Szacunek i miłość

„.. by opatrywać rany serc złamanych,
by zapowiadać wyzwolenie jeńcom
i więźniom swobodę”
Iz 61

Wiele mówi się o miłości. Generalnie jest to słowo zdewaluowane, można rzec bardzo mocno zdewaluowane.

Jak odzyskać prawdziwe znaczenie owej miłości? Co można uznawać za miłość?

Czy pociąg fizyczny jest miłością? Czy pragnienie dziecka jest miłością do partnera?

Spróbujmy tutaj spojrzeć na miłość i jej pierwotny aspekt – szacunek z punktu widzenia wielowcieleniowego, ezoterycznego.

.

Szacunek

Czy Bóg ma dla nas szacunek? Niewątpliwie tak, większy, niż my sami mamy dla siebie. Większy, niż mamy dla innych osób.

A dlaczego?

Ano dlatego, że Bóg przyzwala nam na doświadczanie tego, co nam się żywnie podoba. „Czego Dusza potrzebuje” możnaby rzec.

Owszem, trzeba później brać za to odpowiedzialność, ale jednak dany ktoś może pokierować swoim życiem w dowolną stronę [o ile ma na to potencjał]. Czy idzie ku dobru, czy wybiera współpracę z mocami ciemności, Bóg mu mówi: „ok, akceptuję, szanuję twój wybór”.
Bogu łatwiej jest to mówić, ktoś powie. Najpewniej, ponieważ nie czuje się zagrożony przez czyjeś wybory. A nam, którzy nierzadko jesteśmy związani z takim kimś, bądź nawet uzależnieni od takiej osoby, nie chcemy, żeby on/a się staczał/a. Ponieważ może nas za sobą pociągnąć w otchłań nieszczęścia.

I nawet to nie, dzieci są ciągnięte przez rodziców w doświadczanie trudności, wręcz okropności. I nie są obdarzane szacunkiem, a raczej wyzwiskiem.

Gdzie jest Bóg?! – wiele osób woła. On szanuje te postawy, te doświadczenia. Trudne to do przyjęcia, gdy mamy perspektywę jednowcieleniową.

Jeśli czujemy, że jesteśmy osobowością, to trudno przyjąć, że jest coś „większego” od nas samych, coś, co „za pomocą nas” doświadcza.

Tym „czymś” jest Dusza.

Jeśli narzekasz na swój los, to narzekasz na Duszę. Nie jest ona świadoma, nie jest pełna wiedzy, nie ciągnie jej także ku duchowości, jakby niektórym się wydawało.

Dusza [mówię] jest jak koń. Ostatnio w radiu pan opowiadał, jak zobaczył swojego jeżdżącego konno kolegę. Spytał, skąd tak pokiereszowany, skąd ma gips na ręce? Otóż, koń, na którym jechał, nie mógł się zdecydować którą stroną ominąć drzewo. A jeździec „zdał się na konia”. Ot i przykrość – koń wysadził jeźdźca na przeszkodę.

Dusza działa identycznie. Nie ma refleksyjności własnej, więc nie ma co liczyć na nią. Będzie robić to samo, co dotąd, albo nawet bardziej. Nawet jeśli jest to tarzanie się w przydrożnej kałuży.

.

Czy Bóg kocha?

Czy Bóg nas więc „kocha”? Akceptuje i szanuje tak, ale czy kocha?

Ludzie wśród powszechnej propagandy duchowego sukcesu ludzie nie zauważają podstawowych faktów, że niestety nie żyjemy w świecie miłości. Mimo, iż mówione jest im, że „panem tego świata jest diabeł”, czyli nie żyją w świecie miłości. Ja się nie dziwię, chcieliby w takim świecie żyć. Ja też bym chciał.

Tak bardzo pragną wierzyć w religijne „objawienia” o świecie wypełnionym miłością Boga, że nie sprawdzają, nie weryfikują ich z realiami. Nie chcą przyznawać, że jednak ten świat nie jest połączony sam z siebie ze źródłem miłości. I że potrzeba „jeszcze czegoś”. I to bardzo ważnego, czegoś o dużym kalibrze znaczeniowym, czego większość osób nie jest w stanie „wziąć”. Ok, mówię – wiele osób nie jest gotowych na ścieżkę duchową.

Żyjemy w świecie akceptacji, ale generalnie nie więcej. Ludzie nie zauważają, że nie żyjemy w świecie miłości. Nawet nie przychodzi im to do głowy, że mogłoby być inaczej niż im jest wmawiane. Bo jak chodzą do kościoła, jak się modlą, mają za sobą i komunię i bierzmowanie nawet to … już powinno być wszystko w porządku, Bóg nas kocha. I stąd owe żarliwe modlitwy o pomyślność w życiu. No bo jak już jesteśmy w raju, jak już jesteśmy „pod parasolem” zbawiciela, to przecież nam się to wszystko należy jak psu micha. Niby prawda, ale.. nie działa. Nawet tym najgorliwszym, zielonoświątkowcom czy też protestantom bez denominacji, którzy istotnie swoje życie mocno poświęcają życiu zgodnie z Biblią.

Modlitwy tak rzadko są wysłuchiwane! Że też im się nadal chce. – wielu już jednak odchodzi od tych modlitw. Niestety, jednocześnie obdarza duchowość etykietką „zabobon”, albo „to nie działa”, albo „bzdury”. Całą duchowość, bo inna niż religijna nie jest im znana.

Ludzie boją się „odejść od wiary”, ponieważ tak boją się kary, grzechu, piekła. Od kogo miałoby to „piekło” przyjść? Od Boga, od sądu Boskiego.

Od tego Boga, który ponoć kocha.

Dziwne, prawda?

Paranoja – pragnę miłości [od ponoć kochającego] Boga i dlatego tak boję się tego samego Boga, który może [za nie wiem co] skarać mnie na [wieczne] potępienie.

[paranoja: choroba psychiczna charakteryzująca się usystematyzowanymi i spójnymi urojeniami]

Postawa ta jest systematyczna, ugruntowana. Jednakże jest urojeniowa – nie ma w niej logiki. Logiczne jest bowiem, że albo Bóg jest kochający, albo karający i szukający wiecznego potępienia wiernych. A tu – ugruntowana i pomieszana postawa.

To oczywiście „logika” Duszy, a właściwie brak logiki, treści bezrefleksyjne przyjęte w systemie. A że Dusze jak się zbiorą w kupę [egregor, duszę zbiorową organizacji], to mają potężne energie, to osobowości bardzo im ulegają.

Czyli – „kochający Bóg karze ludzi i trzeba się bać, aby nie zostać przeklętym przez niego”. Ufff.. naprawdę wystarczy refleksji siedmiolatka, żeby zobaczyć jak perfidna manipulacja w tym jest obecna.

Na szczęście to nie ma nic wspólnego z realnym Bogiem. Jak to Leszek Żądło mówi: nie ma w tych twierdzeniach realnej mocy Boga, więc nie mają one mocy ani wiążącej, ani stanowiącej, ani też decydującej o czyichkolwiek losach. To ludzie wytworzyli te poglądy. To po prostu hipnoza, którą ludzie łykają jak karpie okruchy.

Czy Bóg nas więc kocha?

Wszystko na to wskazuje, że dochodzenie do miłości jest zostawione nam. Zaraz się zastanowimy nad tym.

Miłość jest boskim narzędziem, eliksirem powrotu do Źródła. Czujesz się jak alchemik szukający kamienia filozoficznego, który przemienia? Masz go jako portal miłości w sercu duchowym. Wielu alchemików poszukiwało tego specjalnego narzędzia transformacji. Jednak, aby móc go użyć, trzeba pracy nad sobą, trzeba samemu sięgnąć po miłość.

.

Akceptacja

Jak już otrzeźwiemy z owej paranoicznej wizji karania i ucieczki od kary przez zbawienie możemy zobaczyć, że światu wystarczy akceptacja, aby dobrze działał. To jest niezwykle proste, ale jest realne. O wiele prostsze, niż się ludziom zdaje. I istotnie, drzewa nie potrzebują wiele więcej tylko spokoju, aby wydawać liście i owoce, zwierzętom nie trzeba wiele, tylko spokojnego środowiska. A ludziom też – podobnie nie trzeba wiele, aby spokojnie żyć.

Mogę dodać, że istoty z ciemnej strony robią co mogą, aby zamotać, aby skomplikować wizję, postrzeganie świata. Aby był skomplikowany, aby był pełen problemów. Wtedy bowiem jest szansa, że ludzie nie dostrzegą prostoty świata i prostoty stworzenia. I nie dostrzegą prostoty powrotu do źródła istnienia. I nie dostrzegą, że narzędzie transformacyjnego powrotu noszą w środku siebie – bliżej siebie niż swoje dłonie. O, o to siły ciemności walczą z całych sił!

Co ciekawe, Bóg wiele więcej niż akceptacja nie daje. Ludzie na pęczki chodzą do kościołów, do innych miejsc kultu, proszą go o łaski, o błogosławieństwa, a On… zwykle nic. Tylko akceptacja. Byłem kiedyś na Jasnej Górze, medytowałem obraz Czarnej Madonny. Promieniował.. akceptacją.. i niczym więcej.

Ludzie oczekują czegoś więcej idąc do kościoła. Trochę się tam uspokoją, ale też i zostają zakodowani, wchodzą w hipnozę organizacji.

Jednak obdarzanie wiernych czymś dobrym a ponadplanowym jest niezwykle rzadkie.

Dlaczego? Ponieważ to nie jest to zawarte w planie Bożym dla ludzi. Ani też i dla innych istot.

„Myśli moje to nie myśli wasze”

Izajasz rozdz. 55 to wyjaśnia:
8 „Bo myśli moje nie są myślami waszymi
ani wasze drogi moimi drogami –
wyrocznia Pana.
9 Bo jak niebiosa górują nad ziemią,
tak drogi moje – nad waszymi drogami
i myśli moje – nad myślami waszymi. „

Dusze lubią poszaleć, podoświadczać.
Do doświadczania wystarcza akceptacja Góry.
Jednakże nie jest to wystarczające aby poczuć się nasyconym/ą.

Plan Boga dla istot wydaje się o wiele wyższy, niż sobie osobowość może wyobrażać biorąc pod uwagę zwykłe losy człowieka. Jeśli tylko je brać pod uwagę, to naprawdę nie widać jakiegoś spójnego planu.
Dopiero zauważenie Duszy, jej nieśmiertelności [wobec wcieleń] i losów Duszy daje możliwość rozwiązania tej zagadki.

Myśli moje to nie myśli wasze – nie, żebyście mieli nie poznać moich myśli. Jak zechcecie, poszukacie, to poznacie. Ale zauważcie, że moje plany nie są takie jak plany waszych osobowości. [Bóg się zdaje tak mówić]

.

2 ” Czemu wydajecie pieniądza na to, co nie jest chlebem?
I waszą pracę – na to, co nie nasyci?
Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki
i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw. „

W oglądzie Wyższych Jaźni [czyli opiekunów istot żyjących] mamy coś, co nasyca, a co jest zawarte w Planie Bożym dla istot przeznaczonym.

.

To, co nasyca, to miłość

Nie, nie dostajemy tego na Ziemi z pomocą prostego istnienia. Nawet nasze mamy i tatowie nie kochają zwykle aż tak bardzo, albo wystarczająco długo, jakby nasze wnętrza chciały. Wyjątkami jest otaczanie dziecka pieczołowitą miłością.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nawet dzieci często nie mają tego, co im potrzeba? Czy Bóg jest na tyle nieżyczliwy? Bóg daje nam akceptację, ale miłość nie jest udzielana „z urzędu”, ponieważ cały plan stworzenia nie powiódł by się. Gdybyśmy żyli w miłości, to żylibyśmy w czymś w rodzaju raju i taki bujny rozwój różnorodnych istot i ich świadomości nie miałby podstaw, nie byłoby motywacji do tego.

Otóż jeśli bierzemy pod uwagę wiele wcieleń, to powstaje nam inny obraz. Gdy Dusza wciela sie ileś razy, uruchamia się osobowość jako zespół przystosowań osobistych, ego [poczucie osobności], Dusza staje się starsza, i uruchamia się potem Świadome Ja. I owo Świadome siebie Ja ma możliwość „odkręcenia” tego wszystkiego, co Dusza nakręciła. O ile osobowości nie zatłukły Duszy na kwaśne jabłko i nie zgniła ona pod rządami krokodyli, to Dusza ma możliwość wzięcia sobie sama od Boga miłości, oczyściwszy się się z obciążeń.

Jednak czym mamy się oczyszczać? Bóg dał nam tylko akceptację. To nie wystarcza.

Otóż to. Mamy cel naszej pracy – mamy uruchomić własne serca a w nich miłość.

.

Czakra serca i miłość

Czakry istot żywych są złożonymi subtelnymi urządzeniami biologicznymi. Są przekaźnikami energii subtelnych z poziomów wyższych do niższych. Tak „schodzą” inspiracje, wysokie informacje, wysokowibracyjne energie do ciał niskich. Ale także schodzą błędy, konflikty które powstały poprzez dysharmonie na wysokich ciałach, i na owych wysokich ciałach nie mogły być rozwiązane [o tym pisze Awiessałom Podwodnyj].

I odwrotnie, od dołu do góry poprzez czakry wędruje zasilanie wyższych poziomów, energia wsparcia. Ale także i energia „zatruwająca”, powodująca, że wyższe poziomy  są uszkadzane i nie działają tak jak powinny.

Mamy więc jak na autostradzie – ruch dwustronny, jeden strumień w dół, drugi w górę. Niektórzy mówią, że kierunek ruchu zależy od kierunku obrotu czakry. Gdy czakra kręci się raz w tę raz w tę, to strumienie energii się harmonizują.

Czakra serca jest dla wielu czakrą specjalną. Właściwie każda czakra może być rozpatrywana jako tzw. portal, czyli miejsce poprzez które wchodzą w świat ziemski pewne nieziemskie energie [albo wychodzą z niego].
Przykładem jest energia obciążenia, które nazywam „wejściem”, „duchem wejściującym”. Jest to energia i istota, która wchodzi w nasz świat najczęściej poprzez czakrę splotu i gardła i robi mocne i nieprzyjemne zamieszanie.

Z sercem jest tak, że w nim mamy portal do … Boga. Tak, tutaj możemy „doszukać się” przejścia do Stwórcy, jeśli cierpliwie, medytacyjnie poszukamy. Czakra korony działa jako „codzienne” łącze do Wyższych Jaźni, natomiast serce jest specjalnym połączeniem.

Dlaczego specjalnym? Ponieważ jest to miejsce, w którym może nastąpić zawrócenie z wędrówki Duszy ku coraz głębszym okręgom materii, zawrócenie ku Stwórcy.

Piszę o tym, aby pokazać z jak skomplikowanym tworem mamy do czynienia! Świat urządzony przez Boga jest istotnie niezwykle urządzony! Ale również jest logiczny i świetnie systematyczny. Matematycy uznaliby, że ma swoistą „czystość” w swojej strukturze, że jest „ładny” pod tym względem.

W takim świecie żyjemy. I korzystamy z czakr, z ich działania. Wiele osób utyskuje na czakrę podstawy. Nic dziwnego. Starsze Dusze są jak starsi ludzie, już błyskotki ich nie nęcą, raczej skierowują się ku wartościom stałym, niezmiennym, wręcz Duchowym.

Taką wartością jest miłość w działaniu.

Miłość potencjalna jest dostępna nam niemal zawsze. Trzeba się mocno zanieczyścić, aby mieć na miłość blokadę. Ale i wtedy można to oczyszczać.

Jednakże miłość jest czymś o wiele więcej, niż po prostu „jakąś energią”. Nie przez przypadek Jezus powiedział, że przyszedł „wypełnić prawo” i nauczał, że jest jedyne przykazanie: przykazanie miłości.

Jezus wiedział, że do uruchomienia drugiej części Boskiego Planu jest potrzebny „zwrot”. W tym znaczeniu „nawrócenie” może być postrzegane jako powrotna droga ku Bogu. Droga oparta na miłości.

I ja to tak odbieram.

Do powrotu do Boga sam szacunek nie wystarczy. Jest niezbędny, podstawowy, ale nie wystarczający.

To dlatego nie dostajemy od Boga miłości, ponieważ.. mamy sobie ją sami wziąć.

Niektórzy mówią: „Nie chodzi o to żeby sobie dosłownie “wziaść” milosć, chodzi o to aby pozwolić sobie być kochanym.”

To jest bardzo miłe, jak ktoś nas kocha. Szczególnie kobiety są na to otwarte i wrażliwe. Jednakże miłość duchowa nie narzuca się, więcej, nie przystępuje do nas, gdy jesteśmy niechętni jej, gdy nie otwieramy się na nią świadomie. Poniżej opisze jak obciążenia duchowe przeszkadzają w przyjmowaniu miłości, blokują jej przepływ. I można się „otwierać”, natomiast nic nie dostać. Tak samo, można „pozwalać sobie być kochanym”, a owa miłość nie przyjdzie, jak ktoś jest poobciążany. Można dziesiątki godzin spędzić np. na pisaniu afirmacji „pozwalam sobie być kochanym”. Owszem, poczyszczą się blokady na pozwalanie miłości do wejścia.

Jednakże:

1. mogą być inne spore obciążenia blokujące ową miłość Boską. To oczywiście jest zależne od osobistej karmy, osobistych nieświadomych postaw, obciążeń. Niemal każda, nawet mała blokada, błędne przekonanie podświadomości, kod, błędny wzorzec, inicjacja, ślubowanie – każde z nich potrafi trochę zablokować drogę miłości. A jako, że jest zwykle tych obciążeń dużo, to i sumarycznie daje to spore zdystansowanie od Boga.

2. Taki ktoś nie poprosił wystarczająco dobitnie o przyjście miłości

I wtedy może poczuć się sfrustrowany/a. „Jakże to, przecież tak się otwierałam/em na miłość, a miłość nie przyszła!! Czuję się podle, czuję się zawiedziona/y”. Wiele osób przez taką frustrację odrzuciło w sobie dobre konotacje dotyczące miłości, zawiodło się na miłości, zdusiło pragnienia przeżywania miłości: „przecież to nie działa..” – mówią. Zachowanie innych, którzy też nie rozsiewają miłości wokoło [chociaż np. to deklarują] również się temu przysłuża.

Bóg jest określany jako Miłość, Bóg miłości. Jednakże nie jest określany jako Bóg zsyłający miłość!

Wiele, wiele przypowieści i historii biblijnych wskazuje na ten motyw. Jednakże ludzie, myślę, że przywiązani do „łatwych rozwiązań” nie szukali swojej pracy, którą mają wykonać, aby dokończyć dzieło stworzenia.

Owo dzieło jest niebagatelne, ponieważ jest nam „obiecane” być „na równi z Bogiem”, „poznać go”.

I właśnie odwołanie się do jego Miłości poprzez własną czakrę serca, wypełnienie się bożą miłością do tego zmierza.

.

Obciążenia przeszkadzają

Proszę się nie oszukać – nie jest tak specjalnie łatwo przyjąć ową miłość. Ów ptak szczęścia nie siądzie w miejscu nieszczęśliwym.

Można się czuć sfrustrowanym, że „poprzednie inkarnacje tak nagrzmociły, a ja mam to sprzątać!!”, że „ja nie chcę brać odpowiedzialności za przeszłe  jakieś byty”. Świetnie, nie chcesz, natomiast nie wspominasz, że dzięki nim jesteś właśnie postawiony w miejscu potencjalnego zwycięstwa duchowego, dzięki nim zostałeś/aś wyniesiony/a na fali Duszy na taki szczyt z którego widać miłość w swoim sercu.

Dodatkowo można rzec, że tamtych osobowości już nie ma. Zapłaciły za swoje – zostały „skasowane”, jako, że nie uruchomiły pracy z miłością.

Obciążenia przeniesione z poprzednich wcieleń z pewnością swędzą, przeszkadzają, niepokoją, blokują czyste energie. Ale także wytwarzają, wzmagają napęd, zdecydowanie, dynamizm działania. Wiele, wiele osób bez srogiego cierpienia nie uruchomiłoby swojej świadomości duchowej, nie poszukiwałoby swojej drogi duchowej. Przykre, ale fakt.

Obciążenia różnorakie przeszkadzają w uruchomieniu się miłości, w przesączeniu nią naszego systemu energetycznego. Oczywiście każdy z nas jest  odrębny, inny. I potrzebuje osobnego, własnego skupienia i pracy nad swoimi czakrami, ciałami, aby rozpoznać tkwiące w nich postawy, przekonania, wzorce, kody i uwolnić je. Należy także prosić Boga o miłość, aby wypełniła nas, aby wypełniła te miejsca, które oczyściliśmy.

W ten sposób dokonujemy przetwarzania karmy w miłość.

Co będzie na końcu? Nie powiem, ponieważ tam nie byłem. Ale – jeśli dasz się przeniknąć miłością cały/a, to najpewniej będzie dobrze, bardzo dobrze.

Jest to proces. Nie należy się spodziewać natychmiastowych zmian, a raczej postępującej przemiany. Po okresach oczyszczenia, sesjowania pojawiają się okresy integracji, przyjmowania nowej energetyki, nowych sposobów patrzenia na świat, przyjmowania nowego odczuwania.
Może nie jest to jakieś krytyczne, ale nie ma potrzeby aby się zbytnio spieszyć – nadal bowiem żyjemy w świecie, gdzie potrzeba nam także odpowiednio funkcjonować.

Zbliżamy się do końca opowieści.

Struktura procesu – jak wspominałem – może szokować w kilku punktach. I warto to przerobić, przerobić intelektualnie, pracować nad emocjami, uczuciami. Czy rzeczywiście tak jest, czy to mi odpowiada, co mam przeciw, a jaka jest realność.

Natomiast druga część, ta realna praca nad oczyszczeniem i pozwoleniem wyjścia miłości z serca do naszego ciała, naszej psychiki, aury, życia, relacji, ta druga część jest prosta, wymaga po prostu pracy nad sobą.

„jeśli [..] miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.

[ Proszę traktować ten tekst jako hipotezę rozwojową. Jeśli to zrealizujesz – będzie to dla ciebie prawdą. Jeśli nie – można traktować to jako pewną próbę opisu, nic więcej.]

Reklamy

103 Komentarze (+add yours?)

  1. Sabina
    Maj 21, 2013 @ 19:06:28

    Dziękuję.Kojące słowa. Czerpię wiele inspiracji z Pana bloga. Pozdrawiam, Sabina

  2. emka
    Maj 21, 2013 @ 20:25:07

    Dziękuję za ten tekst. Jestem pod ogromnym wrażeniem dojrzałości Autora tego niedawno odkrytego przeze mnie bloga. Jeśli dobrze zrozumiałam, gdy pozwolimy sobie na odczucie (nie tłumienie) miłości, może to być początkiem procesu wznoszenia świadomości. Procesu ani krótkiego, ani łatwego, bo wymagającego dość konkretnego przyjrzenia się poczynaniom swojego ego, z dużą dozą pokory, na granicy wstydu za spustoszenie jakie za sobą zostawiliśmy. Piszę „my” ale tak naprawdę jestem właśnie w tym procesie. Trudnym i bolesnym, bo uświadomionym ale też i radosnym, bowiem każde kolejne dokonane oczyszczenie otwiera mnie na przyjmowanie energii Wszechświata, które tylko czekają, żeby wspomagać.
    Jestem też niezmiernie wdzięczna Panu za artykuły o duszy, znalazłam tam odpowiedzi na wiele nurtujących mnie pytań. A już absolutną rewelacją dla mnie było przyrównanie duszy do wyżła brnącego przez bagno. Moja stara dusza aż podskoczyła z radości na samo wspomnienie różnych harców, a mój umysł z tego samego powodu się zasępił.
    Miłość jest szansą, fundamentem i tak naprawdę jedynym powodem żeby żyć. Bogactwem, którego nigdy nie ubędzie jeśli sami się go nie pozbawimy. Bardzo serdecznie pozdrawiam i dziękuję za stworzenie przestrzeni do wielu przemyśleń.

  3. SwiatDucha
    Maj 21, 2013 @ 22:14:17

    emka, miło mi.

  4. SwiatDucha
    Maj 21, 2013 @ 22:15:52

    Cieszę się, że tak to odbierasz.

  5. Dorota
    Maj 22, 2013 @ 14:02:37

    To dlatego nie dostajemy od Boga miłości, ponieważ.. mamy sobie ją sami wziąć.
    Bóg jest określany jako Miłość, Bóg miłości.

    Wyjasnienie powyzej tylko czesciowo wyjasnia, dlaczego nie otrzymujemy milosci od Boga. Zostalismy nauczeni, ze Bog jest miloscia, ale te nauki zawsze byle przedstawiane i ugruntowywane w umyslach niejako bez kontekstu.
    Kontekst zawiera jednak inne elementy, malo majace wspolnego z miloscia.
    Zawiera element przemocy i dominacji, zlozenia w ofierze I gloryfikacji cierpienia. Te dwa element sa ze soba scisle splecione w europejskiej tradycji religijnej. Znalazly swoje odbicie w historii w postaci bezwzglednej eliminacji niechetnych nowym naukom ( dokonanej przeciez w imie Boga, ktory jest miloscia , mowie o okresie nowotestamentowym) jak i na poziomie pojedynczej jednostki I jej relacji ze soba i innymi.
    Odrzucilismy swiadomie te ciemna strone aktywnosci religijnej ale podswiadomosc jej nie odrzucila. Ona nadal postrzega te dwa elementy razem a rzeczywistosc odzwierciedla.
    Poganskie ludy Europy nie bez przyczyne przez kilkaset leci bronily sie przed narzucanym im sila nauczaniem , ktorege bylo tak jawnie sprzeczne z poganskim zyciem w zgodzie z Natura I Wszechswiatem.

    Niestety nauki te tak zostaly zupelnie swiadomie zaprojektowane, aby zadzialay one w pewien sposob na ludzkie umysly, swiadome I podswiadome. I rzeczywiscie tak sie stalo, do dzisiaj ponosimy ich konsekwencje a dusze maja nad czym pracowac i z czego sie oczysczac.

    Ten swiat nie jest swiatem milosci, ale tez nie moze nim byc, ze wzgledu na to, jak zostal zaprojektowany, na jakich wzorcach cierpienia sie opiera.

    Trudno jest wziac milosc od kogos, kto jest okrutny I bezwgledny.
    Podazanie droga Syna Zbawcy oznacza ryzyko stania sie czyjas ofiara. Nie jestem pewna, czy cel uswieca srodki.

    Mysle,ze wziecie po uwage tych uwarunkowan moze pomoc w zrozumieniu trudnosci w doswiadczaniu milosci na pewnym poziomie rozwoju i pracy nad soba.

  6. eile
    Maj 22, 2013 @ 15:06:54

    Nie chodzi o to zeby sobie doslownie „wziasc” milosc, chodzi o to aby pozwolic sobie byc kochanym. Pelna swiadoma akceptacja wynikajaca z odpowiedzialnosci za wlasne poczynania. Bez zadnego wartosciowania na dobro i zlo, bo dobro i zlo sa przedsionkiem kary i nagrody, a co za tym idzie – bycia godnym albo winnym – autonomicznym lub uzaleznionym. –> samostanowiacym albo poddanym. Samo w sobie warosciowanie juz jest olbrzymia pulapka…

    KK przez setki lat „wkladal” do glowy jak niegodni jestesmy i jak niewiele znaczymy, a co za tym idzie jacy jestesmy bezbronni, az w koncu skora szyta na miare wrosla w nasza egzystencje doglebnie, ale tylko dlatego ze przyjelismy ja bo bylo to dla nas wygodne, co nie znaczy ze nie mozna jej zdjac kiedy zacznie nas uwierac… Najpierw jednak musi zaczca uwierac 😉

    pozdrawiam 🙂

  7. Airaenn
    Maj 23, 2013 @ 02:11:22

    A ja właśnie dokonałam ważnego odkrycia – do tej pory myślałam, że nie umiem jeszcze komunikować się z duszą i wyższymi jaźniami, ale przed chwilą dotarło do mnie, że rozmawiam z nimi od jakiegoś czasu bardzo intensywnie, poprzez mój prywatny dziennik. Piszę zawsze późno w nocy, pod wpływem impulsu, i często kiedy później czytam ponownie to, co napisałam, czuję że to jest „obce”, jakby ktoś obcy do mnie mówił, nie ja. Zdarza się, że piszę w takiej formie, jakbym się zwracała do kogoś – a dziennik jest prywatny, jedyną osobą, która to później ma szansę przeczytać, jestem ja. Ostatnio (jakieś dwa miesiące temu) też wyszedł mi tekst o Bogu, o tym, jak ja rozumiem całą tę zależność. Kiedy dzisiaj ponownie to czytałam, nie pamiętałam słów, które wyszły spod mojej ręki, jedynie przytakiwałam im ze zrozumieniem, jakbym czytała coś nowego. Jest dość długi, ale generalnie myśl jest taka: Bóg to wielki organizm, my jesteśmy jego komórkami. Organizm składa się z komórek, ale nie jest każdą komórką z osobna, choć każda jest organizmem. Jako równi sobie wzajemnie i będący częścią wspólnego organizmu, naturalnie podlegamy prawom karmy, bo wynikają one wprost ze schematu – każda akcja na niekorzyść boskiego organizmu naturalnie odbija się źle na samym winowajcy. Dodatkowo, organizm działa jako całość, nie może zawiadywać każdą cząstką z osobna, tylko całym mechanizmem. Może sobie zdawać sprawę z istnienia podzespołów, może być im życzliwy, jednak nie może (!) decydować o bycie-niebycie każdego z nich z osobna. Życie i śmierć, one wszystkie stanowią jakiś proces w tym organizmie, ale nie są wymierzone przeciwko komukolwiek. Jak podczas terapii przy białaczce, przed przeszczepem szpiku u chorego zabija się w całości jego własną odporność, by na jej miejsce wstawić szpik od zdrowego dawcy. Biedne białe krwinki, można pomyśleć w takim razie! Zostają zabite w przeświadczeniu, że oto poległy i nie sprostały zadaniu, jakim jest ochrona organizmu, przecież skoro wszyscy zginęli, to nieuchronnie organizm czeka śmierć w wyniku infekcji. A przecież zostało to uczynione z ważnego powodu i ostatecznie przywróci chorego do zdrowia. Drugim ważnym punktem, który mi się w tym tekście ukazał, był wielki nacisk na spiralność świata, powtarzalność motywów, skończoną liczbę opcji. Odkąd pamiętam, idea chrześcijańskiego nieba, po zakończeniu życia na ziemi (w rozumieniu jednego wcielenia i hop, niebo albo piekło) była dla mnie wyjątkowo idiotyczna. A już piekło całkowicie – jak to, wieczne potępienie? Naprawdę? Wieczne, co to w ogóle za słowo w takim kontekście, toż to nie ma sensu, człowiek powinien się doskonalić i robić to w swoim tempie, a nie w przeciągu jednego marnego żywota.

    „Pojawi się wszak pytanie, co z tożsamością? Z czym powinniśmy się utożsamić? Z ciałem, duszą? A moja odpowiedź: z Bogiem. Wyobraź to sobie! Jesteś integralną i na pewno w jakiejś kwestii niezbędną częścią Boga! Czyż więc rozszerzając, nie możemy powiedzieć, że w ten sposób ty JESTEŚ Bogiem? Ale to nie koniec, skoro ty jesteś Bogiem, a ja jestem tobie równa, to ja także nim jestem, a on jest mną. Bóg jest nami wszystkimi i my wszyscy jesteśmy Bogiem, jak kolosalne przynosi to wnioski! Oznacza to, że ilekroć nienawidzisz, nienawidzisz Boga. A jeśli nienawidzisz Boga, to nienawidzisz siebie. Ilekroć zabijasz, zabijasz Boga, czyli siebie. Z tej perspektywy karma staje się niepodważalną regułą, prostą jak trzecia zasada dynamiki Newtona – każdej akcji towarzyszy reakcja. Skoro nienawidzisz siebie, to robisz sobie krzywdę, prawda? Dlaczego, do diabła, miałbyś robić krzywdę sobie samej? To nie ma sensu! I w drugą stronę, kochając kogoś, ściągasz na siebie miłość. Tożsame rodzi tożsame. Jeśli posiejesz pszenicę, raczej nie urośnie z tego dąb. I także tym samym każdy moment jest dobry, by zacząć żyć świadomie. Masz na to cały czas wszechświata, na wszystko przyjdzie odpowiednia pora. Nie musisz żyć każdego dnia na siłę. Rób to, co czujesz, że jest właściwe. Jeśli z jakiegoś powodu świat się przeciwstawia, przeczekaj ten okres, obserwuj, wyciągaj wnioski i nie spiesz się. Ostatecznie osiągniesz stan całkowitej równowagi, a wtedy twoja dusza wróci do srebrzystego oceanu istnień, rozpuściwszy się w nim, nierozróżnialna niczym kropla deszczu spadająca do morza – w chwili zetknięcia z taflą traci odrębność, ponowne zaczerpnięcie naczyniem spowoduje wyróżnienie innego zestawu cząsteczek, a któraś z nich być może nawet należała kiedyś do ciebie. ” to fragment ostatniego tekstu, najwyraźniejszy ślad porozumienia z wyższą jaźnią, dzielę się nim, bo jestem ciekawa, co na te tezy inni czytelnicy, oraz żeby zweryfikować, czy moje przypuszczenia co do kontaktu z WJ mogą być słuszne, czy też raczej odpowiada mi coś innego (a wiem, że zdarza się, że coś się podpina, a raczej, że sami się podpięliśmy).
    Pozdrawiam!

  8. Darek
    Maj 23, 2013 @ 19:53:22

    Za Miłość jest odpowiedzialna biochemia mózgu człowieka. Nie wiem czy użyłem dobrego zwrotu, ale to nic innego jak pewien stan umysłu wywołany odpowiednim stężeniem neuroprzekaźników w mózgu – inaczej hormonów szczęścia, typu seretonina, dopamina. Gdzieś czytałem niedawno – że „szef” negatywnych energii[szatan], u osób przez niego opętanych, potrafi zaniżać prawidłowe stężenia seretoniny i dopaminy – doprowadzając ich umysły do różnych stanów chorobowych, w których jak wiadomo nie ma mowy żadnej miłości. [D]

  9. Darek
    Maj 23, 2013 @ 21:45:55

    Trochę na skróty. Ja po niektórych lekach antydepresyjnych podnoszących głównie stężenie seretoniny – kocham wszystko i wszystkich. Nie mam po nich w sobie żadnych negatywnych postaw, uczuć – Ego nie kwili że czegoś brakuje. Tylko ten stan akceptacji, miłości do wszystkiego mi wystarcza. A kiedy coś mi wypada z rąk, zamiast się denerwować, to się z tego śmieje. Mama robiła nie raz ze mną eksperymenty, próbując mnie podejść z jakiejś strony – spróbować zaatakować, i wyprowadzić z równowagi. To ja do niej z takim współczującym uśmiechem na twarzy – przestaniesz mamo rzucać klątwy- bo jak nie to wiesz gdzie pójdziesz- do piekła. Widząc że nie ma szans, odwraca się i mówi – zobaczymy jak tabletki przestaną działać- czy wtedy będziesz taki mądry i spokojny. Agresywni ludzie mnie omijają, a Ci z przewaga dobra, do mnie lgną, uśmiechamy się szczerze, itd. Można mnie nawet uderzyć w twarz, i nie oddam, tylko sobie co najwyżej pójdę. Ale jak wszystko wróci do normalnego stanu, to zaczynam obserwować jak wchodzi do mnie powoli „bestia”. Nawet pamiętając stan umysłu pod ich wpływem, nie potrafię już być takim aniołem bez nich. Pojawiają się różne emocje z którymi trzeba pracować[panować nad nimi], a których nie było w tamtym stanie. I wtedy albo negatywne energie zaczynają manipulować moim umysłem – albo mamy genetyczną przypadłość do niskich stężeń neuroprzekaźników – w szczególności seretoniny. Psycholodzy na razie, nie potrafią wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje u niektórych ludzi. Dlatego dla mnie tu są pomocne niektóre antydepresanty. Pozdr!

  10. SwiatDucha
    Maj 23, 2013 @ 20:56:03

    Oczywiście, słowa są tanie, tanie jak barszcz!!!

    Deklaracje można sobie w trampki włożyć i chodzić do upadłego.

    Jest takie powiedzenie: „Kto wie, nie mówi” [to druga część tego powiedzenia].

    „Kto wie” [czyli ten, kto rzeczywiście działa w dany sposób] „ten nie mówi” [ten nie ma potrzeby deklarowania, przywoływania cukierkowych cytatów, roztaczania aury „cudowności”, dojrzałości, nie ma potrzeby „dawania do zrozumienia”, napominania tych „innych”, ponoć „mniej urzeczywistnionych”, itp.]
    To oczywiście nie wyklucza mówienia o wzniosłych sprawach w sposób czysty. Jednak jest to rzadkie, i, co ciekawe, taka wypowiedź zwykle jest „lekka”, niewydumana, nienapuszona.. często wydaje się mało atrakcyjna [jest bez dopalacza].

    Wszelkie „nauki” z pozycji mentora są manipulacją i świadczą o.. mentorze i jego poziomie świadomości oraz obciążeniach. Mentorzenie zwykle jest związane z wejściem lub z krokodylem [w moim oglądzie]. Próby „dyskusji” z takim kimś [zwykle mocno twardym w swoich przekonaniach] kończy się z reguły albo pomieszaniem energetycznym, albo, w trudniejszych przypadkach – zatruciem od wejścia albo pogryzieniem od kr.

    Jeśli ktoś chce, można sobie zweryfikować z tego punktu widzenia osobę piszącą na forum, w komentarzach, gdziekolwiek – jak się popatrzy na wątek i kto co powiedział i z jakimi intencjami.

  11. Airaenn
    Maj 23, 2013 @ 22:13:19

    Jak dla mnie miłość to taki stan, którego każdy choć raz musiał w życiu doświadczyć, wystarczy przypomnieć sobie odpowiedni moment – to jest uczucie całkowitego pogodzenia ze wszystkim i spontanicznej radości. Kiedy pozostaję w tym stanie, nic nie jest mnie w stanie zdenerwować, czuję samozadowolenie (ale niemające nic wspólnego z takim narcystycznym zadufaniem, po prostu dobrze czuję się sama ze sobą) i to samo względem wszystkiego i wszystkich, którzy mnie otaczają. Nie mam oczekiwań, pozwalam żyć sobie i innym. Dla mnie oczyszczenie ze wszystkich obciążeń (a więc uzyskanie „odporności” na zaczepne energie z zewnątrz) i pogłębienie uczucia pogodzenia ze światem, bezinteresownego współczucia i sympatii, to właśnie byłoby osiągnięcie celu, skutkujące wprowadzeniem pożądanego stanu na stałe. O tym jak się oczyszczać mądrzejsi ode mnie pisali, co do rozwijania uczucia jedności, stawiałabym na medytację, chociaż nie koniecznie stacjonarną, myślę że równie dobra byłaby taka w trakcie wykonywania ulubionego, konstruktywnego zajęcia (malowanie, śpiewanie, gotowanie, co kto lubi) i w miarę możliwości robienie tego dla kogoś, bo przecież właśnie dzieląc się bezinteresownie najczęściej odczuwa się coś takiego.
    No i zdaje się, że dużo dobrego można osiągnąć samym przejściem na dietę niewymagającą cierpienia innych, ograniczenia toksycznego wpływu, jaki mamy na otaczającą nas przyrodę, oraz nauczyć się czerpać radość z prostych czynności, drobnych rzeczy, zminimalizować oczekiwania względem świata, a to, co sam daje, traktować nie jako coś, co nam się należy, ale właśnie jako podarunek, za który trzeba być wdzięcznym. W ogóle wdzięczność (ta niezwiązana z poniżającym uczuciem uzależnienia od kogoś) to bardzo przydatna emocja, bo oparta jest na okazaniu szacunku, a jak wiadomo to jest często klucz do rozwiązania wielu konfliktów 🙂
    Pozdrawiam

  12. Darek
    Maj 23, 2013 @ 22:48:30

    Dzięki Ci Kseniu! W Twoich postach nie ma niczego nietaktownego, abyś je musiała usuwać. Wręcz przeciwnie! Piszesz o akceptacji wszystkich uczuć w sobie i innych ludziach. To jest miłość, i to nam chodzi. To Ty dałaś mi dzisiaj inspirację do pisania na tej witrynie. Pozdrawiam Cię! Wszystkiego Dobrego.

  13. SwiatDucha
    Maj 23, 2013 @ 23:30:51

    jeśli się poczuwasz – to tak jest. Proszę pamiętać, co piszę – jeśli cokolwiek uznasz na tej witrynie za prawdę, tak będzie. W pierwszym przybliżeniu wszystko co piszę proszę traktować jako nieprawdziwe!

  14. Conchita
    Maj 24, 2013 @ 13:40:21

    Prawda zależy od miejsca, w którym się siedzi, jestem w stanie podpisać się pod wszystkimi przedstawionymi opcjami i z równym zaangażowaniem nie podpisać się pod żadną :). Bo to wszystko zależy…. Bo to cząstki tego samego, tylko pisane z innej perspektywy.

    Jestem PRZECIWKO DEFINIOWANIU MIŁOŚCI – z natury rzeczy 🙂

    Miłość po prostu przejawia się…

  15. Conchita
    Maj 24, 2013 @ 14:47:44

    A wiesz co, piszesz „agresja”, co budzi we mnie sprzeciw. Bo agresja (łac. aggresio – napaść) jest wymierzona przeciwko komuś, jest atakiem, co brzmi mi nieczysto. W aspekcie, o którym mówisz bardziej podobałoby mi się pojęcie gniewu, który jest niezgodą na zastaną sytuację i siłą oczyszczającą (na sposób niszczący).

    Z drugiej strony jest to kwestia integracji: czy gniew/ agresja kieruje człowiekiem (nieświadomość, podążanie za emocjami i popędami) czy człowiek integruje gniew/agresję i wykorzystuje go świadomie jako siłę napędową zmian (siłę wewnętrzną).

  16. Airaenn
    Maj 24, 2013 @ 15:02:46

    Agresja, w pełnym znaczeniu tego słowa (a nie jako gniew) wg mnie nigdy nie jest i nie może być czysta, nie ważne, jakie są jej powody. Jeśli ktoś dysponuje szacunkiem dla innej istoty, nigdy świadomie i dobrowolnie nie okaże wobec niej agresji, bo to jest właśnie napaść. Nikt nie każe nam stać bezczynnie i nadstawiać drugi policzek, ale są inne formy obrony, niż atakowanie jako pierwszy. Agresji trzeba się wyzbyć, a nie ją stłumić, zepchnąć w ciemny kątek osobowości i udawać, że jest cacy.

  17. Airaenn
    Maj 24, 2013 @ 15:47:08

    „Oszczędniej jest zaakceptować, że agresja jest równoprawną częścią naszej istoty tak jak i całego wszechświata i zamiast sie jej pozbawiać, nalezy nauczyc sie ja wykorzystywać” – mniej więcej coś takiego miałam na myśli, pisząc, że trzeba się jej „wyzbyć”, to znaczy: nie uwalniać jej przeciwko innym, bo to JEST krzywdzące. Zwierzę agresywne może i nie koniecznie doprowadzi do tragedii, ale niejednemu może napędzić stracha żądzą krwi nieznikającą z jego oczu. Swoją agresję trzeba zrozumieć, znaleźć jej przyczyny, ale niedopuszczalnym jest przyzwalać sobie na nią wobec kogokolwiek, tak to widzę i to chciałam przekazać. Wewnętrzne metody zaprzęgania jej do współpracy – bardzo to piękne, chętnie poznam jakieś, jeśli umie Pani coś zaproponować 🙂

  18. Airaenn
    Maj 24, 2013 @ 16:24:28

    To się wyjaśniło, po prostu inaczej rozumiemy słowo „agresja”, ja rozpatrywałam je w wymiarze tego, kto pierwszy atakuje, kto szuka zaczepki i możliwości do ataku. Opisane przez Panią sytuację to dla mnie… raczej taka „przemoc konieczna”, ale nie wynikająca z agresywności, jaką opisałam, a z innych powodów, czyli właśnie chęć obrony kogoś innego czy chęć przetrwania. Cieszę się, że już rozumiem, co chciała Pani powiedzieć, bo jest to warte refleksji i medytacji nad zagadnieniem.

  19. Airaenn
    Maj 24, 2013 @ 18:41:31

    Ja co prawda jeszcze nie wiem, jakie mam obciążenia, ale prawie na pewno mam silne wzorce ofiary, więc dużo rzadziej sama przejawiam agresję, niż jestem jej źródłem, natomiast kiedy się na tym złapię, na takiej podświadomej… niechęci, nakręcaniu się przeciwko komuś lub czemuś, staram się „otrzeźwieć” z tego stanu, przypomnieć samej sobie, że nie jestem od tego, żeby „wychowywać” innych ludzi albo zmieniać mentalność społeczeństwa. Często pomaga samo zdanie sobie sprawy z sytuacji. Jeśli ktoś mi działa na nerwy i aż zbyt łatwo mogę wymienić, co jest takiego drażniącego, staram się dla przeciwwagi dostrzec dobre strony tej osoby, dzięki którym łatwiej mi będzie „przyznać” im należny szacunek. No i staram się też nie brnąć w bezcelowe dyskusje (a często miałam do nich tendencję, później wytykano mi tę przypadłość, z zewnątrz ludzie uznawali, że się „kłócę”, z mojej strony widziałam to raczej jako chęć wyklarowania sytuacji i wymiany doświadczeń, ale zauważyłam, że wiele osób coś takiego odbiera właśnie jako atak, być może dlatego, że byliby zmuszeni do zrewidowania swoich założeń i zwyczajnie tego nie chcą), często najlepiej mimo rosnącej irytacji wziąć głęboki oddech, uśmiechnąć się i przytaknąć, atmosfera błyskawicznie się rozluźnia i dalej już można rozmawiać i funkcjonować normalnie, bez przemocy (co wcale nie jest równoznaczne z podkuleniem ogona, nie podejmuję walki świadomie, a nie ją przegrywam). Pomaga mi również postawa chęci zrozumienia drugiej osoby, postawienia się na jej miejscu. Empatia to dla mnie bardzo ważna cecha, być może najważniejsza w kontaktach międzyludzkich (ale i oczywiście sprawia problemy, z tego powodu jest się bardzo wrażliwym na wszelkie ataki w swoją stronę, jest się łatwym celem dla wszystkich nabuzowanych i chcących spuścić trochę pary, co nawet bardzo bliscy ludzie często wykorzystują). Wreszcie, w myśl zasady „kiedy nie wiesz, jak się zachować, zachowaj się przyzwoicie” staram się być życzliwa kiedy tylko się da, przykre sytuacje zamieniać raczej w żart i się „nie spinać” 🙂 To wszystko bardzo piękne w teorii, wiem, też różnie bywa z wywiązywaniem się z tych założeń, ale świadomość pomaga, rośnie kontrola nad zachowaniem i prowadzi do dobrych nawyków.

  20. Airaenn
    Maj 24, 2013 @ 18:49:21

    eile, chodzi nie o agresję jako taką, a o aktywną odpowiedź na czyjeś zachowanie, bez wymuszonej bierności i tłamszenia siebie oraz swoich racji, jeśli dobrze zrozumiałam. To co miało tu miejsce to była przeprowadzona przez Andrzeja próba okiełznania tego nieprzyjemnego procederu, który ostatnio w komentarzach się nasila (a z tego co pamiętam nie jest to pierwszy raz, kiedy były takie burze) – to była aktywna, zdecydowana odpowiedź, mająca na celu ochronę wszystkich użytkowników tej witryny i zachowanie przejrzystości, dla dobra czytających i autora. Pozdrawiam 🙂

  21. eile
    Maj 24, 2013 @ 19:34:48

    >> Airaenn ta zdecydowana i aktywna odpowiedz powinna polegac na konkretnym i zwyczajnym zwrocic uwagi bez zadnych osdobistych wycieczek.

    np. twoje rady sa mi zbede / eile swietnie radzi sobie ze twoich rad – i wiem ze ktos ich nie chce, a ja mam swiadomosc ze wkraczam na sciezke, gdzie moge komus robic przykrosc.

    Nie siedze nikomu w glowie coby wiedziec co kogo boli, zreszta po to dana nam byla zdolnosc komunikacji

    Wystarczylo zwyczjanie zasygnalizowac, zamist tego Andrzje najpierw strzelil gadke o napascie i moralizatorstwie, ale to nie wystarczylo bo pozniej doczekalam artykul o tym gdzie najlepiej powinnam sie udac i po co – z mala sugestia jak bardzo jestem obciazona i jak gleboko tego nie dostrzegam.
    Zamist zwyczajnie napisac, co sie nie podoba zrobil ogolna wycieczke osobista, ze niby do mnie, a nie domnie. Myslisz, ze to jest wporzadku, bo ja szczerze poczulam sie zle i zrobilo mi sie przykro. Nawet nie bardzo wiedzialam co zrobilam nie tak, ale za to dokonale wiedzialam jaka krzywde wyrzadzilam….

    Nie mam nic przeciwko poznaniu prawdy o sobie, tylko niech to beda konkrety, a nie cos co niby sie dotyczy, a nie dotyczy i moze byc o mnie jesli sie poczuje…

    Kazdy ma swoje kredki i swoje foremki
    Szanuje Was wszystkich, ale nie chce tu byc pewnie wlasnie z powodu moich obciazen, albo zwyczajnie panujacej tu hipokryzji… W kazdym razie pozwalam sobie na to.

    Pozdrawiam,
    eile

  22. Airaenn
    Maj 24, 2013 @ 20:43:00

    Myślę, że rodzaj reakcji zależy też w dużej mierze od nas samych, jak prowadzimy daną dyskusję. Mam znajomego, z którym już nie raz „kłóciłam się” na tematy światopoglądowe, ale zawsze kończyliśmy wymianę z uśmiechem, nigdy pokłóceni, po prostu każde z nas dostaje temat do myślenia, inny punkt widzenia, i to jest dobre – a obcy często nas próbowali „uspokajać”, bo się bali, że się strasznie kłócimy i zaraz będzie wojna, tak to na pierwszy rzut oka mogło wyglądać. Dlaczego zawsze się to kończyło dobrze? Chyba dlatego, że naszym celem nie było wzajemne przekonywanie o własnych racjach, przekabacanie za wszelką cenę i udowadnianie swojej wyższości, tylko szacunek do siebie nawzajem i do tematu, chęć pogłębienia wiedzy. Nigdy też nie idziemy w zaparte, każde z nas wie, kiedy powiedzieć „tutaj masz rację, przekonałeś mnie”. Kiedy natomiast (broń boże!) podejmie się dyskusję z kimś, kto jest z góry przekonany o swojej nieomylności albo sam chce ci udowodnić, że to ty się mylisz, to zawsze kończy się to źle. Gdyby jeszcze człowiek zawsze w porę był w stanie dostrzec, co się święci 🙂 A co do udowadniania ważności – no cóż, kiedy jest się wyjątkowo z czegoś dumnym, np. ze swojego wykształcenia, z jakiegoś przekonania, łatwo jest popaść w samozachwyt i pokazywać wszystkim dookoła, jakim to się nie jest wspaniałym. Grunt to zdawać sobie sprawę z istnienia czegoś takiego i starać się to temperować. Na pewno w największym stopniu mają z tym problem wejścia, krokodyle nie potrzebują się stroszyć, inni sami aż nazbyt chętnie okazują im uznanie i podziw, ale najpewniej każdy się na tym łapie od czasu do czasu. Ostatnie lata aż zbyt dobrze nauczyły mnie odpuszczać chęci udowodnienia własnej racji, postawienia na swoim; miałam możliwość przekonać się, jak ciężkie jest to dla drugiej strony i jak „brzydko” wygląda z boku. Z tym obrazem w pamięci, łatwiej jest mi się pohamować 🙂

  23. Airaenn
    Maj 24, 2013 @ 21:30:56

    Prawda, pilnowanie, by wyobrażenia nie przysłoniły stanu faktycznego to ważna sprawa, ale wg mnie trzeba jeszcze odrobiny intuicji i dobrej woli, mimo wszystko język ma swoje ograniczenia i ze zwykłej różnicy w rozumieniu jakiegoś pojęcia może być niezła awantura. Ważne by faktycznie chcieć się dogadać i drążyć, do póki sprawa nie stanie się jasna, a cudze stanowisko zrozumiałe. Wystarczy przypomnieć sobie wszystkie głupawe komedie romantyczne, zawsze przyczyną problemu jest czyjeś wyobrażenie (np. ktoś coś zobaczy lub usłyszy i automatycznie zinterpretuje) i niechęć do wysłuchania istotnych informacji, które zmieniłyby postrzeganie danej sytuacji diametralnie. Naukowo udowodniono, że im mniej się wie, tym więcej się myśli, że się wie. Póki zdajemy sobie sprawę, ile przed nami, może być tylko lepiej 🙂

  24. Airaenn
    Maj 24, 2013 @ 23:20:38

    Dobrze mówisz, Conchita 🙂 Wydaje mi się, że trzeba w życiu zachować równowagę między doświadczaniem, a zbieraniem wiedzy – obserwować świat i wyciągać wnioski na przyszłość, ale też nie unikać konfrontacji samodzielnie.

  25. Conchita
    Maj 24, 2013 @ 22:51:02

    nie da się wiedzieć, wiedza nie wystrczy… Można zapytać się siebie, co lepsze: mieć rację czy doświadczyć tego, czym jest ta sytuacja i co się pod nią kryje…
    Wiedza na zasadzie racji jest jak patrzenie w jeden punkt i trzymanie się go ze względu na bonus emocjonalny, podczas gdy wszystko inne nam ucieka.

    Ja też guzik wiem i lubię to :). Co więcej – to nie ma żadnego znaczenia, oprócz znaczenia, które temu nadam :).

    A tak w ogóle to szkoda, że doszło do poobrażania się, bo wszystkie głosy w tej dyskusji były bardzo ciekawe i wszystkich zdążyłam polubić…

  26. Conchita
    Maj 25, 2013 @ 10:48:30

    może masz jakieś smocze korzenie, że się tak skoncentrowałaś na wiedzy? U mnie to jest zupełnie inaczej, ja lubię wiedzę ale wynikającą z doświadczenia, z odkrycia tego w sobie raczej niż wyczytania u kogoś innego. Jak słyszę, że Podwodnyj czy ten od transerfingu napisali ileś tam tomów książek, to wiem, że z tego nie skorzystam. Nie lubię wchłaniać systemów intelektualnych, a mam bardzo głębokie przekonanie, że wiedza i prawda same prowadzą mnie do siebie, że wystarczy tylko się otworzyć i świadomość sama wpływa. W tym pomocne i potrzebne informacje, które pojawiają się w odpowiednim czasie. I wokół tego kręci się moje wcielenie.
    Z drugiej strony przyciągają mnie ludzie wiedzy i doświadczenia, którzy inspirują i są właśnie w stanie zapewnić trochę pomocnych informacji. Pewnie dlatego tu wracam.

    Nie rozumiem, dlaczego drażni cię prawo innych do uszanowania ich poglądów (o ile nie sądla kogoś krzywdzące). Ludzie mają prawo do wyznawania czegoś, co dla mnie może wydawać się błędne czy głupie. Oczywiście mogę wyrazić swoje zdanie jeśli ktoś będzie na tyle otwarty, że nie spowoduje to kłótni, ale nie czuje potrzeby wpływania. To Andrzej nauczył mnie tutaj, że wszystko ma swój czas i nie można kogoś na siłę popychać gdzieś, jeśli ktoś jest na innym etapie i przeżywa coś innego, to bez sensu w danym momencie i musi skończyć się nieporozumieniem. Z drugiej strony racja jest pojęciem względnym, zależnym od perspektywy, więc dobrze jest uszanować człowieka i jego aktualną perspektywę. Niefizyczni przyjaciele w młodości uczyli mnie, żeby wydobywać z ludzi to, co jest najlepsze, nie pouczać, nie nawracać, ale sprawiać, by to co ktoś ma najlepsze w sobie wypłynęło i zaistniało – wtedy sytuacja zmienia się na lepsze sama z siebie. Czy potrafię zawsze tak działać to już zupełnie inna sprawa 🙂 :).
    Nie mam ochoty komentować ostatniej burzy, bo moja sympatia jest z jedną i drugą stroną, a poza tym kto wie, czy nie było potrzebne jakieś spięcie, żeby utrzymać specyficzny charakter tego miejsca.

    Ciało rzeczywiście fajnie informuje, czy nas ktoś atakuje albo czy my nie pakujemy się w coś szkodliwego. Przypomniała mi się taka najbardziej wyrazista sytuacja: w pierwszej pracy pewnego dnia poczułam, że się zrobiło ciemno wokół mnie, jakby słońce przygasło i zrobił się wieczór, miałam wrażenie, że coś złego się dzieje, całe ciało odbierało ciężkie szkodliwe energie. Godzinę później zostałam wezwana do dyrektora i okazało się, że moi współpracownicy poszli mnie obsmarować… To było typowe podłożenie świni, bo wcześniej specjalnie nie przekazywali mi informacji i generalnie utrudniali mi życie (z zazdrości, bo na wejściu do pracy dostałam kluczowego klienta firmy i wyeksponowaną pozycję). Potem ostatecznie wyszło mi to na dobre, ale do tej pory pamiętam zadziwiające „zaćmienie słońca”…

  27. Conchita
    Maj 25, 2013 @ 13:19:02

    Ula, nie wiem czy to zatrucie wejściem, ale nie zawsze umiem krzyknąć, gdy ktoś mi szkodzi, szczególnie gdy jest to krododyl a krzywda nie jest widoczna – oczywista. Może przydałoby mi się więcej agresji, by się lepiej obronić.

    „Czy jeśli mężczyzna ma pogląd na małżeństwo, w którym kobietę można jako żonę poniewierać, to kierujesz się szacunkiem dla tego, że każdy ma prawo mieć swoje poglądy? ”
    Oczywiście, że nie! Powiedziałabym, żeby odpuściła sobie ten związek. Gdyby upierała się przy zostaniu (dzieci) to dopiero pogadałybyśmy o poczuciu wartości i wyznaczaniu granic. Ale to co innego – to nie szacunek do poglądów…
    Nie usztywniam się w żadnym poglądzie, w tym w pseudooświeconej postawie. Znałam jedną Panią z cukiereczkową miłością na ustach i szybko nasze relacje gwałtownie się ochłodziły do temperatury ledwo tolerowalnej. Życie w danej chwili stawia mnie przed daną sytuacją i wtedy też przychodzą słowa, reakcje i doświadczenia. Nie potrzebuję do tego jakichś podlądów, podbudowy intelektualnej, pancerzy systemów wartości – gotowców czekających na włączenie. To mi się wydaje sprzeczne z człowieczeństwem, z esencją życia.

    Co do symptomów z ciała fizycznego, to tak zlewają mi się z energetycznymi, że często nie rozróżniam (dlatego też i teraz się pomyliłam, nieprzypadkowo). Np. ból głowy łączy się z odczuciem energii wokół i w głowie, ciężkość nie wiem czy jest fizyczna czy energetyczna. Nieraz jak się skupiam na odczuciu ciała to rozmywa mi się to czucie i zmienia niepostrzeżenie na odczucie przestrzeni z mniejszym i większym zagęszczeniem energii w tej przestrzeni – mam wrażenie że patrzę świadomym w świadome, w esencję życia. Nawet gdy teraz to piszę to łaskotanie w nogach nie wiem czy interpretować jako mrówki i lekkie drętwienie czy odczucie przepływu energii…Czuję też teraz na sposób fizyczny – środki dłoni łaskotane prądem – czy to doświadczenie fizyczne czy nie to mi się już zupełnie rozmyło. 🙂

  28. Airaenn
    Maj 25, 2013 @ 15:22:45

    Że trzeba reagować w takich sytuacjach, jakie obie opisałyście, zgodzi się chyba każdy trzeźwo myślący, jednak ja uważam, że odpowiedź powinna być delikatna i łagodna. Dlaczego? Kiedy byłam dzieckiem, wszystko robiłam z młodszą ode mnie siostrą. Jeśli ja czegoś chciałam, ona natychmiast chciała tego podwójnie mocno, tylko ze względu na moją chęć posiadania tego przedmiotu. Oczywiście powoli zaczęło mnie to denerwować, ile można ustępować dziecku, któremu tak w gruncie rzeczy było wszystko jedno? Wtedy mama nauczyła mnie sztuczki – musiałam udawać, że chcę ten drugi przedmiot, a kiedy to siostra go dostawała, okazać niezadowolenie. To było rozwiązanie bez przemocy – obie ostatecznie byłyśmy zadowolone, aż wreszcie siostra podrosła i zaczęła rozwijać własne upodobania. Gdyby nie ta sztuczka, kłóciłybyśmy się non stop. Agresja rodzi agresję, przekorna ludzka natura każe nam zapierać się kopytami tym bardziej, im bardziej ktoś nam zarzuca, że jesteśmy w błędzie – to jest fakt, który dotyczy w mniejszym lub większym stopniu każdego. Jeśli jednak podchodzi się sposobem, ostrożnie i delikatnie, wtedy szanse powodzenia są dużo większe. Rozmówca nie czuje się napadnięty ani do niczego zmuszony, natomiast wymachiwanie (choćby nie wiem jak prawdziwymi, sprawdzonymi!) informacjami i domaganie się zmiany postawy, spowoduje w większości przypadków efekt odwrotny od zamierzonego, zostanie wygenerowana złość i tyle z naprawiania świata. Fajnie by było, jakby racjonalne argumenty przemawiały do ludzi, ale że nie przemawiają, to chyba każdy widzi chociażby oglądając wiadomości – wojny, kłótnie, teorie spiskowe, rozsądny człowiek łapie się za głowę i zastanawia, czy wszyscy poszaleli.

  29. Conchita
    Maj 25, 2013 @ 20:53:14

    Czasami przydałoby się jednak zademonstrować „aspekt gniewny”. Ja jestem zbyt łagodna… Ludzie (i zwierzęta) włażą mi na głowę. Poza tym wydaje mi się, że lepiej jest mieć coś takiego aktywnego, bo to jest też siła. Poza tym z tym wiąże się mniejsza aktywność fizyczna. Na swojej drodze zrozumiałam, że kluczowa jest elastyczność, im większa tym swododniej można być sobą i nie blokować niczego. Jak coś się w nas usztywnia to robi się blokada, energia przestaje swobodnie płynąć. Nie mam swobody na tym poziomie, energia mi nie idzie. To pewnie efekty zatrucia wejściem, albo pogryzienia.

    Ula, rzeczywiście niechętnie doprowadzam do konfrontacji z osobnikiem z destrukcyjnymi programami, agresywnym. No cóż – ja też wciąż się uczę…

    Kłopoty z powodu elastyczności? Nie, kłopoty pojawiją się, jak brakuje elastyczności… Nie mam aż takiej elastyczności, jak bym chciała, brakuje mi trochę dolnych rejestrów i możliwości realizacji na planie fizycznym (jak sporej części nas tu).
    Jeśli ktoś twardo trzyma się poglądów jak beton, to albo próbuję to jakoś obejść, znaleźć inny sposób, zaskoczyć kogoś, a jak się nie da to odpuszczam…

    Airaenn: nie zawsze można wszystko załatwić łagodnością, zależy od sytuacji. Czasami należy wykazać się asertywnością i wyraźnie zaznaczyć granice. Szczególnie osobniki z aktywnym krokodylem łagodność uznają za przyzwolenie (jeśli akurat trafisz na celownik).

  30. Airaenn
    Maj 25, 2013 @ 22:12:27

    Mi właśnie o takie elastyczne podejście raczej chodziło, oczywiście są przypadki, kiedy inaczej niż „krzykiem” sprawy się nie załatwi, ale jak dla mnie to jest ostateczność, nie środek docelowy.

  31. SwiatDucha
    Maj 27, 2013 @ 10:36:56

    dla Dusz to jest standard, takie zachowanie. One to rozumieją, przyjmują do tego odpowiednie wzorce, aby przeżyć i tak ciągną to dziesiątkami, setkami lat [poprzez wcielenia].

  32. SwiatDucha
    Maj 27, 2013 @ 10:53:10

    inny smok mnie tu zastąpi? 😉 bo ja dwa tygodnie temu zacząłem oczyszczać wcielenie w smoka. okazało się, że to przylgnięcie do wiedzy, chęć naprawy świata, gromadzenie i inne atrybuty smocze pojawiły się wraz z zejściem ducha w gęstsze poziomy do inkarnacji smoczej. może tak być, że inkarnacje nie tylko są wielokrotne w czasie, ale i pomiędzy poziomami też – ja się głębiej zanurzyłem, w cięższe, trudniejsze energie.

  33. Ewa
    Maj 28, 2013 @ 12:16:50

    Każdy z nas ma koncepcję miłości.
    Nancy i Helen pily kawe. Nancy spytala.
    Skad wiesz,ze twoj maz cie kocha.
    Kazdego dnia wynosi smieci ,odpowiedziala Helen.
    To nie jest milosc.To wykonywanie obowiazkow domowych.
    Daje mi tyle pieniedzy ile potrzebuje.To nie jest milosc to hojnosc.
    Nigdy nie patrzy na inne kobiety.To ograniczenie pola widzenia.Zawsze otwiera mi drzwi.To nie jest milosc.To dobre maniery.Caluje mnie nawet wtedy,gdy jadlam czosnek i mam lokowki we wlosach.
    O,to wlasnie jest milosc.


    Reguły komentowania:
    https://swiatducha.wordpress.com/reguly-komentowania/

  34. Darek
    Maj 28, 2013 @ 13:05:49

    Witaj Andrzeju! Tak ostatnio też myślałem nad równoległymi wymiarami takich samych światów materialnych w których występują wszystkie możliwe kombinacje naszych wyborów zachowań, na dane wcielenie. Może przełączamy się między tymi wymiarami? Coś podobnego jak z tym włazem do studni o którym Ty chyba pisałeś gdzieś w poście. Że byłeś pewny, że ten właz za tym domem istnieje trawą pokryty – a później po sprawdzeniu okazało się że tam nic takiego nie było. Stara Dusza[wysoka samoświadomość], to wychwyci. Gdyby tak było musielibyśmy mieć swoich klonów[siebie], żyjących w innych „rzeczywistościach”[realiach, wymiarach]. Mi też kilka razy udało się taki fenomen uchwycić. To był szereg tak dziwnych sytuacji że szczerze mówiąc zapomniałem o co chodziło? Pamiętam że chyba coś załatwiałem, zrobiłem. A później złapałem się na tej chwili, w której uzmysłowiłem sobie że jeszcze nie mogłem z tą sprawą się uporać. Nie było jeszcze takich możliwości. To taki „skok do przyszłości”. Podobnie jak deja vu. Pozdrawiam!

  35. SwiatDucha
    Maj 29, 2013 @ 17:40:14

    Reguły komentowania:
    https://swiatducha.wordpress.com/reguly-komentowania/

    > Caluje mnie nawet wtedy,gdy jadlam czosnek i mam lokowki we wlosach.
    hehe, to nie jest miłość, tylko wzrok i powonienie mu już mocno szwankują 🙂
    I dlaczego owa mądra pani Nancy nie wskazała, że ów mąż powinien pójść do lekarza jak jest w takim stanie?? 🙂 ;0!?

    a tak na poważnie, miłość może się wyrażać bardzo różnie i chyba warto różnorakie jej sposoby wyrażenia doceniać, np. wynoszenie śmieci, albo uważna rozmowa [można by ją było nazwać zastosowaniem umiejętności interpersonalnych]. Owszem, gdy są przeciwności jak np. przykry zapach, to wtedy trudniej wyrazić miłość [pś naturalnie się wycofuje]. Ale odrzucanie innych wyrazów miłości [ Helen może wg. sugestii Nancy tak zacząć postępować] może spowodować, że 80% zachowań męża będzie postrzegane przez nią zadaniowo [on nie pokazuje, że mnie kocha, tylko „coś robi”]. Daj bóg, aby Helen miała na tyle wyobraźni, żeby nie ulec sugestii koleżanki i nie uznać innych wyrazów za pozbawione uczucia.

    Wydaje się, że w tej historii jest ważne spychanie odpowiedzialności. Jeśli uważamy, że samy tworzymy życie, to nie testujemy tego, bo przecież sami jesteśmy za to odpowiedzialni. Helen, na wniosek Nancy zaczęła testować, podjęła rękawiczkę wyzwania „czy rzeczywiście mąż mnie kocha”.
    Jeśli pani „testuje” miłość partnera, to z pewnością znajdzie miejsce, w którym nie będzie miłości i sobie udowodni, że ma rację. Jeśli zachowania bazują na lęku, to kiedyś się to zamanifestuje i człowiek udowodni sobie, że ma się czego lękać [tu, że mnie nie kocha]. Przykładowo: tylko w 20% przypadków zachowania mojego męża świadczą o miłości [a to jest właśnie wzięte z powyższego tekściku – już sam on może udowodnić pani, że mąż jej NIE kocha].

    A jednocześnie nie ma co być naiwnym/ą. Bo wokoło jest mnóstwo oszustwa [jak mówi Desiderata]. Bezkrytczna postawa przekonania o całkowitej miłości też może prowadzić do samooszukania się [„wszystko” uznajemy za potwierdzające naszą postawę „on przecież kocha”]

    I tak pomiędzy tymi dwoma skrajnymi postawami jest droga [tao]. Jeśli ktoś potrafi elastycznie iść drogą tao, ten ma szansę. Dzisiejsze czasy pośpiechu, braku refleksji zniechęcają do tao, zachęcają do bezwzględności. Postawa yang bardzo dobrze jest widoczna i atrakcyjna [to postawa p. Nancy]. Natomiast to nie jest tao, ponieważ tao nie jest reklamowane przez nikogo, nie jest atrakcyjne [nie mówię, że jest nieatrakcyjne]. Jeśli tao byłoby atrakcyjne, to nie byłoby prawdziwe tao.

  36. SwiatDucha
    Maj 29, 2013 @ 22:05:56

    Wydaje mi się, że Wszechświat skonstruowany jest tak jak jogini, znawcy Wed mówią: że ma ileś poziomów subtelnych.
    Alternatywny [ale jednak wykluczający chyba się z tym opis] jest właśnie „światów równoległych”.

    Porównanie tych dwóch wydaje się być niebanalne, wartościowe!

    [jest jeszcze możliwość trzecia – połączenie obu, ale to wydaje się juz chyba zbyt skomplikowane, intuicyjnie jakby „przefajnowane”]

    Myślę, że:
    – zwolennicy światów równoległych nadal są związani myśleniem materialnym. i ich „inne światy” są generalnie innymi wersjami zredukowanej, mało duchowej rzeczywistości. takiej bardziej fizykalnej rzeczywisttości. niemniej jak to mówię: „dobrze kombinują”. Dlaczego? Gdzieś tam [w moim oglądzie na wyższych planach bytu, na wyższych poziomach subtelnych] istnieją inne wersje, prototypy przyszłości, która może się wydarzyć, ale jeszcze nie ma dokładnej decyzji, co będzie. Wszak trochę wolnej woli mamy, choć niektórzy mówią, ze nie tak wiele, jak sobie wmawiamy. Jasnowidzowie mówią, że „przyszłość jest nie do końca skrystalizowana”. A więc, gdzieś jest, można ją poznać, ale czeka na dalszy rozwój wydarzeń.

    – i w drugą stronę: wysokie przyczynowe, płaszczyzny subtelne. odpowiadające za rozwijanie się, przebieganie procesów, mogą zawierać w sobie istotnie mocno rozwinięte „plany” przyszłości. Zdecydowanie można je „podejrzeć” i może to się jawić jako coś na równi z „alternatywną rzeczywistością”.
    [tyle razy używam cudzysłowu, mam nadzieję, że to cię nie razi i że rozumiesz, że chodzi o powiedzenie: tak jakby, albo „so called”]

    Tak więc w tym rozumieniu istotnie można rzec, iż owe alternatywne światy istnieją, ale raczej jako plan, ew. plan niezrealizowany, ale trudno „dotknąć” takiego świata alternatywnego – opisujesz trudności percepcyjne. Trudności te mogą się brać z tego, że osoba obserwująca zwykle oczekuje czegoś zdecydowanie namacalnego. A tutaj natyka się na coś a’la sen. Tu warto wspomnieć o książce Arnolda Mindella „Śnienie na Jawie” i innych, w których rozszerza pogląd na „wyśniony świat”.

    Trudności w percepcji mogą wskazywać albo na:
    a) trudność „przełączenia się” w ten inny świat
    b) trudność z percepcją wysokich poziomów subtelnych.

    Jeśliby chcieć którą z tych tez wykluczyć, pewnie trzebaby zrobić badanie jakościowe wg. cech zjawiska, może by się udało coś wtedy powiedzieć.

  37. Ewa
    Maj 29, 2013 @ 23:16:26

    Reguły komentowania:
    https://swiatducha.wordpress.com/reguly-komentowania/
    To mam prosbe aby admin rowniez przestrzegal regul-komentowania.
    I druga prosba, skasuj wszystkie moje posty tak jak uczyniles to z postami p.Barbary. Nie bede cytowac,gdyz moge sie narazic a to do niczego nie jest mi potrzebne.

  38. Darek
    Maj 30, 2013 @ 14:39:49

    Jest to jedna z wielu koncepcji konstrukcji Wszechświata. Moim zdaniem jest ona za bardzo uproszczona biorąc pod uwagę nieumiejętność pojęcia nieskończoności przez ludzki umysł. Brak w tej koncepcji innych materialnych wszechświatów równoległych, których może być również nieskończona ilość. Robert Monroe chyba przedstawia właśnie taki model Wszechświata, jaki zakładają jogini, znawcy Wed – że ponad wymiarem fizycznym jest kilka wymiarów duchowych – niższy astralny, wyższy astralny, mentalny, buddyczny i atmiczny. Ponad nami znajduje się wymiar astralny w którym jesteśmy niematerialnym punktem świadomości przemierzającym przestrzeń. Nie dotyczy nas grawitacja ani inne prawa fizyki. W tym stanie nie ma góry i dołu, prawa i lewa, przodu i tyłu. Robert pisze „Kiedy dokonujesz projekcji ciała astralnego blisko świata fizycznego, nie masz ciała jako takiego, lecz umysł nie jest w stanie tego zaakceptować i dostarcza myślokształt utworzony naprędce z materii eterycznej. Jeżeli spróbujesz spojrzeć na swoje ciało, dajmy na to na ręce, zaczną bardzo szybko się topić. Palce zbledną i staną się przejrzyste, a potem zaczną topić sie jak lód pod wpływem gorąca” Przytoczyłem ten fragment, ponieważ raz w życiu doświadczyłem tego stanu. Kiedyś o tym pisałem gdzieś w poście, że kiedy popatrzyłem w blasku świecy na moje palce dłoni, zobaczyłem jak nagle zaczynają się topić od góry w dół, i znikać. Ale zjawisko po około 10sek.szybko ustąpiło, i nigdy dotąd się nie powtórzyło. Ponad wymiarem astralnym gdzie czas jest zaburzony i rozciągnięty, znajduje się wymiar mentalny, co Wikingowie nazywali „Tęczowym Mostem” do Asgardu”. — Wydaje mi się że kiedyś „musnąłem” tego wymiaru. Znajdowałem się na pograniczu wyższego astralu i mentalu. Przemieszczałem się z dosyć dużą prędkością po pięknej kolorowej tęczy- na przemian w górę, w dół i boki. To było coś w rodzaju kolorowej serpentyny, ale krótko trwało. Brak wygenerowanej energii eterycznej przez nie wyćwiczone czakry przeniosło mnie z powrotem w astral. —- Twoje wahania moich czakr, dały mi odpowiedź – dlaczego od pewnego czasu nie mogę się przebić w wyższy astral. Energia w czakrach jest przytłumiona, stąd brak odpowiedniej ilości energii eterycznej. Następny wymiar to buddialny. Robert pisze „To ciepły, abstrakcyjny świat wypełniony głębokiem spokojem i nieskończoną miłością. Jest to wymiar czystej Bieli. Nie ma żadnych doznań dźwiękowych ani wizualnych poza doznaniem wszechogarniającej, diamentowej bieli. W tym świecie bardzo szybko wyzbywasz się swoich indywidualnych myśli; gdy tu jesteś, nie możesz długo myśleć i nie ma też takiej potrzeby. Odczuwasz za to przemożną chęć pogrążenia się w spokojnej ciszy. Jest to niczym bycie zanurzonym w białej, miękkiej, czystej wełnie. W tym świecie przestajesz być jednostką i stajesz się CZĘŚCIĄ JEDNEGO. Przestajesz też być kobietą lub mężczyzną i w tym sensie wracasz do łona Matki. Jesteś otoczony i wchłonięty przez nieskończoną, pełną ciepła miłość, zrozumienie, przebaczenie i pokutę. Czas przestaje mieć tu znaczenie. Jeśli wkroczysz w ten świat, nie będziesz chciał kiedykolwiek go opuszczać, dopóki twoje ciało fizyczne nie wciągnie cię z powrotem. Jest to miejsce odpoczynku i uzdrowienia duszy. Znowu przytoczyłem ten fragment, ponieważ moje opisane doświadczenie – „Stan permanentnego spokoju umysłu”, „bycie w niebycie”, „zanurzenie się w Boskim Nektarze”, lub inny przekaz telepatyczny typu „pocałunek[dotknięcie] stóp Chrystusa”, odpowiadało by opisowi Wymiaru buddialnego przez R.Bruce, czy „medytacyjnemu wchłonięciu przez Dhiane”, której dostąpiłem i opisałem na Twojej witrynie. Następnym niby ostatnim wymiarem, jaki opisuje Robert B. jest wymiar atmiczny[najwyższy Boski], który niby dostąpił 4-nie w swoim życiu. W następnym poście spróbuję pogłówkować nad powstaniem naszego Wszechświata Materialnego, których moim zdaniem jest wiele, i wciąż „rodzą” się nowe. [D]

  39. SwiatDucha
    Maj 31, 2013 @ 12:59:29

    > To mam prosbe aby admin rowniez przestrzegal regul-komentowania.

    Ewa chyba zapomniałaś, że tu nie jest publiczna przestrzeń forum, tylko mój osobisty blog. I tu właśnie opowiadam o tym, co moje i mam w tym swobodę. Przypomnij sobie, jak do kogoś do domu idziesz, to jakie są zasady? Masz prawo meblować mu mieszkanie?

    Jeśli cię to razi że opisuję różne sprawy z mojej perspektywy,
    jeśli chcesz swoją opowieść dać światu [a pewnie ktoś by chciał to przeczytać],
    to rusz się ze swoim miejscem w sieci.

    > Nie bede cytowac,gdyz moge sie narazic a to do niczego nie jest mi potrzebne.

    Zastanawiam się, jak to wykombinowałaś? Nie zrozumiałaś, że chodzi o bezpieczeństwo, o brak manipulacji tych, którzy czytają. Odebrałaś to osobiście, że możesz się gorzej poczuć, bo ci ktoś post skasuje.
    A tu nie.
    Chodzi o inne osoby, którym może to zaszkodzić, nie chodzi o spokój osoby cytującej czyjeś nauki.

  40. Darek
    Czer 09, 2013 @ 23:16:46

    Witam! Przypuśćmy że cofamy się w czasie do któregoś z wydarzeń w danym przedziale czasowym, i za pomocą współczesnej broni wygrywamy jakąś bitwę z przeszłości, zmieniając bieg historii. Czy to możliwe? Może być skończona liczba wymiarów które zawierają takie wszystkie możliwe scenariusze wydarzeń, w których zmienia się jakiś „element”. Skończone wymiary materialne Większego Boskiego Planu, oraz jego części, dotyczącej Ziemian. Skończone ponieważ w owych wymiarach materialnych zachodzą wszystkie możliwe kombinacje „zdarzeń”. W takiej sytuacji musiałby być również taki wymiar, w którym nie ma teraz powodzi w Warszawie, czy innych miastach i państwach. Może być zamiast tego susza czy cokolwiek innego. My natomiast nie mogąc jak na razie przenosić się pomiędzy wymiarami, gdzie jest zachowana historia, i do tych gdzie jest inna rzeczywistość – skazani jesteśmy na tą którą znamy, i w której żyjemy. Gdyby cały Boski Plan byłby nieskończony, musiałby zawierać również oprócz nieskończonych wymiarów niematerialnych, i te nieskończone materialne, np.w innych wszechświatach. Kluczem do sukcesu może być Wielki Zderzacz Hadronów. Kolejne eksperymenty w 2014, 15. Koniec części 1 i ….jeszcze nie wiem? Pozdrawiam Wszystkich!

  41. ab23456@wp.pl
    Czer 13, 2013 @ 09:53:57

    Może ktoś ZDEFINIOWAĆ miłość? Tylko nie pisać o 13 rozdziale Koryntian.

  42. SwiatDucha
    Czer 13, 2013 @ 14:52:46

    A ja bym prosił uprzejmie, żeby nikt nie definiował tutaj miłości.

    Zamiast tego prosiłbym opisywać swoje przeżycia. Albo opisywać różne sposoby na jakie różni ludzie przeżywają miłość.
    Definiowanie wydaje się bowiem tutaj profanacją, pójściem „w głowę” gdy mamy do czynienia z czymś, co zupełnie nie przystaje do intelektualnej obróbki.

  43. Darek
    Czer 18, 2013 @ 21:52:45

    Ula dzięki za prezent! Nie wiem jak się mam zrewanżować? Może na początku wyślę Ci elektronicznego buziaka. Pa!

  44. greta minde
    Lip 01, 2013 @ 23:11:00

    Ciekawy film…. 😉 Piękne dzięki Kseniu.

  45. Darek
    Lip 02, 2013 @ 20:53:10

    Może zaciekawi Cię Ula „Wielki Wybuch”

  46. Conchita
    Lip 03, 2013 @ 12:15:26

    Nie wiem czemu (i może niesłusznie), ale wydaje mi się, że to co piszesz Tristen to w dużej mierze wymówki (chodzi mi o narzekanie na kobiety i ludzi w ogóle), bo problem sobie siedzi nieco jakby w tle i sprawia, że projektujesz takie wizje na świat. Ja nie jestem terapeutą, więc mogę strzelać kulą w płot (wybacz mi, jeśli tak się stanie), ale może przyjrzyj się swojej niechęci i lękowi przed bliskością – co tam siedzi w tle, bez intelektualizowania, racjonalizowania, ale tak frontalnie do sedna. Masz potrzebę bliskości, a jednocześnie odpychasz wszelkie możliwości jej zaistnienia wymyślając najróżniejsze powody na usprawiedliwienie tego odpychania. Myślę, że odnalezienie, rozpoznanie własnej naturalnej harmonii ze sobą i światem może przywrócić energię do życia.

  47. Conchita
    Lip 03, 2013 @ 13:58:02

    Odpychanie (obrzydzenie, lęk) to drugi biegun przyciągania, pragnienia – oba nie dają wolności…Może jakiś substytut – zewnętrzny brak obecności drugiej osoby i wynikających z tego komplikacji.
    Ale wolność wypływa z jeszcze głębszej warstwy – przegląda się w zdarzeniach i zjawiskach, spotkanych ludziach bez potrzeby ucieczki czy pragnienia zatrzymania, to odczucie pełni.
    Ksenia wrzuciła tu fajny filmik Mooji (patrz wyżej) „Bez potrzeby bycia klochanym” – Ty prezentujesz tu drugi biegun od tej pani :), porady Mooji są bardzo dobre…

  48. Conchita
    Lip 03, 2013 @ 15:56:34

    Hehe no to mamy postęp: jeśli chcesz stworzyć jakiś fajny związek to znajdź w swoim otoczeniu kobietę z pasją, która żyje swoim życiem i nie będzie Ci ograniczać ruchów… :).
    Lepiej, żebyś nie miał dzieci, bo tu nie unikniesz poświęcenia, zobowiązania, odpowiedzialności…

  49. SwiatDucha
    Lip 03, 2013 @ 23:14:29

    Ja też w afirmacje nie wierzę, ja doświadczam ich efektów, zmian w postawie Duszy. Dusze pięknie umieją dostrajać się do afirmacji, o ile Średnie Ja istotnie chce się zmieniać duchowo. Rozwój Duchowy niestety nie jest podwieszony na sznureczkach pod karierę zawodową albo rozwój finansowy. Rózwój duchowy rządzi się swoją nieubłaganą logiką, ale daje osiąganie celów duchowych.

    Nie, jakby niektórzy chcieli: celów finansowych, zawodowych, rodzinnych i dopiero na koniec duchowych [w tej kolejności].

    Mam kolegę, który cierpi bardzo z tego powodu, że w Polsce jest tak jak jest. Jest ambitny i łyknął pozytywistycznego, idealistycznego nauczania tych nauczycieli duchowych, którzy mówią, iż „wszystko można”. A jednocześnie już sporo wie o krokodylach i właśnie – nie chce sobie dać wcisnąć „wszystkiego” za .. dużą cenę bycia nosicielem bądź bycia pokodowanym.
    Jedno jedyne – jego Dusza i osobowość nadal ćwierkają chórem i pragną bogactwa i w ogóle wszelkiej pomyślności w dużej dostawie i ze sporą promocją. Cierpi i boli go to, że dziewczyny [zerkające na sute auta] go nie zauważają].
    I on, jako świadoma jaźń też przychyla się do tego, że to system taki problematyczny, że nie ma tego, co się chce itp. Karmę ma, ale uważa, że zmieniać się nie trzeba – że jemu się należy dobrobyt. Nawet jak afirmuje, to uważa, że to afirmacje są dla jego osobowości, że osobowość ma pozostać bez większej zmiany, a dobrobyt przyjdzie. Uważa, że rozwój duchowy polega nie na uruchomieniu akceptacji wobec świata i zrozumieniu ukrytego porządku w nim, ale na tym, że ten świat ma się przekształcić na jego potrzeby.

    Jakoś nauki o duchowości, o medytacji nie przemówiły mojemu koledze na tyle, nie zostały na tyle przerobione, że nadal cierpi. Albo ktoś mu nakłamał a ten uwierzył.

    [Karma wiele ma do powiedzenia, dzięki niej można się w Bhutanie urodzić, albo w Niemczech. Ale nawet w Bhutanie można świetnie sobie radzić na ścieżce duchowej, kto wie, czy nie lepiej niż w Niemczech..]

    W moim mniemaniu, czy różnimy się czymś mocno duchowo od tych ludzi, którzy chodzili po świecie ponad 2 tys. lat temu, gdy żyli mędrcy taoistyczni? Może trochę mamy więcej ciał subtelnych, może trochę lepsze zrozumienie. Jednakowoż duchowo nie ma tak znacznej różnicy – i tu i tu można i warto medytować, mieć refleksje, pracować nad sobą.

    Taoizm nie przez przypadek przytoczyłem, ponieważ wskazywał na prostotę życia osobistego. Obecnie nawał przedmiotów oraz technologii bardzo mocno nas [Dusze, osobowości] odciąga od owej prostoty.
    Dobrze wiem, że jest coś co nazywają „rozwój osobisty”, „rozwój zawodowy”. Wydawałoby się, że te dwa są zbieżne, niemal równoległe do rozwoju duchowego. A ja w to poważnie wątpię. Już w starożytności taoiści odmawiali bogatych posad na urzędach, na rzecz bardzo zwykłego życia. I to życie było na dzisiejsze standardy, życiem skrajnie prostym, przepełnionym zachwytem nad bogactwem przyrody. Podobnie, kto dzisiaj przypomina o Gautamie, który wiódł podobne proste życie?

    Na bank jednak przypomną o książce Ziga Ziglara „Do zobaczenia na szczycie”. Albo będą pamiętać swoje fantazje o wielkim bogactwie nic nie mówiąc, aby się nie wygadać o prawdziwych swoich celach. A jakoś nie kojarzą tych potwornych kłopotów, obciążeń, które są zwykle związane z dużym bogactwem – jego zdobywaniem i posiadaniem. To pięknie wygląda w książkach inspiracyjnych, natomiast na spotkaniach biznesowych.. o wiele mniej ładnie.
    Jedynie mała cząstka dużych ryb finansjery jest w miarę wolna od krokodyli. Reszta jest tak naszprycowana symbiontami, że są aż sztywni. To mało kto chce zobaczyć. Nawet to, że „klasa średnia” też mocno cierpi i chodzi jak w malignie, też jest ładnie boczkiem pomijane.

    Moim zdaniem i tak żyjemy w otoczeniu naprawdę sporego dostatku i nadprodukcji. Ja pływam w tym jak pączek w maśle nie mając samochodu, dwa 10 letnie rowery z poobtłukiwaną farbą ale świetnie działającymi częściami, mając skromne dochody, komputer sprzed 10 lat, edytor tekstów z 1997r. i internet za darmo o prędkości 0,5 Megabit [nie 5 ani nie 50 Megabit]. Coś tam kreatywnie w internecie skrobię i Wszechświat dostarcza mi całego oprogramowania do tego, hostingu zupełnie za darmo. Nawet długo tego nie szukałem. Czytelnicy się cieszą, bo coś przeczytają ciekawego, co WJ mi opowiadają. Jest świetnie, jak na moje rozeznanie.

    Jeśli ktoś chce dobrze, „godziwie” zarabiać, jest sporo możliwości, tyle, że trzeba swoje życie przehandlować za to, to prawda. Ale niemal wszyscy super zarabiający tak mają przehandlowane. To jest osobisty wybór. I nie sądzę, żeby można było jednocześnie się sporo oczyszczać i rozwijać duchowo pracując na „dobrej posadzie”.

    Jednak myślę i mam na to dowody, że przy umiarkowanej dobrej karmie i w miarę racjonalnych decyzjach okoliczności, w których żyjemy mogą dawać super wsparcie dla rozwoju duchowego.

    Świadomość zasobności [„dla mnie wystarcza, a nawet jest ponad potrzeby”] daje przyciąganie takich sytuacji i odpowiednie ich ocenianie.
    Odpowiednie priorytety i poniechanie ambicji materialnych daje duuuużo swobody, czego nauczyłem się od taoistów.

  50. Conchita
    Lip 04, 2013 @ 12:28:11

    T: „Teraz mam pytanie: dlaczego moze sie tak dziac, ze przy odbiorze rzeczywistosci czuje takie zniechecenie? ”

    Siła nawyku, nawykowej tendencji wyrobionej podczas różnych negatywnych doświadczeń związanych z niespełnieniem pragnień i oczekiwań (czyli karma w moim rozumieniu karmy – jako wzorców odkształcających strumień świadomości w celu doświadczania danego aspektu rzeczywistości)? Doświadczenia wybrzmiały, rzeka wpłynęła do morza, a nawyki zostały. Masz patrzenie starego dziadka, a jesteś przecież młody….:)

    Z drugiej strony może wystarczy zaakceptować swoją sytuację i wzmocnić w niej to, co lubisz i akceptujesz (zamiast ciągle skupiać się na tym, co jest nie tak i nie spełnia Twoich oczekiwań) – a to się rozwinie i spotęguje… 🙂

  51. Conchita
    Lip 05, 2013 @ 08:58:09

    Jeśli tak czujesz… Spróbuj a przekonasz się. Nowe miejsce to nowe możliwości, inna energia… Inne wibracje mogą ożywić inny aspekt Twojej duszy/świadomości.
    Zawsze też poznanie większej ilości różnych ludzi może rzeczywiście pomóc w uzyskaniu dystansu do swoich postaw. Jednak dziewczyny też mają rację – to co, masz w sobie pojedzie z Tobą.

    Pomyślałam sobie, może dobrze byłoby gdyby Twoja praca uwzględniała element ruchu – przemieszczania się, spotykania nowych osób, to byłbyś bardziej otwarty..?. 🙂

  52. SwiatDucha
    Lip 06, 2013 @ 23:36:36

    Zapraszam do kontynuowania tematów ogólnotematycznych na stronę:
    https://swiatducha.wordpress.com/2013/07/06/rozmowy-na-rozne-tematy/

  53. Darek
    Lip 07, 2013 @ 12:35:05

    Cześć Ula! To jest Twoje zdanie wyrwane z kontekstu – z powyższego postu – „A im bardziej będziesz pragnął dawać tym więcej dostaniesz, nigdy odwrotnie”. Wydaje mi się, że jednak powinniśmy trochę uważać z tym dawaniem. Jak Żydzi oczekują przyjścia Mesjasza- czekając na niego- tak wielu zacznie dawać, oczekując podwójnej „zapłaty” Wszechświata. Ktoś może dać za wiele, zgodnie z jego uznaniem, i później mieć pretensje do Boga – dlaczego tyle czasu już daje, a podwójnej zapłaty, jak niema – tak nie ma? Pragnienie oczekiwania na podwójną zapłatę jest egoistyczną formą zarobku. A ci którzy dają z serca, z duszy- nie oczekując zapłaty – są jak najbardziej cool!!!

  54. Darek
    Lip 07, 2013 @ 13:35:20

    Wiesz co – coś w tym jest co napisałeś! Tak by z tego wynikało! Bo nie ma się co oszukiwać, że jest inaczej! Bo pragną i koniec!!!

  55. Darek
    Lip 07, 2013 @ 13:41:47

    W tych słowach piosenki też coś jest „Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam.
    Nic gorszego na świecie nie przytrafia się nam.
    Nie wierz nigdy kobiecie, nie ustępuj na krok,
    bo przepadłeś z kretesem nim zrozumiesz swój błąd;

  56. Darek
    Lip 07, 2013 @ 13:55:36

    To gdzie my żyjemy? Co to za kraj? Co za kobiety? Trzeba przyznać że Polki są jednak śliczne i słodkie! Jak te cukiereczki!

  57. Darek
    Lip 07, 2013 @ 14:15:10

    Za to one lubią wszystko co się świeci! Te wszystkie nasze błyskotki które im dajemy! Kochają nasze błyskotki, a nam mówią że to nas kochają, bo przecież całe nam się oddają później w „ofierze”! Spróbuj im nic nie kupić! Zobaczysz co dostaniesz – kopa w d……!

  58. Darek
    Lip 07, 2013 @ 16:33:43

    Ula chyba wkurzyła się na mnie, że zaprzeczyłem – że to nie Wszechświat za dawanie dwu kroć się odpłaca, tylko to my panowie trzykroć hojnie obdarowujemy nasze Panie za to że nas kochają! Ja też Was kocham! Ale nie lubię zmywać talerzy i garów. A ktoś to zrobić musi!? No kobietki, chociaż to………..co?

  59. hahahel
    Lip 07, 2013 @ 19:09:28

    Moje pojęcie mimo twardej rzeczywistości, która ciągle próbuje je zdusić, dalej jest idealistyczne, chociaż pojawiło się w nim trochę zmian. Jedną z nich jest szacunek do miłości i zrozumienie, że na miłość się nie czeka, ją się pielęgnuje jak kwiat co wymaga dużo cierpliwości i właśnie szacunku. Zwalanie odpowiedzialności na inną osobą, nawet przy argumentacji, że tak przecież jest, nie zwalnia z zachowania, jakie chcielibyśmy, aby prezentowała je inna osoba, osoby – w tym wypadku Kobiety. Więc dla równowagi, aby wyrazić swoją wdzięczność i dużą rolę jaką pełnią – http://www.youtube.com/watch?v=9bxc9hbwkkw ( Westlife – You raise me up ) 🙂

  60. Darek
    Lip 08, 2013 @ 12:49:33

    Ula ja sobie żartowałem z tymi „brylantami” które jakby nie było, kobiety lubią. Cóż i ja bym się pokusił bez zastanowienia na np. złoty sygnet z drogim kamieniem, aby go następnie zamienić w gotówkę. OK! W pierwszym poście napisałem że przesadziłaś z tym „dawaniem”. Wiem że miałaś na myśli dawanie prezentów duchowych. Jest Ok!To ja specjalnie żeby Ciebie Trochę „wstrząsnąć” – w pozytywnym tego słowa znaczeniu – zamieniłem duchowe dary w te materialne[kolie,itd]. ——— Co do mojego Ego bym się z Tobą nie zgodził. Nikt mi nie kwili że czegoś mi brak- że jestem taki czy owaki. Dzięki tej stronie Andrzeja w jakimś stopniu ujarzmiłem Ego. Jedynie teraz, ciągle mi płacze, i mówi mi „gdzie Ty żyjesz” – „popatrz jak tu ludzie cierpią przez kolejne nieudolne rządy”, „wyjedź stąd”, itd. Ale jest coś, co mnie tu trzyma, i na razie nie mogę. To jak mi tak długo płacze, to ja mu[ego], prosto ze świadomości – taki kopniak energetyczny posyłam- typu zamknij się „kanalio”. Przeszkadzasz mi w działaniach, i nie dajesz mi się skupić. Tylko ja to trochę agresywnie! Wtedy mam na jakiś czas spokój. Muszę rozróżniać Ego od „diabła”, który mi czasami różne „ciekawe” pomysły podsuwa – ale moje „świadome Ja”, na razie wyrabia[radzi z tym sobie]. Jeszcze raz Sorry! Za zamieszanie!

  61. Darek
    Lip 08, 2013 @ 19:41:46

    Tak Andrzej, bez Twojej witryny, byłoby mi jakoś smutno! Tu czuje że mam kontakt z dobrymi i mądrymi duszami. —- Masz rację w tym co piszesz w poście powyżej. Do duchowe rany, uaktywniły ciało bolesne. Pisałem Tobie na maila że od 4-go do 6- go roku życia miałem swojego „czarnego anioła stróża”, który mnie pilnował nocą stojąc w drzwiach wejściowych do mieszkania. Żywił się moim lękiem przez 2 lata. Kiedy go za czołem ignorować schowany pod kordłą, to znowu gwizdał pół nocy na balkonie. Czarna, barczysta, 2m.wysoka postać z kapturem na głowie. Z ponad 10m.nie widziałem detali, ale był zakapturzony. Później mama kazała mi iść spać do łóżka z tatem, tak aby zejść z lini frontu, by nie mieć wglądu na drzwi wejściowe. Do czasu, aż którejś nocy złapał mnie za palec u nogi i ukazał mi się z 2m. Światło księżyca musiało oświetlać pokój, bo zobaczyłem wyraźne detale nieboszczyka w stanie rozkładu. Ojciec usiadł na łózku obudzony moim wrzaskiem, i nic tam nie zobaczył. Kiedy tato zapalił światło, zjawa powoli do 3 sek.się zdematerializowała, ukazując mi swój „wdzięk” od pasa w górę. Materializacja taka sama jak z filmów, typu „Powrót żywych trupów”. Jedne z pierwszych moich rysunków przedstawiały szubienice z wisielcami, i kościoły. Zbierałem gumowe szkielety takie sprzedawane na odpustach, i wieszałem na ściennych słomkach. Mama z koleżanką zastanawiały się skąd mi się to bierze? Mam z perspektywy czasu takie wrażenie jakbym uciekł od „ciemnych energii”, w tą inkarnację. Dlatego może „zły” się o mnie upominał? Ta jasnowidząca kobieta o której pisałem mówiła mamie, że nad naszą rodziną wisi ogromna klątwa. Że jakaś kobieta przeklęła naszą rodzinę, ale nic więcej nie potrafiła powiedzieć – kto to był, i za co ta klątwa? Tylko ojca to ominęło? Ponoć był urodzony w czepku! Pozdrawiam Panią Elwirę!!! Kilka dni temu zainstalowałem skypa i dałem ją do swoich kontaktów. Chciałem coś do niej napisać, ale mnie coś trzymało. To ten „piekielnik” znowu karmił mnie lękiem! Lepiej nie pisz bo, tamto, czy owo! Od dawna znajomi, koledzy, utożsamiają mnie z „negatywną energią” – nawet rodzice! Mama mówi że chyba „czort we mnie siedzi”, bo czuje ode mnie negatywną energię. —- Śmieje się z tego i uspokajam ją”, ale coś jest na rzeczy. Moja twarz jest też scharatana brakiem miłości. Andrzej od razu zwrócił na to uwagę! Kiedyś jak miałem wgląd w astralu, to prosiłem Jezusa aby mi powiedział kim jestem? Skąd u mnie od dziecka te negatywne myślenie i patrzenie na Świat? Dostałem tylko jeden przekaz, że zostałem strącony! Chyba jestem „ciemnym aniołem”, ale pragnę miłości i zjednoczenia z Bogiem!

  62. hahahel
    Lip 09, 2013 @ 00:16:35

    Darek – coś moja dusza chciała, żebym napisał, więc spróbuję . Piszesz o klątwie i różnych rzeczach, które mają ją udowadniać i nie chodzi już o to w jakim stopniu będą one wiarygodne. Z logicznego punktu widzenia, który często działa jak obrona przeciwko klątwom, „wchodzenie” jeszcze bardziej i nakręcanie się w coś powoduje, że zaczynamy bardziej w to wierzyć. Więc naturalną moją odpowiedzią jest, żebyś w to nie wchodził, to, że coś nas spotyka oznacza, że rezonuje z nami. Jeśli zmienisz energię, stan umysłu na inny, nie rezonujący z tą klątwą, to ona nie będzie na Ciebie oddziaływać.

    O miłości, każdy ma ją w sobie, ale nie każdy pracuje, aby ją w sobie rozwijać. Nie jest to łatwa praca, zwłaszcza jak bliskie osoby swoimi słowami świadomie, częściej jednak nieświadomie umacniają pewne poglądy, a jak głosi pewna teza „kłamstwo powiedziane 1000 razy staje się prawdą” – „prawdą” dla Ciebie, bo już tak się umocniło, że zacząłeś w nią wierzyć. Na bazie moich doświadczeń wiem jednak, że takie umacnianie, przekazywanie w formie żartu też jest formą przerobienia pewnych rzeczy, sam przechodziłem przez coś podobnego. Nie było to może takie określenie, ale powtarzane wiele razy przez prawie 3 lata sprawiło, że prawie bym stał się taki. Prawie, ale nie chcę pisać co to dokładnie było, bo to wcale nie jest potrzebne, ważniejsze jest, abyś się w to nie zagłębiał. Zresztą sam temat miłości u mnie też się jeszcze pojawiał, ale najważniejsze tkwi w pielęgnowaniu własnej miłości W SOBIE DO SIEBIE – od tego zaczyna się możliwość prawdziwego kochania innych.

    Związek z ciemnymi siłami, odnajduję go u siebie. Miałem pewne doświadczenia gdzie pewne istoty przypominały mi kim byłem. Odbyło się to jakby przekazując mi fragment czegoś, co spowodowało szybkie migawki i przeistoczenie w tym śnie w postać czarnego maga. Czarna szata ze złotymi liniami, mimo wszystko to ja decydowałem kim się stanę, te istoty nie mogły za mnie zdecydować, czy chcę z nimi pracować dalej. Możliwość wyboru została pokazana poprzez możliwość pomocy w tworzeniu wielkich dziwnych urządzeń, lub ich niszczeniu. Stworzyłem jedno urządzenie, inne zniszczyłem – ale ostatecznie nie wybrałem ich. Wcześniej też coś się o mnie, jeśli można tak to nazwać, upominało. Istota wyłażąca z jakby portalu do piekła, która po wyjściu z portalu wyszła ze swojej skóry stając się jeszcze bardziej przerażająca, tylko wtedy ktoś tam był. Jakaś inna istota, ale z przeciwnej strony, ona mi pomogła – najpierw usłyszałem słowa „zło nie pochodzi z wnętrza człowieka”. Specjalnie, żeby napisać jak to wyglądało sprawdzam w zapiskach, głos tej dobrej istoty był przeciwieństwem głosu potwora. Przykład brzmienia miałem kiedy ten wychodził by przywitać mnie słowami „wszystkie dusze należą do mnie”. Dobra istota zdawała się nie być poruszona obecnością złej, nawet ją prowokowała słowami „no chodź, powiem ci jak masz zapisać moje imię”. Ostatecznie potwór wpadł z powrotem do portalu spadając w dół .

    Nie wiem czy te opisy pomogą, ale chciałem dodać Ci odwagi. Zdarzają się różne sytuacje, jednak to Ty decydujesz kim jesteś a nie ktoś inny i nie jesteś w tym sam. Zamiast koncentrować się na ciemnym typie, lepiej wysłać prośbę o pomoc do Anioła Stróża. Z nimi też miałem przygodę, poprosiłem ich o pomoc, poza ciałem pomogli mi kiedy już brakło mi sił i chęci do dalszej drogi – wznieśli przy pomocy swoich skrzydeł do góry. ( chociaż swojego wyglądu nie ujawnili :P, ale wiem, że to oni)

    Na koniec opiszę to co mi bardzo pomogło, kąpiel oczyszczająca w ogniu (oczywiście nie w realu :P). Samo doświadczenie i atmosfera panująca była magiczna i przyjacielska. We śnie odbyło się to na moim podwórku, widziałem swoich niefizycznych przyjaciół, wszystko było przyszykowane. Wszedłem do niepalącego się ogniska z zamiarem oczyszczenia i kiedy ogień zapłonął, ja uniosłem się lekko do góry dostając od razu znieruchomienia. Przez to mogłem się skupić na odczuciach oczyszczenia, niż kontrolowania ciała. Po obudzeniu na jawie widziałem u siebie na ścianie świecące się kratkę, jakby własnym światłem, przez chwilkę, aż do ponownego otwarcia oczów, by przekonać się, że nie spałem. Jeśli czujesz, że ta metoda może Ci pomóc, to polecam. Mi pomogła. Jak opisywałem pewnej osobie to doświadczenie odpisała, że oczyściłem sobie tym karmę.

  63. Darek
    Lip 09, 2013 @ 09:25:54

    Ja też miałem na względzie tylko takie. U pozostałych przy nawiązaniu bliższego kontaktu, „maski” szybko spadają. U tych „księżniczkowatych” korona jest chyba zrośnięta z czaszką.

  64. Darek
    Lip 09, 2013 @ 11:09:19

    Ula śpieszę się do Urzędu, ale w skrócie napisze Tobie dlaczego tak piszę o „księżniczkach”. Kiedyś postanowiłem umówić się na randkę z moją koleżanką ze szkolnych lat. Co tu ukrywać – byłem w niej zakochany! Po pierwszej rozmowie dowiedziałem się że jest „księżniczką”– bo była wykształconą kobietą po studiach- Panią Mgr.w dużej firmie na kierowniczym stanowisku. A ja tylko zwykłym spawaczem w zakładzie pracy. Już na początku robiła wymówki, że jest zapracowana, i nie ma na związki na razie czasu. Powiedziała mi że przemyśli sprawę. Mieliśmy na bieżąco kontakt telefoniczny, ale ona ciągle nie była zdecydowana. Traciłem powoli nadzieję! Ale po około miesiącu zobaczyłem ją przez balkon i zawołałem ją. Spytałem czy mogę zejść z nią porozmawiać? Jaka była uradowana! Uśmiechała się i dawała mi do zrozumienia że tak. Odprowadziłem ją do pracy, i zaproponowałem jej pójście do kawiarni na kawę, czy obiad- cokolwiek by sobie życzyła. Sama zasugerowała że może przejdziemy się do kina w niedzielę. Odparłem jej – czemu nie – fajnie by było! Powiedziałem że podjadę po nią autem. Powiedziała że mam przyjechać prosto pod kino. W piątek rozmawiałem z nią jeszcze przez telefon, i było wszystko OK! W niedzielę biegałem cały oszalały w co tu się ubrać? Byłem w 7 niebie! Podjechałem pod kino, a jej nie było. Seans się zaczął, a ja wciąż czekałem. Wsiadłem do auta i pojechałem do niej do domu, spytać co się stało? Dzwonię, a ona po chwili odbiera domofon i mówi że źle się czuje. Nie chciała mnie nawet wpuścić do mieszkania. Źle się czuje i koniec. Będziemy w kontakcie telef.,powiedziała. —- I tyle ją widziałem! Wystawiła mnie po prostu i koniec! Zaczęła mnie unikać, i w krótkim czasie wyprowadziła się z miasta, i pozamiatane! — Serce mi pękło! — Powiedziałem Bogu że zamykam się na miłość, bo mam już dosyć, i więcej takich nr.nie zniosę! Liczyłem w tym wieku na poważny związek. Wcześniej za młodu się wyszumiałem i marzyłem o założeniu rodziny! A tu masz „babo placek”. — sorry za chaotyczną opowieść, ale do tego Urzędu muszę zdążyć. [D]

  65. Darek
    Lip 09, 2013 @ 14:11:42

    Nie hahahel, ja się nie nakręcam. Klątwa niby była przed II wojną światową, albo tuż po. Mnie jeszcze nie było w tym wcieleniu. Ja też mam swoje metody oczyszczania się z karmy. Np. po wejściu w astral można p[oprosić energię towarzyszącą[którą się czuje], aby wejść do „piekła”, czy czyśćca. Ale do tego łagodnego kręgu, bo na cięższe moja dusza niezasługiwała[naszczęście!!!]. To jest dopiero jazda!!! Wyjdziesz jak wywirowany z pralni! Taki lekki później byłem w ciele. Ale nie zawsze można dam się dostać. Ja też nie przepadam za tym specjalnie! Większość tego unika! Boją się! Młode dusze nie wytrzymują tego psychicznie.

  66. Darek
    Lip 09, 2013 @ 16:28:53

    Dokończę Twoje zdanie….uzasadnienie mojego pecha! Bo należę do osób wrażliwych. Którzy szybciej się angażują. W ogóle faceci nieraz szybciej zakochują się od kobiet. I to błąd, bo później po takim nieuzasadnionym „wystawieniu”, okropnie cierpią. Co takiego mam w sobie, co przyciąga – kogo? Kobiety? Ostatnio np. jednej dziewczynie spodobał się mój uśmiech… Piszesz że wystawiałaś facetów. Rozumiem że byłaś jeszcze wtedy „inna duchowo”. Bo nie wiem czy krzywdzenie się w ten sposób nawzajem jest czymś dobrym pozytywnym? Ja już wcale nie angażuję się w żadne związki, bo tak jak napisał Tristen – od dłuższego czasu nie poznałem żadnej kobiety która energetycznie, byłaby kompatybilna z moją energią!? Gdzieś tam jeszcze napisałaś, że z Tristenem jesteśmy jeszcze uwiązani z własnym Ego, a w kolejnym poście, każesz mi je kochać?! wydaje mi się że trzeba wyjść poza swoje Ego? Próbować je umniejszyć. Tak jak to zrobił Edgar Tolle. Pozdro!

  67. Darek
    Lip 09, 2013 @ 18:31:04

    Chyba wiem jaki proces kształtuje „królewny”. To ubóstwianie i kochanie siebie! A na 2 planie jest reszta ludzi, która jest mniej lub bardziej przez[królewny] lubiana. A Jezus nawoływał do kochania bliźniego jak siebie samego.

  68. Darek
    Lip 09, 2013 @ 18:46:37

    Ula masz rację! Zgodzam się Tobą- że co było, to było, i w kolejnym związku partnerskim nie powinno to mieć jakiegokolwiek znaczenia, kto co robił! Dark!

  69. Darek
    Lip 09, 2013 @ 21:00:34

    To była miłość prosto z serca[z duszy]. To co mam zrobić? Zabić duszę, jak buddyści? Słyszycie wszyscy! Jesteście winni temu wszytkiemu! Obarczam Was za mojego pecha za to że moja dusza za wcześniej się zakochała! Tak stwierdziła Ula! Powinienem się za to wstydzić! Następnym razem kiedy będę chciał się zakochać, uprzednio spytam napotkaną kobietę, o zgodę na „miłość duchową” do niej. Teraz dopiero zrozumiałem Ula, jak moje znajome czują się podle, że są dla mnie obiektem piękna! Na prawdę Ula nie wiedziałem że nie możesz wytrzymać sama ze sobą! To identycznie jak u mnie! Wciąż nad tym pracuje, próbując zawyżać wibracje- ale wciąż z marnym skutkiem! Jak sami nie możemy ze sobą wytrzymać, to nie będziemy mogli wytrzymać z drugą osobą w związku partnerskim. Więc nie ma mowy o żadnej miłości! Nareszcie przyznaliśmy się do gorzkiej prawdy! Dzięki Ci za szczerość! Życzę nam obu, żebyśmy mogli pokochać samych siebie – takimi jakimi jesteśmy! Oj ciężkie te życie!

  70. Conchita
    Lip 09, 2013 @ 23:22:46

    Kseniu! Mam tak samo! Co gorsza, wstyd się przyznać, ale nieraz tej aktywności serca towarzyszą mi łzy. Ostatnio w weekend widziałam, jak dziewczyna nie miała kasy na autobus i miły chłopak założył za nią pieniądze u kierowcy. Dobrze, że miałam okulary przeciwsłoneczne, bo serducho wybuchło przy tym bezinteresownym geście i popłakałam się pod okularami. W weekend oglądałam też film, w którym jeden z aktorów miał miłość w oczach i to miłość taką ludzką, zakochaną – nie udawał (być może przy tych scenach myślał o jakiejś swojej ukochanej, ale miłość miał prawdziwą). Chodziło to za mną, bo nie jestem aż tak dobrze obeznana z taką miłością. Stan miłości przychodzi mi sam i też mam skłonność do ekstazy w tych energiach. Jako dziewczyna kładłam się na łóżku i odpływałam w tych energiach, to przeszywa ciało jak duchowa ekstaza (fragment wiersza z młodości do mnie przypłynął:
    „w oczekiwaniu aż Bóg
    jak śmierć
    rozerwie jej ciało
    na światło…”).

    Też z kasą krucho a mam zwierzyniec w domu i następny zwierzyniec dokarmiam. Tak a propos: dokarmianej kotce urodziły się niedawno kociaki, jakby ktoś chciciał dać kotkowi domek to proszę o sygnał (dowiozę jak trochę podrosną do chętnego opiekuna w okolice Wawy).

    Ja myślę, że dopóki to serce się nie otworzy to można sobie gadać o czystej wszechobecnej miłości jak ślepy o kolorach i zawsze będzie to źle zrozumiane.

  71. Darek
    Lip 10, 2013 @ 00:07:59

    Ula ty nie dajesz żadnego odbioru czy pomocy! Ty się miotasz w swoich wypowiedziach. Nic od siebie, tylko sama wyuczona teoria z psychologii, ezoteryki, itp. Chyba faktycznie wysokie temperatury Ci nie sprzyjają! Piszesz że nie jesteś w związku, bo któż by z Tobą Ula wytrzymał! Wnioskuję że jesteś sama ze sobą nieszczęśliwa, bo jak piszesz – dopiero sama uczysz się przebywać ze sobą w związku. Czyli czegoś Ci brakuje, i nie potrafisz się do tego przyznać. Miłości Ci brakuje! Twoja dusza ma inne pragnienia doświadczeń, a z drugiej strony nie możesz sobie dać rady z pragnieniami swojej osobowości. Ego Ci się raz zwiększa a raz maleje! Jesteś wewnętrznie rozdarta!

  72. hahahel
    Lip 10, 2013 @ 02:03:12

    Wychodzi na to Darku, że trzeba poszukiwać własnego zrozumienia miłości i tego, co się od niej oczekuje. Ksenia ładnie opisała miłość dla samej miłości, czy to jest to czego Ci potrzeba ? Idealna miłość wymaga idealnych warunków i myślę, że nie ma co się oszukiwać, miłość ma wiele wymiarów w tym np. fizyczny, duchowy. Ale czy idealna miłość istnieje w fizycznym życiu ? Czym jest idealna miłość ? Zaspokajaniem wszystkich potrzeb człowieka ?

    Akceptacja ma tutaj duże znaczenie, ale nie chodzi o to, żeby akceptować zachowania patologiczne, ale nasze wady, które według nas czynią nas kimś „gorszym”. Akceptacja to zrozumienie i praca z tym, co mamy. Wiem, że nie jest to proste w pracy w „terenie” czyli w miejscu gdzie następują konflikty pomiędzy oczekiwaniami a rzeczywistością, ale często pochopne oceny oparte o zbyt małej ilości danych powodują, że ta ocena jest błędna. Tym bardziej jest to trudne, im bardziej emocje nam szaleją a umysł ciągnie jak małpa skacząca po drzewach. Odnosząc się do księżniczek, to tylko pewien etap rozwoju, pewne osoby się na nim zatrzymają inne pójdą dalej – chyba nie masz misji ratowania księżniczek, skoro szukają swojego „księcia” to niech go szukają dalej :P.

    Conchita – 🙂

    „Gdyby miłości założyć okulary, nigdy nie bylibyśmy zakochani” – dla ciekawych „Kasia Stankiewicz – Marzec” http://www.youtube.com/watch?v=-4Eywj8f38o

  73. Conchita
    Lip 10, 2013 @ 09:41:11

    Darek: pojechałeś sobie po Uli z delikatnością czołgu…! (!!!)
    Wydaje mi się, że Ci odpowiada Twoja obecna sytuacja i nie masz specjalnej motywacji do zmian. Raczej wolałbyś, by świat się postarał i spełnił oczekiwania. Całe to Twoje gadanie z Tristenem o księżniczkach odbieram jako wakacyjną prowokację, żeby pobudzić dyskusję, z której i tak nic nie wyniknie. 🙂 hahaha – to prowokacja do nas kobiet, żeby utulić Wasze męskie rozczarowania.

    Jeśli kochałeś z serca czy duszy to i tak byłeś na wygranej pozycji z racji samej miłości. Ja to kiedyś zrozumiałam w podobnej sytuacji, że samo doświadczanie miłości wzbogaca, dopełnia, otwiera, nawet nieodwzajemnione. Ale to musi być miłość, a nie przejściowe erotyczne zauroczenie.

  74. Darek
    Lip 10, 2013 @ 14:37:00

    Nie wiem Andrzej dlaczego tak po mnie jeździsz? Ja tylko napisałem jeden jedyny post o nieudanej randce – o nieszczęśliwym moim zakochaniu w których nie było żadnych erotycznych zauroczeń. To ja złamałem sobie serce. A Ty i dziewczyny robicie wszystko żeby mnie bardziej utwierdzić jeszcze w moim bólu! Pisałem sobie z Tristenem – nie spodobało Ci się – więc przeniosłeś nasze posty do odrębnego działu. Teraz masz do mnie, dodatkowo pretensje, że pojechałem po Uli! To po co Ula wsadza swoje „5 groszy”, w moją rozmowę z Tristenem? Czy to coś bardzo złego – że rozpatrywaliśmy kwestie księżniczek? Oby dwoje przecież wiemy, że takowe istnieją! Tak na „marginesie”, ja tylko odpierałem Uli ataki na moje posty do Tristena, tak więc nie wiem po co miałbyś usuwać stąd nasze „księżniczkowe” posty? Napisz co takiego złego jest napisane w moich i Tristena postach? Bo chyba o to Ci Andrzej chodzi? [D]

  75. SwiatDucha
    Lip 10, 2013 @ 22:01:26

    Darek, czara się przelała.

  76. Darek
    Lip 10, 2013 @ 23:16:28

    Andrzej dałeś mi przecież 3 dni! Chciałem Ci o czymś powiedzieć na maila, ale „czart” chciał że go zgubiłem, i nigdzie na żadnej Twojej stronie nie mogę go znaleźć?

  77. greta minde
    Lip 11, 2013 @ 15:34:42

    O rety jaka przepychanka tu nastąpiła….

    To co napiszę jest banalne, nudne, wyświechtane, powtórzone zresztą na tej witrynie dziesiątki razy. Wystarczy kochać. Kochać miłością akceptującą. Wspierać. Nie zaperzać się w gniewie. Dać wolność partnerowi. Nie zatłamszać. Próbować zrozumieć. Prezentować prawdziwego siebie, a nie swoje ego. To jest cholernie trudne, grozi wyśmianiem odrzuceniem, rozczarowaniem, ale w nagrodę daje uczucia wzniosłe, rozwijające. (Mogą też być namiętne i czułe, przy czym ta czułość jest świadoma, nie ‚znarkotyzowana’) Wszystko wkoło kwitnie, Tobie i bliskim osobom więcej się udaje zrealizować planów, masz więcej zrozumienia dla każdego nie wyłączając komornika, policjanta czy niedouczonego lekarza 😉 Nie mam daru mówcy, więc zacytuję wiersz, jaki ktoś kochający dla mnie napisał. Jest mało wysublimowany literacko (pisała osoba obciążona), ale jest to świadectwo na to, że nawet ‚poobijanym’ będąc można znów odnaleźć miłość w sensie partnerskim, a jak się para ludzi postara – to także w sensie wyższym tj. otwierania czakry serca na miłość Bożą. Jestem o tym głęboko i niezachwianie przekonana, bo pojęłam i odczułam jak wiele zależy tylko i wyłącznie od nas samych i jak wiele możemy.

    ‚Do A…..
    Kocham Cię aż do bólu
    Tyle rzeczy nas dzieli, a niewiele łączy
    Czy to jest cud czy tylko miłość – nie wiem
    Byle by trwało
    I czuło się w powietrzu to
    Co czuje się późną wiosną w sadzie
    Stojąc twarzą zwróconą ku słońcu
    A powietrze jest jeszcze trochę mroźne….’

    PS. pozdrawiam serdecznie wszystkie Panie na forum!!

  78. hahahel
    Lip 11, 2013 @ 21:34:27

    Tristen – Skrajności nigdy nie były dobre, ale nie można mówić tylko o tym, że duchowość jest ucieczką od życia fizycznego. Równie dobrze można napisać, że życie fizyczne jest ucieczką od duchowości, wpadanie w rutynę, dom, praca, rodzina i tak cały czas byle nie myśleć o niczym innym wykraczającym poza materię fizyczną. Chcesz wybierać pomiędzy duchowością a światem fizycznym ? Wybieraj, ja tam zawsze myślałem, że te dwa aspekty są ze sobą nierozerwalne, wpływają na siebie i przenikają.

    Jeśli chodzi o obronę Darka i jego poglądu przedstawionego w formie „życia ziemskiego”. Jeśli takie polega na obwinianiu innych, to chyba rzeczywiście widać w tym wybór jednej strony życia, fizycznej.

  79. Darek
    Lip 11, 2013 @ 23:22:31

    Jak nie kumam? Tristen tu się porobił taki hogel-mogel – począwszy od tekstu w którym to przytoczyłem moją nieudaną randkę. Tristen pewna osoba na tym forum[nie ważne kto], chciała się dowiedzieć po co poruszamy temat „księżniczek”? – tu przytoczę zdanie z jej postu- „Pisze do ciebie i Darka z pytaniem przewodnim. Po co tak piszecie, czy o kobietach czy ogólnie o ludziach i rzeczywistości?” To było pytanie Tristen skierowane do nas obydwu. Więc śpiesząc się do urzędu – odpisałem tej osobie – że poruszam z Tobą temat księżniczek, ponieważ taką kiedyś spotkałem – wykształconą, chyba z troszeczkę za dużym mniemaniem o sobie. Takie miałem wtedy wrażenie. —- A na to Ula mi odpisała – „Twój pech Darek to twoja odpowiedzialność a obarczasz za niego innych ludzi – ” — To ja się pytam gdzie? W jakim poście ja obarczam innych ludzi, za nieudaną swoją randkę? Na przytyk Uli – że niby ja kogoś tym obarczam – trochę poddenerwowany – napisałem w następnym poście o tak – „Słyszycie wszyscy! Jesteście winni temu wszytkiemu! Obarczam Was za mojego pecha za to że moja dusza za wcześniej się zakochała! Tak stwierdziła Ula! Powinienem się za to wstydzić!” — Przepraszam Was dziewczyny bardzo!!! – jeśli odebraliście te zdanie jako dosłownie prawdziwe, skierowane do Was[że niby Was za to obarczam]. Gdybym podejrzewał, że to zdanie będzie odebrane dosłownie – w ogóle bym go nie napisał. Jeśli naprawdę ktokolwiek z Was w to uwierzył dosłownie – to równie dobrze – mogliście mnie po tym poście, uznać za chorego psychicznie, wariata! Wcale bym się nie zdziwił! Czy to było powodem tego całego zamieszania? Aha i jeszcze jedno co mi Ula zarzuciła – „że nie wyobrażam sobie jak czują się podle kobiety – kiedy im daję do zrozumienia że mi się podobają” No to ja już nic nie wiem, i nic z tego nie rozumiem? Czyli wynikało by z tego – że Wy dziewczyny, kobiety – nie chcecie być odbierane przez swoich znajomych jako atrakcyjne? Jeszcze raz bardzo Was Wszystkie i Wszystkich przepraszam! [D]

  80. Conchita
    Lip 12, 2013 @ 10:32:11

    Ja to nawet nie rozumiem, tak praktycznie, jak byłoby możliwe oddzielenie spraw duchowych od życia fizycznego, a co to są w ogóle sprawy duchowe? Jak jestem w pracy to też są ze mną moje ciała od fizycznego w górę i generowana jest różna na nich aktywność, jak miałabym wybrane oddzielić, zostawić w domu czy jak? Chyba że do spraw duchowych zaliczymy „filozofowanie” 😉 i rozmyślania o kwestiach tzw. „wzniosłych”, co można sobie odpuścić, żeby zaczerpnąć z doświadczeń, które niesie ze sobą życie. Nie wiem też co dałoby się ocenić procentowo 🙂 :), jak to wszystko jest płynne, pojawia się i znika. Ja to widzę jako błąd logiczny. Nie ma jakiejś duchowej checklisty, która jest wdrażana i której wykonanie można zmierzyć procentowo :D. Zmienia się doświadczenie. Zupełnie jak w tym programie do mandal Uli: wykonujesz jakiś ruch w jakąś stronę i energia rozwija się w tą stronę z różnymi możliwościami kolorystycznymi.
    Oczywiści można dywagować czy to ja wykonuję ruch czy to świadomość oświecona nieoddzielna od nas (Bóg) wykonuje go w nas, ale zaraz pewnie zbiorę od innych za takie dywagacje, więc na tym skończę :).

  81. Darek
    Lip 12, 2013 @ 15:34:01

    Ula, na początku proponowałbym uprościć Twoje słownictwo i nazewnictwo w języku polskim – abyś mogła być bardziej, zrozumiale przeze mnie odbierana. Dodatkowo Twój chaotyczny przekaz treści do mnie – z wieloma trudnymi słowami – przedstawia Twój tekst w połowie dla mnie nie czytelny, i nie zrozumiały. Stąd podejrzewam – jest wiele z tego między nami nieporozumień. Często abym mógł rozszyfrować Twoje przekazy w postach do mnie, i nie tylko do mnie – muszę posługiwać się słownikiem wyrazów trudnych Języka Polskiego. Nie wiem po co sobie komplikować życie, poprzez wymianę takich przekazów[odczuć], używając w nich wielu trudnych słów – często zapożyczonych z języka angielskiego? Wcześniej u mnie, nie było raczej z tym problemu. Problem pojawił się wraz z pojawieniem się Ciebie, i Twoich pierwszych coraz to bardziej skomplikowanych gramatycznie w budowie postów. To że Ty doskonale rozumiesz i wiesz co do mnie piszesz – nie oznacza że ja za każdym razem, muszę to wszystko zrozumiale odbierać. Gdybyś używała prostszych słów, w mniej chaotycznej atmosferze przekazu – to być może z mojej strony, nie byłoby tej agresji kierowanej do Ciebie. Agresja rodzi się z nie zrozumienia! W tym przypadku – z nie zrozumienia tego co do mnie piszesz. Ja też życzę Tobie powodzenia!

  82. Darek
    Lip 12, 2013 @ 17:24:16

    Zadałaś mi pytanie – „Jakie znaczenie może dla faceta mieć znaczenie, że na świecie są również i takie kobiety, które zachowują się jak księżniczki? Wolałabym porozmawiać na temat tego, co w tobie jest, co takie do ciebie przyciąga, jeśli tak czujesz.” Moja odpowiedź na pierwsze pytanie jest taka – że to jest dla mnie bez znaczenia – że takie kobiety istnieją które się tak zachowują. Po prostu nie mam żadnego wpływu na ich istnienie, i sposób bycia. We mnie nie ma nic, co takie do mnie przyciąga, bo mnie nie interesują takie kobiety, jako potencjalne partnerki do związku, i wcale tak nie czuję.

  83. ananda777
    Kwi 16, 2014 @ 13:42:23

    Mozna miec pękniete serce i dlatego nie otwierac sie na milosc.nie w przenosni a doslownie.wtedy pozwolenie sobie na przeplyw milosci,uruchamia jednoczesnie ta rane.w zwiazku z tym dusza broni sie przed miloscia bo musialaby sie skonfrontowac z cierpieniem.W technice „theta healing” jest mowa o uzdrawianiu pęknietego serca.Jak terapeuta jest z wysokiej duchowej półki i jasnowidzacy to pękniete serce-czakre serca w tej technice moze uzdrowic .Ale jak intencje z jakiegos powodu trzymaja sie cierpienia to ten stan wroci.ja mialem 2-krotnie spotkanie terapeutyczne w tej kwestii ale i tak czuje,ze trzeba by wrocic do tego.W tą tematyke swietnie wpasowala sie dla mnie strona Andrzreja-zrozumienie duszy,jej motywacje,no i oczywiscie-obciazenia duchowe.Ogolnie mowi sie,ze energia milosci wyplukuje jednoczesnie na powierzchnie wszystko co nią nie jest,dlatego wydaje sie byc niebezpieczna i proponowane sa szeroko zamienniki -identyczne z naturalna miloscią;).Jednoczesnie mowi sie o ochronnym aspekcie milosci,tzn.,ze jak sie zaryzykuje i poplynie na tej fali to ona-milosc ochroni przed demonami bo ma realna moc w przeciwienstwie do demonow.Kiedys,z 5 lat temu Leszek Ządło zabieral sie za pisanie artykulu o ochronnym aspekcie milosci.niedawno,jak go zapytalem o ten artykul na fejsie,,to odpowiedzial,ze nadal zglebia tematyke;).

  84. ananda777
    Kwi 17, 2014 @ 08:12:45

    Teraz na Andrzeja stonie znalazlem namiar na tą strone i artykul.To ja o tym pisalem;))http://www.szkolaaniolow.pl/index.php/transformacja-2/item/73-przebudzenie

  85. ananda777
    Lip 13, 2015 @ 12:44:05

    Autorzy ponizszego wykladu o milosci utrzymuja,ze nie ma we wszechswiecie osobnej kategorii,wyizolowanej energii,osobnej,szczegolnej,samodzielnej jak Milosc.Takiego czegos osobnego nie ma.milosc to zespol,konglomerat wielu jakosci,enrgii,ktore istnieja i ktore w sumie daja cos co mozna okreslic milosc.te kategorie osobne to;szacunek,akceptacja,zrozumienie,tolerancja,szlachetnosc,czyli rowna to sie po prostu swiadomosci.wrzucam filmik(ale dalej nie chce mi sie ewentualnie byc ich rzecznikiem).co ciekawe filmik jest z tego samego momentu niemal co i artykul Andrzeja;).

  86. SwiatDucha
    Lip 13, 2015 @ 14:28:12

    ananda
    zrobiłem nową stronę pod tyułem „Hiperia”, ale myślę, że równie dobrze tu można komentować.

    Conchita wskazuje na brak uczuciowości i chłodną analityczność.

    Ja zaś wskazuję na opisywanie pewnych poziomów, obszarów pod nazwą „gęstości”.
    Pierwsza, druga, czwarta gęstość, przejście na piątą itp.
    Dlaczego to mi nie odpowiada?

    Ten opis jest odpowiednikiem starych, jogicznych, wedyjskich poziomów, które stosuję [poziom astralny, mentalny, przyczynowy itd]. Ale według mnie jest gorszym odpowiednikiem.

  87. ananda777
    Lip 13, 2015 @ 20:26:31

    gestosc 1-materia uniwersalna,2-poziom eteryczny,3-swiat fizyczny,4-swiat astralny i nizszy mentalny,5-poziom przyczynowy w znaczeniu wyzszy manas,buddi,atma,6-anupadaka,7-adi.co do 7-ki nie jestem pewien czy adi nie jest tez w 6-tce.Tutaj troche o tym.trzebaby zdobyc ksiazke.http://hiperia.org/joanna_rajska/item/104351-pierwszy-rozdzial-hiperfizyka

  88. Conchita
    Lip 14, 2015 @ 09:57:48

    Ananda, patrząc z tej strony to nie ma też wyizolowanej energii szacunku, akceptacji itp. Może to fajnie brzmi, obrazoburczo powiedzieć, że nie ma miłości ale jest szacunek itp. itd., ale to tylko kosmetyka, operacja na pojęciach, nie na rzeczywistości. Równie dużą tyradę można by napisać i fantastycznie udowodnić że nie ma akceptacji, tolerancji jako oddzielnego pojęcia, oddzielnej energii itp. Ale po co wyważać otwarte drzwi, jeśli mamy już pojęcie miłości, które obejmuje te rzeczy.

    Ten film specyficzny, dwie godziny na temat tego, czym miłość nie jest i jakieś poboczne uwagi wskazujące na miłość – ewidentnie tematem filmu nie była miłość, ale jej fałszywe rozumienie i nadużywanie (co też jest ważne).

    Nie sądzę też, żeby moje rozumienie było jakoś różne od pary z Hiperii, jedynie piszę z innej perspektywy, inny mam punkt ciężkości, stąd inne wnioski.

    Z mojej perspektywy patrzę na to, co jest miłością, czyli odwrotnie do filmiku, chociaż widzę, ile miłością nie jest, ile jest przemocy, cierpienia i agresji, w tym jak najbardziej w imię miłości. Jednak ta perspektywa wskazuje inaczej – wnioski idą w inną stronę.

    Miłość (Źródlana) to najbardziej uzdrawiająca i oczyszczająca siła w naszym świecie, to energia Źródła/ Rdzenia. Ludzie podświadomie czują / pamiętają tą Miłość, więc szukają i próbują zrealizować ją w życiu, dlatego taka ważna jest dla każdego (nie dlatego, że jaszczury zaimplementowały ludziom wzorce poddaństwa pod pojęciem miłości). Jak to wychodzi w świecie rozmaitości, obciążeń, nieprzytomności, wzorców – to widać, i tu nie będę się sprzeczać. Jednak pod tym wszystkim widzę jednak wibrację Źródła, czującą świadomość (nie tylko myślącą i świadomą) więc nie mogę z takim cynizmem patrzeć na ludzkie nieprzytomności, nie śmieszy mnie to ani nie mogę na to patrzeć z góry. Zresztą sama nie jestem wolna od nieprzytomności, ani idealna (kto to wymyślił w ogóle, że człowiek ma być idealny, to wygląda na jakiś wirus, że jest tyle oczekiwań idealistycznych). Dlatego ten zarzut Hiperianów wydaje mi się śmieszny, że jak ktoś mówi o miłości to musi być chodzącą miłością, a jak nie to wszystko do kosza się nadaje. To idealistyczne biało-czarne spojrzenie, że albo ideał albo zero, a człowiek jest skalą szarości, zresztą dzięki temu odkrywa i rozwija się. Tego biało-czarnego było dużo w filmie, czyli albo wszystko jest miłością (nie jest), więc miłość nie istnieje… Ale rozumiem, że celem było zdemaskowanie, co się fałszywego schowało pod tym pojęciem i w tym widzę (dużą) wartość filmu.

    Miłość nie jest oddzielna od świadomości, jak by to miało być, żeby była oddzielna, ale przecież żadna energia nie jest, stąd takie możliwości ekspresji, transformacji i ruchu. Stąd ciało tworzenia, które opisał właśnie Andrzej. Ja w ogóle nie wierzę w oddzielne energie, napotykam gdzieś na ciężką niezdrową energię i o ile nie ma w pobliżu osoby, która ją właśnie produkuje i podtrzymuje to można z łatwością ją przetransformować, przekształcić w cokolwiek innego.

    Wracając do tematu miłość jest najlepiej doświadczana przy otwartości i rozluźnieniu emocji i analitycznego umysłu, bo Źródlana energia jest w tle, pod, więc obróbka analityczna przykrywa doświadczenie. I jakoś wszystko się prostuje, (błędne) pojęcia utrzymywane przez umysł się rozmywają, samo-się-uzdrawia, samo-oczyszcza, samo-akceptuje i samo-wyzwala, w tym samo-kocha i samo-obejmuje. Nie potrzebne jest generowanie zrozumienia, czy tolerancji…
    Oczywiście jednak dzieło stworzenia wielopłaszczyznowe sprawia, że to co na tej płaszczyźnie jest prawdziwe, na innych może nie być, może być inaczej – wszystko w ruchu, pełne tarć i dynamicznych zmian, nieprzytomności i jasności, wzlotów i spadków. Jedno nie wyklucza drugiego. Wypadkowa tego widocznie zmienia się z wiekeim Duszy i rezygnacją z pewnych aktywności, doświadczeń, które przestają przyciągać i być atrakcyjne.

  89. ananda777
    Lip 14, 2015 @ 13:01:51

    zgadza sie.z kazdego poziomu swiadomosci bedzie sie inaczej widzialo.Film o etapach rozwoju swiadomosci 4i 5 oraz 6i 7 z cyklu rozmowy zaawnsowane to wyjasnia tak jak ty teraz.Ta dwojka nie ukrywa,ze konsultacje i konstrukcja wiedzy hiperfizyki jest przy pomocy nauczycieli z 6-tej gestosci.wymieniaja Adamusa-czyli St.Germain i Nemerona.Proponuje najpierw duzo posluchac i poczytac z zawieszeniem oceny-jesli znajdzie sie ochota-zanim sie wyda opinie,zeby nie bylo wstyd pozniej;).

  90. SwiatDucha
    Lip 14, 2015 @ 20:58:11

    ananda,

    ja przepraszam, ale coś mnie powstrzymuje przed oglądaniem i czytaniem tych treści.

    Mam wrażenie, że jest to kwestia energii, do których moja Dusza nie chce się przekonać.
    Dlatego propozycja posłuchania i do tego „dużo” jest dla mnie nie do wykonania.

    A jak ty sam to słuchałeś, czy jest coś istotnie odkrywczego, przełomowego, co by mnie ominęło, jeśli tego nie posłucham?

  91. ananda777
    Lip 15, 2015 @ 00:14:57

    Jak dla mnie odkrywcze były opisy etapów rozwoju corsupa a to z tego powodu,ze odnalazlem siebie na 5-tym etapie.Z resztkami ambicji i checi zostania znanym piosenkarzem,podczas gdy corsup juz nie dawal na to przyzwolenia i mocy a osobowosc jeszcze do ktoregos momentu chciala;).wiedza o tym jak to jest na poszczegolnych etapach rozwoju uspokaja i pomaga pogodzic sie z losem-w znaczeniu płynąc z nurtem życia.Pod warunkiem,oczywiscie,ze ten opis przyjmie sie za rzeczywisty,czy chocby prawdopodobny,czy chociaz nie inspirowany przez opiekunow kr.;)).Mnie osobiscie inne definicje pojec z duchowosci nie zniechecaja bo nie jestem do nich przyzwyczajony,ani nie mam sentymentu.Zdaje sie te definicje i te pojecia są istotne dla nowej przestrzeni i jej aktualnego wyglądu.Tradycyjne pojecia sa zwiazane ze starym wszechswiatem,ktorego juz nie ma(ale to moj wniosek).Autorzy hiperfizyki takze wyrozniaja 9 typow corsupa.mozliwe ,ze są podobienstwa z tym HD.Poza tym duzo wiedza i mowia o cywilizacjach orianskich-reptilianskich a takze o innych cywilizacjach.teraz nie pamietam juz co takiego ciekawego,bo dawno sluchalem;).podaje link do opisu poziomow rozwoju corsupa.

    http://hiperia.org/joanna_rajska/item/104349-poziomy-swiadomo%C5%9Bci

  92. SwiatDucha
    Lip 15, 2015 @ 10:41:52

    Dzięki Ananda!
    Jak ty piszesz i opowiadasz, to jest inna energia, która dla mnie jest w porządku. I domyślam się, że treści o których mówisz, nie są różne od tamtych. A różnica jest dla mnie duża.

    Ja jakoś też nie zwykłem się czepiać szczegółów i raczej lubię odnajdywać podobieństwa, ale w tym przypadku jakąś mam blokadę.

  93. Marc
    Lip 15, 2015 @ 14:39:34

    Nie wiem czy „model duchowości” to nie jest sprzeczność sama w sobie :), że się tak wtrącę trochę. No ale może znowu o słowa chodzi, może sposób realizacji Ducha.

  94. Elżbieta Laur
    Lip 15, 2015 @ 15:38:02

    Od siebie mogę powiedzieć , że wreszcie poukładałam sobie i zrozumiałam przez co przechodzi obecnie moja Istota. Więcej napiszę po warsztatach „świadomej śmierci”.

  95. SwiatDucha
    Lip 15, 2015 @ 17:56:07

    Ja osobiście się tym różnię od tej pani, która wcieliła się z 7 gęstości,
    że wcieliłem się w pewnym szpitalu na oddziale położniczym.

    Poza tym twierdzę, że daleko mi do istoty wyzwolonej, bo doświadczam wielu ograniczeń. Rozumiem, że istoty wyzwolone nie muszą płacić za benzynę 5 zł, a tylko 2 zł, ewentualnie 2,50 [na niektórych stacjach].
    I to rozumiem – jest wolność!

  96. ananda777
    Lip 15, 2015 @ 18:30:04

    Ela,fajnie;).a robilas analize u nich czy sama sie odnalazlas na podstawie tego co mowia i piszą? Marc-skrot myslowy.model wszechswiata i zasady funkcjonowania i budowa cial subtelnych istot,zasady ewolucji duchowej. Andrzej-o co ci chodzi tak na prawde?

  97. Elżbieta Laur
    Lip 15, 2015 @ 19:36:26

    Andrzeju, dlaczego czujesz się gorszy ? Przecież to nieprawda. Każdy z nas znajduje się na wszystkich gęstościach równocześnie. Wszyscy mamy swoje poletko do obrobienia. Twoje poletko jest niesamowicie wartościowe i ważne. Dzięki Twojej pracy wiele osób dostaje ogromną pomoc dla swojego rozwoju , włącznie ze mną. Jestem Ci bardzo wdzięczna. Są też inne wartościowe wskazówki i to jest wspaniałe.
    Ananda, sama układam te klocki krok po kroku, a to co poznałam od Joanny i Jacka bardzo podkręciło moje tempo. Rozjaśniły się rzeczy które były w cieniu i dalej chcę z tym pracować . Analizę zawsze mogę zrobić aby chociażby skonfrontować ją z tym co już wiem.

  98. ananda777
    Lip 15, 2015 @ 22:12:04

    Ela,fajnie.My cos łazimy wspolnymi sciezkami-Sai,Andrzej,ta dwojka;).

  99. Aneta
    Lip 15, 2015 @ 22:29:18

    Dziękuję Panie Andrzeju za ten artykuł :-). Pokrywa się on, w jakies mierze, z moimi przymyśleniami i spostrzeżeniami, za które nieraz oberwało mi się od niektórych 😉

  100. Conchita
    Lip 15, 2015 @ 22:36:13

    🙂 To jest specyficzne poczucie humoru Andrzeja 🙂 na luzie z dystansem 🙂 .

    Ja też Duszy nie zmuszam do tego, na co ochoty nie ma. Wytrzymałam z oporami 2 godzinny film, to już wystarczy… Ale rozumiem i akceptuję to, że inni mają inne potrzeby i uwarunkowania, więc im to może jak najbardziej służyć. I odwrotnie, co mi może służyć dla innych może być niestrawne, nudne i usypiające. W różnym momencie różne treści są potrzebne.

    Mi teraz służy spokój Ducha, wlewający się i kojący spokój. Taka szczęśliwość. To mi bardzo służy. A duże ilości pojęć mnie oddalają, wypychają w jakieś wskazane przez kogoś ścieżki pojęciowe. Niech inni zdobywają szczyty gęstości i korsupów, ja tam sobie po prostu będę.

  101. SwiatDucha
    Lip 16, 2015 @ 17:50:11

    Elżbieta, dzięki za miłe słowa.

  102. Tomek
    Lip 17, 2015 @ 20:46:14

    Ta dyskusja kojarzy mi się z zamieszaniem , pewnego rodzaju podzieleniem każdego z nas (rozdarciem), pomiędzy starym światem (odchodzącym) a nowym (przychodzącym). Każdy „przebudowuje się” na swój sposób. Wszyscy jesteśmy w dynamicznym procesie poddani impulsom z zewnątrz i ze środka. Porównajmy swoją świadomość sprzed kilku miesięcy, pół roku czy roku. Raz jest lepiej raz gorzej. Wszechświat (nasze WJ) zmusza nas do „zajęcia” miejsca na fali życia i płynięcia z falą.

  103. SwiatDucha
    Lip 17, 2015 @ 21:31:36

    Dobrze! Idziemy do przodu! 🙂 my surferzy
    a właściwie płyniemy z nurtem Tao.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: