Wspieranie Ducha

Motto: to jest tekst dla lubiących przydługie opowieści. 🙂

Dzisiaj będzie o Duchu i o tym, jak go wspierać.

Jak dotąd dużo pisałem o Duszy i jej przeżyciach, a o Duchu to już tylko tak skąpo.

A jest on przecież istony w rozwoju. Jednakże niewiele jest tu dobrze wiadomo, jedynie podstawowe zależności. Poza tym jak to zdążyłem ogarnąć, wiele osób chce postrzegać Ducha na podstawie swoich wyobrażeń. Im pierwotniejsza osoba, tym bardziej postrzega Ducha na swój obraz i podobieństwo!

Poza tym jest 1 listopada, wspominamy zmarłych. Jak wyobrazić sobie, jak wspominać Duszę zmarłego, a jak Ducha? Co jest co? Rozróżnienie jest tu istotne, dużo już też opisałem na stronie „Dusza i Duch”.

Ziemskie wyobrażenia i brak logiki

Ludzie mają zwykle świadomość na poziomie swojego umysłu. Próbują więc dociec że Duch jest podobny ich umysłowi. Nastaje projektowanie, próbuje się przypisywać niskopoziomowe cechy istocie wysokopoziomowej. Próbują lokować, przypisywać cele podobne do tych, które ma osobowość, ego, ciało – Duchowi.

Jak się pewnie domyślasz taka sztuka jest dosyć łatwa, ponieważ umysł przez większość czasu jest na usługach ego, osobowości, więc na podorędziu jest pełne zaplecze pomysłów na to jak sobie ustawić wyobrażenie Ducha. Więc wyobrażamy sobie, że Duch ma te pragnienia co ego, że pożąda spraw ziemskich.

I całą sztuką jest wyjść poza te wyobrażenia.

Bardzo korzystną sprawą w poszukiwaniach cech i przymiotów Ducha jest to, aby stosować logikę i stan medytacyjny, który pozwala na wyjście poza umysł, poza mentalność.

Przy stosowaniu logiki też następuje pomieszanie. Zależności z niższych poziomów próbuje się stosować, przenosić na wyższe poziomy. Mówi się „jak na górze tak na dole”, co ma oznaczać, że bardzo podobne zależności są obecne w obu światach. Jednak wydaje się, że jest to błąd. Metafora by brzmiała bowiem w tym wypadku tak: „co na górze to na dole”. Albo „to samo na górze co na dole”. A tak nie jest – może jest podobnie, ale nie tak samo. Osoby znające poszczególne ciała subtelne i poruszenia, aktywności na ich poziomach mogą sobie przypomnieć, że wysokie poziomy nie mają dokładnego odzwierciedlenia w świecie materialnym.

wiele osób nie dostrzega logiki tak jak ona występuje na poziomie przyczynowym i wyżej.
Wydaje się bowiem, że logiką jest to, jak się sprawy wydarzają w świecie materialnym. I że realności wyższe są prostym odzwierciedleniem tego, co jest niżej.

Ziemskie wyobrażenia

Ludzie uznają, że Bóg jest kimś na zasadzie króla, ale zasiadającego „na obłokach”. W jednej z audycji radiowych antropolog wskazał na ten antropomorfizm. Kiedyś traktowano króla obecnego wśród poddanych jako kogoś niezwykle istotnego, cennego, wartościowego. I istotnie – miał on wielką władzę. Stąd proste odniesienie do Boga jako króla. Jeśli król ziemski ma władzę, to o ile bardziej król niebieski ma władzę! I jak się króla ziemskiego bali, tak się bali króla niebieskiego, aby mu nie poddać. Albo nawet bardziej się go bali, bo – w odróżnieniu od tego ziemskiego – niebieski ponoć „wszystko widział” i nie tak już łatwo było go oszukać.

Jest to na zasadzie „co na dole to na górze”, jest to przeniesienie treściowe.

A jest to jawny antropomorfizm. Wyrównanie góry i dołu, przeniesienie z dołu do góry TREŚCI. Nie tylko logiki, nawet nie tylko zasad, ale i treści. To zrozumiałe, ponieważ dla pierwotnego człowieka nie mogło być mowy o wyższych przemyśleniach.
Np. w używanym języku w Birmie nie ma słowa stereotyp. Nie ma, ponieważ do jego utworzenia potrzeba pewnego przemyślenia, refleksji. Co nie oznacza, że brakuje duchowości – Buddyzm w Birmie był obecny od pierwszych wieków naszej ery. Podobnie i obecny Dalajlama dziwił się, co to jest „poczucie własnej wartości”, jak usłyszał to pojęcie pierwszy raz z ust osób z Zachodu.

Jeśli kapłani mieli opowiedzieć o tym, co się w sferach duchowych dzieje, to brali treści i transponowali je. Ba, nawet nie transponowali, można rzec że kopiowali na żywca.

Obecnie więc, jeśli chcemy prześledzić zależności ze sfery Ducha pozostaje nam więc mieć własne przemyślenia, rozbierać duchową tradycję z ziemskiej treści i stosować czystą logikę.

Brak logiki

co ciekawe:
W przypadku logiki, występuje zjawisko odwrotne niż opisane wyżej zapożyczanie treści!

Ludzie sobie wyobrażają, że jeśli na co dzień posługują się logiką, to już ona nie dotyczy takich wysokich poziomów >”Bo tam jest coś „boskiego”, czyli – w ich myśleniu – niepoddającego się logice. Obszary Ducha, Boskie, już są tak boskie, że tam logiki nie ma!

I znowu – częściowo to prawda, ponieważ wraz z poszczególnymi ciałami subtelnymi coraz wyższe zależności są coraz subtelniejsze, ale i coraz silniej działające. To, co wydaje się być zasadą niżej, na wyższym poziomie nie obowiązuje w ten sposób [więcej tu]. To co jest zasadą niżej, do niej klucz znajduje się na poziomie wyżej.

Rozumiał to Albert Einstein.

Pisał tak:

„Nie możemy rozwiązywać problemów, używając takiego samego schematu myślowego, jakim posługiwaliśmy się w trakcie ich pojawienia się.”

Autor: Albert Einstein
czyli musimy przekroczyć, stranscendować ten poziom problemu, wyjść powyżej niego i dopiero wyżej znajdziemy rozwiązanie. [a może poniżej też? – tu nie jest to powiedziane]

„Problemem naszego wieku nie jest bomba atomowa, lecz serce ludzkie.”

Autor: Albert Einstein
czyli bomba atomowa na poziomie materialnym nie jest przyczyną, przyczyna jest wyżej [w rozumieniu schematu ciał subtelnych], w sercach ludzkich i tam należy szukać rozwiązania.

Ludzie uważający, że wysoko tam nie obowiązuje logika [w rozumieniu taka logika jak ziemska] po części mają rację, ponieważ obiekty obecne na wysokich poziomach duchowych funkcjonują inaczej niż oni sami.

Natomiast logika – jest taka sama. Taka sama, ale bada inne typy funkcji, inne funkcjonalności, inne cechy.

To co jest zasadą niżej, do niej klucz znajduje się na poziomie wyżej. Dotyczy to zasad, a nie logiki. Logika opisuje zasady, nie jest zaś nimi samymi. Operacji logicznych możemy używać wszędzie, bacząc jednakowoż na jakich obiektach je używamy. Bo im wyżej rozumujemy, tym mamy obiekty delikatniejsze, subtelniejsze i silniejsze logicznie. Jeśli mamy problem niżej, klucz do jego rozwiązania leży wyżej.

Brak logiki „na górze” – ten typ blokady umysłowej pochodzi z „świętego lęku”, z lęku przed grzebaniem w sprawach boskich „mnie biednemu, nieuprawnionemu”. Pewnie się domyślasz, że prosty człowiek był blokowany przez kapłanów, aby im nie dorównywał, aby nie chwycił się wolnomyślicielstwa, i aby oni nie utracili swojej pozycji.

Mamy więc dwa przekłamania na raz:
– co na dole to na górze
i
– na górze nie można stosować logiki

Tak jak kiedyś było z pewnym dowcipem o Radiu Erewań.

Wikipedia, za zbiorem dowcipów „Polityczny wic”:

Radio Erewań podaje: Grupa komunistów chińskich zaatakowała pracujący w polu radziecki traktor. Traktor odpowiedział celnym ogniem kilku dział rakietowych, po czym odleciał w kierunku Moskwy. Ministerstwo Rolnictwa ostrzega chińskich towarzyszy, że jeśli incydent się powtórzy, na pola zostaną wysłane kombajny.
Słuchacze pytają: Czy to prawda, że na Placu Czerwonym rozdają samochody? Radio Erewań odpowiada: tak, to prawda, ale nie samochody, tylko rowery, nie na Placu Czerwonym, tylko w okolicach dworca warszawskiego i nie rozdają, tylko kradną.

No tak, zupełnie przeinaczona informacja. Ale nic, uważam nadal, że jesteśmy w stanie dociekać prawdy, [a jest ona różna w zależności od poziomu – link]. Jedynie trzeba uważać, aby nie pomieszać trzech spraw i w każdym z trzech obszarów zachować odpowiednie ustalenia:

1) wysokie poziomy bytu, jak mówiłem różnią się funkcjami, cechami i celami od niskich. Z tego powodu są nazywane „wysokimi”.

2) logika obowiązuje. logika potrzebna do rozważań nie jest związana z poziomem, nie należy jej mylić z obiektem. Podobnie jak jadąc samochodem nie rozwijamy drogi przed nim i nie zwijamy drogi przejechanej za nim. Droga sobie leży, jest jaka jest, czy to asfaltowa czy szutrowa – to widzimy, natomiast pojazd nadal taki sam – samochód.

3) są inne treści. trzeba uważać, aby nie pielęgnować „chłopskiego rozumu”, tzn. jeśli idziemy do kościoła i widzimy: „o, anioł!”, to abyśmy nie wyobrażali sobie, że anioły mają szaty białe, blond loki i skrzydełka wystające spod spódnicy. Dlatego powstało drugie przykazanie boskie: abyś nie robił sobie wizerunku Boga [ew. innych spraw duchowych], aby nie rzucać ziemskich wyobrażeń na niebiańskie byty.

Żeby jakoś zobrazować, o jakich obszarach mówimy, to wstawię tu cytat obrazkowy – obrazek z witryny pokazującej jak się mają mechanizmy, poruszenia samego Ducha. Jak się to dzieje, że powstaje materia? Dlaczego Duch wchodzi w materię poprzez Duszę?

Jest to mechanizm wielokrotnego zagłębiania się powłoki Ducha w siebie samego! Duch dzięki temu, nadal będąc Jednym może doświadczyć samego siebie – mówi Dirk Lureyssens na witrynie

Big Tube Theory:

mu6.com

Wszechmogący?

Mówiliśmy o przypisywaniu cech Bogu jako o jednej z błędnych postaw. [może lepiej powiedzieć – „ćwieczebnych postaw”, ponieważ każdy błąd w szerszym pojęciu dokłada się do doświadczania Duszy, a to prowadzi ku Oświeceniu.]

Takim sztandarowym przykładem projekcji jest wyobrażenie o „wszechmocnym Bogu”. Któż jest chętny na władzę, moc, kontrolę? Ano ego. I to ego właśnie nazwało Boga wszechmocnym, ponieważ chciało mieć kogoś większego od siebie, w kogo by mogło bezkarnie się wpatrywać i czerpać z tego obrazu inspirację. Nie z prawdziwej istoty, ale z obrazu, wytworzonego obrazu.

Wszechmocny jest o tyle wszechmocny, że jest Stwórcą, ale utworzył nie super-kontrolowane klatki z brojlerami-ludźmi, a utworzył przestrzeń wolności i możliwości. I pozostawił ją z akceptacją temu, co miało ją zasiedlić.

Pomysł ego jest zaś taki, że oto Bóg sprawuje pieczę nad każdym człowiekiem w każdej sytuacji i ocenia go i kontroluje. Jasnym jest, że w takiej sytuacji jest warto się do Boga udawać z prośbami o zmianę sytuacji, no bo kto ma nad nią kontrolę? Wszechmogącny! On wszystko może.

O, jakże komfortowe jest to ustawienie spraw dla ego! Przecież wtedy:
– nie muszę się martwić o swoje sprawy [Bóg się tym przejmuje, on decyduje i do niego idą wymówki]
– nie muszę się zastanawiać nad sobą ani pracować nad sobą, wystarczy tylko zdobyć odpowiednio dobre układy „tam na Górze” [np. chodzić na mszę i nie narażać się mu przez przekraczanie przykazań] .. i wszystko będzie dobrze!
– karma, osobiste obciążenia, itp. nie mają tu miejsca decydującego. Decydujące nie jest jakim kto jest, a jak bardzo mocno wierzy w objawienie. I nie ma, że tu jakieś sprawdzanie praktyczne.. wiara jest wiarą i koniec, bez czucia, bez dowodów. Wiem co mówię, bo przecież to przerabiałem w dzieciństwie.

Tak myśli ego. To bardzo komfortowe, ponieważ ustawia tak życie, jak ego chce. Nikt się nie przyczepia do osobowości, do ego, nikt nie mówi o wzorcach, obciążeniach do oczyszczenia, nikt. Tylko trzeba trochę się temperować, aby nie grzeszyć, [właczyć poprawność polityczną] a reszta – przechodzi niezauważona. Tak, powtarzam – myśli ego nie zaś Świadome Ja. Nawet osobowość może mieć inne podejście.

A jak ma się do tego Świadome Ja? Może się poczuć bardzo sfrustrowane, gdy umysł pielęgnuje tą postawę Wszechmogącego Boga. Bo cóż można tu zdziałać, jeśli i tak kontrola jest w innych rękach. Jak tak naprawdę mogę manewrować swoim losem, chociażby jak się oczyszczać, jeśli to Bóg decyduje? Frustrujące.

Własne przekonania kontra duchowość

Niemal każdy człowiek [który nie ma doświadczeń medytacyjnych] ma w sobie przekonanie, że „on już wie” i to, co wie, jest właśnie ok, jest właśnie słuszne. Na tym jest postawione ego, a ono bardzo dobrze o siebie dba, aby nie spaść z piedestału.

A jak taki ktoś zechce medytować, to się nagle okazuje, że przychodzą takie wizje, takie przekazy, które są nie z gruszki ni z pietruszki wobec dotychczasowych postaw, przekonań.
Są różne od dotychczasowych wyobrażeń. Trudne do przełknięcia.

Im bardziej byłem przekonany do jedynej słusznej wiedzy i wizji ziemskiej, tym ciężej miałem w medytacji – taka prawda.

Duch

Skonfrontujmy popularne wierzenia o Duchu z tym, co już wiem o nim z rozważań o Duszy [i jej relacji z Duchem] oraz z opowieściami Neala D. Walsha z książek o „rozmowach z Bogiem”.

Dusza nie jest tak wzniosła jak się wyobraża [opowiadają o tym książki Thomasa Moore].

Duch jest zaś wysoki w swoich postawach, wzniosły, natomiast inne cechy już nie są chyba takie, jak się mu przypisuje. Otóż bowiem nie ma świadomości [o którą go posądza większość światka rozwojowego ;)], nie jest aż tak przebojowy i samostanowiący.
Jest głównym inspiratorem, a Dusza jest jego główną realizacją. Natomiast nie trzeba świadomości, także samoświadomości, aby inspirować, aby rozpoczynać działania.

Ludzie sądzą, że Duch zstępujący na Ziemię jest samoświadomy. Jak by był taki, to nie potrzebowałby sam na siebie popatrzeć, sam siebie doznawać [to pisze Walsh, Kurs Cudów i Arnold Mindell]. Świadomość kształtuje się trudno, powoli, wraz z wcieleniami, z rozwojemu wieku Duszy. Powstaje osobowość, potem ego, potem Świadome Ja. Dopiero ono ma potencjał do powrotu do sfery Ducha, do Oświecenia.

Nie raz widzę osoby, które mają zablokowanego Ducha przez Duszę. Taki ktoś mocno działa w świecie materialnym. Niekoniecznie osiąga tu sukcesy w rodzaju bycia milionerem, natomiast jego Dusza ma bardzo wiele doświadczeń.  Wręcz można powiedzieć, że są to ekscesy. Zwłaszcza obecnie, gdy jest na świecie bardzo mało energii ideowych [może i dobrze], to Duchy raczej mają słabe możliwości wpływanie na to, co przeżywamy. Królują Dusze wraz z ich praktycznością.

Zadaniem, pragnieniem Ducha jest wyrażanie się. Jest jak lokomotywa w tym sensie, że niezmordowanie dąży do tego aby się wyrazić [więcej tu]. Najsilniejszej jednak lokomotywie można podłożyć kłodę pod koła i nie pojedzie. Albo przyspawać koła do torów. Tak to robi czasami Dusza [jej cząstka osobowość] wybierając zbyt wiele zadań praktycznych, zbytnio zanurzając się w sferze materialnej.

Duch wchodzi w niższe ciała z pomocą Duszy i ma przez to dostęp do obszaru ziemskiego, razem z jego cechami, atrybutami fizycznymi, nazywa się to inkarnacją. Idealnie byłoby, jakby Duch miał Duszę oraz osobowość, które poddają się mu, wtedy w obszar ziemski wpływa cudowne światło Ducha oświetlające, oświecające. W praktyce wyraża się to jako zrozumienie, inspirowanie, dodawanie kurażu [niektórzy zamieniają Ducha na spiritus – (po łac. duch) i owym spiritusem dodają sobie kurażu]. [kuraż – courage – odwaga]

Duch daje wskazówki [czasami są to Przewodnicy Duchowi], ochrania mądrością stworzenie [czasami są to Opiekunowie Duchowi]. Mądrość Ducha, duchowa odnosi się do spraw duchowych. Nie musi się zupełnie dotyczyć kombinacji ekonomicznych, kariery, itp. Tutaj jest dziedzina ego i osobowości. I to ego jest tu zwykle opiekunem. Można natomiast poddawać lub poddać sfery materialne Duchowi, jednakże wtedy nie będzie ani zrozumienia ani doceniania ze strony ego innych ludzi. Np. rodzina może uważać, że ktoś nie rozwija wystarczająco dobrze swoich umiejętności w ramach dobrze płatnego zawodu.

W przypadku posiadania obciążeń typu symbiont, osoba nim obciążona jest połączona nie tylko z własnym Duchem, ale także z Duchem Opiekunem symbionta. I z tamtego obszaru, zamiast z obszaru własnego Ducha, dostaje wsparcie, przewodnictwo, wytyczne. Nosiciel dostaje wiele odwagi od Opiekuna symbionta.Posiadanie symbionta jest rodzajem takiego opętania na wysokim poziomie, jest też nazywane przez chrześcian „zniewoleniem”, ponieważ taki ktoś posiada innego pana, nie jego Duch jest jedynym jego panem i władcą. No i oczywiście, osba taka od czasu do czasu musi w ramach wdzięczności za pomoc oddać się we władanie innemu, czarnemu panu. Jest bodajże taka opera „sługa dwóch panów”. To jest właśnie ten przypadek.

Inkarnacja

Inkarnacja jest czasowym wejściem Ducha w wyrażanie się [na ile Dusza pozwala] w obszarze doświadczeń ziemskich. Są także inne inkarnacje, nie dochodzące do ciała fizycznego, a kończące się na ciele witalnym, astralnym, mentalnym, przyczynowym i niżej nie schodzące. Wtedy mamy do czynienia np. ze „zwierzętami mitycznymi” [chochliki, elfy, anioły, smoki, krasnoludy itp], albo z opiekunami duchowymi, wniebowstąpionymi mistrzami, itp.
Ale nie o tym dziś, to tylko taka uwaga.

Duch się inkarnuje, próbuje przejawiać swoją integralność, osobność, samodzielność, aktywność, a tu… buch, coś mu przeszkadza. Konfrontuje się z przeszkodą w tym obszarze materialnym, i .. uruchamia bunt, czasami chorobę, a w skrajnym przypadku.. śmierć. Te reakcje opiszę. Są to reakcje znaczne, aktywne, coś pokazujące [czyli jang].

Nie ma co się śmiać – przeszkody stawiane Duchowi nie są lekkie. Nie jest lekko czasami żyć, czasami samo życie jest heroizmem. Dlaczego? Bo i świat jest nie byle jaki – jest tak mocny jak Bóg potrafi być mocny, ponieważ jest przez Stwórcę uczyniony. Tak czy siak, my, jako istoty posiadające świadomość osobności, cierpimy. Nie będąc świadomie zjednoczeni ze Stwórcą możemy postrzegać konflikty i cierpieć przez nie.

Duch nie ma łatwego zadania w inkarnacji, bo sytuacje są zmienne, niepoddające się kontroli, a i kłód pod nogi rzuca mu sporo i otoczenie i nawet jego własna Dusza. Otoczenie, wiadomo, może być „przeciw”.
A Dusza?
Może np. nie doceniać Ducha [to przypadłość naszych czasów], może się na niego boczyć, może go nie wspierać i realizować własne cele. Może go wreszcie nawet poblokować.

Ale Duch jest w jakimś sensie ponad tym – to on jako Stwórca stworzył ten ogród rozkoszy ziemskich i celowo się w nim zanurzył. I nawet po śmierci ciała jest w stanie się zregenerować się, transcendować [przekroczyć] to i wejść w nowe życie z nowymi siłami.
To przez regenerację Ducha są możliwe kolejne inkarnacje. Dzięki energiom z Ducha [Stwórcy] Dusza ponownie doładowywana jest ku następnemu życiu. To dlatego tak lubimy małe dzieci i małe zwierzątka – mają one bowiem w sobie dużo energii Ducha Bożego, którą zindywidualizowana cząstka Ducha otrzymała po poprzedniej inkarnacji. Podobnym naszym codziennym doświadczeniem jest sen – może w mniejszej skali, ale też podobne doładowanie następuje.

Jeśli nawet Duch upada, to jednak powrót do Bożego Ducha, ponowne zjednoczenie mu zwykle dobrze robi.

Jednakże to Duch może powiedzieć „enough is enough!” [„wszystko ma swoje granice”] – angielskie powiedzenie ma w sobie jeszcze dodatkowo komponent odejścia, to nie tylko stwierdzenie faktu, to także przekazanie informacji o konkretnej, przerywającej sytuację decyzji.

A więc mamy Ducha, który z pomocą Duszy wstępuje na ścieżkę ziemską. Dusza jest bardzo złożoną, wielopoziomową strukturą „przystosowującą” poziomy duchowe do poziomów materialnych. Możecie sobie wyobrazić jej złożoność jeśli w jej strukturze są zarówno obszary tak wysokowibracyjne niemal jak duchowe, a także niemal tak niskowibracyjne jak przedmioty materialne. Uzyskanie jednorodności, spójności w tak skomplikowanej strukturze jest bardzo trudne. Zatrudnienie tej złożonej struktury w jedno działanie, w jednym kierunku jest dużym osiągnięciem.

Także z tych powodów inkarnacja nie jest ideałem. Nie jest ideałem także z tego powodu, ponieważ jeśliby była, to by było niewiele doświadczeń do przeżycia. Jak bowiem wszystko gra w aucie, to mechanik nie ma co robić.

Jednakże my – jako ten „element wykonawczy” na samym dole drabiny [jako osobowość, ego] chcielibyśmy właśnie czegoś odwrotnego. Żeby było nam dobrze, żeby było fajnie, komfortowo, wygodnie, przyjemnie, radośnie itp. W momencie uruchomienia tych działań, tych celów uruchamiamy także rozwój w kierunku oświecenia. Bowiem ostateczna błogość, to ponowne połączenie – tym razem świadome, połączenie Świadomego Ja – z Bogiem, z Duchem.

Abyśmy mogli bardziej i bardziej korzystać z komfortu otrzymywanego w rozwoju, potrzeba aby bardziej i bardziej rezygnować z mechanizmów obecnych przy „łuku schodzącym” od Ducha do Materii. A więcej uruchamiać mechanizmów odpowiednich dla „łuku wstępującego” od Materii do Ducha [o tych łukach pisze Ken Willber].

Poznajmy więc kilka kłopotów Ducha w inkarnacji. A właściwie będą to reakcje Ducha na to, co dziejej się w inkarnacji. Jeśli Duch zastaje w inkarnacji bardzo dobre warunki, to i jego aktywność jest bardzo konstruktywna. Człowiek taki jest w stanie [o ile ma takie intencje] postąpić bardzo mocno do przodu w rozwoju duchowym. Świetnym przykładem tutaj jest Budda, a dokładniej: Książę Siddhartha Gautama [Gotama] zwany Buddą Siakjamunim (Buddha Śa-kyamuni)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Gautama
http://pl.wikipedia.org/wiki/Budda_Siakjamuni

Bardzo często pomijane są warunki w których Gautama Siakjamuni się urodził. A był synem królewskim. Dodatkowo jego Dusza miała tak świetne intencje w stosunku do komfortu życia, że jego rodzice przez wiele czasu urządzili tak jego otoczenie, aby nie oglądał [i nie stykał się energiami] z energiami starości, choroby i śmierci.
Jeśli więc Gautama miał intencje do oświecenia [a miał], to naturalnie wchodził w obszar wolny od nieharmonijnych wibracji, w tym obszarze dorastał. Dopiero po iluś latach skonfrontował się z czymś innym, z cierpieniem i stosunek do cierpienia stał się jego przedmiotem medytacji. Efektem tej medytacji było oświecenie. Mogę się domyślać, że taka ścieżka była możliwa, ponieważ jego Duch nie doznał blokad rozwojowych w tamtym wcieleniu. Otoczenie wspierało go w działaniach, więc parowóz Ducha mógł rozpędzić się do dużej prędkości i dojechać do celu.

Parowóz nie zawsze potężny

Każdy z nas także spotyka się z dyskomfortem. Duch każdego człowieka spotyka się dyskomfortem. Wtedy parowóz naszego Ducha hamuje, lub jest hamowany: palenisko może przygasać, albo jest zalewane wodą przez otoczenie. Wtedy moc owego parowozu jadącego przez życie już może nie być tak potężna, jak na starcie, gdy jest zarówno pod dostatkiem węgla i wody w tendrze, jak i płomień płonie wesoło w palenisku.

W dużej części przypadków ludzie nie mają takiego zaplecza jak Gautama, takich zasobów i nie mają także tak czystych i wzniosłych intencji jak Gautama. I ich życie już nie jest tak prostą duchową drogą przebywaną z wielką mocą.

Opresje życiowe u ludzi, którzy nie dysponują tak wielką mocą Ducha mogą być postrzegane jako większe, zależnie od mocy Ducha. Dla kogoś, kto ma mało mocy Duchowej [moc jego Ducha jest ograniczona] nawet średnia opresja może dać duże powstrzymanie na drodze życia.

Osoby, które już z urodzenia są na bardzo wysokiej pozycji duchowej, z dobrą karmą i urodzone w sprzyjającym środowisku mają o wiele większe możliwości przejścia przez trudności.

A nawet ich trudności mogą umocnić. Jest takie powiedzenie, że trudności umacniają: „co cię nie zabije to cię wzmocni”. Jednakże wielbiciele idei nitsche’ańskiego nadczłowieka mówią, że stosuje się to do każdego człowieka. Taka deklaracja jest niestety demoniczna i nieprawdziwa. To wzmocnienie stosuje się bowiem ona tylko do garstki tych najmocniejszych duchowo. Dla wielu słabszych, podłamanych na Duchu kolejna kłoda pod nogami może być jedną z cięższych przeszkód w ich życiu. I kto wie, czy któraś kropla nie przeleje kielicha.

Te osoby demonizm skazuje na zmagania na granicy energii degradujących [„co nie zabije”] – stąd w samym powiedzeniu zawarta jest myśl demoniczna.

Podobnie liberałowie pięknie głoszą wolność gospodarczą, ale jakoś zwykle sami są to ludzie, którzy z owej wolności potrafią skorzystać, mają wystarczające zdrowie oraz umysłową dyspozycję. Innych ludzi, którzy nie mają tak z górki owi liberałowie woleliby nie zauważać. Bo by to kolidowało z ich piękną, atmaniczną ideą.

Poprawnie byłoby powiedzieć:
„Co wzmacnia, to i niech Ciebie wzmocni”
„Co przydarza się nam dobrego, niech i do ciebie przypłynie szerokim strumieniem”
„I nam niech się szczęści, i tobie też niech się szczęści”
„Co Ci przynosi szczęście, błogosławieństwo, bogactwo i prosperity, to też niech Cię wzmacnia!”

Te wypowiedzi są, w opozycji do poprzedniej, błogosławieństwami. O wiele lepiej dla zdrowia Ducha jest mówić błogosłwieństwa, niż nieprzemyślane, wzięte od kogoś myśli ze wstawkami demonicznymi.

Idealne czasy dla poszukiwaczy duchowych

W dzisiejszych czasach Dusze [w tym ego] mocno rozdzielają karty. Bardzo mało jest energii atmanicznych, ideowych, z poziomu Ducha [czyli wyższych od poziomu Duszy]. Wartości takie jak honor, poczucie własnej godności [że nie wszystko jestem gotowa zrobić] gdzieś się rozmyły. Kwestia szacunku dla innych, starszych, dla spuścizny odchodzi na bok.

Kwestia jest „za ile” i człowiek leci, podpisuje w firmie, korporacji odpowiednie papiery. Zrobić przekręt, „ugryźć 100 milionów” – zaraz się znajdą chętni. A jak wychodzi, że stadion oddany w stanie niedopracowanym, to nic – ważny jest podpisany papier, na którym jest, że pieniądze się należą. A idea – że pieniądze należą się za konkretną działalność, za rezultaty, a nie z powodu podpisania papieru, to ta idea już poszła się paść.

Duch zaś jest daleko, daleko, zdystansowany. Może jedyny kraj w którym zachowały się dziś ideały i jest o wiele więcej zdrowych energii ideowych to Japonia. [nie mówię, że tam wszystkie energie są zdrowe, natomiast jest wiele, wiele więcej energii atmanicznych niż u nas].

II wojna światowa uruchomiona została na szczytowej fali ideowości [czyli elementu yang]. U podstaw swoich miała ideę [zatrutą i tragiczną w swoich skutkach]. Mówiła ona o konieczności upośledzenia duchowej wartości niektórych osób: mieli być podludźmi i mieli podlegać eksterminacji, czyli zabiciu. Przed nią wszyscy ludzie w Europie patrzyli na siebie raczej równo. Tu jednakże wydaje się doszło do zmiany w sensie chińskim: duże yang przechodzi w małe yin. Duże jang, to idee, ideologie, pośród których ideologia polityczna nazizmu była ekstremum. Co dało przejście w yin – prymitywny utylitaryzm. Podludzie nie mieli wartości ludzkich [Ducha], byli wykorzystywani jako siła robocza.
Ale II wojna dopiero zapoczątkowała rozlanie się utylitaryzmu [czyli wyrażenia się elementu yin].

To dobrze, że pragmatyzm doszedł do władzy, ponieważ daje o wiele większe wsparcie pojedynczego człowieka, takiego „dziecka społecznego”. Zamiast dowartościowywać idee, dowartościujemy człowieka, ludzi. Nawet jeśli pomysł kraju dobrobytu jest nie do realizacji, to jednak skupienie na człowieku, rynek klienta są godne kontynuowania.
Pragmatyzm nie jest niczym złym, natomiast gdy nie jest sharmonizowany może się źle realizować. Skrajnie wielkie ideologie [wielkie, przerośnięte yang] kończyły się w wieku XX tragicznymi skutkami, przechodząc w małe yin, konkretny utylitaryzm wieku XXI.

Trudno więc się dziwić, że w obecnej kulturze występuje przepracowanie, wypalenie zawodowe [czyli brak Ducha]. Występują depresje i różnego rodzaju stany depresyjne, ponieważ nie ma na tyle ideałów [elementu yang], za którymi możnaby było podążać. Stany te są stanami braku yang. Dusza poganiana jest przez osobowość, natomiast nie znajduje wsparcia zstępujących energii od Ducha i bywa wycieńczona.

Występują różnego rodzaju degeneracje  [czyli rozluźnienie zgodności z ideałem]: np. choroby genetyczne, kiełbasa o zawartości 20% mięsa [tu akurat wegetarianie mogą się cieszyć 🙂 ], margaryna o zawartości 20% tłuszczu [tu nikt się nie cieszy], dyplom wyższej uczelni warty mało co, dawany osobom, które miały kłopoty ze skończeniem szkoły średniej [profanacja idei wykształcenia dokonywana przez samych profesorów].

„Bóg umarł” – powiedział jeden z filozofów [czyli inaczej – Duch się zdystansował, odsunął, bo oczywiście umrzeć, nie umarł, jest wieczny].

I tak dalej można wyliczać. Odejście, zdystansowanie się Ducha jest trudnym okresem dla mężczyzn [są bowiem yang i nie mają wsparcia w środowisku przenikniętym energiami yin]. Ale też dużo mężczyźni nie stracą w ogólnej atmosferze yin – energii opiekuńczej, co by nie powiedzieć.

Yang zeszło można by powiedzieć, pod powierzchnię, do wnętrza człowieka. Dotychczas element Ducha [yang] był bardziej do zaobserwowania na świecie, w zewnętrznych wyrazach. Był na tyle mocny, że bardzo przykuwał uwagę. Obecnie Duch w nas [Chrystus w nas] o wiele łatwiej może być rozpoznany, sfera wewnętrzna jest obdarzona energią yang. Stąd łatwiej mogą być aktywowane osobiste sfery duchowe, mają bowiem więcej aktywnego yang. Dużo mówi się o indywidualnościach, zindywidualizowaniu, wręcz o pewnym rozluźnieniu więzów społecznych.

To jest moment dobry, aby wniknąć do swojego wnętrza i przemedytować stosunek swojego Świadomego Ja do swojego Ducha. [Świadome Ja to ta cząstka, która rozumuje, która jest teraz świadoma czytania tego tekstu]

Rozwój Duchowy może więc skorzystać na tym stanie środowiska. Gdy dana osoba znajdzie inspirację od własnego Ducha, z własnego wnętrza, o wiele łatwiej jest jej podążać za nim, ponieważ z zewnątrz nie rozprasza jej żadna większa idea, ideologia. Na zewnątrz mamy wręcz o wiele więcej akceptacji dla jakiejkolwiek aktywności, więcej akceptacji dla poszukiwań wewnętrznych.
Dzisiejsze czasy są idealne więc dla poszukiwaczy duchowych!

Duch odchodzi

Najczęściej śmierć przychodzi od upadku Ducha. Gdy Duch upada, Dusza wtedy „daje za wygraną”, rejteruje. I realnie „zwija się” z ciał, niskie ciała subtelne zmniejszają się, rozpuszczają, człowiek przed śmiercią niemal fizycznie kurczy się.

Generalnie na końcu inkarnacji, gdy możliwości doświadczania, przeżywania Duszy się zmniejszają, kurczą, Duch staje się mniej ochoczy, a nawet – w skrajnych przypadkach, które są tu opisywane – rejteruje, bądź osuwa się czy upada [gdy Dusza drastycznie dostaje po gnatach].

Krańcowym efektem upadku Ducha w życiu jest śmierć. Jednak nie taka ze starości.
Spokojna śmierć nie jest zasadą dla osób umierających – nie wszyscy tak mają.

Gdy człowiek ma jeszcze nadzieję: na przyszłość, na lepsze czasy, to Duch trwa. Jednakże, gdy człowiek jest przybity, bezsilny, to oznacza, że ma słabego Ducha.

Wniosek jest prosty: aby umocnić swojego Ducha, trzeba go wspierać.

Nadzieja jest prostą metodą wspierania Ducha. Co prawda bardzo często taka nadzieja jest nadmuchana jak bułka w hipermarkecie – z zewnątrz ładnie wygląda, ale nie ma ani wartościowego wnętrza. I może na bieżąco zaspokoić pierwszy głód, ale na dłuższy czas degraduje zdrowie.

Osoby o młodszych Duszach będą łatwiej wspierać się na takiej nadmuchanej nadziei. Stare Dusze na proste sprawy nie chcą dawać się nabrać. Nawet jeśli osobowość może chcieć trzymać się nadziei, to sama Dusza może nie chcieć współpracować. [wtedy zdrowie może dziwnie podupadać – Dusza i Duch się wycofują].

Nadzieja potrafi być wartościowa, jednakże trzeba rzeczywiście konkretów, a nie fantazji. Prawdziwa nadzieja pojawia się wtedy, gdy jest realny plan przedsięwzięcia i możliwość jego realizacji.

Gdy człowiek jest młody, wtedy Duch daje wiele, wiele na kredyt tym, którzy mu pokazują świat. Gdy jednak w dalszych latach życia człowiek już nie wszystkim i nie wszystkiemu wierzy, wtedy, aby uruchomić Ducha, przekonać go do jakiegoś przedsięwzięcia, trzeba realności, konkretów. Już wtedy słowa wydają się tanie – nie nabierze się na nie tak szybko, jak potrafił dawać wiarę w młodości.

A najlepiej tak poprowadzić swoje życie, aby zarówno dla Duszy znalazło się coś wartościowego do przeżywania jak i dla Ducha aby była wartościowa idea, którą warto żyć.

W czasie refleksji nad stanem własnego Ducha warto jest się zastanowić się nad tym, gdzie on przebywa, i w jakiej jest kondycji. Gdy rozeznamy obszary zagrożeń, możemy im, przynajmniej częściowo zapobiegać.

A Duchowi człowieka nie musi bowiem być dobrze, mimo, iż człowiek żyje.

Proszę pamiętać: gdy jest skrajnie źle, Duch odchodzi i jest śmierć. Ale jest wiele stanów pośrednich pomiędzy promiennym, radosnym Duchem, a takim, który już odchodzi, wycofuje się.

Przykłady promiennego Ducha często widzimy w reklamach telewizyjnych, gdy nowy rodzaj zupy wjeżdża na stół, bądź pojawia się nowy szampon. Aktorzy udają wówczas radość Ducha, tak jakby świat im się zmienił na zdecydowany plus. Niestety, jest to tylko udawane, ponieważ jak pójdziesz do sklepu i kupisz ów produkt, to czy istotnie poczujesz taki zalew radości, co na ekranie? Może będziesz chociaż oczekiwać tego efektu.
Jednak nie ma co się martwić, gdzieś tam głęboko mamy oczekiwanie radości z życia.

Jedynie jest taki kłopot, że nikt z zewnątrz:
– ani zwykle nie wie, co co chodzi,
– zwykle też nie jest nam w stanie na tyle pomóc, żeby zdecydować się przenieść na te tory
– droga do tej radości często usłana jest naszą karmą, więc, aby dostać się do radości Ducha, to trzeba trochę się jednak pooczyszczać.

To my, jako Świadome Ja mamy dyspozycję w życiu, aby się zająć własną Duszą, jak i własnym Duchem. Duch sam tego nie zrobi, co ma zrobić Świadoma Jaźń [Świadome Ja] i do czego jest planem Bożym przeznaczone. Dlatego mówię, że Duch jest inspiratorem i chce bardzo mocno się przejawiać, natomiast sam z siebie nie zrobi tego.

Decyzje podejmowane w czasie życia mocno wpływają na Ducha. Możemy dużo zrobić, aby wspomóc własnego Ducha. Ale też możemy pozwolić, aby otoczenie, karma, czy wręcz własna Dusza mocno zdusiła Ducha, tak, że prowadzi to do śmierci w niepodeszłym wieku.

Dla człowieka zwykłego, którego karma nie jest jakaś super, ciężary życia mogą wydawać się kłopotliwe, trudne. W gorszych wypadkach – nie do zniesienia.

I tu jest ważne jak reagujemy na takie trudy życia. Bowiem Dusza kłopotami się nie przejmuje – łyka niemal wszystko. Jest trochę jak koza. Koza zje kapustę, gazetę, szmatę, popije i zacznie się rozglądać za czymś więcej.

Natomiast Duch nie jest tak przebojowy, nie jest tak bezwzględny jak Dusza [choć w powszechnym mniemaniu właśnie to Duch jest postrzegany jako bardziej niewzruszony].  Dusza potrafi „przerosnąć” Ducha, tak, że człowiek mocniej działa z Duszy niż z Ducha. W naszych yin czasach to Dusze mają wspomaganie w realizacji planów, więc to Dusze potrafią być silniejsze. W czasach średniowiecznych Duchy były silniejsze – życie było mniej komfortowe, zresztą nienastawione na komfort, natomiast bardziej Duch mógł się wyrażać w tych prymitywniejszych okolicznościach.

Pamiętam jak moja babcia żyła, pzez ok. dwadzieścia lat obserwowała jak jej córka się stacza w chorobie alkoholowej. Dusza babci raczej słabo funkcjonowała, ciało się osłabiało, mnożyły się obszary, w których sobie nie radziła. Jednakże Duch się mocno trzymał wcielenia – córka nadal żyła. Gdy jednak jej córka umarła, Duch się odwrócił i babcia w ciągu miesiąca czasu odeszła z tego świata. Duch jest idealistą z samej swej natury. Będzie się trzymać parapetu i tak będzie żyć. Ale jeśli zostanie odrzucony, porzucony, poniechany, nie będzie miał kłopotów, aby odejść. Duch ma mniej przywiązań do świata, niż Dusza.

Dusza jest tutaj o wiele bardziej elastyczna, np. ktoś jej napluje, a ona będzie uważać że deszcz pada [jeśli tak zdecyduje]. Wiele, wiele przeżyć może akceptować jako coś pozytywnego [nawet jeśli osobowość uważa je za trudne, ciężkie].

Jednak to Duch jest tym, który może się załamać, to on może doznać nieodwracalnego [w tym wcieleniu] uszczerbku. I jeśli kogoś trzeba chronić przed załamaniem, to właśnie Ducha człowieka.

Nie Duszę, bo ona zwróci się w inną stronę i swoje siano tam też znajdzie.
Nawet osobowość też nie musi być aż tak chroniona – potrafi się przystosować, jeśli czuje wsparcie Ducha [np. emigrację do innego kraju].
Jednak jeśli Duch dozna uszczerbku, to i dobrze funkcjonująca Dusza tu nie pomoże.
A i także najlepiej przystosowana osobowość może nie wskórać wiele, zgoła nawet nic. Jeśli Duch uzna, że koniec, to istotnie będzie koniec.

Dlatego też [zresztą bardzo słusznie] psychoterapeuci tak bardzo mocno są wyczuleni na sygnały świadczące o myślach samobójczych. Jeśli bowiem pojawiają się one, to oznaka, że Duch się zastanawia nad opuszczeniem ciała. A wtedy cała praca nad dostosowaniem się w terapii do aktualnych warunków przestaje mieć znaczenie. Zaczyna się gra o coś większego – o samo życie.

Znany jest przykład braku nadziei. Gdy mysz pływa w akwarium i przez chwilę podłożono jej patyk, jej Duch nabiera tak dużego wsparcia, że jest w stanie o wiele dłużej wytrzymać w tej niehumanitarnej grze, jaką urządzają naukowcy nazywając eksperymentem. Dłużej pływa niż ta mysz, która nie miała wsparcia w postaci patyka.

Podobnie Duch może doznać dużego uszczerbku, gdy nie jest wspierany w traumatycznych sytuacjach. A do takich zaliczają się bycie ofiarą krokodyla i bycie ofiarą wejścia. Obie osoby, jeśli są uzależnione życiowe od swoich oprawców [np. będąc dziećmi] cierpią podobne trudności dla Ducha. Sytuacja jest tak zaburzona przez agresora, że wygląda na żart, nie na życie, a na ironię z żyjącej osoby. Wystawiona jest ona na niszczące energie, przesłania, poniżanie, nieliczenie się z nią.
Jeśli nie ma kogoś, czegoś, co by było dla Ducha zdrową odskocznią, bądź chociaż zdrowym punktem odniesienia, Duch takiej ofiary może upaść, a sama osoba może popaść w traumę.

Traum [niem] to po polsku sen. Możnaby rzec, że trauma jest to sen, w który popada Duch, jeśli nie jest w stanie utrzymać sensu swojego życia w inkarnacji. Znam np. osoby, które mimo, iż żyją z nosicielami niewielkich krokodyli nie nabywają pogryzień. Dzieje się to dlatego, że ich Duch jest na tyle wzniesiony, mocny, że nie poddają się tej grze, którą kr. naturalnie dla siebie czyni. Gdy Duch ma powód, np. perspektywę wyrażania się, bądź ideę potrafi bardzo dużo przejść, dużo więcej zdziałać niż ci, którzy coś robią z konieczności lub z obowiązku.

Jeśli nie ma kogoś, czegoś, co by było dla Ducha zdrową odskocznią, bądź chociaż zdrowym punktem odniesienia, Duch takiej ofiary może upaść, a sama osoba może popaść w traumę.

Zwłaszcza dotyczy to osób młodszych, mających starsze Dusze. Starsze Dusze bowiem nie mają już takiego napędu do życia w inkarnacji, do realizacji czysto fizycznych funkcji, np. prokreacji. Wtedy Dusza nie jest w stanie „wyciągnąć” takiej osoby „na prostą” z dysfunkcyjnego domu. Możnaby dać przykład jak samochód terenowy zakopie się w błocie, to, gdy jest lekki [młoda Dusza], to wyciągarka go wyciągnie dość łatwo. Gdy jest jednak ciężki sam z siebie [stara Dusza], to wyciągarka może byc niewystarczająca.

Dlatego teksty o obciążeniach, które napisałem, są specjalnie dobre dla osób, które nie są w stanie na teraz sobie pomóc, ulżyć. Mogą stanowić zdrowy punkt odniesienia, który wesprze Ducha tych osób, mówiąc: „Ty nie zwariowałaś/eś, to otoczenie jest pełne duchowej agresji, której nie rozpoznałeś. Nie umieją ci też pomóc bliscy, także ślepi jak dziad na polu o północy w ciemną noc. Ale to, co czujesz, to nie twój wymysł, to jest prawda, dzieje ci się krzywda.”
Taki, krótki w swoim sensie przekaz może dać Duchowi bardzo dużo. Sytuacja zewnętrzna może się nie zmienić nagle, radykalnie, może potrzeba czekać nawet lata na to, jednak Duch, który doznał wsparcia, wglądu, ma możliwość doczekania tego czasu bez poniesienia nadmiernej szkody. Także Świadome Ja rozwija się na bazie tego wsparcia, będzie ono potrzebne do dokonywania świadomych decyzji w odpowiednich momentach.

Różne scenariusze

W obszarach, gdzie Dusza ma przeżycia, doświadczenia, mamy możliwość, aby się wyrażał się Duch. I jest to sytuacja zdrowa.

Dusza jakby powiedzieć przygotowuje obszar wyrażania się Ducha. Na początku inkarnacji ten obszar się poszerza, Duch jest ochoczy, ponieważ widzi, iż są perspektywy.

Jeśli Dusza cierpi niezrozumienie, zablokowanie w swoich działaniach, jeśli człowiek jest niezrozumiany, jeśli czuje się odrzucony – jego Duch mniej lub bardziej upada. Kto upada na Duchu może najpierw próbować podnosić się. Jeśli próba się powiedzie – to ok, życie dalej się toczy ochoczo.  Im więcej zrozumienia, im mniej zablokowania, tym jest szansa na czyste podwyższenie wibracji i większy rozwój.

Gdy jednak sytuacja tak przygnębi, że Duch z upadku się nie podnosi – następuje choroba. Choroba także może być poprawnie przeżyta i z pomocą przeżyć Dusza przemienia się, zmienia punkt zbioru [punkt zboru], zmienia postawę. Człowiek przeżywa doświadczenia, to przemienia na przeżycia, uczucia i pojawiają się wglądy, podwyższają się wibracje. Choroba jako lekcja zostaje zrozumiana, zintegrowana, jest przyczyną głębokiej, potrzebnej zmiany. Terapie oczywiście mogą w tym pomagać aktywnie przeżyć stany przejściowe. Wtedy Duch może się podnieść i następuje zdrowienie.

Na końcu inkarnacji, gdy Duch uznaje iż wystarczy życia, odchodzi. Nastaje śmierć ze starości, łagodna i przyjazna dla otoczenia, nikogo nie raniąca, rozsiewająca spokój i pogodzenie się z losem.

Są starsze osoby, które czują się wypełnione, zaspokojone i w tym stanie odchodzą. Mają Ducha silnego do końca i w takim stanie przechodzi on do następnego wcielenia z pomocą jednej decyzji. Takie osoby mają tzw. „lekką śmierć”, nie cierpią.

.

Reakcje Ducha

Reakcje Ducha na dyskomfort są różne, i inne są efekty tych reakcji.

Bunt, choroba i śmierć to trzy reakcje Ducha.
Te trzy stany postrzegam jako podobne do siebie. Wszystkie trzy są skutkami ograniczeń narzucanych na Duszę. Bunt jest aktywnym przeciwstawieniem się nim. Choroba jest pasywno-aktywną odpowiedzią na to. Zaś śmierć jest już tylko pasywną odpowiedzią – bezsilnym osunięciem się.

Dusza, jeśli przeżywa dyskomfort, to miele go ile wlezie, nie jest jej źle, gdy przetwarza coś podłego, a też może nie śpiewać ze szczęścia, gdy doznaje coś najwspanialszego.

Lecz Duch – nie jest kozą, nie da sobie „wszystkiego wsadzić”.

Jak zauważyłem, można zauważyć kilka takich typowych reakcji Ducha [pewnie jest ich wiele więcej]. Są reakcje typu yin np. : pogodzenie się, danie się zablokować, itp. Jednakże rozważanie ich nie przyniesie tyle korzyści aktualnemu naszemu dyskursowi, co rozważanie reakcji typu yang, które wybrałem.

Na przerywnik może piosenka z poziomu Ducha. Niewiele jest zespołów, które potrafią osiągać ten poziom.
Zespół Yes, Blisko Krawędzi. Jest to generalnie piosenka o Duchu, o .. oświeceniu

Utwór jest długi, z początku lat 70-tych, jednakże przebija się i trafia do Ducha. Pierwsze 3 minuty mogą być trudne do słuchania dla osoby przyzwyczajonej do dzisiejszej nuty. Ale jeśli chcieć poświęcić czas – warto posłuchać.

http://www.youtube.com/watch?v=51oPKLSuyQY

Yes - Close To The Edge
Blisko Krawędzi

I. Nieprzerwanie Biegnący Czas Zmian

Mogłaby dźwignąć cię z upadku, wiedźma znająca się na rzeczy
Wątrobę twoją uleczając, byś umysł trwale czysty miał i piękny
Mogłaby zrobić to muzyką, ( która z oddali już nadbiegła szybko)
By potem móc smakować owoc, człowieczych strat w starciu z godziną
Kallkulacje wiodą nas wszystkich drogą
donikąd
Może nas podnieść kropla rosy i – jak muzyka słońca
Z jałowej może zawrócić nas drogi
I nowy wyznaczyć horyzont

U samych granic, za zakrętem
Och, nie tak zaraz, och, nie tak zaraz
Blisko krawędzi , przy samej rzece
Och, nie tak zaraz, och nie tak zaraz

reszta tekstu

Na początku było dziecko

Ludzie w pierwotnym swoim stanie, po narodzinach, jako dzieci [o ile nie mają ciężkiej karmy], pozostają zwykle w stanie błogości, radości. Pochodzą one od Ducha i są nieświadome, bezrefleksyjne, tak jak zstępujący na Ziemię Duch.

Taki stan błogości dziecięcej może oczywiście być z czasem zakłócany poprzez rozwijające się ego, jego zachcianki [„jeśli nie będę miał/a tego, to będę przygnębiony/a”], no i oczywiście zakłócenia mogą pochodzić od środowiska zewnętrznego [ale to raczej później].

Po urodzeniu niemowlę jest jakby „zresetowane”, niedawno bylo u Boga, jeszcze pamięta tamte wibracje. Dlatego tak lubimy małe dzieci, małe zwierzątka, ponieważ mają świeżą pamięć Boskich wibracji, są nadal częściowo w nich.

Gdy energia z Góry ładnie zstępuje to z przyjemnością obserwuje się życie radosnego dziecka. Można rzec, że stanowi ono okaz zdrowia, okaz Boskiej radości.

Ludzie w swoim życiu odchodzą od tego stanu na różne sposoby. Czy sami, czy też otoczenie i środowisko wybija ich z owego dobrostanu. Ta cząstka w nas, która jest nazwana jest Wewnętrznym Dzieckiem, bądź Boskim Dzieckiem [a jest to część Duszy świeżo ponownie połączona z Duchem]. Ta boska cząstka widzi, czuje, że jest coś nie w porządku. Jest to jakby pierwotne zaburzenie w obrębie danej inkarnacji. [np. rebirthing zajmuje się oczyszczaniem wzorców przeżyciowych powstałych wtedy]. Zależnie od karmy – takich pierwotnych zaburzeń może być mniej lub więcej.

Bardzo częstym sposobem na odzyskiwanie możliwości życiowych jest niezgoda i bunt [w ostrzejszych przypadkach].

W prostych przypadkach dziecko jest w stanie odzyskać uwagę, zainteresowanie, wsparcie rodzica poprzez wyrażenie niezgody  – np. poprzez płacz, krzyk. Małe dziecku gdy jest mu źle – płacze. Wtedy mama przychodzi i opiekuje się nim.
Dla większych dzieci niezgoda, bunt jest czymś bardzo normalnym. To też dlatego przychodzi Duch na Ziemię, aby się z ziemianami nie zgadzać. Nie zgadzać na to, jak żyją i jak ma on/a żyć na ich zasadach. Bunt może być połączony z odczuciem goryczy – że tak to być nie miało.
Jednakże jest to początek życia, bunt zwykle powoli jest rozładowywany, przychodzą nowe możliwości, nadzieje, człowiek przystosowuje się do nich i próbuje w ich ramach realizować swoje cele, pragnienia, ideały.

Wspieranie Duszy i Ducha

Przykładowo: rodzice są biedni i dziecko nie ma tylu zabawek, ileby chciało, tęskni za konikiem, mocno tęskni. Jeśli rodzice zauważą to, zajmą się sprawą, to na początku wystarczy że zorganizują choćby kawałek drewna na czterech patykach i powiedzą: „oto twój konik, zobacz jak biega” i będą animować ów kawałek drewna w takt wyobrażonego tętętu.
Dusza już coś dostanie, a Duch nie osunie się w obszar degeneracji, bezradności, upadku. Można też rozmawiać z dzieckiem o jego pragnieniu, rozważać, nazywać emocje: „bardzo chcesz konika, tak? co byś chciał z nim robić?” „będziesz tak cwałował jak ten konik? [pokazują na cwałujący kawałek drewna]”, „bo wiesz, rodzice nie mają pieniędzy na to, a chcieliby ci go bardzo dać”. To też daje opiekę i ulgę. Są to proste, tanie, dostępne sposoby. Dusza nie jest bowiem tyranem, potrzebuje jedynie uwagi, miłości dla siebie i swoich pragnień. A Duch potrzebuje wsparcia, aby nie upaść.

Podobnie później, posuwając się w latach człowiek ma swoje różnorodne pragnienia. Niektórych nie sposób zaspokoić bezpośrednio. Natomiast sama uwaga im poświęcona, wsparcie udzielone daje poczucie małego zaspokojenia, małego spełnienia. Wiele terapii na tym bazuje, i co więcej – na tym poprzestaje. Dobrze, gdy chociaż to umie dawać.

W późniejszych latach jest to także udzielane samemu/samej sobie uwagi, odczytywanie sygnałów płynących z naszego wnętrza. Nie zostawianie siebie samego w stresie, nie uciekanie umysłem od obecnego stanu emocjonalnego [np. w alkohol, narkotyki, gry].

Dlatego tak mocno i często podkreślam wartość odpowiedzi na afirmacje, przy ich pisaniu. Zapisywanie odpowiedzi na afirmacje jest zarówno formą słuchania podświadomości i Duszy, jak i jest to daniem Duchowi do zrozumienia, iż nie opuszczamy go, że jest ktoś, kto jest tu z nim, dla niego, kto dba o jego „misję na Ziemi”. To oczywiście my – nasze Świadome Ja, które akurat zdecydowało się pisać afirmacje.

W czasie pisania afirmacji – albo pamiętnika – Dusza ma odczucie, że ktoś się opiekuje jej pragnieniami, że ma wsparcie. A Duch nie doznaje uszczerbku, nie osuwa się, nie upada, ma możliwość przejawiania się, wyrażania. Może nie całkowitego, pełnego, ale jest na dobrej drodze.

Brak tego odczucia skutkuje osuwaniem się Ducha w degenerację, w upadek. Takie osunięcie nie jest samo depresją [kliniczna], choć może tak się objawiać. Inne przykładowe obrazy tego stanu to postawa depresyjna, choroba dwubiegunowa [co jakiś czas upadek nastroju, a potem zwyżka]. Efektem osuwania się Ducha z tego świata bywają także różnorodne choroby, słabo leczące się, wleczące się, oporne na terapie. To Duch ma po prostu dosyć i tak to się objawia.

A więc – gdy Dusza nie może przeżywać życia, gdy doznaje wielu stłumień, niemożności, wtedy Duch może ucierpieć poprzez osłabienie, upadek, osunięcie się.

_________________________________
to koniec głównego tematu, dalej są tylko omówienia dygresji.
———————————————–

Pobożne życzenia

Mówi się „niech Duch w was nie upada!”. Jest to pobożne, niemalże ewangeliczne życzenie zdrowia i dobrostanu dla człowieka.

Życzenia sa miłe, ale mają tyle w sobie mądrości, ile wartościowych składników odżywczych mają suche chrupki kukurydziane. Długo na tym się nie pojedzie. Zwłaszcza ktoś, kto zasmakował prawdziwej, pełnej żywności opartej na żywych warzywach wyczuje dużą różnicę.

Ktoś dobrze życząc może chce dobrze, wie, że dobrze by było, aby Duch nie upadał, ale może zupełnie nie wiedzieć co dalej robić. Ładnie mu do twarzy z przyjemnymi słowami, ale.. to zwykle wszystko co ma do zaoferowania.

To tak, jakby ktoś chciał wydoić krowę, ale wiedział jedynie, że do tego trzeba podejść spokojnie do krowy i przysiąść około jej zadu. I tyle – więcej niczego nie wie. Mleka nie nadoi mimo, że pić się mu chce.

Życzenia mogę przyrównać do duchowego fast-foodu. Jak się ktoś naje taniego żarcia, to czuje się co prawda pełny, ale też ociężały i otępiały. Czuje, że mocno się napełnił, ale żywotności w tym nie ma, nie ma chi. Gorzej – organizm musi wydatkować chi na przerobienie tego balastu. No ale wiele osób lubi fast food i tyle.

Podobnie w sferze duchowej, życzenia – jeśli dostajemy, słyszymy je, możemy się chwilowo fajnie poczuć. Czymś się napełniamy. Jednak, im kto rozumniejszy duchowo, tym bardziej czuje, że „z tej mąki chleba nie będzie”. Dusza oczekuje konkretów do przeżywania. A Duch, jeśli umie to rozeznawać, poszukuje idei, w którą warto się zaangażować. Prędzej jest dać Duszy to, co chce, chrupanie czipsów to też zajęcie, a jak worek czipsów duży, to Dusza ma co robić na długo. Pierwszy głód tym opędzimy, nawet poczujemy się najedzeni. Ale czy to wystarczy, aby ciało dobrze funkcjonowało?

Ducha nie jest już tak łatwo zaspokoić, a przez to i wesprzeć jego intencje przebywania na Ziemi, w inkarnacji. Nie będzie on gładko przełykał kolejne czipsy, ponieważ widzi on nie pojedynczego czipsa i kłapanie paszczą [jak to Dusza jest na tym skupiona], a widzi zarówno sam proces pochłaniania paczki czipsów, może być zorientowany w ich wartości odżywczej, a co najważniejsze – może czuć, co potrzeba organizmowi, jakie składniki odżywcze, i czy one się znajdują w owych czipsach.
Stąd wynikać będzie odczucie Ducha – może być niezadowolony z tego, co mu podają, może zorientować się, że owa paka czipsów, może i duża, ale jest tak naprawdę dana „na odczepnego”. I odpowiednio może zmodyfikować swoją postawę wobec takiego życia,  w którym dane mu jest jeść czipsy. Jednym słowem, może trochę się podłamać.

Czyli czipsy fajnie smakują, ale lepszy jest pożywny, pełny obiad.

Życzenia przypominają obietnice bez spełnienia [tak je postrzegam]. Nęcą, dają otuchę, ale .. po jakimś czasie.. ta chmurka się rozwiewa i jest nadal taka codzienność jaka była. Nie ma tych pozytywnych efektów, których się spodziewaliśmy. Życzenia – jak to słowa – są tanie.

Dopiero umiejętności i mądrość wdrożone w działanie dają sukces.

Tak więc życzenie „niech Duch w was nie upada” są wyrazem pierwszego stopnia muzykalności duchowej. Zawsze, od dzieciństwa czekałem w takich momentach na wskazania dalszych stopni: co dalej robić?, jak postępować?, jak oglądać, jak zrozumieć swoją sytuację? Niestety, po życzeniach niemal nigdy się tego nie doczekałem. Bo i życzący zwykle nic więcej nie wiedział był psychologicznie, duchowo nieumiejętny.

Nawet terapeuci nie są zwykle skłonni nauczyć czegokolwiek. To co się nazywa psychoedukacją musiałem sam uskuteczniać. Taki jest terapeutyczny paradygmat obecnie, że terapeuta nie ma się odzywać do klienta wyjaśniając mu sytuację, wyjaśniając zasady, na jakich funkcjonują psychika, duchowość. Zero psychoedukacji, a pełno sesji, oczywiście opłaconych.

Klient więc wychodzi zwykle nie mając rozpoznania gdzie się znajduje. Ewentualnie sam musi się domyślać, grzebać, przypuszczać. Niby jest to emanacja terapeutycznej otwartości, jednak mocno zalatuje to olewaństwem z powodu braku konkretnej wiedzy dostosowanej do poziomu klienta. Albo brakiem szacunku dla klienta, jako pełnoprawnego partnera procesu. Terapeuta może znać się na prowadzeniu terapii, ale z pewnością klient nie jest dla niego partnerem. Partner bowiem to ktoś, kto ma prawo dowiedzieć się tego, co ja wiem.

Przyczyna może być taka, iż podaje się terapeutę jako postać zamieniającą rodzica klienta. A rodzic nie jest partnerem dziecka. To prawda, można nawet w takiej terapii odnaleźć źródło poczucia bezpieczeństwa. Niemniej często terapia nie ma cech bycia w rodzinie. A Duch pacjenta może ucierpieć – mamy oczekiwania wobec terapii, że poukłada się nam w głowie, a tu podchodzą do nas jak do kolejnego petenta w urzędzie.

Bycie obiektem, któremu się coś życzy, albo bycie klientem przeciętnego zupełnie terapeuty, obie sytuacje mogą podłamać, częściowo osłabić Ducha. Zależy, jak wiele oczekiwań ma w stosunku do nich.

Podobnie jak inne potencjalnie osłabiające sytuacje. Im większe oczekiwania, tym więcej Duch może się osłabić. Ale tym więcej może Duch się wzmocnić, jeśli dana sytuacja jest „do wygrania”! To idealistyczne oczekiwania są aktywami Ducha. Im więcej się oczekiwań spełni, tym bardziej Duch się wzmacnia.

Wiele mamy postaw nieumiejętności duchowej u innych osób. I każda z nich, przy kontakcie z drugim człowiekiem może nie wspierać Ducha. Trywialne, prawda?
No chyba, że będziemy o tym wiedzieć, że będziemy tego świadomi. Świadomi, że „dobrymi życzeniami” piekło jest wybrukowane. I świadomi, że jakaś tam terapia wcale nie musi odpowiadać na nasze oczekiwania, nie musi dać tego, co Duch pragnie [w swoim idealistycznym przekonaniu o skutecznosci terapii].
Zarówno dobrze życzący, mogą być umiejętni duchowo i dać nam coś więcej, ale zwykle nie dają. A i terapia nie musi zaspokoić nam oczekiwań, a mimo to być jakoś tam, częściowo wartościowa.
Duch często chce rozwiązań skrajnych 0% albo 100%. A tu na ziemi mamy np. 27,5% – warto mu to uświadomić, że częściowe zyski także mogą być zyskami i może z nich skorzystać tyle, ile jest dostępne. To jest zadanie dla Świadomego Ja, aby Duchowi to wyperswadować.

Mówią: „oczekiwania są przyczyną rozczarowań”. I argumentują tym postawę, w której nie należy mieć oczekiwań. Mówi się tak w środowiskach np. leczących się alkoholików, którzy większość możliwych, dostępnych wyborów życiowych mają w relacji z alkoholem, a tylko nieliczne są dostępne takie, które kierują ich ku trzeźwości. No i oczywiście – zwykle już są uruchomione duże oczekiwania od życia. Alkoholicy mają krokodyla astralnego, a więc wspomaganie. Jednakże właśnie jest sztuką to, aby owego wspomagania nie używali, aby odstawili wódeczkę i nie powracali do picia. I te drogi trzeźwe w ich życiu wyglądają już nie tak ładnie od tych pomalowanych miodem przez symbionta. Stąd oczekiwania zwykle są wygórowane, a mają się zmniejszyć. Dlatego też powiedzenie im „oczekiwania są przyczyną rozczarowań” jest bardzo na miejscu.

Podobnie jest z [dorosłymi] dziećmi pochodzącymi z rodzin alkoholowych, dysfunkcyjnych [tzw. DDA]. Mają one u siebie wiele mechanizmów, przechowują wiele zranień. Idąc z tym w świat trudno oczekiwać, że będą tak dobrze funkcjonować, jak osoby nie mające tego bagażu. Jednak widząc swoich rówieśników, którzy nie mają takiego handicapu, takich nieumiejętności.

Mówienie im o tym, że jeśli nie oczekujesz wiele, to nie rozczarujesz się mocno jest w jakimś sensie racjonalne. Natomiast Ducha tym się nie wzmocni. Przybite DDA [ma przybitego Ducha] chciałoby właśnie swojego ducha wzmocnić. Ale trzeba przyznać, że w wielu przypadkach nie ma na to dużej szansy.

„Oczekiwania są przyczyną rozczarowań”

Oczywiście, wtedy człowiek nie będzie rozczarowany i jego Duch nie ucierpi, gdy oczekiwać przestanie. Ale również – nie mając oczekiwań – Duch nie ma możliwości wzmocnienia się.
Wniosek jest jeden: my, jako osobowość, jako Świadome Ja mamy zadanie takie, aby wybierać odpowiednie cele dla lokowania w nich naszych oczekiwań. Jeśli źle ulokujemy oczekiwania, możemy mocno ucierpieć, nawet z osunięciem się do depresji włącznie.
Jeśli zaś dobrze ulokujemy oczekiwania, możemy świetnie się poczuć, być przez wiele, wiele lat radosnymi, pełnymi dobrych odczuć, wspaniałego przeżywania.

No to jak to ma się do rozwoju duchowego?
Czy więc oczekiwania są zgodne z rozwojem duchowym, czy też – jak u buddystów, należy je raczej schować w mankiet i zapomnieć o nich? Bo przecież buddyści rozwijają się duchowo, nieprawdaż?

Możnaby rzec, że buddyści urzeczywistniają samoświadomość Ducha. Czyli przechodzą Świadomym Ja do poziomu Ducha.
Nie bierze to pod uwagę Ducha samego – jaki on jest, taki jest, natomiast buddyści otamowują swoje pasje, swoje pragnienia, swoje oczekiwania tak, aby umożliwić, ułatwić proces świadomego utożsamienia, zjednoczenia się z duchowym Uniwersum, czyli Oświecenia.

A my tutaj mówimy o czymś trochę innym, o pewnym aspekcie terapeutycznym w obrębie Ducha. Jak powtarzam: mądrzy buddyści mówią tak: „najpierw terapia, potem praktyka duchowa”. Inni buddyści tego nie mówią 🙂

Warto najpierw oczyścić się z obciążeń, aby:
a) nie robić bypassu duchowego, i nie przykrywać, nie przeskakiwać swoich kłopotów, problemów zajmując się praktyką duchową, ponieważ owe problemy moga powrócić,
b) jeśli przejdziemy potem do praktyki duchowej okaże się ona o wiele prostsza.

Żyjąc na Ziemi tylko w bardzo nielicznych przypadkach musimy się zmagać z ciężkimi kłopotami. W dużej większości przypadków Duch oczekuje, że jednak wiele ciekawych, wspaniałych spraw się zrealizuje dla takiej osoby.

Nadzieja na związek

Jedną z nadzieji Ducha jest szczęście w związku.
Jakże jednak to jest trudne w dzisiejszych czasach!

Zarówno mężczyźni jak i kobiety mają duże nadzieje na udany związek, małżeństwo, często nadzieję na potomstwo.

Kobiety tu mają łatwiej. Małżeństwo, dzieci same z siebie dają mnóstwo okazji dla przeżyć, rozwijają ścieżki życiowe, co daje też  idee, których trzyma się Duch. Jeśli więc rodzina się dobrze rozwija kobieta może być w dobrym stanie Ducha niemal cały czas. Więcej, nawet jeśli kobieta się rozwodzi [o co teraz nietrudno], to Dusza kobieca nadal czuje się zaspokojona, bo ma mieszkanie, dziecko, nawet nadzieję na kolejnego partnera [nie tak jak kiedyś, gdy ponowne zamążpójście było trudne].

Dla mężczyzn jest trudniej – można przekonać się ile ich żyje w podeszłym wieku, jakie mają zdrowie wtedy, w porównaniu do kobiet.

Mężczyzna nie znachodzi zwykle w rodzinie swojego źródła przeżyć dla Duszy. Realizuje się często w pracy i dopiero jej efekty przeznacza dla potrzeb rodziny. Jeśli zabraknie pracy, jeśli odchodzi na emeryturę, Dusza przestaje doświadczać ulubionych przeżyć. Duch zaś może czuć się mocno przygnębiony, załamany, ponieważ w zwykłym schemacie, w którym mężczyźni przez wieki żyli, nie może funkcjonować, spełniać swojej misji.

A mając płeć męską nie można czerpać doświadczeń z przeciwnego elementu yin, zasady żeńskiej. To od razu osłabia Ducha męskiego [zwłaszcza – jak w dzisiejszych czasach – gdy kobiety przejmują role męskie].
To jakby dawać koniowi benzyny – no nie będzie zadowolony, on chce owsa. Jedząc owies żyje, działa, wspiera. Jednakże dopiero pozbycie się konia i nabycie auta daje możliwość wykorzystania benzyny. Auto jest o wiele bardziej wszechstronne i użyteczne od konia. Nie potrzebuje także takiej pielęgnacji.

Wyższe stopnie muzykalności

Tłumaczenie duchowych spraw, niejednokrotnie skomplikowane, ma tą dobrą cechę, że jednak może dać tyle umiejętności, tyle kompetencji, że nie tylko będziemy umieli „dobrze życzyć”, ale i będziemy umieć konkretnie pomóc Duszy i Duchowi w ich sytuacji. Czy to u siebie czy to u kogoś.

Nie tylko będziemy wiedzieć, że „gdzieś grają”,

ale

będziemy wiedzieć na jakich instrumentach grają,
jaki jest gatunek tej muzyki,
ilu jest grających,
czy grają z nut, czy też improwizują,
czy są dobrymi muzykami,
czy robią to z sercem,
czy na odczepnego,
czy siedzą czy też może chodzą podczas grania,
czy to jest utwór klasyczny czy nowoczesny,
może nawet rozpoznamy ów utwór,
rozpoznamy jaki ma nastrój,
czy wykonanie jest wartościowe,
czy słuchacze są zainteresowani, przejęci, czy też znudzeni.

Jak widać oprócz „pierwszego stopnia muzykalności” jest wiele, wiele dalszych!

Podobnie jest w rozeznaniu duchowym.
Dzięki zwiększonym umiejętnościom mamy o wiele większe szansy, aby wspierać Ducha – zarówno swojego jak i Ducha innej osoby.

***

Reklamy

3 Komentarze (+add yours?)

  1. lifeiseasy
    List 04, 2013 @ 12:28:49

    Czy duchowni blokowali wiedzę maluczkim dla władzy? Pewnie tak, ale miało to też w sobie głębszy sens uważam. Człowiek powinien dojrzeć do tej wiedzy „z górnej pułki” powoli i świadomie. Musi dojrzeć do okultyzmu, w sensie rozumienia tego słowa jako wiedzy zarezerwowanej dla wtajemniczonych. Obecnie mamy pełny dostęp do wiedzy metafizycznej i co ludzie z nią robią? Wykorzystują do celów materialnych i uprawiają magię, często robiąc sobie krzywdę, bo motywacją jest lęk i brak akceptacji. I tu mamy okultyzm w sensie magicznym.

  2. lifeiseasy
    List 04, 2013 @ 18:26:26

    Ja przychylam się do tezy Łazariewa, że dobry i skuteczny i przede wszystkim bezpieczny uzdrowiciel to taki, który jest duchowo czysty, w sensie etyczno- moralnym. Inaczej jest to nie uzdrawianie a operowanie strukturami energetyczno informacyjnymi bez dokonywania realnej transformacji problemu.

  3. hahahel
    List 17, 2013 @ 18:39:02

    Coś na wsparcie dla ducha 🙂 (something more by Nick Vujicic z napisami)

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: