Jak wspierać Ducha?

Dzisiaj będzie o Duchu i o tym, jak go wspierać. Bo nie jest łatwo dzisiaj w sprawach Ducha, w obszarach Ducha posucha panuje i wydaje się, że jeszcze będzie się na świecie powiększać owa posucha. Jednak to nie oznacza, że my osobiście mamy przez to mocno ucierpieć. Wiedza i mądrość jak zawsze przychodzą w sukurs.

Co prawda mój tekst, jak zwykle zakręcony i pogmatwany..

Sprawa jest bardzo prosta. Aby żyć na tym świecie, trzeba mieć coś, co nazywa się nadzieją. Czyli jakąś perspektywę dla Ducha. Że akurat nie tkwimy gdzieś w ciemnym kącie, i że z każdym kolejnym krokiem w ten kąt mocniej wchodzimy. To byłoby bardzo nieprzyjemne.

Zaś Perspektywa dla Ducha sprawia, że utrzymuje on ochotę i chce nadal się wyrażać w życiu. I przez to jesteśmy napełniani energią, chce się nam żyć.

Różne partie [duchowe] różnie mówią, natomiast ja jestem przekonany, że prawdziwy Rozwój Duchowy sam z siebie, daje większe możliwości, jeśli tylko się podejmie pracę w jego nurcie. Wtedy pojawiają się nowe możliwości, rozszerza się wizja, pokazują się szczegóły, które mogą wiele znaczyć. Dostajemy do rąk różne narzędzia radzenia sobie z rzeczywistością, nawet takie, o których istnieniu nie byliśmy przekonani. Po prostu przychodzą niespodzianki, prezenty. Duch w tych warunkach cieszy się, bo może się pełniej wyrażać, bo po prostu ma gdzie.

Ten tekst jest wskazaniem kłopotów tak, aby  w nie nie wchodzić, aby ich unikać, jeśli można. [łatwiej pisać o kłopotach, więc o nich napisałem ;)] Czasami wiele obiecujące sytuacje dają w końcu zamknięcie. A przecież można zobaczyć to i nie wchodzić w obszary, które nie są komfortowe. Albo warto wiedzieć ile i w jakim obszarze oczekiwać. Bo samo oczekiwanie jest postawą duchową, która może obciążać, przeciążać, a może uwalniać, rozszerzać możliwości, dawać nadzieję i radość. Zwykle jednak oczekiwania takie zwykłe, ludzkie, nie mają takiej mądrości, aby uruchamiać te procesy.

Gdy jest za ciężko

Tu dobrze mnie zrozumieją osoby, którym jest w życiu ciężko.

Duch nie jest w ciemię bity i gdy jest za ciężko usuwa się, albo w ogóle odchodzi. Nie chce się żyć. Pojawiają się postawy depresyjne na poszczególnych czakrach i przestają one chcieć działać. Może to być np. spowodowane śmiercią własnego dziecka [widziałem w takim przypadku żal do Boga i postawę depresyjną na koronie].

Pamiętam jak moja babcia jeszcze żyła. Przez ok. dwadzieścia lat obserwowała jak jej córka się stacza w chorobie alkoholowej. Dusza babci raczej słabo funkcjonowała, ciało się osłabiało, mnożyły się obszary, w których sobie nie radziła. Jednakże Duch się mocno trzymał – córka nadal żyła, a była ona jakby celem, ideałem babci. Gdy jednak jej córka umarła po którymś epizodzie padaczki alkoholowej, Duch mojej babci się odwrócił, „nie miał już po co żyć” i babcia w ciągu miesiąca czasu odeszła z tego świata. Duch jest idealistą z samej swej natury. Będzie się trzymać parapetu i tak żyć. Ale jeśli zostanie odrzucony, porzucony, poniechany, nie będzie miał kłopotów, aby odejść.

Dusza sama może w tych samych warunkach nadal chcieć trwać, nadal będzie uważać, że jest ciągle fajnie [póki jest co przeżywać]. Coś sobie będzie dziergać na dotychczasowych znanych zasadach. Jednak to Duch się poprzez nią wciela, i jeśli owa ekonomia Ducha wskaże, że „już nie”, to wcielenie ma się szybko ku końcowi.

Wynika z tego morał taki: Duszy nie trzeba specjalnie zadowalać, sama coś sobie znajdzie. Warto pójść za Duszą, szukając razem z nią, czego ona chce, do czego jest uzdolniona, bo dąży ona za swoim powołaniem i to będzie ją satysfakcjonowało [patrz amplifikacja doświadczeń u Arnolda Mindella w Psychologii Zorientowanej na Proces].

Jedynie kwestią może być jakość tego, czym się Dusza zajmuje. Tak jak zostawiwszy na jakiś czas dziecko, możemy je znaleźć próbujące zjeść a to sznurówkę, a to dżdżownicę. Podsunąwszy mu ugotowany makaron – wstążki, możemy od razu zmienić jakość i komfort doświadczeń, nie zmieniając intensywności i jakości energii.

Ducha jednak warto wspierać, ponieważ.. nie jest on aż tak mocny jak się wydaje. Ludzie w większości wypadków widzą działające Dusze i po nich sądzą – i na Ducha projektują cechę „wytrzymałości”. A tu nie, nie ma tak, ludzie chorują i umierają, chociaż możnaby sądzić [po uporze, jaki ma Dusza], że i nie powinni chorować [przynajmniej nie tak często], a i śmierć nie powinna być tak szybka jak bywa.

Duch odchodzi

Najczęściej śmierć przychodzi od upadku Ducha. Gdy Duch upada, Dusza wtedy „daje za wygraną”, rejteruje. I realnie „zwija się” z ciał, niskie ciała subtelne zmniejszają się, rozpuszczają, człowiek przed śmiercią niemal fizycznie kurczy się.

Generalnie na końcu inkarnacji, gdy możliwości doświadczania, przeżywania Duszy się zmniejszają, kurczą, Duch staje się mniej ochoczy, a nawet – w skrajnych przypadkach, które są tu opisywane – rejteruje, bądź osuwa się czy upada [gdy Dusza drastycznie dostaje po gnatach]. Gdy nie daje się żyć na dotychczasowych zasadach pierwsza obrywa psychika, potem ciało fizyczne. Gdy już oboje nie mogą dalej tak trwać, następuje odejście.

Jest także śmierć, która ani nie przyczynia się do osłabienia Ducha. Przykładem jest śmierć ze starości. W dawniejszych czasach, gdy idealizm był mocny, to śmierć w boju, na posterunku także nie obciążała Ducha bo była uważana za „chwalebną”. Tak uważano, ponieważ samoświadomość ludzi była niewielka i nie sięgali oni świadomością zarówno celów duchowych, jak i nie widzieli, co „zyskują” przez taką „chwalebną” śmierć. Ale i to było potrzebne do rozwoju.

Śmierć potrafi być odejściem Ducha „w dobrym zdrowiu”. Gdy ciało i psychika dobrze służyły i cel wcielenia został osiągnięty. Wtedy Duch nie ponosi straty.

Ale spokojna śmierć nie jest zasadą dla osób umierających – nie wszyscy tak mają.

Gdy człowiek ma jeszcze nadzieję: na przyszłość, na lepsze czasy, to Duch trwa. Jednakże, gdy człowiek jest przybity, bezsilny, to oznacza, że ma słabego Ducha, że Duch nie ma siły wspierać inkarnacji.

Wniosek jest prosty: aby umocnić swojego Ducha, trzeba go wspierać.

Nadzieja jest prostą metodą wspierania Ducha. Co prawda bardzo często taka nadzieja jest nadmuchana jak bułka w hipermarkecie – z zewnątrz ładnie wygląda, ale nie ma ani wartościowego wnętrza. I może na bieżąco zaspokoić pierwszy głód, ale na dłuższy czas degraduje zdrowie.

Osoby o młodszych Duszach będą łatwiej wspierać się na takiej nadmuchanej nadziei. Stare Dusze jednak już na proste sprawy nie chcą dawać się nabrać. Młoda Dusza może mocno wzmocnić się niewielkim osiągnięciem życiowym. Naukowiec potrafi wiele włożyć pracy w nowe odkrycie. Przedsiębiorca może zyskać wiele sił witalnych z nowego projektu. Osoby o młodszych Duszach łatwiej „zanęcić” tańszą nadzieją, przez co ich Duch będzie ochoczy. To nie przypadek, że w USA powstały wielkie korporacje, w których praca zawiera często miałkie cele. Otóż młode Dusze uznają, że owe cele są wystarczająco wysokie – np. podawanie kanapki o odpowiedniej temperaturze i uśmiechanie się do klienta. I Duch takiej osoby to też uznaje, że ta idea jest dla niego cenna.

Nadzieja potrafi być wartościowa, jednakże trzeba rzeczywiście konkretów, a nie fantazji oraz podawać argumenty odpowiadające wiekowi Duszy, z którą rozmawiamy. Prawdziwa nadzieja pojawia się wtedy, gdy jest realny plan przedsięwzięcia i możliwość jego realizacji. Skala planu, dokonania musi odpowiadać wiekowi Duszy, dla Starszych Dusz plany muszą być odpowiednio bardziej szczytne.

Gdy człowiek jest młody, wtedy Duch daje wiele, wiele na kredyt tym, którzy mu pokazują świat. Gdy jednak w dalszych latach życia człowiek już nie wszystkim i nie wszystkiemu wierzy, wtedy, aby uruchomić Ducha, przekonać go do jakiegoś przedsięwzięcia, trzeba realności, konkretów. Już wtedy słowa wydają się tanie – nie nabierze się na nie tak szybko, jak potrafił dawać wiarę w młodości.

A najlepiej tak poprowadzić swoje życie, aby zarówno dla Duszy znalazło się coś wartościowego do przeżywania jak i dla Ducha aby była wartościowa idea, którą warto żyć.

Ducha mogą osłabiać różne elementy duchowe. Mogę powiedzieć najpierw o dwóch [opisywanych tu]:

a) krokodyl może człowieka, który z jego nosicielem przebywa mocno sponiewierać. Symbiont [czyli kr] męczy zdradziecko, podstępnie, cwanie, wyrachowanie, bezdusznie. To ostatnie określenie bardzo dobrze oddaje cechę, która Ducha najbardziej odpycha. Duch potrafi dużo wybaczyć, ale bezduszności, braku wysokopoziomowego współczucia, wysokopoziomowego szacunku nie umie scierpieć. Niegdyś, gdy w kulturze były sposoby na wyrażanie się Ducha po ataku krokodyla, Duch nie rejterował tak szybko. Miał możliwość się wyrażać, wyrazić swoje niezadowolenie, swoją niezgodę. Były to wszelakie honorowe ataki w odwecie. Można było w odwecie iść walczyć, iść na wojnę, na pojedynek. Wszelakie kodeksy honorowe ustalały jak Duchy mogły poczuć się dobrze, poprzez honorowe wyrównywanie.

Dusza także robi wyrównanie [także mocno oddając], jednak wyrównanie Duszy jest jakby wyrachowane, nie pochodzi z wysokości bytu, a z kalkulatora: on mnie dwa grosze, to ja jemu też dwa grosze – to poziom Duszy. Ducha często wyrachowanie brzydzi, jest ponad to. [tu sławny cytat z poziomu Ducha: „darmo dostaliście, darmo dawajcie”]

Jednak w przypadku, gdy ktoś został zaatakowany przez agresywnego krokodyla, dociera to do jego Ducha, bardzo wysoko. Wtedy rodzi się w Duchu ruch zwrotny „ty też spróbuj tego jeśli jesteś Duchem”. Jeśli cię na to stać, żebyś odczuł to. Np. niektórzy mówią sobie – „ja też spróbuję tak zagrać na świecie – też mogę mieć przedsiębiorstwo”, „ja też chcę być tak bogaty!” Przypominają się wam nauki hurraoptymistów rozwojowych? [tych, którzy nic nie chcą wiedzieć o symbiontach, bo po co].

Otóż to,

nieprawdziwe wskazanie w stosunku do Ducha osłabia Go

Bo jeśli wymagamy od Ducha, aby zorganizował odpowiednie energie wysokiego poziomu do uruchomienia firmy, a on nie jest tego w stanie zrobić – to go osłabiamy. Duch nie jest świadomy, że oto miał konfrontację z Opiekunem kr. a teraz od niego próbują wymagać energii z tego poziomu i tej mocy. Jednakże Duch jest „honorowy” – będzie starał się wywiązać z tego zadania, próbując się przejawić. Ale nie podoła [w większości przypadków].

No właśnie – tu Duch się myli, wyobrażając sobie, że podoła. Opiekun kr. się ucieszy, ponieważ lepiej podlinkuje pod tą osobę – ma nieczyste intencje i żadnej intencji do oczyszczenia. Jeszcze lepiej się wczepi w ofiarę i mocniej ugryzie. Jeśli człowiek, któremu „wejdzie ktoś na ambicje” zacznie uruchamiać firmę bez należytego zaplecza energetycznego

Chociaż Duch „chce dobrze”, to jednak tu pokazuje się jego słabość w obszarze świadomości. Taki odwet na Opiekunie nie daje oczekiwanego efektu, ale Duch tego nie dostrzega!

Hurraoptymiści duchowi [mówiący, że Duch jest superświadomy] tego nie dostrzegają, ponieważ nie dostrzegają także i krokodyli i ich opiekunów i żyją w świecie cukierkowej duchowosci. Tam nie ma miejsca na takie „kłopoty”, ponieważ … nikt nie przyszedłby na tak trudne warsztaty i pieniążków nie zostawiłby.. Tak, pieniądze często płyną do tych, którzy dają prosto, łatwo i przyjemnie [i nieprawdziwie]. A że nieprawdziwie.. ? a kto tym się przejmuje! Ważne, żeby przyjemnie [kilka wcieleń do przodu zwykle się nie myśli – co to da karmicznie w przyszłosci].

Agresywne akcje krokodyla dają pogryzienia, ale też dają ofierze wiele argumentów na wycofanie się z aktywnego życia. Dzieje się tak, ponieważ może zaistnieć wtedy częściowy upadek Ducha. Gdy osoba pogryziona ma refleksje, gdy chce podejmować aktywne twórcze działania [inicjowane przez Ducha, a nie przez Duszę], wtedy nagle Duch wspomina, że spotkał na swojej drodze krokodyla i uznaje, że sprawa może się powtórzyć, i że tego nie chce. Tak dzieje się u osób pochodzących z rodzin alkoholowych [w nich działają kr. astralne] i w rodzinach dysfunkcyjnych [tu działają inne kr.]. Wspomnienie kr. może być ciągle aktualne dla Ducha, może być to stały rys charakteru tej osoby: lęk, odrzucanie nosicieli. Cechą jest tu jednolitość postawy, której intensywność nie zmienia się. U Duszy są zmiany, fluktuacje, Dusza jest skłonna ileś razy wchodzić do tej samej kałuży, by potem się myć. I za nowym wejściem będzie nadal uważać, że coś fajnego akurat się zaczyna. Duch jest stały w stosunku do Duszy – jak poweźmie decyzję, tak ma i już.
Jedyna zmiana postawy Ducha może pochodzić z poziomu Ducha, np. spotka osobę, która go zauroczy i to nie poprzez symbionta, a prawdziwie duchowo. Wtedy gotów jest do zmiany.

b) inny sposób na męczenie Duszy to osoba z wejściem. Jest to istotnie istna męczydusza, a właściwie męczyDuch 🙂
Wejście męczy delikatnie a długodystansowo. Wycieka zeń [poprzez portale w czakrze splotu i gardła] energia ducha wejściującego, która jest konkretnie zatruwająca. Zatruwa od czakry podstawy, czyli od czakry odpowiedzialnej za ugruntowanie, za funkcjonowanie w ciele, na ziemi.

Jak wiele razy powtarzam – to, czy czakram podstawy jest mały, czy jest zatruty, to nie samo z siebie jest przyczyną kłopotów w realizacji swojego życia w realiach ziemskich. Stan czakramu jest tak samo jak owe kłopoty – skutkiem tego, jak Dusza się czuje i  – czy Duch ma ochotę żyć w tym wcieleniu.
Dusza zwykle w normalnych warunkach nie słabnie, jest w dużej części złączona z ciałem fizycznym, sama jest sporym bytem energetycznym, niełatwo ją pognębić. Ale już Duch jest bardziej czuły na takie „podstawowe” zagadnienia. Duch wiele jest w stanie przejść, natomiast sprawy skrajne, podstawowe go po prostu ruszają. Tu mamy jednak do czynienia z długookresowym zatruwaniem.

Wejście może nie daje tak szybkich negatywnych efektów, taki człowiek zwykle widziany jest jako „niegroźny”. Ale przez kilka lat wejście może uprzykrzyć życie. Jak mieszka ktoś z osobą z wejściem, która nie respektuje wartości drugiego człowieka, jego granic, przytruwa swoimi argumentami, które są tak niskie i nieharmonijne energetycznie. Wtedy Ducha nic nie atakuje ostro i bezpośrednio [jak w przypadku kr]. Tu Dusza pierwsza cierpi, ponieważ dostaje energię zatrucia. Dawka po dawce. W duszę wnika energia zatrucia [trucizna] i umieszcza się zwykle od najniższej czakry.

Duch chce się wyrażać, żyć. Natomiast gdy Dusza jest zatruta, to jak Duch ma żyć, jak ma się wyrażać? Przez co ma się wyrażać, jak instrument [czyli Dusza] jest zatruty? I przez to zaczyna się dystansować. Zaczyna się to depresją kliniczną [nie mylić ze stanami depresyjnymi]. To jest stadium zatrucia pierwszej czakry. Potem nachodzi odrealniona wizja świata [z powodu słabego kontaktu z materialnością umysł zaczyna konfabulować] – zatruta druga czakra. Końcowym stadium jest choroba psychiczna, pokazująca, że Duch już operuje i na fantazjach i w fantazjach – zatrucie sięga aż do czakry serca.

Warto, abyśmy jako Świadome Ja [świadome siebie i swego życia jaźnie] nie dopuszczali do takiej degradacji Ducha i Duszy. Nikt nie jest bardziej odpowiedzialny niż my sami za nasze życie. Jakikolwiek by był nasz stan, warto się zaopiekować sobą i nie dać się niszczyć. A jeśli wiemy, jakie są mechanizmy niszczenia – mamy większe możliwości aby się ostać i aby Duch nadal ochoczo żył w tym życiu.

Duch – Zuch!

Zacznijmy od popularnych wierzeń o Duchu. Będę je konfrontować z tym, co już wiem o nim z rozważań o Duszy [i jej relacji z Duchem] oraz z opowieściami Neala D. Walsha z książek o „rozmowach z Bogiem”.

Dusza nie jest tak wzniosła jak się wyobraża [opowiadają o tym książki Thomasa Moore].

Duch jest zaś wysoki w swoich postawach, wzniosły, natomiast inne cechy już nie są chyba takie, jak się mu przypisuje. Otóż bowiem nie ma świadomości [o którą go posądza większość światka rozwojowego ;)], nie jest aż tak przebojowy i samostanowiący.

Ludzie sądzą, że Duch zstępujący na Ziemię jest samoświadomy. Jak by był taki, to nie potrzebowałby sam na siebie popatrzeć, sam siebie doznawać [to pisze Walsh w „Rozmowach z Bogiem” i Arnold Mindell w książce Śnienie na Jawie]. Świadomość kształtuje się trudno, powoli, wraz z wcieleniami, z rozwojem wieku Duszy. Powstaje osobowość, potem ego, potem Świadome Ja. Dopiero ono ma potencjał do powrotu do sfery Ducha, do Oświecenia. Na tym polega ta cała Odyseja [jak opisuje to Walsh].

Nieraz widzę osoby, które mają zablokowanego Ducha przez Duszę [i jej praktyczne ekscesy w realu]. Objawia się to tym, że w życiu takiej osoby Dusza może wiele, a Duch już ledwo ździebko. Ktoś zagrzebał się w praktycznej codzienności, chociaż miał tak szczytne pomysły, idee, pragnienia!

Zwłaszcza obecnie, gdy jest na świecie bardzo mało energii ideowych, to Duchy raczej mają słabe możliwości wpływanie na to, co przeżywamy. Królują Dusze wraz z ich praktycznością.

Zamknięcie się w niskich poziomach można nazwać „głupotą”. Bez obrazy, jest to konkretne określenie, dawne określenie. Proszę sobie nie wyobrażać, że dawniej to już tylko jedni chcieli innych obrażać tymi słowy. Nie, słowa takie powstawały na potrzeby opisania czegoś, nierzadko jakichś duchowo znaczących zjawisk.

Nie będę co prawda dziś ich stosował, ale można mówić o „zawężonym poznaniu”, o „zawężonej wizji”, o „nierozwiniętych jeszcze możliwościach poznawczych”. Bo proszę pamiętać, jeśli kogoś chcemy nazwać „głupim”, to w nas najpewniej siedzi WIELE nieprzyjaznych tej osobie emocji. Każdorazowa chęć powiedzenia „TY.. [taki i owaki]” pokazuje na nas samych i na nasze emocje, które właśnie tamta osoba uruchamia.

Że uruchamia – jej sprawa, jej biznes. Ale jednak coś w nas się dzieje – i to właśnie NASZ biznes, abyśmy się tym zajęli, i poczyścili to.

Tak więc mowa politycznie poprawna może wydawać się jakąś „nowomową”, czy bzdurnym gadaniem nie ujmującym sedna. Ale owo sedno jest w emocjach, które właśnie nie mogą się wydostać, bo są „polakierowane” nowomową. Jeśli nie lubię politycznej poprawności, warto, abym zobaczył na swoje emocje – które z nich są takie niepokorne, które by komuś chciały zr0bić krzywdę. Patrzę, nie dlatego, żeby te emocje tłumić i podporządkować się nowomowie. Patrzę, aby uchwycić emocję, uczucie u siebie i popracować nad nimi.

Po jakimś czasie takiego oczyszczania własnych emocji okaże się, że już wiele akceptuję, także jak kto co mówi, jak kto jest ubrany, jakie ma przekonania, jakie ma słownictwo… A o to właśnie w rozwoju duchowym idzie, aby akceptować a następnie kochać.

wikipedia też o głupocie coś wie:
http://pl.wikipedia.org/wiki/G%C5%82upota

„Głupota – niedostatek rozumu przejawiający się brakiem bystrości, nieumiejętnością rozpoznawania istoty rzeczy, związków przyczynowo-skutkowych, przewidywania i kojarzenia. „

Otóż jak się przyjrzymy, to zobaczymy, że w samej XXI wiecznej internetowej definicji głupoty mamy ładunek informacji ze sfery duchowej!

Otóż, jak się przyjrzymy, czym owa głupota się charakteryzuje? Jest to brak dostępu do ciał wyższych [„brak bystrości”], brak dostępu do działającego ciała przyczynowego [„nieumiejętność rozpoznawania związków przyczynowo-skutkowych”] i atmanicznego – ciała idei [„nieumiejętność rozpoznawania istoty rzeczy”].

Dzisiejsze czasy dla Ducha

Zadaniem, pragnieniem Ducha jest wyrażanie się. Jest jak lokomotywa w tym sensie, że niezmordowanie dąży do tego aby się wyrazić. Najsilniejszej jednak lokomotywie można podłożyć kłodę pod koła i nie pojedzie. Tak to robi czasami Dusza [jej cząstka osobowość] wybierając zbyt wiele zadań praktycznych, zbytnio zanurzając się w sferze materialnej. Owszem, trochę przeżyć jest w porządku, ale w obecnych czasach na świecie jest bardzo mało energii ideowych, zaś mnóstwo pragmatycznych, niskopoziomowych. Dusza pluska się w dostatku doświadczeń, a Duch – czasami chudy jak palec.

Duch wchodzi w niższe ciała z pomocą Duszy i ma przez to dostęp do obszaru ziemskiego, razem z jego cechami, atrybutami fizycznymi, nazywa się to inkarnacją. Idealnie byłoby, jakby Duch miał Duszę oraz osobowość, które poddają się mu, wtedy w obszar ziemski wpływa cudowne światło Ducha oświetlające, oświecające. W praktyce wyraża się to jako zrozumienie, inspirowanie, dodawanie kurażu [niektórzy zamieniają Ducha na spiritus – (po łac. duch) i owym spiritusem dodają sobie kurażu].

Duch daje wskazówki [czasami są to Przewodnicy Duchowi], ochrania mądrością stworzenie [czasami są to Opiekunowie Duchowi]. Mądrość Ducha, duchowa odnosi się, przynajmniej na początku, do spraw duchowych.

Jednakże Duch nie od razu nabiera mądrości, nie od razu nabiera Świadomego Ja. Nie od razu chce korzystać z przewodnictwa Wyższych Jaźni.. Zwykle najpierw się musi mocno umoczyć w niespecjalnie czystych doświadczeniach, a dopiero pojawi się z pomocą cierpienia ego i zacznie szukać komfortu. A stąd przejdzie ku racjonalności i mądrości. Czyli droga długa.

Duch nie musi się zupełnie rozumieć na kombinacjach ekonomicznych, karierze, itp. Tutaj jest dziedzina ego i osobowości. I to ego jest tu zwykle opiekunem. Można natomiast poddawać lub poddać sfery materialne Duchowi, jednakże wtedy nie będzie ani zrozumienia ani doceniania ze strony ego innych ludzi. Ego nie jest w stanie zrozumieć Ducha. Ego jest wyrachowane [zwykle nawet nieświadomie], natomiast Duch jest zupełnie niewyrachowany, ideowy. I np. rodzina może uważać, że ktoś nie rozwija wystarczająco dobrze swoich umiejętności w ramach dobrze płatnego zawodu, a zajmuje się jakąś pasją.

W przypadku posiadania obciążeń typu symbiont, osoba nim obciążona jest połączona nie tylko z własnym Duchem, ale także z Duchem Opiekunem symbionta. I z tamtego obszaru, zamiast z obszaru własnego Ducha, dostaje wsparcie, przewodnictwo, wytyczne. Posiadanie symbionta jest rodzajem takiej „nieczystej, acz mocnej opieki” na wysokim poziomie, jest też nazywane „zniewoleniem”, ponieważ taki ktoś posiada innego pana, nie jego Dusza jest jedynym jego panem i władcą. No i oczywiście, osoba taka od czasu do czasu musi w ramach wdzięczności za pomoc oddać się we władanie innemu, czarnemu panu. Jest bodajże taka opera „sługa dwóch panów”. To jest właśnie ten przypadek.

Inkarnacja jest czasowym wejściem Ducha w wyrażanie się [na ile Dusza pozwala] w obszarze doświadczeń ziemskich. Bywają także inne inkarnacje istot nie ze świata ziemskiego, nie dochodzące do ciała fizycznego, a kończące się na ciele witalnym, astralnym, mentalnym, przyczynowym i niżej nie schodzące. Wtedy mamy do czynienia np. ze „zwierzętami mitycznymi” [chochliki, elfy, anioły, smoki, krasnoludy itp], albo z opiekunami duchowymi, wniebowstąpionymi mistrzami, itp. Te istoty z powodu braku najniższych ciał [które mają ludzie] są z natury bardziej ideowe, idealistyczne. A gdy przyjdzie im się wcielić w świat ziemski i wziąć na siebie najniższe ciała, to Dusze takie zwykle nie potrafią aż tak bardzo dobrze sobie radzić w fizyczności, w materii. I jakoś nie pomagają tu ani kursy, ani terapie. Mamy tu efekt natury pochodzenia – z natury ludzie tacy są inaczej „ustawieni” w życiu. I aby im się dobrze żyło, warto to dokładnie brać pod uwagę.

A więc mamy Ducha, który z pomocą Duszy wstępuje na ścieżkę ziemską. Dusza jest bardzo złożoną, wielopoziomową strukturą „przystosowującą” poziomy duchowe do poziomów materialnych. Możecie sobie wyobrazić jej złożoność jeśli w jej strukturze są zarówno obszary tak wysokowibracyjne niemal jak duchowe, a także niemal tak niskowibracyjne jak przedmioty materialne. Uzyskanie jednorodności, spójności w tak skomplikowanej strukturze jest bardzo trudne. Zatrudnienie tej złożonej struktury w jedno działanie, w jednym kierunku jest dużym osiągnięciem.

Także z tych powodów inkarnacja nie jest ideałem. Nie jest ideałem także z tego powodu, ponieważ jeśliby była, to by było niewiele doświadczeń do przeżycia. Jak bowiem wszystko gra w aucie, to mechanik nie ma co robić.

Uruchomienie kierunku ku Oświeceniu

Jednakże my – jako ten „element wykonawczy” na samym dole drabiny [jako osobowość, ego] chcielibyśmy właśnie czegoś odwrotnego. Żeby było nam dobrze, żeby było fajnie, komfortowo, wygodnie, przyjemnie, radośnie itp. W momencie uruchomienia tych działań, tych celów uruchamiamy także rozwój w kierunku oświecenia. Bowiem ostateczna błogość, to ponowne połączenie – tym razem świadome, połączenie Świadomego Ja – z Bogiem, z Duchem.

Abyśmy mogli bardziej i bardziej korzystać z komfortu otrzymywanego w rozwoju, potrzeba aby bardziej i bardziej rezygnować z mechanizmów obecnych przy „łuku schodzącym” od Ducha do Materii. A więcej uruchamiać mechanizmów odpowiednich dla „łuku wstępującego” od Materii do Ducha [o tych łukach pisze Ken Willber].

Poznajmy więc kilka kłopotów Ducha w inkarnacji. A właściwie będą to reakcje Ducha na to, co dziejej się w inkarnacji. Jeśli Duch zastaje w inkarnacji bardzo dobre warunki, to i jego aktywność jest bardzo konstruktywna. Człowiek taki jest w stanie [o ile ma takie intencje] postąpić bardzo mocno do przodu w rozwoju duchowym. Świetnym przykładem tutaj jest Budda, a dokładniej: Książę Siddhartha Gautama [Gotama] zwany Buddą Siakjamunim (Buddha Śakyamuni)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Gautama
http://pl.wikipedia.org/wiki/Budda_Siakjamuni

Bardzo często pomijane są warunki w których Gautama Siakjamuni się urodził. A był synem królewskim. Dodatkowo jego Dusza miała tak świetne intencje w stosunku do komfortu życia, że jego rodzice przez wiele czasu urządzili tak jego otoczenie, aby nie oglądał [i nie stykał się energiami] z energiami starości, choroby i śmierci.
Jeśli więc Gautama miał intencje do oświecenia [a miał], to naturalnie wchodził w obszar wolny od nieharmonijnych wibracji, w tym obszarze dorastał. Dopiero po iluś latach skonfrontował się z czymś innym, z cierpieniem i stosunek do cierpienia stał się jego przedmiotem medytacji. Efektem tej medytacji było oświecenie. Mogę się domyślać, że taka ścieżka była możliwa, ponieważ jego Duch nie doznał blokad rozwojowych w tamtym wcieleniu. Otoczenie wspierało go w działaniach, więc parowóz Ducha mógł rozpędzić się do dużej prędkości i dojechać do celu.

Parowóz nie zawsze potężny

Każdy z nas także spotyka się z dyskomfortem. Duch każdego człowieka spotyka się dyskomfortem. Wtedy nie sam z siebie parowóz naszego Ducha hamuje, ale jest hamowany, palenisko może przygasać, bo jest zalewane wodą przez otoczenie. Wtedy moc owego parowozu jadącego przez życie już może nie być tak potężna, jak na starcie, gdy jest zarówno pod dostatkiem węgla i wody w tendrze, jak i płomień płonie wesoło w palenisku. [to oczywiście dzieje się zgodnie z karmą danego człowieka].

W dużej części przypadków ludzie nie mają takiego zaplecza jak Gautama, takich zasobów i nie mają także tak czystych i wzniosłych intencji jak Gautama. I ich życie już nie jest tak prostą duchową drogą przebywaną z wielką mocą.

Opresje życiowe u ludzi, którzy nie dysponują tak wielką mocą Ducha mogą być postrzegane jako większe, zależnie od mocy Ducha. Dla kogoś, kto ma mało mocy Duchowej [moc jego Ducha jest ograniczona] nawet średnia opresja może dać duże powstrzymanie na drodze życia.

Osoby, które już z urodzenia są na bardzo wysokiej pozycji duchowej, z dobrą karmą i urodzone w sprzyjającym środowisku mają o wiele większe możliwości przejścia przez trudności. To wydaje się zrozumiałe.

A nawet ich trudności mogą umocnić. Jest takie powiedzenie, że trudności umacniają: „co cię nie zabije to cię wzmocni”. Jednakże wielbiciele idei nitsche’ańskiego nadczłowieka mówią, że stosuje się to do każdego człowieka. Taka deklaracja jest niestety i demoniczna i nieprawdziwa. Stosuje się bowiem ona tylko do garstki tych najmocniejszych duchowo. Dla wielu słabszych, podłamanych na Duchu kolejna kłoda pod nogami może być jedną z cięższych przeszkód w ich życiu. Może być akurat ostatnią kroplą która przeleje czarę i taka osoba właśnie zdecyduje w Duchu: „o, oto właśnie opuszczam ten nieżyczliwy świat”.

Te osoby demonizm skazuje na zmagania na granicy energii degradujących – stąd w samym powiedzeniu zawarta jest myśl demoniczna. Myśli pozytywne wspierają wszystkich, nie tylko tych najsilniejszych.

Poprawnie byłoby powiedzieć: „Co wzmacniło innych, to może i Ciebie wzmocni”. To jest błogosławieństwo. O wiele lepiej dla zdrowia Ducha jest mówić błogosłwieństwa, niż nieprzemyślane, wzięte od kogoś myśli ze wstawkami demonicznymi. Powtarzane z nadzieją na działanie, a bez rozpoznania prawdziwego znaczenia duchowego.

Reakcje na dyskomfort

W czasie refleksji nad stanem własnego Ducha warto jest się zastanowić się nad tym, gdzie ów Duch przebywa, i w jakiej jest kondycji. Gdy rozeznamy obszary zagrożeń, możemy im, przynajmniej częściowo zapobiegać. Możemy wspierać swojego Ducha.

A Duchowi człowieka nie musi bowiem być dobrze, mimo, iż człowiek żyje.

Proszę pamiętać: gdy jest skrajnie źle, Duch odchodzi i jest śmierć. Ale jest wiele stanów pośrednich pomiędzy promiennym, radosnym Duchem, a takim, który już odchodzi, wycofuje się. Wiele osób żyje w cichej stagnacji Ducha, boli ich, ale „jakoś się trzymają”. To ich Duch „jakoś się trzyma”.

To my, jako Świadome Ja mamy dyspozycję w życiu, aby się zająć własną Duszą, jak i własnym Duchem. Duch sam tego nie zrobi, co ma zrobić Świadoma Jaźń [Świadome Ja – Ahankara, Purusza, Atman] Duch nie zrobi tego, do czego Świadome Ja planem Bożym jest przeznaczone. A jest przeznaczone, aby objąć panowanie nad całą istotą, aby nią rozumnie zarządzać i rozwijać się.

Decyzje podejmowane w czasie życia mocno wpływają na Ducha. Możemy dużo zrobić, aby wspomóc własnego Ducha.

Dla człowieka zwykłego, którego karma nie jest jakaś super, ciężary życia mogą wydawać się kłopotliwe, trudne. W gorszych wypadkach – nie do zniesienia.

I tu jest ważne jak reagujemy na takie trudy życia. Bowiem Dusza kłopotami się nie przejmuje – łyka niemal wszystko, nawet to, co przygnębia Ducha, nawet to, co powoduje u Ducha stagnację. Dusza jest trochę jak koza. Koza zje kapustę, gazetę, szmatę, popije i zacznie się rozglądać za czymś więcej. Osoba lubiąca pieniądze podejmie kolejną dobrze płatną a niezobowiązującą pracę i odda kolejne setki godzin ze swojego życia, zamiast próbować realizować swoje jeszcze młodzieńcze plany, które niegdyś dawały jej tyle iskry bożej.

Natomiast Duch nie jest tak przebojowy, nie jest tak bezwzględny jak Dusza [choć w powszechnym mniemaniu właśnie to Duch jest postrzegany jako bardziej niewzruszony]. To nie kobieta mężczyźnie ustępuje w drzwiach. Tak samo to nie Dusza Duchowi ustępuje. I dlatego Łazariew mówi o konieczności przyhamowania dążeń Duszy, przypiłowania zwierzęcych zapędów, jeśli chcemy mówić o jakiejkolwiek duchowości. Inaczej bowiem będzie nie duchowość, a rozpasanie w materii. No chyba, że ktoś akurat to chce właśnie wybrać.

Dusza jest tutaj o wiele bardziej elastyczna, ktoś jej napluje, a ona będzie uważać że deszcz pada [jeśli tak zdecyduje, a jest duża szansa, że tak uczyni, gdy będzie to jej na rękę]. Wiele, wiele przeżyć może akceptować jako coś pozytywnego [nawet jeśli osobowość uważa je za trudne, ciężkie]. Jednak to Duch jest tym, który może się załamać, to on może doznać nieodwracalnego [w tym wcieleniu] uszczerbku. I jeśli kogoś trzeba chronić przed załamaniem, to właśnie Ducha człowieka.

Nie Duszę, bo ona zwróci się w inną stronę i swoje siano tam też znajdzie.
Nawet osobowość też nie musi być aż tak chroniona – potrafi się przystosować, jeśli czuje wsparcie Ducha [np. emigrację do innego kraju].
Jednak jeśli Duch dozna uszczerbku, to i dobrze funkcjonująca Dusza tu nie pomoże.
A i także najlepiej przystosowana osobowość może nie wskórać wiele, zgoła nawet nic. Jeśli Duch uzna, że koniec, to istotnie będzie koniec.

Dlatego też [zresztą bardzo słusznie] psychoterapeuci tak bardzo mocno są wyczuleni na sygnały świadczące o myślach samobójczych. Jeśli bowiem pojawiają się one, to oznaka, że Duch się zastanawia nad opuszczeniem ciała. A wtedy cała praca nad dostosowaniem się w terapii do aktualnych warunków przestaje mieć znaczenie. Zaczyna się gra o coś większego – o samo życie.

Zdrowe scenariusze

W obszarach, gdzie Dusza ma przeżycia, doświadczenia, mamy możliwość, aby się wyrażał się Duch. I jest to sytuacja zdrowa.

Dusza jakby powiedzieć przygotowuje obszar wyrażania się Ducha. Na początku inkarnacji ten obszar się poszerza, Duch jest ochoczy, ponieważ widzi, iż są perspektywy.

Jeśli Dusza cierpi niezrozumienie, zablokowanie w swoich działaniach, jeśli człowiek jest niezrozumiany, jeśli czuje się odrzucony – jego Duch mniej lub bardziej upada. Kto upada na Duchu może najpierw próbować podnosić się. Jeśli próba się powiedzie – to ok, życie dalej się toczy ochoczo.

Gdy jednak sytuacja tak przygnębi, że Duch z upadku się nie podnosi – następuje choroba. Choroba także może być poprawnie przeżyta i z pomocą przeżyć Dusza przemienia się, zmienia punkt zbioru [punkt zboru], zmienia postawę. Choroba jako lekcja zostaje zrozumiana, zintegrowana, jest przyczyną głębokiej, potrzebnej zmiany. Wtedy Duch może się podnieść i następuje zdrowienie.

Na końcu inkarnacji, gdy Duch uznaje iż wystarczy życia, odchodzi. Nastaje śmierć ze starości, łagodna i przyjazna dla otoczenia, nikogo nie raniąca, rozsiewająca spokój i pogodzenie się z losem.

Są starsze osoby, które czują się wypełnione, zaspokojone i w tym stanie odchodzą. Mają Ducha silnego do końca i w takim stanie przechodzi on do następnego wcielenia z pomocą jednej decyzji. Takie osoby mają tzw. „lekką śmierć”, nie cierpią.

Reakcje Ducha na dyskomfort są różne, i inne są efekty tych reakcji.

Bunt, choroba i śmierć
Te trzy stany postrzegam jako podobne do siebie. Wszystkie trzy są skutkami ograniczeń narzucanych na Duszę. Bunt jest aktywnym przeciwstawieniem się nim. Choroba jest pasywno-aktywną odpowiedzią na to. Zaś śmierć jest już tylko pasywną odpowiedzią – bezsilnym osunięciem się.

Reakcje Ducha

Dusza, jeśli przeżywa dyskomfort, to miele go ile wlezie, nie jest jej źle, gdy przetwarza coś podłego, a też może nie śpiewać ze szczęścia, gdy doznaje coś najwspanialszego, dajmy na to może szukać dziury w całym.

Lecz Duch – nie jest kozą, nie da sobie „wszystkiego wsadzić”.

Jak zauważyłem, można zauważyć kilka takich typowych reakcji Ducha [pewnie jest ich wiele więcej]. Są reakcje typu yin np. : pogodzenie się, danie się zablokować, itp. Jednakże rozważanie ich nie przyniesie tyle korzyści aktualnemu naszemu dyskursowi, co rozważanie reakcji typu yang, które wybrałem.

Duch się inkarnuje, próbuje przejawiać swoją integralność, osobność, samodzielność, aktywność, a tu… buch, coś mu przeszkadza. Konfrontuje się z przeszkodą w tym obszarze materialnym, i .. uruchamia bunt, czasami chorobę, a w skrajnym przypadku.. śmierć. Te reakcje opiszę. Są to reakcje znaczne, aktywne, coś pokazujące [czyli jang].

Nie ma co się śmiać – przeszkody stawiane Duchowi nie są lekkie. Nie jest lekko czasami żyć, czasami samo życie jest heroizmem. Dlaczego? Bo i świat jest nie byle jaki – jest tak mocny jak Bóg potrafi być mocny, ponieważ jest przez Stwórcę uczyniony. Tak czy siak, my, jako istoty posiadające świadomość osobności, cierpimy. Nie będąc świadomie zjednoczeni ze Stwórcą możemy postrzegać konflikty i cierpieć przez nie.

Duch nie ma łatwego zadania w inkarnacji, bo sytuacje są zmienne, niepoddające się kontroli, a i kłód pod nogi rzuca mu sporo i otoczenie i nawet jego własna Dusza. Otoczenie, wiadomo, może być „przeciw”.
A Dusza?
Może np. nie doceniać Ducha [to przypadłość naszych czasów], może się na niego boczyć, może go nie wspierać i realizować własne cele. Może go wreszcie nawet poblokować.

Ale Duch jest w jakimś sensie ponad tym – to on jako Stwórca stworzył ten ogród rozkoszy ziemskich i celowo się w nim zanurzył. I nawet po śmierci ciała jest w stanie się zregenerować się, transcendować [przekroczyć] to i wejść w nowe życie z nowymi siłami. Jeśli nawet upada [co opowiem dziś], to jednak powrót do Bożego Ducha, ponowne zjednoczenie mu zwykle dobrze robi.

Jednakże to Duch może powiedzieć „enough is enough!” [„wszystko ma swoje granice”] – angielskie powiedzenie ma w sobie jeszcze dodatkowo komponent odejścia, to nie tylko stwierdzenie faktu, to także przekazanie informacji o konkretnej, przerywającej sytuację decyzji.

Na przerywnik może piosenka z poziomu Ducha. Niewiele jest zespołów, które potrafią osiągać ten poziom.
Zespół Yes i „Close to the Edge”. Proszę się nie przerażać, utwór trwa prawie 20 minut, pierwsze 3 są „pogmatwane”, rzec by można.

Albo Crash Test Dummies z płyty „Mmmm..”

Na początku było dziecko

Ludzie w pierwotnym swoim stanie, po narodzinach, jako dzieci [o ile nie mają ciężkiej karmy], pozostają zwykle w stanie błogości, radości. Pochodzą one od Ducha i są nieświadome, bezrefleksyjne, tak jak zstępujący na Ziemię Duch.

Taki stan błogości dziecięcej może oczywiście być z czasem zakłócany poprzez rozwijające się ego, jego zachcianki [„jeśli nie będę miał/a tego, to będę przygnębiony/a”], no i oczywiście zakłócenia mogą pochodzić od środowiska zewnętrznego [ale to raczej później].

Po urodzeniu niemowlę jest jakby „zresetowane”, niedawno bylo u Boga, jeszcze pamięta tamte wibracje. Dlatego tak lubimy małe dzieci, małe zwierzątka, ponieważ mają świeżą pamięć Boskich wibracji, są nadal częściowo w nich.

Gdy energia z Góry ładnie zstępuje to z przyjemnością obserwuje się życie radosnego dziecka. Można rzec, że stanowi ono okaz zdrowia, okaz Boskiej radości.

Ludzie w swoim życiu odchodzą od tego stanu na różne sposoby. Czy sami, czy też otoczenie i środowisko wybija ich z owego dobrostanu. Ta cząstka w nas, która jest nazwana jest Wewnętrznym Dzieckiem, bądź Boskim Dzieckiem [a jest to część Duszy świeżo ponownie połączona z Duchem]. Ta boska cząstka widzi, czuje, że jest coś nie w porządku. Jest to jakby pierwotne zaburzenie w obrębie danej inkarnacji. [np. rebirthing zajmuje się oczyszczaniem wzorców przeżyciowych powstałych wtedy]. Zależnie od karmy – takich pierwotnych zaburzeń może być mniej lub więcej.

Bardzo częstym sposobem na odzyskiwanie możliwości życiowych jest niezgoda i bunt [w ostrzejszych przypadkach].

W prostych przypadkach dziecko jest w stanie odzyskać uwagę, zainteresowanie, wsparcie rodzica poprzez wyrażenie niezgody  – np. poprzez płacz, krzyk. Małe dziecku gdy jest mu źle – płacze. Wtedy mama przychodzi i opiekuje się nim.
Dla większych dzieci niezgoda, bunt jest czymś bardzo normalnym. To też dlatego przychodzi Duch na Ziemię, aby się z ziemianami nie zgadzać. Nie zgadzać na to, jak żyją i jak ma on/a żyć na ich zasadach. Bunt może być połączony z odczuciem goryczy – że tak to być nie miało.
Jednakże jest to początek życia, bunt zwykle powoli jest rozładowywany, przychodzą nowe możliwości, nadzieje, człowiek przystosowuje się do nich i próbuje w ich ramach realizować swoje cele, pragnienia, ideały.

Wspieranie Duszy i Ducha

Przykładowo: rodzice są biedni i dziecko nie ma tylu zabawek, ileby chciało, tęskni za konikiem, mocno tęskni. Jeśli rodzice zauważą to, zajmą się sprawą, to na początku wystarczy że zorganizują choćby kawałek drewna na czterech patykach i powiedzą: „oto twój konik, zobacz jak biega” i będą animować ów kawałek drewna w takt wyobrażonego tętętu.
Dusza już coś dostanie, a Duch nie osunie się w obszar degeneracji, bezradności, upadku. Można też rozmawiać z dzieckiem o jego pragnieniu, rozważać, nazywać emocje: „bardzo chcesz konika, tak? co byś chciał z nim robić?” „bo wiesz, rodzice nie mają pieniędzy na to, a chcieliby ci go bardzo dać”. To też daje opiekę i ulgę. Są to proste, tanie, dostępne sposoby. Dusza nie jest bowiem tyranem, potrzebuje jedynie uwagi, miłości dla siebie i swoich pragnień.

Podobnie później, posuwając się w latach człowiek ma swoje różnorodne pragnienia. Niektórych nie sposób zaspokoić bezpośrednio. Natomiast sama uwaga im poświęcona, wsparcie udzielone daje poczucie małego zaspokojenia, małego spełnienia.

W późniejszych latach jest to także udzielane samemu/samej sobie uwagi, odczytywanie sygnałów płynących z naszego wnętrza. Nie zostawianie siebie samego w stresie, nie uciekanie umysłem od obecnego stanu emocjonalnego [np. w alkohol, narkotyki, gry].

Dlatego tak mocno i często podkreślam wartość odpowiedzi na afirmacje, przy ich pisaniu. Zapisywanie odpowiedzi na afirmacje jest zarówno formą słuchania podświadomości i Duszy, jak i jest to daniem Duchowi do zrozumienia, iż nie opuszczamy go, że jest ktoś, kto jest tu z nim, dla niego, kto dba o jego „misję na Ziemi”. To oczywiście my – nasze Świadome Ja, które akurat zdecydowało się pisać afirmacje.

W czasie pisania afirmacji – albo pamiętnika – Dusza ma odczucie, że ktoś się opiekuje jej pragnieniami, że ma wsparcie. A Duch nie doznaje uszczerbku, nie osuwa się, nie upada, ma możliwość przejawiania się, wyrażania. Może nie całkowitego, pełnego, ale jest na dobrej drodze.

Brak tego odczucia skutkuje osuwaniem się Ducha w degenerację, w upadek. Takie osunięcie nie jest samo depresją [kliniczna], choć może tak się objawiać. Inne przykładowe obrazy tego stanu to postawa depresyjna, choroba dwubiegunowa [co jakiś czas upadek nastroju, a potem zwyżka]. Efektem osuwania się Ducha z tego świata bywają także różnorodne choroby, słabo leczące się, wleczące się, oporne na terapie. To Duch ma po prostu dosyć i tak to się objawia.

A więc – gdy Dusza nie może przeżywać życia, gdy doznaje wielu stłumień, niemożności, wtedy Duch może ucierpieć poprzez osłabienie, upadek, osunięcie się.

Pobożne życzenia

Mówi się „niech Duch w was nie upada!”. Jest to pobożne, niemalże ewangeliczne życzenie zdrowia i dobrostanu dla człowieka.

Życzenia sa miłe, ale mają tyle w sobie mądrości, ile wartościowych składników odżywczych mają suche chrupki kukurydziane.

Ktoś dobrze życząc może chce dobrze, wie, że dobrze by było, aby Duch nie upadał, ale może zupełnie nie wiedzieć co dalej robić. Ładnie mu do twarzy z przyjemnymi słowami, ale.. to zwykle wszystko co ma do zaoferowania.

To tak, jakby ktoś chciał wydoić krowę, ale wiedział jedynie, że do tego trzeba podejść spokojnie do krowy i przysiąść około jej zadu. I tyle – więcej niczego nie wie. Mleka nie nadoi mimo, że pić się mu chce.

Życzenia mogę przyrównać do duchowego fast-foodu. Jak się ktoś naje taniego żarcia, to czuje się co prawda pełny, ale też ociężały i otępiały. Czuje, że mocno się napełnił, ale żywotności w tym nie ma, nie ma chi. Gorzej – organizm musi wydatkować chi na przerobienie tego balastu. No ale wiele osób lubi fast food i tyle.

Podobnie w sferze duchowej, życzenia – jeśli dostajemy, słyszymy je, możemy się chwilowo fajnie poczuć. Czymś się napełniamy. Jednak, im kto rozumniejszy duchowo, tym bardziej czuje, że „z tej mąki chleba nie będzie”. Dusza oczekuje konkretów do przeżywania. A Duch, jeśli umie to rozeznawać, poszukuje idei, w którą warto się zaangażować. Prędzej jest dać Duszy to, co chce, chrupanie czipsów to też zajęcie, a jak worek czipsów duży, to Dusza ma co robić na długo. Pierwszy głód tym opędzimy, nawet poczujemy się najedzeni. Ale czy to wystarczy, aby ciało dobrze funkcjonowało?

Ducha nie jest już tak łatwo zaspokoić, a przez to i wesprzeć jego intencje przebywania na Ziemi, w inkarnacji. Nie będzie on gładko przełykał kolejne czipsy, ponieważ widzi on nie pojedynczego czipsa i kłapanie paszczą [jak to Dusza jest na tym skupiona], a widzi zarówno sam proces pochłaniania paczki czipsów, może być zorientowany w ich wartości odżywczej, a co najważniejsze – może czuć, co potrzeba organizmowi, jakie składniki odżywcze, i czy one się znajdują w owych czipsach.
Stąd wynikać będzie odczucie Ducha – może być niezadowolony z tego, co mu podają, może zorientować się, że owa paka czipsów, może i duża, ale jest tak naprawdę dana „na odczepnego”. I odpowiednio może zmodyfikować swoją postawę wobec takiego życia,  w którym dane mu jest jeść czipsy. Jednym słowem, może trochę się podłamać.

Czyli czipsy fajnie smakują, ale lepszy jest pożywny, pełny obiad.

Życzenia przypominają obietnice bez spełnienia [tak je postrzegam]. Nęcą, dają otuchę, ale .. po jakimś czasie.. ta chmurka się rozwiewa i jest nadal taka codzienność jaka była. Nie ma tych pozytywnych efektów, których się spodziewaliśmy. Życzenia – jak to słowa – są tanie.

Dopiero umiejętności i mądrość wdrożone w działanie dają sukces.

Tak więc życzenie „niech Duch w was nie upada” są wyrazem pierwszego stopnia muzykalności duchowej. Zawsze, od dzieciństwa czekałem w takich momentach na wskazania dalszych stopni: co dalej robić?, jak postępować?, jak oglądać, jak zrozumieć swoją sytuację? Niestety, po życzeniach niemal nigdy się tego nie doczekałem. Bo i życzący zwykle nic więcej nie wiedział był psychologicznie, duchowo nieumiejętny.

Nawet terapeuci nie są zwykle skłonni nauczyć czegokolwiek. To co się nazywa psychoedukacją musiałem sam uskuteczniać. Taki jest terapeutyczny paradygmat obecnie, że terapeuta nie ma się odzywać do klienta wyjaśniając mu sytuację, wyjaśniając zasady, na jakich funkcjonują psychika, duchowość. Klient więc wychodzi zwykle nie mając rozpoznania gdzie się znajduje. Ewentualnie sam musi się domyślać, grzebać, przypuszczać. Niby jest to emanacja terapeutycznej otwartości, jednak mocno zalatuje to olewaństwem z powodu braku konkretnej wiedzy dostosowanej do poziomu klienta. Albo brakiem szacunku dla klienta, jako pełnoprawnego partnera procesu. Terapeuta może znać się na prowadzeniu terapii, ale z pewnością klient nie jest dla niego partnerem. Partner bowiem to ktoś, kto ma prawo dowiedzieć się tego, co ja wiem.

Przyczyna może być taka, iż podaje się terapeutę jako postać zamieniającą rodzica klienta. A rodzic nie jest partnerem dziecka. To prawda, można nawet w takiej terapii odnaleźć źródło poczucia bezpieczeństwa. Niemniej często terapia nie ma cech bycia w rodzinie. A Duch pacjenta może ucierpieć – mamy oczekiwania wobec terapii, że poukłada się nam w głowie, a tu podchodzą do nas jak do kolejnego petenta w urzędzie.

Bycie obiektem, któremu się coś życzy, albo bycie klientem przeciętnego zupełnie terapeuty, obie sytuacje mogą podłamać, częściowo osłabić Ducha. Zależy, jak wiele oczekiwań ma w stosunku do nich.

Podobnie jak inne potencjalnie osłabiające sytuacje. Im większe oczekiwania, tym więcej Duch może się osłabić. Ale tym więcej może Duch się wzmocnić, jeśli dana sytuacja jest „do wygrania”! To idealistyczne oczekiwania są aktywami Ducha. Im więcej się oczekiwań spełni, tym bardziej Duch się wzmacnia.

Wiele mamy postaw nieumiejętności duchowej u innych osób. I każda z nich, przy kontakcie z drugim człowiekiem może nie wspierać Ducha. Trywialne, prawda?
No chyba, że będziemy o tym wiedzieć, że będziemy tego świadomi. Świadomi, że „dobrymi życzeniami” piekło jest wybrukowane. I świadomi, że jakaś tam terapia wcale nie musi odpowiadać na nasze oczekiwania, nie musi dać tego, co Duch pragnie [w swoim idealistycznym przekonaniu o skutecznosci terapii].
Zarówno dobrze życzący, mogą być umiejętni duchowo i dać nam coś więcej, ale zwykle nie dają. A i terapia nie musi zaspokoić nam oczekiwań, a mimo to być jakoś tam, częściowo wartościowa.
Duch często chce rozwiązań skrajnych 0% albo 100%. A tu na ziemi mamy np. 27,5% – warto mu to uświadomić, że częściowe zyski także mogą być zyskami i może z nich skorzystać tyle, ile jest dostępne. To jest zadanie dla Świadomego Ja, aby Duchowi to wyperswadować.

Mówią: „oczekiwania są przyczyną rozczarowań”. I argumentują tym postawę, w której nie należy mieć oczekiwań. Mówi się tak w środowiskach np. leczących się alkoholików, którzy większość możliwych, dostępnych wyborów życiowych mają w relacji z alkoholem, a tylko nieliczne są dostępne takie, które kierują ich ku trzeźwości. No i oczywiście – zwykle już są uruchomione duże oczekiwania od życia. Alkoholicy mają krokodyla astralnego, a więc wspomaganie. Jednakże właśnie jest sztuką to, aby owego wspomagania nie używali, aby odstawili wódeczkę i nie powracali do picia. I te drogi trzeźwe w ich życiu wyglądają już nie tak ładnie od tych pomalowanych miodem przez symbionta. Stąd oczekiwania zwykle są wygórowane, a mają się zmniejszyć. Dlatego też powiedzenie im „oczekiwania są przyczyną rozczarowań” jest bardzo na miejscu.

Podobnie jest z [dorosłymi] dziećmi pochodzącymi z rodzin alkoholowych, dysfunkcyjnych [tzw. DDA]. Mają one u siebie wiele mechanizmów, przechowują wiele zranień. Idąc z tym w świat trudno oczekiwać, że będą tak dobrze funkcjonować, jak osoby nie mające tego bagażu. Jednak widząc swoich rówieśników, którzy nie mają takiego handicapu, takich nieumiejętności.

Mówienie im o tym, że jeśli nie oczekujesz wiele, to nie rozczarujesz się mocno jest w jakimś sensie racjonalne. Natomiast Ducha tym się nie wzmocni. Przybite DDA [ma przybitego Ducha] chciałoby właśnie swojego ducha wzmocnić. Ale trzeba przyznać, że w wielu przypadkach nie ma na to dużej szansy.

„Oczekiwania są przyczyną rozczarowań”

Oczywiście, wtedy człowiek nie będzie rozczarowany i jego Duch nie ucierpi, gdy oczekiwać przestanie. Ale również – nie mając oczekiwań – Duch nie ma możliwości wzmocnienia się.
Wniosek jest jeden: my, jako osobowość, jako Świadome Ja mamy zadanie takie, aby wybierać odpowiednie cele dla lokowania w nich naszych oczekiwań. Jeśli źle ulokujemy oczekiwania, możemy mocno ucierpieć, nawet z osunięciem się do depresji włącznie.
Jeśli zaś dobrze ulokujemy oczekiwania, możemy świetnie się poczuć, być przez wiele, wiele lat radosnymi, pełnymi dobrych odczuć, wspaniałego przeżywania.

No to jak to ma się do rozwoju duchowego?
Czy więc oczekiwania są zgodne z rozwojem duchowym, czy też – jak u buddystów, należy je raczej schować w mankiet i zapomnieć o nich? Bo przecież buddyści rozwijają się duchowo, nieprawdaż?

Możnaby rzec, że buddyści urzeczywistniają samoświadomość Ducha. Czyli przechodzą Świadomym Ja do poziomu Ducha.
Nie bierze to pod uwagę Ducha samego – jaki on jest, taki jest, natomiast buddyści otamowują swoje pasje, swoje pragnienia, swoje oczekiwania tak, aby umożliwić, ułatwić proces świadomego utożsamienia, zjednoczenia się z duchowym Uniwersum, czyli Oświecenia.

A my tutaj mówimy o czymś trochę innym, o pewnym aspekcie terapeutycznym w obrębie Ducha. Jak powtarzam: mądrzy buddyści mówią tak: „najpierw terapia, potem praktyka duchowa”. Inni buddyści tego nie mówią 🙂

Warto najpierw oczyścić się z obciążeń, aby:
a) nie robić bypassu duchowego, i nie przykrywać, nie przeskakiwać swoich kłopotów, problemów zajmując się praktyką duchową, ponieważ owe problemy moga powrócić,
b) jeśli przejdziemy potem do praktyki duchowej okaże się ona o wiele prostsza.

Żyjąc na Ziemi tylko w bardzo nielicznych przypadkach musimy się zmagać z ciężkimi kłopotami. W dużej większości przypadków Duch oczekuje, że jednak wiele ciekawych, wspaniałych spraw się zrealizuje dla takiej osoby.

Ziemskie wyobrażenia Ducha i brak logiki

Jak dotąd dużo pisałem o Duszy i jej przeżyciach, a o Duchu to już tylko tak skąpo.
A jest on przecież istony w rozwoju. Jednakże niewiele jest tu dobrze wiadomo, jedynie podstawowe zależności. Poza tym jak to zdążyłem ogarnąć, wiele osób chce postrzegać Ducha na podstawie swoich wyobrażeń. Im pierwotniejsza osoba, tym bardziej postrzega Ducha na swój obraz i podobieństwo!

Mając świadomość na poziomie swojego umysłu, próbują dociec że Duch jest podobny ich umysłowi. Nastaje projektowanie, próbuje się przypisywać niskopoziomowe cechy istocie wysokopoziomowej. Próbują lokować, przypisywać cele podobne do tych, które ma osobowość, ego, ciało – Duchowi.

Jak się pewnie domyślasz taka sztuka jest dosyć łatwa, ponieważ umysł przez większość czasu
jest na usługach ego, osobowości, więc na podorędziu jest pełne zaplecze pomysłów na to jak sobie ustawić wyobrażenie Ducha.

I całą sztuką jest wyjść poza te wyobrażenia.

Bardzo korzystną sprawą w poszukiwaniach cech i przymiotów Ducha jest to, aby stosować logikę i stan medytacyjny, który pozwala na wyjście poza mentalność, poza umysł.

Przy stosowaniu logiki do wyższych poziomów też następuje pomieszanie.
Wiele osób nie dostrzega logiki tak jak ona występuje na poziomie przyczynowym i wyżej.
Wydaje się bowiem, że logiką jest to, jak się sprawy wydarzają w świecie materialnym. A realności wyższe są prostym odzwierciedleniem tego, co jest niżej.

Jest powiedziane:
„jak na dole tak na górze”

Jednakże ludzie opacznie rozumieją to jako:
„co na dole to na górze”

Ziemskie wyobrażenia

Ludzie uznają, że Bóg jest kimś na zasadzie króla, ale zasiadającego „na obłokach”. Jest to na zasadzie „co na dole to na górze”, jest to przeniesienie treściowe.

A jest to jawny antropomorfizm. Przyrównanie góry do dołu, przeniesienie z dołu do góry TREŚCI. Nie tylko logiki, nawet nie tylk zasad, ale i treści. To zrozumiałe, ponieważ dla pierwotnego człowieka nie mogło być mowy o wyższych przemyśleniach. Np. w używanym języku w Birmie nie ma słowa stereotyp. Nie ma, ponieważ do jego utworzenia potrzeba pewnego przemyślenia, refleksji. Co nie oznacza, że brakuje duchowości – Buddyzm w Birmie był obecny od pierwszych wieków naszej ery. Podobnie i obecny Dalajlama dziwił się, co to jest „poczucie własnej wartości”, jak usłyszał je z ust osób z Zachodu.

Jeśli kapłani mieli opowiedzieć o tym, co się w sferach duchowych dzieje, to brali treści i transponowali je.

Obecnie więc, jeśli chcemy prześledzić zależności ze sfery Ducha pozostaje nam więc mieć własne przemyślenia, rozbierać duchową tradycję z ziemskiej treści i stosować czystą logikę.

Brak logiki

co ciekawe:
W przypadku logiki, występuje zjawisko odwrotne niż opisane wyżej zapożyczanie treści!

Ludzie sobie wyobrażają, że jeśli na codzień posługują się logiką, to już ona nie dotyczy takich wysokich poziomów [bo tam jest coś „boskiego”, czyli – w ich myśleniu – niepoddającego się logice]. Obszary Ducha, Boskie, już są tak boskie, że tam logiki nie ma!

I znowu – częściowo to prawda, ponieważ wraz z poszczególnymi ciałami subtelnymi coraz wyższe zależności są coraz subtelniejsze, ale i coraz silniej działające. To, co wydaje się być zasadą niżej, na wyższym poziomie nie obowiązuje w ten sposób [więcej tu]. Ale to dotyczy zasad, a nie logiki. Logika opisuje zasady, nie jest zaś nimi samymi.

Ten typ blokady umysłowej pochodzi z „świętego lęku”, z lęku przed grzebaniem w sprawach boskich „mnie biednemu, nieuprawnionemu”. Pewnie się domyślasz, że prosty człowiek był blokowany przez kapłanów, aby im nie dorównywał, aby nie chwycił się wolnomyślicielstwa, i aby oni nie utracili swojej pozycji.

Ludzie uważający, że wysoko tam nie obowiązuje logika po części mają rację, ponieważ obiekty obecne na wysokich poziomach duchowych funkcjonują inaczej niż oni sami. Natomiast logika – jest taka sama. Taka sama, ale bada inne typy funkcji, inne funkcjonalności, inne cechy.

Mamy więc dwa przekłamania na raz.

Tak jak kiedyś było z pewnym dowcipem o Radiu Erewań. Jak podaje Radio Erewań, w Moskwie rozdają samochody. Po pewnym czasie przychodzi sprostowanie: oj, drodzy słuchacze, przepraszamy bardzo, ale nie w Moskwie a w Leningradzie i nie samochody a rowery. I nie rozdają a kradną.

No tak, zupełnie przeinaczona informacja. Ale nic, uważam nadal, że jesteśmy w stanie dociekać prawdy, [a jest ona różna w zależności od poziomu – link]. Jedynie trzeba uważać, aby nie pomieszać trzech spraw i w każdym z trzech obszarów zachować odpowiednie ustalenia:

1) wysokie poziomy bytu, jak mówiłem różnią się funkcjami, cechami i celami od niskich. Z tego powodu są nazywane „wysokimi”.

2) [logika obowiązuje] logika potrzebna do rozważań nie jest związana z poziomem, nie należy jej mylić z obiektem. Podobnie jak jadąc samochodem nie rozwijamy drogi przed nim i nie zwijamy drogi przejechanej za nim. Droga sobie leży, jest jaka jest, czy to asfaltowa czy szutrowa – to widzimy, natomiast pojazd nadal taki sam – samochód.

3) [są inne treści] trzeba uważać, aby nie pielęgnować „chłopskiego rozumu”, tzn. jeśli idziemy do kościoła i widzimy: „o, anioł!”, to abyśmy nie wyobrażali sobie, że anioły mają szaty białe, blond loki i skrzydełka wystające spod spódnicy. Dlatego powstało drugie przykazanie boskie: abyś nie robił sobie wizerunku Boga [ew. innych spraw duchowych], aby nie rzucać ziemskich wyobrażeń na niebiańskie byty.

Wszechmogący?

Takim sztandarowym przykładem projekcji jest wyobrażenie o „wszechmocnym Bogu”. Któż jest chętny na władzę, moc, kontrolę? Ano ego. I to ego właśnie nazwało Boga wszechmocnym, ponieważ chciało mieć kogoś większego od siebie, w kogo by mogło bezkarnie się wpatrywać i czerpać z tego obrazu inspirację. Nie z prawdziwej istoty, ale z obrazu, wytworzonego obrazu.

Wszechmocny jest o tyle wszechmocny, że jest Stwórcą, ale utworzył nie super-kontrolowane klatki z brojlerami-ludźmi, a utworzył przestrzeń wolności i możliwości. I pozostawił ją z akceptacją temu, co miało ją zasiedlić.

Pomysł ego jest zaś taki, że oto Bóg sprawuje pieczę nad każdym człowiekiem w każdej sytuacji i ocenia go i kontroluje. Jasnym jest, że w takiej sytuacji jest warto się do Boga udawać z prośbami o zmianę sytuacji, no bo kto ma nad nią kontrolę? Wszechmocny!

O, jakże komfortowe jest to ustawienie spraw dla ego! Przecież wtedy:
– nie muszę się martwić o swoje sprawy [Bóg się tym przejmuje, on decyduje i do niego idą wymówki]
– nie muszę się zastanawiać nad sobą ani pracować nad sobą, wystarczy tylko zdobyć odpowiednio dobre układy „tam na Górze” [np. chodzić na mszę i nie narażać się mu przez przekraczanie przykazań] .. i wszystko będzie dobrze!
– karma, osobiste obciążenia, itp. nie mają tu miejsca decydującego. Decydujące nie jest jakim kto jest, a jak bardzo mocno wierzy w objawienie. I nie ma, że tu jakieś sprawdzanie praktyczne.. wiara jest wiarą i koniec, bez czucia, bez dowodów. Wiem co mówię, bo przecież to przerabiałem w dzieciństwie.

Tak myśli ego. To bardzo komfortowe, ponieważ ustawia tak życie, jak ego chce. Nikt się nie przyczepia do osobowości, do ego, nikt nie mówi o wzorcach, obciążeniach do oczyszczenia, nikt. Tylko trzeba trochę się temperować, aby nie grzeszyć, [właczyć poprawność polityczną] a reszta – przechodzi niezauważona. Tak, powtarzam – myśli ego nie zaś Świadome Ja. Nawet osobowość może mieć inne podejście.

Uff, ciężko mi zwykle jest przebrnąć przez metodologię. Bo niemal każdy człowiek [który nie ma doświadczeń medytacyjnych] ma w sobie przekonanie, że „on już wie” i to, co wie, jest właśnie ok, jest właśnie słuszne. I tłumy takich „wielepków” snują się po świecie.
A jak który zechce medytować, to się nagle okazuje, że przychodzą takie wizje, takie przekazy, które są nie z gruszki ni z pietruszki. Są różne od dotychczasowycy wyobrażeń. Trudne do przełknięcia.

Im bardziej byłem przekonany do jedynej słusznej wiedzy i wizji ziemskiej, tym ciężej miałem w medytacji – taka prawda.

Idealne czasy dla poszukiwaczy duchowych

W dzisiejszych czasach Dusze [w tym ego] mocno rozdzielają karty. Bardzo mało jest energii atmanicznych, ideowych, z poziomu Ducha [czyli wyższych od poziomu Duszy]. Wartości takie jak honor, poczucie własnej godności [że nie wszystko jestem gotowa zrobić] gdzieś się rozmyły. Kwestia jest „za ile” i człowiek leci, podpisuje w korporacji odpowiednie papiery. Zrobić przekręt, „ugryźć 100 milionów” – zaraz się znajdą chętni. A jak wychodzi, że stadion oddany w stanie niedopracowanym, to nic – ważny jest podpisany papier, na którym jest, że pieniądze się należą. A idea – że pieniądze należą się za konkretną działalność, za rezultaty, a nie z powodu podpisania papieru, to ta idea już poszła się paść.

Duch zaś jest daleko, daleko, zdystansowany. Może jedyny kraj w którym zachowały się dziś ideały i jest o wiele więcej zdrowych energii ideowych to Japonia. [nie mówię, że tam wszystkie energie są zdrowe, natomiast jest wiele, wiele więcej niż u nas].

II wojna światowa uruchomiona została na szczytowej fali ideowości [czyli elementu yang]. U podstaw swoich miała ideę [zatrutą i tragiczną w swoich skutkach]. Mówiła ona o konieczności upośledzenia duchowej wartości niektórych osób: mieli być podludźmi i mieli podlegać eksterminacji, czyli zabiciu. Przed nią wszyscy ludzie w Europie patrzyli na siebie równo. Tu jednakże wydaje się doszło do zmiany w sensie chińskim: duże yang przechodzi w małe yin. Duże jang, to idee, ideologie, pośród których ideologia polityczna nazizmu była ekstremum. Co dało przejście w yin – prymitywny utylitaryzm. Podludzie nie mieli wartości ludzkich [Ducha], byli wykorzystywani jako siła robocza.
Ale II wojna dopiero zapoczątkowała rozlanie się utylitaryzmu [czyli wyrażenia się elementu yin].

Pragmatyzm nie jest niczym złym, natomiast gdy nie jest sharmonizowany może się źle realizować. Skrajnie wielkie ideologie [wielkie, przerośnięte yang] kończyły się w wieku XX tragicznymi skutkami, przechodząc w małe yin, konkretny utylitaryzm wieku XXI.

Trudno więc się dziwić, że w obecnej kulturze występuje przepracowanie, wypalenie zawodowe [czyli brak Ducha]. Występują depresje i różnego rodzaju stany depresyjne, ponieważ nie ma na tyle ideałów [elementu yang], za którymi możnaby było podążać. Stany te są stanami braku yang.

Występują różnego rodzaju degeneracje  [czyli rozluźnienie zgodności z ideałem]: np. choroby genetyczne, kiełbasa o zawartości 20% mięsa [tu akurat wegetarianie mogą się cieszyć 🙂 ], margaryna o zawartości 20% tłuszczu [tu nikt się nie cieszy], dyplom wyższej uczelni warty mało co, dawany osobom, które miały kłopoty ze skończeniem szkoły średniej [profanacja idei wykształcenia dokonywana przez samych profesorów].

„Bóg umarł” – powiedział jeden z filozofów [czyli inaczej – Duch się zdystansował, odsunął, bo oczywiście umrzeć, nie umarł, jest wieczny]. Innymi słowy opisał sytuację świata w którym usunęły się energie z poziomu Atmy [Atmana – Ducha].

I tak dalej można wyliczać. Odejście, zdystansowanie się Ducha jest trudnym okresem dla mężczyzn [są bowiem yang i nie mają wsparcia w środowisku przenikniętym energiami yin].

Jak dotychczas element Ducha [yang] na świecie był na tyle mocny, że bardzo przykuwał uwagę, to obecnie Duch w nas [Chrystus w nas] o wiele łatwiej może być rozpoznany.

To jest moment dobry, aby wniknąć do swojego wnętrza i przemedytować stosunek swojego Świadomego Ja do swojego Ducha. [Świadome Ja to ta cząstka, która rozumuje, która jest teraz świadoma czytania tego tekstu]. Natomiast stosunek Świadomego Ja do Ducha jest podstawowym elementem Oświecenia. To przepracowanie tej relacji jest głównym, końcowym zadaniem, które uprawiają jogini na swojej drodze. Wiadomo dobrze, jaki jest efekt. Jest to zjednoczenie Świadomej Jaźni [świadomego Ja] z Duchem. Możemy to nawet objąć umysłowo. Jednakże to urzeczywistnienie tego jest końcowym osiągnięciem jogi. Nie opowiadanie o tym, nie wyobrażanie sobie o tym, nie fantazje, że to się dzieje.

Jak Eckhart Tolle kiedyś odpowiedział pewnemu panu, który deklarował: „jestem jednym ze wszystkim”. Eckhart mówi: fajnie, słyszę co mówisz. Jednak to co mówisz nie ma tej energii, która jest związana z taką jednością. Czyli: mówisz coś nie będąc w prawdzie z tymi słowami, sam siebie i nas okłamujesz [bez obrazy – to tylko opis sytuacji].

Rozwój Duchowy może więc skorzystać na obecnym stanie środowiska, w którym żyjemy, gdzie jest mało yang. Mało yang nie przyciąga uwagi, możemy się skoncentrować na yang swojego Ducha i tą relację medytować.
Gdy dana osoba znajdzie inspirację od własnego Ducha, z własnego wnętrza, o wiele łatwiej jest jej podążać za nim, ponieważ z zewnątrz nie rozprasza jej żadna większa idea, ideologia [yang]. Na zewnątrz mamy wręcz o wiele więcej akceptacji niż kiedyś dla jakiejkolwiek aktywności, więcej akceptacji dla poszukiwań wewnętrznych.

Dzisiejsze czasy są idealne więc dla poszukiwaczy duchowych!

Advertisements

6 komentarzy (+add yours?)

  1. Rafał
    Lu 09, 2014 @ 08:55:20

    Chciałbym podzielić się moim poziomem zrozumienia artykułu:
    1) warto nawiązać kontakt z wewnętrznym dzieckiem i uzdrawiać tą relację (patrz: healing inner child meditation)
    – wewnętrzne dziecko to wewnętrzna część duszy połączona z duchem
    – kontaktując się z wewnętrzym dzieckiem rozwijam ciało atmaniczne
    2) joga to jedno z narzędzi, które pomaga zjednoczyć świadome ja z duchem

  2. SwiatDucha
    Lu 10, 2014 @ 19:30:55

    Rafał – słusznie.

  3. SwiatDucha
    Lu 14, 2014 @ 22:26:21

    Ula, integrację chyba najłatwiej poznać po celach. Im bardziej osoba w życiu „rzuca się”, bo Dusza co chce innego, osobowość co innego, a Świadome Ja co innego, to widzimy dokładnie jak owe cząstki funkcjonują bez połączenia, bez zjednoczenia, widzimy ich odrębności. Akceptacja wzajemna, wzajemne zrozumienie, wyrozumiałość dla potrzeb poszczególnych cząstek, to dobre oznaki na tej drodze.
    Jeśli zaś te cząstki działają w jednym kierunku, mają jeden cel to można chyba wnioskować, że nastąpiło zjednoczenie.

  4. SwiatDucha
    Lu 16, 2014 @ 17:02:36

    Ula, wydaje się, że trochę dziwnie ci jest z takimi odpowiedziami z Duszy.
    Ale kto, jak nie Ty ma możliwość ocenić czy tego chcesz, czy nie?
    Może i chcesz, ale poczucie dyskomfortu może jakieś być, może trzeba czasu, aby się przyzwyczaić do tego, co odczuwasz, jakie odpowiedzi dostajesz? No i może potrzeba zreflektować dotychczasowe cele? Dusza nie ruszy refleksji za grosz, to nie jej odpowiedzialność.

    Przypominam mój sposób 🙂 – jeśli chcesz, żeby Dusza zajęła się bez wysiłku sprawą dla niej ważną, można ją o tym powiadomić, że to akceptujemy i żeby sobie sama to wykreowała. 🙂

  5. Jackie
    Mar 29, 2014 @ 17:36:53

    Andrzeju, swojego czasu czytalem forum swiatdusz.pl(kiedy jeszcze dzialalo). Tam zapoznalem sie z koncepcja ze kazdy z nas (od najwyzszej gestosci do najnizszej) posiada wyższą jaźn, duszę, osobowość. W Twoich artykułach piszesz o duchu i świadomym ja. Czy duch to innymi słowy nasza wyższa jaźn? Czy świadome ja to współgrajace ze sobą osobowość dusza i wyższa jaźn? Zwłaszcza zależy mi abyś mi wyjaśnił czy duch to własnie jest po prostu inna nazwa na nasza wyższą jaźn(jak wytłumaczone na wczesniej wspomnianym forum). Jeżeli nie to jak to sie ma do koncepcji z tamtego forum? Troche sie w tym wszystkim pogubiłem.

  6. SwiatDucha
    Mar 29, 2014 @ 23:08:33

    Witaj Jac,
    jest tu taka stronka https://swiatducha.wordpress.com/dusza/
    na której chyba znajdziesz wyjaśnienie tej sprawy. Jakby co – pytaj.
    Duch to Duch
    WJ to WJ

    ŚJ też jest czymś innym niż Duch i WJ. ŚJ jesteś to Ty, który masz samoświadomość i refleksję. Posługujesz się umysłem [ciałami subtelnymi], wspiera cię Dusza, inspiruje WJ.
    ŚJ jest jakby początkiem końca drogi Ducha ku materii. Dzięki temu, że [nieświadomy] Duch zstąpił do świata mogło się po długich perypetiach narodzić ŚJ.
    Z tych wszystkich to ŚJ, jako przeistoczony, samoświadomy Duch się oświeca. I tak kończy się Boska przygoda.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: