Szacunek i miłość


„.. by opatrywać rany serc złamanych,
by zapowiadać wyzwolenie jeńcom
i więźniom swobodę”
Iz 61

Wiele mówi się o miłości. Generalnie jest to słowo zdewaluowane, można rzec bardzo mocno zdewaluowane.

Jak odzyskać prawdziwe znaczenie owej miłości? Co można uznawać za miłość?

Czy pociąg fizyczny jest miłością? Czy pragnienie dziecka jest miłością do partnera?

Spróbujmy tutaj spojrzeć na miłość i jej pierwotny aspekt – szacunek z punktu widzenia wielowcieleniowego, ezoterycznego.

.

Szacunek

Czy Bóg ma dla nas szacunek? Niewątpliwie tak, większy, niż my sami mamy dla siebie. Większy, niż mamy dla innych osób.

A dlaczego?

Ano dlatego, że Bóg przyzwala nam na doświadczanie tego, co nam się żywnie podoba. „Czego Dusza potrzebuje” możnaby rzec.

Owszem, trzeba później brać za to odpowiedzialność, ale jednak dany ktoś może pokierować swoim życiem w dowolną stronę [o ile ma na to potencjał]. Czy idzie ku dobru, czy wybiera współpracę z mocami ciemności, Bóg mu mówi: „ok, akceptuję, szanuję twój wybór”.
Bogu łatwiej jest to mówić, ktoś powie. Najpewniej, ponieważ nie czuje się zagrożony przez czyjeś wybory. A nam, którzy nierzadko jesteśmy związani z takim kimś, bądź nawet uzależnieni od takiej osoby, nie chcemy, żeby on/a się staczał/a. Ponieważ może nas za sobą pociągnąć w otchłań nieszczęścia.

I nawet to nie, dzieci są ciągnięte przez rodziców w doświadczanie trudności, wręcz okropności. I nie są obdarzane szacunkiem, a raczej wyzwiskiem.

Gdzie jest Bóg?! – wiele osób woła. On szanuje te postawy, te doświadczenia. Trudne to do przyjęcia, gdy mamy perspektywę jednowcieleniową.

Jeśli czujemy, że jesteśmy osobowością, to trudno przyjąć, że jest coś „większego” od nas samych, coś, co „za pomocą nas” doświadcza.

Tym „czymś” jest Dusza.

Jeśli narzekasz na swój los, to narzekasz na Duszę. Nie jest ona świadoma, nie jest pełna wiedzy, nie ciągnie jej także ku duchowości, jakby niektórym się wydawało.

Dusza [mówię] jest jak koń. Ostatnio w radiu pan opowiadał, jak zobaczył swojego jeżdżącego konno kolegę. Spytał, skąd tak pokiereszowany, skąd ma gips na ręce? Otóż, koń, na którym jechał, nie mógł się zdecydować którą stroną ominąć drzewo. A jeździec „zdał się na konia”. Ot i przykrość – koń wysadził jeźdźca na przeszkodę.

Dusza działa identycznie. Nie ma refleksyjności własnej, więc nie ma co liczyć na nią. Będzie robić to samo, co dotąd, albo nawet bardziej. Nawet jeśli jest to tarzanie się w przydrożnej kałuży.

.

Czy Bóg kocha?

Czy Bóg nas więc „kocha”? Akceptuje i szanuje tak, ale czy kocha?

Ludzie wśród powszechnej propagandy duchowego sukcesu ludzie nie zauważają podstawowych faktów, że niestety nie żyjemy w świecie miłości. Mimo, iż mówione jest im, że „panem tego świata jest diabeł”, czyli nie żyją w świecie miłości. Ja się nie dziwię, chcieliby w takim świecie żyć. Ja też bym chciał.

Tak bardzo pragną wierzyć w religijne „objawienia” o świecie wypełnionym miłością Boga, że nie sprawdzają, nie weryfikują ich z realiami. Nie chcą przyznawać, że jednak ten świat nie jest połączony sam z siebie ze źródłem miłości. I że potrzeba „jeszcze czegoś”. I to bardzo ważnego, czegoś o dużym kalibrze znaczeniowym, czego większość osób nie jest w stanie „wziąć”. Ok, mówię – wiele osób nie jest gotowych na ścieżkę duchową.

Żyjemy w świecie akceptacji, ale generalnie nie więcej. Ludzie nie zauważają, że nie żyjemy w świecie miłości. Nawet nie przychodzi im to do głowy, że mogłoby być inaczej niż im jest wmawiane. Bo jak chodzą do kościoła, jak się modlą, mają za sobą i komunię i bierzmowanie nawet to … już powinno być wszystko w porządku, Bóg nas kocha. I stąd owe żarliwe modlitwy o pomyślność w życiu. No bo jak już jesteśmy w raju, jak już jesteśmy „pod parasolem” zbawiciela, to przecież nam się to wszystko należy jak psu micha. Niby prawda, ale.. nie działa. Nawet tym najgorliwszym, zielonoświątkowcom czy też protestantom bez denominacji, którzy istotnie swoje życie mocno poświęcają życiu zgodnie z Biblią.

Modlitwy tak rzadko są wysłuchiwane! Że też im się nadal chce. – wielu już jednak odchodzi od tych modlitw. Niestety, jednocześnie obdarza duchowość etykietką „zabobon”, albo „to nie działa”, albo „bzdury”. Całą duchowość, bo inna niż religijna nie jest im znana.

Ludzie boją się „odejść od wiary”, ponieważ tak boją się kary, grzechu, piekła. Od kogo miałoby to „piekło” przyjść? Od Boga, od sądu Boskiego.

Od tego Boga, który ponoć kocha.

Dziwne, prawda?

Paranoja – pragnę miłości [od ponoć kochającego] Boga i dlatego tak boję się tego samego Boga, który może [za nie wiem co] skarać mnie na [wieczne] potępienie.

[paranoja: choroba psychiczna charakteryzująca się usystematyzowanymi i spójnymi urojeniami]

Postawa ta jest systematyczna, ugruntowana. Jednakże jest urojeniowa – nie ma w niej logiki. Logiczne jest bowiem, że albo Bóg jest kochający, albo karający i szukający wiecznego potępienia wiernych. A tu – ugruntowana i pomieszana postawa.

To oczywiście „logika” Duszy, a właściwie brak logiki, treści bezrefleksyjne przyjęte w systemie. A że Dusze jak się zbiorą w kupę [egregor, duszę zbiorową organizacji], to mają potężne energie, to osobowości bardzo im ulegają.

Czyli – „kochający Bóg karze ludzi i trzeba się bać, aby nie zostać przeklętym przez niego”. Ufff.. naprawdę wystarczy refleksji siedmiolatka, żeby zobaczyć jak perfidna manipulacja w tym jest obecna.

Na szczęście to nie ma nic wspólnego z realnym Bogiem. Jak to Leszek Żądło mówi: nie ma w tych twierdzeniach realnej mocy Boga, więc nie mają one mocy ani wiążącej, ani stanowiącej, ani też decydującej o czyichkolwiek losach. To ludzie wytworzyli te poglądy. To po prostu hipnoza, którą ludzie łykają jak karpie okruchy.

Czy Bóg nas więc kocha?

Wszystko na to wskazuje, że dochodzenie do miłości jest zostawione nam. Zaraz się zastanowimy nad tym.

Miłość jest boskim narzędziem, eliksirem powrotu do Źródła. Czujesz się jak alchemik szukający kamienia filozoficznego, który przemienia? Masz go jako portal miłości w sercu duchowym. Wielu alchemików poszukiwało tego specjalnego narzędzia transformacji. Jednak, aby móc go użyć, trzeba pracy nad sobą, trzeba samemu sięgnąć po miłość.

.

Akceptacja

Jak już otrzeźwiemy z owej paranoicznej wizji karania i ucieczki od kary przez zbawienie możemy zobaczyć, że światu wystarczy akceptacja, aby dobrze działał. To jest niezwykle proste, ale jest realne. O wiele prostsze, niż się ludziom zdaje. I istotnie, drzewa nie potrzebują wiele więcej tylko spokoju, aby wydawać liście i owoce, zwierzętom nie trzeba wiele, tylko spokojnego środowiska. A ludziom też – podobnie nie trzeba wiele, aby spokojnie żyć.

Mogę dodać, że istoty z ciemnej strony robią co mogą, aby zamotać, aby skomplikować wizję, postrzeganie świata. Aby był skomplikowany, aby był pełen problemów. Wtedy bowiem jest szansa, że ludzie nie dostrzegą prostoty świata i prostoty stworzenia. I nie dostrzegą prostoty powrotu do źródła istnienia. I nie dostrzegą, że narzędzie transformacyjnego powrotu noszą w środku siebie – bliżej siebie niż swoje dłonie. O, o to siły ciemności walczą z całych sił!

Co ciekawe, Bóg wiele więcej niż akceptacja nie daje. Ludzie na pęczki chodzą do kościołów, do innych miejsc kultu, proszą go o łaski, o błogosławieństwa, a On… zwykle nic. Tylko akceptacja. Byłem kiedyś na Jasnej Górze, medytowałem obraz Czarnej Madonny. Promieniował.. akceptacją.. i niczym więcej.

Ludzie oczekują czegoś więcej idąc do kościoła. Trochę się tam uspokoją, ale też i zostają zakodowani, wchodzą w hipnozę organizacji.

Jednak obdarzanie wiernych czymś dobrym a ponadplanowym jest niezwykle rzadkie.

Dlaczego? Ponieważ to nie jest to zawarte w planie Bożym dla ludzi. Ani też i dla innych istot.

„Myśli moje to nie myśli wasze”

Izajasz rozdz. 55 to wyjaśnia:
8 „Bo myśli moje nie są myślami waszymi
ani wasze drogi moimi drogami –
wyrocznia Pana.
9 Bo jak niebiosa górują nad ziemią,
tak drogi moje – nad waszymi drogami
i myśli moje – nad myślami waszymi. „

Dusze lubią poszaleć, podoświadczać.
Do doświadczania wystarcza akceptacja Góry.
Jednakże nie jest to wystarczające aby poczuć się nasyconym/ą.

Plan Boga dla istot wydaje się o wiele wyższy, niż sobie osobowość może wyobrażać biorąc pod uwagę zwykłe losy człowieka. Jeśli tylko je brać pod uwagę, to naprawdę nie widać jakiegoś spójnego planu.
Dopiero zauważenie Duszy, jej nieśmiertelności [wobec wcieleń] i losów Duszy daje możliwość rozwiązania tej zagadki.

Myśli moje to nie myśli wasze – nie, żebyście mieli nie poznać moich myśli. Jak zechcecie, poszukacie, to poznacie. Ale zauważcie, że moje plany nie są takie jak plany waszych osobowości. [Bóg się zdaje tak mówić]

.

2 ” Czemu wydajecie pieniądza na to, co nie jest chlebem?
I waszą pracę – na to, co nie nasyci?
Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki
i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw. „

W oglądzie Wyższych Jaźni [czyli opiekunów istot żyjących] mamy coś, co nasyca, a co jest zawarte w Planie Bożym dla istot przeznaczonym.

.

To, co nasyca, to miłość

Nie, nie dostajemy tego na Ziemi z pomocą prostego istnienia. Nawet nasze mamy i tatowie nie kochają zwykle aż tak bardzo, albo wystarczająco długo, jakby nasze wnętrza chciały. Wyjątkami jest otaczanie dziecka pieczołowitą miłością.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nawet dzieci często nie mają tego, co im potrzeba? Czy Bóg jest na tyle nieżyczliwy? Bóg daje nam akceptację, ale miłość nie jest udzielana „z urzędu”, ponieważ cały plan stworzenia nie powiódł by się. Gdybyśmy żyli w miłości, to żylibyśmy w czymś w rodzaju raju i taki bujny rozwój różnorodnych istot i ich świadomości nie miałby podstaw, nie byłoby motywacji do tego.

Otóż jeśli bierzemy pod uwagę wiele wcieleń, to powstaje nam inny obraz. Gdy Dusza wciela sie ileś razy, uruchamia się osobowość jako zespół przystosowań osobistych, ego [poczucie osobności], Dusza staje się starsza, i uruchamia się potem Świadome Ja. I owo Świadome siebie Ja ma możliwość „odkręcenia” tego wszystkiego, co Dusza nakręciła. O ile osobowości nie zatłukły Duszy na kwaśne jabłko i nie zgniła ona pod rządami krokodyli, to Dusza ma możliwość wzięcia sobie sama od Boga miłości, oczyściwszy się się z obciążeń.

Jednak czym mamy się oczyszczać? Bóg dał nam tylko akceptację. To nie wystarcza.

Otóż to. Mamy cel naszej pracy – mamy uruchomić własne serca a w nich miłość.

.

Czakra serca i miłość

Czakry istot żywych są złożonymi subtelnymi urządzeniami biologicznymi. Są przekaźnikami energii subtelnych z poziomów wyższych do niższych. Tak „schodzą” inspiracje, wysokie informacje, wysokowibracyjne energie do ciał niskich. Ale także schodzą błędy, konflikty które powstały poprzez dysharmonie na wysokich ciałach, i na owych wysokich ciałach nie mogły być rozwiązane [o tym pisze Awiessałom Podwodnyj].

I odwrotnie, od dołu do góry poprzez czakry wędruje zasilanie wyższych poziomów, energia wsparcia. Ale także i energia „zatruwająca”, powodująca, że wyższe poziomy  są uszkadzane i nie działają tak jak powinny.

Mamy więc jak na autostradzie – ruch dwustronny, jeden strumień w dół, drugi w górę. Niektórzy mówią, że kierunek ruchu zależy od kierunku obrotu czakry. Gdy czakra kręci się raz w tę raz w tę, to strumienie energii się harmonizują.

Czakra serca jest dla wielu czakrą specjalną. Właściwie każda czakra może być rozpatrywana jako tzw. portal, czyli miejsce poprzez które wchodzą w świat ziemski pewne nieziemskie energie [albo wychodzą z niego].
Przykładem jest energia obciążenia, które nazywam „wejściem”, „duchem wejściującym”. Jest to energia i istota, która wchodzi w nasz świat najczęściej poprzez czakrę splotu i gardła i robi mocne i nieprzyjemne zamieszanie.

Z sercem jest tak, że w nim mamy portal do … Boga. Tak, tutaj możemy „doszukać się” przejścia do Stwórcy, jeśli cierpliwie, medytacyjnie poszukamy. Czakra korony działa jako „codzienne” łącze do Wyższych Jaźni, natomiast serce jest specjalnym połączeniem.

Dlaczego specjalnym? Ponieważ jest to miejsce, w którym może nastąpić zawrócenie z wędrówki Duszy ku coraz głębszym okręgom materii, zawrócenie ku Stwórcy.

Piszę o tym, aby pokazać z jak skomplikowanym tworem mamy do czynienia! Świat urządzony przez Boga jest istotnie niezwykle urządzony! Ale również jest logiczny i świetnie systematyczny. Matematycy uznaliby, że ma swoistą „czystość” w swojej strukturze, że jest „ładny” pod tym względem.

W takim świecie żyjemy. I korzystamy z czakr, z ich działania. Wiele osób utyskuje na czakrę podstawy. Nic dziwnego. Starsze Dusze są jak starsi ludzie, już błyskotki ich nie nęcą, raczej skierowują się ku wartościom stałym, niezmiennym, wręcz Duchowym.

Taką wartością jest miłość w działaniu.

Miłość potencjalna jest dostępna nam niemal zawsze. Trzeba się mocno zanieczyścić, aby mieć na miłość blokadę. Ale i wtedy można to oczyszczać.

Jednakże miłość jest czymś o wiele więcej, niż po prostu „jakąś energią”. Nie przez przypadek Jezus powiedział, że przyszedł „wypełnić prawo” i nauczał, że jest jedyne przykazanie: przykazanie miłości.

Jezus wiedział, że do uruchomienia drugiej części Boskiego Planu jest potrzebny „zwrot”. W tym znaczeniu „nawrócenie” może być postrzegane jako powrotna droga ku Bogu. Droga oparta na miłości.

I ja to tak odbieram.

Do powrotu do Boga sam szacunek nie wystarczy. Jest niezbędny, podstawowy, ale nie wystarczający.

To dlatego nie dostajemy od Boga miłości, ponieważ.. mamy sobie ją sami wziąć.

Niektórzy mówią: „Nie chodzi o to żeby sobie dosłownie “wziaść” milosć, chodzi o to aby pozwolić sobie być kochanym.”

To jest bardzo miłe, jak ktoś nas kocha. Szczególnie kobiety są na to otwarte i wrażliwe. Jednakże miłość duchowa nie narzuca się, więcej, nie przystępuje do nas, gdy jesteśmy niechętni jej, gdy nie otwieramy się na nią świadomie. Poniżej opisze jak obciążenia duchowe przeszkadzają w przyjmowaniu miłości, blokują jej przepływ. I można się „otwierać”, natomiast nic nie dostać. Tak samo, można „pozwalać sobie być kochanym”, a owa miłość nie przyjdzie, jak ktoś jest poobciążany. Można dziesiątki godzin spędzić np. na pisaniu afirmacji „pozwalam sobie być kochanym”. Owszem, poczyszczą się blokady na pozwalanie miłości do wejścia.

Jednakże:

1. mogą być inne spore obciążenia blokujące ową miłość Boską. To oczywiście jest zależne od osobistej karmy, osobistych nieświadomych postaw, obciążeń. Niemal każda, nawet mała blokada, błędne przekonanie podświadomości, kod, błędny wzorzec, inicjacja, ślubowanie – każde z nich potrafi trochę zablokować drogę miłości. A jako, że jest zwykle tych obciążeń dużo, to i sumarycznie daje to spore zdystansowanie od Boga.

2. Taki ktoś nie poprosił wystarczająco dobitnie o przyjście miłości

I wtedy może poczuć się sfrustrowany/a. „Jakże to, przecież tak się otwierałam/em na miłość, a miłość nie przyszła!! Czuję się podle, czuję się zawiedziona/y”. Wiele osób przez taką frustrację odrzuciło w sobie dobre konotacje dotyczące miłości, zawiodło się na miłości, zdusiło pragnienia przeżywania miłości: „przecież to nie działa..” – mówią. Zachowanie innych, którzy też nie rozsiewają miłości wokoło [chociaż np. to deklarują] również się temu przysłuża.

Bóg jest określany jako Miłość, Bóg miłości. Jednakże nie jest określany jako Bóg zsyłający miłość!

Wiele, wiele przypowieści i historii biblijnych wskazuje na ten motyw. Jednakże ludzie, myślę, że przywiązani do „łatwych rozwiązań” nie szukali swojej pracy, którą mają wykonać, aby dokończyć dzieło stworzenia.

Owo dzieło jest niebagatelne, ponieważ jest nam „obiecane” być „na równi z Bogiem”, „poznać go”.

I właśnie odwołanie się do jego Miłości poprzez własną czakrę serca, wypełnienie się bożą miłością do tego zmierza.

.

Obciążenia przeszkadzają

Proszę się nie oszukać – nie jest tak specjalnie łatwo przyjąć ową miłość. Ów ptak szczęścia nie siądzie w miejscu nieszczęśliwym.

Można się czuć sfrustrowanym, że „poprzednie inkarnacje tak nagrzmociły, a ja mam to sprzątać!!”, że „ja nie chcę brać odpowiedzialności za przeszłe  jakieś byty”. Świetnie, nie chcesz, natomiast nie wspominasz, że dzięki nim jesteś właśnie postawiony w miejscu potencjalnego zwycięstwa duchowego, dzięki nim zostałeś/aś wyniesiony/a na fali Duszy na taki szczyt z którego widać miłość w swoim sercu.

Dodatkowo można rzec, że tamtych osobowości już nie ma. Zapłaciły za swoje – zostały „skasowane”, jako, że nie uruchomiły pracy z miłością.

Obciążenia przeniesione z poprzednich wcieleń z pewnością swędzą, przeszkadzają, niepokoją, blokują czyste energie. Ale także wytwarzają, wzmagają napęd, zdecydowanie, dynamizm działania. Wiele, wiele osób bez srogiego cierpienia nie uruchomiłoby swojej świadomości duchowej, nie poszukiwałoby swojej drogi duchowej. Przykre, ale fakt.

Obciążenia różnorakie przeszkadzają w uruchomieniu się miłości, w przesączeniu nią naszego systemu energetycznego. Oczywiście każdy z nas jest  odrębny, inny. I potrzebuje osobnego, własnego skupienia i pracy nad swoimi czakrami, ciałami, aby rozpoznać tkwiące w nich postawy, przekonania, wzorce, kody i uwolnić je. Należy także prosić Boga o miłość, aby wypełniła nas, aby wypełniła te miejsca, które oczyściliśmy.

W ten sposób dokonujemy przetwarzania karmy w miłość.

Co będzie na końcu? Nie powiem, ponieważ tam nie byłem. Ale – jeśli dasz się przeniknąć miłością cały/a, to najpewniej będzie dobrze, bardzo dobrze.

Jest to proces. Nie należy się spodziewać natychmiastowych zmian, a raczej postępującej przemiany. Po okresach oczyszczenia, sesjowania pojawiają się okresy integracji, przyjmowania nowej energetyki, nowych sposobów patrzenia na świat, przyjmowania nowego odczuwania.
Może nie jest to jakieś krytyczne, ale nie ma potrzeby aby się zbytnio spieszyć – nadal bowiem żyjemy w świecie, gdzie potrzeba nam także odpowiednio funkcjonować.

Zbliżamy się do końca opowieści.

Struktura procesu – jak wspominałem – może szokować w kilku punktach. I warto to przerobić, przerobić intelektualnie, pracować nad emocjami, uczuciami. Czy rzeczywiście tak jest, czy to mi odpowiada, co mam przeciw, a jaka jest realność.

Natomiast druga część, ta realna praca nad oczyszczeniem i pozwoleniem wyjścia miłości z serca do naszego ciała, naszej psychiki, aury, życia, relacji, ta druga część jest prosta, wymaga po prostu pracy nad sobą.

„jeśli [..] miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.

[ Proszę traktować ten tekst jako hipotezę rozwojową. Jeśli to zrealizujesz – będzie to dla ciebie prawdą. Jeśli nie – można traktować to jako pewną próbę opisu, nic więcej.]

Reklamy