj idealny przykład dla mojej obecnej sytuacji, tj. wzorzec ofiary + niska witalność czyli – pogryzienie i zatrucie. Muszę napisać że opis idealnie się zgadza i niech to będzie dla pana potwierdzeniem dotychczasowych badań w tym temacie. Z Tego akapitu potwierdzam u siebie stary wiek duszy, sporą ilość karmy, swoiste zmęczenie cyklami inkarnacyjnymi, wypalenie i bardzo silne problemy z motywacją do oczyszczania i jako ciekawostę dodam też że jestem duszą hybrydową (inna linia ewolucyjna) Dodatkowo przez pewien czas najpewniej gościłem to co określa pan jako postawa wejścia – czyli silna postawa roszczeniowa.

    Bardzo słabo radzę sobie z wyzwaniem tego wcielenia aby się oczyścić i w harmonii dopłynąć do końca tej dość „dusznej” dla mnie inkarnacji, więc zdecydowałem się pomoc psychoterapeuty-bioenergoterapeuty, wkrótce zaczynam systematyczne spotkania.

    Pozdrawiam

  16. SwiatDucha
    Maj 19, 2013 @ 19:40:30

    Witam również, to świetnie, że możesz tak się zdiagnozować.
    Mam nadzieję, że to rozpoznanie okaże się pożyteczne.
    Pozdrawiam, A.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: