Rozmowy na różne tematy

Tu jest miejsce na rozmowy w formie komentarzy na dowolne tematy.

Pod artykułami bowiem ciągnęły się długie wątki nie mające z nimi niewiele wspólnego.

Reklamy

22 Komentarze (+add yours?)

  1. SwiatDucha
    Lip 06, 2013 @ 23:33:10

    Tristen
    lip 05, 2013 @ 10:23:00 [Edit]

    Duzo racji w tym, co napisalyscie teraz 🙂 .

    Przemieszczanie sie – tak!!!! Narazie tylko nie jest to mozliwe, bo moja praca jest stacjonarna, a musze jeszcze sporo popracowac, abym mogl poprzez moj zawod przemieszczac sie. Chyba juz predzej zmiana zawodu da mi te mozliwosc…..tylko ze jakos narazie nie widze siebie w innej branzy 🙂 . Ale ruch jak najbardziej-od dawna marze o nieosiadlym (az tak) trybie zycia i spotykaniu roznych ludzi i miejsc.

    Tristen
    lip 05, 2013 @ 14:02:54 [Edit]

    Z tym ruchem i otwartoscia to mam jeszcze jedna zagwozdke: mam w sobie dwa calkowicie przeciwstawne pragnienia. Jedno z nich ,,kaze” mi doswiadczac, byc w ruchu, podrozowac ale to kloci sie calkowicie z drugim pragnieniem, czyli realizacja zawodowa czy w ogole zajmowaniu sie czyms, w czym mozna dojsc do poziomu ,,mistrza” czyli specjalisty w danej dziedzinie, osiagnieciu czegos. Probowalem wielokrotnie wybadac, czy to drugie pragnienie nie idzie czasem tylko od osobowosci, od Ego ale wyszlo mi, ze oba sa pragnieniami duzo glebszymi. I doszedlem tez do wniosku, ze nie da rady ich pogodzic ze soba bo wloczega, doswiadczanie to z jednej strony ciagla podroz i wszystkie zwiazane z tym za i przeciw a drugie to z kolei statycznosc, jedno miejsce, osiadlosc. A mnie sie wizualizuje zeby miec i jedno i drugie i coraz bardziej gubie sie w tych przeciwstawnych pragnieniach.

    Mozna to jakos poskladac do kupy, obejsc, albo moze nawet sprobowac do tego stopnia podpytac siebie, Wyzsza Jazn, zeby w miare mozliwosci ustalic prioryetty co jest dla mnie wazniejsze i skonczyc z tym wewnetrznym napieciem, niezadowoleniem?

    A moze jest tak, ze jedno z tych pragnien jest blokada na drodze do rozwoju?

    Darek
    lip 05, 2013 @ 20:05:21 [Edit]

    Cześć! Ja też Tristen wziąłem na próbę jedną stacjonarną pracę. Jedynie co można, to tylko dorobić sobie parę groszy. Gdybym miał swoje mieszkanie, to na wszystkie opłaty by zabrakło. A co jeść? Praca fizyczna[w moim przypadku],w grupie odpada. Po kilkunastu latach pracy, dostałem takich energetycznych kopów od niektórych “jeleni”, że mam dosyć! Fizyczne ataki też się zdarzały. Nie byłem konfliktowy i dawałem się często wykorzystywać, aby łagodzić różne nieciekawe sytuacje. Jak było za duże przegięcie to trzeba było zaznaczać swoje “granice”, siłowo. Zdarzało się obrywać! I jak później takiemu popatrzeć w oczy, kiedy musisz z nim pracować? Szefostwo, też traktowało prawie wszystkich jak “żywe mięso robocze” . Zawsze w grupie znalazło się kilku prymitywów, okropnie obciążonych duchowo osób – które w ogóle nie miało pojęcia o jakiejkolwiek duchowości. Wierzący byli nieraz gorsi od ateistów. Najczęściej byli to uzależnieni, agresywni alkoholicy – polskie katole! Też przeszedłem z nawrotami nałóg alkoholowy – i śmiało mogę powiedzieć, że te młodsze dusze co piły, cofały się do świadomości, chyba zwierzęcej – tak wskazywało na to ich zachowanie. Wole wziąć kilka stacjonarnych prac, niż być przez kogoś stale wykańczany psych.”pożerany energetycznie”. Po tej mordędze dopiero zacząłem zastanawiać się nad sensem życia. Zacząłem unikać ludzi – ponieważ czułem przy większości z nich dyskomfort. Tak mi wtedy obrzydli, i tak mi zostało. Potrzebowałem kontaktu tylko z samym sobą, i odpoczynku psychicznego! Tak jak wspomniał Andrzej – też mam tylko 2 rowery. Góral 10 letni, i 24 – letni turystyk. Komputer też 10- letni – internet i to wszystko. Mam również wiele zainteresowań i pasji, ale na nie wszystkie mnie stać. Muzykę lubię słuchać i przeżywać w samotności. Tak jak kot, mam swoje “scieżki”. Taki już jestem odludek! Chciałbym doświadczać ciekawych przeżyć, ale nie w świecie materialnym, bo nie lubię za bardzo wysilać się fizycznie. LEŃ!

    Tristen
    lip 06, 2013 @ 14:19:51 [Edit]

    Tez zawsze mnie dziwilo, co ludzie widza w tej ciezkiej pracy od rana do wieczora, byciu ,,kims”. Nuda i tyle 🙂 .

    Darek
    lip 06, 2013 @ 18:15:38 [Edit]

    Niektórzy mają tendencje do popadania w pracoholizm, a niektórzy fizyczni, którzy za wcześniej założyli rodziny, udawali że bez pracy by pogłupieli – a tak naprawdę przychodzili tam z musu, i swoje niezadowolenie z życia wyładowywali na swoich słabszych od siebie kolegach. Piszesz nuda! To mało powiedziane – nuda połączona z nerwówką. Krótko po szkole zawodowej, jak poszedłem do pracy w fabryce, popadłem w nałóg alkoholowy z powodu chronicznego stresu. Rano jak szedłem do roboty, to czułem, jakbym szedł na “ścięcie”. Szkoda gadać! A o zarobkach to już nie wspomnę! Marnota! To był początek lat 90-tych – już wtedy wiedziałem, że w tym naszym kraju, z tej “demokracji” nic nie wyjdzie! Polacy do tego się nie nadawali, i nie nadają. Za komuny kiedy dopiero uczyłem się zawodu, pod pewnymi względami było o wiele lepiej. Ludzie nie skakali sobie do gardeł jak teraz! Bo nie byli pozostawieni na pastwę losu – sami sobie, jak to ma miejsce obecnie, w tej naszej chorej demokracji. Może sklepy były puste, ale ludzie byli bardziej zżyci ze sobą. Pomimo braku zaopatrzenia, panowała większa więź międzyludzka. Dużo by można o tym pisać.

    Darek
    lip 06, 2013 @ 18:25:30 [Edit]

    Sorry! Skleroza – Do pracy poszedłem pod koniec lat 80-tych. Później z początkiem lat 90-tych rozpoczął się hardkor!

  2. SwiatDucha
    Lip 12, 2013 @ 12:48:29

    wolność od karmy [przymusów, które pojawiają się w życiu]?

  3. Mi.
    Lip 13, 2013 @ 15:20:38

    Postawiono pytanie o wolność…
    dla mnie wolność to inna nazwa miłości, to stan/miejsce z którego mogę jeśli chcę ruszyć w dowolnym kierunku…
    chwilami na jakimś poziomie siebie wiem, że jestem wolny ale życiowe wyżłobienia sprowadzają mnie w stan uwarunkowań. Nawet teraz gdy piszę te słowa coś mnie do tego przymusza dlatego wedle tego jak rozumiem wolność to ona jest paradoksalne odległa i zarazem zawsze obecna.

  4. Conchita
    Lip 15, 2013 @ 10:35:57

    Nigdy nie próbowałam rebirhingu. Nie wiedziałam, że to taka potężna technika terapeutyczna. Gratuluję oczyszczania relacji z córką.

  5. Conchita
    Lip 17, 2013 @ 08:36:47

    K: „Życie toczy się bez popychania rzeki.”
    Heheehe i tak dochodzimy do wyjścia poza ego lub zwykłego odkrycia, że ego nie ma i nigdy nie było :). A nie wiem czy to Ty czy Ula jeszcze niedawno któraś z Was zarzekała się, że ego jest konieczne i odrzucanie ego to krwawa operacja na otwartej duszy (no trochę przekoloryzowałam, ale wymowa podobna). A wszystko toczy się samo z siebie i to w sposób doskonały… 🙂

  6. Conchita
    Lip 19, 2013 @ 09:58:38

    Ksenia, fajny filmik – ja to właśnie nazywam wyjściem poza ja. Z tym, że owa śmierć ego to tak naprawdę często przybiera formę zwykłej ulgi, że wierzyło się w coś, co sprawiało, że życie było takie trudne i wymagało takich wysiłków, by cokolwiek osiągnąć… Patrzy się i widzi, że wszystko płynie samo ze swojej natury, zgodnie ze swoją naturą i to jest ogromna ulga, że nie trzeba już temu przeszkadzać i modyfikować tego, starać się, walczyć, wszystko wraca na swoje miejsce :). Tyle cierpień, starań, zmartwień – wszystko może rozluźnić się. Nie wiem, czy to owa „śmierć ego” – ale jeśli tak, to hasło jest mocno przereklamowane :):).

  7. kropelka
    Sier 01, 2013 @ 11:03:00

    Ula, przenioslam tę rozmowę tutaj, bo nie jest związana z tematem.
    Wiesz, nie wiem… może tak to w moich postach wygląda, a może tez Ty jestes jakoś uwrażliwiona na takie osoby jak ja.:) To może działać w dwie strony, bo ja również mam o Tobie specyficzne wyobrażenia. Możemy te nasze odczucia względem siebie przekuć w pracę nad sobą.:)Co ty na to ?:)
    I wszystko co teraz napiszę, tak właśnie potraktuj- jako rodzaj wiedzy o innych i jednocześnie o sobie. Bo nie jest moim zamiarem zranić Cię.

    Otóż, jestem pewna, że gdybym nie była po lekturze artykułów Andrzeja, to pewnie Twój post zahaczyłby mnie energetycznie, byłby dla mnie swego rodzaju energetyczną prowokacją i odpowiedziałabym na nią zdecydowanie nieprzyjemnie i doszłoby między nami do energetycznej wojny.
    Tym razem tak się nie stało.Jego treść mnie nie dotknęła Przeanalizowałam go i właściwie miałam na niego nie odpowiadać, ale pomyślałam sobie, że wszyscy jesteśmy na tej stronie po to, aby się czegoś nauczyć i dlatego daję odpowiedź.

    Staram się czytać posty wszystkich piszących na tej witrynie i jestem zdumiona, że na ich podstawie powstają we mnie wyobrażenia o nich, choć z drugiej strony mam swiadomość, że ludzie na wszelkich blogach ” chcą być takimi, jakimi nie chcą być w rzeczywistości „.Więc tak do końca nie przywiązuję się do tych swoich odczuć na temat innych forumowiczów.

    Ale wracając do tematu.Ty postrzegasz mnie jako osobę, która bardzo chce być grzeczną dziewczynką. Ja zaś odczuwam, że Ty funkcjonujesz przede wszystkim na poziomie mentalnym .Mam wrażenie, że piszesz o tym, co dzieje się w Twoim umyśle przede wszystkim.Poza tym pisząc , budujesz takie bardzo specyficzne konstrukcje składniowe, które sprawiają, że poszczególne zdania mogą być niezrozumiałe.I chyba już ktoś Ci o tym pisał. A Ty odpowiedziałaś, żeby sobie zaglądał do słownika , bo Ty nie chcesz ” równać w dół „. Otóż wg. mnie nie jest to kwestia semantyki wyrazów, ale właśnie owych konstrukcji.I polemizowałabym z Tobą czy w świetle zasad języka polskiego są one właściwe. Widzisz, Andrzej ma naprawdę ogromną wiedzę, ale przekazuje ją, podobnie jak swoje odczucia językiem, który umożliwia zrozumienie i kontakt. I chyba dotyczy to większości rozmawiających z nim.

    Twoje teksty dla mnie stanowią jakąś barierę, przez którą wcale nie chce mi się przechodzić.:) Wyłapuję z nich najczęściej … takie poczucie bycia lepszą i pouczania innych. I tu wlaśnie pojawia się mój z kolei problem. Wkurzam się po prostu, czuję się niezrozumiana, potraktowana ” z góry „. A Ty piszesz wtedy o tzw. podwójnej komunikacji. Zrzucasz nieporozumienie na odbiorcę.

    Mam to chyba z dzieciństwa, kiedy szczerze dzieliłam się tym , co czuję z niektórymi, a oni mnie krytykowali za moje uczucia , poglądy, przekonania, itd. Szydzili ze mnie i ponizali w jakiś sposób, okazując swoją wyższość. Bardzo to przeżywałam.

    Teraz jestem dojrzałą kobietą, a obciążenie dalej się odzywa przy różnych okazjach.W mojej rodzinie np. jest trochę krokodyli, takich z ” wysokiej półki „, które mnie wykorzystują w różny sposób.Godzinami zanudzają mnie przez telefon swoimi ideami fix, wykorzystują mój samochód i mnie do ” podwożenia tam i tu w celu zalatwiania ważnych spraw, przyjmują z radością prezenty, , jedzą u mnie obiady, zapominając poczęstować mnie szklanką herbaty, itd. A kiedy ja próbuję podzielić się z nimi jakąś refleksją ,albo mnie nie słuchają, albo uważają , ze nie jest istotna lub jest niewłaściwa. Te starsze krokodyle szczególnie dają mi się we znaki. Ostatnio powiedziałam 80 – letniej cioci, ze chciałabym, aby odwiedzała mnie czasem dla mnie samej , a nie tylko po to, bym przepisywała dla niej artykuły na komputerze.Zareagowała krzykiem i oburzeniem, zarzuciła , że jestem rozpieszczoną córeczką rodziców itd. Mój braciszek , starszy ode mnie trochę zawsze podkreśla mi , że ja po prostu nie zasługuję na to , co on osiąga , bo on jest taki a taki , a ja jestem inna i jakaś taka nieprzystosowana do życia. Kiedy zmarł nasz tata, powiedział z satysfakcją : ” A widzisz i teraz będziesz sama „.. Nie wiem, o co tu chodzi z tymi rodzicami, ale z powodu ich miłości czuję się trochę upokarzana przez rodzinę i nie wiem dlaczego.

    Tak gdzieś przeczytałam , ze człowiek zwykle prowokuje innych do ataku na siebie.
    Myślę Ula , że ja właśnie tak prowokuję określonych ludzi, nie wiem tylko dokładnie jeszcze, jakimi postawami. Chcę nad tym pracować.
    Aha, w przypadku rodziny, gdy tak na mnie nakrzyczą , od razu czuję się winna, bezwartościowa. Katuję się tygodniami z powodu tego , że zdecydowałam się na taką delikatną asertywność i co najgorsze wracam do swoich ” oprawców ” i błagam ich o przebaczenie.

    Co ty na to ?:)

  8. conchitttaConchita
    Sier 02, 2013 @ 11:02:13

    Jestem na wakacjach, zajrzałam tutaj a tu rzeczywiście zawrzało :). Mój mąż też na urlopie a trudno mu się zupełnie rozluźnić i puścić te emocjonalne napięcia. Ja myślę, że słowo napiecie jest tu kluczowe i sztuka rozluźniania na poziomach wyższych niż tylko fizyczny (emocjonalny, by emocje łagnodnie rozpłynęły się; mentalny, by idee też rozpłynęły się i zrobiły miejsce na nowe). Wtedy jakoś łatwiej nie ściskać się wewnętrznie i nie tkwić w tym, co przebrzmiało (oczywiście, to co jeszcze aktualne i tak zostanie).
    Życzę dużo relaksu i lecę na plażę, dziś wreszcie słoneczna pogoda :).

  9. kropelka
    Sier 02, 2013 @ 12:08:03

    I ja też analizuję sytuację, która zaistniała na witrynie.

    Hmm… tak sobie myślę teraz, że gdybym nie odpowiedziała Uli na jej post skierowany do mnie personalnie, nie powstałaby na witrynie tak emocjonalna dyskusja, skutkiem czego został zablokowany Darek.

    Albo inaczej – Gdyby Ula nie uraziła mojego bolesnego ciała, nie poruszyłyby się ciała bolesne kilku osób.

    A może , gdyby u mnie nie było obciążenia ?

    A może, gdyby Ula nie miała określonych wzorców ?

    A może itd., itd., itd…

    Cóż, brak mi kompetencji , by stawiać diagnozy.

    Jedno jest dla mnie pewne. Została uruchomiona jakby lawina emocjonalna. Ktoś nacisnął guzik odpowiedzialny za emocje. Tak to oczywiście odbieram ja, takie są moje odczucia.
    Wyniosłam z tego zdarzenia naukę .Muszę kontrolować swoje wypowiedzi pod względem emocjonalnym. Od dziś wnoszę w kontakty z innymi więcej ostrożności, uwagi i cierpliwości. Okazuje się , iż na kogoś moze oddziaływać nawet używanie okreslonych znaków przestankowych. A czyjś lęk, może u innej istoty wywoływać gniew.
    O rety ! Jakaż ta komunikacja interpersonalna jest skomplikowana. I chociaż jestem po kursach i terapiach, dalej wpadam w sidła.:):):)

  10. SwiatDucha
    Sier 03, 2013 @ 00:26:08

    >I ja też analizuję sytuację, która zaistniała na witrynie.

    I ja też.
    A spróbujcie to dać na karb ataków sił ciemności. Będą was próbować ciągać za włosy do czasu, aż się zeźlicie, a wtedy oni będą zacierać ręce i wysysać tą zmienioną emocjonalnie energię. Mają do niej prawo, bo ją sami wywołali.

    A jeśli spostrzeżecie, że ktoś was za włosy ciągnie i wkurza, to może przestaniecie się obwiniać nawzajem i pozostaniecie spokojni. Zupełnie nie po myśli tych sił, które nie widać, a które tak chcą waszej energii..

    jest takie powiedzenie:
    „Wszyscy chcą naszego dobra. Nie dajmy sobie go odebrać.”

    Wielu tylko czeka na naszą energię. Nie dajmy sobie jej odebrać. Bądźmy świadomi, że jest ona cenna dla innych i poprzez emocjonalne konflikty staje się dostępna dla ciemnej strony. Inaczej nie mają oni jak tego zabrać, nie są władni i się mocno wściekają, że tu się nie pożywią.

  11. Conchita
    Sier 04, 2013 @ 13:45:57

    Wg mnie ta obecność i otwartość to coś stałego, coś co jest przykryte, ale cały czas jest w tle.
    To nie jest tak, że człowiek wchodząc w tą otwartość staje się bezwolnym akceptującym wszystko oszołomem z uśmiechem na twarzy :). Ta akceptacja jest innego rodzaju: nie jako akt woli (teraz wybieram akceptowanie, mimo, że tego nie chcę), ale jako stan otwartości, pozwolenia na wydarzanie się (niejako nie blokowanie wewnętrzne na wejściu, nie odwracanie się plecami do doświadczenia, które już i tak zaistniało). Trzeba zejść z poziomu swojej woli i prób narzucenia światu, by było jak ja chcę na rzecz wpuszczenia tego, co się dzieje i przejawia w tu i teraz. Trzeba pamietać, że nie będzie to tylko bierne przyjmowanie, ale również zacznie się doświadczać swoich myśli i reakcji, tylko, że nie będą przysłaniać „horyznotu zdarzeń” wymuszając automatyczny imperatyw działania i reakcji a jedynie pojawiać się i rozpływać po właściwym dla nich czasie. Także reakcje i działania staną się bardziej naturalne, po prostu zaczną dziać się zgodnie z energią i intencją danej chwili. Trudno jest określić czyją :), bo następuje swoista synchronizacja ze światem na wysokim poziomie. Nie wiem, co tam się dzieje na tych poziomach, nie jestem jasnowidzem, ale coś się robi, może z WJ, że się dostraja czy jak… Wybory z poziomu indywidualnej woli wydają się wtedy iluzoryczne, jak szamotanie się, bo i tak realizowane jest to, co ma być i się przejawiać, czuli boska niedualna jaźń, czyli coś do czego i my należymy i tak naprawdę na najgłębszym poziomie tego chcemy…

  12. Conchita
    Sier 04, 2013 @ 17:57:27

    No właśnie: nie ma o czym gadać, bo i tak każdy wie o co chodzi. Nie wiem, po co powstaje tyle filmików o tym, chyba po to, by się wypromować, czy co… Mnie to już skręca od tych autorytetów, które mówią to samo na różne sposoby, co i tak już jest wiadome, tylko komplikując lub przedstawiając od jakiejś wybranej strony i że to niby coś nowego….. 🙂
    Nihil novi…
    Szkoda, że nie masz innego zdania to mogłbyśmy się poprzekonywać dla samej sztuki konwersacji 😀 (też przesyłam buziaczki :*)

  13. Conchita
    Sier 04, 2013 @ 21:21:42

    Właśnie tak, ja też wybrałam blog Andrzeja :). Uzupełnia lukę – w kwestii duszy. Poza tym dusza też może tu znaleźć swój wyraz dzięki systemowi komentarzy. 😀

  14. Conchita
    Sier 04, 2013 @ 22:01:26

    Ja nie mam takich nauczycieli, ale bardzo rozumiem potrzebę ich istnienia i inspirującą działalność. Moje WJ czy Dusza czy cokolwiek ( :D) obecnie jakoś odpycha mnie od filmików z słowami nauczycieli. Wszystkich ich szanuję, ale na odległość. Miałam krótko Nauczyciela, ale niestety odszedł (w parinirwanę) czyli umarł. Dla mnie był ucieleśnieniem oświecenia…

  15. kropelka
    Sier 06, 2013 @ 22:46:45

    Tristen,przeczytałam Twój post o tym śnie, w którym lecisz do Stanów i usmiechnęłam się, bo od jakiegoś czasu miałam ochotę zachęcić Cię do wyjazdu za granicę. Tak naprawdę nie wiem, jaka jest Twoja egzystencjalna sytuacja, ale mam takie wrażenie, ze jesteś młody i chyba nie masz pracy.

    Wiesz, mam kontakt z wieloma młodymi ludźmi, którym za granicą się udało.Niektorzy po studiach załapali się do korporacji i pracują w swoim zawodzie.Inni radzą sobie np. w gastronomii jako kelnerzy, barmani albo kucharze i też nie narzekają. Jeśli tu w Polsce jest Ci źle, trzeba spróbować gdzie indziej.
    No i tak jak pisze Conchita, módl się o wsparcie. Módl się, wierząc, że je otrzymasz.

    Ja również byłam w trudnych życiowych sytuacjach, znam smak depresyjnych nastrojów. I zmianę zawsze zaczynałam od tego, że analizowałam, co Bóg chciał mi powiedzieć przez to , że znalazłam się w takim dołku, że ktoś mnie skrzywdził, że choruję, że bliska mi osoba odeszła, itd. Te momenty uświadamiały mi po prostu , jakie zasady etyczne naruszyłam . Potem następował etap oczyszczania się , pokajania i akceptacji Bożej woli. Tak proponuje Łazariew i nie tylko on. I muszę Ci powiedzieć, że to naprawdę działa ! Doświadczyłam tego.

  16. kropelka
    Sier 07, 2013 @ 14:21:01

    Zastanawiałeś się nad przyczynami utraty tego celu ?

  17. kropelka
    Sier 08, 2013 @ 11:58:12

    Rozumiem Cię.Znam ten stan częściowego uśmiercenia z własnych doświadczeń.
    Do tej pory jednak udawało mi się jakoś z niego wychodzić .
    Wiesz, czasem pomagały mi w tym banalne, śmieszne działania…

    Np. jakiś czas temu, gdy właśnie doświadczałam takiej totalnej niemocy i tak bezmyslnie chodziłam sobie po internecie, przypadkowo weszłam na stronę producenta damskich kapeluszy. 🙂 Potem znalazłam jeszcze więcej takich stron. Każdy kapelusz był w innym kolorze i kształcie. Oglądałam je w czasie bezsennych nocy
    i poczułam z czasem, że to mi sprawia radość ! 🙂 I to był taki pierwszy symptom, że coś w tym moim maraźmie wewnętrznym się przełamuje. To było jak niezamierzone zupełnie leczenie kolorami. Doszłam nawet do tego, że kupiłam taki kapelusz – fedorę. Jest on dziś świadkiem moich zmagań z depresją. 🙂

    Ja też mam ochotę zrobić sobie taką gwiazdę, o której pisze Andrzej, ale zupełnie nie wiem , jak się do tego zabrać. 🙂

  18. kropelka
    Sier 08, 2013 @ 12:52:45

    Tristen, nie, nie odbieram tak Twojej wypowiedzi.

    Mam swiadomość tego, co czujesz. Z systemem się nie wygra. Oczywiście to moje przemyślenie.Ja i moja rodzina – doszliśmy jakiś czas temu do takiego wniosku.Byliśmy pełni pomysłów i realizowaliśmy je do pewnego momentu, gdy dostaliśmy od ” systemu ” po głowie.
    Weszliśmy chyba w taki stan wewnętrzny jak Ty. Jeden z członków mojej rodziny ma jednak taką zdolność regeneracji jak dżdżownica i ponownie pociagnął nas do przodu. Usiłujemy przechytrzyć system i stworzyć cos od nowa, to jest teraz nasza droga w sferze zawodowej

  19. Conchita
    Sier 14, 2013 @ 13:40:06

    No to lipa, bo daleko stąd. A wiesz coś o domowych sprawdzonych neutralizatorach? Gdzieś obiło mi się o uszy, że można samemu zrobić, ale nie wiem jak. Mój mąż źle sypia i pomyślałam, że taki neutralizator by mu poprawił energię. Mam wrażenie, że śpi na żyle wodnej…

  20. Conchita
    Sier 14, 2013 @ 14:09:37

    Nie wiem, pewnie będzie drogo, a ja jestem spłukana po wakacjach…. Znalazłam coś takiego w necie, może wystarczy? http://www.baj.waw.pl/?p=productsMore&iProduct=15
    Też drogie, ale nie trzeba będzie wymianiać.

  21. Conchita
    Sier 14, 2013 @ 14:49:26

    No właśnie na tej stronie piszą, że jego wersja makro (ponad 20 cm długości) jest odpromiennikiem…
    Ja nie wiem, nie wiem też czym różni się promieniowanie ujemne od dodatniego… Chodzi o ujemne w sensie elektronów? Czy jonów? To chyba dobre jest ujemne?

  22. Conchita
    Sier 14, 2013 @ 14:54:34

    Acha, ojej!… To sobie daruję to wahadło… Na razie może spróbuję mentalnego odpromiennika 🙂 póki kasy brak…

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: