Komunikowanie się z Duszami


Ileś lat temu byłem osobą mocno wierzącą w praktyczne konkrety. Nie lubiłem snucia luźnych, towarzyskich tematów, nie lubiłem rozmów, z których nic nie wynikało. Niemal zawsze chciałem, żeby „coś wynikło” z moich przemyśleń, z wymiany zdań. Chociażby nauczenie się czegoś, a może ktoś się przekona do mojego zdania, a może ja zobaczę świat z innej strony słuchając kogoś? Może uda się coś poprawić, popchnąć do przodu życie.

Jednym słowem, nie wspierałem Dusz swoimi działaniami w obrębie rozmawiania. Wiedziałem co i jak zrobić, ale… mało kto chciał korzystać z moich umiejętności. Zwłaszcza, że miałem mocne wzorce białe typu ingerowania w czyjeś życie. Ze swoim było mi ciężko, więc łatwiej mi było z czyimś.
Bardzo byłem zdziwiony, że ludzie nie mieli chęci załatwiania swoich spraw, ułatwiania sobie życia. Nawet jeśli pominąć moją postawę presji.  Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności często chcieli zostawać w dziwnych i niekomfortowych położeniach.

Można sobie wyobrazić, że nie byłem zbytnio lubiany w towarzystwie kolegów i koleżanek, którzy snuli całkiem luźne, niezobowiązujące tematy. Dodatkowo oczywiście ta moja karma duchowa, prawie zupełnie nie rozumiana w otoczeniu..

Zarówno w czasie uczenia się w szkołach technicznych, mat-fiz, jak i na zajęciach regresingu nie mówiło się o Duszy. Sprawy jej omawiane na j. polskim też były brane z pozycji „naukowca”, nie zaś kogoś, kto przeżywa, czyli artysty.

W szkole średniej na j. polskim nie byliśmy uczeni przeżywania doświadczeń z pomocą prozy i poezji. Byliśmy wychowywani do analizy filologicznej tekstów, patrzenia na nie „z boku”, „z dystansu”. Obserwowaliśmy uczucia, przeżycia, ale nie one były treścią lekcji, nie ich mieliśmy się uczyć. Często ważniejsze były formalizmy w typie części składowych powieści, bądź definicji baśni.

W większości młodzi ludzie wokoło mnie umieli się bawić, także rozmową. I nie byli tak „śmiertelnie” poważni jak ja, nie brali świata tak poważnie.
No, może aż tak cukierkowo nie było, ponieważ w szkołach ciągle byłem w klasach z rocznikiem Drewnianego Węża, czyli moim. A Chińczycy mówią, że jak dwa węże się spotkają, to splatają się w supeł, gaszą się nawzajem. Więc ogólnie nie było towarzysko w moim otoczeniu.

Z jednej strony to jakoś wpłynęło na ich życie – jak wiele osób, także i oni popełniali w nieświadomości, bez refleksji ileś błędów. Ja może mogłem się poszczycić brakiem owych, natomiast także nie miałem sukcesów typu yin, czyli wynikających z prostego, przyjaznego życia z Duszami.

Stawiałem dosyć mocno na yang. Uważałem, że umysł i intelekt są wystarczające, aby rozważyć to, co się zdarza. Nawet gdy pracowałem w ramach regresingu na zajęciach u Leszka Żądło, konwencja mechanicznego powtarzania formuł, nieskupiania się zbytnio na szczegółach przeżyciowych też mi odpowiadała. Kontaktowaliśmy się ze sprawą z podświadomości, krótko przyglądali się swoim dawnym przeżyciom i niemal od razu przechodziliśmy dalej, całkowicie przerywając karmę [jak się wydawało].

Gdy jednakże przeszedł czas intensywnych sesji regresyjnych, stwierdziłem, że nie jestem w stanie wielu spraw przeprowadzić zgodnie z intelektem, zgodnie ze „zdrowym rozsądkiem”, który powinien być oparty na rozumowaniu, refleksji i decyzjach.

Okazało się, że oprócz tych prostych przypomnień przeszłych wcieleń posiadam spore emocje, uczucia płynące z .. Duszy [jak się okazało]. Leszek nie uczył o Duszy, miał dobre podejście do podświadomości [która jest częścią Duszy], ale o całej Duszy chyba nie chciał słyszeć. Jest ona tak mało określona a także mocno samodzielna, że mało co można tak „z marszu” z nią zrobić. [zobacz, jak tu, na witrynie jest dużo o Duszy tekstów, a przecież nie ma jakichś przełomowych metod. Dusza nie poddaje się tak łatwo intelektowi, intelektualnej „przeróbce”, więc praca z Duszą jest sporym kawałkiem pracy na ścieżce duchowej w ogóle.]

Czyszczenie podświadomości nie wystarczało, chociaż było bardzo pomocne. Dusza miała spore pokłady emocji, uczuć do wylania. I zacząłem wtedy pracować z Duszą. Stwierdziłem, że jest taka duża potrzeba. Poczytałem książki o Duszy Thomasa Moore. Zacząłem też bardziej uwzględniać uczucia i emocjonalne postawy u ludzi, z którymi miałem kontakt. Już nie dążyłem tak bezwzględnie do rozwiązań pragmatycznych, zacząłem doceniać sam stan procesu Duszy, procesu transformacji życia.

Po wielu latach, po wielu obserwacjach stwierdziłem z przykrością, że ludzie są O NIEBO bardziej nieracjonalni niż myślałem. Mają tak duże przeżycia, doznania, odczucia, że one ich kierują, nie zaś rozwaga racjonalnych decyzji. Zauważyłem też, że byli zagubieni w swoich światach przeżyć tak bardzo, że nie umieli nawet określić się, co przeżywają i dlaczego.

Z logicznego punktu widzenia konieczne więc było, żebym uznał więc prymat Duszy w życiu ludzkim. Abym uznał wielkość, potęgę jej wielowcieleniowej, nabudowanej przez długi czas energii.

Od tego momentu stwierdziłem, że odnosząc się do człowieka jestem zobowiązany uszanować jego Duszę razem z jej przeżyciami. Nie mam co odwoływać się do racjonalności, która nieczęsto występuje. Racjonalność może się pojawić, gdy uwolni się obciążenie emocjonalne, gdy zejdzie trochę energii z ciała bolesnego. Natomiast zacząłem się spotykać z o wiele częstszymi przyjaznymi odzewami. Ludzie po prostu lubili, jak rozmawiałem z ich Duszą [czyli z ich cząstką nieintelektualną]. Lubili, ponieważ mało kto o to dbał, a Dusze bardzo tego potrzebowały.

Zacząłem się więc uczyć umiejętności potrzebnych w relacjach, w komunikacji z ludźmi. Uczyłem się świadomie spoglądać na rozmowę, postrzegać zjawiska, które zachodzą w jej trakcie. Trochę ze zdziwieniem odkryłem, że w zwykłej rozmowie może się mocno wyrażać Dusza, mogą się uruchamiać silne, nieoczyszczone, przykre emocje. Mogą wychodzić uczucia, często Dusze opowiadały o swoich doświadczeniach, chciały je pozamykać, ponieważ potrafiły dziesięcioleciami chodzić z otwartymi zranieniami. Tu musiałem też nauczyć się stawiania granic. Moja Dusza uważała, że analiza duchowa jest bradzo ok dla mnie, natomiast już psychoterapia [której już wtedy kilka metod umiałem] już nie jest dla mnie.

Co zauważyłem?
Człowiek może też odgrywać ileś ról, z których może nie zdawać sobie sprawy. W cięższych przypadkach może być „posiadany” w dużej części czasu życia przez obciążenie duchowe. Zacząłem spostrzegać poszczególne cząstki ludzi, z którymi rozmawiałem, zacząłem umieć wyodrębniać ich funkcje, akcje, poruszenia.

Jak się osobiście przekonałem, poprzez medytacyjne podejście do relacji z ludźmi i ich Duszami świat duchowy może bardzo przychylnie patrzeć na mnie. Jako na swojego wysłannika w świecie przejawionym. Wielokrotnie dostałem tego dowody.
Zauważyłem, że w czasie rozmów, relacji i sesji z różnymi ludźmi mogą się aktywować różne możliwości, umiejętności intuicyjne.
Można się łączyć z Wyższą Jaźnią i poprzez praktyki medytacyjne, świadomościowe, można chodzić sobie po świecie w stanie medytacyjnym i mieć rozszerzoną percepcję. Można zacząć „tworzyć” metody terapeutyczne w odpowiedzi na konkretną bieżącą potrzebę zupełnie na podstawie intuicji i prowadzenia Opiekunów Duchowych. Można się uczyć na bieżąco, można „być uczonym” przez inteligencje, które nie używają intelektu a wyższe zrozumienie duchowe. Można się uczyć od pozytywnych istot duchowych, które nie używają żadnego języka [ponieważ nie mają ciała mentalnego], a jednak mogą zainspirować mnie do przyjęcia pewnych czystych postaw na wysokich ciałach, w zamian za moje dotychczasowe postawy wynikające z mojego ludzkiego doświadczenia.

Poniżej podaję kilka zwykłych sposobów stosowanych przeze mnie w relacjach i rozmowach. Są to sposoby, które – przyznaję się – kiedyś na początku uznawałem za mało wartościowe, a które z czasem doceniłem. Na przykład snucie pogawędek na tematy o wiele poniżej duchowych. Kiedyś uważałem to za stratę czasu.

Nie traktuję tych metod jako końca sprawy, ale raczej jako środka do głębszego celu. Zwykle z ich pomocą kontaktuję się z Duszą, rozmawiam z nią [można ominąć osobowość, wtedy Dusza się cieszy, że ktoś do niej dotarł].

Small Talk

[czyli mniej więcej: pogawędka albo: wymiana kilku zdań]
Jak powiedziałem, kiedyś niemal pogardzałem rozmowami o sprawach przyziemnych, o sprawach  trywialnych, jak kupienie dobrego chleba, naprawianie samochodu itp.
Na dzisiaj wiem, że są to obszary działań Duszy. I jeśli jej tematy lekceważę, starając się być tak „uwznioślony”, to również lekceważę samą Duszę.
Gdy wciągam się w pogawędki po niedługim czasie dostrzegam jak z pola rozmówcy wychyna Dusza, jak ona się mną zaczyna interesować, w wdzięczności za moje zainteresowanie. Nie ma co się oszukiwać – z tej mąki Duszy nie ma zbyt dużo praktycznego chleba, natomiast powstaje wiele dobrych znajomości, przyjaznych relacji. Dusze nie zapominają osób, które niegdyś interesowały się ich przeżyciami. Często mają przykrości z otoczenia, ponieważ będąc nieracjonalne zbierają baty od osobowości Osobowość zarzuca Duszy braki w umiejętności dbania o „swoje życie”. Nic dziwnego, to Dusza zwykle zostawia osobowości, która musi „sobie jakoś poradzić”.
Wsparcie dla Duszy jest więc rzadkie, najczęściej nieoceniającą postawę można spotkać na psychoterapiach.

Owijanie w bawełnę

Osobowości często boją się, że .. ich Dusze zostaną rozpoznane. I, że wyjdzie na jaw, że osobowość [i jej część – ego] nie jest tu jedynym graczem, a co więcej, nie jest największa energetycznie. Ego bardzo chciałoby być jedyną cząstką istoty ludzkiej, a ma ten problem, że nie jest.

Osobowości starają się wytwarzać bariery co najmniej dymne, aby coś niewygodnego społecznie, kulturowo ukryć. Starają się wyglądać akuratnie, być poprawne polityczne, podczas gdy Dusza wcale może nie chcieć i może wręcz czasami w niej wrzeć. Albo może chcieć odgrywać akurat doświadczenie z zupełnie innego paradygmatu i np. zająć się bajkowością, artyzmem albo grą, albo udawać zwyczaje dworskie. Na to osobowość częśto chce położyć szlaban.
 
Owijanie w bawełnę, nie dopowiadanie, nieocenianie powoduje otwieranie się przestrzeni bezpieczeństwa, w której osoba może się otworzyć ze swoimi nieracjonalnościami wypływającymi od Duszy.
Nie musi być to od razu terapia, natomiast już Dusza może wspominać o swoich przekonaniach i postawach, swoich pragnieniach, pasjach.
Niezobowiązujący sposób rozmowy daje szansę na to, aby nie oceniać rozmówcy, który może się lepiej przez to czuć. A Dusza może ujawnić się i lepiej się poczuć.

Parafrazowanie

Jest to technika terapeutyczna, polegająca mniej więcej na niewielkim podsumowaniu, lub powiedzeniu innymi słowami tego, co mówi osoba, którą słuchamy.
Daje to możliwość przekazania kilku komunikatów: „usłyszałem cię”, „to, co usłyszałem to mniej więcej było tak”, „na ile jestem w stanie, to zrozumiałem cię”.

Zastosownie parafrazowania jest ogromne [w moim przekonaniu], ponieważ chyba każdy z nas mając dobre intencje ma chęć kontaktu i przekazania coś „od siebie”. I wtedy chce poczuć, że druga strona go słyszy i rozumie. A prarfrazowanie daje taki komunikat mówiącemu: „słyszę, co mówisz i układam to pośród znanych mi doświadczeń” „zależy mi na wysłuchaniu ciebie”. Dostawanie takich komunikatów jest zwykle bardzo przyjemne dla Duszy.

Niektórzy ludzie mówią, w reklamach spotyka się:

„TY to, TY tamto..”

np.
„Noc przesypiasz raczej dobrze, ale nad ranem już się twój sen pogarsza. Budzisz się rano i czujesz, że coś cię uwiera, po chwili zdajesz sobie sprawę, ze w okolicy bioder uciska cię gruby portfel wypełniony banknotami”

Oczywiście tutaj dałem przykład, który może się wielu osobom podobać. 🙂

jest to najprawdziwsza hipnoza, która płynie z ust osoby z nami rozmawiającej. NIBY opowiada o sobie, a formalnie przejawia do nas, a nasza podświadomość to słyszy jako.. komendę! Wiele razy łapałe podświadomość na tym, jak tworzyła sobie już obrazek na podstawie słów, które słyszała.

Tu już gorszy przykład, bardziej z praktyki, bowiem takie „odzywki” występują w realnej rozmowie:
„Mam takie kłopoty ostatnio. Wyobraź sobie, idziesz do urzędu, a tu od wejścia mówią ci, że nie możesz załatwić sprawy.”

Ja [Ja Świadome] zastanawiam się, jak to – ja idę do urzędu? przecież nie idę! To może TY poszedłeś! Moja podświadomość zaś nie ma refleksji i łyka na żywca ten przekaz i.. chce sie kodować, chce uznać ten przekaz za prawdziwy. Że idzie do urzędu a tam problem.

A jak powinien taki ktoś powiedzieć? Aby nie hipnotyzować powinien mówić o sobie:
„Mam takie kłopoty ostatnio. Przypominam sobie jak poszedłem wczoraj do urzędu, a tu od wejścia powiedzieli mi, że nie mogę załatwić sprawy.”
Zarówno powiedzenie o sobie [poszedłem], jak umieszczenie historii tam gdzie jej miejsce, czyli w przeszłości oddala od podświadomości chęć aby „się przejąć”, czyli aby przejąć obecną w komunikacie historię za prawdziwą.

Amerykanie bardzo częśto mówią „you… cośtam”. Np. „you ask of a part, you don’t need to know this”
„you ask of a part, you don’t want to know this”
czyli w bezpośrednim tłumaczeniu: „nie chcesz tego wiedzieć”
czyli jeszcze gorzej, bo imputują rozmówcy jego postawę.
Na polski się to tłumaczy obecnie innymi słowami, nie literalnie. Ale już prostsze komunikaty, np. odpowiedzi w wywiadzie małpio tłumaczą bez zrozumienia jako „ty.. coś tam”

Niestety nie robią sobie na wzajem tym przysługi, hipnotyzują się wzajemnie.
Ja na szczęście mam do czynienia z większością osób, które nie mówią takich indukcji [hipnotycznych], a jak już próbują, to objaśniam im, że nie rozumiem, czy mówią o mnie? Bo to, co mówią nie przystaje do mojego doświadczenia.

50/50

[inaczej: fifty-fifty, sprawiedliwa wymiana, sprawiedliwy podział]

Dusze są bardzo przyzwyczajone do wyrównania.

Chcą wyrównywać co się da. Usługa za usługę, praca za pieniądze, idea za usługę, dobra za obietnice. Branie na siebie ryzyka za pieniądze [firmy ubezpieczeniowe], wymierzanie kary, „sprawiedliwości” za pieniądze itp. No i oczywiście karma wielowcieleniowa: jeśli nie uda się oddać czegoś, wyrównać czegoś w jednym wcieleniu, to jest jeszcze przyszłość. Na szczęście są metody, aby oczyścić zarówno zapędy swojej Duszy do „oddawania” innym, jak i zapędy innych Dusz, aby naszą przestały nękać [tu np. rytuał, który opisywałem pracy z Duszami oraz prace ustawień Hellingerowskich. i oczywiście sesjowanie różnorakie].

I co się nie daje wyrównać, to także próbują wyrównywać.
Np. gdy mocno cierpiąca ofiara szuka wyrównania u nieprzytomnego oprawcy, to może ciągnąć to poszukiwanie poprzez dziesiątki wcieleń, tysiące lat i .. nie otrzymać „satysfakcji” a tylko cięgi. Żadna strona może nie chcieć zrezygnować ze swojej postawy.

Wyjście poza schemat wyrównania wymaga wzniesienia się Świadomą Jaźnią na poziom Ducha. Wybaczanie jest tu przykładem takiego poruszenia. Wybaczenie ma wiele pozytywnych stron. Zarówno jest to odspawanie się od swojego oprawcy, jak i otwarcie sobie nowej ścieżki ku lepszym doświadczeniom.
A jeśli oprawca nadal jest nieprzytomny i „nic nie chce zrozumieć”? Ma prawo do przyjmowania dowolnej postawy i na dowolnie długo, nam nic do tego. Ja oddaję mu szacunek i wybaczam. Nie muszę ciągle z nim mieć do czynienia. Wtedy mogę swobodnie odejść ku swojej lepszej przyszłości.

W codzienności jednakże Dusze, osobowości konwersując między sobą chcąc nie chcąc stosują oczekiwania o wyrównywaniu energii.

Tutaj jest ważna sprawa. Gdy mamy sprawiedliwą wymianę energii podczas rozmowy, to obie strony czują się przyjemnie, żadna nie czuje się wykorzystana.

Huna mówi, że energia podąża za uwagą. Jeśli ktoś dużo mówi, nadmiernie przeciąga uwagę na swoją stronę. Dlatego ku sobie wyciąga energię słuchacza. Wydawałoby się, że kto dużo mówi, ten wydatkuje dużo energii, bo przecież mówi. Niestety, prawda ezoteryczna, ukryta, w ciałach niewidzialnych jest odwrotna. Słuchacz oddaje energię, która idzie za uwagą. Wykładowca, który jest prawdziwie słuchany przez słuchaczy czuje się „napompowany” po wykładzie. Ten zaś, który ma rozbrykane audytorium, przyciągające uwagę, czuje się po pewnym czasie wypompowany, a też wycieńczony wysiłkiem, aby utrzymać uwagę na swoim temacie.

W momencie, gdy ktoś ma obciążenie, zwłaszcza atakujące, może chcieć przejąć aktywność w rozmowie. Takie możliwości mają osoby z krokodylami. transami, hipnozami, wejściami, pogryzieniami.

Osoby z krokodylem są dobrymi „nawijaczami”, chociaż nie wszystkie. Wystarczy czasami sama obecność nosiciela krokodyla w towarzystwa, aby skupiał mocno na sobie uwagę, a przez to aby energia bezwiednie ku niemu uciekała od zgromadzonych osób.

Jako, że krokodyl komplikuje świat, ma co opowiadać. Może opowiadać więcej i więcej, aby ową komplikację przedstawić. W tekście o kr. mówię jak to kr. stwarza swój super świat. Super oznacza zarazem „lepszy od zwykłego”, jak i „bardziej skomplikowany niż w rzeczywistości jest”. Poza tym proszę nie zapominać o energiach nadludzkich, którymi sieje wokoło. Mając takie zaplecze nosiciel może cieszyć się energią, którą zbiera od zebranych na jego wykładzie [choćby była to jedna osoba].

Osoby z transami zwykle coś ukrywają za pomocą swojego transu. Dlatego też starają się dużo mieszać w energiach, np. dużo mówić, aby nie wyszło na jaw, co mają do ukrycia.
Gdy dużo mówią, to gromadzą jednocześnie energię, która ich wzmacnia, przez co mogą dłużej mówić. Po jakimś czasie już nie można dłużej z takim wytrzymać, słuchacz może chcieć wyjść, odwrócić wzrok, przestać się koncentrować na tym, co transujący mówi.

Osoba obciążona hipnozą ma wzorce hipnotyczne dające przewagę nad partnerem, ponieważ wzorce energetyczne hipnozy dają możliwość ustawienia rozmówcy w pozycji „biorcy” zarówno treści jak i dyrektyw. Nie muszą od razu być to wielkie hipnozy czy jakieś wariackie polecenia hipnotyczne typu: podrap się lewą ręką za prawym uchem. Osobie ze wzorcami hipnotycznymi wystarcza czasami bezwiedne polecenie do słuchacza: nie opuszczaj mnie, słuchaj mnie. To wystarcza, aby dostawał sporo energii i czuł się tak ważny, jak chce. Cała sytuacja może być nieświadomie odgrywana, ale raczej osoba z wzorcami hipnozy wie, że w jakiś sposób „jest lepsza, zdolniejsza” od otoczenia, że ma jakieś możliwości. Natomiast ofiarę często boli 3 oko.

Osoby z wejściem [o.z.w.] zanudzają otoczenie. Mają dużo do powiedzenia, ponieważ ich cierpienia i dyskomforty zdają się nie mieć końca, a są tak ważne, jak sobie o.z.w. wyobraża, że muszą być w szczegółach przedstawione. Dodatkowo o.z.w. może przyciągać do siebie słuchacza, który czując, że mu coś zabrano, chce to odzyskać. Niemniej o.z.w. nie wie, o co chodzi, ale wie, że nie dokończyła jeszcze ostatniej kwestii.

Mechanizm powtórnego przychodzenia ofiar do swoich oprawców jest dobrze znany, już Freud opisywał „przymusy powtarzania”. Ofiara chce wyrównania, zarówno energetycznego, jak i wyrównania szkody, jaką dokonał atakujący, tutaj – przyciągający mówca. Takie wyrzeczenie się własnej odpowiedzialności za swoje życie na rzecz drugiej osoby [„to on/a mi zaszkodziła”, „to on/a jest winna”, „to on/a ma mi wyrównać szkodę”] skutkuje przykrościami różnego typu. Nie ma co liczyć, że agresor nagle złagodnieje, że „otrzeźwi się”. Jeśli ktoś może coś zmienić, to ja sam. To ja mogę zauważyć, że to ja tworzę sobie życie wchodząc w takie a nie inne towarzystwo. Warto, żeby wyciągnąć odpowiednie wnioski i się ich trzymać.

Gdy więc rozmawiam z inną osobą staram się nie dawać wciągać siebie w nadmierne słuchanie kogoś, w przebywanie z osobami obciążonymi. A sam gdy mówię, to patrzę, aby kogoś nie zagadać, aby pytać drugą stronę, robić jej/mu miejsce i dawać czas. [jeśli następuje zaburzenie, warto się mu przyjrzeć, a wtedy możemy odkryć prawidłowość, według jakiej działa].

Gdy jest zaś równa wymiana energii, wtedy rozmowa toczy się przyjemnie i odczucia zadowalają obie strony [obie Dusze się cieszą].


Opisałem tu kilka podstawowych zasad, prawidłowości energetycznych, które występują lub występować mogą w relacji, w związku lub przygodnej rozmowie. Mam nadzieję, że lepsza świadomość tych spraw zaowocuje u was przyjemniejszymi kontaktami oraz oczywiście świadomym wchodzeniem w świat Dusz. Będziecie mogli uświadomić sobie, że rozmawiając z kimś nie macie przed sobą jedynie osobę, fizyczność plus osobowość. Tam znajdzie się jeszcze Dusza, jeśli ją uszanujecie, sama pokaże się wam w swoich poruszeniach, uchyli rąbka swoich tajemnic.

Reklamy