„Wszechmocne” krokodyle


Jeśli nie wiesz wiele nt. krokodyli, to zacznij najpierw tutaj.

Odpowiedzi na pytania.

maya m
>coś mnie martwi. Czy mam rozumieć (w związku z wątkiem o krokodylu, który jest sprawcą wszelkiego sukcesu), że bez krokodyla nic byśmy nie osiągnęli?

dobrze, że rozpoznajesz, że coś cię martwi.

Natomiast chyba nie rozpoznajesz czarnowidztwa, które przenika z tej wypowiedzi,

które dla siebie nazywam „demonizacją”.

Demonizacja tu występuje pod postacią błędnego myślenia. Myślenia opartego na nieprawdziwej wiedzy, nieprawdziwym przekonaniu, nieprawdziwej wizji. To nie jest jakby nic rzadkiego, wiele osób tak ma, i raczej niebo na głowę przez to nie spada. Ale te osoby, nie mając czystej wizji duchowej, coś przez to tracą.

[wizji czystej = pozytywnej a nie oszukującej siebie, bo można siebie też oszukać „na pozytywnie”]

Ja nie napisałem, o „krokodylu, który jest sprawcą wszelkiego sukcesu”. To są twoje myśli, przelane na klawiaturę. Że wszelki sukces to tylko za sprawą kr.

A może nawet to i nie twoje własne myśli, a tego, kto podpowiada [myśli związane z tym lękiem].

A kto? chce abyśmy:

a) bali się kr.?
b) uważali że są one tak bardzo potężne ?
c) są sprawcą WSZELKIEGO SUKCESU ?

No kto?

Ano siły ciemności, bowiem te przekonania są im mocno na rękę.

A realność jaka jest?

Owszem, Ziemia jest mocno opanowana przez symbionty jako wtyczki w ludzi.
Jednakże nigdzie nie jest powiedziane, że ci ludzie sami z siebie „nic” nie reprezentują.

O, jak ja często spotykam się z takim skrajnym, brzegowym myśleniem, że albo coś jest zupełnie do niczego, albo całkowicie super! Ludzie lgną do takich czarno – białych kategorii jak do lepu!

„Ludzie mający symbionta sami z siebie niewiele wnoszą, niewiele się liczą” – to jest łatwe do pomyślenia.

Bo jest czarno-białe: symbiont wszystko robi, a człowiek nic nie może, nie dodaje.

[czyli: jak nie mam kr. to co ze mnie za gość?]

Czarno-białe stwierdzenie.

A czy to jest coś warte? No oczywiście tak, bowiem takie przekonanie skrajne, albo czarne, albo białe powoduje [paradoksalnie] u osób nieugruntowanych w siłach dobra, u osób zaniepokojonych, czy wręcz przerażonych wewnętrznie,
powoduje paradoksalny wzrost poczucia bezpieczeństwa.

Czyli kosztem zawężenia wizji świata dostają poczucie bezpieczeństwa.

„Bo mogą się WRESZCIE  na czymś oprzeć”, na jakiejś zdecydowanej myśli, zdecydowanym przekonaniu.

Wolą oprzeć się na przekonaniu nawet bardzo przykrym, nawet dewastującym dla psychiki. „Wolę przykrą prawdę” – mówią.

Np. ‚Wszystkie sukcesy są osiągane przez ludzi mających krokodyle.’ – to bardzo przykre, ale przynajmniej wiem czego się trzymać.. 😦

A to aż krzyczy, że to nie jest prawda! Ale naprawdę wiele sił duchowych chce, aby ludzie myśleli takimi prostymi kalkami, kliszami, szablonami. Aby nie myśleli sami, aby nie dociekali. Bo .. prościej nimi manipulować.

Wizję świata przekrzywioną mocno na stronę ciemności nazywam demonizacją. Taka demonizacja np. występuje w filmie „władca pierścieni”. Proszę zobaczyć ile tam jest sił zła, jak są mocne, jak są w totalnej przewadze!

Garstka pozytywnych bohaterów wygląda, że jakimś mocno naciąganym zrządzeniem losu uchodzi co raz z życiem!

Ale ludzie raczą się pięknem zła, podziwiają jego demoniczną potęgę [większość filmu dzieje się w takiej ciemności, jakby słońce umarło kilka lat temu].

A tych prostych faktów nikt nie chce podważyć!

Dla racjonalnie myślącego umysłu, kto tam ma ogromną przewagę? Oczywiście siły zła. Proszę zauważyć także że co i raz prezentowane jest źródło zła [tzw. „oko saurona”] a czy jest w ogóle jakieś źródło dobra? Nie, nie ma…
I taki film miliony osób uważają za co najmniej dobry???

Przecież jest on totalnie zdemnonizowany!

No ale każdy może myśleć jak chce, to jest jego wewnętrzny świat i sam decyduje jakiej wizji się poddaje, jaką przyjmuje.

Wracając,

Osoba z niskim poczuciem bezpieczeństwa bardziej dba o to, aby poczuć się bezpiecznie, a nie o to, aby mieć prawidłową wizję świata na poziomie wielości.

Dlatego szybciej lgnie do skrajnych przekonań, nawet jeśli wydają się być niekorzystne. „Bo są bardziej prawdziwe” – tak argumentuje. A że ktoś [jakieś byty duchowe] ją zmanipulowały, aby tak odczuwała i mówiła, to tego nie powie. Bo nie wie tego. Nawet jeśli przeżywa istne katusze, aby tylko mówić zgodnie z siłami ciemności. Nie, tych katusz nikt jej nie wyjaśni, że pochodzą od tych, którym mocno zależy na negatywnej wizji tego człowieka. Nikt, ani rodzice, ani ksiądz proboszcz. Wszyscy cichutko.

Bo sami mają wizję tak szeroką tak jak się widzi przez metrową rurkę.

Osoba z niskim poczuciem bezpieczeństwa bardziej dba o to, aby poczuć się bezpiecznie, a nie o to, aby mieć prawidłową wizję świata na poziomie wielości.

Czyli sama, ze swojej woli idzie w niewolę nieprawdziwego przekonania. Zamiast pracować nad
= poczuciem własnego bezpieczeństwa,
= poczuciem własnej wartości i
= poczuciem własnej niewinności

[te trzy Leszek Żądło uznaje za konieczne, niezbędne podstawy rozwoju osobistego i duchowego, a ja całkowicie się z nim zgadzam].

Tak więc wszelkie lęki, wszelkie błędy w postrzeganiu rzeczywistości, jeśli macie, to szukajcie u siebie przyczyny, bo coś kiedyś „wzięliście” [przyjęliście], czy to w tym wcieleniu, czy w innym.

>czy gdybyśmy go nie mieli, to bylibyśmy „szczęśliwymi” wegetującymi bezdomnymi, bez kompletnie żadnych osiągnięć w życiu?

To kolejna cwana manipulacja sił ciemności. To taka reklama kr. tyle, że ukryta. Jeśli nie kr. to co ma kogoś czekać? No co? wegetacja, bezdomność.. albo coś równie kłopotliwego.
I jaki jest prosty wniosek [jakże pożądany przez siły ciemności]?
Ano taki, że warto Duszyczko, abyś się postarała o kr.

A Dusza, jako, że reprezentuje poziom umysłowości czterolatka jak tak pomyśli, to zgodzi się z podpowiedzią i zaraz idzie szukać gdzie można takiego kr. dostać.

Oczywiście my, jako Świadome Jaźnie mamy obowiązek się adekwatnie troszczyć o swoją Duszę. Adekwatnie, czyli mądrze, zgodnie z okolicznościami. A jeśli okolicznością jest to, że siły ciemności coś podpowiadają, to potrzeba, abyśmy pokazali Duszy kto to takie „mądrości” mówi, i dlaczego one są okłamywaniem. I jakie są tak naprawdę efekty wzięcia kr.

I jak Dusza zobaczy to całe rozumowanie to zgodzi się z nami, jako, że logikę potrafi odczytywać.

A tylko sama z siebie nie potrafi prowadzić procesu refleksji – odpowiedzialność za to mamy my sami.

>A co z aniołami (np. mądrości), patronami i innymi istotami opiekującymi się nami?

Jeśli ktoś miał psa, to wie, że pies sam z siebie potrafi porwać meble w mieszkaniu. Gdy właściciel nie interweniuje, to piesek dalej będzie to robić, aż do stworzenia w mieszkaniu totalnego rozgardiaszu. I każdy właściciel będący przy zdrowych zmysłach zakaże psu rwać mebli i dywanów.

Opiekunowi duchowi nie są naszymi właścicielami. Dlatego nie interweniują i nie zakazują.
I dlatego człowiek może robić „co mu się podoba” a oni nie interweniują.
I sam/a rozumiesz, co człowiek za bajzel może sobie zrobić w życiu zgodnie z własnym pomysłem. I oczywiście zgodnie z inspiracjami płynącymi od sił znajdujących się po ciemnej stronie.

Wyższe Jaźnie [czyli byty opiekuńcze, in. aniołowie stróżowie] owszem, mogą być naszymi światłymi nauczycielami, ale do tego potrzeba dwóch warunków:

a) człowiek sam musi chcieć się od nich uczyć
b) człowiek musi umieć się od nich uczyć [nauczyć się, jak odbierać od nich przekazy,  jak w medytacji i modlitwie z nimi łączyć, jak odbierać informacje przesyłane poprzez intuicje]

Osoba która posiada kr. posiada „dwóch panów”. Posiada z natury swoją Wyższą Jaźń, która jest związana z Duszą.
Oraz – z wyboru – Dusza poddana jest także panowi z ciemnej strony, czyli Opiekunowi kr.
Co ciekawe, Dusze zwykle bardziej lgną do tego pana, którego wybrały i który tak hojnie je wynagradza za bycie posłuszną. Czyli do Opiekuna kr.

W wielu przypadkach zarówno i ja i WJ danej osoby przemawialiśmy do niej, aby pokazać, że ma kr. i że może się z tego oczyszczać. Ale jeśli Dusza i osobowość razem są przekonane o czymś, to można do nich mówić jak do ściany.

> Czy człowiek, mimo bycia nosicielem, nie może być sam kowalem swojego losu (sukcesu)?

O, przecież właśnie jest. Jego Dusza wzięła kr. a osobowość się z tym dobrze czuje i dobrze sobie żyje, więc czego chcesz jeszcze?
Przecież jest kowalem swojego losu.
Czy to, co sobie zamyśla nie realizuje się lepiej niż u osoby bez kr.?

Przecież właśnie takie „lepsze” radzenie sobie w życiu rozumiane jest jako bycie kowalem swojego losu. Kr. naprawdę nie zmienia człowiekowi mocno jego celów życiowych. To człowiek sam decyduje się, że chce zostać dyrektorem firmy, bądź mafiozem. Albo przebojową kobietką, która zrobiła sobie dziecko [bo tak bardzo chciała mieć dziecko!] z człowiekiem, który okazał się później słabszy od niej samej, więc dlaczego miałaby ona dalej z nim być?
Kr. nie podpowiada mu tego aż tak mocno. To ludzie sami sobie wybierają, a kr. finansuje to energetycznie. Kr. to taki „dobry wujek” ze strony ciemności, który za człowiekiem chodzi z nabitym portfelem i finansuje energetycznie jego plany, cele, życzenia, kaprysy. Do kaprysów zresztą najbardziej namawia.

Kto jak kto, ale to raczej nosiciel pretenduje do bycia „kowalem swojego losu”.

Może myślisz o zrezygnowaniu z kr?

A co z myślami, że zbiednieje, że będziesz mało wartościowy/a? że będziesz bezdomny/a?

Najpierw z tymi przekonaniami się trzeba uporać, bo jeśli Dusza nadal uważa, że istnieje niebezpieczeństwo, to nie będzie chciała usunąć kr.

Na szczęście można także usuwać kr. w podobny sposób jak się usuwa opętanie. Bez wiedzy Duszy. Wystarczy, żeby osobowość prosiła osobę, która to umie zrobić.

——————

Co jakiś czas spotykam się z pełnymi przestrachu wezwaniami typu „no co, to jak kr. odpowiada za skuces, to co, to jak mam się go pozbyć, to będę totalnym biedakiem potem?”

wzorce „sukcesu” A są takie:
Wizja sukcesu promowana przez ludzi z krokodylami jest wizją inspirowaną z ciemnej strony.
Zawierają się w niej ciężka praca i szybka kariera.
Szybkie, opasłe samochody typu SUV, stanie w korkach w nich i łatwy seks.
Wakacje szybkie [nie ma czasu], drogie [bo MNIE stać]  i daleko od domu [i daleko od tych piepr… problemów].

Zawiera się dystans i oddzielenie od innych, także bliskich i przyjaciół [mam ich tak naprawdę już dosyć!].
Skoki na bungee bo już trudno siebie odnaleźć poza momentami super ekstremalnymi.

a oto Sukces B:
proste, ludzkie przyjemności:
cieszenie się z ładnej pogody
cieszenie się z posiadania ciała
cieszenie się wraz z własną spokojną rodziną
bycia blisko z innymi a jednocześnie bycia zrozumianym/ą i niekontrolowanym/ą
z łagodnych przyjemności

Tak więc osoby zaniepokojone mają w głowie [może nawet nieświadomie] przyjęty wzorzec A i lękają się,
czy nadal można go osiągać bez kr.
Bo tak naprawdę nadal tego A bardzo chcą..

Ich Dusze nie rozumieją, że B przedstawia sobą wartości prostsze ale o wiele bardziej podstawowe.

Otóż nie, sukcesu typu A nie można prawdziwie osiągać bez kr,

ponieważ świat bez kr. to świat sukcesu B.

Owszem, bez kr. można się „starać”, można zabiegać, narobić się, można się wysilać w obszarze aktywności typu A. Ale wiele się nie osiągnie. I wiele milionów ludzi tak „chce bardzo” ale im niewiele z tego wychodzi. I tak tęsknią za tym sukcesem A. I tak go pragną! I tak pytają, jak można go osiągnąć.. i mnie też pytają ale jakoś to, co mówię nie przypada im do gustu.

A więc,

jeśli B cię nie pociąga – strzałka na drogę!
[jak mówił mój kolega]

Nie mnie wybierać dla ciebie cele życiowe.

A tutaj nie nauczam o tym, jak osiągnąć sukces typu A.

Ja nie przepadam za wzorcami A. Dlaczego?

Bo dopiero w obrębie B odnajduję prawdziwą żywotność i prawdziwe zadowolenie płynące z życia. Oczywiście nie jest ono aż tak intensywne jak w A, ale mnie to zupełnie nie przeszkadza. W A nie ma na dłuższą metę możliwości osiągania kontaktu ze Źródłem Życia, ponieważ człowiek sam siebie zadusza swoją aktywnością.

Jak mówi Osho, realny rozwój może dopiero dokonywać się w stanie rozluźnienia, relaksu, miłych odczuć.

I to nie okazjonalnych [np. przy wypłacie], ale ciągłych.

Tylko ciągły błogostan prowadzi do większego błogostanu [czyli do połączenia ze Źródłem Życia].
Ja jestem tym zainteresowany. A ty?

————

> mało kto ma świadomość że w ogóle bierze sobie krk. do życia

też tak myślę, to jest powiedzmy powszechna tajemnica, ale taka, którą się daje rozszyfrować. Tyle, że mało kto jest tym zainteresowany.

Podstawa działania kr. to cwane oszustwo. A kto świadomie chce być oszukany? Musi najpierw odsunąć się, odciąć od swoich odczuć. I wtedy już łatwo bierze kr. bo nic nie czuje, a w związku z tym, nic nie musi rozumieć z tego zjawiska.
Chęć „bycia lepszym”, wyjścia ponad swój deficyt jest większa niż chęć realnego zobaczenia, co się dzieje.
Może wtedy – zgodnie z „osobistą prawdą” powiedzieć: „ale o co chodzi?, przecież nic się nie dzieje.”

Dla niego/niej nic się nie dzieje, bo on/a niemal nic nie czuje.

A otoczenie cierpi z jego powodu.

Nosiciele z reguły są osobami odciętymi od siebie, od swoich przeżyć [przynajmniej częściowo]. I paradoksalnie bywają bardzo mili, przyjaźni, otwarci na innych. Nie mają takich obaw jak ich ofiary. Mówią „ale o co chodzi??” z prawdziwym zdumieniem. I ja im wierzę, że nie wiedzą, co się dzieje, bo niewiele odczuwają podczas gdy ich symbiont atakuje kogoś z ich otoczenia.

No i oczywiście są odseparowani od osób z otoczenia, nie mają świadomości rozróżniającej, świadomości energetycznej i empatii na tyle, żeby widzieć, że krzywdzą.

Widzi, że jest mu „lepiej” z kr., ale sam się oszukuje i bez świadomości agresywnie energetycznie atakuje innych z pomocą tego plug-inu [czyli kr., symbionta].

Reklamy