Podążanie za przodkami

Rozpoczynam nowy rozdział, uruchamiam nowy blog pod nazwą

Uwaga na sercu [link].


To jeden z ostatnich tekstów na tej witrynie. Już nie chcę pracować tak analitycznie, umysłowo, terapeutycznie w zakresie duchowości.

Nowa aktywność będzie wiązać z tematami związanymi z obszarem serca i miłości. To bowiem czuję, że mam trochę zaniedbane.

Tymczasem temat z kręgu związanego z ustawieniami rodzinnymi!

Tadam! :

Podążanie za przodkami

Stosunek do naszych przodków jest sprawą złożoną. Może się zdarzyć, i zdarza się to często, że inaczej na sprawę spogląda osobowość, a inaczej Dusza. Dusze najczęściej padają przodkom do kolan, a osobowości już nie. Mogą się buntować i zwykle to robią.
Ten bunt można zaobserwować jak się rodzi gdy osobowość się krystalizuje, gdy dziecko staje się nastolatkiem. Okres buntu, to okres buntu osobowości przeciw postawom, pomysłom rodziców, ale i ogólniej, – przodkom.

Temat wygląda bardzo honorowo. Wierność przodkom. Bo to przecież honor, żeby podążać za przodkami, wzorować się na losach przodków, możnaby tak pomyśleć.

Ale .. wtedy, jeśli chcemy kontynuować sposób życia przodków traci się swoje ja, traci się możliwość decydowania o sobie..
To co w takim razie robić?

Jedni powiedzą – potrzeba pamięci i cierpienia, trwania w cierpieniu i w tym, co płynie od naszych przodków, ponieważ jest to naszą spuścizną, która nam przypadła w losie. Jak ciężki los pisany, to nic nie poradzisz..

A może zbuntować się? – „O, tak, zbuntować się przeciwko ciemiężeniu nas losami naszych rodziców i naszych przodków”, powiedzą niektórzy i wejdą w postawę buntu.

Tak to się przedstawiają dwa typy reakcji na to, co mamy od poczęcia – na los naszych rodziców i przodków.

Przyjrzymy się tu temu całemu zagadnieniu, i sprawdzimy jaka reakcja, jaka postawa jest tu korzystna.

Karma pokoleniowa

Losy przodków mogą [choć nie muszą] konstruować dla nas tzw. karmę pokoleniową, inaczej karmę rodową.
Jest to drugie, po karmie osobistej, mocne ustalenie losów człowieka, na które nie mamy w takim prosty sposób wpływu. Oba rezydują „w Duszy”, jako jej postawy.

Zwykle losy przodków są dla Dusz wyznacznikiem na to, co Dusza chce robić we wcieleniu.
Mówimy tym samym językiem, co przodkowie, często żyjemy w tym samym miejscu co oni, a jeśli nie, to żyjemy w tej samej grupie kulturowej, narodowej co oni. Są to bezsprzecznie efekty „trzymania się przodków”. Dla Duszy takie aspekty życia mogą być bardzo ważne.
Mówi się: „Dusza idzie za losem przodków”, czyli go powtarza.

Może być to proste powtarzanie sposobu życia rodziców [albo bunt przeciw niemu]. Bo czasami młody człowiek po prostu nie może znieść tego, co mu rodzice podają na tacy. Nie chce bardzo tego przyjąć, co ma mu do dania rodzina, naród i np. emigruje.

Takie reakcje, jak powyżej, są łatwe do uchwycenia, do zobaczenia.

W wielu przypadkach zależność od przodków jest jednak o wiele bardziej ukryta, choć nie mniej silna. Dusza idzie za losem swoich dawnych przodków z rodu, dajmy na to sprzed pięciu, lub dziesięciu pokoleń. I chce powtarzać np. tragedię rodzinną, albo ekstremalną biedę, albo poczucie braku wyjścia z ciężkiej sytuacji. Dusza dociera energiami do tamtych wydarzeń, jako, że w Duszy istnieje część, która żyje w sferze bezczasowej, i dotarcie do jakichś faktów zajmuje jej tylko tyle, aby się skupić na nich – i już wszystko wie. Jak sobie tak dotrze do tamtej tragedii w rodzinie przodków, to na swój poziom rozeznania zaczyna kombinować: „o, jakże ci przodkowie cierpieli! A ja wcieliłam się w ich rodzie. Więc to słuszne będzie wziąć na siebie, na swoje barki sporą część ich ciężaru. Niech się tak nie wysilają, ja pomogę.” Dusza robi to, przyjmuje takie postawy z powodu swojej rewerencji, czy wręcz postawy uniżoności, wierności wobec tamtych Dusz.

I co wtedy? Trudno to nawet tak na szybko zdiagnozować, co się z danym człowiekiem dzieje, a widać, że się dzieje mocno i np. niekorzystnie.

Takie podążanie za przodkami jest to rodzaj karmy, który współwystępuje z karmą osobistą, wielowcieleniową.

Te dwa rodzaje karmy przenikają się, „przetykają się”, współpracują między sobą.

Przenikanie się karm

Karma przodków [rodzinna] przenika się z karmą osobistą [wielowcieleniową] bardzo podobnie do tego, jak są tkane tkaniny.

Popatrzmy jak zbudowana jest tkanina: ma nici osnowy [czerwone] i ma nici wątku. I wątek przeplata się między nićmi osnowy.

rys.

wątek i osnowa 1
Związane są z tym dwa powiedzenia:

„Na osnowie [czegoś] jest zbudowane.. [coś].”
Osnowa jest więc podstawą, na której coś powstaje.

i drugie:

„Wątek mu się skończył..”
Czyli nawlekał ten człowiek nić pewnego wątku na osnowę [np. mówiąc o oczymś], ale już nie ma co, bo się ta nitka skończyła i materiału dalej z tego nie będzie, mimo, iż podstawa jest [osnowa – np. słuchacze czekający na dalszy ciąg wydarzeń w opowieści].

Podobnie jest też z karmami – rodzinną i osobistą. Przenikają się. Karma rodzinna, przekazywanie ciała poprzez pokolenia [osnowa] stanowi podstawę zagnieżdżenia się Duszy na nowe wcielenie [wątek]. Działa to tak jak na tym rysunku:

rys

wątek i osnowa 2
mamy ileś linii rodzinnych, pomiędzy którymi zaplata się wątek osobistej historii pewnego człowieka. Linia żółta to losy Duszy poprzez wcielenia. Czyli historia życia pewnej istoty w iluś wcieleniach.

Linie czerwone to linie losów rodzinnych w rodach. I powiedzmy taki ktoś w danym wcieleniu jest związany z kilkoma rodami.

Oczywiście na rysunku jest to o wiele bardziej przejrzyście pokazane [i prościej], niż jest w rzeczywistości. Jest to taki uproszczony, szkolny przykład. Bo jakby interpretować rysunek, to można powiedzieć, że dana Dusza w każdym kolejnym wcieleniu wchodzi w relację z tymi samymi kilkoma rodami. One też się przedłużają odpowiednio, i w kolejnym wcieleniu oczywiście Dusza ma do czynienia z dalszymi potomkami tych rodów [może sama być takim kolejnym potomkiem].

Kolejne zakręty żółtej linii symbolizują śmierć i ponowne wcielenie Duszy w kolejnym życiu. Tu, na tym obrazku, można powiedzieć, ta Dusza jest niezwykle wierna tym samym liniom rodzinnym, rodowym. Oczywiście w realnym życiu może być wiele różnych linii rodowych, które jedne są częściej wybierane, inne rzadziej, a inne nawet porzucane i brane nowe. W prawdziwych wcieleniach wchodzenie do tego samego nurtu rodu jest rzadkie, chociaż zdarzają się wyjątki.

Tak czy inaczej, zasadą jest, że na danego człowieka, na jego Duszę, oprócz jego osobistej karmy wielowcieleniowej ma duży wpływ karma rodowa.

Dusza wciela się i korzysta z zasobów i wsparcia konkretnego rodu, ale też – poprzez swoje życie – zasila go i przedłuża, aby był „do wykorzystania” w kolejnych latach, aby był przedłużony dla kolejnych Duszy do wcielania się.

Tak więc Dusza zarówno korzysta z rodu, jak i dodaje do niego.

Korzysta – możnaby powiedzieć, jeśli oceniamy, że bierze coś z tego rodu dobrego, pożytecznego. Ale jak bierze coś kiepskiego, degradującego? To też korzysta, powie Dusza – dostaje możliwość doświadczania, chociaż nam [jako osobowościom] może to się nie podobać. Jak wiemy, dla nierefleksyjnej Duszy to niemal wszystko jedno. Dopiero osobowość i Świadoma Jaźń – tym dwum może się „to coś wziętego” nie spodobać.

Podobnie też, jeśli Dusza żyje w rodzie, to może dalej przekazać wsparcie potomkom, i istotnie ich wspierach, pomagać, wzmacniać ich. Ale niemal równie dobrze może swoim dzieciom i wnukom przeszkadzać, zaburzać, denerwować, niepokoić, poniżać, upokarzać, nadużywać, czy wręcz traumatyzować!

I wiele osób nie widzi w tym nic dziwnego, jak tak się zachowują wobec potomków – o przecież to słusznie postępuję! Jeśli moi rodzice tak na mnie krzyczeli, tak mnie wyzywali, tak mnie poniżali, to i ja mam prawo do tego, aby w ten sposób postępować wobec mojego dziecka. Ono jest MOJE więc mogę zrobić z nim wszystko, co chcę.
 
 To Dusza tak twierdzi, nierozsądna, nierefleksyjna Dusza potrafi niszczyć swoich potomków po linii rodu.. Przykre to, ale zdarza się to często.

No dobrze, mamy więc taką siatkę przetykających się, przenikających się współzależności. Jak z tego wybrnąć? Jak sobie polepszyć los – zwłaszcza, jeśli mamy w domu jak to się mówi „przechlapane”?? [żeby nie użyć tu jeszcze mocniejszego słowa]. Bo wiele, wiele osób nie wie, co robić, jak ma ciężką karmę, to aż trudno im żyć.

Wiele osób próbuje pracować nad sobą, działają w różnych psychoterapiach, zwyczajnych i niezwyczajnych. Dotyczących obecnego wcielnia i obejmujących dawne wcielenia własnej Duszy. Czyszczą się też w profilu np. bycia DDA [Dorosłym Dzieckiem Alkoholika, bądź z domu dysfunkcyjnego]. I chwała im za to! Jest to dobra ścieżka.

Tyle, że najczęściej okazuje się… niewystarczająca.

Bowiem, oprócz karmy osobistej, wielowcieleniowej może takiemu komuś nadal pozostać karma rodzinna, pokoleniowa.

Tu, można powiedzieć, prym wiodą ustawienia rodzinne. Jest to chyba najprostsza i najszybsza metoda „rozmów z Duszami”. Dusze nie koncypują intelektualnie, więc nie ma co z nimi za bardzo intelektualnie roztrząsać spraw. Dusze mają postawy i uruchamiają się energetycznie i w obszarach relacji z innymi Duszami. I tak dokładnie działają ustawienia rodzinne [bądź organizacyjne]. Dlatego ta metoda jest tak przemawiająca dla Dusz.

Można oczywiście rozmawiać z Duszą, próbować rozumieć jej postawy, jej postępowanie, jej ekscesy. Niemniej, z naszego zwykłego, osobowościowego punktu widzenia, mając podejście intelektualne [latami wyuczane w szkołach] nie zdziałamy NIEMAL NIC.

Jeden z nielicznych działających na duszę mechanizmów, które osobowość dobrze zna jest to zachłanność. Osobowość wie, że „więcej to znaczy lepiej” i zwykle ku temu ciągnie. Dusza ma ten sam kierunek, więc osoby mające motywację zachłannościową dobrze prosperują, gdy sobie to realizują. Niemniej mało co się rozwijają, ponieważ żyją jakby w rynnie działań, gdzie samoświadomość, refleksja nie jest potrzebna. Ba, gorzej, owa samoświadomość mogłaby wyrwać tą osobę z rynny zachłanności. I szusowanie w takiej rynnie zachłaności dzieje się niezależnie, czy ludzie ci zbierają puszki po śmietnikach, czy są uzależnieni od alkoholu, czy też są pracownikami korporacji, którzy chcą więcej zarobków czy bardziej lukratywnych i prestiżowych posad. Różni ich potężnie prestiż, ale postawy Dusz mogą być zadziwiająco podobne..

Dusza swoich przeżyć, swoich treści nie snuje intelektualnie i jest nierefleksyjna. Dusza jest skrajnie emocjonalna, sentymentalna, lgnąca, współczująca bez rozsądku.

Aby więc móc podjąć relację z Duszą, aby móc istotnie terapeutycznie wpływać na nią trzeba mocno zmienić swoje podejście.
..

Jak dopełniające się ze sobą są osnowa i wątek, tak terapie osobiste i ustawienia dopełniają się przy oczyszczaniu karm. Wartościowe i potrzebne są oba podejścia terapeutyczne:
– po linii osobowości i karmy wielowcieleniowej i
– po linii obciążeń pokoleniowych

Dusze przodków wymagają wierności

W tym tekście opowiadam o podążaniu za przodkami. Wynika ono z wierności własnym przodkom. Weźmy za przykład rodziców.

Paradoksalnie, wierność przodkom może być korzystna, albo i nie. I zwykle właśnie zarówno jest korzystna jak i nie jest.

Przejmowanie „po przodkach”, to najpierw jest przejmowanie „po rodzicach”.

I zaczyna się bardzo, bardzo wcześnie w życiu. Niech to się wam nie kojarzy tylko ze spadkiem!

Dziecko już w niemowlęctwie przejmuje od rodziców ich język, mimikę, sposoby zachowania się – bo je widzi i [chcąc nie chcąc] kopiuje. Dalej, próbuje kopiować, naśladować postawy społeczne. Przejmowanie tych wzorców stanowi podstawę dla dziecka, aby się umiało odnaleźć w życiu i społeczności, w której wyrasta.

Jeśli ktoś ma przodków, po których można spokojnie przejmować wzorce, to jest to wielka wartość. Dodatkowo, warto, aby przodkowie nie wymagali wierności wobec nich i nie uzależniali dziecka. Niektórzy rodzice potrafią wytworzyć z własnym dzieckiem zdrową relację, potrafią uruchomić zaufanie i rozmawiać z nim. Istotnie są dla niego podporą. Takie postawy dają dziecku wsparcie, dziecko czuje, że ma kogoś „za sobą”. Może iść naprzód, w życie, rozwijając siebie, ucząc się i wykorzystując wyuczone umiejętności. A rodzice z tego się cieszą.

Często jednak Dusze rodziców mają w nosie dobro dziecka. I „w dobrej wierze” uruchamiają w nim patologiczną wierność i uzależnienie wobec siebie. Jakże wtedy wzrasta w rodzicach poczucie własnej ważności! Co więcej, rodzice mimo to wymagają „normalności” od swojego dziecka.
Stosują zachowania niszczące dla dziecka, powodują coś odwrotnego, niż cel, z jakim przyszło ono na świat.

W zdrowym wariancie Dziecko ma się móc rozwijać, a nie degradować. Ale i to jest dla Dusz niewystarczająco zrozumiałe i niewystarczająco przekonujące. Postawy Dusz rodziców często są tak bezmyślne, że wszystko sobie potrafią wytłumaczyć, cokolwiek zechcą. Obowiązuje tu logika czterolatka.

Jak to robią?

Stosują:
nadopiekuńczość,
agresywność,
uwikłanie w seksualnie nastrojony związek z rodzicem płci przeciwnej,
rywalizują z własnym dzieckiem,
„orzą” dzieckiem w celu nadrobienia swoich ambicji
itd.

To wszystko daje uzależnienie Duszy dziecka, przywiązanie jej do siebie, do przeżyć, których rodzice sami nie są w stanie wytrzymać. Dziecko jest na początku jak sama „goła” Dusza, nieobudowana osobowością, z nieuruchomioną Świadomą Jaźnią. I łyka to, co mu rodzic podaje.

A czy dziecko się przeciwstawia? Ma w sobie zdrowe odruchy, które próbują utrzymywać je w integralności psychicznej. Innymi słowy: dziecko chce być sobą. Ale ma z tym kilka kłopotów:
– jego rodzice nie chcą, aby dziecko było sobą [j.w.]
– Dusza dziecka chce lgnąć do przodków i brać na siebie ich obciążenia
– osobowość i umysł dziecka są na początku na tyle nierozwinięte, że dziecko jest ufne i naiwne

I jak tu się w zdrowy sposób odnaleźć, jak dorosnąć w zdrowy sposób? W dzieciństwie siły wzrostu dziecka i siły degradacji stoją naprzeciwko siebie i napierają na siebie. Która jest silniejsza, ta przeważy.

Małe dziecko żyje w stanie błogości. Presje od przodków [także rodziców] przychodzą w formie presji i zaniedbań. Dziecko, przyjmując od rodziców, może się im przeciwstawić. Dajmy przykład jedzenia: dziecko może nie zjeść czegoś ponad to, co chcą w niego wmusić rodzice. Może nie przełykać, tylko wypluwać. Gdyby było sobie wierne, to by ciągle tak robiło. Ale rodzice wymuszają wierność im samym, mówiąc „zjedz za mamusię”. I wtedy dziecko wybija się z błogostanu i zaczyna „grać” w grę dorosłych. Współdziała z presją, odpowiadając na nią. Wierność rodzicom została wybrana nieświadomie, zamiast dalszego przeżywania błogostanu i zamiast wierności sobie i swojemu organizmowi. Rodzic zwykle bez wielkiego przemyślenia robi to, co robi, Wydaje mu się, że „tak będzie dobrze” – jego nawyki zaczynają budować nawyki dziecka. I tak postępuje wierność przodkom, zamiast wierności sobie i błogostanowi.

Reakcje dziecka mogą być różne. Najczęstsze są dwie:
spolegliwości [przyjmowania, akceptacji],
bądź buntu [odrzucania, konfrontacji].

Niemowlę, małe dziecko z reguły nie buntuje się, i np. uczy się ojczystego języka rodziców bez wahania.

Z kolejnymi latami dziecko uczy się od rodziców ich postaw, aż gdy będzie nastolatką/kiem wtedy może się poczuć mocno „wyuczone” różnymi wzorcami, z których części zupełnie nie chce! I jak nie chce, to próbuje je odrzucić, i buntuje się. Stąd naturalny bunt nastolatków. Samoświadomość nastolatka narasta na tyle, że już potrafi dokładnie powiedzieć co chce wziąć do swojego świata, a czego nie chce.

Dzieci często nie mówią do swoich rodziców, bowiem uważają, że oni mają ważniejsze sprawy. Jest to także dowód na to, że dziecko stawia wyżej dobro rodzica. Ile rzeczy mu nie powie – także aby się nie złościł, ale też aby nie był rozczarowany.

Wielkość buntu świadczy o dwóch sprawach:

– o chęci samodecydowania
– o poczuciu zależności od przyjętego wzorca.

Nastolatek/ka nie buntowałby się, gdyby nie czuł, że siedzi „w sieci” wzorca, który przyjął od rodziców. Próbuje się na nich oburzać, odrzucać ich, ale.. zwykle nie na wiele się to zdaje, zwłaszcza, że jest tak mocno uzależniony od swoich rodziców. Końcowym argumentem rodziców zwykle są pieniądze. Rodzice mogą mówić: „no, jeśli ci ta nasza nauka tak bardzo nie odpowiada i tak bardzo chciałbyś / chciałabyś postawić na swoim, to idź i sam się utrzymaj w świecie, sam za siebie płać..” Równoznaczne jest to z opuszczeniem, porzuceniem emocjonalnym dziecka, zamiast bycia razem z nim w jego odkryciach.

Dzieci zwykle nie ze złej woli chcą się pozbywać niekorzystnych programów rodzicielskich, widzą jednak ich bezsensowność, np. nieprzystawanie do aktualnych warunków. Chociaż też jest spora część dzieci, które właśnie chciałyby uruchomić się w sposób destruktywny dla siebie albo dla innych. Np. mają destruktywne wzorce i właśnie je chcą [bez refleksji] wdrożyć w życie.

I co powiemy do rodziców, aby taką sytuację uzdrowić?

Nie muszę zmieniać rodziców i ich postaw, aby żyć własnym życiem. Nie muszę czuć się zależny, bo jestem swobodną istotą.
Ale też nie muszę się buntować, ponieważ wybieram brak uzależnienia od rodziców, od ich presji, od ich wzorców, którymi chcą mnie obdarzyć.
Oddaję moim rodzicom ich wszystkie manipulujące energie, ich obciążenia. Nie muszę się do nich odnosić – ani ich chwalić, ani zganić za cokolwiek ważnego, co działo się w ich życiu.

Moi rodzice żyją jak żyją, żyli jak żyli, i to jest dobre, mam dla tego życia szacunek. Jestem dla nich życzliwy, a jednocześnie jestem oddzielony od nich, mam swoje własne życie.

Oceniając ich, nie akceptując ich zachowań otwierałem szeroko bramę, przez którą szły energie manipulacji moją osobą!

A przez taką akceptację, przez brak oceniania mogę odkleić się od tych spraw, które im przynależą.

Dopiero w tej postawie rodzice nie są w stanie wpłynąć na moje życie.
Nawet jeśli jeszcze jestem trochę zależny/a, to nie muszę się ani gniewać ani buntować przeciwko nim, gdyż zgodnie z zasadami duchowymi, oni tak naprawdę nie są w stanie wpłynąć na moje losy i życie. O ile im nie pozwolę, np. poprzez ocenianie ich i poprzez brak akceptacji dla ich życia i ich losów.

A wybieram nieocenianie i akceptację. Więc jest to tylko kwestia czasu, abym żył własnym życiem i własnym losem.

Dla mojego życia i pomyślnego losu wystarczy, że wezmę od nich życie, wsparcie i miłość.
Ja nawet nie mam prawa od nich brać czegoś innego, co przynależy do ich losu i ich życia.

Wystarczy, że ustalę między Duszami odpowiednie zdrowe relacje a system rodzinny wróci do stanu dobrego funkcjonowania.

Wierność Duszy przodkom: mądrość czy głupota?

Mamy więc dwa zachowania dziecięce/ nastolatka: podporządkowanie i bunt.

Z punktu widzenia wierności przodkom oba są podobne: w obu mamy zależność od przodków. Jednak są to postawy osobowości. Są to wtórne reakcje na to, co już się zadziało wewnątrz osoby, w jej Duszy.

Dusze są wierne przodkom i powtarzają ich los. Małe dziecko wchodzi w świat i Dusza na początku czuje ogrom siły. W porównaniu do małego ciałka Dusza czuje się niemal wszechmocna. Wtedy to dziecko, jego Dusza najchętniej przyjmuje na siebie ratowanie rodziców, bo widzi przecież jak mamusia czy tatuś starają się, trudzą się, przeżywają wysiłki. Więc czemu im nie pomóc? Dusza pomóc fizycznie nie może jeszcze, to się więc dobiera do energii, energetyki rodziców i dawaj ciągnąć z niej a dawać dobrą energię z siebie. Niejeden rodzic mówi, że „dziecko go odmłodziło”, albo „dziecko ze sobą niesie chleb” – jakoś tak mówiło się na wsiach. Że jak przychodzi dziecko to zaraz pojawia się dla niego pokarm i dla jego rodziców także.
To czasami może wynikać z dobrej karmy dziecka. Ale nie zawsze, bardzo często to Dusza dziecka rozdaje swoje energie swoim rodzicom.
I istotnie, coś się takiego dzieje, że Dusza rodzica może spuścić do Duszy dziecka sporo zużytej, kiepskiej energii a nakarmić się świeżą, odświeżoną energią Duszy dziecka.

Dzieci wytrzymują wiele jako potomkowie – upokarzanie, poniżanie, krzyki itp. To wszystko drenuje je z ich własnej energii, którą dostaje w takich wypadkach rodzic. Znam dzieci, które służą przez wiele lat za poduszkę, za materac treningowy dla wściekłego rodzica. Potem taki ktoś chodzi i próbuje pozbierać siebie na swoich ścieżkach życia, poskładać się z kawałków, które uszkodził i porozrzucał rodzic.

Dusze Dzieci mogą mieć różne postawy wchodząc w rodzinę i patrząc na przodków.

Dusza może chcieć przeżywać to, co przodkowie ze strony białej: upartość, wściekłość i oburzenie, resentymenty, nieprzebaczenie, chęć osądzania, odkrywanie oszustw, poświęcanie się w imię idei, zamiast realizowania własnego losu.

Albo odwrotnie, Dusza tak jak przodkowie – może lgnąć do zbyt łatwego życia, braku odpłacania się za dobro, do wywyższania się ponad innych, do brania wszystkiego za należne, do oszukiwania, do traktowania spraw i ludzi błaho.

Tak albo tak

Dusza, gdy podąża za swoimi przodkami – buntownikami może być buntownicza. Albo – gdy wybierze tzw. przeciwzależność – może być nadto układna, potulna. Może np. sobie wybrać postawę „jeśli moi przodkowie byli buntowniczy, to ja załagodzę tą sytuację, wyrównam ich postępowanie”.

Zarówno lgnięcie do tradycji, jak i bunt przeciwko niej, niechęć wobec tradycji nie dają wyjścia z tego błędnego koła.

Chociaż bunt właśnie wydaje się drogą na zewnątrz tego koła. Pojmowany jest powszechnie jako coś zdrowego, wolnościowego, chociaż trochę aspołecznego. A jednak jest to droga do środka układu, do zacieśnienia relacji z Duszami. Dziwne, prawda?

I taki człowiek może nawet widzieć w swoim życiu, że nie udaje mu się „wyrwać” z sytuacji, z układu. Może to widzieć w swoim losie. I może nawet mu to nie pasować. Często tacy ludzie sięgają po używki, alkohol lub narkotyki, aby ulżyć sobie w odczuciach. NO BO mieli być taacy wolni, a są jednak tak jakoś dziwinie mocno pouzależniani..? I to ich mocno frustruje, niepokoi, wkurza, wręcz wścieka. Tak mocno, że chcą od tego uciec.

Ale zmienić tego intelektualnie nie jest w stanie, póki nie dojdzie do odpowiednich zależności między swoją Duszą a Duszami przodków.

Swój los i swoje życie

Dopiero wzięcie na siebie swojego losu i swojego życia może spowodować prawdziwą zmianę.

Jeśli zdołamy nie być ulegli i nie mieć sprzeciwu [buntu] wobec czegoś, co rodzice wobec nas chcą, to oznacza, że nie jesteśmy patologicznie uwiązani.

Według prawideł zdrowego systemu rodzinnego Dusze nie powinny brać postaw przodków na siebie z powodu przodków. Ktoś może sam sobie wypracować postawę, mając swój los i swoje życie. I wtedy jest dobrze. Jednak mało kto nie jest zaangażowany Duszą w życie przodków i może powiedzieć, że jest prawdziwie pod tym względem wolny.

Nie godzi się mniejszym w systemie [tzn. dziecku] wspierać rodzica, brać na siebie jego los [pod postacią ciężkich energii, kłopotliwych, zamotanych, poobciążanych energii]. Jak popatrzeć na niejednego malca z rodziny patologicznej to widać, że jak ma tych kilka lat, to nosi na sobie energie, o które możnaby podejrzewać niejednego osobnika patologicznego. Owszem, niektóre dzieci z sobą przynoszą takie energie z poprzednich wcieleń. Ale równocześnie dzieci przejmują te energie w rodzinach, albo nawet choćby z ekranu telewizora, czy z osoby przypadkowo przechodzącej ulicą! Tak, poprzez takie media także Dusze potrafią się podłączyć i pobrać czyjeś energie i karmy.

Powiecie – przesadza. Ale naprawdę to spytajcie się np. pijącego ojca czterolatka, czy mu się nie żyje swobodniej niż kiedyś? Jeśli odpowie – tak, to oznaka, że jego syn/córka coś mu energetycznie podbiera. Ja w szkole podstawowej widziałem wielu, wielu kolegów, którzy byli jak pijani jak przychodzili do szkoły. Chociaż sami oczywiście nie pili. Ale ojciec pił. A oni od ojców brali tą energię [nieświadomie] i Dusze sądziły, że sobie poradzą z tym. Brały się z tego przepychanki, kłótnie, walki o dominację, bójki. Większość z nich z podtekstem energetycznym „niech już ta chorobowa energia mojego ojca znajdzie ujście, bo nie jestem w stanie z nią wytrzymać”, czasami też: „będę jak tata, ja im pokażę!”. „Nu pagadi” jest taką typową groźbą krokodylą wobec ofiary.

Dziecko próbuje brać ciężar na siebie, na swoje barki. Mimo, iż „nie powinno”, iż jest to nierozważne, nierozsądne, niekorzystne, to jego Dusza tego nie wie, nie rozumie, nie zastanawia się i .. to właśnie robi.
A czasami Dusza to robi konkretnie dla swojego zysku. Bo jak widzi, że tato „wymiata”, to ona też tak chce!!! A że ma konflikt z prawem, że matkę po twarzy bije? Ważne, że ma przewagę.

Głupia Dusza? Tak, nierozważna, nierefleksyjna.

Takie działania można skorygować na dwa sposoby:

a) wytłumaczyć dziecku, że ciężary, kłopoty, cierpienia dorosłych nie należą do niego, i nie powinno wyciągać po nie energetycznie ręki. Ten sposób bywa wątpliwy i nie jest często możliwy na dłuższą metę, bo kto miałby to robić i być dla dziecka wsparciem? Dziadkowie sami są zwykle jeszcze bardziej pomieszani i nieświadomi. „Rodzice chrzestni” zaś najczęściej świetnie wychodzą na zdjęciach.

W późniejszym czasie dzieci same dochodzą do świadomości, przynajmniej częściowej tego, co się dzieje. Jednak wtedy proces degeneracji postaw Duszy dochodzi już zwykle daleko, a pojawiają się postawy buntu i już „spokojnie” to się mało co z takim kimś załatwi.
Jednak pojawiająca się refleksja może już dużo, i warto coś wtedy już robić.

b) w późniejszym czasie można to wstecznie skorygować poprzez przyjęcie odpowiednich postaw, w pracy psychoterapeutycznej, a także w ustawieniu rodzinnym, gdzie wychodzą energetyczne zależności sytuacji rodziny.

Czyli, jeśli kogoś maltretowano presjami, to może np. w wizualizacji, w wizji przeżyć ponownie to wydarzenie i tym razem nawet nie odmówić, co pozostać niewzruszonym/ą w swoim błogostanie. A tam, na zewnątrz, niech robią co chcą, niech skaczą, krzyczą, aż się zmęczą i będą musieli uznać swoją bezsilność.

Metod psychoterapeutycznych jest wiele.

Jeśli kogoś bito, to może w wizji oddać te energie agresji agresorowi i .. w ogóle przerwać możliwość taką, że mogłyby te energie go/ją dosięgnąć. Można ustawić energie sytuacji tak, że wiadać, jak rodzic wścieka się i szaleje i my to trochę widzimy, ale nie reagujemy. Szanujemy tą osobę i jej przeżycia, ale nie mamy chęci ani krztyny z tego brać do siebie. Nie musimy na prawdę temu komuś sprawiać ulgi. Sprawy dorosłych bowiem są sprawami dorosłych.

Poprawnym sposobem zdrowienia jest wyjście poza dwie proste reakcje: poza uległość i poza bunt.
Jeśli zdołamy nie być ulegli i nie mieć sprzeciwu [buntu] wobec czegoś, co rodzice wobec nas chcą, to oznacza, że nie jesteśmy patologicznie uwiązani.

Wyjście poza uległość oznacza pójście „na swoje”, wypracowanie takich sposobów życia, aby można było samodzielnie utrzymać się i komfortowo żyć. To oznacza także nie tyle zakwestionowanie postaw przodków, ile bycie lojalnym wobec siebie.
Trzeba powiedzieć, że łatwo tu na Ziemi z tym nie jest. Mając tylu „opiekunów”, którzy z nas spijają sok jak mrówki z mszycy, to nasza rzeczywistość wygląda jak wygląda. I trzeba istotnie albo wielkiej determinacji, albo dobrej karmy [i super układu], aby się udało dobrze wystartować w samodzielne życie. W obecnych czasy ujawniają się wielodziesięcioprocentowe bezrobocia u młodych w wielu krajach Europy, co wskazuje na masowość zjawiska.

Mnie mój tato powtarzał, że „nigdy nie będziesz mieć lepszych przyjaciół jak twoi rodzice.” Okazało się to piramidalną bzdurą, bo miałem niejednego lepszego przyjaciela.. Nie miałem lepszego rodzica [bo nie miałem innego rodzica], ale i on nie był przecież aż taki zły. Jednak chciał mnie do czegoś „przykleić”, „zobowiązać”. Bo przecież jak jest w domu „najlepszy przyjaciel”, to dlaczego tam gdzieś szukać innego?
Pewnie ta postawa pochodziła od jego rodziców, oni mu to mogli powiedzieć. A i też u nich szukał, i też pewnie nie dostał czegoś, czego oczekiwał.

W nadziei i pragnieniu widzenia swoich rodziców jako jednak idealnych zaczął propagować to przekonanie na mnie. No i zrobił z siebie człowieka nierzetelnego, któremu nie mogłem zaufać, bowiem więcej ufał swoim mitom niż realiom, które mówiły co innego.

Takiego typu „sklejenia”, uzależnienia, zalania emocjami, uczuciami, podłączenia pod rodziców, dziadków, wszystko to przyczynia się do niebrania swojego losu i swojego życia. I potem trzeba to czyścić.

W żadnym wypadku nie należy wybierać osobistej postawy w odniesieniu do przodków, typu „jak oni wtedy tak myśleli w tamtych okolicznościach, to ja teraz w tych okolicznościach myślę tak i tak”.

To nie jest ważne, w jakich okolicznościach oni żyli. Nie żeby im coś ujmować, żeby zabierać im szacunek czy jakieś zasługi. Ale czasy się zmieniły, a i ludzie też. Nie jestem tym moim przodkiem. Chociaż wielu, wielu ojców na to liczy, że przetrwają w swoich dzieciach. I tak ich patologicznie wychowuje.
Niestety, albo stety, dziecko nie jest tamtym swoim dziadkiem z tamtego okresu. I chociażby dziadek wnuka zanudzał swoimi wspomnieniami, hipnotyzując przy tym sporo, to jednak zdrowo by było, aby umiał wspierać wnuka w wejściu w świat jaki jest w danej chwili. Tyle tylko, że większość dziadków [i część ojców] tego nie umie.

To nie jest ważne, jak się mają moje warunki życia do warunków życia moich przodków. Bowiem różnice są, były i będą. Jeśli się uwieszę na dawnym bogactwie, to mogę sam nie dojść do własnej efektywności działania. Jeśli zaś zafiksuję się na dwanej biedzie i przyjmę legendę rodzinną o rodzinnym ubóstwie, to mogę nie uruchomić się materialnie tak jakbym chciał, czy potrzebował.

Mogę skorzystać z konkretnego wsparcia od przodków – do tego mam prawo. Tak samo, jak oni mieli prawo skorzystać ze wsparcia od swoich rodzin. A wydzielanie tego po kropli, uzaleznianie: „damy ci ale tak jak my chcemy, a nie tak, jak ty potrzebujesz” świadczy o braku szacunku dla potomka.
Zdarza się nękanie potomków w tym temacie. Mądrzejsi terapeuci nazywają to „on/a daje tak aby nie dać”. I to świetnie obrazuje sytuację. Rodzic, jego Dusza potrafi tak dawać, aby mocno wzmocnić swoje ego a dziecko upodlić i upokorzyć.
Oczywiście to może być efektem karmy osobistej dziecka [weszło ono w taką rodzinę, aby to przeżyć]. Jednak cała sytuacja jest zupełnie niezdrowa i będzie w przyszłości „do czyszczenia”.  

Ważne, aby rodzice przekazali dziecku życie, miłość i wsparcie. Tyle tylko. Nie chodzi o to, żeby przekazywali jakieś „mądrości”, które tyczyły się czasów, które minęły i wszyscy się cieszą, że minęły.

A z porównywania z przeszłością może wyrosnąć wiele, wiele emocji, które Dusza, czy osobowość może wziąć sobie za argument.

Moja mama argumentowała wiele, wiele swoich posunięć, że „ona to tak świetnie dla mnie chce, bo jak ona miała tak kiepsko, to ja będę teraz miał tak dobrze”. No i ledwie nie wymiotowałem tym, jak ja mam przez to „dobrze”. Jak byłem brany w kleszcze niewypowiedzianego poczucia winy „bo przecież zobacz, jak ja się dla ciebie staram, mógłbyś się jakoś odpłacić, a nie tak kiepsko zachowywać się jak się zachowujesz”. Mówiłem sobie: „Niechżeby już się tak nie starała, bo mi to nie potrzebne, ale żeby na moje barki nie składała tego, co mam jej zwracać za te jakieś dziwne, przesadne wysiłki.” Mogłaby mniej mnie wykręcać jak kota a raczej z życzliwością przytulić. Ale nosiciele krokodyla rzadko kogo chętnie przytulają.

Brałem te komunikaty mamy tak, jak przychodziły. Jako dziecko chciałem w nie wierzyć, bo dziecko w coś wierzyć potrzebuje. Inaczej czymże jest jego świat, który właśnie się ma kształtować? Budowanie ścian ze znaków zapytania jest niemożliwe. A budować właśnie w tym wieku mocno trzeba.

Dodatkowo trzeba powiedzieć, że dla mamy praca była przykrywką, udowodnieniem dla jej postawy. Dużo pracowała i dużo z tego miała. I to dużo jej samej udowadniało. Bez potrzeby jakiejkolwiek refleksji. Wystarczy się odpowiednio utyrać i .. człowiek ma udowodnione niemal co chce.

No bo jak tyle się robi i tyle się z tego ma, to taka postawa musi być wartościowa, czyż nie? No i co ja miałem powiedzieć przeciwko takim materialnym dowodom? Które nie były w żaden sposób wartościowe dla moich uczuć?

Rodzice mogą odnosić się do swojej przeszłości, do warunków swojego wzrastania. Jeśli mieli rodzice takie warunki, to takie mieli. I kropka. A ja mam takie jakie mam. To należy do nich i do ich życia, nawet wspominanie tego w osobistych rozważaniach wskazać może na zależność wobec przodków.

Gdy jednak się poczyścimy nieodpowiednich postaw można liczyć na przodków, którzy mogą nas wspierać na różne sposoby.

Im mniej jesteśmy wspierani pieniężnie, a dobrze żyjemy, tym lepiej świadczy to o naszej niezależności. Co prawda nie należy rezygnować ze wsparcia materialnego! Nawet jeśli wydawałoby się, że idzie za tym manipulacja, albo jej potrzeba. Rezygnacja ze wsparcia jest dla Dusz odczytywana jako odrzucanie czegoś, a to jest niekorzystne.  

Jeśli chcą mnie rodzice wspierać pieniędzmi, świetnie, natomiast ich osobiste przekonania jeśli chcą łączyć z tymi pieniędzmi – tych przekonań nie biorę. One nie są moje i nie powinienem ich brać. Mam swoje życie i mam prawo do wsparcia [o ile kto mnie chce wspierać z moich przodków].

Jeśli zaś nie zechce, nie odczuwam wsparcia – to mam temat do pracy z Duszami.

Wsparcie na sposób inny, duchowy

Dotychczas mówiliśmy o wsparciu materialnym, świadomym i zupełnie konkretnym.

Ale oprócz niego w kategorii hellingerowskiej „wsparcie od przodków” jest coś jeszcze, kto wie, czy nie coś o wiele silniejszego i ważniejszego. Jest to wsparcie duchowe, płynące poprzez linie rodowe ku nam.

Doskonałą formą wsparcia jest wsparcie energiami od strony przodków.

Jest to o wiele bliższe energii życia, którą dostaliśmy od nich. Wraz z życiem Dusze chcą przekazywać błogosławieństwa, pozytywne energie. Jednakże kiedy nie jest to możliwe, to same Dusze nie rozwiążą tej zagadki „dlaczego tak się nie dzieje i co by potrzeba poprawić, aby się to błogosławieństwo uruchomiło”. Nie, Dusze są tępe pod tym względem jak tabaka w rogu, i nawet zwykle nie możemy liczyć na swoich rodziców, aby oni mieli owe zadanie rozwiązać.

Ludzie, czując się kiepsko w swoim życiu, wyobrażają sobie, że ich przodkowie mają niewystarczającą siłę, albo niewystarczającą zdolność wspierania ich.
Myślą czasami, jak spoglądają w przeszłość, przecież ci biedni ludzie, moi dziadkowie, pradziadkowie, jakże oni mogliby móc mnie wspierać? To oczywiście poniżające ego się daje we znaki.
Nie pamiętają, że poprzez właśnie ten konkretnie ród przeszła Boska moc życia i rodzenia i dała im życie, którym żyją! Niech się przypatrzą w siebie, w swoje życie, czy oceniają je „chudo”, „niedostatecznie”, czy też jako coś potężnego, czy przemożnego?

Brak rewerencji, zachwytu dla życia wynika zwykle z .. braku kontaktu z nim w jego dużych przejawach. Wtedy łatwiej to zauważyć.

Albo ludzie myślą, że trzeba pomóc przodkom w ich ciężkim losie, aby oni z kolei mogli pomóc nam. Stąd mogła się narodzić praktyka zanoszenia pokarmów na cmentarze, aby „wzmocnić przodków, niech się najedzą”.

Jednakże takie przekonania są prymitywne, nie uwzględniające realiów duchowych. Jest to takie „zamawianie” realności, przekabacanie jej na swoją stronę w wierze, że sposób, który używamy jakoś tam zadziała.

Zależność wspierania przez przodków zachodzi w obszarach, w realiach duchowych, a nie fizycznych. Wielu zanoszących pokarmy na groby bardzo by chciało dostać prawdziwe wsparcie od przodków, ale na krzytnę się nie orientują, jak i co by mogli zrobić, aby to zadziałało. I próbują stosować to, co działa w realiach fizycznych.

Ale noszenie pokarmów na groby – nie chce dobrze działać.
A przynajmniej nie działa tak mocno, jak mówią magowie, że powinno.
I jeszcze coś z cmentarza można niebezpieczenego „podciągnąć”..

Wzmacnianie przodków w nadziei na własne powodzenie występuje też u dzieci. One „wstydzą się za rodziców”. Bo jak rodzic lepiej wypada, to i ono przecież też. Ale, że się to dziecko samo wiąże w los rodzica przez ten wstyd, to mało kto wie.

Możecie spróbować zobaczyć, na ile jeszcze się wstydzisz zachowania, postępowania rodzica. Tu wchodzą także wszelakie zachowania typu „korygującego”: „Ja zmienię mamie pościel, bo już trochę brudna i nie mogę patrzeć”, „tata, musimy ci kupić aparat słuchowy, bo to wstyd, żebyś tak nic nie słyszał w towarzystwie”.
[Można z tym pracować i zmniejszać ten poziom wstydu tłumacząc Duszy, że bycie oddzielnym od rodzica jest bezpieczne i korzystne – i dlaczego.]
I takim weryfikatorem dziecięcego oddzielenia od rodzica jest poziom owego wstydu.

Jeśli go nie masz, oznacza, że Dusza już jest sporo swobodna.

Jedynym, co może blokować duchowe wsparcie od przodków są nieuregulowane stosunki i relacje duchowe. Dusze są poblokowane, uruchomiły jakieś relacje, związki, które nie sprzyjają potomkom. A te więzy, jak się gdzieś zawęźlą, to potrafią nie tylko przez pokolenia, ale i przez wieki przetrwać. Tu widać w jakim analfabetyzmie duchowym tkwimy, bo któż to rozumie, któż pomaga w uwolnieniu błogosławieństw płynących od rodu? Mimo religii, mimo różnych praktyk, które ludzie wykonują. A prawdziwa duchowość jest bardzo, bardzo konkretna i daje się mocno odczuwać w świecie materialnym.

Żydzi niegdyś mieli takie przekonanie – kogo Bóg wspiera, temu się świetnie wiedzie. Mamy przykład tego w księdze Hioba, gdy Hiob upadł, to najpierw materialnie i zdrowotnie, to zostało poczytane jako odwrócenie się Boga. Gdy zaś odzyskał swoje majętności, a nawet więcej niż miał, ludzie orzekli, że Bóg go na powrót wspiera.

Często trudno odzyskać prawidłową zależność podległości swoim przodkom po byciu zbyt uległym/ą. Wtedy wejście [nawet w zdrową] zależność od starszych w swoim rodzie może źle się kojarzyć. Taka zależność może być rozumiana jako ponowne przyjście do tych samych zaburzonych osób i do tego samego chorego układu.

Prawidłowa podległość przodkom nie ma nic wspólnego z patologicznymi postawami własnych rodziców. Ani z poddawaniem się ponownie tym samym chorym zależnościom. Nie chodzi o ponowne podporządkowanie się ich osobowościom, które tyle złego mogły zrobić w dzieciństwie. I które to osobowości nadal mogą być patologiczne!

Jeśli działamy w terapii w obrębie systemu rodzinnego, np. w ustawieniu rodziny, to działamy z Duszami. I tak naprawdę jesteśmy na bardzo ważnej i odpowiedzialnej pozycji. Rzadko bowiem można oczekiwać, że osoby z rodziny zrozumieją nasze działania – potrzeba więc, abyśmy pracowali sami bezpośrednio z Duszami członków rodu. I jest to możliwe, i jest to do zrealizowania w ustawieniach. [namawiam jednak do ustawień na przedmiotach, nie zaś na ludziach, bo dużo niepotrzebnego cierpienia przeżywają reprezentanci].

Jest to miejsce, którego warto dotknąć, ponieważ z niego uruchamiały się i uruchamiają sprawy, którym jesteśmy poddani mniej lub bardziej. Praca z Duszami w ustawieniach może dać prawdziwe uporządkowanie systemu rodzinnego – a mało który system rodzinny [na poziome Dusz] jest w porządku. A my możemy być – dla własnej korzyści – odpowiedzialni za usprawnienie działania systemu rodowego na poziomie energii Dusz. To się po prostu opłaca.

Tyle powyżej pisałem o nierozsądnym poddaństwie Duszom przez ludzi, zwłaszcza u ludzi, na których się liczy, czyli rodziców. Nawet, jeśli nie doczekamy się od rodzica poprawnej postawy, nawet jeśli jego/jej osobowość nie jest do „przekonania”, to nadal mamy możliwość pracy z Duszą takiego człowieka. Ba! Mamy o wiele większe szanse, że ta Dusza zechce współpracować niż osobowość, bo mało która Dusza nie chce.

Do tego jeszcze Dusze potrafią zmieniać postawy bardzo szybko, nie są poblokowane w swoich postawach, w odróżnieniu od osobwości. Zmian postaw Duszy możemy się spodziewać kiedy podajemy jej odpowiednie argumenty przeżyciowe. Nie intelektualne, a z obszaru przeżyć, relacji i uczuć. Gdy „trafimy”, to zwrot Dusza może zrobić niemal natychmiast. Przykładem może być sesja Regresingu, gdzie prowadzi się Duszę po przeszłych doświadczeniach [także przeszłych wcieleniach] i pokazuje się jej ileś spraw. Jeśli Dusza zobaczy, dostrzeże jakąś nieprawidłowość, jak ją naprowadzimy na odpowiednie widzenie jej, to zmiana potrafi zachodzić w sekundy. Występuje wtedy jednak obecność Wyższej Jaźni, która to pokazuje Duszy swoją postawę co do sytuacji i to działa jak katalizator.
My sami, jeśli się nauczymy, możemy robić podobnie.

Poza bunt

Wyjście poza bunt jest może nawet trudniejsze niż zerwanie z uległością. Bowiem bunt jest jakby próbą odcięcia się od tego, na czym ktoś wyrósł. Jest to niezgoda z poziomu osobowości. I buntownik czuje się silniejszy przez to, że uruchomił u siebie bunt.

Więc rezygnacja z buntu? Może to kojarzyć z poddaniem się temu, czemu się sprzeciwia. A więc zaprzeczeniem swoim ideałom!

Człowiek buntujący się zwykle myśli sobie, że proponowanie mu „przepracowania” spraw relacji z rodziną, z którą właśnie się pokłócił, będzie skutkowało tym, żeby pogodzić się z nimi na poziomie osobowości. Że będzie „musiał” pójść do każdego z osobna i „wyznać własną winę”.

Na coś takiego osoba zbuntowana się nie chce zupełnie zgodzić. Przecież po to się zbuntowała, aby utrzymywać postawę ważności, słuszności swoich argumentów.

Ale w pracach z Duszami nie dokonujemy konfrontacji. Owszem, wyrażamy postawy osobowości, ale zostawiamy je nim samym i nie traktujemy aż tak istotnie, wiedząc, że jest to naskórek problemu. Sytuacja bowiem wiedzie swoje energie potężnymi strumieniami o wiele głębiej.

Można sobie buntowniczo pomyśleć, że „mam taki trudny los, bo moi przodkowie tak mi to zgotowali”.

Najczęściej jest to postawa, gdy czuje się obciążenie na ramionach, gdy człowieka los przygniata do ziemi, a z tyłu nie ma wsparcia. Jednak, gdy w pracy z Duszami dojdziemy do momentu, gdy przodkowie nie rzutują na nas już swoich losów, swoich obciążeń, to możemy poczuć coś odwrotnego – siłę, energię wchodzącą do ciała od tyłu i od dołu, często przez czakram podstawy i powodującą, że jesteśmy zadowoleni i czekamy na swoją przyszłość.

Wtedy nie ma przeciw czemu się buntować, pozostaje tylko osobista karma.

To oczyszcza też postawy wobec świata:
– nie muszę walczyć, bo już nie muszę się bronić,
– nie muszę się wściekać, bo nie mam powodu,
– nie mam przekonania, że świat się na mnie sprzysiągł, bo czuję wsparcie stamtąd, skąd powinno przychodzić i dodaje mi ono energii w życiu.

Na szczęście praca z Duszami nie musi zupełnie być zależna od tego, jakie argumenty są czyjej ze stron. Jeśli osobowość kogoś destruktywnie działającego jest destruktywna, to naprawdę nie trzeba do niego się udawać, nie trzeba go przekonywać, ani wykazywać swoich racji. A jednak można zrobić duże porządki w relacji z nim. Robimy to poprzez porządkowanie relacji z jego Duszą. I osobowość takiego kogoś tak naprawdę nie aż tak wiele nas obchodzi. To Dusza jest tu ważniejsza i większa.

Pamiętam, jak niegdyś miałem niezbyt przyjemne kontakty z pewną panią psycholog, osobą silną i władczą, nosicielką krokodyla, z którą jakoś współpracowałem. Po tych epizodach współpracy Dusza była zachwycona, a ja byłem wyprany z energii i czułem się mocno pogryziony [wtedy jeszcze tego nie wiedziałem, że tak będę to określał]. Niemniej stwierdziłem pewnego razu, że miara się przebrała i zacząłem pisać list do jej Duszy. Opisałem większość tego co czułem i kiedy, z konkretnymi momentami i co mi nie pasowało. List był spory, ok 10 kartek ręcznie zapisancyh, nie miałem nic więcej do powiedzienia. No i co? Dusze się porozumiały ze sobą i nie zobaczyłem jej nigdy więcej. A nic tego nie zapowiadało.

Więc,jeśli oczyścimy z Duszą relacje, to możemy sami na tyle się lepiej poczuć, że wyparują nam potrzeby jakieś rozmowy z tym konkretnym człowiekiem, udowadniania czegoś.. nie czujemy że te sprawy są nam w ogóle potrzebne! Albo też i Wszechświat to dodatkowo udowodni w faktach.
Wypraktykowałem to wielokrotnie. Nawet wobec osób, których nie znałem osobiście, a tylko np. poprzez maila, stronę internetową albo znanych poprzez telefon. Albo były sytuacje, że relacje z osobami mi znanymi oczyszczałem bez ich wiedzy, zgody, obecności tak, że potem nie miałem z nimi nawet kontaktu. Nie mnie jest bowiem sądzić, co tamta osoba zadecydowała w swojej postawie.

Więcej, w podobny sposób można sobie pomóc nie tylko w sprawie osób, ale całych spraw i przedsięwzięć, które mogą nas dotykać, niepokoić, „zaburzać” jak to niektórzy mówią. Dowolna ilość omawiania takiej sprawy między zainteresowanymi stronami może nie dać tyle ile jedno konkretne i efektywne ustawienie relacji z Duszami. Przykładem może być.. nieszczęśliwe zakochanie się. Można tak zakochanej osobie tłumaczyć i tłumaczyć jak krowie na rowie, a ona z poziomu intelektu będzie to wszystko rozumieć, ale nie będzie miała żadnego wpływu na to, jaką postawę Dusza przybrała i na to, że jednak nie może tego zmienić. Gdy podziałamy z Duszami, skutek i zmiana mogą być zdumiewająco szybkie.

Tak więc mamy możliwość posłużenia się narzędziem o wiele skuteczniejszym, niż jakiekolwiek działania na poziomie osobowości, czy kwestii oficjalnych, stosunkow służbowych, prawnych itp. Czy nie lepiej zrobić załatwić sprawę z Duszami [i pomóc im w tym, o co wołają], niż się kłócić, dochodzić własnych racji bądź słuszności? A Dusze zwykle, jeśli kogoś przyciągają do jakiegoś sporu, zamieszania, kłopotu, to tak naprawdę wołają o pomoc dla siebie i swoich zmarłych przodków.

Opowiadaliśmy dużo o relacjach z rodzicami. Wierność Duszy dalszym przodkom może również być super mocna – i chyba nawet mniej zauważalna.

Można to zobaczyć tak, jakby Dusze, które później przyszły na ten świat w danym systemie rodzinnym chciały „uratować swoich przodków”. Jakby mówiły „czujemy się na siłach i właśnie bierzemy na siebie ten zaprzęg, to chomonto, ten popręg, pod którymi wy, nasi przodkowie upadaliście. Pomożemy wam, nie bójcie się!”

Tak właśnie prezentuje się w formie zupełnie realnej współczucie Dusz wobec innych Dusz. Jest mocne i czasami zupełnie, zupełnie niemądre. Nierozsądne, niestosujące racjonalnych zasad, niestosujące się do tego, co działa. Dusze poprzez swoje prostoduszne postępowanie potrafią ogromnie dużo popsuć mniemając, że oto właśnie ogromnie dużo pomagają!

I zupełnie nie przychodzi im do łba, że właśnie coś rujnują.

Tak, jakby Dusza mówiła: „koń ma dużą głowę, to niech on myśli!” Żeby wiedziała, ile to koń może wymyśleć, to nie wiem, czy by to tak mówiła.

A więc jak dzięki temu działają Dusze?

Ano działają emocjonalnie, opierają się na wzorcach branych od przodków, mimo, iż te wzorce funta kłaków mogą nie być warte.

Opierają się i karmią kiepskimi bądź niezdrowymi energiami w nadzieji, że mimo, iż zaszkodziły przodkom, to teraz im może wreszcie nie zaszkodzą. Sposobem Duszy na sukces jest slogan „jak coś nie wychodzi, to to powtórz”. I będzie taka Dusza usilnie powtarzać sprawę, sytuację, relację, aż.. aż nastanie śmierć i nowe wcielenie, i tam, może nieco w zmienionych dekoracjach dalej swoje będzie próbować uzyskać.

Nie interesuje Dusz, że powtarzają błędne schematy.

A Dusze wywierają tak mocny wpływ energiami, emocjami, uczuciami na osobowość [która jeszcze by mogła coś pomóc], że osobowość rejteruje i człowiek właśnie własnymi rękami toruje sobie drogę na środek życiowego bagna. Czy to nie jest ponure? A to wszystko Dusza potrafi zrobić w przekonaniu, że właśnie jest wierna swoim przodkom względem ciała, przodkom rodowym, którzy tak samo pogrzęźli w tym bagnie.. Żenada. Jeśli widzisz jakiś żenujący widok, to możesz śmiało założyć, że uruchomiła tą sytuację jakaś Dusza.

Dusza potrafi zainspirować osobowość, aby ta polubiła np. jakiś aspekt przeszłości. Dajmy na to, Dusza czuje współczucie z dawnymi ofiarami, to zainspiruje osobowość, aby ta rozważała historie przodków, którzy właśnie mocno ucierpieli. I osobowość czuje, że „lubi historię”, „jest patriotą”. A tak naprawdę to Dusza ciągnie do zmarłych przodków, od których chce owe ciężkie energie wydobywać i otaczać się nimi na cześć i pamiątkę owych przodków.

Im bardziej jesteśmy uwikłani w życie przodków, tym mniej mamy własnego życia, własnych wyborów. I tym bardziej możemy być nieszczęśliwi w swoim życiu.

Można wtedy – już racjonalnie powiedzieć [np w ustawieniu mniejszym lub większym]: szanujemy i pozwalamy.

„Moi przodkowie, to, co moja Dusza chce doświadczać, a co jest tak nieracjonalne biorąc pod uwagę dzisiejsze czasy i moje dzisiejsze potrzeby, to robi to z wierności Wam. Aby powtórzyć wasz los.
Ale to jest Wasz los, a ja mam swój los i mam swoje życie.

Dlatego oddaję te zachowania, te przeżycia, te cierpienia Wam, ponieważ należą one do Was. Macie prawo do tych postaw, przeżyć i doznań.
Stawiam je przy Was i kłaniam się Wam z szacunkiem. Pamiętam o Was. I nic więcej. Nie wezmę na siebie żadnego ciężkiego losu od Was, ani od Waszych krewnych.

Proszę również moją Duszę, aby oddała te losy przodków i wzięła na siebie mój los i moje własne sprawy. „

Przodkowi [jego Duszy] można tłumaczyć, można pomagać w zrozumieniu, ale nie wolno brać na siebie jego postawy ani odpowiedzialności za jego decyzje. Ma prawo do swojej postawy, tak samo jak my mamy prawo do naszego życia i losu, wybieranego przez nas samych.

Starsze Dusze nie są pod tymi względami mądrzejsze od młodszych. Owszem, są bardziej energetycznie potężne, ale z mądrością.. to nie należy przesadzać w ich opisie. Stare Dusze po prostu mają więcej doświadczeń. I nierzadko potrzeba znacznie więcej działań dla starszej Duszy, aby osiągnąć w oczyszczaniu to, co u młodszej.

Jeśli próbujemy dokonywania zmian wobec przodków z pomocą naszego intelektu, to nadużywamy naszych sił, naszych kompetencji. Intelekt jest świetnym narzędziem, ale nie wszędzie się równo przydaje. W ustawieniach to raczej otwartość na Wyższe Jaźnie, na inspiracje intuicyjne i kontakt z Duszami i zrozumienie dla nich, to się przydaje. I to działa.

Dlatego warto powstrzymać się od osobistych działań wobec przodków [rodziców, dziadków], które by miały coś „naprawić”. I spróbować zrobić to najpierw na tej płaszczyźnie, na której istnieją realne możliwości zmian. Nie należy liczyć, że jeśli „my coś zrozumieliśmy”, to zaraz jak to powiemy mamie czy dziadkowi, to oni też to „kupią”. Oj, szanse są niewielkie. Dusze przodków wcale nie aż tak bardzo się przejmują co osobowość potomka sobie wykoncypowała. Jak Dusza wobec swojej własnej osobowości mało się przejmuje, to jeszcze mniej przejmuje się w stosunku do osoby potomka. Dziwne to, czyż nie, zważywszy jak ludzie sobie wyobrażają, że rodzice „troszczą się o dzieci”. Troszczą się, ale ich Dusze nie raz traktują ich dzieci mooocno typu „przynieś-wynieś-pozamiataj”.

Na szczęście możemy świadomymi aktami woli prostować tą sytuację. Zdania, słowa korygujące, wypowiadane w rytuałach, w ustawieniach mają odpowiednio duże znaczenie, aby naprawiać sytuacje.

„Szkoda, że nie miałem odwagi żyć tak jak naprawdę chciałem, a nie tak jak inni tego ode mnie chcieli. ”
[jedna z najczęstszych wypowiedzi na łożu śmierci]

Można to zinterpretować tak: „tak bardzo moja Dusza chciała zrobić dobrze moim rodzicom i przodkom, że zapomniałem o swoim życiu i o tym, jak chciałem je przeżyć”.

Podsumowując:
życzę wzięcia swojego życia i swojego losu. I oddania losów czyichś.

Advertisements

3 komentarze (+add yours?)

  1. Kasia
    Lu 08, 2015 @ 14:11:52

    Andrzeju, dzięki za kolejny, wiele wyjaśniający tekst. Ja to czuję mocno, że pora oddać, co nie moje, bo mocno stopuje i ogranicza. Chyba przyszła pora zająć się rodzinką 🙂 Cieszę się, że poruszasz ten temat, czekam na następne artykuły, tym bardziej, że przystępnie napisane, przyjemnie się czyta Twoje teksty. I już jestem ciekawa nowego bloga 🙂 Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę zdrowia

  2. Iwona
    Lu 08, 2015 @ 23:47:29

    Panie Andrzeju, od dłuższego już czasu czytam Pana wpisy i chciałabym za nie bardzo podziękować. Dużo z nich wzięłam dla siebie i dużo dzięki nim zrozumiałam. Mam nadzieję, że nadal będzie się Pan dzielił swoimi przemyśleniami, wiedzą i doświadczeniami. Bo jakimś dziwnym trafem nowy wpis jest akurat tym czego potrzebuję na ten moment. Pozdrawiam

  3. SwiatDucha
    Lu 09, 2015 @ 12:35:11

    Kasia, Iwona
    Fajnie, że temat się przydał.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow Opowieści o duchowości on WordPress.com
%d blogerów lubi to: