Dynamika obciążeń relacyjnych

Obciążenia typu: kr., wejście, pogryzienie, zatrucie od wejścia określam jako relacyjne, ponieważ pojawiają się w określonych relacjach między ludźmi. Jeśli o nich nie czytałaś/eś: zacznij tu [link]

Dynamika zaś mówi, że te relacje nie są bierne, statyczne, tam się coś dzieje.
Oczywiście dzieje się aktywnie po stronie najbardziej yang, czyli w zakresie kr. [agresor yang]. Taka osoba jest aktywna, przedsiębiorcza, zaradna, wygląda na atrakcyjną, bywa podziwiana czy nawet oblegana.

Najbardziej yin [ofiara yin] są zatrucia od wejścia i są raczej podobne do otrutego zwierzaka leżącego przy drodze i ledwo dyszącego. Tam wiele nie zachodzi – taka istota często „ledwo żyje” ze swoim stanem. Określane jest to przez specjalistów akademickich jako depresja kliniczna [różnego stopnia], bądź stany depresyjne [w lżejszych przypadkach].

Zajmijmy się dynamiką.

Agresor- ofiara

Pierwszy element to relacja agresor <-> ofiara. Agresor atakuje, ofiara przyjmuje atak. Oczywiście od razu trzeba zaznaczyć dwie rzeczy:

1. Ofiarę ciągnie do agresora tak, aby dograły się intencje obydwojga. Tak więc i ofiara nie jest „bez winy”. Ona również może się „nie podkładać”. Ale zwykle się podkłada, ponieważ z tego ma pewne wymierne korzyści w wytłumaczeniu swojego nędznego stanu: „to on/ ona mi to zrobili”. Gdy się opamięta, że sam/a kieruje się ku paszczy lwa – to zdrowieje.

2. Agresor nie ma „konieczności” ataku [jakby niektórzy agresywnie obciążeni sugerowali]. Zawsze ma wyjście, jednak nie zawsze z tego korzysta. Obładowany agresywnym obciążenie  m nie przez przypadek ma owo obciążenie, przecież przyjął je, żeby je używać dla swojej korzyści. Więc nie używanie tego obciążenia [kr. albo wejścia] może jego osobowość czy Dusza uważać za stratę czasu bądź okazji. Ale powtarzam – to nie jest coś niezbędnego, można się od tego uwalniać i nie atakować, mimo, iż ma się obciążenie „na pokładzie”.

Tak więc pierwszą dynamiką jest dynamika agresor <-> ofiara.

Wiele kr.

Najciekawsze dynamizmy możemy obserwować po stronie yang, czyli w obrębie nosicieli kr.
Jak wiadomo mamy kr. małe [ratunkowe], średnie [realizatorów] i duże [dominatorów]. I już pomiędzy tymi wielkościami są ustalone relacje. W obrębie tego samego ciała subtelnego kr. większy ma przewagę nad kr. mniejszym, po prostu go przykrywa sobą i rządzi. Więc z punktu widzenia obciążonej osoby „lepiej” mieć kr. większego. To jest pierwsze przybliżenie.

Jednak w świecie społecznym poprawność polityczna jest cenna. Lepiej się nie wychylać, więc i duże kr. są tępione, ponieważ już nie tak dobrze zlewają się z gładzią obrazu – wystają ponad przeciętność. Jeśli mocno zaburzają ją, to są na to paragrafy i sądy powszechne sobie z nimi lepiej lub gorzej, ale jakoś radzą.

Natomiast dla bardziej zaawansowanych osób, które są obciążone kr. jeden duży kr. jest niezbyt komfortowy:

– j.w., czyli mocno się odznacza [często negatywnie] w obszarze relacji publicznych i za jego działalność można po prostu pójść za kratki. A więc się to niespecjalnie opłaca.

– lepiej wziąć kilka kr. a mniejszych, czy wręcz małych. Zwiększenie mocy, wielkości kr. na dowolnym poziomie można dosyć łatwo uzyskać, wystarczy wejść aktywnie w obszar funkcjonowania kr. a ten już swoje umie robić nawet bez przeczytania instrukcji obsługi przez nosiciela.

– duży kr. zaczyna miotać nosicielem, a mały to ledwo niekiedy łepek podnosi [co nie oznacza, że jest mniej jadowity]. Więc nad dwoma, trzema małymi można łatwiej zapanować niż nad jednym większym. Proste a korzystne.

Scena: dla symbionta!

Przykłady nosicieli kr. można pięknie zaobserwować na różnorakich scenach. Przykładowo wybory, bądź konkursy, castingi są miejscami gdzie zwykle podziwia się „wykonastwo”. A idealnym wykonawcą jest przecież kr. Warto, aby był na tyle subtelny, aby być dobrze odebranym. Więc może zamiast jednego dużego – kilka małych?

I proszę mi nie argumentować: „bo ty takich właśnie ich wyczesujesz, aby nas biednych epatować, jakie to kr. niegodziwe są..” Hm.. to nie ja zasiadam w jury przeróżnych. To nie ja się wgapiam w seriale brazylijskie, to nie ode mnie zależy kto „wygra” w tym wyścigu. Zwykli ludzie sami chcą tego, niekiedy jak kania dżdżu. Głosują na to pilotem. I to do nich proszę te pretensje.. Proszę ponadto pamiętać, że Wszechświat dał nam kr. abyśmy się inspirowali ich skutecznością. A jest się czym inspirować.

tu film

[youtube:http://www.youtube.com/watch?v=9vyuMp0ntSs%5D

Ta pani pierwsza śpiewająca oprócz 54 lat ma 3 dzieci, 7 wnuków i 3 małe krokodyle. Małe, co prawda, więc nie przeważają mocno nad osobowością [mentalny, przyczonowy, buddialny], są „pod kontrolą”. Jednakże efekty są – żyri jest zachwycone, co najmniej „jak ta pani się dobrze trzyma”. Tak podtrzymywana subtelnymi, wysokimi acz nieczystymi energiami kr. – jest się na czym opierać.

Krokodyle są dobrze doceniane w takich programach. Można powiedzieć, że jest to program promocyjny dla kr. Więc coś się zaczyna dziać 😉 kiedy one dochodzą do głosu.
Owszem, sama osoba potrafi na pewno „coś”, jednakże jeśli czuje się niedoceniana, jeśli czuje się mało wartościowa, to może wziąć pomocnika z ciemnej strony i .. od razu to lepiej wygląda.
Nic w takich przeglądach talentów się nie mówi o ludzkich, relacyjnych, uczuciowych cechach danej osoby. Liczy się tylko „efekt”, tylko „wykonanie”. A przecież to kr. umieją najlepiej!

pomiędzy symbintami

I jeszcze jedna dynamika, tym razem pomiędzy kr. z różnych poziomów.

Jeśli nie znasz poziomów subtelnych, to możesz o nich poczytać tu [link] i tu [link].

Przy kr. o tej samej wielkości z różnych poziomów – „wygrywa” rywalizację ten, który jest wyżej.

Kr. mentalny prześciga astralnego. Astralny może się pultać w emocjach, gdy zaś mentalny go chłodnym intelektem podsumuje. Majster na budowie [z dużym kr. astralnym] jest jakoś „naturalnie” i prawdziwie poddany inżynierowi, który może mieć ledwie małego kr. mentalnego.

Na mentalnego kr. kosą jest przyczynowy. Uwiedzie mentalnego zorganizowaniem sprawy, sytuacji. Stąd dyrektorzy są szefami inżynierów, a nie na odwrót.

Przyczynowy podda się zaś buddialnmu, jego klasie i jego szykowi, którego kr. przyczynowy nie ma. Dlatego właśnie przedsiębiorcy przychodzą na koncerty śpiewaków, a nie śpiewacy przychodzą na koncerty przedsiębiorców.

Kr. atmaniczny [poziom idei, losów] zaś wymiata w obszarze losów – on potrafi każdemu los ustawić tak, że tamten uwierzy, że jest to „Boski plan” i będzie się cieszyć, że oto ktoś „tak wysoko ustawiony” był łaskawy wyznaczyć mu drogę życiową. Tak oczywiście będzie myśleć Dusza, nawet obciążona niższym kr. Osobowość może oczywiście tu trochę wierzgać, ale jeśli Dusza jest mocno przekonana, to może zmanipulować osobowość i jednak poddać się temu np. guru.

Ponad poziomem atmanicznym jest poziom anupadaka [wolnych wyborów, ponad karmą, losem, ideami].

Kr. anupadaka, to ten, do którego moja Dusza dążyła, aby go wziąć w dzieciństwie. Najpierw liczyła na astralnego, bądź przyczynowego. Jednak moja mama, która miała dwa kr. bardzo mocno mi dawała w kość, czując „przez skórę”, że oto się właśnie chcę uwolnić od zależności od niej. A przecież ona nie na próżno nabywała symbionty, żeby teraz jej syn „jej podskakiwał” .. i co więcej, aby nią zaczął rządzić. No i swoimi krzykami, groźbami tak mnie zapędziła w kozi róg, że właściwie pozostawała mi „emigracja wewnętrzna” i obywanie się niemal bez osiągnięć na polu materialnym. Dusza ustaliła, że jedynym możliwym wyborem może być kr. anupadaka [pierwszy ponadatmaniczny]. Owszem, bardzo wysoki, kłopot w tym, że .. jest już on raczej mało przydatny w świecie materii. Jest tak wysoki, tak subtelny, że właściwe nie do zastosowania w życiu. A tego jako dziecko pragnąłem – „pożyć sobie!”. No niestety, matka alkoholiczka skutecznie mnie [moją Duszę] do tego zniechęciła.

Tak się w skrócie przedstawiają relacje pomiędzy kr. z sąsiednich poziomów subtelnych. Relacje pomiędzy kr. odległymi o dwa lub więcej ciał są jeszcze bardziej jednoznaczne – wyższy kr. mocniej przeważa nad niższym, a niższy jest tym bardziej zafascynowany wyższym. Podobnie ludzie – wysokie kr. uważają nawet za cechy boskie. Znam niejednego przywódcę religijnego, chociaż nieosobiście 😉 [np. guru] z kr. atmanicznm, do którego zjeżdżają się z całego niemal świata wyznawcy. A kr. siedzi sobie i siorbie leniwie energie poddaństwa szeroko rozlane pod jego stopami.

jeden kr. – wiele kr.

Pytanie: czy jednen duży kr. astralny u jednego człowieka przeważy u drugiego dwa: kr. astralnego małego i kr. mentalnego małego? Tu już potrzeba trochę „arytmetyki duchowej”, że tak się wyrażę.

Pewnie możnaby przyznawać każdemu obciążeniu jakąś liczbę punktów, podliczać stronami i patrzeć która strona w realnym świecie przeważa w rywalizacji. Jeśli się to zgadza z obliczeniami, to znaczy przyznane punkty są adekwatne.
To oczywiście może być zabawą, ale także może mieć konkretne zastosowania.
„Niestety” nie robię tego i chyba nie zrobię – mnie jakoś nie aż tak bardzo obchodzą takie przepychanki. Wystarczy, że wiem, że takie są i wiem, że nie chcę się w nie włączać. Im czyściej w energiach tym jakoś lepiej się czuję, i raczej to wybieram.

Najbardziej „cwanym” konceptem z jakim się spotkałem jest posiadanie trzech małych kr. Bo to małe z jednej strony, i mało kto się spodziewa, że  w ogóle są – człowiek wygląda niemal jak „normalny”, nieobciążony.
Z drugiej zaś okupują już aż trzy poziomy, więc zasięg godny. A i w przypadku potrzeby rozwinięcia naprawdę jest co rozwijać.

w rodzinie

W rodzinach dosyć często dochodzi do walki o prymat pomiędzy kr. I tak dziecko potrafi zaopatrzyć się w kr. o oczko wyższego od kr. rodzica, aby być „ponad” jego obciachem, ponad jego żyłą, ponad jego przymusami. I tak wyposażone z kolei idzie w świat. Rodzina jak wiadomo jest bowiem miejscem wychowania młodego pokolenia.

Inną sytuacją jest gdy młode pokolenie przychodzi „uratować rodzica”, bądź oboje rodziców. Wtedy może wziąć rolę „tego niezrozumianego”, „tego cierpiącego za wielu” i pójść w kierunku bycia ofiarą. I tak „wykształcone” na domowej uczelni idzie w świat.

**

W obrębie wejść

Skupiłem się tu generalnie na obciążeniach symbiontami i na relacjach do nich.
Wejścia są jakby obciążoną „odpowiedzią” na nie. W obszarze wejść nie wyróżniłem, nie odkryłem różnych poziomów, jak wynika z moich badań wejścia mają generalnie jeden typ jakości i przechodzi ta energia przez otworzone portale w czakrach splotu i gardła.
I taki jeden rodzaj energii „powstrzymującej” jest przeznaczony na „walkę” z symbiontami. Niestety, wejściom nie sposób wygrać z kr. ponieważ ich jakość, poziom energii nie dostają do tych wibracji, do których mają dostęp kr. Stąd wejścia mogą się pienić, wściekać, a kr. i tak ich „przykryje” swoim bezemocjonalnym posunięciem.

Jest to więc walka od samego początku przegrana. Jednakże osoby wybierające wejścia są przekonane, że w tą białą stronę, jakże wydającą się być szlachetną, warto inwestować i warto się bronić. A im kto chce się więcej bronić, tym będzie miał się więcej przed czym bronić – bo co się utrzymuje w umyśle, to wzrasta. Mimo, iż przez wiele wcieleń bardzo byłem zaangażowany po tej stronie, zrezygnowałem z niej, niby mało szlachetnie, ale za to z efektem pozytywnym. Nie wybieram bronienia się, bo nie wybieram pomysłu, iż jest się przed czym bronić.. Jak to mówią w NLP „przeramowałem”, przedefiniowałem pojęcie „moich wrogów”, obecnie są to pewne obciążenia, z którymi po prostu nie mam jakoś czegokolwiek wspólnego. Jak spotykam nosiciela na ulicy to w myślach z szacunkiem i lekim humorem mówię „cześć krokodyl!” co tamtej Duszy całkowicie wystarcza. I mojej też.

Ofiary

Dynamika obciążeń ofiar jest pasywna. Jeśli ktoś uznaje, że właśnie poddaje się, to znajdzie się ktoś, komu ów będzie się poddawać – Wszechświat uzna także tą prośbę i spełni ją.

Ofiara yang – pogryzienie jeszcze jest w stanie „walczyć o swoje”, jeszcze jest w stanie „podnosić głowę”, czuć rozgoryczenie, gniew.

Jak obserwuję w przekroju, statystycznie, symbionty wybierane są raczej przez młodsze Dusze, nieco starsze uważają, że powinny się wspierać wejściami.
Jeszcze starsze Dusze już „biorą na siebie” bycie ofiarami, najpierw aktywnymi, czyli bycie pogryzionymi. Najstarsze Dusze, zgodnie zresztą ze swoją dyspozycją „wielu, wielu doświadczeń” zaczynają być już tym kołowrotem zmęczone. I skłaniają się ku pozycji najbardziej yin, czyli ku byciu zatrutymi od wejścia.

Ofiara yin [zatruta od wejścia] już nawet tego nie potrafi. Jest to jedna z najtrudniejszych pozycji w całej układance  karmicznej. Dopiero starsze i stare Dusze wybierają tą postawę, będąc już nasycone poprzednimi wyborami, poprzednimi obciążeniami. I mając już nadzieję na to, że kolejna już osobowość będzie w stanie wytworzyć Świadome Ja o takiej mocy i mądrości, że sobie poradzi z tą niekomfortową mocno postawą.

Wyjście z zatrucia od wejścia jest dużym zadaniem duchowym. Brakuje bowiem tu motywacji, wszystko jest „przeciw”, niemal nie ma nic, co możnaby zyskać. A stara Dusza [i dodatkowo spoza linii ewolucyjnej ziemskiej] już może nic nie pragnąć, niczego nie chcieć osiągać, więc nie ma jak spożytkować tej dynamiki [siły] pożądania, pragnienia, bo jej nie ma.

Jest to wychodzenie z punktu podwójnego yin: zarówno ofiary [yin] jak i postawy yin w obrębie postaw ofiar. Aby tego dokonać, potrzeba dokopać się do, uruchomić na tyle dużo duchowego yang, dojść do odpowiednio silnej motywacji duchowej, aby przeważyć tą postawę pasywną, ofiarniczą. Jest to wychodzenie z pozycji depresji klinicznej, do której zawiodła człowieka duża i potężna energetycznie Dusza.
Rozumiem tu, że nie jest to dokonywane na drodze psychiatrycznej, lecz na duchowej. Psychiatria i psychoterapia co prawda może tu być także przejściowo [np. w ostrych stanach] przydatna.

Umiejętność wyjścia starej Duszy z zatrucia od wejścia wskazuje, że ktoś istotnie umie już dużo duchowo.

Reklamy

4 Komentarze (+add yours?)

  1. Marc
    Kwi 27, 2014 @ 11:27:20

    „Wszechświat dał nam kr. abyśmy się inspirowali ich skutecznością.” Ale czy ta ich skuteczność nie pochodzi m.in. z bezwzględności? Jak tu się inspirować? Może da się to rozdzielić.

  2. Zaq
    Kwi 27, 2014 @ 22:35:20

    >>1. Ofiarę ciągnie do agresora tak, aby dograły się intencje obydwojga. Tak więc i ofiara nie jest “bez winy”

    I tu można zacytować abp Michalika ze swoja kontrowersyjna wypowiedzią w sprawie pedofilii: „…Słyszymy nieraz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga…”

  3. SwiatDucha
    Kwi 27, 2014 @ 22:39:37

    Abp ma ten kłopot, że nie jest terapeutą regresingowym. Gdyby był, ta wypowiedź byłaby zrozumiana, odebrana jako zupełnie adekwatna.
    Tak to jest – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

  4. SwiatDucha
    Kwi 27, 2014 @ 23:44:50

    Marc:
    dzięki za pytanie, bo mocno inspirujące!
    Odpowiadam tu:
    https://swiatducha.wordpress.com/2014/04/27/pozytywna-bezwzglednosc/

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: