Zespoły obciążeń duchowych


oto macie błogosławieństwo na zmianę:

liczby: 26, 13, magnetyczny sztorm w polu ziemskim

i pełnię i zaćmienie Księżyca! 🙂

Siły przyrody i kultury są za zmianą
– z tym tekstem – zmianą pozytywną!

.

Kilka ważnych uwag na początek:

1. Na poziomie naszego świata życie jest skomplikowane, tak też i obciążenia, z którymi się spotykamy najczęściej nie są jednoznaczne. Nie ma aż tak dużo nosicieli symbiontów, którzy by nie mieli innego „czegoś”. Nie możemy często obserwować samej „czystej” postawy wejścia. Poniższe zaś typy mieszane czasami zaś są tak częste, że potrafią konstytuować postawy całych narodów [dam przykłady].

2. Rozpiętość intensywności obciążenia jest bardzo duża, więc jeden typ może mieć przykłady bardzo mocne jak i niezmiernie słabe.
Dwie osoby mogą mieć ten sam typ postawy, pierwsza rozpatruje taką postawę jako lekką preferencję, a druga mogłaby dać się za to pokroić.
Proszę to mocno brać pod uwagę przy porównywaniu zarówno osób do typów, jak i osób pomiędzy sobą.

3. Osoby obciążone żyją w relacjach, w których nabywają pogryzień i zatruć, biorą w nich wejścia i symbionty. Opisuję te sytuacje biorąc pod uwagę środowisko, inne bliskie osoby. Nie wiem, czy poza relacjami między ludźmi można wskazać miejsce, w którym „potrzebne” by były tak istotnie jakiekolwiek obciążenia duchowe [środowisko przyrody stąd wydaje się tak „czyste”].

Biorę pod uwagę całe środowisko, ileś osób. I dlatego chyba tak wspaniale układają się w mojej praktyce analizy całych systemów pokoleniowych – osoby dopasowują się nawzajem do siebie obciążeniami tak jak cząstki puzzla tworzą obrazek. Silnie spasowany i nie dający się rozciągnąć po zaskoczeniu zapadek puzzla. Tak jak w puzzlu – dopiero wyjście z płaskiego 2D do kolejnego wymiaru 3D, dopiero podniesienie puzelka może dać odpięcie go od całości i możliwość przesunięcia.

Podobnie i w życiu – działając na starych zasadach niewiele się daje zdziałać, jednakże podniesienie się w kolejny wymiar [tzw. transcendecja, czyli przekroczenie] daje dostęp do rozsupłania węzła karmicznego. Tutaj podstawą naszej transcendencji jest wiedza ezoteryczna, duchowa przedstawiona w tekście. Na jej podstawie mamy szanse na zmiany.

Dla tych przyczyn opisuję poniżej tak często relacje osób.

4. Tutaj typy obciążeń rozpatruję nieco szerzej. Nie chodzi jedynie o osobę konkretnie obciążoną, ale także mającą postawę danego typu: np. postawa pogryzienia.

Samo obciążenie [duch wejściujący, symbiont, rany z pogryzienia] są efektem użytkowania konkretnej postawy życiowej. Ta postawa niegdyś była w powijakach, rozwijała się latami, ale już w formie początkowej była na tyle silna, że Dusza była w stanie nawiązać kontakty z innymi, dopełniającymi się obciążeniami tak, aby intencje osób wchodzących w ten system się dopełniły.

Przykładem może być żona alkoholilka, która jest współuzależniona jeszcze przed ślubem, natomiast wtedy nie cierpi zupełnie, ponieważ nie jest pogryziona. Z czasem krokodyl zaczyna żreć, a pani domu dopiero wtedy zaczyna się wstrętnie czuć. Efekty postawy [jak to z karmą bywa] przychodzą czasami długo później, niż człowiek przyjmuje błędną postawę.

Tak więc rozpatrujemy tutaj coś więcej niż tylko obciążenia – są to konkretne zespoły postaw życiowych, mających już efekty [np. zatrucie lub pogryzienie], ale i nie mające jeszcze efektów.

——–
Domniemuję, że już zapoznałaś/eś się z obciążeniami pojedynczymi [tu są opisy – link]. Obecnie, mając tą wiedzę, zobaczymy realne postacie, coś więcej niż proste profile.

Przykłady:

.

Krokodyl [1 albo więcej] + Zatrucie

[to profil alkoholika]

.

Alkoholicy mają zwykle kr. astralnego. Inne typy kr. nie muszą się łączyć z uzależnieniem od substancji [mogą być inne formy].

Kiedy ktoś jest obciążony krokodylem zwykle ma także swojego adwersaża – wręcz stara się o niego. Narcyzm osób z krokodylem powoduje, że łechce je zainteresowanie innych, otoczenia, są łase na zainteresowanie. Stąd krokodyle sobie zapewniają pokarm [przyciągają inne osoby – ofiary, os. współuzależnione]. Partner osoby z krokodylem ma zwykle postawę dostarczyciela energii. Umie się opiekować, jest to osoba zwykle wiele dająca. Jednakże krokodyl w swoim apetycie robi brzydkie rzeczy i zwykle po niedługim czasie rozjusza ową ofiarę. Układ może jednak przetrwać – osoba współuzależniona wie, ile by straciła, gdyby opuściła symbionta. Przykładem może być żona mieszkająca w wystawnym domu, opiekująca się dzieckiem i domem. Bez męża „skazuje” się na drastyczny spadek komfortu i poniewierkę. Jednak i ona zwykle ma coś „na podorędziu” – wzbiera w niej „słuszny gniew” i zaprasza sobie wejście, które w miarę skutecznie przytruwa nosiciela symbionta. Nic dziwnego, że taki mąż zaraz przestaje mieć ochotę przychodzić do swojego własnego domu. A aktywność krokodyla powoduje, że mąż zaczyna rozglądać się za kolejną partnerką, która nie będzie go tak przytruwała, a będzie na podorędziu. Historia bardzo typowa, jakich pewnie słyszałeś wiele.

.

Wejście [większe] + Pogryzienie

[oto profil żony alkoholika]

.

Osoby mające wejście zwykle są mocno przekonane do swojej wersji wydarzeń. Jak nosiciele kr. potrafią na bieżąco „wahlować” rzeczywistością, tak już osoby z Wejściem tego nie potrafią. Ale są mocno pamiętliwe, mocno osadzone w dosyć prostych treściach życiowych, z których czerpią argumenty na swoje postawy. Dodatkowo pogryzienie daje im nieprzyjemne pobudzenie w postaci poczucia krzywdy. To mieszanka domagająca się! Domaganie się, roszczeniowość jest tutaj bardzo istotną cechą. Krokodyla nie ma, nie ma nadludzkich wibracji, stąd trzeba mocno trzymać się argumetnacji, uruchamiać gniew.
Jeszcze dodajmy, że podobne przyciąga podobne – kobiety są w rodzinie tymi, które potrzebują [dla siebie i dzieci]. Stąd taka rola przyciąga istoty z Wejściem i pogryzieniem – tu ich Dusze będą czuć się w swoim żywiole i będą mogły rościć sobie ile wlezie! Będą miały argumenty za swoją postawą, „przecież są żoną i matką dzieciom!”

Jednakże nie jest to tylko profil występujący u żony alkoholika. Gdy mężczyzna jest zasadniczy, ma swoje bardzo silne, umotywowane postawy ideowe, może być atrakcyjny dla w miarę słabej kobiety, która jednakże ma za pazuchą krokodylka [a co, też chce się czuć silna!]. Mężczyźnie wydawać się może że zjadł wiele rozumów, wiele mówi, jest uparty, „niewywrotny”. A kobieta spokojna, cicha, ale krokodylek swoje zbierze, nie martwcie się.

Tego typu obciążenie Wejście [większe] + Pogryzienie jest, a właściwie było popularne w Polsce. Postawa szlachcica na zagrodzie, który był równy wojewodzie to mocne docenianie swojego uzasadnionego poglądu, jowialność [Wejście] plus poczucie skrzywdzenia [np. najazdy i grabieże]. Taka postawa skutkowała bronieniem swojego dobytku z pozycji pokrzywdzenia [pogryzienie], ale bardzo mocno uzasadnionego [wejście umocowane w religii katolickiej]. Czytałem kiedyś o epokach najazdów, choćby podam dwa przykłady:
Mongołowie [Tatarzy] 1241-1288
Tatarzy i Turcy 1620-1676.
Polacy w tych czasach mocno zebrali „w kość”, postawa pogryzienia i wejścia miała się na czym rozwijać.
Co ciekawe, w XVII wieku szerzyła się mocno wiara katolicka, odnotowuje się wiele potężnych ceremonii mających zjednać przychylność Boga, aby uchronił Polskę. To wzmacniało zarówno postawę Wejść: „Mamy argumenty – od samego Boga, on jest po naszej stronie. A przynajmniej powinien być [wejście jest słabe, yin, stąd brak 100% przekonania], ponieważ jesteśmy gorliwymi katolikami!”

Postawa buntu przeciw złu jest wytworem chrześciaństwa „pospolitego”, w żadnym razie nie jest biblijna.
Nadstawianie drugiego policzka, oddawanie cesarzowi co cesarskie, pójście z kimś dalej niż żąda? O nie, chrześcianie katolicy z Polski o tym już dawno zapomnieli! O katastrofę pod Smoleńskiem toczą się przez lata regularne bitwy, drugiego policzka katolicy po prostu nie mają [czy przez totalną nieuważność przy czytaniach z Nowego Testamentu w Kościołach?]. Nie, ta postawa wynika z utrzymujących się powszechnie pogryzień. Pogryzienie bowiem ma w swoim charakterze poczucie bycia ofiarą oraz chęć odzyskania „swojego”. Nic w tym z refleksji, nic w tym z przemyślenia, że to może my sami jakoś to sprowokowaliśmy. Wejście zaś dodaje argumentów za naszą postawą, uruchamiając roszczenia i manipulacje, wzmacniając, dodając animuszu.

.

Pogryzienie + Zatrucie

[profil dziecka alkoholika będącego podwójną ofiarą]

.

Taki zestaw występuje np. u dziecka jako efekt przebywaniu w domu gdzie jedno z rodziców jest uzależnione [np. alkoholizm], a drugie broni się przeciw temu uzależnionemu i ma z tego powodu przyzwanego ducha Wejściującego. Jest to najbardziej pesymistyczny wariant, najbardziej nasycony byciem ofiarą. Taki człowiek jakby nie chciał się bronić. Nie chodzi o to, że powinien atakować swoich oprawców. Może raczej się oczyszczać. Jednak dojście do motywacji oczyszczania się, zdrowienia może być trudne. Może potrzebować zwiększenia świadomości duchowej, jako, że na planie fizycznym, widzialnym nie widać nadziei [gdy utrzymuje się taką postawę].

Pogryzienie + Zatrucie  często występuje u Dusz starszych, starych, które mają już powoli dość tej kręcioły związanej z krokodylami i wejściami. A że zwykle mają jeszcze karmę, to są przez wejścia i krokodyle poatakowane dosyć mocno. Stare Dusze nie tylko wtedy mają dość z powodu swojego wieku Duszy, ale też mają „odpowiednie” miejsce, gdzie jest im udowadniane, że są na to dowody, iż życie jest ciężkie [pogryzienia], a ciało fizyczne [poprzez zatrucie czakramów] nie chce, więcej, nie nie jest w stanie się angażować w aktywność, nawet jeśli człowiek czegoś pragnie.

Na szczęście ten wariant występuje rzadko i u osób, które mają potencjał, aby z tym sobie przynajmniej trochę radzić.

Do takiego wystąpienia Pogryzienie + Zatrucie można także dojść poprzez oczyszczenie Wejścia i postawy z nim związanej. Wtedy już nie można się wspierać „argumentacją”, ani moc istoty wejściującej też już nie jest dostępna. Jest to niewątpliwie sukces, ponieważ jest krokiem na drodze oczyszczania, jednakże nie ma się już tak barwnej osobowości typu Wejście + Pogryzienie + Zatrucie…

Pozostaje o wiele mniej atrakcyjna praca z konkretnymi obciążeniami typu bycia ofiarą. Jednakże nie ma co się przejmować – gdy są intencje do oczyszczenia, to przyjdzie ono, jest to tylko kwestia czasu.

.

Krokodyl [silny] + Pogryzienie [mniejsze]

.

To przypadek partnerów z „silnego małżeństwa”. Partnerzy oboje mają krokodyle. Zwykle nie jednego. Imponują sobie wzajemnie, inspirują się mocno. Ale także [zupełnie nieświadomie] dość mocno się „dziabią”, przegryzają krokodylami a to jedno drugie, a to w odwrotną stronę. Sytuacja jest zwykle długotrwała, ponieważ taki układ daje mocne wsparcie obojga, mają dzięki niemu super pozycję w społeczeństwie. Może są „najmniejszą komórką społeczną”, ale na pewno nie najsłabszą! raczej jedną z najmocniejszych. Zwykle występuje tutaj pewna podskórna rywalizacja – jedno ma krokodyla np. wyższego, który góruje nad krokodylem niższym, ale druga strona też nie jest dłużna – jest odpowiednio wyposażona, może np. mieć dwa krokodyle, co daje większy power. I tak się wożą dziesięcioleciami, odgrywając konfrontacje, żrąc się i godząc nawzajem.

.

Pogryzienie [większe] i Krokodyla [mniejszego]

– w tej kolejności – mogą też mieć osoby samotne. Albo fizycznie samotne, albo będące w „jakimś” [nienajlepszym, kiepskim] związku, ale emocjonalnie opuszczone. Tzw. racjonaliści.
Mają wewnętrzne poczucie krzywdy i na tym nieświadomie buduje się ich ego, swoją bajkę, natomiast kr. jest tam także jako próba podniesienia się z upodlenia. Kr też ładnie przykrywa niemal wszystkie emocje [poza tymi z osobowości], ładnie odsuwa porywy Duszy, na rzecz porywów wykonywanych przez Symbionta.
Ileś takich osób zaniża sobie wibracje na potrzeby współpracy z krokodylem za pomocą palenia papierosów.
Np. zamiast zacząć malować [aktywność Duszy], taki ktoś zaczyna palić [zasilanie Symbionta].

Wyglądają bardzo poczciwie [tzn. spokojnie i nieagresywnie], mają swoje mocne postawy, są w miarę przyjaźni [znają smak kłopotów w życiu] natomiast nie mają raczej elastyczności. Ich ciało bolesne jest duże, ale się raczej nie skarżą. Raczej są skryci, mimo, iż przechowują ból. Kiedy mogą, włączają swoje „zdolności” czyli krokodyla i próbują brylować. Nie do końca im to wychodzi, ale w swoich oczach się starają.

Tutaj przychodzą mi na myśl dziewczyny, które jeżdżą na koniach. Obecnie koniarzami są dziewczynki. To one mają często postawę opieki [współczucie – same czują się ofiarą yang? mają postawę pogryzienia?], a dodatkowo je oczywiście kręci posiadanie władzy nad tak dużym zwierzęciem [jestem kimś więcej, wyżej, nawet od takiego dużego konia, to ja mam władzę, to ja decyduję – takie są nieuświadomione myśli]. Jest to więc skłonienie się ku „sile” i .. bezwzględności decydowania w stylu symbionta. W przypadku jeździectwa nie zagraża to nikomu [oprócz portfela rodziców], jest to politycznie poprawne, więc czemu w to nie wejść!
Nic dziwnego, że obecnie kobiety narzekają na mężczyzn, że są „nijacy”, kiedy same dążą ku krokodylom. Symbiontowi nic nie dorównuje, więc jest urzekający dla tych niewiast, które potrzebują się umocnić [symbiont z moich badań pojawia się u osób, które mają poczucie niedostatku].

Pogryzienie [większe] i Krokodyl [mniejszy] – w przypadku gdy moc krokodyla jest dosyć spora, taki człowiek już „wierzy w siebie”, ale pogryzienie mocno upodla jego koncepty. Zamiast coś miałoby wyglądać jak diament, wygląda jak butelka od oranżady. Pogryzienia powodują zaniżenie wibracji Duszy, stałą obecność bólu i niemożność uzyskania artystycznego blasku. W sztuce daje to efekty pretensjonalności, która jest obecna w takiej twórczosci. W twórczości przemysłowej daje to rzeczy „z gruba cięte”. Tak, to także najpewniej przyczyna niemieckiej solidności.

Wniosek: jeśli jesteś artystą, a twoje dzieła wyglądają pretensjonalnie [zamiast urzekać wyrażają skrywane pretensje] najlepiej zająć się swoimi wewnętrznymi pogryzieniami, poczuciem krzywdy, które wycieka szczelinami zbroi i wyraża się, zagnieżdża w twórczości. Oczyściwszy ciało bolesne z pewnością twórczość zyska na blasku.

Tu pierwszy przykład klinczu: krokodyl blokuje ciało bolesne [pogryzienia] nie dając przystępu świadomości. Jeśliby świadomość zauważyła pogryzienia, byłaby szansa na uleczenie bólu.
Z kolei ból daje napęd do zakrywania go, a krokodyl się tu super nadaje. Więc osobowość swobodnie z niego korzysta, ponieważ gadzina dobrze sobie radzi z utykaniem szmat w szczelinach zbroi, którą jest otoczone ciało bolesne [na temat zbroi charakteru czytaj w pracach Aleksandra Lowena i Dawida Boadelli – z nurtu bioenergetycznego psychoterapii].
Jedynie w specjalnych warunkach mogą zostać nadwyrężone owe pakuły i bolesne emocje zaczynają wyciekać [np. w głęboko dochodzącym masażu, bądź w maratonie psychoterapii, gdy puszczają, gdy stają się słabe mechanizmy obronne charakteru].

.

Pogryzienie [większe] i Krokodyl [mniejszy]

c.d.

Gdy dodatkowo taki ktoś ma wejście [czyli pogryzienie+krok+wejście], może jeszcze w „słusznym gniewie” próbować szturmować bramy np. wydawnictw, czy też gabinety kierowników wystaw, przekonując jakie to cenne eksponaty od niego/jej ma ów kierownik przedstawić na wystawie. Po wyjściu tej osoby, biedny kierownik aż otrząsa się ze wstrętem, aby zrzucić z siebie ten chłam, który chce pretendować do bycia sztuką. Przypominają mi się festiwale Opolskie z okresu socjalizmu..

Tutaj mamy także mocno wierzących w siebie [i w wyznawaną wiarę] pretensjonalnych [mających pretensje] np. chodzących od drzwi do drzwi wyznawców wiary w Jehowę, czy też nawiedzonych chrześcian. Są oczywiście także osoby zainteresowane rozwojem duchowym, natomiast mocno pogryzione, a jednocześnie sztywne, szukające ukojenia swoich ran w duchowości. Bóg im owych bolesnych pogryzień nie chce leczyć, natomiast wiara czyni cuda – tacy ludzie nadal w nie wierzą – nie muszę zmieniać postawy, przekonań, kiedyś Bóg BĘDZIE MUSIAŁ mi pomóc. To TA wiara jest dla mnie cudem 🙂
Dodoajmy: Wierzący nie odstępuje od takich przekonań i postaw, przy których Bóg jak dotąd nigdy nie ruszył palcem. A od postawy właśnie pomoc z Góry zależy. To się nazywa zaślepienie.

Pogryzienie [poczucie krzywdy], wejście [stawianie na swoim bez względu na logikę] i krokodyl [poczucie własnej wyższości] to bardzo przykra triada, sztywna, a i upierdliwa potrafi być niezwykle. Niestety, nie jest ani za grosz racjonalna. Na szczęście Bóg nie ma z nią nic wspólnego.

Pogryzienie [większe] i Krokodyl [mniejszy]

w kierunku ku:

Krokodyl [większy]
i Pogryzienie [mniejsze]

.

Podczas gdy pogryzienie mocno pokazuje Duszę i jej odczucia, Krokodyl może być wzięty przez osobowość, aby zagłuszyć, zapomnieć Duszę, aby nie czuć, nie odczuwać dyskomfortu ciała bolesnego [pogryzienia]. Powoduje to usztywnienie, znieczulenie.

Można tu powiedzieć kilka słów o Niemcach. Oglądałem film o tym, jak narodowi socjaliści [naziści] dochodzili do władzy po przegranej I wojnie światowej. Traktat wersalski tak się mocno z nimi obszedł, że Niemcy mieli w dużej części poczucie krzywdy. Poczucie krzywdy oczywiście wskazuje na pogryzienie. Dodatkowo, Niemcy  uważali, że zostają w swoim kraju mocno marginalizowani przez Żydów, którzy po wojnie jakby w ogóle nie odczuwali kłopotów – ich biznesy kwitły. Hitler mając krokodyle, wziął to na sztandary i rozpoczął tworzenie ruchu narodowego, nacjonalistycznego. W swojej idei miał przeciwstawienie się nieuczciwej przegranej [to wynika z pogryzienia, które jest w stanie się buntować, gniewać, „odzyskiwać co swoje”]. Przed Hitlerem – jak to widziałem na filmie w narodzie Niemieckim nie było aż tak rozpowszechnionej postawy promowanej przez krokodyle. Widocznie potrzeba było, aby nastąpiła kulminacja, aby to było mocno pokazane.

Odmiennie, niż w przypadku Polaków [Pogryzienia -> Wejścia], Niemcy wsparli postawy Pogryzienia Krokodylami. Przez wieki bowiem nie mieli najazdów na swoje ziemie. Po uaktywnieniu się świadomości germańskiej raczej sami najeżdżali [np. Polskę, zaczynając od Łużyc]. A krokodyl bierze cudze jak swoje [przypomnij sobie Krzyżaków]

http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Tribal_Kingdom_of_Samo-sl_version.PNG

Onet.pl:
„Marchia Północna, utworzona w 966 z północnej części Marchii Wschodniej Rozwinęła się terytorialnie wskutek podbojów ziem słowiańskich przez Albrechta Niedźwiedzia, który przyłączył do Marchii Północnej m.in. Brennę (późniejszy Brandenburg) oraz księstwo kopanickie. Przekształcona w 1157 w Marchię Brandenburską, następnie w Brandenburgię, jedno z najbardziej agresywnych księstw niemieckich.”

http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:P%C3%B3%C5%82nocno-wschodnie_Niemcy_ok_1000.svg

Ziemie, na których mieszkali Słowianie rozciągały się daleko na Zachód, aż pod Lubekę [czyli Lubice]. Serbołużyczanie zaś mieszkali aż do Lipska. Czyli historycznie-duchowo „okupacja” NRD przez Słowian była „odkupieniem” dawnych najazdów. Obszar NRD bowiem niemal dokładnie pokrywał miejsca zamieszkania Słowian.

[Proszę się nie odnosić do moich wywodów historycznych, są to jedynie jakieś hipotezy, najważniejsze jest wskazanie na ewentualne postawy Dusz. Z buddialnymi argumentami typu „chyba było nieco inaczej” proszę się udawać na fora historyczne i narodowe fanpage.]

Z czasem w latach 20 XX wieku Niemcy rozwijali postawy odpowiadające symbiontom, bazując na bólu z pogryzień [poczucie krzywdy, poniżenia]. I jak rozwinęli, to stwierdzili, że są rasą panów [to idealnie prezentuje postawę krokodyla]. Dusza grupowa była bardzo silna, wiele % głosów oddane zostało na Hitlera. Tak, tak, Hitler uzyskał tą dyktaturę na ścieżce stricto demokratycznej [zobacz więc, co warta demokracja 😉 ].

I tak demokratycznie wybrana władza ustaliła, iż naród ma panować nad światem. I poszli na wojnę. Wiele razy zastanawiałem się dlaczego Niemcy podejmowali tak tragiczne dla nich samych decyzje ataku na poszczególne państwa. Nie licząc się z tym, że z wszystkimi naraz to już nie wygrają. Jednakże odpowiedź jest bardzo prosta – symbionty nie rozumują, nie wyciągają wniosków. Są zaprogramowane na opieranie się na wsparciu z góry [od mocy ciemności – opiekunów kr.], są przekonane o bezwzględnej własnej dominacji. Niemcy w czasie wojny nie raz to udowodnili zabijając bez pardonu.

Taka postawa rodzi oczywiście możliwość totalnej klęski. Przegrali wojnę. Jednakże nie wzięli do siebie postawy wejścia, stąd nawet pogryzieni mieli możliwość mocno się rozwinąć gospodarczo. Niejedna osoba mi mówiła, że zupełnie nie wygląda na to, żeby Niemcy przegrali wojnę. Nie wygląda, ponieważ nie zrezygnowali z postawy yang: symbiontów + pogryzienia. Może postawy te ucywilizowali, natomiast obie są to postawy yang. Czyli postawa aktywna – niezależnie, czy w pozycji agresywnej, czy pozycji ofiary.
Zrozumiałe jest więc, że jest to najsilniej rozwijające się i najbardziej przesiąknięte technologią duże państwo Europy.

.

Krokodyl + Zatrucie

.

Tacy ludzie mają w życiu nie tyle „pod górkę”, co od razu ostra wywrotka i do rowu! Bez gadania i bez nadmiernego czekania.

Tacy ludzie nie potrafią „zawalczyć” o siebie. W moich badaniach potrafią szybko staczać się, albo mieć mocne wzorce autodestrukcyjne [narkomania]. Oprócz krokodyla, który wymaga sam z siebie od nosiciela, aby zaniżał sobie wibracje [tu szczególnie narkotykami] taka osoba może być ofiarą klątw, które często rzucają osoby z wejściami. Wyjście z tego jest ciężkie, wystarcza wspomnieć jak ciężko ludzie wychodzą z narkomanii. Nie wiedzą raczej tego, że mają dwa obciążenia, z których każde jest mocno degradujące. Razem dopełniają się one do mocnej destrukcji życia.

Jak jeszcze sam krokodyl może być ogarnięty poprzez mocne, wysokowibracyjne decyzje, to – na nieszczęście – zatrucie nie daje za grosz możliwości do wykonania takich kroków na takich wibracjach. Zatrucie upodla wibracje, powoli zabija trucizną czakry [zwłaszcza dolne], przez co umocowanie w świecie fizycznym, konkretne działania stają pod mocnym znakiem zapytania. Człowiek z zatruciem nie jest w stanie podejmować konkretnych działań, tak potrzebnych w leczeniu uzależnienia.
Z drugiej strony uzależnienie, potrzebne do współpracy z krokodylem daje pomieszanie w umyśle, co mocno zmniejsza trzeźwość i racjonalność potrzebną do oczyszczania się z zatrucia.
Jest to jednym słowem sytuacja klinczu karmicznego.

Takich klinczów można wskazać więcej [np. krok – pogryzienie]. Nie jestem w stanie stwierdzić dlaczego, ale jakimś dziwnym trafem są tak „zaprojektowane”, aby osoby [i Dusze] mogły trwać w nich dziesięcioleciami, ba, całymi dziesiątkami inkarnacji.  

.

Rodziny alkoholików

.

Typowym miejscem [i jakże częstym], gdzie możemy obserwować owe obciążenia są domy alkoholilków. W takim domu mamy zwykle pięć typów osób.

A. Krokodyl [1 albo więcej] + Zatrucie [profil alkoholika]
B. Wejście + Pogryzienie [profil żony alkoholika]
C. Pogryzienie + Zatrucie [profil dziecka alkoholika]
D. Krokodyl silny
E. Wejście silne

To są profile typowe, zwłaszcza dla A i B. Dziecko pochodzące z takiego domu może mieć za to każdy z profili: A, B lub C. Skądś bowiem muszą brać się kolejni alkoholicy, skądś się biorą kolejne żony alkoholików. DDA [dorosłe dziecko alkoholika] nie jest więc prostym typem, a raczej zbiorem typów.
Czyli jedno dziecko w takiej rodzinie może być typem B, drugie A.

W przypadkach mocniejszych osób będących dziećmi, mogą mieć one także czyste typy obciążenia jedynie Krokodylem D bądź jedynie Wejściem E. Wtedy posiadane obciążenia są na tyle silne, że nie pozwalają na zatrucie, lub na pogryzienie tej osoby. I wychodzi z domu taki ktoś bez obciążeń ofiary [bez pogryzienia, bez zatrucia], bardzo silna osoba, ale za to bardzo obciążona.

Z pewnością każde DDA ma poczucie pokrzywdzenia, natomiast fachowcy psycholodzy nie odróżniają zwykle typów w ramach dda. Spotkałem się jedynie w jednej placówce, że na terapii ze zbioru osób typów A, B i C „wyciągnięta” [do innej grupy] została osoba typu A aby nie zakłócać procesu terapeutycznego.

W przypadkach przychodni psychiatrycznych, które nie mają profilu DDA jest już lepiej – potrafią rodzielić pacjentów na osobne typy.

Warto kilka słów powiedzieć o grupach samopomocowych DDA. Tutaj, niestety, jest wolna amerykanka – do worka DDA zostały wsadzone niegdyś wszystkie typy  występujące jako dzieci w rodzinie alkoholowej i tak zostało. Przez to albo działające grupy mają dużą rotację [wiele osób przychodzi, wiele odchodzi], albo – w mniejszych miastach – grupy powstają i padają i tak w kółko.

Powód? Widziałem, że ludzie nie wytrzymują z innymi typami w tej samej grupie. Nie, żeby się nie lubili, ale energetycznie – gdy w tej samej grupie są osoby z różnych typów, to odtwarza się sytuacja energetyczna domu alkoholowego i.. takiego kogoś wymiata, ponieważ zdecydowanie nie jest to sytuacja terapeutyczna, a sytuacja odtwarzania traumy. Wystarczy, aby gościu z krokodylami zaczął szarpać energetycznie otoczenie, a osoby z pogryzieniami uciekają. Jak zaczyna zaś ktoś z wejściem kontrolować sytuację, to ci z krokodylami i z zatruciami się ulatniają.

Nie mogą tam na to [przy obecnych zasadach grupowych wspólnoty DDA] nic poradzić – KAŻDY może się zapisać, i każdy może przychodzić na grupę. A wrażliwość, zdolność rozpoznawania sytuacji jest na tyle niska, iż w ogóle członkowie tych grup nic nie rozumieją dlaczego wspólnota kołysze się na skraju niebytu. W stosunku do liczebności grup Anonimowych Alkoholików grup DDA jest około dziesięć razy mniej. To świadczy o tragicznym niezrozumieniu sprawy i – co więcej – trwaniu w pomieszaniu, w postawie ofiary. Owszem, jeśli ktoś „się uprze” to oczyści sobie co zechce z DDA. Natomiast DDA light [bez głębokiej pracy i zrozumienia, typu: „no to jestem, zróbcie coś z tym”] prowadzi na manowce i daje zniechęcenie do oczyszczania obciążeń.

Oprócz DDA, jest także wiele domów, w których nie występuje alkohol, a i tak są to domy dysfunkcyjne. W nich także występują typy A, B i C oraz typy „jednorodne” D i E.

——

Dlaczego to piszę?

Opowiadanie o obciążeniach różnorakich może wydawać się przytłaczające, prawda? Ćwierkający liderzy rozwoju duchowego oczywiście [dla bezpieczeństwa swojego konta bankowego] mogą uznać, że należy zajmować się WYŁĄCZNIE czymś pozytywnym, budować pozytywny obraz świata. Zgadzam się, bowiem umysł jest twórczy. Jak jednak ma biegać ktoś, kto ma 30 kilowy plecak na plecach? Nawet jeśli będzie szybko przebierał nogami i podskakiwał w takt podawany przez „pozytywnego” trenera, to zaniedługo może znaleźć się na ziemi, może nawet ze złamaną nogą…
A przecież nie chodzi o to, aby robić sobie krzywdę.

Biegać można, ale po zdjęciu plecaka, obciążenia. To jest – jak mi się wydaje – jedyna rozsądna droga.

Nie chcę więc epatować kłopotami, raczej pokazać, że jest ciężki plecak, jaki, gdzie są zapięcia i jak je rozpinać [o ile to wiem]. Zdjąć obciążenia sobie możecie sami albo z pomocą terapeutów.

Ba! Często jest kilka plecaków.. [kilka obciążeń]. Ale wtedy łatwiej jest coś pojedynczego zdjąć i odczuć ulgę.

Przypominam „świętą trójcę” podawaną przez Leszka Żądło, bez pracy nad którą lepiej nie zaczynać pracy nad sobą. A więc są to:

poczucie własnego bezpieczeństwa,

poczucie własnej niewinności,

poczucie własnej wartości

[nie zaś ważności].

Praca nad nimi jest podstawą, ale i uwieńczeniem w pewnym sensie. Jeśli bowiem masz te cechy mocno rozwinięte, to oczyszczanie się jest zdecydowanie ułatwione, często może być spontaniczne. Czego nam wszystkim życzę.

Reklamy