Psychotronika, ezoteryka, rozwój duchowy.

W kręgu osób zainteresowanych sprawami ze sfer niewidzialnych wydawałoby się, że tak wiele z nich jest dobrymi, zacnymi ludźmi, którzy się zajmują szczytnymi sprawami. Nawet można by powiedzieć, że sama dziedzina duchowa to wymusza – bycie dobrym. Pięknie to brzmi, jednakże są to tylko miłe fantazje i pobożne życzenia. Realność jest inna. Jest wiele ludzi zajmujących się dobrem, ale jednoznaczność „duchowość równa jest dobremu człowiekowi” wydaje się naiwna.

Czuang Tse, dawny taoista chiński opowiadał taką baśń o psach.

„Najgorszy pies przypomina kota. Wystarczy mu, że się naje.
Średni pies ma oczy błyszczące, nikogo się nie boi.
Najlepszy pies, szczęśliwy i wolny, nawet nie wie, że jest psem.”

Ten artykuł jest podobny nieco do tej baśni, prezentuje trzy poziomy.

Możemy zacząć od definicji. Psychotroniką nazwijmy obszar aktywności, który dotyczy dziedzin duchowych, sfer niewidzialnych. I tylko tyle. Nie dodamy, że jest to zainteresowanie jakimiś istotami pomocnymi nam, czy duchami opiekuńczymi. Psychotroniką może być zwykły inżynierski pomiar mocy duchowych. Może być to umiejętne zastosowanie magii, huny, bez względu na intencje – dobre czy złe. Nie wartościujemy tutaj działań, a nawet nie wymagamy, by były zgodne z naszą Wyższą Jaźnią i jej pomysłami, czy też z wolą Boga.

Jak widać psychotronika jest zatem szeroką dziedziną. Można zaliczyć do niej systemy ćwiczeń takie jak proponuje Dimitrij Wereszczagin w serii książek DEIR. Przypomnijmy, że system ten narodził się na podstawie działań szpiegowskich. Autor nie przejmuje się, że część z prezentowanych tam aktywności oparta jest na presji, czy odwecie. Nie zastanawia się nad moralną stroną zagadnienia. Być może nie ma takiej świadomości, być może nie ma takiej chęci. Owszem, w wielu ćwiczeniach autor serii podaje pytania dotyczące karmy, opowiada o szczytnych celach tych praktyk. Jednakowoż nie można całej serii DEIR jednoznacznie przyporządkować do dziedziny rozwoju duchowego, jeśli w znaczącej części pracy niewiele się wspomina o aspektach dobra i nieingerencji w czyjeś obszary.

Podobnie w dziale psychotroniki powinny pozostać praktyki niektórych osób, które wyciągają jedną spośród zasad Huny: „to jest prawdziwe, co działa”. Atrakcyjna to zasada, lecz nie jest to jeszcze prawdziwa, pełna Huna, a jedynie jej urywek. Brakuje zasady „Aloha” – zasady miłości, otwartego serca. I nie jest to często świadoma postawa tych osób. Nieświadomie bowiem mogą one mieć negatywne programy, które uruchamiają się bez ich świadomej woli, w czasie działań z energiami subtelnymi. Warto się więc przebadać na istnienie negatywnych, nieświadomych programów, wypytać się podświadomości co do intencji działań z energiami. I oczyszczać nieoczyszczone intencje wobec siebie i innych istot. Wtedy można działać zarówno bezpiecznie jak i pożytecznie.
Przy zastanawianiu się nad podejmowanymi działaniami psychotronicznymi, możemy odpowiedzieć sobie na pytanie: czy ta aktywność którą podejmuję kogoś nie krzywdzi? Czy nie narusza wolnej woli? Czy nie przysparza mi złej karmy? Czasami bowiem „dobre intencje” nie są w istocie swej prawdziwie dobre. One tak mogą wyglądać dla kogoś, kto nie ma wystarczającej świadomości rozróżniającej, zaś patrzy na świat przez klisze astralne.
Inne pytanie: Czy działam z poziomu własnego ego, robiąc to, co tylko chcę, nie przejmując się pomysłami Przewodników Duchowych? Wiem, dla wielu osób właśnie „róbta co chceta” jest atrakcyjne! Chcą wyżyć się, zaznać swobody! Świat proponuje tyle różnych doświadczeń, posiadłości, wrażeń! Niektórzy ludzie niewiele się interesują tym, po co tu są, i czy ewentualnie mają jakieś zadania do zrobienia. Oczywiście, wielu jest młodymi duszami, dla których to jest właściwe – zadbanie o swoje bezpieczeństwo materialne, o zaistnienie w tym świecie. Jeśli zaś robi to dusza dojrzała lub stara – to coś tu nie gra.

Można się spytać, czy też nie buntujemy się przed jakąś ważną osobą – np. ojcem lub mamą? Bo zwykle dusza jest zainteresowana we współdziałaniu z Przewodnikami. Dopiero, gdy człowiek się buntuje, to próbuje działać na własną rękę i wyłącznie dla własnej korzyści. I jeszcze dodatkowo jest z siebie bardzo dumny, bo stał się asertywny.

Ezoteryka jest, można rzec, węższym obszarem działań niż psychotronika. Z założenia są to aktywności we współdziałaniu z kręgiem istot świetlistych. Istoty niewidzialne są bardzo różne. Z obszaru istot pozytywnych, wspierających można wymienić Boga, Wyższe Jaźnie, Przewodników Duchowych, Opiekunów Duchowych, Duchy Opiekuńcze Miejsca, Duchy Opiekuńcze Przyrody, Duchy Opiekuńcze Żywiołów, Dobrego Ducha Ziemi, Anioły różnych poziomów i hierarchii. W każdej z tych grup są istoty na różnych poziomach zaawansowania duchowego. Są i mniej zaawansowane, odpowiadające poziomowi osoby ludzkiej, są bardziej zaawansowane, bezpośrednio przewodzące ludziom, czy innym istotom. Są też istoty o wiele bardziej zaawansowane, którego to zaawansowania duchowego nawet nie sposób nam sobie wyobrazić, ponieważ nie mamy choćby kawałka zindywidualizowanych ciał subtelnych na poziomach, które tamte istoty znacznie przewyższają.

Ezoteryka jest więc dziedziną – w moim rozumieniu – pozytywną. Niekoniecznie jest ona związana ze świadomym rozwojem, ze świadomym podążaniem ścieżką duchową. Jest to obszar zainteresowań, w którym można się rozwijać niejako przy okazji spotykania się z subtelnymi energiami. Znam wiele osób, głównie wróżek, które mają tą postawę. Wystarczy im połączenie ze światem niewidzialnym i działania na tej płaszczyźnie. Takie osoby nie przejmują się nadmiernie swoją osobą, ani też swoją kondycją. Zwykle nie mają dużych intencji do pracy nad sobą. I mają oczywiście do tego prawo.

Ostatnim obszarem, który wspomnę, jest rozwój duchowy. To dla mnie kategoria najwęższa. Zarazem jest to psychotronika, jak i ezoteryka, ale też coś jeszcze bardziej szczegółowego. Rozwój duchowy oznacza świadome i chętne zajmowanie się własnym rozwojem na różnorodnych płaszczyznach naszego bytu. Oczywiście na niektórych poziomach możemy mieć większe osiągnięcia, na niektórych mniejsze, ale generalnie jesteśmy tym zainteresowani i chętni do pracy nad sobą.

Metody stosowane w rozwoju duchowym będą podobne do ezoterycznych i psychotronicznych, jednak będą wrażliwe na dobro, będą ustawiane do działania na poziomie serca. Rozwój duchowy jest przyjazny, serdeczny. Czasami zdarza się, że adept będzie działać na inne sposoby, ale mając pozytywne intencje i wyczuloną świadomość będzie dążyć do oczyszczenia swoich praktyk, do oczyszczania swojej ścieżki.

Rozwój duchowy nie jest stałym kanonem, raczej jest to dziedzina osobista. Jak to mówią: „każdy ma swoją ścieżkę”. I swojego Przewodnika Duchowego, który jest istotą żywą, żyjącą, elastyczną w działaniu, inspirującą. Inspiracje z wyższych pozytywnych poziomów bytu mogą dawać czasami nam zaskakujące rezultaty. Moim, i wielu znajomych doświadczeniem są nieoczekiwane sytuacje, które pojawiają się w różnych momentach praktyki duchowej. Czy to w sesji zachodzi coś niezwykłego, czy też moje wyobrażenia o tym, co powinno się stać są bezpardonowo rozwiewane przez proces, który się wydarza. Wielokrotnie miałem takie doświadczenia. Dają one pogląd na sferę myślową: poziom mentalny i przyczynowy. Pokazują jak owe poziomy są w zasadzie przewidywalne i dość sztywne. Gdy bowiem nabywamy jakieś przekonanie, czy chwytamy się jakiejś myśli, to zwykle nie umiemy się otworzyć na coś innego, co mogłoby nas spotkać. I gdy nas to „coś innego” spotyka, wtedy możemy się nieco zdziwić, i przypomnieć sobie, jak zadziwiająco przekonujące były te myśli, które się zupełnie nie sprawdziły, bo sprawa poszła inną ścieżką.

A więc rozwój duchowy to także otwieranie się na inspiracje z wyższych poziomów. Warto też dodać, że otwieranie się na coraz to lepsze inspiracje. I przepracowywanie oporów podświadomości przed tym lepszym, co może nas spotkać.

Dodam może jeszcze, że część ezoteryki nie jest rozwojem duchowym.

I jeszcze większa część psychotroniki też nie jest rozwojem duchowym.

Chociaż tak mogłoby się wydawać. Jeśli spotkasz różdżkarza niekoniecznie będzie on na świadomej ścieżce duchowej, może mało go to obchodzić. Akurat może mieć działalność gospodarczą odnajdywania miejsca na studnie i to go może zajmować.

Po poznaniu różnorodnych ćwiczeń z wielu systemów: relaksacji, medytacji, modlitwy, podejść psychologicznych i dydaktycznych można zauważyć, że osobisty rozwój duchowy czerpie z wielu źródeł. I nie szkodzi mu to zupełnie. Kiedyś słyszałem opowieść o tym, że stojąc w dwóch łódkach, po jednej nodze w każdej, nie da się płynąć [to tak w ramach lekkiego zastraszenia słuchaczy, że jeśli gdzieś wpakują się w inne praktyki duchowe, to się im życie rozjedzie].

Myślę, że jeśli jedna jest łodzią dobra, a druga zła, to rzeczywiście jest coś nie tak. I wtedy lepiej się przesiąść do tej łódki sprawnej.

Ale pomysł, że dobro ma swoje granice i nie jest zgodne samo ze sobą, nie pochodzi, łagodnie mówiąc, z czystych sfer.


Powracając do Czuang Tse. W wielu opowieściach mówi on, że należy zapomnieć o świadomym działaniu, poddać sie tao. Jednak nigdzie nie znalazłem, że należy być naiwnym lub ograniczonym. Mówi raczej:

„Skrępowani swoją wiedzą, ludzie nie pojmują tao, które nie ma granic”.

 

opublikowane wcześniej tu:

http://www.archiwum.cudownyportal.pl/article.php?article_id=1294

Reklamy

6 Komentarzy (+add yours?)

  1. kropelka
    Sier 14, 2013 @ 23:03:03

    Ten artykuł był mi bardzo potrzebny.Dzięki niemu wiem, mam pewność, na jaką weszłam witrynę, co mogę znaleźć na niej dla siebie i swojej Duszy.
    Wydaje mi się, że byłoby nawet dobrze, gdyby tekst został wklejony gdzieś na początku, bo daje rozeznanie dla pojęć, które są często mylone lub ze sobą niesłusznie utożsamiane.

    Dla przeciętnego człowieka psychotronika, ezoteryka i rozwój duchowy to prawie wszystko jedno.Sama długo nie miałam rozeznania w tej sferze i podchodziłam z dużym dystansem do strony ” Świat Ducha „. Analizowałam każdy artykuł z aspektu
    szeroko pojętego dobra, etyki, własnej duchowości i wrażliwości.Byłam ostrożna.Nie chcę, bowiem, by ścieżka, którą zaczęłam podążać wyprowadziła mnie na manowce.

    Takie odnoszę wrażenie, Andrzeju, że w jakiś sposób w tym artykule określiłeś swoje metody działania w rozwoju duchowym jako ” wrażliwe na dobro i ustawione do działania na poziomie serca „. Dla mnie osobiście trzymanie się takiej zasady jest niezmiernie ważne.

  2. SwiatDucha
    Sier 18, 2013 @ 00:06:56

    kropelka:
    to rozróżnienie jest istotne, ponieważ w kręgach ezoterycznych spotykam różne osoby, które mają czasami agresywne obciążenia [np. symbionty] i owe symbionty właśnie cieszą się, że jest jakieś „specjalne” towarzystwo, które się siebie trzyma i wystarczy trochę się podessać, aby czerpać z tych ludzi świeżą energię.
    Co ciekawe, już o dobru, sercu, te osoby nie bardzo wspominają, czyli nie przekraczają granicy rozwoju duchowego. Działają zgodnie z wieloma cechami osoby socjopatycznej, mimo, iż „wydawałoby się”, że wiedząc o sprawach niewidzialnych już MUSZĄ od razu, z miejsca, z automatu postępować moralnie, przyjaźnie, wrażliwie.
    Są POZORNIE wrażliwe poprzez swoją ogromną otwartość i łatwe nawiązywanie kontaktów, szczery uśmiech [nieudawany – symbionty naprawdę cieszą się z nowych znajomości].
    Natomiast to pięknie myli.

    Na dzisiaj mam o wiele mniejszą tolerancję na jedzenie mojej aury. Mam w nosie, że ktoś się ładnie uśmiecha, niech się uśmiecha do lustra. Jak mnie atakuje bezpardonowo gadem, niech zmyka na drzewo.

    Ileś osób zainteresowanych ezoteryką, duchowością poznałem. I naprawdę wiele [zwłaszcza tych „ważniejszych”] ma krokodyle. Na szczęście to nie zamyka im możliwości pomagania innym poprzez terapie.
    Ale na nieszczęście oni sami zwykle wcale się nie interesują owym obciążeniem duchowym, które posiadają. Dlaczego? Bo ich mocno wspiera, a oni sami częściowo widzą siebie takimi [czyli utożsamiają się z umiejętnościami od kr.]

  3. kropelka
    Sier 18, 2013 @ 12:47:17

    ” Na szczęście to nie zamyka im możliwości pomagania innym poprzez terapie „.

    Andrzeju, nie wiem czy dobrze zrozumiałam, tzn. ci wszyscy obciążeni kr. ezoterycy prowadzą terapię i ich pomoc mimo posiadanego obciążenia może okazać się skuteczna ?! Ja sądziłam, że przy bliższym kontakcie z takimi ludźmi można złapać jakieś obciążenie, przyciągnąć sobie ciemny byt duchowy , pogrążyć się w swoich trudnościach.

    Miałam wiele lat temu kontakt z takim ezoterykiem .Uwierzyłam mu i zaufałam, wreszcie pozwoliłam mu trochę namieszać w swoim życiu.Mam wrażenie , że bez mojej zgody stosował wobec mnie różne, dziwne metody , czego efektem było moje specyficzne samopoczucie fizyczne i duchowe.

    .Np. gdy wracałam do domu pieszo z takiej sesji, miałam wrażenie, że unoszę się nad ziemią.W domu zaś wydawało mi się , że takie drobne, lekkie przedmioty,np. serwetki też znajdują się w powietrzu. Zostałam jakby zablokowana uczuciowo wobec najbliższych, którzy nie mogli znaleźć ze mną kontaktu. Pogrążyłam się w sobie, w swoich wyłącznie uczuciach, nie zwracałam nawet uwagi, co czuje moje dziecko.
    Dziwię się , że zdołałam się sama jakoś pozbierać z tego marazmu, że zrozumiałam, że dalej nie mogę już pozwalać temu człowiekowi na ingerencję w moje wnętrze. Jednym słowem w pewnym momencie uruchomiło się wreszcie moje Świadome Ja ,które podjęło decyzję o rezygnacji z kontaktu z tym człowiekiem. Na samo wspomnienie o tym, co się ze mną działo, czuję ogromny niesmak i poczucie winy wobec tych, którzy mnie kochali , a ja ich wtedy zawiodłam.

    I teraz pojawia się takie pytanie – jak się ustrzec przed takimi ludźmi ?Przecież zwykle gdy się do nich zwracamy, determinuje nas jakaś trudność, nawet trauma.Świadome Ja chyba nie funkcjonuje prawidłowo w takich sytuacjach.
    Jakich zasad bhp należałoby się trzymać w relacji z takimi ludźmi, co powinno być dla nas sygnałem ostrzegawczym ?

  4. SwiatDucha
    Sier 18, 2013 @ 13:17:11

    kropelka:
    >ich pomoc mimo posiadanego obciążenia może okazać się skuteczna ?!

    to może się wydawać dziwne, prawda?
    Zapewne, jak piszesz wiele różnych kontaktów, relacji z osobą obciążoną może być kłopotliwe albo traumatyczne.
    Natomiast ludzie jacy są tacy są. Ja [nie wiedząc jeszcze o kr] chodziłem na różne warsztaty, terapie. Jakbym na nie nie chodził, to bym chyba zwariował. Nie zależało mi na relacjach, dobrych kontaktach z terapeutami. Zależało mi na własnym dobrostanie, na tym, żeby się wyciągnąć z mojej przykrej sytuacji. I korzystałem ile mogłem z terapii! Nie ucierpiałem od tych obciążonych osób[zbyt wiele], bo skupiony byłem na sobie.
    Można powiedzieć, że z powodu symbiontów terapeuci także mają dodatkowe umiejętności, więc i lepiej sobie radzą i są bardziej popularni, bardziej rozpoznawani.

    Jednakże – jak piszę na stronie o kr. – nie warto krytykować kr., potępiać je w czambuł, nie warto na nich psów wieszać. To ludzie poprzez swoje intencje sobie je zaprosili i teraz tak mają.

    A czy ja osobiście ucierpię czy skorzystam w kontakcie z takim kimś? To zależy ode mnie, od moich intencji.

    Jest takie powiedzenie, bodajże buddyjskie: „nawet psi ząb jest ci w stanie udzielić błogosławieństwa [pod warunkiem, że będziesz miała odpowiednie dobre intencje wobec siebie]”.

  5. kropelka
    Sier 18, 2013 @ 20:20:42

    I znowu się z Tobą zgadzam , Andrzeju .

  6. kropelka
    Sier 18, 2013 @ 20:25:29

    Przepraszam , przedostatni mój post to oczywiście komentarz do nowego artykułu ; „Fiku …”. I proszę go tam umieścić, jeśli to możliwe.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: