Dawni nasi przodkowie

Czy  Opiekunowie krokodyli są naszymi przodkami?

I co z tego wynika..

Pytanie od czapy, czyż nie?

..

O samej sprawie Reptilian piszę tu [link]
..

[W sprawie mojego stosunku do spraw zdrowotnych i leczenia proszę się zapoznać z moim oświadczeniem na stronie głównej witryny. Dotyczy to także poniższego tekstu.]

Wiele już razy ustawiałem moją rodzinę. Zwłaszcza przodków. [I nie uważam, żeby kolejne ustawienie musiało mocno czekać. Ustawiam kolejne aspekty sprawy, te, o których myślę, które do mnie przychodzą. Także ustawiam te aspekty, których domyślam się, że są obecne w symptomach cielesnych, zwłaszcza symptomach progowych, o czym za chwilę]

Ustawiałem krewnych i przodków tych bliższych i tych dalszych. W sposób wyrazisty było to aż do 9 pokoleń wstecz – oczywiście mogę się ich tylko domyślać, ale w ustawieniach funkcjonowali świetnie. Na dowód, że istnieli jest zresztą moje ciało materialne, które wraz z życiem dostałem od nich.

Niestety, wśród tych przodków naprawdę dużo było kłopotów, tragedii, ciężkich losów. I ciągle się pojawiał i pojawia dylemat – skąd to wsparcie czerpać – od tych osób, które przeżyły tragiczne losy? Oni sami ledwo żyli, nie mieli lekko i nie umieli sobie poradzić i skąd mają tą energie do wsparcia czerpać? Lepiej by mieć „porządnych” przodków, czyż nie?

Niedawno ustawiałem ponownie swoją rodzinę, bo chodziło o coś, co mi się uruchomiło w ciele – mocny symptom, powiedziałbym „progowy” – coś, co nie poddawało się kuracjom. Były to objawy sciśle  energetyczne, te, których lekarze się najbardziej chyba boją, bo je najmniej rozumieją. A ja ich rozumiem, że tego nie rozumieją 😉

Dwa typy symptomów

Wyróżniam dwa typy symptomów, zwykle chorobowych symptomów:
jedne – nieprogowe – nie mają aż tak bardzo mocnego charakteru i można je „przepędzić” za pomocą takiego czy innego zabiegu, manipulacji np. na ciele materialnym, dajmy na to za pomocą maści podawanej systematycznie. Dlatego warto chodzić do lekarza, bowiem ileś chorób naprawdę można wyleczyć.

drugie symptomy – progowe – o, te już takie słodziutkie nie są. Są zwykle mocne i głęboko osadzone. Jak się chce im sprzeciwić, to uruchamiają się duże emocje, nierzadko głębokie uczucia. Może się pojawić strach przed śmiercią, bądź kalectwem. Poza tym zwykłe allopatyczne „usuwanie” nie działa – organizm mówi: „prędzej mnie na cmentarzu zobaczysz jak to zdołasz usunąć”. I gadaj tu z takim..

Oczywiście w tym przypadku gadamy z .. Duszą, no bo kto inny jest tak „mądry” [lepiej by powiedzieć przemądrzały], a tak mało refleksyjny?

No i Dusza za pomocą owego symptomu progowego dusi człowieka aby się danym obszarem życia, zdrowia zajął. A dodatkowo jest to ukryta zagadka – bo przyczyna leży gdzie indziej, w postawie Duszy.

W tym przypadku już chodzenie do lekarzy nie przydaje się aż tak mocno [ale pamiętajcie, aby tego nie zaniedbać!] W takich przypadkach lekarz już się tak nie cieszy, bo nie ma powodu – brak postępu w kuracji, a choroba – nadal pokazuje choremu jak krowie na rowie, że coś jest nie tak w tym życiu, które prowadzi.

Działania z Duszą

Ja w takich przypadkach odwołuję się do działań poprzez Duszę.

I – jak mówi Arnold Mindel, ów tak silny acz niewzruszony przez manipulacje proces, zawiera w sobie rozwiązanie.

Można się domyślać, że poziom energetyczny rozwiązania jest na tyle duży, na ile duży jest symptom. Jak więc Dusza coś nadmienia o cmentarzu, to sprawa jest na naprawdę poważnych energiach, co może ewentualnie dawać duże korzyści, jeślibyśmy ten próg przeszli.

Bowiem to próg powstrzymuje nas przed byciem „po tamtej stronie” sytuacji, po której już symptomu nie ma, a jest rozwiązanie.

Sposoby na dojście do rozwiązania i na przekroczenie progu są oczywiście różne.

Mindell proponuje pracę z symptomami, wzmacnianie ich i przechodzenie pomiędzy kanałami – to tworzy podstawy psychologii zorientowanej na proces. W niej są obecne różne techniki.

Jednakże również dochodzenie do swoich przeszłych wcieleń, rozmowy z Duszą, bądź rebirthing, czy ustawienia są równie dobrymi sposobami.

Mój obecny kawałek ścieżki duchowej przebiega poprzez ustawienia i ustawieniami właśnie potraktowałem te moje symptomy graniczne, progowe, które nie dawały się usunąć innymi sposobami, a ciało ciągnęło Duszę do tego, aby owe symptomy co raz mocniej uruchamiać. [Nie mówię o szczegółach, bowiem nie o nie chodzi. Zresztą mogę od razu powiedzieć, że ustawienie się udało, ponieważ symptom się przetworzył, już nie ma go, energia się poruszyła i zmieniła się.]

Tak więc dziś zrobiłem ustawienie.

I – jak się spodziewałem, spotkałem tam znowu moich przodków, którzy cierpieli trudne chwile.

Ileś spraw trzeba było oporządzić, aby się procesy zaczęły układać w odpowiedni, pozytywny sposób, aby reprezentanci odczuli na własnej skórze, że istotnie poprawia się im. Równoznaczne jest to z tym, że Dusze osób reprezentowanych też mają się lepiej. No i oczywiście moja Dusza się lepiej poczuła.

Jednak był tu ciekawy trop, który jakby jeszcze dotąd nie był obecny w ustawieniach w mojej rodzinie.

Ustawienie Opiekuna

Ustawiałem już reprezentantów osób uzależnionych.
Ustawiałem już też reprezentantów krokodyli – czyli tych energii, tych bytów energetycznych, które kotwiczą uzależnienie [np. nie pozwalają się z niego wyrwać].
Ale nie ustawiałem jeszcze Opiekuna krokodyli. A ostatnio trochę pracowałem i myślałem o tych istotach [które jakby nie było, stoją po ciemnej stronie mocy].

Dzisiaj jednak i on został ustawiony.

No i jak to w ustawieniu bywa, przyglądamy się poszczególnym reprezentantom, stojąc przy nich. Odczuwane są różne sprawy.

Postanie trochę w energii Opiekuna pewnie coś mi dzisiaj uruchomiło…

Gdy stałem tam ja i moja znajoma – oboje czuliśmy totalną pewność i komfort! A jednocześnie chyba zupełny brak kontaktu z innymi osobami w ustawieniu. Tak jakby Opiekun nie miał zupełnie współodczuwania.
Sam dla siebie czuł się super, ale nie widział nic oprócz siebie.

Anunaki – czy wrogowie, czy też kto inny?

Czytam ostatnio o Anunaki, że tak naprawdę stworzyli ród ludzki. Można o tym poczytać w przekazach Sumeryjskich – Anunaki są tam bogami, którzy zmanipulowali nasz [ludzki] genotyp.

Czyli wg. ustawień, według logiki Hellingerowskiej .. są naszymi przodkami.

Co prawda mocno dawnymi, około 5000 lat wstecz, ale niby są. Piszę „niby”, ponieważ logicznie jest to dobry postulat, ale tak nie bardzo chce się  w to wierzyć, czyż nie?

Czyli .. jeśli oni mają zablokowaną wizję [jak to wynika z ustawienia] – nie widzą nikogo innego, to i nas, swoich potomków nie widzą.

A jeśli nie widzą, to [według reguł ustawień] nie mamy od nich wsparcia jakie się od przodków powinno dostawać.

Hellinger mówi wręcz, że nie można dobrze egzystować bez takiego wsparcia.

Co ciekawe zauważyłem – im starsza Dusza, tym po to wsparcie sięga dalej.

Dla młodszych Dusz wsparcie od niedalekich przodków potrafi zaspokoić Duszę na tyle, że się mocno uruchamia do życia i widać dobre efekty ustawienia.

Ale już stare Dusze to.. to dopiero są numerantki. Mocno szukają pod dywanem [naszego losu], co tam jeszcze jest, a czego tam nie ma.. Ciągnie taka swoje rozumowanie niemal w nieskończoność, jak gumę od majtek i nie zamierza kończyć.

Dodatkowo osobiście z Opiekunami kr. się niejden raz spotkałem [najczęściej przez ekran komputera, ale to jest porównywalne z kontaktem osobistym. jakoś za bliższym nie tęsknię.]
Nie bardzo się tymi spotkaniami cieszyłem, raczej się potem leczyłem z poranienia [pogryzienia jak od kr], jakie zebrałem od takiego Opiekuna.

Nie dalej jak wczoraj chyba ktoś podlinkował panią Szwedkę, silnie rozwiniętą duchowo, ale .. obciążoną Opiekuństwem [czyli częściową inkarnacją Opiekuna]. Mówi świetnie, ale także żre aurę słuchaczy równie świetnie.

Nie dziwię się swojej [walecznej, jak to pokazała przez wieki] Duszy, że do owych Opiekunów nie zapałała dobrymi chęciami. A raczej ich cięła przez łeb w wielu wcieleniach.

Dodatkowo podjąłem kilka miesięcy temu działania w modlitwie wstawienniczej o oczyszczanie z kr. i innych obciążeń. Je też można nazwać, że są w jakiś sposób działaniami usuwającymi kłopoty i krzywdy, jakie krokodyle i ich Opiekunowie wyrządzają. Czyli są „przeciw” kr. i Opiekunom.

I tu włączyło mi się wnioskowanie.

Co symboliczne! „bijąc się” z Opiekunami, tak naprawdę biję się ze swoimi przodkami po linii ciała fizycznego [albo ich potomkami], co jest niekorzystne, bo pozbawia mnie mojej własnej mocy, która stamtąd ma właśnie pochodzić [w poprawnym wariancie – od przodków mam mieć wsparcie].

Przypomniał mi się urywek Gwiezdnych Wojen, gdzie Luke bije się z D.Waderem, który okaże się jego ojcem.

I teraz ja działając przeciw kr. i Opiekunom, blokując ich działania, jakby symbolicznie powtarzam tą sytuację.

Czyli – wg. ustawień – raczej nie powinienem się z nimi bić, ale poprzez pracę z ich Duszami prowadzić do oczyszczenia tej sytuacji tak, aby nie krzywdzili swojego potomstwa. [to nie ma znaczenia z jakiego punktu, czy z wcielonego czy niewcielonego, czy oni są wcieleni czy też nie]. Idealną sytuacją by była taka, gdy oni nie krzywdzą, a wspierają, i ich dobrostan przechodzi na potomków i ich wspiera w życiu.

I pojawia się zatem zadanie na ustawienia: ustawić Opiekunów tak, aby przejrzeli i zobaczyli nas jako swoich potomków oraz wsparli nas swoją energią.

Okazuje się więc, że nie tylko mamy przodków, którzy cienko przędli, ale mamy także przodków – bogów.
Którzy świetnie sobie radzili, a i obecnie świetnie sobie radzą.

Co prawda dosyć dawno temu oni mieli swoje przejawienia ziemskie. Jednakże nie zginęli, działają z pozycji niewcielonych, mając wyższe ciała subtelne. Oni, mimo iż to się dziwne może wydawać, logicznie biorąc, są naszymi przodkami [o ile zmodyfikowali genom człowieka, a ponoć tak było].

Zadaniem by było, aby nie pozostali tak „samolubni” w tym swoim komforcie, ale także aby wspierali swoich ludzkich potomków, zamiast ich egoistycznie i boleśnie kąsać.
😉

Ciekawe..

Advertisements

65 komentarzy (+add yours?)

  1. conchittta
    Gru 05, 2014 @ 10:20:09

    Przypominasz mi pewnego gościa z innego wcielenia, który też wściekał się na tych, co mieli dodatkowe wsparcie pozasystemowych energii. Jak się raz wściekł na gościa, który zajmował się manipulacjami energetycznymi ze smokami wodnymi i zabił hybrydę ludzko-smoczą to musiałam się natychmiastowo ewakuować z tamtego systemu…

    Teraz sobie popatrzę co z tego będzie, jak zacznie się nawracanie opiekunów krokodyli… 🙂 .

  2. Rafał
    Gru 05, 2014 @ 10:26:49

    > Anunaki – czy przodkowie, czy też kto inny?
    W serii książęk Anastazja znalazłem informacje, że byli to Wedrussowie (wraz z opisem kultury jaką tworzyli) – gorąco polecam.

  3. Elżbieta Laur
    Gru 05, 2014 @ 12:02:50

    Ucieszyłam się z tego artykułu, ponieważ intuicja mówi mi , że nie walką a sercem działaj. Choć na marginesie mówiąc gdy przyjdzie co do czego to potrafię również „przyłożyć”. Jednak moja stara dusza woli język serca. A to naprawdę działa, bo zauważyłam, że coś zmienia się w osobach gdy podejść do nich ze zrozumieniem, współodczuwaniem. Czasami widać zaskoczenie i zdezorientowanie, ale to już fajny początek. Oczywistą rzeczą jest, że świadomość i czujność nie może zniknąć, bo czasami trzeba się również szybko ewakuować. Tak czy inaczej, to ciekawe dla mnie doświadczenia są 🙂

  4. Marc
    Gru 05, 2014 @ 12:42:30

    Nie, żebym w to wierzył, ale znany rosyjski wiedun (znawca wied – wed) A. Trehlebow mówi, że są na Ziemi dwa typy ludzi – zwykli, którzy wyewoluowali od zwierząt i twary stworzone właśnie przez manipulacje genetyczne (to oni mają odpowiadać za obecny oprecyjny system – banki itd). Jest tego sporo na youtubie.

    Wg. niego dlatego właśnie te „twary” zachowują się tak a nie inaczej. Jeśli dobrze zrozumiałem to mają duszę ale już z duchem jest kłopot i właśnie Jezus miał do nich z misją pójść aby dać im Ducha Św.

    Co do walki z kr. to wróciłbym do tematu szacunku poprostu.

    „Okazuje się więc, że nie tylko mamy przodków, którzy cienko przędli, ale mamy także przodków”

    Słowiańskie wiedy ponoć mówią, że celem naszej ewolcuji jest stać się bogami czyli żyć w wyższym świecie, i nasi przodkowie już tam są ale to nie krokodyle 🙂

  5. SwiatDucha
    Gru 05, 2014 @ 14:43:25

    >ponoć mówią, że celem naszej ewolucji jest stać się bogami czyli żyć w wyższym świecie, i nasi przodkowie już tam są ale to nie krokodyle

    wg. Rozmów z Bogiem Walsha tak samo.

    >ale to nie krokodyle

    z mojego tekstu to też nie o kr. chodzi ale o ich Opiekunów. Mimo, iż kr. mocno dają w kość, to nie one są tu aż tak ważne.

  6. Marc
    Gru 05, 2014 @ 16:42:24

    Chodziło mi o opiekunów.

  7. Tomek
    Gru 05, 2014 @ 22:18:50

    Trochę precyzji jest potrzebne. Powiedzenie „naszymi przodkami” sugeruje ściśle ludzkie pochodzenie i ludzki punkt widzenia. Jeśli zmienimy punkt widzenia, to : Kto jest przodkiem dla smoka lub anioła? Inną kwestią jest, że jeśli szukamy przodków to na początku jest Źródło.
    Może jest to kwestia duszy, która „po drodze” zbiera i zatrzymuje wszystko co spotka. A moze to „ubranko ludzkie” tak działa.
    Bardzo fajna zagadka 🙂

  8. Tomek
    Gru 05, 2014 @ 22:27:02

    cytat z tekstu jest rozwiązaniem :
    „Co symboliczne! “bijąc się” z Opiekunami, tak naprawdę biję się ze swoimi przodkami po linii ciała fizycznego „

  9. ananda777
    Gru 05, 2014 @ 22:50:49

    Moze linia przodkow to lewa polkula a linia wlasna karmiczna to prawa.tak na szybkiego wymyslilem bo chce wrzucic namiar na interesujacy wyklad odnoszacy sie do budowy mozgu.nie mam intuicji do nosicieli krokodyli płci zenskiej(mialem partnerke z wysokimi kr.a takze przyjaciolke tez z kr.z wyzszej polki;)),to moze ten pan bdzie bez kr.chociaz jest bardzo sugestywny(były okultysta).Moze ten wyklad sie wpisze jakos w temat-https://www.youtube.com/watch?v=9HzNbiDGbWQ

  10. ananda777
    Gru 06, 2014 @ 08:13:04

    slucham teraz tego wykladu,tego samego autora i tu jest jeszcze konkretniej o naszych przodkach-opiekunach –

  11. SwiatDucha
    Gru 06, 2014 @ 12:05:03

    Dzięki, Ananda

  12. SwiatDucha
    Gru 06, 2014 @ 12:22:22

    „Bardzo fajna zagadka”
    :0!

    No właśnie – można powiedzieć, że tak jak jest dwa: yin i yang

    to mamy dwa pochodzenia: po linii Duszy
    oraz –
    już w inkarnacji: po linii ciała fizycznego

    [dodatkowa zagadka: tu akurat po wcieleniu w ciało fizyczne, bo wiele z czytających te teksty ma w swojej przeszłości wcielenia w ciała niefizyczne. Pokręcone ~:0 to wszystko, co? Ale wszak to jest największa zagadka na świecie! Cały świat jest największą zagadką na świecie! Ale jest nadzieja: Budda tą zagadkę rozwiązał!]

    a tu wskazówki do rozwikłania – dla dociekliwych:
    http://mu6.com/principles.html

    tak to szło:

    w tym także opowieść o reinkarnacji:
    http://mu6.com/reincarnation.html

  13. Marc
    Gru 06, 2014 @ 12:44:20

    Spostrzeżenie co do filmu.
    W piątej minucie gość mówi o pozostawaniu w strefie komfortu – że nie należy tego robić. Nasunęło mi się, że warto włąśnie szukać komfortu, dlaczego? Bo to co często nazywamy strefą komfortu, z której warto wychodzić to w rzeczywistości strefa dyskomfortu. Np. niesatysfakcjonująca praca, ktoś w niej siedzi, bo się boi zmian, ale może właśnie gdyby zaczął szukać poczułby się bardziej komfortowo. Dobry rozwój jest jak sądzę powiązany właśnie z komfortem i to rosnącym.

  14. SwiatDucha
    Gru 07, 2014 @ 00:39:00

    Dzięki Marc, za uwagę.

  15. Elżbieta Laur
    Gru 07, 2014 @ 17:20:27

    Dzięki Ananda za ten film, co prawda Mark Passio trochę agresywny (dlatego wyłączyłam głos 🙂 ) , ale mówi ważne rzeczy. Tym bardziej, że dla mnie jest to niejako kontynuacja WingMakers ( podkreślenie suwerenności i szacunku ).

  16. Marc
    Gru 07, 2014 @ 19:28:30

    Mówi z pasjo 🙂

  17. ananda777
    Gru 07, 2014 @ 19:30:21

    No;)..czas powiedziec dośc i skorzystac z Mocy jaką mamy.Nie bedzie Anu pluł nam w twarz i dzieci reptilianił!!;))

  18. Marc
    Gru 07, 2014 @ 19:47:51

    Znowu zacytuję słowiańskich wiedunów, którzy (nie tylko oni) mówią, że to wszystko lekcja, oni poprostu robią swoją robotę, żebyśmy się nauczycli cego trzeba, bez nich byśmy nie mogli nawet żyć może w takiej „materialnej materii” z tak intensywnymi przeżyciami.

  19. Elżbieta Laur
    Gru 07, 2014 @ 20:53:46

    „Nie będzie Anu pluł nam w twarz i dzieci reptilianił”

    I słusznie ! To może Ananda weź szabelkę i pogoń kogo trzeba, a ja powiem dzieciom jak dorosnąć 🙂

  20. ananda777
    Gru 07, 2014 @ 21:35:02

    Ja tez wole dzieciom mowic jak dorosnąc;)

  21. Conchita
    Gru 07, 2014 @ 21:41:32

    A ja lubię ganiać z szabelką, to się dogadamy 🙂 . Podoba mi się pasja i naukowo-duchowe podejście Marka Passio 🙂 .

  22. ananda777
    Gru 07, 2014 @ 22:10:28

    Jak ktos ma dar rozrozniania duchow i dostanie dar oczyszczania-czyli machania szabelka-to jak najbardziej.Czas przejsc do ofensywy i korzystac z Mocy.Tez bym chcial przejsc juz na pozycje”swietlanych aktywistow”-dostalem dzis piekny znak od Boga w tej sprawie.Niedawno bylem u Andrzeja”słuzbowo”;),wiec moze cos sie rusza;).

  23. SwiatDucha
    Gru 07, 2014 @ 23:13:23

    >dar oczyszczania-czyli machania szabelka
    >Czas przejsc do ofensywy i korzystac z Mocy.

    Ananda:
    mam wrażenie, że coś się uruchomiło, co jest związane z gniewem i takim wyrażeniem ciał bolesnych. Może to też sprawa pełni księżyca.
    Jednak nie polecałbym „machania szabelką”, ani też ofensywnego korzystania z mocy na poziomie ludzkim..
    Bo można się narazić na coś nieprzyjemnego, czego bym nie życzył.

    Mnie samemu dzisiaj zdarzyło się tak „zaszumieć” i trochę [po fakcie] się przekonuję, że coś mocno Dusza mnie chciała popchnąć do takiego niskopoziomowego wyrażania gniewu. W efekcie pewnie coś po tym zostanie i ileś osób będzie mnie postrzegało jako jakiegoś oszołoma. Ale to takie są koszty, czasami Dusza robi a ja za nią. Przekonałem się, że nie mam nad nią czasami panowania. I im częściej to sobie przypomnę, tym będzie mi lepiej.

    Wg. mnie jeśli jakiekolwiek działania mogą przynieść prawdziwy skutek [biorąc pod uwagę obecne okoliczności w których żyjemy], to raczej takie z wysokich poziomów duchowych. Wspomniane oczyszczanie jest modlitwą wstawienniczą, która nie używa moich własnych sił. A jeśli używa, to nie jest to dobra modlitwa, może mi przynieść szkodę.

    A symboliczne „siedzenie na białym koniu” to wygląda na to, że korzystam z Duszy i jej mocy [nie tłumiąc emocji], ale tak, że ona nie ponosi mnie. A skłamałbym jakbym powiedział, że już ten stan osiągnąłem.

    Wiele mówi, aby moja Dusza ponownie robiła rozróby, wielu siłom byłoby to na rękę.
    Jednak trzeźwe myślenie karze postępować mądrze, zamiast spektakularnie.

  24. SwiatDucha
    Gru 08, 2014 @ 00:31:58

    Film Marca Passio istotnie z pasją jest, acz myślę, że trochę mocno uruchomione jest ciało bolesne. Może dlatego, że mało kto to wyraża, to w nim tak się gotuje. „Cierpię za miliony” – to jest coś jak mickiewiczowski bohater, który w obszarze Dusz gra rolę tego, kogo prawie nikt nie chce grać. Czyli sam się staje reprezentantem wielu.

    Myślę sobie, że informacji wiele, natomiast szkoda, że trzecia część filmu mocno jest na szybko. Osobiście nie widzę powodu rozdrapywania ran, tak jak czyni to przez większość wykładu – a to ten tak nam źle robi, a to tamten nas pokrzywdził, a to ci nie robią nic przeciwko temu, a to oni są tchórzami.

    Osobiście preferuje dochodzenie do działających rozwiązań, które dają konkretne wyjście. Liczenie, że dzieci wezmą całkowitą i dorosłą odpowiedzialność za siebie, jest chyba błędne. A można zobaczyć, że nawet pokazuje tam Amerykanów o młodych Duszach i mówi [z dużą intuicją]: „spójrzcie w ich oczy, czy nie są to oczy dzieci, które chcą się przypodobać rodzicom?” Ano owszem, są to dzieci. Jednak wymaganie, oczekiwanie że na sposoby racjonalne, bądź psychologiczne zmieni się coś w świecie, to myślę, że jest to trochę fantazja.

    Jak myślę o rozwiązaniu, to ciągle myślę o duchowym rozwiązaniu. Jeśli sytuacja zaszła i trwa, to miała duchowy glejt, akceptację. Ale niekoniecznie jest aż tak stabilna, zwłaszcza jak użyć wysokich narzędzi duchowych. Może to zabrzmi dziwnie, lecz skłaniam się ku teorii „rzeczywistości równoległych” z których najbardziej realna jest realizowana, natomiast inne są „w pogotowiu” i mogą zacząć istnieć. O ile tam w górze przełączyć odpowiedni przełącznik. Nie myślę, że ma się „wszystko” zmienić, albo „od razu”, bo sam proces poznawania tego zjawiska jest powolny i nie będzie chyba jakichś fajerwerków.

    Jednak jak się obudzimy w nieco innym świecie – to mam wrażenie, że nie będziemy nawet za bardzo mieć wspomnień uczuciowych z tego „dawnego” świata, bo właśnie przeżyliśmy przemieszczenie światów. Brzmi potężnie, ale może być mało zauważalne.

  25. ananda777
    Gru 08, 2014 @ 12:18:06

    Też jestem tego samego zdania w calej rozciaglosci;).”Machanie szabelką”w oparciu o Moc- z wielkiej litery-to wlasnie modlitwa,oczyszczenie z kr.,jak ktos potrafi i jest zgoda Mocy,jak ktos ma dar slowa-pedagogiczny,to ujmowanie mądrosci zrodla w slowa,no i wlasny przyklad życia w zgodzie z wartosciami.Natomiast,tak-dusza by chciala pomachac po staremu szabelką,korzystajac z mocy-siły ale u mnie to zdaje sie sam Bog nad tym czuwa zeby juz nie dopuszczac do takich momentow.Natomiast to co mowi Passio dotyczy osob,ktore przegiely w druga strone i ze strachu i tchorzostwa idą w jasyr,niewolnictwo.Ja sie zaczalem zaliczac do tej drugiej grupy i zapominac o aspekcie Mocy-Bo boska trojca to Milosc,Mądrosc i Moc.To mi zostalo pokazane wczoraj.Powody odcinania sie od Mocy Boga sa rozne-duzy temat wcieleniowy pewnie.U mnie to bylo wlasnie machanie szabelka prawdopodobnie w sensie doslownym.Jak dusza zobaczyla ile cierpienia narobila to sie wyrzekla mocy-sprzeniewierzenie Mocy.Mocy w szerokim tego slowa znaczeniu-Mocy duchowych,darow Ducha,talentow duchowych.Jako pokuta czy jako strach przed Moca.W jakims okresie wcieleniowym-pewnie po jakis walkach,takze magicznych,prawdopodobnie ukrywalem sie i robilem za elfa-wibracyjnie.Takze mialem mechanizm utrzymywania etapu rozwoju duchowego-ERD w okreslonych granicach-nie za wysoko-bo namierzą wrogowie ale i nie za nisko-bo nie bede swiadomy co knują.To są tematy na sesje regresingowe.Konkluzja jest taka ,ze czas i swiadomosc rozrozniajaca juz pozwala na korzystanie z Mocy a czas bycia niewolnikiem osob z krokodylem dobiegl konca.Jakies tam echa i poruszenia duszy w dawnym stylu beda mialy miejsce ale jak jest swiadomosc o co kaman to mozna korzystac z Mocy i sie jej nie obawiac bo to jest gwarancja ze bedzie najwyzsze Dobro dla wszystkich-oby o to wlasnie chodzilo w tym czasie i w tym procesie;)

  26. Marc
    Gru 08, 2014 @ 12:32:09

    No właśnie podobnie odbierałem M. Passio. Podoba mi się pomysł rónoległych rzeczywistości, ale tak myślę, że mogą istnieć naprawdę wszystkie naraz, ale osobowość jako wytwór konkretnej rzeczywistości widzi tylko ją. Może już dusza widzi całą resztę?

  27. Marc
    Gru 08, 2014 @ 12:35:11

    Co do relacji z kr zapytam praktycznie. Jak najlepiej traktować szefa, osobe, z któą współpracujemy na nie dokońca rónorzędnych pozycjach, która ma kr i która nawet potraktowała nas nie fair. Miałem taką sytuację jak teraz patrzę to facet zachował się skandalicznie ale miałem nóż na gardle i zależało mi na współpracy do tego jego argumenty były dosyć przekonujące i w końcu przyznałem mu rację. Potem już współpraca się układała dobrze, ale nadal mam spory niesmak. Z jednej strony tolerować to nie dobrze, zerwać współpracę chyba też.

  28. ananda777
    Gru 08, 2014 @ 12:47:11

    I tez mam wrażenie,ze jak sie przerobi w calosci temat to traci sie pamiec,zwlaszcza pamiec emocji-czyli zapomnial wół jak cielciem był;).Okres przemieszczania sie po swiatach rownoleglych-jedna noga tu,drugą tam jest dlatego wazny zeby zauwazyc mechanizmy.Ja mialem to wczoraj pokazane doslownie w swiecie fizycznym bo nie mam wizji-wiec Bog pokazuje mi poprzez sytuacje zewnetrzne.Bylem wieczorem w parku,była gesta mgla,mrok,przygnebienie-wizja zamatrikxowanego,zaryglowanego swiata na kłodke.Tak,ze wszelkie modlitwy grzezną we mgle,oparcie sie na osobach,ktore zdaja sie wiedziec(Teal Swan,np.)okazuja sie ,jak w kryminale,osobami z ukladu.W odpowiedzi na ta szczera modlitwe,zal i autentyczna potrzebe i gotowosc uzyskania odpowiedzi ,Bog-w tym momencie,w ktorym wystawilem rece z ufnoscia(choc przyznam,ze nie bardzo wierzylem w cos spektakularnego),zapalił wszystkie nowo ustawione latarnie w glownej alejce w parku;).Przez 3 miesiace robiono tam swiatla i bylem przekonany,ze nie zrobia juz tego przed zima.A nagle BUM.Cała gesta mgla pod spodem a ponad 60 latarń swieci ponad nia.Ponad mgłą-to jest aspekt Mocy.Jest juz duzo swiadomosci i duzo istot,osob swiecących.Jeszcze Ci co potrafią niech tylko rozpoznaja jak swiecą opiekunowie,byc moze archaniolowie-zeby byc pewnym jak swieci czyste swiatlo i jak korzystac z Mocy Boga.To są gornolotne momenty i trzeba poki co wracac jedna albo i dwiema nogami do matrixa ale mnie mocno to wzmocnilo i potrzebowalem tego.;)

  29. Elżbieta Laur
    Gru 08, 2014 @ 13:52:19

    Wow ! Przemieszczanie się po światach równoległych i w nie-czasie ! Tak jakby coś się we mnie „odkorkowało”. Kurczę, wiem, że to znam ale nie pamiętam.
    Coś związanego z przesyłaniem energii, tworzeniem.
    Ananda, zgadzam się, że czas bycia niewolnikiem osób z krokodylami dobiega końca. I działa tu moc Ducha na bardzo subtelnych poziomach. Też tak czuję.

  30. ananda777
    Gru 08, 2014 @ 14:14:00

    A co do Passio,to 2 czesc wykladu a naturalnym prawie jest b.ciekawa i prawach hermetycznych. Ela-oby;)

  31. ananda777
    Gru 08, 2014 @ 14:16:12

    Nie tyle ludzi z krokodylami co krokodyli.Bo ludzie zostana tylko bez tej falszywej mocy-slly.

  32. ananda777
    Gru 08, 2014 @ 14:28:02

    ..i kto wie,mozliwe,ze zaczna sie żrec wzajemnie jak zacznie brakowac pozywienia;)..taka koncepcja;)

  33. Conchita
    Gru 08, 2014 @ 14:47:52

    Hehe Ananda… Siła krokodyli jest jednocześnie ich słabością… 😀 Każde podłączenie działa w dwie strony… Jeśli oni przekazywali coś poprzez połączenie, my możemy wpuścić w ten kanał coś innego, z jeszcze wyższej mańki – z boskiej niedualności, prosto w świadomość 😀 . Może by tak chcieli zaznać z nami jedności serca (boskiej miłości)? Wcale nie jesteśmy słabi. Oj, tu mnie „szabelka” drga 🙂 . Chociaż może wyobraźnia mnie ponosi… 🙂 hehe raczej tak :D, ale z WJ poszła fala miłości, więc kto wie, wydaje się, że wsparcie na to jest.

  34. Conchita
    Gru 08, 2014 @ 15:20:07

    Hmm…. Miałam wizję jak Ty Ananda, ale nie latarni, ale soczewek skupiających światło w jednorodnym polu boskiej miłości. Pole jest jednością – świadomością, soczewki skupiają pole… Soczewki są przejrzyste, ale potrafią koncentrować światło…

  35. Conchita
    Gru 08, 2014 @ 16:02:49

    Moja Dusza uznała, że wreszcie coś ciekawego się kroi – normalnie miałam wizję jak Dusza ściąga grube drewniane rolety i wchodzi sobie w ciało…

    🙂 A dzisiaj jest Dzień Oświecenia Buddy 🙂 http://pl.wikipedia.org/wiki/Dzie%C5%84_O%C5%9Bwiecenia_Buddy

  36. Marc
    Gru 08, 2014 @ 16:49:59

    Dzięki Waszym tekstom chyba znalazlem odpowiedź na moje pytanie. Warto dostrzegać człowieka w osobie, która ma kr.

  37. ananda777
    Gru 08, 2014 @ 18:53:43

    Marc-trzeba o tym pamietac a to trudne w realu. Conchitta-masz południowy temperament-z południowych galaktyk chyba;). Ja nie miałem wizji-bo ich wogole nie mam,tylko real-prawdziwe latarnie w prawdziwym parku;).a jak jechalem do Andrzeja,to moj Opiekun zorganizowal,ze dzien wczesniej oddali trase S8-przed terminem-i zamiast 4 godz jechalem 2,5 pusta autostrada-prawie drzemiąc po drodze;).Spotkanie umowilem nie wiedzac o tym.Czyli Bog ułatwia mi zycie i tego typu afirmacji bede sie trzymal;)

  38. Marc
    Gru 08, 2014 @ 19:09:05

    Fajna afirmacja.

    Słucham tego M. Passio i ciężko mi przełknąć jego stwierdzenia typu (ja nie mam problemów w życiu, ja nie tworzę problemów, to inni, albo – mówię to z całą uczciwością i świadomością itd). To nie brzmi zbyt świadomie akurat jak dla mnie. Mimo to, niektóre rzeczy zdają mi się ciekawe i sensowne.

  39. Conchita
    Gru 08, 2014 @ 23:26:18

    Już trochę podziałałam… 😉 Jakby co, to Andrzej i Heniu mnie wyciągną z opałów?
    Nie czuję jakiegoś pogryzienia, jak szły energie i wizje oddzielające, pomniejszające to puszczałam łączące i miłosne, z serca, z poczucia wartości. Nie jest to aż takie, w końcu nie jestem nikim ważnym, mogę być tylko częścią większej całości, nawet naczyniem i też jest fajnie.
    Pokazało się Zgromadzenie istot z różnych stron kosmosu, gdzie jest właśnie dzielona przestrzeń w harmonii mimo bogactwa wibracji i form istnienia.

    Jak to tylko wyobraźnia to nic, ale było to zjawiskowe, lekkie, przestrzenne, cudownie rozpływające się w przestrzeni. Dusza miała przyjemność.

    Wzięłam na klatę krok. mojej szefowej. Szef poszedł na warsztat tydzień temu i od tego czasu … 🙂 . Robił Wam kiedyś szef kawę? Mi nie, ale mojej bezpośredniej przełożonej w geście uznania i z chęci pomocy… 😀 . Bardzo mnie to zachęciło…

  40. SwiatDucha
    Gru 09, 2014 @ 00:57:29

    Marc
    >Jak najlepiej traktować szefa, osobe, z któą współpracujemy na nie dokońca rónorzędnych pozycjach, która ma kr

    jak? Prosić jego Duszę o zgodę na oczyszczenie, a Górę o oczyszczenie z kr.

    Niesmak możesz mieć, ponieważ traktujesz gościa jako kogoś, kto zdolny jest do współczucia, empatii. Poza tym otumanienie wysokimi nieczystymi wibracjami też daje taki efekt. Jak dojdzie do twojej świadomości, że w tych „trudnych” momentach twojego szefa tam nie ma, tylko rezyduje symbiont, to zobaczysz, że trochę inaczej wizja tego człowieka+kr będzie wyglądać. U mnie to działa. I nie mam dzięki temu naiwności – wiem, który co może działać i czego oczekiwać po nosicielu a czego po kr. Tak wiele dotychczasowych problemów psychologicznych mnie przez to opuściło, że zmieniłem swoją wizję na ileś tematów!

  41. SwiatDucha
    Gru 09, 2014 @ 00:57:29

    Marc
    >Jak najlepiej traktować szefa, osobe, z któą współpracujemy na nie dokońca rónorzędnych pozycjach, która ma kr

    jak? Prosić jego Duszę o zgodę na oczyszczenie, a Górę o oczyszczenie z kr.

    Niesmak możesz mieć, ponieważ chyba traktujesz gościa jako kogoś, kto zdolny jest do współczucia, empatii. Poza tym otumanienie wysokimi nieczystymi wibracjami też daje taki efekt. Jak dojdzie do twojej świadomości, że w tych „trudnych” momentach twojego szefa tam nie ma, tylko rezyduje symbiont, to zobaczysz, że trochę inaczej wizja tego człowieka+kr będzie wyglądać. U mnie to działa. I nie mam dzięki temu naiwności – wiem, który co może zdziałać i czego oczekiwać po nosicielu a czego po kr. Tak wiele dotychczasowych problemów psychologicznych mnie przez to opuściło, że zmieniłem swoją wizję na ileś tematów!

  42. Elżbieta Laur
    Gru 09, 2014 @ 11:02:00

    W tych „trudnych” momentach nie ma pewnie empatii w osobach ze symbiontem, ale zawsze jest to boskie światełko które się tam tli. Moim zdaniem można zadziałać bezpośrednio na to światełko (rozniecać je). Mam taką wizję, że symbiont kurczy się i wreszcie znika, a opiekun odchodzi jak niepyszny. Może to moja naiwność, ale robię takie eksperymenty.

  43. Marc
    Gru 09, 2014 @ 12:25:41

    Hm. Dzięki.

  44. ananda777
    Gru 10, 2014 @ 08:41:41

    A konsekwencje karmiczne jak sie rozkladają?.Wyglada na to,ze opiekunowie potrafia manipulowac karmą.Czy opiekunowie maja WJ?no bo rozumiem,ze kr.nie.Po oczyszczeniu z kr.osoba musi sie zmierzyc i tak z konsekwencjami karmicznymi jakie stworzyla w tandemie z kr. i bedzie miala znow wybor(dusza) czy w obliczu trudnosci,zlej karmy wspomoc sie kr.czy na „własną reke”.Bez swiadomosci wzorzec znany przywolania pomocy z ciemnej strony odezwie sie.Trudna sprawa;).Pewnie sporo i tak rownowazy prawo łaski-czyli prawe intencje,dharmiczne łagodzą przytlaczajacą karme.

  45. conchittta
    Gru 10, 2014 @ 12:47:09

    Wydaje mi się, że opiekunowie kr. są sami jak WJ dla siebie, to świat bogów… Wydają się nie do ruszenia, ale heheeh wydaje mi się, że się zablokowali w swojej luksusowej pozycji, nie mogą doświadczyć oświecenia, jedności, bo utknęli na swoim poziomie heheheehe 🙂 . Po co się oni tak ziemianami interesują skoro im tak dobrze? Bo tu utknęli jak wszyscy z przywiązaniami i lgnięciami, oraz awersją do wyjścia ze strefy komfortu.. Po co opiekunowie wchodzą tu i nawet się częściowo wcielają? Wyraźnie czegoś brak, są potrzeby, są przyczyny…

    Może jest tak, jak mi się pomyślało, a Andrzej chyba pisał o tym, że opiekunowie potrzebują nas by się utrzymać na tej pozycji poza karmą. Inaczej musieliby się inkarnować, żeby doświadczyć drugiego bieguna doświadczenia – by wyzwolić się z lgnięcia i uzyskać szansę na wyzwolenie. Ale nie chcą. Jakieś to iluzyjne takie, na czym to się trzyma. Brakuje mi tu wyższej perspektywy. A kąsają energetycznie trochę jak zaczynam w tym grzebać…

    Co zabezpiecza przed poddaniem się wpływom opiekuna k. (no pokusą, bo to wygląda jak mega pokusa, obietnica łatwego życia, doskonałej i szczelnej strefy komfortu) – świadomość serca, serce się tak nie daje ogłupić jak głowa, którą można podhipnotyzować, a serce nie, serce łączy się z WJ bezpośrednio. A WJ wspiera trzeźwy ogląd, nie jak to Passio głosi: to co chcemy widzieć zamiast rzeczywistości.

  46. Elżbieta Laur
    Gru 10, 2014 @ 13:16:41

    To boskie światełko tli się właśnie w sercu . Z tego może być wielki ogień 🙂

  47. Marc
    Gru 10, 2014 @ 14:57:03

    kr. są sami jak WJ dla siebie, to świat bogów…
    raczej „demonów” i mi się wydaje, że to ma niewiele wspólnego z WJ.

    świadomość serca, serce się tak nie daje ogłupić jak głowa, którą można podhipnotyzować, a serce nie, serce łączy się z WJ bezpośrednio.

    Słyszałem, że trwa „wojna” przeciw sercu i chyba coś w tym jest.

  48. conchittta
    Gru 10, 2014 @ 16:16:54

    Ela, może być i u niektórych jest (patrz Braco). Bo serce to nie tylko miłość, ale też mądrość, nie z rozumu, ale taka wrodzona pierwotna mądrość, wewnętrzny guru po buddyjsku, sumienie – głos Boży – po katolicku. I to jest wejście do czystej esencji nas, nieobciążonej świadomości. (Ezoterycznie serce podobno połączone jest z koroną i może stąd ten aspekt mądrości).

    Marc, wczoraj poszłam dalej w eksploracjach i podłączył mi się opiekun kr. (tak mi się przynajmniej wydaje po energiach) i to naprawdę świat bogów nieoświeconych, tak to zinterpretowałam, bogów skierowanych na własne dobro (jak w mitologii greckiej: zazdrośni bogowie, każdy tylko o sobie). Masz jakieś problemy z czymś – już nie masz, brak ci energii – już nie brakuje, za to oszałamiające poczucie przyjemności doświadczania w pełnym komforcie. Ale gdzie serce? No właśnie – wracasz do świadomości serca i wszystko wraca na swoje miejsce (schodzi ta energia jak z bajki, pojawiają się w polu cierpienia innych i bliskość z nimi) i możesz z tej pozycji dopiero konwersować z taką energią opiekuństwa… Bo tak to jest przytłaczające, zginęłam w kapciach zanim się połapałam :). Z drugiej strony świadomość serca ma w sobie wszystko, miłość, mądrość, czystość, transcendencję, ale i brak poczucia ważności, miejsce w całości (co znów daje naturalne poczucie wartości) – to jest spełnienie marzeń, nie da ci tego zewnętrzna energia.

  49. ananda777
    Gru 10, 2014 @ 17:10:46

    tutaj jest opis 7-miu poziomow bytu wedlug theta healing-po angielsku znalazlem tylko.moze sie przyda-http://www.thetadnaactivation.com/medical2.html

  50. Marc
    Gru 10, 2014 @ 17:46:43

    No to już kwestia kogo się nazywa „bogami”, ja bym ich tak nie nazwał.

  51. Elżbieta Laur
    Gru 10, 2014 @ 19:14:26

    Conchittta, pięknie napisałaś o świadomości serca – mówię temu -tak, tak, tak ! 🙂

  52. Conchita
    Gru 11, 2014 @ 01:01:52

    3 razy tak: na osobowości, duszy i duchu ? 🙂

  53. ananda777
    Gru 12, 2014 @ 11:26:10

    świetny naukowiec,dochodzacy od strony naukwej do praw duchowych(nawet z wyglądu kosmita;))-

  54. Marc
    Gru 12, 2014 @ 12:12:58

    Widziałem kilka jego filmów. Też mnie zaciekawiły.

  55. ananda777
    Gru 14, 2014 @ 10:58:18

    W kontekscie tego naszego „duchowego podniecenia sie” Światlem,ktore ogarnia ludzki ród i w kontekscie tych wizji,przeczuc-wrzucam informacje o podobnym wydzwieku.Znaczy,troche te konkretne cyfry brzmia ja mickiewiczowskie 44 ale co tam,moze z podniecenia duchowego trysnie duchowy orgazm;).A jak nie to i tak powirowa jak derwisze nie zaszkodzi;)-http://krystal28.wordpress.com/2014/12/12/rozpowszechniajcie-to-wirusowo-aktywacja-portalu-isis-15-grudnia-2014-o-godz-611/

  56. ananda777
    Gru 27, 2014 @ 00:27:19

    Wartosciowy film,wywiad o anunaki-

  57. ananda777
    Gru 27, 2014 @ 15:31:19

    teraz słucham tego(wszystkie filmy z serii projekt camelot sa fascynujące.ci,ktorzy znaja dobrze angielski moga posluchac najnowszych produkcji).Rad bym był posluchac opinii Swiata ducha o energetyce samej pani.dalo by to opinie o poziomie Opiekunow(pozytywnych),ktorzy komunikuja sie z nia.jestem na poczatku sluchania ale mam poludniowy duchowy temperament wiec wrzucam zanim jakis rozsadek powie-nie;)-

  58. Elżbieta Laur
    Gru 31, 2014 @ 19:25:07

    Ciekawa jestem Andrzeja opinii o tej pani, bo mówi takie rzeczy, że aż ciarki przechodzą…no i czy ten KRYSTAR jest ok ? Ciekawe…

  59. Elżbieta Laur
    Sty 03, 2015 @ 20:57:13

    A zresztą…jakie to znaczenie ma dla serca…..

  60. SwiatDucha
    Sty 03, 2015 @ 21:28:36

    Elżbieta L.
    prawdziwi eksploratorzy i ekperymentatorzy przechodzili i będą przechodzić przez różne sprawy, także byli i będą podjedzeni, poszarpani i hipnotyzowani. 🙂
    Ale wyjdą z opresji i wyniosą tą wiedzę, której tak szukali! 🙂

    U p. Ashana wyglądają w wahaniu z za krzaka: kr. przyczynowy śr. i kr. anupadaka mały. Ale może ktoś już prosił o oczyszczenie ich..

    A p. Kasidy już kiedyś badałem, nadal ma duże wzorce hipnotyczne na.. sercu, jest to osoba u której pierwszy raz tak nisko w czakrach ujrzałem wzorce hipnotyczne. Jakiś typ „hipnozy poprzez miłość”?

    A zawsze mamy obecność WJ i Opiekunów Duchowych przy sobie, do których można odnosić takie pytania i wątpliwości „co oni na to”. Oni najpewniej odpowiedzą i pokażą swoją postawę i będzie można sobie zweryfikować swoje przekonania w stosunku do tej postawy.

  61. Swiat Ducha
    List 13, 2016 @ 21:46:02

  62. kejpero
    Sty 12, 2017 @ 12:28:43

    Spróbuję się jakoś wyrazić, z góry przepraszam za bełkot.
    Te siły zła, czy też ciemne, nie ma czegoś takiego, to jest tylko do pewnego momentu. To wszystko generuje postawę w opozycji do części naszego doświadczenia. Oczywiście są takie momenty na których istnieje taka niby walka. Podczas czytania tu Waszych komentarzy doszło do mnie coś w rodzaju „Najtrudniejsze jest to, że trzeba ich wszystkich kochać.” Trzeba nie dlatego, że się opłaca, że warto, że to dobre, trzeba bo trzeba, po prostu. To jest droga w jedną stronę. W temacie przeskakiwania między światami. Gdy świadomość akurat utożsamia się z niższymi poziomami, to jest bardzo miłe wow, bo akurat lampy się zapaliły, bo grzmotnął piorun, sroka się z nami wita, a kwiatek pokazuje gdzie go przestawić. Tylko kiedyś zwróciłem na to uwagę, w sprawie przeskakiwania między światami, co dzieje się wtedy z innymi istotami? Idąc dalej, czy istnieje ktoś jeszcze oprócz mnie? I czy ja w tym świecie, który zostawiłem mogę komuś pomóc? I te stopnie utożsamienia, to jest zastanawiające. Bo bywa tak, że to wszystko dzieje się jakby we mnie, cały ten świat. Gdy coś jest dalej, to jest mniejsze, a gdy idę chodnikiem, to świat przesuwa się wokół mnie. I istnieje stan bycia tu i teraz, nie ma nic poza. Niby jest to ciało, ale, no nie wiem jak to opisać. Pomyślałem teraz o filmie Matrix i rozmowie z tym małym chłopcem. „Nie staraj się wygiąć łyżki, bo to niemożliwe. Tylko postaraj się uzmysłowić sobie prawdę. Że łyżka nie istnieje.” Mam problem z tym, czy ten stan tu i teraz jest ostateczny, czy to nie jest pewnego rodzaju zobojętnienie/ułomność? Można tam dotrzeć zaprzestając działania mentalnego, emocjonalnego, po porostu zatrzymując się, puszczając utożsamienie, obserwując. Jest trochę tak, że przestaje się wtedy istnieć. Tzn. istnieje taki, nie wiem jak to nazwać, konstrukt myślowy, który przyciąga świadomość, a identyfikuje się z tym ciałem i stoi w opozycji do świata poza ciałem. Ten konstrukt nie jest prawdziwy, to jest taki jakby program któremu wierzymy. Kiedyś byłem przerażony, gdy to odchodziło. Był taki dzień, gdy byłem bez mózgu, bo inaczej nie można tego nazwać. Czułem się jakby był to pierwszy dzień na świecie. Było czysto. Pamiętam, że zastanowiłem się, gdzie jest teraz Bóg. Skoro jestem tym, co jest, to gdzie ma niby być Bóg? Najgorszy jest ten brak pewności, chociaż to wydaje się nieuniknione. Nie wiem po co to wszystko piszę, chyba liczę na jakąś wskazówkę. Obawiam się, że chyba wiem, co trzeba zrobić. Trzeba zrobić porządek na wszystkich tych jakby poziomach ciał, które ta strona klasyfikuje. Trzeba sprawdzić czy dobrze funkcjonują, czy nasze postawy nikogo nie ranią. Trzeba pokochać siebie i całość doświadczenia. Później, wyobrażam sobie, że zniknie ten konstrukt mnie w umyśle i zostanie zastąpiony byciem tu i teraz, byciem chwilą obecną. A później? Czy czegoś nie przeoczę, czy o czymś nie zapomnę? Gdy w to wskoczę ostatecznie, to nie będzie już nawet tego, który w to wskoczył. Czym się stanę? Czy umrę? Nic już nie rozumiem! Gdzieś tak bardzo głęboko pod skórą wydaje mi się, że wiem kim/czym jestem. Tylko tam już nie ma kogoś, nie ma tej granicy między kimś a doświadczeniem, bardzo dziwne. Teraz zdają się istnieć wszystkie istoty wokół, ja pomiędzy nimi. Jak na tym wyjdą? Przecież to się dzieje, to wszystko, to się dzieje, wydarza się, ludzie płaczą, boją się, potrzebują wsparcia. Wydaje się tak łatwo powiedzieć, „sorry, ja spadam”. Nie wiem kim jestem. Świadomie czynię działania, które sprawiają, żę pozostaję wciąż w tym matriksie. Nic już nie wiem.
    P.S. „Czy można wybaczyć diabłu?”

  63. Swiat Ducha
    Sty 12, 2017 @ 20:51:26

    kejpero
    i tu chyba dobrze przypomnieć o maji, wedyjskim pojęciu: świat jest jednocześnie i rzeczywisty, i nierzeczywisty.

    Dlatego tak trudno złapać jakąś równowagę. Dlatego pewnie nas nosi po bandzie, a to jednej, a to drugiej.

    A Desiderata mówi: wszystko jest tak, jak być powinno. I jeśli ja nie pojmuję tego tak, to oznacza, że jeszcze nie mam wglądu Boga, wizji, którą ma Bóg, czy Wszechświat, czy Esencja. Tak to odbieram. Więc jeśli się utożsamiam z czymś jednym, to wygląda na to, że jestem skazany na porażkę. Schizofrenia to chorobowe rozdwojenie, tam nie ma integracji, acz jest dwoistość.

    To już sama Dusza jest tak bardzo poszatkowana, pobuntowana na siebie samą, że w środku naszej Duszy są obszary sprzeciwiające się sobie. Ale pewnie „dzięki temu” (jakby to było przyjemne) jest możliwość wznieść się ponad ten ogląd, to utożsamienie z jakąś częścią siebie, a odpychanie innej cząstki.

    Różne dziwactwa w człowieku siedzą, a i w świecie też rózne. Ale wszystkie z tego samego zrobione, nie ma wykluczenia.

    Buddyjska „pustka” to chyba jest raczej esencją.

    Forma jest esencją, esencja jest formą

    Esencja jest obecna w formie,
    forma jest zrobiona i wypełniona esencją

    – jak tak powiedzieć, to wreszcie to powtarzane przez buddystów bezmyślnie zdanie nabiera sensu. Wychodziłoby na to, że to co widzę, to Bóg w różnych odsłonach.

  64. kejpero
    Sty 13, 2017 @ 23:44:55

    O Maji przeczytałem, że jest „namacalną i mentalną rzeczywistością codziennie absorbującą świadomość żywych istot, zakrywającą przed nimi prawdę na temat tożsamości”. To, że istnieje taki efekt, to jedno, drugim jest, czy efekt ten faktycznie jest końcem ludzkiej wędrówki? Tego nie wiem. Gdy to się staje, to ten który pyta, który chce, chciał, ten który dąży, rozpuszcza się. Pozostaje tylko świadomość. Można to opisać jako czyste postrzeganie, nie skażone uwarunkowaniem, przeszłością, czy przyszłością, utożsamianiem. Paradoks polega na tym, że nie można tego chcieć. 😉 To jak kot w worku. Można mieć jakiś na to ogląd, mówić o tym, że to pustka, nicość, że tam nic nie ma, ale nie można chcieć tego w formie takiej, że „Ja chcę” – w osobowej formie, że ja jestem niczym/wszystkim. Bo gdy to się dzieje, rozpuszcza się ten, który chce. Jest albo to wszystko co się po prostu dzieje, albo ten, w jakiejkolwiek koncepcji oddzielony od tego co się dzieje. Tak to na razie widzę. To dziwne, ale patrząc na to teraz tyle ludzi goni własny ogon, próbuje zrozumieć! A ten, który rozumie nie jest tym, który wie. Ja do Was teraz też piszę, jako ten, który rozumie. To jest bardzo dziwne. Gdybym miał się teraz utożsamiać coraz wyżej, to skasowałbym to, co napisałem, bo nie jest to prawda. A jeszcze dalej, nic bym nie napisał i to byłaby prawda. Bardzo trudne jest dla mnie pisanie czegokolwiek, bo „zawsze jest ktoś większy”. Szkoda tylko, że ten „większy” nie potrafi pisać. 😉 Dużo czytałem, wiele się uczyłem o systemach wierzeń, religiach, nurtach religijnych, tego wszystkiego, te ideologie itd, które wiele się od siebie nie różnią, i na nic to wszystko, tak się zdaje. Zawsze podświadomie wydawało mi się, że chcę pomagać innym ludziom. Że trzeba to wszystko co wiedzą ludzie połączyć ze sobą. Dalej w to wierzę, chociaż akurat jestem w miejscu w którym wiem coraz mniej i boję się, że nie wiem nic. Chciałbym, żeby ktoś się o coś zapytał. Od bardzo długiego czasu chciałem pomagać jakoś ludziom, czułem taką wewnętrzną potrzebę, ale problem z utożsamianiem sprawiał, że nie pytany nie potrafiłem mówić prawdy, nic, bo ma ona wiele poziomów. Więc w takim razie to co piszę jest przejawem moich wątpliwości. Z jednej strony świat wprowadza tyle wątpliwości, że czasami serce boli, ale z drugiej strony nie mogę stanąć w opozycji niepytany. Gdybym miał napisać od siebie, napisałbym: Zostaw to wszystko! Zatrzymaj się! Stop! Wszystko się po prostu dzieje!

    Wszystko jest tak jak być powinno, Andrzeju, dobrze napisałeś! Tylko jak w takim wypadku się wyrażać? Oczywiście, że wszystko jest jak być powinno. A to co widzimy, to Bóg! Oczywiście, że tak!
    Jeśli wszystko jest w porządku, to nie ma pytań – wspaniale!
    A o co cały czas mi chodzi? Jeśli nie ma pytań, to nie ma nas w tym świecie, a jeśli nie ma nas w tym świecie, to czy to jest do końca w porządku?
    Naturalna kolej rzeczy w opozycji do strachu i obaw próbuje wskazywać na brak utożsamiania. To wydaje się właściwe, ale co z tymi wszystkimi, najbliższymi i innymi ludźmi? To nie jest proste. Łatwiej zabić siebie i swoją identyfikację niż zlekceważyć najbliższych czy innych ludzi. Cały czas szukam w tych rejonach, czy moje dobro będzie także dobrem dla innych? Bo dla mnie odetchnieniem byłoby: Dziękuję, kasuję się, oddaję się obecności, przepraszam! Ale inni tu zostaną Inni, którzy nie różnią się ode mnie niczym!
    Jest tylko poziomów, ciężko się w tym połapać. 😉
    Inlakesh!

  65. kejpero
    Sty 14, 2017 @ 10:44:43

    Oczywiście, żeby ktoś źle nie zrozumiał. Pisząc „zabić siebie i swoją identyfikację” chodzi o pewnego rodzaju metaforę. Niektórzy o tym mówili, że to czym nie jesteś zostanie rozpuszczone. Tylko pamiętam też historię złodzieja, któremu dali kostium policjanta by szukać złodzieja, którym był on sam. Albo Adya mówił o tym, że Ja nie może tego chcieć. Albo Castaneda pisał o umyśle latawca. I pisał, że gdy umysł się rozpuszcza, człowiek zostaje bez towarzysza, który był z nim przez całe życie. Nie wiem, może tylko mnie się to zdarza tak po trochu, coraz dłuższymi momentami. Właśnie sobie odpowiedziałem sam na to co wcześniej pisałem. Umysł się trzyma identyfikacji, bo przez to się nie rozpadnie. Nawet „chcę być dobrym człowiekiem i pomagać ludziom” jest identyfikacją i może go zasilać. A ludzie nie są z natury źli. Gdy umysł odchodzi nie stajemy się z natury źli i nie krzywdzimy innych istot. A umysł można porównać do oprogramowania. Tak jak jest mowa o programach, to umysł jest tym systemem operacyjnym, jest nadrzędnym programem. Bo on ustanawia siebie jako nadrzędny. Być może nie jest tak, że całkiem znika, tylko zmienia swoją formę na bardziej podległom temu co nazywają wyższe jaźnie. Jego oprogramowanie przestaje być oparte na słowie. A słowo jest tylko wycinkiem rzeczywistości, nie jest nią samą w sobie. Słowo tnie rzeczywistość. Są takie części oprogramowania, które pozwalają nam komunikować się z innymi ludźmi. To coś jak protokół, ustandaryzowana część w komunikacji. Szkoda, że ludzie mają różne języki. Praca nad sobą jest jak najbardziej ok, ale w czymś takim jak „dążenie ku oświeceniu” istnieje pewnego rodzaju niebezpieczeństwo, że jedną wizję świata zastąpimy drugą, tzn. umysł, ta jego część, która dzieli, sprytnie się schowa. To może doprowadzić do tego, że podświadomie będziemy nienawidzieć siebie i inne istoty, albo uznamy się za coś lepszego. Gdy umysł się rozpuszcza istnieje tylko tu i teraz, spokój, ale jest to tak silne doznanie, że mieści się poza jakimikolwiek koncepcjami, raczej wpada się na to przez przypadek. Wtedy ciężko pokroić siebie na części.

    Wspaniały filmik: https://www.youtube.com/watch?v=d0KEXrre7RI

    I tak w sumie gadam sam ze sobą. 😉

    Inlakesh!

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: