„Ja ci udowodnię!”

W ostatnich dniach moja Dusza mocno chciała uruchomić taką postawę – udowadniania komuś czegoś. O, to była jazda!

Miałem dużo przemyśleń dotyczących tych białych wzorców „udowadniania”. Dla mnie nie są tylko czymś tak mało znaczącymi jak słowo „wzorce”, przeżywałem mocne emocje, silne szarpania energiami. Mógłbym powiedzieć, że mnie moja własna Dusza prowokowała abym udowodnił temu lub owemu komuś moją własną „wyższość”. Dusza by się poczuła lepiej okopana na swoich pozycjach. A ja nie. Nie dałem jej takiej satysfakcji. Jedynie co, to obserwowałem co się dzieje [czasami w sporym napięciu emocji i energii]. Jednakże nie dałem się sprowokować, nie dałem sobie zaszkodzić. Bo jakbym na skrzyżowaniu jadąc rowerem zaczął udowadniać samochodziarzowi, że źle jedzie, to .. sami wiecie. Nawet Policja by nie pomogła odwrócić szkód.

„Postaw im się!”

Im więcej miałem energii, tym więcej Dusza chciała jej władować w podstawienie się komuś. Czułem, jak bardzo chce skonfrontować się z kimś, właściwie kimkolwiek, aby tylko pokazać siebie, swoją postawę niezgody. Poszukując z czego ta niezgoda znalazłem, że z powodu niedostrzegania jej niegdyś. Teraz za to ktoś obcy miałby przystanąć i – w odpowiedzi na negatywną prowokację – poważnie popatrzeć i powiedzieć: „no tak, jesteś, jesteś silny i zdecydowany, liczę się z tobą”.
No to by był cud. Kto, sprowokowany dajmy na to potrąceniem przez rowerzystę przystanie i powie sprawcy potrącenia taką kwestię? Jeszcze dodatkowo, czując, że w wydarzeniu nie był jakoś mocno sprawcą?

Dusza oczywiście liczy na cuda, na urzeczywistnienie się fantazji [swoich], na niezwykłe, cudowne przypadki w zwykłym, trywialnym świecie. Np. na wygraną w lotka co któryś raz. Już taka jest.

Na szczęście podszedłem do sprawy ze strony medytacji – jadąc na rowerze obserwuję siebie i drogę, po której jadę. Wydarzenia zarówno na drodze, jak i w sobie widzę, jestem ich świadomy, natomiast to, co może zaszkodzić, tego nie uruchamiam. Widzę, ale nie wchodzę w to.

Już wiedziałem, co robić – nie pierwszy raz Dusza taki numer mi robiła. W momentach większych napięć, większej opresji lubi uruchomić się ciało bolesne, ponieważ energii emocji jest ponad pokrywkę i owa pokrywka nieco odskakuje. Wiem dobrze, że udowadnianie zawiera w sobie wewnętrzny przymus i wprowadza mnie w nieprzytomność.

Inni ludzie z zewnątrz też by na propozycję mojej Duszy przystali. Jej prowokacje potraktowaliby z należytą sobie uwagą zwróconą na swoje własne interesy. Mało kogo by obchodziło, że mnie nosi. Raczej sami uruchomiliby swoje emocje patrząc jak bardzo zostali skrzywdzeni. I tak dwie lub więcej Dusz dograłoby swoje nieświadome intencje [pragnienia, postawy].

Dlaczego nie pozwalam Duszy tak mocno doświadczać, a tylko obserwuję i akceptuję co by chciała?

Głównie z powodów bezpieczeństwa.
Bo np. jeśli pozwolę Duszy wejść moim ciałem przed jadący akurat rower po chodniku, to z pewnością zostanę poturbowany. Nie mówiąc już o wchodzeniu na jezdnię i o wymuszaniu miejsca na jezdni. A nawet chociażby na udowadnianiu komuś, że oto źle jedzie samochodem i że łamie przepisy a ja „akurat tu jestem” i że właściwie to mnie osobiście zrobił krzywdę przekraczając przepisy. Dusza – idealistka – naprawdę nie liczy się z ciałem i z jego wytrzymałością w takich przypadkach.

Jeśli pozwolę Duszy wejść moim ciałem przed jadący akurat rower po chodniku, to z pewnością zostanę poturbowany.
Dusza cała radosna by chciała mieć pretekst do „posiadania racji” w takim sensie: „na chodniku pieszy ma pierwszeństwo, więc pani kierująca rowerem zawiniła i powinna przeprosić! Co najmniej!”
O tak! A kto się jej pchał pod koła? Skąd takie emocje wściekłości poprzedzające spotkanie z panią? A?

Powody

Kurs Cudów mówi: I am never upset from the reason I think.
[zmieniłem „you” na „I”]

Czyli nigdy nie  jestem wkurzony/zagniewany/zdenerwowany/niezadowolony/wybity z dobrego nastroju z tego powodu, o którym myślę, który postrzegam jako przyczynę wydarzenia.

Oczywiście to „nigdy” jest nieco przesadzone, natomiast jest w tym sporo racji. Widzę siebie, jak moja Dusza [i podświadomość jako jej część] czasami szuka. Jakby szukała guza, ale nie, ona szuka okazji do uruchomienia zachowania opartego na swoich przekonaniach. Opartego na boleści, którą przechowuje w ciele bolesnym.

Np. wyszukuje kogoś, kto może „zapłacić za moje kiepskie samopoczucie”..

Pragnienie wyrównywanie krzywd uruchamia się wraz uruchomieniem ciała bolesnego. Pragnienie przekazywania miłości, akceptacji uruchamia się wraz z Świadomym Ja, które czuje połączenie z Duchem, z Bogiem.

[O ciele bolesnym opowieść jest tu]

No nie jest to jakby szczytna aktywność, to wyszukiwanie winnych..

Ale jest to typowy chwyt negatywnej, białej strony [niektórzy to nazywają „białymi wzorcami”], chwyt pozwalający „wyszukać winnego”. A moja Dusza ma długie doświadczenie w wyszukiwaniu a potem karaniu winnych. Więc i przeżywam proces oduczania jej tego.

Epoka socjalizmu była w wyszukiwaniu winnych mistrzowska!
Było powiedzenie: „winni leżą na ulicy”.
W owym socjaliźmie w Polsce niewiele się działo, była spora stagnacja bowiem białe siły raczej same nie ruszą się do roboty, o nie! One tylko czekają, aż ktoś przyjdzie i za nich zacznie robić! Wtedy mają otwartą drogę do tego, co najbardziej lubią: do krytykowania i pouczania.

[więcej o białym]

Tak więc udowadnianie jest jednym ze sposobów białej strony na przejmowanie kontroli nad sytuacją.

Jeśli siły ciemności przejmują kontrolę za pomocą bezwzględnego przejęcia kontroli, zła, terroru, bezpardonowego ataku popartego wysokimi energiami od swoich opiekunów,
to
siły białego chcą wydawać się „dobre” i „tylko” będą kontrolować, pouczać i krytykować. Dziury nie zrobi, a krew wyssie.

Więc i ta biała manipulacja: „ja ci udowodnię” wygląda raczej kulturalnie. I w wielu towarzystwach uważana jest za uprawnioną technikę dyskursu [np. politycznego].
Albo w sądach, ile się udowadnia. Albo na forach internetowych.
A jest to często bardzo przykra manipulacja.

Jeśli uruchomił się wzorzec udowadniania to akceptacja jest z definicji zablokowana.
Dusza uważa, że „ten drugi” jest w błędzie, że mi przeszkadza i że trzeba coś na nim wymusić, aby zmienił swój cel. Jak w takiej sytuacji akceptować tego kogoś, jak uruchomić energię miłości z serca, aby przekazać ją temu komuś? No nie daje się.

Dusza [jak już pisałem] ma w swoim pragnieniu wyrównywanie: tego co się da i tego co się nie da :).
Wyrównać „swoją krzywdę” chce często za pomocą udowodnienia swojej wyższości a czyjejś niższości. Nawet jeśli stawia się w roli ofiary, to jest „większą ofiarą” niż ktoś inny, tą ofiarą, którą bardziej boli, którą bardziej należy się zajmować.

Dusze są fanatykami „wyrównywania”. Najlepiej zobaczyć to na historii ludzkości. Ileż było wojen! Dlaczego? Ponieważ jedni nie chcieli drugim „tego zostawić” bez wyrównania. Nie ważne, że tak tragicznie wiele ludzi ucierpiało, że tyle nieszczęść wydarzyło się w efekcie tych działań. Najważniejsze było to, żeby „wyrównać”, żeby „udowodnić”. Wybaczenie? naprawdę mało kto o tym myślał. Zacietrzewione dusze parły do wyrównania.

Udowadnianie jest przygrywką do przelewania w nasz wymiar poprzez czakry splotu i gardła energii nienawistnej i gniewnej, energii wejścia. Przy samym uruchomieniu się udowadniania nie ma jeszcze tego, ale wystarczy się trochę poćwiczyć w manipulacji to i energia wejścia będzie na podorędziu. [czakry są w tym wypadku portalami – łączami do świata „białego”, „białych istot”, które wsuwają się w naszą realność, robią rozróbę naszym kosztem i zabierają do siebie „urobek” energetyczny [więcej o wejściach].

Tak więc jeśli teraz uważasz, że warto wybaczać, warto kochać, warto akceptować, to wiedz, że najpewniej możesz nie od razu znaleźć sojuszniczkę w swojej Duszy. Dlaczego? Ponieważ jest po prostu przyzwyczajona, wdrożona, aby czynić odwrotnie.

Na szczęście nie jest to zachowanie sztywne i ustalone raz na zawsze. Jest to postawa, którą można zmienić, można przekonać Duszę do pozytywnego podejścia. Samo czytanie tego tekstu, gdzie pokazuje się jak szkodliwe jest egoistyczne udowadnianie stanowi taką sesję, w której Dusza może coś zrozumieć. Może nie wiele od razu, ale może choć trochę.

afirmacja:
{Mogę pozostawić udowadnianie i skupić się na akceptacji, miłości i zrozumieniu. Bardziej zależy mi na widzeniu drugiego człowieka sercem i miłością, ponieważ jeśli jemu daję miłość, to miłość też daję sobie}


Udowadnianie a karma

Dusza tak to widzi, że została skrzywdzona, a nie, że sobie coś przyciągnęła.

Dusza nie widzi karmy tak jak ona działa. Ciało przyczynowe z poruszeniami na nim dla niej nie jest bezpośrednio dostępne. Takim poruszeniem byłaby np. refleksja co do przyczyny i skutku danego czynu. Dlatego ja jako Świadome Ja pokazuję Duszy jaką ma postawę, a co by się wydarzyło, jeśliby zaczęła realizować swoje pomysły na postawę udowadniania.

Takim wydarzeniem, które pamiętam dobrze, był jedyny w moim życiu wypadek. Stłuczka, którą spowodowałem. Jestem bardzo przekonany, że jeśli bym miał mieć kolejną, to musiałbym sobie ją przyciągnąć tak jak tą pierwszą.
Pogoda była pod zmokłym, zziębniętym psem. Kicha też w emocjach. Moja mama się napiła już sporo alkoholu tego popołudnia. Natomiast ja, nadal naiwnie chcący uzyskać od niej wsparcie i zrozumienie zacząłem z nią rozmowę. Mało było trzeba czasu, żebym wyszedł mocno wzburzony z pokoju. Nie chciałem być już w domu, wyszedłem i w tym wzburzeniu, w deszczu wyjechałem samochodem na ulicę. Kilka przecznic wystarczyło, żeby napatoczyła się ciężarówka która akurat chciała hamować na tym pasie, na którym ja chciałem przyśpieszać…
I czyja wina? Moja. Oczywiście moja. W domu – czyja wina? Mamy? nie,… no co ty, co ona zawiniła..?

Dusza moja długie miesiące miała ogromnie dużo złości i wściekłości do mojej uzależnionej matki. Dopiero po długim czasie zdołałem jej wyperswadować, że taka sytuacja wydarzyła się, ponieważ ja sam nie wziąłem odpowiedzialności za swoje wzburzone emocje i pojechałem z nimi w miasto. ufff… Dusza uważała, że oczywiście miałem pełne prawo być wściekły, że to było naturalne i że w ogóle wszyscy tylko nie ja.
Wszystko dobrze, tylko, że nie żyjemy w czasie kamienia łupanego i mamy ileś ograniczeń, które również dotyczą poziomu emocjonalnego naszych zachowań.
Mnie też się to nie podoba, że osoby uzależnione, mocno obciążone mogły mieć na mnie tak duży wpływ, wpływ, który przewyższył możliwości kontroli moich zachowań poprzez mnie samego. Ale składam to na karb karmy, tego, co ze mną przyszło, nawet jeśli nie byłem tego świadom.

Tak więc Duszy nie jest dostępna bezpośrednio refleksja. Dopiero wsparcie przez Świadome Ja, np. w terapii, daje możliwości wyjścia z tych zamkniętych kręgów.

Dusza nie widzi karmy, za to widzi swoje potrzeby i pragnienia na swoim poziomie rozumienia. Sama sobie ustala, jak  ma być wyrównany jej dyskomfort. Niestety, najczęściej Wszechświat nie uznaje, że sposoby Duszy są odpowiednie i nie daje jej, na jej warunkach tego, czego ona bezpośrednio pragnie. To jednak Duszy nie przeraża, ponieważ najważniejszą potrzebą Duszy jest samo doświadczanie. Więc „więcej doświadczać” oznacza dla Duszy „lepiej”.

Oto dość spektakularny przykład:

sprawa dotyczy obraza Rembrandta
cytuję:

„Straż nocna” [..]uważane jest za czwarte największe dzieło malarskie na świecie.

 „Straż nocna” miała być w założeniu, zwykłym portretem grupowym lokalnej milicji obywatelskiej, nazywanej także kompanią arkebuzerów czy też kompanią strzelecką. Według autora filmu, w trakcie prac nad dziełem Rembrandt wpadł na trop spisku, który doprowadził do śmierci kapitana milicji i zastąpienia go innym. Postanowił więc, że obraz będzie oskarżeniem wymierzonym w spiskowców i zdołał ukryć w obrazie mnóstwo informacji na temat tej złowieszczej intrygi.

 Według autora filmu, Rembrandt zdawał się wyprzedzać własną epokę, a „Straż nocna” stanowiła jego opus magnum. Dzieło życia. Niesamowite jest również to, że po jej namalowaniu kariera malarza gwałtownie się załamała! Czy to nie przypadek? A może jego teoria o popełnionej zbrodni miała jednak sens. Czyżby bohaterowie sceny namalowanej na obrazie, odkryli podstęp malarza i postanowili jego ukarać? Malarz był zbyt popularny, by go zgładzić, więc zrujnowali mu karierę i życie.

cytaty z ciekawego artykułu:
http://utw-art.blogspot.com/2012/09/rozwazania-na-temat-malarstwa-straz.html

Ruina kariery artysty obfitowała w najścia komornicze, wysiedlenie do ubogiej dzielnicy i załamanie finansowe.

Sama historia bardzo ciekawa. Natomiast malarz na tyle efektywnie przyjął postawę „udowodnię”, że ten obraz stał się przełomem w jego karierze. W filmie pokazywane jest jak poszczególne elementy obrazu oskarżają kolejne osoby na nim przedstawione. Rembrandt konfrontując się z jednymi z najpotężniej ustosunkowanych ówczesnych mieszczan uważał chyba, że „nic mu się nie stanie”. Najpewniej Dusza artysty razem z osobowością uruchomiły postawę „a ja im udowodnię i nic mi nie będzie, bo to wszystko prawda”. Mógł namalować obraz „normalny”, ale tego nie zrobił, widocznie nie wydzierżył, ciało bolesne, uruchomione, nie dało mu. Może zresztą – jako osobowość – właśnie tego chciał, co zrobił.

Jeśli zarówno Dusza jak i osobowość coś chce, zwykle efekty są silne i natychmiastowe. Natomiast niekoniecznie muszą to efekty pozytywne.

Mimo to, że dla ciała i osobowości bywa to niebezpieczne, Dusze próbują na różne sposoby „odebrać sobie” od świata to, co wyobrażają sobie, że im się należy. Chce zrobić to na swoich zasadach, na podstawie swojej [ograniczonej] wizji. Piszę „ograniczonej” bo jakaż to wizja jak nie ograniczona, jeśli nie zawiera się w niej akceptacja czy miłość?

Krokodyl także może udowodnić!

Postawa „udowodnię ci” nie zależy od typu obciążenia duchowego. Jest uniwersalna. Nie zależy, czy ktoś ma wejście [i szuka agresora, oskarża], czy też ma symbionta i szuka ofiary. Jak to jest w przypadku symbionta?

Dajmy na to, że policjant złapał na wykroczeniu kierowcę, który jak raz ma krokodyla astralnego i przyczynowego.

Kierowca chce udowodnić policjantowi, że mu chce niesłusznie wypisać mandat. Może to pochodzić z tego, iż Dusza kierowcy właśnie ma uruchomione ciało bolesne. Kierowca poczuł się tak źle jak wtedy, gdy go ojciec bił, gdy go przyłapał na pierwszym wypitym piwie. Wtedy Dusza uważała, że to piwo należy mu się „jak psu zupa”, ponieważ już w klasie wszyscy pili piwo, a on jeden tylko sobie wyobrażał jego smak i tajniaczył się, że jeszcze piwa nie spróbował.

I obecnie, policjant robi za rodzica a kierowcy się uruchamia ten sam niskowibracyjny motyw. Będzie kręcić, kłamać, oszukiwać, szukać dziury w rozumowaniu policjanta. Symbiont też ładnie wspierać będzie kierowcę. No i po takich nieczystych, a wysokowibracyjnych przepychankach kierowca jednak odjeżdża w poczuciu, że oto właśnie stała mu się sprawiedliwość – nie dostał mandatu. Policjant stoi zaś na skraju drogi skołowany, próbując zrozumieć co się stało, bo pomimo, iż wiedział, że należy się kara, jakimś dziwnym trafem został tak zamotany, że nie wiedział za bardzo co się dzieje.

A tak naprawdę kierowca zarówno oszukał policjanta jak i wzmocnił sobie [swojej Duszy] przekonanie o skrzywdzeniu. I że warto jednak posiadać symbionta i ściśle z nim współpracować. Osobowość zaś się cieszy, że „temu frajerowi” się nie dała.

[Sytuacja może hipotetyczna, ale najpewniej często wydarzająca się.]

„Słuszność jest po mojej stronie”

Najczęściej osoba z uruchomionym ciałem bolesnym uznaje, że należą się jej większe prawa. I dlatego Dusza wierzy, że sama „odbierze sobie” swój dług od Wszechświata. No bo jeśli „ja jestem taki biedny pokrzywdzony, to oczywiście należy mi się to i to i jeszcze tamto..”.

Stąd jest to dążenie do tak mocnego, niekiedy agresywnego osobistego działania przy wyrównaniu. To Dusza zafiksowana na swoim przekonaniu „ja mam rację”. Słuszność jest po mojej stronie. Naukowcy sprawdzili, że większość przestępców uważa, że słusznie postąpiła przy przestępstwie. [np. w przypadku kradzieży „Słusznie się im to należało”, to, co było czyjeś] – czyli poprzez swój czyn udowadniali nieprzytomne wyobrażenie swojej Duszy.

A prawo kreacji i przyciągania?
Dusza zwykle go nie zna, a jakby znała, to w stanie „udowadniania” oczywiście go nie pamięta. Jest to stan częściowej nieprzytomności, kiedy władze umysłowe potrafią się szybko kurczyć.

Dusza i ego – jej część uważa, że ma rację, że wie lepiej. W takich wypadkach popada się w sporą nieprzytomność. Osobiście czasami też odczuwam, że obecne w skupiskach ludzkich energie wejściujące bardzo się starają wesprzeć moją Duszę, aby wreszcie się wystarczająco mocno zagniewała, aby przekroczone zostały bariery kontroli Świadomego Ja. Abym zaczął ponownie współpracować [jak dawniej] z białymi oskarżającymi energiami i zaczął ponownie rozpychać się łokciami.

Wiele razy się w przeszłości temu poddawałem. Jednakże raz za razem zacząłem sobie tłumaczyć, że takie zastępcze udowadnianie sobie swojej wątpliwej „wyższości” nie ma sensu. Mimo zranień, mimo pamięci różnych przykrych przeżyć, z których wiele mogłem określić jako „krzywdy”.

Tłumaczyłem to sobie, swojej Duszy. A także – z drugiej strony – terapeutyzowałem dawne moje wspomnienia zranień. Przechodziłem procesy wybaczania, uwalniania w bezpieczny sposób gniewu, rozpoznawania jego przyczyn. Na dzisiaj wiem o prawie przyciągania, że jesteśmy połączeni pomiędzy sobą łączami energetycznymi [na Hawajach nazywają to sznurami aka]. Poprzez te sznury możemy poddać się dominującym w otoczeniu wibracjom, przekonaniom, postawom. Albo możemy stwierdzić, że powoli będziemy przełączać się na inne wibracje, z którymi chcemy się połączyć. Aby nasz świat wyglądał przyjemniej, bezpieczniej, bardziej spokojnie. Nawet nie musimy zmieniać swojego miejsca pobytu, aby dokonać takiego „przełączenia”. Aby przyciągnąć ku sobie przyjemniejszą aurę.

komentarze do tekstu są na [ezoforum.pl link]

Advertisements

Comments are closed.

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: