„Wszechmocne” krokodyle

Jeśli nie wiesz wiele nt. krokodyli, to zacznij najpierw tutaj.

Odpowiedzi na pytania.

maya m
>coś mnie martwi. Czy mam rozumieć (w związku z wątkiem o krokodylu, który jest sprawcą wszelkiego sukcesu), że bez krokodyla nic byśmy nie osiągnęli?

dobrze, że rozpoznajesz, że coś cię martwi.

Natomiast chyba nie rozpoznajesz czarnowidztwa, które przenika z tej wypowiedzi,

które dla siebie nazywam „demonizacją”.

Demonizacja tu występuje pod postacią błędnego myślenia. Myślenia opartego na nieprawdziwej wiedzy, nieprawdziwym przekonaniu, nieprawdziwej wizji. To nie jest jakby nic rzadkiego, wiele osób tak ma, i raczej niebo na głowę przez to nie spada. Ale te osoby, nie mając czystej wizji duchowej, coś przez to tracą.

[wizji czystej = pozytywnej a nie oszukującej siebie, bo można siebie też oszukać „na pozytywnie”]

Ja nie napisałem, o „krokodylu, który jest sprawcą wszelkiego sukcesu”. To są twoje myśli, przelane na klawiaturę. Że wszelki sukces to tylko za sprawą kr.

A może nawet to i nie twoje własne myśli, a tego, kto podpowiada [myśli związane z tym lękiem].

A kto? chce abyśmy:

a) bali się kr.?
b) uważali że są one tak bardzo potężne ?
c) są sprawcą WSZELKIEGO SUKCESU ?

No kto?

Ano siły ciemności, bowiem te przekonania są im mocno na rękę.

A realność jaka jest?

Owszem, Ziemia jest mocno opanowana przez symbionty jako wtyczki w ludzi.
Jednakże nigdzie nie jest powiedziane, że ci ludzie sami z siebie „nic” nie reprezentują.

O, jak ja często spotykam się z takim skrajnym, brzegowym myśleniem, że albo coś jest zupełnie do niczego, albo całkowicie super! Ludzie lgną do takich czarno – białych kategorii jak do lepu!

„Ludzie mający symbionta sami z siebie niewiele wnoszą, niewiele się liczą” – to jest łatwe do pomyślenia.

Bo jest czarno-białe: symbiont wszystko robi, a człowiek nic nie może, nie dodaje.

[czyli: jak nie mam kr. to co ze mnie za gość?]

Czarno-białe stwierdzenie.

A czy to jest coś warte? No oczywiście tak, bowiem takie przekonanie skrajne, albo czarne, albo białe powoduje [paradoksalnie] u osób nieugruntowanych w siłach dobra, u osób zaniepokojonych, czy wręcz przerażonych wewnętrznie,
powoduje paradoksalny wzrost poczucia bezpieczeństwa.

Czyli kosztem zawężenia wizji świata dostają poczucie bezpieczeństwa.

„Bo mogą się WRESZCIE  na czymś oprzeć”, na jakiejś zdecydowanej myśli, zdecydowanym przekonaniu.

Wolą oprzeć się na przekonaniu nawet bardzo przykrym, nawet dewastującym dla psychiki. „Wolę przykrą prawdę” – mówią.

Np. ‚Wszystkie sukcesy są osiągane przez ludzi mających krokodyle.’ – to bardzo przykre, ale przynajmniej wiem czego się trzymać.. 😦

A to aż krzyczy, że to nie jest prawda! Ale naprawdę wiele sił duchowych chce, aby ludzie myśleli takimi prostymi kalkami, kliszami, szablonami. Aby nie myśleli sami, aby nie dociekali. Bo .. prościej nimi manipulować.

Wizję świata przekrzywioną mocno na stronę ciemności nazywam demonizacją. Taka demonizacja np. występuje w filmie „władca pierścieni”. Proszę zobaczyć ile tam jest sił zła, jak są mocne, jak są w totalnej przewadze!

Garstka pozytywnych bohaterów wygląda, że jakimś mocno naciąganym zrządzeniem losu uchodzi co raz z życiem!

Ale ludzie raczą się pięknem zła, podziwiają jego demoniczną potęgę [większość filmu dzieje się w takiej ciemności, jakby słońce umarło kilka lat temu].

A tych prostych faktów nikt nie chce podważyć!

Dla racjonalnie myślącego umysłu, kto tam ma ogromną przewagę? Oczywiście siły zła. Proszę zauważyć także że co i raz prezentowane jest źródło zła [tzw. „oko saurona”] a czy jest w ogóle jakieś źródło dobra? Nie, nie ma…
I taki film miliony osób uważają za co najmniej dobry???

Przecież jest on totalnie zdemnonizowany!

No ale każdy może myśleć jak chce, to jest jego wewnętrzny świat i sam decyduje jakiej wizji się poddaje, jaką przyjmuje.

Wracając,

Osoba z niskim poczuciem bezpieczeństwa bardziej dba o to, aby poczuć się bezpiecznie, a nie o to, aby mieć prawidłową wizję świata na poziomie wielości.

Dlatego szybciej lgnie do skrajnych przekonań, nawet jeśli wydają się być niekorzystne. „Bo są bardziej prawdziwe” – tak argumentuje. A że ktoś [jakieś byty duchowe] ją zmanipulowały, aby tak odczuwała i mówiła, to tego nie powie. Bo nie wie tego. Nawet jeśli przeżywa istne katusze, aby tylko mówić zgodnie z siłami ciemności. Nie, tych katusz nikt jej nie wyjaśni, że pochodzą od tych, którym mocno zależy na negatywnej wizji tego człowieka. Nikt, ani rodzice, ani ksiądz proboszcz. Wszyscy cichutko.

Bo sami mają wizję tak szeroką tak jak się widzi przez metrową rurkę.

Osoba z niskim poczuciem bezpieczeństwa bardziej dba o to, aby poczuć się bezpiecznie, a nie o to, aby mieć prawidłową wizję świata na poziomie wielości.

Czyli sama, ze swojej woli idzie w niewolę nieprawdziwego przekonania. Zamiast pracować nad
= poczuciem własnego bezpieczeństwa,
= poczuciem własnej wartości i
= poczuciem własnej niewinności

[te trzy Leszek Żądło uznaje za konieczne, niezbędne podstawy rozwoju osobistego i duchowego, a ja całkowicie się z nim zgadzam].

Tak więc wszelkie lęki, wszelkie błędy w postrzeganiu rzeczywistości, jeśli macie, to szukajcie u siebie przyczyny, bo coś kiedyś „wzięliście” [przyjęliście], czy to w tym wcieleniu, czy w innym.

>czy gdybyśmy go nie mieli, to bylibyśmy „szczęśliwymi” wegetującymi bezdomnymi, bez kompletnie żadnych osiągnięć w życiu?

To kolejna cwana manipulacja sił ciemności. To taka reklama kr. tyle, że ukryta. Jeśli nie kr. to co ma kogoś czekać? No co? wegetacja, bezdomność.. albo coś równie kłopotliwego.
I jaki jest prosty wniosek [jakże pożądany przez siły ciemności]?
Ano taki, że warto Duszyczko, abyś się postarała o kr.

A Dusza, jako, że reprezentuje poziom umysłowości czterolatka jak tak pomyśli, to zgodzi się z podpowiedzią i zaraz idzie szukać gdzie można takiego kr. dostać.

Oczywiście my, jako Świadome Jaźnie mamy obowiązek się adekwatnie troszczyć o swoją Duszę. Adekwatnie, czyli mądrze, zgodnie z okolicznościami. A jeśli okolicznością jest to, że siły ciemności coś podpowiadają, to potrzeba, abyśmy pokazali Duszy kto to takie „mądrości” mówi, i dlaczego one są okłamywaniem. I jakie są tak naprawdę efekty wzięcia kr.

I jak Dusza zobaczy to całe rozumowanie to zgodzi się z nami, jako, że logikę potrafi odczytywać.

A tylko sama z siebie nie potrafi prowadzić procesu refleksji – odpowiedzialność za to mamy my sami.

>A co z aniołami (np. mądrości), patronami i innymi istotami opiekującymi się nami?

Jeśli ktoś miał psa, to wie, że pies sam z siebie potrafi porwać meble w mieszkaniu. Gdy właściciel nie interweniuje, to piesek dalej będzie to robić, aż do stworzenia w mieszkaniu totalnego rozgardiaszu. I każdy właściciel będący przy zdrowych zmysłach zakaże psu rwać mebli i dywanów.

Opiekunowi duchowi nie są naszymi właścicielami. Dlatego nie interweniują i nie zakazują.
I dlatego człowiek może robić „co mu się podoba” a oni nie interweniują.
I sam/a rozumiesz, co człowiek za bajzel może sobie zrobić w życiu zgodnie z własnym pomysłem. I oczywiście zgodnie z inspiracjami płynącymi od sił znajdujących się po ciemnej stronie.

Wyższe Jaźnie [czyli byty opiekuńcze, in. aniołowie stróżowie] owszem, mogą być naszymi światłymi nauczycielami, ale do tego potrzeba dwóch warunków:

a) człowiek sam musi chcieć się od nich uczyć
b) człowiek musi umieć się od nich uczyć [nauczyć się, jak odbierać od nich przekazy,  jak w medytacji i modlitwie z nimi łączyć, jak odbierać informacje przesyłane poprzez intuicje]

Osoba która posiada kr. posiada „dwóch panów”. Posiada z natury swoją Wyższą Jaźń, która jest związana z Duszą.
Oraz – z wyboru – Dusza poddana jest także panowi z ciemnej strony, czyli Opiekunowi kr.
Co ciekawe, Dusze zwykle bardziej lgną do tego pana, którego wybrały i który tak hojnie je wynagradza za bycie posłuszną. Czyli do Opiekuna kr.

W wielu przypadkach zarówno i ja i WJ danej osoby przemawialiśmy do niej, aby pokazać, że ma kr. i że może się z tego oczyszczać. Ale jeśli Dusza i osobowość razem są przekonane o czymś, to można do nich mówić jak do ściany.

> Czy człowiek, mimo bycia nosicielem, nie może być sam kowalem swojego losu (sukcesu)?

O, przecież właśnie jest. Jego Dusza wzięła kr. a osobowość się z tym dobrze czuje i dobrze sobie żyje, więc czego chcesz jeszcze?
Przecież jest kowalem swojego losu.
Czy to, co sobie zamyśla nie realizuje się lepiej niż u osoby bez kr.?

Przecież właśnie takie „lepsze” radzenie sobie w życiu rozumiane jest jako bycie kowalem swojego losu. Kr. naprawdę nie zmienia człowiekowi mocno jego celów życiowych. To człowiek sam decyduje się, że chce zostać dyrektorem firmy, bądź mafiozem. Albo przebojową kobietką, która zrobiła sobie dziecko [bo tak bardzo chciała mieć dziecko!] z człowiekiem, który okazał się później słabszy od niej samej, więc dlaczego miałaby ona dalej z nim być?
Kr. nie podpowiada mu tego aż tak mocno. To ludzie sami sobie wybierają, a kr. finansuje to energetycznie. Kr. to taki „dobry wujek” ze strony ciemności, który za człowiekiem chodzi z nabitym portfelem i finansuje energetycznie jego plany, cele, życzenia, kaprysy. Do kaprysów zresztą najbardziej namawia.

Kto jak kto, ale to raczej nosiciel pretenduje do bycia „kowalem swojego losu”.

Może myślisz o zrezygnowaniu z kr?

A co z myślami, że zbiednieje, że będziesz mało wartościowy/a? że będziesz bezdomny/a?

Najpierw z tymi przekonaniami się trzeba uporać, bo jeśli Dusza nadal uważa, że istnieje niebezpieczeństwo, to nie będzie chciała usunąć kr.

Na szczęście można także usuwać kr. w podobny sposób jak się usuwa opętanie. Bez wiedzy Duszy. Wystarczy, żeby osobowość prosiła osobę, która to umie zrobić.

——————

Co jakiś czas spotykam się z pełnymi przestrachu wezwaniami typu „no co, to jak kr. odpowiada za skuces, to co, to jak mam się go pozbyć, to będę totalnym biedakiem potem?”

wzorce „sukcesu” A są takie:
Wizja sukcesu promowana przez ludzi z krokodylami jest wizją inspirowaną z ciemnej strony.
Zawierają się w niej ciężka praca i szybka kariera.
Szybkie, opasłe samochody typu SUV, stanie w korkach w nich i łatwy seks.
Wakacje szybkie [nie ma czasu], drogie [bo MNIE stać]  i daleko od domu [i daleko od tych piepr… problemów].

Zawiera się dystans i oddzielenie od innych, także bliskich i przyjaciół [mam ich tak naprawdę już dosyć!].
Skoki na bungee bo już trudno siebie odnaleźć poza momentami super ekstremalnymi.

a oto Sukces B:
proste, ludzkie przyjemności:
cieszenie się z ładnej pogody
cieszenie się z posiadania ciała
cieszenie się wraz z własną spokojną rodziną
bycia blisko z innymi a jednocześnie bycia zrozumianym/ą i niekontrolowanym/ą
z łagodnych przyjemności

Tak więc osoby zaniepokojone mają w głowie [może nawet nieświadomie] przyjęty wzorzec A i lękają się,
czy nadal można go osiągać bez kr.
Bo tak naprawdę nadal tego A bardzo chcą..

Ich Dusze nie rozumieją, że B przedstawia sobą wartości prostsze ale o wiele bardziej podstawowe.

Otóż nie, sukcesu typu A nie można prawdziwie osiągać bez kr,

ponieważ świat bez kr. to świat sukcesu B.

Owszem, bez kr. można się „starać”, można zabiegać, narobić się, można się wysilać w obszarze aktywności typu A. Ale wiele się nie osiągnie. I wiele milionów ludzi tak „chce bardzo” ale im niewiele z tego wychodzi. I tak tęsknią za tym sukcesem A. I tak go pragną! I tak pytają, jak można go osiągnąć.. i mnie też pytają ale jakoś to, co mówię nie przypada im do gustu.

A więc,

jeśli B cię nie pociąga – strzałka na drogę!
[jak mówił mój kolega]

Nie mnie wybierać dla ciebie cele życiowe.

A tutaj nie nauczam o tym, jak osiągnąć sukces typu A.

Ja nie przepadam za wzorcami A. Dlaczego?

Bo dopiero w obrębie B odnajduję prawdziwą żywotność i prawdziwe zadowolenie płynące z życia. Oczywiście nie jest ono aż tak intensywne jak w A, ale mnie to zupełnie nie przeszkadza. W A nie ma na dłuższą metę możliwości osiągania kontaktu ze Źródłem Życia, ponieważ człowiek sam siebie zadusza swoją aktywnością.

Jak mówi Osho, realny rozwój może dopiero dokonywać się w stanie rozluźnienia, relaksu, miłych odczuć.

I to nie okazjonalnych [np. przy wypłacie], ale ciągłych.

Tylko ciągły błogostan prowadzi do większego błogostanu [czyli do połączenia ze Źródłem Życia].
Ja jestem tym zainteresowany. A ty?

————

> mało kto ma świadomość że w ogóle bierze sobie krk. do życia

też tak myślę, to jest powiedzmy powszechna tajemnica, ale taka, którą się daje rozszyfrować. Tyle, że mało kto jest tym zainteresowany.

Podstawa działania kr. to cwane oszustwo. A kto świadomie chce być oszukany? Musi najpierw odsunąć się, odciąć od swoich odczuć. I wtedy już łatwo bierze kr. bo nic nie czuje, a w związku z tym, nic nie musi rozumieć z tego zjawiska.
Chęć „bycia lepszym”, wyjścia ponad swój deficyt jest większa niż chęć realnego zobaczenia, co się dzieje.
Może wtedy – zgodnie z „osobistą prawdą” powiedzieć: „ale o co chodzi?, przecież nic się nie dzieje.”

Dla niego/niej nic się nie dzieje, bo on/a niemal nic nie czuje.

A otoczenie cierpi z jego powodu.

Nosiciele z reguły są osobami odciętymi od siebie, od swoich przeżyć [przynajmniej częściowo]. I paradoksalnie bywają bardzo mili, przyjaźni, otwarci na innych. Nie mają takich obaw jak ich ofiary. Mówią „ale o co chodzi??” z prawdziwym zdumieniem. I ja im wierzę, że nie wiedzą, co się dzieje, bo niewiele odczuwają podczas gdy ich symbiont atakuje kogoś z ich otoczenia.

No i oczywiście są odseparowani od osób z otoczenia, nie mają świadomości rozróżniającej, świadomości energetycznej i empatii na tyle, żeby widzieć, że krzywdzą.

Widzi, że jest mu „lepiej” z kr., ale sam się oszukuje i bez świadomości agresywnie energetycznie atakuje innych z pomocą tego plug-inu [czyli kr., symbionta].

Reklamy

37 komentarzy (+add yours?)

  1. 1heniu
    Lip 10, 2014 @ 22:16:37

    Na dziś trochę nie mam zgody i zrozumienia na tą dysproporcję pomiędzy łatwością wzięcia symbionta a komunikowaniem się i braniem nauk od Wyższych Jaźni , widzę tu nierównowagę , tak jak by siły ciemności były promowane i gdzieś mi to zabuża moje być może chore poczucie sprawiedliwości .

    Bo jak że łatwo wziąć symbionta w porównaniu do dobrego kontaktu i edukcaji u Wyższych Jaźni. To o co tutaj chodzi ? Czemu symbionty dostają takie fory ? Jakiś sens to może mieć tylko jaki ?

    Pozdrawiam.

    http://oczyszczanie-duchowe.blogspot.com/

  2. SwiatDucha
    Lip 11, 2014 @ 10:33:22

    Wydaje mi się, że to zrozumiałe, że z pewnej pozycji tak to widzisz.

    Pytanie jaka jest to pozycja.
    I na jakiej dynamice [na jakim napędzie opiera się to zjawisko, o którym mówisz].
    A właściwie, dwa zjawiska.
    Co ciekawe, chyba oba opierają się na tym samym. Na tym, co i modlitwa Huny.

    Jest to manifestacja intencji Duszy.
    Jak Dusza sobie coś zachce [zdecyduje, że coś jest właśnie słuszne, dla niej dobre], to bierze sobie taką intencję i.. zaraz się jej to zaczyna dziać.

    I tu jest pewien problem. My utożsamiamy się zwykle z osobowością.

    A manifestacje w realności dzieją się zwykle nie z pozycji osobowości [bo to jest zamiar wewnętrzny wg. Zelanda]
    a dzieją się z pozycji Duszy, to jest zamiar zewnętrzny [w stosunku do osobowości]. I on „się dzieje”, zupełnie bezwysiłkowo.

    Jak ktoś ma jakiś np dar duchowy, błogosławieństwo, to nie wysila się mocno, aby coś osiągać. Dusza uważa, że ok, tak ma być, tak jest, więc tak działa, zgodnie z tym darem.

    Podobnie, jak czyjaś Dusza jest przekonana do osobistego bogactwa [nie ważne, czy ma kr. czy też nie]. Jest przekonana i hula sobie: aktywizuje to bogactwo, wyraża je, realizuje, materializuje. A osobowość pewnie się cieszy, bo pieniądze, zasobność są przydatne do życia.

    Jeśli ktoś ma Duszę przekonaną do biedy, to klepie biedę, bo Dusza tak uważa, że tak powinno być. I może się starać i starać i .. niewiele. I osobowość patrzy na tego bogatego i mówi – o co chodzi, on się nie stara, nie zabiega, a mu się to samo robi. Ale.. nie ujmuje w swoim rozumowaniu intencji Duszy.

    Podobnie, jak Dusza ma przekonanie o korzyści płynącej z połączenia z ciemną stroną, z podlinkowania kr. w sobie, to dlaczego miałaby mieć z tym kłopot? Dlaczego miałaby mieć kłopot z braniem kr?

    Na tej samej zasadzie jest z kontaktem z WJ i Bogiem, z Tao itd.
    Albo z aniołami, z duchami opiekuńczymi kamieni czy z jaką inną istotą.
    Jeśli Dusza jest do tego przekonana, to po prostu bierze i kontaktuje się. I tyle, dlaczego miała by mieć jakiś w tym kłopot??

    I tylko z poziomu osobowości możemy się wysilać. A to aby z tego poziomu połączyć się kimś/czymś, a to, aby się od czegoś odłączyć.

    Z pozycji Duszy to nie jest żaden problem!
    Dusza jest bowiem o wiele lepiej skomunikowana z Wszechświatem, z WJ itd. i jest silniejsza można by rzec we wszystkim od osobowści. Oprócz rozumowania, oprócz refleksji.
    Zagadnienie się opiera o to, czy Dusza będzie mieć odpowiednie refleksje, argumenty do tego, aby np. skontaktować się z WJ i tam brać nauki.
    A z koleji odłączyć się od jakichś niekomfortowych „przyjaciół”. Tylko tyle.

    Gdy tego nie bierzemy pod uwagę, to osobowości może się wydawać, że coś „jest ciężkie”, a coś innego „jest łatwe”. A to tylko przekonania Duszy tym sterują..

    Nie raz słyszałem jak bogacze mówili, że nie mogą zrozumieć tych biednych.. dlaczego oni są tacy biedni, dlaczego są tak mało przedsiębiorczy, dlaczego nie chcą dla siebie czegoś zrobić. Oczywiście mówili to z poziomu osobowości. Także nie dostrzegali różnic na poziomie Dusz. I także przez to nie mogli tym biednym nic przez to pomóc. Mogli tylko być przykładem. Ale dla Dusz to mało, one bazują nie na czymś na zewnątrz, tylko na sobie! Nie raz to pokazywano w literaturze, jak to bogacze nie są w stanie zrozumieć biedaka. [nawet jeśli chcieliby pomóc]. I nie raz nawet pragnienie pomocy nie mogło być odpowiedziane. Sławetne „bo im się nie chce chcieć” w weselu Wyspiańskiego [tu oczywiście na postawę Duszy wpływa duże ciało bolesne, część tej Duszy].

    Tak więc i symbionta „byle kto” nie weźmie. Tu akurat liczy się przekonanie Duszy, że to właśnie z siłami ciemnej strony warto się kolegować [np. bo sprawiedliwości i tak nie ma, a więc kto cwańszy to ten lepszy]. A to wszystko postawy Duszy, a nie obiektywne ustalenia Wszechświata. Są osoby, które nie mogą wręcz z ciemnymi się połączyć, Dusza nie daje [patrz Edgar Cayce, który nie myślał w ogóle o jakichkolwiek zabezpieczeniach w swojej pracy duchowej].

  3. Lilli Lal
    Lip 11, 2014 @ 10:44:27

    Pamietam swoja pierwsza reakcje na krokodyle – ogromne zainteresowanie ale tez niepokoj. Przygladalam sie sobie i osobom wokol mnie, Trudno mi bylo powiedziec, czy sa jacys nosiciele wokol mnie, ale niepokoj pozostal. Jakby jakas mgielka sie unosila wokol mnie i tego tematu. Pozniej ta mgielka zamglila obszar finansowy. Pojawily sie leki, ze bez obecnosci krokodyla nie mam szans na stabilnosc finansowa, a poza tym lepiej w ogole nie probowac , skoro do tej pory sie udalo, to juz sie pewnie sytuacja nie poprawi. Jako,ze bylam na rozdrozu zyciowo, poprosilam o czytanie Tarota. I uslyszalam, ze najpierw musze uzdrowic stosunek do finansow, potem bede mogla sie skupic na duchowosci. Wiec najpierw jest konieczne uzdrowienie stosunku do pieniedzy, finansow. To niekoniecznie oznacza milionowe dochody, ale raczej zharmonizowanie sie z przeplywem, jesli mozna tak powiedziec. Myslenie w kategoriach sukcesu prowadzi na manowce, jakkolwiek powszechnie uczeszczane. Warto sie przestawic na tory myslenia w kategoriach Wyzszego Ja. Co niekoniecznie oznacza pusty zaladek 🙂 Ani to latwa droga, ani szybka, wersja na skroty niedostepna, ale na dluzsza mete bardzo sensowna.

  4. conchittta
    Lip 11, 2014 @ 11:01:17

    Ma to swoje wytłumaczenie. Inny jest cel symbiontów a inny WJ. Ludziom bardziej podobają się cele symbiontów (zewnętrzny sukces) niż WJ (wewnętrzny rozwój, nieegoistyczne działania), więc sięgają po dostępną pomoc.
    Poza tym WJ, bytom anielskim zależy na usamodzielnieniu człowieka, żeby odkrywał swój potencjał i go realizował, więc wyręczanie człowieka (nadmierna łatwość pomocy) jest sprzeczne z tym celem, prowadzi do uzależnienia i słabości.

    Jest jeszcze jeden klucz: zgodność intencji człowieka (osobowości/ duszy) z intencją WJ/ boską świadomością. Jak jest ta zgodność to idzie ogromna pomoc, wszystko łączy się w realizacji celu (a krokodyle uciekają w popłochu).

  5. conchittta
    Lip 11, 2014 @ 11:24:07

    Napisałam równolegle :).
    Mojej duszy nie wydaje się trudne uzyskanie nauk WJ, za to niechętnie patrzy na opcje sukcesu społecznego czy władzy, sławy 🙂 – to chyba wszystko wyjaśnia… I tyle w temacie pustego portfela… 😉

  6. 1heniu
    Lip 11, 2014 @ 11:59:44

    Tak, to by mi się zgadzało , od jakiegoś czasu robię oczyszczenia i tutaj to faktycznie idzie lekko bez większego wysiłku , mam z tego satysfakcję i zadowolenie bo fajnie to funkcjonuje.

    Natomiast w tej swerze bytowej-finansowej ,ojej co tu się u mnie dzieje to nie wiem , mogę na głowie stawać i padać na twarz a efekt jest … – właściwie to efekt nijaki – można by tak to ująć.

    Pozdrawiam.

    http://oczyszczanie-duchowe.blogspot.com/

  7. Elżbieta Laur
    Lip 11, 2014 @ 12:26:39

    Mała analogia…
    Zdarza się , że osobowość usilnie nakłania mnie aby wysłać kupon totka, no i mówię sobie ok a może ten wymarzony domek na wsi ? No i wysyłam. Potem sprawdzam i już czuję niepokój….patrzę…nie ma nic…i…JAKA ULGA 🙂

  8. 1heniu
    Lip 11, 2014 @ 12:32:15

    I tak się teraz zastanawiam że z poziomu osobowości i na logikę to ja z pracą robiłem już chyba wszystko, i pracowałem regularnie codziennie , taka stała praca by funkcjonować normalnie , spokojnie – nic ,ciągłe problemy.

    Własna działalność , dużo zaangażowania , dużo rzetelności z mojej strony – długi do tej pory się za mną po tym ciągną .

    Praca z pasją , to co lubię , taka praca z przyjemnością dająca zadowolenie – lipa , niewypał, praca pracą ale utrzymać się z tego nie szło .

    Teraz zaczełem łączyć pracę fizyczną z duchowością i wydaje się przynajmniej na razie że coś się zaczyna dziać ale po moich różnych doświadczeniach nie stać mnie na robienie sobie nadziei.

    Pozdrawiam.

    http://oczyszczanie-duchowe.blogspot.com/

  9. SwiatDucha
    Lip 12, 2014 @ 19:50:18

    Elżbieta, to jest bardzo dobry przykład na to, że tak naprawdę Dusza nie chce czegoś, czego osobowość pragnie. Ta ulga to jest oczywiście uczucie, które Dusza czuje. A rozczarowanie pochodzi od osobowości. NA SZCZĘŚCIE dla Duszy w totku ludzie zwykle nie wygrywają. ten sam argument można powtórzyć dla osobowości, tyle z dopisem, że „na nieszczęście dla osobowości”. Bo osobowość oczywiście by chciała wygrać.

    Jest dużo pomieszania w odczytywaniu komunikatów – które są od osobowości a które są od Duszy. Ludzie, zwykle utożsamieni z osobowością, sądzą, że ileś odczuć pochodzi od Duszy, podczas gdy pochodzą one akurat od osobowości, która zresztą by bardzo chciała, aby Dusza właśnie tak uważała i odczuwała.
    I tak tą Duszą przykrywają plandeką, jak mogą. Ale Dusza duża, więc dużo wystaje..

  10. SwiatDucha
    Lip 13, 2014 @ 21:13:37

    no fajnie, i to jest konkretny opis, którego mi brakowało.
    Bo jak nie ma opisu, to ja nie wiem zupełnie czy to jest z gruszki czy z pietruszki.

  11. SwiatDucha
    Lip 13, 2014 @ 21:57:48

    Co to znaczy „nie zaglądam”?
    Jak film ma 30 minut, to mam go pooglądać cały, tylko dlatego, bo ktoś go wrzucił?
    No chyba żartujesz. Dlaczego mam to robić? Czas na loterii wygrałem?
    A może akurat nie znajdę nic specjalnego a spędzę przed ekranem 30 minut?

    Moja smocza Dusza mówi temu zdecydowane nie.

    film to film, i właściwie jest wypowiedzią autorską swojego twórcy.
    W filmie jest coś. Ale tym „czymś” można coś wesprzeć, coś wskazać, albo zaprzeczyć, podważyć treść z filmu.

    A ten, kto go wkleja, to skąd mam wiedzieć co chce przez to powiedzieć?
    Jakie ma intencje? Nie wiem. Jak mam zgadnąć, jeśli osoba dodająca komentarz NIC nie pisze?
    Mnie to wkurza – bo niewiadomo o co chodzi.

    Tak więc proszę, jak będziecie wklejać jakieś filmy, zdjęcia, cytaty, to odnoście się osobiście do nich. Ja nie będę nadal zgadywał „co poeta chciał przez to powiedzieć”, bo dlaczego mam to robić? Ktoś mi za to płaci? Jak na razie nie.

  12. SwiatDucha
    Lip 14, 2014 @ 10:35:56

    „O rany Andrzej…”
    dzięki Ci, że to piszesz, warto tą sytuację opisać. Bo nie dotyczy tylko na dwojga, jest to coś szerszego, a wydaje się ważnego.

  13. conchittta
    Lip 14, 2014 @ 11:40:05

    🙂 mi też się nie chciało oglądać po kilku pierwszych minutach 🙂
    A co z wzajemnymi oddziaływaniami między osobami w ramach pola energetyczno-informacyjnego, interacji pomiędzy ciałkami… Myśli to tylko czubek góry lodowej, której większość jest w podświadomych procesach…

  14. conchittta
    Lip 14, 2014 @ 11:53:18

    Ciałka = ciała niefizyczne. Mam znajomego, który zajmuje się od dawna interakcjami pomiędzy ciałkami (i weszło mi to do języka) – których ludzie są w większości nieświadomi, ale reagują na nie… http://cialka.net/postrzeganie-nadzmyslowe_232.html#more-232

  15. conchittta
    Lip 14, 2014 @ 14:11:23

    No wiesz, pomroczność mnie chyba ogarnęła bo nic do mnie nie trafia z tego co napisałaś. Nie pasuje mi twierdzenie wygłoszone przez tą panią, że nie ma oddziaływań, a jedynie nasze myśli o osobie wampirzącej oddzielają nas od Źródła i stąd spadek energii. Może później to wyjaśnia bardziej przystępnie, ale zadziałało na mnie zaporowo 🙂 . Właśnie są oddziaływania wzajemne. No Ty też o tym piszesz, więc nie widzę tego paradoksu Twoimi oczami…
    Zresztą odczucia zmieniają się z identyfikacją z ciałem. Jak dostroiłam się do ciała energetycznego i niespodzianie pewna pani popaliła mnie w brzuch to przez pół godziny żołądek mnie bolał… Nie była to moja myśl, bo stało się to nieoczekiwanie. Oczywiście, gdybym dostroiła się do Źródła to w ogóle nie dosięgłaby mnie ta energia, mogłoby w ogóle nie dojść do takiej sytuacji. Nie widzę iluzji w samych faktach, a jedynie w utożsamieniach, interpretacjach…

  16. Elżbieta Laur
    Lip 14, 2014 @ 18:45:17

    Zdarzają się takie sytuacje, że ktoś mówi coś lub robi a ja to bardzo przeżywam , w różny sposób. Są też takie sytuacje, kiedy ktoś pieni się i pluje, a ja nic, nic to nie porusza, spokój i cisza. Po głębszej analizie wnioski mam takie: kiedy słucham i patrzę bez żadnej myśli oceniającej, jedynie jako świadek tego co się dzieje, to okazuje się, że nie tracę dla tej osoby szacunku i zrozumienia, a nawet widzę bardzo jasno z czym sobie nie radzi . Mam ochotę wtedy przytulić ją i nie czuję strachu nawet wtedy kiedy ewidentnie ma obciążenia.
    Natomiast kiedy pojawią się myśli oceniające, to zaraz za nimi ruszają emocje i zaczynam pogrążać się w nich. Tracę wtedy jakby kontakt z prawdą o tym co się naprawdę wydarza i czuję się bardzo źle. Wtedy pomaga praktyka duchowa i oczyszczanie.
    Dowiedziałam się, że aby być pogryzionym, muszą zaistnieć odpowiednie warunki, że to nie dzieje się z automatu. Czy nie dotyczy to właśnie tego jakie mamy myśli, innymi słowy – jaką mamy czystość wewnętrzną ?

  17. ananda777
    Lip 15, 2014 @ 09:52:28

    Pani w dalszej czesci filmu b.celnie opisuje wampiry energetyczne.nie widze sprzecznosci ze strona Andrzeja i z tym co mowi pani.Wszystkie byty i energie,ktore nie mają realnej mocy Boga Prawdziwego są slabe w konfrontacji z tą energia.Takze najlepsza ochrona jest ochronny aspekt milości.Pani fajnie tez mowi jak osoby rozwijajace sie duchowo sa łatwym łupem pasozytow energetycznych…Ogólnie-z Bogiem wszystko jest łatwe i proste;).Urzeczywistniajac boskosc w sobie,docieramy do celu podrozy.jeszcze bardziej ogólnie-cała podroz to zdobywanie swiadomosci-roznych jej aspektow.Ogolnie-na poziomie idei,jest wszystko jasne i proste,a w praniu?w procesie?.Zeby dzialac stale z pozycji boskosci,trzeba miec oczyszczoną znacznie sciezke dostepu do tej energii.a jak ta wielowastwowa konstrukcja ciałek ciagle buzuje i jest polaczona z wielowarstwowymi swiatami i istotami-to łatwo sie mowi a trudno robi.Jesli na najwyzszych poziomach istnienia moga istniec przekrety,to i nasze połaczenie z Bogiem Prawdziwym,moze okazac sie połaczeniem z podrobą.z drugiej srony to nie moze byc az takie trudne i Boskie wibracje sa dosc latwe do rozpoznania;).jakosciowe,skokowe zmiany swiadomosci sa konsekwencja ilosciowych prob i błędow.Fajnie jak mozna uczyc sie na czyichs bledach i osiagnieciach,ale to tez jest zasługa kariczna,ze tak powiem;)

  18. conchittta
    Lip 15, 2014 @ 09:58:52

    To, co piszesz to opis uwarunkowania, reaktywności…. Nie przesadzałabym też z tym odcinaniem od Źródła, nie jesteśmy oddzieleni od Źródła, w tym sensie, że Źródło nie jest na zewnątrz, nie można nie mieć połączenia ze Źródłem, można po prostu działać z poziomu ciał bez świadomości Źródła (niby to samo, ale diabeł tkwi w szczegółach i utożsamieniach). Ja to widzę tak, że jesteśmy aspektem Źródła, które poprzez istnienie ciał niefizycznych i fizycznego może działać z poziomu indywidualnego. Z tym, że zabawa jest taka, że aktywność niższych ciał przesłania świadomość „źródlaną”, (same myśli są zupełnie niegroźne, są przejawami, powstają i rozmywają się, jedynie powstałe z ich przyczyny poruszenie niższych ciał, postawy, przekonania, identyfikacja z myślami, budowanie z nich ego, łączenie w ego-historię, poruszenie emocjonalne – tak, to zasłania świadomość i powoduje działanie uwarunkowane).
    Wpływ przekonań i postaw jest po prostu dramatyczny! Przyjmuje się, że człowiek ma ograniczoną energię i inny może mu ją odbierać (opisany tu wampiryzm). Czasem jest to zwyczajnie osoba chora i osłabiona, która się podładuje, poczuje się lepiej. Jeśli mamy taki model, to rzeczywiście zadziała. Jeśli wybrałaś model taki, że nie ma takiej możliwości, żeby ktoś skorzystał z Twojej energii i na nią wpłynął, bo otwierasz się tylko na boską, to świadomość umożliwi Ci to, bo taka postawa będzie zamykać Twoją energetykę na wpływy (realizacja intencji). Są też inne opcje, można przyjąć, że mamy nieograniczone źródło energii i przekazywanie jej innym nie uszczupli naszych zasobów (jak Braco) – na co nasza energetyka odpowie przekształceniem się w źródło światła…

    Już rozumiem, gdzie jest błąd w tym paradoksie – w używaniu słowa energia. Myśl, emocja jest energią, jeśli ktoś ją kieruje na nas to oddziaływuje na naszą energetykę. Wam nie chodzi o energię tylko o przyjęcie postawy z tym związanej, wartości, np. ktoś mówi krzywdzące słowa, więc wprowadzan jest postawa skrzywdzenia – ofiara lub ataku przy innym uwarunkowaniu. Tymczasem można sobie odpuścić tworzenie uwarunkowanych postaw/ reakcji i zobaczyć z neutralnej pozycji, co się dzieje, co się naprawdę wydarza i to z tą osobą i z nami. Wtedy też nie utrwalamy w sobie postawy/ reakcji nie tworząc uwarunkowanej karmy… Energia, która przelatuje przez nasze pole świadomości, nie jest zatrzymywana przez ego. Ale ona sobie przelatuje i nie ma co tego negować, jak się ktoś wścieknie na nas to nawet parzy…

  19. conchittta
    Lip 15, 2014 @ 14:36:15

    To nie jest równanie z jednym rozwiązaniem. Nie wiem też jaki jest tu mój model – zazwyczaj idę na żywioł za wewnętrznym głosem 🙂 . Moja dusza przyjęła, że to co wymyśli mój czy czyjś umysł nie definiuje rzeczywistości, jedynie próbuje ją opisać, więc nie ma przywiązania do konkretnej konfiguracji. Jest zmienne nienazwane 🙂
    Jak Ci pomaga to znaczy, że model dobry jest i trzeba go wypróbować w praktyce – tak się zdobywa cenne doświadczenie.
    PS. Może w końcu obejrzę ten filmik 🙂

  20. conchittta
    Lip 16, 2014 @ 09:54:19

    Też usunęłam post, który właśnie napisałam, bo był za bardzo o mnie, a to bez sensu. W skrócie włażę sobie w jaźń. Nie ma co więcej pisać. Są obecnie ważniejsze rzeczy. Dobrze, jak jaźń patrzy „w dół” i nie dość, że sobie układa wszystko na niższych poziomach to i jest w stanie samouleczyć się, wyzwolić z podświadomości urazy, zapisane traumy i uleczyć je w sobie. Nie trzeba tego umysłem interprertować, nazywać, nadawać znaczenie: że to jest tym, to jest Bogiem czy nie, bo jaźń to robi sama i dużo sprawniej we współpracy z duszą.

    PS. Nie obejrzałam filmiku i już nie obejrzę. Dusza mi się na niego blokuje…

  21. Elżbieta Laur
    Lip 16, 2014 @ 10:50:15

    Ten fragment : „Energia, która przelatuje przez nasze pole świadomości, nie jest zatrzymywana przez ego. Ale ona sobie przelatuje i nie ma co tego negować, jak się ktoś wścieknie na nas to nawet parzy…”
    Według mnie, właśnie wtedy kiedy nie jest zatrzymywana przez ego, nie boli i nie parzy…hmm

  22. conchittta
    Lip 16, 2014 @ 11:26:59

    Trzeba odróżnić kilka rzeczy: własne poruszenie pod wpływem czyjegoś wpływu (ego, ciało bolesne czyli ból swój) od samego oddziaływania. Druga sprawa – kwestia perspektywy związanej z aktywnym ciałem niefizycznym.
    Na poziomach eteryczne-astralne czuć doznania
    mentalne i wyższe – idą informacje o doznaniu (w rosnącym kontekście)
    Dolne ciałka chroni „płaszcz astralny” i dobrze, bo byłaby kiszka a nie życie. Jednak każdy kij ma dwa końce – płaszcz też odgradza, tworzy zamknięte jajo wokół nas i sprawia, że ludzie żyją obok siebie mimo że niby razem. Wymiana kuleje, trzeba dużo mówić a i tak jest się różnie zrozumianym, nieraz opacznie. Doświadczenia nie są dzielone, nie ma aż takiej wspólnoty, jaką pamiętam z życia w systemach pozaziemskich… Ale i też poziom obciążeń większy, agresja, więc to oczywiście ma swoje uzasadnienie.

  23. conchittta
    Lip 16, 2014 @ 14:31:44

    Jak chyba też mogę sobie odpuścić już wysokowibracyjne tematy, jak mi wysokie pogryzienia zaczęły schodzić… Dusza z WJ się napracowały, teraz trzeba sobie dać na luz… 🙂 No to wakacje 🙂

  24. SwiatDucha
    Lip 17, 2014 @ 13:34:10

    Lili, dzięki Ci za komentarz!
    Ja powtarzam, że prezentowanie własnego doswiadczenia może być wartościowe. Tak jak i twój opis przeżyć i refleksji.

  25. ananda777
    List 21, 2014 @ 14:10:03

    Ciekawy,”przygodowy”tekst w klimatach hinduistycznych ale o wymowie ogolnoksztalcącej.Na razie tylko przegladnąlem i raczej przerasta to moje mozliwosci zrozumienia ale wrzucam tu intuicyjnie;).Chodzi zdaje sie o zachlannosc na Moc-

    [Ś.D.: poniższy link prowadzi do okrojonej z okropności wersji artykułu, aby nie straszyć czytających. Na końcu dopiero jest link do pełnej wersji, dla chętnych]

    https://swiatducha.wordpress.com/2014/11/23/tantra-mysz-i-sai-baba/

  26. conchittta
    List 21, 2014 @ 15:58:50

    Zachłanność na moc to nie krokodyle a wampiry energetyczne…

    Tantra sprzyja wampirom. Nie chcę generalizować, ale spotkałam w życiu dwie osoby, które chełpiły się znajomością tantry i obie mnie straszliwie zeżarły energetycznie, bez efektu pogryzienia jak krokodyl, ale pozbawiając mnie energii do poziomu choroby i wycieńczenia.

    Biedne osoby, które stały się pożywką takiego guru i jego demonów…

    Nawet nie mogę czytać takich tekstów jak Twój Ananda, serce zaczyna boleć… Może lepiej nie wrzucać tu takich linków…? Lepiej popatrzmy sobie na Braco zamiast na wampiry energetyczne…

  27. ananda777
    List 21, 2014 @ 16:43:54

    Ja robie za „listonosza”-tez teraz dopiero czytam w calosci i tekst jest znaczacy.Juz raz albo dwa najpierw sie wypowiedzialas a pozniej dopiero doczytalas-tak bedzie i tym razem;).Chcialem zebys to przeczytala i Andrzej-pozniej mozna wyrzucic;)

  28. ananda777
    List 21, 2014 @ 16:46:03

    Wrzucilem w wyszukiwarce slowo-moc i wyszedl mi ten wątek-wiec go tu wpakowalem,a co sie bede przejmowal;)

  29. ananda777
    List 21, 2014 @ 22:44:34

    Prosze juz wyrzucic ten tekst i komentarze moje, wlacznie z tym.Na usprawiedliwienie dodam tylko,ze w latach 90-tych uznawalem sie za wielbiciela Sai a w 2003 pojechalem do dwoch jego ashramow.nadal sympatycznie wspominam tamten okres,pomimo,ze byl naiwny;)

  30. ananda777
    List 22, 2014 @ 09:32:32

    W tej opowiesci, a takze w innych tego typu biografiach(np.Swami Ramy) pociaga mnie optymizm i podswiadoma,naiwna ufnosc poszukiwacza.Byc moze u osoby,ktora wikla sie w rozne ciemne energie czy to w swiecie zewnetrznym czy wewnetrznym,przeswieca nadrzedna,czysta energia poszukiwania Boga i Prawdy i ona-ta energia,opiekun,toruje mu bezpieczna droge posrog roznych „raf życia”.To niby wiklanie sie wtedy, jest potrzebne do nauki rozrozniania.Intuicja,WJ,Opiekun czy coś mowi w pewnym momencie-to nie to i sciezka otwiera sie sama dalej,Znika strach i koniecznosc troszczenia sie o siebie,kontrolowania.Moze to sa wybrancy z bardzo dobra karma duchowa-pewnie tak jest.Takie opowiesci mi sie podobaja bo pokazuja,ze nie trzeba byc takim”sterylnym duchowo” ani tak bac sie błedu,jesli kierunek słuszny,mozna eksperymentowac z życiem bo i tak jak w cos wdepniemy co zagrozi naszemu rozwojowi to Bog wyciagnie i naprowadzi,ze swiat jest bezpiecznym,przyjaznym miejscem do rozwoju;).Taki kierunek sie prawdopodobnie otwiera przed szczerymi poszukiwaczami.Ja kiedys miewalem taka niewinna acz naiwnna postawe.Pozniej to sie skonczylo jakos pod wplywem strachu i utraty ufnosci w boska,prawdziwa Moc,ktora jest tysiace razy wieksza od jakiejkolwiek innej mocy.

  31. Conchita
    List 22, 2014 @ 12:20:05

    hehe też nie czytałeś w całości a mi zarzucasz 🙂 . Jak dalej poczytać to rzeczywiście fajne. Dobrze, że mnie „zmusiłeś” do przeczytania dalej, bo dzięki temu to jakoś wyzbyłam się traumy po spotkaniu tego ostatniego tantryka… Teraz to mi się śmiać z tego chce… 🙂 bo lepiej rozumiem…. WJ mi Ciebie zesłało, żebym się ogarnęła w temacie… 🙂 . Teraz cieszę się, że to doświadczenie się zdarzyło, i cieszę się, że się skończyło 🙂 .

    Co to znaczy „sterylny duchowo” – czy masz na myśli białe wzorce, bycie „uduchowionym”, takie białe ego? – bo jakoś tak to odbieram…

    Napiszę może coś niepopularnego, za co mnie „biali” będą piętnować: wyznawanie i wielbienie, konsumpcja duchowa, podstawianie się pod te wszystkie wysokie energie i gotowe prawdy z rozanielonym uśmiechem na twarzy moim zdaniem nie prowadzi do niczego (rozpoznania), to jak przyjemny narkotyk: dostajesz i chcesz więcej, więc śpiewasz mantry, robisz wspólne praktyki z podobnymi poszukującymi i upajasz się „uduchowioną” energią grupy, ale to nie zbliża do prawdy, a wręcz usypia, bo wydaje się, że jak jest tak miło i błogo to na pewno o to właśnie chodzi. A potem normalne życie wali po mordzie, więc się unika, oddala od innych i rzeczywistości, białe ego szybuje…
    A skarby są dostępne, szkoda, że nikt nie chce na nie patrzeć szukając na zewnątrz, myśląc, że wnętrze może jedynie dostroić się do zewnętrznych cudów, bóstw, nauczycieli – i to dopiero jest przyjmowane z entuzjazmem i rozanieleniem, to jest uduchowione… Bóg jest w niebie, nauczyciele gdzieś tam, boska energia jest w niebie i spłynie na nas jak będziemy grzeczni i posłuszni… I śpimy dalej…

    Ananda, nie bierz tego do siebie, co tu wysmarowałam, zaobserwowałam po prostu coś takiego u ludzi i to się fajnie zgrało z podesłanym przez Ciebie tekstem.

  32. Elżbieta Laur
    List 22, 2014 @ 12:36:05

    To mamy podobne doświadczenia Ananda.
    Ja byłam u Sai Baby dwa razy w 1998 i 2000 roku. Było uwielbienie, oj było ! Moja dusza lgnęła jak ćma do światła. Mimo wszystko dobrze wspominam tamten okres. Dowiedziałam się wiele , wiele widziałam, niesamowite doświadczenia przeżyłam. A co zostało ? Szacunek, wdzięczność za pokazanie – że boskość jest w nas, radość z nauczenia się bahjanów i mantr – w tym tej największej jaką znam Gayatri Mantry. Zwiedzałam też darmowy szpital do którego lekarze zjeżdżają z całego świata aby pomagać chorym, poznałam edukację w wartościach ludzkich dla dzieci, wszyscy uczą się tam bezinteresownej pomocy dla potrzebujących, co zawsze wzruszało mnie do łez.
    No cóż, odeszłam aby się usamodzielnić i Tao mi w tym pomogło, chociaż jak ściągałam obrazki ze ściany to łzy się lały. A trochę naiwna postawa została mi chyba do dzisiaj.

  33. ananda777
    List 22, 2014 @ 23:11:26

    To fajnie Ela;)-Sai Ram;)-ja to rozumiem .wcale w tym nie chodzilo osobiscie o Sai,tylko o „bhakti”-tesknote za czystą miloscia.plus jakies karmiczne powiazania. Conchita-mi sie wydaje ,ze pewien procent rozanielenia i wielbienia jest korzystny w rozwoju jesli jest autentyczna potrzeba takiej interakcji z Bogiem.a jak ze wszystkim moze sie z tego zrobic zakalec czy karykatura.Ale to w sumie fajnie sie ulozylo z tym artykulem-to nich sobie jeszcze polezy;)

  34. Elżbieta Laur
    List 23, 2014 @ 10:45:42

    Sai Ram 🙂
    Wiesz, trafiłeś w dziesiątkę, bo mnie zawsze pociągała bhakti joga i nadal tak jest….

  35. ananda777
    List 23, 2014 @ 12:55:02

    Faktem jest,ze jak na cudownym portalu „bawiono”sie w poszukiwania w pelni oswieconej osoby w historii ludzkosci w oparciu o wahanie przy uzyciu skali ERD(etap rozwoju duchowego-36 pelne ostateczne oswiecenie jakie osiagnąl Budda).Jedynym jaki mial wedlug kilku powazniejszych badaczy 36ERD był Kripalu Maharaj ze sciezki bhakti(niedawno zmarl).

  36. ananda777
    List 23, 2014 @ 12:57:16

    Pozniej troszke mu odjeto(pare promili)ale i tak oceniono go najwyzej wg.tej skali w porownaniu do jakiegokolwiek mistrza

  37. Marc
    List 30, 2014 @ 19:09:22

    A zarabianie na pomysłach to będzie krokodyl czy WJ? Wpadłem kiedyś na pomysł, który w łatwy sposób przyniósł mi niemałe pieniądze. Aż mi się wydawało to nie fair (w sumie bez podstaw) i się męczyłem żeby jakoś inaczej to wykorzystać niż poprostu sprzedać no i przez to przeciągnąłem sprzedaż zainteresowanemu klientowi i w efekcie on czekał a ja zarobiłem mniej niż bym mógł wcześniej. Czy np. zarabianie na inwestycjach? W sumie to przeciwieństwo ciężkiej pracy (może być).

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: