Wymyślony rozwój duchowy

Ostatnio trochę przeżyłem szoku. Jak bardzo ludzie potrafią żyć „w głowie”!

Otóż mają oni taką postawę, że oto oni właśnie wiedzą, do czego ów rozwój duchowy w ich przypadku ma ich doprowadzić,
jak ma przebiegać, jak długo [oczywiście bardzo niedługo],
i ile pieniędzy i różnych rzeczy będą mieć: i to, i tamto, i jeszcze tam będę mieszkać, i jeszcze to i tamto będę robić. I co osiągną na swojej ścieżce.

Mógłbym powiedzieć, że im zazdroszczę pewności siebie. Ale nie zazdroszczę!

Taka sytuacja to normalnie restauracja. Wszechświat zaś ma za kelnera robić i usłużnie dawać, co sobie państwo zażyczą.

Jest tylko małe „ale”. Jakimś dziwnym trafem, wiele z tych osób ma dosyć sporo karmy, no i przez nią ewidentnie są ciągani za nos.

Jeszcze jakby to była karma dobra, zasługi karmiczne, to by pewnie było lżej. A tu – kicha. I brak pieniędzy, i kłopoty, i obciążenia się co raz odzywają.

Mocno karpia złapałem ostatnio, gdy pewna pani oświadczyła, że po kilku dobrych latach czytania tekstów o rozwoju [w tym i moich] może zacznie coś pracować z afirmacjami. A dotąd to – tak sobie myślę – co robiła? Czy miała nadzieję, że trudne warunki przejdą same z siebie? Czy czytanie „natchnionych tekstów” przesyca adepta tak tymi wspaniałymi wibracjami, że .. to wystarcza? Już mi się pokazują obrazki z Indii, gdzie guru ma tysiąc uczniów i prawi morały a następnie wprowadza w jakąś inicjację, co ma u audytorium oczyścić sporo karmy i spowodować, że się uczniom będzie lepiej żyło. Stan hinduskiego społeczeństwa pokazuje na ile [jak mało] daje to jakichkolwiek pozytywnych rezultatów. Jak bardzo ludzie się oszukują, wieszając się na guru jak na duchowym wieszaku.

W Polsce też mamy specyfikę. Ale – co ciekawe – nie jest odległa od Indyjskiej. W tych dwóch krajach, jak zdążyłem się zorientować, mamy często postawę „pana”, tego, który właśnie czeka na lepszy obrót wydarzeń. Bo jak widzę niektóre osoby, to wydaje mi się, że czekają aż jakaś nagroda im spadnie pod nogi z podziękowaniami. W Indiach też miliony ludzi [dosłownie miliony], niezależnie od kasty, czekają aż im spadnie jakieś coś z nieba. Siedzą nieraz na środku drogi, ładnie ubrani i … czekają!

{Chiny nie są z tej bajki. Tam ludzie pracują, handlują, mają postawę, że trzeba coś zrobić, jak coś się  ma zmienić. Mają zdecydowanie mniej religijnego podejścia, nie mają tyle od religii obiecane, że „Bóg im coś da, coś zapewni”.  I zobaczcie – ich religijność jest daleka od bycia zbawczą [a to „guru zbawi od kłopotów”, a to jakiś inny zbawiciel zbawi]. Pomysły metafizyczne Chińczyków bywały raczej pragmatyczne. Może oszukują, może niszczą środowisko, ale pracują. W przeszłych systemach Chińczycy byli uważani za przedsiębiorczych.}

Dodatkiem do duchowej postawy oczekiwania [czyli często – roszczenia] jest przekonanie, że zmiana „będzie duża”. To dodaje się do nieprawdziwej idealizacji „gwiazdki z nieba”. Będzie owa gwiazdka dla mnie – tak myślą – i będzie to spora gwiazda! To co osiągnę, to będzie prawdziwy olbrzym duchowy!!! A to, co teraz do mnie przychodzi, na bieżąco.. to są jakieś paprochy, jakieś śmietki, jakieś okruszyny. Nie warto się schylać, bo co to jest..

A Higgsowie w książce „Proś a będzie ci dane” [channeling istoty o imieniu Abraham] wyraźnie mówią – nie podskoczysz wiele poza swoją obecną wibrację. Możesz trochę się zmienić, trochę polepszyć swoje wibracje. I przez to przyjdą, zgodnie z prawem przyciągania nieco lepsze warunki życia. Bo do obecnych twoich wibracji wibracje znacznie lepsze nie są przyciągane. Oczekiwanie takiego dużego polepszenia, zwłaszcza nagłego wygląda, że jest nieracjonalne. Co nie oznacza, że chciałbym zniechęcać do rozwoju.

Nie, jednak gdy upadniesz z powodu niewłaściwej wiedzy, gdy doznasz zawodu z powodu nieprawdziwego nauczania, możesz się na duchowość obrazić. Dusza może powiedzieć: eeee.. tam, taka duchowość jakaś nieprawdziwa, jakaś zafałszowana. Na politechnice, to konkretna wiedza, wystarczy mi ona, można na niej polegać.

Co prawda Higgsów cytuje się w filmie „Sekret”. Ale już o tym, że nie wszystko na raz się osiągnie – to liczący na poklask autorzy filmu woleli zamilczeć. I powstał film i książka, z których wynika, że „możesz wszystko” z domysłem „i to całkiem niedługo, nawet w przeciągu następnego pół roku”. A to wierutna bzdura przecież. Zwłaszcza jeśli chodzi o stare Dusze, którym naprawdę wiele przychodzi z trudem, ale zainteresowane duchowością są.

I mamy później takie sytuacje, w których osoby mówią: o, widzisz, poszedłem na sesję, i co – nie pomogła mi. Owszem, coś tam mignęło, ale takie tarapaty jak miałem tak mam. To chyba się rozczaruję tym terapeutą, tyle mi obiecywał [w znaczeniu – tyle sobie obiecywałem/am po tej sesji, bo tak się w książkach hurraoptymizmu naczytałam…]

wtedy spytam:
A pracujesz z afirmacjami?  ona na to: „Jakimi afirmacjami?”

Jak nie działasz ze sobą, to nie ma co oczekiwać konkretnej poprawy, skutecznych zmian na lepsze.

Tak to możemy do grobowej deski się oszukiwać. Nie moja jednak owa deska jest. Ja bym nie chciał się tak oszukiwać.

Bez konkretnych przyczyn nie ma konkretnych zmian – to powtarzam.

Jeśli nie zmienia ci się życie na pozytywnie tak jak byś chciał/a, to oznacza, iż nie masz owych konkretnych przyczyn, nie podjąłeś/podjęłaś odpowiednich działań, z odpowiednim zaangażowaniem.

Być może podjęłaś/podjąłeś wiele, wiele innych działań, może przeczytałeś tony książek, przyjąłeś dziesiątki ciekawych, zachęcających poglądów! Jednak póki nie masz zmian w życiu, to ów brak zmian bardzo negatywnie właśnie wskazuje na te przeczytane nauki..

Weryfikuje je negatywnie.

Życie to nie bajka, jeśli chce się konkretów, trzeba od siebie coś dać i to coś zupełnie solidnego.

Samo myślenie nie jest tu panaceum. Może liczba książek o rozwoju duchowym może sugerować, że to w obszarze mentalnym dzieje się sprawa, natomiast chciałbym tu rozczarować niektórych – Dusza nie koncypuje mentalnie. Dusza jest mocno skomplikowana … uczuciowo, emocjonalnie, energetycznie. Dział mentalny występuje tu na obrzeżu i jest przez Duszę chętnie pomijany.

Dlatego „wymyślony rozwój duchowy” można sobie w buty wsadzić.

Jeśli nie działasz aktywnie z Duszą, z przeżyciami, uczuciami, emocjami – i to świadomie, a nie „ot tak, jak wyjdzie” – to możesz dalsze kilkaset lat, w kolejnych dziesiątkach wcieleń tak przelecieć sobie. Podobnie, jeśli stosujesz jakieś cudowne maszynki, urządzenia, czy symbole, które mają zdziałać cuda. [a sam zainteresowany w tym czasie ma siedzieć i pachnieć. ewentualnie leżeć.]

Albo – o, zrobiłam półtora miesiąca temu sesję, fajna była, coś się zadziało, ale teraz mam dużo zajęć, auto się zepsuło, w pracy nie wiem co zrobić, bo cośtam. A poza tym nie czuję się gotowa [czytaj: komfortowo, ego skamle, że by się musiało odkryć ze swoimi postawami, a przecież nie może… biedne ego…]. Tyle, że przy takiej aktywności, to jakbyś herbatę gotował, to byś pragnienia nie ugasił.

Nic w tym złego – może to nie twój czas. Może wybrałeś/aś sobie akurat rozwój duchowy [ten wymyślony, nieprawdziwy] jako wymówkę, że „coś się robi”. Ok, czasu dobry Bóg dał nam do upojenia, mamy czasu a czasu.

Jednak, gdy deklarujesz, iż chcesz prawdziwie coś zmienić, to warto nie robić z ust cholewy. Ale i na to Bóg daje wielki znak akceptacji.

Warto powiedzieć wtedy np.:

– interesuje mnie większy komfort w moim życiu, rozwój duchowy nie interesuje mnie.

– interesuje mnie dobry samochód, świetny dom, wychowanie dziecka.

Ale nie sądź, że zwykle do tego możesz w Polsce dodać także spore kroki na drodze duchowej. Nie tu w Polsce, nie z tak dużym wiekiem Duszy. Piszę „zwykle”, ponieważ są od tego odstępstwa.

Znam człowieka, który jest zainteresowany duchowością i ma dużą firmę. Jednak ma nadal dużego krokodyla i nie jest zainteresowany oczyszczeniem się z niego. Dobrze wie, że jakby zrezygnował z obciążenia, to by również jego status mógł dramatycznie spaść. Umiejętności by pozostały, ale energii już takich „przekonujących”, tak potrzebnych do zarządzania by nie miał.

Inne dwie osoby, nie znające się wzajemnie,  jak się oczyściły z krokodyla to ich możliwości zawodowe mocno się zmniejszyły. Ledwo przędą w porównaniu do tego jak było kilka lat temu.

Dla Amerykanów, gdzie Dusze mają np. wiek 4 osiąganie zarówno celów duchowych jak i materialnych jednocześnie jest  możliwe, dostępne, ponieważ potrzeby takiej Duszy w rozwoju są niewielkie i – co ciekawe mocno zbieżne z codziennymi aktywnościami człowieka. W takich sytuacjach rozwój materialny i rozwój duchowy może się w dużej części pokrywać. Ale w Polsce jak są dusze o wieku 7 czy 8 to ich potrzeby są O WIELE większe. Większe są i potrzeby i potrzeba zaangażowania, uwagi, bo sprawy są bardziej skomplikowane.

Oczywiście, możesz mi nie wierzyć, możesz próbować. Jednak to, co piszę nie jest z rękawa. Widziałem setki osób, które lepiej lub gorzej idą po ścieżce duchowej. A idą w Polsce często gorzej, mimo iż w polskich przekładach amerykańskich książek przeczytali, że oto mogą zarówno świetnie prosperować materialnie jak i duchowo.

Niech Ci Bóg da największe możliwe materialne błogosławieństwo i obfitość, jaką dla Ciebie ma!

Jednakże proponuję się nie oszukiwać, że to samo, co dla innych jest dostępne, dla innych, którzy mocno się od ciebie różnią, jest dostępne także dla ciebie.

Opowiada pies psowi – wiesz, polećmy jak te trzmiele i zobaczmy co jest na szczycie tego drzewa, czy tam jakaś smaczna kiełbasa nie wisi?

Mówi sobie żyrafa do żyrafy – schowajmy się w mysiej norze, to nas nikt nie znajdzie!

Dwie ryby zaczęły się zastanawiać jak to będzie, jak zaczną się żywić trawą, taką zieloną, soczystą, prosto z ogromnego pastwiska.. Jak się rozmarzyły..

..

Możesz powiedzieć:

– chcę więcej poczucia bezpieczeństwa, ale nie chcę się mieszać w rozwój duchowy.

I dobrze, każdy może sobie ustalać priorytety, jak chce. Jest cała dziedzina rozwoju osobistego, który się zajmuje obszarem materialnym, osobowością – i tam też można się odnaleźć.

Niestety 🙂 – żyjemy  w świecie duchowym, i ów świat potrafi się skutecznie o człowieka upomnieć. Karma jest zjawiskiem duchowym, dotyczy najczęściej starszych i starych Dusz. I one już często nie mają szansy „wywinąć się” jej i „jedynie” rozwijać się w rozwoju osobistym. Nie mają szans, chociażby bardzo chciały. Sprawy są często tak nabrzmiałe, że chociażby się chciało zapomnieć, to taki ktoś nie jest w stanie. Jest bowiem wręcz „atakowany” [w przenośni lub bez przenośni] ze świata duchowego i przychodzi mu się po prostu jakoś bronić, zmieniać się tak, aby po prostu było można przeżyć.

U mojej koleżanki obserwowałem duchowe „nakręcenie się”, ale nie umiałem jej tego powiedzieć, nie umiałem jakoś wskazać, nie wiem.. co mogłem zrobić.

Czułem, że trochę byłem jakby odpychany od zrobienia tego, od jakichkolwiek wskazówek przez twoją Duszę.
A moja Dusza ulegała, mówi „o, jaka aktywna, ambitna osoba z tej koleżanki”.

Fajnie, ambitna, ale zaraz będzie płakać, mówię sobie.

Ale moja Dusza nie chciała jakoś jej pomagać, trzymała sztamę z jej Duszą. Dusze wspierają się jak mogą. A że nie są bardzo refleksyjne, to wspierają status quo [zastany stan]. I idą w kierunku nabrzmienia problemu, na przełamanie. Zresztą ludzie nawet tak mówią: „przełam się i to zrób”. Czyli – nie zmieniaj postawy, ale mimo to zrób to. To typowa odzywka Duszy, typowy jej pomysł. Nie myśl, tylko rób. A że potem masz np. niechęć do siebie, że wymiotować ci się chce, że pijesz do upadłego i zapijasz lęki? Tym się już nikt nie interesuje. Nikt [czyli mało kto] bowiem interesuje się twoim wewnętrznym stanem, procesem, dobrostanem.

Włączyły mi się wtedy też energie smoczego gniewu, białe energie. Bo z jednej strony chciałem jej pomóc, ale z drugiej nie byłem w stanie poprzez blokadę ze strony mojej Duszy.
Wkurzam się na siebie, gdy taki gniew się pojawia. Ale czasami tak jest, na szczęście już trochę rzadziej, rzadziej też włączają mi się białe wzorce [naprawiania, pomagania na siłę].

Dusza mojej koleżanki z dużą siłą mnie blokowała przed wskazaniem tego, co jej chciałem powiedzieć.

Ale to było jeszcze mało w porównaniu z tym, jak się w stosunku do niej zachowywała. Na koleżankę wywierała Dusza mocne presje – na osobowość i Świadome Ja. Jej Dusza generowała mocny mętlik, żeby tylko czegoś nie zrozumieć!! żeby nie odejść od starych sposobów przeżywania!

Bo Dusza chce robić to, do czego się przyzwyczaiła.

————

Wymyślony rozwój jest dla mnie czymś przeciwnym do zwykłego przeżywania procesu życia. Jeśli mam w losie przeżywanie doświadczeń duchowych, i jeśli do mnie przychodzą, to chcę się nimi zajmować, ale jakoś dbam o to, żeby nie przytłoczyły mnie.
[ale sami widzicie, że Dusze mogą to utrudniać!]

Pamiętam sam jak mocno Dusza się zapierała nogami, aby tylko nie pójść na pierwszy miting grupy wsparcia, aby nie zadzwonić dla mnie samego po pomoc, pytając się o to, czy jest dostępna jakaś psychoterapia. Ja wiedziałem na głowę, że bardzo tego potrzebuję, ale Dusza wcale nie chciała zmieniać swojego kursu w koleinie, jaką sobie przez lata, ba, wieki wyrzeźbiła! Tak mocny czułem opór od niej! Tak wielkie współgranie miała z moimi obciążonymi rodzicami i dziadkami! Nie chciała w ogóle brać pod uwagę, że mogę zmienić przyzwyczajenia, sposób myślenia, że mogę odejść od jedności z nimi na poziomie emocji. Dusza nie chciała się wyzwolić z tych więzów, które często powodowały okrutne cierpienie [w domu gdzie jest alkoholik i osoba współuzależniona duchowo jest rżnięcie na żywca, uwierzcie mi..].

To można nazwać tyranią Duszy. Oczywiście jest to nieświadome, bo Dusza jest nieświadoma moich celów, mojego dobrostanu. Można powiedzieć, że mój dobrostan jako ciała, osobowości nie obchodzi jakoś jej. Ale nie robi tego z zamierzenia, więc nie ma co się na nią zżymać, nie ma co jej robić wymówek z tego, nie ma co ją za to karać.
[to są oczywiście argumenty dla osób, które tak pięknie idealistycznie uważają, że Dusza jest tak mocno świadoma i tak ładnie połączona z Bogiem. To jest bardzo duży idealizm wynikający z niewiedzy, z braku wykształcenia w sprawach duchowych.].

Potrzebuję osobiście żebym na rozwoju duchowym jakoś zyskał, bo o to przecież chodzi. A nie żebym upadł pod tyranią Duszy.

Dusza nie zwraca zbytnio uwagi na osobowość i ciało, to ją mało
czasami obchodzi. I tu jest moje zadanie – ja mam tylko tą osobowość i tylko to ciało, i chcąc nie chcąc mam zajmować się nimi, bo innych nie dostanę. Moja Dusza jako koń jest czasami trudna do ujeżdżenia..
Takim bardzo dobrym sposobem do podążania z Duszą i nie zostania
nadużytym są sposoby Arnolda Mindella z pracy z procesem Śniącego Ciała [czyli Duszy].

Namolne dążenia Duszy do tego, abym robił porządki z kasetami video mogą być skierowane ku temu, abym się uwalniał od niepotrzebnych sentymentów, które mnie trzymają w przeszłości. A nie do tego, abym miał super zrobione archiwum kaset video.
Czyli nie wszystko, co widzę wprost ma taki cel, jaki sobie wyobrażam.
Ale niestety w trakcie procesu zwykle nie mam świadomości jego celu.
Na tym polega proces, że jest tajemniczy sam w sobie. Tak to rozumiem.

Przykładowo kolejne prośby o analizę mogą nie tyle przynosić konieczność ich wykonania [zwłaszcza szybkiego].
Mogą  wskazywać na konieczność zmiany w mojej postawie do analiz, może powinienem jakoś inaczej podchodzić do nich, np. tak, abym ja sam wszedł na wyższy stopień zrozumienia i własnego dobrostanu. Jedno wiem – jeśli coś boli, uwiera, to domaga się oczyszczenia, uzdrowienia. Kontynuowanie tego – czego domagać się może Dusza – zwykle powoduje zwiększenie bólu. A dochodzenie do rozwiązania ból ten zwykle mocno redukuje bądź usuwa.

Jeśli moja Dusza chce czegoś, to może nie oznaczać konkretnie to, co jest mi pokazywane. Jest to jakby zagadka, jakby labirynt znaczeń. Dopiero gdy się zagłębiam w proces jestem w
stanie jakoś przekształcić.

Wymyślenia i plany pięknie przemawiają do ego. Pięknie się buduje biznesplany, osiągnięcia, odfajkowania. To wszystkim przemawia do wyobraźni, rozumu pod hasłem „sukces”.

Oto on/a osiągnął/ęła sukces. Pięknie.

Natomiast w świecie duchowym mogła w tym czasie trwać stagnacja. Osiąganie materialnych sukcesów nie musi się wiązać z oczyszczaniem się ani o krok. A i więcej – do osiągania sukcesów można się wręcz „zadłużyć” u ciemnej strony, biorąc symbionta na pokład i wtedy to sukcesy pełną gębą. Ludzie nie wierzą własnym oczom, jakie sukcesy.

Ale nie patrzą na serce. W Biblii jest powiedziane:
„Człowiek patrzy na to co ma przed oczami, a Bóg patrzy na serce”.

To w takim spojrzeniu jest do zobaczenia pełna, nie zredukowana sylwetka człowieka.

Gdy więc kolejnym razem zobaczysz mężczyznę, kobietę, którzy będą deklarowali, co to oni nie chcą osiągać w rozwoju duchowym, co to oni nie będą posiadać, to popatrz im na serce. Popatrz na każdy z czakramów.

Czy są pootwierane, czy dobrze działają, czy też są w opresjach i ten ktoś po prostu chce się wywinąć jak piskorz z karmicznego saku? Czy tylko deklaruje, że „oj, coś by zrobił, popracował, bo ma sporo cierpienia w życiu.” Niestety, może po prostu karma go ciśnie i nie tyle chce się rozwijać, co chce komfortu w życiu. Nic dziwnego – po takiej dawce komfortu w reklamach ulicznych, w tv, mało kto ma racjonalne pragnienia, u większości są one rozdmuchane, napęczniałe jak dzisiejsze samochdy osobowe: SUVy i Vany.

Popatrz mu na serce, czy ów ktoś ma obciążenia typu pogryzienia, symbionty, wejścia. Czy ma intencje do rozwoju, czy tylko unika cierpienia i szuka komfortu?

Czy nie chce może wyrwać się z beznadziejności zatrucia przez wejście?

Czy w swoich planach ujmuje symbionta jako mocnego współpracownika, bez którego plany by poległy?

Świat niewidzialny jest skomplikowany, ale jak się wie, jak patrzeć, to można wiele zobaczyć.

Jeśli jednak w sercu jest poważne pragnienie oczyszczenia, to nasz rozmówca nie będzie piał na pokaz. Kto wie, ten nie mówi – będzie raczej dochodził do tego, co w nim jest, co stanowi w nim przyczynę sytuacji w jakiej się znalazł. I ta postawa ma przyszłość. W rozwoju duchowym nie myślenie ma kolosalną przyszłość, a praca ze sobą, z Duszą, z obciążeniami, sesjowanie, modlitwy, afirmacje. Odłoży na półkę [jak buddyści] kombinowanie myślowe, które nie jest czymś dużo więcej niż dokarmianiem ego. A weźmie pod lupę swoje postawy, uczucia. Zajmie się swoim cieniem, który rezyduje za psychologicznym progiem [psychologia procesu Arnolda Mindella]. Wtedy jest szansa i jest możliwość. Gdy uruchomi procesy przemiany, przemiany zaczną zachodzić. I nie trzeba do tego naprawdę kombinowania, wymyślania rozwoju. Proces dzieje się sam swoimi siłami.

Procesy mają same naprawdę wystarczająco dużo sił, jednak zwykle są poblokowane. Zamiast płynięcia, rozwijania się, wyrażają się w trudnych do zniesienia symptomach, wręcz chorobach, w nieprzyjemnych wydarzeniach w świecie realnym. Jeśli ktoś nie może długo znaleźć pracy to ten proces jest zasilany energią – sprzeciwia się znalezieniu pracy z dużą siłą. Owa siła mogłaby z podobną intensywnością zadziałać w innych dekoracjach, gdyby ów ktoś przepracował próg na znalezienie pracy [niekoniecznie to by miało oznaczać, że znajdzie pracę, natomiast odzyskałby osobisty, pozytywny dostęp do tej siły, „zaklętej” w przykrym, długotrwałym przeżyciu nieznajdowania pracy.

Astrolożka powiedziałaby – potencjał symboliczny się właśnie zrealizował [realizuje jako nieznajdowanie pracy]. A konkretny sposób, jak się zrealizuje – nie jest zapisany w gwiazdach, więc może pojawić się [potencjalnie] jako inny proces o podobnej symbolice. Jest tam tylko to, że Wszechświat przeznaczył na to sporą dawkę energii. Gdy idziemy z procesem możemy liczyć na jej wsparcie [jak na fundusze unijne 🙂 ] Jednakże, jeśli ktoś tkwi w stagnacji owa energia może dodać cierpienia z podobną mocą.

Życzę Wam dobrych intencji w stosunku do siebie samych. Dobrych w znaczeniu takim, aby wybierać działające sposoby. Jeśli się masz modlić – zamknij się w komorze i tam się módl, bo tam Ojciec twój też widzi. Naprawdę nie trzeba do rozwoju wielkiego sukcesu, wystarczą realne, działające sposoby. Nie trzeba karmić ego ani okazywać się „fajnym kolesiem”. Wręcz odwrotnie, dać dietę ego i podnosić swoją samoocenę.

Reklamy

23 Komentarze (+add yours?)

  1. Julka
    List 29, 2013 @ 00:37:45

    W pierwszej chwili pomyślałam: „ach, gdybym tylko przeczytała taki tekst kilka lat temu…” a potem szczerze przyznałam, że prawdopodobnie nie miałby się do czego we mnie „przykleić” :)) No właśnie, „proces dzieje się sam swoimi siłami”.

    Kiedy u mnie pojawiło się szczere pragnienie rozwoju, wyjścia poza to całe spętanie karmiczne, zaraz zaczęła się robić przestrzeń i dużo okazji 😉 do prawdziwej pracy nad sobą. Pojawiła się normalna praca zarobkowa, związek, stopniowo trzeźwieję życiowo i mentalnie. Więcej Życia we mnie, więcej chęci do ryzyka, więcej odpowiedzialności za to, czym emanuję na zewnątrz.
    Zawsze po jakimś czasie wracam na tą stronę, i zawsze czerpię garściami. Pozdrawiam ciepło Andrzeju 🙂

  2. SwiatDucha
    Gru 02, 2013 @ 02:36:51

    dzięki, Julka!

  3. Aneta
    Wrz 21, 2014 @ 18:44:29

    100% racja, Panie Andrzeju!
    Tylko mnie trochę martwi inny problem… Polega on na tym, że moja dusza nie jest zaintereowana kreowaniem rzeczywistosci materialnej, pomimo iż mam dość spory potencjał. Wszystko materializuje mi się z łatwością. Mimo wszystko nie cieszy mnie to wcale, widzę w tym wszystkim marność! Moją dusze interesuje transcendencja i tylko w niej widzi sens i radość istnienia.
    Nie wiem z czego to wynika? Z jakiś blokad? Czy z czego?
    Spotkałam się wiele razy ze stwierdzeniem, że my jesteśmy tu na Ziemi po to, aby nauczyć się kreacji…
    Ale moją duszę to nie ‚kręci’, pomimo sporego potencjału. Nie narzekam na życie, wszystko przychodzi mi z łatwością, pomimo iż o nic nie zabiegam. Ale nie czerpię z tego żadnej radości.Czerpię ją z samego rozwoju duchowego, z odkrywania Prawd, z bycia Tu i Teraz , wtedy samoistnie odczuwam spokój i radość, zupełnie bez powodu, i dostrzegam, że bycie radosną jest naszą prawdziwą naturą.
    Czy ze mną w związku z tym, jest coś nie tak…?

  4. SwiatDucha
    Wrz 21, 2014 @ 20:26:51

    Taka postawa Duszy baaardzo często występuje u Dusz starych
    czytałaś ten tekst [link]?

    I taki ktoś ze starą Duszą tuła się jak ten Koziołek Matołek po całym świecie i nie jest w stanie odnaleźć swojego miejsca..
    I raczej Tu i Teraz poza materią ciągle mu przychodzi przed oczy, że tam powinien/powinna mieszkać.

  5. Aneta
    Wrz 25, 2014 @ 00:41:09

    Dziekuję za ten link. Przeczytałam. Do mnie pasuje jak ulał 😀

    Mam rozumieć, że skoro interesuje mnie najwyższa transcedencja, to powinnam do niej dążyć, bo to jest wtedy cel mojej duszy, a nie kreowanie tej iluzji w kółku Macieju, która wydaje mi sie nudą? Kiedy coś kreuje, to samoistnie odczuwam w duszy smutek i takie ‚przymuszanie’ się do czegoś, czego robić nie chce…
    Zadaje to pytanie, bo czasami, po przeczytaniu różnych książek i artykułów w Internecie, nawołujących do kreowania, zaczynam mieć wyrzuty sumienia z powodu marnotrawienia swego potencjału. I nie wiem, czy słusznie…?

    Pozdrawiam miło.

  6. Elżbieta Laur
    Wrz 25, 2014 @ 11:51:32

    Witaj , coś mi przyszło…
    Rozumiem Cię bo ” jedziemy na podobnym wózku”. Jest coś jeszcze. To, że znajdujemy się w danym miejscu i danym czasie, wśród określonych ludzi, ma swój sens dla naszego rozwoju. Można by patrzeć na to , że dzieje nam się jakaś krzywda. Ale niekoniecznie. Kiedyś mnie „olśniło” gdy przeczytałam :” nie stawiaj duchowości ponad Bogiem”. Zrozumiałam to. Przejawy Boga (choć wolę mówić Tao) są dosłownie wszędzie i nauczyłam się to dostrzegać. Pewnie, że wolę jedne zajęcia od innych , zgodnie z moimi zainteresowaniami. Ale okazuje się , że inne aspekty życia , na które wcześniej nie zwróciłabym uwagi, bywają równie ciekawe i twórcze. Dlatego twierdzę, że rzecz jest w obserwacji tego co się dzieje i odpowiadaniu na to. Co znaczy , że niekoniecznie muszę w to wchodzić. Sama obserwacja może też być pasjonująca. Pozdrawiam.

  7. Aneta
    Wrz 25, 2014 @ 17:16:48

    Witaj Elżbieto, cieszę się, że nie jestem sama 😀 i dziekuję Ci za Twój komentarz.
    Ja również pozdrawiam Cię.

  8. SwiatDucha
    Wrz 25, 2014 @ 22:54:39

    Aneta, do czego dążysz, to sama wybierasz, i generalnie są skutki twoich wyborów, natomiast nie ma „powinnaś”. Jeśli ktoś mówi „powinnaś”, to ustala wzorzec. Pod niego możesz się podpiąć, ale nie musisz.

    Czy zdecydujesz się iść zgodnie ze swoją Duszą, czy też nie dasz jej tej zgody, albo czy pójdziesz po którejś ze środkowych dróg pomiędzy tymi skrajnościami, to także jest zależne od ciebie.

    Przeżywasz pewien smutek gdy tworzysz, pewnie dlatego, że Dusza już tyle przeszła, tyle doświadczyła. I są dwa sprzeczne nurty: tworzenia i rezygnowania z tego, co stworzone [tak bym nazwał].

    Wymuszanie u siebie „rozwoju”, „tworzenia” jest typowe dla młodszych Dusz, przez co stare Dusze jak się tymi wzorcami typu „przecież muszę coś osiągnąć” kodują i próbują to osiągać, to z tego cierpią.
    Bo stare Dusze mają swoje priorytety, ale osobowości próbują się dostosować do otoczenia, także do prymatu młodszych Dusz. No i przychodzą wyrzuty sumienia [to odczucie pochodzi od osobowości, samooskarżanie się].

  9. conchittta
    Wrz 26, 2014 @ 08:26:50

    To zależy z jakiego poziomu idzie kreacja. Jak z osobowości, a szczególnie z inspiracji celami podanymi społecznie to dusza po prostu tego nie czuje, nie jest w stanie wykrzesać entuzjazmu. Osobowość nieraz chce i próbuje, bo tak robią inni. Powstaje wtedy uczucie nudy, ale i pustki, jakiś taki bezsens walcowania się w wyścigu szczurów.
    Jak jednak zaangażują się wyższe struktury i dusza to wtedy wszystko się zmienia, takie własne poruszenie związane z kreacją (efekty nie muszą być materialne, czy oczekiwane społecznie) sprawia radość duszy.

    Mi się osobiście wydaje, że nie tyle masz problem z kreacją Aneto, ile z własną nienarzuconą kreacją. A opór jest przeciwko właśnie temu przymusowi by realizować się w ramach celów podanych na tacy. Dusza tego nie chce to wycofuje zaangażowanie i energię, wrzuca smutek, byś zwróciła na to uwagę.

  10. ananda777
    Wrz 26, 2014 @ 09:26:44

    A jakby to skonkretyzowac?Kreacja zwiazku partnerskiego miłosci-kizianie,mizianie, przeplywy milosc,itp;)nie daje radosci?Praca,ktora jest pasja i daje poczucie tu i teraz,zanik osobowosci na rzecz bycia instrumentem Boga?,tez nie?.Trudno jest rozroznic,ocenic co wynika z „nażycia” sie juz w materii i odegrania wiekszosci ról na scenie życia a co wynika-byc moze z kodowania od białych,ze na Ziemi ,w materii nie mozna byc szczesliwym i oswiecic sie,ze zwiazki ,radosc i szczescie tutaj oddalaja od szczescia boskiego.Ja-dusza tez mam dylemat.Ale odsuwajac perspektywe patrzenia blizej w strone patrzenia oczami Boga-„byle co”zaczyna cieszyc a skracajac perspektywe w strone osobowosci,prawie nic nie cieszy po krotkiej chwili.Zakladajac,ze rozwojem duchowym i tymi dylematami zajmuja sie glownie „stwory”nieewolucyjne-upadle aniolki itp.,ktorych naturalnym i pierwotnym srodowiskiem byly plany przyczynowe i wyzsze,a ktore z nudow czy podstepem zostaly zwabione do materii,mozna zrozumiec te dylematy.Ale powrot obecnie jest mozliwy przez tu i teraz.Z frustracji,niecheci,nie moze zrodzic sie cos lepszego.w przypadku upadlych aniolkow sposob powrotu do Boga poprzez niechec do materii-odzielanie duchowosci dnia codziennego,ugruntwania,od duchowosci „wysokiej”,skutkowal stopniowa degradacja duchowosci wogole.Nie mniej rozumie dobrze temat i tez chcialbym „fruwac”;)

  11. ananda777
    Wrz 26, 2014 @ 10:04:03

    Akurat ,synchronicznie ,znalazlem to,wiec wklejam;).https://www.youtube.com/watch?v=JbjcKU4J7WA

  12. Elżbieta Laur
    Wrz 26, 2014 @ 10:36:43

    Szczególnie to kizianie i mizianie daje wiele radości 🙂

  13. ananda777
    Wrz 26, 2014 @ 11:30:24

    Zasada kiziania i miziania jest prawdopodobnie pierwsza boską zasadą,a moze i jedyną;)).https://www.facebook.com/video.php?v=959839977364713&fref=nf

  14. Lilli Lal
    Wrz 26, 2014 @ 12:26:11

    Przeczytalam i zrobilo mi sie slabo…Ten artykul jest prawdziwy do bolu. Moje doswiadczenia zyciowe potwierdzaja to, co autor napisal. Zadna ilosc pracy, medytacji, sracji, afirmacji, ktore ot tak sobie po prostu na mnie nie dziala. Duzo obciazen sie nazbieralo hahaha. Na terapie mnie nie stac. Moge sobie tylko wyobrazic, co mnie czeka w przyszlosci. Dzieci nie mam, wiec nikt sie mna nie zaopiekuje, nic nie odziedziczylam, nie mam domu, moj partner za chwile mnie opusci. Czego wiec moge oczekiwac ? Bezdomnosci, biedy, upokrzen i samotnosci. Moja dusze sie na mnie wypiela i tyle.
    Swiadomosc, ze moze nie byc zadnej poprawy zabija. A przeciez beda kolejne zycia. Czy moze byc cos gorszego niz perspektywa dalszego zycia i kolejnego zycia ?

  15. SwiatDucha
    Wrz 26, 2014 @ 13:42:59

    > Zadna ilosc pracy, medytacji, afirmacji, ktore ot tak sobie po prostu na mnie nie dziala.

    To mogę Cię pocieszyć! – prawda JEST w tobie, i to Twoja prawda, coś, czego nikt Ci nie wymyśli, do czego nie przymusi, co jest jednocześnie i świeże i działające. Natomiast potrzeba jest górniczych umiejętności, aby dokopać się do tego diamentu.

  16. Elżbieta Laur
    Wrz 26, 2014 @ 15:17:02

    „Czy może być coś gorszego niż perspektywa dalszego życia i kolejnego życia ?”

    Tak. Narzekanie 😉

  17. Tomek
    Wrz 27, 2014 @ 06:28:03

    Lilli Lal zastanów sie gdzie masz w sobie (we wnątrz) punkt oparcia, gdzie znajdujesz spokój, gdzie możesz mysleć bez obaw (strachu). Uczciwy dialog wewnętrzny będzie pomagał rozwiązywać supełki. Pozdrawiam

  18. Tomek
    Wrz 27, 2014 @ 06:46:41

    A jeszcze jedna myśl, czujesz , ze wszystko jest przeciwko tobie (na razie) nwet twoja dusza , ale spójrz , przyjrzyj się może jest odwrotnie, to ty działasz przeciw duszy. To nie jest szukanie winnych tylko szukanie wyjścia z sytuacji.
    Pozdrawiam

  19. Lilli Lal
    Wrz 27, 2014 @ 11:23:17

    To jest jedna z najlepszych stron, jakie znam, jesli nie najlepsza.

    Jednak wiadomosci tutaj podawane, jesli sie traktuje je powaznie, maja sile razenia bomby atomowej ( moze to nie najlepsze porownanie :)) a sa podawane do wiadomosci publicznej.

    Tak, zdecydowanie, moga one prowadzic do zmian osobowosci i prowadza.

    Bycie w procesie transformacji jest niczym bycie w centrum cyklonu. Zabija to, co stare i przebrzmiale..

    Ale rozumiem, ze to moja prywatna sprawa, co sie ze mna dzieje po wplywem wyzej wymienionych. Zamykam wiec buzie

  20. Marc
    Wrz 27, 2014 @ 11:43:34

    A w Kościele dzieciom mówią o piekle i się nie boją, że zmienią psychikę.

  21. Marc
    Wrz 27, 2014 @ 11:46:25

    Przed pierwszą komunią, w wieku 8 lat myślałem, że jestem jakimś strasznym grzesznikiem i bałem się spowiedzi. To zdrowe jest? Nie wydaje mi się.

  22. Elżbieta Laur
    Wrz 27, 2014 @ 12:32:22

    Lilli Lal, nie musisz zamykać buzi. Jest różnica między opisywaniem swoich doświadczeń a jedynie narzekaniem na los. Możesz dzielić się swoimi odczuciami z procesu transformacji. Myślę, że Andrzej nie będzie miał nic przeciwko temu.

  23. Aneta
    Wrz 28, 2014 @ 18:50:57

    Witam Was, i dziekuję wszystkim za udzielenie mi odpowiedzi. 🙂

    Panie Andrzeju, mam do Pana pytanie odnośnie wyrzutów sumienia. Mówi się, ze wyrzuty sumienia są wyuczone (ja się z tym twierdzeniem zgadzam) i powiem więcej – w moim przypadku są wręcz szkodliwe, gdyż pojawiają się z bardzo błahych przyczyn i mi nie dają spokoju, pomimo iż mój rozsądek je wyśmiewa, bo są bezzasadne!

    Jak się ich pozbyć? Osobiście uważam, że to jest bardzo destrukcyjny program.

    Pozdrawiam miło.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: