Komplikacja Duszy

Prowadziłem kiedyś zajęcia z systemu operacyjnego komputerów. Chyba nie przypuszczacie, jak skomplikowana maszyna stoi koło was..
I pewnie nie wiecie, że wiadomości po sieci rozchodzą się paczkami, które mają do 7 poziomów zagłębienia danych [typu pudełko w pudełku]. siedem pudełek jedno w drugim!A w tym najbardziej wewnętrznym dopiero siedzi wasz mail.

Nie będę tego bardziej wyjaśniał, bo sama informacja o złożoności wystarczy, a ja się niezbyt na tym znam 🙂

Tak czy inaczej mogę powiedzieć, że Dusza jest JESZCZE BARDZIEJ ZŁOŻONA od nich. Na szczęście jest w tym tekście miejsce gdzie opisuję, w jaki sposób można ową złożoność przekraczać na sposób rozwoju duchowego, idąc ku pięknej i mądrej jedności i jednoznaczności.

inne cząstki…

Żyjąc „w sobie” mamy odczucia płynące od siebie, odczucia z ciała, z Duszy, z Ducha, osobowości, ego. Świadome Ja nie generuje odczuć, ponieważ nie ma ciała i jest czystą świadomością [tzw. Atman].

Duch generuje zdecydowanie i rozszerzające się poczucia przeniknięte radością. [może zostać przyblokowany i wtedy nici z radości w życiu].

Osobowość jest cząstką przystosowującą się do otoczenia, przez co osobowość pływa jak ryba w społeczności, odtwarza role, rytuały społeczne, odpowiada za odpowiednie „ustawienie się” w społeczności. Niezależnie czy ktoś jest biedakiem, pracownikiem etatowym, menadżerem czy księdzem. Oczywiście w każdym z tych przypadków zestaw przystosowań, które osobowość wyrobiła sobie jest inny. W zależności od obszaru życia dany ktoś lepiej, czy gorzej sobie radzi.

Ego jest na poły cząstką osobowości, a na poły cząstką samej Duszy.
Część ego wchodząca w osobowość nie przechodzi do następnej inkarnacji. Można powiedzieć, że jest to „niższe ego”. Wyższa część ego rezyduje zaś w Duszy i jest bardziej wysublimowana.
Ego odpowiada za wyodrębnianie organizmu z otoczenia. W przypadku chmary ptaków wyodrębnienie to jest znikome. Wyodrębnienie realizuje się na poziomie znajdowania dla siebie czegoś do jedzenia oraz płodzenia własnego potomstwa. Jeśli w stadzie obowiązuje hierarchia to ego odpowiada za ustawianie się w owej strukturze. Jeśli nie obowiązuje, to i tego w ego nie ma.
W przypadku człowieka ego jest o wiele bardziej złożone, posiada wiele poziomów, odwołuje się do wielu dziedzin życia [w jednej może mieć postawę A, a w drugiej B, w trzeciej C]. Strategią rozwoju wydaje się przekraczanie dotychczasowego poziomu, nie zaś doskonalenie go. Stąd więc ego nie udaje się udoskonalić tak, aby osiągnęło doskonałość. Stąd więc, kiedy Świadome Ja pojawia się, wtedy ego powoli odchodzi w odstawkę, powoli zainteresowanie przechodzi na budowanie świadomości i jej różnorodnych aspektów.

Dusza w tym towarzystwie jest najbardziej skomplikowana, generuje z dużą mocą postawy energetyczne, często wywiera presje aby „coś zrobić”, aby człowiek miał jakieś konkretne, czasami mocno nieprzytomne przekonanie.
[presje te można czasami zdjąć tylko w medytacji lub sesji]

Dusza utrzymuje w sobie i osowość i ego a już te sa skomplikowane. A stanowią ledwo cząstkę samej Duszy. Osobowość buduje się od dzieciństwa, a Dusza od wieków – to która jest „większa”, bardziej złożona?

Dusza narasta. Z kolejnym wcieleniem, z kolejnymi latami doświadczeń jest coraz większa i większa, nabiera energii i gromadzi ją na siatkach, jakby to były kłaczki bawełny na nici pajęczej.

Zabobony o Duszy

Tu powiem o pewnym zabobonie, tym razem hinduskim. Niektórzy przywódcy duchowi utrzymują, że Dusza może zdegradować się do niższego poziomu inkarnacji. Jeśli wierny jest niewystarczająco wierny może być inkarnowany w dajmy na to psa, albo coś innego, równie mało chwalebnego w przekonaniu społecznym.
Dlaczego ma to zajść? Gdy nie słucha nauk i przekazów swojej religii, jeśli się niewystarczająco wywiązuje z obowiązków, w tym też domyślam się gdy niewystarczająco jest czołobitny czy mało daję na swoją hinduską tacę.

Jakoś nie słyszałem nauk o tym, że Dusza niewystarczająco wiernego hindusa może nie cała odejść z tego świata. W tym guru jakoś nie mają specjalnie zainteresowania aby uświadamiać gawiedź. A praktyka duchowych uzdrowicieli, jasnowidzów, ustawiaczy jest taka, że jest sporo dusz, które utykają w drodze powrotnej do duchowego domu. Włóczą się jak niedobitki wojska, to tu to tam, pociachani, poranieni. Takich biedaków guru nie wskazują. Nie mówią że te Dusze się tu znajdują, i że postawy osób żyjących mogą powodować, iż te osoby mogą odejść całkowicie. Nic, tylko cisza w tym obszarze.

W odwrotnym kierunku, jest sporo dusz, które nie wcielają się również wykorzystując kłopoty w rodzinach: np. aborcja jest sposobem dla Duszy, aby sobie zrobić kolejną krzywdę. Dusza ma złe intencje wobec siebie, chce się mocno pokrzywdzić, więc wybiera „szybką ścieżkę” na skrzywdzenie siebie.
O tym także owi święci guru milczą jak zaklęci. Czy nie wiedzą [a nie sądzę], czy nie chcą o tym mówić [bo by to ich kosztowało utratę popularności]? Nie wiem.

Jednakże nie spotkałem się w praktyce badania inkarnowanych Dusz z przypadkiem „niższej” inkarnacji od takiej, która odpowiadałaby rozwojowi ciał subtelnych. NIGDY nie spotkałem człowieka „w skórze” krowy, zebry, szczura. Ani razu.
Mam też przypuszczenie, dlaczego. Kolejnymi procesami inkarnacji opiekują się Wyższe Jaźnie. Wspierają dokładne dopasowanie Duszy, jej karmy, postaw, pragnień do miejsca i otoczenia przyszłej inkarnacji. Plan inkarnacji zawiera zwykle ustawienia przyszłych wydarzeń losu na dziesiątki lat naprzód. Jest to zwykle piękny majstersztyk, pełen akceptacji do Duszy i jej dotychczasowych wyborów, do innych Dusz, i nawet poczucia humoru. Jeśli już Dusza jest wysyłana na wcielenie, to nawet jeśli jest to tak traumatyczne wcielenie jak dziecka nienarodzonego, to wszelkie „formalne” ustawienia są pieczołowicie zachowane. Mam wrażenie nawet, że „inaczej się nie da”, że to jest sprawa nie czyjegoś wyboru, a prawidłowości Wszechświata. [próby zmiany takich prawidłowości przypominają mi próby zapalenia zwykłej zapałki pod wodą]

[oczywiście schemat wcielenia może być kreatywnie przeżyty, zmieniony w sposób twórczy, natomiast sztywno obowiązuje, tym bardziej jest bezwzględny, im mniej dana osoba pracuje nad sobą].

.

Tu jest miejsce na

opowiadanie o komplikacji Duszy

Pytanie:
czy jesli Dusza ciagnie w jakims kierunku (pragnie czegos) i dochodzimy do wniosku, ze to pragnienie jest zdrowe, pozytywne, sluzy naszemu rozwojowi i owo pragnienie czy tez dazenie Duszy nie moze sie zrealizowac na przestrzeni wielu lat, to czy w tym przypadku mamy do czynienia z pewnym obciazeniem czy tez pragnienie moze byc na ten czas nieosiagalne, Dusza czeka (jak sam napisales, jest uparta i ma w nosie obecne zycie skoro w anstepnym tez moze chciec tego samego), a osobowosc sie niecierpliwi?

Odp:
„czy jesli Dusza ciagnie w jakims kierunku (pragnie czegos)”

Niestety, nigdy nie ma tak, że Dusza ciągnie w jakimś JEDNYM kierunku.

Wyobraź sobie kilka, albo kilkanaście nawet silnych koni, połączonych w jeden zaprzęg.
Porównywałem Duszę do konia, natomiast – jeśli być ścisłym – trzeba ją porównać do zaprzęgu kilku koni, zwłaszcza jeśli chodzi o Dusze stare. Narastanie, dorastanie Duszy można przyrównać do dodawania kolejnego konia do owego zaprzęgu.

Jeśli Duszę niemowlęcą, młodą łatwo prowadzić, to tak jak łatwo prowadzić jednego konia. Jeździec może się tego dość szybko nauczyć.

Natomiast gdy ma powozić kilkoma końmi naraz, to zaczyna być kłopot. Jeśli jest to para, to jeszcze można sobie dać radę. Ale już czwórka – trudniej, a szóstka koni.. no to trzeba sporych umiejętności.

I teraz dodajmy do tego, że nie wszystkie z tych koni akurat chcą tego samego. Jeden chciałby skręcić w lewo na trawę, drugi na prawo nad wodę, trzeci chciałby kłusa, czwarty się rwie do galopu. Pozostałe dwa przyzwyczajone do ciężkiej mozolnej pracy idą stępa. Może tak się zdarzyć, że różne konie mają różne rasy i wtedy już nie wiadomo do którego równać. Tak jest w przypadku osób o pochodzeniu Duszy spoza Ziemi, spoza linii ewolucyjnej. Dusza ma część historii [i nabudowanych energii] z okresu życia gdzieś tam we Wszechświecie i niekoniecznie na poziomie fizycznym. A część z ostatnich kilkudziesięciu inkarnacji na Ziemi [kilkadziesiąt wcieleń razy średnio 60lat]. Te energie zaś odbiegają jakością od tamtych pozafizycznych, te z Ziemi są bardziej skupione, mniej elastyczne, podziobane przez symbionty, potrute przez wejścia [przez co Dusza pamięta zranienia i adekwatnie do tej bolesnej pamięci postępuje].

Mam nadzieję, ze zbudowałem wystarczająco skomplikowany, dynamiczny obraz. Jeśli tak, to masz jako-takie przedstawienie jak skomplikowana i dynamiczna jest Dusza, zwłaszcza starsza. Z lekcji fizyki wiemy, że wiele sił, które działa na ciało może się wzajemnie znosić. Im więcej sił przeciwstawia się sobie na wzajem, tym wynikowy ruch ciała jest mniejszy. Im więc więcej jest w Duszy semi-autonomicznych cząstek, tym słabiej może ona wynikowo postępować w którymś kierunku. A i w niej samej można zaobserwować większe napięcia – owe siły się z sobą „siłują”, napinają. A efekt? Może być niewielki.

Na szczęście nie jest to sytuacja bez wyjścia. Praca nad sobą, zobaczenie owych sił we własnej Duszy jest dobrym startem do rozluźnienia. Nie przez przypadek Osho zachęcał do relaksu! Relaks to odpuszczenie sobie, odpuszczenie niektórych celów Duszy. Ona sama tego nie zrobi. Natomiast Świadome Ja, zwłaszcza w medytacji nad poszczególnymi celami duszy, już może sporo osiągnąć. Rozmowa z Duszą, chociażby z pomocą afirmacji z odpowiedziami może dać wiele zrozumienia motywów. Dusza jest przekonywalna i daje się ją przekonać. Ale, tak jak wiele razy pisałem, argumenty muszą być na jej miarę. Nie na miarę ego [kup tą kieckę, będziesz lepiej wyglądać], nie na miarę osobowości [idź na studia zdobędziesz dobrą pracę i pozycję zawodową], a na miarę Duszy. Samo nauczenie się dochodzenia do argumentów dla Duszy jest sporym duchowym zadaniem. Dodatkowo rozmowa z Duszą zwykle potrzebuje oprawy procesowej, Dusza, aby uznała nas za adekwatnych rozmówców potrzebuje procesu duchowego w który zechce wejść. Nie darmo szamani śpiewają i tańczą – oni inicjują proces Duszy, aby ją „zwabić” i ukazać siebie jako pełnoprawnego „rozmówcę”. W zwykłym stanie świadomości, przy falach beta umysłu człowiek nie jest nawet dostatecznie widziany przez Duszę, nawet swoją Duszę. Jeśli nie wstępuje na ścieżkę procesu, to własna Dusza może postrzegać człowieka [czyli swoją inkarnację jak „nieożywione” narzedzie, podobne do łopaty bądź śrubokręta].

Czy jestem marionetką?

„owo pragnienie czy tez dazenie Duszy nie moze sie zrealizowac na przestrzeni wielu lat, to czy w tym przypadku mamy do czynienia z pewnym obciazeniem czy to Dusza czeka”

Może być i tak i tak. Ale przypuszczam, że nie w tym problem.

Wiele osób próbuje dociekać spraw duchowych „na sucho”, „na papierze”. Wiele osób próbuje wznosić się na intelektualne wyżyny filozofii i uważa, że oto chwyciło boga za nogi.

Samo czytanie tej oto witryny też nie jest równoznaczne z rozwojem duchowym. Wzrost zrozumienia dzięki czytaniu, to już coś, jeśli się w Duszy wali, przetasowuje, jeśli świadomość się dzięki temu powiększa, to już coś. Jedno z wspanialszych doświadczeń po sesjach regresingu ktoś opowiadał: „wstałem z sesji i poczułem, że już nie jestem w stanie myśleć tak, jak dawniej”. I to jest poruszenie duchowe, zmiana pozycji Świadomego Ja wobec swojej Duszy, które Dusza na pewno zauważy.

Powtarzam któryś raz!: jeśli nie zacznie się pracować z konkretną sprawą w sesji, w rozmowie z duszą, w afirmacjach, w medytacjach, to jesteś postrzegany przez własną Duszę jak papier, na którym piszesz. Jeśli nie sesjujesz, jeśli mielisz intelektualną papkę, a zwłaszcza, jeśli jesteś przyspawany do przekonań własnej osobowości, to dla Duszy jesteś marionetką, którą ona od lat porusza. Ty osobiście możesz to widzieć inaczej, że bije ci serce, że głowa pracuje, aż dymi. Że lekarz ci mierzy puls i zapisuje lekarstwa. Słowem: żyjesz!

A tu mówią ci, że twoja własna Dusza [którą ponoć ty masz, a nie ona ciebie- jak błędnie mówią], że owa Dusza cię nie postrzega jako partnera, ba! nie postrzega cię jako żyjącą osobę!

Próbując zrozumieć życie z pozycji swojej osobowości,  robiąc wywody, nawet filozofując! skazujesz się na bycie podrzędnym, podwładnym wobec swojej Duszy. Nie mówię, że to jest samo z siebie złe – wiele, wiele osób czerpie prawdziwą przyjemność z wykonywanej pracy i niech im się wiedzie jak najlepiej! Jednak tych ludzi Dusze postrzegają jako puste wydmuszki, poruszające się kukiełki.

Jeślibym prowadził witrynę o rozwoju osobistym, jeślibym mówił o rozwoju zawodowym, to bym rozmawiał z tobą o tym, jak się ustawić wobec pragnień Duszy, jak je najlepiej wykorzystać. Ale się nie znam na tym. Nie jestem coachem, nie jestem doradcą zawodowym. [tutaj właśnie odsyłam cię do nich, żeby była jasność] Jeśli zaś chodzi o obciążenie Duszy, to terapeuta jest dobrym adresem.

Ja zaś trochę znam się natomiast na otamowywaniu Duszy i na rozwijaniu naszych dyspozycji duchowych!

Jesteśmy na tyle podwładnymi naszych Dusz, na ile nie potrafimy pokazać Duszy, że stać nas nie tylko na wejście w proces duchowy, na uruchomienie wibracji duchowych, nie tylko na rozmowę z nią, ale także na argumentowanie w jej języku i w jej rozumowaniu tak, aby została przekonana. Więcej – taki jest zresztą Plan Boski dla człowieka, aby nauczył się „gadać” z własną Duszą i przekonywać ją, prowadzić ją, aby był woźnicą iluś swoich koni. Aby człowiek uruchomił swoje Świadome Ja [Świadomą Jaźń, Atmana] i doskonalił się w świadomości.

Nie oznacza to jednak, że zmienimy Duszę. Dusza nie jest łatwa do zmiany, same próby zmiany energii poszczególnych, skomplikowanych energii Duszy są dużym procesem duchowym, dużą klasą w szkole życia. Znam wielu, wielu hurr-rozwojowców, ktrórzy za dosyć sporą kasę dają nadzieję pewnej liczbie osób na to, że „mogą zmienić swoje życie”. Nic w tym złego. Natomiast niewypowiedziana obietnica dotyczy ZAKRESU w jakim owo życie może być zmienione. Przychodzący na kursy wierzą, że zmienią życie w 80%, a po latach okazuje się, że zmienią życie w obszarze, w którym oczekiwali o 20% [sławna reguła 20/80 🙂 ]. Natomiast poprzez pracę nad sobą poddają się procesowi, który jest większy od nich samych i ich samych przekształca duchowo. Nie zmienia się może może wyraz ich życia w świecie fizycznym, natomiast oni sami przechodzą cali transformację duchową.

Z tego co wiem, adept początkowo usilnie pragnienie zmienić energie, cele, przyzwyczajenia Duszy. Co ciekawe, nie udaje mu się to [niezależnie od wielkości wkładanego wysiłku. Natomiast samo podjęcie się tego zadania, przekształca.. adepta.

Po jakimś czasie pracy nad potrzebą dużej zmiany swojego życia Świadome Ja przekracza tę potrzebę. Okazuje się, że tak jak jest, jest… dobrze. Paradoksalnie. Pojawiają się aktywności, postawy, poruszenia na takich poziomach, na których tamte początkowe nie stanowią już dużego problemu. Owszem, można je zmieniać, ale nie jest to już nóż na gardle, jak niegdyś.

Adept wtedy zaczyna obserwować swój świat jako pewną grę, zabawę [sanskr. lila – boska zabawa]. To już wstęp do szerszej świadomości, pozajednostkowej.

Do tego jednak, aby przejść w ten stan potrzeba się sporo natrudzić nad własną Duszą. W Duszy są także pragnienia, aby Świadome Ja trudziło się nad jej zmianą. I Dusza sama wywiera presję na nas [na Świadome Ja], abyśmy się skupiali na niej i na jej „wychowaniu”. Jest to wartościowy proces, wartościowy czas. Natomiast – paradoksalnie, na ile skupiamy się na wychowaniu Duszy [LŻ mówi o wychowaniu podświadomości], na tyle także skupiamy się na wzrastaniu własnej świadomości, na tyle przekształcamy postawy Świadomego Ja. Może tego nie dostrzegamy, ale kolejne „problemy” i mocowanie się z nimi, zainteresowanie nimi, fiksacja na nich, przerabianie i uwalnianie się od nich rozwija .. tego, kto jest tego świadomy. Dlatego Dusza jest wartościowa. Nie dla tego, że jest sama rozwijana. Dlatego, że rozwija się świadomość tego, kto się nią zajmuje.

Tak więc Dusza męczy cię dla ciebie samego, dla rozwoju twojej własnej świadomości [tzw. „męczydusza” 🙂 ]

Osobowość może się oczywiście niecierpliwić, zżymać, frustrować, wściekać. Jako część Duszy ma to samo zadanie z Boskiego Planu: ma tak ci „umilić” życie, abyś się wzniósł ponad to, abyś pokonał błoto i wykroty ziemskiej drogi nie kładąc na nią asfalt, ale rozwijając skrzydła. Na ile i na ile szybko zauważysz je, odkryjesz je i wzniesiesz się na nich [transcendujesz] ponad te uciążliwości, jest to kwestia twojego rozwoju duchowego.

Osoby rozwinięte duchowo mają tą cechę, że „ich już nie boli”. Może jeszcze mają kawałek ciała bolesnego, ale już nie jest ono włączone. Z pewnością mieli długi czas bolesności, długi czas utożsamienia z własnym bólem, z cierpieniem, ze swoimi cząstkami, które doznają owego bólu, które przechowują bolesną pamięć. Niemniej pracowali nad tym, i obecnie nie mają już tego kłopotu.

Już ich nie boli. Dekoracje ich życia zmieniły się  niekoniecznie może się jakoś mocno, albo na drastycznie pozytywne.

Ale ludzie ci już nie potykają się o sznury bezładnie leżące na scenie, nie zaczepiają o poły własnego płaszcza, nie utykają w zwojach tkanin leżących na scenie. Nie mają już wzroku tępo utkwionego w jeden punkt na ścianie.

Ich świadomość nie jest już uwięziona w przeszkadzających dekoracjach. Są o wiele bardziej przytomni, wiedzą co się dzieje tu i teraz, są świadomi praktycznych, konkretnych potrzeb na chwilę bieżącą.
Na tyle zmienili je i na tyle rozwinęli świadomość, na tyle przesunęli swoje cele, że już ich stare boleści nie uwierają. Nawet jeśli były one spore.

Pooglądali swoje nogi, rozwiązali sznury, przeszkadzające płaszcze zdjęli, tkaniny rozsunęli, włączyli światło oświetlające scenę. Jest inaczej.

Reklamy

56 komentarzy (+add yours?)

  1. Sabina
    Lip 29, 2013 @ 19:25:37

    dziękuję za ten artykuł z całego serca! pozdrawiam serdecznie, Sabina

  2. kropelka
    Lip 29, 2013 @ 23:10:57

    Andrzeju, artykuł jest odpowiedzią na moje kolejne pytania.Zawiera tak wiele wartościowych spostrzeżeń i tez, ze nie wiem czy po pierwszym czytaniu wychwyciłam i zapamiętałam wszystkie.Będę musiała przeczytać tekst jeszcze kilka razy, by mieć pewność, że go właściwie odebrałam.

    A teraz tak na gorąco…
    Piszesz, że W.J. opiekują się inkarnacjami wg planu.Myślę, iż jest to plan Boży.
    Dalej twierdzisz, że schemat wcielenia jest bezwzględny.I to przepełnia mnie pesymizmem .Jeśli dobrze zrozumiałam np. aborcja dokonana przez kobietę, której skutkiem jest traumatyczne wcielenie dziecka nienarodzonego, była jakby wpisana w jej inkarnację.” Inaczej się nie da, nie jest to skutkiem czyjegoś wyboru ” . ” Aborcja jest sposobem dla Duszy, aby zrobić sobie kolejną krzywdę „.

    W aborcję uwikłane są dwie Dusze – matki i dziecka.Interesuje mnie los Duszy matki.
    Czy w świetle tego co piszesz, możliwe jest , aby matka ” w sposób twórczy ” coś zmieniła w swojej Duszy, by w kolejnej inkarnacji jej Dusza nie musiała ponosić konsekwencji czynu ? Inaczej, czy matka uzyskawszy świadomość zła, ma szansę oczyścić się na Ziemi tak, by nie płacić w następnym wcieleniu za aborcję ?

    No, bo jesli nie ma takiej możliwości, jeśli podlega swoistemu fatum
    czy jej praca z Duszą nie jest syzyfowa, daremna ? Na czym polega sens pracy z Duszą ? Czy chodzi wyłącznie o to, by uzyskać świadomość i poprawić komfort swojego życia, czy też o zmianę naszego funkcjonowania w wieczności i zbliżaniu się do Boga ?

  3. kropelka
    Lip 30, 2013 @ 13:32:37

    To znowu ja:) .
    Muszę Cię trochę pomęczyć,Andrzeju, swoimi pytaniami, bo pojawiło się ich mnóstwo.Wiem, ze nie jesteś prawym ramieniem Wikipedii 🙂 , ale to Twój tekst i Twoje przemyślenia, więc kto jak nie Ty możesz mi na nie odpowiedzieć ?:)

    Twoja duchowa praca jest bardzo indywidualna, osobista.Doswiadczenia i przemyślenia jakby podobne do innych autorów, zajmujących się duchowością, ale jednak w niektórych obszarach inne.Myślę tu np. o Łazariewie, Hellingerze czy Leszku Żądło ( on mówi chyba o podswiadomości tylko, a Ty o Duszy).

    Napisałeś : ” Ego jest na poły cząstką osobowości, a na poły cząstką samej Duszy.” ” Wyższa część ego rezyduje w Duszy i przechodzi do następnej inkarnacji.”
    Czy mógłbyś scharakteryzować tę część ego, by można było ją łatwiej rozpoznać ?

    ” Kiedy ŚJ pojawia się, wtedy ego powoli odchodzi.” ” Zainteresowanie przechodzi na budowanie świadomości .” A więc jest to chyba konieczny proces w duchowości.Najpierw zainteresowanie, potem świadomość.
    Czy mozna urodzić się bez ego ? Czy też odejscie ego z naszego życia, to po prostu nasza ciężka duchowa praca ?

    ” Jest sporo Dusz, które utykają w drodze powrotnej.”… postawy żyjących mogą powodować, iż te osoby mogą odejść calkowicie .”
    O jakie postawy chodzi , Andrzeju. Czy mógłbyś coś napisać na ten temat ?

    Czy spotkałeś się w swojej praktyce badania inkarnowanych Dusz z zablokowaniem ” prawa karmy ” na skutek ” twórczych działań Duszy ” ?
    Napisałeś , bowiem, : “… oczywiście schemat wcielenia(…) moze byc zmieniony w sposób twórczy. ”

    Z drugiej strony napisałeś : ” Nie oznacza to, że można zmienić Duszę.”
    Jak to rozumieć w takim razie ?

    Zadaję te wszystkie pytania, bo nie tylko nie chcę ” potykać się o
    sznury, zaczepiać o poły wlasnego płaszcza, utykać na zwojach tkanin”, na scenie życia, tu na Ziemi, ale również po swojej śmierci, tam… w wieczności, w niewidzialnym świecie Ducha.Dlatego też wcześniej pytałam Cię o tę kobietę, ktora dokonała aborcji i nie może sobie samej wybaczyć, bo nie jest w stanie dokonać w swojej inkarnacji zadośćuczynienia za swój czyn. Czy praca nad sobą ma polegać tylko na uzyskaniu świadomości ? Czy nie jesteśmy w stanie tą pracą i wybaczeniem sobie oraz swoim “oprawcom ” zmienić swojej karmy ?

    No, bo chyba nie będziemy inkarnować się w nieskończoność ? Chyba ,że nie mam własciwej wiedzy na ten temat. Co dzieje się po smierci z ludźmi, którzy posiadali doskonałą Duszę ?

    Pozdrawiam 🙂 Kropelka

  4. kropelka
    Lip 30, 2013 @ 18:00:53

    Kseniu, znam koncepcję Hellingera.
    Chodzi mi o nieco inną kwestię. Zastanawiam się czy mozemy zmienić schemat wcielenia przez ‚” twórcze działanie Duszy .”‚Pochyliłam się nad aborcją jako jednym z przykładów ” bezwzględnego schematu wcielenia „. Chodzi mi o to czy jesli człowiek uswiadomi sobie zły czyn, swoja odpowiedzialność za niego, wzbudzi w sobie żal i diametralnie zmienia swoje życie, w następnym wcieleniu karma zostaje zablokowana czy też dalej się realizuje. I np. taka kobieta w następnej inkarnacji rodzi dziecko, które jej umiera albo jeszcze w tym samym życiu traci dzieco juz niezależnie od swojej decyzji .

    Po prostu Wszechświat w taki sposob wypłaca jej za ten czyn niezaleznie od tego jak za niego odpokutowała czy też zadośćuczyniła.Czy to się wlasnie tak bezwzględnie realizuje ?

  5. SwiatDucha
    Lip 30, 2013 @ 21:59:15

    kropelka:
    „W aborcję uwikłane są dwie Dusze – matki i dziecka.Interesuje mnie los Duszy matki.
    Czy w świetle tego co piszesz, możliwe jest , aby matka ” w sposób twórczy ” coś zmieniła w swojej Duszy, by w kolejnej inkarnacji jej Dusza nie musiała ponosić konsekwencji czynu?”

    Jeśli sami wybierzemy przejście przez „konsekwencje” czynu [np. w terapii], jeśli weźmiemy uczuciową odpowiedzialność za czyn, to zdarzenie się dopełni i karma zniknie.

    Ksenia pisze:
    „One chciały żebym poczuła ból psychiczny, którego one doznały.
    Oczywiście zezwoliłam na to… Zalewałam się łzami przez kilka godzin. ”
    Oto, Kropelko jest prawdziwa praca z uczuciami, branie ucuciowej odpowiedzialności za własne [tu dawne] czyny.

    Napisałem, że los [karma] jest bezwzględna O ILE człowiek nie zajmuje się oczyszczaniem siebie, pracą nad sobą. O bezwzględności przeczytałaś, a o tym „o ile” też przeczytałaś?
    Nie wiem skąd ci przyszło, że podlegamy fatum?, że praca jest daremna? Proszę odpowiedz, bo pewnie tu coś siedzi.

    Pięknym przykładem tego, że jeszcze nawet w ostatniej chwili daje się sporo zmienić jest żal za grzechy łotra na krzyżu.

    Podlegamy losowi, karmie. Dla wielu istotnie jest to bezwzględne, natomiast są to ci, którzy nie dokonują poruszeń duchowych w pracy nad sobą. Jeśli się głęboko człowiek nie zaduma nad swoimi błędami – Wszechświat traktuje go bardzo bezwzględnie. A to nie z powodu braku humanitarności, ale z powodu współczucia z ofiarami tego człowieka. Wszechświat też jest ogromną Duszą, a Dusze współczują.

  6. SwiatDucha
    Lip 30, 2013 @ 22:00:16

    Sabina, przyjemnie mi czytać podziękowania.

  7. SwiatDucha
    Lip 30, 2013 @ 22:08:58

    Tristen: jeśli nie reaguje? Medytuj, módl się o sposób dla siebie, proś Wyższe Jaźnie o opiekę i prowadzenie.

    Szukaj na drodze uczuć. Nie szukaj procedur, zwłaszcza nie dowierzaj sztywnym metodom, szukaj uczucia. Uczucie jest życiem, przejawiającym się w odpowiedzi na relacje, na sytuację. Jeśli odgrzebiesz to uczucie, które gdzieś się zapodziało, zostało zagrzebane, to odgrzebiesz cząstkę życia, której poszukujesz.

  8. kropelka
    Lip 31, 2013 @ 11:20:12

    Bardzo bałam się dziś otworzyć stronę Świata Ducha.Bałam się, że ktoś na mnie nakrzyczy za moje pytania.Odezwały się we mnie chyba jakieś obciążenia, z którymi się zmagam i nie mogę sobie poradzić.
    Napiszę tylko tyle – czytałam Wasze odpowiedzi Kseniu i Andrzeju, i płakałam.

    Dziękuję

  9. Darek
    Sier 01, 2013 @ 19:21:48

    Bóg żeby dać nam w pełnym tego słowa znaczenia „WOLNOŚĆ WYBORU”[Wolną Wolę] – musiałby się Samemu zrzec „wiedzenia”, „widzenia”, co czyni każda jednostka ludzka ze swoim życiem tu na Ziemi – czy ona w swojej inkarnacji będzie chciała się z karmy oczyszczać, czy będzie miała to głęboko gdzieś. — Gdyby „wysokowibracyjny Anioł” zapytał Boga – jak się w drobnych szczegółach potoczą losy życia, np.kropelki i Darka w tej inkarnacji? Odpowiedź Boga musiałaby brzmieć coś w tym stylu – nie wiem mój Aniele? Przecież dałem im Wolną Wolę! A jak ją wykorzystają, to już jest ich sprawa! Nie mogę przecież wiedzieć jaką drogę wybiorą wolne istoty? Będę dopiero wiedział, jak zakończą swój Ziemski żywot. Wtedy ich uczynki i wolne wybory, będą dla mnie jasne! —- Nim Andrzej jeszcze się nie narodził w tym wcieleniu – Bóg już znał w detalach wszystkie poczynania Andrzeja w tej inkarnacji. Witryna Andrzeja musiała powstać, aby sam Andrzej mógł siebie doświadczać, i w swojej przyswojonej wiedzy, wraz z własnymi przemyśleniami i wnioskami mógł doświadczać z kolei Nas wszystkich na tej witrynie. A my z kolei swoimi własnymi przemyśleniami doświadczamy Andrzeja, i wszystkich siebie wzajemnie. Bóg wymyślił i puścił czas, aby to wszystko mogło się wydarzyć[zaistnieć]. Aby każda dusza w swoim teraźniejszym wcieleniu mogła dostać określoną przez Boga pulę takich a nie innych doświadczeń, określonych na to wcielenie, której wyznacznikiem jest karma. A skąd u młodej duszy pierwsza karma? Zapewne twórcą jej był sam Bóg, i wysłał ją w Ziemską, czy nieziemską sferę, aby w tej a nie innej rodzinie rozpoczęła zbieranie pierwszych doświadczeń[wzrastania], według ustalonej przez Niego karmy. Moim zdaniem pule doświadczeń, jaką muszą zebrać ludzkie dusze, i te z poza lini ewolucyjnej, z innych planet, [wymiarów], powinny mieć „skończony wymiar doświadczeń”. Dopiero po zebraniu tej właściwej puli doświadczeń – będziemy mogli połączyć się ze „źródłem”, Bogiem! Dopiero tam mając „niepełną Boską świadomość”[Bo takiej nie mają najwyżsi oświeceni, np.Chrystus, Budda, itd.- Są co prawda na Boskim poziomie – ale sekretów Boga najwyższego nie mogą poznać, chociażby dla zasady – nie dla zagrożenia! To Bóg dysponuje największą MOCĄ[ENERGIĄ] — ciąg dalszy zaczętego powyżej zdania – Będziemy mogli w pełnej DOJRZAŁEJ WOLNOŚCI – pracować dla Boga. Sorry Andrzej, że wziołem Cię na „język”. Nic złego przecież nie napisałem! Każdy człowiek od początków stworzenia marzył o wolności – a w moim odczuciu to tylko nam się wydaje, że jesteśmy WOLNI. A tak na prawdę idziemy drogą PRZEZNACZENIA, jakie określa KARMA! [D]

  10. kropelka
    Sier 01, 2013 @ 22:54:29

    Darku, mną też targają podobne pytania i wątpliwości.Piszesz o młodej Duszy i jej pierwszej karmie. Nie zastanawiałam się nad tym wczesniej, ale wzbudziłeś we mnie ciekawość w tym obszarze swoimi rozważaniami.

    Druga sprawa to – co stanowi granicę dla reinkarnacji, kiedy następuje finisz. I co potem.Czy ktoś mial jakies doświadczenia z duszami, które zakonczyły definitywnie swoje doswiadczanie ?Czy one stają się prawą ręką Boga ?Czy widzą Go twarzą w twarz ?

    Piszesz też o wolnej woli człowieka w perspektywie wiedzy Boga. Uff… to są bardzo trudne sprawy.

  11. SwiatDucha
    Sier 02, 2013 @ 00:50:10

    > Andrzej, jak odróżnić ten stan uwolnienia siebie z tych sznurów od stanu trwania w takiej iluzji uwolnienia?

    Ktoś ładnie powiedział – póki masz wątpliwości i od czasu do czasu nachodzą pytania, to oznacza, iż całkowite uwolnienie nie nastąpiło.
    Wydaje się, że samo uwolnienie od sznurów to mało.
    Oprócz nich są intencje gdzieś w człeku głęboko.
    Poza tym jeszcze warto pamiętać o wzorcach osobowości [czyli przystosowaniach do życia], których zmiana zajmuje zwykle miesiące [nawet do kilku lat]

    Chciałbym powiedzieć, że widzę i czytam [w większości] co piszecie w komentarzach. Atmosfera jest gorąca za oknem a i w komentarzach też to odczuwam.

    >Witryna Andrzeja musiała powstać, aby ..

    Darku, w poście 01.08.2013 o 19:21 nie pouczasz i nie robisz misjonarstwa, natomiast opisujesz swoje myśli na taki temat, swoje przekonania.. Używasz pięknego wyrazu: „Moim zdaniem” co pokazuje iż dzielisz się z nami swoimi przemyśleniami. A że akurat to moich działań dotyczy.. przecież to jest też częścią przeżyć innych ludzi. Nie czuję tu energii ataku, tylko rozmyślania.

    Może tylko bym proponował to dać w dziale „Rozmowy na różne tematy”, ponieważ nie sądzę, że bezpośrednio komentujesz tekst o komplikacji Duszy.

    ale już post Wysłany 01.08.2013 o 22:41 skasowałem.
    odczułem, że kogoś poniżasz [czytaj atakujesz]

    hahahel
    >Ale żeby nie pisać w tonie oskarżającym, każdy gdzieś tam w swoich tekstach ma coś, czego może inna osoba nie lubić

    to na pewno.
    istotne, wg. mnie, aby „nie dawać miejsca diabłu”, jak to w Piśmie powiedziane, czyli nie dawać się realizować siłom ciemności poprzez ataki kr. Taka jest moja strategia na witrynie, tak ustawiłem zasady komentowania. Lubienie bądź nie nie krzywdzi, bo można w miarę łatwo obejść wypowiedź, jeśli nie zawiera „ataku klonów” 🙂

    >Co do dyskusji
    Co do dyskusji, to nazwa ta sama w sobie zawiera sporą możliwość występowania mniej czy bardziej ukrytych ataków na drugiego kogoś. Internet jest tu O WIELE łatwiejszym medium ataku [kr zacierają łapy!], bo druga osoba nie jest widoczna, a jest podlinkowana. A więc niemal darmowy posiłek!
    Tak więc osobiście unikam jak mogę dyskusji, „wymiany poglądów” i innych pięknie brzmiących forów na których tylko latają ochłapy aury rozrywane podczas ataku. Bo ja mógłbym być następną ofiarą.

    Ileś razy już byłem oskarżany przez głodne symbionty, że się wysuwam rakiem, że opuszczam, że dystansuję się, że porzucam dyskusję. No oczywiście, jak mnie nadgryzły, to już dalej chciały iść z zębami, bo się smacznie zaczęło robić. A tu ofiara ucieka – jak nie być wkurzonym!
    Na szczęście z czasem coraz bardziej nauczyłem się chronić siebie i wychodzić z „ich świata” na rzecz mojego świata, zdecydowanie bardziej bezpiecznego i przyjaznego.

    [btw klon to piękne drzewo]

    Lubienie bądź nie nie krzywdzi, bo można w miarę łatwo obejść wypowiedź..
    NO CHYBA że ktoś ma taki zapał i białe wzorce jak ja miałem pisząc przez kilka lat na portalu CUD. Wtedy dałem [zwłaszcza sobie i swojej Duszy] do wiwatu. Bywałem nakręcony, jak radziecki zegarek! Teraz już trochę odpuściłem, wtedy uważałem, że muszę, wręcz MUSZĘ wyrazić swoje zdanie, ba, że tamten ktoś jest zobligowany do ustosunkowania się do mojej wypowiedzi… To białe wzorce, „ulepszanie świata”, czyli brak mi było akceptacji. A jakie podniecenie czułem, Dusza cała szczęśliwa, bo „coś się wreszcie dzieje”. A ja – no niestety dosyć często pokiereszowany po „wymianie myśli” [bo to oczywiście dość często były ataki kr na mnie. No ale ja taki chojrak, więc zbierałem na klatę.

    Na dzisiaj wiem, że nie muszę w każdym temacie i za każdym razem „coś powiedzieć”. Ten brak odpowiedzi jest wręcz zdrowy, chociaż nadal mam swobodę aby odpowiadać, mam powoli coraz większą swobodę, aby właśnie NIE odpowiadać. Myślę, że tu tkwi dosyć spory kawałek nadziewania się na ataki [różne] – Dusza tak przekonana, że MUSI odpowiadać, odpowiada na prowokacje, ataki i… grzęźnie w relacjach opresyjnych, wikła się jako ofiara. Moja tak miała oczywiście.

    Czy ktoś mial jakies doświadczenia z duszami, które zakonczyły definitywnie swoje doswiadczanie ?

    Huna opowiada, że taki ktoś [a konkretnie średnie Ja] wchodzi na pozycję Wyższego Ja i staje się opiekunem duchowym dla innych istot.

  12. kropelka
    Sier 04, 2013 @ 16:48:16

    Tak Tristen. Ja próbwałam ” takiego zabiegu ” i pisałam nawet chyba o tym na witrynie. Długo nie wiedziałam, dlaczego jest we mnie taka duchowa dezintegracja, bo nie miałam pojęcia, że poszczególne cząstki duchowe ” ciągną – każda w inną stronę ”

    Teraz w miarę to kontroluję, ale nie do końca.Tak mi się wydaje, że w trudnych sytuacjach po prostu zwracam się ku Świadomemu Ja, które zaczyna obserwować potrzeby Duszy i osobowości, dokonując ostatecznego wyboru.
    Są jednak we mnie takie jakby uzależnienia, że nawet ŚJ nie pomoże.

    Wiesz, np. uwielbiam buty.Określony fason i kolor butów, a także specyficzny i fajnie stukający po chodniku obcas daje mi poczucie pewności i zadowolenia.
    Mam sporo butow w różnych kolorach, ale i ciągle chęć na kupowanie nowych.

    I chociaż ŚJ dobrze rozeznaje sytuację i daje sugestię, że naprawdę kupowanie kolejnej pary to brak rozsądku i jakieś totalne szaleństwo, chyba … moja Dusza nie jest w stanie tego zaakceptować. W momencie, gdy widzę w sklepie jakieś fajne baleriny, szpilki czy czółenka, czuję z jednej strony pragnienie posiadania ich, zaś z drugiej poczucie winy z powodu tego pragnienia. I niestety często nie liczę się w takiej sytuacji ze ŚJ, a potem ponoszę konsekwencje.

    To taki dość banalny przykład, ale u mnie tak to działa.

    m

  13. Conchita
    Sier 04, 2013 @ 19:05:52

    Moja Dusza to w ogóle jest trudny kawałek chleba, ciężko z nią żyć w świecie zorientowanym na realizację materialnych celów. Ale jednocześnie dostarcza mi dużo szczęścia sama z siebie, bo się w dużej części otworzyła na ducha. Osobowość najbardziej dostaje w palnik, a to przecież osobowość musi sobie radzić z tymi wszystkimi problemami i wyzwaniami życia coidziennego… :). Więc dusza z duchem sobie ciągną raczej zgodnie w jedną stronę a osobowość musi pracować i nadrabiać za całe to towarzystwo :). A ma dość nieraz…

    Za to coś jeszcze mi się uruchamia, zgubiłam się już jaka to część, czy Świadome Ja czy może WJ? Robi się takie wzmocnienie świadomości i moja aktualna perspektywa staje się jedną z wielu, emocje są jednymi z wielu dostępnych, pojawia się taki dystans i odczucie mądrości. Patrzę na swoje aktualne doświadczenie, porywy czy pragnienia z punktu widzenia rodzica :), bez negacji ale za to z pozycji większej, głębszej: mam wybór czy chcę podążać za jakimś pragnieniem czy energią czy nie, bo cały wewnętrzny inwentarz na to patrzy gotowy zmienić biegi energii gdy tylko na niższym poziomie „indywidualnym” będzie puszczenie tego podążania za czymś. Właśnie na mnie zeszło, więc mogę spokojnie o tym pisać bez przekłamań. Skąd bierze się ta szersza perspektywa? Do niczego mnie to nie pcha, jest to jakoś ponadpersonalne, czy to WJ?
    Jak odczuwacie WJ?

  14. Conchita
    Sier 04, 2013 @ 21:51:08

    Wow!! Fantastyczne doświadczenie! A mogę podpytać, co to był za proces uzdrawiania? Uzdrawianie duchowe pewnie…
    Też ciekawy proces – jak to się robi, że Dusza zaczyna kierować się w stronę WJ, zaczyna je postrzegać i integruje się z nim. Powiem szczerze, że moja Dusza uwielbia takie pytania…
    Wydaje mi się, że ta forma: element Twoich oczu czy uśmiechu były po to, żebyś nie miała wątpliwości, że to naprawdę Ty :). Inaczej mogłabyś sobie dorobić historię, że to Jezus, anioł czy ktokolwiek :).

    Kiedyś też miałam takie jasnosłyszenie, bardzo mądre rzeczy przychodziły, porady duchowe itp. – bardzo bezpośrednie i na temat. Teraz już tak nie mam. Ale za to mam te poszerzenia świadomości, co w sumie chyba na jedno wychodzi.

  15. Conchita
    Sier 04, 2013 @ 22:08:22

    No genialne: rozluźnienie ciała (masaż), energia (bioterapia) i modlitwy (poziom duchowy) i recepta na idealną medytację :).

  16. kropelka
    Sier 05, 2013 @ 13:42:04

    A ja chcę jeszcze dopytać Andrzeja o coś, co bardzo mnie interesuje.

    Otóż, napisałeś gdzieś, że niektóre Dusze mają problemy z odejściem do niewidzialnego świata Ducha i tylko pewne postawy ludzi żyjących mogą im w tym pomóc. O jakie postawy chodzi ? Czy masz na myśli egzorcyzmy tylko ?

    W ogóle interesuje mnie zagadnienie zachowania się przy człowieku, który umiera.Jak można mu pomóc duchowo w tym odchodzeniu ? Jak zachowywać się do momentu pogrzebu , w czasie pogrzebu i po nim wobec Duszy, która odeszła ?
    Jeśli ktoś ma jakąś wiedzę na ten temat, proszę się nią też podzielić.

    I druga sprawa.Doczytałam się u Hellingera , że aby przerwać proces wzajemnego krzywdzenia się, w odpowiedzi na krzywdę ze strony określonego człowieka, należy też posłużyć się krzywdą, ale ” mniejszą „. Wówczas proces krzywdzenia ustaje. Wynika to jakby z przekonania, że człowiek , który krzywdzi i ciągle doświadcza wybaczenia ze strony ofiary, deprawuje się.

    Bardzo interesuje mnie , jak Ty, Andrzeju, podchodzisz do tych zagadnień, które poruszyłam. Zachęcam też zainteresowanych tematami do dyskusji.

  17. SwiatDucha
    Sier 05, 2013 @ 21:15:20

    kropelka:

    >niektóre Dusze mają problemy z odejściem do niewidzialnego świata Ducha i tylko pewne postawy ludzi żyjących mogą im w tym pomóc. O jakie postawy chodzi ?

    u pewnego plemienia Indian było tych postaw zadziwiająco wiele. Niestety, nie były to rozumne postawy rozumem

    Duszy i jej wielowcieleniowego doświadczenia, a rozumem prostego „chłopa” Indianina. Robili co umieli, np. zasznurowywali wejście do tipi a wchodzili od tyłu, aby Dusza nie znajdowała swojego zwykłego wejścia i [zniechęcona] odchodziła. Albo zmieniali na jakiś czas wszyscy imiona, aby ich Dusza nie mogła po imionach rozpoznać i aby [zniechęcona i sfrustrowana, może czując się odrzucona], odchodziła. Albo ktoś niszczył, spalał wszystkie przedmioty, które należały do zmarłego, przez co Dusza [zdezorientowana, wkurzona] nie umiała ich odnaleźć i odchodziła. Były także i inne sposoby.
    Najpewniej w swojej prostocie nie planowali tych odczuć Duszy, które napisałem w nawiasach. Natomiast Dusza to odczuwała i dodawała do zbioru swoich niedokończonych przeżyć z tymi ludźmi, przez co sobie najpewniej nieświadomie wiązali z nią kolejną karmę. Na bieżąco sposoby działały, Dusze odchodziły, nie zostawały. Uznawali więc te sposoby za korzystne.

    Na szczęście w cywilizacji zachodniej mamy analityków postępowania ludzi i Dusz [choćby wymienić Freuda i Hellingera] i przez to możemy bardziej inteligentnie podejść do sprawy relacji z Duszami.
    W ustawieniach Hellingerowskich mamy duży dział pomocy Duszom w odejściu. Jest to wiedza i praktyka zorientowana na istoty, których nie widać, ale można z nimi się w specyficzny sposób komunikować. Dzięki takim zupełnie konkretnym działaniom Dusze mogą zmieniać decyzje o pozostaniu na Ziemi, ponieważ w ustawieniu rozpuszczają się przyczyny ich pozostania.
    Można także powołać tu moje rytuały pracy z Duszami, gdzie wyrównujemy niechęci Dusz wobec nas samych i często przez to dajemy im odejść [więcej].

    Egzorcyzmy zaś tutaj są metodą już archaiczną. Oczywiście niekiedy „nie ma innego wyjścia”, natomiast jest wiele przypadków, kiedy są nadużywane i powodują, jak w przypadku Indian, zawiązanie dalszej karmy.

    >Doczytałam się u Hellingera , że aby przerwać proces wzajemnego krzywdzenia się, w odpowiedzi na krzywdę ze strony określonego człowieka, należy też posłużyć się krzywdą, ale ” mniejszą “.

    Moja Dusza często jeszcze oburza się i chciałaby wymierzyć „sprawiedliwość” [Dusze do przesady wierzą w wyrównanie, ponieważ nie mają dojścia do poziomu, gdzie istnieje twórczość i kreacja [a przy kreacji można utworzyć wiele bez wysiłku i bez wyrównywania i bez używania zapasów]. Creatio ex nihilo dla Duszy jest stanowczo poza możliwościami – dlatego tak czepia się wyrównania.

    Od czasu do czasu daję Duszy trochę zrobić tego, co by chciała, bo jakbym nie robił tego, to by się zadusiła na zbyt krótkim łańcuchu. A więc moja Dusza urąga, wyklina tych, którzy jej przeszkadzają, itp. Trochę to może zaskakiwać, czy wręcz wywoływać „święte oburzenie”. Ale, jednym słowem, upuszcza pary spod pokrywki, aby nie było wybuchu.

    Jako Świadome Ja nie poprzestaję na tym. Staram się dociekać przyczyn, podstaw tych sytuacji, w których Dusza tak wyrzeka. I gdy znajduję, to drążę, kiedy, dlaczego, na jakich zasadach Dusza sama i ja [a także moje wcześniejsze osobowości] ułożyły tak sobie życie, że teraz Dusza aż tak się wścieka. [takie działanie jest obecne w terapiach, np. w regresingu]

    Gdy znajdę ten mechanizm, zaczynam przerabiać sprawę na poziomie idei, na poziomie przypisania znaczeń tak, aby zmienić całą sytuację pod względem znaczenia jakie ma dla Duszy. Tu wchodzi także proces wybaczania, mój rytuał proszenia Dusz o wybaczenie i inne.

    Gdy mi się udaje odnaleźć inną, pogodniejszą wersję świata, Dusza już zmienia „front”, zmienia postawę, dotychczasowe jej zachowania powoli odchodzą jako nieadekwatne do sytuacji. Jeśli odpowiednio dokładnie i prawdziwie opiszę sytuację Duszy [a nie kłamię i nie oszukuję, nie hipnotyzuję się sam, nie próbuję zasłonić czymś sprawy], jeśli potrafię zmienić „optykę”, tłumacząc na inny sposób, to Dusza już sama później sobie to tłumaczy według tego, jak jej podpowiedziałem.

    Z tym „kończeniem” procesu krzywdzenia byłbym trochę ostrożny. Owszem, sprawa przycicha, można ją otamować, Dusze dostają trochę tego, co chcą, ale nie do końca. W sytuacji, gdy uruchomi się mocno ciało bolesne Dusza potrafi sobie znaleźć inne Dusze z którymi będzie chciała znowu rozgrywać tą samą „sztukę” w starych dekoracjach i ze starymi tekstami [i tłumaczeniami]. To Freud nazywał „przymusem powtórzeń”.
    Tak więc zaleczyć chorobę daje się, natomiast do wyleczenia trzeba mądrzejszego lekarza.
    Co ciekawe, mimo, iż Hellinger posiadał na podorędziu metodę ustawień, która może [przynajmniej częściowo] sprawy rozwiązać do końca, to jednakże brakowało mu ezoterycznego zrozumienia spraw dziejących się między Duszami. I dlatego w niektórych sytuacjach podawał niekompletne rozwiązania, a w niektórych był tak tajemniczy. On wiele czuł, natomiast nie umiejąc zbyt dokładnie przekazać intuicyjnie poznanych zasad musiał być tajemniczy.
    Co jednakże w jakiś sposób dało mu sporą popularność u psychologów kształconych na uczelniach – nie mówiąc o ezoteryce nie spotykał się z oporem wynikającym z redukcjonistycznego podejścia psychologów.

    >No i te dziewice…

    o dziewicach akurat nie mam wspomnień.. widocznie smok to była ta forma dla Duszy, która ją mocniej interesowała. 😉
    Dzięki za pytania.

  18. kropelka
    Sier 05, 2013 @ 22:57:05

    A ja dziękuję za odpowiedzi.

  19. Conchita
    Sier 06, 2013 @ 21:57:58

    T: „tutaj dostrzegam pewna prawidlowosc, mianowicie, ze aby czuc sie docenionym, trzeba byc ,,kims””
    – ależ pięknie łyknąłeś ten system ziemskich wartości z wyścigu szczurów, oprogramowanie aż trzeszczy nie dając żyć. Możesz mieć coś tam podoczepiane na poziomie astralnym, ale i tak zawsze na początku jest myśl (negatywna, z negatywnego oprogramowania), którą akceptujesz jako Ciebie/ Twoją, następuje utożsamienie i która prowadzi do emocji – co jest związane z oddawaniem energii życiowej, więc dolny światek astralny zwykle nie pozostaje obojętny na takie zaproszenia.
    Nie wiem, czy masz wystarczająco dużo trzeźwości i świadomości, by zatrzymać to na poziomie myśli. Spojrzeć na myśl (nie identyfikować jej z Twoim ciałem bolesnym i Twoją historią itp. – powiedzmy sobie szczerze: „ciało bolesne” to metafora, nie istnieje samodzielnie jak ciało energetyczne czy duchowe, to tylko metaforyczny opis energii bólu, którą utrzymuje lgnąca świadomość przy sobie, widzący często postrzegają ją jako czarną substancję oblepiającą ciało energetyczne i potrafią ją zdjąć niemal w chwilę, cóż z tego, jak delikwent zaczyna pracować nad nią od nowa, bo to siedzi właśnie w programach, sposobie myślenia). Jest wiele rzeczy, które można zrobić po przejawieniu się takiej bolesnej myśli.
    Pierwsza najtrudniejsza: nic nie robić, nie włączać ciągu dalszego, nie odnieść jej do siebie, obserwować spokojnie następny moment, w którym myśli już nie będzie, jak dźwięk, co to wybrzmiewa i po nim jest cisza lub następny dźwięk – kontemplacja bez utożsamienia (jeśli tam siedzi byt z astrala to umrze z nudów 🙂 ).
    Druga łatwiejsza: ciężkiej myśli można przeciwstawić pozytywną myśl na zasadzie eksperymentu i obserwować skutki w ciałach, sprawdzać co się odzywa, jakie wzorce wywala (też kontemplacyjne). Można też: pomodlić się o wsparcie, siłę wewnętrzną, zapisać się na jakąś terapię.

    A spróbuj może na początek starej techniki wizualizacyjnej: zrelaksuj się i wyobraź sobie, że oczyszczasz swoje ciało energetyczne z tych wszystkich czarnych myśli i apatii, możesz wyobrazić sobie, że spływa ta energia i ciało zaczyna lśnić, albo że masz super odkurzacz, która ją wciąga całą z kolejnych części ciała i kanały energetyczne udrażniają się, zaczyna płynać nowa czysta energia. Nie musisz już mielić ciągle tą samej, stare myśli i ich skutki są wciągnięte w wielki odkurzacz. Możesz mieć świeże myśli, nową energię i tworzyć siebie na nowo, nadawać sobie nowy wyraz, przejawiać się na nowe sposoby. :). Miłej zabawy!

  20. SwiatDucha
    Sier 06, 2013 @ 23:37:32

    Tristen:
    ” boli mnie niedocenianie, niezauwaznie;”
    myślę, że to ważne, co napisałeś, ponieważ jest to głębokie. Może się to właśnie przyczyniać do urazy. To jakby krok na ścieżce, ponieważ opisywałeś swoje sytuacje zewnętrzne, a tu jest coś z ciebie z uczuć. Jak dla mnie – postęp.

    Natomiast nasuwa się pytanie – czy przychodzi ci do głowy o co chodzi w niedocenianiu? Jeśli jest poczucie bycia niedocenionym, to pewnie jest obszar, w którym chciałoby się być docenionym. Nie mówię, że to musi nastąpić – natomiast co [jakie zachowania ludzi, jakie wypowiedzi, jakie wydarzenia] by uruchomiły u ciebie poczucie docenienia?
    [proszę pamiętać, że poruszamy się po gruncie wyobrażeń, więc nie musi tu być pragmatyzmu w tłumaczeniach, realności, to obszar Duszy, a Dusza przędzie fantazje – i trzeba je zaakceptować, aby się móc posuwać z Duszą w jej świecie. wskazywanie, że „o, to przecież nierealne”, negatywna ocena nie da pozytywnego efektu. trzeba stać się równie fantazyjnym jak Dusza, aby z nią lecieć po jej świecie].

    > aby unaocznic jak daleko posunela sie moja apatia

    A mnie się ciągle wydaje, że jesteś mocno zatruty od wejścia. Pytanie, czyjego, czy nadal nie jesteś pod jego wpływem. Można też energie wejścia odesłać do gwiazdy sześcioramiennej rozłożonej w mieszkaniu [bok trójkąta 2,33m]. Ja to właśnie eksperymentuję, coś odchodzi, energie od białej strony odchodzą.

  21. Conchita
    Sier 07, 2013 @ 12:20:16

    Wiesz co Trist, ale Ty może zwyczajnie błędnie interpretowałeś swoje uczucia wewnętrzne? Jak zacząłeś wreszcie w tym kopać, to wychodzi coś innego, niż tu powtarzasz… Piszesz apatia, wkurzasz się na system i swoją w nim pozycję, ale to dlatego, że wciąż ukierunkowany jesteś na cele i wartości ziemskie, patrzysz przez te filtry oprogramowania. A w środku masz coś innego… 🙂

    Jakoś mi to bliskie, też przystosowanie się kosztem własnego zdrowia wewnętrznego w przeszłości, niekompatybilność celów i funkcjonowanie jakby obok tego wszystkiego, z próbą wejścia w interakcje, ale i tak inni wyczuwają coś nienaturalnego, zmniejszona emocjonalność, bo w sumie to wszystko jedno co i gdzie, brak celu. No właśnie – idziesz z prądem i niepotrzebnie powielasz wzorce. Spróbuj może pod wiatr? Nie masz celu to fajnie, ja też nia mam hahahaha :). Fantastycznie jest nie mieć celu :). Można na wszystko spojrzeć z różnych stron :). Nieokreśloność może być fajnym doświadczeniem… Naśladowanie innych i ich celów przynosi kolejne pomieszanie i zaburzenia i blokowanie energii… Znajdź w Duszy swoją właściwą dla Ciebie wibrację i wszystko się uprości. Co z tego, że cały świat będzie śpiewał w innym chórze, masz swoją melodię i ona też pasuje (o dziwo), ale trzeba być na swojej wibracji i porzucić naśladowanie, udawanie kogoś innego, bo to i tak nie działa :).

  22. kropelka
    Sier 07, 2013 @ 16:21:32

    Zastanawiałam się przez chwilę czy ja mam jakieś cele i okazało się, ze tak.

    Na pewno mam sporo takich bardzo codziennych i osiąganie ich sprawia mi przyjemność.Np. moim celem jest zrobienie w sierpniu i we wrześniu różnorodnych przetworów.Lubię eksperymentować trochę w kuchni , traktuję te z pozoru przyziemne zajęcia jako swego rodzaju twórczość. I tak w tym tygodniu stawiam sobie za cel zrobienie czegoś tam z bakłażana. I jeśli cel osiągnę, będę się cieszyć.

    I takich właśnie celów mogłabym wymienić więcej.

    Moim celem egzystencjalnym zaś, takim bardzo szeroko pojętym jest oczyszczanie swojej inkarnacji z karmy, na skutek której przyszłoby mi się po raz kolejny wcielać i
    przeżywać na nowo identyczne problemy jak obecnie.
    Dla mnie życie bez celu jest jakieś takie bezsensowne. Żyję według określonego planu, ale też nie przywiązuję się do niego tak bezwzględnie. Jeśli nie zrealizuję jakiegoś celu, nie rozpaczam. Ponawiam próbę albo rezygnuję i wytyczam sobie inny cel.

    Są jednak sprawy, które nie bardzo można podporządkować celom. Myślę o relacjach międzyludzkich. Choć i tu stawiam sobie niekiedy cele – np. pielegnować rozmaite przyjażnie.Mały Książę powiedział, ze każdy jest odpowiedzialny za istoty, które oswoił.Ja akurat zgadzam się z tym i staram się świadomie dbać o relacje z tymi istotami. 🙂

    Cele rozmywają się w moim zyciu wówczas, gdy dopadają mnie depresyjne dolegliwości.Na szczęście te epizody mam już za sobą.

  23. hahahel
    Sier 07, 2013 @ 18:55:32

    Tristen

    W procesie akceptacji chodzi o energię, im mniej jej mamy tym czujemy się gorzej, a wiadomo, że nikt nie lubi czuć się źle. Anthony de mello w filmiku „O potrzebie akceptacji fajnie wyjaśnia kwestie uzależnienia się od akceptacji, która dosięgła nas wszystkich. Tutaj link do tego filmiku – http://www.youtube.com/watch?v=L0pbhHDajlA.

    James Redfield stworzył ciekawy system zwany „wtajemniczeniami”, opisał go w książce „Niebiańska przepowiednia”, jest nawet film oparty o tę książkę. Niedawno przeczytałem książkę, jest tam między innymi mowa o dochodzeniu do swojej roli w życiu, sposobach uzyskiwania energii, którą niestety często pobieramy na zasadzie chęci uzyskania władzy nad kimś innym. Alternatywnym sposobem uzyskiwania energii jest otwieranie się na piękno świata i łączenie z energią wszechświata. Jest też tam też o relacjach międzyludzkich, jej warstwa energetyczna, co się dzieje z naszą energią w różnych sytuacjach, gry kontrolne w które wchodzimy ukrywając naszą prawdziwą naturę i wiele innych.Wszystkie „wtajemniczenia” są pokazane w ciekawy sposób i spójne, więc polecam.

  24. kropelka
    Sier 07, 2013 @ 22:41:35

    Kseniu, kiedyś nie zauważałam tej przyziemności, ale z niej odruchowo korzystałam.
    Wiele lat temu wydawało mi się ,niestety, że jestem stworzona do wyższych celów niż sprzątanie, gotowanie, plewienie w ogródku. Ktoś to wszystko jednak robił,a ja pławiłam się w intelektualnych i duchowych doznaniach.

    Dopiero w momencie, gdy w moim życiu zabrakło tych osób, które utrzymywały w domu ład i porządek oraz sprawiały, ze czułam się w nim dobrze i bezpiecznie ,doceniłam te ” przyziemne ” czynności. Zaczęłam je wykonywać sama, by tym , co pozostali ze mną, było tak dobrze, jak mnie kiedyś.

    Wiesz, tak jak wszyscy, miałam różne trudne życiowe sytuacje.I właśnie wówczas zauważyłam , jak ważna jest dla mnie ta prostota, z której płynie jakaś taka przytulność
    i zapach ciepłego ciasta z wiśniami… Otworzyłam się też na świat szczerych , prostych ludzi, bo okazało się, że wszyscy z tzw. wyższej pólki zawiedli…

    Pamiętam, wiele lat temu jechałam na wycieczkę za granicę z grupą naukowców.
    Ponieważ do pelnego stanu autobusu zabrakło kilku osób, zabrano takich przypadkowych ludzi spoza grupy. Do mnie przysiadła się góralka w prawie regionalnym stroju – starsza, prosta kobieta. W pierwszej chwili spanikowałam. No bo o czym miałabym z nią rozmawiać ? – pomyślałam.Tymczasem,
    wyobraź sobie, że utrzymuję z nią kontakt do dziś i z przyjemnością odwiedzam ją w górach.Z prawdziwą prostotą wiąże się też jakaś duchowa, wewnętrzna głębia, którą ja bardzo sobie cenię.

    I właśnie, gdy wykonuję te przyziemne, proste czynności , o których teraz
    rozmawiamy, też w jakiś sposób spełniam się duchowo. Oczywiście nie przesadzam, nie zapracowuję się ” na śmierć ” i nie poswięcam. Po prostu, gdy robię także cos takiego zwykłego, czerpię z tej czynnosci zadowolenie i spokój.

  25. Conchita
    Sier 07, 2013 @ 23:12:24

    Rzeczywiście fajny ten Mooji:

  26. SwiatDucha
    Sier 08, 2013 @ 00:16:04

    Ula:
    za pomocą taśmy klejącej chyba też można, chociaż te brązowe mocno się sczepiają z podłożem, kiedyś przykleiłem taką taśmą przewody tel. no po dwóch latach musiałem się głowić, co zrobić. Może zrobić z papieru, kartonu i nakleić taśmą bezbarwną [która się nie sczepia z podłożem].

    Gwiazdę zrobiłem z cienkiej folii plexi [czyli jak na folię to gruba, ok 0,5 mm] i pomalowałem sprayem na żółto, niezbyt dokładnie. Dodatkowo ramiona są z dwóch pasków każde, co daje możliwości zmiany długości ramienia trójkąta i mogę eksperymentować. Nie robię dużej gwiazdy, ponieważ jakieś białe energie wchodzą mi do pomieszczenia, a to nie jest moim celem.

    Umieszczam tam, gdzie mam miejsce, niekoniecznie na środku. Oś pomiędzy wierzchołkami ma być płn-płd.

    Jakby ktoś zrobił, to proszę się pochwalić jakie są odczucia z działania gwiazdy 🙂

  27. SwiatDucha
    Sier 08, 2013 @ 00:44:16

    Ula:
    istotnie, w naszym społeczeństwie wiele „celów” jest „zrobionych” poprzez kr. i ich opiekunów jako manifestacja tego, co nazywam „stworzonymi światami kr”. Wydaje mi się, że życie samo z siebie jest O WIELE prostsze i łatwiejsze, natomiast cały system i cywilizacja [i jej cele] kreowana przez symbionty dodają ogromną „nadbudowę” do tej prostoty.
    Wystarczyło, że to zobaczyłem, a już mi mocno ulżyło, bo stwierdziłem, że to nie jest mój świat, a świat pochodzący od istot, które mają niecne intencje manipulowania poprzez takie wyśrubowane cele. A na tyle mamy wolną wolę, że możemy się na to nie zgodzić i.. nadal żyć. Co prawda nie ma tego „haju” i tego super-komfortu, ale można nadal żyć nieskażonym cudzymi celami życiem. [to co mówię dotyczy osób, które nie są uwikłane w ciężką karmę, bo one mają inaczej – pod tym względem gorzej.]
    I osobiście nie podejmuję się już wypełniania tamtych celów, które oczywiście są sprzeczne z naturą, z człowieczą konstytucją, źle wpływają na zdrowie, powodują nerwice, zadręczanie się, frustracje itd. możnaby mnożyć te określenia.
    Pójście za osobistym tao wg. mnie jest dostępne od zaraz, ale warunkiem jest świadomość. W takim życiu nie ma celów, a umysł może być przerażony [jak mój był], co ja robię!!?? 🙂 A jednak żyję i to zdrowo żyję.

  28. kropelka
    Sier 08, 2013 @ 11:16:30

    Ula:

    ” Co to jest życie bez celu ? Życie ! ”

    Nie utożsamiam się z zadną filozofią czy religią tak do końca.Ze wszystkiego coś po trochę czerpię.Biorę dla siebie to, z czym wewnętrznie harmonizuję.To jest na ten czas moja droga, tao. Mam co raz większą świadomość różnych obciążeń i wzorców.
    One niekiedy w pewnych sytuacjach pojawiają się jak grzyby po deszczu

    Tao to chyba taki system prawie religijny ? Znam jego ” dogmaty ” tak pobieżnie.
    Jego twórcy i wyznawcy żyli w diametralnie innych warunkach niż wspólczesny
    człowiek. Myślę, że zupełnie nieświadomie realizuję jedną z zasad tao – jeśli coś robię, to w taki sposób, aby mieć z tego radość. Przynajmniej tak się staram. 🙂 Oczywiście nie zawsze mi się to udaje. 🙂

    Życie bez celu też jest celem. 🙂

  29. Conchita
    Sier 08, 2013 @ 11:30:17

    Tristen, te trudności są pozorne, bo Ty jesteś naprawdę w środku sobą, tam to wszystko masz i to się odzywa wywołując emocje, tęsknotę i wspomnienia. To sygnał naprowadzający. Nie mogłeś zabić prawdziwego siebie – nie działoby się to z Tobą, co się teraz dzieje, tylko zapie****ał byś na dwa etaty chwaląc sobie ten sposób życia :).
    Zamiast skupiać się na tym, kim nie jesteś, może dla odmiany poszukaj w sobie tego, z czym harmonizujesz, co jest dla Ciebie naturalne. Może coś trzeba przeżyć na tej drodze, wypłakać trudne emocje, ale i tak warto.

    Nie próbowałeś technik podróży mentalnych, nie w Twoim stylu, nie czujesz tego? Bo technikami Moenowymi mozna odzyskać utracone aspekty siebie wyparte podczas trudności życiowych (gdy łatwiej było nie czuć…). Powracający aspekt świadomości niesie ze sobą swoją energię i utracony obszar doświadczeń.

  30. kropelka
    Sier 08, 2013 @ 13:21:25

    Ula, jak myslisz, czy gwiazda mniejszych rozmiarów też zadziała ?

  31. Conchita
    Sier 08, 2013 @ 14:53:58

    Ula, zaczynam być tego samego zdania… 🙂 Tristen dostaje tu uwagę, której tak bardzo pragnie, ale nic zupełnie z tego nie wynika…

  32. SwiatDucha
    Sier 08, 2013 @ 23:06:05

    Ula:
    Ja też mam takie konturowe trójkąty, szer. pasa 8cm. Nie wiem, czy to optymalne, słyszałem, że tak ma być. Wywołuje wrażenie solidności no i działa.
    A czy zadziała mniejsza? Obecnie mam 180-190cm [nie ustawiałem bardzo dokładnie], też coś działa, natomiast trochę boję się przesadzić aby mi to białe nie wchodziło 🙂 [nie lubię wypraszać duchów, lepiej nie powinienem ich zapraszać 🙂 . no ale eksperymenty się różne zdarzają.]

  33. SwiatDucha
    Sier 09, 2013 @ 00:09:34

    >Ustawiamy to po to żeby pozbyć się wejść a ty się obawiasz żeby białe nie wchodziło?

    Ja rozpoznaję gwiazdę jako portal, czyli drzwi między wymiarami, światami. Przez drzwi zwykle można chodzić w dwie strony, przez portal tak samo. Tu akurat [jak wykryłem] aktywność portalu sporo zależy od wymiarów.
    Portal jest do białego [białego boga, białych energii znasz tekst o białym?] Wiele ode mnie do gwiazdy odeszło energii białej związanej z gniewem, bezsilnością, niechęcią. Czyli idzie „swój do swego. I wydaje mi się że ileś energii zatrucia [to też biała – bo od wejścia].

  34. Conchita
    Sier 09, 2013 @ 11:30:00

    Mam mało czasu, bo to ostatni dzień urlopu i plan jest napięty :). Więc krótko: wg twoich kategorii Tristen, powadzę na planie fizycznym bardzo nudne życie, wręcz beznadziejnie nudne, i co z tego?
    Nie chciałabym nic nie robić, bo lubię interakcje z ludźmi, nie traktuję tego jako więzienia i dopustu bożego :). Zupełnie inaczej tez postrzegam ludzi – od dziecka, mimo, że nieźle dali mi w kość, patrzę na ludzi jako na coś wyjątkowego, nie umiem wpakować ich do wspólnego wora i nazwać jakimś epitetem. Nie jest to jakiaś wymyślona ezo-cukierkowa nadmuchana postawa, różowe okulary, ale po prostu już tak mam, że patrząc na kogoś pakują mi się do świadomości przeróżne zmienne wrażenia, mam odczucie świadomości i nawet jeśli ktoś używa tego przeciwko mnie (np. kr.) i gdy jestem na kogoś zła to i tak w tle jest to coś, że widzę ten potencjał świadomości (nie wiem, czy to dobrze okresliłam, po prostu coś się krzyżuje, wchodzi w interakcje w polu świadomości). Może nałykałam się wzorców anielskich i nawet jak mi kopią w tyłek to widzę w tym przejaw świadomości :):). Raz mnie zaatakował z zaskoczenia szef z kr. i jakoś spojrzałam mu w oczy z otwartością (nie zdążyłam się zamknąć) i nasze spojrzenia się skrzyżowały i coś zaszło, wywaliło go z roli, zatrzymał się, widziałam to, był zaskoczony i poszedł. Teraz mnie znów nie atakuje. Ale w bliskich relacjach też nie jesteśmy :).
    Dla mnie to jest cholernie ciekawe. Więc mimo, że praca nudna to naprawdę dużo się dzieje w obszarach, które mnie interesują….

  35. SwiatDucha
    Sier 09, 2013 @ 15:26:02

    Ula:
    ja też nie wiem, pewnie przez emocje, gorrąco i się uruchamiają.

    Czy może zabezpieczać? Może nieco zmniejszać intensywność akcję ducha wejściującego, ale chyba nie do tego służy.

    >Nie brzmi to zachęcająco dla mnie.
    no i dobrze.

  36. SwiatDucha
    Sier 09, 2013 @ 15:45:23

    Tristen:

    >czy widzisz jakies wyjscie

    Widzę. W terapii i na grupach DDA jest powiedziane, że stajemy się [w czasie zdrowienia] dla siebie kochającym rodzicem. I że na szczęśliwe dzieciństwo nigdy nie jest za późno. 🙂

    To oznacza naukę odpowiedzialności za swoje życie. Na różnych poziomach, za pomocą różnych sposobów.
    Gdy ktoś narzeka na swój los, zanudza innych [którzy też jakoś nie mają o wiele lepiej], pokazuje [poza sesją] jak to mu źle i jak to parszywie się czuje, gdy opiera swoje oczekiwania wobec życia na fantazjach i porównaniach, a nie na realności,
    to nie bierze odpowiedzialności.
    Szuka kogoś, kto – jak rodzic – wziąłby na siebie odpowiedzialność za niego.

    Gdy ów ktoś stara się na ile może oczyszczać swoje ciało bolesne, swoje obciążenia, gdy uczy się jak [w konkretnych swoich warunkach] dbać o siebie i sprawiać sobie przyjemności, to właśnie bierze na siebie rolę kochającego rodzica.

  37. kropelka
    Sier 09, 2013 @ 22:34:03

    ULA, MOGŁABYŚ OPOWIEDZIEĆ O TYCH PRZYGODACH Z DUCHAMI ?

  38. kropelka
    Sier 09, 2013 @ 22:44:22

    A TERAZ W PYTANIE DO ANDRZEJA 🙂 – KTO TO JEST DUCH ? CZY JEST TO DUSZA W TZW. CIELE WIDMOWYM ? KIEDY DUCH MOZE NAWIEDZIĆ CZŁOWIEKA ŻYJĄCEGO.

  39. kropelka
    Sier 11, 2013 @ 09:45:21

    Ula, dzięki za podzielenie się wiedzą.
    Moją uwagę zwróciło zdanie : „… takie subtelne ciało najdłużej trzyma się członków niepobłogosławionych ” , (…) bez pochówku. „Dla mnie oznacza to określony rytuał często związany z religią chyba ? Jaka więc jest istota takiego rytuału? Czy kazdy może go wykonać czy tylko wtajemniczeni ?

    Zastanawiam się, dlaczego to ciało subtelne nie może sobie odejść bez pomocy ludzi żyjących ? I czy takie pozostawanie ma wpływ na duszę ? A jeśli ma, to jaki ? I wreszcie -Kto nam, ludziom dał takie prawo, by to od nas zależało , aby człowiek mógł odejść ” cały ” do niewidzialnego świata ?

    Tak odczuwam, że mnie jako istocie, która podjęła decyzję o duchowym rozwoju ta właśnie wiedza jest również potrzebna. Bez niej w dalszym ciągu będę czuła się jakby niepełna.

  40. kropelka
    Sier 11, 2013 @ 22:47:21

    Ula, dla mnie to są bardzo ciekawe zagadnienia.Dzięki.
    Piszesz, że wysokie wibracje chronią nas od Duchów.Tak zrozumiałam.Inaczej jest z demonami. Tzn. w przypadku demonów wysokie wibracje nie stanowią takiej tarczy ochronnej ?

  41. kropelka
    Sier 12, 2013 @ 16:13:22

    Czyli nie ma możliwości zobaczyć np. ducha jakiejś kochanej , zmarłej istoty ? One nie istnieją ? Są wytworem naszej wyobraźni ?

    Ostatnio na internecie było sporo artykułów o św. Andrzeju Boboli.Rozmawiałam z proboszczem ze Strachociny, któremu duch Boboli się ukazywał wiele lat temu.
    Opisał nawet tę historię w jakiejś książeczce.Ponoć zjawa ukazywała się do momentu, gdy wreszcie ks. zapytał : ” Kim jesteś ? „. Gdy ksiądz ją zidentyfikował, przestała go nawiedzać. Okazało się, że Bobola urodził się w Strachocinie właśnie.
    Czyżby ta historia była jakimś chwytem marketingowym ? Nie mogę w to uwierzyć…
    Czy w swietle tego co napisałaś nie był to duch ?

  42. kropelka
    Sier 12, 2013 @ 16:43:50

    Jeszcze coś chciałam dodać.

    Ostatnio czytałam też książkę, w której egzorcysta twierdził, iż pewnym problemem dla niego jest napotykanie podczas egzorcyzmu duszy zmarłego człowieka.Mówił, ze jest dużo takich przypadków i np. egzorcyści katoliccy nie bardzo wiedzą, jak sobie z takimi duszami radzić, bo nie mają ” odgórnych ” zaleceń. Obowiązuje ich chyba tzw. rytuał rzymski wobec demonów.

    Ula, reasumując… duch to energia bez świadomości, woli itd .? Naprawdę ?
    Duch to zupełnie coś innego niż Dusza . Powiem szczerze, trochę mi się narobiło zamieszania w głowie od tej wiedzy z różnych źródeł. Chcialabym mieć w tej sferze pewność, ale na to wygląda, że , o pewność 100 % będzie chyba trudno ?

  43. kropelka
    Sier 12, 2013 @ 16:47:09

    Ostatni mój post nie jest odpowiedzią na Twój ostatni. Pisałyśmy je chyba w tym samym czasie.

  44. kropelka
    Sier 12, 2013 @ 19:42:47

    A może Andrzej uchyli nam rąbka swojej wiedzy z tego obszaru ?

    Andrzeju, ja osobiście czekam na Twój kolejny artykuł, bo przeczytałam wszystkie.
    I oczywiscie zdobytą wiedzę staram się realizować w praktyce. Nurtuje mnie jeszcze wiele innych zagadnień z niewidzialnego świata Ducha, o które wciąż pytam.

    Np. utkwiło mi zdarzenie sprzed bardzo wielu lat, kiedy umarła moja Babcia.

    Babcia wszystkie pokrywki od garnków trzymała w spiżarni na takich sznurkach przymocowanych do tylnej ściany szafki.Tych sznurków ( jeden pod drugim) było chyba cztery. A więc 4 rzędy pokrywek. Dzień przed pogrzebem Babci wszystkie sznurki opadły , a razem z nimi oczywiście pokrywki.Działo sie to między 24.00 a 1.00 w nocy.Huk był straszliwy. Rodzina zamarła z przrażenia chyba, ale nikt z dorosłych tego faktu nie komentował.

    Czy to był czysty przypadek , czy też Duch… Dusza… Babci chciała nam coś powiedzieć ? No , właśnie czy nasi bliscy zmarli widzą nas , jakoś czują , czy też ich kontakt z nami , żyjącymi urywa się w chwili ich śmierci ? Czy w momencie smierci relacja z żyjącymi zupelnie ustaje ?

  45. SwiatDucha
    Sier 13, 2013 @ 00:19:30

    kropelka:

    mówisz o tym, że tyle czytałaś tych tekstów. Trochę więc nie wiem jak odpowiadać, ponieważ właściwie to powtarzam chyba tamte teksty.

    > trochę mi się narobiło zamieszania w głowie

    ja tej wiedzy o świecie duchowym uczyłem się ze dwa lata, też mi się mieszało. Dostosowywałem się do innego podejścia. Mam nadzieję, że w twoim przypadku będzie to szybciej 🙂

    >duch to energia bez świadomości, woli itd .? Naprawdę ?

    Duch z tego co wiem, jest cząstką Bożego Ducha. I ma imperatyw przejawiania się. Można by to nazwać „wolą”, tak, jak artysta ma imperatyw do namalowania obrazu. Zwykle w takich twórczych momentach to Duch che się przejawić, i robi to poprzez Duszę w postaci która jest dostrzegalna w materii [np. obraz, czy budowa transatlantyka].

    Kwestia „braku świadomości” Ducha jest tu też dziwna. Bo jak -mówią dociekający – jak to Duch pochodzący od Boga miałby nie mieć świadomości??? Przecież od Boga to MUSI mieć SUPER świadomość i w ogóle wszystko super.

    Ale okazuje się że cząstka nasza nazywana Duchem aż taka super świadoma nie jest. Mogę porównać ją do kiełka rośliny, który wychodzi z ziemi, natomiast nie jest to przemyślane, a imperatywne [instynktowne].

    Wygląda na to, że jednak są dwa łuki w duchowości: zstępujący ku materii i wstępujący ku Bogu. Momentem przełomowym jest tu uruchomienie się Świadomego Ja, które ma refleksje, które podejmuje przemyślane decyzje, których wcześniej nie było.

    te sprawy opisuję w tekście o Duszy, Duchu itd.:

    https://swiatducha.wordpress.com/dusza/

    >napotykanie podczas egzorcyzmu duszy zmarłego człowieka.
    pewnie czytałaś o tym rytuale:

    Rytuał oczyszczający w zastosowaniu do poprzednich wcieleń
    https://swiatducha.wordpress.com/2008/10/21/rh/

    >ich kontakt z nami , żyjącymi urywa się w chwili ich śmierci ?

    może właśnie Babcia „urwała” mocne połączenie z żyjącymi a symboliczną eksplikacją było urwanie się tych sznurków? Ciekawe.
    Światy widzialny i niewidzialny jak widać są połączone.

    >Czyli nie ma możliwości zobaczyć np. ducha

    Lepiej nie mieć takich możliwości, ponieważ zaniża to wibracje. No chyba, że ktoś chce sobie zaniżać wibracje, trzymać kontakty z osobami zmarłymi [które powinny być rozwiązane].

    Bóg na „dzień dobry” nie daje takich możliwości i jeśli możemy się bez tego obejść, to tym lepiej, ponieważ nasze życie jest „czystsze” i spokojniejsze.

  46. kropelka
    Sier 13, 2013 @ 00:55:24

    Andrzeju, a jak można uwolnić się od tęsknoty za kimś kto umarł.
    I czy to dusza tęskni za duszą …?

  47. kropelka
    Sier 13, 2013 @ 17:19:12

    No właśnie… i tu się z Tobą zgadzam , Ula. Chodziło mi również o ducha , a nie o Ducha.
    Pytałam o ducha, czyli byt duchowy, który w jakimś sensie wiąże się ze zmarłym człowiekiem, pozostaje po jego śmierci czasem na ziemi.

    Kontakt z duchem nie jest bezpieczny i ważne jest tu bhp – twierdzisz. Andrzej
    mówi, że zaniża wibracje. Dobrze. To w takim razie jakie byty duchowe przywołuje w ustawieniach rodzinnych Hellinger ? – duchy czy Dusze ?
    Nie rozumiem, dlaczego kontakt z Duszami zmarłych jest bezpieczny, a już z duchami zmarłych nie. Jeśli dobrze zrozumiałam, sama mogę przeprowadzić sobie rytuał oczyszczający z Duszami, mogę je do siebie zaprosić. A jesli zobaczę ducha , muszę brac nogi za pas i uciekać. Dlaczego ?

    Zawsze myslalam , że duch to Dusza przyobleczona w tzw. ciało widmowe. Czy np. Jezus po zmartwychwstaniu, przenikający przez ściany to duch ? , czyli Dusza + ciało widmowe ? Nie bardzo to jeszcze rozumiem.

    Po przeczytaniu artykułów Andrzeja wiem , że Duch to cząstka Boska w nas, taka siła napędowa, którą Andrzej porownuje do parowozu chyba. Natomiast duch to cos innego niż Duch i Dusza.

  48. SwiatDucha
    Sier 14, 2013 @ 00:08:11

    >ducha, czyli byt duchowy, który w jakimś sensie wiąże się ze zmarłym człowiekiem, pozostaje po jego śmierci czasem na ziemi.

    tak to właśnie rozumiem.

    zarówno Hellinger jak i ja w rytuale przywołuję Dusze. Kontakt z Duszami jest „zdrowy”, jest zgodny z Boskim planem, pojawia się na określonym stopniu rozwoju duchowego i może bardzo wiele pomóc wszystkim zainteresowanym.

    Natomiast kontakt z duchami [kontakt inny niż odprowadzanie ich] jest zgodny z planem sił ciemności, które chcą „umoczyć, zaangażować w niehrmonijne wibracje z duchami” jak najwięcej istot a potem czerpać korzyści z tych „upolowanych” istot.

    Wybór należy do Ciebie.

    >dlaczego kontakt z Duszami zmarłych jest bezpieczny, a już z duchami zmarłych nie.

    duchy zmarłych także mają swoje Dusze i z nimi rozwiązywanie spraw jest bezpieczne.
    Natomiast same duchy są takimi „pozostałościami” z poziomu osobowości tamtego człowieka – nie do końca rozpuszczoną osobowością. Osobowość jest niestety zwykle najbardziej niskowibracyjna [w porównaniu do innych składników istoty], najmniej ma rozeznania duchowego i najmniej ma do powiedzenia,

    stąd myślę, że nie warto się z nią kontaktować:
    Nie warto linkować do niskich, chorych, zburzonych, nieharmonijnych wibracji osobowości widmowej, bo można się do nich dostroić i zacząć w nich żyć.
    Nie warto kontaktować się z istotą, która jest zagubiona duchowo i pytać jej o sprawy duchowe.
    Nie warto kontaktować się z istotą, która nie ma niemal żadnych możliwości wpływania na swoje losy. Jeśli bowiem zechcemy jej pomóc – nie mamy żadnych możliwości.

    Więc kontakt z cząstkową osobowością osoby, która miała na tyle problemów, że nie mogła odejść do Boga wydaje się wysoce wręcz zagrażający dobrostanowi osoby kontaktującej się. Spirytyzm szedł w tym kierunku.

    >A jesli zobaczę ducha , muszę brac nogi za pas i uciekać. Dlaczego ?

    nie musisz uciekać, bo i po co? czy się lękasz?
    nic nie musisz: jak bym powiedział że musisz, to bym programował, kodował twoje życie.

    natomiast co zrobisz jest to zależne od twoich intencji.

    >duch to Dusza przyobleczona w tzw. ciało widmowe.

    tak to jest, natomiast owo „ciało widmowe” brzmi niewinnie, natomiast możliwości kontaktu z takim „kimś” [duchem] kryje w sobie w/w niebezpieczeństwa. Ja ducha zawsze postrzegam jako chorą istotę, która potrzebuje pomocy – odprowadzenia do Boga, Źródła. I w ramach moich możliwości robię to jeśli jest taka potrzeba.

    > Każdy człowiek ma możliwość widzenia takiego ducha

    Ula, twoje przemyślenia chyba pochodzą z obszaru psychotroniki. Wkleję tu art. o rozwoju duchowym vs psychotronika, ponieważ pokazuje on, że zbyt proste pojmowanie duchowości wydaje się być niekorzystne.

    > Każdy człowiek ma możliwość widzenia takiego ducha

    ja nie idę w kierunku rozwijania umiejętności astralnych, a w twoich pow. słowach pobrzmiewa taka postawa – rozwijaj umiejętności widzenia ducha, ponieważ masz taką możliwość! Uważam, że nawet jeśli mamy jakąś możliwość, to nie musi być to możliwość godna, wartościowa, czysta itp. Ja mam możliwość nauczenia się hakerstwa, ale w żaden sposób tego nie chcę! ponieważ uważam to za niecne zachowanie.
    Może i „każdy ma możliwość”, ale tego trzeba się nauczyć, aby ją rozwijać [sama piszesz, że jest to „możliwość”] a ja nie będę tego reklamował rozwijania nieczystych możliwości.

    Wzorce „każdy może” są wzorcami z ciemnej strony, zwłaszcza wykorzystywanymi przez symbionty. To one właśnie zachęcają, aby nie zauważać ograniczeń, np. aby nie stosować się do hierarchii, zdroworozsądkowych zasad. Powoduje to oczywiście poniżenie wibracji, ale dla osobowości, intelektu, redukcjonistycznej nauki jest bardzo ciekawą propozycją. Tak więc nie pokazuję prostych rozwiązań na poziomie, gdzie panuje złożoność – to pomysł ciemnej strony. Pokazuję prostotę tam gdzie istnieje, na wysokich poziomach duchowych, a tam ciemna strona nie chce zaglądać za Boga! 🙂
    Odwrotnie – przesadne podporządkowanie, np. hierarchii, zasadom jest zaś obciążeniem ze strony białej.
    Środkiem biegnie droga środka, i ją propaguję.

    Zwykle dzieci wibrują czystością i zdrowiem, jeśli widzą istoty niewidzialne to zwykle widzą istoty czyste, wzniosłe i zdrowe, np. anioły. Jeśli chcemy przebywać z dziećmi to często dla tych wspaniałych, czystych, wzniosłych, radosnych wibracji, które dzieci przynoszą z obszarów Boskich.

    No chyba, że dziecko ma ciężką karmę i od razu mu się ona manifestuje, wtedy widzi istoty o wibracjach zaniżonych, nieharmonijnych. Biedne są takie dzieci.. Nie będę reklamował rozwijania takich kontaktów.

    Jeśli zaś pojawia się komuś umiejętność odprowadzania duchów, to jednocześnie często zaczyna taka osoba zauważać duchy, które potrzebują pomocy. I to jest ścieżka zgodna z Planem Bożym. Nie ma tu miejsca na niezdrową ciekawość, ale jest dużo miejsca na konstruktywne korzystanie z otrzymanych darów duchowych i pomocy potrzebującym istotom.

    Jeśli zaś bym inspirował do „widzenia” duchów, inspirował osoby które nie mają możliwości odprowadzenia [pomocy] duchowi, pojawiałyby się sytuacje „niezdrowe”.
    A ja raczej jestem po stronie zdrowia [na ile potrafię].

    >a jak można uwolnić się od tęsknoty za kimś kto umarł.?

    Tęsknota jest to łączność na wielu poziomach, także Dusza-Dusza. Warto znać realia duchowe i wytłumaczyć Duszy jaka jest sytuacja, bo może ona trwać w nieracjonalnej postawie, np. nadal czekać na tą osobę. Dusze nie są zbytnio lotne intelektualnie. Wyższy intelekt [poziom przyczynowy] zwykle jest poza ich zasięgiem i dlatego Świadome Ja ma tu duże pole do popisu.
    Ale też jest zaangażowana w to karma, niedokończone, podtrzymywane nadal intencje [aby z tym kimś coś jeszcze zrobić, aby coś wyrównać z tą osobą, potrzebowanie tej osoby dla bycia z nią, albo dla tego, aby nam coś pomogła, zrobiła, wsparła nas – to u dzieci, albo aby ją wspierać – to u rodziców.
    aby mu/jej coś wytłumaczyć, przekazać, odzyskać od niego/jej, niewybaczenie, itd..] Jak się uwolnić? Przepracować, oczyścić, pozbyć się tych intencji, zaniechać ich na poziomie Duszy [przekonać Duszę, że to juz jest niepotrzebne, że tego już nie wybieramy] i tyle.

  49. kropelka
    Sier 14, 2013 @ 03:51:39

    Andrzeju, bardzo dziękuję za tę odpowiedź.Teraz wiele mi się wyjaśniło.Już wiem, na czym polega różnica między duchem , a Duszą.I wcale nie chciałam tego wiedzieć po to, by zajmować się duchami.Po prostu pojęcie ducha było dla mnie niezrozumiałe.

    I jeszcze jedno.Z Twojej wypowiedzi, jak zresztą ze wszystkich pozostałych tekstów,
    emanuje szacunek dla niewidzialnego świata Ducha.Ważna jest dla Ciebie etyka, a nie eksperymentowanie. I to osobiście do mnie bardzo przemawia i przyciąga mnie do Twojej witryny. Harmonizuje z moimi pragnieniami i oczekiwaniami w obszarze spraw, dotyczących Ducha. Pewnie nie jeden ks. katolicki zdziwiłby się, gdybym mu powiedziała, że dzięki Twojej stronie pogłębiłam swój kontakt z Bogiem. A tak właśnie
    się stało.Nigdy nie przypuszczałam, że to nastąpi tą drogą.

    A jeśli chodzi o tę tęsknotę, to oczyszczenie się z niej jest naprawdę bardzo, bardzo trudne i szczerze mówiąc zupełnie nie wiem , jak się do tego zabrać.

  50. Conchita
    Sier 14, 2013 @ 09:26:49

    Miałam napisać wcześniej w tym temacie, ale nie mogłam :). Czułam, że muszę poczekać. Teraz już wiem, że czekałam na post Andrzeja, który ten temat wyciągnął z ciemnych zawirowań na jasne światło duchowe.

    Zajmowałam się odzyskaniami owych duchów (oczywiście we współpracy z przewodnikami duchowymi) zarówno w podróżach mentalnych jak i poza ciałem, znalazło się to na mojej drodze. Obecnie się tym nie zajmuję, moja Dusza wycofała się z takich kontaktów, bo rzeczywiście trzeba mieć ogromną miłość w sobie i czystość, by to był proces pozytywny dla obu stron. Inaczej nieharmonijne wibracje istot, które utknęły na niższych astralnych poziomach, mogą zostawiać ślady w naszym polu. Nawet niekoniecznie ślady istot, którym udało się pomóc przejść dalej, bo to wszystko kończy się tak pięknymi czystymi energiami, że nieraz się samoistnie w miłości oczyszcza, ale działania takie sprawiają, że przyciągane są inne istoty nieoczyszczone, te potrzebujące pomocy ale i takie, które mają już jakieś doświadczenie ze szkodzeniem ludziom. I robi się problem, bo nie zawsze ma się czas i chęć na działania na tym poziomie, a poza tym jak to w życiu bywa: zmęczenie, niedospanie, jakieś ew. problemy sprawiają, że człowiek ma osłabione własne pole i wtedy takie wpływy istot nieoczyszczonych mogą być dotkliwe, dokładać się do zmęczenia i powodować różne nieprzyjemne doznania.
    Więc warto naprawdę dobrze się zastanowić zanim się wejdzie w temat odzyskań, czy ma się wystarczająco czystą motywację, miłość i siłę wewnętrzną by temu sprostać i poświęcić się.
    Znałam wiele osób, które zajmowały się odzyskaniami i przeważająca większość z nich się z tego wycofała…

    A kontakty dla zabawy czy samych kontaktów to odradzam z miejsca – mogą zostać przyciągnięte istoty, które przez brak umiejętności odprowadzenia zostaną w otoczeniu takiej osoby i będą szkodzić.

    Poza tym trzeba mieć świadomość, że możliwość pomocy innym zależy od naszego stanu wewnętrznego, więc na tym lepiej się skupić, by oczyszczać własne obciążenia i rozwiewać niewiedzę. A wtedy, jeśli będzie to na naszej drodze, pojawią się różne możliwości pomocy innym, nawet takie mniej standardowe jak pomoc zagubionym istotom niefizycznym.

  51. Sabina
    Sier 14, 2013 @ 09:52:41

    Dzięki za wyjaśnienie różnicy między kontaktem z duszą a duchem. Trochę się w tym gubiłam, zdarzało mi się odczuwać lęk gdy czułam obecność zmarłych, nie przyzywając ich. Po Twoim komentarzu widzę Andrzej że ten lęk to mam jeszcze do przyjrzenia się:) a dostrzeganie łączyłabym po prostu z otwieraniem na umiejętność modlitwy w intencji odprowadzenia do Światła. To potwierdza moje intuicyjne odczucia, jednak potrzebowałam wyjaśnienia i wsparcia z zewnątrz.

  52. Conchita
    Sier 14, 2013 @ 10:29:25

    Acha, Ula: „duch” w sensie istoty, która nie odeszła, nie jest nieświadomy, nie są to tylko pozostałości ciał mentalnych czy astralnych pozbawione świadomości.
    Rzeczywiście jest coś takiego jak puste powłoki astralne czy mentalne, ale to są pozostałości po istotach, które właśnie przeszły do wyższych stanów istnienia pozostawiając zbędne ciała. Jednak „duchy” nie odeszły i jakaś część ich świadomości została uwięziona w tych niższych ciałach. Stąd właśnie potrzeba rytuałów religijnych po śmierci i pozbywanie się rzeczy zmarłego – nie tylko by oczyścić ślady energetyczne po zmarłym ale by pomóc w przejściu, by ograniczyć przywiązanie do minionego życia, by świadomość połączyła sięz WJ i opuściła niższe ciała.
    Z tymi demonami to też nie jest takie oczywiste, różnie to bywa. Ja kiedyś poza ciałem spotkałam demona: istota w ciemności, wytwarzająca ciemności wokół siebie, nieludzka i przerażająca, z wykrzywionym czymś co mogłoby być twarzą i światłem zamiast oczu. Wtedy przyszła inspiracja, by spytać się o matkę tej istotki. Dziwne to było, bo to coś nie wyglądało na człowieka, ale ok. Spytałam się o matkę. Wtedy postać zmieniła się w normalną dziewczynę, która zaczęła wspominać dobre chwile z matką (wyraźnie był tam związek uczuciowy) i potem można było ją przekazać Przewodnikom :).

  53. Conchita
    Sier 14, 2013 @ 11:45:26

    Dobra – ok, może zamiast tego mogłabyś mi coś napisać o tych odpromiennikach? :). Czego używasz? Co jest skuteczne? (może w temacie do rozmów na różne tematy)

  54. kropelka
    Sier 14, 2013 @ 13:03:27

    A ja jeszcze takie p.s. 🙂 do Andrzeja.Odczuwam Andrzeju, że nieco się bronisz przed odpowiedziami na rozmaite pytania. I w pierwszej chwili trochę wymijająco 🙂
    odpowiedziałeś na pytanie o ducha. Jednak intuicja podpowiadała mi, że na pewno masz sporą wiedzę na ten temat. Dlatego tak w różny sposób nalegałam, abyś się nią podzielił. Wiem, że chcesz zachować pewien dystans do tego co mówisz publicznie i nam , odbiorcom również ten dystans sugerujesz. Piszesz przecież o ” względności ” wiedzy na Twojej witrynie.

    I pewnie tak jest, że każdy z nas poszukuje tej wiedzy jeszcze gdzie indziej.Człowiek, który czuje się wolny nie odrzuca innych źródeł , korzysta z nich i weryfikuje. Ja także tak czynię. Jednak skoro przyjmuję Twój punkt widzenia w zasadniczych kwestiach duchowości , chciałabym znać Twoje zdanie wobec innych, nurtujacych mnie zagadnień. I dlatego właśnie pytam. Tu na Twojej stronie od razu, tak na gorąco mogę rozwiać swoje wątpliwości. 🙂

    Nie chcę korzystać z Wikipedii 🙂 ! No , chyba w takich oczywistych sprawach. 🙂

  55. SwiatDucha
    Sier 14, 2013 @ 13:32:10

    Przepraszam was bardzo, ale mam osobiste różne przeprawy, świat realny jest dla mnie [i mojej Duszy] bardzo istotny. Jeśli więc coś mnie porusza w realu, to w internecie są tego odbicia. A tematy w internecie nieco inne [chociaż jakoś też zbieżne]. Natomiast czasami mam duże emocje i to widać słychać i czuć.

    A tu – wakacje z duchami [daj Bóg, żeby to były wakacje z Duchami 🙂 ]. Różnica wielkości jednej litery. Może warto napisać „duch osoby zmarłej”, to ustawia od razu wyrażenie w odpowiednim kontekście. Trochę mam smutne wspomnienia z tym tematem, bo jedna moja znajoma weszła w te wibracje i potem odeszła z tego świata. Tak jakby ją „wessało”.

  56. Conchita
    Sier 14, 2013 @ 13:34:35

    Ula, od tego właśnie jest dyskusja by wymienić posiadane informacje i poglądy. Racja i prawda i tak mogą być gdzieś obok, taka już jest tajemnica życia i świadomości ;). Ale dla mnie ciekawe jest podejście radiestezyjne, bo nie miałam z nim większej styczności. Natomiast opisałam jak to się postrzega w kręgach odzyskujących metodami podróży astralnych oraz mentalnych metodą Moena.
    Ale jeśli czujesz niechęć do takiej dyskusji to ok, masz jakieś względy i w duszy Ci nie gra, by o tym gadać i dywagować.
    Dla mnie ten temat to też swoisty tester, bo zmieniłam perspektywę i teraz mogę próbować spojrzeć na coś z innej strony.Ale być może jeszcze za wcześnie na to, jeszcze za mały dystans… Czuję, jak coś mi się w Duszy miele (stare się miele, nowe nie wie, co będzie) w tym temacie :).

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: