Wymyślony rozwój duchowy


Ostatnio trochę przeżyłem szoku. Jak bardzo ludzie potrafią żyć „w głowie”!

Otóż mają oni taką postawę, że oto oni właśnie wiedzą, do czego ów rozwój duchowy w ich przypadku ma ich doprowadzić,
jak ma przebiegać, jak długo [oczywiście bardzo niedługo],
i ile pieniędzy i różnych rzeczy będą mieć: i to, i tamto, i jeszcze tam będę mieszkać, i jeszcze to i tamto będę robić. I co osiągną na swojej ścieżce.

Mógłbym powiedzieć, że im zazdroszczę pewności siebie. Ale nie zazdroszczę!

Taka sytuacja to normalnie restauracja. Wszechświat zaś ma za kelnera robić i usłużnie dawać, co sobie państwo zażyczą.

Jest tylko małe „ale”. Jakimś dziwnym trafem, wiele z tych osób ma dosyć sporo karmy, no i przez nią ewidentnie są ciągani za nos.

Jeszcze jakby to była karma dobra, zasługi karmiczne, to by pewnie było lżej. A tu – kicha. I brak pieniędzy, i kłopoty, i obciążenia się co raz odzywają.

Mocno karpia złapałem ostatnio, gdy pewna pani oświadczyła, że po kilku dobrych latach czytania tekstów o rozwoju [w tym i moich] może zacznie coś pracować z afirmacjami. A dotąd to – tak sobie myślę – co robiła? Czy miała nadzieję, że trudne warunki przejdą same z siebie? Czy czytanie „natchnionych tekstów” przesyca adepta tak tymi wspaniałymi wibracjami, że .. to wystarcza? Już mi się pokazują obrazki z Indii, gdzie guru ma tysiąc uczniów i prawi morały a następnie wprowadza w jakąś inicjację, co ma u audytorium oczyścić sporo karmy i spowodować, że się uczniom będzie lepiej żyło. Stan hinduskiego społeczeństwa pokazuje na ile [jak mało] daje to jakichkolwiek pozytywnych rezultatów. Jak bardzo ludzie się oszukują, wieszając się na guru jak na duchowym wieszaku.

W Polsce też mamy specyfikę. Ale – co ciekawe – nie jest odległa od Indyjskiej. W tych dwóch krajach, jak zdążyłem się zorientować, mamy często postawę „pana”, tego, który właśnie czeka na lepszy obrót wydarzeń. Bo jak widzę niektóre osoby, to wydaje mi się, że czekają aż jakaś nagroda im spadnie pod nogi z podziękowaniami. W Indiach też miliony ludzi [dosłownie miliony], niezależnie od kasty, czekają aż im spadnie jakieś coś z nieba. Siedzą nieraz na środku drogi, ładnie ubrani i … czekają!

{Chiny nie są z tej bajki. Tam ludzie pracują, handlują, mają postawę, że trzeba coś zrobić, jak coś się  ma zmienić. Mają zdecydowanie mniej religijnego podejścia, nie mają tyle od religii obiecane, że „Bóg im coś da, coś zapewni”.  I zobaczcie – ich religijność jest daleka od bycia zbawczą [a to „guru zbawi od kłopotów”, a to jakiś inny zbawiciel zbawi]. Pomysły metafizyczne Chińczyków bywały raczej pragmatyczne. Może oszukują, może niszczą środowisko, ale pracują. W przeszłych systemach Chińczycy byli uważani za przedsiębiorczych.}

Dodatkiem do duchowej postawy oczekiwania [czyli często – roszczenia] jest przekonanie, że zmiana „będzie duża”. To dodaje się do nieprawdziwej idealizacji „gwiazdki z nieba”. Będzie owa gwiazdka dla mnie – tak myślą – i będzie to spora gwiazda! To co osiągnę, to będzie prawdziwy olbrzym duchowy!!! A to, co teraz do mnie przychodzi, na bieżąco.. to są jakieś paprochy, jakieś śmietki, jakieś okruszyny. Nie warto się schylać, bo co to jest..

A Higgsowie w książce „Proś a będzie ci dane” [channeling istoty o imieniu Abraham] wyraźnie mówią – nie podskoczysz wiele poza swoją obecną wibrację. Możesz trochę się zmienić, trochę polepszyć swoje wibracje. I przez to przyjdą, zgodnie z prawem przyciągania nieco lepsze warunki życia. Bo do obecnych twoich wibracji wibracje znacznie lepsze nie są przyciągane. Oczekiwanie takiego dużego polepszenia, zwłaszcza nagłego wygląda, że jest nieracjonalne. Co nie oznacza, że chciałbym zniechęcać do rozwoju.

Nie, jednak gdy upadniesz z powodu niewłaściwej wiedzy, gdy doznasz zawodu z powodu nieprawdziwego nauczania, możesz się na duchowość obrazić. Dusza może powiedzieć: eeee.. tam, taka duchowość jakaś nieprawdziwa, jakaś zafałszowana. Na politechnice, to konkretna wiedza, wystarczy mi ona, można na niej polegać.

Co prawda Higgsów cytuje się w filmie „Sekret”. Ale już o tym, że nie wszystko na raz się osiągnie – to liczący na poklask autorzy filmu woleli zamilczeć. I powstał film i książka, z których wynika, że „możesz wszystko” z domysłem „i to całkiem niedługo, nawet w przeciągu następnego pół roku”. A to wierutna bzdura przecież. Zwłaszcza jeśli chodzi o stare Dusze, którym naprawdę wiele przychodzi z trudem, ale zainteresowane duchowością są.

I mamy później takie sytuacje, w których osoby mówią: o, widzisz, poszedłem na sesję, i co – nie pomogła mi. Owszem, coś tam mignęło, ale takie tarapaty jak miałem tak mam. To chyba się rozczaruję tym terapeutą, tyle mi obiecywał [w znaczeniu – tyle sobie obiecywałem/am po tej sesji, bo tak się w książkach hurraoptymizmu naczytałam…]

wtedy spytam:
A pracujesz z afirmacjami?  ona na to: „Jakimi afirmacjami?”

Jak nie działasz ze sobą, to nie ma co oczekiwać konkretnej poprawy, skutecznych zmian na lepsze.

Tak to możemy do grobowej deski się oszukiwać. Nie moja jednak owa deska jest. Ja bym nie chciał się tak oszukiwać.

Bez konkretnych przyczyn nie ma konkretnych zmian – to powtarzam.

Jeśli nie zmienia ci się życie na pozytywnie tak jak byś chciał/a, to oznacza, iż nie masz owych konkretnych przyczyn, nie podjąłeś/podjęłaś odpowiednich działań, z odpowiednim zaangażowaniem.

Być może podjęłaś/podjąłeś wiele, wiele innych działań, może przeczytałeś tony książek, przyjąłeś dziesiątki ciekawych, zachęcających poglądów! Jednak póki nie masz zmian w życiu, to ów brak zmian bardzo negatywnie właśnie wskazuje na te przeczytane nauki..

Weryfikuje je negatywnie.

Życie to nie bajka, jeśli chce się konkretów, trzeba od siebie coś dać i to coś zupełnie solidnego.

Samo myślenie nie jest tu panaceum. Może liczba książek o rozwoju duchowym może sugerować, że to w obszarze mentalnym dzieje się sprawa, natomiast chciałbym tu rozczarować niektórych – Dusza nie koncypuje mentalnie. Dusza jest mocno skomplikowana … uczuciowo, emocjonalnie, energetycznie. Dział mentalny występuje tu na obrzeżu i jest przez Duszę chętnie pomijany.

Dlatego „wymyślony rozwój duchowy” można sobie w buty wsadzić.

Jeśli nie działasz aktywnie z Duszą, z przeżyciami, uczuciami, emocjami – i to świadomie, a nie „ot tak, jak wyjdzie” – to możesz dalsze kilkaset lat, w kolejnych dziesiątkach wcieleń tak przelecieć sobie. Podobnie, jeśli stosujesz jakieś cudowne maszynki, urządzenia, czy symbole, które mają zdziałać cuda. [a sam zainteresowany w tym czasie ma siedzieć i pachnieć. ewentualnie leżeć.]

Albo – o, zrobiłam półtora miesiąca temu sesję, fajna była, coś się zadziało, ale teraz mam dużo zajęć, auto się zepsuło, w pracy nie wiem co zrobić, bo cośtam. A poza tym nie czuję się gotowa [czytaj: komfortowo, ego skamle, że by się musiało odkryć ze swoimi postawami, a przecież nie może… biedne ego…]. Tyle, że przy takiej aktywności, to jakbyś herbatę gotował, to byś pragnienia nie ugasił.

Nic w tym złego – może to nie twój czas. Może wybrałeś/aś sobie akurat rozwój duchowy [ten wymyślony, nieprawdziwy] jako wymówkę, że „coś się robi”. Ok, czasu dobry Bóg dał nam do upojenia, mamy czasu a czasu.

Jednak, gdy deklarujesz, iż chcesz prawdziwie coś zmienić, to warto nie robić z ust cholewy. Ale i na to Bóg daje wielki znak akceptacji.

Warto powiedzieć wtedy np.:

– interesuje mnie większy komfort w moim życiu, rozwój duchowy nie interesuje mnie.

– interesuje mnie dobry samochód, świetny dom, wychowanie dziecka.

Ale nie sądź, że zwykle do tego możesz w Polsce dodać także spore kroki na drodze duchowej. Nie tu w Polsce, nie z tak dużym wiekiem Duszy. Piszę „zwykle”, ponieważ są od tego odstępstwa.

Znam człowieka, który jest zainteresowany duchowością i ma dużą firmę. Jednak ma nadal dużego krokodyla i nie jest zainteresowany oczyszczeniem się z niego. Dobrze wie, że jakby zrezygnował z obciążenia, to by również jego status mógł dramatycznie spaść. Umiejętności by pozostały, ale energii już takich „przekonujących”, tak potrzebnych do zarządzania by nie miał.

Inne dwie osoby, nie znające się wzajemnie,  jak się oczyściły z krokodyla to ich możliwości zawodowe mocno się zmniejszyły. Ledwo przędą w porównaniu do tego jak było kilka lat temu.

Dla Amerykanów, gdzie Dusze mają np. wiek 4 osiąganie zarówno celów duchowych jak i materialnych jednocześnie jest  możliwe, dostępne, ponieważ potrzeby takiej Duszy w rozwoju są niewielkie i – co ciekawe mocno zbieżne z codziennymi aktywnościami człowieka. W takich sytuacjach rozwój materialny i rozwój duchowy może się w dużej części pokrywać. Ale w Polsce jak są dusze o wieku 7 czy 8 to ich potrzeby są O WIELE większe. Większe są i potrzeby i potrzeba zaangażowania, uwagi, bo sprawy są bardziej skomplikowane.

Oczywiście, możesz mi nie wierzyć, możesz próbować. Jednak to, co piszę nie jest z rękawa. Widziałem setki osób, które lepiej lub gorzej idą po ścieżce duchowej. A idą w Polsce często gorzej, mimo iż w polskich przekładach amerykańskich książek przeczytali, że oto mogą zarówno świetnie prosperować materialnie jak i duchowo.

Niech Ci Bóg da największe możliwe materialne błogosławieństwo i obfitość, jaką dla Ciebie ma!

Jednakże proponuję się nie oszukiwać, że to samo, co dla innych jest dostępne, dla innych, którzy mocno się od ciebie różnią, jest dostępne także dla ciebie.

Opowiada pies psowi – wiesz, polećmy jak te trzmiele i zobaczmy co jest na szczycie tego drzewa, czy tam jakaś smaczna kiełbasa nie wisi?

Mówi sobie żyrafa do żyrafy – schowajmy się w mysiej norze, to nas nikt nie znajdzie!

Dwie ryby zaczęły się zastanawiać jak to będzie, jak zaczną się żywić trawą, taką zieloną, soczystą, prosto z ogromnego pastwiska.. Jak się rozmarzyły..

..

Możesz powiedzieć:

– chcę więcej poczucia bezpieczeństwa, ale nie chcę się mieszać w rozwój duchowy.

I dobrze, każdy może sobie ustalać priorytety, jak chce. Jest cała dziedzina rozwoju osobistego, który się zajmuje obszarem materialnym, osobowością – i tam też można się odnaleźć.

Niestety 🙂 – żyjemy  w świecie duchowym, i ów świat potrafi się skutecznie o człowieka upomnieć. Karma jest zjawiskiem duchowym, dotyczy najczęściej starszych i starych Dusz. I one już często nie mają szansy „wywinąć się” jej i „jedynie” rozwijać się w rozwoju osobistym. Nie mają szans, chociażby bardzo chciały. Sprawy są często tak nabrzmiałe, że chociażby się chciało zapomnieć, to taki ktoś nie jest w stanie. Jest bowiem wręcz „atakowany” [w przenośni lub bez przenośni] ze świata duchowego i przychodzi mu się po prostu jakoś bronić, zmieniać się tak, aby po prostu było można przeżyć.

U mojej koleżanki obserwowałem duchowe „nakręcenie się”, ale nie umiałem jej tego powiedzieć, nie umiałem jakoś wskazać, nie wiem.. co mogłem zrobić.

Czułem, że trochę byłem jakby odpychany od zrobienia tego, od jakichkolwiek wskazówek przez twoją Duszę.
A moja Dusza ulegała, mówi „o, jaka aktywna, ambitna osoba z tej koleżanki”.

Fajnie, ambitna, ale zaraz będzie płakać, mówię sobie.

Ale moja Dusza nie chciała jakoś jej pomagać, trzymała sztamę z jej Duszą. Dusze wspierają się jak mogą. A że nie są bardzo refleksyjne, to wspierają status quo [zastany stan]. I idą w kierunku nabrzmienia problemu, na przełamanie. Zresztą ludzie nawet tak mówią: „przełam się i to zrób”. Czyli – nie zmieniaj postawy, ale mimo to zrób to. To typowa odzywka Duszy, typowy jej pomysł. Nie myśl, tylko rób. A że potem masz np. niechęć do siebie, że wymiotować ci się chce, że pijesz do upadłego i zapijasz lęki? Tym się już nikt nie interesuje. Nikt [czyli mało kto] bowiem interesuje się twoim wewnętrznym stanem, procesem, dobrostanem.

Włączyły mi się wtedy też energie smoczego gniewu, białe energie. Bo z jednej strony chciałem jej pomóc, ale z drugiej nie byłem w stanie poprzez blokadę ze strony mojej Duszy.
Wkurzam się na siebie, gdy taki gniew się pojawia. Ale czasami tak jest, na szczęście już trochę rzadziej, rzadziej też włączają mi się białe wzorce [naprawiania, pomagania na siłę].

Dusza mojej koleżanki z dużą siłą mnie blokowała przed wskazaniem tego, co jej chciałem powiedzieć.

Ale to było jeszcze mało w porównaniu z tym, jak się w stosunku do niej zachowywała. Na koleżankę wywierała Dusza mocne presje – na osobowość i Świadome Ja. Jej Dusza generowała mocny mętlik, żeby tylko czegoś nie zrozumieć!! żeby nie odejść od starych sposobów przeżywania!

Bo Dusza chce robić to, do czego się przyzwyczaiła.

————

Wymyślony rozwój jest dla mnie czymś przeciwnym do zwykłego przeżywania procesu życia. Jeśli mam w losie przeżywanie doświadczeń duchowych, i jeśli do mnie przychodzą, to chcę się nimi zajmować, ale jakoś dbam o to, żeby nie przytłoczyły mnie.
[ale sami widzicie, że Dusze mogą to utrudniać!]

Pamiętam sam jak mocno Dusza się zapierała nogami, aby tylko nie pójść na pierwszy miting grupy wsparcia, aby nie zadzwonić dla mnie samego po pomoc, pytając się o to, czy jest dostępna jakaś psychoterapia. Ja wiedziałem na głowę, że bardzo tego potrzebuję, ale Dusza wcale nie chciała zmieniać swojego kursu w koleinie, jaką sobie przez lata, ba, wieki wyrzeźbiła! Tak mocny czułem opór od niej! Tak wielkie współgranie miała z moimi obciążonymi rodzicami i dziadkami! Nie chciała w ogóle brać pod uwagę, że mogę zmienić przyzwyczajenia, sposób myślenia, że mogę odejść od jedności z nimi na poziomie emocji. Dusza nie chciała się wyzwolić z tych więzów, które często powodowały okrutne cierpienie [w domu gdzie jest alkoholik i osoba współuzależniona duchowo jest rżnięcie na żywca, uwierzcie mi..].

To można nazwać tyranią Duszy. Oczywiście jest to nieświadome, bo Dusza jest nieświadoma moich celów, mojego dobrostanu. Można powiedzieć, że mój dobrostan jako ciała, osobowości nie obchodzi jakoś jej. Ale nie robi tego z zamierzenia, więc nie ma co się na nią zżymać, nie ma co jej robić wymówek z tego, nie ma co ją za to karać.
[to są oczywiście argumenty dla osób, które tak pięknie idealistycznie uważają, że Dusza jest tak mocno świadoma i tak ładnie połączona z Bogiem. To jest bardzo duży idealizm wynikający z niewiedzy, z braku wykształcenia w sprawach duchowych.].

Potrzebuję osobiście żebym na rozwoju duchowym jakoś zyskał, bo o to przecież chodzi. A nie żebym upadł pod tyranią Duszy.

Dusza nie zwraca zbytnio uwagi na osobowość i ciało, to ją mało
czasami obchodzi. I tu jest moje zadanie – ja mam tylko tą osobowość i tylko to ciało, i chcąc nie chcąc mam zajmować się nimi, bo innych nie dostanę. Moja Dusza jako koń jest czasami trudna do ujeżdżenia..
Takim bardzo dobrym sposobem do podążania z Duszą i nie zostania
nadużytym są sposoby Arnolda Mindella z pracy z procesem Śniącego Ciała [czyli Duszy].

Namolne dążenia Duszy do tego, abym robił porządki z kasetami video mogą być skierowane ku temu, abym się uwalniał od niepotrzebnych sentymentów, które mnie trzymają w przeszłości. A nie do tego, abym miał super zrobione archiwum kaset video.
Czyli nie wszystko, co widzę wprost ma taki cel, jaki sobie wyobrażam.
Ale niestety w trakcie procesu zwykle nie mam świadomości jego celu.
Na tym polega proces, że jest tajemniczy sam w sobie. Tak to rozumiem.

Przykładowo kolejne prośby o analizę mogą nie tyle przynosić konieczność ich wykonania [zwłaszcza szybkiego].
Mogą  wskazywać na konieczność zmiany w mojej postawie do analiz, może powinienem jakoś inaczej podchodzić do nich, np. tak, abym ja sam wszedł na wyższy stopień zrozumienia i własnego dobrostanu. Jedno wiem – jeśli coś boli, uwiera, to domaga się oczyszczenia, uzdrowienia. Kontynuowanie tego – czego domagać się może Dusza – zwykle powoduje zwiększenie bólu. A dochodzenie do rozwiązania ból ten zwykle mocno redukuje bądź usuwa.

Jeśli moja Dusza chce czegoś, to może nie oznaczać konkretnie to, co jest mi pokazywane. Jest to jakby zagadka, jakby labirynt znaczeń. Dopiero gdy się zagłębiam w proces jestem w
stanie jakoś przekształcić.

Wymyślenia i plany pięknie przemawiają do ego. Pięknie się buduje biznesplany, osiągnięcia, odfajkowania. To wszystkim przemawia do wyobraźni, rozumu pod hasłem „sukces”.

Oto on/a osiągnął/ęła sukces. Pięknie.

Natomiast w świecie duchowym mogła w tym czasie trwać stagnacja. Osiąganie materialnych sukcesów nie musi się wiązać z oczyszczaniem się ani o krok. A i więcej – do osiągania sukcesów można się wręcz „zadłużyć” u ciemnej strony, biorąc symbionta na pokład i wtedy to sukcesy pełną gębą. Ludzie nie wierzą własnym oczom, jakie sukcesy.

Ale nie patrzą na serce. W Biblii jest powiedziane:
„Człowiek patrzy na to co ma przed oczami, a Bóg patrzy na serce”.

To w takim spojrzeniu jest do zobaczenia pełna, nie zredukowana sylwetka człowieka.

Gdy więc kolejnym razem zobaczysz mężczyznę, kobietę, którzy będą deklarowali, co to oni nie chcą osiągać w rozwoju duchowym, co to oni nie będą posiadać, to popatrz im na serce. Popatrz na każdy z czakramów.

Czy są pootwierane, czy dobrze działają, czy też są w opresjach i ten ktoś po prostu chce się wywinąć jak piskorz z karmicznego saku? Czy tylko deklaruje, że „oj, coś by zrobił, popracował, bo ma sporo cierpienia w życiu.” Niestety, może po prostu karma go ciśnie i nie tyle chce się rozwijać, co chce komfortu w życiu. Nic dziwnego – po takiej dawce komfortu w reklamach ulicznych, w tv, mało kto ma racjonalne pragnienia, u większości są one rozdmuchane, napęczniałe jak dzisiejsze samochdy osobowe: SUVy i Vany.

Popatrz mu na serce, czy ów ktoś ma obciążenia typu pogryzienia, symbionty, wejścia. Czy ma intencje do rozwoju, czy tylko unika cierpienia i szuka komfortu?

Czy nie chce może wyrwać się z beznadziejności zatrucia przez wejście?

Czy w swoich planach ujmuje symbionta jako mocnego współpracownika, bez którego plany by poległy?

Świat niewidzialny jest skomplikowany, ale jak się wie, jak patrzeć, to można wiele zobaczyć.

Jeśli jednak w sercu jest poważne pragnienie oczyszczenia, to nasz rozmówca nie będzie piał na pokaz. Kto wie, ten nie mówi – będzie raczej dochodził do tego, co w nim jest, co stanowi w nim przyczynę sytuacji w jakiej się znalazł. I ta postawa ma przyszłość. W rozwoju duchowym nie myślenie ma kolosalną przyszłość, a praca ze sobą, z Duszą, z obciążeniami, sesjowanie, modlitwy, afirmacje. Odłoży na półkę [jak buddyści] kombinowanie myślowe, które nie jest czymś dużo więcej niż dokarmianiem ego. A weźmie pod lupę swoje postawy, uczucia. Zajmie się swoim cieniem, który rezyduje za psychologicznym progiem [psychologia procesu Arnolda Mindella]. Wtedy jest szansa i jest możliwość. Gdy uruchomi procesy przemiany, przemiany zaczną zachodzić. I nie trzeba do tego naprawdę kombinowania, wymyślania rozwoju. Proces dzieje się sam swoimi siłami.

Procesy mają same naprawdę wystarczająco dużo sił, jednak zwykle są poblokowane. Zamiast płynięcia, rozwijania się, wyrażają się w trudnych do zniesienia symptomach, wręcz chorobach, w nieprzyjemnych wydarzeniach w świecie realnym. Jeśli ktoś nie może długo znaleźć pracy to ten proces jest zasilany energią – sprzeciwia się znalezieniu pracy z dużą siłą. Owa siła mogłaby z podobną intensywnością zadziałać w innych dekoracjach, gdyby ów ktoś przepracował próg na znalezienie pracy [niekoniecznie to by miało oznaczać, że znajdzie pracę, natomiast odzyskałby osobisty, pozytywny dostęp do tej siły, „zaklętej” w przykrym, długotrwałym przeżyciu nieznajdowania pracy.

Astrolożka powiedziałaby – potencjał symboliczny się właśnie zrealizował [realizuje jako nieznajdowanie pracy]. A konkretny sposób, jak się zrealizuje – nie jest zapisany w gwiazdach, więc może pojawić się [potencjalnie] jako inny proces o podobnej symbolice. Jest tam tylko to, że Wszechświat przeznaczył na to sporą dawkę energii. Gdy idziemy z procesem możemy liczyć na jej wsparcie [jak na fundusze unijne 🙂 ] Jednakże, jeśli ktoś tkwi w stagnacji owa energia może dodać cierpienia z podobną mocą.

Życzę Wam dobrych intencji w stosunku do siebie samych. Dobrych w znaczeniu takim, aby wybierać działające sposoby. Jeśli się masz modlić – zamknij się w komorze i tam się módl, bo tam Ojciec twój też widzi. Naprawdę nie trzeba do rozwoju wielkiego sukcesu, wystarczą realne, działające sposoby. Nie trzeba karmić ego ani okazywać się „fajnym kolesiem”. Wręcz odwrotnie, dać dietę ego i podnosić swoją samoocenę.

Reklamy