Postrzeganie obciążeń duchowych


Obciążeniem przywykliśmy nazywać coś, co nam przeszkadza.

To zaś, czy coś jest przeszkadzające jest sprawą względną. Względność taką ustalamy najczęściej sami, można powiedzieć, że Dusza chce czegoś – i wobec tego czegoś weryfikuje, czy dana sprawa jest pomocna czy przeszkadzająca.

Ludzie żyjąc w świecie fizycznym zwykle uznają to, co im w tym świecie sprzyja za coś „dobrego”. A to, co przeszkadza, co powoduje, iż męczą się określają jako złe. Jest to zrozumiałe.

Obciążenia duchowe są czymś innym. Określone są poprzez działalność istoty ludzkiej w świecie niewidzialnym, duchowym. Po prostu zamiast przyjmować wartościowanie związane z życiem ziemskim patrzymy „wyżej” – możemy dostrzec, że oprócz tego, co dotykalne fizyczne są również poziomy subtelnie, np. emocje, myśli, uczucia.

Wobec tego, co „wyżej”, tego, jak się czujemy w sferach psychiki i duchowych także można oceniać nasze postawy, nasze przemyślenia. Czy jakieś działanie nam jest pomocne czy też nie. Stąd też wywodzi się termin „obciążenie duchowe”. Jeśli coś jest obciążeniem w takim znaczeniu przeszkadza nam w prostym rozwoju duchowym.

Nie bez przyczyny piszę, że to coś przeszkadza w „prostym” rozwoju. Świat duchowy jest bowiem sporo skomplikowany i [jak już wielokrotnie pisałem] dla Duszy prawie wszystko jest korzystne [z jej punktu widzenia]. Dusza ma bowiem bardzo prosty paradygmat. Plan Boży dla niej wyraża się prostym słowem: „doświadczać!”, to jest ważne. A przecież do zwiększenia liczby doświadczeń, doznań mało co się nie dokłada. Dusza postrzega więc za pozytywne zarówno wyjazd na Mazury, pracę za granicą, zarabianie pieniędzy, okradanie sejfów, głodowanie dzieci w Afryce jak i czytanie artykułów z prasy codziennej.

Jednakże już medytacja zen, wyciszenie kontemplacyjne, cicha modlitwa, a nawet pogodzenie się w rodzinie, bądź rozbrojenie światowe mogą być przez nią postrzegane jako coś niewygodnego, ba, niewartego zainteresowania! Proszę zauważyć, że coś, co my sami [jako Świadome Ja, osobowość] postrzegamy pozytywne ona widzi jako niekorzystne.

Mam nadzieję, że pokazałem paradoks. Duszę bowiem przyjęliśmy uważać za coś, co będzie z nami współpracować. A tu nagle dziwne olśnienie – ona ma inne cele niż ja!

Proszę nie porzucać tego odczucia paradoksu. Dalej też będziemy kontynuować jego przeżywanie.

Wszechświat [Bóg] zaplanował Duszę tak, aby uruchomić ogromnie dużo procesów doświadczania, aby istoty zamieszkujące świat zyskiwały zarówno odrębność jak i osobowość [ego], a na koniec aby uruchamiały Świadome Ja i się oświecały [odkrywały ponowną jedność z Boskością].

Jest to szeroka rzeka procesów bardzo często meandrująca. Dla kogoś, kto wybiera jednak w miarę szybko iść ku powyższemu celowi duchowemu [oświeceniu] potrzebny jest prosty rozwój, już nie pokręcony, nie rozłożony na wiele wcieleń.

I wtedy przydaje się postrzegać pewne postawy duchowe, pewne decyzje podjęte przez tandem Dusza-osobowość jako obciążenia.

Podobnie też jeśli Dusza zanadto swawoli, gdy ilość i jakość [a zwłaszcza jakość] doświadczeń nam już nie odpowiada, wtedy patrzymy gdzie jest powód. Szczęśliwie, zarówno dla oświecenia jak i dla wyższej jakości życia potrzeba jest oczyszczenia z tych samych obciążeń duchowych. Można więcej powiedzieć – podążanie drogą ku oświeceniu jest podążaniem ku życiu o wyższej jakości duchowej.

Warto dodać:
Zdobywanie, osiąganie wyższej jakości życia w sferze wyłącznie fizycznej nie prowadzi samo z siebie do oświecenia. Można bowiem ‚świat zyskać, a ponieść w rozwoju duchowym [na swojej Duszy] szkodę’.

Jeśli ktoś nie jest duchowością zainteresowany, proszę nie bombardować go informacjami, co powinien zrobić, aby „lepiej żyć”. Może go po prostu rozwój duchowy, oświecenie niewiele obchodzi. Ma do tego pełne prawo.

Obciążenia duchowe

Wyliczę teraz poszczególne postawy, negatywnie wpływające na prosty rozwój duchowy.

I oczywiście podam, zgodnie z tematem tekstu, jak są owe postawy postrzegane przez osoby, które je posiadają. Nie jest to takie proste – zgodnie z tym, co wyżej jest powiedziane, pewne obciążenia są postrzegane jednoznacznie negatywne, inne zaś.. postrzegane pozytywnie! Tak, to się często zdarza – istnieją częste postawy, które mocno przydają się w życiu na ziemi, natomiast są równoznaczne z zaciągniętym hamulcem ręcznym w sferze duchowej. I są postrzegane jak? Pozytywnie [takim osobom bowiem duchowość tak naprawdę nie imponuje].

schemat obciążeń

Zatrucie od wejścia: ofiara yin

[link do opisu zatruć]

Zaczynamy od najsłabszego typu: nie tylko ofiary, ale i słabej [yin]. Słabej ofiary.

Przejawia się jako zaburzenie funkcjonowania w sferze fizycznej. W najsłabszych manifestacjach jest to depresyjność, trudność z opiekowaniem się sobą, w pracy. Tu mamy kłopoty z pieniędzmi. W przypadkach cięższych jest to depresja kliniczna, błędne postrzeganie świata a nawet choroby psychiczne. [proszę zawsze pamiętać, że każdy typ obciążenia ma sporą skalę rozpiętości!]

Ten typ obciążenia jest najłatwiejszy w wytłumaczeniu. Trudności w funkcjonowaniu? To przecież przeszkadza! I oczywiście – od razu większość powie: to jest obciążenie.

I tak jest to postrzegane: mam depresję, nie mam pieniędzy, jest mi źle na świecie. Oceniam to jako niedobre, bardzo niedobre, chcę się z tego wyrwać!!

Jednym z najbardziej prostych, wręcz prymitywnych reakcji organizmu [już na poziomie komórkowym] jest mechanizm wyrzucania i wchłaniania. To, co niedobre – wyrzucamy, co uważa istota za korzystne – przyjmujemy z otwartymi rękami! Do siebie i do wewnątrz!

Prześledzimy te postawy w kolejnych typach obciążeń.

Dla pierwszego – zatrucia od wejścia będzie aktualne wyrzucanie, dystansowanie się. Ja „mam” depresję, ale jej BARDZO NIE CHCĘ! Czyli depresja jest czymś „na zewnątrz” mnie, czymś nie moim, chociaż się to coś przypałętało, to nie chcę tego, odrzucam. I na pewno „nie jestem depresją”.

.

Pogryzienia: ofiara yang

[link do opisu pogryzień]

Jest to ofiara, ale posiadająca pewną moc w sobie [yang].

Pogryzienia są niemal równie kłopotliwe jak powyżej opisane zatrucia czakr od wejścia. Jednak nie aż tak bardzo. W przypadku pogryzienia nie mamy aż takiego dużego zredukowania sił witalnych istoty. Człowiek ma poczucie skrzywdzenia, wkurza się, czuje się pokiereszowany duchowo, psychicznie, ale nadal działa! Wiele osób w tym stanie, na przekór przeszkodom potrafi całkiem nieźle sobie radzić i nawet osiągać wysokie stopnie w karierze zawodowej [jak to opowiadają psychologowie o dorosłych dzieciach z domów alkoholowych].

Pogryzienie jest to więc przeszkoda życiowa, ale nie krańcowo silna. Takie też jest jej postrzeganie. „Jeśli mogę funkcjonować, a mam cele fizyczne, konkretne, to się na nich skupię. Jeślibym miał/a zainteresować się i pracować to bym stracił/a wiele cennego czasu, wystarczy, że trochę zduszę w sobie przeżywanie i będzie w miarę dobrze. Poradzę sobie, chociaż czasami cholera mnie bierze.”

„Czuję się podle”, „Mam tego dosyć”, „Czemu ci tam …”, „Muszę się przyłożyć a tak mi się nie chce .. ” – to wypowiedzi osób, które mogą mieć pogryzienie. Czują dyskomfort, ale sobie radzą. Co prawda nie „jestem zniechęceniem”, nie „jestem podłym samopoczuciem” – raczej chcę się tego pozbyć, ale nie daje się jakoś, choć próbuję. Czyli nie utożsamiam się, ale też wiem, że coś z tego jest moje, część z tego przeżywam jako „ja”.

Relacja z obciążeniem nie jest tak jednoznacznie negatywna jak w przypadku zatrucia [depresji]. Nie wyrzucamy tego z siebie całkowicie, coś tam jest naszej energii, którą przecież potrzebujemy, więc nawet jeśli trochę boli, uznajemy to przeżycie a swoje, za część swojej psyche.

.

Wejście: agresor yin

[link do opisu wejść]

Przechodzimy do strony atakującej. W typie wejścia przeważa aktywność, chociaż jest także spora część odczucia słabości, stąd nazwa: „słaby agresor”, „agresor yin”.

Osoby z wejściem czują się w miarę silne w swoim świecie. Mają plany, silne postawy [zwłaszcza mentalne], mają mnóstwo argumentów aby umocować swoją aktywność. Czują się silne poprzez tradycję, z pomocą prawa zwyczajowego, rodzinnego, a nawet znajdują wiele wsparcia w prawach ustanawianych przez państwo. Mantrą osoby z wejsciem jest: „ja mam prawo!”, można by powiedzieć „ja jestem po prawie”, „ja jestem prawem” [w rozumieniu racja jest po mojej stronie]. Tak usilne umacnianie się we własnym przekonaniu nie musi być nawet wypowiadane. To „widać, słychać i czuć” po całej osobie [zresztą jak i inne obciążenia, jeśli się im przyjrzeć].

Czemu taki ktoś ustala się w takim zacięciu w uprawomocnianiu swojej postawy? Ponieważ czuje się niesłusznie atakowany, a że nie jest w stanie odeprzeć ataku kr. – czuje się słaby.

Postawa agresywna wchodzi w krew z prostej przyczyny: osoba z wejsciem czuje się zagubiona. Nie wie skąd przyjdzie atak [nie rozpoznaje kr.] więc trzyma gardę niemal cały czas.

Takie zabezpieczanie się [razem z podniesionym ciśnieniem, gniewem, czy nawet wściekłością, zapalczywością w cięższych okazjach] jest dla osoby z wejściem postrzegane jako coś, co ją ratuje. A więc, jesto „coś dobrego”, będzie to chołubione, pielęgnowane. Pielęgnowane obciążenie?! Tak. Wejście jest pielęgnowane, nie tak jak pogryzienie, które nie jest lubiane. Nie jak zatrucie, którego ktoś chce się pozbyć.

Stąd też i osobista postawa wobec wejścia: jeśli to mi tak pomaga, to muszę być to ja. Może nie jest to super broń [bo mam podwyższone ciśnienie, gniewam się, czuję się wściekła], ale jest to coś bardzo znacznego. Stąd ego [wizerunek własnej osoby] obejmuje to obciążenie, co prawda z pewnym trudem [ja nie jestem aż taki kłótnik..], ale jednak system wsparcia poprzez wejście uznawany jest jako „coś mojego”. Z czego nie zrezygnuję.

„Z czego nie zrezygnuję”? Otóż to. Dla potrzeb świata fizycznego wejście jest tak pomocne, że taka osoba nie chce tego oddać.

Z punktu widzenia duchowego zaś wejście jest jednoznacznie negatywne. Jest to ustanowienie portalu na swoich czakrach dla pomagających istot „nie z tego świata”, istot nieprzyjaznych, które tutaj przychodzą się pożywić i potruć ziemian. Wg. rozwoju duchowego: bezwzlgędnie do oczyszczenia.

Więc widzisz: dwa zupełnie różne zdania na temat tej samej postawy, zależnie od wybranego celu.

.

PSC : agresor yang

[Pomocnik Sił Cienia, czyli krokodyl, in. symbiont]
[link do opisu PSC]

Tutaj zaczniemy od niewielkiego nasilenia tego obciążenia. Jest to bardzo specyficzna sytuacja, ponieważ wygląda bardzo porządnie [przynajmniej z ziemskiego punktu widzenia].

Mały PCS jest „nieszkodliwy”. Jest na tyle mały, że wręcz niezauważalny. Dla większości osób, włączając mnie samego. Przecież taki ktoś ani nie jest agresywny, ani nie jest jakiś niesympatyczny. Przeciwnie, jest zarówno sympatyczny jak i przyjazny! Czego się czepiasz, można powiedzieć.

PCS nie jest żadnym kłopotem jeśli chodzi o sprawy ziemskie, wręcz przeciwnie. Ma spore pozytywne działanie w obrębie konkretnych spraw, czakry splotu, podstawy. Taki człowiek załatwia sprawy, odnajduje się w cywilizacyjnym systemie Bablionu, robi pozytywne wrażenie, rozsiewa podwyższone wibracje. Czego tu chcieć?!!!

Ja nie oceniam postaw, jeśli ktoś chce poświęcić się sprawom ziemskim, Bóg z nim, przepraszam, powinienem powiedzieć „niech mu pieniądze i posiadłości przyniosą szczęście” – i to może w dużej części się spełnić. Dusza żyje w świecie fizycznym, jest oki.

Poddanie się Duszy porządkowi ziemskiemu jest powszechnie uznawane. Stąd jeśli ktoś ustanawia swoje cele, wartości zgodnie z porządkiem duchowym, to .. także inaczej patrzy na takie sprawy jak mały PSC. Już nie tak neutralnie.

Dla rozwoju duchowego PSC, nawet mały stanowi nie wsparcie, a.. blokadę rozwoju. Współpracując [najczęściej nieświadomie z PSC] człowiek dokonuje takiego wyboru, że oto negatywne siły duchowe go wspierają. Po iluś wcieleniach Dusza [wraz z kolejnymi osobowościami] nieco przytłumia działanie kr., dostosowuje się do współpracy. Widziałem ileś osób, które pracują nad sobą, działają w rozwoju duchowym, a mają małe i większe PSC. Dziwne? Nawet jogini, guru, rinpocze też to posiadają. I dlaczego?

PSC wspomaga siły, umiejętności człowieka na tyle, że Dusza lgnie do niego, uważa go za dobrodzieja. Dlaczego w obszarach psychiki, duchowości miałoby być inaczej? Dusza obszernie sobie korzysta z umiejętności PSC, płaci daninę, natomiast nie ma motywacji do oddania tego symbiotycznego bytu. Uzależnia się od niego. Już nie wszystkie osiągnięcia człowieka są istotnie jego. A także symbiont na niższych ciałach blokuje rozwój ciał wyższych, przecież pan jest niżej, więc czemu masz od niego odchodzić?

„Jogini Powinni o tym wiedzieć”. Powinni? Otóż nie. Joga nie jest systemem eksplorującym psychikę, przynajmniej ta najbardziej rozpowszechniona. Operuje wyżej niż psychika, w sferze Ducha. A PSC nie pojawia się tak jawnie w obszarze Ducha, jest wtykiem do Duszy. Dopiero zachodnia psychologia, psychoterapia jest w stanie skutecznie diagnozować objawy tych sił.

Dla mnichów buddyjskich osobowość jest czymś drugorzędnym jeśli nie trzeciorzędnym, Dusza jest uważana za przemijającą nawet po jednym wcieleniu [zostaje tylko esencja istoty na następne wcielenie, doktryna zniknięcia duszy]. Nie mają więc potrzeby rozważania takich „mało istotnych” spraw.
wikipedia: „Według nauk buddyzmu wszystko jest nietrwałe, w stanie ciągłej zmiany, przejściowe. Jedyne co przechodzi z życia do życia to nawykowe siły i tendencje kierowane prawem przyczynowo-skutkowym karma, poza tym nie ma w człowieku nic trwałego, niezależnego i wrodzonego, ale również nie ma też całkowitej nicości egzystencji.”

.

Natomiast system, którego opis czytasz jest zarówno duchowy jak i poprawny psychologicznie [zgodny z zachodnimi odkryciami].

Do rzeczy. Mały PSC pomaga w życiu ziemskim, a jest przeszkodą w rozwoju duchowym.

Jednakże niezależnie od wielkości PSC jest tak wielkim pomocnikiem samego człowieka, że traktuje on PSC jako.. samego siebie!!! I wtedy: „o jakim obciążeniu proszę ciebie mówisz? Bo ja nie widzę żadnego „czegoś” oprócz siebie, tylko ja tu jestem. Nie czuję się źle, nie czuję że mam jakąś chorobę, nie przeżywam wściekłości. Dobrze, a nawet bardzo dobrze sobie radzę.. Chyba mnie z kimś pomyliłeś, jak mówisz o jakimś wydumanym „obciążeniu”.

Dziwne? Nie do końca. Identyfikacja z czymś pozytywnym jest bardzo starym, podstawowym mechanizmem. „Sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą” – pewnie to znasz. Każdy „przy zdrowych zmysłach” człowiek będzie kolegował się z tym, kto jest silny, zdrowy, przyjazny. PSC jest taki, przynajmniej gdy patrzymy na swoje egoistyczne cele i na poziom fizycznego sukcesu. Prosto patrzące osoby, podległe wzorcom ewolucyjnym będą postrzegały osoby z PSC [np. samce alfa] jako coś niezwykle korzystnego. Dla populacji jest to wręcz konieczne, aby takie osoby były i działały na rzecz społeczności. Mogą nawet stanowić spore obciążenie dla otoczenia, ale efekty wsparcia dla społeczności mogą być na poziomie fizycznego przeżycia zdecydowanie pozytywne.

Wyjście z posiadania pomocnika nie tyle jest trudne [byłem energetycznym świadkiem już niejednego uwolnienia], co trudne jest nabranie motywacji do tego. Jeśli osobowość, Świadome Ja jest nieprzekonane na prawdę do tego, aby puścić kr. bo jeszcze NIE widzi, że sporo to kosztuje, to.. proszę tą osobę zostawić w spokoju, i nie przekonywać jej do czegokolwiek. Człowiek ma prawo do swoich postaw, do swoich wyborów. Proszę się oczywiście chronić przed PSC, który może mocno pogryźć, ale zostawić nosiciela w spokoju. A zwłaszcza go nie oceniać, nie oskarżać! Jeśli jesteś osobiście pogryziona/y, to zadbaj o siebie i o swój dobrostan, o to, żeby mieć takie motywacje, aby nie wchodzić pod kombajn duchowy, jakim jest PSC.

Znasz kawał, jak kura podnosi się po przejechaniu jej przez kombajn? Mówi: „szatan nie kogut!”
Mam nadzieję, że będziesz mieć od niej większą świadomość, co się wydarza. 🙂

No dobrze, to przeszliśmy przez najtrudniejszą część.

Dochodzimy do ekstremum yang. Tu sprawy wyglądają już zdecydowanie prościej. Chińczycy od wieków pielęgnowali yang, ponieważ dawało ono życie, przeżycie. Jednakże są także typy yang, takie jak PSC, które szkodzą mocno i są mocnymi graczami. Widać ich, słychać i czuć pięknie. Nie chowają się, wręcz szukają oczami, kto ich prowokuje. Rzucają mięsem aby uzyskać to, co najbardziej lubią: sprzeciw. Jeśli tylko wyczują u ofiary sprzeciw, świetnie się czują, ponieważ czują się uprawomocnieni, aby zrobić z niej kupkę nieszczęścia z pomocą PSC władających negatywnymi wysokimi energiami.

Takie postawy [trochę co prawda bardziej ucywilizowane] są bardzo popularne na szczytach firm, organizacji, zwłaszcza tych największych. Im większe pieniądze wchodzą w grę i jest to gra nieczysta, tym tam więcej można się spodziewać PSC.

Osobom, których cele zawierają się w kręgu władzy, pieniędzy, mocno imponują tacy ludzie, biletem do wyższych sfer najczęściej są potężne PSC. Nic dziwnego, że owa „pomoc” jest postrzegana bezwzględnie pozytywnie. Ba, wręcz jako nieodzowna, konieczna. I to prawda, osoba, która się oczyści z PSC, albo zwątpi w swoją postawę, mając wgląd w moralność, często jest odsuwana, rugowana, oszukiwana, wręcz zabijana [w kręgach gangów]. Jest postrzegana jako słabeusz.

Tak pozytywne przyjęcie przez osobowość prowadzi do zidentyfikowania się takiego „silnego” człowieka z PSC. Siła, możliwości wywierania wpływu, skąd one pochodzą? To przecież ja, to JA wywołuję takie potężne działanie, to moja zasługa, że zostałem szefem, profesorem, że mam taki potencjał organizacyjny, że aż się mnie boją, mówi ego. Wciąga PSC w obręb siebie. Bo jakże to, zostawić coś tak cennego na zewnątrz?

Nosiciel PSC nie ma cząstki, której by nie zaaprobował jako „siebie”. Co prawda czasami ma kłopoty [płaci haracz]: zatrucie alkoholem organizmu, czyli kac, nieprzytomność, oraz stany w których PSC przejmuje całkowicie kontrolę, a nosiciel ma dziurę w pamięci.  Nic to! Cel osiągnięty, stałem się wreszcie potężny, wreszcie porządzę.

.

Zespoły obciążeń

[link do opisu zespołów obciążeń]

U ludzi najczęściej występują nie pojedyncze obciążenia, a zespoły obciążeń, tzn. nie jedno, a dwa, nawet trzy naraz. Z różnym natężeniem. Powoduje to ogromną różnorodność postaw, pragnień, możliwości.

Tutaj postrzeganie obciążeń jest niejednoznaczne, może być sumowanie się, a może wystąpić ambiwalencja. Czyli osobowość będzie złożona, złożone będzie też utożsamienie: z jednymi sprawami człowiek będzie chciał się utożsamiać, a inne będzie wypierać, mówiąc, że to nie jego.

Dzisiejsze nowoczesne psychoterapie dobrze sobie radzą i obserwują zjawisko wypierania. Mówi się o projekcjach: zamiast coś widzieć u siebie, uciekam od tego, np. wyobrażając sobie, że to wyłącznie świat mi funduje takie doświadczenia. Czegoś nie chcę? – zacznę uważać to za nieswoje.

I tu przychodzi terapia z „powściąganiem” projekcji. Powoli pracuje się nad tym, aby u siebie zauważać przyczyny swoich osobistych stanów, czy wręcz losu spowodowanego takimi stanami.

Jedyny kłopot to taki, że w przypadku PSC już terapie nie robią odwrotnego kroku: nie oddzielają nosiciela od symbionta. Przez co są totalnie nieskuteczne. A przylgnięcie nosiciela do PSC jest zwykle tak duże. Człowiek taki nie chce oddać kury znoszącej złote jaja.

.

Spektrum postrzegania

A więc dotarliśmy od początku, zdystansowania się od obciążenia –  do przeciwległego brzegu: do całkowitej identyfikacji z obciążeniem.

Począwszy od całkowitego odrzucenia obciążenia [„mam depresję”], przeszliśmy przez częściowe odrzucenie pogryzienia [„czuję dyskomfort”], przyjęcie w dużej części wsparcia od wejscia [„jestem w prawie”], aż do całkowitego zidentyfikowania się z obciążeniem „całkowicie pomocnym”, czyli „PSC to ja”.

Proszę zobaczyć, jak się te postawy różnią. W zależności od postrzeganej użyteczności człowiek „bierze do siebie” od 0% do 100% efektów tego, czym jest obciążony. Proszę zauważyć, jak słabo to oddaje słowo „obciążenie”. Nadal powtarzam, dzieje się tak ponieważ jest to nie obciążenie 20 kilogramami ziemniaków w worze, a jest to obciążenie duchowe. I tylko w kategoriach duchowych ma sens ta nazwa.

Ma ona na tyle sens, na ile dana osoba bierze do siebie pogląd duchowy, na ile ma cele duchowe.

Jeśli ktoś nie ma celów duchowych, to najpewniej nie będzie jej obchodziło go/ją czy dana postawa jest obciążeniem, czy nie, na ile nie będzie przeszkodą w bieżącym życiu.

I proszę – nie zmieniajmy tego. Każda silniejsza próba wywierania nacisku, czy nawet „przekonywania” może stać się karmą.

Reklamy