Komplikacja Duszy


Prowadziłem kiedyś zajęcia z systemu operacyjnego komputerów. Chyba nie przypuszczacie, jak skomplikowana maszyna stoi koło was..
I pewnie nie wiecie, że wiadomości po sieci rozchodzą się paczkami, które mają do 7 poziomów zagłębienia danych [typu pudełko w pudełku]. siedem pudełek jedno w drugim!A w tym najbardziej wewnętrznym dopiero siedzi wasz mail.

Nie będę tego bardziej wyjaśniał, bo sama informacja o złożoności wystarczy, a ja się niezbyt na tym znam 🙂

Tak czy inaczej mogę powiedzieć, że Dusza jest JESZCZE BARDZIEJ ZŁOŻONA od nich. Na szczęście jest w tym tekście miejsce gdzie opisuję, w jaki sposób można ową złożoność przekraczać na sposób rozwoju duchowego, idąc ku pięknej i mądrej jedności i jednoznaczności.

inne cząstki…

Żyjąc „w sobie” mamy odczucia płynące od siebie, odczucia z ciała, z Duszy, z Ducha, osobowości, ego. Świadome Ja nie generuje odczuć, ponieważ nie ma ciała i jest czystą świadomością [tzw. Atman].

Duch generuje zdecydowanie i rozszerzające się poczucia przeniknięte radością. [może zostać przyblokowany i wtedy nici z radości w życiu].

Osobowość jest cząstką przystosowującą się do otoczenia, przez co osobowość pływa jak ryba w społeczności, odtwarza role, rytuały społeczne, odpowiada za odpowiednie „ustawienie się” w społeczności. Niezależnie czy ktoś jest biedakiem, pracownikiem etatowym, menadżerem czy księdzem. Oczywiście w każdym z tych przypadków zestaw przystosowań, które osobowość wyrobiła sobie jest inny. W zależności od obszaru życia dany ktoś lepiej, czy gorzej sobie radzi.

Ego jest na poły cząstką osobowości, a na poły cząstką samej Duszy.
Część ego wchodząca w osobowość nie przechodzi do następnej inkarnacji. Można powiedzieć, że jest to „niższe ego”. Wyższa część ego rezyduje zaś w Duszy i jest bardziej wysublimowana.
Ego odpowiada za wyodrębnianie organizmu z otoczenia. W przypadku chmary ptaków wyodrębnienie to jest znikome. Wyodrębnienie realizuje się na poziomie znajdowania dla siebie czegoś do jedzenia oraz płodzenia własnego potomstwa. Jeśli w stadzie obowiązuje hierarchia to ego odpowiada za ustawianie się w owej strukturze. Jeśli nie obowiązuje, to i tego w ego nie ma.
W przypadku człowieka ego jest o wiele bardziej złożone, posiada wiele poziomów, odwołuje się do wielu dziedzin życia [w jednej może mieć postawę A, a w drugiej B, w trzeciej C]. Strategią rozwoju wydaje się przekraczanie dotychczasowego poziomu, nie zaś doskonalenie go. Stąd więc ego nie udaje się udoskonalić tak, aby osiągnęło doskonałość. Stąd więc, kiedy Świadome Ja pojawia się, wtedy ego powoli odchodzi w odstawkę, powoli zainteresowanie przechodzi na budowanie świadomości i jej różnorodnych aspektów.

Dusza w tym towarzystwie jest najbardziej skomplikowana, generuje z dużą mocą postawy energetyczne, często wywiera presje aby „coś zrobić”, aby człowiek miał jakieś konkretne, czasami mocno nieprzytomne przekonanie.
[presje te można czasami zdjąć tylko w medytacji lub sesji]

Dusza utrzymuje w sobie i osowość i ego a już te sa skomplikowane. A stanowią ledwo cząstkę samej Duszy. Osobowość buduje się od dzieciństwa, a Dusza od wieków – to która jest „większa”, bardziej złożona?

Dusza narasta. Z kolejnym wcieleniem, z kolejnymi latami doświadczeń jest coraz większa i większa, nabiera energii i gromadzi ją na siatkach, jakby to były kłaczki bawełny na nici pajęczej.

Zabobony o Duszy

Tu powiem o pewnym zabobonie, tym razem hinduskim. Niektórzy przywódcy duchowi utrzymują, że Dusza może zdegradować się do niższego poziomu inkarnacji. Jeśli wierny jest niewystarczająco wierny może być inkarnowany w dajmy na to psa, albo coś innego, równie mało chwalebnego w przekonaniu społecznym.
Dlaczego ma to zajść? Gdy nie słucha nauk i przekazów swojej religii, jeśli się niewystarczająco wywiązuje z obowiązków, w tym też domyślam się gdy niewystarczająco jest czołobitny czy mało daję na swoją hinduską tacę.

Jakoś nie słyszałem nauk o tym, że Dusza niewystarczająco wiernego hindusa może nie cała odejść z tego świata. W tym guru jakoś nie mają specjalnie zainteresowania aby uświadamiać gawiedź. A praktyka duchowych uzdrowicieli, jasnowidzów, ustawiaczy jest taka, że jest sporo dusz, które utykają w drodze powrotnej do duchowego domu. Włóczą się jak niedobitki wojska, to tu to tam, pociachani, poranieni. Takich biedaków guru nie wskazują. Nie mówią że te Dusze się tu znajdują, i że postawy osób żyjących mogą powodować, iż te osoby mogą odejść całkowicie. Nic, tylko cisza w tym obszarze.

W odwrotnym kierunku, jest sporo dusz, które nie wcielają się również wykorzystując kłopoty w rodzinach: np. aborcja jest sposobem dla Duszy, aby sobie zrobić kolejną krzywdę. Dusza ma złe intencje wobec siebie, chce się mocno pokrzywdzić, więc wybiera „szybką ścieżkę” na skrzywdzenie siebie.
O tym także owi święci guru milczą jak zaklęci. Czy nie wiedzą [a nie sądzę], czy nie chcą o tym mówić [bo by to ich kosztowało utratę popularności]? Nie wiem.

Jednakże nie spotkałem się w praktyce badania inkarnowanych Dusz z przypadkiem „niższej” inkarnacji od takiej, która odpowiadałaby rozwojowi ciał subtelnych. NIGDY nie spotkałem człowieka „w skórze” krowy, zebry, szczura. Ani razu.
Mam też przypuszczenie, dlaczego. Kolejnymi procesami inkarnacji opiekują się Wyższe Jaźnie. Wspierają dokładne dopasowanie Duszy, jej karmy, postaw, pragnień do miejsca i otoczenia przyszłej inkarnacji. Plan inkarnacji zawiera zwykle ustawienia przyszłych wydarzeń losu na dziesiątki lat naprzód. Jest to zwykle piękny majstersztyk, pełen akceptacji do Duszy i jej dotychczasowych wyborów, do innych Dusz, i nawet poczucia humoru. Jeśli już Dusza jest wysyłana na wcielenie, to nawet jeśli jest to tak traumatyczne wcielenie jak dziecka nienarodzonego, to wszelkie „formalne” ustawienia są pieczołowicie zachowane. Mam wrażenie nawet, że „inaczej się nie da”, że to jest sprawa nie czyjegoś wyboru, a prawidłowości Wszechświata. [próby zmiany takich prawidłowości przypominają mi próby zapalenia zwykłej zapałki pod wodą]

[oczywiście schemat wcielenia może być kreatywnie przeżyty, zmieniony w sposób twórczy, natomiast sztywno obowiązuje, tym bardziej jest bezwzględny, im mniej dana osoba pracuje nad sobą].

.

Tu jest miejsce na

opowiadanie o komplikacji Duszy

Pytanie:
czy jesli Dusza ciagnie w jakims kierunku (pragnie czegos) i dochodzimy do wniosku, ze to pragnienie jest zdrowe, pozytywne, sluzy naszemu rozwojowi i owo pragnienie czy tez dazenie Duszy nie moze sie zrealizowac na przestrzeni wielu lat, to czy w tym przypadku mamy do czynienia z pewnym obciazeniem czy tez pragnienie moze byc na ten czas nieosiagalne, Dusza czeka (jak sam napisales, jest uparta i ma w nosie obecne zycie skoro w anstepnym tez moze chciec tego samego), a osobowosc sie niecierpliwi?

Odp:
„czy jesli Dusza ciagnie w jakims kierunku (pragnie czegos)”

Niestety, nigdy nie ma tak, że Dusza ciągnie w jakimś JEDNYM kierunku.

Wyobraź sobie kilka, albo kilkanaście nawet silnych koni, połączonych w jeden zaprzęg.
Porównywałem Duszę do konia, natomiast – jeśli być ścisłym – trzeba ją porównać do zaprzęgu kilku koni, zwłaszcza jeśli chodzi o Dusze stare. Narastanie, dorastanie Duszy można przyrównać do dodawania kolejnego konia do owego zaprzęgu.

Jeśli Duszę niemowlęcą, młodą łatwo prowadzić, to tak jak łatwo prowadzić jednego konia. Jeździec może się tego dość szybko nauczyć.

Natomiast gdy ma powozić kilkoma końmi naraz, to zaczyna być kłopot. Jeśli jest to para, to jeszcze można sobie dać radę. Ale już czwórka – trudniej, a szóstka koni.. no to trzeba sporych umiejętności.

I teraz dodajmy do tego, że nie wszystkie z tych koni akurat chcą tego samego. Jeden chciałby skręcić w lewo na trawę, drugi na prawo nad wodę, trzeci chciałby kłusa, czwarty się rwie do galopu. Pozostałe dwa przyzwyczajone do ciężkiej mozolnej pracy idą stępa. Może tak się zdarzyć, że różne konie mają różne rasy i wtedy już nie wiadomo do którego równać. Tak jest w przypadku osób o pochodzeniu Duszy spoza Ziemi, spoza linii ewolucyjnej. Dusza ma część historii [i nabudowanych energii] z okresu życia gdzieś tam we Wszechświecie i niekoniecznie na poziomie fizycznym. A część z ostatnich kilkudziesięciu inkarnacji na Ziemi [kilkadziesiąt wcieleń razy średnio 60lat]. Te energie zaś odbiegają jakością od tamtych pozafizycznych, te z Ziemi są bardziej skupione, mniej elastyczne, podziobane przez symbionty, potrute przez wejścia [przez co Dusza pamięta zranienia i adekwatnie do tej bolesnej pamięci postępuje].

Mam nadzieję, ze zbudowałem wystarczająco skomplikowany, dynamiczny obraz. Jeśli tak, to masz jako-takie przedstawienie jak skomplikowana i dynamiczna jest Dusza, zwłaszcza starsza. Z lekcji fizyki wiemy, że wiele sił, które działa na ciało może się wzajemnie znosić. Im więcej sił przeciwstawia się sobie na wzajem, tym wynikowy ruch ciała jest mniejszy. Im więc więcej jest w Duszy semi-autonomicznych cząstek, tym słabiej może ona wynikowo postępować w którymś kierunku. A i w niej samej można zaobserwować większe napięcia – owe siły się z sobą „siłują”, napinają. A efekt? Może być niewielki.

Na szczęście nie jest to sytuacja bez wyjścia. Praca nad sobą, zobaczenie owych sił we własnej Duszy jest dobrym startem do rozluźnienia. Nie przez przypadek Osho zachęcał do relaksu! Relaks to odpuszczenie sobie, odpuszczenie niektórych celów Duszy. Ona sama tego nie zrobi. Natomiast Świadome Ja, zwłaszcza w medytacji nad poszczególnymi celami duszy, już może sporo osiągnąć. Rozmowa z Duszą, chociażby z pomocą afirmacji z odpowiedziami może dać wiele zrozumienia motywów. Dusza jest przekonywalna i daje się ją przekonać. Ale, tak jak wiele razy pisałem, argumenty muszą być na jej miarę. Nie na miarę ego [kup tą kieckę, będziesz lepiej wyglądać], nie na miarę osobowości [idź na studia zdobędziesz dobrą pracę i pozycję zawodową], a na miarę Duszy. Samo nauczenie się dochodzenia do argumentów dla Duszy jest sporym duchowym zadaniem. Dodatkowo rozmowa z Duszą zwykle potrzebuje oprawy procesowej, Dusza, aby uznała nas za adekwatnych rozmówców potrzebuje procesu duchowego w który zechce wejść. Nie darmo szamani śpiewają i tańczą – oni inicjują proces Duszy, aby ją „zwabić” i ukazać siebie jako pełnoprawnego „rozmówcę”. W zwykłym stanie świadomości, przy falach beta umysłu człowiek nie jest nawet dostatecznie widziany przez Duszę, nawet swoją Duszę. Jeśli nie wstępuje na ścieżkę procesu, to własna Dusza może postrzegać człowieka [czyli swoją inkarnację jak „nieożywione” narzedzie, podobne do łopaty bądź śrubokręta].

Czy jestem marionetką?

„owo pragnienie czy tez dazenie Duszy nie moze sie zrealizowac na przestrzeni wielu lat, to czy w tym przypadku mamy do czynienia z pewnym obciazeniem czy to Dusza czeka”

Może być i tak i tak. Ale przypuszczam, że nie w tym problem.

Wiele osób próbuje dociekać spraw duchowych „na sucho”, „na papierze”. Wiele osób próbuje wznosić się na intelektualne wyżyny filozofii i uważa, że oto chwyciło boga za nogi.

Samo czytanie tej oto witryny też nie jest równoznaczne z rozwojem duchowym. Wzrost zrozumienia dzięki czytaniu, to już coś, jeśli się w Duszy wali, przetasowuje, jeśli świadomość się dzięki temu powiększa, to już coś. Jedno z wspanialszych doświadczeń po sesjach regresingu ktoś opowiadał: „wstałem z sesji i poczułem, że już nie jestem w stanie myśleć tak, jak dawniej”. I to jest poruszenie duchowe, zmiana pozycji Świadomego Ja wobec swojej Duszy, które Dusza na pewno zauważy.

Powtarzam któryś raz!: jeśli nie zacznie się pracować z konkretną sprawą w sesji, w rozmowie z duszą, w afirmacjach, w medytacjach, to jesteś postrzegany przez własną Duszę jak papier, na którym piszesz. Jeśli nie sesjujesz, jeśli mielisz intelektualną papkę, a zwłaszcza, jeśli jesteś przyspawany do przekonań własnej osobowości, to dla Duszy jesteś marionetką, którą ona od lat porusza. Ty osobiście możesz to widzieć inaczej, że bije ci serce, że głowa pracuje, aż dymi. Że lekarz ci mierzy puls i zapisuje lekarstwa. Słowem: żyjesz!

A tu mówią ci, że twoja własna Dusza [którą ponoć ty masz, a nie ona ciebie- jak błędnie mówią], że owa Dusza cię nie postrzega jako partnera, ba! nie postrzega cię jako żyjącą osobę!

Próbując zrozumieć życie z pozycji swojej osobowości,  robiąc wywody, nawet filozofując! skazujesz się na bycie podrzędnym, podwładnym wobec swojej Duszy. Nie mówię, że to jest samo z siebie złe – wiele, wiele osób czerpie prawdziwą przyjemność z wykonywanej pracy i niech im się wiedzie jak najlepiej! Jednak tych ludzi Dusze postrzegają jako puste wydmuszki, poruszające się kukiełki.

Jeślibym prowadził witrynę o rozwoju osobistym, jeślibym mówił o rozwoju zawodowym, to bym rozmawiał z tobą o tym, jak się ustawić wobec pragnień Duszy, jak je najlepiej wykorzystać. Ale się nie znam na tym. Nie jestem coachem, nie jestem doradcą zawodowym. [tutaj właśnie odsyłam cię do nich, żeby była jasność] Jeśli zaś chodzi o obciążenie Duszy, to terapeuta jest dobrym adresem.

Ja zaś trochę znam się natomiast na otamowywaniu Duszy i na rozwijaniu naszych dyspozycji duchowych!

Jesteśmy na tyle podwładnymi naszych Dusz, na ile nie potrafimy pokazać Duszy, że stać nas nie tylko na wejście w proces duchowy, na uruchomienie wibracji duchowych, nie tylko na rozmowę z nią, ale także na argumentowanie w jej języku i w jej rozumowaniu tak, aby została przekonana. Więcej – taki jest zresztą Plan Boski dla człowieka, aby nauczył się „gadać” z własną Duszą i przekonywać ją, prowadzić ją, aby był woźnicą iluś swoich koni. Aby człowiek uruchomił swoje Świadome Ja [Świadomą Jaźń, Atmana] i doskonalił się w świadomości.

Nie oznacza to jednak, że zmienimy Duszę. Dusza nie jest łatwa do zmiany, same próby zmiany energii poszczególnych, skomplikowanych energii Duszy są dużym procesem duchowym, dużą klasą w szkole życia. Znam wielu, wielu hurr-rozwojowców, ktrórzy za dosyć sporą kasę dają nadzieję pewnej liczbie osób na to, że „mogą zmienić swoje życie”. Nic w tym złego. Natomiast niewypowiedziana obietnica dotyczy ZAKRESU w jakim owo życie może być zmienione. Przychodzący na kursy wierzą, że zmienią życie w 80%, a po latach okazuje się, że zmienią życie w obszarze, w którym oczekiwali o 20% [sławna reguła 20/80 🙂 ]. Natomiast poprzez pracę nad sobą poddają się procesowi, który jest większy od nich samych i ich samych przekształca duchowo. Nie zmienia się może może wyraz ich życia w świecie fizycznym, natomiast oni sami przechodzą cali transformację duchową.

Z tego co wiem, adept początkowo usilnie pragnienie zmienić energie, cele, przyzwyczajenia Duszy. Co ciekawe, nie udaje mu się to [niezależnie od wielkości wkładanego wysiłku. Natomiast samo podjęcie się tego zadania, przekształca.. adepta.

Po jakimś czasie pracy nad potrzebą dużej zmiany swojego życia Świadome Ja przekracza tę potrzebę. Okazuje się, że tak jak jest, jest… dobrze. Paradoksalnie. Pojawiają się aktywności, postawy, poruszenia na takich poziomach, na których tamte początkowe nie stanowią już dużego problemu. Owszem, można je zmieniać, ale nie jest to już nóż na gardle, jak niegdyś.

Adept wtedy zaczyna obserwować swój świat jako pewną grę, zabawę [sanskr. lila – boska zabawa]. To już wstęp do szerszej świadomości, pozajednostkowej.

Do tego jednak, aby przejść w ten stan potrzeba się sporo natrudzić nad własną Duszą. W Duszy są także pragnienia, aby Świadome Ja trudziło się nad jej zmianą. I Dusza sama wywiera presję na nas [na Świadome Ja], abyśmy się skupiali na niej i na jej „wychowaniu”. Jest to wartościowy proces, wartościowy czas. Natomiast – paradoksalnie, na ile skupiamy się na wychowaniu Duszy [LŻ mówi o wychowaniu podświadomości], na tyle także skupiamy się na wzrastaniu własnej świadomości, na tyle przekształcamy postawy Świadomego Ja. Może tego nie dostrzegamy, ale kolejne „problemy” i mocowanie się z nimi, zainteresowanie nimi, fiksacja na nich, przerabianie i uwalnianie się od nich rozwija .. tego, kto jest tego świadomy. Dlatego Dusza jest wartościowa. Nie dla tego, że jest sama rozwijana. Dlatego, że rozwija się świadomość tego, kto się nią zajmuje.

Tak więc Dusza męczy cię dla ciebie samego, dla rozwoju twojej własnej świadomości [tzw. „męczydusza” 🙂 ]

Osobowość może się oczywiście niecierpliwić, zżymać, frustrować, wściekać. Jako część Duszy ma to samo zadanie z Boskiego Planu: ma tak ci „umilić” życie, abyś się wzniósł ponad to, abyś pokonał błoto i wykroty ziemskiej drogi nie kładąc na nią asfalt, ale rozwijając skrzydła. Na ile i na ile szybko zauważysz je, odkryjesz je i wzniesiesz się na nich [transcendujesz] ponad te uciążliwości, jest to kwestia twojego rozwoju duchowego.

Osoby rozwinięte duchowo mają tą cechę, że „ich już nie boli”. Może jeszcze mają kawałek ciała bolesnego, ale już nie jest ono włączone. Z pewnością mieli długi czas bolesności, długi czas utożsamienia z własnym bólem, z cierpieniem, ze swoimi cząstkami, które doznają owego bólu, które przechowują bolesną pamięć. Niemniej pracowali nad tym, i obecnie nie mają już tego kłopotu.

Już ich nie boli. Dekoracje ich życia zmieniły się  niekoniecznie może się jakoś mocno, albo na drastycznie pozytywne.

Ale ludzie ci już nie potykają się o sznury bezładnie leżące na scenie, nie zaczepiają o poły własnego płaszcza, nie utykają w zwojach tkanin leżących na scenie. Nie mają już wzroku tępo utkwionego w jeden punkt na ścianie.

Ich świadomość nie jest już uwięziona w przeszkadzających dekoracjach. Są o wiele bardziej przytomni, wiedzą co się dzieje tu i teraz, są świadomi praktycznych, konkretnych potrzeb na chwilę bieżącą.
Na tyle zmienili je i na tyle rozwinęli świadomość, na tyle przesunęli swoje cele, że już ich stare boleści nie uwierają. Nawet jeśli były one spore.

Pooglądali swoje nogi, rozwiązali sznury, przeszkadzające płaszcze zdjęli, tkaniny rozsunęli, włączyli światło oświetlające scenę. Jest inaczej.

Reklamy